- Opowiadanie: bemik - Świąteczny nastrój

Świąteczny nastrój


 

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Oceny

Świąteczny nastrój

czyli jak to się stało, że Mikołaj i jego renifery potrafią latać

* * *

– Ho, ho, ho – powiedział święty Mikołaj, ale jego głos zabrzmiał głucho i nie dźwięczała w nim nawet szczypta radości.

Bo z czego się tu cieszyć? Znowu tysiące kilometrów do pokonania, włażenie przez kominy, rozwydrzone bachory niezadowolone z jego prezentów. Co rok to samo.

Klaus westchnął z irytacją, poprawił pas na wydatnym brzuchu i zasiadł w bujanym fotelu. Przez panoramiczne okno mógł oglądać swoje renifery. Pasły się spokojnie, wygrzebując spod zmarzniętego śniegu trawę, mchy i porosty. Nie wyglądały na przygnębione, wręcz przeciwnie – dokazywały jak młode. Mało tego, przyjrzawszy się im dokładniej, święty zauważył, że niektóre wykonują długaśne susy, inne leżą na plecach z kopytami w górze, a któryś nawet lewituje.

Gwiazdor wstał z fotela, przetarł oczy i przybliżył się do szyby, żeby lepiej widzieć, bo na polanie wyprawiały się dziwne harce. Złośnik usiłował obgryźć ogon Pyszałkowi, Tancerz z Fircykiem unosili się nad ziemią, wirując w jakimś szalonym walcu. Kometek i Amorek rzucali śnieżkami w Błyskawicznego, nie zważając na wymachującego kończynami Profesorka, który zdaje się usiłował zmienić chaotyczną nawalankę w działania taktyczne. Tylko Rudolf zachowywał się normalnie.

Mikołaj postanowił natychmiast sprawdzić, co się dzieje z jego stadem. Wybiegł z domu tak szybko, na ile oczywiście pozwalała mu tusza i zdyszany dopadł do Czerwononosego.

– Ty, Rudi, co się tu dzieje? – spytał zasapany.

Rosły samiec nie opowiedział mu, a nawet nie zaszczycił spojrzeniem. Zapamiętale dłubał w śniegu i bez przerwy mamrotał coś pod nosem. Święty, wiedziony ciekawością, narażając się na spotkanie ze wspaniałym i groźnym porożem, przysunął się bliżej, by zrozumieć Rudolfa.

– Spóźniłem się! Cholera, wszystko już wyżarli. Nic dla mnie nie zostało!

– Ty – Mikołaj odważył się szturchnąć zwierzaka w bok – co tu się dzieje?

Kuksaniec był na tyle silny, że zdołał zwrócić uwagę renifera.

– O, cześć Niki. Co słychać?

– To ty mi powiedz, co słychać! Co tu się wyprawia? Co z nimi się wyprawia? – Mikołaj zatoczył krąg ręką, wskazując na chichoczące, brykające i lewitujące osobniki.

Rudolf zerknął na przyjaciół, zaklął szpetnie, po czym miał zamiar powrócić do przekopywania białego puchu i z pewnością by to uczynił, gdyby nie silna ręka Mikołaja, który uchwycił róg zwierzęcia i nie pozwolił mu schylić głowy.

– Gadaj albo cię zaciągnę do szopki i zamknę – zagroził reniferowi.

Czerwononosy spojrzał w chmurne oczy świętego i zrozumiał, że to nie czcza gadanina. I że jeśli chce powrócić do poszukiwań, musi najpierw zaspokoić ciekawość człowieka.

– Widzisz to? – Kopytem wskazał wyłaniający się spod śniegu czerwony kapelusz. – To nasz przysmak. Wyszukujemy pod śniegiem zamarznięte grzyby i zjadamy. A teraz puść mnie do cholery! Spóźniłem się, a oni wszystko zeżarli. Puszczaj, słyszysz!

Mikołaj uwolnił Rudolfa, aczkolwiek przeczuwał, że w wyjaśnieniach ulubieńca tkwi ogromna luka. Święty nie należał do ludzi, którzy się poddają, choć jak każdy – miewał chwile zwątpienia, ale raczej wynikało to z monotonności pracy niż z piętrzących się przeszkód. Dlatego teraz oddalił się nieco od zachowujących się dziwnie zwierząt i popatrując na nie ukradkiem, rozgarniał butem śnieg. Po kilkunastu minutach poszczęściło mu się – coś czerwonego błysnęło w zmarzniętym firnie. Udając, że wpycha spodnie za cholewkę, schylił się i zgarnął zdobycz. W następnym momencie odwrócił się plecami do reniferów i ukradkiem wsunął do ust kawałek nakrapianego rarytasu.

– Ble, ohyda! Gorzkie! – Mikołaj wypluł rozdrobnioną miazgę, a potem jeszcze długo nie mógł się pozbyć obrzydliwego smaku.

Ale święty nie miał zamiaru odpuścić. Podumał chwilę i wreszcie doszedł do wniosku, że powinien spróbować jeszcze raz, ale musi obrać inną metodę.

– Jasne, że mi nie smakuje. One wszystko żrą surowe: mchy, prosty, trawę, gałązki. Ja nie. Więc trzeba to paskudztwo jakoś przyrządzić.

Klaus oddalił się od grupy szalejących przyjaciół, schował się za chatą i tam rozpoczął poszukiwania produktów na obiad. Lub kolację – nie wiedział, ile czasu zejdzie mu na gotowaniu.

Umyte muchomory poszatkował, podlał odrobiną wody, dodał sól, pieprz i inne przyprawy, zagotował, a następnie zmniejszył ogień i pozwolił, by się powolutku dusiły. Sam ustawił się przy oknie i zerkał na szalejące zwierzęta – szybowały lotem koszącym nad polaną, wznosiły się pionowo w niebo, by po chwili opaść z ogromnym impetem. Widać było, że bawią się doskonale. Co jakiś czas, jakby potrzebowały doładowania, wciskały pysk w śnieg, wyszukując kolejne zamarznięte smakołyki.

Święty uznał, że jego danie jest już gotowe. Sięgnął łyżką do garnka, nabrał odrobinę niezbyt apetycznie wyglądającej brei i ostrożnie spróbował. Skrzywił się, ale po namyśle dosypał szczyptę soli i ponownie siorbnął odrobinkę. Teraz pokiwał z uznaniem głową. Przełożył zawartość rondelka na talerz i zasiadł w swoim ulubionym bujanym fotelu. Popatrując na rozbawione stado pochłonął posiłek. A z każdą łyżką czuł, że przybywa mu sił i energii, że świat nabiera barw, a on sam młodnieje. Że życie jest piękne, a roznoszenie prezentów małym, słodkim, kochanym dziateczkom to jego życiowa misja.

Mikołaj podniósł się z fotela i zapragnął dołączyć do zabawy na polanie. Wyszedł przed chatę, wyciągnął w górę ramiona, a potem pełnym, dudniącym głosem zawołał:

– Hoł, hoł, hoł! – Święty poczuł taką radość, że zapragnął się nią podzielić z całym światem. Dlatego wrzasnął jeszcze raz, a potem powtórzył to w kilkunastu językach, żeby wszyscy zrozumieli.

 

Koniec

Komentarze

Inspiracją do powstania tego tekstu był program na Animal Planet. Dowiedziałam się, że zwierzęta też się narkotyzują. Małpy, słonie, pekari, górskie owce czy pszczoły poszukują środków, które wprawią je w stan upojenia – gnijących owoców, grzybów, porostów. Renifery odkryły, że muchomory mają właściwości halucynogenne. Wygrzebują spod zmarzniętego śniegu czerwone, biało nakrapiane smakołyki i wcinają, aż osiągną stan „wyższej świadomości”. Lapończycy, obserwując swoje stada, zapragnęli tego samego. Aby wprawić się w trans, zjadają trujące grzyby, a nawet zbierają mocz ogarniętych ekstazą reniferów, by z niego wyabstrahować pożądane substancje.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Bemiku, chyba wyekstrahować… ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Pośpieszyłam się. Powinnam najpierw sprawdzić, a nie polegać na tym co mi się o poranku w głowie tłucze. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

A potem zgarnęli dziada na trzy lata za posiadanie…

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Regulatorzy, nie ma sprawy. Swoją drogą o trzynastej poranek? No, no, no! Cos Ty wczoraj robiła?  Zalth, no coś Ty, Mikołaja by zamknęli? A kto by rozwoził prezenty?

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Hm, niestety nie zostałam rozbawiona ; ( Za to znalazłam literuffkę: "…inne leżą na plecach z kopyami w górze…"

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Dzięki.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Wczoraj, Bemiku, robiłam to co zawsze. Czytałam. Dlatego wszystkie moje poranki nie zaczynają się z nastaniem dnia, tylko wtedy, kiedy się obudzę. Czasem już o dziesiątej jestem na nogach! ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Zazdroszczę Ci. Ja teraz  z reguły po dziewiątej zasypiam, a budzę się prawie z kurami – o siódmej.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Tu gdzie mieszkam, nie ma kur gdaczących, z którymi trzeba wstać. Trafiają się natomiast kury domowe, które już niczego nie muszą i ja jestem taką kurą. ;-D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Bemiku, to bardzo miło z Twojej strony, że poznając zwyczaje zwierząt oraz różne, że się tak wyrażę, dziwy przyrody, dzielisz się z nami swoją wiedzą, umilając tym samym przedświąteczny czas. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

…Dziękuję Bemiku, za nowe informacje zawarte w opowiadaniu. Tekst trzeba koniecznie czytać z wyjaśnieniem Nie wiedziałem o halucynogennych właściwościach muchomorów. Myślałem: Muchomor plus zupka z niego równa się wymiana wątroby, albo odpoczynek nie do dziesiątej, ale wieczny. A tu – proszę po muchomorku można być na haju. Pozdrawiam obie wyspane panie..

Mikołaja zgarnęli i zamknęli, ale uciekł szybem wentylacyjnym. A tekst przyjemny. :-)

Babska logika rządzi!

Gdyby Mikołaj ujrzał lewitujące reny po zjedzeniu zupki, no to tak, ale widział przed konsumpcją, a to mi się nie zgadza.

Bo te grzybki działają nie tylko na psyche, także na rzeczywistość. I na tym polega element fantastyczny… ;-)

Babska logika rządzi!

Hej! Czyżbyście zapomnieli o miśkach koala? One są wiecznei na lekkim rauszu…! :) Bemik, o koalach i nałogach mogę zamówić? :D   Reniferek na głodzie wydaje mnie się, powinien być odrobinę bardziej agresywny, a przynajmniej drażliwy.   @AdamKB – no zaraz zaraz, ale w robocie, znaczy w okolicy świąt, to renifery na trzeźwo nie lewitują ciągnąc sanie z prezentami? Po grzybie chyba po prostu lewitują… hmmm… mniej skoordynowanie ;)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Oj, Adamie, czepiasz się. Mikołaj łykał grzybki wcześniej, tylko o tym nie wiedział. Jego przyjaciel Rudolf podrzucał mu do zupy.

Finklo, dokładnie tak, jak powiedziałaś!

Psychofish – hym, lewitujące koale? no, no, interesujący temat.  

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Ostatnie zdanie jest Pratchettowskie do bólu :) Zabawne i leciutkie. Lubię Cię w takim wydaniu i cieszę się, że humor wraca mojej ulubienicy :) Pozdrówka!

Profil autorski: https://www.facebook.com/krajemar

@bemik – Napisz! NAPISZ! :):)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

No tak, wiedziałem, że to wszystko przez grzybki. One zawsze są wszystkiemu winne. Tak, to wszystko ma sens.

Nowa Fantastyka