- Opowiadanie: Unfall - Być gwiazdą

Być gwiazdą

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Oceny

Być gwiazdą

Był wieczór i w instytucie zrobiło się pusto, Jack przemknął więc do laboratorium niezauważony. Włączył światło i uruchomił kamery monitoringu. Musiał mieć dowód, że zostanie pierwszym w historii podróżnikiem w czasie.

Prototyp wehikułu był gotowy, a następnego dnia miały odbyć się oficjalne testy. Zorganizowane zostanie wielkie show, transmitowane przez kilka stacji telewizyjnych. Wyślą o kilka minut w przyszłość walizkę z bardzo czułym zegarem. Następna w kolejce czekała szympansica Dodo. Jack będzie stał w cieniu profesora Barreta, twórcy całego projektu, i Jonesa, dyrektora instytutu. Kamery programów informacyjnych zarejestrują jego twarz, gdzieś w tle, jako bezimiennego współpracownika. Niedoczekanie! Był tylko doktorantem, ale to on najbardziej się napracował. To jego rękoma Barret zbudował wehikuł czasu. Nie da sobie teraz odebrać całego splendoru. Jeszcze tej nocy umieści nagranie z monitoringu na Youtube, a jutro będzie gwiazdą wszystkich mediów.

Wszedł do kapsuły, zaryglował się wewnątrz, usiadł w fotelu i uruchomił system nawigacji. Trzeba było jeszcze podać parametry skoku. Układ odniesienia – bezwzględny, z początkiem w punkcie startu. Czas docelowy – minus jedna minuta. Miejsce docelowe – dziesięć metrów na południowy wschód. Oczami wyobraźni widział już, jak pojawia się w drugim końcu hali, jeszcze przed swoim startem. Spotka samego siebie, a wszystko zarejestrują kamery. Będzie sławny.

Wcisnął przycisk „start”. Błysk i huk świadczyły o tym, że maszyna dokonała przeskoku. Szczęśliwy wstał z fotela i powoli, delektując się każdą chwilą, ruszył ku włazowi. Dotknął rygla i natychmiast cofnął rękę. Co jest? – pomyślał. Właz był potwornie zimny i powoli pokrywał się szronem. Wyjrzał przez mały iluminator i zamiast znajomego laboratorium ujrzał gwiazdy. Trzęsąc się z zimna wrócił na fotel i gorączkowo starał się znaleźć wytłumaczenie dla zaistniałej sytuacji. Musiał błędnie dobrać parametry skoku. No tak! Bezwzględny układ odniesienia! Znalazł się we właściwym miejscu, ale Ziemi jeszcze tam nie było. Przecież ona porusza się po orbicie słońca z prędkością trzydziestu kilometrów na sekundę, a cały układ słoneczny wiruje wokół jądra galaktyki jeszcze szybciej. Przez moment był dumny, że udało mu się rozwikłać zagadkę. W następnej chwili pobladł, stwierdzając że w kapsule robi się coraz cieplej, a w iluminatorze tańczą jasne płomienie. Zaczął gorączkowo wystukiwać nowe parametry skoku na panelu nawigacyjnym. Było już jednak za późno.

 

***

 

To była ich pierwsza randka. Siedzieli na ławce w parku, trzymając się za ręce, wpatrzeni w niebo.

– Spójrz! – rzekł on. – Spadająca gwiazda. Pomyśl sobie jakieś życzenie.

Koniec

Komentarze

Wiem, że przez konkurs wszyscy mają już przesyt podróży w czasie, ale jak już zagłębiłem się w tematykę, to powstały trzy opowiadanka, zamiast jednego. Tu przynajmniej nie ma Hitlera.

Chciałem za to zwrócić uwagę na inny problem. W większości opowiadań, wehikuły przenoszą się w czasie, ale trafiają w to samo miejsce na Ziemi, z którego wystartowały. Dlaczego?

Generalnie wszystko zależy od przyjętego punktu odniesienia. W literaturze z reguły wehikuły czasu nie mają możliwości podróży przez trzy pozostałe wymiary - działają jedynie w czwatym. I to jest pewna furtka bezpieczeństwa dla autora - w innym przypadku wydarzy się to co w Twoim opowiadaniu. Myślę, że możemy przyjąć bezpieczne założenie, że wehikuły czasu - a przynajmniej ich większość - jest w jakiś sposób związana z ziemskimi systemami odniesienia, a nie z gwiezdnymi czy galaktycznymi.

Co do samego opowiadania - jest świetne i skłania do przemyśleń :)

Pozdrawiam.

No tak, Sethraelu, sprowadziłeś mnie na Ziemię. Okazuje się, że pomysł mało oryginalny, a podobieństw tyle, że aż mi głupio.

Yoss - dzięki

"Generalnie wszystko zależy od przyjętego punktu odniesienia. W literaturze z reguły wehikuły czasu nie mają możliwości podróży przez trzy pozostałe wymiary - działają jedynie w czwatym. "

Czyli można skakać jedynie po pełnych latach, bo inaczej lądujesz w próżni? :)

Opowiadanie sprawne, ale faktycznie - niezbyt oryginalne. No i... krótkie jakieś.

Zaciekawiłeś mnie. :) Pewnie też wylądowałbym w próżni... :) Ubawne.

"Pierwszy raz w życiu dałem się zabić we śnie. "

Wniosek - pogoń za sławą nie popłaca.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

(...) profesora Barreta, twórcy całego projektu [,+] i Jonesa, dyrektora instytutu.   

(...)  zamiast znajomego laboratorium, [,-] ujrzał gwiazdy.

:-)  Do przerwy 1:1.  :-)

No i co z tego, że pomysł bynajmniej nie nowy? Coraz trudniej znaleźć coś, czego nikt wcześniej nie wykorzystał.

Dzięki, poprawione :)

P.S. Nie dopisałem do końca. Misię. Podobało, znaczy.

"Czyli można skakać jedynie po pełnych latach, bo inaczej lądujesz w próżni? :)"

Po pełnych latach tez wylądujesz w próżni. Jesli weźmiemy pod uwagę ruch układu słonecznego, galaktyki, całego wszechświata... Nigdy w życiu nie znajdziemy się dwa razy w tym samym miejscu :)

Opek ciekawy i podoba mi się, bo własnie od paru dni popadam w zadumę nad brakiem statyczności w rzeczywistości ;) Także utrafiłeś w zainteresowania, jesli o mnie chodzi.

Ej, Unfallu, wcale nie chciałem sprowadzać Cię na ziemię, po prostu przeczytałem Twoj tekst, który mi się spodobał, ale to inna bajka, i zaświtało mi, że kiedyś coś w tym stylu czytałem na portalu. A że są podobieństwa? To właśnie jest fajne, że dwóch autorów, zupełnie niezależnie, pisze w ciekawy sposób zwracając uwagę na podobny problem. Żaden to powód do wstydu.

Pozdrawiam.

Sorry, taki mamy klimat.

Ryszard wpadł na ten pomysł przede mną, trudno, rwał włosów z głowy nie będę. ;)

Dobrze, Sethraelu, że zlinkowałeś, to i ja przeczytałem opowiadanie Ryszarda i może ktoś jeszcze do niego wróci. Polecam.

Dzięki za komentarze i pozdrawiam. :)

Krótkie, przyjemne i - niestety - przewidywalne. Ale czasu spędzonego na lekturze nie żałuję.

Nie wiem jak to robisz, ale wszystko co napiszesz, podoba mi się. To opowiadanko także. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

...Po przyjacielsku ściskam Twoją dłoń, Robercie. Tak wiele nas łączy... A jest literackie wyjście z sytuacji: Kapsuła

powinna się poruszać w ---czasoprzestrzeni i wszystko gra. Pozdrawiam szeroko uśmiechnięty.

...Najbardziej znanym pisarzem opisującym podróże w czasie jest H. G. Wells. Jeżeli się mylę, niech ktoś mnie poprawi. Wszystkie inne powieści to pochodne tego wielkiego dzieła wielkiego pisarza. A przecież informacja o "latających talerzach", ufo itp, to interpretacja odwiedzin nie "obcych", ale --- być może ---ludzi z przyszłości...

Ja nie fizyk, na SF się nie znam i rzadko czytam, więc powiem, że mi się podobało ; ) I wcale nie było przewidywalne. Spodobał mi się pomysł, że lądujesz może i we właściwym czasie, ale niekoniecznie miejscu ; )

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

@Vyzart - zaskoczę Cię następnym razem ;)
@Regularorzy - bardzo mnie to cieszy. Cenię sobie Twoją opinię.
@Ryszardzie - nasze myśli błądzą czasem po tych samych ścieżkach. Co do wehikułu, jestem podobnego zdania. 
@Joseheim - moim zdaniem na fizyce powinien znać się ten, co bierze się za pisanie SF, ale powinien pisać tak, aby czytający już się znać nie musiał. Cieszy mnie więc, że Ci się podobało, mimo iż to nie jest Twój ulubiony gatunek.

Dziękuję i pozdrawiam. :)

"Właz był potwornie zimny i powoli pokrywał się szronem". -- Coś za szybko zmarzł ten właz.

 

"Przecież ona [Ziemia] porusza się po orbicie słońca..." -- Po czym? ;-) W ogóle, Unfallu, chyba tym razem nie sprawdziłeś swojego króciaka zbyt wnikliwie. Słońce (nazwa własna obiektu astronomicznego, nie -- element opisu pogody/krajobrazu) piszemy dużą literą. Nie wierzę, że o tym nie wiedziałeś. Układ Słoneczny też do poprawy. No i należało by wyróżnić Galaktykę.

 

"Układ odniesienia – bezwzględny..." -- Hm, bezwzględny układ odniesienia, powrót do fizyki Arystotelesa. Układ spoczywający względem gwiazd stałych? Nie, jest mowa o obieganiu jądra Galaktyki, więc pewnie względem czego innego. Powierzchnia emisji promieniowania reliktowego? Jakby co, to nie formułuję tu żadnego zarzutu, po prostu postanowiłem pospekulować, zastanowić się, jakby temu pomysłowi nadać sens głębszy, a nie tylko -- że się tak wyrażę -- odruchowy. Jakiś mistrz pióra mógłby zapewne przedstawić moje spekulacje w sposób zarówno zrozumiały jak i fascynujący dla laika oraz ubrać je w porywającą intrygę rozciągniętą na eony i gigaparseki. I mógłby okrasić tę intrygę odpowiednią ilością przemocy i wyuzdanego seksu. A potem HBO zrobiłoby z tego serial. Koniec dygresji.

 

Do rzeczy. Tym razem pozostaję obojętny, szort nie zrobił na mnie wrażenia. Może przez to, że jest niedopracowany. Może przez moją niewiarę, że bohater byłby aż taki głupi ;-) (No dobra, wiem, taki pasuje do żartobliwego tonu utworu). A może dlatego, że już kiedyś czytałem o temponautach przesuwanych względem Ziemi wskutek jej ruchu. Ten pomysł pojawia się u Lema, w którejś z podróży Ijona Tichego. I jestem pewien, że gdzieś jeszcze trafiłem na podobną koncepcję, ale nie pamiętam gdzie :/ Nie chodzi mi o podlinkowany przez Sethraela szort Ryszarda. W każdym razie, skoro już zetknąłem się z pomysłem, zimny rygiel (hm) i gwiazdy w iluminatorze sprawiły, że domyśliłem się wszystkiego. Zero zaskoczenia, tyle samo objawienia.

 

Niemniej -- pomysł zacny. Zwłaszcza, że skłania do myślenia. AdamKB ma rację, coraz trudniej wymyślić coś nowego. Najważniejsze, że masz inwencję. Aha, tytuł Ci się udał :-)

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

należałoby*

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

@Jeroh - bardzo wnikliwy komentarz - dziękuję.

Z tym, że za szybko zamarzł właz, można by polemizować. Kapsuła takiego wehikułu nie byłaby przystosowana do przebywania w przestrzeni kosmicznej, a więc nie byłaby izolowana termicznie. Mamy właz wykonany z jednolitego kawałka metalu (przypuśćmy - blachy stalowej), będącego dobrym przewodnikiem termicznym. Z jednej strony włazu panuje temperatura ok -270 stopni. Ile, Twoim zdaniem, trzeba czasu, aby wewnętrzna strona blaszanego włazu osiągnęła temperaturę, przy której wilgoć zacznie się osadzać i zamarzać? 

Co do orbity, masz 100% racji - powinno być "po orbicie wokół Słońca". To samo z nazwami pisanymi wielką literą. Posypuję głowę popiołem.

Jeśli chodzi o "układ bezwzględny" - użyłem tutaj określenia, które moim zdaniem w jakimś stopniu oddaje to, co chciałem przekazać, a jednocześnie nie naprowadza przedwcześnie na zakończenie. Skoro całość materii (i energii) we wszechświecie porusza się w czasoprzestrzeni, to układem odniesienia byłaby sama czasoprzestrzeń. Zgodnie z teorią wielkiego wybuchu, byłby to punkt, w którym ten wybuch nastąpił, czyli początek czasu i rozszerzającej się przestrzeni.

Dziękuję za wskazanie niedociągnięć i że chciało Ci się zastanowić chwile nad tak krótkim tekstem, a potem się tym ze mną podzielić. Takie komentarze są cenne, bo pozwalają się rozwijać. Pozdrawiam.

...Problem jest stary jak książka Wellsa. Ja też nie byłem pierwszy z tym pomysłem, dlatego pisałem niewinną humoreskę, unikając poważnego tonu. Nie ma sensu ---szukać sensu, bo równie dobrze można się zastanawiać, ile diabłów zmieści się na końcu szpilki. W literaturze najlepiej ten problem zaniedbywać. Proponuję Ci powieść "Czerwień rubinu", gdzie autorka nie przejmuje się tym problemem. Podobnie inni. Pozdrawiam mego podróżnika w czasoprzestrzeni, ale przynajmniej w czterowymiarowej.

"Kapsuła takiego wehikułu nie byłaby przystosowana do przebywania w przestrzeni kosmicznej, a więc nie byłaby izolowana termicznie. Mamy właz wykonany z jednolitego kawałka metalu (przypuśćmy - blachy stalowej), będącego dobrym przewodnikiem termicznym". -- No coś Ty, żeby występowało przewodnictwo termiczne potrzebne jest zetknięcie ciała z rezerwuarem ciepła, tj. drugim ciałem lub gęstym ośrodkiem. Jeżeli wlejesz herbatę do pojemnika pokrytego doskonale lustrzaną powłoką, tak jak skafandry kosmiczne pokrywa się mylarem, i umieścisz w doskonałej próżni -- herbata nigdy Ci nie wystygnie. Tak działa termos. W rzeczywistych warunkach pojemnik z herbatą będzie tracić ciepło bardzo powoli -- przez promieniowanie.

 

Stal to jednak słabe lustro, więc stosunkowo szybko wypromieniowuje energię. Do obliczeń potrzebne są pojemność cieplna stali, emisyjność włazu i jego masa. Z mojego oszacowania wynika, że jeśli wziąć odpowiednio cienką (mało masywną, powiedzmy 2 kg) blachę o dużej powierzchni (powiedzmy 2 m^2), właz może oziębić się o 20 kelwinów nawet w ciągu kilku minut. Gdyby jeszcze właz był pomalowany od zewnątrz czarnym, matowym lakierem, wtedy może... No,  może. Może Twoja intuicja Cię nie zawiodła. Może bohater zdążyłby zobaczyć szron i poczuć "potworne" zimno rygla w ciągu niecałej minuty od startu.

 

Potem, jak to sobie wyobrażam, dokładnie po upływie minuty, Twój nieostrożny doktorant, czy raczej wehikuł z przysmażonym trupem na pokładzie, powinien zrównać z ziemią miasto, w którym rozpoczął podróż. Kilkaset kilogramów -- zakładam, że przynajmniej tyle waży wehikuł czasu -- i kilkaset kilometrów na sekundę to nie w kij dmuchał. Energia wyzwolona w chwili impaktu będzie porównywalna z siłą wybuchu bomby atomowej, która spadła na Hiroszimę. Zostało policzone.

 

Post scriptum. Unfallu, boję się, że kiedy umieszczę w przyszłości na portalu opowiadanie zawierające w tle jakieś szczegóły fizyczne-techniczne (całkiem prawdopodobna prognoza), nie będziesz miał dla mnie litości. Proszę, miej :-) Zdaję sobie sprawę, jak łatwo popełńić gafę, kiedy się pisze coś takiego. A wszelkie, czasem niby oczywiste, konsekwencje uboczne wymyślonych rozwiązań są trudne do ogarnięcia. Zastanawiałeś się na przykład, jak daleko znalazł się od Ziemi bohater Twojego szorta? Albo nad tym, że wehikuł był zapewne nie do końca szczelny, więc chłopak powinien słyszeć dziwne wizgi i ból w uszach wskutek sporego spadku ciśnienia? ;-) Nie, nie czepiam się tego, tak tylko piszę, żeby dać przykład konsekwencji.

 

I chyba wystarczy. Napisały mi się komentarze dłuższe od Twojego szorta. W dodatku szorta w zamierzeniu zapewne będącego "niewinną humoreską", podobnie jak ten Ryszarda ;-)

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

"powinien zrównać z ziemią miasto" - oj, chyba jednak nie. Meteor, który rozpadł się nad Czenabińskiem miał 17 metrów średnicy i masę do 10 tys. ton, a miasta nie zniszczył. Przy nim, dajmy na to 3 metrowa kapsuła, pusta w środku, to małe piwo.

Co do temperatury włazu, masz rację, nie liczyłem, a zdałem się na intuicję. :)

"Zastanawiałeś się na przykład, jak daleko znalazł się od Ziemi bohater Twojego szorta?" - owszem. Ziemia porusza się z prędkością ok. 30 kilometrów na sekundę, a cały Układ Słoneczny ok 280 kilometrów na sekundę. Biorąc pod uwagę jedynie ten drugi parametr, odległość mogłaby wynosić przeszło 16 tysięcy kilometrów. A nie bierzemy jeszcze pod uwagę prędkości z jaką rozszerza się nasz wszechświat.

Kwestia szczelności wehikułu także zaprzątnęła moje myśli, ale świadomie ją pominąłem, aby nie komplikować tekstu. W końcu mogła być hermetyczna. :)

"...boję się, że kiedy umieszczę w przyszłości na portalu opowiadanie..." - nie ma obawy. Wszelkie tego typu dyskusje uważam za interesujące i pouczające, także gdy to mnie wytyka się błędy. Może mi być głupio, gdy popełnię rażący błąd, ale nie mam alergii na krytykę i jestem wdzięczny za wskazywanie niedociągnięć. Na pewno nie szukam w takich sytuacjach rewanżu. ;)

Ale policz sobie dla 400 km/s energię kinetyczną żelastwa o masie 300 kg (wziąłem prędkość względem promieniowania reliktowego, tzn. układu, w którym PR nie jest dopplerowsko zdipolaryzowane). A nawet dla 280 km/s. Wychodzi w przybliżeniu jak dla tego pięćdziesięciokilometrowego kawałka skały, który nas minął, a który mógł nas uderzyć z prędkością bodajże 10-20 km/s. Zaproszeni do dzienników doktorzy i profesorowie straszyli telewidzów, że takie uderzenie to jak bomba atomowa. Siła wybuchu Little Boya to było kilkadziesiąt teradżuli. Z tym meteorem znad Czelabińska może być inna historia -- właśnie dlatego, że się rozpadł.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Pięćdziesięciometrowego*

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

A u Ciebie powinno być 10 ton, a nie 10 tysięcy ton ;-)

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

A nie sorry, dobrze piszesz, a ja coś chrzanię. To już pójdę spać :-) Dobranoc.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Ale i tak policz.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

...Drodzy koledzy, zwolennicy S. F. Ze względów wydawniczych zmuszony jednak jestem przerwać wklejanie powieści "Czas utracony" w połowie. Natomiast od czerwca rozpoczynam wklejanie innej powieści --- Pt. "Tunel". Zapewniam Cię Unfallu, że nikt nie wpadł na mój pomysł przede mną. Chętnie bym przy jej tworzeniu z Tobą --- współpracował.

Pozdrawiam uśmiechnięty.

"Ale policz sobie dla 400 km/s energię kinetyczną żelastwa o masie 300 kg" - Jeroch, trzeba jeszcze policzyć, ile z tych 400 km/s zostanie wyhamowane w ziemskiej atmosferze i ile z tych 300kg ubędzie w wyniku spalania. Poza tym nie jest powiedziane, że taki obiekt doleci do powierzchni Ziemi w jednym kawałku, a nie zostanie rozerwany na mniejsze.

 

Rzszardzie - jestem chętny do współpracy, na tyle, na ile pozwolą mi moje obowiązki. :)

Opowiadanie dosyć przewidywalne - może dlatego, że podczas wymyślania pomysłu konkursowego sam wziałem pod uwagę ten problem. Dosyć przyjemne, ale bez przesady : )

Administrator portalu Nowej Fantastyki. Masz jakieś pytania, uwagi, a może coś nie działa tak, jak powinno? Napisz do mnie! :)

Zgoda. Wszystkiego się nie policzy. Niektóre rzeczy zależą od niuansów warunków początkowych, więc autor i czytelnicy mogą sobie czynić arbitralne założenia i układać własne scenariusze.

 

Można się jeszcze zastanawiać, czy przez ten ułamek sekundy, kiedy będzie leciał przez atmosferę właściwą, pasażer wehikułu zdąży poczuć, że robi się ciepło. Hm, może zatem przejście przez pasy van Allena z prędkością trzystu-czterystu kilometrów na sekundę wzbudziło w pojeździe jakieś ogrzewające prądy wzbudzone, czy coś. (To taki mój strzał na oślep, bez zastanowienia, może być, że bzdura).

 

Konsekwencje. Pokuszę się o ich roboczą  klasyfikację. Ze względu na dostrzegalność: oczywiste i ukryte. Według stopnia ścisłej przewidywalności: wyliczalne, przeczuwalne i takie, które zależą wyłącznie od wyobraźni -- niewyliczalne, nieprzewidywalne, przeczuwalne ledwie w zarysie, więc właściwie swobodne. Życzę Ci, Unfallu, jak najwięcej tych ostatnich. Ładnie opisanych, bez przerostu uczonej formy nad literacką fantastyczno-naukową treścią. W ogóle życzę tego wszystkim pisarzom SF na portalu.

 

Pozdrawiam

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

@Jeroh - dzięki za rzeczową dyskusję. Nie ukrywam, że w przypadku tego shorta w wielu aspektach zdałem się na intuicję, a ta mogła mnie tu i ówdzie zawieść. Polecam Twojej uwadze (jeśli znajdziesz czas) moje przyszłe teksty, bo zależy mi na takich opiniach, nawet gdybym miał zostać wypunktowany i wstydzić się za moją ignorancję.

Jeśli znajdę trochę więcej czasu, chętnie poczytam też Twoje opowiadania i bynajmniej nie po to, aby w ramach rewanżu szukać dziury w całym, a dlatego, że lubię opowiadania SF autorów, którzy starają się opisywać świat zgodnie z naszą o nim wiedzą. 

Mi się bardzo podobało! Przyjemne, niedługie i niepozbawione humoru.

Tekstów o nad wyraz ambitnym uczonym majstrującym przy wechikule może i powstało całkiem sporo, w końcu temat intrygujący, ale Twoje opowiadanie jest wyjątkowo sprawnie napisane. Ciekawe, że chyba jeszcze nikt nie napisał opowiadania  o tym, że się udało ;) 

Miałem napisać, że tekst jest genialny, ale potem trafiłem na ten ryszarda i teraz, hm… Wychodzi na to, że jest wtórny. ;) Oczywiście żartuję, ale widać trzeba się spieszyć z pisaniem, żeby nas ktoś nie ubiegł. Opowiadanie się mi spodobało, no a zwłaszcza pomysł świetny.

"Najpewniejszą oznaką pogodnej duszy jest zdolność śmiania się z samego siebie."

Fajnie, fajnie, ale cały czas pamiętałam tekst Ryszarda, chociaż link już nie działa.

No, Unfallu, nie tym razem.

Babska logika rządzi!

Sympatyczne :)

Znam tylko pięć liter ;)

Nowa Fantastyka