- Opowiadanie: Unfall - Pieprzeni komentatorzy

Pieprzeni komentatorzy

Dyżurni:

ocha, bohdan, domek

Oceny

Pieprzeni komentatorzy

– Jak oni śmią, śmieją, ś… Kurwa, jak to się mówi! A chuj, nieważne! Już sam zaczynam się czepiać, jak oni. – Arka nosiło po całym pokoju. W złości potrącał meble, a mniejszymi przedmiotami rzucał o podłogę. Co go tak rozsierdziło? Przed godziną skończył pisanie pierwszego rozdziału swojej powieści. Dumny z siebie jak mało kto, umieścił tekst na jednym z literackich portali. Pierwsze recenzje zmieniły stan euforii w wybuch niepohamowanego gniewu.

– Jak oni tak mogą? – zachodził w głowę. – Że co? Niepoprawna konstrukcja zdań – odczytał z monitora. – O czym oni do mnie rozmawiają? Taki mam styl. Kim oni są, że się tak mądrzą? Paragraf, Mamuśka i Twardy. Pieprzeni komentatorzy!

Gniew po chwili minął, ale emocje nie zmalały. Dopadło go przygnębienie. Naprawdę wiele sobie obiecywał po tej całej historii z pisaniem. Mógł przecież pograć na kompie, posiedzieć na fejsie, pójść z kumplami na piwo, albo jeszcze inaczej spędzić wolny czas. Ale nie. On pisał przez kilka godzin, napracował się i co? Wszystko na marne?

– Co oni sobie myślą? Siedzą takie zgredy na portalu, brak im fantazji i z zawiści upierdolą każdego młodego z talentem. Że co? Błędny zapis dialogów – przeczytał kolejny fragment komentarza. – Brak opanowania elementarnych zasad interpunkcji. Na chuj mi te zasady! A od czego są korektorzy! Nie, ja tego tak nie zostawię!

Podszedł do regału i wysunął szufladę, po czym wydobył z niej niewielkie zawiniątko. Zdjął otulające starą lampę szmaty i postawił przedmiot na stole. Dziadek podarował mu ten dziwny artefakt zaraz po powrocie z wykopalisk w Iraku. Stary archeolog leżąc już na łożu śmierci zdradził chłopakowi, że lampa więzi w swym wnętrzu spełniającego życzenia dżina.

– No, dziadek, zobaczymy co warte były te twoje bajdy – rzekł nastolatek, pocierając prezent rękawem swetra.

Na efekt nie trzeba było długo czekać. Z niewielkiego otworu zaczął wydobywać się obłok przypominający parę, ale o niebieskawym odcieniu. Opary powoli nabierały kształtu, aż wreszcie przed Arkiem stanęła potężna, czteroręka postać, kuląc się nieco pod zbyt nisko zawieszonym sufitem.

– Siema, ziom – powiedział półprzezroczysty jegomość, wprawiając tym chłopaka w jeszcze większe osłupienie.

– Ale czad! – rzekł młodzieniec, gdy już odzyskał władzę nad aparatem mowy. – Ty, skąd znasz polski?

– Nie znam.

– To jak do mnie mówisz?

– Nie mówię. Wysyłam ci moje myśli, a twój mózg przekłada je na znaną ci mowę.

– Ale jazda – roześmiał się chłopak. – Jesteś dżinem i spełniasz życzenia?

– No jaha, ale tylko trzy. Potem spadam.

– Spoko. To skup się. – Młodzieniec podszedł do komputera i wskazał na komentarze. – Jakieś trzy zgredy hejtowały mi opko. Chce wejść w ich umysły w momencie, gdy pisali te głupoty, ale tak, żebym mógł przejąć na chwilę nad nimi kontrolę. Ogarniasz? Sam sobie napiszę komentarze.

– Kumam. – Niebieski zamyślił się przez chwilę. – Trzy osoby… no to wykorzystasz wszystkie życzenia. Na pewno nie chcesz zestawu firmowego?

– A co to takiego?

– Lachon, bryka i kasiorka. Większość właśnie to wybiera.

– Nie, gościu, daj spokój. – Arek wyszczerzył zęby w uśmiechu. – Furkę dostanę za parę miechów, na osiemnastkę. Stary ma haisu jak lodu, to do piachu tego nie zabierze. A laski i tak na mnie lecą.

– No dobra, jak chcesz. Mnie tam rybka – odparł dżin. – To co? Gotów?

 

***

 

Pierwszy z komentatorów był studentem. Arka wyprowadziło to z równowagi. Surowy krytyk okazał się bowiem niewiele starszym od niego „kujonem w patrzałkach”, jak zwykł takich określać. Wybuch złości powstrzymało potężne uczucie zmęczenia i ból niemal wszystkich partii mięśni. Paragrafowi się nie przelewało, a tego dnia załapał się do pracy przy przeprowadzce. Siedemnastolatek dostając się do umysłu starszego kolegi zaczął odczuwać skutki kilkugodzinnego, fizycznego wysiłku. Uszy więdły od głośnej muzyki, której akurat zapragnął słuchać beztroski współlokator. Chłopak widział teraz cudzymi oczami napisane przez siebie opowiadanie. Chaotycznie rozrzucone wyrazy podskakiwały w rytm ostrych, metalowych dźwięków. Po chwili miał dość, ale czuł determinację swego gospodarza, aby dotrzeć do końca. Wraz z nim Arek pierwszy raz przeczytał w całości własny tekst. Czuł jego zażenowanie i o dziwo, podzielał je.

Zadzwonił telefon.

– Marta?

– Patryk, miałeś być u mnie już godzinę temu – ciepły, kobiecy głoś pobrzmiewał nutą zawodu.

– Wybacz skarbie. Załapałem się dzisiaj do roboty i dopiero niedawno wróciłem.

– Chcesz to przełożyć na jutro? – zapytała dziewczyna.

– Nie. Od jutra muszę zacząć przygotowywać się do egzaminów. Zaraz do ciebie wychodzę.

– A teraz co robisz? Pewnie znów siedzisz na tym swoim portalu.

– Mam dziś dyżur… – zaczął, ale odpowiedział mu odgłos odkładanej słuchawki. – Wyłącz wreszcie ten jazgot! – Patryk wydarł się do zaskoczonego współlokatora, pośpiesznie dokończył pisanie komentarza, po czym trzaskając drzwiami wybiegł z pokoju.

 

***

 

Mamuśkę nasz młody autor zastał „przy garach”, zezującą na ekran leżącego obok laptopa. Wokół stojącego nieopodal stołu ganiały się dwa hałaśliwe brzdące. Kobieta była niewyspana. Ostatniej nocy młodsza z córek gorączkowała. Udało się jej zwolnić dziś z pracy, ale całe przedpołudnie spędziła z małą w przychodni. Na szczęście czterolatka czuła się już lepiej. Grażyna zakupy miała za sobą, obiad był prawie gotowy, zostało jeszcze pranie i prasowanie. Poczucie obowiązku walczyło ze zmęczeniem i kusicielsko miękką sofą. W przerwach między mieszaniem sosu i przewracaniem steków starała się przebrnąć przez najeżony pułapkami tekst Arka. Udało się. Zaczęła pisać komentarz, skupiając się najpierw na kwestiach technicznych.

Rozległ się płacz dziecka. Mała Julka przewróciła się na śliskiej posadzce i stłukła kolano. Matka pośpiesznie uklękła obok, podniosła pociechę i przytuliła do piersi.

– A nie mówiłam, abyście nie biegały po kuchni – z groźną miną strofowała córki. – No już, nic się nie stało. Już prawie nie boli, prawda? – szeptała głaszcząc Julię, a jej starsza o dwa lata siostra Natalka podeszła i objęła matkę w pół. Wciśnięty w umysł Mamuśki Arek doznał eksplozji matczynej miłości, dumy i szczęścia. W tym momencie nie było nic ważniejszego, a wcześniejsze zmęczenie zniknęło bez śladu.

– Halo, jest tam kto? – rozległo się od strony drzwi wejściowych. – Gdzie są wszystkie moje skarby?

Dziewczynki z piskiem ruszyły w kierunku ojca. Grażyna wysłała niedokończony komentarz i zajęła się podawaniem obiadu. Może napisze jeszcze później coś o fabule, jak znajdzie chwilę. Może gdy skończy z prasowaniem. Zresztą to był zdaje się pierwszy rozdział, więc niewiele można jeszcze wywnioskować.

 

***

 

Twardy okazał się być czterdziestolatkiem przykutym do łóżka. Promieniujący na całe ciało ból wydawał się Arkowi nie do zniesienia. Świat widziany oczami schorowanego człowieka jawił się bezbarwnym i zamazanym. Aby przeczytać opowiadanie młodzieńca, mężczyzna wodził myszką po ekranie, a na drugim, zawieszonym nad łóżkiem monitorze pojawiało się powiększenie wskazywanego fragmentu. Z determinacją starego belfra, który nie minął się z powołaniem, brnął przez tekst, mozolnie kopiując niemal co drugie zdanie do osobnego okienka, zaznaczając błędy i sugerując poprawną konstrukcję. Z każdą chwilą ubywało sił.

– Panie Wiktorze, na litość boską, dość. – W progu sypialni stanęła pielęgniarka. – Przemęcza się pan. Chce się pan wykończyć?

– I tak się wykończę, pani Mario. Stwardnienia rozsianego się nie leczy.

– Niech pan nie mówi głupot. Z tym się żyje długie lata, a pan jest przecież młodszy ode mnie. Tylko musi się pan oszczędzać. No już, dosyć na dziś tego komputera.

 

***

 

Arek był szczęśliwy, że powrócił do swego beztroskiego życia i odzyskał zdrowe, cudownie sprawne ciało. Choć wszystko trwało jedynie kilka chwil, miał wrażenie, że odbył daleką podróż, a niesamowity koktajl uczuć i fizycznych doznań, którego w jej trakcie doświadczył, przytłoczył go. Siedział w ciszy przed monitorem i kolejny raz czytał komentarze, które go wcześniej tak zdenerwowały. Jednak teraz każde zdanie nabierało innego sensu. Mimo, iż miał taką możliwość, nie zmienił w nich ani słowa.

Otworzył okno nowego komentarza i wystukał na klawiaturze – „Bardzo Wam dziękuję za poświęcony czas…”

– I co, zadowolony? – usłyszał za plecami. Gdy się odwrócił, ujrzał niebieską, półprzeźroczystą postać z szelmowskim uśmieszkiem na twarzy. Dżin pochylił się i zajrzał Arkowi głęboko w oczy. – Nie tego się spodziewałeś, prawda? – w odpowiedzi chłopak skinął jedynie głową. – Mimo to jestem przekonany, że dobrze wykorzystałeś swoje trzy życzenia.

Koniec

Komentarze

Z góry przepraszam za wulgaryzmy. Jest ich zdaje się całe cztery. W pierwszym odruchu chciałem je wykropkować, ale stwierdziłem, że straci na tym płynność, a biorąc pod uwagę niektóre teksty pojawiające się na portalu, chyba nikogo już nie zgorszę. ;)

Nie zgorszysz, a już na pewno nie mnie. Fajne opowiadanie, przyjemnie spędziłem czas. Kiedy zacząłem czytać i pojawił się dżin, pomyślałem: "to tak ostukany temat". Ale na szczęście duch lampy był tylko narzędziem.   Pozdrawiam

Mastiff

Unfallu, Ty to serio napisałeś? Bo podejrzewam jakąś wyrafinowaną grę z czytelnikiem. Stanowczo zbyt to naiwne, wietrzę pułapkę interpretacyjną. Ale przynajmniej zapis dialogów bezbłędny;)

Oj ci komentatorzy wciskający w napięty grafik dnia odrobinę prywatnych chwil… ;) I z morałem jest! :D Aż się Adaś Miauczyński z "Dnia Świra" przypomina, gdy go ludzki odruch opanował po tym, jak poszedł opieprzyć nieszczęśliwe dziecko stukające piłką o podłogę piętro wyżej. "Dżizas, k…, przeginasz!" ;)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Dobre. Uśmiałem się podczas czytania. I Unfallu, wydaje mi się nikogo nie zgorszyłeś tym tekstem. Twój tekst nawet gdyby zawierał więcej wugaryzmów, to i tak, IMO stoi na o wiele wyższym poziomie intelektualnym i literackim, niż wczorajszy pierwowzór.

"Wszyscy jesteśmy zwierzętami, które chcą przejść na drugą stronę ulicy, tylko coś, czego nie zauważyliśmy, rozjeżdża nas w połowie drogi." - Philip K. Dick

Zaręczam, że nie miałem zamiaru napisać laurki dla wszelkiej maści komentatorów, choć tak to może wyglądać. Całość miała być znacznie przerysowana. Dzięki za tak szybkie reakcje.

Przerysowane jest, oj jest… Przypomniały mi się "Opowiadania o Leninie" Zoszczenki. Lenin był dzielny i mądry, a przecież i jego trapiły troski, i był zwykłym człowiekiem. Po przeczytaniu poczułem się zbudowany na resztę życia;) Nie, nie poczułem – bo już wtedy wiedziałem, że chodziło o genialną satyrę:)))

Jeżeli walnąłbyś grube motto "Nie sądźcie, aby nie być sądzeni", to by było przerysowane. ;) A tak, zmiany paradygmatu pod lekko humorystycznym odwołaniem do dobrze znanych każdemu emocji… "– A teraz co robisz? Pewnie znów siedzisz na tym swoim portalu." - wyszczerz przed monitorem, będę miał lepszy dzień ;) Dziękuję!

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Z wielką niechęcią, wręcz odrazą, patrzę na małe, niewyrośnięte owoce południowe i nie kupuję. Unfallu, szybko reagujesz, albo pomógł Ci dżin… Ale żeby dżin tak od rana, to chyba nie. Od rana to raczej czarna kawka. ;-)  

 

– I tak się wykończę, Pani Mario. – I tak się wykończę, pani Mario.

 

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Pani Maria poprawiona – dzięki :)

Troszkę trąci moralizatorskim tonem Misia Uszatka ;) Choć chyba powinno tak być.  Nie byłoby złym pomysłem podlinkowanie tekstu w okolicach uwag dla nowych autorów. Choć pewnie i tak nie przeczytają.  P.S.  Moja lampa chyba pochodziła z Syrii ;)

Żądna krwi, wulgaryzmów, złośliwości i ogólnej wredności czytałam z coraz szerszym uśmiechem na twarzy. Do połowy. A potem… Ech, jak ja nie lubię takich słodkich, mądrych, pouczających finałów! :)

A chuj, nie ważne! – nieważne Naiwne, ale i miłe, szczególnie po ostatnich tekstach na portalu.  

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Trochę zbyt łagodne zakończenie, jak z oldskulowej powieści dla młodzieży, ale tekst świetny. Moim zdaniem piórko się należy.

Zbyt moralizatorskie jak dla mnie.

Administrator portalu Nowej Fantastyki. Masz jakieś pytania, uwagi, a może coś nie działa tak, jak powinno? Napisz do mnie! :)

…Przeczytałem z uśmiechem. Coś mi się przypomina, że i Bohdan napisał opowiadanie z ginem z butelki. A zakończenie nie musi zawsze być krwawe. Pozdrawiam naszego portalowego moralistę.

Ostatnio oglądam dużo „South Parku”, miałem więc wrażenie, że bohater na końcu powie do dżina: „Wiesz, czegoś się dzisiaj nauczyłem”, a potem i tak zrobi inaczej, usiądzie do komputera i obrazi swoich komentatorów. Było jednak z tradycyjnym morałem, i też mi się podobało. Bardzo zgrabnie napisane.

Przyjemny tekst. :) Może nie wgniata w fotel, ale czytało się dobrzei zakoczenie też takie ładne. :)

"Najpewniejszą oznaką pogodnej duszy jest zdolność śmiania się z samego siebie."

Moralista i grafoman – do usług ;)

 

Tekst miał być skierowany do dwóch różnych grup odbiorców i miał być przez nie różnie rozumiany. Łudziłem się, że może przeczyta go jakiś bardzo młody debiutant (stąd prosty, nieco naiwny przekaz). Starzy portalowi wyjadacze mieli natomiast się uśmiechnąć i pokiwać głowami. Całość miała w bardzo krzywym zwierciadle (bo i o takiego debiutanta jak Arek niełatwo, a i komentarze zazwyczaj nie kosztują nas tyle wysiłku i wyrzeczeń) pokazać sytuacje, które na portalu często się zdarzają, wywołują czasem negatywne emocje, powodują mniej lub bardziej ostre spięcia. A po co?

 

Dlatego, jako "portalowy moralista" :P , któremu leży na sercu dobre samopoczucie całej portalowej społeczności, chciałem tym opkiem podobne sytuacje obśmiać. Oczywiście jako jeszcze niedorobionemu pisarzowi mogło się nie udać spełnić zamierzeń, a i te mogły być nietrafione. W każdym razie w przyszłości, pod kolejnymi tego typu dyskusjami (a nie wątpię, że się pojawią), zamiast prawić morały w komentarzach w ramach autopromocji będę linkował do tego opka. ;) Może obok sprawności grafomana i moralisty dorobię się jeszcze trolla. :D

 

Dziękuję za komentarze i pozdrawiam.

Podobało się ;)

Ogół nie chce wiedzieć, że jest myślącą masą złożoną z bezmyślnych jednostek

…Jako "pieprzony komentator", piszący w zwykły dzień przed południem, informuję uprzejmie, że jestem na wypracowanej emeryturze, a nie siedzę np. w pierdlu. Pozdrawiam.

A ja mam tak zwany nienormowany czas pracy.  :)

Oooo Unfall coś napisał! Kurczę, muszę wyjść , ale ja tu wrócę! 

Bohaterowie drugoplanowi tak sztuczni, że praktycznie nie istnieją. Arek jest niewiarygodny – z zapatrzonego w siebie nastolatka dojrzewa raptem, zbyt gwałtownie i to pod wpływem przerysowanych odczuć płaskich postaci. Pouczać innych za pomocą dydaktycznego tekstu, drogi Autorze, tez trzeba umieć, a Twoje opowiadanko jest jedynie żałosną namiastką prawdziwej sztuki moralizatorskiej. Na dodatek popełniłeś podstawowy błąd, bo – jak wszyscy wiedzą – dżin powinien być zielony, więc research (czyt. risercz – czyli badania) spieprzony po całości. Żal.pl   A na poważnie, Unfallu, to takie sobie to wyszło przez owo moralizatorstwo i zbyt szczęśliwe zakończenie, za to sposób w jaki wypowiada się dżin – przezabawny.

Sorry, taki mamy klimat.

[…] obłok przypominający parę, […] – Unfallu, Ty widzisz parę? Wodną, jak domniemywam? Fajnie napisane (zapis dialogów poprawny, a to przecież najważniejsze ;-) ), ale jak dla mnie morał ciut mocno bije po oczach, a cudowne nawrócenie wygląda mało wiarygodnie. Ale ogólnie na duży plus.

Babska logika rządzi!

W poradach Pilipiuka wyczytałem, że aby stworzyć w Polsce rynek dla fantastyki, trzeba zacząć pisać dla młodzieży i ją sobie odpowiednio wychować – może mi to utkwiło gdzieś z tyłu głowy. ;)

Rozumiem, że byłoby ciekawiej, gdybym przeszedł na ciemną stronę mocy, a Arek pozostał taki, jaki był i dałby się we znaki porządnym ludziom. :)

Chyba czas spłodzić coś naprawdę zabawnego.

Komika? :P

Administrator portalu Nowej Fantastyki. Masz jakieś pytania, uwagi, a może coś nie działa tak, jak powinno? Napisz do mnie! :)

@Unfall "Chyba…" To prawie jak "obyś żył w ciekawych czasach…" ;)

Zbyt nachalny morał, Unfallu. Wszystko niby napisane sprawnie i gładko, ale cały tekst aż ocieka chęcią-przekazania-przesłania. I schematycznością.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

No i już :) Ładne, od dziś wszystkich krzyczących debiutantów będę odsyłać do tego opka ;)

A ja dzisiaj mialam ochote na takie opowiadanie, przecukrzone, naiwne z happy endem. 

Bardzo dziękuję za komentarze. Dwudziestu osobom chciało się przeczytać i zostawić ślad. Uwagi biorę sobie do serca. Muszę się bardziej przykładać, aby Was do swoich tekstów nie zrazić. I odstawić cukier ;) Jeszcze raz dzięki.

Nie musisz odstawiać. Tylko nie przesładzaj. :)

"Muszę się bardziej przykładać, aby Was do swoich tekstów nie zrazić. I odstawić cukier." Przykro mi.  Chyba nie da się przestać być OK, nawet jeśliby się bardzo chciało.  

Ja troszkę żałuję, że przestało być zabawnie. Rozmowa dżina i Arka taka śmieszna, a potem bam! – i uśmiech mi znikał. Ale wiem, że tak miało być. Wiem, wiem. Chociaż z tym stwardnieniem rozsianym to już pojechałeś po bandzie ;)   Bardzo w porzo, ziom!   PS. Ja się zaliczam do "Mamusiek"!

Profil autorski: https://www.facebook.com/krajemar

Krajemarto – Gość ze stwardnieniem rozsianym był niestety prawdziwy. Nie wiem, czy komentował cokolwiek na internetowych portalach, ale był przykuty do łóżka, a komputer był jego jedynym oknem na świat. Przypomniał mi się w trakcie pisania tego opka i już w nim został. Dawno temu zamówił komputer w firmie, w której byłem technikiem. Lekkie notebooki były wtedy jeszcze bardzo drogie, poza jego zasięgiem. Facet miał fatalny wzrok, obiecałem mu więc blaszaka, który obsłuży dwa monitory, przy czym ten drugi będzie działał jako lupa. O ile teraz większość kart graficznych obsługuje dwa monitory (albo i więcej), wtedy zadanie nie było łatwe – znaleźć płytę główną mogącą obsłużyć dwie karty graficzne, potem karty, które mogły pracować w parze, wreszcie odpowiednią aplikację służącą za lupę i wszystko to skonfigurować. Woziłem się z tym przez kilka dni, podczas gdy najbardziej wymagający, wieloprocesorowy serwer byłem w stanie zmontować i skonfigurować do pracy przez kilka godzin. Ale satysfakcję miałem ogromną, gdy już wszystko działało jak trzeba.

 

Przepraszam za te wspominki, ale chyba już tak jest, że nawet przy fantastyce jakaś część tego co piszemy, to modyfikacja naszych wspomnień i przeżyć.

…Unfallu, nie wiedziałem, że taki z Ciebie spec od komputerów. Powinieneś pracować w Polsce, a nie gdzieś tam. Ja kupiłem sobie nowego laptopa i nie mogę sobie poradzić. Zbyt nowoczesny dla takiego niedołęgi jak ja. Pozdrawiam.

Unfall, rozumiem. Smutne to życie dla niektórych, zupełnie niezasłużenie.

Profil autorski: https://www.facebook.com/krajemar

Nie bedę krytykował "przesłodzonego moralizatorskiego finału", bo zdarza się, że porządne potrząśnięcie kimś ustawia temu komuś klepki na właściwych miejscach i we właściwym porządku. Takim potrząśnięciem może być przejściowe wskoczenie w cudze buty, więc wszystko gra, Autorze, od A do Z. Ukłony.

Jestem bardzo zaskoczona, bo mi się nie podobało. I chyba jeszcze bardziej, że to piszę.   Nie rozumiem przesłania.  Autor ma przyjąć z pokorą uwagi komentatorów, nawet jeśli czytali nieuważnie, z doskoku, fragmentarycznie, bo mogą być chorzy/zajęci/zmęczeni?   

Znam tylko pięć liter ;)

Dzięki Adamie.

 

Anet – "Jestem bardzo zaskoczona, bo mi się nie podobało. I chyba jeszcze bardziej, że to piszę. 

Nie rozumiem przesłania." – no cóż, niektórzy nie są w stanie zrozumieć najprostszych rzeczy! – ;P to oczywiście żart, ale taką odpowiedź z dużym prawdopodobieństwem mógłby na Twój komentarz umieścić młody, gniewny debiutant pokroju Arka (widywałem podobne niejednokrotnie). 

 

"Autor ma przyjąć z pokorą uwagi komentatorów" – Nie, nie o to mi chodziło. Autor nie powinien przyjmować z pokorą wszystkiego, co przeczyta w komentarzach pod własnym dziełem, w żadnym wypadku. Ale między przyjmowaniem z pokorą a toczeniem wojen z komentatorami (co planował mój bohater i co często się zdarza) jest jeszcze ogromna przestrzeń. Jak więc reagować na komentarze? Moim zdaniem z dystansem i to zarówno na te krytyczne, jak i pozytywne, bo to że naszym komentatorom się podobało nie znaczy, że już piszemy tak świetnie, że wszystkie wydawnictwa stoją przed nami otworem. Pokora pożądana jest głównie wtedy, gdy ktoś wytknie nam ewidentne błędy, których nie da się obronić. Wszędzie tam, gdzie mamy argumenty na poparcie własnego stanowiska (lub choćby odczucia), możemy podjąć dyskusję, bądź zwyczajnie pozostać przy swoim. Sam komentarz (z powodów także wymienionych w tekście) może być dalece niedoskonały, ale to nie powód, aby toczyć wojny z ich autorami, którzy też nie są profesjonalistami i mają prawo do błędu. IMO tak długo, jak nie mamy pewności, że ktoś swym komentarzem miał zamiar nas obrazić, powinniśmy zachować spokój (choć nieraz to trudne).

 

Pozdrawiam.

Uważam, że wskazywanie ewidentnych błędów, jest potrzebne. Szczerze podziwiam ludzi, którzy to robią. Ja nie potrafię czytać w ten sposób – jeśli chcę mieć z tego przyjemność, muszę być ponad to, nie dopuścić do odwrócenia uwagi od sedna.  Inna sprawa, że zdarzają się poprawki z "dobrze" na "źle" – i upieranie się przy nich uważam za bardzo nie w porządku.    Chciałabym przeczytać to samo "odwrotnie" – "zły" komentator pisze nieprzemyślane sugestie, po czym przenosi się w umysły autorów ;)

Znam tylko pięć liter ;)

Oczywiście, że zdarza się poprawianie z "dobrze" na "źle", dlatego potrzebny jest dystans. Tak jak ze wszystkim, nie można przeginać w żadną ze stron, ani przyjmować bezkrytycznie wszystkiego, ani reagować nerwowo na jakikolwiek głos krytyczny. Chciałabym przeczytać to samo "odwrotnie" – "zły" komentator pisze nieprzemyślane sugestie - Zawsze możesz ogłosić nieoficjalny konkurs. Ale wtedy Ty będziesz jako członek jury zmuszona do komentowania ;)

E tam. Ja bym chciała, żebyś Ty to napisał!

Znam tylko pięć liter ;)

Pomyślimy. Jeśli mi przyjdzie ciekawy pomysł… Ale tym razem musiałoby być tylko z humorem, bez cukru, bo poprzednia koncepcja niewielu przekonała. ;)

Mogłoby być ciekawie. Choć podejrzewam, że niełatwo ;)

Znam tylko pięć liter ;)

Twoje opowiadanie mnie zaciekawiło. Czyta się lekko i przyjemnie. Potrafisz wciągnąć czytelnika od pierwszych zdań, co nie zdarza się często. Pozdrawiam ciepło :)

Dziękuję Alqa :)

Chociaż do warsztatu mam kilka drobnych zastrzeżeń, to prawdziwością spostrzeżeń i poziomem dydaktycznego zaorania jestem po prostu zachwycona. Zdecydowanie przemawia do mnie klimat, jak ktoś to wcześniej ujął, oldschoolowej książki dla młodzieży.

"Brak opanowania elementarnych zasad interpunkcji. Na chuj mi te zasady! A od czego są korektorzy!" Jezu, ilu takich po Internetach chodzi! Masakrowałabym!   A teraz pozwolę sobie poutożsamiać się z Twoimi bohaterami. ;) "– Ale czad! – rzekł młodzieniec, gdy już odzyskał władzę nad aparatem mowy." To "rzekł" brzmi strasznie sztywno IMHO, zwłaszcza w takiej sytuacji. A "aparat mowy", który w zgrabniejszym zdaniu byłby fajny i dowcipny, po tym nieszczęsnym "rzekł" kojarzy się z małolatem, który na siłę szuka wymyślnych synonimów i nazywa kawę "czarną cieczą". "No jaha" Jestem przekonana, że powinno być "jacha". Nie wiem, jakie zasady pisowni dotyczą tego słowa i czy jakieś w ogóle, ale to "ch" po prostu tam słychać. "Stary ma haisu jak lodu" I jak wyżej. Hajs. Nie znam pochodzenia tego słowa, ale Internet twierdzi, że "hajs" – po wpisaniu "hais" w ogóle nie wyskakują polskie strony. "Ostatniej nocy młodsza z córek gorączkowała. Udało się jej zwolnić dziś z pracy" Tej córce, jak rozumiem? Poza tym w paru miejscach brakowało Ci przecinków przy wtrąceniach. Żeby nie kończyć komentarza krytyką. napiszę jeszcze raz, że całość podoba mi się bardzo, i pewnie sięgnę po inne Twoje teksty. Szczególnie dylogia (?) "wściekłe zombi" wygląda wyjątkowo zachęcająco.

(I przepraszam za chaos w poprzednim komentarzu. Gdybym wiedziała, że entery tak się zlewają, porobiłabym odstępy między cytatami).

Nefariel – wielkie dzięki. Twoje uwagi przyjmuję bez słowa sprzeciwu. Z utęsknieniem wypatruję pojawienia się nowej strony, na której będzie można edytować starsze teksty. Wtedy zabiorę się za poprawianie moich (chętnie wtedy skorzystam z Twoich sugestii), niektóre starsze pewnie nawet ukryję, lub napiszę od nowa, jeśli pomysł się portalowiczom podobał, a wykonanie odstaje od moich obecnych możliwości. Jeszcze raz dzięki i nie krępuj się z krytyką pod moimi tekstami, bo ja takową zawsze chętnie przyjmuję i doceniam, nawet jeśli ze wstydu pieką mnie policzki.

 

Jeśli chodzi o "Zombi…", to od razu uprzedzam, że pisane były na grafomanię i spokojnie mogłyby mieć podtytuł "koszmar korektora". Wiele osób skarżyło się na nie w komentarzach, ale te skargi dotyczyły rozlanych napojów, zabrudzonych monitorów, upadłych kanapek i głośnych śmiechów przeszkadzających sąsiadom itp ;)

Unfallu, bardzo fajne opko, napisane z humorem, ale też w pewnym sensie mądre. Poza tym całkiem ciekawy pomysł ;) Pozdrawiam.

Dzięki Domku

Nowa Fantastyka