- Opowiadanie: Bohdan - Kryptonim Ślepowron

Kryptonim Ślepowron

Dyżurni:

regulatorzy, adamkb, homar, vyzart

Oceny

Kryptonim Ślepowron

 

I

 

Przez duże okna wpadały promienie słoneczne, rozjaśniając obszerne pomieszczenie. Jedynymi meblami w gabinecie były ciemne biurko oraz krzesło, które mocno kontrastowały z białymi ścianami. Przy biurku siedział mężczyzna odziany w nienagannie skrojony garnitur. Przed nim, na lśniącym blacie, leżała tekturowa teczka z czerwonym napisem „ściśle tajne”.

Westchnął głośno, po czym zamknął podkrążone oczy i na chwilę zastygł w bezruchu. Z pomarszczonej twarzy biło zmęczenie. Wydawało się, że zaśnie, kiedy od drzwi dobiegło ciche pukanie. Potrząsnął głową, jakby chcąc w ten sposób przegonić ogarniającą go senność. Ujął w dłoń wypełnioną do połowy szklankę i upił łyk bezbarwnego płynu. Odchrząknął.

– Proszę wejść – zaprosił, odstawiając naczynie na biurko.

Do środka wkroczył szczupły mężczyzna. Miał na sobie szary garnitur, a na jego nosie tkwiły stylowe okulary.

– Dzień dobry, panie prezydencie – powiedział, gdy znalazł się przed obliczem Ronalda Reagana.

– Jak się masz, Richard? Bo ja całą noc spędziłem, czytając te akta. – Wskazał dłonią tekturową teczkę. – Spałem tylko trzy godziny, a zasnąłem dopiero nad ranem. Rozumiem, że te informacje są potwierdzone?

– Tak, panie prezydencie. Poza tym, nie ma w tym nic nadzwyczajnego, bo przecież o takiej możliwości wiedzieliśmy od mniej więcej roku.

– Masz rację – zawiesił na chwilę głos, a po chwili zapytał: – Wszyscy są?

– Tak. Czekają w Gabinecie Stanów Zjednoczonych.

– No to chodźmy. – Wstał z krzesła, po czym podszedł do doradcy. – Przyda mi się mój talent aktorski, żeby przekonać ich do tak szalonego planu. – Zaśmiał się gorzko. – Kryptonim „Ślepowron”, tak?

– Zgadza się, panie prezydencie. Pozostały nam tylko trzy miesiące na przygotowania, ale powinniśmy zdążyć.

 

II

 

Stał przy oknie i zerkał na pogrążone w półmroku Aleje Ujazdowskie. Na zewnątrz panował niewielki ruch. Padający śnieg utrudniał poruszanie się nielicznym grupkom ludzi, a po posypanej solą jezdni od czasu do czasu wolniutko przejeżdżały samochody. Wysoki i dobrze zbudowany brunet nie znał marek obserwowanych aut, ale zauważył, że większość z nich nie prezentowała się jakoś szczególnie ciekawie. A John Statton lubił drogie i szybkie samochody. Amerykanin przebywał w Polsce od kilku dni i jak dotąd nie opuszczał ambasady. Mimo to nie był zainteresowany zwiedzaniem stolicy obcego państwa, bo podobne obrazki widział wcześniej w Bukareszcie, Berlinie Wschodnim i Moskwie. Jakiś czas temu doszedł do wniosku, że miasta komunistycznych krajów są do siebie bardzo podobne. „Szare, odrapane budynki oraz ciemne ulice, a do tego ludzie o smutnych i zmęczonych twarzach” – dumał agent. Poza tym rozkazy brzmiały jasno: zaszyć się ambasadzie, wykonać misję, a jeśli uda się przeżyć to zaczekać na dalsze polecenia. Jeśli uda się przeżyć…

Z zadumy wyrwał go męski głos.

– Co? – zapytał Statton. – Co mówiłeś?

– Powiedziałem, że ulica, na którą patrzysz, jeszcze trzydzieści lat temu nosiła imię Stalina – wyjaśnił siedzący na kanapie jegomość. Wyglądał na znacznie starszego od swojego interlokutora, o czym świadczyła rozległa łysina i brzuch sterczący spod kraciastej koszuli.

– Tak? No, proszę. W sumie dziwne, że i tak udało się zmienić jej nazwę – mruknął John.

– Zmienili ją jakieś trzy lata po jego śmierci. Pamiętam, że kończyłem wtedy liceum i cieszyłem się jak diabli. Nawet przez myśl mi nie przeszło, że w sześćdziesiątym ósmym będę musiał stąd uciekać.

John chciał coś wtrącić, ale odpuścił. W końcu przyjechał tutaj wypełnić swoje zadanie, a nie uczyć się historii tego kraju. Czasem zastanawiał się tylko, dlaczego Polska jest tak ważna dla rządu Stanów Zjednoczonych? A może nie chodziło o konkretne państwo, a raczej o właściwy moment? Przypuszczał, że „gadające głowy” z Waszyngtonu chcą w ten sposób skruszyć betonowy mur komunizmu, licząc na to, że potem inne narody bloku wschodniego odrzucą dyktaturę Sowietów. „Przy niewielkiej pomocy z zewnątrz, ma się rozumieć” – skrzywił usta w ledwie widocznym uśmiechu.

Spojrzał na rozmówcę. Krótkie zadanie, do którego przygotowywano Władka przez kilka tygodni w Pentagonie, miało odmienić losy Polski. Statton nie mógł wyjść z podziwu, że niepozornie wyglądający wykładowca uniwersytetu zgodził się wziąć udział w tak niebezpiecznej akcji. I w dodatku chciał pomóc krajowi, z którego wcześniej go wydalono. „A może właśnie dlatego? – myślał agent. – Tylko, czy facet podoła wyzwaniu?” W jego głowie mnożyły się wątpliwości. Niby Władysław Glesner nadawał się doskonale, ponieważ fizyczne podobieństwo do celu misji oraz znajomość języka polskiego miały niebagatelne znaczenie, lecz z drugiej strony John zawsze uważał, że do takich spraw odpowiedni byli jedynie doświadczeni agenci. Ale cywil? Cywile zawsze przynosili pecha.

– Zaraz dołączy do nas mój kolega. Jedną z jego wielu umiejętności jest charakteryzatorstwo – oznajmił. – Przed nami długa noc.

– Nie szkodzi. I tak nie mógłbym zasnąć. Przecież jutro wystąpię w telewizji. – Władek zaśmiał się ironicznie.

 

III

 

– Do diabła – warknął niepocieszony, kiedy biała piłeczka o centymetry minęła dołek. – Już trzeci raz nie trafiłem!

Stojący obok Richard Pipes uśmiechnął się. Trzymając w jednej ręce kij do golfa, drugą poprawił czapkę z daszkiem, po czym podszedł do piłeczki leżącej na równo skoszonej trawie. Po krótkim przygotowaniu mocno uderzył. Piłka poszybowała daleko, by wkrótce wylądować w pobliżu chorągiewki.

– Widzę, że nie mam dzisiaj co marzyć o zwycięstwie z tobą – podsumował Reagan, chowając kij do futerału.

– Za to w najbliższych wyborach wygra pan bez żadnych problemów – pocieszył go. – Po tym, czego pan dokona w Europie, nie może być inaczej.

Schodzili stromym zboczem w zupełnej ciszy. Myśli prezydenta powędrowały daleko do państwa leżącego pomiędzy Tatrami a Bałtykiem. Od dłuższego czasu próbował sobie wyobrazić obraz Europy po ewentualnym powodzeniu misji, lecz były to czyste fantazje. Tak naprawdę odpowiedzi na wszystkie pytania miały dać najbliższe dni lub tygodnie. „No, może miesiące” – zakończył myśl, po czym przerwał milczenie:

– Rozumiem, że „Ślepowron” powoli zmierza do punktu kulminacyjnego?

– Tak, panie prezydencie. Jestem ze wszystkim na bieżąco i póki co nie ma żadnych problemów. Nasi agenci są przygotowani perfekcyjnie.

– A wojsko?

– Piechota i odziały pancerne w Niemczech oraz lotnictwo w Wielkiej Brytanii czekają w pełnej gotowości. Podobnie jest z naszą marynarką, której kilka okrętów stacjonuje u wybrzeży Szwecji

– To dobrze. – Cmoknął z zadowoleniem, dodając żartobliwie: – Powodzenie akcji osłodzi mi dzisiejszą przegraną w golfa – zawiesił na moment głos, przełknął głośno ślinę i powiedział: – Powoli zaczynam się martwić, że zabraknie nam wysp.

– Bez obaw, panie prezydencie. – Roześmiał się Pipes. – W razie czego Japończycy mają ich sporo.

Reagan pokiwał ze zrozumieniem głową. Wyjaśnienia doradcy były w pełni satysfakcjonujące. „Oby wszystko poszło dobrze, a moja reelekcja będzie formalnością” – rozmyślał.

 

 

IV

 

Zamarznięty na kość śnieg utrudnił podniesienie włazu, przez co trzech mężczyzn dostało się do kanału kilka minut później niż przewidywał plan akcji. Niewielki poślizg czasowy nie miał dużego znaczenia, więc nie wprowadził w ich poczynania niepotrzebnej nerwowości. Znalazłszy się w środku, zasunęli za sobą klapę, po czym włączyli latarki. Wszyscy mieli na sobie identyczne stroje. Można było pomylić ich z grupą kominiarzy, gdyby nie miejsce, w którym przebywali. Alan przesunął w dół suwak czarnego kombinezonu i wyciągnął z wewnętrznej kieszeni pomięty kawałek papieru. Rudowłosemu mężczyźnie wystarczyło jedno szybkie spojrzenie, aby odnaleźć właściwy kierunek.

„Gówniana robota”– przebiegło przez myśl Johnowi, kiedy przyprawiający o mdłości smród wypełnił mu nozdrza. Humor poprawił mu widok grymasu obrzydzenia na twarzy Władysława. Założyli maski tlenowe i już po chwili maszerowali, jeden za drugim, do celu oznaczonego czerwonym krzyżykiem na prowizorycznej mapie. Dwóch dźwigało plecaki, a pozostały z nich trzymał w dłoni skórzaną teczkę. Światła latarek rozjaśniały tunel, rzucając blask na wilgotne ściany i potok fekaliów. Czasem do uszu mężczyzn dobiegały szczurze piski odbijające się echem po kanałach, jakby gryzonie chciały ostrzec pobratymców przed intruzami.

Zatrzymali się przed rozwidleniem podziemi na dwa kolejne korytarze. Wzrok Alana ponownie powędrował na niewielką mapkę, po czym ruszyli dalej. Wiedzieli, że znajdowali się już blisko celu, więc postanowili zachować czujność i poruszać się jak najciszej. Według danych wywiadu w domu nie było wartowników, natomiast w ogrodzie oraz przed bramą znajdowało się odpowiednio po dwóch żołnierzy. Gdyby cokolwiek wzbudziło ich podejrzenia, akcja mogłaby zakończyć się niepowodzeniem.

Alan powstrzymał ruchem dłoni dalszy pochód. Stanęli obok metalowej drabinki i pokiwali ze zrozumieniem głowami. Wyłączyli latarki. Dwaj mężczyźni wspięli się po zardzewiałych stopniach, a potem z niemałym trudem podnieśli klapę. Wstrzymali oddech, kiedy właz przesunął się z hałasem po betonowej posadzce. Przez moment nasłuchiwali, a gdy uznali, że nic im nie zagraża, wyszli ze studzienki. Przyzwyczaiwszy wzrok do ciemności, uważnie zlustrowali tonące w mroku pomieszczenie. Wkrótce dołączył do nich trzeci z towarzyszy.

Stali pośrodku piwnicy. Cel był blisko, a jednocześnie tak daleko.

 

***

 

Zmienili obuwie na suche i lżejsze. Gumofilce wrzucili do kanału, po czym szybko pokonali kilka stopni niewysokich schodów. Kiedy dotarli na ich szczyt, John powoli nacisnął klamkę. Drzwi zaskrzypiały, ale nie na tyle głośno, żeby obudzić kogoś z domowników. Po kolei przestąpili próg kuchni, gdzie Alan ponownie zerknął na mapę. Blask świateł ulicznych latarni, wpadający przez okna, wydatnie pomógł w zapoznaniu się z planem układu pomieszczeń. Alan oderwał oczy od kawałka papieru i sięgnął do plecaka. Po chwili trzymał w dłoni metalową butlę, niewiele większą od gaśnicy samochodowej. Spojrzał porozumiewawczo na Johna. Ten przytaknął ruchem głowy, po czym zaopatrzył się w identyczny pojemnik.

Nagle ich uszu dobiegł hałas. Ktoś dreptał po drewnianej podłodze. Zbliżał się do kuchni. Cichy dźwięk kroków wskazywał, że człowiek miał bose stopy. Władysław szybko ukrył się pod dużym stołem, a jego kompani stanęli przy ścianie obok drzwi. John dotknął schowanej pod kombinezonem broni. Poczuł chłód metalu. „Nie mogę strzelać, usłyszą nas” – zorientował się w porę. Błyskawicznie sięgnął po duży nóż leżący na szafce.

Do kuchni wkroczyła półnaga dziewczyna, której długie, jasne włosy opadały na ramiona. Nie włączyła światła. Stała przez chwilę, gapiąc się bez mrugnięcia okiem na okno. Milczała jak zaklęta.

Statton zacisnął zęby. „Zabić czy nie?” – bił się z myślami. Już miał doskoczyć jak drapieżny kot do swojej ofiary i sprawnym cięciem pozbawić jej życia, kiedy…

… odwróciła się. Tępo patrzyła na Johna szeroko otwartymi oczami. Stała nieruchomo niczym figura woskowa, a jej blade oblicze nie okazywało żadnych emocji. Wydawało się, że nikogo nie dostrzegała.

Amerykanin zbliżył dłoń do twarzy dziewczyny. Pomachał ręką tuż przed jej nieruchomymi oczami. „Zero reakcji” – zauważył.

Niespodziewanie obróciła się na pięcie, przyprawiając Johna o szybsze bicie serca. Jak gdyby nigdy nic opuściła pomieszczenie. Odgłos kroków oddalał się, aż w końcu umilkł.

Mężczyźni odetchnęli z ulgą. Sutton otarł pot z czoła.

 

***

 

Władek został w kuchni, a dwaj agenci przedostali się do dużego holu. Alan wskazał kompanowi drzwi na końcu korytarza, natomiast sam skierował się na schody. Uważnie stąpając po stopniach, dotarł na piętro. Rozejrzał się dokoła, po czym porównał swoje krótkie obserwacje z rozrysowanym planem. Już wiedział, dokąd powinien się udać.

Statton ostrożnie zamknął drzwi pokoju. Potem położył się na podłodze. Do wylotu butli dokręcił wąski przewód, by później wepchnąć jego koniec w szczelinę pod drzwiami. Przy każdym ruchu na moment wstrzymywał oddech i wytężał słuch. Póki co z wnętrza pomieszczenia nie dochodził żaden dźwięk. „Twardo śpi. To dobrze” – pomyślał. Z kieszeni kombinezonu wydobył szeroką taśmę, którą zakleił wszelkie szpary w drzwiach. Na koniec ścisnął w dłoni niewielką dźwignię przymocowaną do górnej części pojemnika.

 

Rozległo się ciche syczenie.

 

***

 

John wszedł do kuchni, pokazując uniesiony do góry kciuk. Glesner pokiwał z uznaniem głową, po czym zaprosił agenta gestem dłoni na jedno z krzeseł. Skorzystał z propozycji.

Niedługo potem pojawił się Allan. Oparł się plecami o szafkę naprzeciwko mężczyzn i wskazał palcem zegar ścienny. Zdjął maskę, po czym wyszeptał ledwie słyszalnie:

– Musimy zaczekać pół godziny. – Jego mina świadczyła o prawidłowym przebiegu akcji. – Teraz można zdjąć maski.

 

***

 

– Śpią snem sprawiedliwych – oznajmił Alan, pakując do plecaka pozostałości taśmy oraz butlę.

– Dziewczyna też. Po takiej dawce gazu przynajmniej nie będzie lunatykować – powiedział Statton, a po chwili dodał: – Mało brakowało, a poderżnąłbym jej gardło.

– Zaskoczyło mnie, że tego nie zrobiłeś – zauważył Alan.

– To poważnie skomplikowałoby naszą misję – wyjaśnił grobowym głosem, by po chwili rozładować napięcie słowami: – A widziałeś jej ciało? Szkoda coś tak pięknego zmarnować.

Zaśmiali się cicho, po czym John skierował wzrok na Glesnera.

– Teraz twoja kolej, Władek. Wszystko pamiętasz? – zapytał.

– Owszem – odrzekł, a kiedy spostrzegł nieugięte oblicze rozmówcy, westchnął i szybko wyliczył: – O siódmej przyjeżdża po mnie kierowca. Potem jedziemy do telewizji. Tekst mam w teczce. – Poklepał dłonią neseser. – No, a później jest jeszcze spotkanie z działaczami podziemia.

– Co znaczy… później? – wtrącił poirytowany Alan.

– Później, to znaczy o dwunastej w południe – poprawił się.

– Świetnie – pochwalił go John i poklepał przyjacielsko po ramieniu. – Będzie dobrze, dasz radę.

– Tak się zastanawiam… – zasępił się Glesner.

– Tak? – John zmarszczył czoło. – Co ci chodzi po głowie?

– Czy jego rodzina po przebudzeniu nie zacznie czegoś podejrzewać? Obudzą się dość późno, a żona zauważy, że wyszedł bez pożegnania. No i na koniec wiadomość o tragedii. Trochę to dziwne, prawda?

– A nawet jeśli, to kto ich będzie słuchał? – odpowiedział pytaniem Alan. – To już będzie inny kraj. – Zrobił krótką pauzę, a po chwili dodał: – W garsonierze na piętrze są odpowiednie ubrania. Idź tam i przebierz się. Musisz wyglądać jak na fotografii.

– Ok – przytaknął, wstając z krzesła.

 

***

 

Poruszali się wolniej niż poprzednio. Pierwszy kroczył Alan, oświetlając latarką podziemną trasę. Zaraz za nim szedł Sutton. Dźwigał na plecach zwiniętą kołdrę. Z jednego końca dziwacznego pakunku wystawały nagie stopy, a z drugiej strony twarz łysawego mężczyzny.

– Uff… Ależ ciężki ten czerwony – wysapał przez zaciśnięte zęby John. – Nie obudzi się?

– Ciiii – uciszył go i odpowiedział szeptem: – Nie ma szans. Wstrzyknąłem mu dodatkową dawkę morfiny, będzie jeszcze długo spał. Już niedaleko, ale jak chcesz, to cię zmienię.

– Nie – mruknął pod nosem. – Poradzę sobie.

Niedługo potem dotarli do wyjścia z kanałów. Kiedy przesunęli klapę, Alan zastukał w podwozie pojazdu stojącego nad studzienką. Samochód odjechał kilka metrów, po czym zatrzymał się. Z auta wysiadł mężczyzna, który szybkim krokiem podszedł do włazu, rozglądając się na boki i uważnie lustrując okolicę. Z zadowoleniem przyjął fakt, że w oknach okolicznych domów nie pojawiły się żadne światła. Mokotów był pogrążony we śnie.

Po kilku minutach drzwi zielonej furgonetki zamknęły się z trzaskiem. Samochód powoli ruszył w kierunku centrum stolicy, niebawem znikając za rogiem jednej z ulic.

 

***

 

– Mamo, mamo!

Kobieta stała w kuchni i zmywała naczynia. Westchnęła ciężko, wytarła ścierką ręce, po czym ruszyła do pokoju.

– Dlaczego tak krzyczysz, co się stało? – zapytała ośmioletniego synka.

– Nie ma Teleranka. – Malec wskazał palcem telewizor. – Jakiś żołnierz coś mówi.

Matka pobladła. Usiadła obok dziecka i wbiła wzrok w nadawany program.

 

…i informuję – z ekranu przemawiał mężczyzna w ciemnych okularach odziany w mundur Ludowego Wojska Polskiego – że z dniem dzisiejszym przekazuję władzę w ręce narodu. W południe spotkam się osobiście z przedstawicielami wolnych związków zawodowych „Solidarność”, a przed przyjazdem do studia telewizyjnego poleciłem uwolnić więźniów politycznych. Wkrótce w Polsce odbędą się wolne wybory, w których wy, drodzy obywatele, zdecydujecie o składzie rządu. Uzgodniłem również z prezydentem Stanów Zjednoczonych, że za kilka dni przybędą do naszego kraju oddziały wojsk amerykańskich, które pomogą w wyprowadzeniu wojsk radzieckich oraz ochronie granic Rzeczpospolitej. Niebawem Polska będzie zupełnie innym krajem niż dotychczas. – Odłożył kartkę papieru, po czym spojrzał w kamerę. – Dziękuję za uwagę.

 

– O mój Boże – powiedziała, ściskając rękę synka. – To niemożliwe.

Rozpłakała się. Nie były to łzy rozpaczy.

 

V

 

– Co z nim? – zapytał Sutton.

Zaskoczony mężczyzna spojrzał za siebie, chowając jednocześnie nadgryzioną kanapkę do szuflady biurka.

– Jezu… John. Mógłbyś przestać się skradać za moimi plecami?

W pomieszczeniu błyszczała ściana ekranów. Na piętrze znajdowało się kilkanaście tego typu pokojów, a w każdym przynajmniej jeden pracownik wywiadu. Ich zadaniem było prowadzenie wnikliwej obserwacji, odnotowywanie podejrzanych zachować aresztantów oraz meldowanie o próbach ucieczek lub samobójstw.

– Daj spokój, Simon. – Uśmiechnął się. – Byłeś tak zajęty żarciem, że nawet wybuch sowieckiej bomby by cię nie ruszył. A teraz mów, jak się miewa nasz generał?

– Zaraz ci pokażę. – Wcisnął jeden z guzików na konsolecie, która mieniła się barwami niczym pulpit sterowniczy ze Star Treka. – O! Przechadza się po plaży.

Na ekranie pojawiła się postać łysawego mężczyzny. Miał na sobie kolorowe bermudy oraz białą koszulkę, a na nosie ciemne okulary. Spacerował brzegiem złocistej plaży, natomiast w dali, za jego plecami, majaczyły jakieś zabudowania.

– Ma do dyspozycji dom i całą wyspę. Co prawda niedużą, ale za to wyłącznie dla siebie – tłumaczył technik CIA. – Raz na tydzień zrzucamy mu prowiant, więc głód mu nie doskwiera. Całkiem przyjemne miejsce odosobnienia.

– Więzienie w sam raz dla dyktatora – warknął Sutton.

– No, wiesz… To jednak wysoki rangą oficer. Przecież nie zamkniemy go w ciupie, a poza tym to jedyna szansa, żeby nie dopadło go KGB. Przecież wyspa nie istnieje na żadnej mapie.

– Wiem, mamy przecież kilkanaście takich – przytaknął. – Był już przesłuchiwany?

– Nie, ale będzie w przyszłym tygodniu. Są jednak wątpliwości, czy dużo wie o sowieckim uzbrojeniu. – Simon zamilkł na chwilę, po czym dodał: – Przed przewiezieniem na wyspę Stranecky z nim rozmawiał, bo zna język. Poinformował go o sytuacji w Polsce.

– Tak, za miesiąc odbędą się tam wolne wybory – mruknął John ni to do siebie, ni to do rozmówcy.

– Aha – przypomniał sobie technik. – Pytał, co oczywiste, o rodzinę. Stranecky opowiedział mu o sfingowanym wypadku samochodowym i że dla żony i córki generał jest teraz martwy. Pokazali mu nawet film z pogrzebu na Wawelu.

– Wzruszył się?

– A gdzie tam! – Machnął ręką, jakby chciał zabić natrętną muchę. – Twardy jak skała, nawet się nie skrzywił.

„I cholernie ciężki” – pomyślał Sutton, po czym powiedział, nie odrywając wzroku od ekranu:

– Za jego zasługi chcą mu postawić pomnik przed parlamentem w Warszawie, a potem pewnie i w innych miastach. Został okrzyknięty bohaterem narodowym.

– I to jest w tym wszystkim najzabawniejsze – podsumował Simon, wyciągając ukrytą wcześniej kanapkę. – I dlategło operacła „Ślepowłon” jest ściśłe tałna – dodał z pełnymi ustami.

John nic nie odpowiedział. Rzucił krótkie „na razie” i skierował kroki do drzwi. Schodząc schodami, zastanawiał się, ile podobnych manipulacji udało się skutecznie przeprowadzić CIA? Iran, Birma, a wcześniej Jugosławia oraz Mozambik. Było też kilka nieudanych prób, jak w Czechosłowacji czy na Kubie, ale sukces w Polsce wynagradzał z nawiązką wszystkie niepowodzenia.

Suttona wkrótce czekała ponowna podróż w tamtą część świata.

– Dobrze, że tym razem nie zimą – pocieszał się, kiedy opuszczał budynek kalifornijskiej siedziby CIA. Zapalił papierosa i przez moment stał w słońcu, ciesząc się jego ciepłem.

Potem poszedł na parking, gdzie czekało na niego czerwone ferrari. Agent miał przed sobą tydzień urlopu, po czym musiał przygotować się do akcji pod kryptonimem „Skruszony mur”. Zajrzał do bagażnika i uśmiechnął się na widok wędek oraz podbieraka.

Wsiadł do auta, by po chwili ruszyć z piskiem opon.

 

 

Koniec

Komentarze

Dobre opowiadanie i szkoda nieco, że utonęło w zalewie konkursowych drabbli. Pod koniec drugiej części domyśliłem się, jaką rolę do odegrania ma Władek, ale nie pozbawiło mnie to przyjemności z czytania. Mam pewne wątpliwości co do realności takiego scenariusza, ale one też zbytnio mi nie przeszkadzają. Pozdrawiam

Dzięki wielkie za przeczytanie i opinię. Jakoś tak ostatnio mam, że jak coś zamieszczę, to nikt nie czyta:). Zresztą nie tylko na tym portalu. Eeech, to nic. Może jeszcze ktoś się skusi? Pozdrawiam

Mastiff

Bdb. Pomysł niby prosty, ale dzięki sprawnemu suspensowi pokazany ciekawie.   Pozdrawiam

Dziękuję, Juliusie. Pomysł powstał, kiedy obejrzałem na YT przemówienie generała, które wygłosił pamiętnego dnia. A potem włączyłem czołówkę Teleranka i tak sobie pomyślałem: a co by było, gdyby…?:).   Pozdrawiam

Mastiff

Unfall napisał:  "Pod koniec drugiej części domyśliłem się, jaką rolę do odegrania ma Władek". Ja też. Od tego momentu jest przewidywalnie. Mimo to – do końca czytałem z zainteresowaniem, bez znużenia. Sprawnie prowadzisz akcję. Moim zdaniem jednak warto było wzbogacić opowiadanie o jakiś dodatkowy element, coś naprawdę niespodziewanego, coś wyprowadzającego czytelnika z przekonania, że wszystko do końca przewidział.   Zdania ładne, okrągłe, przejrzyste. Językowo bez zarzutu. No dobra, jakieś literówki – Alan, dwa bodaj razy, zamienia się w Allana; pod koniec pierwszego i trzeciego rozdziału mówiący po myślniku zawiesza myśl/głos i tam, uważam, lepiej dać kropkę przed myślnikiem, zaś to "zawiesza" napisać dużą literą (to jeden z koników wielu portalowiczów: wyszukiwanie nieścisłości w zapisie dialogów ;-]); "pulpit Star Treka" – chyba za duży skrót myślowy, lepszy byłby na przykład: "pulpit ze Star Treka". Może ktoś namierzy jakieś inne objawy Twojej nieuwagi. Ale raczej nie ma się czego poważnie czepić.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Dzięki, jeroh. Dopadłem dwóch "Allanów" oraz pulpit:). Natomiast, co do zawiesił głos po kropce, to tutaj takiej pewności nie mam. Choć możesz, oczywiście, mieć rację.   Pozdrawiam

Mastiff

Lubię historie alternatywne. Też domyśliłem się o co chodzi, ale przewidywalność w tym przypadku mi nie przeszkadzała.

Ha, ja też się domyliłam! Chcociaż nieco zmylił mnie brzuch. Generał miał wystający brzuch? :). Podepnę się pod opinię Jeroha, że zabrakło trochę jakiegoś niespodziewanego zwrotu akcji. Ale podepnę się też pod wszystkie komentarze, że tekst jest udany i bardzo dobrze się go czytało.

Dziękuję za miłe słowa.   Opowiadanie miało przedstawić alternatywny scenariusz historii Polski i wydawało mi się, że już sam pomysł może zaskoczyć potencjalnego czytelnika. Jednakowoż rozumiem, że gdybym bardziej zamieszał, to tekst mógłby być jeszcze lepszy. Ale i tak w duchu mi cieplej, że nawet w takiej postaci opowieśc przypadła Wam do gustu.   Pozdrawiam

Mastiff

Mnie również opowiadanie podoba się, choć uważam, że wszystko zbyt łatwo agentom poszło, jak po sznurku. Chciałabym więcej napięcia, by przytrafiło się jakieś potknięcie, nieprzewidziana przeszkoda. Jedna somnambuliczka w kuchni pełnej agentów – dla mnie to trochę za mało.  

 

Miał na sobie szary garnitur, a na jego nosie tkwiły stylowe okulary. – Mam nadzieję, że okulary nie tkwiły na nosie garnituru. ;-)

Może: Miał na sobie szary garnitur, a na nosie stylowe okulary. Okulary nie mogły tkwić na cudzym nosie.

 

Poza tym rozkazy brzmiały jasno: zaszyć się ambasadzie…Poza tym rozkazy brzmiały jasno: zaszyć się w ambasadzie

 

Jestem ze wszystkim na bieżąco i póki co nie ma żadnych problemów. – Toż to rusycyzm jest paskudny!

Może: Jestem ze wszystkim na bieżąco i na razie nie ma żadnych problemów.

 

Podobnie jest z naszą marynarką… – Dwa zdania wcześniej piszesz: Nasi agenci…

Może wystarczy: Podobnie jest z marynarką

 

Znalazłszy się w środku, zasunęli za sobą klapę, po czym włączyli latarki. Wszyscy mieli na sobie identyczne stroje. – Powtórzenie.

Może w drugim zdaniu: Wszyscy byli ubrani w identyczne stroje.

 

Już miał doskoczyć jak drapieżny kot do swojej ofiary i sprawnym cięciem pozbawić jej życia, kiedy… – …i sprawnym cięciem pozbawić życia, kiedy

 

Póki co z wnętrza pomieszczenia nie dochodził żaden dźwięk. – Znowu ten rusycyzm!

Może: Z wnętrza pomieszczenia wciąż nie dochodził żaden dźwięk.

 

…po czym zaprosił agenta gestem dłoni na jedno z krzeseł. – Raczej: …po czym gestem zaprosił agenta na jedno z krzeseł.

O siódmej przyjeżdża po mnie kierowca. Potem jedziemy do telewizji. – Powtórzenie.

Może w pierwszym zdaniu: O siódmej zjawia się po mnie kierowca.

 

W garsonierze na piętrze są odpowiednie ubrania. – Wydaje mi się, że znajdujemy się w willi. Garsoniera to, za SJP: «małe mieszkanie, zwykle dla samotnej osoby».

Pewnie miało być: W garderobie na piętrze są odpowiednie ubrania.

 

…rozglądając się na boki i uważnie lustrując okolicę. Z zadowoleniem przyjął fakt, że w oknach okolicznych domów… – Powtórzenie. Może w drugim zdaniu: Z zadowoleniem przyjął fakt, że w oknach pobliskich domów

 

Usiadła obok dziecka i wbiła wzrok w nadawany program. – Wydaje mi się, że nie można wbić wzroku w program nadawany w telewizji.

Może: Usiadła obok dziecka i z uwagą śledziła nadawany program.

 

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dziękuję regulatorzy za opinię i czas poświęcony na lekturę.

„Jestem ze wszystkim na bieżąco i póki co nie ma żadnych problemów”. –– Toż to rusycyzm jest paskudny!

Może: Jestem ze wszystkim na bieżąco i na razie nie ma żadnych problemów.

 

„Podobnie jest z naszą marynarką…” –– Dwa zdania wcześniej piszesz:  Nasi agenci…”; Może wystarczy: Podobnie jest z marynarką…   „O siódmej przyjeżdża po mnie kierowca. Potem jedziemy do telewizji”. –– Powtórzenie. Może w pierwszym zdaniu: O siódmej zjawia się po mnie kierowca.   Powyższe przykłady dotyczą wypowiedzi bohaterów. Unikanie powtórzeń w dialogach czyni je plastikowymi i kwadratowymi. Dialogi powinny brzmieć wiarygodnie i naturalnie. Przykro mi, ale powyższe zarzuty są bez sensu.   Co do innych Twoich propozycji, to przyznaję Ci rację.   Pozdrawiam  

Mastiff

Masz rację Bohdanie. Dialogi nie mogą być przepoprawne i sztywne, jakby regułami wykrochmalone. Niech drobna niedoskonałość lub małe powtórzenie będą płynem zmiękczającym tekst. ;-) Cieszę się, że mimo wszystko udało mi się trochę pomóc.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Ciekawy tekst. Prosty i klarowny, o fabule, która zmierza do ściśle wyznaczonego celu. Podoba mi się taka konstrukcja. Gdzieś tam mignęło mi jedno czy dwa niefortunne zdania i ze dwie literówki, ale poza tym tekst ten jest kawałkiem bardzo dobrej literatury.

Chciałem oddać głos, aby przesunąć opowiadanie do biblioteki, ale, Bohdanie, musisz jeszcze dokonać edycji (puste linie między akapitami) i dodać tagi.

Bardzo porządne opowiadanie. Zabierałam się do jego przeczytania od daaawna i zawsze jakoś umykało. Cieszę się, że wreszcie się mi udało.

Dołączam się do prośby Unfalla – zagłosowałam za Biblioteką, ale musisz spełnić wymogi formalne:)

”Kto się myli w windzie, myli się na wielu poziomach (SPCh)

Nie wiem, czy o to wam chodziło, ale coś tam pogmerałem przy opowiadaniu:) Dziwne, bo nie jestem do końca zadowolony z tego tekstu, ale jeśli się wam podoba, to się nie wcinam. Dziękuję bardzo za zainteresowanie.

 

Pozdrawiam

Mastiff

Ech, żeby to było takie proste… Ogólnie koncepcja fajna, ale też uważam, że powinieneś bardziej utrudnić życie agentom.

Babska logika rządzi!

Nowa Fantastyka