- Opowiadanie: Tregard - Sprzątacz

Sprzątacz

Dyżurni:

regulatorzy, homar, syf.

Oceny

Sprzątacz

Do: serwerownia PL687-5004124963-09

 

Odłączyć kable:

Sala nr 1:

A-D2

C-E5

Sala nr 3:

B-A13

Sala nr 5:

 

*

 

Sześćdziesięcioczteroletni Stanisław lubi swoją pracę. Przede wszystkim dlatego, że jest spokojna, monotonna, powtarzalna, nie stresująca, a kontakt z innym człowiekiem – ograniczony do minimum.

Pracuje jako sprzątacz na nocnej zmianie w biurowcu w centrum Warszawy. Od osiemnastej do szóstej rano chodzi od biura do biura, ciągnąc za sobą wózek z wiadrami, mopami, miotłami, płynami do czyszczenia, ścierkami, gąbkami i odkurzaczem. Myje, szoruje, ściera kurze, zamiata doprowadzając puste pomieszczenia do porządku. Niesamowite, jaki bałagan potrafią pozostawić za sobą pracownicy spieszący się do domów na kolację z żoną i dziećmi, wieczorne oglądanie telewizji albo jedno i drugie. Czasem tylko w którymś z gabinetów Stanisław natknie się na kogoś, kto nadrabia zaległości albo po prostu nikt na niego nie czeka z kolacją. Najczęściej poza zdawkowym „dobry wieczór” ignorują się nawzajem. Pracownik w koszuli i poluzowanym krawacie pilnie stuka w klawiaturę komputera, Stanisław odkurza podłogę, ściera kurz z biurka starając się niczego nie ruszać, bo niektórych to denerwuje, po czym zabiera swój wózek, mówi „dobranoc” i wychodzi. Nie raz nie doczekuje się odpowiedzi. Nie przeszkadza mu to zbytnio, bo nie przepada za ludźmi, nie ufa im.

Pracę zawsze zaczyna od najwyższego piętra. Wjeżdża windą na sam szczyt budynku, a potem powoli schodzi aż do piwnic. W połowie zmiany robi półgodzinną przerwę w pomieszczeniu socjalnym jednego z biur. Zjada dwie bułki, które wcześniej sobie przygotowuje w domu i popija czarną kawą. Kawę podbiera z biura. Potem rusza dalej i tuż przed szóstą raną odprowadza swój wózek do kanciapy, przebiera się i wraca do domu.

W piwnicach pewna firma komputerowa ma swoje serwerownie. Są to cztery pomieszczenia rozmieszczone symetrycznie wzdłuż korytarza, na którego końcu biuro mają informatycy. W nocy dyżur pełni tylko jeden Informatyk. Stanisław nie ma pojęcia, jak ów ma na imię, w myślach nazywa go więc po prostu Informatykiem. Informatyk z kolei nazywa Stanisława w myślach Sprzątaczem, ponieważ również nie ma pojęcia, jak ma on na imię.

Stanisław najbardziej lubi sprzątać właśnie serwerownie. Zaczyna od gabinetu, gdzie młody Informatyk ogląda strony WWW z nagimi kobietami w przeróżnych pozach i konfiguracjach, wcale się z tym nie kryjąc. Rzucają sobie zdawkowe „dzień dobry”, bo do wschodu słońca już nie daleko. Informatyk rzuca Sprzątaczowi klucze do serwerowni, po czym każdy zajmuje się swoimi sprawami. W przypadku Stanisława oznacza to uprzątnięcie gabinetu, a Informatyk otwiera koleją stronę ze zdjęciami lub filmami. Z biura Stanisław przechodzi do serwerowni. Jej przestronne, chłodne wnętrze wypełnione jest stojącymi w równych rzędach szafami krosowniczymi. W ich wnętrzach cicho pomrukują i mrugają do niego zielonymi diodami routery. Sprzątacz nie zna się na komputerach czy sieciach, ale wcale tego nie żałuje. Nie ma pojęcia skąd, dokąd i po co biegną kable, którymi routery są połączone, ani jakie dane przesyłają. Jego zadaniem jest tylko umyć posadzkę w tej i pozostałych serwerowniach. To ostatni przystanek przed powrotem do domu.

 

*

 

Stanisław niebawem przejdzie na emeryturę. Nie lubi o tym myśleć, ale taka jest prawda. Gdy osiągnie wymagany wiek pracodawca podziękuje mu za lata solidnej pracy, być może wręczy tandetny zegarek i wyśle do domu.

Nie lubi, gdy mu się o tym przypomina, ale tego dnia tak właśnie się staje. Brygadzista, krępy, łysawy człowiek, którego sprzątacz rzadko widuje w pracy o tej porze, najwyraźniej na niego czeka. Jest z nim jakiś żółtodziób, wysoki i szczupły, z miotłą na głowie, jak w myślach Stanisław nazywa fryzurę chłopaka. W dłoniach trzyma zwinięte ubranie. Podchodzą oboje, Brygadzista wyciąga rękę, Miotła szczerzy się głupkowato. Stanisław ściska dłoń przełożonego, patrząc spod byka na jego towarzysza.

– Stasiu, wkrótce przejdziesz na emeryturę – Brygadzista nie owija w bawełnę, to jedyna jego cecha, którą Sprzątacz lubi. – To jest Michał – przedstawia chłopaka – Będzie tu pracował.

Michał, wciąż się szczerząc, również wyciąga dłoń, którą Stanisław ściska.

– Michał jestem – przedstawia się.

– Wiem – mówi Stanisław. – Słyszałem przecież.

Uśmiech na twarzy chłopaka nieco blednie, ale tylko na chwilę.

– Pokaż mu co i jak, Stasiu, a ja tego… – mówi Brygadzista i spogląda na zegarek. – Muszę już iść.

Po chwili Stanisław i Michał zostają sami pod drzwiami kanciapy. Sprzątacz bez słowa otwiera drzwi i wchodzą do środka.

– Wybierz sobie szafkę – mówi.

W małym, słabo oświetlonym pomieszczeniu bez okien są cztery szafki. Jedna z nich zamknięta jest na klucz. Stanisław wyciąga z kieszeni klucz, otwiera nim drzwiczki szafki, wyjmuje z wnętrza strój roboczy i bez skrępowania zaczyna się przebierać. Po chwili słyszy, że chłopak robi to samo.

– Przyjaciele mówią na mnie… – zaczyna, ale Sprzątacz nie daje mu dokończyć.

– Miotła.

– Eee… tak. Skąd wiedziałeś?

Stanisław wzrusza ramionami, ale fakt, że właśnie wciąga koszulkę przez głowę nieco psuje efekt.

– Zgadłem – odpowiada.

– No cóż, tak właśnie na mnie mówią. To przez…

– Fryzurę?

– Eee… No…

– Wystarczy spojrzeć – dodaje Stanisław odwracając się.

Chwyta rączkę wózka i wychodzi. Michał podąża za nim.

– Zgaś światło i zamknij na klucz – rzuca Stanisław.

Miotła zawraca, aby wypełnić polecenia Sprzątacza. Gdy przekręca klucz, Stanisław jest już przy windach. Ciche „ping” oznajmia, że jedna z kabin jest na parterze. Przyszły emeryt wpycha wózek do środka, po chwili podbiega Michał.

– Zawsze zaczynam od góry i schodzę na dół – mówi Sprzątacz wciskając przycisk na samym dole.

– Logiczne – Miotła kiwa głową w pełnym zrozumieniu.

Winda sunie cicho w górę. Stanisław patrzy na rozsuwane drzwi nic nie mówiąc.

– Więc jak długo tu pracujesz? – Miotła przerywa niezręczną dla niego ciszę.

– Bo ja wiem? Z dziesięć lat już będzie… Może dłużej.

 

*

 

Stanisław nie zawsze był Sprzątaczem. Skończył zawodówkę jako mechanik samochodowy. Miał talent do naprawy różnych urządzeń, więc wybór był oczywisty. Szło mu nieźle, marzył o własnym warsztacie. Mając trzydzieści lat spełnił to marzenie. Ożenił się, wybudował dom i był szczęśliwy.

Po tym szczęściu i talencie do naprawy pozostało jedynie mgliste wspomnienie.

 

*

 

– Więc jak zostałeś sprzątaczem? – dopytuje Miotła, gdy winda zatrzymuje się na najwyższym piętrze. Ciche „ping” poprzedza otwarcie drzwi.

Stanisław wychodzi pchając przed sobą wózek. Nie chce odpowiadać na pytanie chłopaka.

– Nie chcesz, to nie mów. Sorry – mówi Michał idąc za Sprzątaczem. Ma rozkołysany chód, przypomina Stanisławowi kaczkę z rozpostartymi skrzydłami. – Ja, na ten przykład, chcę sobie dorobić w czasie wakacji. Starzy truli mi głowę. Znajdź jakąś robotę, mówią, nie siedź cały czas w domu…

Stanisław słucha wywodów Miotły/Kaczki jednym uchem. Nie interesuje go zupełnie, co chłopak ma do powiedzenia. Otwiera pierwsze biuro, wchodzi do środka, zapala światło i wzdycha.

Wnętrze przypomina Sodomę i Gomorę. Wszędzie walają się puste kubki, jednorazowe talerzyki, plastikowe sztućce, resztki jedzenia. Firmowa impreza. Stanisław gotów jest się założyć, że w toalecie znajdzie zużyte prezerwatywy.

– Wow – woła Michał. – Tu tak zawsze?

– Czasem – przyznaje Sprzątacz. – Pewnie któryś ze wspólników obchodził urodziny albo imieniny.

– A myślałem, że znalazłem łatwą robotę, w której nie będę się przemęczał…

Stanisław uśmiecha się pod nosem. Głupi szczeniak, myśli.

Przez następne godziny wprowadza Miotłę w tajniki fachu sprzątacza. Razem zamiatają, ścierają kurze i opróżniają kosze na śmieci. Michał gada jak najęty, Stanisław stara się to zaakceptować. O trzeciej nad ranem schodzą do serwerowni.

– Wow… – woła znów Michał na widok białego, jasno oświetlonego korytarza. – Jak w szpitalu. Co tu jest?

– Jakaś firma komputerowa – odpowiada Stanisław zmierzając wprost do drzwi na końcu korytarza.

Otwiera bez pukania, Informatyk podnosi głowę, rzuca niedbałe „dzień dobry” i dalej gapi się w ekran monitora. Po chwili marszczy brwi i prostuje się w krześle.

– A to kto? – pyta wskazując ruchem głowy Miotłę. Zdaje się nie przejmować dobiegającymi z głośników ochami i achami, tudzież bardziej wulgarnymi komentarzami.

– Cześć, Michał – przedstawia się Michał. – Ale możesz na mnie mówić Miotła, jak wszyscy. Co oglądasz?

Nie czekając na odpowiedź nachyla się nad biurkiem i uśmiecha szeroko.

– O kurde, ale wygimnastykowana… Muszę kiedyś spróbować.

Informatyk mierzy go wzrokiem.

– Jakoś nie wydaje mi się, żebyś dużo próbował – mówi.

Miotła na chwilę zastyga w niepewności, po czym uśmiecha się jeszcze szerzej.

– Dobre! – uznaje klepiąc Informatyka w ramię. – Bardzo dobre.

Stanisław czeka cierpliwie przy drzwiach. W końcu znacząco chrząka.

– No tak, nie jesteśmy tu dla przyjemności – stwierdza Michał. – Przyszliśmy posprzątać.

Informatyk przez chwilę szpera w szufladzie, po czym wyjmuje klucze i rzuca je Miotle.

– Nie krępujcie się.

Wchodzą do pierwszego pomieszczenia. Miotle opada szczęka.

– O Jezu, to wszystko komputery? – pyta na widok ciągnących się rzędami czarnych szaf krosowniczych. Robią imponujące wrażenie kontrastując z białymi ścianami, podłogą i sufitem.

Sprzątacz wzrusza ramionami.

– No, na takim sprzęcie można by pograć… – Michał kiwa głową z uznaniem. Jego znajomość komputerów kończy się na temacie gier akcji.

Miotła podchodzi do pierwszej szafy i zagląda do środka przez przyciemnione szyby. Widzi jedynie plątaninę kabli i mrugające diody.

– Łe, nawet monitora nie ma – mówi wyraźnie rozczarowany. – Więc co tu robimy?

– Myjemy podłogi – mówi Stanisław rozkładając niezbędne przybory.

 

*

 

O wpół do piątej kończą pracę i rozchodzą się do domów. Stanisław wsiada do tramwaju, prawie pustego o tej porze, i po kilkunastu minutach wysiada przed swoim blokiem. Mieszka w kawalerce na drugim piętrze, której okna wychodzą na blok naprzeciwko.

Stanisław kieruje się do aneksu kuchennego. Otwiera szafkę i wyjmuje opróżnioną do połowy butelkę wódki oraz kieliszek. To nałóg, z którym nie potrafi skończyć, mimo iż drogo go już kosztował. Nie chce z niego wyjść, bo i po co? Bóg już go za to ukarał, nic gorszego nie może Stanisława spotkać. Siada na kanapie i wychyla pierwszą pięćdziesiątkę. Po paru następnych zasypia. Nic mu się nie śni, ale właśnie o to chodzi.

 

*

 

W ciągu kolejnych nocy Sprzątacz wdraża Miotłę do pracy. Idzie im coraz sprawniej i szybciej. Michał jest bardzo entuzjastycznie nastawiony, co szczerze zdumiewa Stanisława. Chłopakowi najwyraźniej podoba się nowy zawód.

Miotła jest gadatliwy. Na początku Stanisława to drażni, ale z biegiem czasu oswaja się z brzmieniem obcego głosu.

Pewnej nocy Sprzątacz uznaje, że może zaufać Michałowi na tyle, aby odkryć przed nim jeden ze swych sekretów. Gdy są w połowie drogi między ostatnim piętrem a parterem i nadchodzi czas wyciągnięcia kanapek, Stanisław prowadzi Miotłę do pomieszczenia socjalnego, w którym przed pojawieniem się chłopaka jadał samotnie.

– Masz ochotę na kawę? – pyta.

Miotła siada na krześle ze swoim plecakiem i wyjmuje z niego termos. W czasie pracy plecak leży na dolnej półce wózka Sprzątacza.

– Nie dzięki, wziąłem herbatę. Może jeszcze całkiem nie ostygła.

Stanisław stawia na stole dwa kubki, słoiczek kawy rozpuszczalnej, cukierniczkę i dwie łyżki.

– Skąd to wziąłeś? – dziwi się Michał. – Przyniosłeś z domu?

– Nie – odpowiada Sprzątacz.

Zrozumienie rozjaśnia twarz chłopaka.

– No nie! – woła. – O to bym cię nie podejrzewał.

Stanisław zbywa te słowa wzruszeniem ramion.

– Od tej strony cię nie znam – kontynuuje chłopak, a Sprzątacz tymczasem zalewa kubki świeżo zagotowaną wodą.

– Od innych też mnie nie znasz – ripostuje.

Wspólne picie podkradzionej kawy wyraźnie ich do siebie zbliża.

 

*

 

Gdy docierają do gabinetu Informatyka, ten drzemie z głową na biurku. Dla niego jest środek nocy. Ma budzik nastawiony na wpół do piątej, a dla pełnego rozbudzenia ogląda zdjęcia nagich kobiet.

– Pobudka! – krzyczy Miotła i szczerzy się widząc, jak Informatyk podskakuje na krześle. Nawet Stanisław się uśmiecha.

– Siema, chłopie. Nic dziś nie oglądasz? – Michał zagląda Informatykowi przez ramię. Monitor jest ciemny. – Lipa – podsumowuje.

– Aleś mnie przestraszył – Informatyk przeciera oczy ziewając. Przez chwilę przygląda się uważnie Michałowi. – Chciałbyś dorobić?

– Hę? – interesuje się Miotła.

– Prosta robota. Mam jutro wieczorem ważne… eee… spotkanie – mówi Informatyk nie wyjaśniając, że chodzi o pewną gorącą laskę poznaną na czacie, której mąż akurat jest w dwutygodniowej delegacji gdzieś na antypodach. – Ale ktoś musi tu siedzieć i pilnować spraw.

Michał oczyma duszy widzi siebie siedzącego przed monitorem, na którym młode kobiety wyczyniają przeróżne wygibasy.

– Mów dalej – kiwa głową.

Stanisław wzdycha.

– Oj, nie bądź taki – oburza się Informatyk. – Daj chłopakowi zarobić, przecież ciebie i tak niedługo tu nie będzie.

– Przecież nic nie mówiłem.

– Dobra, słuchaj – Informatyk zwraca się do Miotły. – Nie mam nikogo na zastępstwo, na nockach siedzę sam. O siódmej rano przychodzi zmiennik, ale do tego czasu zdążę wrócić. A sprawa jest naprawdę prosta. Co noc, czasem kilka razy, faksem przychodzi lista. Chodzi o to, żeby odłączyć i podłączyć kable zgodnie z instrukcją na liście. Masz, zobacz.

Wręcza Michałowi kartkę, na której widnieje:

 

Do: serwerownia PL687-5004124963-09

 

Odłączyć kable:

Sala nr 1:

A-D2

C-E5

Sala nr 3:

B-A13

 

I tak dalej.

– Chodź, pokażę ci o co chodzi.

Cała trójka wychodzi na korytarz. Stanisław ciągnie za sobą wózek. Stają przed drzwiami oznaczonymi numerem jeden.

– To jest sala numer jeden – wyjaśnia Informatyk wskazując palcem kartkę trzymaną przez Miotłę. – Jak na liście.

Otwiera drzwi i wchodzi do pomieszczenia. Miotła i Sprzątacz podążają za nim. Stanisław wbrew sobie jest nawet zainteresowany.

– Teraz szukamy rzędu „A” – Informatyk pewnym krokiem rusza przed siebie, aż zatrzymuje się przed pierwszym od lewej rzędem szaf krosowniczych. – Szafa „D”, router „2”.

Informatyk otwiera drzwiczki z namalowaną na nich literą D i wskazuje drugi od góry router. Jedna z diod miga czerwonym światłem.

– I ten właśnie kabel trzeba odłączyć – kończy Informatyk wyciągając wtyczkę, zwija przewód i kładzie na podłodze. – Ot, cała filozofia.

– Spoko – mówi Michał. – Dam radę. A teraz pogadajmy o kasie.

Gdy Informatyk i Miotła negocjują warunki umowy, sprzątacz zaczyna myć wyłożoną białymi kafelkami podłogę. Coś w tym wszystkim nie daje mu spokoju, jakiś nieokreślony niepokój, którego nie potrafi zidentyfikować. Poczuł dreszcz w chwili, kiedy Informatyk odłączył ten kabel i wcale mu się to nie podoba. A jeszcze bardziej mu się nie podoba, że ma to robić Michał. Nic jednak nie mówi uznając, że to nie jego sprawa.

– …a kiedy trzeba jakiś kabel podłączyć, wtedy tak samo szukasz routera według mapy – słyszy słowa Informatyka. – Też będzie czerwona dioda, a pod nią puste gniazdko. Podnosisz kabel z podłogi, wciskasz wtyczkę, pyk i gotowe.

– Jakikolwiek kabel? – upewnia się Michał.

– Tak.

– Super. Nie masz nic przeciwko temu, prawda? – Miotła nagle przypomina sobie o Sprzątaczu i o tym, że mógłby coś powiedzieć Brygadziście.

– Nie moja sprawa – mówi Stanisław zgodnie z wnioskiem, do którego przed chwilą doszedł.

 

*

 

Przez kolejne dwa dni Stanisław widuje się z Miotłą jedynie w ich kanciapie oraz w gabinecie Informatyka. Michał przebiera się w strój sprzątacza jedynie dla pozoru, zaraz po tym schodzi do piwnicy, gdzie siada przed komputerem i włącza sobie film. Nie żadne porno jak Informatyk. No, może czasem, w końcu to nie grzech popatrzeć na ładne babki, prawda? Stanisław odpowiada, że ksiądz prawdopodobnie by się z tym nie zgodził. Informatykowi tak spodobała się perspektywa spędzania nocy we własnym łóżku (ewentualnie łóżku koleżanki z czata), że zaproponował Miotle stały układ. Dopóki Stanisław nie przejdzie na emeryturę, Michał będzie pracował na stanowisku Informatyka.

W każdym razie, gdy Sprzątacz sprząta kolejne biura, Miotła ogląda filmy i czeka. Pauzuje film, kiedy tylko odezwie się faks. Niecierpliwie wpatruje się w kartkę, którą wypluwa maszyna. Nim przebrzmi cichy pisk oznajmiający koniec transmisji, Michał już wyrywa kartkę i rusza do serwerowni. Zwykle nie ma tego więcej niż trzy, cztery kable do odłączenia albo podpięcia. Michałowi w to graj, bo nie dość, że robota zajmuje tylko chwilkę, a przez resztę czasu może oglądać filmy, to jeszcze dostaje za to dwie dychy bez podatku. Taka praca bardziej mu odpowiada niż sprzątanie biur. Postanawia porozmawiać przy najbliższej okazji z Informatykiem i wypytać go o możliwość zatrudnienia.

Tymczasem Stanisław uświadamia sobie, że brakuje mu towarzystwa Michała. Jest tak zdumiony tym faktem, że zatrzymuje się w pół ruchu mopem po mokrej podłodze. Od kraksy, w której stracił rodzinę nie czuje potrzeby kontaktu z innymi ludźmi. Lekarze twierdzą, że nieufność, niechęć do innych przedstawicieli gatunku jak oraz nagła utrata wrodzonych i nabytych zdolności manualnych wynika z urazu głowy, jakiego doznał w wypadku. Kiedyś patrząc na samochód i słuchając jak kierowca opisuje usterkę, Stanisław wręcz widział przyczynę, był w stanie szybko ją zlokalizować i usunąć. Po śmierci żony i córki ten talent nagle znika. Stanisław uznaje, że to kara Boska za to, że ich zabił. Takie zresztą określenie pada z ust sędziego odczytującego wyrok. Pięć lat za jazdę po pijaku i spowodowanie śmiertelnego wypadku. Jednakże adwokat, powołując się na orzeczenie psychiatrów badających Stanisława po tym tragicznym zdarzeniu, jest w stanie zamienić odsiadkę na zawiasy i przymusowy odwyk. Stanisław rzeczywiście przestaje pić, ale kiedy leczenie się kończy, wraca do butelki.

Aż tu nagle pojawia się taki młody osobnik, któremu udaje się znów zbliżyć do Sprzątacza na tyle, że ten, na tydzień przed przejściem na emeryturę, ponownie czuje potrzebę bliskości innego człowieka.

Jest też inny objaw. Gdy Stanisław po pracy wraca do domu, stwierdza, że stary zegarek służący za budzik nie działa. Sprzątacz siada przy stole, wyjmuje śrubokręt i rozbiera mechanizm na części. Wymienia pękniętą sprężynę na inną, znalezioną w szufladzie, składa na powrót czasomierz i ze zdumieniem stwierdza, że on działa. Tego dnia wódka zostaje w szafce.

 

*

 

– Musisz mi pomóc! – wołanie Miotły dobiega uszu Sprzątacza, gdy ten właśnie otwiera pierwsze biuro na drugim piętrze. Jest wpół do piątej.

Michał stoi w drzwiach, zdyszany i przestraszony. W dłoni ściska plik kartek. Przez chwilę stoją bez ruchu, nieme rzeźby współczesnej sztuki kapitalizmu.

– Musisz mi pomóc, sam nie dam rady – powtarza Miotła, gdy już może złapać oddech.

– W czym problem? – pyta Stanisław zamykając drzwi.

– W tym! – Michał podbiega do Sprzątacza wymachując kartkami. – Zobacz, ile tego jest!

Wciska drukowaną listę w dłoń zdezorientowanego mężczyzny.

– Przeliczyłem, sto osiemdziesiąt! – Miotła jest na granicy paniki. – Prawie dwieście kabli do odłączenia, po kilkadziesiąt w każdej serwerowni! Nie zdążę i wszystko się wyda!

– Spokojnie – mówi Stanisław przeglądając kartki. – Masz dużo czasu, poradzisz sobie.

– W tym właśnie rzecz, że boję się, że nie poradzę sobie sam.

Błaganie w oczach Michała i cokolwiek nieskładna mowa przekonują Sprzątacza.

– W porządku – zgadza się. Myśli, że większość pracowników i tak nie zauważy, że nie posprzątał w ich biurach. – Pomogę ci.

– Dzięki, o dzięki! – Stanisław boi się, że Miotła zaraz padnie przed nim na kolana, ale niepotrzebnie. Chłopak już pędzi do windy. – No, ale pospiesz się! – ponagla.

Sprzątacz uśmiecha się pod nosem i rusza za młodzieńcem, zostawiając wózek na korytarzu.

– Słuchaj, to naprawdę proste – zaczyna Michał, gdy winda mknie w dół. – Bierzesz listę i…

– Chyba wiem – przerywa mu Stanisław. – Byłem przy tym, jak Informatyk tłumaczył ci co i jak, pamiętasz?

– Eee… racja – Miotła sprawia wrażenie zmieszanego. – Sorry.

– Nic się nie stało.

Wychodzą na parterze, bo Sprzątacz przypomina sobie, że w recepcji mają ksero, a potrzebują przecież dwóch list. Prosto stamtąd idą do serwerowni.

– Dobra, ty bierz czwórkę i piątkę, ja jedynkę i dwójkę. Trójką się podzielimy później – zarządza Michał wskazując drzwi z odpowiednimi numerami.

– Dobra – zgadza się Stanisław.

Michał kluczem wyciągniętym z szuflady Informatyka otwiera serwerownie. Stanisław staje w progu drzwi oznaczonych numerem cztery. Czuje się niepewnie, choć niezliczoną ilość razy mył tu podłogi. Ale teraz nie chodzi o podłogi, tylko o coś poważniejszego. Spogląda na swoją listę i podchodzi do pierwszej szafy krosowniczej. Nie ma żadnego problemu ze znalezieniem jej, bo dobrze pamięta instrukcje Informatyka. Klimatyzatory cicho szumią. Otwiera drzwiczki szafy i od razu dostrzega migające na czerwono światełko. Router znajduje się prawie przy samej podłodze, Stanisław kuca. Przez chwilę przygląda się diodzie. Wydaje mu się, że jej równomierne mruganie ponagla go: szybciej, szybciej, szybciej. Inne, świecące na zielono diody, zdają się być leniwe. Mryg, przerwa. Mryg, mryg, przerwa. Nigdzie im się nie spieszy, w przeciwieństwie do czerwonej.

Sprzątacz sięga do wtyczki, naciska małą plastikową dźwignię i kabel wysuwa się bez oporu. Dioda gaśnie. Stanisław patrzy na wtyczkę; jest spalona. Wygląda na to, że zdarzyła się jakaś większa awaria. Odkłada kabel na podłogę, wstaje i zamyka drzwiczki. Czuje się nieswojo, choć nie wie dlaczego. Być może przez to, że wkroczył do domeny Informatyka i wykonuje jego zadania, o których on, zwykły Sprzątacz, nie ma pojęcia?

Znów spogląda na listę i rusza ku kolejnej szafie. Tu również wtyczka jest spalona. I kolejna też. I następna. Wszystkie.

 

*

 

Miotła i Sprzątacz spotykają się w serwerowni numer trzy.

– Ale jazda – mówi chłopak. – Dawno się tak nie narobiłem.

Stanisław myśli, że słowo „dawno” należałoby zastąpić na „nigdy”, ale nie mówi tego na głos, bo i po co?

– Słuchaj, czy u ciebie też wszystkie wtyczki były jakby spalone? – pyta Michał po chwili.

Sprzątacz kiwa głową.

– Wcześniej tak nie było? – pyta.

– Nie, nigdy. To pierwszy raz. No cóż, coś musiało nieźle pierdolnąć, że się tak popaliły – podsumowuje Miotła. – Ciekawe, czemu nie wszystkie wysiadły, tylko akurat sto osiemdziesiąt?

Stanisław wzrusza ramionami. Mało go to obchodzi.

– Chodź, skończmy to i idziemy do domu – mówi, a chłopak się z nim zgadza.

 

*

 

Gdy dociera do swojej kawalerki, Stanisław jest zmęczony, jak nigdy. Rozbiera się od razu i kładzie do łóżka. Zasypia, a we śnie przychodzą do niego żona i córka. Nic nie mówią, jedynie uśmiechają się z miłością. Stanisław też się uśmiecha, a spod zamkniętych powiek na poduszkę spływają łzy.

 

*

 

– Dziś w nocy miała miejsce katastrofa lotnicza.

Grobowy głos Prowadzącego telewizyjne wiadomości towarzyszy Stanisławowi przy śniadaniu.

– Tuż po starcie z warszawskiego lotniska rozbił się samolot pasażerski jednej z dużych linii lotniczych.

Stanisław na przekór Prowadzącemu ma dobry humor. Pojada kanapkę z serem i wspomina swój sen.

– Łączymy się na żywo z miejscem katastrofy.

Prowadzącego zastępuje Reporter. W tle widać słup dymu i migające światła czerwonych wozów strażackich.

– Krzysztofie, powiedz nam, co się dzieje? – odzywa się Prowadzący spoza kadru.

Stanisław popija kanapkę gorącą kawą. Wódka grzeje się w szafce i Sprzątaczowi wcale nie jest do niej pilno.

– To naprawdę wielka tragedia. Jak już mówiłeś, samolot wkrótce po starcie zaczął gwałtownie tracić wysokość, świadkowie mówią, że widzieli ogień wydobywający się z jednego z silników. Chwilę potem samolot runął i stanął w płomieniach. Strażacy właśnie dogaszają pożar.

Stanisław idzie do aneksu kuchennego zrobić sobie następną kanapkę. Jest dziś wyjątkowo głodny.

– Czy ktoś przeżył katastrofę? – to znów Prowadzący ze studia.

Sprzątacz wyciąga z lodówki masło i ser, a z szuflady nóż.

– Niestety, o ile mi wiadomo wszyscy pasażerowie oraz załoga zginęli na miejscu. Na pokładzie było sto osiemdziesiąt osób.

Stanisław smaruje kanapkę, gdy dociera do niego sens słów Reportera.

 

*

 

Stanisław spotyka Michała na początku ich zmiany.

– Czy Informatyk mówił ci co robią te serwery? – pyta.

– Nie – odpowiada Miotła. – A co?

– Oglądałeś wiadomości?

– Nie. Nie lubię tej kroniki kryminalnej. Co innego jakiś dobry serial jak Kryminalne Zagadki Las Vegas, to chętnie. Albo…

Sprzątacz chwyta Michała za ramiona i potrząsa nim.

– Wczoraj w nocy był wypadek. Samolot spadł!

– Wyluzuj, człowieku – Miotła strząsa dłonie Stanisława. – To się dzieje cały czas. O co ci chodzi?

– Zginęło sto osiemdziesiąt osób.

Czeka na reakcję chłopaka. W końcu Michał się odzywa:

– No i?

– Sto osiemdziesiąt! – woła Sprzątacz. – Ile kabli odłączyliśmy wczoraj?

– Sto osiemdziesiąt – po chwili zrozumienie rozświetla twarz Miotły. – Aaa… mówisz, że ci ludzie zginęli, bo odłączyliśmy kable?

– Tak.

– Bzdura – kwituje Michał. – Niby że co? Żyjemy w Matriksie?

– W czym?

– Gdzieś ty się chował przez ostatnią dekadę? – pyta Miotła retorycznie. – Taki film… Zresztą, nieważne. W każdym razie to co mówisz jest niemożliwe.

Zdecydowane słowa chłopaka nieco chwieją przekonaniem Stanisława co do własnej racji. W głębi duszy on także w to nie wierzy, a w każdym razie nie chce wierzyć, że ludzkie życie, życie jego żony i córki, można sprowadzić do serii impulsów przesyłanych między komputerami. Że można je zakończyć po prostu wyciągając wtyczkę.

– Zabiliśmy ich – mruczy jeszcze licząc, że Miotła racjonalną argumentacją dowiedzie, że jego, Stanisława, rozumowanie jest błędne.

– Pieprzysz – mówi Michał.

 

*

 

Stanisławowi cała sprawa jednak nie daje spokoju. Wracając po nocce do domu kupuje wszystkie lokalne dzienniki. Przegląda je potem przy parującym kubku kawy. Wyszukuje wiadomości o wypadkach, przegląda nekrologi. Zlicza śmierci. W końcu ma ostateczny wynik: trzydzieści pięć zabitych w wypadkach, zmarłych z przyczyn naturalnych lub w wyniku choroby.

Przez chwilę bębni palcami w stół. Świta mu pewna myśl. Postanawia zadzwonić w parę miejsc.

 

*

 

Wieczorem znów rozmawia z Miotłą.

– Ile miałeś wczoraj kabli na liście?

– Trzydzieści dziewięć, czemu?

– Wczoraj w mieście zmarło trzydzieści pięć osób.

– Tu znów o tym? – dziwi się Michał. – Myślałem, że uzgodniliśmy już, że to głupota.

– A ile kabli podłączyłeś? – Sprzątacz ignoruje wynurzenia chłopaka.

– Dziewięć.

– Dokładnie tyle dzieci urodziło się w nocy.

– Skąd wiesz?

– Podzwoniłem po szpitalach – wyjaśnia Stanisław. – Podałem się za dziennikarza, który zbiera materiały do artykułu.

– Jakiego artykułu? – interesuje się Michał.

– A jakie to ma znaczenie? Przecież nie jestem dziennikarzem.

– Fakt – przyznaje Miotła. – W każdym razie to niczego nie dowodzi.

– Nie jestem tego pewien. Różnica między liczbą śmierci a liczbą odłączonych kabli mieści się w granicy błędu statystycznego. A liczba urodzin jest równa liczbie podłączonych kabli – wyjaśnia Stanisław. – Nie zastanawia cię to?

– W sumie nie bardzo – przyznaje Michał. – Po prostu w to nie wierzę.

– Mnie też się to nie podoba.

 

*

 

Pod koniec zmiany Stanisław wprowadza wózek do serwerowni. Powinien umyć podłogę, ale na razie tylko stoi oparty o mopa i wpatruje się w szeregi szaf krosowniczych.

– Zostaw to – słyszy.

Odwraca się gwałtownie, ale za nim nikogo nie ma. Ciarki przechodzą mu po plecach. Może przysiąc, że to był głos jego żony. Ale to przecież niemożliwe, bo ona nie żyje już od dawna. Stanisław uznaje, że mu się przesłyszało. Ostatnio często o niej myśli, to pewnie dlatego.

Odkłada mopa i podchodzi do najbliższej szafy. Otwiera drzwiczki i wpatruje się w rzędy zielonych diod i wystających kabli. Czym są i jakie dane przesyłają? Kto ma rację; on, Stanisław, twierdząc, że każdy odłączony kabel jest równy czyjejś śmierci, czy Miotła, który mówi, że to bzdura? A co jeśli wnioski Sprzątacza są uzasadnione? Co to oznacza? Że byle chłystek może decydować kto ma żyć, a kto nie? A może po prostu odłączają dusze, pozwalając im uwolnić się od martwych ciał? A może nie robią nic, poza usuwaniem skutków awarii?

Stanisław przyklęka i z bliska przygląda się jednej z wtyczek. Wygląda tak samo, jak inne. Zielona dioda miga nad nią szybko, jakby nerwowo. Jakby tak bliska obecność Sprzątacza ją niepokoiła. Tyle, że to niemożliwe, bo jako obiekt nieożywiony nie może czuć czegokolwiek. To tylko kolejne urojenie Sprzątacza, który nagle, pod wpływem impulsu wyciąga dłoń. Chwyta wtyczkę, naciska plastikową dźwignię i delikatnie ciągnie.

Nic się nie dzieje. Wtyczka ani drgnie. Stanisław ciągnie mocniej, ale wciąż bez skutku. Sięga do innej wtyczki, lecz i tej nie udaje mu się odłączyć. Dla odmiany sięga po jeden z leżących na ziemi kabli i próbuje go podłączyć do pustego gniazdka. Nie udaje mu się. Wtyczka najwyraźniej nie pasuje, choć nie różni się niczym od pozostałych.

Stanisław czuje się skonfundowany. Czyżby tylko kable wymienione w liście przychodzącej faksem można było odłączać bądź podłączać? To nie ma sensu.

W końcu postanawia posłuchać rady żony. Zostawi to. Do czasu, gdy porozmawia z Informatykiem.

Specjalnie zostaje dłużej, czeka. Siedzi w swojej kanciapie i pije kawę podkradzioną z któregoś biura, innego, niż zwykle. Napój powoli stygnie, Stanisław upił nie więcej niż jedną trzecią kubka. Powoli schodzą się pracownicy firm, których biura sprząta co noc. Jedni bardziej, inni mniej eleganccy. Większość kłania się ochroniarzowi siedzącemu za biurkiem, ale Sprzątacza nie zauważa nikt. Po raz pierwszy mu to przeszkadza. Wychodzi z kanciapy z miotłą i udaje, że zamiata. Ludzie mijają go bez słowa, niektórzy wręcz ostentacyjnie nie zwracają na niego uwagi. Stanisław dziwi się. Przez tyle lat było mu z tym dobrze, a teraz nagle zaczyna się przejmować. Czyżby znów wpływ Michała? A może skutek rychłego przejścia na emeryturę? Nie po raz pierwszy zadaje sobie pytanie, co będzie robił? Do tej pory jego życiem kieruje rutyna. Chodzi do pracy, sprząta, wraca do domu, pije, śpi. Teraz co prawda wódka odchodzi w zapomnienie, ale to nie wymazuje faktu, że przez lata koił smutek i ból życia alkoholem. Już za kilka dni ta rutyna zostanie zastąpiona inną. Będzie mógł spać w nocy. Ile czasu zajmie mu przyzwyczajenie się do dotyku pościeli w nocy? Czy w ogóle się przyzwyczai? Co ma ze sobą zrobić na tej cholernej emeryturze? Zdaje sobie sprawę, że zaczyna go dręczyć samotność…

Smutne rozważania przerywa wejście Michała.

– Ty jeszcze tu?

Stanisław wzrusza ramionami, nic nie mówi.

– Co tu robisz? – drąży Miotła. – Powinieneś być już w domu.

– Informatyk wrócił? – Sprzątacz ignoruje pytanie. – Na oglądałeś się już gołych bab?

– Tego nigdy dość, he, he – rozpromienia się chłopak. – Ale to już koniec.

– Jak to?

– Laska z czata rzuciła Informatyka. Mąż wrócił wcześniej z delegacji, więc facet wraca do oglądania filmów i zdjęć, a ja – do mopa.

– Przykro mi – kłamie Stanisław. W gruncie rzeczy cieszy się, że ostatnie dwa dni pracy spędzi w towarzystwie Miotły. Przynajmniej do weekendu nie będzie sam.

– Niedługo kończysz, co?

– Tak – potwierdza Sprzątacz domyślając się, że Michał pyta o koniec kariery zawodowej. – W piątek mój ostatni dzień.

– Pewnie nie możesz się doczekać, no nie? W końcu luz, spokój. Nie będziesz musiał całych nocy spędzać w tym pustym biurowcu.

Stanisława uderza myśl, że właśnie tego będzie mu brakowało, ale nie próbuje tego wyjaśniać chłopakowi.

– No, ja spadam – mówi Miotła. – Jestem zrąbany. Nara.

– Do zobaczenia – odpowiada Stanisław.

Dopija zimną kawę i idzie porozmawiać z Informatykiem, zanim i ten pójdzie do domu.

Zastaje go w gabinecie. Siedzi za biurkiem, a na monitorze zamiast zdjęć nagich kobiet wyświetlane są jakieś okienka i tabelki, które Stanisławowi w ogóle nic nie mówią.

– O, cześć – mówi Informatyk widząc stojącego w drzwiach Sprzątacza. – Myślałem, że już poszedłeś do domu.

– Chciałem z tobą pogadać – odpowiada Stanisław.

– Naprawdę? O czym?

– O tych wszystkich serwerach – Sprzątacz siada na krześle stojącym przy ścianie po prawej stronie biurka. – Czym one są?

– To takie duże komputery, które… – zaczyna Informatyk, ale Stanisław przerywa mu gwałtownie.

– Wiem, że to komputery. A przynajmniej za takie uchodzą. Ale czym są naprawdę? Jakie dane przechowują?

– No cóż, należą do międzynarodowej korporacji zajmującej się handlem, jeśli o to ci chodzi. Większość transakcji jest obecnie zawieranych przez Internet. A ja nadzoruję, aby wszystko dobrze działało, zgodnie z wytycznymi, które uzyskuję od przełożonych. Ot, tyle.

– Nie wydaje mi się – Stanisław kręci głową. – Myślę, że to coś zupełnie innego.

– To znaczy?

Sprzątacz wzdycha. Przez chwilę milczy, a potem mówi Informatykowi o swoich spostrzeżeniach i wnioskach. Mówi o liczbie kabli zgadzającej się z liczbą ofiar katastrofy lotniczej i o swoim małym gazetowym śledztwie. Gdy kończy, dla odmiany Informatyk milczy. W końcu się odzywa:

– Chcesz wiedzieć, co myślę?

– Po to przyszedłem.

– Myślę, żeś się z chujem na rozumy pozamieniał.

– Daj spokój – oburza się Stanisław. – Musisz przyznać, że to dziwne.

– Zwykłe zbiegi okoliczności, tysiące ich się zdarza każdego dnia.

– Nie intryguje cię to ani trochę? Pomyśl, każdego dnia możesz zabijać dziesiątki osób!

– Ale też dziesiątki się przeze mnie rodzi – odpowiada Informatyk z uśmiechem. – To są twoje wnioski, prawda? Koło życia, ktoś się rodzi, ktoś umiera.

– Kim jesteś, żeby o tym decydować?

– Nikim – Informatyk wzrusza ramionami. – Ale też nie ja decyduję. Ja tylko wypełniam instrukcje, które dostaję faksem. Może od samego Boga?

Stanisław wybiega z gabinetu ścigany chichotem Informatyka.

 

*

 

Kolejne dwa dni upływają Stanisławowi szybko. Często zastanawia się nad tym, co naprawdę przesyłają kable w serwerowniach i sam już nie wie, co o tym sądzić. Co raz mniej skłonny jest wierzyć w to, co wymyślił. Po skończonej zmianie wraca do mieszkania i sięga po butelkę wódki. Pomaga mu nie myśleć.

– Więc to już, co? – pyta Miotła, gdy w piątek chowają wózek do kanciapy.

– To już – potwierdza Stanisław otwierając szafkę. Wyjmuje ubranie i zaczyna się przebierać.

– Emerytura, wow – zachwyca się Michał. – Mnie się zdaje, że ja nigdy się jej nie doczekam.

– Doczekasz się, doczekasz. Może nawet znajdziesz lepszą pracę.

– Wiesz, ta nie jest zła. A Informatyk to spoko koleś, z którym mogę o wszystkim pogadać.

– Czyli o gołych dupach? – żartuje Sprzątacz ze słabym uśmiechem.

– He, he, o tym też – przyznaje Miotła. – Ale nie tylko. Wiesz, o wszystkim.

Przez chwilę ubierają się w milczeniu.

– Będzie mi cię brakować – mówi w końcu Michał. – Fajnie się z tobą pracowało.

– Dzięki. Mi ciebie też.

– Będziemy w kontakcie?

– Może. Postaram się.

– Fajnie.

Wychodzą przed budynek. Ściskają dłonie i każdy idzie w swoją drogę. Stanisław czekając na tramwaj myśli o tym, że w poniedziałek jeszcze przyjdzie w ciągu dnia rozliczyć się z Brygadzistą, a potem to już koniec. Emerytura pełną gębą.

W mieszkaniu od razu kładzie się do łóżka i zasypia.

Budzi się kilka godzin później, robi sobie obiad. Gdy nadchodzi czas, kiedy zwykle szykuje się do pracy, włącza telewizor i sięga do kuchennej szafki. Wyjmuje w połowie opróżnioną butelkę i kieliszek. Siada na kanapie i nalewa pierwszą porcję, jednym okiem zerkając w ekran. O północy wciąż nie czuje się senny, mimo że ogląda wszystkie bzdurne programy, jakie ma do zaoferowania telewizja. Wychodzi do monopolowego po nową półlitrówkę.

W telewizji leci setna powtórka wielkiego hitu sprzed dekady. Stanisław otwiera butelkę, nalewa pięćdziesiątkę. Gdy podnosi kieliszek, nagły ból ogarnia jego lewe ramię. Naczynie wypada mu z dłoni, wódka wsiąka w dywan. Ból rozprzestrzenia się na lewą stronę klatki piersiowej. Stanisław łapie się za serce i zsuwa z kanapy.

Zawał, myśli. Gdzie telefon? Został na stole w kuchni. O, cholera, jak boli…

Żona i córka pochylają się nad nim. Uśmiechają się i on też się do nich słabo uśmiecha. Po policzkach ciekną mu łzy. Żona wyciąga do niego dłoń.

 

*

 

Informatyk siedzi w swoim gabinecie oglądając film. Dla odmiany jest to najnowszy film akcji. W polskich kinach jeszcze go nie puszczają, ale od czego jest torrent? Film jest naprawdę dobry, Informatyk nie może się doczekać, gdy opowie o nim Miotle. Miotła powinien być właśnie w połowie pracy. Pewnie robi sobie przerwę i pije podkradaną kawę.

Odzywa się faks. Informatyk zatrzymuje film i wyciąga zadrukowaną kartkę.

 

Do: serwerownia PL687-5004124963-09

 

Odłączyć kable:

Sala nr 2:

F-D23

 

 

5 IX – 16 X 2010

Koniec

Komentarze

Super. Bardzo mi się podobało. Świetnie napisane, wciągające, pomysł z tymi kablami też niezły. Ode mnie masz 6, w pełni zasłuzone :)

Zaufaj Allahowi, ale przywiąż swojego wielbłąda.

Mnie intryga z kablami nie zauroczyła. Nie była ona poddana głębszym dociekaniom ani nie płynie z niej żadna refleksja - niby główny wątek a potraktowany bardzo powierzchownie. Poza tym zazgrzytała nazbyt szybka i skokowa zmiana podejścia Sprzątacza do Miotly; potem Sprzątacz doszedł do daleko idących wniosków na podstawie porównania dwóch liczb (nawet jeśli z niego jest bystrzacha, to tym bardziej powinien poddać w wątpliwość doniosłość swojego odkrycia); duch żony pojawia się jako deus ex machina, jego obecność nie jest poparta w fabule - ogólnie siada psychologia i zbyt dużo jest chodzenia na skróty.
Nie pasowało mi w którymś zdaniu wyrażenie "Sodoma i Gomora". W kontekście dalszego opisu lepsza byłaby "stajnia Augiasza".
Podobał mi się za to styl i dialogi, przez co przebrnąłem przez tekst niezwykle gładko i z zaciekawieniem.

Górna strefa stanów średnich.
Nie potrafię skojarzyć, gdzie i kiedy spotkałem się z podobnym pomysłem. Tylko podobnym, podkreślam --- bo nie były w to "zamieszane" komputery.
Klimat monotonności pracy i życia Stanisława nieźle, moim zdaniem, oddany.

Drogi Autorze, czemu służą podwójne odstępy przy gwiazdkach?

P.S. "Dzień statystyka". Autora nie pamiętam. Luźne skojarzenie.

Odstępy w tekście są pojedyncze. Użyłem funkcji "wklej z Worda" i to był błąd... :-/

Pomysłowe, ciekawe, sprawnie napisane opowiadanie.

-> Tregard. Spróbuj przez schowek systemowy. U mnie działa i nie robi psikusów.

@ wysniony: to opowiadanie to eksperyment. Zabawa formą i treścią. Nie twierdzę, że udany :-)

Tregard. A w jaki inny sposób masz zamiar sprawdzić, czy eksperyment się udał, jeśli nie dzięki krytycznym opiniom?

@ wysniony: sluszna uwaga. Dlatego tutaj publikuję. Krytyczne uwagi są zawsze mile widziane.

Widział bym to opowiadanie w jakiejś antologii, tregardzie. Albo zbiorku Twego autorstwa. Zasługuje na to.

Bardzo dobre opowiadanie. Świetnie napisane, doskonale się je czyta. Poczułem klimat podczas lektury.

Przeczytałam.

O! Ktoś tu zajrzał po dwóch latach od publikacji!

Miło mi, że przeczytałaś :-)

Trochę mi zgrzytnęło, że do takiego "sprzętu" mają dostęp zwykli śmiertelnicy. Ale ogólnie, opowiadanie w porządku.

Babska logika rządzi!

Całkiem niezły pomysł przerodził się w bardzo zacne opowiadanie.

Zdawałoby się, że opis rutynowych czynności Stanisława nie miał prawa być szczególnie zajmujący, to nie wiem dlaczego, ale może przeczuwając, że coś się musi wydarzyć, nie umiałam przestać czytać. I choć wykonanie mogłoby być lepsze, przeczytałam Sprzątacza z prawdziwą przyjemnością. :)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Fajne :)

Znam tylko pięć liter ;)

Nowa Fantastyka