- Opowiadanie: Unfall - Turniej

Turniej

Dyżurni:

ocha, bohdan, domek

Oceny

Turniej

– Słuchajcie, słuchajcie! – niosło się po głównym rynku, a wokół krzyczącego człowieka zbierał się coraz większy tłumek. Jako bard nie mogłem przegapić takiej okazji. Zacząłem przeciskać się przez zgromadzoną na placu gawiedź, przyjmując drobne datki wprost z sakiewek dostatniej wyglądających obywateli, oczywiście nie zaprzątając im głów swoją osobą. Jakoś trzeba sobie radzić w tych trudnych czasach. Królewski komunikat skutecznie odciągnął przechodniów od mojej ballady, więc uczciwie już bym na obiad nie zarobił, a żołądek od dłuższego czasu dopominał się strawy.

– Niniejszym ogłasza się, co następuje… – Królewski urzędnik najwyraźniej uznał, że ma wystarczającą liczbę słuchaczy i przystąpił do odczytania ozdobionego kolorowymi sznurkami i lakową pieczęcią dokumentu. – W dniu jutrzejszym, na Forum eNeFum odbędzie się turniej rycerski. Zjechali do nas zacni, szlachetnie urodzeni mężowie z całego królestwa, a także z bardzo odległych krain. Król postanowił uczynić jutrzejszy dzień wolnym od pracy. Jednocześnie zawiadamia się, że wszelkie naruszenia porządku, szczególnie wobec przybyłych na zawody gości, będą surowo karane.

Tłum zaczął się powoli rozchodzić, a ja podszedłem do keryksa, który zdążył już zrolować ozdobny papirus i wciskał go za połę szmaragdowego płaszcza.

– Witaj, czcigodny Berylu – zagadnąłem. – Czy na dworze nikt nie miałby ochoty wysłuchać pięknej ballady? Mam kilka nowych historii do opowiedzenia.

– Aaa, Wypadek. Witaj, grajku. Myślę, że w tej chwili żadna z twych historii nie przebije tego, o czym huczy cały dwór.

– O! A cóż się takiego wydarzyło? Może mógłbym napisać o tym balladę.

– Obawiam się, że to nie jest temat na balladę – roześmiał się Beryl. Popatrzył wokół i ściszył ton. – Widzisz, ten cały turniej, to taki nieoficjalny konkurs. Prawdopodobnie stawką w tej grze jest tron. Mówi się, że zwycięzca otrzyma rękę królewny.

– Ale przecież królewna Maja jest jeszcze bardzo młoda.

– Młoda, nie młoda, ale jak ma… – Nachylił się nad moim uchem i kontynuował szeptem. – Podobno regularnie przybiera w talii i bynajmniej nie z przejedzenia. Król Jakub chodzi wściekły, a Brajt, ten młody ogrodnik, który miał zadbać o nowy Nefski ogród, uciekł.

 

***

 

Turniej okazał się być dla mnie wspaniały, jeszcze zanim się zaczął. Na drogach prowadzących do Forum eNeFum trwał wielki, nieustający jarmark. Wielu odwiedzających go zamożnych mieszczan zdążyło już bezwiednie podzielić się ze mną zawartością swoich sakiewek.

W południe miał zacząć się konkurs. Gawiedź tłumnie otoczyła plac, a loża honorowa po brzegi wypełniła się wielkimi osobistościami. Kogóż tam nie było. Szlachetni mężowie przybywali całymi rodzinami. Obecne były rody Domków, Syfów i MacMorgothów. Nie mogło też zabraknąć Regulatorów. Kasztelan Bohdan, człowiek pogodnego ducha, zawsze skory do psot i figli, nalewał właśnie wina hrabinie Joseheim, licząc zapewne na jej słabą głowę. Także czarnoksiężnik Vyzart nie próżnował, zabawiając magicznymi sztuczkami księżnę Prokris i jej damy dworu. Bakałarz Krzysztof, pod okiem swojego mentora Homara, robił właśnie kilku młodzikom wykład z filozofii, co wyraźnie nie przypadło do gustu biskupowi Eferelinowi.

Nagle gwar ucichł. Był to efekt pojawienia się króla Jakuba, który dumnym krokiem przemaszerował przez lożę, aby zasiąść na bogato zdobionym, hebanowym fotelu. Obok niego miejsca zajęli książę Jerzy i królewna Maja. Władca skinął lekko w kierunku Mistrza Ceremonii. Rozległy się fanfary, a herold rozpoczął prezentację biorących udział w turnieju rycerzy.

Rzeczywiście zawody przyciągnęły fantastycznych mężów. Dość wspomnieć, że stawili się tacy zacni szlachcice, jak Koik herbu Zielona Wyspa, George Yoss Wspaniały, czy Bravincjusz Niesamowity. Z bliskiego wschodu przybył Centurion Gwidon, a z dalekiego wojownik o egzotycznym imieniu Tin Tin. Obecni byli też miejscowi bohaterowie, jak choćby Ptasław Bobisz i Gustawus Dobry. Nie zabrakło nawet przedstawicieli innych ras, reprezentowanych przez szlachetnie urodzonego, mocarnego Krasnoluda Jeroha i smukłego, złotowłosego Elfa Exturiona. Jedynie trolla Piórośwista, owiniętego w ogrodzeniową siatkę zamiast kolczugi, przegoniono okładając kijami po wciśniętym na wielki łeb garnku.

Pojedynki były bardzo emocjonujące, pełne nieprzewidzianych zwrotów akcji i przeróżnych dramatycznych sytuacji. Świadczyły o tym odgłosy łamanych kopii i pękających tarcz, jak również jęki zachwytu zafascynowanej publiczności, która zajęta widowiskiem nie zwracała na mnie uwagi. Niestety żadnej z tych walk nie obejrzałem. Mimo ogłoszonego przez króla dnia wolnego od pracy, ja miałem pełne ręce roboty, dzięki czemu teraz mam urlop i mogę poświęcić się całkowicie układaniu ballad. Jedynie walkę finałową zdecydowałem się obejrzeć, bo w końcu o czymś trzeba pisać te pieśni.

W finale stanęli naprzeciw siebie dwaj zacni rycerze z odległych krain. Pierwszym z nich był Richard von Zeppelin. Czas przyprószył już srebrem jego skronie, ale postawny szlachcic nadal był w pełni sił. Zdawało się, że w poprzednich walkach przeciwnikom nie udało się wycisnąć z niego ani kropli potu. Jego oponentem był sir Roger Redlook, ekscentryczny lord z odległej Brytanii. Krążyła o nim plotka, że, w rozbitym przez jego świtę namiocie, kazał sobie wstawić drzwi z litego drewna.

Trzykrotnie mierzyli się w boju prześwietni finaliści, pędząc ku sobie na dorodnych rumakach. Trzykrotnie ich potyczki kończyły się w ten sam sposób. Obie kopie trafiały w korpus zrzucając z koni obu rywali. Po trzecim pojedynku król Jakub wstał i zwrócił się do rycerzy.

– Dziwnym trafem nasz konkurs pozostaje nierozstrzygnięty. Dziękuję wam, zacni panowie, za wspaniałe widowisko. Przyjmijcie te oto pawie pióra i noście je na swoich hełmach na znak waszego męstwa i kunsztu. Główna nagroda jest jedna, więc jej zdobywcę musimy wyłonić inaczej.

Król usiadł, a głos zabrał herold.

– Na wschodnim krańcu naszego królestwa, za drugą rzeką i ciemnym lasem stoi samotna góra. Mieszkańcy okolicznych wiosek skarżą się, że smok wnętrze góry zamieszkujący na wioski napada i bydło kradnie, przez co należnej prenumeraty królewskiemu poborcy płacić nie są w stanie. Poleca się mężnym wojom na wyprawę się udać i smoka ubić. Ten, kto ze smoka głową powróci, na nagrodę sobie zasłuży.

Pomyślałem, że udział w takiej wyprawie to niezła gratka dla barda i temat na wspaniałą balladę. Dla innego barda, bo ja miałem już plany na najbliższe tygodnie. Chciałem odnaleźć kilka znajomych dziewcząt, Basię, Ochę, Piwak i Fantę, a potem poprosić je o pomoc w wydaniu nadmiaru gotówki.

 

***

 

Rozlegające się na rynku „Słuchajcie, słuchajcie!” wyrwało mnie z objęć uroczej Leny T. Tym razem nie miałem zamiaru zbierać datków od gapiów. Byłem ciekaw wyniku wyprawy, której szczęśliwe zakończenie obwieszczał właśnie keryks. Namolne prośby i kilka złotych dukatów przekonało Beryla, aby wprowadził mnie do komnaty tronowej tuż przed powrotem rycerzy. Schowany w kącie obserwowałem, jak szlachetni Richard i Roger ciągną przez środek sali spory pakunek.

– Witajcie, zacni panowie – odezwał się król. – Cieszę się z waszego szczęśliwego powrótu. Widzę, że przynosicie mi głowę smoka.

– To… nie jest głowa smoka – odparł sir Roger, po czym odwinął pakunek i oczom wszystkich ukazało się…

– Jajo! – krzyknął król. – Przynosicie mi jajo? Wysłałem was, abyście ubili bestię, a nie podbierali jej jajka!

Na rękach królewny Mai rozpłakało się niemowlę, obudzone wybuchem gniewu dziadka.

– Wybacz, panie – przemówił von Zeppelin. – Żadnego smoka w tunelu nie było. Znaleźliśmy jedynie to.

– Sądząc po rozmiarach – przejął inicjatywę Redlook – to musi być smocze jajo. W pewnym sensie wykonaliśmy zadanie. To ja znalazłem jajo, więc nagroda…

– Nagroda należy się temu, kto przyniesie głowę smoka. Dorosłego smoka! Odrąbaną od reszty smoka! – kategorycznie oświadczył monarcha.

– Cóż, panowie – głos zabrał książę Jerzy, siadając przy królewnie. – Nie pozostaje wam nic innego, jak poczekać, aż się z tego jaja coś wykluje. Jak smok dorośnie, będziecie mogli wykonać zadanie.

– Ależ panie – obruszył się Roger. – To może potrwać i z tysiąc lat czasu!

– Nie obawiaj się, mości rycerzu. Twoja nagroda pozostanie w dobrych rękach – odparł Jerzy obejmując Maję.

Po tych słowach dwaj szlachetni mężowie ukłonili się i opuścili komnatę, ciągnąc za sobą niechciane trofeum. Podobno sir Redlook zabrał je do swej posiadłości. Krążą nawet plotki, że z nieszczęsnego jaja rzeczywiście coś się wykluło, ale nie był to żaden smok, a niewielki dinozaur, z którym to lord był się nawet zaprzyjaźnił. Inni natomiast twierdzą, że smok, mając przed sobą perspektywę utraty głowy, nie kwapi się z wyjściem z jaja, a że gadać potrafi, stanowi nie lada atrakcję na jarmarkach.

Koniec

Komentarze

W razie jakby ktoś miał się poczuć urażony, że został tu opisany, że nie został opisany, albo że nie tak został opisany, to ja z góry serdecznie takiego ktosia przepraszam. W założeniu miał to być sympatyczny szorcik z samymi sympatycznymi postaciami.

Oczywiście postaci w nim nie występujące także są sympatyczne.

czcigodny [,+] Berylu  //  Witaj [,+] grajku.  //  odwiedzających go, [,-] zamożnych  //  i figli [,+] nalewał  //  - Witajcie [,+] zacni panowie  //  - Wybacz [,+] panie 

- Słuchajcie, Słuchajcie!  ---> dlaczego dwa razy dużą?  

Jak Ty nie lubisz przecinków przy wołaczach...  

Gromkie i dłuugie brawa.

"- Słuchajcie, Słuchajcie! ---> dlaczego dwa razy dużą?" - bo było najpierw "- Słuchajcie! Słuchajcie!", a potem zamieniłem wykrzyknik na przecinek, a o "S" zapomniałem :(
"Jak Ty nie lubisz przecinków przy wołaczach..." - obiecuję, że się poprawię i polubię.

Wielkie dzięki Adamie i mam nadzieję, że bakałarza nie masz mi za złe. Tak mi się skojarzyły literki przy Twoim imieniu. :)

Ładnie wybrnąłeś z nieopisywania turnieju (rozumiem, że było to podyktowane limitem znaków?) ;)

Widać, że walczyłeś z tym limitem znaków -- uproszczone opisy pozostawiają gigantyczne pole do popisu dla wyobraźni.

Ogólnie wrażenie pozytywne, choć -- jak dla mnie -- akcja odrobinę zbyt szybko pędzi do zakończenia.

     Wieści głoszą, że ten bałwan Redlook jeszcze kazal pomalować drzwi z ltego drewna na biało i zaopatrzeć  w mosiężną klamkę. W namiocie... Dobrze, że nie rozbitym na klepisku.

     Niebywaly tuman.  

     Bardzo sympatyczny tekst.

Hehe, zawsze chciałem być kasztelanem. Lubię to!

 

Pozdrawiam

Mastiff

Za złe? Co i dlaczego?  Chichałem równo, przy Bakałarzu też.  

Nie zabijaj mnie od razu --- poprawka do poprawki.  Witaj, czcigodny Berylu.  Drgęła mi ręka przy zaznaczaniu do skopiowania i niejako automatycznie wstawiłem przecinek między skopiowane słowa. Wyrzuć, potrzebny tylko pierwszy, po witaj.

Jaki zacny klimacik rodem z "Ogniem i Mieczem", jakiś starych bajek. A wiesz Unfallu co mi się najbardziej podobało? Że nie było elfów, goblinów i całej wielkiej świty starego fantasy - które mnie całkowicie od siebie (puki co) odrzuca. Wszystko zrobiłeś z leciutkim, frywolnym "przytupem". 

" Jego oponentem był sir Roger Redlook, ekscentryczny lord z odległej Brytanii. Krążyła o nim plotka, że, w rozbitym przez jego świtę namiocie, kazał sobie wstawić drzwi z litego drewna." 

Heh, podobało mi się.

Pozdr.

@ maja

(puki co)


O mój... : )

 

Przeczytałem.

Administrator portalu Nowej Fantastyki. Masz jakieś pytania, uwagi, a może coś nie działa tak, jak powinno? Napisz do mnie! :)

Roger - nie bądź tak surowy dla mojego głównego bohatera i nie oceniaj go po plotkach. Zresztą główny bohater musi być wyrazistą postacią, a dyskusje o drzwiach i pleonazmach, jakby nie było, odcisnęły swe piętno na portalu, więc żal było do nich żartem nie nawiązać.

Że nie było elfów

Ej, ej, Exturion jes elfem!

Delikatne i przyjemne. :-)

Babska logika rządzi!

No tak. Dzięki.

Chodzi o to, że nie emanuje tak tą typową, wkurzającą "elfowością".

...Bardzie Unfallu, chyba nikt tak jak ja nie odebrał wszystkich smaczków Twojego tekstu --- drzwi, tysiąc lat czasu, Zeppelin, siwe skronie. Jesteś przesympatycznym użytkownikiem tego portalu. Pozdrawiam Cię z placu turniejowego i z

tunelu.

A najbardziej mi się podobało, jak zadbałeś o swoje dochody, pomagając mieszczanom w pozbyciu się nadmiernego

obciążenia monetami. Pozdrawiam roześmiany.

Dzięki Ryszardzie za miłe słowa :)

Adamie - nie byłoby poprawki do poprawki, gdybym bezkrytycznie i bezmyślnie nie naniósł wszystkich jak leci :)

Exturio - wstyd się przyznać, ale do limitu znaków duuużo mi zabrakło.

Maju - ja też nie przepadam za tłumami elfów. Uważam, że ludzie są wystarczająco ciekawi, aby o nich pisać.

Ahaha, drzwi z litego drewna w namiocie :-) Do niczego się nie przyczepię, a już na pewno nie do krasnoluda ani do Ptasława. Bard-rzezimieszek wymiata. Mam nadzieję, że jego urlop będzie długi i owocny. Oby urocze dziewczęta nie spowodowały, że bard zupełnie zapomni o swojej lutni i układaniu nowych pieśni :-)

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Toś mnie uszlachetnił! ;) Dziękuję.

Bardzo sympatyczne, zabawne opowiadanie.

"Pierwszy raz w życiu dałem się zabić we śnie. "

Twoje założenie o sympatycznym szorciku, zaludnionym sympatycznymi postaciami, zostało zrealizowane w stu procentach.  

 

…z sakiewek dostatniej wyglądających obywateli, oczywiście nie zaprzątając im głowy swoją osobą. – Sakiewek było wiele, wielu też obywateli, a głowa jedna? ;-)

Winno być: …oczywiście nie zaprzątając im głów swoją osobą.

 

Najwyraźniej królewski urzędnik uznał… – Czy urzędnik był najwyraźniej królewski, czy najwyraźniej uznał? ;-)

Może: Królewski urzędnik najwyraźniej uznał

 

…nie przebije tego, o czym huczy na całym dworze. – Ja napisałabym: …nie przebije tego, o czym huczy na dworze. Lub: …nie przebije tego, o czym huczy cały dwór.

 

Obawiam się, że to nie jest temat na balladę – roześmiał się Beryl. Rozejrzał się i ściszył ton. – Powtórzenia.

Może: Myślę, że to nie jest temat na balladę – roześmiał się Beryl. Spojrzał/popatrzył wokół i ściszył ton.

 

…zabawiając magicznymi sztuczkami księżną Prokris i damy jej dworu. – Ja napisałabym: …zabawiając magicznymi sztuczkami księżnę Prokris i jej damy dworu.

 

Cieszę się na wasz szczęśliwy powrót. –– Raczej: Cieszę się z waszego szczęśliwego powrotu.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Czyli DJ Jajko nie byl wcale na urlopie, jeno po jarmarkach byl obwożon, gawiedź swym gadaniem bawiąc :)

Profil autorski: https://www.facebook.com/krajemar

O, sympatyczne. Ale ja w roli panienki do towarzystwa??? Biedny Unfallu,  Ty chyba nie wiesz, ile mam lat! W tym wieku to ja się już tylko na bur...mamę nadaję!Albo babbcię, jeżeli taka funkcja była w lupanarach.

Zgrabny tekścik. 

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Fajny tekst. Mimo, że jestem w tak marginalnej roli, i to do tego moralnie niepewnej :). Ale podobało mi się, chociaż zgadzam się z Exturio, że trochę za bardzo pędzi do przodu. Bo ja bym chętnie troszkę więcej przeczytała.

Pozdrawiam.

Regulatorzy - wielkie dzięki za cenne poprawki.

Bemik, Ocha - wybaczcie tę marginalną rolę, ale do loży was wcisnąć nie mogłem, bo to nie leży w moich kompetencjach, a i w ciężkie zbroje kobiet nie będę ubierał. Pominąć was jednak nie chciałem. Co do "panienek do towarzystwa" to ja się z takimi nie umawiam, za to z ciekawymi osobami, z którymi można podyskutować na różne tematy, chętnie bym się do dobrej karczmy wybrał. :)
Faktem jest, że frywolny narrator, nieodpowiedzialny cwaniaczek, złodziejaszek i bawidamek (jak to bard) wprowadza element "moralnie niepewny", ale ja się z nim do końca nie identyfikuję, a więc i Wy nie powinnyście. :)

Pozdrawiam serdecznie.

Unfallu, ja przecież żartowałam! I Ocha zresztą też.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Bemik, ja wiem, ale taki mam charakter, że dmucham na zimne, tak na wszelki wypadek :)

Uwielbiam takie lekkie, żartobliwe teksty! Co za pomysłowość! Wplotłeś swobodnie tyle postaci i na końcu gadające jajo. Super. Pełen podziw :) 

 

P.S.

I chyba nie mam co narzekać, tytuł księżnej to nie byle co ;)

Dowcipne i stonowane. Oczywiście wielki plus (i to dodatni!) za Gustawusa. :)

Sorry, taki mamy klimat.

Świetne. Najlepsze są te drzwi w namiocie :)

Sympatyczne;-) Brakowało mi do kolekcji przeczytanych na konkurs dzieł. Podoba mi się dobór obsady i sposób wplecenia ich w całość. Zwłaszcza rycerze stający w turnieju. Język czasami był średniowieczniejszy – wiadomo, że to taka zgrywa ogólna, ale mogłeś to bardziej przemyśleć, jakieś zasady sobie wprowadzić kiedy udawniasz, żeby nie było tego (przynajmniej mojego) wrażenia przypadkowości. Podobało mi się;-) Do RogeraRedeye: Gościu, wymiatasz, gdziekolwiek się pojawiasz;-) Pozdrawia Cię klepisko namiotu pewnego palatyna! Ten zazdrościłby Ci takich drzwi…

Nowa Fantastyka