- Opowiadanie: Sethrael - Cena krytyki

Cena krytyki

 

Tekst nawiązuje do dwóch ostatnich opowiadań Michalusa oraz do komentarzy pod nimi.

 

Założenie określone w „wyzwaniu” było takie, że w tekście koniecznie ma wystąpić kilka wyrazów: dupa, rżnięcie, kotlet (ścisła podstawa).

 

Przed ewentualną lekturą mojego tekstu warto więc zapoznać się wpierw z zalinkowanymi poniżej, krótkimi opowiadaniami Michalusa, wtedy treść mojego arcydzieła może nabrać trochę sensu, choć gwarancji nie ma. Niemniej, życzę przyjemnej lektury.

 

Ps. Michalusie, dobrze się bawiłem pisząc poniższe, dzięki za wyzwanie ;)

 

Oto obiecane linki:

 

http://www.fantastyka.pl/4,56843379.html

 

http://www.fantastyka.pl/4,56843386.html

Dyżurni:

regulatorzy, adamkb, homar, vyzart

Biblioteka:

Finkla, koik80, regulatorzy

Oceny

Cena krytyki

 

 

Kurczak Sethruś nie lubił kotletów, zaś wyjątkowy lęk budziły w nim wszelakie wariacje na temat bitek drobiowych. Jego lekka psychoza nie wzięła się znikąd. Otóż dawno temu, kiedy pływał jeszcze w bezpiecznej przystani jajka, otoczony zbawienną skorupką gwarantującą beztroskę i bezpieczeństwo, usłyszał, jak pewna dorosła kura gdakała, że cały drób żyje tylko po to, żeby w przyszłości stać się posiłkiem dla człowieka; stać się kotletem. Oj, wyśmiały ją wtedy inne kokoszki; wyśmiały i określiły mianem skończonej kretynki.

 

 

– Jeszcze zobaczycie! – krzyknęła wówczas kurza wieszczka.

Od tamtej pory na zebraniach Koła Niosek trwają spory, co mieszkańcy kurnika mieliby zobaczyć, bo wieszczka, po wygłoszeniu enigmatycznego proroctwa, zniknęła pochwycona ludzką dłonią i słuch po niej zaginął. Wtedy mroki tajemnic i lęków zakradły się do serca Sethrusia i zatruły krew spokojnie płynącą.

 

*

 

Kurnik znajdował się przy starym przedszkolu gminnym, które pamiętało jeszcze okres głębokiego Peerelu. Kiedyś było to miejsce piękne, wypełniające jego mieszkańców dumą. To były czasy: pracy, poświęcenia i godnego życia; czasy, w których kury znosiły jaja na wyścigi, przekraczając dozwolone przez naturę normy nawet o kilkaset procent, narażając się na odwapnienie i łamliwość kurzych stopek. Nioski-stachanowcy, jak mówiono o nich kiedyś. Nioski-stachanowczynie, jak poprawiłyby dzisiejsze kokoszki-aktywistki.

Idylla nie mogła jednak trwać wiecznie. Kurnik podupadł wraz z systemem, podobnie jak obyczaje. Nikomu nie chciało się nic robić, bo i po co. Wydajność spadła adekwatnie do motywacji, a do pobliskiego przedszkola zaczęły przychodzić dzieciaki już nie takie jak dawniej. Kiedyś – powiadały najstarsze kury – dzieci były grzeczne, szły się uczyć, a teraz to im tylko zabawa i dupy w tych pustych łbach się kolebią!

 

*

 

Lato przeminęło jak zwykle zbyt szybko i jesień ozłociła okolicę. Dym z palonych liści snuł się po polach, przyjemnie łechcząc nozdrza. W tak pięknych okolicznościach przyrody, grząską drogą, zmierzał właśnie do przedszkola mały Michaś. Chłopczyk siedział na furmance wpatrując się w ekran smartfonu. Jego przyjaciel Koń znał drogę na pamięć, lecz czemu się dziwić, skoro trasa z Michasiowej chałupy do przedszkola była krótsza niż ćwierć kilometra? Mimo to, maluch nigdy nie chodził tam pieszo, jego tata bał się bowiem, że syn może zabłądzić na prostej drodze. Ojciec miał powody do obaw – już kiedyś owoc jego chuci zgubił się we własnym domu i trafił przypadkiem do spiżarni. Potem, przez następne miesiące, Michaś mówił niewiele, a jeśli już mu się to zdarzyło, zadawał kłopotliwe pytania na temat miejsca pobytu babci.

Koń zwany przez Michasia pieszczotliwie Koniem, zatrzymał się przed budynkiem przedszkola. Pod płotem, niezauważony przez nikogo przycupnął, starając się opanować własne lęki, kurczak Sethruś.

– Ihaaa, ziom, no wychodź już, młody – przemówił Koń. Chłopak nie odpowiedział; siedział zamyślony wpatrując się w niewielki ekran. – Ziom. – Koń nie dawał za wygraną. – Co się z tobą dzieje?

– Ech, życie mnie dopadło – odpowiedział pięciolatek. – Jest u nas w grupie taka dupa, Karolina. No mówię ci stary, wyjebana w kosmos. Wszystkie chłopaki na nią lecą, ale ona się z żadnym całować nie chce, a i macać niechętnie się daje, o grze w słoneczko to już w ogóle nie ma co wspominać. Lubi za to rysować szlaczki. Spytałem więc starego, jak najszybciej lachę wyrwać, ale taką cnotliwą, a on mi odpalił, uśmiechając się durnowato, że najszybciej do serca można trafić przez żołądek i… poszedł recytować jakieś swoje wierszyki o kotletach i tłamszonych facetach. No ludzie, co za siara.

– Ihaaa, twój stary to dziwoląg jest, ale karmi za to fajowo – wtrącił Koń.

– Ano, fajowo, kotlety robi nieziemskie – Michaś potwierdził. – Słuchaj dalej, pomyślałem sobie, że skoro ona lubi szlaczki, a do laski najlepiej się dobrać przez kotlety, to jej machnę taki szlaczek, w którym będzie pełno kotletów.

– Ihaaa, ziom, pomysł zajebioza. – Koń się wyraźnie podniecił.

– No. I narysowałem jej taki szlaczek w kolorowance, o popatrz. – Chłopczyk zsiadł z fury i podszedł do łba przyjaciela, bo mu się najwyraźniej rozmowa z zadem znudziła.

– Spoko szlaczek, pokaż jej i lasencja twoja. – Koń wybałuszył oczy.

– No właśnie już miałem go pokazać Karolinie, jak podeszła do mnie pani, wzięła kolorowankę i zaczęła krytykować: a to tu krzywa kreska, a tu brak kropeczki, a ten zawijas w niewłaściwym miejscu. Kichy mi narobiła.

– Kto? – spytał oburzony koń. – Atilla Actiregulatoris?

– A niby kto inny?

– Ziom – Koń uruchomił tryb mentorski – ty się w ogóle nią nie przejmuj. Baba nie wie, na czym rysowanie szlaczków polega. Tylko kropki i zawijasy potrafi wytykać, ale zajawki żeby ogarnąć całość ni cholery nie ma. Trzeba było jej odpalić, żeby zluzowała pory, bo pieprzy jak potłuczona, joł! A twój szlaczek wymiata, pokażę go kumplom w stajni.

– Ty potrafisz docenić sztukę. Wiesz ile się na tym napracowałem, robiłem nawet risercz, całe półtora minuty!

– Niosko Przenajświętsza – westchnął przysłuchujący się w ukryciu rozmowie kurczak. – Półtorej. Półtorej minuty! Jak ci się dup zachciewa, naucz się wpierw mówić albo bierz się za głuche.

Ty, ty, ty, mały-żółty, cho-no-tu. – Twarz Michasia nabrała rumieńców tak intensywnych, iż można by ją było pomylić – jak nie z burakiem – to chociaż z pomidorem. Kurczak Sethruś zrozumiał swój błąd i zamarł. Serduszko podeszło mu pod sam dziobek i zaczął drżeć. Ośmielił się skrytykować Michasia. Na rżnięcie głupa było już za późno.

– Cho-no-tu się mówi się do ciebie!

Kurczak ruszył; najpierw powoli, jak żółw ociężale, na drżących nóżkach – mozolnie, ospale; lecz w końcu przyspieszył i gnał coraz prędzej i sam już nie wiedział po groma tak pędzi. Zatrzymać się nie mógł, wycofać się szkoda. Zwycięstwo lub śmierć, odwaga i trwoga!

Koń patrzył zdziwiony na szarżującego kurczaczka. On – masa i siła; kurczak – kotletofobia i poprawność językowa. Jaki mógł być wynik takiego starcia? Tylko jeden. Gdy Sethruś był już wystarczająco blisko, Koń od niechcenia machnął kopytem i trafiony kurczak pofrunął na spotkanie przeznaczenia. A niech mnie Nasza Szkapa kopnie! Ja latam! – rozmarzył się Sethruś i była to ostania myśl w jego krótkim życiu, bowiem chwilę później na drodze przelotu pojawił się drewniany, nadgniły słup niskiego napięcia. Siła uderzenia była tak wielka, że kurczak zamienił się w krwawy kotlet, i – jak w kreskówkach – zsunął się powoli ku ziemi, znacząc przebytą drogę szkarłatem.

– Hehe, ale żeś go jebnął – skonstatował Michaś.

Miała rację kokoszka-prorokini – los kurczaka wiedzie ku kotletom. Śmierć Sethrusia nie była jednak typowa. Okazało się bowiem, że uderzenie, które zmieniło kotletofoba w obiekt własnych lęków, było na tyle silne, że naruszyło konstrukcję słupa, a ten zaczął się przechylać, aż w końcu upadł, zaś zerwane kable z sykiem dotknęły ziemi. Traf chciał, że jeden z nich wylądował na pozostałościach kurczaka, sypiąc na nie iskry, przypalając truchło.

Michaś przestraszył się nie na żarty. Zgodnie z jego wiedzą i logiką, kotlet powinien teraz rosnąć, pęcznieć, ożyć i połykać pociski atomowe, by ostatecznie pochłonąć całą Ziemię. Taka logika, to jednak zwykłe pieprzenie, więc jedynym efektem zniszczenia słupa niskiego napięcia był brak prądu w przedszkolu, przez co dzieci – nie pierwszy raz – straciły możliwość podszkolenia się w sztuce rysowania szlaczków, pod czujnym okiem pani Atilli Actiregulatoris.

Koniec

Komentarze

oj powiem Koledze – miazga, chapeau bas! :D Omal z krzesła nie spadłem!! :D

a i za chickenowy temat również należą się brawa!!! :D

I po co Ci to, Sethraelu?

Eee, Ocho, bo się dobrze bawiłem pisząc? Michalusie, fajnie, że rozbawiło :D

Sorry, taki mamy klimat.

Bardzo mi się podobało. Jednak historyjka nie trzyma się faktów. Najpierw kurczaczek rzucił się na konia w obronie nauczycielki, ale że walczył jak kurczak to i przegrał jak kurczak ;)

:D :D gwoli wyjaśnienia, ja na Atillę tym razem złego słowa nie powiedziałem, toż to też sprzeczne ze stanem faktycznym ;)

Rzucił się dziarsko  w obronie żeńskości rzeczownika minuta! ;) Peace.

Sorry, taki mamy klimat.

No ale poza tym jest i dupa i rżnięcie… Ihaaa! Ihaaa!

Sethrael, Twoje opowiadanie: bardziej elokwentne, bardziej blyskotliwe.  Po prostu lepsze. Tylko… dałeś się wciągnąć w pułapkę przaśności.  I tu przegraleś.  Z poziomu parkietu Rysio był bardziej donośny. Punkt dla Michalusa. Nie za lepszy tekst, ale za to, że udało mu się ściągnąć Cię do swojego poziomu…  

…nie wiem czy mi wypada się odnieść do przedmówcy (Prim.chum), w końcu przypadł mi zaszczyt prowodyra i inicjatora całej checy, ale chciałem zauważyć, że trudno jest porównywać wszystkie trzy dzieła i wartościować, które było lepsze, a które gorsze. Pierwsze (Kotlecik) stanowił cel w samym sobie, bez jakiejkolwiek ukrytej intencji. Drugie (7642101307) to wyłącznie zajawka stworzona by mrugnąć okiem do Sethraela. A trzeci! (Cena krytyki) Toż to bezpośrednia seria z karabinu maszynowego! :D Ja tam na ten przykład czuję się rozstrzelany. :) Ale bynajmniej nie uważam, by podjęcie rękawicy miało świadczyć o przegranej Sethraela. Pisałem to juz tutaj wielokroć – powaga zabija powoli. Od razu widać, komu taki zgon nie jest pisany. pzdr. m.

"Powaga zabija powoli" – święte słowa, Michalusie. No a weźmy na ten przykład dobrą dupę i rżnięcie – toż to przedłuża gatunek. Samo życie, panowie. Samo życie ;)

Tak szczerze, to zastanawiałem sie, już po opublikowaniu, czy nie za dużo wulgaryzmów dałem (poza tymi niezbędnymi, oczywiście). Może, jak jutro znajdę chwilę, przeedytuję kilka rugnięć na mniej dosadne. A może nie, zobaczymy. Zaś podjęcie rękawicy – szczerze, dawno pisanie nie sprawiło mi takiej radochy, bo jeśli w ogóle piszę, to raczej na smutno, poważnie i w założeniu refleksyjnie – takie teksty dają mi przyjemność i satysfakcję. A tu – trach  – i wyzwanie okazało się świetną zabawą, na półtorej godziny stałem się kurczakiem kotletofobem i dzika, pierwotna radość rozkwitła. :) Dobrej nocy!

Sorry, taki mamy klimat.

Podobało się. Ja bym zagłosowała za niniejszym tekstem (ale nominacja do piórka to jednak drobna przesada). Po czasie od wyzwania do wstawienia widać, że research nie mógł być długi, a jednak obyło się bez poważniejszych błędów. Sethruś, masz gdzieś "zwycięstwo albo śmieć". Celowo?

Babska logika rządzi!

* ^ * ~~ * ^ * ~~ * ^ * ~~ * ^ * ~~ * ^ * ~~ * ^ * ~~ * ^ * ~~ * ^ * ~~ * ^ * ~~ * ^ * ~~ * ^ * ~~ * ^ * ~~ * ~

Dla mnie bomba.

Pozdrawiam Autora i bohaterów tego dziełka – kurczaka Sethrusia, chłopczyka Michasia i konia Konia. No i luzuję pory. ;-D

* ^ * ~~ * ^ * ~~ * ^ * ~~ * ^ * ~~ * ^ * ~~ * ^ * ~~ * ^ * ~~ * ^ * ~~ * ^ * ~~ * ^ * ~~ * ^ * ~~ * ^ * ~~  * ~

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

:-D Ale wiesz, te tyldy to tak trochę krzywo Ci wyszły, jakby niżej od reszty szlaczka. ;-)

Babska logika rządzi!

Bo już poluzowałam pory. ;-D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

…Tak dobrej humoreski nie czytałem od czasów Marcina Kasicy. Pozdrawiam roześmiany.

Sethraelu – jestem pod ogromnym wrażeniem. A to zdanie; Jak ci się dup zachciewa, naucz się wpierw mówić albo bierz się za głuche. – jest godne zmieszczenia w "Myślach nieuczesanych".

Suuuuper!

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Cholera, dawno nie czułam się tak osamotniona! ;)

Co tu się wyprawia? :)

"Pierwszy raz w życiu dałem się zabić we śnie. "

mnie z kolei rozwaliła parafraza komentarza Szkapy: "Znakomite! Naprawdę super! Wrzucam na fejsa, dla kolegów." na "A twój szlaczek wymiata, pokażę go kumplom w stajni",  :D :D

A jakby tak tego typu teksty wrzucać do osobnego wątku w Hydeparku pod tytułem "Kółko wzajemnej … wewnątrz-portalowe potyczki i złośliwostki" albo po prostu "Internal Affairs".

 

Bo widzę dobrego autora, czytam, czytam. I czuję się zrobiony, nomen omen, w konia.

 

Z kolei ucieranie nosa osobom nieżyczliwie odnoszącym się do korektorów, to jak karmienie trolla. Jeśli baran jeden z drugim nie docenia mrówczej roboty, którą odwala Regulatorzy, to jego – barana – strata.

 

Teks oczywiście ma specyficzny urok, ale wolałbym czytać tu opowiadania, którym niepotrzebny jest przymiotnik.

Infundybuła chronosynklastyczna

Seth, jeśli dobrze się bawiłeś, to cel został osiągnięty, o! Ja też się niekiedy uśmiechnęłam. Także czekam na respawn pana kurczaczka w najbliższym czasie – niech jego życie nie kończy się na niewdzięcznym kotleciku!

Ja nie byłem w temacie, ale i tak niektóre dżołki załapałem. Pretensji nie mam ;)

"Pierwszy raz w życiu dałem się zabić we śnie. "

Prim.chumie, po przeczytaniu Twojego komentarza doszedłem do wniosku, że wpadłem w pułapkę wulgarności – zatem część przekleństw usunąłem (jeszcze w tamtym dniu) lub zamieniłem na „lżejsze”.

Ocho, ponieważ trafiłaś na tekst prosto po jego publikacji, zetknęłaś się z najbardziej brutalną wersją. Może, gdybyś przeczytała to teraz, wydałoby Ci się mniej odpychające (ja to potrafię zachęcić, co?:) ).   Szkapo, mam nadzieję, że wybaczysz, iż zrobiłem z Ciebie konia ;)   Finklo, zwycięstwo albo śmierć użyte ze świadomością istnienia takiego aforyzmu, kurczak w to wierzył, autor – niekoniecznie ;).   Regulatorzy, Twój szlaczek wymiata ;)  Mam nadzieję, że czytając opowiadanie bawiłaś się choć w połowie tak dobrze, jak ja podczas pisania.   Ryszardzie, dzięki za dobre słowa. Jest mi bardzo miło, że poprawiłem Ci humor.   Bemik, cieszę się, że Ci się podobało, zaś cytowana przez Ciebie wypowiedź – taka życiowa, prawda? ;)   Stefanie, nie chciałem zrobić Cię w konia (jedna Szkapa w zupełności nam tu wystarczy;)  dlatego też przed opowiadaniem umieściłem odpowiednią informację! Podbudowałeś mnie za to, określając mianem dobrego autora, dziękuję. Przy kolejnym tekście postaram się sprostać Twoim oczekiwaniom. Miejmy nadzieję, że się uda.   Maju, respwanu Sethrusia nie przewiduję. Fajnie, że choć raz czy dwa się uśmiechnęłaś. Dzięki za poświęcony czas.   Koiku, kamień spadł z serca – akurat Twoich pretensji mógłbym nie przetrzymać!   Michalusie, dzięki za sprowokowanie do czegoś, co okazało się być dobrą zabawą.   Dziękuję za komentarze. Pozdrawiam.

Sorry, taki mamy klimat.

Bezpretensjonalny jestem ;)

"Pierwszy raz w życiu dałem się zabić we śnie. "

;-D     < * _ O _ * > O < * _ O _ * > O < * _ O _ * > O < * _ O _ * > O < * _ O _ * > O < * _ O _ * >      ;-D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Myślisz? No, no to może jeszcze raz spróbuję. A może po prostu taka spięta jestem i takie stricte humoreski to nie za bardzo to, co lubię. A może to, co Stefan napisał. A może jeszcze co innego. A może…

< * _ O _ * > O < * _ O _ * > O < * _ O _ * > O < * _ O _ * > O < * _ O _ * > O < * _ O _ * >

Jednak koń Koń sie mylił. Jestem pod wrażeniem! ;)

Sorry, taki mamy klimat.

;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

zwycięstwo albo śmierć – Sethraelu, do zwrotu nic nie mam. Chodziło mi o literówkę.

Babska logika rządzi!

No proszę, dopiero teraz zauważyłem, że "r" brakuje ;(

Sorry, taki mamy klimat.

A możesz poprawić linki w przedmowie?

Babska logika rządzi!

Mogę, powinienem, muszę, poprawiam. Poprawiłem. Dzięki ;)

Sorry, taki mamy klimat.

Nowa Fantastyka