- Opowiadanie: GaPa - Ci wszyscy dobrzy ludzie

Ci wszyscy dobrzy ludzie

Dyżurni:

Finkla, joseheim, beryl

Oceny

Ci wszyscy dobrzy ludzie

Skontrolował swój wygląd w lustrze wystawy sklepowej. Elementy ubioru, ich dobór i krój, ale także ułożenie włosów wydawały się być zgodne z obyczajami panującymi w tym miejscu. W odbiciu ujrzał też znajome sylwetki obserwatorów, dyskretnie podążających za nim od samego początku. Konieczność skorzystania z ich pomocy równała by się fiasku, ale świadomość, że w razie problemów można liczyć na wsparcie dwóch wytrawnych agentów terenowych dawała odpowiedni bufor komfortu dla nowicjusza. Jednakże, dziś po raz pierwszy działał samodzielnie. Otrzymał zadanie, bez żadnych sugestii co do sposobu jego rozwiązania. Dysponował starannie wydzielonymi funduszami, w tutejszej walucie, latami treningu i swą pojedynczą osobą. Doświadczenie, które zgromadził jako członek Projektu, ale także bagaż życiowy, jaki uzbierał przez lata biologicznej egzystencji; oto jego atuty.

 

 

Rozejrzał się po obiekcie, który, jak wierzył, stanowił ostatni etap wędrówki. Gwarna, duża hala, oświetlona obrzydliwą mieszanką naturalnego światła – wpadającego przez dość spore otwory – oraz sztucznego oświetlenia. Świetlówki migotały z męczącą wzrok częstotliwością, przez co zamiast odczucia płynnego ruchu, towarzyszącego przemieszczaniu się ludzi, miał wrażenie oglądania serii gwałtownie po sobie następujących nieruchomych obrazów. Zaczerpnął powietrza, jak zwykle zaskoczony bogactwem zapachów i woni. Produkty przemiany materii żywych organizmów, elementy wyposażenia, a nawet każdy z drobnych przedmiotów obecnych w pomieszczeniu posiadały własny zapach. Aromaty unosiły się w powietrzu, mieszając ze sobą, pozostawiając wyraźne ścieżki zapachowe, co utrudniało skoncentrowanie na misji. Wpatrywał się przez chwilę w tablicę informacyjną, sprawnie odczytując symbole graficzne na niej umieszczone. Wreszcie, usatysfakcjonowany wynikiem oględzin, ruszył ku wybranej sali.

 

 

Pomieszczenie było mniejsze od poprzedniego, za to przebywała w nim większa liczba osób, toteż obok wrażeń zapachowych znacznie bardziej intensywnie odbierał również zmiany ciśnienia akustycznego. Ludzie dyskutowali, przekrzykiwali się i przepychali, w oczekiwaniu na obsłużenie. Wybrał najkrótszą kolejkę, ignorując tym samym ostatnie wyniki badań specjalistów, sugerujących inne rozwiązanie. Poniewczasie jednak zorientował się, że symbole graficzne umieszczone nad okienkiem obsługującej tu kobiety różnią się od pozostałych. Po ich rozszyfrowaniu – na szczęście przychodziło to teraz niemal automatycznie – zorientował się, że tu nie uda mu się załatwić sprawy. Wiedział, że formalne ograniczenia kompetencji, nakładane na personel, są przeszkodą nie do pokonania. Syknął na siebie, zezłoszczony. Na pewno ta pomyłka nie uszła uwadze obserwatorów. A do tej pory szło tak gładko. Starannie teraz odcyfrował opisy, nim wybrał cel. Tym razem kolejka, w której przyszło mu uczestniczyć, była nieco dłuższa. Jednak dzięki sprawnej obsłudze dość szybko topniał dystans, dzielący go od lady. Czuł ogarniające go napięcie, przed nim najtrudniejszy etap – komunikacja werbalna. Odchrząknął, sprawdzając aparat mowy. Aktualnie obsługiwany wysoki, postawny mężczyzna nagle zaczął gwałtownie gestykulować, więc skoncentrował się na wrażeniach słuchowych.

– Jak to nie działa terminal!? Stoję w tej pieprzonej kolejce pół godziny i teraz dopiero mi pani mówi, że terminal nie działa!?

– Jest mi bardzo przykro – powiedziała zmęczonym głosem starsza kobieta, obsługująca to stanowisko. – Jeśli nie może pan zapłacić gotówką, to nie jestem teraz w stanie sprzedać panu biletu. W poczekalni znajduje się bankomat, może tam uda się wypłacić…

Mężczyzna przerwał jej, owładnięty gniewem. Wydzielany przez niego zapach stał się bardziej ostry, ale pod twardą zasłoną agresji można było wychwycić pokłady rozpaczy, które nie mogły znaleźć ujścia.

– Przecież jak jeszcze raz stanę w tej kolejce, nie zdążę na ten pieprzony pociąg! Rozumiesz to, głupia pindo!?

Kobieta zacisnęła usta, jakby więziła tam własną, umęczoną duszę, przeciągnęła dłońmi po twarzy i znużonym, cichym głosem oznajmiła:

– Można też dokonać zakupu biletu u obsługi pociągu.

– A mam was w dupie! – krzyknął klient, uderzył pięścią w ladę i wybiegł.

Stanął w zwolnionym miejscu, przerażony gwałtownością zjawiska, jakiego był świadkiem. Wyraźnie wyczuwał jakąś tragedię, kryjącą się za wielkim pośpiechem mężczyzny. A jednak tamten, zamiast poprosić o pomoc krzywdził innych przedstawicieli własnego gatunku. Jak szalony ślepiec z miotaczem płomieni w bibliotece. To porównanie wydało mu się bardzo adekwatne – tak odbierał tę sytuację. Zastanawiając się nad odwiecznym problemem z komunikacją, tak łatwym tu do zaobserwowania, starał się skoncentrować i uspokoić.

Kobieta za ladą popatrzyła na niego i odezwała się suchym, monotonnym głosem:

– Przepraszam pana za… Czym mogę służyć?

Uruchomił mięśnie odpowiedzialne za uśmiech, z zadowoleniem zauważając, iż przyszło mu to niemal bezwiednie. Odpowiednia mimika znacznie ułatwiała porozumienie.

– Trudny klient, ale była pani świetna. – Pokiwał z aprobatą głową, dźwięk z początku wydał się zbyt wysoki, metalicznie brzmiący, jednak końcówka zdania była już idealnie stonowana.

– Dzień, jak co dzień.

– Ale te wszystkie emocje, jakie pani magazynuje. – Pokręcił głową, podkreślając swoje zdziwienie. – Jest wspaniała pani. Na pewno doceniają tu panią.

– Ta… Widzą tylko jak co źle.

Zmitygowała się, jakby powiedziała za dużo, i zapytała o cel podróży. Wymówił niepewnie nazwę miejscowości oraz godzinę odjazdu pociągu. Podała cenę, więc starannie odliczył kwotę. Kiedy kładł pieniądze na tackę, musnął jej dłoń. Zadrżał, bo w krótkiej chwili kontaktu rozpoznał potrzeby tej umęczonej istoty i… odruchowo przejął nagromadzone emocje, głównie te negatywne. Zamrugała zaskoczona. Jej sylwetka, jakby nagle odmłodzona, emanowała teraz spokojem, zadowoleniem.

– Wie pan co? Mocno się panu śpieszy?

– To znaczy? – Zaniepokoiło go to pytanie.

– Jest znacznie tańsze połączenie, na miejscu będzie pan tylko czterdzieści minut później, więc jeśli pan woli…

Z radością przyjął jej ofertę, odbierając resztę raz jeszcze sprowokował bezpośredni kontakt. Tym razem był w stanie rozpoznać znacznie szerszy wachlarz stanów emocjonalnych. Bardzo różnych, łącznie z podnieceniem, znużeniem, nadzieją, poczuciem godności. Podziękował uprzejmie i ruszył do wyjścia. Czuł na sobie wzrok kasjerki. Wydawało mu się wręcz, że wszyscy koncentrują na nim swoje spojrzenie. Nie uległ jednak pokusie obejrzenia się, okazałby tym samym brak pewności siebie. Po prostu musi przywyknąć. A więc udało się, w podręcznym schowku na wysokości piersi tkwił papierowy bilet. Nie dać się teraz ponieść euforii, wyjść powoli, jakby to była najnormalniejsza rzecz na świecie – przybyć na dworzec, odnaleźć kasę, kupić bilet. Cóż w tym w końcu niezwykłego dla człowieka?

 

Skinął głową w kierunku obserwatorów. Bez słowa zaczęli go prowadzić do czekającego nieopodal pojazdu. Rozpoznał starego, dobrego Volkswagena Beetle, jego ulubiony model auta. Drogę powrotną przebyli w milczeniu. Analizował w myślach wykonane zadanie, znalazł kilka elementów do poprawy, ale w ogólnym rozrachunku ocena jego poczynań musiała być pozytywna. W końcu zdobył się nawet na dwukrotny kontakt cielesny. Wciąż jeszcze dygotał z nagromadzonych emocji, zdumiony ich intensywnością i gwałtownością. I poziomem nagromadzonego cierpienia. Chciałby móc jeszcze kiedyś spotkać owego mężczyznę, poznać przyczynę jego strachu i agresji, spróbować ukazać mu świat pełen harmonii i ładu. Naprawić go.

Tymczasem garbus, sprawnie kierowany, przebył już spory dystans. Wjechali do ruchliwej dzielnicy handlowej, przemierzając ulice, pokryte niechlujnymi prostokątami prowizorycznych łat, aż zatrzymali się przed wielkim, szarym, trochę zaniedbanym budynkiem. Olbrzymi szyld u szczytu głosił: SKŁAD MATERIAŁÓW CIERNYCH – GRUPA WSCHÓD. Przybrany dom.

 

W bazie z największą ostrożnością pozbył się ludzkiej powłoki. Przybrał wymagane ceremoniałem barwy, przebył też proces usuwania wszystkich obcych zapachów, mogących zakłócić proces komunikacji. Dołączył do oczekujących na niego członków personelu placówki. Byli wszyscy, którzy mogli przybyć – trenerzy, badacze, agenci ochrony. Z napięciem, jak on, oczekiwali na werdykt. Przekazał odświętny woreczek specjaliście od ekonomii. Ten szybko posegregował jego zawartość, by starannie obliczyć wartość bilonu i banknotów. Kiedy skończył, ułożył wszystkie górne kończyny w znak E'nmi, symbol wielkiej pomyślności.

– Ponad stówa reszty, dokładnie sto siedem dwadzieścia osiem – oznajmił uroczyście. – Naprawdę imponujący wynik, jeden z lepszych za mojej kadencji. Po uwzględnieniu oczywiście inflacji, oraz… Przepraszam, mógłbym tak… Co ja jeszcze… A tak. Bilet. – Zsumował cenę biletu oraz pozostałe wydatki, dodał do tego obliczoną przed chwilą kwotę, i ponownie przywołał E'nmi, wzmacniając go wonią Aprobaty.

– Zgadza się, aż po najdrobniejszą uznawaną jednostkę mniejszą. Zero obsuwy – włączył lokalny kolokwializm, co spotkało się z uznaniem – szczególnie młodych z ostatniego miotu.

Teraz bilet przejął Najstarszy. Badał go w ciszy, nim orzekł:

– Sprawnie wykonane zadanie. Kandydat został wywieziony do obcego sobie miasta. Samodzielnie zlokalizował lokalne centrum komunikacyjne, dotarł tam, pokonując bez naszej pomocy wszystkie przeszkody, dokonał zakupu. Proszę; druga klasa, pośpieszny, na dziś, bez przesiadek, stacja docelowa; wszystko się zgadza. Ale muszę coś jeszcze dodać. Według meldunku doszło też do bezpośredniego kontaktu. – Obserwował poruszenie, jakie wywołały te słowa. – A więc dokonało się, jest gotów. Utwórzmy Krąg.

 

 

Połączyli się, by móc przekazać swoje doświadczenia w naturalny dla swego gatunku sposób. Adept stanął pośrodku, dzięki czemu miał bezpośredni kontakt ze wszystkimi. Kiedy odtwarzał emocje samicy dominującego gatunku, przez Krąg przebiegł dreszcz, wzmocniony złożonym zapachem – z dominującą nutą Współczucia – uwolnionym przez Najstarszego. Dopiero wtedy odczuł jaki balast dźwigał za sprawą kobiety. Teraz ciężar znikł, rozłożony na wszystkich biorących udział w ceremonii. Odczuwał głęboki żal wobec stworzeń, które nie mogą dostąpić Oczyszczenia. Również to uczucie przeniknęło wszystkich. Rozłączyli się dopiero gdy każda z istot, tworzących Krąg osiągnęła spokój i równowagę ducha, gdyż troszczyli się o siebie nawzajem, instynktownie i bezwarunkowo. Po chwili spędzonej na medytacji, Najstarszy znowu zabrał głos.

– Przed tobą wybór. Sądzę, że jesteś jednym z najlepiej rokujących badaczy tego opuszczonego przez Boga plemienia, z jakim tu pracowałem. Ale zastanów się dobrze, sam decydujesz, gdzie nieść iskrę boskiego płomienia, która płonie w każdym z nas. Przestrzegam, jeśli pozostaniesz, być może wiele setek obrotów planety wokół słońca będziesz musiał obyć się bez Oczyszczenia, współdźwigając brzemię samotności, jakie jest udziałem tych biednych istot. Żyjąc wśród nich i poznając ich naturę. To nie dzieło przypadku, że tak niewielu z nas decyduje się tu zostać. Rozważ to, i… rock and roll! – zakołysał odwłokiem.

– Mamy wiele prac o wpływie badacza na badany obiekt, a tak mało o wpływie badanego obiektu na badacza – powiedział z żartobliwą intonacją adept. Normalnie mogło to być poczytana za impertynencję, dziś jednak mógł sobie pozwolić na taki komentarz. Pozostali znowu utworzyli Krąg, w którym brakowało teraz jednego ogniwa – czekali na jego decyzję. Pachniało, wzbudzającym nostalgię, Spokojem, spod którego wychylał się zapach Miłosierdzia, najbardziej kojarzony z bohaterem uroczystości.

 

 

On sam zaś rozważył słowa Najstarszego, ale wiedział równie dobrze jak tamten, że odpowiedź została sformułowana już dawno, podświadomie też przekazał ją podczas połączenia. Ponadto kierowało nimi zawsze nadrzędne dobro wspólnoty, a posiadał przecież dar, który tu można najlepiej spożytkować. Wszyscy pamiętali, że był najmłodszym w historii Projektu, który opanował sztukę rozróżniania ludzkich twarzy tylko na podstawie ich nieruchomych obrazów. Raz jeszcze przyjrzał się swemu stadu, po czym, co nikogo nie zaskoczyło, wyszedł, by wdziać kamuflaż. Czuł, że nie rozstanie się z nim przez długi czas. Czekali złączeni, a gdy wrócił, z ich gestów i wydzielanych zapachów odczytał zarówno radość, jak i smutek, który dzielili z powodu jego decyzji. Stanął z boku, a jego spojrzenie było jasne, czyste i mocne.

– Moimi ludzkimi imionami będą…

Koniec

Komentarze

Wiesz co, GaPo? Pozaglądam do innych Twoich tekstów.

Oj, zabrzmiało tak jakoś... grożnie. Na wszelki wypadek poodkurzam spacje, poustawiam literki i pędzę po cukier i konserwy ;)

Jest dobrze. Nawet bardzo. Tekst jest klarowny, lekki i ma przesłanie. Scena na dworcu... so true. 5

fajnie, że się podobało
bo - paskudnie, jakbym Ci czas skradł nadaremno

a że żeś zostawiła "piątala"
przesadzone, lecz gra gitara ;) 

E tam, ja też 5 dam. Znakomite, plastyczne i działające na wyobraźnię opisy sprawiają, że nie sposób oderwać się od tekstu. Ale na pochwały szczególnie zasługuje sam pomysł - udanie wprowadzasz czytelnika w swoją wizję, niczego nie narzucasz siłą, tylko subtelnie umieszczasz kolejne wskazówki do rozwiązania. I co najważniejsze, nie ma się do czego przyczepić. Dla mnie świetne.
Pozdrawiam

dzięki, układam kończyny w znak S-a-to (Niezasłużone Brawa)

pzdr ;)

Gratuluję piórka :D Brawa okazały się w pełni zasłużone. I po co się było tak krygować? ;)

Uwielbiam ten wyraz - "krygować", tak samo jak "mierzić";)

Tyś aktem sprawczym onej nominacji
Udanego urlopu, czy też i wakacji

pzdr

Witaj!

Bardzo przyjemny tekst, pełen Spokoju i Miłosierdzia, ale też Litości nad tą dziwną rasą, która zamieszkująć od dawna w dużych skupiskach w determinacją godną lepszej sprawy upiera się, by krzywdzić się nawzajem. Pozytywne przesłanie i fajny morał płynący z ciekawej perspektywy.

Pozdrawiam
Naviedzony

Ha, dzięki.
-- 
pzdr 

Podobało się. Nietuzinkowy pomysł, intrygujące zakończenie, porządne wykonanie.

Babska logika rządzi!

Cieszę się, iż przypadło. Hm, niezły przeskok czasowy w komentarzach.

Tym razem bez zastrzeżeń – całkiem zacny pomysł, porządne wykonanie, świetnie opisane okoliczności towarzyszące kupieniu biletu.

Opowiadanko niedługie, ale wielce satysfakcjonujące. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

o, boski komentarz ;)

Mnie też się wydaje, że to dość “solidne” opowiadanko.

pzdr

(<>..<>)

GaPo, cieszę się, że się ucieszyłeś. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Nowa Fantastyka