- Opowiadanie: michalus - Jurysta - cd 4 - zakład

Jurysta - cd 4 - zakład

Dyżurni:

Finkla, bohdan, adamkb

Oceny

Jurysta - cd 4 - zakład

 

c.d. opowiadania o mecenasie Alojzym Cietrzewiu, wklejam tak a propos weekendu :) [dla niewtajemniczonych, jegomość ów, pakta z szatanem poczynił, przez co może sobie dogadzać wszelako, za co jednak odpłacić bliźnim złem musi, by rachunki i równowagę wyrównać. Quid pro quo…]

 

ZAKŁAD

 

Z natury jestem samotnikiem. Choć owa nie jest wyłączną causą, dla której nie zdecydowałem się na stały związek. Po pierwsze, mogąc mieć każdą kobietę, nie widzę powodu, dla którego miałbym się zamykać w kajdanach monogamii. Po drugie, trwała relacja, wiązałaby się z ryzykiem odkrycia mojego sekretu. A nie zamierzam zaprzestać korzystać z mych mocy. Za bardzo je polubiłem, i za dużo już przeszedłem, bym miał z nich zrezygnować. Nie spotkałem i zapewne nie spotkam przysłowiowej drugiej połówki, dla której byłbym skłonny prowadzić normalne życie. Czy zatem jestem nieszczęśliwy? Ha ha ha! Mniemam że nie, sądząc po zazdrosnych spojrzeniach nieudaczników! Tych, którzy co weekend w różnych warszawskich klubach z niedowierzaniem patrzą na towarzyszące mi przygodne piękności. A największą zawiść w tych palantach wzbudza to, że nie wyglądając jak model, jestem w stanie oczarować i skłonić do przygodnego seksu każdą pannę, choćby i w duszy marzyła ona o karierze zakonnicy. Łechtając swą dumę wmawiam sobie, że wynika to z inteligencji, mojego wdzięku i pewności siebie, a nie z krótkich modlitw odmawianych przed wejściem do klubu.

 

Od początku mej zawodowej kariery, uzależniłem się od rytmu, który narzuca to miasto i praca w nim. Zazwyczaj jest tak, że poniedziałek wprost zlewa się z piątkiem. Trudno jest uwierzyć, że to już, tak szybko i z zaskoczenia zaczął się weekend. On zaś tradycyjnie polega na szalonym zarwaniu piątkowej i sobotniej nocy, zaliczeniu dupeczki lub dwóch i zdzierżeniu niedzielnego kaca. I tak od paru lat.

 

Ilość pracy, którą to miasto wymaga od korpomrówek, w tym zwłaszcza prawniczych, wydaje się dla rozpoczynających karierę wprost nienormalna. Po paru miesiącach takiej harówy, następuje jednak metamorfoza. Mały człowieczek akceptuje swój los trybika. Co gorsza, zmiany się pogłębiają. Trybik spotyka się tylko z innymi trybikami, a w wolnym czasie rozmawia niemal wyłącznie o swojej maszynie. Ewentualnie o tym, jak to ktoś zgrabnie zatrybił lub fatalnie coś lub kogoś roztrybił. Mały człowieczek czuje dumę, i raduje się na każdy pomruk Naczelnego Maszynisty, a z tego zazwyczaj daje się wywnioskować, że Maszyna docenia zaangażowanie w utrzymanie jej ruchu. I że bez Trybika na pewno byłaby katastrofa. Ach jak cudownie! No chyba, że trybik rozważa przejście do innego, gorszego mechanizmu. Wtedy powinien wiedzieć, że na jego miejsce czekają setki innych trybików. Dużo lepszych i idealnie stworzonych do pracy.

 

Zapisałem się do takiej Wielkiej Maszyny tylko po to, by nauczyć się jak to działa i by ukraść co lepszych klientów. Plan został wykonany perfekcyjnie w trzy lata. Trzeba było czasu, by wzbudzić zaufanie decydentów. Kancelaria Cietrzew działa na rynku od czterech lat, plasując się w czołówce, tak pod względem ilości wygranych spraw jak i dochodowości. A moja była Wielka Maszyna? Jej Naczelny Maszynista został jakimś trybikiem w podrzędnym biurze prawnym. Biedaczek nie śpi po nocach. Wie doskonale, że na jego miejsce czekają setki innych trybików, świeżo wypieczonych w uczelnianych hutach. Zapewne lepszych od niego i idealnie stworzonych do pracy.

 

Mimo prowadzenia własnego biura, narzucony przez korporację i warszawkę rytm nie uległ zmianie. Za bardzo do niego przywykłem. W tygodniu nadal nie ma czasu na zabawę. Tylko katorżnicza praca, po naście i dzieścia godzin na dobę. Ale za to w weekend nie ma czasu na sen. Dla odmiany, można by się zaśmiać. Dlatego nie dziwiło mnie, że tylu z mych znajomych prawników, musi cucić się poranną kreską z białego proszku. Słabeusze. Ale to w sumie dobrze, że nie każdy trybik został wypalony w ogniach piekieł.

 

 

***

 

– Cześć! Pozwolisz że się dosiądę? Zobaczyłem cię, jak stałem przy barze, i stwierdziłem, że muszę z tobą porozmawiać.

 

– Nie pozwolę. I nie jesteśmy na ty.

 

– Kurwa – pomyślał Wojtek. Trzeci klub, trzecie podejście i znowu wtopa? Ale tym razem powalczę trochę dłużej. Dziewczyna wyglądała zbyt pociągająco by się poddać. Skąpo ubrana szczupła sylwetka kobiety, w połączeniu z drapieżnym, acz nie wulgarnym makijażem, stanowiły kwintesencję seksapilu. Mądry wyraz bijący z jej oczu, nastawiał przy tym optymistycznie. Wojtek uważał się za zdolnego flirciarza. Nie sprawiał może zbyt dobrego pierwszego wrażenia, a to z powodu lekko spłaszczonego nosa, co było konsekwencją bokserskiej kontuzji. Obiektywnie był jednak całkiem przystojny i dobrze zbudowany. Wiedział, że jeżeli już uda się przełamać pierwsze lody… No to wtedy jakieś szanse były.

 

– Nie ma sprawy, postoję zatem. Choć trochę mi głupio będzie z panią rozmawiać tak z góry. Zwłaszcza, że jak dobrze wnoszę, raczej przyzwyczajona jest pani do tego, że mężczyźni w pani obecności padają na kolana.

 

– Ale my nie będziemy rozmawiać! – odparła robiąc ładną minkę, zapewne ciesząc się z komplementu. Na widok jej ust, obejmujących słomkę zanurzoną w trzymanym drinku, Wojtek na chwilę stracił rezon. Po chwili jednak powrócił do gry. – Raz się żyje! – pomyślał.

 

– Ależ absolutnie nie musimy rozmawiać – zaśmiał się. – Lubię bezpośrednie kobiety. Woli pani zatem przejść od razu do czynów? Zapraszam zatem do siebie.

 

– Spieprzaj frajerze! Ile ci mam mówić! Mój chłopak stoi tu na bramce! Jak cię zobaczy, to ci da w pysk!

 

Ot i czar prysł. Podkładka dla jakiegoś karka. Kolejna tępa sucz. Tak zwana karkówka. A wydawało się, że ma taki mądry wyraz twarzy…

 

– A to przepraszam, nie przeszkadzam zatem. Miłego wieczoru. – Sztoby tiebia wyjebali w sraku! – pomyślał kierując się w stronę baru. Po dłuższej chwili udało mu się złożyć zamówienie.

 

– Setkę panie polej!

 

Kolejna sobota zapowiada się pod hasłem wóda zryje banię.

 

– A to nalej pan jeszcze jedną, i rachunek za obydwie dla mnie – odezwał się z tłumu znajomy głos. Barman tylko kiwnął głową, dając do zrozumienia, że przyjął zamówienie. Wojtek odwrócił się w stronę…

 

– Pan mecenas Cietrzew? Tutaj?

 

– A tutaj, tutaj. Ale tutaj, szanowny panie prokuratorze, to jestem po cywilnemu. Mecenasuję tylko od poniedziałku do piątku. Zatem proszę mi zrobić tę przyjemność, i mówić do mnie po imieniu. Pozwoli pan, że chwilkę potowarzyszę? Widzę, że pan podobnie jak ja, nie lubi tracić czasu na jakieś mieszanki i woli wódeczkę?

 

– My niestety tak dobrze nie mamy, żeby gdziekolwiek z czystym sumieniem być tylko po cywilnemu. Jak pan wie, wymiar sprawiedliwości nie śpi, nie je i nie pije, lecz tylko pracuje. Dwadzieścia cztery godziny na dobę, przez siedem dni w tygodniu!

 

– Ku chwale ojczyzny!

 

– W rzeczy samej. Ku chwale.

 

– No to bęc! – po tych słowach Alojzy uniósł swój kieliszek. – A widziałem, widziałem… jak ku chwale ojczyzny, pan prokurator przesłuchiwał tą małą brunetkę. Tam przy tym stoliku. Ja myślę, że powinien pan ją zabrać na komisariat. Na dołek. Tam na pewno zmięknie.

 

– Ciężki przypadek. Podejrzana nie chciała jednak iść na współpracę.

 

– Oj nie wydaje mi się, żeby to był aż tak trudny przypadek.

 

– Śmiem pozostać przy swoim zdaniu.

 

– Proponuję zatem zakład. W pół minuty sprawię, że brunetka wyjdzie ze mną z lokalu. Jeśli przegram, obiecuję, że przerżnę najbliższą sprawę, w której naprzeciwko stanie pan prokurator.

 

– A jeśli pan wygra?

 

– A to wtedy panie prokuratorze, wystarczającą nagrodą dla mnie, będzie to, że przerżnę brunetkę.

 

 

***

 

ciąg dalszy oczywiście nastąpi :D

 

EDIT --> …i jednocześnie zachęcam do komentowania, w nadziei na posiadanie czystej karty (to tak do AdamaKB ;) )

 

EDIT2 --> poprawki Regulatorów uwzględnione w 95% :) dzięki!

Koniec

Komentarze

Michalusie, nadal bardzo dbasz, by czytelnik nie dostał przypadkiem zbyt długiego odcinka Twojego opowiadania. Co to ma być, to co właśnie przeczytałam? Przecież to zaledwie ułamek procenta poprzednich fragmentów. Nie dosyć że krótkie toto, to jeszcze niedokończone. Wykonanie też pozostawia wiele do życzenia.  

 

…jegomość ów, pakta z szatanem poczynił, przez co może sobie dogadzać wszelako – …jegomość ów, pakta z szatanem poczynił, przez co może sobie dogadzać na wszelkie sposoby  

 

powodem, dla którego nie zdecydowałem się na stały związek. Po pierwsze, mogąc mieć każdą kobietę, nie widzę powodu, dla którego miałbym… – Powtórzenie.

 

Po drugie, trwała relacja, wiązała by się…Po drugie, trwała relacja, wiązałaby się

 

A nie rozważam zaprzestania korzystania z mych mocy. – Wolałabym: A nie zamierzam przestać korzystać z mych mocy.

 

On zaś tradycyjnie polega na szalonym zerwaniu piątkowej i sobotniej nocy… On zaś tradycyjnie polega na szalonym zarwaniu piątkowej i sobotniej nocy

 

…raduje się na każdy pomruk Naczelnego Maszynisty. Z owego zazwyczaj daje się wywieść, że Maszyna docenia zaangażowanie w utrzymanie ruchu Maszyny. – Czy daje się wywieść z Naczelnego Maszynisty? ;-)

Może: …raduje się na każdy pomruk Naczelnego Maszynisty, a z tego zazwyczaj daje się wywnioskować, że Maszyna docenia zaangażowanie w utrzymanie jej w ruchu.

 

Ahhh jak cudownie!”Ach, jak cudownie!  

 

Nigdy przez to, nie dziwiło mnie, że tylu z mych znajomych prawników… – Wolałabym: Dlatego nigdy nie dziwiło mnie, że tylu moich znajomych prawników

 

Dziewczyna wyglądała zbyt pociągająco by się poddać. Skąpo ubrana szczupła sylwetka kobiety, w połączeniu z drapieżnym, acz nie wulgarnym makijażem, stanowiły kwintesencję seksapilu. Mądry wyraz bijący z oczu niewiasty nastawiał przy tym optymistycznie. – Brakło mi jeszcze pani, białogłowy, baby, damy;-)

Może: Dziewczyna wyglądała zbyt pociągająco, by mógł się poddać/ by mógł odpuścić. Skąpo ubrana szczupła, kobieca sylwetka, w połączeniu z drapieżnym, acz nie wulgarnym makijażem, stanowiły kwintesencję seksapilu. Mądre spojrzenie jej oczu nastrajało optymistycznie.  

 

Na widok jej ust, zamykających się na rurce spoczywającej w trzymanym drinku… – Wolałabym: Na widok jej ust, obejmujących rurkę/ słomkę zanurzoną w trzymanym drinku

 

Marek odwrócił się w stronę… – Kim jest Marek i skąd się wziął? ;-)

 

Zatem proszę mi zrobić przyjemność…Zatem proszę mi zrobić przyjemność

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Ciekawe i wciągające. Doczekałem się ciągów dalszych i czekam na więcej.

Infundybuła chronosynklastyczna

Ekhem, to czasem nie Ty napisałeś dzisiaj pod moim opowiadaniem, że jeszcze nie zostało skończone? ;-) No właściwie, dziwnie Ci wyszło – wiadomo jak się skończy, ale tej końcówki i tak brakuje. Może powinieneś przenieść pointę z początku nieco dalej? Ale to tylko taka sugestia. Bardzo spodobał mi się akapit o trybikach. :-)

Babska logika rządzi!

Regulatorzy --> tradycyjnie dziękuję za poprawki! Pierwotnie pan prokurator został nazwany Markiem, potem go zmieniłem na Wojtka :D stąd ta wtopa :) a że krótkie… ja tak lubię, poza tym napisałem że ten fragment to tak a propos weekendu. stefan.kawalec --> dzięki, ciąg dalszy w produkcji Finkla --> thx. Ja z kolei uznałem, że zakończenie scenki, na wizji przerżnięcia brunetki, stanowi godny finał :D

Słabe. Fantazje, w których jestem Jamesem Bondem mam już dawno za sobą…

Tintin --> dzięki za komentarz, niemniej jednak powiastka niewiele ma wspólnego z "fantazjami o Jamesie Bondzie". Zwłaszcza, że głównemu bohaterowi bliżej do ciemnej strony mocy. :) pzdr. m.

Czysta karta swoją drogą, scena, której nie ma powodu komentować, swoją.   Aby nie fatygować Ciebie zadawaniem pytania, dlaczego komentarz uważam za zbędny. Dlatego otóż, że wykorzystywanie układu z przedstawicielem piekielnych mocy tylko w celu zaciągania co ładniejszych babiszonów do łóżka jest mało interesujące. Łatwiutka zdobycz nie raduje, nie daje satysfakcji na poziomie…   Może pokaż, jak Cietrzew prowadzi i wygrywa sprawy?

To ja może poczekam na całość… Nie będę się rozdrabniać…

o sorki, przeoczyłem wcześniejszy komentarz AdamaKB --> dzięki za przeczytanie. Do wygrywania spraw dojdziemy :) a co do rzekomego braku radości z łatwej zdobyczy? Hm. Widzę że z Kolegi musi być jakieś niezłe ziółko ;D Prokris --> mówisz o czytaniu, czy skomentowaniu? :) Boję się, że "dzieło" osiągnie status "całości" dopiero gdzieś w okolicy 2031 r. pzdr. m.

Młoda jestem, poczekam;)

Nowa Fantastyka