- Opowiadanie: Anonimowy bajkoholik - Cerebrum

Cerebrum

Kiedyś ktoś powiedział że powinienem zacząć pisać. Każdy tekst jaki powstał traktowałem jako coś prywatnego. Tworzonego dla wąskiego grona bliskich odbiorców. Ze względu na istniejącą między nami zażyłość ciężko o rzetelną opinię, bo w ich ustach stawiany jestem na piedestale wraz z czołowymi twórcami szeroko rozumianej fantastyki. Co oczywiście jest kłamstwem. Brak mi warsztatu. Interpunkcja leży, a błędy jak grzyby po deszczu zalewają tekst.

 

Zmierzając do brzegu. Tekst powstał wczoraj, w ramach nudy i próby zabawy w inną niż dotychczas formę pisania opowiadań. Jest to moje pierwsze opowiadanie zamieszczone na łamach tego portalu. Prosiłbym więc o wskazówki dotyczące nie tylko samego tekstu, jego treści, ale również dotyczące dodawania i edytowania tekstów.

Zapraszam do lektury.

 

Dyżurni:

ocha, bohdan, domek

Oceny

Cerebrum

Pot zalewał mu oczy. Biegł ile sił. Wybawienie zdawało się na wyciągnięcie ręki. Jeszcze tylko kilka kroków. Dyszał ciężko z każdym stawianym krokiem.

„Biegnij, nie oglądaj się za siebie, to Ci nie pomoże” powtarzał w myślach.

Czuł na plecach oddech pogoni. Jeszcze dziesięć, pięć, trzy metry. Nagle runął na ziemię, czuł na nodze zaciskającą się ręce oprawcy. Był tak blisko. Rękami wił bezlitośnie próbując chociaż chwycić krawędzi drzwi. Spojrzał za siebie. Słońce paliło go w twarz, nie mógł zogniskować wzroku. Pot zmieszany z piaskiem nie ułatwiał obserwacji. Potężny cień bez kształtu oplótł się niczym imadło wokół jego nogi. Nie widział jego twarzy, to coś jej nie miało, ale widział że triumfuje, kpi z niego, szydzi, upaja się zwycięstwem. A więc tak przyjdzie mu zginąć. Metr od ratunku. Pośród piasków. Strach i lęk wypełnił całe ciało. Ręce jeszcze przed chwilą walczące, niczym tonący o łyk powietrza teraz zdrętwiały. Cień oplótł jego drugą nogę. Nastroszył się, szykował się do ataku, finalnego triumfu.

Zacisnął oczy. Płakał. Nagły huk, momentalnie wybudził go z odrętwienia. Spojrzał w górę i zobaczył nad sobą kobietę przeładowującą strzelbę i oddającą kolejny strzał.

– Wstawaj ! – krzyknęła. Cień rozproszył się. Kule nic mu nie robiły, ale musiał go puścić. Poczuł jak kobieta chwyta go za koszulę i ciągnie w głąb tunelu. Pomógł jej odpychając się nogami. Kiedy był już w środku drzwi z metalicznym zgrzytem zamknęły się za nimi.

***

Obudził się z krzykiem. Rozejrzał nerwowo po pokoju. Był u siebie. Usiadł na łóżku. Pot lał się z niego. „To tylko koszmar. Cholernie koszmarny, koszmar”. Chwycił szklankę drżącą ręką znajdującą się przy łóżku i wypił duszkiem zawartość. Zarzucił na siebie bluzę leżącą na krześle i wyszedł na balkon. W kieszeni znalazł paczkę papierosów i zapalniczkę. Odpalił jednego. Zaciągnął się aż po samo dno płuc, a potem powoli wypuszczał dym. Zawsze fascynowało go jak bardzo zmienia się świat w nocy. Ulice miast za dnia wypełnione zawsze śpieszącymi się ludźmi zamierały. Zawsze pełne zgiełku, hałasu krzyków ulice cichły, od czasu do czasu przedzierane odgłosem syren karetek. Podziwiał widoczne z balkonu centrum bijące światłem neonów. Za chwile znowu wszystko ruszy. Na ulice wrócą ludzie, samochody, świat ruszy w swoich ramach by stoczyć walkę, która znów zakończy się w nocy. Kiedy skończył palić, strzelił kiepem patrząc jeszcze chwilę za lecącym żarem. Gdy wrócił do środka usiadł przed biurkiem i odpalił komputer. Włączył ulubioną grę. Chociaż trochę się odstresuje. Znajomi online: 0. No cóż. Nie każdy jest nocnym markiem.

NOWA WIADOMOŚĆ od nieznajomego. Klik.

„Nie otwieraj drzwi”

„Co ?”

„Nie otwieraj drzwi. On po Ciebie idzie. Uciekaj”

„??”

Puk. Puk. Puk.

Podskoczył na fotelu. Popatrzył jeszcze raz na chat i na godzinę. Było przed trzecią.

„Kim jesteś ? Co to ma być ?”

Osoba jest offline

PUK. PUK. PUK.

Wstał i na trzęsących się nogach, z sercem walącym jak kościelny dzwon podszedł do drzwi. Spojrzał przez wizjer. Na korytarzu panowała ciemność. Przyłożył ucho do drzwi by usłyszeć czy ktoś stoi za drzwiami. „Wpuść mnieee” usłyszał cichy syk, ale jednocześnie przerażający tak że włosy zjeżyły mu się na głowie. Resztkami rozsądku i odwagi od razu spojrzał przez wizjer. Zobaczył twarz uformowaną z cienia, widział jak się uśmiecha, jak szczerzy białe jak śnieg kły. Odskoczył od drzwi, potykając się o własne nogi upadł.

BUM. BUM. BUM teraz już cień walił w jego drzwi

„WPUŚĆ MNIE, WPUSĆ MNIE !” darł się cień rozdzierając jego czaszkę od wewnątrz.

BUM. BUM. BUM.

Z każdym uderzeniem coraz mocniej, widział jak drzwi drżą z każdym kolejnym uderzeniem. Jak trzęsie się futryna. Światło jakby przygasło, czuł jak dusi go w środku. Jakby wąż oplótł się wokół niego i powoli zaciskał w morderczym uścisku. Zamki puściły. Drzwi otwarły się na oścież, a cień zaczął wdzierać się do mieszkania. Sunął w jego stronę, gotowy do skoku. Obnażając swoje kły, czarne oczy świdrowały ofiarę. Gotowe na ucztę.

„Obudź się” – usłyszał tuż przed atakiem

***

Kiedy obudził się leżał na Sali szpitalnej podpięty do aparatury. Pielęgniarka kiedy tylko zobaczyła jego otwarte oczy od razu wybiegła na korytarz. Słońce świeciło mu w twarz. Już po chwili znalazł się przy nim lekarz uważnie obserwując wskaźniki na monitorach. Tuż za nim do pomieszczenia wszedł Policjant.

„Dzień dobry. Sierżant Nowacki z Komendy Rejonowej. Świadkowie znaleźli Pana leżącego na ulicy. Jak Pan wyjdzie ze szpitala musi Pan udać się na Komisariat złożyć wyjaśnienia odnośnie tego zdarzenia. Może pamięta Pan jakieś szczegóły.  Proszę tutaj mam dla Pana wezwanie. Proszę tu podpisać. Dziękuję. Do widzenia”

„Myślę że nie będziemy trzymać Pana dłużej niż to konieczne. Wyniki są jednoznaczne i z medycznego punktu widzenia nic Panu nie dolega i wszystko jest ok. Pójdę tylko po papiery i myślę że może się Pan zbierać.

Kiedy wyszedł ze szpitala już sam nie wiedział, czy mu się to wszystko przyśniło. Powoli zaczynał wariować i już dokładnie sam nie wiedział co dzieje się w jego głowie.

Złapał tramwaj do centrum i po chwili stał przed budynkiem Komendy.

„Dzień dobry. Miałem stawić się na wezwanie” powiedział na dole dyżurnemu, pokazał mu wypisany w szpitalu kwitek i został zabrany do pokoju na piętrze.

„Zostaw nas” powiedziała kobieta która weszła do pomieszczenia do siedzącego z nim Policjanta. Znał ten głos. Znał go aż za dobrze. Kiedy odwrócił się na krześle zobaczył kobietę ze snu. Dokładnie tą samą która wtedy wciągnęła go do bunkra. Kiedy za Policjantem zamknęły się drzwi ta zamknęła je na klucz.

„Nie do końca rozumiem co się dzieje, może mi Pani to wyjaśnić ?”

„Nie potrafisz czytać ze zrozumieniem kiedy ktoś Ci mówi że masz uciekać ?”

Spojrzała na niego, a następnie wyciągnęła z kabury pistolet. Wycelowała prosto w jego głowę.

„Nie proszę. To musi być jakieś nieporozumienie”

Kiedy pociągnęła za spust, siła uderzenia przewróciła go wraz z krzesłem na plecy. Spojrzał w górę i zobaczył nad sobą wielki cień. A więc to mi się nie uroiło było pierwsza myślą. Kolejny strzał i kolejny i kolejny. Cień skulił się i już całkiem malutki został zepchnięty do kata pomieszczenia. Wtedy kobieta wyciągnęła z kieszeni coś w rodzaju fiolki i rzuciła w niego. Z przeraźliwym krzykiem cień został zassany do fiolki, aż całkiem zniknął.

„Mam to wyciągnijcie mnie” powiedziała patrząc w sufit, następnie odwróciła się w jego stronę

„Wstawaj.” Rzuciła do niego. Powoli udało mu się zebrać w sobie i podniósł się na nogach. Kobieta schowała fiolkę do kieszeni. Podeszła do niego, chwyciła za bluzę i szepnęła do ucha

„Obudź się. Potrzebuję Cię tutaj”

***

„Uwaga budzi się !” Krzyknął mężczyzna strzelając do niewidzialnego wroga.

„Wstawaj, wstawaj, obudź się !” Kobieta cuciła go potrząsając za ramiona. Otworzył oczy i chwycił podawany mu karabin. W pomieszczeniu było więcej osób. Wszyscy prowadzili nieustanny ostrzał. Wstał z fotela. Sprawdził, czy broń jest przeładowana.

"Co się dzieje ?!" Krzyknął do kobiety. "Nie mamy teraz na to czasu. Chodź !" – pociągnęła go za rękę. "Mamy alphe, powtarzam mamy alphe. Wychodzimy !" Krzyknął do radiostacji barczysty mężczyzna.

"Wychodzimy. Bart osłona, John za pięć wysadzaj wszystko" Biegli labiryntem korytarzy, wróg pojawiał się w każdym mijanym pomieszczeniu, chodź ich napór z każdym kolejnym pokonanym odcinkiem malał, nie zwalniali ani chwili. W końcu wbiegli do wielkiej hali gdzie żołnierze zgromadzeni  wokół odpalonych pojazdów osłaniali ich strzelając do cieni pojawiających się w tunelu z którego wybiegli.

"Wysadzaj ! Ruszamy !" Pojazdy ruszyły kiedy ostatni z żołnierzy załadował się do środka. Wystrzelili z hangaru na rozgrzany od słońca plac startowy. Słońce oślepiło go i ledwie widział otaczające ich ze wszystkich stron morze piasków. Po chwili za plecami rozległ się huk wybuchów i widział jak wznoszone nimi tumany piasków odkrywają jak wielki kompleks się pod nimi skrywał. Jechali w milczeniu. Kobieta wyraźnie mu się przyglądała. Czuł wiszące w powietrzu napięcie. Nie mógł odczytać kobiety, z jednej strony wydawała mu się znajoma, a z drugiej miał wrażenie że kobieta jest … przerażona. Spojrzał na trzymany w swoich rękach karabin, nie strzelał do nikogo w trakcie tej całej ucieczki. Wypiął magazynek. Kobieta poprawiła się na siedzeniu. Plastikowe naboje.

"On wie ! ON WIE" krzyknęła i samochody zatrzymały się boksując w miejscu. Wszyscy będący w jego pobliżu żołnierze rzucili się na niego próbując przytrzymać nogi, ręce, głowę. " Zastrzyk, rób mu zastrzyk !" Kobieta trzymała w rękach strzykawkę, gotową już do wbicia w serce.

Nagle słońce jakby zniknęło. Spod piasków wystrzeliły w górę potężne postacie z cieni, które zaczęły szarpać, rozrywać żołnierzy. Jeden szarpnął kobietę za rękę i odrzucił ją na kilka metrów. Próbowała jeszcze czołgać się w stronę leżącej na piasku strzykawki, ale cień był szybszy i przebił ja gotów ja rozerwać.

"Jeszcze nie" rzekł mężczyzna wstając z piasku. Cienie pokornie mu się pokłoniły. "Panie, wybacz nam" zasyczał największy. "Wybaczam" mężczyzna podszedł do trzymanej przez cień kobiety. Przyciągnął ja do siebie i wyszeptał.

"Obudź się"

Koniec

Komentarze

Anonimie, na tym portalu opowiadania zaczynają się od dziesięciu tysięcy znaków. Ponieważ Cerebrum liczy ich trochę ponad dziewięć tysięcy, bądź uprzejmy zmienić oznaczenie na SZORT.

 

edycja

Z pewnością zainteresuje Cię poradnik Drakainy: Portal dla żółtodziobów.

Pogubiłem się. Nie zrozumiałem przesłania, ani idei.

I chyba tutaj coś…

ale cień był szybszy i przebił ja gotów ja rozerwać

Kochany Anonimie!

 

To nie jest recenzja i nie będę się odnosić do Twojego dzieła, albowiem mam ograniczone moce przerobowe i nerwy w strzępach (spytaj, kogo chcesz).

 

Ale muszę podnieść pewną kwestię. Kwestię grzeczności językowej.

 

(Nie przestrasz się, czytaj dalej.)

 

Nie jesteśmy Amerykanami, ale nie jesteśmy też Japończykami. Raziłaby przedmowa w stylu: yo, ziomki, obczytajcie mojego teksta, to wam makówki z zachwytu wybuchną – ale brwi wędrują do góry także na widok: błagam, o wielcy, zechciejcie łaskawie zaszczycić rzutem waszego szlachetnego oka niegodny ten tekścik, błędów pełny, choć z pewnością obrazi wasze wysublimowane gusta.

 

Nie, Anonimie. Tu jest Polska. Tu wyznajemy zasadę nec temere, nec timide (piszę z Gdańska). Kłaniamy się rozmówcy, ale nie bijemy czołem. A przede wszystkim okazujemy mu szacunek, poświęcając jak najwięcej czasu i wysiłku, by prezentowane przez nas dzieło było tak dobre, jakim możemy je uczynić. Oczywiście, jakieś błędy zawsze zostaną – ale niech to będzie pomimo Twoich wysiłków. Jeśli wiesz, że błędy są – popraw je. Jeśli wiesz, że są, ale nie potrafisz ich znaleźć – poproś o betę. Nie bój się. Nie gryziemy.

 

Godność, Anonimie. Zawsze godność.

 

Do linka reg dodam: https://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/2112 Bardzo użyteczny!

 

Czuj się oficjalnie powitany.

Przykro mi to pisać, Anonimie, ale nie zdołałam się zorientować, co miałeś nadzieję opowiedzieć.

Z niemniejsza przykrością dodam, że szort jest napisany bardzo źle, wręcz niechlujnie i, moim zdaniem, w ogóle nie powinien ujrzeć światła dziennego.

Cieszę się, Anonimie, że usiłujesz pisać, ale pozwolę sobie zasugerować, abyś na jakiś czas zawiesił próby literackie, a zyskany czas poświęcił na zgłębienie przynajmniej podstawowych zasad rządzących językiem polskim. I czytaj, dużo czytaj.

 

„Bie­gnij, nie oglą­daj się za sie­bie, to Ci nie po­mo­że” po­wta­rzał w my­ślach. → „Bie­gnij, nie oglą­daj się za sie­bie, to ci nie po­mo­że”,  po­wta­rzał w my­ślach.

Zaimki piszemy wielką literą, kiedy zwracamy się do kogoś listownie. Ten błąd pojawia się także w dalszej części tekstu.

Tu znajdziesz wskazówki, jak można zapisywać myśli bohaterów.

 

czuł na nodze za­ci­ska­ją­cą się ręce opraw­cy. → …czuł na nodze za­ci­ska­ją­cą się rękę opraw­cy.

 

Rę­ka­mi wił bez­li­to­śnie pró­bu­jąc cho­ciaż chwy­cić kra­wę­dzi drzwi. → …pró­bu­jąc cho­ciaż chwy­cić kra­wę­dź drzwi.

Rękami można wić wianek z kwiatów, ale co to znaczy, że rę­ka­mi wił bez­li­to­śnie?

 

Po­tęż­ny cień bez kształ­tu… → Nie wydaje mi się, aby cień mógł nie mieć kształtu.

 

Strach i lęk wy­peł­nił całe ciało. → Strach i lęk to synonimy – znaczą to samo.

 

Na­stro­szył się, szy­ko­wał się do ataku… → Nie brzmi to najlepiej.

 

– Wsta­waj ! – krzyk­nę­ła. Cień roz­pro­szył się. Kule nic mu nie ro­bi­ły, ale mu­siał go pu­ścić. → Zbędna spacja przed wykrzyknikiem. Ten błąd pojawia się kilkakrotnie także w dalszej części tekstu.

Narracji nie zapisujemy z didaskaliami. Winno być:

– Wsta­waj! – krzyk­nę­ła.

Cień roz­pro­szył się. Kule nic mu nie ro­bi­ły, ale mu­siał go pu­ścić.

Tu znajdziesz wskazówki, jak zapisywać dialogi.

 

Chwy­cił szklan­kę drżą­cą ręką znaj­du­ją­cą się przy łóżku i wypił dusz­kiem za­war­tość. → Czy dobrze rozumiem, że przy łóżku znajdowała się drżąca ręka, której zawartość wypił duszkiem?

A może miało być:  Drżą­cą ręką chwy­cił szklan­kę znaj­du­ją­cą się przy łóżku i wypił dusz­kiem za­war­tość.

 

Za chwi­le znowu wszyst­ko ruszy. → Literówka.

 

która znów za­koń­czy się w nocy. Kiedy skoń­czył palić… → Nie brzmi to najlepiej.

 

Z każ­dym ude­rze­niem coraz moc­niej, wi­dział jak drzwi drżą z każ­dym ko­lej­nym ude­rze­niem. Jak trzę­sie się fu­try­na. Świa­tło jakby przy­ga­sło, czuł jak dusi go w środ­ku. Jakby wąż… → Brzmi to fatalnie.

 

Ob­na­ża­jąc swoje kły… → Zbędny zaimek – czy mógł obnażać cudze kły?

 

Kiedy obu­dził się leżał na Sali szpi­tal­nej… → Dlaczego wielka litera?

 

Tuż za nim do po­miesz­cze­nia wszedł Po­li­cjant. → Dlaczego wielka litera? Ten błąd pojawia się także w dalszej części tekstu.

 

Dzień dobry. Sier­żant No­wac­ki z Ko­men­dy Re­jo­no­wej. Dzień dobry. Sier­żant No­wac­ki z ko­men­dy re­jo­no­wej.

Ten błąd pojawia się także w dalszej części tekstu.

https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/nazwy-instytucji;16383.html

 

Świad­ko­wie zna­leź­li Pana le­żą­ce­go na ulicy. Jak Pan wyj­dzie ze szpi­ta­la musi Pan udać się na Ko­mi­sa­riat zło­żyć wy­ja­śnie­nia od­no­śnie tego zda­rze­nia. Może pa­mię­ta Pan ja­kieś szcze­gó­ły.  Pro­szę tutaj mam dla Pana we­zwa­nie.Świad­ko­wie zna­leź­li pana le­żą­ce­go na ulicy. Jak pan wyj­dzie ze szpi­ta­la, musi pan udać się na ko­mi­sa­riat i zło­żyć wy­ja­śnie­nia od­no­śnie tego zda­rze­nia. Może pa­mię­ta pan ja­kieś szcze­gó­ły. Pro­szę, tutaj mam dla pana we­zwa­nie.

Zwroty grzecznościowe piszemy wielką literą, kiedy zwracamy się do kogoś listownie. Ten błąd pojawia się także w dalszej części tekstu.

 

już sam nie wie­dział, czy mu się to wszyst­ko przy­śni­ło. Po­wo­li za­czy­nał wa­rio­wać i już do­kład­nie sam nie wie­dział co… → Powtórzenie.

 

Do­kład­nie samą która wtedy… → Do­kład­nie samą, która wtedy

 

Kiedy za Po­li­cjan­tem za­mknę­ły się drzwi ta za­mknę­ła je na klucz. → Powtórzenie.

 

Kiedy po­cią­gnę­ła za spust… → Kiedy po­cią­gnę­ła spust

 

zo­stał ze­pchnię­ty do kata po­miesz­cze­nia. → Literówka.

 

chodź ich napór z każ­dym ko­lej­nym po­ko­na­nym od­cin­kiem malał… → …choć ich napór z każ­dym ko­lej­nym po­ko­na­nym od­cin­kiem malał

Sprawdź znaczenie słów chodźchoć.

 

wzno­szo­ne nimi tu­ma­ny pia­sków… → …wzno­szo­ne nimi tu­ma­ny pia­sku

Bo nie wydaje mi się, aby było tam kilka różnych piasków.

 

miał wra­że­nie że ko­bie­ta jest … prze­ra­żo­na. → Zbędna spacja przed wielokropkiem.

 

Spoj­rzał na trzy­ma­ny w swo­ich rę­kach ka­ra­bin… → Wystarczy: Spoj­rzał na trzy­ma­ny ka­ra­bin

 

samochody za­trzy­ma­ły się bok­su­jąc w miej­scu. → …samochody za­trzy­ma­ły się, buk­su­jąc w miej­scu.

Sprawdź znaczenie słów boksowaćbuksować.

 

cień był szyb­szy i prze­bił ja gotów ja ro­ze­rwać. → Literówki.

 

Przy­cią­gnął ja do sie­bie i wy­szep­tał. → Literówka.

Anonimie, piszesz we wstępie, że “Interpunkcja leży, a błędy jak grzyby po deszczu zalewają tekst.” Skoro jesteś tego świadom, może warto byłoby chociaż część poprawić zanim opublikujesz tekst? Warto po napisaniu tekst przeczytać kilka razy, żeby wyłapać ile się da.

Spomiędzy błędów prześwituje jakiś pomysł, ale niestety nie zrozumiałam, o co chodzi. Kim/czym są te cienie? Czemu bohater co chwilę się budzi? Co takiego “ON WIE!”? Rozumiem, że miało być tajemniczo, ale wyszło niezrozumiale.

Eee, chyba za dużo zostało w Twojej głowie, bo ni cholery nie zrozumiałam, o co chodzi.

 

Skoro jesteś tu nowy, dorzucę garść poradników:

Z poradnika Finkli dowiesz się, jak funkcjonować na portalu i co robić, żeby przyciągnąć czytelników.

Poradnik drakainy zawiera wszystko, co świeżynka wiedzieć powinna.

Mam wrażenie, że pilnie potrzebujesz poradników zapisu dialogów oraz myśli bohaterów.

Proponuję także w przyszłości skorzystać z bety.

To trochę przypomina mi “Na Skraju Jutra”, czy mam rację?

Witaj.

 

Mam wrażenie, że opisałeś strzępy jakiegoś snu, pozbierane z rozmaitych wizji nocnych, nie związane z poprzednimi ani następnymi. Stąd nieład w całym tekście. Najbardziej przeszkadza mi jednak interpunkcja, która w Twoim szorcie – jak sam słusznie zauważyłeś – leży totalnie, a brak wielu przecinków czy kropek uniemożliwia poprawne odczytywanie zdań. Najlepiej chyba samemu przeczytać treść na głos, a wówczas łatwiej te usterki wyłapać. :)

 

Pozdrawiam. 

Nowa Fantastyka