- Opowiadanie: GaPa - Miejscami przykusa skóra kameleona (krótka jesienna impresja)

Miejscami przykusa skóra kameleona (krótka jesienna impresja)

Dyżurni:

regulatorzy, adamkb, homar, vyzart

Oceny

Miejscami przykusa skóra kameleona (krótka jesienna impresja)

Bezsprzecznie znajdowała się w awangardzie badań nad mową delfinów – wąska specjalizacja okraszona niedawnym jakże spektakularnym sukcesem. Nie była piękną, olśniewającą kobietą, bardziej pasowało do niej słowo „przystojna”. Krążyłem w pobliżu, nie narzucając się, sporo żartując: nic ofensywnego, na siłę, byłem jak strumień na równinie, powolny, nieustępliwy. Zbliżaliśmy się do siebie, oplatając siecią wspólnych spraw, nie przejmując zanadto konwenansami, aż nastał TEN WIECZÓR.

Zaprosiła mnie do siebie (to już się zdarzało), wskoczyliśmy do basenu (coś nowego). Ze zdziwieniem zauważyłem, że woda jest słona. Przyjęła to niepewnym, speszonym uśmiechem. O ironio rozpoznałem producenta whiskey, której cała butelka znajdowała się w poręcznym miejscu na obrzeżu basenu. Pilnowałem, by jej szklanka była wciąż pełna i nastroju. Całując zamknięte powieki, szeptem spytałem, czy moja dłoń nie przypomina płetwy? Wsunąłem ją łagodnie pomiędzy jej nogi, stopniowo wędrując w górę. Zastygła, a potem, hm, zareagowała bardzo żywiołowo. Uprawialiśmy już seks, tym razem jednak o d d a ł a mi się, sama czerpiąc aż po rumień na policzkach.

 Później gadaliśmy. Otworzyłem się przed nią, zdradzając Najbardziej Skrywany Sekret. Wzruszyła się. W rewanżu zaczęła opowiadać o swojej pracy, że dokonała znacznie więcej, niż się sądzi, ale nie chce tego ogłaszać, bo delfiny są takie niewinne, nieskalane. Jak sprytnie fałszuje wyniki badań, by je chronić. Czy mogę sobie wyobrazić, że dostała potężny grant, aby wytłumaczyć delfinom ideę pieniądza? Nie jestem głupia, zarzekała się, to wszystko by z boskich stworzeń stały się targetem. Jak niegdyś Indianie w Ameryce Północnej, podpowiedziałem uprzejmie, zamknięci w rezerwatach konsumenci. Właśnie, a one są jak dzieci, kontynuowała, zepsują je, zdeprawują, narzucą nasze reguły. Jak mi to brzmi – zaczęła parodiować wiadomości – spadek PKB u Lagenodelphis hosei, rozpatrywany kwartalnie… Twój głos brzmi jak tarka boskiego jazzmana, przerwałem roześmiany.

Gdy kładłem ją do łóżka, nieco bełkotliwie powiedziała, że nigdy jeszcze nie czuła się taka szczęśliwa i bezpieczna. Czekałem, przeczesując palcami jej długie, miękkie włosy, aż chrapliwym oddechem wkroczy w sen.

Wystukałem SMS – WYBACZ-PRACA-MUSZE PEDZIC JAZZOWA PTASZYNKO. Gdy jej wodoodporna komórka potwierdziła otrzymanie wiadomości, ruszyłem do domu.

Odsłuchałem nagranie. Jej głos… jakość była wystarczająca. Pozostawiłem tylko fragmenty, te, na których tłumaczyła lingwistyczne zawiłości języka morskich ssaków, a także objaśnienia napędzanych szlachetną ideą oszustw. Sporządziłem raport, dołączyłem plik dźwiękowy, wyłączyłem telefon, zgasiłem światło i rozpuściłem się w mroku.

Po przebudzeniu sprawdziłem pocztę, następnie stan konta. Działali szybko. Kwota, którą mi przelano, mogła robić wrażenie, ale była tylko ułamkiem funduszy, jakie otrzymała od nich na projekty celowe.

Goniec dostarczył whiskey, drobny upominek na cześć owocnej współpracy. W końcu ten rzadki, drogi gatunek był flagowym produktem zleceniodawcy. Dałem chłopakowi sowity napiwek, by to jej wręczył butelkę: niedługo zakup tak cennego trunku będzie długo rozważać.

Mój agent również otrzymał już swoją miseczkę ryżu. Przysłał nawet propozycję nowej misji. CZY SZPACZEK ÓW, U SEZAMU WRÓT, FAŁSZYWEJ NIE TKAŁ PIEŚNI? Takiej treści depesza mogła zdobić zdjęcie dystyngowanego, szpakowatego mężczyzny na tle palm, które od razu zapadało w pamięć. Czeka mnie długa podróż, pomyślałem, i to w wielu aspektach.

Nie musiałem, nie powinienem tego robić, ale zadzwoniłem. Wesoło paplała, ożywiona, aż w końcu zamilkła, zaniepokojona ciszą z mojej strony. Czy coś się stało? Odparłem, że dostałem propozycję niezłej pracy, ale wiąże się to z wielomiesięcznym wyjazdem, w dodatku będę odcięty od świata. Mogła mi złamać serce na wiele sposobów, w myśli kołatało się „przecież nie jestem głupia”, jednak tylko spokojnie powiedziała, że rozumie i zakończyła rozmowę.

Wyjąłem kartę SIM i starannie ją zniszczyłem. Potem owinąłem w ręcznik telefon, by rozwalić go w drobny mak. Usiadłem przed monitorem, próbując zapoznać się ze szczegółami nowego zlecenia, ale litery złośliwie zamieniały się w cienie kaktusów, wywołując ból oczu. Gapiłem się w okno, na mgłę oplatającą skurczone, zszarzałe liście. Brakowało tylko transparentu: „Jesień idzie, nie ma rady na to”.

Nagle ogarnęła mnie panika. Zapomniałem nazwy miasta, w którym się znajduję, własnego imienia.

Uspokoiłem oddech. Włączyłem – zbyt głośno – muzykę, by razem z wokalistą krzyczeć:

  "Wierzę słowu

  Jeśli jest jak głaz

  Wierzę myśli

  Jeśli lgnie do słońc

  Nie sercu

Nie sercu"

Po czym smolistym głosem deklamowaliśmy refren:

"Kiedy mówię – nie

To nie znaczy – tak

Kiedy mówię – tak

To nie znaczy – nie".

Dałem sobie kwadrans, w którym szczerze, skrupulatnie pogardzałem sobą. Następnie usiadłem przed laptopem, raz jeszcze próbując wgryźć się w szczegóły czekającego mnie zadania, opracowując strategię. Zamówiłem bilet, pozbierałem rzeczy, przy czym to ta druga czynność zabrała mi mniej czasu, wezwałem taksówkę.

Marzyłem, schodząc, że czeka na dole, z rozwianymi włosami, żebyśmy razem uciekli, bo nie ma nic ważniejszego. Gdzieś się schowamy, czegóż więcej nam trzeba?

W ramach higieny psychicznej myśli te zostawiłem za drzwiami lotniska. Zmienił mi się krok, zacząłem przyjmować nową tożsamość.

Czy to Kubrick powiedział o Peterze Sellersie, że jest aktorem doskonałym, bo nie posiada własnej osobowości?

Przemierzam więc wielkie przeszklone przestrzenie, rozmyślając o mrówkach – od personelu firm sprzątających po prezesów, tych wszystkich akolitów, pretendentów, więźniów i biskupów złotego kultu – dzięki którym mogę sprawnie dostać się z punktu A do punktu B, w mej drodze ku doskonałości.

 

 

 

Cytaty:

Jesień idzie – Andrzej Waligórski

KAT – Wierzę – słowa Roman Kostrzewski

Koniec

Komentarze

GaPo, brawo. Dawno tak się nie wczytałam w tak krótki tekst. Szkoda, że ona taka naiwna… 

Rzeczywiście jesienne to. Tylko zamiast pluskania deszczu – w tle słychać ponury brzęk monet.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Brawo, brawo.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Opowiadanie chodzi mi po głowie przez cały dzień… To naprawdę kawał dobrej roboty. Aż się denerwuję, dlaczego tak mało osób tutaj zajrzało! 

Pociechy pokładzione, komentarze przeczytane. Dzięki za o0klaski. Pani Prokrisowo, proszę się nie denerwować, tylko głowę rozmasować ;) pzdr

Ciekawa koncepcja.

Babska logika rządzi!

Prokris, zajrzało pewnie więcej osób wcześniej (np. ja), tylko nie na wszystkich opowiadanie musiało zrobić takie wrażenie, jak na Tobie. Tekst oczywiście napisany sprawnie, trafiły się ciekawe sformułowania („rozpuściłem się w mroku”), ale historia tak krótka powinna zaskakiwać lub skłaniać do niewyświechtanej refleksji (że np.  światem rządzi pieniądz, a dobrzy gracze to bezduszni skurwiele itp.). Tu mi tego zabrakło. Przeczytałem więc z przyjemnością, jednak opowiadanie w moją pamięć się nie wbije, bo nie ma haczyka. Pozdrawiam. .

Sorry, taki mamy klimat.

Sprawnie i ładnie napisane, ale przesłanie jakoś do mnie nie dociera.

Świetne, nietuzinkowe, niepokojące. Brawo!

Próbowałam czytac, ale poległam na języku. "Ze zdziwieniem zauważyłem, że woda jest słona. Przyjęła to niepewnym, speszonym uśmiechem." Właścicielka basenu peszy się, że woda jest słona? A może to woda się peszy, że bohater się zdziwił? Zapewne chodziło o to, że właścicielkę peszy zdziwienie bohatera – ale każda porządna redakcja przyczepiłaby się tej składni. "O ironio PRZECINEK rozpoznałem producenta whiskey, której cała butelka znajdowała się w poręcznym miejscu na obrzeżu basenu." Co w tym ironicznego i jaki w ogóle sens dla akcji ma wzmianka o producencie? "Pilnowałem, by jej szklanka była wciąż pełna i nastroju." Ja bardzo proszę nie masakrować polskiej składni… "Uprawialiśmy już seks, tym razem jednak o d d a ł a mi się, sama czerpiąc aż po rumień na policzkach." Rumień i rumieniec to nie to samo. Przede wszystkim dlatego, że pierwsze jest choroba zakaźną…

Przeczytałam wczoraj i od wczoraj staram się dociec, co tak porwało pierwszych komentujących. Nie dociekłam. Zrozumiałam tylko, że jak się pije z kimś alkohol a potem z nim baraszkuje, to nie należy się chwalić osiągnięciami zawodowymi.  

 

Pilnowałem, by jej szklanka była wciąż pełna i nastroju. – Czy dobrze zrozumiałam, że szklanka miała być pełna alkoholu i nastroju. ;-)

Proponuję: Dbałem o nastrój i pilnowałem, by jej szklanka była wciąż pełna.

 

…tym razem jednak o d d a ł a mi się… – …tym razem jednak  o d d a ł a  mi się… Przy zastosowaniu rozstrzelonego druku, sugeruję dodatkowe spacje.

 

Kwota, którą mi przelano, mogła robić wrażenie, ale była tylko ułamkiem funduszy, jakie otrzymała od nich na projekty celowe. – Wolałabym: Przelana kwota, mogła robić wrażenie, ale była tylko ułamkiem funduszy, które otrzymała od nich na projekty celowe.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Nie wiem, co kierowało myślami Autora, jednego z moich. że tak napiszę, faworytów, ponieważ wykierowało w nieznanym mi kierunku. Od wczoraj, jak regulatorzy, nie mogę dojść, o co chodzi. Z drugiej strony – to jest, zdaniem Autora, impresja, w dodatku jesienna, może więc w chwili depresji?

Jakoś tak mnie tym Sellersem zahaczykowało…   Hm, to nie jest tekst wieloznaczny na fabularnej płaszczyźnie. Postrzępiony, świadomość w trybie post-whiskey, jakieś wyrażenia x-owe, ale też się redukują. 2+2.   … a potem tą jazzową ptaszyną.   Jakbym przypadkiem miał papugę, tobym ją nazwał Lennie Tristano.   Pozdrawiam

Dziękuję za komentarze. W całym spektrum. Obawiam się, że moja odpowiedź będzie dłuższ niż samo opowiadanie, ale w ten sposób niejako spłacam dług (waluta to opinie).   Impresja zgonie z definicją (w googlu dość wysoko po wpisaniu „impresja” jest „IMPRESJA – Stacja Demontażu Pojazdów”. Heh.) „Wrażenie lub odczucie, zwłaszcza przelotne lub subiektywne.” „Nastrojowy, krótki utwór artystyczny wyrażający subiektywne przeżycia autora.”. Definicja wydaje mi się być spełniona.   Dlatego tekst jest dość „ryzykowny” – mocno subiektywny, trochę „poszarpany”, wszystko właściwie jest między słowami („resztę dośpiewasz sobie sam”). Albo ktoś akurat ma takie sitko, co to wyłowi, albo i nie. Stąd (jak myślę) jednym się spodobało mocno (akurat byli w nastroju odpowiednim), innym wręcz przeciwnie, a inni zupełnie letnio to odebrali. Ja (zupełnie subiektywnie) lubię ten tekst. Tak samo mam z momentem filmu „Das boot”, w którym mają łodzią podwodną przebić się przez wąski kanał idąc po powierzchni, ze świadomością, że wrogowie wiedzą że tam będą i że właściwie nie mają szans. Taka straceńcza, wariacka jazda… niby. Bo przed wysadzają młodego marynarza – reszta to stare morskie wygi. Znają realia.   Na tym „niby” się zatrzymam. a) konstrukcja i logika   Tekst jest liniowy, i, jak napisał Julius Fjord, 2+2=4. Achika np. napisała: „"O ironio PRZECINEK rozpoznałem producenta whiskey, której cała butelka znajdowała się w poręcznym miejscu na obrzeżu basenu." Co w tym ironicznego i jaki w ogóle sens dla akcji ma wzmianka o producencie?   Jest to mocno ironiczne i jest sens wspomnienia o producencie, parę linijek dalej jest to na wprost: „Goniec dostarczył whiskey, drobny upominek na cześć owocnej współpracy. W końcu ten rzadki, drogi gatunek był flagowym produktem zleceniodawcy.” Tutaj naprawdę wszystko gra.   Raz jeszcze Achika: „Rumień i rumieniec to nie to samo. Przede wszystkim dlatego, że pierwsze jest choroba zakaźną…” Rumień, oczywiście że rumień, nie ma tu pomyłki. „Rumień – termin medyczny oznaczający miejscowe zaczerwienienie skóry. Zaczerwienienie jest wynikiem rozszerzenia powierzchownych naczyń krwionośnych. Może wystąpić z przyczyn emocjonalnych (…)”. Wiele osób nawet twierdzi, że dzięki niemu można rozpoznać, czy orgazm nie był udawany…   Zaprawdę powiadam Wam, staranność staram się uprawiać jak narkoman zioło. Pomylić się jest rzeczą ludzką, ale próbuję takie skwarki powyciągać przed podaniem.   b) język „Pilnowałem, by jej szklanka była wciąż pełna i nastroju”. Nie pamiętam, z jakiego utworu literackiego „wyciągnąłem” taką konstrukcję, wydaje mi się, że Dashiell Hammett w którejś ze swoich powieści miał coś takiego. Czy naprawdę jest ona niepoprawna… A jeśli, to prawem autora upierałbym się przy niej. To jedna z cegiełek, która buduje nastrój tej krótkiej opowieści (ale oczywiście z podziękowaniem za pochylenie się. W końcu to sobie tu ofiarujemy – czas i siebie). Przyjąłbym za to ostatnią poprawkę regulatorzy, no ale czas minął ;)   Tak samo we fragmencie „(…)  wskoczyliśmy do basenu (coś nowego). Ze zdziwieniem zauważyłem, że woda jest słona. Przyjęła to niepewnym, speszonym uśmiechem.”. Oczywiście że nie woda przyjęła pojawienie się bohatera niepewnym, speszonym uśmiechem. Ale jak z prawem, jest duch i litera, przyjąłem pewną konwencję i trzymałem się jej. Jest to takie trochę wspomnienie-spowiedź bohatera, może nawet próba poukładania pewnych spraw, trochę impresji w tym musi być. I na serio, kto w tym miejscu pomyślałby że woda się speszyła? (prawda, jakie niewdzięczne jest czasem stanowisko komentującego, kłócą się, jeszcze mu nie podziękują… – ja oczywiście podziękowałem ;)    

c) treść   Jak ja to widzę jako nie autor (czyli na ile to możliwe staję z boku i próbuję zdać relację z widoku).   Jest oczywiście prosta jak drut (owa treść) – mamy koleżkę pomiędzy kolejnymi zleceniami. Taki tajemniczy klient łamane przez detektyw. Jak w życiu, czarno-białe zdarza się nie za często. W poprzednim zleceniu była pewna pani (zresztą – nomen omen – oszustka też, dostała kasę i mataczy, lubi kąpiele w baseniku, drogie trunki…). Czy był sobą, gdy powoli wił intrygę, aż wkradł się w jej łaski? Czy ona była tylko pijana, czy na serio chciała się związać (w końcu przed konsumpcją doszło do pewnych precedensów, pozwalających przypuszczać że chciała się przed nim odkryć). Po rozwikłaniu problemu zabiera się za kolejne zlecenie. Ale jest też chwila słabości, z którą sobie radzi. Wydaje się że w tej grze doprowadził się do stanu, w którym zamiast uczuć, moralności ma już do rozwiązania wyłącznie kwestie techniczne związane z rozwiązaniem pojawiających się problemów, bez żadnych podziałów i wag. Wkalkulował w to nawet chwile słabości (jak rajdowiec zna ograniczenia swojej maszyny), i ma na to sposób. Co by się stało, gdyby ona jednak pojawiła się dokładnie w tym co trzeba momencie na schodach? Ale to naprawdę małe prawdopodobieństwo, żeby trafić w tak wąskie (szybko się zebrał i znika) okienko czasowe…   No i jak sprytnie wpleciony jest element fantastyczny, nieprawdaż? A wniosek z „rozgryzienia” języka innych ssaków – poszerza nam się rynek zbytu, zastosujemy stare sztuczki marketingowe i mogą się zacząć zadłużać. Flaga w górę!   To oczywiście dzieje się pomimo, bo mamy głównie tego gościa, jego relację, takie wspomnienie (czy mu żal?), aż rozpuszcza się w kolejnym wcieleniu. Ile w nim jego samego pozostało i gdzie? I kolejne cienie tej historii, gdzieś pomiędzy słowami… No i kapie z tego taki nastrój, hm, jesienny, determinizmu i pewnej nieuchronności, ponikąd brzydoty… O któryż to nastrój chodziło. To ja stanąłem z boku i tak to zobaczyłem. No ale ja GaPa jestem ;) Raz jeszcze dzięki za pochylenie się.

Moim zdaniem tekst jest całkiem fajny. Rozumiem zamysł, a forma przypadła mi do gustu, choć uważam, że język można by podszlifować. Niemniej, lektura jest przyjemna.

…Przeczytałem z umiarkowanym zainteresowaniem. Nie jestem amatorem takich tekstów, ale prawdopodobnie to kwestia gustu. Pozdrawiam.

Dzięki za podzielenie się opinią. Pomyślałem sobie, że tyle wczoraj napisałem, że nikt nie da rady tak daleko przewinąć ;) pzdr

Ciekawy teskt i trzymający swój specyficzny klimat, chociaż mnie akurat nie do końca przypadł do gustu – ale to kwestia właśnie tego, gustu się znaczy ; ) Czytało się dobrze i płynnie, po prostu troszeczkę nie moja ramka, jednak sądzę, że zgodnie z wyjaśnieniem – założenie Autora jest tuaj wykonane sprawnie i udatnie. I a tam, że od razu przewijać za daleko, jesienny pesymizm ; )

Heh, dzięki. Musisz mieć niezłe kółko w myszce ;) pzdr

:-)  Chyba z motorkiem, żeby palec nie bolał.  :-)   Po przeczytaniu autorskiej egzegezy zmieniam pogląd na tekst, ale, niestety, pomimo tej zmiany zdania na nieco lepsze, nie mogę napisać, że mi się podoba. Wpływ jesieni na mnie i Autora?

Całkiem fajny tekst. Ale chyba jednak rumieniec, a nie rumień. Ten emocjonalny rumień to zwykle gdzie indziej się pojawia --np. na szyi. Gdy mówimy o rumieniu na policzkach, to raczej chodzi o patologię. Pozdrawiam

”Kto się myli w windzie, myli się na wielu poziomach (SPCh)

> AlexFagus 2013-10-12  00:07

> Całkiem fajny tekst.

Cieszę się więc. > Ale chyba jednak rumieniec, a nie rumień. Ja oczywiście prowadzę badania we własnym zakresie (ze względu na dobro tekstu), ale jeśli mam iść na dno, to z tym cytatem: http://www.menshealth.pl/seks/Anatomia-jej-orgazmu,3600,1 "szczytowanie

 

Oddech staje się szybszy, źrenice rozszerzają się, puls wzrasta nawet do 180 uderzeń na minutę, brodawki sutkowe stają się twarde, na twarzy, dekolcie i ciele pojawia się tzw. rumień seksualny. "   Jest tam też niezła część dalsza: "Naukowcy odkryli, że podczas orgazmu dochodzi do eksplozji związku chemicznego – pochodnego amfetaminy – zwanego PEA. Ten sam związek odkryto w czekoladzie. Wniosek: dopieszczona kobieta ma mniejszy apetyt na słodycze, dzięki czemu powinna być w stanie dłużej utrzymać linię." Hm…   > Ten emocjonalny rumień to zwykle gdzie indziej się pojawia Hm, może i tak, ale człowiek ma tylko dwie ręce… może nie zauważyć ;)

> AdamKB 2013-10-11  22:56 > Po przeczytaniu autorskiej egzegezy zmieniam pogląd na tekst, (…) Adam, dla Twego dobra. Ponoć zbliża się najsroższa zima, jaka te ziemie nawiedziła. Jesienne wspomnienie może nieść odpowiednią dawkę ciepła, by to przetrwać. Nie wspominająć o suchych liściach do palenia. Na szczęście nauka niesie dla Ciebie ratunek.   > pomimo tej zmiany zdania na nieco lepsze, nie mogę napisać, że mi się podoba Zauważ, że po moim komentarzu Twoja opinia o tekście troszkę drgnęła. Łatwo obliczyć, że stosunek słów (słów, nie znaków, bo słowa mają tu większą niż znak wagę, odwrotnie niż na drodze), więc, stosunek słów komentarza do tekstu wynosi 857/808 = 1.060643564. Teraz trochę pracy z Twojej strony. Musisz określić, o ile procentowo ewuluowała Twoja opinia, i ile jeszcze potrzeba do delikatnego zauroczenia opowiadaniem (nie pełnej fascynacji, obsesji, bo wtedy nawet polana byś nie porąbał!). Ja przeprowadzę odpowiednie obliczenia, i podsunę odpowiednio dłuższy komentarz. Wtedy powinieneś do kwietnia dotrzymać, wspierając się jesiennym ciepłem. Surowo przypominając, że matematyka królową nauk dyskretnie znikam. 3mka

 

 

No i jak tu nie pouśmiechać się, czytając taką odpowiedź, i jak tu nie lubić takiego faceta razem z Jego tekstami?   Obliczeń przeprowadzać nie myślę, ponieważ w procentach ewolucji stanowiska wobec impresji określić się raczej nie da. Powodem jest zaniedbanie przez matematyków wszystkiego, czego nie udaje się ująć w karby i dyby beznamiętnych wzorów, precyzyjnych uwartościowań, ważnych uniwersalnie, czyli jednakich dla wszystkich bez wyjątku – a wszak wiadomo, żeśmy indywidualistami, ku zgryzocie cyfrolubów. Ergo, jak na wstępie, policzyć się nie da, toteż Koledze musi wystarczyć sam fakt zmiany odbioru na bardziej przychylny.   :-)  

> AdamKB 2013-10-12  11:16 > Obliczeń przeprowadzać nie myślę, ponieważ (…) się raczej nie da. Ech, zwykłe lenistwo, jak powiadała moja matematyczka ;) pzdr, byle do wiosny, niech nam tego gazu w tym roku nie zakręcają i te de i te pe.

Nie wczytując się w komentarze powtórzę za niektorymi, że tekst czyta się dobrze, ale głębszego przeslania nie widzę. Wybacz, GaPo, ale wyjaśnień autora do tekstu również czytać nie będe, bo nie tędy droga ; )   Pozdrawiam.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

> joseheim > (…) tekst czyta się dobrze, ale głębszego przeslania nie widzę." Dzięki za perspektywę Twą więc, i bęc. 

> (…) wyjaśnień autora do tekstu również czytać nie będe (…) O masz, a jeśli to najlepsza część całej tej awantury? ;) pzdr

Nowa Fantastyka