- Opowiadanie: zygfryd89 - Telefon w bardzo nietypowej sprawie

Telefon w bardzo nietypowej sprawie

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Oceny

Telefon w bardzo nietypowej sprawie

Lidia siedziała jak na szpilkach, czekając na telefon. Zapadł już zmierzch, a od rana nikt nie zadzwonił. Kobieta nawet w najczarniejszych myślach nie przypuszczała, iż tak będzie wyglądał pierwszy dzień jej nowej pracy. Cały czas była bliska płaczu, lecz rozpłakać się nie mogła. Taki zawód.

W końcu ktoś się odezwie. Przecież ludzie mają problemy. Natychmiast skarciła się za tę myśl. Nie zarabiała na nieszczęściu. Lidia pomagała. A przynajmniej pomagałaby, gdyby ktoś w końcu zdecydował się wybrać numer prowadzonego przez nią telefonu zaufania.

Doszła do wniosku, że to wina słabej promocji. Zamieściła informację w gazecie, rozkleiła ogłoszenia, a naprzeciwko bloku, w którym mieszkała, wisiał niemały bilbord. Podeszła do okna i ujrzała na reklamie swoją twarz. Bardzo pospolitą i nieszczególnej urody, ale, miała nadzieję, budzącą zaufanie. Lidii nie stać było na najęcie modelki, a jej jedyna naprawdę ładna koleżanka zażądała absurdalnie wysokiej gaży.

Świat na zewnątrz pogrążony był w ulewie. Lidia na bilbordzie płakała deszczem, nader trafnie podsumowując zakończony dzień.

I wtedy zadzwonił telefon. Zagłuszył odgłos bijących o parapet kropel, wprawił kobietę w osłupienie. Dźwięk był paraliżujący, radosny i straszny zarazem. Szybko podbiegła do aparatu. Nim podniosła słuchawkę, zrobiła głęboki wdech. Musiała brzmieć spokojnie i naturalnie.

– Prywatny Telefon Zaufania Porozmawiaj Z Lidią, słucham uważnie. – Wydawało jej się, że wypadała nieźle. Ale głowy by nie dała.

Męski głos w słuchawce załkał. Słysząc to, Lidia o mało się nie rozpłakała. Naszła ją myśl, iż sama powinna skorzystać z telefonu zaufania.

Dzwoniący wciąż skamlał cichuteńko, niby udręczone zwierzę.

– Słucham pana uważnie – powtórzyła Lidia, tym razem głosem lekko drżącym.

– Ja… tylko proszę się nie rozłączać – wyjąkał ledwo słyszalnie jej rozmówca.

– Nie zamierzam – zapewniła, choć miała ochotę cisnąć słuchawką. – Może na początek się pan przedstawi?

– Na imię mi Kryspin – wyszeptał. – Dzwonię do pani, ponieważ moje zgłoszenie na policję potraktowano jako żart. A problem jest bardzo poważny.

– Czy mógłby pan mówić troszeczkę głośniej? – poprosiła.

– Nie.

– Dobrze, Kryspinie, pozwól, że będę się zwracać do ciebie po imieniu. Proponuję to samo tobie. A teraz opowiedz mi, co cię dręczy.

– Boję się.

Ja też. Wzięła głęboki wdech.

– Czego się boisz, Kryspinie?

– W moim mieszkaniu jest potwór.

Cisza trwała i trwała. Lidia otworzyła usta, lecz nie wiedziała, co powiedzieć. W jej głowie rozpętała się niemała batalia. Czy on stroi sobie żarty? Może jest naćpany? Albo chory na umyśle?

A może w jego mieszkaniu naprawdę jest potwór?

– Opowiedz mi o nim, Kryspinie – poprosiła cichym głosem. Musiała mieć pewność, z kim ma do czynienia. – Opowiedz o potworze.

– Wróciłem z pracy przed kilkoma minutami – zaczął szeptać. Jego głos przywodził Lidii na myśl modlącego się staruszka. – Wszedłem do mieszkania. Przechodząc przez przedpokój, stanąłem jak wryty. Ujrzałem go w jednym z pokoi, w ciemności, odwrócony był plecami. Ogromny, paskudny, owłosiony. Widziałem duży łeb i przygarbione plecy. Wyglądał jak skrzyżowanie człowieka i niedźwiedzia. Straszliwe monstrum. Musiał mnie usłyszeć, bowiem zaczął się powoli odwracać. Czmychnąłem do drugiego pokoju i skryłem się pod łóżkiem. Nie wiem, czy to okropieństwo mnie widziało. Boję się, że tak.

– Musisz się uspokoić, Kryspinie – wydukała głosem tak przerażonym, jakby to w jej mieszkaniu zagnieździł się potwór.

– Wierzysz mi, prawda? – zaskamlał. – Policjanci mi nie uwierzyli.

– Oczywiście, że tak – skłamała.

– Wciąż leżę pod łóżkiem, z telefonem w ręku. Cała nadzieja w tobie. Proszę, pomóż mi. Jeśli ten potwór o mnie wie… za chwilę tu przyjdzie.

– Na razie jesteś bezpieczny. Musisz się uspokoić.

– Za chwilę wróci moja żona. Co mam zrobić?

Ściskała słuchawkę tak mocno, że ta mogła eksplodować w każdej chwili. Co powinnam mu powiedzieć?

– Musisz jeszcze raz zadzwonić na policję. Nie mów im o żadnym potworze. Zgłoś, że ktoś wdarł się do twojego mieszkania, powiedz…

– Idzie tu – Kryspin wycedził głosem człowieka, któremu pozostała minuta życia.

Na krótką chwilę zapadła cisza. A potem Lidia usłyszała kroki. Najpierw oddalone, z czasem coraz głośniejsze. Jej rozmówca piszczał niczym mysz. Odgłos kroków ucichł.

I wtedy ze słuchawki dobiegł ryk, tak paskudny i donośny, że Lidia zakryła uszy. Nieraz słyszała podobne odgłosy w tanich horrorach. Matko Przenajświętsza, on mówi prawdę. Odniosła wrażenie, że monstrum znów się przemieszcza. Potem ponownie zapadła cisza.

Bała się odezwać. W jej głowie wrzało, a w oczach zgromadziły się łzy. Potwór. Prawdziwy potwór. Czy powinnam coś poradzić Kryspinowi? Jak dobry słuch ma to straszydło? Czy swoimi uszami niedźwiedzia złowi moje słowa? Nie wiedziała, skupiła się więc, by nie upuścić słuchawki z drżącej dłoni, i wytężyła uwagę.

– Usiadł na łóżku – wyszeptał Kryspin tak cicho, iż nie miała pewności, czy to czasem nie szum w słuchawce.

– Kryspinie? – przemówiła jeszcze ciszej.

Mężczyzna milczał. Szmery dowodziły, że monstrum wierci się gwałtownie.

Muszę się uspokoić. Nie mogę się bać bardziej od niego. To niedorzeczne. Mnie nic nie grozi, on pewnie zaraz straci życie.

Nagle usłyszała chrobot przesuwanego łóżka. Jęknęła żałośnie. To koniec. Ma go. Zamiast oczekiwanego przez nią krzyku mężczyzny ze słuchawki dobiegł kolejny ryk, dużo cichszy, a potem odgłos oddalających się kroków.

– Dobry Boże – wyjąkał Kryspin. – Podejrzewał, że jestem pod łóżkiem. Przesunął je. Razem ze mną. Miałem szczęście. Powiedz, proszę, co teraz?

– Myślę, że powinieneś zadzwonić…

– Jeśli się z tobą rozłączę, umrę ze strachu – wymamrotał. – Za chwilę wróci moja żona. Muszę ją ostrzec.

– Czy dasz radę wyskoczyć przez okno?

– Mieszkam na czwartym piętrze.

Cholera.

– Musisz uciec z mieszkania.

– Mam przejść… tam… obok tego? – załkał głosem, który sprawił, że Lidia poczuła się jak najpodlejsza z istot.

– Tak.

– D… dobrze. Dla Gabrysi. Robię to dla niej. Ruszam. Będę relacjonować ci wszystko w miarę możliwości, dobrze, Lidio?

– Dasz sobie radę.

– Wyszedłem spod łóżka. – Jeszcze bardziej ściszył głos. Lidia nie miała pojęcia, że człowiek zdolny jest artykułować słowa aż tak cicho. – Idę do drzwi. Jestem już w przedpokoju. Nie widzę go. Nie ma go w pokoju, gdzie zobaczyłem go po raz pierwszy. Ruszam dalej. W kuchni też pusto. Dostrzegłem już drzwi wyjściowe. Czy on się gdzieś ukrywa? Czy powinienem pobiec?

– Idź powoli. Jeśli go zobaczysz, wtedy zerwij się do biegu.

– Dobrze. Może sobie poszedł? Zjawił się nie wiadomo skąd, więc równie dobrze mógł nagle przepaść.

– Kto wie, oby tak było.

– Ostatni pokój. Idę powoli. Nie… nie ma go tu. Czemu ten przedpokój jest aż tak długi?

– Doskonale ci idzie.

– Jestem już prawie… Aaaaaaaaaa! – Krzyk Kryspina był tak przerażający, że kobieta o mało nie zemdlała. Potem ze słuchawki wylała się taka kakofonia odgłosów, że Lidia otworzyła usta, próbując cokolwiek zrozumieć.

Łup. Łup. Łup. Odgłosy uderzeń były głośne, a przy każdym zamierało jej serce.

– Jesteś tam, Lidio? – zapiszczał mężczyzna. – Uciekłem przed nim. Odciął mi drogę, nie mogłem wybiec z mieszkania. Zamknąłem się w łazience. On… tłucze w drzwi. Zaraz je wyłamie! – krzyknął.

– Musisz wytrzymać, Kryspinie. Zadzwonię na policję. Podaj mi swój adres.

– A… aleja Podzamcza, dwadzieścia trzy c, mieszkanie dziewięć – wydukał.

Lidia bardzo powoli podeszła do okna. Nie bała się. To było zbyt absurdalne, by okazało się prawdą.

– Skąd pomysł, by zadzwonić do mnie, Kryspinie? – zapytała, choć wiedziała, jaką otrzyma odpowiedź. – Skąd masz mój numer?

– Z bilbordu. Nim skryłem się pod łóżkiem, spojrzałem przez okno.

Wtedy krzyknęła. Na szczęście zasłoniła dłonią słuchawkę. Kryspin, potwór i Lidia – wszyscy znajdowali się w tym samym budynku. Poczuła się jak widz teatralny niespodziewanie zaproszony przez aktora na scenę.

– Lidio, on uderza w drzwi, za chwilę je wyłamie albo przebije na wylot. Musisz mi pomóc. Proszę!

– Zadzwonię na policję. Rozłączę się, ale tylko na chwilę.

Wtedy usłyszała w słuchawce kobiecy głos. Nie zrozumiała słów – choć wydawało jej się że kobieta zawołała Kryspina – potem zastąpił je krzyk. Wrzask ucichł równie szybko, jak się pojawił.

– M… moja żona – wybełkotał Kryspin. – M… moja Gabrysia. Dopadł ją.

Uderzenie w drzwi.

– Zrobił dziurę. Widzę go. Widzę go przez drzwi! Chyba… chyba muszę się z tobą pożegnać, Lidio.

– Nie – usłyszała własny głos. – Wytrzymaj. Zadzwonię na policję, a potem przyjdę tam i spróbuję odciągnąć tego potwora.

– Pospiesz się, błagam – wyszeptał.

Lidia zerwała połączenie i wybrała numer policji.

– Posterunkowy Mateusz Kambiat, czym mogę służyć?

– Nie żyje kobieta i za chwilę może umrzeć mężczyzna. Aleja Podzamcza, dwadzieścia trzy, c przez dziewięć. Pospieszcie się i weźcie broń. – Odłożyła słuchawkę i wybiegła z mieszkania.

Świat na zewnątrz przypominał koszmar. Ciemno, zimno i mokro. Lidia na bilbordzie wciąż płakała, gdy kobieta przebiegła tuż obok niego, rozpryskując wodę płynącą chodnikiem. Trzecia klatka przypominała paszczę potwora. Lidia jak przez mgłę pamiętała, że niedawno ktoś się tu wprowadzał. Chyba na ostatnie piętro. To by tłumaczyło, dlaczego nie znała Kryspina.

Pokonanie schodów okazało się najtrudniejszą rzeczą, jakiej podjęła się w życiu. Wiedziała, że powinna po nich pobiec, lecz zbytnio się bała, toteż szła powoli. Nie wzięła ze sobą żadnej broni. Postanowiła, że wejdzie do mieszkania, pokaże się potworowi i ucieknie. Czy pobiegnie za nią? Nie chciała tego, lecz wiedziała, że tak musi się stać. Stanęła przed drzwiami numer dziewięć. Serce o mało nie wyskoczyło jej z piersi.

– Proszę – wyszeptała, choć nie wiedziała do kogo. – Proszę.

Chwyciła za klamkę, przestąpiła próg. W środku było ciemno i cicho. Minęła chwila, nim wymacała włącznik światła. Przedpokój – dokładnie taki, jak go sobie wyobrażała podczas rozmowy z Kryspinem – wyłonił się z ciemności.

Tuż obok drzwi ktoś oparł o ścianę siekierę. Nie zastanawiając się ani przez chwilę, pochwyciła ten dar losu w drżące dłonie i zrobiła krok do przodu. Wciąż nic nie słyszała. Mogłaby przysiąc, że mieszkanie jest opuszczone. Naszła ją myśl, że pomyliła adres. Mimo to ruszyła przed siebie, powoli. Kolejny krok. Czy już go zabił? Jeszcze jeden. Czy teraz czeka na mnie? Czai się w ciemności?

Za zakrętem ujrzała zwłoki żony Kryspina. Leżały na dywanie w kałuży krwi, która przybrała kształt podobny do serca. Kobieta była ładna, z pewnością lepiej od Lidii nadawałaby się na bilbord.

Nie znała jej.

– Kryspinie? – zapytała cicho.

Lidia znała układ mieszkania. Była kiedyś w podobnym, w tej samej klatce na parterze. Pomagała znajomej staruszce myć okna. Dlatego bez problemu znalazła łazienkę.

Drzwi do niej były nienaruszone.

– Kryspinie? – Uniosła siekierę wyżej, rozejrzała się na wszystkie strony. Gdzieś w oddali wyły policyjne syreny.

– Jesteś tu? To ja. Lidia.

Jeszcze raz spojrzała na ciało kobiety. Przypatrzyła się jej ranom. Denatka nie wyglądała jak ofiara potwora. Nie została pogryziona ani rozszarpana. Zadano jej ciosy siekierą.

– Dobry Boże – wyjąkała, gdy wreszcie wszystko zrozumiała.

– Dziękuję ci, Lidio – dobiegł z łazienki głos Kryspina. Mężczyzna wcale nie był przestraszony, jedynie lekko rozbawiony. – Byłaś naprawdę pomocna.

Pierwsze uderzenie wyprowadzone w drzwi, za którymi skrywał się jej klient, o mało nie połamało jej rąk. Wiedziała, że ma tylko chwilę, by go dostać. Walnęła po raz drugi. Miała nadzieję, iż chociaż wyrąbie otwór, spojrzy sukinsynowi w oczy. Przy trzecim uderzeniu siekiera wymsknęła się jej z rąk. Podniosła ją szybko.

– Proszę odłożyć broń! – Trzej policjanci celowali do niej z pistoletów. Lidia ostrożnie położyła siekierę na podłodze.

– To nie to, na co wygląda – rzekła zupełnie bez przekonania.

Gdy prowadzili ją do radiowozu, deszcz przestał padać. Lidia zastanawiała się, jak długo bilbord z jej twarzą będzie wisiał przed oknami, jak wielu potrzebujących zadzwoni po pomoc, której nie otrzymają.

Wtedy właśnie zapłakała po raz pierwszy i bynajmniej nie ostatni.

 

***

 

Została skazana za zabójstwo i usiłowanie zabójstwa na dwadzieścia pięć lat więzienia. Za wzorowe sprawowanie zwolniono ją po piętnastu. Przez cały pobyt w zakładzie karnym Lidia pomagała. Potrzebujących było pod dostatkiem.

 

***

 

W dniu ogłoszeniu wyroku Kryspin wrócił do domu późnym wieczorem. Było zimno, padał deszcz, lecz w łóżku czekała na niego gorąca kobieta. Jeden z wielu powodów, dla których pozbył się żony.

Wszedł do przedpokoju, nucąc radośnie.

– Skarbie, zrobiłaś kolację? – Nie czuł żadnych przyjemnych zapachów z kuchni, a tak na nie liczył. – Skarbie?

Krocząc przez przedpokój, zauważył coś kątem oka i stanął jak wryty. W ciemności stał potwór – czarna sylwetka, niemal żywcem wyjęta z jego kłamstw. Patrzyła wprost na niego świecącymi oczyma.

Czmychnął do pokoju. Jego ukochana leżała na podłodze, choć nie rozpoznał jej w pierwszej chwili. Ciało przypominało jedną wielką ranę, brakowało ręki. Krew była wszędzie – na oknie, na ścianach, nawet na suficie. Kryspin chwycił za telefon i schował się pod łóżkiem.

Na policji nie potraktowano go poważnie. Gorączkowo rozmyślał, co począć, aż sięgnął po jedną z wizytówek pozostałych z czasów wielkich przygotowań.

– Telefon Zaufania Pomocna Dłoń, czym mogę służyć? – zapytał opanowany kobiecy głos.

– W moim mieszkaniu jest potwór – wyjąkał bardzo cichym głosem Kryspin.

– Bardzo śmieszne, proszę pana – wycedziła kobieta. – Kolejny dowcipniś. Że też wam się to nigdy nie znudzi. – Odłożyła słuchawkę.

Wtedy właśnie, na chwilę przed śmiercią, Kryspin ze zgrozą uświadomił sobie, iż oddałby wszystko, by móc zadzwonić do Lidii.

Koniec

Komentarze

A wiesz, zaciekawiło mnie. Przewidywałam zakończenie (tej pierwszej części), ale moje przewidywania nie do końca były trafione.Był nastrój grozy, spotęgowany mrokiem za moim oknem i siąpiącą mżawką.

Zakończenie też fajne – dobrze mu tak.

Zastanawiam się tylko, co to był za potwór.

Według mnie udane opowiadanie!

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Fajne opowiadanie. Odnoszę wrażenie, że gdzieś je już czytałem, ale może po prostu miesza mi się w głowie:) Trochę za mało jest opisów, konstukcja tekstu to niemal wyłącznie dialog, ale w tym wypadku to chyba i lepiej.   Pozdrawiam

Mastiff

Dziękuję za opnie. Opowiadanie napisałem w ciągu ostatnich dni, więc niemożliwe, byś je czytał, Bohdanie. Może skojarzyło Ci się z jakimś innym tekstem. W końcu tematyka nie jest jakoś szczególnie oryginalna.

Wow, ale mnie wciągnęło! Naprawdę niezły nastrój stworzyłeś. Super! Też przewidziałam, jak to się mniej więcej skończy, ale zamotałeś na końcu i bardzo dobrze :) Gratulacje!

Ponieważ tytuł kazał mi spodziewać się żartobliwej historyjki, czegoś na kształt radiowej audycji Janusza Weissa, doznałam miłego zaskoczenia, albowiem Twoje opowiadanie okazało się bardzo porządnie napisane, intrygujące i zaskakujące. Z moimi przypuszczeniami nie ma nic wspólnego. Przeczytałam je z przyjemnością. ;-)    

 

Nadała informacje w gazecie… – Raczej: Dała anons do gazety… Lub: Zamieściła informację w gazecie

 

Dźwięk ten był paraliżujący, radosny i straszny zarazem. – Zaimek jest chyba zbędny.

 

…powtórzyła Lidia, tym razem głosem lekko drżącym. – Ja… tylko proszę się nie rozłączać – rzekł jej rozmówca jąkającym się, ledwo słyszalnym głosem. – Powtórzenie.

Może w drugim zdaniu: …rzekł jej rozmówca ledwo słyszalnie, jąkając się przy tym.

 

Boje się, że tak. – Literówka.

 

Odniosła wrażenie, że monstrum znów się przemieszcza. Potem znów zapadła cisza. – Powtórzenie.

Może w drugim zdaniu: Potem ponownie zapadła cisza.

 

Nie wiedziała, skupiła się więc, by nie upuścić słuchawki z drżącej dłoni, i nasłuchiwała. – Powtórzenie.

Proponuję: Nie wiedziała, skupiła się więc, by nie upuścić słuchawki z drżącej dłoni, i wytężyła uwagę/ nastawiła uszu.

 

Nie widzę go. Nie ma go w pokoju, gdzie wiedziałem go po raz pierwszy. – Powtórzenie.

Proponuję: Nie widzę go. Nie ma go w pokoju, gdzie zobaczyłem go po raz pierwszy.

 

Lidia na bilbordzie wciąż płakała, gdy kobieta przebiegła tuż obok niej– Lidia biegła obok bilbordu, więc: Lidia na bilbordzie wciąż płakała, gdy kobieta przebiegła tuż obok niego

 

…pryskając wodą zalegającą na chodniku. – Nie umiem zobaczyć leżącej/ zalegającej wody. Już raczej stojącą.

Proponuję: …rozpryskując wodę płynącą chodnikiem. Lub: …rozpryskując wodę w kałużach na chodniku.

 

Uniosła siekierę wyżej, obejrzała się we wszystkie strony. – Obejrzeć się, to spojrzeć za siebie. Proponuję: Uniosła siekierę wyżej, rozejrzała się na wszystkie strony/ spojrzała we wszystkie strony.

 

Przy trzecim uderzeniu siekiera wymsknęła jej z rąk.Przy trzecim uderzeniu siekiera wymsknęła się jej z rąk.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dziękuję za sugestie. Z powtórzeniami walczyłem niemal przez cały tekst, trudno było zwłaszcza w tej części, gdzie cała akcja "toczyła się" w słuchawce telefonu. Jak widać kilka mi umknęło.

Cieszę się, że mogłam pomóc. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Bemik napisała:  Zastanawiam się tylko, co to był za potwór.   :-)  Teściowa, była bo była, ale teściowa, przejrzała Kryspina i…   Zygfrydzie, kłaniam się. Pomysł prosty, ale ładnie rozwinięty, intryga wciągająca, czytało się, pomimo garści potknięć, jak gdyby samo.

Czyta się błyskawicznie, bo tekst mocno wciąga. W pewnym momencie pomyślałam: "a, tak to się skończy!" i trochę byłam rozczarowana. I tak też się właśnie skończyło, na szczęście był to dopiero pierwszy z końców. :) Fajny tekst.

Rzeczywiście się szybko czyta. Mam jedno zastrzeżnie: Lidia jest stanowczo zbyt naiwna. Coś jej ryknęło w słuchawce i od razu uwierzyła w potwora?

Hmm, to ja może zacznę z innej strony. Opowiadanie do momentu skazania Lidii bardzo mnie wciągnęło. Nie mogłem się prawie oderwać. A potem…  potem mi nie pasowało, że została skazana. Policja nagrywa wszystkie zgłoszenia. To wie każde dziecko. Głos Lidii na nagraniu, zapewne opinia psychologa, który stanąłby po jej stronie…. Ten fragment mało wiarygodny jak dla mnie. Ten potwór na koniec też nie wiadomo skąd. Już prędzej bym uwierzył, że Kryspin sam go sobie wymyślił… jakiś rodzaj psychodzy, lub wyrzutów sumienia. Podsumowując – dopracowałbym końcówkę i opowiadanie super. Trochę klimatem przypomina mi "Latarnika" Camilli Läckberg. 

Nie odkładaj nig­dy do jut­ra te­go, co możesz wy­pić dzisiaj (JT)

Wciągnęło. Spodobało się. :-)

Babska logika rządzi!

Morf3uszu, konstruując fabułę, myślałem nad dowodami i jakby to wszystko wyglądało ze strony policji: – na pewno wyszłyby bilanse, Kryspin rozmawiał z Lydią tuż przed zbrodnią, ale treść tych rozmów już nie jest znana, równie dobrze sąd mógłby uznać, że kobieta jest niezrównoważona i usłyszawszy o problemach pacjenta, wybrała go na ofiarę; wcześniejszy telefon Kryspina na policję to oczywiście kłamstwo – telefon na policję Lidii był oczywiście nagrywany, lecz można go uznać za zapowiedź – kobieta zawiadamia funkcjonariuszy o ofierze, którą zastaną, gdy przyjadą, i drugim morderstwie, które może nastąpić – policja odnajduje ją w trakcie próby zabójstwa, na narzędziu zbrodni są tylko jej odciski – opinia psychologa – nie jestem specjalistą, ale tu Kryspin mógłby wypaść o wiele lepiej od niej, zwłaszcza, że jest rozbita, a sam historia po potworze nieprawdopodobna   To co napisałeś o potworze, że Kryspin go sobie na końcu wymyślił, a sam zabił kochankę, to oczywiście możliwa interpretacja zakończenia, o której też myślałem. Czy poprawna, to już indywidualna sprawa dla każdego.

…Opowiadanie bardzo mi się podobało, ale koniec – nie. Moim zdaniem powinno się zakończyć w momencie aresztowania bohaterki. Opowiadanie straciłoby na wątku fantastycznym, ale za to nabrałoby wiarygodności i mogło być świetnym kryminałem. A tak powstała hybryda – ni to fantastyka, ni to kryminał. Szkoda. Pozdrawiam.

Podobało mi się, choć fabuła jak w horrorze klasy B :) pomysł, że kobitka, która na początku opowiadania boi się rozmowy telefonicznej, mogłaby udać się do mieszkania, w którym grasuje rzekomy potwór – mnie nie przekonuje. Ale fakt – opowiadanie czytało się szybko. pzdr. m.

Nierealne, ale wciągające. I to bardzo :)

Mnie się podobało, aczkolwiek mógłbyś dodać kilka opisów. Przybliżyłyby czytelnikowi sytuację, bardziej wczułby się w postać. Dokładniej możesz też opisać emocje bohaterów, rozbudować to co działo się w więzieniu. Ale to tylko takie mało ważne rzeczy, które można dodać ^^

Anabello, myślę, że jakbym się rozpisał o więzieniu – co w całej historii jest akurat najmniej ważne – posypałby się cały rytm opowiadania.

Być może. Nie chodzi mi o jakiś długi tekst, ale może rzeczywiście posypałby się rytm. 

Strasznie fajne! Spraiwłeś mi sporą przyjemność tym tekstem, za co dziękuje. Kilka zgrzytów:

Lidia znała układ mieszkania. Była kiedyś w podobnym, w tej samej klatce na parterze. Pomagała znajomej staruszce myć okna. Dlatego bez problemu znalazła łazienkę.

Moja sąsiadka piętro niżej ma inny układ ;). A tak serio jakoś nie pasuje mi ten fragment. Takie tłumaczenie, niby nomalne ale nie pzystaje do reszty tekstu i wtraca dynamikę.

– Proszę odłożyć broń! – Trzej policjanci celowali do niej z pistoletów. Lidia ostrożnie położyła siekierę na podłodze. Jak oni stali prosze ja ciebie? W przedpokoju? To musieli sie nieźle z tą uzbrojoną w siekierę Lidią nagimnastykować, żeby razem wycelować.

ta sygnaturka uległa uszkodzeniu - dzwoń na infolinie!

Myślę, że to był bardzo szeroki przedpokój :D Na dowód mych słów przedstawiam rekonstrukcję, której nie powstydziliby się najwybitniejsi śledczy. http://i.imgur.com/8NqvVit.png

link nie dział :-(

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Dziwne, mi działa. Wrzuciłem na inny serwis: http://postimg.org/image/wmadsqbwh/

dajesz spację po wklejeniu linka? Bo jak nie dasz, to nie zadziała. Ten druugi też nie chce!

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Hmm, nie dałem spacji. Człowiek uczy się przez całe życie http://i.imgur.com/8NqvVit.png

nadal nic. Normalnie, jak linka działa wyświtla mi się na czerwono (tak jest na moim komputerze). Twój link wygląda jak dalszy ciąg tekstu. Trudno.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Poradziła sobie – bardzo sprytna ta rekonstrukcja – wszystko pasuje do opisanych przez Ciebie wydarzeń :-)

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

No, wreszcie udało mi się trafić na jakieś ciekawe opowiadanie. Nie najeżony błędami twór, ani pseudofilozoficzny bełkot, tylko porządny, sensownie napisany tekst. Bardzo dobrze skonstruowałeś scenę dialogu pomiędzy głównymi bohaterami. Brawo.

Podobało mi się, aczkolwiek zgadzam się z Ryszardem – o wiele lepiej oceniłabym tekst, gdyby kończył się w momencie odkrycia, że Kryspin Lidię zgrabnie wrobił. Bo ten krótki fragment o wyroku nie pasuje, jest suchy, wybija z rytmu, a końcówka jest dość niejasna, więc rozmywa pierwsze, pozytywne wrażenie. Ogólnie to jednak zaiste miła odmiana od przeciętnych portalowych tekstów. Narracyjnie, językowo, ładnie ; )

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Pomysł z telefonem zaufania ciekawy, chociaż jak dla mnie Lidia to osoba zahukana, niepewna siebie jakaś taka infantylna i nie widzę jej w roli w której ją obsadziłeś. Ten potwór na końcu mi nie pasuje. Nie mogłem wczuć się w klimat, gdyż jak dla mnie za mało opisów. Tak czy inaczej tekst czytało się szybko i bezproblemowo.

Dzięki z a wizytę :)

Mnie zakończenie podobało się bardzo, właśnie takie jakie jest. Nie ma dla mnie znaczenia, czy potwór się zmaterializował, czy Kryspin postradał zmysły, liczy się ta słodka ironia losu. Nie podobało mi się określenie: “Ciało przypominało jedną wielką ranę”. Czy nie lepiej byłoby po prostu napisać, że było rozszarpane?

To do czego bym się przyczepiła to… Sam zawód Lidii i inwestowanie pieniędzy w bilbordy, reklamujące działalność, która nie ma prawa przynosić zysków. To mi najbardziej zaburzało logikę opowiadania, ale ponieważ całość czytało się płynnie i przyjemnie, nie mam żadnych innych zastrzeżeń. Może tyle, że przydałoby się choćby jedno zdanie objaśniające w jaki sposób Kryspin symulował potwora (którego Lidia słyszała przecież wyraźnie). 

Fajna lektura. 

Dzięki za wizytę i komentarz :)

Nowa Fantastyka