- Opowiadanie: bruce - Zimno, zimniej, mróz, czyli podwójne ostrzeżenie

Zimno, zimniej, mróz, czyli podwójne ostrzeżenie

Codzienne odśnieżanie zaprocentowało w końcu dziwnym pomysłem i jeszcze dziwniejszą jego realizacją, którą chcę się z Państwem podzielić. Zapraszam i pozdrawiam. 

Dyżurni:

Finkla, bohdan, adamkb

Oceny

Zimno, zimniej, mróz, czyli podwójne ostrzeżenie

Ledwo dowlekłam się do kanapy i zasnęłam po trzech godzinach morderczego odśnieżania, kiedy nagle wybudził mnie SMS:

„Dzień dobry. Planujemy dostarczyć twoje zamówienie w ciągu 20 minut. Bądź obecny w domu we wskazanym przedziale czasowym”.

Z trudem go odczytałam, klikając zmarzniętymi palcami w okienko telefonu.

– Co jest? – Spojrzałam zdezorientowana na zegarek. – Dostawa miała być dopiero za sześć godzin. Muszę jeszcze ugotować obiad przed przyjazdem dzieci i Jurka.

Podeszłam na trzęsących się z zimna nogach do komputera. Wszystko się zgadzało – zakupione przez internet prezenty miały dotrzeć między dwudziestą a dwudziestą pierwszą. A była dopiero czternasta.

Uznałam to za pomyłkę i położyłam się, lecz zasnąć już nie potrafiłam. Wreszcie zniechęcona wstałam i spojrzałam na termometr za oknem. Minus dwadzieścia. I do tego zamieć śnieżna. Po moim odśnieżaniu nie pozostał nawet ślad.

Zniechęcona ubrałam się i z łopatą zaczęłam odgarniać spod bramy wjazdowej świeży śnieg, odrzucając go na pobliską, pokaźną zaspę.

– Dość! – padło nagle z głębi ogromnej, białej góry.

Nie zwróciłam uwagi, przyspieszając jeszcze, bo białego puchu szybko przybywało.

– Więcej nie! – Usłyszałam znowu.

Przystanęłam i rozejrzałam się. Nikogo nie zauważyłam. Samochody powoli sunęły po zasypanej drodze obok posesji, próbując bezpiecznie dojechać do celu. Wiatr jednostajnie wył, więc tylko jego odgłos mógł przynieść jakieś dziwne dźwięki.

 

Wetknęłam łopatę w śnieg, zamierzając znów rzucić go na powiększającą się zaspę.

I wtedy to się stało. Ni z tego, ni z owego, najzwyczajniej w świecie… wessało mnie w głąb śnieżnej góry, którą tworzyłam mozolnie od bladego świtu, by oczyścić zasypany wjazd.

Niezliczone igiełki lodu chłostały mnie po twarzy, ale niczego nie widziałam poza nieskończoną bielą, wchłaniającą mnie coraz głębiej.

– Przecież wyraźnie mówiłam: „Nie!”. Pozostałego śniegu odgarniać nie trzeba! – Głos, teraz dużo silniejszy, zahuczał gdzieś obok.

Próbowałam zebrać myśli, jednocześnie popadając w panikę. Szybkość jazdy w zaspie śnieżnej zwiększała się, więc powoli traciłam oddech. Nagle w kieszeni zadźwięczał telefon. Czułam, że nie mogę go odebrać, ponieważ obie dłonie mam spętane czymś twardym, za pomocą czego potężna siła ciągnie mnie nadal naprzód, niczym skrępowanego powrozami zwierzaka na rzeź. Nie bardzo spodobało mi się to porównanie.

Dzwonek po kilku minutach ucichł.

To przecież całkiem bez sensu! – Przyszło mi do głowy. Zaspa może mieć co najwyżej dwa metry wysokości i powinna już dawno się skończyć gdzieś na środku podwórka. Czemu nadal w niej jestem? I, najważniejsze, co tak mnie ciągnie? Zabawa dzieciaków z naprzeciwka? Komuś z sąsiadów zaczęło się nudzić? Koszmar senny zbyt realny, jak na mnie?

Gdzieś bardzo daleko usłyszałam dzwonek do bramy.

– Halo! Pani Kowalska! Kurier do pani! – krzyczał męski głos.

– Co się stało? Kogo pan szuka? O, jaka ładna paczka! – Dobiegło do mnie damskie skrzeczenie, najpewniej wiecznie obecnej sąsiadki Kowalikowej.

Rozmowy przycichły, nie zrozumiałam już nic więcej, bo oddalałam się błyskawicznie od podwórka, domu, miasta…

 Zatrzymałam się na moment, zahaczając o twardą przeszkodę. Myślałam intensywnie, czy to mur budynku czy jego fundamenty i czemu kurier przyjechał jednak tak wcześnie. Silny cios w głowę odebrał mi resztki świadomości.

 

Kiedy ocknęłam się, nie wiedziałam, ile czasu minęło. Czułam przerażający chłód oraz ból poobijanej głowy. Byłam cała mokra i otoczona zewsząd przez śnieg. Leżałam w nim, zakopana, niczym w górskiej lawinie. Zęby odruchowo szczękały, całe ciało, okryte przemoczonym ubraniem, przypominało mi nieestetyczną galaretę. Wzdrygnęłam się odruchowo ze wstrętem.

Powachlowałam powiekami. Śnieg obficie wypełnił oczy. Otwarcie ust przyniosło ten sam efekt i jeszcze większe drgawki. Próbowałam ruszyć ręką, lecz nadal obie miałam związane, podobnie jak nogi. Szarpnęłam ciałem raz i drugi, bez skutku.

Przerażenie mieszało się z wściekłością oraz zdumieniem.

To sen? Ktoś mnie porwał? Spadłam w przepaść górską? Czemu niczego nie pamiętam? – myślałam nerwowo. Niczego, prócz odśnieżania.

No właśnie! Odśnieżałam wjazd. – Zaczęłam intensywnie myśleć, jak doszło do tej makabrycznej sytuacji. Ktoś wołał. Jakby zaprzeczał. Coś negował. Ale kto i co?

Zanim zdążyłam logicznie przemyśleć ostatnie wspomnienia, tuż obok zobaczyłam w śniegu wielkie oczy barwy jasnoszarej. Poniżej, usta tego samego koloru, wypowiedziały słowa:

– Prosiłam więcej nie!

Wyglądało to tak, jakby śnieg miał twarz. Szarpnęłam się sparaliżowana strachem. Nigdy nie przypuszczałam, że biel może być tak przerażająca.

Olbrzymie oczy przybrały wzburzony wyraz, zamknięte usta ściągnęły się ze złością, po czym ułożyły w charakterystyczny, niewielki otwór i zaczęły wiać lodowatym śniegiem prosto w moją posiniałą twarz. Zakrztusiłam się i zaczęłam histerycznie płakać. Byłam przekonana, że to jakiś koszmar, dziejący się niestety na jawie. Było mi coraz zimniej. Łzy zastygały na policzkach, boleśnie wczepiając się w skórę.

– Śnieg, który był konieczny, został już zebrany. Każde wbicie boli i piecze! Nie trzeba więcej. Ja zawsze ostrzegam tylko dwukrotnie! – Przemówiły znowu z bólem szare usta, przestając dąć we mnie śnieżycą.

Za to wysunął się z nich wielki, biały język, dotykając moich łez, zamienionych w drobiny lodowe.

Usta lekko wykrzywiły się, czując sól, lecz szybko przybrały rozkoszny wyraz.

Dygotałam, nie mogąc skupić myśli ani podjąć próby ratunku. Czułam, że to koniec. Nie rozumiałam tylko, czemu mam tak umrzeć.

Jakiś świr mnie dorwał i się zabawia? – Znowu myśl przebiegła przez umysł, przynosząc dodatkowe dreszcze. Na pewno to nie sen. Niemożliwe, abym śniła, bo wyraźnie czuję przejmujące zimno.

– To ja decyduję, ile śniegu ma pozostać.Szare usta znowu przemówiły.Daję go i zabieram, kiedy uznam. Tylko ja mam takie prawo, nikt inny.

Boleśnie wykręcone i związane z tyłu ręce zaczęły drętwieć. Oddychałam nierówno, z trudem łapiąc powietrze.

– Jeszcze! – Biała twarz zażądała jakiejś ofiary. Widząc, że jej nie rozumiem, ponownie zadęła masami śnieżnymi, co wywołało u mnie nowy potok zamarzających łez.

Tym razem wielki biały język zgarniał je z wyraźną przyjemnością. Usta uśmiechnęły się.

– Dobre! Jak prezenty od Siostry-Morza. – Oblizała z satysfakcją kolejne sople z łez.

Spojrzała na mnie przyjaźniej i oczy zaczęły zbliżać się, przenikać mnie, jakby zamierzały wchłonąć całą do ogromniejących źrenic. W końcu stały się tak wielkie, że otoczyły mnie, jak wcześniej biały, zimny puch.

– Zrozumiała ostrzeżenie? – szepnęły gdzieś z boku niewidoczne teraz usta.

Milczałam bez ruchu.

– Czy zrozumiała?! – Groźnie zwęziły się oczy. – Tylko ja jestem Śniegiem i o śniegu decyduję! Nikt inny!

Uczyniłam nikły ruch głową, mający świadczyć o potwierdzeniu. Czułam, jak twarz pokrywa mi jednolita warstwa śniegu.

– Ja tylko dwa razy ostrzegam! – przypomniał surowo głos. – Tym razem okażę jeszcze łaskę.

Usta znowu otwarły się w charakterystyczny sposób. Spodziewając się teraz śmiertelnej zamieci, sypanej z nich na zamarzającą twarz, zaczęłam cicho jęczeć, zamykając oczy i kuląc się w sobie, na ile tylko pozwoliły mi skostniałe członki.

Ze zdumieniem stwierdziłam, że podmuch był nieco cieplejszy. Spojrzałam przed siebie, lecz prócz wszechobecnej bieli niczego nie dostrzegłam.

Nagle zadźwięczał mój telefon.

Obróciłam głowę w tamtym kierunku, bo sygnał wydał mi się nienaturalnie ściszony.

Za warstwą bieli zobaczyłam niewyraźne sylwetki. Z wolna rozpoznawałam głosy.

– Taka młoda była!

– Pani Kowalikowa, niechże pani przestanie mówić o niej w czasie przeszłym! I niech się pani odsunie. Musimy przynieść nosze.

– A to ona jeszcze żyje? – Głos sąsiadki zdominowała nuta zawodu.

– Tak, ale stan jest ciężki, trzeba szybko do szpitala.

– Dobrze, że siedziałam akurat przy oknie i widziałam wyraźnie, jak wpadła nagle do zaspy. Tak, tak, tej wielkiej! Jak długa wpadła, panie władzo. Pewnie pijana albo na prochach. Bo to teraz wszyscy młodzi po jednych pieniądzach…

– Co też pani opowiada?! O takiej porządnej kobiecie…

– Pani Alu, słyszy nas pani? – Męski głos zadźwięczał tuż obok ucha.

Poczułam ogarniające mnie ciepło, a wymuszony grymas miał zastąpić uśmiech szczęścia.

– Jest dobrze, dochodzi do siebie, będzie żyć! – powiedział pielęgniarz, usadawiając się obok w karetce.

– Tylko dwa razy ostrzegam. – Usłyszałam szept Śniegu, nim zamknięto drzwi pojazdu. – Więcej nie powtórzę…

 

 

 

Koniec

Komentarze

Naprawdę przyjemna scenka! Z jednej strony czytałem szeroko uśmiechnięty, a z drugiej nie mogłem się nie zastanowić, czy autor oprócz niewątpliwej traumy odśnieżania nie ma jakichś doświadczeń z lawiną – opis niemożności ruchu, wrażenia skrępowania, pyłu wpadającego do ust i oczu zdawał się bardzo realistyczny, brakowało może uczucia zamurowania i ucisku (śnieg lawinowy szybko tężeje). Na drugim planie wybija się znakomicie pani Kowalikowa.

Wszyscy pamiętamy z dzieciństwa Królową Śniegu i jej liczne nieudolne naśladownictwa, utworki-potworki o personifikacji Zimy porywającej i więżącej bohaterów rodem wprost z pruskiego modelu edukacji, kompletnie chybione we współczesnym kontekście, gdy już od dawna dzieci powinny kojarzyć tę porę roku z aktywnością i dobrą zabawą, a nie głodem i zimnem. Tu zaś mamy realizację tematu, która może sprawić przyjemność również dojrzałemu czytelnikowi, postać Zimy jest pogłębiona i ma zrozumiałe motywacje, chociaż interpretacja protestu przeciw odśnieżaniu jako metafory problemu zmian klimatycznych mogłaby być lekkim nadużyciem.

Szybki przegląd językowy:

miały dotrzeć między dwudziestą a dwudziesta pierwszą.

Brakuje ogonka przy drugim ą.

z łopatą poczęłam odgarniać (…) Posłyszałam znowu.

Przypadkowe staroświeckie stylizacje w tekście ogółem napisanym współczesną polszczyzną.

Samochody powoli sunęły w dwóch kierunkach po zasypanej drodze obok posesji

W obu kierunkach, na drodze to raczej nie ma większej dowolności.

Twarz obrywała chłostaniem niezliczonych igiełek lodu

Trochę niezgrabne, może Niezliczone igiełki lodu chłostały mnie po twarzy?

– Przecież wyraźnie mówiłam: „Nie!” .

Zbędna spacja po cudzysłowie.

ponieważ obie dłonie mam spętane czymś twardym i za jego pomocą

Bardziej naturalnie: czymś twardym, za pomocą czego

Silny cios w głowę odebrał mi resztki świadomości. A już zaczynałam się zastanawiać, czy to mur budynku czy jego fundamenty i czemu kurier przyjechał jednak tak wcześnie.

Niezrozumiałe, jeżeli uderzenie w coś odebrało jej resztki świadomości, to już nie mogła się zastanowić, czy to coś było murem lub fundamentami budynku.

Zanim zdążyłam logicznie przemyśleć ostatnie wspomnienia tuż obok zobaczyłam w śniegu wielkie oczy barwy jasnoszarej.

Przecinek przed “tuż” ze względu na rozbieżne orzeczenia.

Zakaszlałam się i zaczęłam histerycznie płakać.

Prawdopodobnie miało być: Zakrztusiłam się.

Usta wykrzywiły się z odrazą, czując sól.

Niejasne, w dalszej części sól im odpowiadała.

Widząc, że jej nie rozumiem, poczęła ponownie dąć masami śnieżnymi, co wywołało mój nowy potok zamarzających łez.

Poczęła – znów stylistyka, tu jeszcze dziwna aliteracja. Wywołało raczej “u mnie”.

Uczyniłam nikły gest głową, który miał świadczyć o potaknięciu.

Świadczyć o potwierdzeniu albo przypominać potaknięcie.

Pewnie pijana, albo na prochach.

Przecinek nieuzasadniony.

Bo to teraz wszyscy młodzi po jednym pieniądzach…

Jednych.

I wreszcie – jeszcze z tym cudzysłowem w tytule coś nie wyszło.

 

Podsumowując, opowiadanie wymaga pewnego dopracowania, ale jest na tyle pomysłowe i przyjemne w lekturze, że chętnie daję głos do Biblioteki.

Ależ miła niespodzianka! Ujawniam się, Ślimaku Zagłady, serdecznie Cię witam, dziękuję i zaraz biorę się za poprawki. :)

Na szczęście nie miałam nigdy do czynienia z lawiną, choć dalsi znajomi ponieśli w niej przed laty śmierć, wychodząc na wieczorny spacer po górach w skrajnie trudnych warunkach.

Ja mam jedynie traumę odśnieżania, a już po wczorajszym, wielogodzinnym maratonie, musiałam gdzieś dać upust emocjom. laughZwłaszcza, że kurier, najpierw powiadamiając o kilkugodzinnym opóźnieniu dostawy, potem nagle wysłał SMS, że się jednak wyrobi i przyjedzie dwie godziny przed wyznaczonym czasem. wink

Trafnie celujesz w kolejną baśń wybitnego twórcy, którą także bardzo lubię. :) Początkowo nawet miałam zamiar tam przenieść bohaterkę – do imponującego, lodowego pałacu Królowej Zimy, lecz po kolejnym odśnieżaniu zmieniłam zdanie. :)

 

Pozdrawiam serdecznie i bardzo Ci dziękuję. :)heart

 

Pecunia non olet

Ślimak pewnie wyłapał wszystkie “chochliki”. Ja nawet nie próbowałem, bo zauroczony czytałem bez zatrzymywania się na detalach. Bardzo misię zachwycone. Wczoraj odkopywało auto i nie słyszało żadnego ostrzeżenia. Następnym razem będzie pilnie nasłuchiwać. Właściwie może już odkopywać auto na nowo.

W Krakowie w tym roku chodniki na osiedlu, gdzie mieszka, nie są odśnieżane. Widocznie dostali dwa ostrzeżenia. laugh

Cześć, Anonimie! 

 

To ja, Twój piątkowy dyżurny! 

O, Bruce! A jeszcze wczoraj czytałem tu jakiegoś Anonima, chyba sobie poszedł ;) 

 

Aż mi się przypomina pasta o domku w Karkonoszach – to białe cholerstwo potrafi doprowadzić do szału!

Mega fajny pomysł na wessanie do zaspy – sam nie skojarzyłem tego z lawiną, ale Ślimakowe stwierdzenie, że mogłoby tak być, jest jak najbardziej słuszne. 

Wykonane bardzo sprawnie. Wczoraj czytałem na kompie, ale byłem już taką dętką, że nie napisałem komentarza, a dziś już tylko na komórce, ale chyba niczego bym nie wyłapał. 

 

Pozdrówka! 

 

EDIT: przez chwilę chciałem namawiać Anonima do udziału w Konkursie Świątecznym, ale samych Świąt tu raczej nie ma – nie mniej jednak zachęcam do napisania tekstu na konkurs ;) 

Nie zabijamy piesków w opowiadaniach. Nigdy.

Hej, Koalo75. :)

W Krakowie w tym roku chodniki na osiedlu, gdzie mieszka, nie są odśnieżane. Widocznie dostali dwa ostrzeżenia. 

Przypuszczam, że tak właśnie było. ;))

 

Cześć, Krokusie. :)

Czasami ogłaszam moje bazgraniny anonimowo, aby nie sugerować niczego Czytelnikom, lecz zazwyczaj mi się to i tak nie udaje. :))

W sumie zamierzałam pobyć Anonimem do końca roku, nie spodziewając się żadnych komentarzy. Od kilku dni miałam wielką ochotę zamieścić jakąś “skargę”, aby przy pomocy Portalu “magicznie zadziałać” i zatrzymać opady. Na razie na niewiele się to zdało, sypie nieprzerwanie. :))

A na konkurs (miecz oraz motta) szlifuję mozolnie inne rzeczy, też na faktach. :)

 

Dziękuję Wam za odwiedziny i pozdrawiam serdecznie. heart

 

Pecunia non olet

Cóż opisałaś jak jest. Potwór już prawie pożarł mój samochód. Przed dwa dni jeździłam do pracy autobusem, bo boję się podejść

Opowiadanie bardzo na czasie i miło się czyta.

Dziękuję, Ambush, mnie też potwór atakuje ze zdwojoną siłą. Mimo niewątpliwego uroku osobistego, jest bardzo przebiegły. :)

A ponoć na Święta ma nastąpić odwilż… laugh

Pecunia non olet

Proszę, Bruce! A przeszło mi nawet przez głowę przy pisaniu komentarza jeszcze pod anonimowym opowiadaniem, że jest jakieś podobieństwo w obrazowaniu do Cylindrolandii, ale uznałem, iż zapewne mi się tylko wydaje. Swoją drogą – tam będę musiał jeszcze zajrzeć, są nowe ciekawe uwagi do przeanalizowania.

Z wyłowionych przeze mnie błędów zostało jeszcze

po jednym pieniądzach.

Pomyślałem, że dopiszę też parę słów wyjaśnienia w nieoczywistej sprawie interpunkcyjnej:

Myślałam intensywnie, czy to mur budynku czy jego fundamenty.

Otóż przed drugim czy należy postawić przecinek, jeżeli to powtórzona partykuła i pytanie dotyczy wyboru spośród dwóch podanych opcji. Przecinka nie będzie, jeżeli drugie czy jest w znaczeniu spójnikowym lub, a zatem pytający zastanawia się, czy to mur lub fundamenty, czy też właśnie coś zupełnie innego. Tutaj trudno mi powiedzieć, który z wariantów znaczeniowych miałaś na myśli.

Cieszę się, Ślimaku Zagłady, i raz jeszcze dziękuję. :)

I ja tam zaglądam, oczywiście, dzięki Tobie “Cyllndrolandia” zdecydowanie zyskała na popularności. :) :)

 

Pomyślałem, że dopiszę też parę słów wyjaśnienia w nieoczywistej sprawie interpunkcyjnej:

Myślałam intensywnie, czy to mur budynku czy jego fundamenty.

Otóż przed drugim czy należy postawić przecinek, jeżeli to powtórzona partykuła i pytanie dotyczy wyboru spośród dwóch podanych opcji. Przecinka nie będzie, jeżeli drugie czy jest w znaczeniu spójnikowym lub, a zatem pytający zastanawia się, czy to mur lub fundamenty, czy też właśnie coś zupełnie innego. Tutaj trudno mi powiedzieć, który z wariantów znaczeniowych miałaś na myśli.

 

Podczas nanoszenia poprawek po Twoim komentarzu dopisałam, że chodzi o fundamenty tego budynku, choć pierwotnie myślałam o innych, napotykanych gdziekolwiek. 

 

Pozdrawiam serdecznie. :)

Pecunia non olet

Dobrze się czyta. Realizm telefonicznych światów został pochłonięty na chwilę przez śnieżną osobliwość. Bohaterka wydaje się sprężysta i rzutka, zabawne jak łatwo przez swój praktycyzm zostaje schwytana. Czasem miałem kłopot z określeniem fizycznej lokalizacji, ale zwróćmy uwagę, że jest 22:44 w sobotę. I tak nieźle się orientowałem. Podoba mi się jakoś tak kreacja bohaterki, która odgarnia śnieg, a nagle leży jak długa. Zabawne, ale też skostniałe. Momentami mi się kojarzyła z taką większą Małą Mi, ale nie chcę się upierać przy tym skojarzeniu, bo swego czasu ta kreacja była nadużywana w mediach społecznościowych.

 

Z odśnieżaniem mam wiele wspomnień i wiem, że jest to zjawisko “przygodogenne”.

Pisałem... odkąd-jeszcze-zanim-byłem-w-planach-pamiętam.

Hej, Vacterze, dziękuję i pozdrawiam. :)

Ło jejku, się nie spodziewałam się, dzięki za klik! :))

Pecunia non olet

No proszę, a ja też sporo odśnieżałem, a inspiracji z tego nijakiej nie było wink. Gratuluję pomysłu i wyobraźni!

 

Taki drobiazg: “Pomachałam powiekami”, ja to nie Regulatorzy, czy inne zesłane z kosmosu AI, więc nie przytoczę przykładów związków frazeologicznych wiążących (lub nie) powieki i machanie, ale dla mnie ciut źle to brzmi.

Dzięki, Nan

To ja zmienię na powachlowałam. 

Pozdrawiam. :)

Pecunia non olet

Czyli jeśli przy odśnieżaniu człowiek słyszy głos “już dosyć”, to powinien natychmiast przestać? Podoba mi się ten morał, zwłaszcza jeżeli można go rozszerzyć na wszelką ciężką robotę, bo sama mieszkam w bloku, więc machanie łopatą mnie szczęśliwie omija.

Trochę z tego powodu tekst wydaje mi się mało pedagogiczny. Ale co tam, nadal czytało się przyjemnie. Wpasowuje się w leniwą atmosferę tych prawdziwych świąt, kiedy przygotowania zostały już ukończone i można spożywać ich owoce.

Babska logika rządzi!

Witaj, Finklo. :)

Jak to ja, bardzo często zachowuję się niepedagogicznie. :)

I chociaż staram się zawsze wyczyścić chodnik przed posesją na glanc, aby śnieg nie zalegał i nie przeszkadzał przechodniom (my akurat z niego nie korzystamy, bo idziemy zawsze w inną stronę), czasem ilość opadów mnie przerasta. :) Bardzo chciałabym wówczas usłyszeć usprawiedliwienie dla takiego nieodśnieżania. :))

Dziękuję serdecznie za klik oraz odwiedziny. :)

Wesołych i Zdrowych dla Ciebie i Bliskich. ;)

Pozdrawiam serdecznie. :)

Pecunia non olet

Bardzo sympatyczna scenka :) Czuć, że faktycznie inspiracja musiała wejść bardzo mocno :D

Podoba mi się też realizm oraz postać sąsiadki:

– Dobrze, że siedziałam akurat przy oknie i widziałam wyraźnie, jak wpadła nagle do zaspy. Tak, tak, tej wielkiej! Jak długa wpadła, panie władzo. Pewnie pijana albo na prochach. Bo to teraz wszyscy młodzi po jednych pieniądzach…

Jakiś czas mieszkałem w wieżowcu i wydaje mi się, że to akurat nie tyle inwencja twórcza, co podsłuchane słowa którejś z sąsiadek tego typu, które trochę niczym chowańce u magów wybierają sobie własny budynek z wielkiej płyty, żeby utrudniać uprzykrzać umilać życie jego mieszkańcom.

Troszkę szkoda, że Śnieg nie jest nieco mocniej zarysowany :)

 

Życzę miłego dnia!

 

Edit: ach, zapomniałem dopisać, że dobijam do biblioteki ;)

Żeś mnie zaskoczył, Morteciusie, tak miłym wpisem, dziękuję. :)

Błogosławię obecny czas, kiedy odwilż, i z obawą patrzę w przyszłość. :)) 

Byle do wiosny! :)

Pozdrawiam. :)

Pecunia non olet

Żeś mnie zaskoczył, Morteciusie, tak miłym wpisem, dziękuję. :)

Ojej, to w sumie nie wiem, czy niedobrze (bo nie ma się co spodziewać po mnie miłych wpisów) czy dobrze (bo zawsze to fajnie, jak coś miłego jest niespodziewanie) :D Tym niemniej cieszę się. I byle do wiosny ;)

Cieszy mnie, że się spodobało, bo skromne bardzo. :)

Pozdrawiam, dziękuję. :)

Pecunia non olet

Trzy razy się następnym razem zastanowię, nim pójdę odśnieżać podjazd. Albo pięć ;))

A poważnie, kawał fajnego opowiadanka. Przeleciałam go jednym susem :)

Pozdrawiam :)

Baska.Szczepanowska, ja także będę już ostrożniejsza laugh; dziękuję bardzo, pozdrawiam. :) 

Pecunia non olet

Bruce, opisałaś szczególny przypadek pani Ali i muszę wyznać, że zupełnie nie wiem, co tam się wydarzyło. Przyjmuję do wiadomości, że trudy odśnieżania mocno dają się we znaki, ale nie przypuszczałam, że mogą tak poplątać zmysły i zesłać śnieżne omamy. ;)

 

Zimno, zimniej, mróz!, czyli podwójne ostrzeżenie → Po wykrzykniku nie stawia się przecinka!

 

Po moich od­śnie­ża­niach nie po­zo­stał nawet ślad.Po moim od­śnie­ża­niu nie po­zo­stał nawet ślad.

Odśnieżanie nie ma liczby mnogiej.  

 

Szyb­kość mojej jazdy w za­spie śnież­nej zwięk­sza­ła się, a ja po­wo­li tra­ci­łam od­dech. → Czy zaimki są konieczne? Wiadomo, ze w zaspie porusza się narratorka.

Proponuję: Szyb­kość jazdy w za­spie śnież­nej zwięk­sza­ła się, więc po­wo­li tra­ci­łam od­dech.

 

– To prze­cież cał­kiem bez sensu! – Przy­szło mi do głowy. – Zaspa może mieć co naj­wy­żej dwa metry wy­so­ko­ści i po­win­na już dawno się skoń­czyć gdzieś na środ­ku po­dwór­ka. Czemu nadal w niej je­stem? I, naj­waż­niej­sze, co tak mnie cią­gnie? Za­ba­wa dzie­cia­ków z na­prze­ciw­ka? Komuś z są­sia­dów za­czę­ło się nu­dzić? Kosz­mar senny zbyt re­al­ny, jak na mnie? → Moim zdaniem to nie wypowiedź dialogowa, a zapis myśli.

 

To sen? Ktoś mnie po­rwał? Spa­dłam w prze­paść gór­ską? Czemu ni­cze­go nie pa­mię­tam? – my­śla­łam ner­wo­wo. – Ni­cze­go, prócz od­śnie­ża­nia. → Druga półpauza jest zbędna.

Tu znajdziesz wskazówki, jak można zapisywać myśli bohaterów.

 

Ktoś wołał. Jakby za­prze­czał. Coś nego­wał. Ale – kto i co? → Zbędne półpauzy.

 

Po­ni­żej tego sa­me­go ko­lo­ru usta uło­ży­ły się w słowa: → Co to znaczy, że usta były poniżej tego samego koloru? Z ust mogą wydostać się słowa, ale nie wydaje mi się, aby usta układały się w słowa.

Proponuję: Po­ni­żej, usta tego sa­me­go ko­lo­ru, wymówiły/ wypowiedziały słowa:

 

Było mi coraz zim­niej. Łzy za­sty­ga­ły na moich po­licz­kach… → Drugi zaimek jest zbędny.

 

 – Na pewno to nie sen. → Zbędna półpauza.

 

jakby za­mie­rza­ły wchło­nąć całą do swo­ich po­tęż­nie­ją­cych źre­nic. → A może: …jakby za­mie­rza­ły wchło­nąć całą do ogromniejących źre­nic.

 

– Czy zro­zu­mia­ła?! – Groź­nie zmarsz­czy­ły się oczy. → Nie wydaje mi się, aby oczy mogły się marszczyć.

Proponuję: – Czy zro­zu­mia­ła?! – Oczy zmrużyły się groź­nie.

 

Uczy­ni­łam nikły gest głową, który miał świad­czyć o po­twier­dze­niu. → Gesty wykonuje się rękami, nie głową.

Proponuję: Uczy­ni­łam nikły ruch głową, mający świad­czyć o po­twier­dze­niu.

 

Wy­gię­łam głowę w tam­tym kie­run­ku… → Obawiam się, że głowy nie można wygiąć.

Proponuję: Obróciłam głowę w tam­tym kie­run­ku…

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Witam serdecznie, Regulatorzy, dziękuję, zaraz wszystko poprawiam. :)

Istotnie, odśnieżanie powoduje czasem, że moje zmysły są mocno nadwątlone. :))

Pozdrawiam serdecznie. :)

Pecunia non olet

W tej sytuacji, Bruce, życzę Ci zim ze śniegiem w ilościach dekoracyjnych – ot, nie go spadnie tylko tyle, żeby wokół było biało i już. :)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dziękuję. Wiem, że magia zimy wówczas nie ta, ale muszę myśleć praktycznie:))

Pecunia non olet

I to jest słuszne podejście do sprawy, jeśli się nie chce zwiedzać zimowych zasp. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

laugh Takie nieco wygodnickie z mojej strony, ale czasem już naprawdę wielogodzinne odśnieżanie kilkoma łopatami (łamiącymi się złośliwie laugh) daje się we znaki. :))

Pecunia non olet

Wierzę i współczuję.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Zazwyczaj staram się wykazywać maksimum dobrej woli oraz cierpliwości, lecz – kiedy rankiem nie mogę z Synem dotrzeć na przystanek ani wejść na pasy – potem, po odprowadzeniu Go, porywam łopatę i wkurzona odśnieżam całe chodniki sąsiadów oraz wszystkie okoliczne wejścia na “zebry”. (ku radości sąsiadów i przechodniów) . :)

Pecunia non olet

Należy Ci się za to szczególna odznaka – Srebrna Gwiazda Śnieżynkowa. ;)

Domyślam się, że sąsiedzi czują się na tyle zobowiązani, że wiosną rewanżują się skopaniem Twojego ogródka. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

laugh Hahaha. :D Ładnie brzmi ta nazwa. :)

Niestety, nie czują się. :))

Pecunia non olet

Obawiam się, że nie masz miłych sąsiadów. :(

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Najgorzej z samotnym ogrodem, bez zabudowań – przechodzi z rąk do rąk, nikt tam nie mieszka, a chodnik olbrzymi. 

Pecunia non olet

Nie bardzo rozumiem, na czym polega samotność ogrodu i to, że przechodzi z rąk do rąk; nie dostrzegam też związku ogrodu z olbrzymim chodnikiem – bo chyba nie chcesz powiedzieć, że zimą odśnieżasz rzeczony chodnik, a latem uprawiasz samotny ogród.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Oj, nie, oczywiście, w przenośni napisałam, przepraszam za zbyt ogólnikową metaforę. Już spieszę z wyjaśnieniami. :)

Jedną z działek sąsiednich jest działka, będąca tylko ogrodem. Brak tam jakichkolwiek zabudowań. Właściciele ciągle się zmieniają, praktycznie ich tu nie ma, bo mieszkają gdzie indziej. Zaglądają tu rzadko. Tym sposobem zatem nie odśnieżają chodnika przy tej nieruchomości, a jest on naprawdę długi i szeroki, wskutek czego bez mojego codziennego odgarnięcia śniegu nie można go wcale użytkować. Ot, jak pisałyśmy wcześniej – życie… :)

Pecunia non olet

Rozumiem, odśnieżasz społecznie. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Hahaha, faktycznie. :))

Pecunia non olet

Nowa Fantastyka