- Opowiadanie: Ambush - Złota rybka

Złota rybka

Po bardzo długiej przerwie wreszcie udało mi się coś ukończyć.

W opowiadaniu spełnione życzenia i ich konsekwencje, oraz oczywiście chochliki.

Chwała betującym, czyli MTF’owi, MichałowiPe i Radkowi.

Dyżurni:

ocha, bohdan, domek

Oceny

Złota rybka

Mrok ogarnąłby miasto, gdyby nie pulsujące nieprzerwanie natręctwo neonów. W najbliższej kałuży odbijało się czerwone HOT, a blade girlandy nad sklepem z fajerwerkami syczały cichutko.

Matylda przemykała wąskimi uliczkami wśród barów i podejrzanych warsztatów samochodowych. W centrum by się wyróżniała i niepotrzebnie przyciągała uwagę. Tu ubrana w nabijane ćwiekami, czarne ciuchy tyczkowata laska nikogo nie dziwiła, mimo że miała sterczące jak igły niebieskie włosy… nawet jeśli powłóczyła nogą.

Spojrzała w dół i po raz tysięczny zmełła w ustach przekleństwo.

„Nie dam rady tam doleźć!” – pomyślała spanikowana. „To był paskudny postrzał! Nogawka już jest cała sztywna, a wciąż krwawię!”

Przez kilka minut biegła koślawym truchtem, a potem ukryła się w ciemnym podwórku i wcisnęła między blaszany garaż a chropowatą ścianę bloku budowanego przed laty przez ochotników pracy. Zerknęła na opaskę. Zostały cztery światełka. To jej niespokojnie migotało na pomarańczowo.

– Żeby cię żywcem larwy zżarły! Ty ościste ścierwo! – zaszlochała, po czym zamarła słysząc zbliżające się kroki.

Wstrzymała oddech i zacisnęła zwieracze, bo nagle poczuła, że zaraz się posika. Paniczny strach pulsował w niej jak ból, odbierając dech. Czuła równocześnie potrzebę zwinięcia się w kłębek i rozpaczliwego biegu przed siebie.

 

X

Już prawie zapomniała chwilę, gdy podczas Wielkiego Pomaturalnego Ogniska złowili złotą rybkę. Mocno pijany Franek wyciągnął ją ze stawu i przyniósł by się pochwalić.

– Carasius Aureus! – wrzasnęła Agata, która zdała rozszerzoną biologię, po czym usiłowała pocałować zwierzę.

Ono tymczasem, zupełnie jak w bajce, przemówiło do nich ludzkim głosem.

Matylda siedziała na kolanach swojego chłopaka – Olgierda – i zaśmiewała się słysząc piskliwy głosik:

– Wypuśćcie mnie, a spełnię wasze trzy życzenia.

Po krótkiej dyskusji pańskim gestem darowali rybie życie. Każde z nich otrzymało fikuśną opaskę, na której lśniło dwanaście światełek, kolorem przypominających oczy ich zmiennocieplnej sponsorki. Na spodzie opasek kryły się małe trybiki, których przekręcenie miało uruchamiać kolejne życzenia. Założyli opaski i tańczyli do rana, paląc blanty i snując wspaniałe plany.

Wtedy Matylda była zadowolona ze swojego życia, chociaż miała kilka drobnych zastrzeżeń. Jako jedyna córka dentysty, mogła każdego lata jeździć na kursy językowe za granicę, nosić markowe ciuchy, a w stajni pod miastem czekał na nią własny koń – Pegaz. Niestety jej ojciec pochodził z jakiejś podkarpackiej wsi i mówił do pacjentów „Niech nic nie je przez godzinę”, siorbał zupę i odczuwał podszytą agresją obawę przed wszystkim, co obce.

Olgierd był chłopcem przystojnym, ale całkiem pozbawionym wyobraźni i chociaż kochało się w nim pół szkoły, coraz częściej myślała, że to nie to.

Matylda miała wielkie oczy, ale też kilka kilo za dużo, no i nie udało jej się przekroczyć stu siedemdziesięciu centymetrów wzrostu.

Dlatego kolejnego wieczora przekręciła mosiężne kółko i wyszeptała, że chce być top modelką.

Obudziła się wyższa o kilkanaście centymetrów. Po tygodniu na ulicy zaczepił ją fotograf, a po miesiącu chodziła już na wybiegu. Wtedy jeszcze „dzieciaki z ogniska” miały ze sobą kontakt. Wspaniała dwunastka podbijała świat. Rok po maturze byli wśród nich promotorzy nowych technologii, aktorzy, pisarze i gwiazdy sceny. Matylda spotykała się od czasu do czasu z Olgierdem, ale on oczekiwał nieustannego zachwytu, a ona czuła się nim coraz bardziej znudzona.

Dlatego, gdzieś na Malediwach, poprosiła rybkę o prawdziwego, twardego faceta.

Kiedy na lotnisku szła do taksówki, na parking wjechał z piskiem opon harley. Wysoki, umięśniony i wytatuowany motocyklista podszedł prosto do niej.

– Jesteś najpiękniejsza, dlatego będziesz moja – wziął ją za rękę i zabrał ze sobą.

Alan naprawdę był silnym mężczyzną. Dał jej zmysłowy i brutalny seks, sprawił że odkryła swoją dziką naturę. Kupował jej sucze ciuchy, a ona z radością je nosiła, sycąc się wrażeniem, jakie robiła na swoim ukochanym i wszystkich innych. Przed Alanem drżało miasto, a on wyciskał życie jak cytrynę.

Było im jak w niebie, dopóki po miesiącu nie pobił jej po pijanemu. Potem oberwała jeszcze kilka razy i z beztroskiej dziewczyny zmieniła się w wyczulony sejsmograf jego zmiennych nastrojów. Przez pół roku funkcjonowała w ten sposób, nie widząc wyjścia z sytuacji, aż pewnego wieczora Alan powiedział:

– Od jutra zero picia i palenia. Urodzisz mi syna, dopóki jeszcze jesteś młoda.

– Ale ja chyba jeszcze nie chcę mieć dzieci…

– Kto pytał? – przeciągnął się w fotelu.

W tym pozornie leniwym geście dostrzegła groźbę, ale nie odpuściła.

– Mam podpisane kontrakty, poza tym myślałam, że będę studiować…

– Nie potrzebuję przemądrzałej baby, tylko dziedzica. Ktoś musi przejąć imperium, które zbuduję. Jak Godfather. Rozumiesz, czy może jesteś tylko głupim wieszakiem?!

Wtedy Matylda i cała jej paczka powoli pojmowali coraz więcej. Między innymi, że złota rybka nie ofiarowała im happyendu. Michał wyskoczył z okna swego biurowca. Michalina została aresztowana, po tym jak jej najnowszy bestseler, w którym słynna pisarka zleciła zabicie kochanki męża, okazał się oparty na faktach.

Równo dwa lata po pamiętnym ognisku w wiadomościach podali, że Olgierda, obecnie gwiazdora zespołu blackmetalowego, uniesieni muzyką fani udusili po koncercie za pomocą garoty wykonanej z gitarowej struny.

Tej nocy Matylda nalała sobie pełną szklankę dwunastoletniej whisky i wypiła duszkiem.

– Nie chcę więcej twoich życzeń! – wrzasnęła, próbując rozwalić opaskę.

Trybiki rozsypały się z nieprzyjemnym grzechotem. Teraz na spodzie opaski znajdował się napis META, cztery cyfry i adres na obrzeżach miasta. Wrzuciła opaskę do torby, potem z telefonu na kartę zadzwoniła na policję, wskazując magazyn dragów, którym zarządzał Alan, opróżniła jego sejf i uciekła.

Przez kilka miesięcy usiłowała zniknąć i przyczaić się, ale ludzie Alana wytropili ją nawet w Rio. W końcu doszła do wniosku, że tajemnicza meta jest jej jedyną nadzieją.

 

X

Z początku siedziała nieruchomo. Dźwięk kapiącej wody i woń opuszczenia w jakiś sposób izolowały ją od świata zewnętrznego i koiły. Kiedy ścierpły jej nogi, wstała opierając się o szorstki mur. Nie odważyła się jęknąć, mimo że postrzelona noga pulsowała bólem. Przeniosła ciężar na drugą stopę, zagryzła wargi i poczuła w ustach smak krwi.

„Wszystko się kończy. Ja chyba też…” – pomyślała smętnie, nasłuchując.

Od strony ulicy napływały dźwięki samochodów i kroków, a nawet jakieś rozmowy, ale nic nie zwiastowało pogoni. Ludzie wracali z pracy, szli kupić wódkę, albo na dziwki, ale na nikogo nie polowali.

Ostrożnie wynurzyła się ze schronienia. Przeszła przez podwórko i znalazła wyrwę w siatce. Przecisnęła się, nie zwracając uwagi na kolejne rozdarcie w skórzanej kurtce. Zapadając się w piasku, minęła padok i przemknęła wzdłuż znajomych budynków stajni.

Odgoniła pokusę zerknięcia na Pegaza. Wyszła na biegnącą wzdłuż linii tramwajowej cichą uliczkę. Zatrzymała się, wyrównała oddech i ponownie zlustrowała okolicę. Nie zauważyła niczego niepokojącego, więc minęła tory, przeszła przez parking Biedronki i dalej wzdłuż garaży, starając się nie wlec za bardzo nogi.

Tam gdzie kończyły się garaże, stały dwa domy, które już dawno miały zostać wyburzone. To był adres, pod którym miała nadzieję znaleźć ratunek. Wślizgnęła się od strony podwórka. Schody pokrywała ohydna mieszanka śmieci, błota i odchodów. Pięła się powoli na kolejne piętra, opierając się o ściany. Nie ufała nadwyrężonym poręczom, poza tym tak trudniej ją było dostrzec. Mijane pomieszczenia nie miały drzwi, a okna szyb.

– Escape game! – zarechotało coś w głowie Matyldy tak głośno, że aż się wystraszyła.

Na ostatnim piętrze zatrzymała się, dysząc ciężko. Wtedy to usłyszała. Podchodzili ostrożnie jak polujące koty, ale pomruki drewnianych schodów zdradzały ich obecność. Z całej siły pchnęła jedyne drzwi na końcu korytarza i wpadła do staromodnej sypialni. Szerokie łoże przykryte było błękitną, satynową kapą, na której leżały lamowane koronką poduchy, pod oknem stała potężna, dębowa toaletka zastawiona słojami i skrzynkami z biżuterią.

Gdzieś z dołu doleciał do niej męski głos:

– Jest na górze!

– Schowaj gnata, Alan chce mieć ją żywą! Nie ma się po co śpieszyć, stąd nie ma innego wyjścia!

Nie miała czasu. Zbliżyła się do toaletki. Wybrała czarną szkatułkę z miki ozdobioną cholerną, złotą rybą i roztrzaskała o parkiet. Podniosła ze skorup mechanizm przypominający zamek szyfrowy i drżącymi palcami ustawiała na pokrętłach kod z opaski.

– Nie pomyl się! – zaklinała samą siebie.

Mechanizm skrzypnął donośnie jak zepsuta pozytywka, a Matylda jęknęła przekonana, że coś poszło nie tak i zaraz ją dopadną.

W tej samej chwili otworzyła się szuflada w toaletce i wyskoczyły z niej trzy tuziny chochlików. Wyglądały jak postacie z kreskówek, brodate, ubrane w czerwone czapeczki i wielobarwne kubraczki.

Mimo komicznego wyglądu niewątpliwie były profesjonalistami. Kilka rozdarło dziurę w spodniach i tamowało krwawienie, jeden zjechał wprost na głowę dziewczyny i podał jej do ust czarkę ze słodko-gorzkim napojem. Dokoła, jak konfetti, wirował magiczny pył, a głosy na schodach niespodziewanie ucichły.

– Wygrała! – mruknął z satysfakcją osobnik, któremu szmaragdowa tuniczka opinała obfite brzuszysko. – Wiedziałem, że warto obstawiać szare myszki!

– Ty zarobisz dukata, a mojego typa utłukli na samym początku – sarknął ten, który ją napoił. – Młody, zdrowy, bez nałogów, wydawał się pewniakiem…

Opaska na ręce powoli znikała. Dostrzegła jeszcze, że jej światełko znowu świeciło na niebiesko, ale poza nim migotało już tylko jedno.

– Co się dzieje? Kim jesteście? – spytała.

– Chochlikami, które zajmują się zbieraniem rozlanego mleka – odparł chudzielec.

– Duszkami, które wydały ciężko zarobione złoto, żeby móc zobaczyć wasz wyścig… – dodał ten piegowaty jak indycze jajo.

– Nasz Auratus drogo sobie liczy za zabawę w trzy życzenia, ale zawsze warto! – usłyszała, zanim zapadła w magiczny sen.

Koniec

Komentarze

po raz tysięczny zmięła w ustach przekleństwo ---> zmełła.

Świeciły się już tylko cztery światełka ---> niczym nie uzasadnione użycie zaimka zwrotnego.

swojego chłopaka – Olgierda i zaśmiewała się ---> Olgierd albo z myślnikami po obu stronach, albo z przecinkami.

obawę do wszystkiego ---> obawa do wszystkiego?

że to, nie to. ---> bez przecinka.

Dlatego, gdzieś na Malediwach poprosiła ---> przecinek po Malediwach.

poprosiła rybkę, ---> a tu niepotrzebny…

był silny mężczyzną. ---> zgubiło się “m”.

Było im jak w niebie, dokąd po miesiącu ---> ten zaimek dobrze się sprawdza przy relacjach przestrzennych, przy czasowych brzmi niezręcznie.

Olgierda – obecnie gwiazdora zespołu blackmetalowego uniesieni muzyką fani ---> wtrącenia wydzielamy obustronnie albo przecinkami, albo myślnikami.

<>

Okienko się kończy…

Troszeczkę jest to opowiadanie pedagogizujące, ale to mi nie przeszkadza, bo więcej w nim szyderstwa z trzech życzeń jako takich (a jakich i dlaczego, to inna sprawa) oraz wyrażających owe życzenia. Zakończenie pasuje do takiego interpretowania całości.

Pozdrawiam, Adam

 

Witaj Adamie

 

Nie miałam zamiaru pedagogizować, czy moralizować, ale jak widać, matka ma już taki wewnętrzny przymus;) Dziękuję serdecznie za łapankę i recenzję.

Okienka nie zrozumiałam.

W kolejce. Powodzenia.

Drogi Misio-jurorze, chciałam podkreślić, że bez bizarro i zakończenie optymistyczne (dla niektórych;)

Witaj, Kochana Ambush.

 

Bardzo fajnie pomyślana historia, pełna dowcipu i nagłych zwrotów akcji. Motyw złotej rybki to jeden z moich ulubionych. :)

 

 

Z technicznych:

Alan na prawdę (pisane razem – “naprawdę”) był silnym mężczyzną.

 

… sprawił że okryła (literówka – “odkryła”) swoją dziką naturę.

 

…że Olgierda, obecnie gwiazdora zespołu blackmetalowego (przecinek) uniesieni muzyką fani udusili po koncercie

 

…ludzie Alana wytropili ją w (”w” do usunięcia) nawet w Rio.

 

Kiedy ścierpły jej nogi (przecinek tu…) wstała (.. albo tu) opierając się o szorstki mur.

 

To był adres (przecinek) pod którym miała nadzieję znaleźć ratunek.

 

…satynową kapą (przecinek) na której leżały lamowane koronką poduchy…

 

 

Pozdrawiam serdecznie i życzę powodzenia. :)

Pecunia non olet

Dziękuję bruce za łapankę i miło, że znowu mamy Cię wśród nas.

Wszystko tu jest! Ale w tym wypadku to chyba dobrze Chochliki były najważniejsze, ale jakoś mało ich było, ano – zobaczymy… smiley

 

A tu brak przecinka:

 

satynową kapą na której leżały lamowane koronką

Były w tle;)

Dzięki z wizytę.

Przecinek dodałam, bo już go bruce znalazła.

heartkiss

Pecunia non olet

Ambush napisała: Okienka nie zrozumiałam.

Okienko, w którym piszemy. Założyłem, że wykorzystam je bez rozciągania w pionie, i dlatego “się skończyło”.

Zamiaru mogłaś nie mieć, ale odesłania do moralizatorstwa zaistniały z racji biegu akcji. Co nie stanowi żadnej krytyki, bo to normalna kolej rzeczy.

Pozdrawiam, Adam

PS. Użyłaś wołacza, co wyróżnia Ciebie in plus na tle większości…

 

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Droga Jurorko mam nadzieję, że ułomność chochlika, nie jest recenzją. A może istotka spotkała prozę życia?

Jakby Kirył Bułyczow, z perspektywy kobiety. Dobry do publikacji w Trybunie Ludu, z tym swoim przesłaniem. Coś jakby jakiś nad redaktor kazał napisać opowiadanie z motywem: “nauką i pracą ludzie się bogacą”.

Za tę Trybunę Ludu to się chyba obrażę;P

Dzięki za czytanie i recenzję.

Opowiadanie zaczyna się trochę jak wattpadowa sztampa: dziewczyna zostaje supermodelką i spotyka swojego badboya. W międzyczasie macza w tym palce istota magiczna.

Końcówka pełna zwrotów akcji pokazuje, że nasza rzeczywistość i ludzka egzystencja może być tylko rozrywką dla innych. Jak wyścigi konne.

@AdderMertoo:

“nauką i pracą ludzie się bogacą” – to nie pasuje do Trybuny Ludu.

Opowiadanie raczej może być ilustracją arabskiego przekleństwa: “Oby Allach spełnił wszystkie twoje marzenia” (parafrazuję, bo nie pamiętam kanonicznego tłumaczenia).

Pokój – szczęśliwość; ale bojowanie Byt nasz podniebny

Arcyciekawe to przekleństwo, Radku. :) Daje sporo możliwości na niebanalną fabułę. yes

Pecunia non olet

 Dzięki za betę, recenzję i klika.

Bruce ma rację, niezłe przekleństwo. Może jakiś konkurs

 

 

Bruce ma rację, niezłe przekleństwo. Może jakiś konkurs

Np.:

Spełnianie wszystkich marzeń jako przekleństwo nad przekleństwami. 

laugh

Pecunia non olet

Był taki film “Bedazzled” (Zakręcony) oparty na tym pomyśle. smiley

Diabeł (właściwie succub = diablica) jeździł Lamborghini Diablo.

Pokój – szczęśliwość; ale bojowanie Byt nasz podniebny

Dobre! :D

Pecunia non olet

No, takie klasyczne “uważaj, czego sobie życzysz, bo jeszcze się spełni”. Cosik mi się widzi, że dzieciaki mogły wybierać lepsze życzenia.

Nie rozumiem, na czym polegał zakład chochlików. Kto pierwszy dotrze do tego budynku? A co za problem podsunąć zawodnikowi pomysł, że ma tam pójść, póki jeszcze jest cały i zdrowy? Przeżyć najdłużej ze wszystkich? Co aktywowało adres mety, zniszczenie opaski?

Chochliki trochę wydają się dodane na siłę do tekstu o złotej rybce.

Babska logika rządzi!

Dziękuję za czytanie i klikanie;)

Cóż, może nie wyważyłam opowiadania i za mało dopisałam na końcu.

Koncepcja była taka, że wygrywa ten kto pierwszy dobiegnie do wskazanej mety. Matylda znała tę okolicę dlatego dodała metę tam. Oczywiście aby dobiec i wygrać, trzeba było przeżyć;)

Będę pracować nad przejrzystością.

@Finkla:

Co aktywowało adres mety, zniszczenie opaski?

Przynajmniej tak to zrozumiałem :-)

Pokój – szczęśliwość; ale bojowanie Byt nasz podniebny

Tak, gdyby wykorzystała ostatnie życzenie, nie byłoby happyendu. Próba zniszczenia uruchamiała kod.

No, w takim razie dla mnie to trochę zbyt przypadkowy wyścig, żeby dało się rozsądnie obstawiać. To tak, jakby gonitwę wygrywał nie najszybszy koń, tylko ten, który po czternastej znajdzie się przed stajnią numer osiem, mając na sobie żółte siodło.

Babska logika rządzi!

Chochliki to straszni hazardziści;)

No, w takim razie dla mnie to trochę zbyt przypadkowy wyścig, żeby dało się rozsądnie obstawiać.

Żeby wygrać, trzeba chcieć wyjść z gry. Moim zdaniem niegłupie i ciekawe :-)

Pokój – szczęśliwość; ale bojowanie Byt nasz podniebny

Ale wygrała dziewczyna czy chochlik, który na nią postawił jak w ruletce?

No, nie rozumiem zasad tej gry i trochę mnie to uwiera.

Babska logika rządzi!

Zupełnie jak na wyścigach, wygrywa koń i Ci, którzy obstawili, że akurat on wygra.

Nie pasuje mi, że z wszystkich pragnień, chciała być akurat supermodelką. Ale to bardzo subiektywne. Poza tym czytało się ciekawie, bez nudy. Też mam skojarzenie z filmem “Bedazzled”. No coż, wygląda na to, że nie ma idealnych życzeń… 

Gratuluję opowiadania i pozdrawiam!

Cześć, Ambush.

Początek mnie wciągnął, choć miałem lekkie problemy z odnalezieniem się w akcji. Później mamy typową scenę z złowieniem złotej rybki. Tu zainteresowanie tekstem u mnie nieco zgasło, ale na krótko, bo za chwilę mamy na powrót całkiem dobrą scenę, w której dostajemy obietnicę interesującego tekstu, który może mieć niebanalną puentę. Zasadniczo pomysł na życzenia, które niszczą człowiekowi życie bardzo fajne. Główna bohaterka całkiem nieźle nakreślona, choć mam wrażenie, że czegoś jej brakowało. 

W mojej opinii zakończenie jest OK. Z tego co się orientuje, Matylda była jedyną osobą, która zdecydowała się wygrać ze swoimi problemami, nie używając ostatniego życzenia. I za to spotkała ją nagroda. Dla mnie bardzo fajna konwencja. 

Ogólnie tekst mi się, więc przemyślę nominację do biblioteki. 

Pozdrawiam!

Czytanie książek to najpiękniejsza zabawa, jaką sobie ludzkość wymyśliła

@JolkaK Pragnienia bywają różne. Niewysokie osoby mają często pragnienia związane z wzrostem. Zresztą przeważnie marzymy o tym, co trudno nam osiągnąć. Dziękuję za lekturę.

 

@Młody pisarzu Cieszę się, że tekst przypadł Ci do gustu. Też uważam, że wyjście poza schemat może być drogą do sukcesu… choć nie musi.

Ciekawy pomysł, ale chochliki na końcu są jakby wciśnięte na siłę. Podoba mi się złota rybka XXI wieku z elektronicznymi gadżetami ;)

 

Kosmos to bazgranina byle jakich wielokropków!

Cieszę się, że rybka nowej ery przypadła Ci do gustu. Co do chochlików, to widać twist wyszedł mi tak zaskakujący, że aż niewiarygodny. Będę ćwiczyć;)

Pegaz! I gra! Takie podobieństwa… Niesamowite :) 

 

Przyznaję, że “życiorys” mnie trochę znudził, ale zakończenie wynagrodziło to z nawiązką, po wielokroć. 

Jak dla mnie to bardzo ciekawie i dobrze zagrałaś niby oklepanymi motywami – złota rybka, spełnienie życzeń (niekoniecznie tak, jak się to wymarzyło). Podobało mi się, że Matylda jednak wyciągnęła pewne nioski (nawet jeśli w złości), w pewien sposób dojrzała i wzięła los we własne ręce, nie polegając na życzeniach. 

Jestem usatysfakcjonowana lekturą :)

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Jestem usatysfakcjonowana Twoją wizyta śniąca.

Jestem ukontentowana recenzją i uwznioślona klikiem;)

Przyjemne. Nie wszystkie detale fabuły mnie przekonują, ale pomysł na retelling opowiastki o złotej rybce udany i ciekawy.

Dziękuję za lekturę, recenzję i klika.

Hej, Ambush

Fajne opowiadanie. Przeczytałem już jakiś czas temu, ale dopiero teraz przychodzę :)

 

Motywy złotej rybki i spełniania życzeń zawsze mi się podobały, a już szczególnie jak wszystko idzie źle :) Zakończenie nie było zupełnie tym, czego można byłoby się spodziewać. Przypomina stary film (którego tytułu nie mogę sobie przypomnieć) o człowieku, który dostał kupę kasy, dlatego że ktoś wyżej założył się czy biedak poradzi sobie z fortuną. Założyli się o jednego dolara, a operowali milionami.

Przyjemny szort.

Pozdrawiam

Ramshiri, ten film to Trading Places :)

Kosmos to bazgranina byle jakich wielokropków!

Ramshiri, ten film to Trading Places :)

O właśnie! To jest to. Dziękuję mindenamifaj. Chyba muszę sobie odświeżyć ten film :)

“Jej niespokojnie migotało na pomarańczowo.”

Nie zrozumiałem tego zdania. O co w nim właściwie chodzi? Bardzo jest mętne.

Pozdrówka.

@Ramshiri Dzięki za wizytę i recenzję. Cieszę się, że dobrze się czytało.

 

@RR Na opaskach mieli dwanaście światełek, które symbolizowały uczestników. Światełko przypisane do Matyldy sygnalizowało duże problemy. Popatrzę na zdanie, ale już po zakończeniu konkursu. Dzięki za czytanie.

Zmiennocieplna sponsorka → to zabrzmiało bardzo fajnie.

Poza tym tekścik bardzo dobrze napisany, tylko fabularnie nie wywarł na mnie wrażenia. Może to dlatego, że motyw: “Dobre życie osiągane zbyt łatwo nie kończy się dobrze” jest już ograny. Pomysł z teleturniejem jest fajny, ale wprowadzony zbyt późno. Przyszło mi teraz do głowy, że można by całe opowiadanie napisać z perspektywy chochlików oglądających “wyścig” w jakiejś kryształowej kuli. Jeden z uczestników mógłby się domyślić całej sprawy i wszystko skończyłoby się zgnieceniem wesołej gromadki z szufladki :D.

Podoba mi się Twój pomysł. Zresztą miałam taka ideę konkursu, żeby podać pierwsze i ostatnie zdanie, po czym pozwolić twórcom wypełnić lukę 20-30 tysiącami znaków. Byłoby mega ciekawie.

Dzięki za czytanie.

Heloł, heloł!

 

Idea konkursu w komentarzu powyżej rzeczywiście ciekawa! :D

 

Przeczytałam i podobało mi się wszystko poza samą końcówką, która wydała mi się trochę na szybko (limit znaków? bo to chyba na jakiś konkurs). Nie wszystko było jasne, trochę trzeba się domyślać – np. nie zrozumiałam od razu, że postrzelenie jest “wynikiem” tego fragmentu:

 

Przez kilka miesięcy usiłowała zniknąć i przyczaić się, ale ludzie Alana wytropili ją nawet w Rio. W końcu doszła do wniosku, że tajemnicza meta jest jej jedyną nadzieją.

Strasznie skrótowo opisane, jak na to, że przy okazji tego wytropienia postrzelili ją w nogę…

 

Nie rozumiem też do końca tej opaski oraz jej działania… W sumie, bohaterka mocno ją popsuła, a opaska nadal działała…

 

Trybiki rozsypały się z nieprzyjemnym grzechotem. Teraz na spodzie opaski znajdował się napis META, cztery cyfry i adres na obrzeżach miasta.

Czy zamysł rybki (i chochlików) był taki, żeby ten napis był widoczny dopiero po próbie zepsucia opaski…?

 

Czy motyw z koniem, Pegazem, nie jest trochę zbędny? Osobiście chętniej widziałabym te znaki wykorzystane na opis postrzału i ucieczki.

 

Brakuje też kilku przecinków, np.:

Na ostatnim piętrze zatrzymała się, dysząc ciężko.

Dał jej zmysłowy i brutalny seks, sprawił że odkryła swoją dziką naturę. Kupował jej sucze ciuchy, a ona z radością je nosiła, sycąc się wrażeniem jakie robiła na swoim ukochanym i wszystkich innych.

 

I też zauważyłam, że to dość luźne podejście do legendy o złotej rybce ;D, w tym sensie, że zazwyczaj spełnia jednak 3 życzenia – a tutaj zgodziła się spełnić ich aż 36. No ale dobra, rozumiem, że to dla rozrywki samej rybki oraz chochlików – trochę mi się to skojarzyło ze Squid Game… :)

 

Pomimo zastrzeżeń czytało się nieźle.

 

Pozdrawiam ^^

She was with me. She did all those things and so many more, things I would never tell anyone, and she never even loved me. Now that’s love.

Dziękuję za czytanie i recenzję.

Dziewczyna, odmawiając życzeń i niszcząc opaskę, uruchomiła kod awaryjny.

Dzień dybry,

 

Już prawie zapomniała chwilę, gdy podczas Wielkiego Pomaturalnego Ogniska złowili złotą rybkę.

Brakujący przecinek. A nie brzmiałoby lepiej: “Już prawie zapomniała o chwili”?

 

Mocno pijany Franek wyciągnął ją ze stawu i przyniósł się pochwalić.

Dla mnie lepiej brzmi: … przyniósł, by się pochwalić.

 

odczuwał podszytą agresją obawę przed wszystkim, co obce.

Brakujący przecinek.

 

Dał jej zmysłowy i brutalny seks, sprawił, że odkryła swoją dziką naturę. Kupował jej sucze ciuchy, a ona z radością je nosiła, sycąc się wrażeniem, jakie robiła na swoim ukochanym i wszystkich innych.

To samo.

 

Było im jak w niebie, dokąd po miesiącu nie pobił jej po pijanemu.

“Dokąd” to raczej określenie tylko miejsca, nie czasu. Zamieniłabym na “dopóki”.

 

Potem oberwała jeszcze kilka razy i z beztroskiej dziewczyny, zmieniła się w wyczulony sejsmograf jego zmiennych nastrojów.

Tutaj przecinek jest zbędny.

 

Wyszła na biegnącą wzdłuż linii tramwajowej, cichą uliczkę.

Tutaj też przecinek jest zbędny.

 

Zapadając się w piasku, minęła padok

Tam, gdzie kończyły się garaże, stały dwa domy

Pięła się powoli na kolejne piętra, opierając się o ściany

Na ostatnim piętrze zatrzymała się, dysząc ciężko.

Jeśli w zdaniu występuje więcej niż jeden czasownik, muszą być od siebie oddzielone przecinkiem.

… zatrzymała się, ciężko dysząc. ← zamieniłabym szyk.

 

Mijane pomieszczenia nie miały drzwi, a okna szyb.

a potem:

Z całej siły pchnęła drzwi na końcu korytarza

Mam lekki dysonans. Najpierw nigdzie nie było drzwi, a potem nagle musiała pchnąć jakieś drzwi.

 

Tak jak poprzedni komentujący, odniosłam wrażenie, że chochliki są tu wciśnięte na siłę. Tak czy owak, fajny pomysł na wykorzystanie motywu ze złotą rybką. I ta puenta: “Uważaj, czego sobie życzysz” też mi się bardzo podobała.

 

 

Życie mnie mnie, a Cię mnie?

Dość szczególne połączenie elementów współczesnych i całkiem baśniowych, ale w sumie pomysł fajny, a cała historia trzymała w napięciu i o chochlikach niemal całkiem zapomniałam, więc ich pojawienie się w końcówce nieco zaskoczyło.

 

po raz ty­sięcz­ny zmęł­ła w ustach prze­kleń­stwo. → …po raz ty­sięcz­ny zmeł­ła w ustach prze­kleń­stwo.

 

„Nie dam rady tam do­leźć!” – po­my­śla­ła spa­ni­ko­wa­na. – „To był pa­skud­ny po­strzał! No­gaw­ka już jest cała sztyw­na, a wciąż krwa­wię!” → Druga półpauza jest zbędna.

Tu znajdziesz wskazówki, jak zapisywać myśli bohaterów.

 

Świe­ci­ły już tylko czte­ry świa­teł­ka. → Nie brzmi to najlepiej.

 

Było im jak w nie­bie, dokąd po mie­sią­cu nie pobił jej po pi­ja­ne­mu. Było im jak w nie­bie, dopóki po mie­sią­cu nie pobił jej po pi­ja­ne­mu.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

@HH91 Dziękuję za wyłapanie przecinków i recenzję. Większość uwag uwzględniłam. Z tymi czasownikami do dla mnie nowość.

@Reg Miło, że wpadłaś. Miałam już obawy, że podpadłam i mnie nie czytasz;) Poprawki naniosłam.

Miałam już obawy, że podpadłam i mnie nie czytasz;)

Ależ, Ambush, co też Ci przyszło do głowy?! Mnie się tylko potworzyły potworne zaległości. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Droga Ambush, opowiadanie ma wiele zalet. Po pierwsze chciałbym zauważyć, że bardzo umiejętnie budujesz napięcie i wywołujesz zainteresowanie – pierwsza scena jest dość obrazowa i dynamiczna, pojawia się opaska, z którą nie wiadomo o co chodzi i chce się czytać dalej. Bardzo pożyteczna umiejętność ;) Po drugie, spodobał mi się pomysł na makabryczny wyścig związany z trzema życzeniami i przyjmowanie zakładów. Życzenia całej dwunastki okazały się wybitnie sztampowe (ale to nie kłopot, większość ludzi postąpiłaby tak samo jak oni), pomysł o przewrotności życzeń do najnowszych nie należy, ale już to, że wszystko okazało się z góry opłaconą chochlikową rozrywką bardzo pozytywnie mnie zaskoczyło. Po trzecie, wszystkie wydarzenia opisałaś zręcznie i lektura była satysfakcjonująca, o nic nie udało się potknąć.

Zastrzeżenie mam chyba tylko jedno, i to a propos tematyki konkursowej, a mianowicie – trochę te chochliki słabo wyeksponowane. Pojawiają się dopiero pod koniec i dopiero wtedy czytelnik może przypomnieć sobie, w jakim konkursie bierze tekst, chociaż rzecz jasna bez nich wydźwięk szorta byłby zupełnie inny. 

Nie zmienia to faktu, że z dotychczas przeczytanych przeze mnie opek o chochlikach Twoje wydaje się jednym z ciekawszych ;)

Pozdrawiam!

Dużo się dzieje:). Fajny pomysł na połączenie życzeń z opaskami (choć przez skrótowość wyjaśnienia nie od razu zrozumiałam idee) i wyścig sprowokowany przez chochliki (w tej formie rzeczywiście nie mogły pojawić się wcześniej, chyba że zamieniłabyś rybkę na chochlika). Jednak podzielam trochę zastrzeżenia Finkli. Co prawda w komentarzach to się broni, ale ja tego z tekstu nie wyczytałam, a szkoda (ach ten limit).

@Amonie Dziękuję za recenzję i oczywiście za betę.

@Monique Limit jest nieznośny, ale miło mi, że mimo tego tekst okazał się znośny. Dziękuję za lekturę i recenzję.

Ambush, słoneczko, dziękuję za podziękowania, ale w becie nie uczestniczyłem :D

Ups. Faktycznie. To widocznie coś razem betowaliśmy, bo jakoś mi utkwiło.

Żeby podziękowania nie były na wyrost, możesz mnie zaprosić do bety kolejnego tekstu ;D

Zaproszę. Mam nadzieję na nokturn, ale muszę dostroić instrument. Dzięki.

Cześć, Ambush!

 

Oj dużo tu treści wciśniętych w niewiele znaków. Sprawozdawczy życiorys trochę trącił sztampą, ale ok – przełknąłem. Natomiast podoba mi się, że młodzież stała się częścią gry, którą obserwowały chochliki. Trochę skojarzeń z “Truman Show” i “Oszukać przeznaczenie”. Złota rybka również odświeżona :)

 

Pozdrówka i powodzenia w krokusie!

Nie zabijamy piesków w opowiadaniach. Nigdy.

Witaj Kwiatku, dziękuję za czytanie i miłą recenzję. Ech ta dzisiejsza młodzież;)

Sympatyczne :)

Przynoszę radość :)

Witaj Anet. Dzięki Anet.

Zdaje mi się, że tekst jest ciekawy, ale z jakiegoś powodu wleciałem na tor opowieści dopiero jak pojawił się ten brutalny facet. Może dlatego, że wcześniej głowę zaprzątała mi kwestia, czy na pewno zwieracze służą powstrzymywaniu moczu. Od razu po lekturze wzbogaciłem swoją wiedzę na ten temat. Można więc powiedzieć, że jakiś chochlik odwrócił moją uwagę podczas lekcji biologii.

Więc miałaś rację Ambush z opisem biologicznym. Jednak czy moc tego opisu, wynikająca z naturalizmu, była na pewno potrzebna praktycznie na samym początku? A może to było sito na czytelników? :)

 

Kiedy już wpadłem na tory opowieści, było całkiem fajnie. Jeden z fragmentów przypadł mi do gustu i potraktowałem go jako klucz do odbioru całości:

 

– Nie potrzebuję przemądrzałej baby, tylko dziedzica. Ktoś musi przejąć imperium, które zbuduję. Jak Godfather. Rozumiesz, czy może jesteś tylko głupim wieszakiem?!

 

Uznałem to busolę/kompas/mech na drzewie poczucia humoru tego opowiadania ;)

Najlepszą wizytówką piszącego są jego komentarze.

Już na becie MichałPe zwrócił mi na sikanie uwagę, bo sądził, że to ma być element komiczny. Ja tymczasem szukałam innych słów niż standardowe serce w gardle, drżenie nóg, ale jak widzę popłynęłam nieco.

Cieszę się, że udało Ci się dopłynąć, korzystając z busoli i że nie było najgorzej.

Tekst mnie zainteresował i pewnie jeszcze raz sobie go przejrzę w weekend. Dlaczego nie? Nie było najgorzej brzmi trochę smutno, a ja tak się nie czułem podczas lektury ;)

 

 

Najlepszą wizytówką piszącego są jego komentarze.

;) To się cieszę.

Hej. :)

Początek trochę schematyczny, takie stare dobre: w życzeniach chodzi o to, by człowiek dostał dokładnie to, czego sobie życzy, a jednocześnie dokładnie to, czego dostać nie chciał. To już było, dlatego założyłem, że dostajemy w ten sposób podbudowę do rozwiązania historii i to, co ma nas zaskoczyć, czeka na końcu. 

W rzeczywistości właśnie tak było. Takiego zakończenia się nie spodziewałem więc za to duży plus. Jedyne, czego bym sobie życzył, to jednak, żeby nieco inne były proporcje tego, co w tekście zaskakuje, do tego, co należy przejść jako obowiązkowy element schematyczny celem zbudowania rozwiązania. ;)

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant; Nieoficjalny członek stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków

Dzięki CMie za czytanie i miłe słowa. Poprawię się;)

Zobaczyłem komentarz CMa. Mam bardzo podobne odczucia. Wykorzystałaś stare: “Uwaga z życzeniami, bo mogą się spełnić” i ładnie to rozegrałaś z zaskakującą końcówką. Brawo. Słusznie biblioteka.

Dzięki Miśku. Ciesze się, że się podobało.

Nowa Fantastyka