- Opowiadanie: Zige - W krainie mrocznych kreskówek Cz1

W krainie mrocznych kreskówek Cz1

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Oceny

W krainie mrocznych kreskówek Cz1

Bugs, oprócz wydatnego brzucha piwosza, paru długów i wyroków w zawieszeniu, posiadał również trochę szczęścia. Niewiele, akurat tyle, żeby przenieść kulę kalibru dziewięć milimetrów kilka cali nad jego lewym uchem. Alkohol i kokaina krążąca od paru godzin w żyłach, zdążyła się już nieco rozcieńczyć, dzięki czemu zareagował wystarczająco szybko. Z rykiem ranionego tura przetoczył się na bok i zanurkował za łóżko. Drugi pocisk utkwił w materacu.

Dziwka, którą Bugs obracał tej nocy, zerwała się z krzykiem, ale szybko umilkła, kiedy trzecia kula, rozpychając się łokciami, dotarła do jej pnia mózgu.

Dziwka nie miała wystarczającej ilości szczęścia.

Bugs nie przejmował się martwą od niedawna kobietą. Bardziej zajmowało go ocalenie własnego kupra. Przyklejony do podłogi gorączkowo macał spód łóżka.

Tymczasem napastnik powoli się zbliżał. Wodził lufą pistoletu wokół rozbebeszonej pościeli przekonany, że za moment wychynie stamtąd włochaty cel.

Bugs mamrotał na przemian modlitwy i przekleństwa. Był pewien, że zebrał już cały brud i pajęczyny, kiedy w końcu natrafił łapą na chłodną, metalową kolbę. Zacisnął na niej palce i szarpnął gwałtownie, zrywając taśmę klejącą. Z wrzaskiem triumfu dźwignął się na kolana i wycelował.

– Może wyrównamy szanse, skurwysynu? – krzyknął radośnie i pociągnął za spust przerobionego rewolweru, efekt szaleństwa mieszkającego w sąsiednim bloku Elmera, psychopatycznego myśliwego, zabójcy i fana wszystkiego co wybucha. W tym momencie Bugs dziękował bogom za jego bzika na punkcie ulepszania broni.

Huk przypominał wystrzał z armaty. Odrzut omal nie połamał królikowi ręki.

Bugs nie był najlepszym strzelcem. Mówiąc wprost, strzelał fatalnie.

Kula minęła napastnika o dobre pół metra, mimo że dzieląca ich odległość wynosiła niewiele więcej. Pośrednio jednak spełniła swoją funkcję.

Okazało się, że napastników było dwóch.

Obok tego strzelającego stał dwukrotnie większy osiłek, który właśnie wypuszczał z rąk wielki, paskudnie wyglądający obrzyn, i zginał się w pół. W zasadzie Bugs mu się nie dziwił. Każdy, kogo większość bebechów wylądowała na ścianie, zdecydowanie ma prawo do zgięcia się wpół.

Królik przez ułamek sekundy napawał się nieudano-udanym strzałem, ale wtedy dotarło do niego, kogo właśnie postrzelił, i radość szybko ustąpiła przerażeniu. Z cichym jękiem schował się z powrotem za łóżkiem.

Miał zdecydowanie przepierdolone.

Rozpoznał obu. A skoro byli tu oni, to miał do czynienia z całą bandą zawodowych zabójców z najwyższej półki. Profesjonalistów w zadawaniu śmierci, najlepiej w bólu i męczarniach; prawdziwych zwyrodnialców.

Ktoś nasłał na niego Gumisie.

Tymczasem Grafi kompletnie zgłupiał. Strzelając na oślep wycofał się na korytarz. Przez chwilę zastanawiał się, czy nie zabrać Tamiego, ale ten, siedząc bezradnie na podłodze, właśnie próbował zebrać to, co wylewało mu się z wielkiej dziury w brzuchu. Grafi z doświadczenia wiedział, że było tego zdecydowanie za dużo na szczęśliwe zakończenie.

Bugs zaryzykował szybki rzut oka na pokój. Zdołał dostrzec znikającego za framugą Grafiego. Jego kompan miał na głowie dużo ważniejsze rzeczy niż mordowanie kogokolwiek. W rzadko spotykanym u Bugsa przebłysku bystrości, królik uznał, że drugiej takiej szansy nie dostanie. Zerwał się na nogi i, bijąc własne rekordy prędkości, pognał do łazienki. W ramach zabezpieczenia wypalił cztery razy w prostokątny otwór wejścia.

Trzy kule trafiły ściskającego właśnie własne jelito Tamiego. Problem, co z owym jelitem powinien zrobić, przestał dla niego istnieć.

Grafi wystawił rękę i również na ślepo opróżnił cały magazynek. I tak nieciekawe wnętrze zamieniło się w pełną roztrzaskanego badziewia, śmierdzącą prochem klitkę. Śmiertelnie ugodzona okienna szyba z trzaskiem wyleciała na zewnątrz. Nocna szafka z dykty zawaliła się, kiedy jeden z pocisków przeleciał kilka centymetrów od niej.

Bugs w swoim planie sprintu zapomniał o zwłokach dziwki. Lata nicnierobienia i hodowania brzucha zrobiły swoje. Zanim impuls o uniesieniu nogi dotarł do mózgu, owa noga już zawadziła o trupa. Bugs wrzasnął i dał nura do przodu.

Tylko dzięki temu nie oberwał kulki.

Sunąc po brudnym linoleum jakoś dotarł do łazienki. Zatrzasnął za sobą cienkie drzwi i schował się za wanną. Jakimś cudem nie wypuścił rewolweru. Z całej siły ściskając go w spoconej dłoni, oparł łokieć o krawędź i wycelował w środek drzwi.

Alkohol i narkotyki w jego żyłach zostały całkowicie wyparte przez morze adrenaliny i ocean strachu. Dyszał ciężko, próbował uspokoić dygoczącą jak w febrze rękę.

Nagle dotarły do niego głosy. Jeden niski, zapewne Grafiego, zaraz potem znacznie cieńszy, kobiecy. Po nich usłyszał jakiś hałas w sypialni, z której właśnie uciekł.

– Ty jebany morderco – ciszę przerwał piskliwy wrzask. – Zabiłeś mojego braciszka, ty parszywy skurwysynu! Już nie żyjesz, słyszysz? Już nie żyjesz!

Ostatnim słowom towarzyszył wyraźny dźwięk repetowanej broni.

Bugsowi zrobiło się nagle bardzo zimno. Historie opisujące wrodzone okrucieństwo Sani obrosły już legendą. Ucięte palce i przypiekane pięty stanowiły w nich zazwyczaj zaledwie preludium.

Szanse Bugsa na wyjście z tej kabały cało zmalały z zerowych na mocno minusowe.

Jego dalsze rozmyślania przerwał trzask pękającego drewna. Złamane w pół drzwi wleciały do środka. Zaraz za nimi pojawiły się dwie lufy pistoletów uzi.

Lufy zaczęły przemawiać.

Pociski wręcz rozniosły łazienkę. Płytki rozsypywały się z głuchym hukiem, kule zamieniły lustro i umywalkę w strzępy.

Bugs schował się za wanną i zaczął krzyczeć.

Sani również wrzeszczała, dewastując małe wnętrze. Omiotła lufami z lewa na prawo, mrużąc oczy przed fruwającymi odłamkami. Pociski latały w powietrzu jak wściekłe osy. Karabinki z terkotem wyrzucały dziesiątki łusek.

Wanna oberwała kilkanaście razy, ale dzielnie nie przepuściła żadnej kuli, ratując niewiele wartą skórę Bugsa.

Magazynki skończyły się równocześnie. Nastała cisza, przerywana co chwilę przez odpadające kawałki posiekanych płytek. Z obu luf unosiły się cienkie wiązki dymu.

– Dostałaś go? – krzyknął z bezpiecznej odległości Grafi.

– Tak! – odwrzasnęła Sani, pewna, że nikt i nic nie mogło przeżyć takiej kanonady.

Bugs postanowił wyprowadzić ją z błędu.

Z szybkością błyskawicy odtworzonej na stopklatce wychynął zza wanny, wymierzył całkiem starannie i pociągnął za spust.

Jako stary i doświadczony erotoman, zdążył zarejestrować obcisły, skórzany kombinezon, ściśle dopasowany do zachęcających krągłości swego celu. Sekundę potem Sani zniknęła. Trafiona prosto w serce poleciała do tyłu, a na jej twarzy wyryło się bezbrzeżne zdumienie.

– Aaaaaa! – ryknął Grafi. – Ty morderczy sukinsynie! Chcesz zrobić ze mnie jedynaka, ty krwiożerczy popierdolcu?

Bezładnie wystrzelone kule wleciały przez wejście, ale w porównaniu do niedawnego dzieła Sani, te wydawały się nieśmiesznym żartem.

Bugs, profilaktycznie, zanurkował za wannę.

Nagle na podłodze, zaraz przy jego głowie, coś się zaczerwieniło. Kilka kropli zamieniło się w malutką kałużę.

O wielki rysowniku, trafiła mnie – przemknęło mu przez myśl. Lewą ręką pomacał brudną, oblepioną pyłem głowę.

Była cała.

Przeszedł do uszu. Jedno w porządku, choć nieco oklapłe.

Z drugiego została może połowa.

Ta suka go oszpeciła.

Czuł ściekającą między palcami krew. Dopiero kiedy dotarło do niego, że jest ranny, poczuł dotkliwy ból.

Łkając bezgłośnie rozejrzał się za jakąś szmatką, gazetą lub oddziałem ratunkowym, czymkolwiek przydatnym do zatamowania krwotoku.

– Zabiłeś moje dzieci.

Spokój tego głosu zmroził Bugsa do szpiku kości. Był po tysiąckroć bardziej przerażający niż najgłośniejszy krzyk.

– Dwoje z moich dzieci leży martwych u mych stóp.

Nie mógł opanować dygotu. Żółte zęby skakały jak nakręcane zabawki.

– Zabijałam za krzywe uśmiechy i niechętne spojrzenia. Zgadnij co zrobię z tobą… po czymś takim.

Resztki wyposażenia łazienki, zalegające grubą warstwą na podłodze, zazgrzytały pod ciężkim buciorem.

Bunia weszła do środka.

Bugs spróbował wstać. Podpierając się obiema rękami, zdołał uklęknąć.

Masywna sylwetka Buni zasłaniała całe wejście. W ręku trzymała półmetrową maczetę. Wpatrywała się w niego nieruchomym wzrokiem kobry. U jej boku stał karłowaty Kabi. Bugs słyszał, że podczas którejś z wcześniejszych akcji gówniarz uległ wypadkowi, po którym zgarbił się i pokrzywił niczym garbus. Stracił również głos i władzę w jednej ręce, a ponadto ślinił się jak pies w fabryce kości. Podobno stara zabierała go na każdy kontrakt licząc, że któreś z licznych morderstw w końcu przywróci młodemu przynajmniej mowę.

Zrobiła kolejny krok.

Bugs, nieświadom, że łka coraz bardziej, powoli uniósł rewolwer. Mniej więcej ustabilizował szczerbinkę na środku sylwetki. Zamknął oczy i nacisnął spust.

Broń była sześciostrzałowa.

Metaliczny szczęk brzmiał jak topór opadający na katowski pień.

Bunia uśmiechnęła się upiornie.

– Właśnie przedłużyłeś swoją agonię o dobrych kilka godzin. Kiedy z tobą skończę…

– Nawet nie zaczniesz, dziwko – doleciało z sypialni.

Zaskoczona Bunia obróciła się z kocią zwinnością i ręką w połowie ruchu do zadania ciosu.

Nie wyprzedziła jednak kuli dum dum.

Pokryta siwą czupryną głowa zniknęła w chmurze krwi, kości i mózgu. Pozbawione istotnej części ciało stało jeszcze przez chwilę, jakby niepogodzone ze swoim losem. W końcu z łoskotem zwaliło się na podłogę.

Zagrzmiało po raz drugi. Kabi stracił górną połowę poskręcanego ciałka i szansę na spokojną emeryturę. Po chwili legł obok Buni.

Do łazienki wkroczył Elmer. Wciąż dymiącą strzelbę oparł o ramię. Schylił się i wytarł zakrwawiony nóż o idiotyczny fartuch Buni, który ta zawsze zabierała na akcje.

– Musiałem trochę ponacinać tamtego – wyjaśnił z niewyraźnym uśmiechem. – Tak, żeby to babsko nie usłyszało.

Bugs stanął chwiejnie na nogi, potem zwymiotował i zemdlał, niemal jednocześnie.

Koniec

Komentarze

Świetne! :D

he he he :D

Gumisie powinny wypić sok przed akcją! ;-)

Babska logika rządzi!

Jako stary i doświadczony erotoman, płakałem ze śmiechu ;) Od razu przypomniałem sobie "Kto wrobił królika Rogera?", ale tutaj brutalizacja i mhrok są oczywiście na o wiele wyższym, bo nie cenzurowanym hollywoodzkimi standardami filmu familijnego, poziomie :)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

"Dłoń" królika zmieniłbym na "łapę". "gruby głos" z kolei na "niski". Z technikaliów – pociski to nie kule – jest zasadnicza różnica między nimi. Uzi to pistolet maszynowy, nie karabinek. "Ta suka go oszpeciła." – odniosłem wrażenie, że w tym konkretnym momencie strzelał do niego Grafi – no, chyba że królik oberwał od Sani wcześniej, a teraz dopiero zauważył. Poza tym – gratuluję świetnego tekstu – konkurencja robi się poważna. :D

Złościć się to robić sobie krzywdę za głupotę innych.

ocalenie własnego kupra – kuper jest zarezerwowany dla drobiu, ale ie wiem, jak nazywa się zadek królika

, mimo, że dzieląca ich odległość wynosiła niewiele więcej. – a tu przed "że" nie powinno byc przecinka

i schował się za wanną. – nie wiem jak w Hameryce, ale u nas wanny z reguły stoja przy ścianie – może lepiej w wannie Baaardzo dynamiczne i krwawe, a przy tym zabawne!

 

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Dzięki wszystkikm za przeczytanie. Finkla, ten fragment jest częśćią większej całości, w której wyjasnione jest, dlaczego jednak gumisie nie żłopią soku z gumijagód :) TyraelX, bemik, dzięki za poprawki, już się za nie zabieram, A co do oszpecenia, królik stracił kawałek ucha po kanonadzie Sani w łazience i dostrzegł to dopiero po chwili. Widocznie powininem jakoś lepiej to zaakcentować.

E, nie potrzeba, dla mnie było jasne, że to Sani odstrzeliła ucho królikowi.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Uu, dobre. Na pewno jedna z najlepszych scenek dodanych jak na razie. "Amunicja dum dum. Zajebiśśście skuteczna."

Świetne:) Jakby Tarantino miał nakręcić kreskówkę, pewnie tak by wygladała.

”Kto się myli w windzie, myli się na wielu poziomach (SPCh)

…Tekst dynamiczny, sprawnie napisany. Zero psychologii, postacie z komiksów. Dla młodzieży wierzącej w supermenów i twardzieli super. Pozdrawiam.

…Oczywiście, w realu takie historie się nie zdarzają. To rozrywkowa literatura w stylu Harlama Cobena. Niemniej komercyjnie poczytna.

Dzięki za przeczytanie

ryszard, masz rację, w realu takie sytuacje są raczej rzadkością. Ja na przykład nigdy nie widziałem prawdziwego gumisia :). A tak powaznie, to brak jakiejś głębszej refleksji ze strony bohaterów był zamierzonym zabiegiem. Fajnie wklecić do tekstu jakies psychologiczne rozterki mordowanego lub mordującego,  ale po pierwsze: jak dla mnie traci na tym dynamika akcji (co chyba w scenie, nomen omen, akcji, jest całkiem istotne), a po drugie: w pracy konkursowej postanowiłem skupic sie tylko i wyłącznie  na niczym nie skrępowanej rozwałce (bo przyznam szczerze,  takie teksty lubię najbardziej :)). pozdrawiam

…Autorze, w odróżnieniu od Ciebie ja miałem do czynienia z bronią palną i uwierz, nigdy bym nie zaryzykował oddania serii (np. z peem) w łazience, z uwagi na śmiertelne zagrożenie rykoszetami. Pozdrawiam.

Rozumiem jak najbardziej, że w rzeczywistości byłoby to niedopuszczalne i pozbawione sensu, ale mówimy tu o scence, w której gumisie próbują rozwalić królika Bugsa :) Wierność prawom fizyki, logiki i rozsądku nie grają tu pierwszych skrzypiec. Ani nawet drugich. To tylko i wyłącznie rozrywka.

Ryszardzie, o ile pamiętam, kreskówki mają własne zasady. Również fizyki. Na przykład, grawitacja nie działa, dopóki postać nie zorientuje się, że właśnie wybiegła poza klif. Z rykoszetami może być tak samo, więc ćśśśś, bo ich pozabijasz. ;-)

Babska logika rządzi!

W sumie, gdybym mógł jeszcze edytować tekst, dałbym gwiazdkę przy imieniu Sani, a na dole legendę: "Sani nie jest zbyt bystrą bandytką. Gdyby dać jej do ręki wyrzutnię rpg, nie zawahałaby się użyc jej w jakimś niewielkim pomieszczeniu, powiedzmy – w łazience :)

:):)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Mnie się podobało ; ) Ze względu na poziom absurdu, wykorzystanie motywów i sprawny warsztat. Brawo ; )

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Rozbawiło mnie :)

Przynoszę radość

Anet, czyli spełniło swoje zadanie. Gites

z tych konfrontacji, które na razie przeczytałem, ta spodobała mi się najbardziej. i prawdopodobnie ją zapamiętam. 

Podoba mi się ;) Z uwag: "Dziwka nie miała wystarczającej ilości szczęścia" zamieniłbym na "Dziwka nie miała wystarczająco szczęścia." Im prostsze zdanie, tym lepiej. Fragment odstrzelenia ucha Bugsowi niesamowicie plastyczny.

Nie odkładaj nig­dy do jut­ra te­go, co możesz wy­pić dzisiaj (JT)

Alkohol i kokaina krążąca od paru godzin w żyłach, zdążyła się już nieco rozcieńczyć, dzięki czemu zareagował wystarczająco szybko.   ---> skoro alkohol i kokaina, to 'krążące'. Liczba musi się zgadzać. Zdążyła się nieco rozcieńczyć – użyte liczba i rodzaj wskazują na kokainę i tylko na nią, więc co z alkoholem? {Lekko uparłszy się, można czepnąć się budowy zdania, ale tego nie uczynię, gdyż rzeczone zdanie straciło by na płynności.}   Metaliczny szczęk brzmiał jak topór opadający na katowski pień.  ---> nikt nigdy nie stosował metalowego pnia jako "podkładki" pod skazańca. Topory szczerbiłyby się za szybko.  :-)  Ale w całości – rozśmieszacz jak należy.

AdamKB, faktycznie, w zdaniu z alkoholem trochę porypałem liczby. Szkoda, że już nie mogę edytowac tekstu. A co do topora – tak mi ładnie przypasowało porównanie, a tu wychodzi, że jednak nie do końca logicznie.

Zjawiłam się tutaj, zgodnie z sugestią z przedmowy do części II i teraz zastanawiam się, o co tu chodzi…?

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Nowa Fantastyka