- Opowiadanie: Ambush - Last Christmas

Last Christmas

Chyba powoli idę w stronę Dołęgi-Mostowicza;)

Przedstawiam historię, która mogła mieć miejsca w ostatnie Boże Narodzenie, lub w jakieś inne.

Dzięki za mojego licznego i zwartego oddziału betującego!

 

Moje prezenty to:

20. Komu świecisz? Mi czy sobie? + 27. Last Christmas

Dyżurni:

Finkla, joseheim, beryl

Oceny

Last Christmas

– A w zeszłe Święta zrobiliśmy jubilera! – Blondyn z pełną twarzą i dużymi, miodowymi oczami mówił szybko, rwąc słowa, ale w jego głosie czuć było dumę. – Od zaplecza! Debile nie mieli alarmu! Marcel to wymyślił!

– Zawrzyj ryj Tomek! – Na wpół zajęczał, na wpół zacharczał tamten.

– No, ale powiedz mu! Niech wie, że mamy gang!

– Miałeś zabić psa! – powiedział Marcel przez zaciśnięte zęby.

Tomek spuścił głowę.

– Moja wina, wiem… ale on był taki miły.

Leżący przy drzwiach willi jasny labrador zapiszczał i zamerdał ogonem, jakby potwierdzał prawdziwość tych słów.

– Miły?! Widziałeś moją dupę?!

– Zaskoczyłeś go! Poza tym może…

– Miałeś zabić psa! – uciął Marcel.

Tomkowi opadły ramiona i latarka.

To zaś wzburzyło trzeciego mężczyznę, tyczkowatego bruneta o ospowatej twarzy.

– Nie chcę marudzić – burknął – ale świecisz na panel, czy dajesz jakiś pokaz światło i dźwięk?!

– Sorry! – Tomek poprawił ustawienie latarki.

Marcel, zerkając gniewnie na nowego, mruknął:

– Złej baletnicy… Pieprzysz się z tym alarmem już godzinę!

– Jestem hakerem. Do efektywnej pracy potrzebuję ciszy, komfortu i kawy. A tu jest ciemno, ktoś wyje, a Tomkowi zbiera się na gawędy.

– Też byś wył, jakby ci brytan żarł dupę!

– Dobra – powiedział ugodowo nowy. – Dajcie mi jeszcze kwadrans. Znalazłem problem.

– Poczekamy, ale niech nas tu nie zastanie Sylwester! Mam wtedy inne plany.

– Barbados! Wiesz stary?! – Rozmarzony Tomek zwrócił się do nowego. – Plaża, drinki i zero ekstradycji.

Marcel walnął Tomka od tyłu w głowę. Gdy pies zawarczał, cofnął się o krok.

– Mówcie mi Megazarąbisty i Wspaniały Pogromca Kodów, a Nawet Kwinto! – krzyknął nowy.

– A nie Paweł? – spytał Tomek.

– Lubię cię stary – powiedział Paweł. – Ogromnie cię lubię, choć nie za lotność.

 

 

 

***

Weszli do olbrzymiego holu, oświetlając ściany smugami światła z czołówek.

Mignęły im złocone ramy obrazów i mocno uszkodzony posąg dziewczyny z łukiem.

Parkiet skrzypiał cicho w rytmie ich kroków, gdzieś dalej słychać było równy mechanizm zegara. Pachniało choinką, pastą do podłóg i tytoniem dobrej jakości.

Paweł bez zwłoki podpiął swój tablet do małej skrzynki przy drzwiach i uruchomił aplikację. Urządzenie kilkakrotnie zapiszczało, a na całym parterze domu opuściły się żaluzje, w tym samym momencie rozbłysło światło.

Marcel popatrzył na nowego z niechętnym uznaniem i zdjął czołówkę.

– To opuść też na górze – polecił. Potem rozciągnął usta w szerokim uśmiechu i dodał: – Dobra robota. Super! Fachura z ciebie!

Przez moment chciał podejść do nowego i klepnąć go w plecy, ale rozmyślił się po kilku krokach. Za to spoglądając porozumiewawczo na Pawła, powiedział cierpko:

– Ściągnij czołówkę, Tomek i przestań kręcić głową! Niepotrzebny nam tu pokaz świateł.

Gdy haker dał znak, wspięli się po szerokich, wyłożonych dywanem schodach i ruszyli przez pokoje.

Tomek jak zauroczony podszedł do dużej komody i zaczął oglądać rozmaite bibeloty. Musnął maskę afrykańskiego czarownika i szklaną tubę osłaniającą złoty zegar. Na końcu ujął mosiężnego sokoła naturalnej wielkości. Pogładził grzbiet ptaka i zaglądnął w zielone, emaliowe oczy.

– Przestań wszystko macać! – krzyknął Marcel. – Smyrałeś poręcz, teraz obściskujesz bibeloty! Odciski palców!

Tomek bez słowa wyciągnął zza pazuchy torbę z Ikei i zapakował do niej dotykane skarby.

Paweł obserwował całą sytuację, nie kryjąc zdumienia, a Marcel tylko teatralnie wzruszył ramionami. Jakby mówił: „Nie moja wina, że mam brata idiotę!”.

– Otwórz sejf! – rozkazał.

– Zróbcie mi świeżej kawy – odparł Paweł i rozsiadł się wygodnie w skórzanym fotelu za wielkim biurkiem.

Tomek bez słowa kiwnął głową. Z namaszczeniem odłożył torbę pod ścianę, potem wziął pod pachę sokoła i podreptał do kuchni w poszukiwaniu ekspresu do kawy.

– Poradzi sobie sam?

– No chyba nie myślisz, że ja ci podam kawę?!

– A potrafisz otworzyć sejf? Jak nie, to niech każdy robi, co potrafi!

Marcel zacisnął zęby, ale ruszył w stronę schodów. Zawrócił, gdy usłyszał basowe buczenie ekspresu i poczuł zapach świeżo parzonej kawy.

Czasem nawet on sobie poradzi – pomyślał.

Zamierzał usiąść przy oknie i zlustrować okolicę, ale pogryziony tyłek wciąż go bolał. Poszedł do łazienki założyć sobie opatrunek.

Gdy wrócił, sprawdził, że Paweł pracuje. Nie podobał mu się ten sepleniący, nadęty chudzielec. Był też zły na brata, bo podejrzewał, że wygadał mu nie tylko plan skoku. Tomek zawsze za dużo paplał… Wściekał go fakt, że to nieudany Tomek znalazł człowieka niezbędnego do realizacji skoku. Być może również irytowała go łatwość, z jaką „kretyn” znajdował sobie przyjaciół.

Po kwadransie usłyszał kroki na schodach i głos Tomka:

– W sumie nie lubię upału, ale nasz boss mówi, że zawsze mogę schłodzić się w oceanie, albo w basenie.

Po chwili roześmiany brat wszedł do gabinetu, niosąc w rękach metalową tacę.

– Świeżo parzona kawusia, śmietanka, ciemny cukier. – W jego głosie zabrzmiała nieskrywana duma.

– Jak na Barbadosie. – Paweł podszedł do stołu, ujął filiżankę termiczną i nalał kawy aż po brzeg.

Widząc zmarszczone brwi Marcela, wrócił bez zwłoki za biurko.

 

***

Noc mijała spokojnie, lecz mimo to Marcel był coraz bardziej niespokojny.

Po dwóch godzinach Tomek ponownie zszedł na dół, by zaparzyć kawę. Tym razem nie było go trochę dłużej.

– Nie dotykałeś tam niczego?! – spytał surowo brat.

Tomek zaczerwienił się i spojrzał w bok.

– Chyba mi się zdarzyło, ale potem pozbieram do torby te rzeczy. To będzie mój łup. OK?

– Tylko żebyś czegoś nie zapomniał!

– Ale mówisz o rzeczach? – spytał niepewnie.

– A o czym?! Ekspres i naczynia sam przetrę. Jak zawsze, wszystko na mojej głowie! Co ty byś beze mnie zrobił?!

– Jesteś moim bratem. – Tomek spojrzał na niego z uznaniem.

 

***

 

Gdy zegar w holu wybił trzecią, Marcel podszedł do Pawła i powiedział:

– Niedługo wstanie słońce! Kiedy wreszcie skończysz?!

– Przeszedłem cztery zabezpieczenia z pięciu. Tomek, czy mam szansę na kolejną kawę? – Uśmiechnął się blado, trąc oczy.

– Pewnie, zaraz przygotujemy cały dzbanek – odparł wesoło Tomek.

Wydawało się, że świetnie się bawi. Kilkakrotnie zaglądał do torby i uśmiechał się rozmarzony.

– Sam idź!

– Pójdę! Przy okazji zapytam Heli, może ona zna sposób na to zabezpieczenie.

– Tomek, do cholery! – Nie wytrzymał Marcel. – Do nikogo nie dzwoń, nikogo nie proś! Nikomu więcej nie mów o moich planach!

– No, Helce to już sporo powiedziałem… – mruknął niepewnie tamten.

– Kim ona jest?!

– Dziewczyną…

– Czemu ja obiecałem matce, że się tobą zajmę?! Za dobre serce mam pryszcza na dupie! – Na policzkach Marcela wykwitły ceglaste rumieńce. – Nie krzyw się, tylko idź, zrób kawę dla mądrali! Potem mi opowiesz o dziewczynach.

Przez dłuższą chwilę w gabinecie słychać było jedynie stukot klawiatury i cichy potok bluzgów wypływający z ust Marcela. Po pół godzinie dołączyły do tego subtelne dźwięki piosenki „Last Christmas”, zapach kawy i pieczonej ryby.

– Co ja mam z tym debilem! – warknął Marcel i ruszył na schody.

Po pokonaniu kilku stopni, usłyszał głos Tomka:

– Boję się, że będę bardzo tęsknił za Rebusem. Bardzo się boję. Brat mówi, że jestem, jak baba…

– To nieprawda – powiedział kobiecy głos. – To dobrze, że martwisz się o tych, których kochasz.

– Czyś ty do reszty zgłupiał?! – wrzasnął Marcel i puścił się biegiem.

Wpadł do kuchni i stanął osłupiały.

Na wyłożonym błękitnym marmurem blacie Tomek kroił w kostkę warzywa. W piekarniku coś się piekło. Na kuchence gotował się barszcz czerwony. Obok stała młoda, dość ładna, ubrana w małą czarną dziewczyna i odgrzewała pierogi na patelni.

– Co tu się do cholery wyprawia?! – wrzasnął, czując jak z nerwów, plącze mu się lekko język.

Podbiegł do brata, ale zobaczył, że z kąta obserwuje go pies.

– Witaj! – dziewczyna skinęła mu głową. – W lodówce mieli tyle smakołyków, że bez trudu coś przygotowałam. To żaden kłopot, choć nie dałabym sobie rady z tymi wszystkimi sprzętami, gdyby nie Tomasz! – powiedziała z uznaniem.

Tomek pokraśniał i spojrzał na nią zachwycony.

– Kto to jest?! – zapytał Marcel przez zaciśnięte zęby.

– Helena, przecież ci mówiłem.

– I co ona tu robi?!

– Mówi, że już tu była…

– Posłuchaj mnie uważnie. Zrobiłem dokładne rozpoznanie, bo jestem profesjonalistą! Cała rodzina hrabiego Wrońskiego wyjechała na tydzień, a służba ma wolne do wtorku! Dom jest pusty!

– Nie ma się co tak gorączkować. – Helena uśmiechnęła się, prezentując równe zęby i mrużąc zielone oczy. – Zjemy sobie wieczerzę, a potem każdy otrzyma prezent. Kto wie, może zdołam wam pomóc…

Marcel kilkakrotnie zaciskał dłonie w pięści, obracając się na przemian w stronę Tomka i dziewczyny. Jego twarz miała barwę dojrzałego pomidora, otwierał i zamykał usta, niczym wyciągnięty z wody karp. Wreszcie westchnął głęboko i – wciąż jeszcze czerwony na twarzy – spytał:

– Jak niby chcesz nam pomóc?

– Być może znam hasło – szepnęła, przy „O” składając usta jak do pocałunku.

Dopiero teraz dostrzegł jej kształtną pupę i oczy w kształcie migdałów.

Skąd ten młotek wyciągnął taką pannę?! I czemu ona tak na niego patrzy?!

Przełknął ślinę, przestąpił z nogi na nogę i mruknął, siląc się na wyluzowany ton:

– To może chodź…

Kiedy wrócili do gabinetu zastali zgaszonego Pawła pochylonego nad komputerem. Spojrzał z niedowierzaniem na szczebioczącą w drzwiach parę i zwrócił się do Marcela:

– Czy to jest otwarta impreza?! Może trzeba było zrobić to w Sylwestra, zaprosiłbym znajomych!

– Mój głupawy brat wyszukał fachowca od komputerów, który nie umie sobie poradzić z zabezpieczeniami, a potem poznał laskę z sąsiedztwa…

– Jeśli mnie na moment wpuścisz… – zaczęła Helena z uśmiechem. – Chyba znam hasło.

– Skąd?

– Kiedyś już używałam takiego… zresztą, czy to ważne? Tylko chciałabym napisać w cyrylicy…

Paweł bez słowa wywołał klawiaturę i teatralnym gestem wskazał dziewczynie swoje miejsce.

Helena usiadła, przygryzła koniuszek języka i wpisała, używając tylko palca wskazującego Кавказ1844. W tej samej chwili komputer zagrał dziwaczną melodyjkę i cicho szczęknął sejf.

– Skąd znałaś hasło?

– Znam Michała.

– Starego hrabiego?! Skąd?!

– Z dawnych czasów – odparła niedbale – ale nie musimy tego chyba teraz roztrząsać. Są Święta, chodźmy zjeść wspólną kolację. Potem wybierzecie sobie prezenty.

Nie czekając na ich reakcję, Helena ruszyła na dół. Tomek poszedł za nią. Paweł dopił kawę, westchnął i też zszedł na dół. Jedynie Marcel otworzył sejf i zaczął przeglądać zawartość. Był zadowolony. Złoto, klejnoty, worek diamentów i,  na oko, kilkanaście tysięcy euro.

– Lepszy niż don Corleone – szepnął sam do siebie.

Schował do kieszeni diamenty i postanowił nie przejmować się więcej tym całym wariactwem. Zjedzą wspólnie kolację, podzielą łup i rozejdą się każdy w swoją stronę. Dziewczyny w ogóle nie brał pod uwagę. Niech spada, skąd przylazła! Nie czuł wyrzutów sumienia, że oszukuje wspólników. Nowemu musieli pomóc i był przemądrzały, a Tomek powinien się cieszyć, że dostanie nową gierkę i adidasy.

 

***

W kuchni trwała radosna wieczerza. Wśród zawodzeń George’a Michaela, wszyscy zajadali ze smakiem. Marcel rzucił pieniądze i biżuterię na ławę w salonie, po czym spytał:

– Nie da się puścić niczego innego?

– Przecież to wielki przebój – zaśmiała się Helena, wznosząc kieliszek z winem.

– Taa, jakaś ramota sprzed naszych urodzin…

Helena spojrzała na niego jakoś tak przeciągle, a jej oczy zalśniły. Jednak zaraz klasnęła w dłonie i zawołała:

– Kończcie jeść. Potem rozdamy prezenty!

– Wiesz… – Lekko pijany Paweł wskazał głową salon – my już zdobyliśmy najlepszy prezent.

– Ale gdybyś miał sobie jeszcze czegoś życzyć? – spytała.

– To chciałbym serwerownię, a najlepiej firmę programistyczną. Byłem bardzo grzeczny, prawie przez cały rok! – zarechotał.

Marcel wstał i wzniósł kieliszek, krzycząc:

– Chcę mieszkać w domu jak ten. Chcę być zawsze otoczony przez to, co piękne i drogie. A ludzie niech patrzą na mnie z uznaniem.

– Świetne życzenia! – Helena podeszła i trąciła się z nim kieliszkiem, aż krople wina prysnęły dokoła. Nie zwrócili na to uwagi. – A ty? – zwróciła się do Tomka.

– Chciałbym być fliziarzem – wyznał Tomek – to taka konkretna robota i zaraz widać efekt. Nie śmiej się Marcel! I chciałbym mieć miłą i ładną dziewczynę – dodał, spoglądając z zachwytem na Helenę.

Ona przeszła do ławy w salonie i powiedziała tajemniczo:

– Jeśli wasze życzenia mają się spełnić, musicie pocałować sokoła.

Spojrzeli na nią z niedowierzaniem, ktoś się zaśmiał, ale potem wszyscy trzej podeszli i ucałowali łebek ptaka.

– To teraz podzielimy co tam mamy i rozejdziemy się w siną dal – rozkazał Marcel.

– Brzmi dobrze – odparł Paweł.

– Policz i podziel, żeby było sprawiedliwie.

Paweł rozdzielił pieniądze, kiedy Marcel krzyknął i chwycił się za głowę, jakby chciał ją sobie przytrzymać na szyi.

– Co jest brachu? – spytał Tomek. – Za dużo wypiłeś?

Przerażony Marcel wytrzeszczał oczy i coś mruczał, ale nie byli w stanie go zrozumieć.

Spomiędzy jego palców wysypały się ciemne drobiny, wyglądające jak piasek i uniosły wełnistymi kłębami, znikając w dziobie sokoła. Opuścił ręce, kiedy nie było już niczego, co mógłby osłaniać. Wtedy nieprzerwanym strumieniem pyłu odpłynęły jego ramiona, brzuch i na końcu nogi. Zielone oczy ptaka zalśniły białym baskiem.

– Marcel! – krzyknął Tomek. – Co się z nim stało?!

– Spełniło się jego pragnienie. Zajmie moje miejsce w sokole. Będzie zawsze w tym domu, wśród zbytku i luksusu, a ludzie będą na niego patrzeć z zachwytem. Wasze życzenia również spełnię.

– Nas też rozsypiesz? – spytał blady jak ściana Paweł.

– Nie. W sokole jest miejsce tylko dla jednego wybrańca.

– I będzie tam siedział na zawsze?!

– Nie, ale kilka lat posiedzi. Ktoś może go wypuścić, całując głowę ptaka.

– Ja wypuściłem ciebie? Jak pogłaskałem i pocałowałem ptaka? – spytał Tomek.

Chwycił sokoła, potrząsając nim i zaglądając mu w oczy.

– Zostaw! – rozkazała gniewnie. – Jak zepsujesz rzeźbę, Michał domyśli się i będzie mnie szukał!

– Jesteś szalona! Co ma do tego Michał?!

– Uwiózł mnie z wioski, kiedy miałam czternaście wiosen. A gdy kazano mu się ożenić, uwięził w sokole. W ten sposób z zabawki stałam się amuletem. Byłam z nim, kiedy budował pałac w Ałupce i kiedy podróżował do Włoch.

– Właściciel domu? Wroński?

– Wtedy nazywał się Woroncew i był dworzaninem cara, a nawet wicekrólem Kaukazu.

– To ile on ma lat?!

– Może jest przedwieczny… Na pewno potężny!

– Jak się czułaś zamknięta w sokole?

– Ogłuszona – odpowiedziała po chwili wahania. – Widziałam ludzi i zdarzenia, ale byłam od nich odgrodzona. Tkwiłam w nim, gdy pałac zdobyli bolszewicy i rozbili posąg bachantki, do którego kiedyś pozowałam. Potem jacyś ludzie włożyli skarby księcia do skrzyni wypełnionej sosnowymi trocinami.

– Czy on cię wypuszczał?

– Czasem… ale na krótko. Pozwalał mi zobaczyć, jak zmienia się świat. To go bawiło.

– Mogłabyś uratować Marcela?

– Nie! Teraz ja będę żyć! Chcę być twoją dziewczyną, możesz zabrać psa, ale chcę być wolna!

Opuścili dom przed świtem, odstawiwszy na miejsce sokoła o diamentowych oczach.

 

 

 

 

Koniec

Komentarze

Witam serdecznie, niczego dodatkowego, poza komentarzami z bety nie stwierdzę, tekst świetny, pomysłowy, mamy tajemnicę, sporo fantastyki, zagadkę, mroczne dzieje rodu, zaskakujące zakończenie. :) A ów wypchany ptak z hipnotyzującymi oczami śni mi się już po nocach… :)

Pozdrawiam, klik. :)

Pecunia non olet

Ambush, świetne opowiadanie! Dobrze się bawiłam, humor sytuacyjny, taki , jak lubię, pomysł na fabułę też przedni! Gratuluję! 

Trochę łapanki. 

zapakował do niej tknęte skarby.

literówka

Wydawało się, że świetnie się bawi. Kilkakrotnie zaglądał do torby i uśmiechał się rozmarzony.

– Sam idź!

– Pójdę! Przy okazji zapytam Heli, może ona zna sposób na to zabezpieczenie.

Kto mówi “Sam idź”?

 

To żaden kłopot, choć dałabym sobie rady z tymi wszystkimi sprzętami, gdyby nie Tomasz! – powiedziała z uznaniem.

Czy nie powinno być “choć nie dałabym rady”?

 

Kto wiem, może zdołam wam pomóc…

Pewnie miało być “Kto wie” :)

 

Pozdrawiam świątecznie! :)

Cześć! Na początek uwagi:

 

– Sorry! – Tomek i poprawił ustawienie latarki.

Chyba jakaś pozostałość po poprzedniej wersji zdania.

 

– To opuść też na górze– polecił.

Brakuje spacji po górze.

 

– Przestań wszystko macać! – krzyknął brat. – Smyrałeś poręcz, teraz obściskujesz bibeloty! Odciski palców!

Jeśli nie był to brat zakonny, to przydałoby się zaznaczenie czyj. Bo, z tego co widzę, wcześniej nie było wzmianki, że ktoś tam jest z kimś spokrewniony.

 

Tomek bez słowa wyciągnął zza pazuchy torbę z Ikei i zapakował do niej tknęte skarby.

?

 

– Co ja mam z tym debilem! – warknął Marcel i ruszył na schody.

W ich połowie dobiegł go głos Tomka:

Ich połowie brzmi trochę kulawo. Może by zmienić na Po kilku stopniach?

 

Nowemu trzeba było pomóc i był przemądrzały, a Tomek powinien się cieszyć, że dostanie nową gierkę i adidasy.

Nowy był przemądrzały i potrzebował pomocy?

 

Wśród zawodzeń Georga Michaela, wszyscy zajadali ze smakiem.

George’a.

 

– Ale gdybyś miał sobie jeszcze czegoś życzyć? – spytała.

– O serwerownię, a najlepiej o firmę programistyczną.

Odpowiedź trochę nie pasuje do pytania. To życzyłbym sobie serwerownię, a najlepiej firmę programistyczną?

 

Spomiędzy jego palców wypłynęły ciemne drobiny, wyglądające jak piasek i popłynęły wełnistymi kłębami i zniknęły w dziobie sokoła.

Za dużo i, a poza tym powtórzenie: wypłynęły, popłynęły. Dwie linijki niżej masz jeszcze odpłynęły.

 

Wołacze oddzielamy przecinkami. Zwróciłabym też uwagę na gwiazdki – w niektórych miejscach są oddzielone od tekstu jedną pustą linijką, w innych dwoma, a czasem odstępu nie ma wcale.

 

Sympatyczny tekst, chociaż mam wrażenie niewykorzystanego potencjału. Czysto subiektywnie: nie przepadam za niekompetentnymi bohaterami, bo trudno mi się z nimi zżyć i im kibicować. Zwykle sami sprowadzają na siebie swój los popełniając głupie błędy. Nie jest to błąd jako taki, ponieważ wykreowałaś ich na takich z rozmysłem; po prostu tłumaczę, dlaczego ich nie polubiłam.

Poza tym końcówka wydaje się mocno przyspieszona – zgaduję, że limit zaczął podgryzać w pięty. W efekcie dostajemy infodump. Mam wrażenie, że reakcja Tomka na zniknięcie brata jest słabo zaznaczona, typ przyjmuje newsa bardzo stoicko, chociaż wydawał się z Marcelem mocno zżyty.

Czytało się bardzo szybko i przyjemnie. Podobała mi się przewrotność zakończenia i fakt, że głupota bohaterów wróciła, żeby kopnąć ich w tyłki.

three goblins in a trench coat pretending to be a human

@JolkaK dzięki za wizytę i miłą recenzję.

Co do – Sam idź! to w pewnym momencie Tomek zaczyna mówić w liczbie mnogiej, bo pewne rzeczy robi z dziewczyną, a jego brat uważa, że Tomek chce, aby robili to razem i jest tym oburzony. Bo jak każdy boss ma rozdęte ego;)

 

@gravel Cieszę się, że wpadłaś. Poprawki naniosłam. Te tknięte, które tknęły również Jolę;) były moją próbą ominięcia słów dotykane, macane, smyrane.

Mały rozjazd napotkałem, wpierw:

Urządzenie kilkakrotnie zapiszczało, a na całym parterze domu opuściły się żaluzje, w tym samym momencie rozbłysło światło.

 

A kilka zdań później:

Zamierzał usiąść przy oknie i zlustrować okolicę, ale pogryziony tyłek wciąż go bolał. 

Żaluzje polecono przecież opuścić również na piętrze:

– To opuść też na górze – polecił. Potem rozciągnął usta w szerokim uśmiechu i dodał: – Dobra robota. Super! Fachura z ciebie!

Więc wygląda na to, że wyjrzeć nie dało rady, chyba, że żaluzje możliwe do rozchylenia ręcznie, acz skoro automatycznie zasuwane… Możliwe, że niekoniecznie.

 

Heeej! Sokoły! Te maltańskie również, choć w zasadzie każde. Dziewczyna zaklęta w sokoła, pardon, w sokole jak drzewiej dżiny.

Gang Olsena – niby wszystko poszło według planu, a potem cała jego misterność poszła w rufę.

Tym niemniej: zaciekawiło i doczytałem do końca. 

 

A i ładny prztyczek:

Ogromnie cię lubię, choć nie za lotność.

Masz rację z tymi żaluzjami. Wstyd mi;)

Ale poprawię już po zakończeniu.

Cześć

Gdy wrócił, sprawdził, że Paweł pracuje.

Może lepiej: Gdy wrócił, zobaczył, że Paweł wciąż pracuje.

 

Bardzo przyjemne opowiadanie, bohaterowie plastyczni, napisani z talentem.

Chyba najsłabsze jest zakończenie. Żałuję, że nie było dodatkowych znaków, bo włożyłaś irytujący infodump w wypowiedź bohaterki i cały czar trochę prysł. Tomek (wraz z czytelnikiem) mógłby poznawać losy tajemniczej dziewczyny przy okazji i można byłoby utrzymać jeden rytm w całym tekscie, a tak końcówka jest mocno przyspieszona.

 

gravel

Mam wrażenie, że reakcja Tomka na zniknięcie brata jest słabo zaznaczona, typ przyjmuje newsa bardzo stoicko, chociaż wydawał się z Marcelem mocno zżyty.

Ja tam nie uważam, że Tomek musi po bracie płakać. Ma perspektywę na samodzielne życie i piękną dziewczynę…

 

Pozdrawiam! Poleciłam do biblioteki :)

 

Dziękuję chalbarczyk za poświęcony czas, miłą recenzję i klika.

Rozwinęłabym być może, ale mi limit skrzydła podcinał. Ledwiem się ścisnęła;)

Muszę przyznać, że wyszło ci bardzo sympatyczne opowiadanie. Tomek zgarnął dziewczynę i psa, dla Marcela została rózga… tfu, głowa sokoła. Bardzo jestem ciekawa, jak im się dalej ułoży w życiu :P

Pozdrawiam i klikam :) 

 

Dziękuję Ośmiornico za recenzję i klika. No i oczywiście za Twoje zręczne macki, którymi (niby Tomek) wysmyrałaś opko czyniąc je lepszym;)

No, to rozdarty jestem.

Początkowy fragment nie bardzo mi się podobał, głównie przez (moim zdaniem) zbytnią stylizację dialogu i jego intensywność. Nie bardzo też rozumiałem (podczas pierwszego czytania) fiksację Marcela na sprawie zabicia psa.

Potem było już dobrze i leciałem lekko przez tekst – dialogi "spowolniły" a postaci zaczęły nabierać indywidualności i kształtów. Następnie pojawiła się tajemnicza dziewczyna i sokół co jeszcze bardziej wzmogło mój apetyt.

Jednak na koniec, za pomocą 1500 znaków, próbujesz opowiedzieć historię Wrońskiego/Woroncewa, którą chciałbym lepiej poznać, bo wydaje mi się ona dużo bardziej ciekawa od dość, w sumie, sztampowej opowieści o włamie. Zamiast tego, dostaję streszczenie opowiedziane w wielkim pośpiechu za pomocą dialogu.

 

Zastanawiam się, czy gdyby opowiadanie skończyło się na zdaniu:

– Spełniło się jego pragnienie. Zajmie moje miejsce w sokole. Będzie zawsze w tym domu, wśród zbytku i luksusu, a ludzie będą na niego patrzeć z zachwytem.

To czytelnicy upominaliby się o wyjaśnienia skąd Helena wzięła się w sokole? Bo jak się domyślam, z tej właśnie przyczyny pojawiła się opowieść o Woroncewie.

 

Ogólnie, to dobrze mi się czytało (z wyjątkiem pierwszego dialogu) dobrze zbudowałaś zarówno napięcie, jak i postaci. Głównym problemem była próba upchnięcia drugiego opowiadania w tym skromnym limicie znaków.

 

PS.

Nastroju świątecznego nie poczułem, a prezenty zostały rozpakowane i rzucone w kąt.

Jeśli komuś się wydaje, że mnie tu nie ma, to spieszę powiadomić, że mu się wydaje.

Dzięki za wizytę fizyku. Jurki poskąpiły znaków, a ja nieszczęsna zawsze mam w głowie duży obrazek.

Do Woroncewa może jeszcze wrócę.

Jak to nie poczułeś nastroju, kiedy Last Christmas leciało w tle?! 

Czułam, że hasła wykorzystałam, ale skoro czytelnik uważa inaczej, cóż. Muszę się poprawić.

 

Cześć, Ambush, wpadam z rewizytą :)

Napiszę tak: bardzo przyjemna opowieść, chociaż uroku odbiera jej trochę zakończenie, co zostało już wskazane przez innych komentujących. Na początku pogubiłem się trochę, kto jest kto, ale szybko odnalazłem wątek i połapałem się z imionami. Każdy bohater ma swój własny charakter, co widać, szkoda mi trochę Tomka, że jego brat uważa go za idiotę i wykorzystuje (gierka i adidasy wystarczą :(). Twist z Heleną fajny i nieoczywisty, tylko szkoda, że został tak pospiesznie wyłożony na tacy. No i Tomek trochę za mało zmartwił się przy okazji zniknięcia Marcela – chociaż jego brat to gnojek, Tomek sprawia wrażenie dobrego, trochę naiwnego, a przede wszystkim bezwarunkowo kochającego chłopaka.

Mimo zgrzytów, stworzyłaś bardzo interesującą świąteczną opowieść i zamierzam zgłosić ją w wątku bibliotecznym :P

Na samym końcu jeszcze usterki, które wyłapałem:

 

Wydawało się, że świetnie się bawi. Kilkakrotnie zaglądał do torby i uśmiechał się rozmarzony.

A co, gdyby napisać tak: Sprawiał wrażenie, jakby świetnie się bawił. Kilkakrotnie zaglądał do torby, a na jego twarzy rozkwitał uśmiech.

 

W piekarniku coś się piekło.

Nieładnie. Nie wiem, jak to przerobić. Może coś w stylu Coś dochodziło w piekarniku, albo Z włączonego piekarnika dobiegał wspaniały zapach… Coś bym pokombinował.

 

Georg’a Michaela

George’a Michaela

 

– Wiesz…– Lekko pijany Paweł wskazał głową na salon

Zabrakło spacji.

 

To chciałbym serwerownię, a najlepiej o firmę programistyczną.

Zbędna literka “o”.

 

Uwiózł mnie z mojej wioski, kiedy miałam czternaście wiosen. A gdy kazano mu się ożenić, uwięził mnie w sokole.

Skasowałbym drugie “mnie”, i bez tego wiadomo, kogo uwięził w sokole.

 

Chcę być twoją dziewczyną, możesz zabrać psa, ale chcę być wolna!

A może: Będę twoją dziewczyną, możesz zabrać psa, ale chcę być wolna!

 

Pozdrawiam :) Wesołych Świąt!

O Amonie! Dzięki za wizytę, łapankę i kliczka.

Wzajemnie dobrych i spokojnych Świąt.

W ramach poszukiwania tekstów sąsiadujących i dostępnych wpadłem tutaj.

Pomysł ciekawy, wykonanie niezłe i nic dziwnego, że tekst trafi do biblioteki (sam niestety nie mogę pomóc :( ze względów formalnych)

Z drobiazgów:

 

nie rozumiem interpretacji hasła “20. Komu świecisz? Mi czy sobie?” (czy chodzi o to, że sokół okazał się czymś innym niż oni myśleli czy jest jeszcze jakieś inne znaczenie), z kolei “27. Last Christmas” to dla mnie ostatnie święta dziewczyny w sokole.

 

Do tego:

 

Zawrzyj ryj

Mnie tu bardziej pasuje zamknij ryj. Rozumiem potrzebę wprowadzenia “starego” polskiego, ale mimo wszystko na dzień dobry chyba lepiej nie wprowadzać takiego słowa.

 

czy dajesz jakiś pokaz światło i dźwięk?!

czy dajesz jakiś pokaz “Światło i dźwięk”?!

mocno uszkodzony posąg dziewczyny z łukiem

jakim łukiem?

 

krokach . Za to

krokach. Za to

 

i zaglądnął w zielone

tu w miarę pasuje w przeciwieństwie do “zawrzyj ryj”

 

zawsze mogę schłodzić się w oceanie, albo w basenie.

sam miewam problemy z przecinkami, ale tego chyba nie powinno być

 

Możliwe, że się za bardzo czepiam. Dziękuję za lekturę. Wesołych Świąt!

nie rozumiem interpretacji hasła “20. Komu świecisz? Mi czy sobie?” (czy chodzi o to, że sokół okazał się czymś innym niż oni myśleli czy jest jeszcze jakieś inne znaczenie), z kolei “27. Last Christmas” to dla mnie ostatnie święta dziewczyny w sokole.

 

Co do pierwszego, od początku miałam tu w pamięci fragment:

Tomkowi opadły ramiona i latarka.

To zaś wzburzyło trzeciego mężczyznę, tyczkowatego bruneta o ospowatej twarzy.

– Nie chcę marudzić – burknął – ale świecisz na panel, czy dajesz jakiś pokaz światło i dźwięk?!

– Sorry! – Tomek poprawił ustawienie latarki.

Co do drugiego hasła, na pewno można tak zinterpretować, choć ja odczytałam je nieco szerzej – jako ostanie wspólne święta trzech przyjaciół oraz ostatnie święta Marcela w ludzkiej postaci (przynajmniej na razie). :)

 

Pozdrawiam. :)

 

 

Pecunia non olet

Cześć Tomasz!

 

Jeśli chodzi o hasła, to świecenie było dla mnie otwarciem, czyli świeceniem na panel w celu włamania się. Natomiast last christmas to było dla Marcela.

Laska z łukiem, to bachantka była.

W przecinki jestem cieniutka.

Dzięki za recenzję.

Misię czytało z zadowoleniem takim, że nie szukało żadnych chochlików. Intryga, humor nie nachalny i końcowy twist powodują, że z przyjemnością idę dać klika.

Czytało się dobrze i z zaciekawieniem. Bohaterowie dobrze nakreśleni. Fajny pomysł z tą zaklętą w sokoła. Jedyne co to powtórzę za innymi: końcówka, brak przejęcia u Tomka i mało świątecznie. A jeśli chodzi o pozostawianie wszędzie odcisków palców przez Tomka – wystarczyłoby, gdyby Marcel kazał mu włożyć rękawiczki :) (tak jakoś mi się ta myśl nasunęła w trakcie czytania).

Odniosłam już podczas bety wrażenie, że bracia (łagodnie rzecz ujmując) nie przepadają za sobą i – chociaż Tomek jest bardziej uległy – lubi Marcelowi robić na złość. W sumie każda rzecz, o którą starszy go poprosił, była wykonana odwrotnie. :)

Pecunia non olet

Może i faktycznie :).

@Koalo Dziękuję i za to też;) Cieszę się, że rozbawiłam.

@Monique.M W moim zamyśle Marcel tylko uważał się za mózg, a tak na prawdę był niezbyt bystry, jak Tomek. Co do Tomka, to będzie kładł kafelki i żył z Helenę, wydaje się, że lepiej być nie może;) Dziękuję za recenzję.

@bruce Betujący siłą rzeczy wiedzą, widzą więcej. Ja nieraz po becie, jak czytam pochwalną recenzję, to aż mi miło, jakby dzieło było moje;P

@bruce Betujący siłą rzeczy wiedzą, widzą więcej. Ja nieraz po becie, jak czytam pochwalną recenzję, to aż mi miło, jakby dzieło było moje;P

Wierzę. :)) I ja tak mam. ;) 

Pecunia non olet

Absurdalne włamanie. Faktycznie może się kojarzyć z gangiem Olsena. To robienie sobie kawki w obrabianym domu jest tak głupie, że aż śmieszne.

Widziałam kiedyś pałać Woroncowa (tylko z zewnątrz), interesujący. To prawie, jakbym spotkała znajomego.

Sympatycznie, chociaż zgadzam się z przedpiścami, że końcówka sprawia wrażenie pośpiesznej.

Babska logika rządzi!

Kilka lat temu w Krakowie, kilku młodzieńców podjechało pod biurowce własnym samochodem, wybili szybę i usiłowali otworzyć sejf “na Kwintę”, nie mają po temu żadnych umiejętności. Kiedy się nie udało, zabrali komputery i monitory, ile kto mógł. Byli zaskoczeni, że na parkingu czekała na nich policja.

Woroncow miał również pałac w Odessie.

Miałam szczęście oglądać oba.

Dziękuję za recenzję i ostatniego klika;)

 

Nie tyle w Odessie, co w Ałupce. Ja widziałam tylko ten, ale jego eklektyzm powala.

Babska logika rządzi!

Aaaa! Dwie sztuki. Po co komu dwa pałace w jednym regionie? Ale kto zabroni bogatemu…

I który fajniejszy?

Babska logika rządzi!

W Ałupce był cały pałac, a w Odessie tylko kawałek, więc wygrywa Ałupka. Trudno orzec, który był fajniejszy wtedy. Dla mnie Odessa ogólnie jest trochę monotonna przez ten wszechobecny klasycyzm.

 

Witaj,

Generalnie bardzo lubię teksty, w których jest dynamika i żywiołowość, niezależnie czy cechy te wynikają z dialogów, czy strony opisowej. Tu jest pomysł, akcja (dzieje się sporo), lekki dowcip w postaci prztyczków, jak np. “Ogromnie cię lubię, choć nie za lotność” XD

Kawałek idealny do wieczornego poczytania ;)

Pozdrawiam,

 

Miło mi, że trafiłam w Twój gust.

Dzięki za wizytę i polecam się na przyszłość;)

Hej, dzieje się.

Niezły jest szczególnie początek, z tym pogryzieniem przez psa. Taki bardzo filmowy. I podoba mi się głupek, który wszystkie macane sprzęty ładuje do torby jako łup, zamiast zetrzeć odciski palców.

A co z informatykiem? Dostał swoją serwerownię, czy to było oszustwo?

 

Pozdrawiam

Dzięki za wizytę i recenzję,

Uspokajam, że podzielili się łupem (diamenty przepadły) i Paweł ma własną firmę.

Właśnie na tym polega ból tworzenia, że niejeden czytelnik narzekał na scenę psa, a ja go broniłam. Nawet na becie lepkie macki Ośmiornicy, wyciągały się złowrogo w stronę psa. Wreszcie doczekałam się i usłyszałam, że scena z psem jest dobra;D Dziękuję!

 

Cześć!

Z rzeczy technicznych tylko jeden fragment zakuł mnie w oczy:

– Nie chcę marudzić – burknął – ale świecisz na panel, czy dajesz jakiś pokaz światło i dźwięk?!

to światło brzmi dość nienaturalnie, świateł i dzwięku/ów?

 

Podobało mi się. Totalnie zaskoczyła mnie Helena i wątek sokoła, a to zdecydowanie na plus. Mam wrażenie, że końcówka jest trochę ucięta i za mało wyjaśniłaś o samej dziewczynie, hrabi i zostawiłaś sporo niedomówień. Ale patrząc na liczbę znaków, to pewnie nie miałaś już miejsca. Aczkolwiek moim zdaniem lepiej byłoby skrócić nieco początek/ środek i zostawić sobie więcej znaków na końcówkę. 

Wzięłaś nieco ograny motyw: naiwny i prostolinijny brat, oraz ten bystry ale złośliwy. Nie kuje to jednak w oczy, dzięki wykorzystaniu sokoła, ale bardzo brakuje mi pociągnięcia wątku Heleny. 

Mam też poczucie, że Paweł robił mocno za tło i równie dobrze, mogłoby go w opku nie być. 

Czytało się dość płynnie i bez dłużyzny. 

Wita Shanti, dzięki za wizytę i miłą recenzję. ”Pokaz światło i dźwięk”, jest/było dość powszechnie używane jako nazwa pokazów multimedialnych. I teraz jak to napisałam, poprawię na pokaz multimedialny;)

Wątek Heleny będę musiała pociągnąć, bo zyskała wielu wielbicieli.

Fajna historyjka, ale jak dla mnie przygnieciona przegadanym wątkiem włamywaczy, przez co zabrakło czasu i miejsca na rozwinięcie ciekawszych elementów.

Akurat to czytałam na komórce w ramach sprintu przez konkursowe opowiadania, więc nie mam łapanki, ale zapamiętałam sobie, że dużo rzeczy opowiadasz zamiast pokazać, co też pożera limit.

Na koniec Helena w przyspieszeniu wyjaśnia zagadkę. Nie mam nic przeciwko temu, sama stosuję czasem taką vintage technikę, i nie fetyszyzuję tego, że bohater ma do wszystkiego sam dochodzić i tak dalej, niemniej tu problemem jest to, że nie dajesz wcześniej czytelnikowi żadnych znaków, że coś tu się nietypowego dzieje, że jest jakaś tajemnica itd. A w sumie np. włamywacze mogliby mieć jakąś wiedzę.

Skądinąd Wroński, przez skojarzenie z Anną Kareniną, od razu skierował mnie w stronę carskiej Rosji, więc rozwiązanie mnie nie zaskoczyło XD To celowe?

http://altronapoleone.home.blog

Witaj, dziękuję za wizytę i recenzję.

Byli i tacy, którzy właśnie we włamywaczach się rozsmakowali;)

To nie Aleksander Wroński, a Michał Woroncew. Rację miałaś, że związany z dworem carskim, bo był dworzaninem, generałem carskim, choć ponoć współpracował z dekabrystami.

Planowałam zaskoczyć czytelnika. Umieszczałam okruszki, ale drobniutkie, żeby dopiero po dokończeniu opowiadania czytelnik pojął, w czym rzecz.

Ambush!

 

ubrana w małą czarną dziewczyna i odgrzewała pierogi na patelni.

Ubrana w małą czarną…? :D

 

Opko czytało się szybko i płynnie, językowo było git, nie mam uwag poza tamtą małą czarną (chyba, że takie określenie funkcjonuje? nie wiem xD).

Ciekawie wyszło, przygody średnio kompetentnych bohaterów mnie nawet nieco rozbawiły, co zdecydowanie na plus. Czekałem co się stanie z ciągłymi wycieczkami Tomka do kuchni, bo przecież nie mogło to przejść gdzieś bokiem. :D

Końcówka nieco przyspieszona tak jak zauważono to wyżej, gdzieś ten potencjał fantastyczny opka trochę na tym stracił. Ale poza tym gites.

Pozdrówka!

Quidquid Latine dictum sit, altum videtur.

Mała czarna to czarna miniówka.

Dzięki za recenzję i wizytę.

Osobliwe to było włamanie i równie nietypowy jego przebieg, a finał zaskoczył całkowicie.

Zastanawiam się tylko, jak to się stało, że Wroński wyjechał na cały tydzień, dał służbie wolne na ten czas, a pies został sam, bez opieki?

Czytało się nieźle, ale wykonanie mogłoby być lepsze.

 

ale roz­my­ślił się po kilku kro­kach . → Zbędna spacja przed kropką.

 

Na końcu ujął w dło­nie mo­sięż­ne­go so­ko­ła… → Czy dookreślenie jest konieczne – czy mógł ująć sokoła inaczej, nie w dłonie?

 

Jakby mówił:„Nie moja wina, że mam brata idio­tę!”. → Brak spacji po dwukropku.

 

– Zrób­cie mi świe­żej kawy – od­parł Paweł… → A czy można zrobić kawę nieświeżą?

 

Za­wró­cił, gdy usły­szał ni­skie, ba­so­we bu­cze­nie eks­pre­su… → Zbędne dookreślenie – dźwięk basowy jest niski z definicji.

 

Paweł pod­szedł do stołu, ujął w dłoń fi­li­żan­kę ter­micz­ną… → Czy mógł ująć filiżankę inaczej, nie dłonią?

 

– Prze­sze­dłem czte­ry za­bez­pie­cze­nia z pię­ciu. Tomek, czy mam szan­sę na ko­lej­ną kawę? – uśmiech­nął się blado, trąc oczy.– Prze­sze­dłem czte­ry za­bez­pie­cze­nia z pię­ciu. Tomek, czy mam szan­sę na ko­lej­ną kawę? – Uśmiech­nął się blado, trąc oczy.

 

Po kilku stop­niach do­biegł go głos Tomka: → Czy głos Tomka biegł po stopniach schodów?

A może: Po pokonaniu kilku stopni usłyszał głos Tomka:

 

Na wy­kła­da­nym błę­kit­nym mar­mu­rem bla­cie… → Czy dobrze rozumiem, że blat był właśnie wykładany marmurem?

A może miało być: Na wy­łożo­nym błę­kit­nym mar­mu­rem bla­cie

 

Witaj! – przy­wi­ta­ła go dziew­czy­na. → Nie brzmi to najlepiej.

 

– KTO TO JEST?! – za­py­tał Mar­cel przez za­ci­śnię­te zęby. → Czy dobrze rozumiem, że Marcel, przez zaciśnięte zęby, potrafił mówić wielkimi literami?

 

Zje­dzą wspól­nie ko­la­cję, po­dzie­lą łup i ro­zej­dą każdy w swoją stro­nę. → Chyba miało być: Zje­dzą wspól­nie ko­la­cję, po­dzie­lą łup i ro­zej­dą się każdy w swoją stro­nę.

 

– Wiesz… – Lekko pi­ja­ny Paweł wska­zał głową na salon… → – Wiesz… – Lekko pi­ja­ny Paweł wska­zał głową salon…

Głową/ dłonią wskazujemy coś, nie na coś.

 

Mar­cel wstał i wniósł kie­li­szek, krzy­cząc: → Pewnie miało być: Mar­cel wstał i wzniósł kie­li­szek, krzy­cząc:

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dziękuję za poświęcony czas regulatorzy.

Poprawki naniosę.

Bardzo proszę, Ambush. Miło mi, że mogłam się przydać.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Wiesz regulatorzy, gdyby w trakcie włamu, ktoś kładł w kuchni marmur na blat, to wszystko mogłoby się potoczyć inaczej;)

Ambush, ale chyba zabrakłoby znaków, żeby zrobić użytek z tej sytuacji. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

To mój stały problem;)

Obawiam się, że nie tylko Twój, to problem wielu. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Hej!

Dobrze nakreśleni bohaterowie, choć dość naiwni, jeśli nie powiedzieć głupi (kawa w trakcie kradzieży to czysta bezczelność :)). Zabawne, podobało mi się nagłe pojawienie Heleny. Końcówka zaskakująca, ale za szybka (sprawia wrażenie pisanej pospiesznie). Troszkę brakowało mi jakichś podpowiedzi po drodze, np. dotyczących sokoła, dżina czy postaci hrabiego. Ciekawi mnie, co by się stało, gdyby Marcel życzyłby sobie coś innego – czy Helena i tak by wymyśliła sposób, żeby go wcisnąć do tego sokoła czy rzeczywiście miało znaczenie, czego sobie życzył? Życzenie hakera wydaje się troszkę pominięte (niby powiedziała, że spełni, ale czy znów nie na opak?)

Pozdrawiam!

Jak dla mnie Paweł i Tomek zostaną nagrodzeni, bo byli … grzeczni. A Marcel nie, bo łamał zasady i był złolem.

Dzięki za lekturę i miłą recenzję.

Niezły rollercoaster plot twistów nam zafundowałaś.

Początkowo mamy trzech facetów (dowcipnego hakera Pawła, przygłupa Tomka i jego brata, lidera gangu Marcela), którzy dokonują włamania. W tamtym momencie spodziewałem się na końcu czegoś w stylu nawrócenia bandytów w dzień świąt, ale to był mylny trop. Zwróciłem za to uwagę, że puściłaś oczko w stronę Krokusa, który jest przeciwnikiem zabijania piesków w opowiadaniach.

 

Kiedy pojawił się motyw dziewczyny, której Tomek się wygadał, to spodziewałem się, że poznał ją krótko przed skokiem, szybko się zauroczył i zaufał, a ona zawiadomi policję. Ale trop znowu okazał się mylny, natomiast głos Heleny przyszło mi niebawem “usłyszeć”. Pierwsza myśl, że pewnie rozmawiają przez telefon, ale ona fizycznie znajdowała się w kuchni przygotowując posiłek. Wówczas zacząłem spekulować, że może Marcel jest emerytowanym włamywaczem i ma jakieś urojenia. Znajduje się u brata na wigilii, a wydaje mu się, że realizuje kolejne włamanie.

 

 

--------------SPOILERY Z DWÓCH FILMÓW W PONIŻSZYM AKAPICIE--------------------

 

Podobny motyw był w filmie “Robot i Frank” (mężczyzna obrabiał dom i zorientował się, że to jego własny, gdy znalazł ramkę ze zdjęciem) oraz w hiszpańskiej animacji “Zmarszczki” (mężczyzna powiedział małżeństwu, że nie mają zdolności kredytowej, a po chwili okazało się, że nie siedzi za biurkiem, tylko w łóżku, a to małżeństwo, to jego syn i synowa, którzy chcą go nakarmić). 

 

-----------------------------------------KONIEC SPOILERÓW-------------------------------------

 

Nie spodziewałem się, że humorystyczna historyjka o włamywaczach i psie przemieni się w historię o dziewczynie uwięzionej pod postacią sokoła przez hrabiego, który raczej nie należał do grona śmiertelników.

 

Końcówka trochę skojarzyła mi się z lampą Aladyna. UWAGA KOLEJNY SPOILER (ale z nieco bardziej znanej serii). Tam antagonista też chciał zyskać moc dżinna, więc skończył uwięziony w lampie.

 

Podoba mi się ten wątek, że Helena była świadkiem różnych zdarzeń na przestrzeni lat. Myślałem, że ten posąg przedstawiający dziewczynę z łukiem to właśnie ona, ale udało mi się dokopać do źródła i teraz już wiem, że nie. 

https://www.lazienki-krolewskie.pl/pl/rzezby/bachantka

Kojarzyłem Bachankti autorstwa Eurypidesa, a rzeźby nie znałem, więc zdążyłem trochę popłynąć z czasami. Myślałem, że żyła w starożytności, ale byłem w błędzie, bo z tego, co się dowiedziałem pałac w Ałupce powstał w XIX wieku, a rzeźba bodaj w XVIII.

 

Doszukiwałem się też nawiązania do mitologii, w imieniu Helena ze względu na Helenę Trojańską (może to jakaś reinkarnacja :p), ale pewnie jak zwykle przesadzam z domysłami.

 

Czytało się przyjemnie i skończyło się niezgodnie z moimi przewidywaniami, więc jestem zadowolony.

Pozdrawiam :)

Witaj Mordocu, aleś mi wysmalił recenzję!

Tak Woroncew był carskim dworzaninem i generałem.

Bardzo się cieszę, że się podobało.

Też miałem lekkie skojarzenie z gangiem Olsena, parę razy się uśmiechnąłem. Ale mimo wszystko tutaj klimat jest cięższy. Chyba za sprawą relacji między braćmi – na swój sposób współczułem mało rozgarniętemu, zależnemu od brata Tomkowi. Finał zaskoczył, nic nie zwiastowało takiego obrotu sprawy. Przyjemna lektura.

Pozdrawiam! 

aleś mi wysmalił recenzję!

To chyba dobrze? :D

Mordoc – jestem zachwycona!

adamie cieszę się, że opowiadanie Ci się spodobało. Paskudne traktowanie Tomka miało powodować, że nikt po Marcelu nie zapłacze.

Nie zabijamy piesków w opowiadaniach. Nigdy.

Mordoc – jestem zachwycona!

Uff, to się cieszę :)

@Grokus laugh

@Golodh laugh

@Mordoc yes

Czepnę się, bo mnie to uderzyło:

Weszli do olbrzymiego holu, oświetlając ściany smugami światła z czołówek.

Skoro mają czołówki, to czemu Tomek wcześniej świecił drugiemu latarką? :)

 

Końcówka nieco pospieszna (limit?), ale ogólnie bardzo udany tekst. Chyba lubisz motyw “uważaj, czego sobie życzysz”? W Złotej rybce też był, chociaż tutaj jest mniej wyeksponowany. Zdążyłam polubić Tomka, mam nadzieję, że jego marzenie o karierze fliziarza spełni się bez przewrotnego twistu :)

Kosmos to bazgranina byle jakich wielokropków!

Cóż mindenmifaj, pewnie jako matka dzieciom, mam zapędy dydaktyczne;)

Pomyślę o kontynuacji losów Heleny i fliziarza. Dziękuję za recenzję.

Co do latarek, może były mocniejsze niż czołówki. Poza tym Tomka lubimy, niekoniecznie za bystrość;)

Sympatyczne :)

Przynoszę radość :)

Dzięki Anet;)

@Gruszel, Nikomu nie powiem, co wyniosłaś, ale w rewanżu poproszę o sukces w konkursie! ;)

Hej, hej, hej!

Dziękuję Ci, Ambush, za udział w krokusie!

Poniższy komentarz jest pisany jeszcze przed wstawieniem obrazka jurorsko-konkursowego :)

Początek fajnie wpasował się w motyw świąteczny i hasło przewodnie, zresztą to całkiem fajnie grało w całym opowiadaniu. Sama „świąteczność” opowiadania nie jest może idealna, ale ma miejsce, więc jest ok.

To co najbardziej mnie tu gubiło, to headhopping – na początku ogarnąłem bohaterów, ale potem co zdanie, to ktoś robił coś innego, co strasznie mieszało i ostatecznie nie wiedziałem kto, co, gdzie i jak.

Zakończenie wydaje mi się pospieszne i nienaturalne – dialog ma znamiona infodumpu.

Wykonane solidnie, znalazłem jakieś drobiazgi, ale raczej nic, co by mnie mocniej zatrzymało.

Pozdrówka!

Nie zabijamy piesków w opowiadaniach. Nigdy.

Dzięki Krokusie. A pies?;)

Powiem Ci… zabiłaś mi ćwieka. Ja chyba dopisałem “PS. A, doceniam niezabijanie psa ;)”, ale zrobiłem to pod komentarzem do tekstu Jolki, bo był obok Twojego. Chyba najzwyczajniej się pogubiłem, ale naprawię ten błąd:

Doceniam niezabijanie psa! ;)

Nie zabijamy piesków w opowiadaniach. Nigdy.

I teraz Jola myśli jaka to myśl głęboka powstała w głowie jurora;)

Nowa Fantastyka