- Opowiadanie: RogerRedeye - Czerwony przycisk

Czerwony przycisk

Jako ilustracja posłużył obraz Agnieszki Wróblewskiej, stworzony dla skróconej wersji  "Czerwonego przycisku", publikowanej w "Szortalu na wynos" w grudnia 2013.  Zamieszczenie ilustracji na tej stronie za zgodą Autorki i redakcji "Szortalu" - bardzo dziękuję.

Tekst opublikował także portal "Herbatka u Heleny".

Dyżurni:

regulatorzy, homar, syf.

Oceny

Czerwony przycisk

Niezwykle poważnie zranił się w łapę – wielki wilczur ledwo teraz kusztykał, i to tylko wtedy, kiedy chciał się napić. Prawie nic nie jadł. Z niechęcią przełykał raz na dzień kilka kęsów dobrej strawy, wkładanej delikatnie do pyska.

Jego pan troskliwie się nim opiekował: zmieniał opatrunek, podawał leki, trzy razy dziennie wykonywał zastrzyki. Pies się buntował – warczał, kiedy opiekun zabierał się do zrywania bandaża, a potem do wcierania maści w ciągle napuchniętą, ledwo zagojoną tkankę, ociekającą ropą. Charkot przechodził we wściekłe ujadanie na widok strzykawki. Na chwilę zwierzę odzyskiwało siły – sierść na grzbiecie jeżyła się niczym szczotka, wielkie zębiska zaciskały się na dłoni, lecz nigdy do końca. Pies tylko sygnalizował, że nie znosi bolesnych iniekcji. Zastygał z rozwartą paszczęką, obejmującą silną, męską dłoń. Mrużył ślepia.

I potulnie czekał. Kiedy igła przebijała skórę, wydawał z siebie odgłos, przypominający dziecięcy płacz. A potem wolno układał się na podłodze i machał ogonem, jakby obwieszczając, że rozumie, iż przeszywający jego ciało ból miał mu pomóc. Bezgranicznie ufał panu – a ten o tym wiedział.

Kiedy zabiegi dobiegły końca, pies piszczał niczym mały szczeniak. Opiekun nigdy nie zapominał pogłaskać go kilka razy, a wilczur nie omieszkał z oddaniem polizać pieszczącej go czule dłoni. Zwierzę dawało znać, że docenia troskę i czułość, a protestuje tylko przeciwko niezrozumiałym zabiegom.

Potem brytan zawsze zabierał się do zrywania plastrów, aby wylizać źle gojącą się ranę. Opiekun odrywał psi pysk i w końcu krzyczał – wilczur mógł się zatruć silnym aseptykiem, a to zdarzyło się już dwa razy. Pies niechętnie ustępował. Nie podejmował dalszych prób, może wyczuwając, ze jego język nie daje gwarancji wyleczenia.

Kiedy pan załatwił wszystko, zwierzę zapadało w drzemkę – w płytki, niespokojny sen, przerywany świdrującym uszy jękiem, gdy wilczur zmieniał ułożenie ciała. Tak spędzał większość dnia. Pan odpoczywał, przygotowywał sobie posiłek, studiował wiadomości – i często dotykał palcem czubka zwierzęcego nosa, ciągle suchego i gorącego.

Psa trawiła wysoka gorączka i nadal balansował na krawędzi życia i śmierci. Jeden błąd, małe niedopatrzenie mogło przeważyć szalę.

Wysoki mężczyzna, opiekun psa, nie obwiniał się za zdarzenie, przyczynę wypadku. To pies sam spowodował nieszczęście. Zwierzak chciał obejrzeć niewidziany jeszcze przez niego automat czyszczący korytarz jednego z bloków służbowych. Obwąchiwał go starannie, niezrażony hałasem. Trącał łapą. Ssawka zbierająca odpady i brud przywarła do sierści, układ sterujący zwiększył maksymalnie moc silnika – i robot złamał psią kończynę. Zanim opiekun dobiegł i wcisnął klawisz wyłącznika, jeszcze zdążył ją pogruchotać. Po tygodniu, kiedy pies zdawał się zdrowieć, niespodziewanie wdało się zakażenie.

Zwierzę słabło z każdym dniem. Naczelnik ośrodka zasugerował kilka razy jego uśpienie, delikatnie, lecz z wyraźnym naciskiem. Człowiek nie mógł znieść tej myśli. Nie wyobrażał sobie, ze ktoś wbije w grzbiet wilczura śmiertelny zastrzyk albo zaciśnie na pysku maskę, doprowadzającą trujący gaz.

Człowiek i pies przebyli razem długą drogę na tę niedawno zasiedloną planetę, zamienioną w kolonię karną. Człowiek nie za bardzo miał na to ochotę i początkowo odrzucił propozycję nowej pracy. Przekonały go dwa argumenty: bardzo wysoka pensja i dodatkowe gratyfikacje. No i to, że mógł zabrać swego ulubieńca. Postawił taki warunek, sądząc, że nikt na niego nie przystanie. Mylił się: jego przyszli chlebodawcy niespodziewanie wyrazili zgodę.

Wilczur w rozległych podziemnych halach czul się bardzo dobrze: szybko się przyzwyczaił. Z lubością poznawał skomplikowany system krypt mieszkalnych i służbowych, hal, korytarzy, tuneli, chodników łącznikowych, nawet przodków wydobywczych. Z widoczną rozkoszą bobrował w nich, łowił zapachy, poznawał. Jedno z największych głębinowych wyrobisk, wysokością przypominające gotycką katedrę, już nieeksploatowane, niedawno zamieniono na park. Rosła tam trawa i krzewy, no i kilkanaście drzewek. Uwielbiał tam biegać.

Szybko zrozumiał też hierarchię ważności: zaprzyjaźnił się z pracownikami i strażnikami, tolerował robotników, zwabionych – podobnie jak jego pan – wielkimi zarobkami. Osadzonych, odbywających kary za rozmaite przewiny, nieraz trwające bardzo długo, a niekiedy aż do śmierci, prawie nie zauważał.

Wiadomość przyszła wieczorem, tak jak zwykle. I jak zwykle, doręczył ją specjalny goniec. Człowiek domyślał się jej treści. Mimo to, przeczytał ją uważnie.

– Muszę wyjechać na jeden dzień. – Czule pogłaskał psa za kosmatym uchem. – Zostawię ci wszystko, co trzeba: jedzenie i picie. Nie szalej, proszę. Dostałem nowe leki: wytrzymasz. Nie zrywaj szarpi. Leż i czekaj na mnie. Zdrowiej.

Dzień później, wchodząc na poziom kwater mieszkalnych, zaniepokoił się. Nie słyszał ujadanie wilczura, zwykle z daleka wyczuwającego pana i dającego znać, z jaką niecierpliwością oczekiwał jego powrotu.

Pobiegł, ile tylko miał sil w nogach.

Usłyszał coś, na co czekał: pazury zdrowej łapy wolno drapały w drzwi, jakby pies chciał przyśpieszyć ich otwieranie – a potem nos wtulił się w ciepłą dłoń. Pies skomlał, dając znak, jak bardzo się cieszy.

Człowiek przykucnął. Pieszczotliwie gładził łeb, miękkim, czułym gestem, tez ukazującym bezmiar przywiązania do zwierzęcia.

– Wybacz mi – mówił wprost do kosmatego ucha. – Ewaporowałem trzech skazańców o szóstej rano – nie mogłem odmówić, powiedzieć, że wymagasz opieki: wiąże mnie kontrakt. Chyba nie cierpieli – dobrze znam swój fach. Teraz, mój kochany przyjacielu, znowu się tobą zajmę. Ocalejesz, przyrzekam ci to. Ujdziesz z życiem.

Wtulił twarz w psi pysk. Czuł miękki dotyk sierści, mruganie powiek, muskających nos, pieszczotę zwierzęcego języka, liżącego mu policzki. Skórę zwilżyła psia ślina – i człowiek ucieszył się: wiedział, ze to dobry znak.

Grube palce łagodnie mierzwiły gęstą sierść za uszami. Te same palce rankiem tak sprawnie wiązały dłonie skazańców i szybko ustawiały drżące ze strachu ciała – jedno za drugim – na sporym kwadracie podłogi, pomalowanym białą farbą. Prędko zakładały na szyje pętle grubego sznura tak, aby jak najciaśniej przywierały do grdyk.

I tym samym palcem wskazującym, teraz delikatnie badającym czubek psiego nosa, szukającym na nim odrobiny wilgoci, bez namysłu rankiem wcisnął czerwony przycisk, zwalniający blokadę pomalowanej na biało zapadni.

 

16 maja 2013 r. Roger Redeye

 

 

Koniec

Komentarze

     Mało piszę krótkich  form, dłuższych od drabble'a --- więc napisalem "Czerwony przycisk"... 

wilczur m IV, DB. -a, Ms. ~urze; lm M. -y
1. pot. pies z rasy dużych, silnych psów, o gładkiej, rzadziej szorstkiej lub kosmatej sierści, maści najczęściej czarnej, czarnej podpalanej lub brunatnej, wyglądem przypominający wilka; często tresowany jako pies obronny, policyjny, przewodnik niewidomych; owczarek niemiecki a. alzacki; w lm rasa tych psów.  

brytan m IV, DB. -a, Ms. ~nie; lm M. -y
silny, duży pies wyhodowany w Wielkiej Brytanii, pochodzący od doga tybetańskiego, używany dawniej do walk na arenie i na wojnie; potocznie: każdy duży i silny pies podwórzowy.  

Udane krótkie porteczki. Motyw takiego kontrastu znany, ale to nie szkodzi tekstowi i odbiorowi.

Niepotrzebna spacja się wkradła w nagłówek. Nieładnie --- tak witać czytelnika bublem.

pozdrawiam

I po co to było?

     Syf.ie, zbędną spację w tytule zauwazyłem zaraz po opublikowaniu --- i zaraz też poprawilem. Ale to nic nie dało... W funkcji "edytuj" jest dobrze, na stronie --- źle. I nie daje rady poprawić. Edytor...

     Dzięki za zwrócenie uwagi, ale mój wysilek okazal się bezskuteczny.

     Pozdrówko.  

ledwo teraz kusztykał, i to tylko wtedy --- teraz + tylko wtedy nieco zgrzyta,

iz przeszywający jego--- literówka,

jego ciało ból miał mu --- chyba można usunąć jego,

pies piszczał, niczym mały szczeniak --- bez przecinka,

polizać pieszczącej go czule dłoni --- dwie linijki niżej pojawia się wylizać,

zwierzę zapadało w drzemkę (...) gdy wilczur zmieniał ułożenie ciała. --- gdy zmieniało ułożenie,

Psa trawiła wysoka gorączka i nadal balansował --- pies balansował... trawiony gorączką --- brzmiałoby chyba ładniej z jednym podmiotem,

Zwierzak chciał obejrzeć niewidziany jeszcze przez niego automat --- nowy automat,

gotycką katedrę, już nieeksploatowane, niedawno --- byłoby czytelniej z wtrąceniem zaznaczonym myślnikami: katedrę --- już nieeksploatowane --- niedawno,

tez hierarchię --- literówka,

zwabionych, podobnie jak jego pan, wielkimi --- tutaj także przydałyby się myślniki.

 

Niezły tekst. Za to wypowiedzi właściciela zwierzaka nieco odstają jakością od narracji.

A gdybyś spróbował usunąć cały nawias, zapisać, a potem jeszcze raz go wstawić...

pozdrawiam

I po co to było?

brytan

1. «silny, duży pies, używany dawniej do walk na arenie»

2. «o każdym dużym psie»

     AdamieKB, to za slownikiem PWN. Jak widać, mamy juz sporo znaczeń wyrazu "brytan". Wiadomo -- potrzebowałem synonimu. Wydaje się  odpowiedni, biorąc pod uwagę drugie znaczenie tego wyrazu, podawane przez  PWN.

     Dzięki za przeczytanie i komentarz. Cieszę  sie, że opowiadanie sie podobało. 

     Pozdrówko.  

Ostatnie dwa zdania - jakoś nie bardzo grają mi czasy - zakładały, przywierały  i wcisnął. Ale może to tylko takie moje wrażenie.

Ciekawe opowiadanie i dobrze napisane. 

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

     Syf.ie, literówki poprawiłem. Niektóre sugestie uwzględniłem ---  dziękuję. Nad innymi się zastanowię ---  piszę  innym stylem. Dobrze, że opowiadanie dobrze wypadlo... 

     A najlepiej byloby, gdyby był w końcu nowy edytor. Kasować, poprawiać, wklejać ponownie... Jak na portal pretendujący do miana literackiego, bardzo ciekawe.

     Pozdrówko.

     Poprawiłem ten nieszczęsny bajer z tytułem...

wielkie zębiska zaciskały się na dłoni, lecz nigdy do końca. - Widać, że psy są Twoimi przyjacółmi.

Zwierzę słabło z każdym dniem. Naczelnik ośrodka zasugerował kilka razy jego uśpienie, delikatnie, lecz z wyraźnym naciskiem. Człowiek nie mógł znieść tej myśli. Nie wyobrażał sobie, ze ktoś wbije w grzbiet wilczura śmiertelny zastrzyk albo zaciśnie na pysku maskę, doprowadzającą trujący gaz. - Nie powiem, że zaczynam Cie lubić, ale przynajmniej przestaję myśleć o Tobie jak o...

Człowiek przykucnął. Pieszczotliwie gładził łeb, miękkim, czułym gestem, tez ukazującym bezmiar przywiązania do zwierzęcia - ;)

I tym samym palcem wskazującym, teraz delikatnie badającym czubek psiego nosa, szukającym na nim odrobiny wilgoci, bez namysłu wcisnął czerwony przycisk, zwalniający blokadę pomalowanej na biało zapadni. - również beznamiętny uśmiech.



 

Sorry, taki mamy klimat.

     Bemik, dzięki za przeczytanie i komentarz. Dobrze, że opowiadanie jest dobrze napisane. Spojrzę jeszcze na te dwa ostatnie zdania. 

     Pozdrawiam.

     Sethraelu,potwierdzam: bardzo lubię psy. i psy też mnie lubią, choć nie wszystkie. Psy maja bardzo rózne  charaktery, prawie tak jak ludzie. Chwytanie dloni przez wielkiego wilczura i niezaciśnięcie kłów znam z autopsji.

     Dzięki za przeczytanie.

      Pozdrówko.  

Rogerze, nie będę się wdawał w długie i próżne spory z Tobą. Skwituję krótko: brytan nie może być synonimem wilczura, bo te nazwy opisują rasy, kojarzą się w pierwszym rzędzie z rasami. Idąc śladami Twoich pomysłów dojdziemy do zastępowania kota zającem. Też ma uszy, nogi, oczy i pokryty jest futrem.  

Załączam pozdrowienia.

     AdamieKB, też aboslutnie nie mam zamiaru w tej sprawie dyskutować. Nie wiem, tak podaje słownik PWN. Papierowy słownik PWN, dość stary, podaje także podobne, drugie znaczenie tego wyrazu: "każdy duzy i silny pies podwórzowy". W internetowym wydaniu slownika PWN przymiotnik "podwórzowy" zniknąl, moze dlatego, że mało juz mamy podwórek.Signum temporis?  No, a wilczur to z zasady pies podwórzowy, a trzymanie go w bloku to nieporozumienie. 

     Zastanawialem się tez  nad wyrazem "mastif"', ale odpuściłem.

     Nadal 0:0. Niedobrze... 

     Pozdrówko.

:-) Z dobrego serca dorzucę Tobie berneńczyka, kaukaza, doga i dingo. Też duże i silne.  :-)

     Ale to nie samo, co wilczur... To inne rasy psów. A brytan to także wyraz ogólny, nieprawdaż?  Tak podaje najlepszy słownik w Polsce. Nie mylmy argumentow zoologicznych ze słownikowymi.

     No i Bayern wygrał. Ach, ten Błaszczykowski i Lewandowski... 

:-) Zauważyłeś, że to rasy? No, to pierwszy krok w dobrą stronę postawiłeś. Pora na następne. :-)

     AdamieKB, proponuję  skończyć dyskusję w tej sprawie. Do niczego nie prowadzi. Pozostaniemy przy swoich zdaniach. Przed użyciem tego wyrazu sprawdziłem jego znaczenie --- tak na wszelki  wypadek.  Slownik "Reader's Digest" podaje, że brytan to duży, groźny pies, zwlaszcza łańcuchowy  -- w pierwszym znaczeniu. Dopiero w drugim podaje, że jest to oznacznie konkretnej rasy psów. Podobnie jest ze słownikiem PWN --- rozróznia dwa znaczenia wyrazu "brytan".  Ja nie widzę błędu w użyciu wyrazu "brytan' jako synonimu do wyrazu "wilczur", tym bardziej, że podkreślam, że  pies jest potężny. Nota bene, też podajesz słownikowe znacznie wyrazu "wilczur".

     Przedstawiliśmy argumenty i chyba starczy, a nie mamy pod ręką profesorów zwyczajnych Bralczyka i Miodka, żeby uprzejmie wyrazili opinie. 

     Pozdrówko.   

Mamy ciekawie opisany, wzbudzający w czytelniku współczucie opis cierpienia psa i (w pewnym stopniu) rozterek głównego bohatera. To jest plusem opowieści i to właśnie zostanie w pamięci po lekturze.

Problemem jest drugi wątek, który dla uproszczenia nazwę więziennym. Nie dlatego, że jest źle napisany, bo tak nie jest. Chodzi o to, że obie części historii są od siebie zbyt odległe, aby w tak krótkiej formie współistnieć na równorzędnych prawach. Wprawdzie w ostatnim zdaniu wskazujesz na kontrast między stosunkiem bohatera do psa i więźniów, ale wciąż nie jest to dla mnie wystarczające, aby uznać ten zabieg za trafny. Jeśli główny zamysł fabularny sformułujemy jako opowieść o dramacie człowieka i psa, to cały wątek więzienny jest zbędny. A jeśli głównym celem jest tu ukazać kontrast między stosunkiem bohatera do więźniów i psa (a na to wskazuje zbudowanie na jego kanwie pointy i wykorzystanie w tytule), to uzyskany efekt jest dość sztuczny. Choćby dlatego, że pod względem emocjonalnym jest ogromny rozdźwięk między oboma wątkami. W wątku więziennym skupiasz się na opisie świata przedstawionego, nie na emocjach, dylematach bohatera, lub ich braku u niego, więc próba wskazania w finale tego kontrastu wydaje się naciągana.

Miałoby to sens przy innych proporcjach między wątkami. Gdyby ten kontrast nie miał stanowić głównej osi opowiadania, a jedynie jakiś jego poboczny element. Oczywiście coś takiego dałoby się zmieścić jedynie w dłuższej formie. W przypadku szorta lepiej było skupić się na innym aspekcie tej historii.

Osobnym tematem jest fantastyczność tego opowiadania. Mianowicie czy tekst traciłby cokolwiek ze swojej fabuły, gdyby właścicielem wilczura był przykładowy strażnik w obozie koncentracyjnym. Nawet sama służba medyczna wydaje się przeniesiona z dwudziestego wieku. Fantastyka jest tu wyłącznie tłem opowieści, nieznaczącym rekwizytem.

Jeśli chodzi o język, przyczepiłbym się do dwóch rzeczy: zwrotów typu "wilczur nie omieszkał", które nie pasują do tekstu, oraz fragmentów, które stylistycznie ograniczają się do wyliczania kolejnych czasowników z końcówką "ał" lub "ył" - taka jednostajna narracja nuży.

Z innej beczki... z tego co kojarzę, większe psy nie reagują nawet przy bardzo grubej igle, jak podczas wszczepiania czipów. Na pewno ten wilczur powinien tak dramatyzować podczas zwykłych zastrzyków? Chyba, że bierzemy poprawkę pod konkretne miejsce iniekcji, sprawiające ból z powodu uwrażliwienia bądź problemów z zakażeniem.

Poprawki:

Niezwykle poważnie zranił się w łapę - nie jestem językoznawcą, więc nie wiem, jak się to nazywa, ale "niezwykle" jest tu zbędne. Samo "poważnie" wystarczająco opisuje sytuację.
Charkot przechodził w wściekłe - we wściekłe
wielkie zębiska zaciskały się na dłoni, lecz nigdy do końca - oczywiście jest to poprawne, ale nie wiem czy "choć" zamiast "lecz" nie byłoby bardziej na miejscu

Lecą smoki pod obłoki, wiatr im kręci smocze loki

Jeszcze jedno. Akapit o fantastyce odnosi się do 90% tutejszych opowiadań, więc pozostawiam to do przemyślenia dla wszystkich.

Lecą smoki pod obłoki, wiatr im kręci smocze loki

     Brajcie, ciekawy komentarz.  Nocny Marek z Ciebie... Trochę mialem klopot z tytułem.  Specjalnie się nad tym opowiadaniem nie zastanawiałem, napisalem tekst, bo miałem pomysł. Świadomie jednak zalozylem, że tekst będzie krotki, nie więcej niz osien tysięcy znaków. Ale -- ten rozziew między częścią "zwierzęcą" a "więzienną" zrobilem śiwadomie, kladac nacisk na część "zwierzęcą".  I świadomie nie artykulowałem różnicy pomiedzy stosunkiem bohatera do psa --- i psa do bohatera --- a fachem, wykonywanym przez czlowieka.  I stosunkiem bohatera do więźniów. Możliwe, że jest to zajęcie dodatkowe. Ten rozziew jest zamierzony. Bohater traktuje więzniów --- choć nie wszyscy są więźniami, bo są i robotnicy --- jak zwierzeta, a do psa ma stosunek bardzo  ludzki. Mozliwe, że nie jest to tak do końca jeszcze dobrze pokazane, choć komentarz pokazuje, że chyba osiągnąłem efekt.  Ale to short story, i wiele należy zostawić ewentualnym przemyśleniom czytelnika.

     Fantastyka jest sztafażowa, ale to specjalnie. Sama egzekucja wyglądałby też pewnie inaczej...  Chodzilo mi o to, ze taki problem może pojawić się zawsze, teraz i w przyszłości.  Czy kaci nie mogą byc dobrymi, kochającymi  ojcami?

     Psy reagują bardzo różnie na zastrzyki, zwłaszcza na zastrzyki bolesne. To wynika z doświadczeń psa i jego xharakteru. A psy mają świetną pamięć.  Akurat coś  wiem o tym. 

     Dzięki za przeczytanie i komentarz.

     Pzdr. 

Przeczytałem. Powiedziałbym "nadmiernie dydaktyczne":) Można też napisać opowiadanie o tym, jakie to zadziwiające zjawisko: tęcza, i jak wspaniale pokazuje naturę Boga. Hmm, to takie oklepane. Sam pewnie piszę podobnie, w opinii niektórych, ale zawsze do cudzych tekstów łatwiej się dochrzanić:)

 

Poza tym - doskonale pamiętam bardzo podobny opis leczenia z "Białego Kła", i ten jak dla mnie nie ustępuje mu jakością. To nie zarzut, a pochwała:)

 

Natomiast, jako zdeklarowany kociarz, pokiwałem z politowaniem głową przy "miękkiej sierści" psa. Wybacz im Panie, bo nie wiedzą co mówią... ;P

     Tintinie,  dzięki za przeczytanie i komentarz. "Biały kieł" Londona... Ciekawe. O tym nie pomyślałem.

     Pozdrawiam .

:-)   (...) a nie mamy pod ręką profesorów zwyczajnych Bralczyka i Miodka, (...).  ---> no nie mamy... Nawet nadzwyczajnych, Ba, privatdocenta chociażby...   :-)  To nie głos w dyskusji, to potwierdzenie przyjęcia Twojej propozycji.  

Czekam na następne propozycje "miksowania" derywatów, desygnatów i zacierania granic znaczeniowych. Aha --- pozdrawiam też!

     Privatdozent trafił  juz do lamusa historii... A może nie?

     AdamieKB, po prostu wykorzystuję wielość  znaczeń  poszczególnych wyrazów. One nie są i nigdy nie będą jednoznaczne --- i należy z tego korzystać.  Znaczeń słownikowych, zaznaczę, ale nie tylko --- tak się mówi, i slowniki notują takie znaczenie od dawna, jako poprawne. Charakterystycznie, ze znacznie nowszy slownik "RD" znaczenie wyrazu "brytan" jako rasy psow spycha już na drugie miejsce. I wyraz "podwórzowy" zniknął, zamienłl się na "łańcuchowy". Sam zresztą w swojej definicji podajesz takie znaczenie wyrazu "brytan"--- jako drugie znaczenie. Ciekawe, ze szerokim lukiem omijasz argumenty  słownikowe...  Niezły chwyt erystyxczny, ale, niestety, chybiony.

     No cóz, pozostaniemy przy swoich stanowiskach. Język wlaśnie tak ma.

     Pozdrówko. Ładna pogoda dzisiaj.

Ostatnia moja wypowiedź w tym miejscu i temacie. Uprzedzam: ostra.  

Skoro 'brytan' słownikowo traci na znaczeniu jako 'pies danej rasy / odmiany' i pospolituje się do poziomu 'psa podwórzowego, łańcuchowego', to zastąpienie nim nazwy konkretnej rasy psa jest nonsensem, wynikłym z wyszukiwania na siłę czegokolwiek, co pozwoli uniknąć powtórzenia. Określenia ras są jednoznaczne i praktycznie niezastępowalne. Berneński pies pasterski może być nazwany berneńczykiem, bo zachowany jest rdzeń znaczeniowy i wyróżniający spośród innych ras, ale zrównywanie wilczura ze spospolitowanym brytanem no to wybacz Ci, panie na wysokościach...  

Nadal pozdrawiam i życzę opamiętania.

Czepienie się "brytana" nie ma według mnie większego sensu. Nie raz i nie dwa spotkałem się z używaniem tego słowa w znaczeniu potocznym: duże, silne i nieprzyjazne psisko.

Gdyby używano go tylko w znaczeniu: "silny, duży pies wyhodowany w Wielkiej Brytanii, pochodzący od doga tybetańskiego...", to pewnie nawet bym tego słowa nie znał. :)

"Pierwszy raz w życiu dałem się zabić we śnie. "

     Koiku80,  i tak właśnie jest. I to zarówno językowo, jak i słownikowo. Bo: internetowy słownik PWN podaje już --- nie wiem, od jak dawna --- powyżej przeze mnie cytowane, a zręcznie omijane przez AdamaKB, drugie znaczenie wyrazu " brytan": każdy duży, silny pies. Każdy. W tym słowniku --- a to słownik PWN...  --- zniknęły już  dodatkowe określniki --- "podwórzowy" albo poźniejszy - "łancuchowy". Link  parę postów powyżej.

     Sądziłem, ze po podaniu tego łącza sprawa się skończy. Szkoda, ze AdamKB nie zerknął. Po prostu --- od dość dawna zmienilo się znaczenie wyrazu "brytan",  a właściwie: rozszerzylo się drugie znaczenie tego wyrazu i slownik to notuje jako wuyrażenie poprawne. Nawet nie dodaje wzmiankli, ze jest to określenie potoczne.

     Pozdrówko.

     PS. A co w ogóle sądzisz o samym tekście?

Na tej wypowiedzi bohatera (na tym fragmencie) się "potknąłem":

"– Wybacz mi – mówił wprost do kosmatego ucha. – Ewaporowałem trzech skazańców o szóstej rano – nie mogłem odmówić: wiąże mnie kontrakt. Chyba nie cierpieli – dobrze znam swój fach. Teraz, mój kochany przyjacielu, znowu się tobą zajmę. Ocalejesz, przyrzekam ci to. Ujdziesz z życiem." -- To (mi) brzmi nieco patetycznie.

A konkretnie: "...nie mogłem odmówić: wiąże mnie kontrakt. Chyba nie cierpieli..." -- To tylko moje odczucie (być może tylko moje i miejmy nadzieję, że tylko moje:), ale trochę to zbędne. Może w narracji wpleść, że miał nadzieję, albo przekonany był, że nie cierpieli?

Kontrakt go wiąże -- to raczej wiemy; pies może nie wiedział... :)

Nie mogłem odmówić -- chciałeś pewnie pokazać, że troszkę sam się przed sobą tłumaczy, ale też nie wiem, czy nie jest to zbędne. Raczej domyślam się, że nie jest przeszczęsliwy z racji wykonywanego zajęcia.

And...

"Opiekun odrywał pysk..." -- tu też się "zaciąłem" na chwilkę i zastanawiałem nad tym opiekuna pyskiem, który jednak nie mógł być jego pyskiem, ale pewnie psim pyskiem, brytana pyskiem (a może nie? Niby mężczyzna, ale może jakiś ufok?) i po chwili dopiero czytałem dalej. :)

Tekst (opowiadanie?) bardzo dobry, według mnie. Nie o pupie Heli i nie o kotach. :) Trochę smutny. Nawet bardziej niż szokujący, bo z katowaniem domyśliłem się w dwóch trzecich tekstu, ale to nie zadziałało na minus. Wręcz przeciwnie.

Co jeszcze? Hmm... Blok tekstu (z technicznych myków); trochę odstrasza na początku.

Czekam na kolejne Twoje opowiadania.
Pozdrawiam.

"Pierwszy raz w życiu dałem się zabić we śnie. "

     Koiku80, dzięki za przeczytanie i komentarz. Cenne uwagi. Trochę dopisałem. Dodałem "psi' do tego odrywanego pyska --- racja, zdanie było nieco niejasne. I dopisałem parę wyrazów do kolejnego inkryminowanego zdania, też nie do końca jasnego, żeby jaśniej wynikalo, ze bohater tlumaczy się wilczurowi.  Myślę, ze teraz jest wyraziściej.  Na ewentualne większe zmiany dialogów chyba za późno.

     Z tym blokiem tekstu trochę mnie zaskoczyłeś. Tekst jest krótki. Ale --- jezeli blok tekstu wciągnął...   

      Fajnie, że opowiadanie się podobało. I wciagnęło. A że smutne? Ano, takie miało być.  

     Następny tekst --- juz na nowej stronie --- będzie pioruńsko długi. I przeraźliwie nudny. A tematyka nieciekawa. Z góry odradam czytanie.

     Pozdróweczko.

Z tym blokiem tekstu, to drobiazg (i wina leży po stronie edytora; ze dwie spacje pomogłyby mi w odbiorze, to wszystko). Nie chodziło o długość opowiadania. Może być sto razy dłuższe i ze dwieście razy smutniejsze. Nudnego nie przeczytam.

"Pierwszy raz w życiu dałem się zabić we śnie. "

     Będzie nowa strona, będzie --- mam nadzieję i takie są zapewnienia  --- nowy edytor z wcięciami akapitowymi, justowaniem tekstu, wypośrodkowaniem tytułu, tytułów rozdziałów, środtytułów  i gwiadek. Wtedy tekst się zupelnie inaczej czyta. Być moze, potrzebne były w środku tego tekstu gwiazdki albo  interlinia. Ale --- to jest short story... 

     Pożyjemy, zobaczymy. Ale --- po  zainstalowaniu nowej strony i nowego edytora odbiór tekstu radykalnie się zmieni.

     Oby zmiana nastapila jak jak najszybciej.

Dla mnie Twoje opowiadanie, to opis relacji między psem i panem, bardzo subtelnie i ładnie opisanej. Pewnie mają na to wpływ umiejętności pisarskie, ale mniejsza z tym. A sytuacja będąca tłem? Jest elementem spełniającym określone zadania: wprowadza element fantastyki i wzmacnia wątek główny. Wprowadza też w pewien sposób napięcie, bo bohater znika na cały dzień i nie wiadomo co zastanie, kiedy wróci. Moje odczucia po przeczytaniu tekstu? Konstruktywne i przemyślane opowiadanie. Podobało mi się. (To tak a propo powyższych zarzutów w komentarzach.)

     Prokris,  dzięki za przeczytanie i komentarz.  Fajnie, że tekst się podobał. Rzeczywiście, fantastyka spelnia w tekście funkcje szkieletu konstrukcyjnego i nie jest najważniejsza, co nie znaczy, ze nie jest ważna. Nie miałem zamiaru rozszerzać tego wątku. Cóż, akcja --- po przemyśleniu wybrałem taki wariant --- musiala toczyć się pod "ziemią", w warunkach podobnych do ziemskich. To najlepsze rozwiąznie, jeżeli pies ma się dobrze czuć w nowym środowisku... 

     Pozdrówko.

    PS. Brytan nie brzęczal? Pytam z ciekawości...

Nie właśnie, że nie brzęczał. Wiesz, mogłeś skonkretyzować i skorzystać ze spisu psich ras np Owczarek Niemiecki, chyba by się nadawał na wilczura, a kłopotu by nie było. Brytan to jak dla mnie duże, kudłate  psisko, więc chyba jestem wyznawcą tego samego "brytana", co Ty ;)

     Bardzo dobrze... Owczarek niemiecki mi nie pasował. Takie to bez wyrazu... A "wilczur" ma ładne brzmienie. Słówko, wywolujące jednak maly dreszczyk. I daje od razu wyobrażenie psa.   

    Prokris, pamiętaj, że czekamy na Twój nowy tekst.  Rewelacyjny. Może być juz na nowej stronie. 

Mój nowy tekst?! O losie słodki. Chyba nominuję Cię na iskrę, co ogień rozpala :) Bo coś tam mam i gdzieś tam czeka. 

     Najpierw wyślij do "Esensji". Zanim będzie nowa strona, dostaniesz odpowiedź. I z tej iskry wtedy rozgorzeje płomień. Bardzo mozliwe,  że wtedy nie opublikujesz tekstu tutaj. Cóż, bedziesz musiała napisac inny.   

Nie sądzę, bo to tekst wyjątkowo lekki, pozbawiony celów dydaktycznych. Produkt kółka literackiego. Nie wiąże z nim nadziei, prócz wywołania uśmiechu. Tutaj jego miejsce :)

     Jeżeli tak uważasz... Przeczytam z przyjemnością. Kółka literackie to ciekawa sprawa. Zobaczymy, jak się spisują w praniu. To znaczy ---  w kolektywnym przygotowywaniu tekstów. 

A propo nowej strony, straciłam już cierpliwość. Nie żebym się skarżyła, po prostu nie czekam i nie myślę. 

Offtop z autorem to nie offtop, prawda? ;)

     Prokris, rzeczywiście, instalowanie nowej strony trwa fatalnie długo... Brajt  dziewiętrnastego stycznia opublikował informację o nowej stronie --- już ponad cztery miesiące temu. Potem wątek o słowach --- kluczach, też dość dawno. Cztery miesiące... Szmat czasu.  Doczytałem sie, że wykaz słow --- kluczy jest gotowy. Wydawało sie, że strona zacznie funkcjonować szybko. Złudzenie.

     Redakcja mogłaby sprawę zdecydowanie przyśpieszyć, a przynajmniej wykonać  jedno: poinformować o granicznej dacie zainstalowania nowej strony.   Ale --- myślę, że Loża może jednak  coś w tej sprawie zrobić. 

     Pozdrówko. 

Podobało się.

     Monsun,  ciesżę sie, że opowiadanie się podobało. Tym bardziej się cieszę, bo zdaje mi sie, że pod jednym z Twoich tekstów napisałem mocno krytyczny komentarz... 

     Fajnie, że "Czerwony przycisk" przypadl Ci do gustu. 

     Pozdrówko.

      PS. A kiedy Twój  następny tekst?

> A propo nowej strony, straciłam już cierpliwość. Nie żebym się skarżyła, po prostu nie czekam i nie myślę. 

I to jest bardzo zdrowe i słuszne podejście. :)

 

Lecą smoki pod obłoki, wiatr im kręci smocze loki

No tak... Brajcie, rozumiem, że prace nad stworzeniem nowej strony zostały już zakończone? W swoim wątku w "HP" mógłbyś szepnąc o tym słówko, a może nawet kilka.  

...Drogi Rogerze. Przysięgam Ci, że specjalnie nie przeczytałem żadnego komentarza powyżej. Napiszę tak: To jeden z Twych najlepszych tekstów. Problem psychiki człowieka zadającego śmierć innym ludziom, a jednocześnie kochającego swego psa jest stary jak świat. Tym niemniej napisałeś o tym dobrze i sugestywnie. Nie mam zamiaru czepiać się

czegokolwiek, po prostu podobało mi się. Pozdrawiam zadowolony z lektury.

     Ryszardzie, dzięki. Chyba dobrze, że nie czytałeś komentarzy --- to na pewno  czyni odbiór tekstu bardziej pierwotnym, że tak powiem. Tak myślę. Cieszę się, że tekst się podobał, i to tekst krótki: w niewielkim objętościowo tekćcie sugestywność jest dość trudno osiągnąć. A jeżeli gdzieś juz zostało to przedstawione, to tym bardziej się cieszę. Komplement dla autora, jakby na to nie patrzeć. 

     Dzięki za komentarz.

     Coś opublikujesz na stronie w najblizszej przyszłości?  

     Pozdróweczko.

     Sorry, coś wytłuściło środek komentarza powyżej. Jakieś testy strony, szykujące premierę nowej czy tylko moja nieuwaga?  

...Drogi przyjacielu. Szykuję tekst bardzo kontrowersyjny. Teraz czytam komentarze pod Twoim opowiadaniem.

     Tekst bardzo kontrowersyjny? Bardzo dobrze. Tutaj, czyli na portalu,  przeważnie wszystkie teksty są uładzone. To nie zarzut: prawie wszędzie tak jest. Ryszardzie, jeżeli przeczytasz komentarze, jestem ciekaw --- to dość oczywiste -- Twoich uwag dotyczących wyrazu "brytan"... 

     I bardzo ciekawy jestem Twojego tekstu.

...W jednej z powieści Kena Folleta (nazwisko piszę z pamięci), autor pisze o brytanie walczącym na pokazowym pojedynku ze szczurami. Wygrywał pies, który nazywany był ---  brytanem. Nie wiem, czy autor pisał jako o wielkim, silnym psie, czy miał na myśli rasę. Ja nie umiem spierać się w sprawach, w których nie czuję się kompetentny. W Twoim opowiadaniu "Nie tu jest pies pogrzebany". Pozdrawiam uśmiechnięty wszystkich kynologów.

     Dzięki. Odnoszę wrażenie, że wyraz Ci nie zazgrzytał. Sprawdzam, bo w innym tekście użyłem  zamiennie określenia " brytan" i "mastif". "Brytan" w tym samym znaczeniu, jakie podaje słownik PWN --- jako ogólne określenie dużego, silnego psa.  Ale ten piesek jest trochę inny... No i ma imię, co prawda, malo poetyckie.

     Ciekawy jestem, co za tekst szykujesz. Coś mi sie zdaje, że erotyczny... Ryszardzie, uważaj.   

     Ken Follet pisał fajne opowiadania.

     Pozdrawiam deszczowo.

ryszardzie --- czekamy zatem.

pozdrawiam

I po co to było?

     I w ten oto prosty sposób mamy już co najmniej dwoch oczekujacych na tekst Ryszarda.  Co najmniej dwóch, bo trzeba doliczyć pozostalych komentatorów. To się nazywa tak : efektywna promocja... 

     Bardzo dobrze.

RogerRedeye owszem, napisałeś KRYTYCZNY komentarz, ale ostatnio nabieram dystansu do krytyki i tak bardzo mnie to nie zabolało. Następny tekst nie wiem kiedy będzie. Mam już spisane w punktach wszystko co chciałabym napisać, ale trochę brak mi czasu na napisanie całego tekstu.

... Kolegę Syfa uważam i piszę o tym jasno, za lidera tzw. "mocnego tekstu", co wydaje mi się sprzecczne z jego spokojną naturą. Folleta-  znam wszystkie jego powieści. Najlepsza jest jego "Igła". Polecam Syfowi, bo to też mocna rzecz. U mnie zimno i mokro. Pozdrawiam skulony.

     Monsun, a to jest --- moim zdaniem --- bardzo dobra cecha: dystans do komentarzy. Okazuje się, że to, co jednemu komentatorowi się nie podoba, innemu bardzo odpowiada. Zawsze jest rozrzut opinii. Wiele zależy od cztelniczego gustu i tego, co czytelnik preferuje. Oczywiście, że sprawy warsztatu są często bezdyskusyjne i krytyczne oceny należy brać pod uwagę. Ale już tematyka i styl, to zupelnie inna para kaloszy.

     Ale --- jak mniemam, do komentarzy należy zawsze podchodzić z dystansem.

    Wielu publikacji.  

     Ryszardzie, pewnie syf. zna Folleta. Ale, jeżeli nie zna, lektura na pewno mu sie przyda, tym bardziej, że z zasady nie jest to fantastyka. Inne spojrzenie się przydaje, no i --- Follet naprawdę umie pisać. 

     "Igła" jest bardzo dobra.

     Pozdrówko.

...Wracając do opowiadanka, to Ty musiałeś mieć, albo masz dużego psa. Silne, duże psy właśnie tak robią. W zabawie, albo jak są trochę złe, chwytają dłoń pana i udają że ugryzą. Znam to doskonale. I miałem, czy raczej znałem psa o

miękkiej, jedwabistej sierści. To był labrador. Pozdrawiam.

     No i otóż to...  To, co jednym komentatorom wydaje sie przegięciem, dla innych, znających  psy, jest oczywiste: chodzi o zachowanie psa. Chyba ktoś powyżej wyraził  wątpliwość, czy duzy pies może łapać za dłoń i zastygać bez ruchu.  Może, tym bardziej, jeżeli zna pana "od szczeniaka", ufa mu i uznaje jego przywództwo. 

     Ryszardzie, dzięki. 

Takie "ugryzienie bez ugryzienia" często bywa, nazywając po naszemu, stanowczą --- i czasami ostatnią... --- prośbą, kierowaną do danej osoby: przestań męczyć mnie i denerwować --- i tu wstawić, zależnie od okoliczności: przedłużaniem tresury, niechcianej zabawy itp. Jest oznaką zmęczenia psa stawianymi mu wymogami, narzucanymi zachowaniami.

ryszard: "I miałem, czy raczej znałem psa o miękkiej, jedwabistej sierści" - a ja raz widziałem kota bez miękkiej sierści. To był sfinks;) Nie chcę wszczynać wojny psiarsko-kociarskiej, więc może lepiej nie będę kontynuował tematu "czy pies może mieć miękką sierść". Pozdrawiam!

To zależy też trochę od dłoni głaszczącego... :)

Kiedyś mój znajomy zajrzał na fantastykę i przeczytał parę (nie moich) opowiadań, po czym powiedział, że nawet zdarzaja się wśród nich niezłe sztuki, ale ludziska w komentarzach strasznie sę żrą o pierdoły (wybaczcie słówko łacińskie)...

 

"Pierwszy raz w życiu dałem się zabić we śnie. "

buahaha!

 

Ale wiesz, coś w tym jest. Pisuję też na forum równie zacnym, i równie dalekim od polityki, podatków, historii itd. jak fantastyka.pl. I już zdarzyło mi się brać udział w takich wymianach poglądów (offtopowych, a jak!), że proszę siadać. Widocznie inaczej się nie da:)

     AdamieKB, to też. To się zdarza. Ale jest też i tak, że podczas zabawy pies nieopatrzenie uchwyci dłoń, bo na przyklad chce odebrać kij. No i wtedy ma klopot --- i nie zamyka pyska. Czasami jest i tak, że pies szczeka jak szalony, bo coś go denerwuje albo o czymś informuje. No więc --- wkłada się  brytanoiwi dloń do pyska, żeby przestał. I przestaje.  Prosty i skuteczny sposób.

      Ale --- do tego ostatniej sytuacji naprawdę trzeba znać psa.  

     Tintinie, z sierścią to różnie bywa, ale miażdząca przewaga inteligencji psa nad inteligencją kota jest bezdyskusyjna.

Mnie również bardzo podobało się Twoje opowiadanie, przeczytałam je z prawdziwą przyjemnością. Nie wiem, czy to się jeszcze przyda, ale mówiąc o dużym psie, można chyba użyć określenia bryś.

 

Wilczur w rozległych podziemnych halach czul się bardzo dobrze… – Literówka.

 

I jak zwykle, doręczył specjalny goniec. Człowiek domyślał się jej treści. Mimo to, przeczytał uważnie. – Czy te powtórzenia są celowe?

 

Pobiegł, ile tylko miał sil w nogach. – Literówka.

 

…czułym gestem, tez ukazującym bezmiar przywiązania do zwierzęcia. – Literówka.

 

…i człowiek ucieszył się: wiedział, ze to dobry znak. – Literówka.

 

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

     Regulatorzy, miło, że opowiadanie się bardzo podobało. I że lektura sprawiła prawdziwą przyjemność.  Sam złapałem, że jest jeszcze parę literówk, ale dzięki za ich wskazanie. Zdązyłem już wcześniej poprawić na twardym dysku, bo  czas edycji dawno minął.   "Brys" --- nie, ten wyraz jest już jakby wrchaiczny. Nue pasuje do tekstu. A "brytan" jest dobrym synonimem. Ciekawe, że Doroszewski jeszcze o wyrazie "brytan" --- w drugim znaczeniu --- pisze, że to duży, silny pies podwórzowy. Ten okręslinik już zniknął. I dla Doroszewskiego ten wyraz w drugim znaczeniu to jeszcze wyraz potoczny. No i przy okazji Doroszewski podaje parę przykladów literackich uzycia tego wyrazu. Kiedyś to były słowniki... 

     Co do tego zdania, trzeba pewnie byłoby sformułowąc je nieco inaczej i uzyć synonimu do wyrazu "wiadomośc". Ale nie chciałem tego robić. Bo --- nie chicałem za bardzo przybliżać   wiadomości... Coś za coś. Ale --- można je sformułować inaczej.

     Pozdrówko.

Bryś archaiczny? Prędzej już byłby infantylny w stosunku do reszty tekstu. Choć samo słowo śliczne.

Lecą smoki pod obłoki, wiatr im kręci smocze loki

     Brajcie, możliwe, że bardziej szło o to, że nie pasował do tonacji tekstu. Ale --- "wilczur" ma określone znaczenie --- w sensie wyobrażenia sobie psa. Podobnie" brytan". "Bryś"mi nie pasował.  Wyraz śliczny, ale malo używany. No więc, tak trochę archaiczny... 

     A kiedy wystartuje nowa strona? Mam nadzieję, że skończyłeś testy. Zadałem pytanie w "HP". Pewnie dzisiaj otrzymamy odpowiedź kogoś oznaczonego zieloną barwą --- barwą nadziei.  

     Pozdrówko.  

Och, Rogerze... "miażdząca przewaga inteligencji psa nad inteligencją kota jest bezdyskusyjna"... bezdyskusyjna jest tylko w kręgach psiarzy. Ale spadną Wam kiedyś- mam nadzieję, że dożyję tgo dnia - łuski z oczu i niektórym pęknie serce z żalu i wstydu, że takie herezje zdarzało im się głosić; i zapłaczecie gorzko nad Waszym dotychczasowym nędznym życiem bez kota...

 

Dobra, to ja już naprawdę skończyłem temat:)

Gdyby ilość komenatrzy świadczyła o tekście możnabyłoby pokusić się o stwierdzenie, że to wyborne dzieło, a DJ Jajko nazwałby je genialnym w swej prostocie. Dopisuję się do listy komentatorów, choć mimo politycznej poprawności nie uważam tekstu za ganialny. Jest niezły. Przy okazji wspomnę, że w ostatnim nr NF MC wspomina o swej tęsknocie za opowiadaniami sf. A tu jest pomysł na dobry tekst, mimo iż koloni karnych było sporo.

pozdrówko

     Tintinie, zdolność rozponawania zapachów przez psa jest fenomenalna. I zdolnośc ich zapamiętywania. Jest cała galąż kryminalistyki, wykorzystywana w procesach karnych --- rozpoznawanie przedmiotów/ludzi przez psy. A to tylko jeden przykład. To, co potrafią robić psy, nadal do końca jest niezbadane. A one się tego uczą w formie zabawy i sprawia im to radość.  Ostatnio nadawet nauczyły sie obsługiwać  przyciski...

     No, to tyle w sprawie  bezdyskusyjnej wyższości psów nad kotami., chociaż kot to mily futrzak.  

     Gwidonie, dzięki za przeczytanie. Genialne, kongenialne... Kwestia gustu. Ale na pewnoe tekst wszystkim się podobal albo bardzo podobał.  Mam taki duzy tekst o kolonii karnej --- no i:  tam też występuje pies.  Fatum jakieś... Rzeczywiście, może rozwinę kiedyś "Czerwony przycisk". Ale pisząc ten tekst, załozyłem, ze bedzie krótki --- i jestem zadowolony z efektu. 

     Wydania powieści.  

Chcesz na solo, Roger? Za "miłego futrzaka"?

 

A zupełnie bez związku z Twoimi dziwnymi poglądami na poziom inteligencji psów... "Ale na pewno tekst wszystkim się podobal albo bardzo podobał" - mi tak średnio na jeża. 6/10. Zły nie był, ale "Jakie to zdumiewające, że Hitler lubił dzieci" rozbudowane do tylu wyrazów jak u Ciebie jakoś na mnie nie robi wrażenia. Napisane oczywiście ładnie, ja mówię tylko o pomyśle.

     Tintnie, słusznie. Bardzo podobal, podobał, średnio podobał...  Byłoby to bardziej właściwe. Niewłaściwie odczytałem komentarz.

     A więc --- wskazana byłaby w tym przypadku większa wstrzemięźliwość.

     Pozdrówko.

Przeczytałem, zostawiam więc ślad po sobie. Tekst mnie nie porwał, choć napisany jest bardziej niż poprawnie. Moje główne zastrzeżenie to ów tytułowy czerwony przycisk. Anglicy mawiają "even bad men love their mamas" i faktycznie - motyw pierwszej wody skurczybyka, który mimo wszystko pała miłością do swojej matki, psa albo kota, wraca niczym bumerang i w kinie, i w literaturze, i w prawdziwym życiu. Puenta twojej opowieści wpada więc w bardzo głębokie koleiny. Szczerze mówiąc mam wrażenie, że przede wszystkim chciałeś przedstawić motyw przywiązania właściciela i zwierzaka, bo te sceny napisane są i obrazowo, i wiarygodnie (czyżbyś sceny leczenia znał z autopsji?). W porównaniu do nich zakończenie sprawia wrażenie dopisanego na kolanie, byle jakieś było.

Co do brytana - na podstawie wpisu z sjp, który przytoczyłeś, błędu rzecz jasna nie popełniłeś. Oddzielną kwestią jest to, jaki odsetek czytelników kojarzy brytana z "każdym dużym psem", a jaki z konkretną rasą. Podczas czytania mnie też to w pierwszej chwili użycie tego słowa zaskoczyło i musiałem cofnąć się wzrokiem, żeby upewnić się, czy na pewno nie wyobraziłem sobie wilczura. Ja bym pewnie zrobił to inaczej - zdanie wcześniej napisał "zwierzak" zamiast "zwierzę", żeby utrzymać rodzaj męski czasownika, w tym zdaniu użył podmiotu domyślnego. Ale Twój tekst, Twoja wola :)

Pozdrawiam.

Ale na pewnoe tekst wszystkim się podobal albo bardzo podobał.

To ja, dla przeciwwagi, dołączę do grona niezbyt usatysfakcjonowanych. Podobało mi się, niemal do końca. Nawet emocje się pojawiły, czego się nie spodziewałam. A potem - finał. Kat kocha swojego pieska. Koniec.

Chwilę musiałam pogapić się w monitor, zanim do mnie dotarło, że to już naprawdę tyle. Nie ma drugiego dna, nie ma ciągu dalszego. 

To już było. Nie tylko w literaturze, także w życiu. Zdjęcia nazistowskich oprawców wesoło bawiących się z owczarkami niemieckimi to obrazki powszechne i niemal symboliczne. 

Ładnie, sprawnie napisana scenka. I tyle właściwie. Jako ćwiczenie sprawdza się na pewno. Jako opowiadanie - w moim przekonaniu - jednak nie. Właśnie ze względu na właściwie zupełny brak ryginalności.

Pzdrawiam.

*oryginalności :)

     Pjotroosie,  dzięki za przeczytanie.  Zakończenie --- takie właśnie miało być. Celowo. Bo dla honatera, to,  co wykonuje, w sumie jest mało wazne. Dla niego liczy się pies. Bardzo możliwe, ze zabraklo jednak moze jeszcze dwoch --- trzech końcowych zdań,  jasniej wyjasniających pychikę bohatera. Ale --- to short-story i nie chciałem być łopatologiczny. Nie chciałem wykładać za dużo. chyba to nie jest bład, mimo, ze niby motyw jest znany --- to prawda.

     A co do "brytana". Gdyby Twój komentarz był tylko jeden albo kolejny, zastanowiłbym się mocno. Ale -- jest sporo wpisów innych czytelnikow i ich już ten wyraz w tym znaczeniu nie raził. Specjalnie pyteałem o to. Oni juz go znają --- w takim znaczeniu, w jakim został użyty w tym tekście. No i zdaje mi się, że teraz też o tym wiesz. W jakimś tekście innego autora możesz przyjąć " brytana" jako synonim dużego, silnego psa, już  bez chwili zastanowienia.

     Nad "zwierzakiem" się chwilę zastanawiałem --- nie odpowiadał mi.  Bo "zwierzak" jednak, mimo wszystko, sugeruje istotę jakby ciut drobniejszą. Więc -- - użyłem wyrazu "zwierzę'.

     Dzięki za obszerny komentarz.  

     Pozdrówko.  

Widzisz, jeśli na tym efekcie Ci zależało, powinieneś pójść raczej w drugą stronę, i napisać nieco mniej.

Twój bohater mówi: "Wybacz mi. Ewaporowałem trzech skazańców o szóstej rano – nie mogłem odmówić, powiedzieć, że wymagasz opieki: wiąże mnie kontrakt. Chyba nie cierpieli – dobrze znam swój fach. Teraz, mój kochany przyjacielu, znowu się tobą zajmę. Ocalejesz, przyrzekam ci to. Ujdziesz z życiem." Parę rzeczy w tej wypowiedzi sugeruje, że egzekucja to jednak nie jest dla niego błahostka. Szczególnie stwierdzenie "chyba nie cierpieli" daje do zrozumienia, że los więźniów jednak go obchodzi. Warto było może napisać krócej, chłodniej, mniej. Coś w stylu: "Wybacz, że cię zostawiłem. Miałem trzech skazańców do ewaporowania. Nie mogłem się wymigać, taka praca, ktoś musi sprzątać. Ale teraz, mój kochany przyjacielu, znowu się tobą zajmę(...)". Tak po prostu, bez usprawiedliwiania pracy kata. Skoro są kompletnie nieistotni, co za różnica czy cierpieli?

A co do brytana - oczywiście, że w głowie gdzieś zostanie takie jego znaczenie, ale nijak to nie przeszkadzało mi w oznajmieniu, że płynność czytania zgrzytnęła na tym słowie. Pytanie było w końcu do ogółu, nie tylko do tych, którym takie użycie słowa nie przeszkadza ;]

     Ocho, scenka? Alez to długa historia jest --- cała dluga historia, przedstawiona w sześciu tyiącach czterystu osiemdziesięciu czterech znakow ze spacjami, łącznie z datą i podpisem...  Cała długa historia  ---  łącznie z podaniem przyczyn zjawienia się człowieka i psa na tej niedawno zasiedlonej planecie. Cała historia  wypadku i tego, co stało się poźniej. No i jest tutaj historia jednego długiego dnia --- ostatniego dnia opowieści. Cała długa, nudna historia powszedniego zycia.

     Całe szczęście, że w tej długiej i nudnej historii spisanej w sześciu tyiącach czterystu osiemdziesięciu czterech znakach ze spacjami pojaiwly się jednak jakieś emocje. To juz jest cenne. To jest chyba coś. Emocje w dlugiej historii spisanej w Bardzo dużej ilości znaków. Pisarskich. No i nie ma końca dalszego, to prawda. To czemu się to podobało, prawie do końca? Tego nie rozumiem --- wybacz.      Zadziwiająca sprawa.  Tym bardziej zadziwiająca, że to wszystko przeciez nieoryginalne jest... No, i jest to scenka. Hmm...

     Bez pół litra tego się nie rozbierze.

     Dzięki  za bardzo ciekawy komentarz.  Muszę go zapamiętać. 

     Pozdróweczko.  

     "Znakach" w pierwszym zdaniu --- sorry. Edycja komentarzy...  

     Pjotroosie,  drugi komenatrz --- przeoczyłem, pewnie pojawił  się  w trakcie pisania przeze mnie tekstu --- zawiera ciekawą uwagę.  Chwilę się nad tym zdaniem przy pisaniu zastanawaiłem. Zastanawiałem, bo bohater nie moze byc tak do końca bezduszny. Nie może, bo w takim przypadku nie przejmowalby się tak losem psa. Jeżeli się  przejmuje, ma w sobie jednak trochę ucżuć. Chciałem to zasygnalizować.  Z drugiej strony --- jest profesjonalistą, a to jasno wynika z tekstu. Rzeczywiście, trzeba było bardziej podkreslić --- albo wyrażniej --- że on tylko analizuje, czy wieszanie poszlo tak, jak powinno pojść: sprawnie, szybko i bezboleśnie.  Jeżeli bym to kiedyś rozszerzal, uwzględnię uwagę.

     Dzięki.

No cóż, mnie mój komentarz wydaje się zupełnie jasny. Wydawało się - do końca - że z tej dobrze napisanej scenki coś się wyłoni, coś ciekawego, zaskakującego. Dobrze napisanej - więc czytanie sprawiło mi przyjemność. Jednak - się nie wyłoniło.

Wybacz, prościej nie potrafię. Ale rozumiem,  że to Twój tekst, więc jako taki musi być po prostu świetny.

Jeśli potrzeba Ci pół litra do zrozumienia tych kilku zdań, to nie pozostaje mi nic innego jak tylko napisać: na zdrowie!

 

Ach, i zwalniam Cię z moralnego przymusu odpowiadania :). 

     Ocho, świetny, świetny... Gdzie tam. Do świetności to mu jeszcze sporo brakuje: jakiś dwóch tygodni pracy nad tekstem. Po prostu: trzeba bylo napisać  krotko i zwięźle --- dla mnie niedopracowana końcówka polozyla tekst i zniweczyla początkowe pozytywne wrażenia. Fertig. Taki komentarz zmusza do zastanowienia.

     A tak --- poszly dwie kawy, buteleczka bourbona o pojemności 0,7 l w dobrym towarzystwie i cztery cygara kubanskie, zanim rozsupłalem/liśmy  zawilości komentarza, a i to nie do końca...   

    Mam nadzieję,  że brytan nie brzęczał. Zawsze coś. 

     Bourbon polecam.Cygara też ---  "Salsa", w wersji długiej.   

     Pozdróweczko.

Rogerze, teraz aż boję się napisać, że brytan... brzęczał. Podczas czytania, nie znając komentarzy, zastanowiłam się nad nim. Ale - po przeskanowaniu komentarzy - nie jestem pewna, czy brzęczał słusznie.  Więc przemilczałam brytana.

     Ocho, w tym kraju jest wolność slowa... Zainteresowala mnie ta sprawa: dla jednych ten wyraz "brzęczy", ale inni odbierają go bardzo naturalnie, w takim znaczeniu, w jakim zostal użyty w tekście --- i w jakim podają go ostatnio slowniki.  

     Musżę  przeliczyć opinie o "brytanie,  a jest ich sporo.

     Wydania powieści. Bourbona to oszczędnie raczej proponowałbym smakować...   

Ja dzisiaj przy winie zostaję.  A powieść - najpierw życz mi napisania. Wydanie - w moim przypadku - jest kwestią drugorzędną :). Ale napisać bym chciała.

Pozdrawiam

     Aż musiałem coś sprawdzić w profilu... Ale dobrze pamiętałem: "Pierwsza żona".  I gdzieś mi się  przewinęło, że z tego ma być powieść. I przeczytałem gdzieś, ze zgubiłaś plan. To przykre.  

     Ocho, i mogłaby być powieść  --- tak myślę.  I chyba nie tylko ja. Tam jest bardzo fajny klimat. I świat jest ciekawy. Pisz rozdziałami --- rozdział po rozdziale. Zawsze wpadnie pomysl na srodek następnego, a resztę się dorobi. Trochę dyskutowalismy o Follecie. On napisal pierwszą powieść, bo potrzebowal pieniędzy na remont samochodu. Faktem jest, ze pracowal jako dziennikarz, wiec pisać juz umiał.

     Plan to w sumie frajer. Piszesz następny rozdzial, a potem nastepny. I będzie powieść. Możesz dodać jakiegoś psa. Jak widać, psy zdecydowanie pobudzają uczucia czytelników... W przeciwieństwie od kotów. Chyba tytuł do zmiany. Już "Tatuaże" byłby chyba lepszy.

     Powodzenia.

Hej, Roger;-) Bardzo udane to. Co do Twojego stylu nigdy nie można się czepić, ale tym razem i treść naprawdę przypadła mi do gustu. Jeśli jest to podszyte życiem, a na to wygląda, to tym bardziej na plus;-)

Wiem, że wszczęła się tu jakaś dysputa o psich rasach, ale nie miałam siły przez nią przebrnąć. Ten brytan wprawdzie wytrącił mnie z czytania, ale pewnie jakoś to sobie wyjaśniliście - mnie takie szczegóły przelatują bokiem.

Znalazłam tylko jedną literówkę - poniżej - ale, jeśli ktoś to już napisał, spuść po brzytwie.

- "Nie słyszał ujadanie wilczura" - chyba ujadania?

Zakończenie - tzn. ostatnie zdanie - jakoś mnie też zacukało: czy chodziło o to, że dotykał nosa psa dłonią, która rankiem wcisnęła czerwony guzik, czy wcisnął czerwony gudzik głaskając nos psa?

Może wtrącić jakieś dodatkowe "rankiem"? Np.: "I tym samym palcem wskazującym, teraz delikatnie badającym czubek psiego nosa, szukającym na nim odrobiny wilgoci, rankiem bez namysłu wcisnął czerwony przycisk, zwalniający blokadę pomalowanej na biało zapadni."

Sama nie wiem. I sorki, jeśli komuś już to wyjaśniałeś - jak pisałam, czytałam tylko tekst, nie czytałam konmantarzy. (Czasem mam odwrotnie;-) Pozdrawiam!

     Agatokasiak, dzięki za przeczytanie i komentarz. Jakoś odnalazłaś tekst... Fajnie. Zdaje sie, że wspomnialaś o "Moim kochanym przyjacielu dinozaurze" --- wynudziłaś się tam jak podczas lektury Lema... Chyba tak było. Chociaż, z drugiej strony, porównanie do Lema było miłe. Cieszy mnie, że treść tego tekstu przypadla Ci naprawdę do gustu. 

     Rzeczywiście, ostatnie zdanie chyba leciutko do przeróbki.

     Jakbyś miała  chwilę czasu, zajrzyj może do "Fetysza" --- jeżeli nie czytałaś. Krótkie, bo to drabble.

    Pozdrówko.

     PS. A  co tam słychać z "Esensją"?

O, jesteś - dobrze. Na Ciebie, Roger, to zawsze można liczyć - odpiszesz coś do człowieka;-) Tak, dinozaur mnie wynudził, tak, jak u Lema, potwierdzam:-) Dobrze piszesz. Tematyka raz spasuje, raz nie, ale przynajmniej czytający nie potyka się na każdym zdaniu, jak u mnie. Właśnie na tym tle ostatnio coś mi doskwiera... bardziej, niż zwykle. Chyba założę temat na hyde parku: Kiedy przestać pisać - porady użytkowników dla dobra ogółu - czy coś w tym stylu. Problem u mnie jest taki, że powinnam poprawić każde zdanie, jakie napisałam w moich obu wielkich dziełach: w Baśni i w Mogiłce;-) Albo zapomnieć o nich. Tak jakoś utknęłam między tymi dwiema decyzjami. Błąkam się po portalu, wyludnionym dziś wyjątkowo, czasem kogoś zadręczam mailowo. Co tu myśleć o "Esencji";-)

Twoje zdrowie;-) Pa.

Rzuć monetą. A najlepiej --- porzuć myśli o porzuceniu, Agato.

Adam, to Ty też tu jesteś?;-) Kto wie, może nawet się uśmiechniesz? Rzadko to robisz;-) Wiem, sporo tu osób mnie podobnych, które duszą się, jak nie piszą - a potem jeszcze gorzej... Przepraszam, mam dziś deszczowy nastrój.

Dzięki Wam obu za chwilę uwagi;-)

     Poprawić każde zdanie... Bez sensu. Muszę rzucic okiem na te teksty. Coś mi sie wydaje, agatokasiak, że przesadzasz. 

     Mocno.

     Rzuciłem. Napisz coś nowego --- bez udziwnień edycyjnych, prostym stylem, bez stylizacji.  Najlepiej short story. Zobaczymy, co wyjdzie.

     Może wystąpić pies.

Chciałabym przesadzać.

p. s. Przeczytałam Fetysz;-) To o kotku? W głowę zachodzę;-)

     Nie, to nie jest o kotku. Raczej o kosie... Chociaż koty też lubię. Po prostu -- jeżeli masz prosty pomysł, sprobuj to przelać na papier -- to znaczy, na twardy dysk. 

     Dwóch braci kocha się w tej samej dziewczynie. Początkowo o tym nie wiedzą, ale szybko się w tym oreintują. Zaczynają sie nie lubić, a nwet nienawidzieć. Ale nie wiedzą, ze ona kocha kogoś zupelnie innego... A wszystko dzieje sie w górskiej wiosce, w trudnych czasach burzy i zamętu, bo nacieraja ludy Pólnocy, szukające nowych krain. W walce bracia  muszą  się wsperać. Dziewczyna ma psa -- to jej niemy powiernik.I obrońca, tak przy okazji. Ale --- czy na pewno jest to pies?

     No i co było dalej?  

... Nie był psem! Był wilkiem. A raczej wilkarem! Potrafił zamienić się w człowieka. W dzikiego. Odkryła to jednej nocy, budząc się obok niego na posłaniu;-) Do rana myślała, że jest "niemym powiernikiem". A potem się odezwał...

Żartuję! Dość już mam wilkarów;-) Ale dzięki za pocieszkę i pomysł. Ostatnio wymagam grupy wsparcia;-)

(I przepraszam, że nie zrozumiałam z tym kotkiem, kosą znaczy się. Myślałam o kosie, bo padło, że to przedmiot - a Ty nie napisałbyś tak o zwierzątku. Ale potem komentarze mnie zmyliły.)

---> Agata. No jestem, jestem. Tak w ogóle jestem, a pod różnymi tekstami pojawiam się i znikam... :-)

Wiem, wiem, Adam, widziałam. Dzięki za :-) Odpowiadam tym samym...:-)

    Był wilkarem? Nie, bo to byłoby oklrpaae. I zbyt proste.  Mozliwe, ze byłby wilkołakime, juz nie mogącym przybierać człowieczej postaci. Ale --- co pewien czas ten balast psychiczny w psoe się  odzywa.

     Ten, którego kocha  dziewczyna, to rabuś. Bandyta w sumie. Ale jest wesoly i miły. Umie gadać z dziewczynami,  i  kiedyś dziewczynę ocalił. Wtedy się w nim zakochała.   Wojna z ludem Oólnocy to dla niego szansa zostania kimś innym. Kimś znacznym.  Bracia się o nim dowiadują. Postanawiają go wspólnie zabić, chociaż walczą po tej samej stronie.

     Co było dalej?Już masz  sporo.  Pierwsza scena - ocalenie dziewczyny.

     Pozdrówko.

     Oklepane... Sorry za literówki.

Roger:-) Jesteś... Właściwie to jesteś bardzo pomysłowy. Ten balast psychiczny w psie... Niegłupie.

A tak bardziej jeszzcze serio - chciałam napisać, że jesteś cennym użytkownikiem tego portalu, zaznaczającym się tu nie tylko jako Autor tekstów, ale też jako kolega. Dzięki. Wczoraj spytałeś co u mnie, kiedy właśnie tego potrzebowałam - zapamiętam;-)

Życzę sukcesów! A tego pomysłu absolutnie nie kradnę! Czekam aż sam to napiszesz.

Pa;-)

     Pismo powiada: "Głodnego nakarmić, a spragnionego napoić" --- albo coś podobnego.  Zasadę tę nalezy stosować.  Już zacząłem pisać plan pierwszego rozdziału --- miał to być prezent --- a tu masz: brak chęci wykorzystania. Mówi się trudno. Ferris będzie nieutulony z żalu. Ferris to ten żbój nłody, szczwany i na zabój potem zakochany.  

     Agato, pozdróweczko. Chandra, myślę, przeszła. 

     PS. Pismo to nie Ewangelie.

Pozdróweczko, Przystojniaczku!:-) Chandra przeszła! Czuję się nakarmiona i napojona;-) (Z tym napojeniem - to trochę na serio, przyznaję:-)

Dzień Dziecka jest w końcu, nie? Wygłupiamy się z dziewczynami do mojej starej poczciwej muzyczki. (To tak póki mąż nie wróci;-) Potem sprzatanko, fartuszek, obiadek na stole! Wiadomo. Narka!:-)))

p.s. I czekam na losy Ferrisa!

A ten dzień dziecka, to nie jutro? :)

"Pierwszy raz w życiu dałem się zabić we śnie. "

Jutro, kochana, to ja idę na 12 godzin do pracy:-) Ale uwaga jak najbardziej słuszna:-) Pozdrawiam!

koik80 - :-) Yyyy... Oczywiście poprawka: kochany... (Jesteś mężczyzną - choć poprawka brzmi... dosyć pofale. Głupio mi:-)!!! Aaaa!!! Lepiej uciekam stąd!:-) Dziękuję za uwagę. Pa.

Nie, nie uciekaj, pisz! :)

Pozdrawiam, spoufalony.

"Pierwszy raz w życiu dałem się zabić we śnie. "

     No to zrobimy Agacie prezencik na jutrzejszy Dzień Dziecka, żeby nie myślala, że człowiek z gęby robi cholewę...

     Ładne porównanie.  

Dziękuję, Kochani - tu już używam słowa świadomie...;-) Bardzo tu miło i zabawnie się robi. A prezenciki uwielbiam!;-)

Prezencik dla Agaty - projekt pierwszego rozdziału.

Czterech ludzi stoi w jodłowym zagajniku. Obserwują górską ścieżkę, bo idzie nią dziewczyna. To zbóje - rabusie. Szli połoniną do traktu, na „zbój”. Zatrzymują się - chcą, żeby dziewczyna przeszła i ich nie zauważyła. Dziewczyna targa coś w rodzaju plecaka.  Domyślają się, skąd wraca: wyżej jest ładna dolina, a tam młodzi górale wypasają owce i bydło.  Pewnie zaniosła im koszule na zmianę, chleb, jakieś słodkości. A niesie do wioski sery, może suszone mięso, bo oni tam w górze też polują i suszą mięso na zimę. Ale jeden zbój mówi tak: co prawda, ma tylko przy pasku dobrze wyglądający sztylet i jakiś naszyjnik na szyi, ale po prostu ją zerżniemy. No i potem zabijemy. Pójdzie na konto Ferrisa. Dawno nie miałem kobiety.

Ok. Zgadzają się. Idą do ścieżki. Dziewczyna wyjmuje sztylet, ale co znaczy jeden sztylet przeciwko czterem wprawnym w zabijaniu ludziom? Moment, i dostaje płazem miecza po głowie. Zabierają się do pieprzenia.

Realistyczna scena.

Ale - w tej chwili zjawia się Ferris i jego ludzie - w sumie pięciu. To też rabusie. Oni śledzili tę czwórkę. To dla nich konkurencja i chcą się jej pozbyć. Wchodzą im w paradę. Ferris i jego ludzie mają teraz okazję.

Dynamiczna scena walki. Czterech rabusiów pada trupem, ale jeden z ludzi Ferrisa tez.  Ferris zostaje lekko ranny w rękę.  

Kumple Ferrisa mają ochotę na to samo - ale Ferris na to się nie zgadza. Jest bystry i przewidujący. Mówi krotko - puścimy ją. Rozniesie się wieść, że uratowaliśmy dziewczynę. Bez przeszkód kupimy strawę we wioskach.  Górale opowiedzą nam, co słychać. A za wieści zapłacimy. Rabujemy tylko na gościńcach, a górale to nasi przyjaciele. Spory zysk - to bardziej cenne od chwili przyjemności.

Oddaje dziewczynie sztylet. I naszyjnik. I daje jeszcze cos - pierścień, zdjęty z palca trupa. Ten pierścień powinien później mieć znaczenie. Dziewczyna jest wdzięczna. Zycie i cześć uratowane, a tu jeszcze piękny pierścień dostała. Mówi - opatrzę ci ranę. Zna się na tym -- kobiety w jej rodzinnym siole uczą się tego. Ucina sztyletem kawałek sukni, Obwiązuje rękę. Mało, pyta, czy nie mają okowity.  Mają. Więc obwicie leje wódę na ranę. I mówi - znachor w osadzie powinien zszyć ranę, lepiej się zagoi.

Patrzą ma siebie - i nagle się uśmiechają. On się jej bardzo podoba. Jest przystojny, sprawny w walce, ładnie mówi, no i ją uratował. Ona tez mu się podoba. Coraz bardziej. To nie sprzedajna dziewka. Jest tak zachwycony, że nieopatrznie rzuca, ze on i jego ludzie mają  sadybę tu  a tu -- do wymyślenia. Może go odwiedzi… Reflektuje się - prosi z naciskiem, aby nikomu o tym nie mówiła. Dziewczyna przyrzeka. Już mają jedną wspólną tajemnicę. 

Dziewczyna wraca do wioseczki. Opowiada wszystko ojcu i braciom - dwa zdania, góra.

Ojciec mówi tak - musisz nosić żywność w góry, jednak potrzebujesz obrońcy. Włócz się tu dziwny pies, wyrośnięty i silny. Brytan… Wygląda na to, że młody. Dziwny, bo nie umie szczekać. Przygarniemy go. Będzie twój. W razie czego - on cię broni, ty uciekniesz.

Scena przygarnięcia psa.

Zaraz potem - przybywa dwóch młodych ludzi. To bracia. Chcą u ojca dziewczyny zamówić wóz. Jeste kołodziejem i kowalem. OK. Ojciec przystaje - dobra praca i spora zapłata.

Widzą dziewczynę. Bawi się z psem. Jest śliczna.  Obu zaczynają bić serca. Nie widzieli nigdy jeszcze takiej dziewczyny. I takiej zaradnej. Ociągają się z odjazdem, bo myslą o tym samym. I zdaja sobie z tego sprawę. Patrzą na siebie niechętnie. Zaczynają rozumieć, że są konkurentami.

Ale ona nie zwraca na nich uwagi. Myśli o Ferrisie.

Wtedy przybywa goniec z osady. Zwołuje wszystkich. Przekazuje wiadomość. Dziwny lud przechodzi przez przełęcze górskie. Wycina i pali. Wygląda na to, że  zamierzają podbić krainę pod tej stronie gór. Książę nakazuje bronić przejść, dopóki nie zbierze sił. Mężczyźni wyruszą w góry, kobiety i dzieci maja się zbierać w osadzie. Część mężczyzn będzie ich bronić. Bracia się cieszą - będą mogli się wykazać. Mają mroczne myśli - a może jeden zgine, i po konkurencie…     

Górale mają księcia właściwie w dupie. Raz do roku wioska płaci jakiś nieznaczny trybut, a potem zapomina o jego istnieniu. Ale - teraz sytuacja jest poważna. No więc dobrze, posłuchamy księcia.

Dziewczyna wszystko słyszy - i postanawia powiadomić Ferrisa. Musi iść na halę i powiadomić bracii pozostałych, żeby jak najszybciej  schodzili w dół. Zobaczy go tak przy okazji, Ostrzeże, spłaci dług wdzięczności. A może poznaja się wtedy bliżej?

Wyrusza o brzasku. Z psem. I już w połowie drogi widzi na widnokręgu dymy. Lud z Północy naciera szybko…

Realia: kraina wysoko w górach. Surowa i prawie wolna. Górale żyją w wioskach - kilka, kilkanaście chałup. I osadach: to wioska na przeięciu dwóch albo wiecej dróg, rozbudowana, z rzemieślnikami. Z zasady już otoczona murem z kamieni albo wałem. Rezyduje tam jakis namiestnik księcia i oddziałkiem zbrojnych.

Ferris w języku tych ludzi oznacza: szybki, a jednocześnie zwinny i gibki.

Fantastyka - pies - potomek wilkołaka - ale nie tylko. Spokojnie można wiele wpleść w następne rozdzialy.

Reszta do wymyślenia. Ferris chyba powinien zostać księciem. On i dziewczyna to pozytywni bohaterowie.  

Tylko dla Agatykasiak.

Roger... Jeszcze nigdy nie dostałam takiego prezentu!;-) "Tylko dla Agatykasiak"... Jestem wzruszona. Napiszę więcej wieczór. Dziękuję:-) Naprawdę.

Fiu, fiu.

     Agato, prezent otrzymałaś. Wnioskuję, że sprawił zadowolenie.  Co z nim zrobisz, to zależy juz tylko od Twojej decyzji. Pisać i odpowiadać  już nie musisz.

     Pozdrówko.  

     PS. Trzeba wymyśleć  ładne imię dla dziewczyny, jakby co... No i dla psa.

Tak;-) Pomyślę o tym.

Cóż... Widzę, że zaczynają już "fiu-fiować";-)

Szczerze rzucę, że miło się pisało. I jeszcze raz dzięki za gest, Roger;-)

Do zobaczenia przy naszych kolejnych dziełach! Przybijam piątkę i całuję w czółko:-) Paaaa!

     Pewnie Gwidon westchnąl smętnie nad tym pomysłem, to znaczy: prezentem... Pa, jak to powiadają górale. 

;-)

Ja polecam wszystkim esej Lovecrafta z jego wydanego ostatnio zbioru listów "Koszmary i fantazje". Temat eseju to, jakżeby inaczej, wyższość kota nad psem - "Pies to chłop, a kot to arystokrata".

Lecą smoki pod obłoki, wiatr im kręci smocze loki

     Ano, temacik wyższości psa nad kotem stał się w tym wątku li tylko drobniuteńkim, incydentalnym temacikiem pobocznym... Zaistniał  przez mgnienie oka i zgasł.

     Bardzo dobrze.

Roger, najpierw o opowiadaniu - brytan mnie zmylił, myślałam przez sekundę, że gościu ma dwa psy :) Ale spoko, wiem, że ludzie tak mówią na duże psiska.

Generalnie, jakoś ta narracja, mało dialogów, klimat... skojarzyły mi się z Cintem Eastwood'em i tak też sobie głównego bohatera wyobrażałam. To miłe było, bo lubię gościa :)

Chwilę nie byłam pewna, czy dobrze rozumiem zakończenie, no bo przecież obiecał psu, że przeżyje :/ Ale może tempa jestem.Normalka.

A teraz o pomyśle dla Agatakasiak - Ferris skojarzył mi się z Fenrisem z mitologii nordyckiej :) Wilk jak się patrzy. Może  n miałby jakąś tajemnicę. Na przykład, mógłby być bratem tego niemego psa! Ta-daam! Niby dobry, a jednak jak o pełni przypier... to nie ma przebacz :)

Swoją drogą, zadumałam się też nad tym, dlaczego ci faceci muszą być zawsze piękni a pannice śliczne i mądrzejsze niż inni i ładniej mówiący? Jak tam wolę, jak Chaberka ma lizny na tej swojej urodzie a Wilkun ma nierówno pod sufitem :D

Ale w końcu, ci główni są wybitni, bo inaczej po co by było o nich pisać, prawda?

Sława! :*

Profil autorski: https://www.facebook.com/krajemar

"Blizny". Chaberka ma blizny... Lizny może też ma, ale nie wiem co to, i mam nadzieję, że nie jest zaraźliwe :)

Profil autorski: https://www.facebook.com/krajemar

     Dzięki za przeczytanie.  Trochę mnie to skojarzenie zaskoczyło --- skojarzenie z Clintem Eastwoodem. O tym nie myślalem. W ogóle. Trochę -- to widać --- ostatnie zdania do szlifu.  Na dysku nieco zmieniłem.

     Myślę, ze w sumie opowiadanie się podobalo.

    Co do Ferrisa -- pomysł pisany na szybko, ale coś w tej nordyckości jest. Może z niego w ogóle jest jednak uwodziciel? Ale to juz siostra --- jeżeli zechce -- wykorzysta. Zmieni sobie.  Moze w walce zostanie pohaaratany i bedzie mial na twarzy blizny? Czemu nie?  

     Pozdrówko.

Albo lizny. Cokolwiek to jest :)

Profil autorski: https://www.facebook.com/krajemar

     Zdecydowanie blizny. Szramy. Może dla tej dziewczyny pasowaloby --- w takim razie --- imię Elwyn? Ferris i Elwyn.

     Hmm..

"- Rzuciliscie ich na pożarcie brytanom - stwierdził z bardzo niechrześcijańską satysfakcją.- Zaiste, godny koniec dla tych, których zwano wściekłymi psami... sforą Pańskich Psów." - cytat z powieści Witolda Jabłońskiego "Słowo i miecz".

     Dzięki za cytat. Ładne zdania.  Ciekawe: w tej dyskusji jest coś takiego --- pytanie o to, kto kształtuje jezyk literacki? Słowniki? Językoznawcy? Nie.  Autor. Klasycznym i niedoścignionym  przykładem jest slownik Doroszewskiego, podający, kto, kiedy i jak uzył danego wyrazu/zwrotu w dziele literackim. 

     A do tego dochodzi zwyczaj językowy, cyzli znowu: to. jak się mówi.

     Pozdróweńko.

Jak to dobrze, że ani pan Jabłoński, ani Ty nie macie pojęcia o anachronizmach. Dobrze dla was obu, oczywiście.

     Ano --- właśnie... Anachronizmy...

Podobało mi się.

     Anet, miło mi. Mi też się podoba, ale autorom  podoba się to, co spłodzili, przynajmniej na początku. Wazni są czytelnicy. Juz zadałem to pytanie w innym wątku – kiedy pierwszy tekst?      Pozdróweczko. 

…Rogerze, masz nową tajemniczą wielbicielkę. Pozdrawiam rozbawiony.

     Mnie też to zdziwiło… A może nie? Myślę, ze się szybko dowiemy nieco wiecej o Anet. Widzę, że  przeczytała tez – chyba – "Mojego kochanego…" Ryszardzie, a jak zajrzy do Twoich wierszy? No…      Pozdróweczko.

Hmm… Zgodnie z zaleceniami, podjęłam bohaterską próbę przeczytania powyższego tekstu.

Podobnie jak przy najnowszym dziele Autora – wymiękłam.

Tym razem z połowie.

Opis przebiegu choroby i leczenia psa, podobnie jak proponowany sposób wykonania eutanazji, są tak bzdurne, że sugerowałabym zmienić otagowanie utworu na bizzaro.

Hmm... Dlaczego?

Dre­wianże też nikt na to nie wpadł… Zadziwiająca sprawa. Sporo ludzi przeczytało ten tekst i nikomu nie przyszło to do głowy. No, ale mogło się tak zdarzyć. Dopiero ty…

Chodziło mi o coś, na co zwróciłaś uwagę przy “Pieśni wilków” – o zamienne używanie wyrazów “wilczur” i “brytan” ( w tym tekście). W “Pieśni…” były to wyrazy brytan i mastif. Ale, jeśli nie doczytałaś tekstu, to już jest, jak się powiada, po herbatce.

Pozdrówka.

Temat mało oryginalny.

Zanim spytasz: brytan mi nie przeszkadzał, ale nie znam się na psich rasach. Zaskoczyło kilka innych rzeczy: skoro łapa była połamana, to nie powinna być jakoś usztywniona, żeby się kości dobrze zrosły? Zdaje się, że psom zakłada się taki specjalny kołnierz, żeby nie lizały chorego miejsca.

Druga sprawa to śmierć skazańców. W końcu ich ewaporował czy powiesił? To chyba nie jest bezbolesny sposób zabijania. Nie widzę ekonomicznego sensu wywożenia skazanych na śmierć do karnej kolonii na innej planecie. Znacznie taniej byłoby w domu zaciukać. Prawda, wtedy fantastykę szlag trafia…

Babska logika rządzi!

Nowa Fantastyka