- Opowiadanie: drakaina - Chochliki jurajskie

Chochliki jurajskie

Wrzucam tekst, który na odmianę napisałam w trzy godziny, na dodatek grubo przed dedlajnem. Wrzucam, żeby nie uznać, że jest tak kretyński, że go w ogóle nie wrzucę.

Inspiracją była rozmowa na Krzykpudle, którą sobie zapisałam i może wrzucę w jakimś komentarzu, ale nie tu, bo spoilers. [Edyta: wątkiem przewodnim tego qui pro quo były dwie Jury: francusko-szwajcarski potężny masyw górski, od którego wiedzie nazwę epoka geologiczna, oraz Krakowsko-Częstochowska]

Mam nadzieję, że radosny idiotyzm, optymizm i psikusy w odpowiednim kierunku spełniają warunki konkursowe.

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Oceny

Chochliki jurajskie

Stary Tip zerknął na młodego Tapa, który taszczył Wielkim Tunelem Europejskim dziesiąty już chyba wór.

– Co to jest?

– Zabawa – odparł zadyszany Tap. – Zobaczysz, tato, wygram Igrzyska Psikusowe!

Igrzyska Psikusowe to najważniejsze wydarzenie sportowe w Chochliczym Świecie. Trwają cały rok, co miesiąc przyznawany jest brązowy Korzeń Miesiąca, a potem, kiedy minie rok, srebrny Korzeń Roku. Pewnym utrudnieniem jest to, że w Chochliczym Świecie od stuleci trwa spór o to, czy dostosowywać miarę czasu do warunków zewnętrznych, czyli Świata Ludzi, czy też trwać przy starożytnych miarach. Srebrne Korzenie przyznawane są w związku z tym niezwykle rzadko, na pewno nie co rok. Ludzki. Nie możemy jednakowoż rozwodzić się nad tym dłużej, bo Tap już dociągnął worek do Wyjścia znajdującego się przy Starej Studni Na Zakręcie.

– Co jest w tych workach? – zapytała mała Miti.

Spróbowała zajrzeć do jednego z nich, ale magia, którą zabezpieczył je Tap, trzymała mocno.

– Akurat ci powiem – odciął się młody. – Żebyś mnie zmałpowała i odebrała mi zwycięstwo?

– Pff – Miti wydęła usteczka, poruszyła bardzo spiczastymi uszkami, które stanowiły przedmiot zazdrości okolicznych chochliczek, po czym pokazała Tapowi język.

Stary Tip westchnął ciężko. Wiedział, że Miti smali cholewki do Tapa. Nie był przeciwny: w końcu jego prapraprapra-i może jeszcze trochę-babka miała na imię Muti. Ale to było dawno, nawet jak na chochlicze miary czasu. Niemniej pokazywać język? Miti miała naprawdę poważne zamiary.

Tap tymczasem rzucił worek obok pozostałych, po czym zanurkował z powrotem do Tunelu i tyle go widzieli.

W czasie, kiedy młody Tap podróżuje w sobie tylko wiadome miejsce po kolejny worek z psikusową zawartością, powiedzmy, że Tunel nie jest wcale takim tunelem, jaki sobie wyobrażacie. To cały wielki kompleks, z mnóstwem odnóg i osiedlami Chochlików, domami towarowymi, a nawet kolejką górską. Po prostu Chochliczy Świat, znajdujący się pod Ludzkim, i mający z nim połączenia w różnych dziwnych miejscach.

Teraz zaś możemy zrobić mały przeskok i zobaczyć, co przydarzyło się Tapowi w drodze powrotnej, kiedy taszczył aż dwa worki psikusów. Zanim jednak to uczynimy, dodajmy, że najważniejszą cechą Chochliczego Świata jest jego nieprzewidywalność. Dorosły Chochlik umie trzymać się wyznaczonej linii czasoprzestrzennej, młodszym jednak zdarzają się dziwne przygody. Tak właśnie było w przypadku Tapa.

Wyrósł przed nim nagle ogromny kształt. A potem tupnął nogą. Kształt tupnął najpierw, ale Tap nie pozostał mu dłużny i tupnął również.

– Kim jesteś i co robisz w Chochlikowym Świecie? – zawołał.

Tamten odpowiedział chrząknięciem i tupnięciem.

Tapowi nie pozostawało nic innego jak uciec się do magii. Nie był w niej bardzo wprawny, udało mu się jednak przestawić własne zmysły na to, jak odbierają świat Wielkie Kształty. Tylko że to nic nie dało, bo ten Kształt myślał całkowicie inaczej niż wszystko, co znał młody Tap, więc nic nie zrozumiał.

W czasie, kiedy Tap rozważa, czy zdoła się dowiedzieć, czym jest Wielki Kształt, dodajmy, że przestawianie zmysłów działa świetnie, kiedy Chochlik spotyka się z czymś, co pochodzi mniej więcej z jego czasów. Albo przynajmniej z czasów jego pra-pra-i tak dalej-babki albo dziadka, ważne żeby taka osoba żyła i jej myśli krążyły w Tunelu. Ale dosyć, bo Tap właśnie coś wymyślił, wypada więc do niego wrócić.

– Jesteś starszy od moich żyjących pra-pra-i tak dalej-przodków – oznajmił. – Czyli że zabłądziłem w czasoprzestrzeni! Ale ponieważ przypominasz mi jaszczurkę, a jesteś trochę straszny, nazwę cię Dinozaurem, zgoda?

Tap oczywiście znał grekę, ponieważ jego ileś razy pra-dziadek urodził się w czasach, kiedy na górze ten język był popularny, i nadal cieszył się znakomitym zdrowiem, co zawdzięczał licznym wygranym w Psikusowych Igrzyskach, albowiem, co zapomnieliśmy nadmienić, moc Chochlika rośnie wraz z punktami zdobytymi w tych zawodach.

Tamten odpowiedział chrząknięciem i tupnięciem. Tap uznał to za zgodę.

– Dobra, Dinozaurze, zabiorę cię z sobą – powiedział. – Będziesz doskonałym psikusem!

Ponieważ magia imion należy do najważniejszych elementów Chochliczej Magii, stwór, który dopiero co był Ogromnym Kształtem, a sam siebie określił za pomocą chrząknięcia i tupnięcia, nie miał wielkiego wyboru. Musiał udać się za istotą, która nadała mu imię, całkowicie przez przypadek zbieżne z tym, jak nazwali go ludzie z góry. A może nie całkiem przez przypadek? Tap znalazł kiedyś zgubioną w lesie Encyklopedię, która stała się jego największym skarbem. Niewykluczone więc, że Straszne Jaszczurki biegały w jego pamięci.

– Ty całkowicie zwariowałeś – oznajmił Stary Tip.

Tap pomyślał, że tato chyba naprawdę się starzeje, skoro przestał rozumieć psikusy.

Mijały dni. Tap nosił worki, Tip się dziwił, Miti podrywała Tapa, a Dinozaur przechadzał się po Tunelu i od czasu do czasu ze zdumieniem odkopywał kości własnych pobratymców. Po jakimś czasie zaczęło do niego docierać, że tym razem on wyskoczył z własnej czasoprzestrzeni, markotniał więc, aż zebrała się nawet Rada Chochlicza Okręgu Jury, by rozważyć, jak pocieszyć Dinozaura. Ewentualnie jak go odesłać we własny kawałek czasoprzestrzeni.

Tap wciąż nosił worki.

Dinozaur zjadł jeden z worków, co stało się przyczyną kolejnej narady. Usiłowano dociec, co mogło być w workach, że zainteresowało gastronomicznie Dinozaura. Ponieważ jednak nikt nie wiedział, co na co dzień w swoim zakątku czasoprzestrzeni jadał Dinozaur, narada zakończyła się zapisaniem do protokołu, że nie osiągnięto porozumienia.

Mijały kolejne dni i w końcu Tap przestał nosić worki.

Wyjaśnijmy, że na górze nastała zima, więc cokolwiek Tap nosił w workach, przestało najwyraźniej być dostępne. A może Tap się znudził.

Pierwszego dnia Nowego Roku (tego na górze, bo na dole trwała dysputa, jaki jest dzień roku i którego) Tap zaczął otwierać worki i szybko zrobiła się z tego poważna afera.

Dzień po otwarciu worka i wysypaniu jego zawartości na Zakręt Koło Starej Studni dostał list polecony. Spanikował i nie otwierał go przez następne dwa dni, ale poza tym też nic nie robił, więc nie pogarszał swojej sytuacji. Nie poprawiał jej też, jako że nie zyskiwał punktów psikusowych.

Trzeciego dnia Tip otwarł list syna i zbladł. Tap został wezwany przed oblicze Wielkiego Chochlika, a to oznaczało kłopoty.

Chochliki mają skomplikowany ustrój polityczny, w którym odbijają się niczym w lustrze wszystkie zmiany zachodzące na górze. Możecie sobie wyobrazić.

– Pamiętasz, jakie jest pierwsze przykazanie Igrzysk i Psikusowania? – ryknął Wielki Chochlik.

– Pri… pri… primum nonno… non no… nocere – wybełkotał Tap, bo doskonale wiedział.

To pierwsza lekcja, jakiej udziela się Chochlikom. Wszystkim. Chyba że jakiś rodzic zapomni. Ale to nie był przypadek Tipa i Tapa, którego zostawiliśmy trzęsącego portkami i uszami przed Wielkim Chochlikiem. Aby nie przedłużać: kłopot był w tym, że z powodu psikusa Tapa – przedniego, niewątpliwie – kilka samochodów jadących przez Zakręt Koło Starej Studni wpadło w poślizg i wylądowało w rowie.

– Masz szczęście, smarkaczu, że nikt nie zginął! – ryczał dalej Wielki Chochlik.

Po czym zakazał dalszego rozsypywania mokrych liści na szosie.

– Tu jest las iglasty! – grzmiał. – Co za głupota, żeby tachać tu liście!

– Wy… wybacz, o Wie.. Wielki i Przed… wieczny Wład… co – wydukał Tap.

Wielki Przedwieczny Władca jest hiperbolą, ponieważ dziedziczni Królowie Chochlików są wybierani w wolnych elekcjach, w których uczestniczyć mogą jedynie Chochliki, które uzyskały pełnoletniość. Kalkulacja pełnoletniości jest problematyczna z powodu niejasnej rachuby lat, w związku z czym elektorów nie jest zbyt wielu.

– Wybaczam, ale oby było to ostatni raz! – warknął Wielki Chochlik. – Co ci do durnego łba strzeliło?

Tap rozłożył bezradnie ręce.

– Magia imion? – powiedział cicho, ale przynajmniej już się nie jąkał. – Tu Jura i tam Jura. Tam liście, a tu brak liści. Ludzie ślizgają się na liściach, to zabawne. No więc przyniosłem. Rozsypałem.

– Na stromym zakręcie! – Wielki Chochlik pogroził młodemu palcem. – Za karę odbieram ci wszystkie punkty psikusowania!

To największa kara dla chochlików, zwłaszcza młodych, które ciężko pracują na swój pierwszy korzonek. Zapłakał więc Tap i smętnie powlekł się do domu.

W domu usiadł i smętnie patrzył, jak Dinozaur pożera kolejne worki liści. Wiedział, że szybko nie odzyska prowadzenia punktowego. Nie miał szans na żaden Korzeń, a bez tego Miti pewnie przestanie go podrywać. Już nigdy nie zobaczy zieloniutkiego, szpiczastego języczka…

I mogło tak się stać, że Tap zasmuci się na śmierć, a Dinozaur pożre wszystkie liście, gdyby nagle nie gruchnęła wieść, że w świecie ludzi wybuchła wojna. Tap siedział i smęcił, Dinozaur zostawił chwilowo worki, bo dostał czkawki, a ze wszystkich stron spływały wieści o strasznych wydarzeniach w ludzkim świecie.

„Po pierwsze nie szkodzić” – myślał Tap. I wtedy błysnęła mu genialna myśl.

– Szkodzenie szkodnikom nie jest szkodzeniem, prawda? – zwrócił się do Dinozaura.

Stwór w odpowiedzi czknął głośno, co Tap uznał za potaknięcie.

Nie opowiedziawszy się ojcu, wskoczył na grzbiet Dinozaura, załadował wszystkie pozostałe worki i pognał szybkim truchtem na wschód, gdzie przez następne dni zajmował się rozsypywaniem mokrych liści pod nogami, kołami i gąsienicami szkodników.

A kiedy wrócił…

Kiedy wrócił, wszystkie jurajskie Chochliki wyległy na jego powitanie, ponieważ mają telewizję i na kanale Psikus24 oglądały wyczyny Tapa.

– Witaj, bohaterze! – zakrzyknął Wielki Chochlik, a w jego ręku coś błysnęło.

I stało się tak, że Tap dostał Złoty Korzeń, Dinozaur wielki zapas świeżych liści znoszonych z całej Europy, a Miti oświadczyła się Tapowi. Do ślubu wiózł ich Dinozaur, który na lepszej diecie pozbył się czkawki. I poślizgnął się na ostatnim pozostałym w okolicy liściu, co uznano za dobry omen dla nowożeńców.

Dinozaur zaś zbudował sobie dom z kości pobratymców, żeby poczuć się choć troszkę bardziej jak we własnej czasoprzestrzeni.

Koniec

Komentarze

Tytuł zwala z nóg.

Fajne, plastyczne światotwórstwo w wersji skompresowanej.

Sama historyjka dość banalna, ale czyta się gładko i zakończenie właściwe.

prapraprapra-i może jeszcze trochę-babka

<> Napewnobezżadnychspacji?

<> Głośnego śmiechu nie wywołuje, ale taki ogólny stan rozbawienia – owszem. Dodatkowy plus za happy end.

W kolejce. Powodzenia.

Cześć, drakaina. 

Opowiadanie intrygujące z przemyślną fabułą. Ładna stylizacja, taka bajkowa. Co więcej, mamy tu interesującego protagonistę oraz świetnie wykreowany świat. I wszystko byłoby super, gdyby nie zakończenie. 

Uważam je za zbyt przyśpieszone. Zepsuło ogólny efekt. Liczyłem na coś lepszego. Tutaj wystąpił taki bardzo bajkowy happy end, ale moim zdaniem za bardzo infantylny. Nawet jak na bajkę. 

Pragnę zaznaczyć, że to bardzo subiektywna opinia, oparta wyłącznie na moich własnych odczuciach. 

Pozdrawiam! 

Czytanie książek to najpiękniejsza zabawa, jaką sobie ludzkość wymyśliła

Przyjemna historia, ciekawy zabieg z przeplatankami. Przy dłuższej opowieści sprawdziłby się, tutaj – chyba – poszłaś na skróty i trochę luk pozostało. Ułatwiłaś sobie zadanie, ale jak chochliki to chochliki! xd

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Dzięki wam wszystkim za odwiedziny :)

 

Co do przyspieszenia pod koniec – cóż, bezlitosny limit, a poza tym przyjęta konwencja niekoniecznie przewidywała epickie przygody wojenne ;)

 

Bo co do skrótów i przeplatanek – w zamierzeniu to miał być uśmiech w kierunku infodumpów traktowanych jako element narracyjnej samoświadomości. Dokładnie o taki efekt chodziło: w celowo infodumpowo napisanych kawałkach uzupełniam pretekstową de facto fabułę…

 

<> Napewnobezżadnychspacji?

Tak, to element zabawy ;)

http://altronapoleone.home.blog

Czyli wszystko dobrze się skończyło.

Sympatyczny szorcik, zgrabnie pokazałaś spory kawałek chochlikowego świata.

Babska logika rządzi!

Uśmiechnął mnie Korzeń Roku i Korzeń Miesiąca :)

Gdybym się miała czepiać, to przyczepiłabym się przykazania, żeby nie szkodzić… Przecież chochliki szkodzą niejako z definicji…? Igrzyska Psikusowe na szkodzeniu chyba polegają…?

Zakończenie takie nieco ściśnięte, wiadomo dlaczego, ale i tak trochę szkoda :)

Kosmos to bazgranina byle jakich wielokropków!

Witaj.

“Dom z kości pobratymców” – toż to stuprocentowy horror! laugh

Wybitny pomysł. I humor. I zakończenie. :)

 

Z technicznych dostrzegłam:

– Kim jesteś i co robisz w Chochlikowym Świecie! (znak zapytania?)

 

… aż zebrała się nawet Rada Chochlicza Okręgu Jury, by rozważyć, ja pocieszyć Dinozaura. – literówka

 

“Świat Ludzi” czasem jest wielkimi, czasem małymi literami. Czy to celowe? 

 

Pozdrawiam. :)

Pecunia non olet

 

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Pamiętam rozmowę na SB. Tam rzeczywiście musiał maczać palce chochlik.

Dzięki za kolejne ciepłe słowa :)

 

Gdybym się miała czepiać, to przyczepiłabym się przykazania, żeby nie szkodzić… Przecież chochliki szkodzą niejako z definicji…? Igrzyska Psikusowe na szkodzeniu chyba polegają…?

Założyłam, że chochliki robią psikusy, żarty i ich wewnętrzny kodeks zakłada, że to mają być właśnie żarty: coś, co uprzykrza albo utrudnia życie, ale nie prowadzi do trwałych uszkodzeń ciała, chorób, zniszczeń, nie mówiąc już o śmierci. Tap zapewne zakładał, że ludzie będą się na liściach ślizgać i będzie fun, nie wziął pod uwagę, że na zakręcie będzie naprawdę niebezpiecznie (a mowa jest o konkretnym, dość ostrym zakręcie w górach Jury w ich części francuskiej, na zjeździe na Genewę) :)

 

@Bruce, dzięki za wskazanie babolków!

 

@MTF – prawda?

 

Jurorkę powitać!

http://altronapoleone.home.blog

Prawda.

To ja dziękuję. Wspomniane sprawy to drobnostki. 

Pozdrawiam serdecznie. :)

Pecunia non olet

Poprawione!

http://altronapoleone.home.blog

O, bardzo fajne, i z rzuconymi ot, tak światotwórczymi pomysłami godnymi szerszego opracowania. Ogromnie przyjemna lektura.

Podoba mi się pomysł na opowiadanie, który wykluł się swego czasu z rozmów na Krzykpudle. Nieźle się czytało, ale mam wrażenie, że daje się zauważyć, iż żaden termin Cię nie cisnął. ;)

 

A potem tup­nął nogą. → Masło maślane – czy można tupać, nie używając do tego nóg/ nogi?

 

– Wy… wy­bacz, o Wie.. Wiel­ki i Przed… wiecz­ny Wład… co – wy­du­kał Tap. → Drugiemu wielokropkowi brakuje jednej kropki.

 

Za­pła­kał więc Tap i smęt­nie po­wlekł się do domu.

W domu usiadł i smęt­nie pa­trzył… → Czy to celowe powtórzenie?

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Bardzo fajne:). Siłą tekstu jest przyjęta narracja i humor. Troszkę rozczarowała mnie zawartość worków, ale rozumiem zamysł. Klika dam wieczorem.

Bardzo podoba mi się, że w Twoim świecie pokazywanie języka świadczy o poważnych zamiarach :D Odnajduję podobieństwo pomiędzy strukturami politycznymi chochlików a młodzieżówką Lewicy w Bydgoszczy, ponieważ jedni i drudzy nie mogą niczego ustalić. Żart polegający na wysypywaniu mokrych liści faktycznie durny i mało zabawny, toteż nie dziwi ochrzan Wielkiego Chochlika. Bardzo sympatyczna opowiastka, bawiłem się dobrze, a wybrana narracja wyjątkowo przypadła mi do gustu. Pozdrowienia ;)

Cześć, Drakaino!

 

Mocno światotwórczo, choć poprzez te wstawki – trochę poszłaś na skróty.

Trochę mnie zraziło, że za psikusa dostał Tap po uszach – widzę, że nie ja jeden. Tłumaczenie przyjmuję ;)

Poza tym chochlikowo, lekko i sympatycznie.

 

Pozdrówka i powodzenia w krokusie!

Nie zabijamy piesków w opowiadaniach. Nigdy.

Dziękuję kolejnym komentatorom :)

 

mam wrażenie, że daje się zauważyć, iż żaden termin Cię nie cisnął

Rozumiem, że to źle świadczy o tekście ;)

 

Troszkę rozczarowała mnie zawartość worków, ale rozumiem zamysł.

Żart polegający na wysypywaniu mokrych liści faktycznie durny i mało zabawny,

To się wzięło z konkretnego qui pro quo na Krzykpudle, gdzie Jura francusko-szwajcarska została pomylona z Krakowsko-Częstochowską, a mowa była o trudnych przejazdach przez jedną i drugą, w tle były śliskie liście – dlatego taka zawartość XD

 

z rzuconymi ot, tak światotwórczymi pomysłami godnymi szerszego opracowania

Hmm??? Rozwiń?

 

poprzez te wstawki – trochę poszłaś na skróty

Ale to jest celowy zabieg narracyjny, kpina z infodumpów itepe ;)

 

 wybrana narracja wyjątkowo przypadła mi do gustu

Mam nadzieję, że właśnie przez zastosowanie celowych infodumpów między innymi ;)

 

 

 

http://altronapoleone.home.blog

Rozumiem, że to źle świadczy o tekście ;)

Nie, Drakaino. I nie wiem, czy umiałabyś napisać coś tak fatalnie, aby to źle świadczyło o dziele. :)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

nie wiem, czy umiałabyś napisać coś tak fatalnie, aby to źle świadczyło o dziele. :)

Dzięki, Reg, miło to słyszeć od Ciebie, bo różne rzeczy się ostatnio słyszy ;)

http://altronapoleone.home.blog

Drakaino, staraj się nie dawać posłuchu wszystkiemu co do uszu i oczu dociera. Wszak masz świadomość, co umiesz i wiesz jak tę wiedzę przekazać. :)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

z rzuconymi ot, tak światotwórczymi pomysłami godnymi szerszego opracowania

 

 

Idea Tunelu, przestawianie umysłów, powiązanie Igrzysk z długowiecznością, relacja między Tunelem a światem ludzi – to jest setting na całkiem fajne może lekko humorystyczne fantasy, do rozwinięcia powieściowego, oryginalny i z dużym potencjałem na większy format niż urocza miniaturka.

Hmm. Może?

http://altronapoleone.home.blog

Sympatyczne :)

Przynoszę radość :)

Grunt, że się dobrze skończyło i wszystkie wątki się spotkały i rozplątały! laugh

Heloł laugh Bardzo ciekawy sposób narracji, podobały mi się te wstawki kursywą. Dinozaur wcinający liście – uroczy. heart Miti i jej sposoby na podryw – urocze. heart

 

Koniec trochę mało spektakularny, bo nie jestem pewna, czy liście podziałałyby na czołgi… ^^’ Ale może dopomogła chochlicza magia. ^^

 

Pozdrawiam! ^^

She was with me. She did all those things and so many more, things I would never tell anyone, and she never even loved me. Now that’s love.

nie jestem pewna, czy liście podziałałyby na czołgi… ^^’ Ale może dopomogła chochlicza magia.

 

Bardzo zdecydowanie!

 

Dziękuję wszystkim za miłe słowa :)

http://altronapoleone.home.blog

Intrygujący pomysł, szczególnie mnie zainteresowała kwestia czasowa i przez ten element całą lekturę miałem wrażenie, że mi ten Tip i Tap odmierzają coś jak w zegarku.

 

Natomiast zauważyłem, że dość często w opowiadaniu pojawiają się opisy uzupełniające (choć krótkie, wprowadzają dość dużo informacji). Według mnie te opisy same w sobie są materiałem na opowiadanie i trochę szkoda, że stały się elementami chochliczej encyklopedii. Zresztą encyklopedia się w tekście pojawia. Może cały czas funkcjonowała?

 

Fajny pomysł, ale można by to wszystko bardziej rozwałkować (rozpisać). Podejrzewam, że efektem byłoby znaczne przekroczenie limitu znaków ;)

 

Najlepszą wizytówką piszącego są jego komentarze.

Można się uczyć na tym tekście światotwórstwa i pisania wstawek nie będącymi infodumpami. Do tego nienachalny humor i słusznie tekst znalazł się w bibliotece.

Nowa Fantastyka