- Opowiadanie: Agroeling - Rawon

Rawon

Dyżurni:

regulatorzy, homar, syf.

Oceny

Rawon

 

 

Czy byliście

 

na ostatnich stacjach,

gdzie ukrywa sie czas?

 

K.K.Baczyński

 

 

 

Błąkał się po nieprzyjaznych ulicach Miasta. Niby wygnaniec mijał rzędy bezdusznych domów. Puste bielma okien spogladały na niego zimno. Niekiedy zdawało mu się, że tuż za szybą tlił się niewyrazny kontur twarzy, na którą wieczorne słońce rzucało ostatnie refleksy światła. Szare, kamienne ulice smętnie wskazywały drogę na rubieże Miasta, za którymi rysowała się już tylko sina dal.

Przystanął, ocknąwszy się jakby z długiego letargu. Nie mógł sobie przypomnieć, w jakich okolicznościach dotarł aż do tego miejsca. Wysadzany lipami trakt prowadził do niskich zabudowań – drewnianych chałup, obrosłych bluszczem i grzybami. W zachwaszczonych ogródkach kiełkowały wątłe rośliny…

Wszedł do zacisznej oberży. Prócz gospodarza i jego rodziny nie spotkał nikogo. Szybko przeliczył pieniądze, jakie mu pozostały i wynajął małą izdebkę na poddaszu. Pokój, do którego go zaprowadzono, był prawie pusty, wyposażony w podstawowe sprzęty – twarde łóżko i szafkę. Na jednej ze ścian wisiał obraz przedstawiający scenę batalistyczną.

Za oknem powoli zapadal zmierzch. Cisza i mrok. Zapalił lampę i po raz pierwszy od dłuższego czasu poczuł się naprawdę bezpiecznie. Przytulił zmęczoną głowę do poduszki. Sen począł nadchodzić…

Niespodziewanie do jego małego sanktuarium wtargnął odprysk nocy. Księżyc potoczył topazowym blaskiem po bladej twarzy śpiącego człowieka. Rawon otworzył oczy i zaniepokojony wstał z łóżka, nasłuchując. Jakby coś w ciemnościach czyhało specjalnie na niego…A może to tylko majaki, echo uciążliwego pobytu w Mieście? Wrócił do łóżka.

Poranek przywitał go z wolna opadającą mgłą. Ubrał się i zszedł do jadalni na skromne śniadanie. Wchodząc z powrotem na górę, zaczął rozmyślać nad swoją przeszłością, pozostawioną w Mieście Teraz dopiero zdołał wyrwać się z tej zaciskającej jego życie obręczy. I wreszcie mógł wyruszyć w nieznane. Tak długo się na to przygotowywał…

Rzucił pożegnalne spojrzenie na pokój, sprawdzając, czy niczego nie zapomniał. Na parapecie okiennym dostrzegł brązowo – białą muszlę, okrytą przykurzoną pajęczyną. Wziął ją do ręki, obejrzał przelotnie i schował z resztą swych rzeczy do starej torby. Podziękował gospodarzom za gościnę, zapłacił i wyruszył w drogę.

Roztaczały się przed nim wzgórza porośnięte kwitnącymi magnoliami .Polna droga wila się zakosami wśród szerokich łąk.

Doszedł aż do zakola rzeki, obramowanego szpalerem wysokich drzew i postanowił odpocząć. Musiał podjąć nowe decyzje. Dokad miał teraz iść?

Rzeka z wolna bledła w przedwieczornej mgle, jej opary gęstniały i wtapiały się w noc wraz z drzewami, skałami i jego niespokojnym snem.

Uleciał do innej krainy. Krainy tysięcy muszel i strzegących ich okrutnych demonów. Muszle nieustannie śpiewały jedną pieśń. Pieśń o bezgranicznej wolności. Tego nikt nie mógł im zakazać…Z tego powodu demony z pianą na wykrzywionych pyskach niemalże gotowały się w narastajacej wściekłości. Stosowały wobec muszel coraz to surowsze represje, a one coraz głośniej śpiewały o wolności i tajemniczych królestwach, kryjacych się w nich samych…

Rawon obudził się o świcie. Świat nie wydawał się już taki sam, jak przedtem i nawet wartki nurt rzeki opowiadał dziwne historie. Nieoczekiwanie przypomniał sobie o muszli. Wyjął ją z torby i przytknął do ucha. Dobiegł go delikatny pomruk…

Z początku uznał, że się przesłyszał, lecz po chwili mógł rozrożnić subtelną frazę, powtwrzającą słowa "nie idz tam, nie idz tam ". Rozejrzał się wokoło. Niewyraznie słyszał, jak za urwiskiem ktoś śpiewa czystym sopranem. Podszedł pod sam brzeg rzeki i ku swemu zdumieniu zobaczył w płytkiej wodzie setki białych muszli, wystajacych z mułu niby kości dawno wymarłych zwierząt. Chciał wejść do wody, gdy usłyszał kobiecy głos – nie wchodz tam. Gwałtownie się odwrócił. Przed nim stała dziewczyna w białej sukni , obszytej srebrnymi nićmi. Na jej długich, spadających na ramiona włosach spoczywał wianek, spleciony z muszel i grafitowych korali.

– Kim jesteś? – zapytał – i dlaczego mam nie wchodzić do wody?

– Dostępu do muszel bronią demony. Jeśli twoja stopa postanie w rzece, wówczas cię dopadną.

Uśmiechnął się lekko.

– A gdzież są te demony? Niczego nie widzę.

– Nie rób z siebie głupca – odparła dziewczyna . – Widziałeś je w swoim śnie. Czyżbyś już o tym zapomniał ?

Zanim zdążył zapytać, skąd wie, co mu sie śniło, ciągnęła dalej:

-Jestem Lamantea, władczyni koloni muszel. Niegdyś, dawno temu wszystkie muszle zgromadziły się w jednym miejscu. Ich wspólnym celem miało być niesienie pomocy naszej Matce Ziemi i zamieszkującym ją stworzeniom. Zamierzały utworzyć duchową enklawę, rajską przystań dla utrudzonych wędrowców, poszukujących szczęścia i prawdy. Zazwyczaj muszle składały się z kilku komór, a w nich mieściły się różnorakie światy, wyśnione przez zagubionych w życiu ludzi. Tam skryli swe marzenia. Teraz straż nad nimi objęły demony. Chcą przetworzyć kolonię muszel na własne terytorium i zasiać w nim strach.

– Czy można coś uczynić, zeby pomóc muszlom ? – zapytał Rawon, będąc pod wrażeniem niezwykłej opowieści.

– Nareszcie mówisz do rzeczy – ucieszyła się dziewczyna. – Istnieje pewien sposób przeciwko demonom. Wszystko, co należy zrobić, to obalić czarny posąg największego z nich. Ani muszle, ani ja nie władamy jednak taką mocą, dlatego też chciałabym prosić cię o pomoc.

Lamantea spojrzała na niego wyczekująco. Jej śliczne zielone oczy promieniowały jakąś tajemniczą siłą.

-Cóż, zrobię, co będę mógł – odparł. – Tylko w jaki sposób?

– Będziesz musiał zmierzyć się z Czarnym Demonem. Jeśli się go nie zlękniesz, nie wyrządzi ci żadnej krzywdy. Pokonasz go. Masz już bowiem talizman. Ta muszla, którą znalazłeś w oberży, poprowadzi cię do zwycięstwa.

Dziewczyna na pożegnanie wręczyła mu małe, obsydianowe lusterko i powiedziała: wpatruj się w nie tak długo, aż ujrzysz swego wroga.

Po całym dniu marszu zmęczony zatrzymał się pod starym dębem. Nie miał pojęcia, gdzie szukać Czarnego Demona, więc zrezygnowany wyjął podarunek władczyni muszel i spojrzał w obsydianowe lusterko. I zobaczył maski. Maski twarzy, zapamiętane z Miasta, chcące go osaczyć i stłamsić. Musiał się przed nimi bronić.

I wtem zobaczył Czarnego Demona. Stał na przeciw niego w żółtawej, przyćmionej aureoli. Potężny, grozny i majestatyczny. Rawon juz za chwilę miał zmierzyć się z gigantyczną bestią.

Demon nagle zaczął przeistaczać się w coś znajomego. Coś szarego, masywnego, kamiennego.

Rawon nie mógł w to uwierzyć. Znów był pośród potężnych gmachów z betonu, cegieł, piaskowca i marmuru. Pośród ciągnących się w nieskonczoność rzędów szarych domów. Jak gdyby Miasto było miejscem początku i końca. Centralnym punktem wszechrzeczy…

Nawet nie wiedział, czy zwyciężył. Czy udało mu się wyzwolić piękną Lamanteę i jej kolonię muszel? Przypuszczał, że nigdy już jej nie ujrzy. Był od niej zbyt daleko i jedyne, o czym teraz marzył, to uciec. Uciec do innego czasu…

 

Koniec

Komentarze

Niby wygnaniec mijał rzędy bezdusznych domów. – Nie rozumiem pojęcia „bezduszny dom”. Tzn. opuszczony?

 

Puste bielma okien spogladały na niego zimno. – Tu też nie bardzo wiem o co chodzi z tym bielmem.

 

Niekiedy zdawało mu się, że tuż za szybą tlił się niewyrazny kontur twarzy, na którą wieczorne słońce rzucało ostatnie refleksy światła. – A tu mam wątpliwości co do określenia „tlił”. Tlić się może dogasający papieros, przygaszone ognisko, itp. A twarz? W jaki sposób się tli?

 

Szare, kamienne ulice smętnie wskazywały drogę na rubieże Miasta, za którymi rysowała się już tylko sina dal... – Drogi nie wskazują czasem drogowskazy, czy choćby jakieś tabliczki? Co do określenia „Szare kamienne ulice” też nie bardzo wiem, do czego to odnieść. Do podłoża, czy budynków?

 

Niespodziewanie do jego małego sanktuarium wtargnął odprysk nocy. - ??

 

Księżyc potoczył topazowym blaskiem po bladej twarzy śpiącego człowieka. – Topaz ma wiele kolorów, fakt, ale czy księżyc świeci w którymkolwiek z nich? Mnie to zgrzyta. I to toczenie blaskiem też brzmi nie bardzo.

 

Istnieje pewien sposób przeciwko demonom. – Nie lepiej brzmiało by: „Na odpędzenie, pokonanie itp. Demonów?

 

Tyle mam uwag technicznych. Przepoetyzowanie opisów moim zdaniem nie wyszło im na dobre. Sam tekst jest według mnie ciekawy, jeśli chodzi o klimat. To mi się tu podobało. Bije od tego opka taka nostalgia i smutek.

Jedynie zakończenia kompletnie nie rozumiem. Co to było za lusterko i skąd się wziął w nim demon? Dlaczego bohater przeniósł się z powrotem do miasta? Trochę zbyt wiele jak dla mnie tych niedopowiedzeń.

Zaufaj Allahowi, ale przywiąż swojego wielbłąda.

Zgadzam się z Fasolettim. Według mnie zdecydowanie przepoetyzowane. Ładnie napisane opowiadanie, ale końcówka kompletnie niezrozumiała.

"Przypuszczał, że nigdy już jej nie ujrzy" - a to dlaczego? Przecież fabuła opowiada o tym, jak bez problemu wyszedł z Miasta i dotarł do rzeki. Czemu teraz miałby mieć problem?

Pozdrawiam.

Taak... muszle:P

moim zdaniem tekst jest również zbyt najeżony poetyckimi metaforami. Usunęłabym co drugą i myślę, że wtedy byłoby ok:) mi akurat ta z tlącymi się twarzami sie podobała, za to też nie zrozumiałam tej o odprysku nocy.

co do treści... wkurza mnie, że baśniowa postać opowiada wybrańcowi historyjkę, a on w sumie bez żadnego zastanowienia postanawia jej pomóc. w prawdziwym życiu dialog ten byłby bardziej rozbudowany...
poza tym także nie rozumiem zakończenia. mógłbyś wyjaśnić- czym jest lusterko, jaką rolę gra znaleziony talizman, jak bohater pokonał demona albo przegrał, czemu się przeniósł do miasta, jaki jest związek między jego prześladowcami z miasta a muszlami... same muszle- dziwaczny pomysł, ale w sumie gadka o tych komorach i marzeniach mi sie podobała:) myślę, że gdybyś poprawił te niedopowiedzenia (tekst mógłby przy tym zyskać na długości, co moim zdaniem wyszłoby mu na dobre) to opowiadanie byłoby interesujące, bo faktycznie ma klimacik. 

pozdrawiam.  

Jeśli dobrze rozumiem demon przeistaczał się w to, czego się boimy i  od czego chcemy uciec?  I potem wciągał nieszczęśnika do swojego świata czy coś jeśli ten zaczął się bać? Nie wiem czy we właściwy sposób odczytałam zakończenie.

Opowiadanie ładne tylko do tych początkowych opisów podszedłeś chyba zbyt ambitnie i marnie wyszły. Czytanie sprawiło mi przyjemność, więc chyba jest ok ;)

 

Dzięki za komentarze. To opowiadanie jest trochę takie metaforyczne, stąd np. słowo   tlił  często chyba eię stosuje w poezji w różnych, konfiguracjach.
 wskazywały drogę   -  cały ten ustęp to raczej stan umysłu bohatera .ale oczywiście w ścisłym sensie ulice nie wskazują drogi. A - kamienne ulice -  są z kamienia.Ale to też rodzaj metafory.
 -przeciwko demonom - odpędzenie-- faktycznie brzmi lepiej.

Dziękuję jeszcze za dwa ostatnie komentarze.Już dobrze nie pamiętam, co miałem na myśli.Swego czasu wys la lem tan tekst  do FENIXA  i chyba niewiele brakowało, by mi go opublikowali. Na szczęście moje następne teksty są bardziej konkretne i chyba nikt mi nie będzie zarzucał nadmiernrj poetyckości.

To opowiadanie jest trochę takie metaforyczne, stąd np. słowo   tlił  często chyba eię stosuje w poezji w różnych, konfiguracjach.

Właśnie. W poezji. W prozie brzmi to naprawdę dziwnie. W ogóle poetyzowanie prozy to według mnie zbędny zabieg utrudniający czytanie i interpretację. No ale co kto lubi.

Zaufaj Allahowi, ale przywiąż swojego wielbłąda.

Tak przy orzy okazji, gdyby Autor pracował jeszcze nad tym tekstem ( a można to zrobic)  - wszystkie wielokropki do usunięcia. Kompletnie dewatują narrację.

O mój dobry, ciemny i szumiący borze. Wywal wielokropki, nie poetyzuj zbyt więcej. Może i poetyzujące opki lubią nagradzać, a nawet drukować, ale nikt tego nie lubi czytać! (chyba, że jest się Dukajem, ale u niego jest i tak 100x więcej treści niż formy i takie powinny być proporcje).

A to są dwie zupelnie odrębne kwestie - forma i treść.I bynajmniej nie wszyscy nie lubią czytac opowadań, w których jest jakiś powiew poezji. Prawdą jest tylko to, że treśc i fabula  takiego opowiadania musi byc interesująca, a forma -dopracowana.
To po prostu kwestia gustu. Większośc nie lubi opowiadań tego rodzaju, ale to wcale nie znaczy, że wszyscy ich nie lubią. Logicznie błędna konkluzja.

ja na przykład lubię czytać rzeczy:) dla mnie odpowiednio użyta poetycka metafora wbogaca tekst i buduje klimat, a także niepowtarzalny styl. kiedyś czytałam typowe ghost story, w którym opisy przyrody i miejsca akcji były naprawdę wspaniale, poetycko właśnie napisane. Z jednej strony te opisy tak strasznie kontrastowały z przyziemnymi bohaterami, z drugiej tworzyły pewien pomost dla krążącej wokół nich tajemnicy. naprawdę budowało to klimat i pomagało w odbiorze ksiażki. i niech mi teraz ktoś powie, że nie warto tracić czasu na "poetyzację", bo nic nie wnosi do tekstu. wnosi, jeśli jest tak jak powiedział Roger dopracowana i wspisująca się w pomysł. 

moim zdaniem w tym opowiadaniu szwankują nie środki poetyckie (może i jest ich sporo, ale przecież można coś w tym w prosty sposób zrobić).problemem jest  niewystarczające rozbudowanie fabuły, a szkoda, bo z tego pomysłu można było naprawdę dużo wycisnąć.  

Źle zostałem zrozumiany. Poetyckość opek jest często ich zaletą. Ale nie może być jedyną zaletą, po prostu opowieść potrzebuje treści, nie tylko formy :)

Wszedł do zacisznej oberży. - istnieje coś takiego jak zaciszna oberża?
Jak mi ktoś taką wskarze na przykładzie literatury - stawiam piwo ^^

Pomijając drobne literówki i oczywiście nadmiar epitetów, co już zauważyli koledzy - to nie poezja, tekst średni i nie zrozumiały w pełni. Ale będę czekał na dalsze teksty, więc wstrzymam się ze swoją opinią do następnego tekstu (liczę na to, że będą o niebo lepsze).

A... I do cholery nie wiem dlaczego, ale czytając początek czuje się jakby akcja działa się w postapokaliptycznym świecie, to wszystko chyba przez ten grzyb i prawie pozbawiony życia ogródek.
Czy tylko ja tak mam?

Nie IpMan. Ja miałem podobne wrażenia.

Zaufaj Allahowi, ale przywiąż swojego wielbłąda.

Za oknem powoli zapadal zmierzch. Cisza i mrok. Zapalił lampę i po raz pierwszy od dłuższego czasu poczuł się naprawdę bezpiecznie. Przytulił zmęczoną głowę do poduszki. Sen począł nadchodzić...
Aż mi się żal zrobiło zmierzchu... 

Jak dla mnie – za dużo poezji, za mało konkretów. Ale pomysł z muszlami ładny.

Babska logika rządzi!

Wolałabym więcej prozy w prozie. Muszle mogą zostać.

Mnóstwo literówek, sporo błędów.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Finkla, Regulatorzy, dzięki za wizytę. To zarazem dziwne i fajne, że ktoś jeszcze takie stare teksty czyta.

A cóż w tym dziwnego, Agroelingu, że czasem, kiedy występuje niedostatek nowych opowiadań, sięgam do starszych tekstów? ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Podoba mi się pomysł na muszle z komorami z różnymi światami.

Znam tylko pięć liter ;)

Dzięki, Anet, że choć pomysł w tym moim starym opku się podoba.

Nowa Fantastyka