- Opowiadanie: baranek - Zadyszki

Zadyszki

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Oceny

Zadyszki

Sie­dzia­łem na cmen­ta­rzu. Wła­ści­wie to sie­dzia­łem na ła­wecz­ce, ale ła­wecz­ka stała na cmen­ta­rzu. Pa­trzy­łem na groby oświe­tlo­ne set­ka­mi świa­te­łek i roz­my­śla­łem. Tro­chę o śmier­ci, tro­chę o życiu. Jak to na cmen­ta­rzu.

 

Zbli­ża­ła się pół­noc. Się­gną­łem do kie­sze­ni i wy­cią­gną­łem pa­pie­ro­sy. Za­pa­li­łem i za­cią­gną­łem się głę­bo­ko kilka razy. To za­wsze po­ma­ga­ło mi sku­pić myśli.

Wiem, że to nie­ład­nie tak palić w miej­scu pu­blicz­nym. Ale ci wszy­scy lu­dzie, któ­rzy przez cały dzień bie­ga­li mię­dzy po­mni­ka­mi po­dzwa­nia­jąc re­kla­mów­ka­mi peł­ny­mi zni­czy i gu­biąc płat­ki chry­zan­tem dawno już byli w do­mach. A zmar­łym dym prze­cież nie prze­szka­dzał. Tak przy­naj­mniej my­śla­łem. Do­pó­ki nie usły­sza­łem stłu­mio­ne­go kasz­lu i do­bie­ga­ją­ce­go spod moich stóp głosu:

– Czło­wie­ku, zgaś to świń­stwo!

Z wra­że­nia po­łkną­łem wciąż tlący się nie­do­pa­łek. Bo­la­ło, ale uwierz­cie mi, pra­wie nie zwró­ci­łem na to uwagi. Bo oto z ziemi, tuż obok ła­wecz­ki, na któ­rej sie­dzia­łem, wy­ło­ni­ła się ludz­ka głowa. Tak po pro­stu. Żad­ne­go osy­py­wa­nia się pia­sku, żad­nych szcze­lin. Nic. Wy­ło­ni­ła się i już.

Głowa miała, tak na oko, ja­kieś sie­dem­dzie­siąt lat. Siwe, skoł­tu­nio­ne nieco włosy, długi, lekko gar­ba­ty nos i bar­dzo sta­now­cze spoj­rze­nie. Sta­now­cze i wiel­ce wy­mow­ne. Po chwi­li, w ślad zza głową, wy­chy­nął z ziemi jej wła­ści­ciel. Niski i lekko przy­gar­bio­ny, choć bar­dzo ener­gicz­ny w ru­chach sta­ru­szek. Rzu­cił mi to swoje spoj­rze­nie, to sta­now­cze i wiel­ce wy­mow­ne, i po­wie­dział:

– Co wy, mło­dzi, macie z tym pa­le­niem. Prze­cież to szko­dzi. Można od tego umrzeć.

Za­sko­czył mnie. Od lat nikt nie zwra­cał się do mnie per: „wy, mło­dzi”. Za­re­ago­wa­łem zu­peł­nie od­ru­cho­wo:

– E tam, bez prze­sa­dy może, zaraz tam umrzeć.

W spoj­rze­niu sta­rusz­ka po­ja­wił się nowy ele­ment – po­li­to­wa­nie. Aż mi się głu­pio zro­bi­ło.

– A tak, umrzeć, umrzeć – po­li­to­wa­nie brzmia­ło rów­nież w jego gło­sie. – Uwierz mi, młody czło­wie­ku, na czym jak na czym, ale na umie­ra­niu to ja się znam.

No masz, „młody czło­wie­ku” po­wie­dział.

Dzia­dek nie­wąt­pli­wie był du­chem. Prze­zro­czy­sty był i lekko roz­ma­zy­wał się na kra­wę­dziach. No i w końcu, wy­lazł prze­cież spod ziemi. Po­wi­nie­nem więc trak­to­wać go z sza­cun­kiem. I to po­dwój­nym. W końcu na sza­cu­nek za­słu­gu­ją za­rów­no osoby star­sze, jak i zmar­li. A mój roz­mów­ca w spo­sób oczy­wi­sty za­li­czał się do obu tych ka­te­go­rii.

Ale „młody czło­wie­ku”? Do pra­wie czter­dzie­sto­let­nie­go konia? Prze­sa­dził. Już mia­łem coś od­py­sko­wać, kiedy kątem oka za­uwa­ży­łem, że na cmen­ta­rzu nagle zro­bi­ło się tłocz­no. Mnó­stwo du­chów oboj­ga płci i w róż­nym wieku, po­ja­wia­ło się mię­dzy na­grob­ka­mi. Zbie­ra­li się w nie­wiel­kie grup­ki i dys­ku­to­wa­li o czymś za­wzię­cie. I z cza­sem, jakby to po­wie­dzieć, na­bie­ra­li kształ­tów. Po paru mi­nu­tach nie prze­świ­ty­wa­ły przez nich pło­my­ki zni­czy, a po kilku na­stęp­nych wy­glą­da­li już zu­peł­nie nor­mal­nie. Cho­ciaż nie­któ­rzy byli bar­dzo nie­mod­nie ubra­ni.

– Prze­pra­szam pana bar­dzo – zwró­ci­łem się do mo­je­go sta­rusz­ka. Mimo wszyst­ko, bar­dzo grzecz­nie.

– Prze­pra­szam bar­dzo – po­wtó­rzy­łem. – Ale czy mógł­by mi pan wy­tłu­ma­czyć, co tu się wła­ści­wie dzie­je?

– Jak to co? Pół­noc mi­nę­ła. Mamy dzi­siaj drugi dzień li­sto­pa­da.

– No i co z tego? – pra­wie krzyk­ną­łem. – W ze­szłym roku też tu byłem o tej porze. I nic się nie dzia­ło.

– Ale w ze­szłym roku, mło­dzień­cze, nie było w na­szym mie­ście hi­per­mar­ke­tu.

Pu­ści­łem tego „mło­dzień­ca” mimo uszu.

– A co ma do tego hi­per­mar­ket? – tym razem wrza­sną­łem peł­nym gło­sem.

– To prze­cież oczy­wi­ste. Każdy chce się za­ła­pać. W końcu dzi­siaj za­czy­na­ją się bo­żo­na­ro­dze­nio­we pro­mo­cje!

Koniec

Komentarze

Bardzo fajny, lekki klimacik. Czyta się bez zgrzytów i z przyjemnością. Przyczepić mogę się do puenty, która nie zachwyca.

Pozdrawiam

Hmm... zakończenie nie do końca mnie przekonało, ale tekst jest całkiem, całkiem...
Napisany ładnym językiem, z pomysłem, nawet zabawny. Na 5 z minusem.
Jeśli to ma być promocja szortalu, to udana. Ograniczając się do niewielkiej ilości znaków, potrafisz przekazać maksimum treści. Żadne zdanie nie jest zmarnowane.

no tak ...:)
supermarket. to zrozumiale. może nawet było piwo o bliskim terminie ważności:):)

Bardzo dobrze napisane. Zabawne, choć, jak dla mnie, bez głębszego przekazu.

Pozdrawiam,
Horn.

No, nie wiem. Czytało się dobrze, ale jak dotarłem do końca to mina mi zrzedła. Puenta nijaka taka. Pozdrawiam

Mastiff

Też uważam, że jest miło i przyjemnie, ale raczej nic z tego nie wynika...
Pozdrawiam

Ja się podpisuję pod dwoma powyższymi komentarzami, ale bardziej ciekawi mnie, na czym polega ta promocja? (o idei czytałam, więc mniej więcej jestem w temacie)

www.herbatkauheleny.pl

Ale samo użycie słowa "szortal", to jednak trochę mało. Tym bardziej, że nawet przy wpisaniu w google najpierw pokazują się linki do firmy prowadzącej serwis filmowy. 

www.herbatkauheleny.pl

Jak podzielam zdanie kolegów i koleżanek wyżej. Tekst jest bardzo fajny, tylko puenta mierniutka.

Zaufaj Allahowi, ale przywiąż swojego wielbłąda.

Przyjemny short, do poczytania, ale puenta rzeczywiście marna.

Pozdrawiam.

A mi się właśnie puenta spodobała. Co jak co, ale zaskakująca była. Tylko hipermarket tak w środku nocy czynny?

Babska logika rządzi!

Jestem ciekawa, co kupują duchy i za co?

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

U Harry’ego Pottera jadły zepsute żarcie o intensywnym zapachu. A za co? Za dychy. ;-)

Babska logika rządzi!

Nowa Fantastyka