- Opowiadanie: PCScorpio - To Tylko Koszmar

To Tylko Koszmar

Dyżurni:

Finkla, bohdan, adamkb

Oceny

To Tylko Koszmar

Adam wracał wcześniej do domu. Dręczyło go dziwne przeczucie.

 

Przeczucie, jak to przeczucie, nie miało żadnych racjonalnych podstaw. No dobrze – prawie żadnych. Od jakiegoś czasu Anna traktowała go nieco bardziej oschle, bardziej jak znajomego niż naprawdę bliska osobę. Specyficzna bliskość z pierwszych lat znajomości i małżeństwa jakby gdzieś się ulotniła, jej codziennie powtarzane „kocham cię słonko” brzmiało jakoś mniej szczerze. Spotykała się z tym… Tomaszem, mężem swojej przyjaciółki, dość często. Ale czy to dawało jakieś podstawy do dręczących go podejrzeń? Nie. Nic poza przeczuciem.

Adam nie pamiętał dokładnie, czy kiedyś dręczyły go podobne przeczucia jakichś złych rzeczy, i czy się sprawdzały. Jakieś niewyraźne wspomnienia, wydarzenia których nie potrafił dokładnie umiejscowić w pamięci… Podobno to kobiety kierowały się emocjami i irracjonalnymi przeczuciami, a mężczyźni mieli być racjonalni i praktyczni. Może był właśnie zbyt mało męski dla swojej żony? Znów paranoja i kompleksy.

Poprzysiągł sobie, że nie posunie się do śledzenia jej, ani niczego w tym rodzaju. Może zresztą bał się niezbitych dowodów? Jeśli to podejrzenie ma pozostać absurdalne, niech lepiej opiera się tylko na absurdalnych przesłankach.

A dziś przeczucie zaatakowało silniej niz kiedykolwiek. Siedząc w biurze, znienacka wprost zobaczył oczami wyobraźni swoją żonę z tym obcym, w ich własnej sypialni. Wiedział już, że starania, aby pozbyć się natrętnej myśli, były bezskuteczne.

Dlatego właśnie dziś wyszedł z pracy kilka godzin wcześniej, wymawiając się chorobą dziecka. Jazda windą z trzynastego piętra dłużyła się nieznośnie. Do samochodu szedł już na nogach jak z ołowiu, a im bardziej zbliżał się do domu, tym mniej chętnie wciskał pedał gazu. Bał się tego, co może tam zobaczyć, ale czuł, że musi…

Kiedy cicho otwierał drzwi, przeczucie zmieniło się już w pewność. W domu był ktoś obcy. Skąd to wiedział? Nie miał pojęcia, ale tak właśnie było… Kiedy na schodach usłyszał odgłosy z sypialni, nie musiał się już zastanawiać. Właściwie wogóle przestał myśleć.

Wyglądało to prawie jak na filmach. Na stole butelka po winie i patera z resztkami owoców, na podłodze bielizna. W łóżku natomiast, w ich szacownym małżeńskim łożu, Anna, siedząca okrakiem na równie gołym jak ona mężczyźnie. Z daleka widział jej duże piersi podskakujące w rytm ruchów. Śmiała się swoim ochrypłym chichotem, a mężczyzna pod nią jęczał i sapał jak lokomotywa. Twarzy nie było widać przez pościel, ale to chyba ten cały Tomasz… zresztą czy to ważne?

W takich momentach chciałoby się, żeby życie było tylko koszmarnym snem. Może to tylko mu się śni? Może tak naprawdę śpi spokojnie, i zaraz obudzi się u boku kochającej żony…

– Adam… – wychrypiała, głosem wciąż drżącym i zdyszanym – Słonko… to nie tak jak… to znaczy… ale, co ty tu wogóle robisz?…

A może snem było właśnie to szesnaście lat wspólnego życia? Wielka miłość jeszcze ze szkoły, najszczęśliwsza para w okolicy? Dziesięć lat małżeństwa? Zdaje się, że to wszystko nie istniało, skoro można było zdradzić ot, tak sobie…

Gdybym tak był gwiazdą rocka, nie musiałbym się martwić o takie rzeczy… Każda laska byłaby moja, gdyby jedna zdradziła, zawsze zastąpiłoby się ją inną… Zabawne, o czym się myśli w takich momentach…

– Jak mogłaś? – powiedział cicho. Sięgnął ręką za siebie, do stolika i po omacku, prawie bezwiednie, wymacał nóż. Skąd kuchenny nóż na stoliku w sypialni? Chyba kroili owoce. Nieważne zresztą…

Anna wstała, zdyszana, odlepiała włosy od mokrej twarzy. Adam patrzył na jej pulchną, powoli tracącą już młodociany wdzięk sylwetkę. Jakaż ona była tak naprawdę brzydka! Czuł, jak do jego wściekłości dołącza zwykły wstręt.

Zastanawiał się, co będzie teraz próbowała powiedzieć. Gdy zaskoczenie minie, jej spryt zaraz wróci i spróbuje wymyślić cos naprędce na swoją obronę, nieważnie jak absurdalnego, i obrażać się gdy nie zechce uwierzyć. Albo to jego zaatakuje i obciąży winą za wszystko. Albo… O, nie, nigdy więcej. Zacisnął dłoń na nożu, nabrał powietrza i zadrżał.

Drugi lokator łóżka za nią wygrzebywał się z pościeli. Jego klatka piersiowa falowała, oczy patrzyły ze strachem, jeszcze chyba nie do końca zdał sobie sprawę z sytuacji.

– Ad… Adam, stary – miał jeszcze większe od Anny kłopoty z wymową. Nic dziwnego zresztą. Jego, niezbyt imponująca męskość dopiero co przerwała intensywne działanie, daleka do zaspokojenia, kiwała sie śmiesznie gdy niezgrabnie starał się wstać i podbiec do niego. Adam nie znał go nawet zbyt dobrze, wiedział że zna Annę od niedawna i jest o pięć lat starszy. Długie życie, niepozbawione miłosnych podbojów.

I wystarczy. Adam zamknął oczy i uderzył w falującą klatkę. Wyszarpnął z pewnym trudem i uderzył jeszcze raz, potem poprawił w brzuch. Coś mokrego i gorącego zalało mu ręce, potem chlusnęło na brzuch i krocze. Całkiem przyjemne wrażenie.

Okropny wrzask Anny zmieszał się z charczącymi i bulgoczącymi odgłosami dobiegającymi od mężczyzny. Chyba wrzeszczała już od jakiegoś czasu, to byłoby logiczne – a może nie wrzeszczała? Adam powoli tracił poczucie rzeczywistości, wszystko wokół niego zmieniało się w coś podobnego do koszmarnego snu, takiego gdzie wszystko dzieje się jakby wolniej, i nie wiadomo co się zdarzyło najpierw, a co później, i co się wogóle zdarzyło, a co nie… W uszach szumiało, piskliwy krzyk i charczenie zlewało się w jeden trudny do określenia hałas.

Jak przez mgłę widział, że podchodzi do żony i łapie ją za gardło, uciszając ten nieznośny wrzask. Ten jej piskliwy, denerwujący głos, właściwie zawsze go nienawidził… Zalana czerwonym płynem reka uniosła się, ściskała nóż, dygotała.

Wściekłość zwyciężyła wreszcie. Uderzył. Podobnie jak tamtego, uderzył najpierw w pierś, z całej siły, prosto w jeden z tych sutków które w chwilach podniecenia otaczały brzydkie ciemne krosty. Tym razem ostrze weszło jak w masło. Pociemniało mu przed oczami do reszty.

Nie widząc już właściwie, gdzie, uderzył jeszcze kilka razy, potem wykonał ruch którym, miał nadzieję, poderżnął jej gardło. Kolejna fala przyjemnego gorąca i wilgoci, tym razem wydawało się że zalała go całego. Potem zrobiło się nagle nieprzyjemnie zimno, miał wrażenie że zdrętwiał. Nic nie widział i nie słyszał, ale wiedział że zrobił to, co należało. Zrobił, co musiał zrobić. Udało się…

– Udało się, doktorze, udało… Chłopaki potwierdzają, operacja udana w 75%… powtarzam, 75%…

Dziwny głos przebijał się przez szum w uszach. Adam zdał sobie sprawę, że ciężko oddycha, a potem nagle zrozumiał, czemu niczego nie widzi. Miał zamknięte oczy.

Otwarł je, ale nie zobaczył już swojej sypialni. Zza mgły, która przed chwilą spowijała wszystko przed oczami, przebiło się nieprzyjemnie jasne światło.

Wciąż był zdrętwiały, prawie nie czuł ciała, ale zdawało się, że już nie stoi, lecz leży… wobec niego roztaczało się zalane białym światłem, wielkie i zimne wnętrze. Jego wzrok pomału wyławiał z chłodnej mgły zarysy jakichś urządzeń, metalowych ramion, lamp, zwisających kabli. Gdzieś mrugały światła jakiejś innej aparatury, słychać było ich elektroniczne dźwięki i miarowe buczenie. I głosy.

– Współrzędne AG77-SZ74-F102, jak przewidziano… TP72-AZ08-F200, odchylenie o trzysta… uwaga, kolejny wzrost noradrenaliny… podtrzymać…

Adam nie mógł tego pojąć. To nie był język, który znał, jakby jakaś koszmarna odmiana angielskiego zmieszanego z japońskim i czymś jeszcze, ale mimo to doskonale rozumiał każde słowo… Co sie stało? Przecież przed chwilą był w sypialni i… Stracił pamięć i znalazł się w szpitalu? Oszalał?

– Uwaga, generał nadchodzi – rzucił jeden z głosów. Adam spróbowął spojrzeć w tamtym kierunku, chciał wogóle poruszyć się, zwalczyć to nieznośne odrętwienie… Nie mogąc się ruszyć, potoczył oczami dookoła. I nagle, zobaczył.

Tam, na suficie nad nim, musiało być lustro. Wskazywały na to odbicia wyciągniętych ramion i kabli, które widział tuż nad sobą. Ale tam dalej, za tymi odbiciami… Za nimi, w lustrze odbijało się coś podobnego do wielkiego pojemnika z półprzejrzystego tworzywa, jakby wanny, a w niej, przymocowana metalowymi klamrami, przesłonięta pajęczyną przewodów i rurek kroplówki tkwiła istota.

Trudno w zasadzie nazwać to istotą. Była to raczej gruda jakiejś zielonkawo-szarej masy, oślizgłej i połyskującej w chłodnym świetle. Z tej grudy wyrastały jakieś trudne do określenia narządy, macki lub czułki, i jakieś wyglądające spod szarozielonego ciała części o innej barwie, niewyraźnie podobne do jelit czy mózgów. I oczy. Oczy patrzyły prosto na Adama. Rósł w nich wstręt i koszmarny, obrzydliwy strach.

Koszmar. Nie mogło to być nic innego jak koszmarny sen. Zarówno morderstwo przed chwilą, jak i ta szalona scena, to po prostu koszmar, powtarzał sobie. Chciał zamknąć oczy, ale chyba nie mógł. To tylko koszmar, tylko koszmar…

– A więc, tu jest ten wasz kochany projekt… – przemawiał kolejny z niepojęcie zrozumiałych głosów, jeden z dwóch zbliżających się od tyłu – Przypomni pan, profesorze, jak to było?

– Służę. W 2127, czwartym roku wojny z Plejadanami, stało się jasne że nie mając po swojej stronie odpowiednika ich parapsychicznych możliwości możemy wkrótce przegrać… Próby wyhodowania naszych własnych ekstrasensoryków, telekinetyków czy prekognitów kończyły się bardzo przykrymi klęskami, dlatego też u boku projektu Prometheus zajmującego się badaniem schwytanych przedstawicieli obcych, wyrósł nasz projekt, Nephilim… Kosztem wielu prób i błędów udało się wyhodować hybrydy ludzi i Plejadan posiadające choć część możliwości ich mózgów. Udaje nam się wykorzystywać ich do przewidywania, gdzie nastąpi atak, w około 30% przypadków trafnie, a czasem nawet psychokinetycznych uderzeń na odległość. Model AB-5, który widzicie, to jeden z najlepszych…

– Dopiero co przeprowadził udaną w 75% prekognicję. To bohater, panie generale.

– To biedny skurwiel. Świnka laboratoryjna. Jak można tak żyć, i jeszcze pracować dla nas? Podziwiam go…

– Nie można, generale. Żadna z hybryd nie potrafi wytrzymać w swoim stanie; po pierwsze, zmieniona budowa mózgu powoduje w ich psychice aberracje które trudno nawet sobie wyobrazić, a po drugie, jak pan się domyślił, ludzki umysł nie może długo funkcjonować w takich warunkach… unieruchomiony w tym groteskowym ciele… dlatego, aby funkcjonowali, konieczne jest zastosowanie symulowanej rzeczywistości.

– To coś jak gry wirtualne, prawda?

– Tak… w stanie uśpienia, przekazujemy do ich mózgów skomplikowane sekwencje bodźców dzięki którym „żyją” w świecie całkowicie wykreowanym przez nas… Dzięki sprytnym programom, funkcje które wykonują na nasze potrzeby też korespondują z ich światem, tak że pracują w swoich snach dla nas, sprawnie, choć nieświadomie… Tompkins, zaprezentuj generałowi podgląd programu…

– Się robi, profesorze.

Adam miał dość. Chciał się poruszyć, ale nie mógł, tak jak czasem się to zdarza w koszmarnym śnie… paraliż senny czy coś podobnego… Chciał jęknąć, ale nie mógł wydać głosu. Potworność w lustrze nad nim patrzyła na niego z grozą w wytrzeszczonych oczach. Nie, jednym oku. Nie, jednak dwóch, trzech… tam z boku chyba było czwarte…

– Ładna scenka, he, he… Skoro on ma na co dzień takie rozrywki, to chyba nie takie złe życie jednak?…

– Tak, ten ekran pokazuje, co widzi właśnie w tym momencie. Dzięki temu zestawowi może pan sprawdzić też bodźce do innych zmysłów. A na tych ekranach mamy podgląd możliwych rozgałęzień scenariusza do wyboru, w czasie rzeczywistym…

– Co pan powie… A to migające światło?

– Gdyby się zapaliło, to by oznaczało… O Boże, przecież on nie śpi !!

Gwałtowne wycie syreny wypełniło salę, chociaż nie stłumiło głosów. Adam wreszcie wydobył z siebie głos – chciał krzyczeć, ale tylko jakiś upiorny ni to gwizd, ni to skowyt dobiegł z jego ust… Ust? Przecież nie czuł, że otwiera usta! Chciał ruszyć ręką, dotknąć ich, przekonać się czy wciąż tam są, ale nie widział ręki… mimo to nadal starał się nią ruszyć, gwałtownie, wydobyć się z tego koszmaru… Huk, syk i sypiące się iskry… Przed oczami przeleciał mu stół szpitalny, jakby wyrzucony przez kogoś w powietrze. Gdzieś pękało szkło. Smród, hałas i strach, potworny strach…

– Co się dzieje? Co się dzieje?

– Czerwony alarm! Chronić generała!

– Anestezja, natychmiast ! Doktorze, jeśli pan tam nie dobiegnie, wszyscy jesteśmy trupy !

Nagły, niezwykły spokój, taki jaki pamiętał z dzieciństwa… gdy nadchodził ten dziwny niepokój, dziadek zawsze powtarza, żeby się pomodlić, i to rzeczywiście działało… Chłód kościoła, ciepła ręka dziadka na ramieniu, i piękna, spokojna twarz malowanej Matki Boskiej… Wspomnienia napływały ciepłą falą. Zdawało mu się, że zapadał w półsen, kolejne głosy dochodziły do niego jakby z oddali, przez ciepłą, grubą pierzynę…

– Tompkins, idioto, nie zauważyłeś alarmu?

– To nie moja wina! Normalny system ostrzegawczy nic nie wykrył…

– To szok emocjonalny go wybudził. Który program mu zadałeś?

– Ależ nic zdrożnego, szefie. Normalny wariant alfa, zdrada małżeńska czy coś tam… Czegóż ten prosiak taki uczuciowy się zrobił? Zawsze był najspokojniejszy.

– Ja myślę, raczej, że przechwycił nasze zdenerwowanie spowodowane wizytą generała. Nie zachowaliście ostrożności! Wiecie, idioci, czym to się mogło skończyć?

– Nie ma strachu, szefie, trankwilizer już idzie. Pośpi sobie biedaczek jakiś czas, a potem… wracać do stanu dyżurnego?

– A skąd! Program rekreacyjny. Musi się uspokoić przecież, bo inaczej Bóg jeden wie co by nam tu urządził…

Głos zmieszał się z szumem urządzeń, coś zapiszczało po raz ostatni, a potem nastąpiła cisza.

 

 

Absalom otworzył zalane zimnym potem oczy. Usiadł gwałtownie, poczuł coś na kształt ciosu w głowę młotem kowalskim, upadł z powrotem na łóżko.

– Anno, skarbie – wymamrotał – Nie uwierzysz, jaki miałem koszmarny sen.

Dziewczyna leżąca obok nie była Anną. Miała wspaniałe, młode ciało, zasłonięte teraz częściowo pościelą i burzą złocistych loków. Co się stało z Anną?

A prawda, uciekła przecież z gitarzystą tych fiutów, Batrakhosa, po wspólnym tournee trzy miesiące temu. Czemu właśnie teraz o niej pomyślał? Dziwne.

Reszta lekko rozchwianej rzeczywistości też powracała. Pomału przypominał sobie, kim jest i czym się zajmuje. Na drzwiach wisiał wielki plakat, przygotowany właśnie na takie ewentualności. Absalom Barker, wokal i gitara rytmiczna, lider zespołu Love Craft – największego objawienia rocka dwudziestego wieku. Ten plakat wisiał w pokoju każdej dziewczyny w wieku lat od 12 do 112.

Potoczył mętnym wzrokiem po pokoju, aby upewnić się co do reszty rzeczywistości. Pokój wyglądał tak, jak wczoraj. Promienie słońca wpadały przez szyby, wydobywając wiszący w powietrzu kusz, odbijały się ślicznie w puszkach i butelkach walających się po dywanie. W kącie leżał piękny stos pudełek po pizzy, resztek owoców i innej żywności. Szklane tafle na stolikach nocnych białe od jakiegoś proszku. Ciężki zapach w powietrzu. Zwykła, swojska atmosfera.

– Absalom? Mówiłeś coś? – spytała niewyraźnie złotowłosa dziewczyna.

– Nic, nic… okropny sen miałem, wiesz

– Biedny Absu. Nie bój się, to był tylko koszmar… Chodź do mamy…

– Echh, kochanie, gdyby nie ty, nie wiem co bym zrobił – wymamrotał i zaczął czołgać się do niej. Przy tej czynności trafił piętą w ukryty za warstwami pościeli i czarnych włosów nos drugiej dziewczyny, ukrytej w nogach łóżka. Dziewczyna wyrzuciła spod nosa stek przekleństw, po czym przewróciła się na drugi bok i z powrotem zasnęła.

– Mam przeczucie – mruknął, zanurzając własny nos w piersi blondynki – Że z wami będzie mi tak dobrze, jak jeszcze z nikim, nigdy w życiu.

– Cieszę się, kochanie… ale musisz wstać. O dwunastej przychodzą chłopaki i Dick, żeby omówić promocję nowego albumu.

– Jaki znów Dick?

– Wasz nowy agent, pamiętasz? Zastąpił tego złodzieja, Phila.

– A prawda. Nowy album… Wiesz co, skarbie? To chyba może poczekać…

Zanurzył się w jej złote włosy i zaczął odpływać… daleko od promocji albumu i innych kłopotów. I daleko, daleko od koszmarów.

 

Koniec

Komentarze

Ręka, otworzył oczy
Bardzo dobre opowiadanie, ma bardzo ciekawy pomysł.
Wyłapałem dwie literówki w jednym miejscu napisałeś "reka". I wydaje mi się, że powinno być "otworzył oczy" a nie "otwarł". No ale poza tym jak już mówiłem dobrze opowiedziana historia, swoją drogą ciekawe uniwersum.

Pierwszą linijkę, tą na samej górze, pomiń, zapomniałem ją wykasować, przed vdodaniem komentarza.

Wciąż był zdrętwiały- chyba odrętwiały albo drętwy?
W ostatniej części czasem brak kropek



bdb opowiadanie, zaskakujące zwroty akcji. Literówki jak literówki, zdarza się, rażą w oczy, ale da się naprawić.

*Purpura - może jakieś uwagi co do wartości tekstu? BTW sama zapomniałaś o kropce w ostatnim pouczającym zdaniu, o ironio. 

*Pawel Tramal
Tak, zapomniałam, ale to tylko komentarz.
Wartość tekstu? Nie napisałam nic, bo to nie jest tekst dla mnie i nie w moim stylu, więc nie będę oceniać czegoś, co być może jest dobre, ale mi po prostu się nie podoba, ponieważ nie było do mnie adresowane.

*purpura - a propos stylu, popracuj nad swoim, bo po pierwszym akapicie Twojego opowiadania naszła mnie ochota na danie na mszę w intencji nietrafionych przysłówków.

@Pawel Tramal: Krytykę danego opowiadania zamieszcza się w komentarzach pod danym tekstem. A złośliwości można sobie darować bo po co zrażać do siebie ludzi?
Pozdrawiam

fuckt, poniosło mnie w sobotni wieczór. Mea culpa. Zwyczajnie, piszę, co myślę, choć pewno często poddaję wątpliwość drugiego procesu. 

Adam zamknął oczy i uderzył w falującą klatkę. Wyszarpnął z pewnym trudem(...)
Co wyszarpnął? Zabrakło noża.
Brakuje przecinków, często pojawiają się powtórzenia. Mam wrażenie, że opowiadanie napisane i opublikowane na jednym wydechu, bez wrzucenia go na warsztat, ale to jest do nadrobienia :)
Pomysł ciekawy, ale zdaje się jakiś niedopracowany. W którymś momencie zabrakło mi intensywniejszego przeplatania się różnych rzeczywistości. Duży plus natomiast za to, że trzymasz nad tym kontrolę i pewnie prowadzisz narrację; sporo autorów, stawiających na teksty w tym stylu, gubi się we własnej produkcji.
Pozdrawiam :)

Dziękuję bardzo za wszystkie komentarze, a złośliwości też się przydadzą :] Literówki mogą się zdarzyć przy polskich znakach, czasem mi się zjadają z przyzwyczajenia.

Jest to taka szybka interpretacja pomysłu starego jak świat (a w każdym razie Matrix). Na opowiadanie z intensywniejszym przeplataniem się pewnie przyjdzie jeszcze pora.

Pod względem warsztatowym przeciętne, w tekście jest dużo błędów.

Pomysł natomiast mi się spodobał. Wydaje mi się jednak, ze nie wycisnąłeś z niego tyle, ile się dało. Można go było trochę bardziej dopracować.

Ogólnie całkiem przyzwoity tekst.

Pozdrawiam.

Opowiadanie niespecjalnie przypadło mi do gustu. Może dlatego, że jak na zapowiedziany horror, niewiele horroru dostrzegłam, a może dlatego, że nie udało mi się zorientować, o co tu chodzi.

Wykonanie pozostawia bardzo wiele do życzenia.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dobrze mi się czytało :)

Znam tylko pięć liter ;)

Nowa Fantastyka