- Opowiadanie: HollyHell91 - Balon i bomba

Balon i bomba

Złapała mnie nostalgia lat dziewięćdziesiątych... i jedynych rozrywek, jakie się wtedy miało.

Dyżurni:

regulatorzy, adamkb, homar, vyzart

Biblioteka:

Gekikara, Użytkownicy III

Oceny

Balon i bomba

Nie wiem, jak tu trafiłem. Nagle znalazłem się w dziwnym pomieszczeniu: beton nade mną, beton wokół mnie, a pod nogami zielone linoleum. 

Jestem też ubrany w nietypowy strój: biało-niebieski skafander, a na głowie ciąży mi hełm. W trzewiach powoli rodzi się panika – jeśli ktoś robi na mnie eksperymenty, to muszą być one bardzo niebezpieczne, skoro mam na sobie hełm i skafandro-zbroję… 

Panika narasta, coraz trudniej mi się oddycha, więc próbuję zdjąć hełm – niestety bezskutecznie. Strach uciska klatkę piersiową. 

Muszę się stąd wydostać! 

Zauważam przejście między wysokimi betonowymi ścianami. Powoli stawiam pierwsze kroki w jego stronę. Lęk każe mi przytulać się do muru i zmusza umysł do projekcji najstraszniejszych scenariuszy. Ostrożnie wychylam głowę za winkiel. 

Tego, co się za nim znajduje, kompletnie się nie spodziewałem. Przez gulę w gardle nie mogę porządnie przełknąć śliny. 

Betonowa ściana naprzeciwko znika po kilku metrach za inną. Przegroda z boku również. Przejść jest tak dużo, że nie mogę ich zliczyć. 

Przecież to jest labirynt. Jestem w pieprzonym labiryncie. 

Cisza, która powoli staje się nieznośna, próbuje mnie przekonać, że jestem tutaj sam. Jednak przeczucie mówi mi coś innego. 

Nie mam innego wyjścia. Nie wydostanę się stąd przecież, stojąc w miejscu. Muszę iść. 

W miarę, jak się przesuwam po zielonym i sprężystym linoleum, zauważam, że nie wszystkie ściany są z betonu. Niektóre przypominały ceglany mur. Ponieważ przez dłuższy czas nikogo nie spotykam, strach stopniowo ulatuje, ustępując miejsca ciekawości. 

Po paru krokach między przejściami miga coś dziwnego. Przysiągłbym, że to coś było… różowe…? 

Mam halucynacje. Naćpali mnie czymś przed rozpoczęciem eksperymentu albo teraz wpuszczają przez mikrodysze jakiś gaz… Muszę stąd wyjść! 

Znów panikuję. Biegnę po prostu przed siebie i po chwili orientuję się, że to był błąd. 

Jestem w ślepej uliczce. Chcę się wycofać, ale różowy balon podąża w moją stronę, zagradzając mi drogę. 

Tak, dobrze widzę! Różowy balon chce mnie zabić! Ale zaraz… Dlaczego właściwie boję się zwykłego balona? 

Po chwili poznaję odpowiedź; gdy balon mnie dotyka, rozpływam się w powietrzu.

 

 

 

Nie wiem, jak tu trafiłem. Nagle znalazłem się w dziwnym pomieszczeniu: beton nade mną, beton wokół mnie, a pod nogami zielone linoleum. 

Moment, moment… Już tu przecież byłem! 

Podbiegam w stronę jedynego wyjścia i znów widzę ten sam labirynt, co wcześniej. Wszystko pamiętam, oprócz tego, co się właściwie wydarzyło, gdy ten dziwny różowy balon mnie dotknął. Wniosek jest taki, że muszę po prostu unikać różowych balonów. Nigdy bym nie pomyślał, że kiedykolwiek będę mieć w życiu taki cel. Muszę też bardzo uważać, by znów nie znaleźć się w ślepej uliczce. 

Idę już nieco pewniejszym krokiem, rozglądając się za wyjściem. Gdy mam w jednym miejscu przejść na drugą stronę, dosłownie przede mną przelatuje różowy balon. 

Nie leci jednak w moją stronę, tylko do ściany naprzeciwko. Podążam za nim wzrokiem. Balon po chwili odbija się od przeciwległej ściany i zaczyna wracać. Cofam się szybko, ale różowy wróg znów mnie tylko mija. 

Głupi balon – myślę sobie. Dzięki temu, że obija się tak bezmyślnie o przeciwległe ściany, mogę się uspokoić i dostać do dalszej części labiryntu. 

Przechodzę szybko i już jestem po drugiej stronie, gdy nagle balon zmienia trajektorię. Znów jestem w ślepej uliczce. Balon zmierza w moją stronę, więc instynktownie przylegam do ściany. 

Na szczęście różowy twór znów mnie mija. Oddycham z ulgą, przylegam do ściany i czuję, że coś mnie uciska w okolicach bioder. Sięgam tam ręką i wyczuwam pasek, a do niego doczepione są… bomby. 

Mam bomby! Mam broń! 

Podkładam na próbę jedną bombę w miejscu, przez które przebiega obecna trajektoria balona. Bomba wybucha, ale ma małą siłę rażenia i mu nie robi krzywdy. Wyliczam więc w głowie, w którym momencie najlepiej będzie podłożyć ładunek. Balon zbliża się do bomby, gdy ta akurat wybucha! Tak jest! 

Pozbywam się wroga. Teraz mogę się skupić na poszukiwaniu wyjścia. 

Pewnym krokiem podążam wyjątkowo długim korytarzem. Zaglądam w każdy korytarz, lecz w który bym nie spojrzał, kończył się ślepą uliczką. 

Po jakimś czasie pozytywne myśli mnie opuszczają. Na domiar złego nagle słyszę tykanie. Znów strach ściska mi gardło. Nadal nie jestem tu sam i ten ktoś również podkłada bomby! 

W panice zaczynam miotać się po labiryncie. Nigdzie nie mogę znaleźć bomby. Przychodzi mi do głowy myśl, by spojrzeć w górę. Ogromny elektroniczny zegar odlicza czas. Została tylko minuta i trzydzieści sekund. Co się potem stanie? Na pewno nic dobrego. 

Przez nieuwagę wypada mi ze sprzączki od pasa jedna bomba. Toczy się pod mur, przy którym stoję. Odruchowo odbiegam od niej jak najdalej. 

Gdy tumany kurzu opadają, zauważam świetlisty obiekt. Zaintrygowany podchodzę bliżej. Odkryłem jakieś bogactwa! – myślę na wpół uradowany, na wpół jednak wciąż zaniepokojony wizją pozostania w labiryncie na zawsze. 

Nie jest to jednak złoto ani inne kosztowności. Chwytam świetlisty obiekt – nic się nie wydarza. Odczuwam rozczarowanie, ale nagle przychodzi mi do głowy myśl: przecież mogę burzyć ściany! W ten sposób znajdę wyjście! 

Ponownie uradowany biegnę przez labirynt, podrzucając w różne miejsca bomby. Zauważam, że mają większą siłę rażenia niż wcześniej. Zapewne była to sprawka świetlistego obiektu, który odkryłem za murem. 

Prawie wbiegam w różowy balon. Kompletnie zaskoczony, przywieram do ściany, ciężko oddychając. Euforia znów przygasła – huśtawka nastrojów jest tak intensywna, że chyba ona sama mnie wykończy. 

Patrzę w górę na zegar. Pozostało pięćdziesiąt sekund.

Rzucam bombę na oślep. Słyszę charakterystyczny trzask. 

Udało się, ale skąd mam wiedzieć, czy nie ma gdzieś jeszcze tutaj tych różowych skurwielków? Czterdzieści pięć sekund. 

Instynkt przetrwania podpowiada mi, że trzeba nadal podrzucać bomby. Rozrzucam je więc automatycznie, bez większego przekonania. W jednym momencie jestem tak blisko pola rażenia, że przypala mi się nieco skafander. Jest mi jednak już wszystko jedno – tracę kompletnie nadzieję. Nie mogę nawet zobaczyć, ile czasu mi zostało, tak mam zaparowany hełm, ale podejrzewam, że około dwudziestu sekund. 

I znów różowy skurwielek. Cyk – bomba. I nie ma. 

Pełen obaw patrzę w górę. Dziesięć sekund. 

Stoję sparaliżowany ze strachu. Moja ręka sama z siebie rzuca bombą na przeciwległą ścianę. Bum! 

I ukazały się. Brązowe, dwuskrzydłowe drzwi. 

Czy to halucynacje? 

Rusz się! 

Pięć sekund. 

A jeśli to pułapka? Skąd mam wiedzieć, czy nie ma za nimi czegoś gorszego? 

Trzy sekundy. 

I znów ciało samo podejmuje decyzję, nadaremnie oczekując rozkazu od sparaliżowanego mózgu. Nogi zaczynają po prostu biec. 

Dosłownie wbijam się w drzwi – jestem przekonany, że je rozwaliłem. Potem już nic nie pamiętam. 

Wydostałem się? 

 

 

 

Nie wiem, jak tu trafiłem. Nagle znalazłem się w dziwnym pomieszczeniu: beton nade mną, beton wokół mnie, a pod nogami zielone linoleum. 

Zauważam przejście między wysokimi ścianami. Zaglądam za winkiel. 

Widzę dziwne twory: różowe balony, a za nimi ogromne, niebieskie krople wody. 

Robię krok do tyłu, opierając się plecami o ścianę. Zapłakałem. 

To się nigdy nie skończy. 

Odpinam jedną bombę od sprzączki i rzucam lekko pod nogi. Przytulam się mocniej do ściany. 

Czuję tylko nagły, ostry ból, a po chwili nie ma już nic. Zmartwień, bólu, myśli. 

Rozpłynąłem się w powietrzu.

Koniec

Komentarze

Cześć, 

 

Jako dzieciak uwielbiałem Bombermana, dzięki za przywołanie tych wspomnień :) Co do samego tekstu – bardzo podoba mi się pomysł na opowiedzenie tego co czuje postać z prostej gry, jej przerażenia całą sytuacją, tym, że jest uwięziona w labiryncie, i musi walczyć o przetrwanie. Mam jednak wrażenie, że opisy czynności bohatera przeważyły nad jego stanami emocjonalnymi – osobiście wolałbym nieco inne proporcje. Np. przy pierwszym spotkaniu z balonem podmiot stwierdza tylko, że rozpływa się w powietrzu. I co – nie przeraża go to? Ja bym wpadł w paranoje, gdybym się obudził po czymś takim :)

 

Mimo to przyjemnie się czyta :)

 

 

 

Tym razem mnie nie porwało. Że mowa o grze, domyśliłam się dość wcześnie. Opisane dość obrazowo, ale niczego nie wnosi. To jakby zapowiedź? Czytało się dobrze, ale niczego po sobie nie zostawiło. Przepraszam.

Cześć. Dla mnie trochę ciężkostrawne, ale chyba traktowałbym to jako rodzaj eksperymentu. Wrażenia mam takie: jest poczucie sztuczności otoczenia, jest spore tempo, jest efekt zaszczucia, a może po prostu wpadnięcia w pułapkę. Odrobinę czuć tu klimat filmu Cube. Czyli jest “growo”, tajemniczo i strasznawo, więc chyba eksperyment udany? 

Mam jak przedpiścy – nie porwało, chociaż napisane całkiem sprawnie. Oczekiwałem czegoś spektakularnego na koniec, ale niestety nic się nie stało.

P.S. Już nigdy nie pomylę czarnego smoka z czarną smoczycą. wink

Jeśli komuś się wydaje, że mnie tu nie ma, to spieszę powiadomić, że mu się wydaje.

Będziecie się ze mnie śmiali zgranym chórem, ale dla mnie ten szort był hermetyczny. Gry komputerowe i ja? Nie stykające się światy…

Ale czytałem z ciekawością, czym się te powtórzenia z małymi wariacjami skończą.

Hej michalovic,

Faktycznie, może zbyt luźno zareagował na “śmierć” odniesioną wskutek balona… Ale przynajmniej przywołałam u Ciebie miłe wspomnienia :)

 

 

Hej M.G.Zanadra,

Za co przepraszasz? To raczej ja powinnam przepraszać, że Cię zawiodłam ;p

 

 

Cześć Łosiot,

Tak, jest to eksperyment.

Odrobinę czuć tu klimat filmu Cube. Czyli jest “growo”, tajemniczo i strasznawo, więc chyba eksperyment udany? 

Czyli można usunąć znak zapytania na końcu? ;p

 

 

Hej fizyk111,

Czyli poprawia się stopniowo mój warsztat, zawsze jakiś postęp :)

P.S. Już nigdy nie pomylę czarnego smoka z czarną smoczycą. wink

Hehe <zieje ogniem>

 

 

Witaj AdamKB,

Gry komputerowe i ja? Nie stykające się światy…

Mężczyzna nielubiący grać w gry komputerowe/pegasusowe? Szok i niedowierzanie…

Ale czytałem z ciekawością, czym się te powtórzenia z małymi wariacjami skończą.

No, zawsze coś :)

 

Dziękuję wszystkim za przeczytanie i komentarze!

Życie mnie mnie, a Cię mnie?

Holly_Hell91. Napisałaś: Mężczyzna nielubiący grać w gry komputerowe/pegasusowe? Szok i niedowierzanie…

smiley Zacznę od czegoś w rodzaju małego sprostowania. Jeżeli symulatory uważasz za gry, to lubię grać. Co prawda w jedną, wybraną, ale za to bardzo. Jeżeli nie uważasz, no to OK, przyznaję, że jestem dziwem natury. smiley Ale uważam się za usprawiedliwionego, ponieważ w przebogatym zbiorze niegroźnych dla ludzi i świata dewiacji znajduje się i ta moja. smiley

Ale uważam się za usprawiedliwionego, ponieważ w przebogatym zbiorze niegroźnych dla ludzi i świata dewiacji znajduje się i ta moja

Oczywiście, że tak! Ja też jestem dewiantką – jako kobieta nie cierpię zakupów ciuchowych i nie znam się na kosmetykach. Szok i niedowierzanie! :)

Życie mnie mnie, a Cię mnie?

Miś od dawna już nie gra w gry. Czekał czytając na spektakularny finał. Ten oznacza chyba przegraną na tym poziomie.

Dziękuję Misiu za komentarz :) Przyznaję, to jeden z moich najsłabszych tekstów i jak sobie go porównam chociażby z dwoma poprzednimi, to faktycznie wypada blado. Następnym razem postaram się bardziej.

Życie mnie mnie, a Cię mnie?

To nie była krytyka tekstu. Zakończenie jest końcem gry na kolejnym poziomie jeszcze nie przebrniętym, a nie ostatecznym finałem – tak zrozumiałem.

Zakończenie jest końcem gry na kolejnym poziomie jeszcze nie przebrniętym, a nie ostatecznym finałem – tak zrozumiałem.

O nie, nie, nie. Porażka!

To miało oznaczać smutny koniec, przerażenie wizją wiecznego błąkania się w labiryncie i podjęcie trudnej decyzji o samobójstwie… Ech, nie przemyślałam tego. Teraz już rozumiem, dlaczego szort ma taki słaby wydźwięk :) Dużo pracy jeszcze przede mną…

Życie mnie mnie, a Cię mnie?

Strach uciska moją klatkę piersiową

Muszę iść w którąś stronę

O, nie

najlepiej będzie podłożyć broń

Ładunek. 

Balon zbliżał się do bomby, gdy ta akurat wybuchła! Tak jest! 

Pozbyłem się wroga

Dlaczego zmieniasz czas z teraźniejszego na przeszły? 

 

Bardzo fajne opowiadanie i rzeczywiście poczułem nutkę nostalgii. :) 

Zmieniłbym tytuł, bo narzuca interpretację. 

Jeśli pozwolimy na łamanie zasad w wyjątkowych sytuacjach, stworzą wyjątkowe sytuacje, aby łamać zasady.

Cześć Gekikara,

 

dzięki za odwiedziny i poprawki.

 

 

najlepiej będzie podłożyć broń

Ładunek. 

Idealnie, to słowo też mi bardzo nie pasowało.

 

Dlaczego zmieniasz czas z teraźniejszego na przeszły? 

Bo jestem mondzioł :P poprawiałam cały tekst i zmieniałam na czas teraźniejszy, ale musiałam to przeoczyć.

 

Bardzo fajne opowiadanie i rzeczywiście poczułem nutkę nostalgii. :) 

Bardzo się cieszę :) dziękuję też za klika, nie spodziewałam się, że w ogóle za tego szorta jakiegokolwiek dostanę.

 

Zmieniłbym tytuł, bo narzuca interpretację. 

No, racja, nie jest trafiony.

Życie mnie mnie, a Cię mnie?

Podoba mi się nowy tytuł! Dobrze Ci Gekikara doradził, żeby zmienić :)

Zwiedziony nowym tytułem zajrzałem raz jeszcze i jestem zwiedziony, ale nie zawiedziony. Gwiazdki.

Podoba mi się nowy tytuł! Dobrze Ci Gekikara doradził, żeby zmienić :)

O, popatrz :)

 

Zwiedziony nowym tytułem zajrzałem raz jeszcze i jestem zwiedziony, ale nie zawiedziony. Gwiazdki.

O, popatrz :) Tytuł jednak ma moc… :)

Życie mnie mnie, a Cię mnie?

Przeczytałam historyjkę o facecie w dość beznadziejnej sytuacji i nie bardzo wiedziałam, o co tu chodzi. Dopiero lektura komentarzy uświadomiła mi, że opisałaś grę i wtedy pojęłam, dlaczego rzecz była dla mnie niezrozumiała – nigdy nie grałam w żadną grę. 

 

coraz cię­żej mi się od­dy­cha… → …coraz trudniej mi się od­dy­cha

 

Od­dy­cham z ulgą i czuję, że przy­le­ga­jąc do ścia­ny, coś mnie uci­ska w oko­li­cach bio­der. → Skąd wiedział, że to, co go uciska, przylega do ściany?

A może miało być: Od­dy­cham z ulgą, przylegam do ściany i czuję, że coś mnie uci­ska w oko­li­cach bio­der.

 

Pew­nym kro­kiem po­dą­żam wzdłuż wy­jąt­ko­wo dłu­gie­go ko­ry­ta­rza. → Zbędne dopowiedzenie – mało kto podąża w poprzek korytarza.

Wystarczy: Pew­nym kro­kiem po­dą­żam wy­jąt­ko­wo dłu­gim ko­ry­ta­rzem.

 

Pra­wie wbie­gam w ró­żo­we­go ba­lo­na.Pra­wie wbie­gam w ró­żo­wy ba­lo­n.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Reg,

 

Poprawki wprowadzone. Dziękuję bardzo!

Życie mnie mnie, a Cię mnie?

Bardzo proszę. :)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Gry nie znam, ale mi się podobało. Udało Ci się pokazać lęk i beznadziejność sytuacji bohatera w sposób subtelnie zabawny. Taki “dzień świstaka” i “qube” dwa w jednym;)

Nowa Fantastyka