- Opowiadanie: Mezoar - Gunslinger

Gunslinger

Autorze! To opowiadanie ma status archiwalnego tekstu ze starej strony. Aby przywrócić go do głównego spisu, wystarczy dokonać edycji. Do tego czasu możliwość komentowania będzie wyłączona.

Oceny

Gunslinger

 

Witam! To opowiadanko jest pracą, którą napisałem na pewien konkurs.Odbiegłem tutaj od standardowego fantasy w którym chyba najlepiej się czuję i nie jestem pewien, jak taka zmiana klimatu mi wyszła. Chciałbym prosić Was o konstruktywną krytykę i ocenę ;)

 

Zapraszam więc do lektury!

 

 

 

Ringo wyciągnął z wymiętej paczki kolejnego Marlboro i odpalił go. Doktor Jacobson skrzywił się z niesmakiem, choć przywykł już do woni dymu, gdyż mimo otwartych na oścież okien przez ostatnią godzinę jego cyber cowboy zmienił gabinet w istną wędzarnię.

 

– Więc mówisz szefie – mruknął Ringo zaciągając się dymem – że jakiś gnojek chce cofnąć się w czasie, żeby kropnąć mesjasza?

 

– Sformułowałbym to zdanie nieco inaczej, ale tak. O piątej nad ranem czujniki wyczuły zaburzenia pola. Z tego co nasze specsłużby znalazły w epicentrum, możemy z całą stanowczością stwierdzić, że Werner von Schulz zabił, zabije lub dopiero zamierza zabić mesjasza.

 

– Nieciekawie… Tylko co ja mam z tym wspólnego?

 

– Cóż… ledwo przechodzi mi to przez gardło, ale jesteś na chwilę obecną naszym jedynym agentem, który może poradzić sobie z tym zadaniem.

 

Jacobson nie wspomniał o fakcie, że już piętnastu Strażników Czasu zginęło w trakcie operacji, w tym co najmniej pięciu bezpośrednio z ręki von Schulza. Ringo był ostatnim Strażnikiem który pozostał przy życiu. Jednocześnie był też dziką kartą, z którą należało się liczyć. Mimo że nie odbył formalnego szkolenia na Strażnika, był wybitnym rewolwerowcem, którego zmysły zostały sztucznie podkręcone do granic możliwości przez liczne wszczepy biomechaniczne. No i był równie charyzmatyczny, co nieobliczalny.

 

– Szefie, bo zaraz się zarumienię! A tak swoją drogą, to dlaczego ta sprawa jest tak ważna?

 

– Nie rozumiesz? Gdy mesjasz zginie przed zrealizowaniem swojej świętej misji, cały obecny świat przestanie istnieć. Technokratyczna Republika Nowej Ameryki stanie się historią, która nigdy nie miała miejsca. Dlatego właśnie musisz powstrzymać Schulza.

 

– Okie dokie sir, tylko co ja z tego będę miał, huh?

 

Jacobson westchnął.

 

– Cóż… zostaniesz bohaterem TRNA, będziesz mógł zwiedzić dziewiętnastowieczne Missisipi…

 

– Hej, a dla kogo ten strój kowboja tam w rogu?

 

– … no i dostaniesz ten strój kowboja. Wchodzisz w to?

 

– Huh, pewnie że tak!

 

– Doskonale! – doktor Jacobson klasnął uradowany w dłonie.

 

 

***

 

 

 

Joshua usiłował uspokoić swój oddech, jednak przychodziło mu to z trudem. Dziewiętnastoletni młodzieniec ledwo uniknął pościgu, skrywając się w magazynie kompanii MacCormica. Nie wiedział, dlaczego szeryf i jego ludzie zaczęli do niego strzelać na ulicy. Przecież ukradł z saloonu tylko jeden bochenek chleba! No… jeden bochenek i dwie butelki piwa. Ale to i tak nie był powód do tak otwartej nienawiści! Za kradzież groził co najwyżej areszt i prace publiczne. Słyszał kroki ludzi szeryfa i jego niski, mocny głos.

 

– No dalej, młodzieńcze, ukrywanie się nie ma sensu. Wyjdź teraz, a czeka cię uczciwy proces… a przynajmniej szybka i bezbolesna śmierć.

 

Jeden ze zbirów szeryfa zarechotał, wprawiając Joshuę w jeszcze większy strach. Na szczęście ilość adrenaliny tworzona przez jego organizm skutecznie hamowała panikę. Wsunął się głębiej między drewniane pudła i czekał. Słyszał kroki coraz wyraźniej, wiedząc że nieobliczalni stróże prawa zbliżają się do jego kryjówki. Usiłował naprędce wymyślić jakikolwiek plan działania, jednak nie był w stanie. Nie miał żadnej broni, poza tym nie był zbyt dobry w walce wręcz. Z resztą co by to dało – każdy z tej piątki świrów i tak miał rewolwer. Kroki były coraz głośniejsze. Chłopak zaczął się w myślach modlić zdając sobie sprawę, że jego los jest już przesądzony.

 

– Tu jesteś, huncwocie! – Nagle nad jego kryjówką wyrosła mroczna postać szeryfa Johna Browna. Joshua wstrzymał oddech, był sparaliżowany ze strachu. Brown wyszczerzył pożółkłe zęby w tryumfalnym uśmiechu i wycelował w niego swym coltem. Powietrze przeszył huk strzału. Nie był to jednak strzał z broni szeryfa. Po chwili dało się słyszeć kolejne wystrzały. Bum! Bum! Bum! Bum!

 

– Co jest? – Brown zbity z tropu obejrzał się za siebie. – Przestańcie sobie jaja robić, chłopaki! A za naboje i tak wam potnę z pensji!

 

Zza stosu pudeł z tytoniem wyłonił się wysoki mężczyzna w kapeluszu. Śnieżnobiały uśmiech przecinała prosta kreska dymiącego papierosa. Nonszalancko kręcąc rewolwerem stanął

 

o dziesięć kroków przed szeryfem Brownem, czekając aż ten otrząśnie się z szoku.

 

– No no… a więc ministerstwo przysłało w końcu swojego kowboja. Ringo, prawda?

 

– Niezły kamuflaż, Schulz – mruknął Ringo chowając colta do kabury – Ciekawe jak taka szumowina jak ty została szeryfem.

 

– Ma się swoje metody. Wiesz, że zostałeś ostatnim Strażnikiem Czasu? Wszystkich pozostałych już zabiłem. Tylko ty…

 

Ringo w ułamku sekundy wyciągnął z kabury rewolwer i strzelił. John Brown spojrzał na czarny otwór z którego na koszulę zaczęła sączyć się krew. Z niedowierzaniem popatrzył jeszcze na rewolwerowca i upadł na podłogę, wzbijając tumany kurzu.

 

– Hasta la vista, herr Schulz. – mruknął Ringo spluwając na trupa – Nigdy nie lubiłem, kiedy czarne charaktery tak dużo gadały. Hej! Ty jesteś Joshua, prawda?

 

Młodzieniec kulił się między skrzyniami. Na pobladłej, skroplonej potem twarzy malował się wyraz bezbrzeżnego zdumienia.

 

– T… tak proszę pana. – zdołał wystękać.

 

Kowboj uśmiechnął się przyjaźnie podając mu rękę.

 

– Ringo jestem! Wstawaj z tej podłogi, bo wilka złapiesz, ha! Pewnie jesteś nieco zdziwiony tą całą sytuacją, ale nie przejmuj się. Dla mnie to codzienność.

 

Joshua spojrzał na zwłoki Browna.

 

– Zastrzeliłeś szeryfa.

 

– Ale nie zastrzeliłem jego zastępcy! No chyba, że to był któryś z tej piątki. A teraz zbierajmy się stąd, mam ci sporo do opowiedzenia.

 

***

 

Doktor Jacobson siedział przy swym biurku wpatrując się w ostatniego Strażnika Czasu, który sączył właśnie whiskey. Choć słowo sączył pasowało tu jak wół do karocy, gdyż kowboj wlewał w siebie trunek wprost z butelki, to poukładany umysł Jacobsona nie pozwalał mu użyć słów takich jak „żłopać” lub „chlać”.

 

– Niezła robota, Ringo. Jednakże… mam pewne zastrzeżenia.

 

Ringo spojrzał zdziwiony na swojego przełożonego, odstawiając butelkę na blat.

 

– Co jest szefie? Przecież uratowałem mu tyłek!

 

– Tak… uratowałeś. Ale twoja ingerencja w przeszłość była nieco zbyt… wyraźna.

 

Mówiąc to wyjął z szuflady Pismo Święte i podał je kowbojowi.

 

– Księga Joshuy, akapit piąty.

 

Kowboj chwycił książkę i otworzył na podanym mu przez doktora ustępie.

 

– Oh man! Święty Ringo? To o mnie? Czadowo, jestem w książce!

 

– Tak czy siak znakomicie poradziłeś sobie z tym zadaniem. Prezydent TRNA wysłał mi rano depeszę, w której napisał, że w ramach nagrody możesz prosić o co tylko zechcesz.

 

W granicach rozsądku oczywiście.

 

– O co tylko zechcę? Hm… chyba jest coś takiego.

 

– Tak?

– Kolejną butelkę whiskey. I paczkę Marlboro, bo chyba mi się właśnie skończyły

Koniec

Komentarze

Całkiem, całkiem ; ) Choć można by się pokusić o nieco szersze opisanie historii i świata przedstawionego.   Z czepialstwa: ukradł z saloonu tylko jeden bochenek chleba – saloon to mi się bardziej kojarzy z whisky, niż z chlebem ; )

Na szczęście ilość adrenaliny tworzona przez jego organizm skutecznie hamowała panikę -- tu to absolutnie nie mam pewności, ale nie znam się, więc się wypowiem ; ) Nie jestem do końca przekonany, czy adrenalina hamuje panikę. No, ale mogę się mylić.

Z resztą  -- zresztą

wycelował w niego swym coltem – swego colta albo ze swego colta

Śnieżnobiały uśmiech – hm?

John Brown spojrzał na czarny otwór z którego na koszulę zaczęła sączyć się krew. – to można by nieco zgrabniej napisać – Zastrzeliłeś szeryfa. – Ale nie zastrzeliłem jego zastępcy! -- a to świetne : )

nie można być "dziką kartą", dziką kartę można dostać, chodziło Ci o "czarnego konia". Nie wyjaśniasz, dlaczego Mesjasz jest nagle na terenie XIX w. USA. Ani dlaczego Ringo znajduje się potem w Piśmie Świętym, które powstało w starożtności. Jeśli chciałeś opisać świat,w którym Mesjasz schodzi na Ziemię później, wypadałoby to jakoś opisać.

Chodzi o to, że limitem były dwie strony A4, więc niestety nie mogłem się bardziej rozpisać co do świata przedstawionego :)

Zabawne i dobre.

Infundybuła chronosynklastyczna

Ale teraz już ograniczeń nie masz, mogłeś dopisać. I jeszcze, za co Schulz tak nie lubił mesjasza.

Babska logika rządzi!

Zabawna historyjka. Natomiast Finkla ma rację – na NF nie jesteś niczym ograczniony, więc mógłbyś nieco historię rozwinąć i uzupełnić. 

I po co to było?

Macie rację, spróbuję to pociągnąć dalej bo kilka koncepcji miałem, ale przez ograniczenia nie mogłem ich rozwinąć.

Przyjemna rzecz :-)

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Rozwijaj, rozwijaj.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Całkiem, całkiem. Poczekam teraz na wersję, którą pociągniesz dalej, wykorzystując przy okazji kilka posiadanych koncepcji.  

 

Ringo wyciągnął z wymiętej paczki kolejnego Marlboro i odpalił go.Ringo wyciągnął z wymiętej paczki kolejnego marlboro i odpalił go. Marki papierosów piszemy małą literą.

 

Powietrze przeszył huk strzału. Nie był to jednak strzał z broni szeryfa. Po chwili dało się słyszeć kolejne wystrzały. – Powtórzenia. Może: Powietrze przeszył huk wystrzału. Nie padł on jednak z broni szeryfa. Po chwili dało się słyszeć kolejne.

 

Brown zbity z tropu obejrzał się za siebie. – Masło maślane. Czy można obejrzeć się przed siebie? Proponuję: Brown, zbity z tropu, obejrzał się. Lub: Brown, zbity z tropu, spojrzał za siebie.

 

No no… a więc ministerstwo przysłało w końcu swojego kowboja.No, no… a więc ministerstwo przysłało w końcu swojego kowboja.

 

Ringo w ułamku sekundy wyciągnął z kabury rewolwer i strzelił. John Brown spojrzał na czarny otwór z którego na koszulę zaczęła sączyć się krew. – Mam wrażenie, że krew zaczęła się sączyć z czarnego otworu lufy rewolweru. Może: Ringo, w ułamku sekundy wyciągnął z kabury rewolwer i strzelił. John Brown spojrzał na swoją koszulę, powoli nasiąkającą krwią.

 

Na pobladłej, skroplonej potem twarzy malował się wyraz bezbrzeżnego zdumienia. – Czy przedtem twarz nie uległa skropleniu, dopiero potem zmieniła stan skupienia? ;-)

Może: Na pobladłej, zroszonej potem twarzy, malował się wyraz bezbrzeżnego zdumienia.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dziękuję serdecznie za wskazówki i wytknięcie błędów :)

Cieszę się, że mogłam pomóc. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Ta czarna dziura, z której płynie krew, razi nie najbardziej. Znaczy gdzie ten otwór był? Na suficie? Niestety niezbyt mi sie podoba to opowiadanko. Jakieś takie niespójne historycznie Pismo święte jest podzielone, owszem na księgi, ale dalej na rozdziały i wiersze. Ponumerowane wiersze, a nie akapity – taki szczegół techniczny, warto wiedzieć o czym się pisze. Księga Joshuy?????? – no dobra to przeciez fantastyka.

korekta – powinno być: razi mnie najbardziej – zjadłem "m" miało smak raczej kwaśny:)

Taki sobie tekścik. Przeczytać, uśmiechnąć się, a potem przeczytać coś innego.   Pozdrawiam

Mastiff

Nowa Fantastyka