- Opowiadanie: silver_advent - B.L.N.N.

B.L.N.N.

Absurdalna historyjka, w sam raz do herbatki.

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Oceny

B.L.N.N.

Wyszedłem przed blok i miałem zamiar udać się na przystanek autobusowy, jednak zauważyłem coś dziwnego.

Przed budynkiem stał wóz, przypominający śmieciarkę. Dwóch mężczyzn w kombinezonach roboczych wnosiło do środka naturalnej wielkości figurę starca.

Zaintrygowało mnie to, więc zbliżyłem się na tyle, by widzieć wszystko wyraźnie.

Wtedy zrozumiałem, że to, co początkowo wziąłem za rzeźbę, jest w rzeczywistości prawdziwym człowiekiem, tyle że całkowicie zesztywniałym.

Nieboszczyk? Zabierają trupa? Pojazd nie przypominał karetki.

Poczułem, że robi mi się zimno.

Mężczyźni pochylili ciało, by wsunąć je do wozu na wznak. Rzut oka na twarz rzekomej “figury” uświadomił mi, że to starszy pan z pierwszego piętra. Widywałem go czasem. Chodził na zakupy do sklepu osiedlowego, mozolnie podpierając się laseczką.

– Przepraszam panów, czy jesteście z pogotowia? Miał miejsce jakiś wypadek?

Mężczyźni wsunęli ciało starca do samochodu niczym pakunek. Wyższy, z sumiastym wąsem, wytarł spocone ręce w kombinezon i odpowiedział:

– E, nie. Nic złego się nie stało. Po prostu zabieramy gościa, jesteśmy z B.L.N.N.

– Nie rozumiem. – Bezradnie rozłożyłem ręce. – Nigdy nie słyszałem tego skrótu.

– No cóż, jesteśmy mało znani. Biuro Ludzi Nikomu Niepotrzebnych. Gdyby rzucił pan okiem na rozpiskę wywozu śmieci, to między gabarytami a komunalnymi jest wzmianka, że będziemy dzisiaj rano.

– Pan szanowny wybaczy! – oburzyłem się. – Ten starszy jegomość nie jest żadnym śmieciem! Co zrobiliście, dlaczego zesztywniał? Czy to morderstwo?! Wzywam policję!!

– Niech się pan uspokoi, nasza działalność jest całkowicie legalna. Jak trzeba, to mogę pokazać papiery. Nikogo nie zamordowano. Pan Waldemar jest w tej chwili w trybie przenośnym, ściślej w pozycji “na baczność”. Łatwiej będzie go przetransportować do biura.

– To znaczy, że żyje?

– Oczywiście. Przynajmniej na razie.

– Jak to, “na razie”?!! Co chcecie zrobić?!

– No cóż, to już nie nasza robota, ale prawdopodobnie, jak każda osoba przetransportowana do biura, zostanie wkrótce zutylizowany.

– To brzmi jak próba zabójstwa!

– Nic podobnego, nie miotaj się pan tak. Wszystko jest legalne i sprawdzone. Gość przestał być komukolwiek potrzebny, więc zostanie wyłączony i zutylizowany. Czyli wsadzi się go do pokoju “zapomnienie”, naciśnie przycisk i tyle. Szast-prast i po problemie. Żadnej krwi, szarpaniny, nic z tych rzeczy. Po prostu rozpłynie się w powietrzu, jakby nigdy nie istniał.

– Nie widzę różnicy! To, co pan mówi, jest okropne!

– Ech… Życie nie jest usłane różami. Niech pan weźmie pod uwagę, że nasze biuro naprawdę nigdy się nie myli. Sprawdziliśmy bardzo dokładnie. Rodzina pana Waldemara o nim zapomniała, już go nie odwiedzają. Więcej, bardzo ucieszą się z faktu, że właśnie odziedziczyli małe, ale całkiem sympatyczne mieszkanko.

– Ale przecież… Tak nie można…

– E, tam! Jak mówię, wszystko zgodne z prawem. A właściwie… Czemu pan tak się tym wszystkim interesuje?

– Ja? Yyy…

– No tak, pan. Przecież nie ma tu nikogo innego. Jak się pan właściwie nazywa? Nasze biuro…

– Proszę pana – urwałem trwożnie – chętnie bym z panem dłużej porozmawiał, ale za chwilę spóźnię się na autobus!

Ruszyłem szybkim krokiem, potem przyspieszyłem, aż w końcu zacząłem gnać przed siebie wściekłym pędem. Byle dalej, byle w stronę przystanku.

I nagle zapragnąłem być komuś bardzo, ale to bardzo potrzebny.

Koniec

Komentarze

Smutne. I opublikowane w niedzielę, kiedy rodziny często się właśnie odwiedzają.

Napisane zgrabnie i przekonująco. Skąd B.L.N.N. wie, kogo zutylizować? Mają jakiś rejestr, czy ktoś ich wzywa? Skoro o dziadku rodzina nie pamięta, to ich nie wezwała. Czy to była eutanazja?

Podobało mi się (o zgrozo).

Na początku chciałem ponarzekać na nierealistyczne reakcje głównego bohatera, ale to nie jest tu najważniejsze. 

Piękny przekaz. Naprawdę mi się spodobało, a ostatnie zdanie… Ostatnie zdanie jest napisane bardzo dobrze. Dużo mówi nie tylko o bohaterze, ale przede wszystkim o ludziach. 

Jeśli coś bym poprawił to jedynie dialogi, czasami brzmią trochę nawinie. 

Pozdrawiam! 

Oczywiście pamiętał o tym - o czym pamięta każdy rozsądny człowiek - że nie powinno się nigdy zatrzaskiwać za sobą drzwi, gdy się wchodzi do szafy.

Absurdalna historyjka, w sam raz do herbatki.

Przeczytałam przy kawie, nie wiem, czy się liczy ^^

 

Smutne i niestety bardzo prawdziwe.

 

Jedno pytanie mi się nasuwa. Co by było, gdyby bohater się w tym momencie postawił? Stwierdził, że właśnie szedł do Waldemara, bo potrzebował od niego np. szklanki cukru (chociaż to już by zahaczało o political fiction xD)?

 

 

M.G.Zanadra – Wiesz, B.L.N.N. to pewnie jedna z tych instytucji, które wiedzą o nas więcej niż my sami o sobie ;)

 

Młody Pisarz – Cześć, fajnie, że podobało Ci się przesłanie. Szkoda, że dialogi nie podeszły, chciałem żeby tekst miał lekko teatralny i groteskowy klimat, może przesadziłem…

 

OldGuard – Liczy się :) Co do pytania: Tego się niestety nie dowiemy, bo bohaterowi najwyraźniej nie starczyło odwagi… 

Nie betuję tekstów ze względu na brak czasu.

Dołujące, gdy się pomyśli, że może do tego dojść. Warto przeczytać i pomyśleć chwilę, komu można by się przydać/pomóc.

Obszerniejszy komentarz chyba zbędny?

Dobry szort. Wbrew pozorom nie tak bardzo absurdalny, o zgrozo jest to sytuacja, z której wyobrażeniem sobie nie miałem żadnego problemu. Przekaz prosty, ale celny. I komentarz krótki, tak samo jak treść. Z chęcią przeczytałbym coś dłuższego o B.L.N.N.

https://fantastycznyblog.wordpress.com/

Koalo, dzięki za wizytę. Takie miało być… 

AdamieKB – jak dla mnie wszystko jest całkowicie jasne, dziękuję :)

Simeone – Faktycznie, niestety nie wiadomo, co nas czeka w przyszłości. Oby do tego nie doszło. 

Nie betuję tekstów ze względu na brak czasu.

Skojarzyło mi się z ,,Black Mirror”, nie wiem, czy słusznie – ale u mnie to komplement. Ciarki przechodzą.

,,Moim zdaniem, to nie ma tak, że dobrze albo że niedobrze. Gdybym miał powiedzieć, co cenię w życiu najbardziej..."

Hej, silver_advent.

Lubię teksty, które zahaczają o political fiction. Genialny pomysł, wręcz zazdroszczę :)

 

Łapankowo:

Przed domem stał wóz,

Raczej przed klatką, bo doczytałem, że to blok.

 

– Nie rozumiem[kropka] – Bezradnie rozłożyłem ręce. – Nigdy nie słyszałem tego skrótu.

 

Dodatkowo wkradły się jakieś entery zbędne w tekście ;) Na początku i na końcu.

Naprawdę ciekawy tekst, pozdrawiam.

SNDWLKR – Wow, dziękuję za takie porównanie… Black Mirror? Niegodnym… :)

Ramshiri – Czołem! Dzięki za łapankę, poprawiłem to i owo. Cieszę się, że Ci się podobało :)

Nie betuję tekstów ze względu na brak czasu.

Cześć!

 

Dobrze napisane i spójne, w sam raz na niedzielny wieczór po burzy. W pierwszej chwili zaciekawia, ale od momentu wyjaśnienia skrótu mocno przewidywalne i całkowicie bazujące na lęku przed zniknięciem, ale czy to źle…? Liczyłem na twist, czy zaskoczenie w końcówce, ale wszystko poszło tam, gdzie wydawało się, że pójdzie.

Główny bohater zarysowany wystarczająco i spójny, nieco gorzej z panami od roboty fizycznej. Straszni z nich erudyci, regulaminowicze i filozofowie (a może zwyczajnie, wszyscy ludzie zajmujący się zabieraniem czegokolwiek (lub kogokolwiek), których spotkałem, rozmawiali w bardziej karczemny sposób i bardziej im się śpieszyło). Jakoś mi to nie pasuje do takich gości, ale to tylko moje odczucie.

Sam sens biura też, po głębszej analizie, wątpliwy (jak już opanujemy pierwotny lęk przed zniknięciem). Bo kto – tak naprawdę – jest do czegokolwiek potrzebny? Społeczeństwo to – poza zbiorem jednostek – kolektyw, w którym brak dowolnej jednostki niewiele zmienia, a “przydatność” jest bardzo zależna od sytuacji – zwłaszcza w państwie demokratycznym ;-)

 

2P dla Ciebie: Pozdrawiam i Polecam do biblioteki!

„Poszukiwanie prawdy, która, choćby najgorsza, mogłaby tłumaczyć jakiś sens czy choćby konsekwencję w tym, czego jesteśmy świadkami wokół siebie, przynosi jedyną możliwą odpowiedź: że samo poszukiwanie jest, lub może stać się, ową prawdą.” J.Kaczmarski

Czołem, Krarze :) 

Dziękuję za rozbudowaną opinię :) 

To niekoniecznie muszą być ludzie od zwykłej fizycznej tyrki, może wcale nie tak łatwo jest czasowo wyłączyć starszego pana czy panią i przełączyć ich w tryb transportowy? ;) Kombinezon roboczy może oznaczać specjalistę, nie tylko półgłówka ;) Wiem co mówię, sam taki nosiłem parę lat. Nie twierdzę przy tym, że ja konkretnie nie jestem półgłówkiem, bo trudno być sędzią we własnej sprawie, ale miałem wgląd w środowisko. Sprawa jest mocno złożona i czasem więcej w tym samosprawdzającej się prognozy niż realnego doświadczenia. 

Co do sensu biura – ludzie “niepotrzebni” z punktu widzenia systemu to tacy, którzy nic nie wnosząc, stają się balastem dla społeczeństwa. Oficjalne wyjaśnienia nie muszą oznaczać, że takie są realne powody. Słuszna uwaga o demokracji – tutaj chyba pachnie czymś zgoła odmiennym ;)

Wreszcie – wydaje mi się, że sporo jednak usprawiedliwia tag “absurd”. 

I fajnie było opowiedzieć o tym, że są miedzy nami ludzie zapomniani i sami czujący się niepotrzebni. Bo sam łapię się na tym, że nie dość poświęcam im uwagi.

 

I oczywiście dzięki za odwiedziny i klika!

Nie betuję tekstów ze względu na brak czasu.

Smutne. Ale tak sobie naiwnie myślę, że może sama interwencja narratora powinna wyłączyć “utylizację”, w końcu nagle ktoś się starszym panem zainteresował…

Jestem po lekturze paru twoich tekstów i mam wrażenie, że najmocniejszą stroną twojego pisania jest w tym momencie umiejętność łączenia pewnego absurdu z emocjami (smutkiem, żalem) i dość bezlitosnymi refleksjami, powiedzmy, społecznymi. To jest niełatwa mieszanka, a tobie raz za razem wychodzi, trafiasz bardzo dobrze w ton, bez fałszywych nut. Podobało mi się.

Ninedin już napisała mniej więcej to, co chailem sam napisać ;) Natomiast przychodzi mi do głowy jeden, bardzo prosty, sposób na to, by nie odwiedzili cię ludzie z BLNN – wystarczy kupić sobie psa, bo pod pojęciem "nikomu" wcale nie musi przecież kryć się człowiek :)

Known some call is air am

Zgadzam się!

 

 

Smutne jest to, że takie instytucje istnieją (np. DPS-y), tylko eutanazja odbywa się w dłuższym okresie czasu…

Gość przestał być komukolwiek potrzebny, więc zostanie wyłączony i zutylizowany. Czyli wsadzi się go do pokoju “zapomnienie”, naciśnie przycisk i tyle. Szast, prast i po problemie. Żadnej krwi, szarpaniny, nic z tych rzeczy. Po prostu rozpłynie się w powietrzu, jakby nigdy nie istniał.

W jaki sposób materialne ciało zostanie wyłączone i rozpłynie się w powietrzu? Czy staruszek był robotem?

 

Szkoda, że nie rozbudowałeś tego tekstu, pokazujesz nam zaledwie jedną scenkę. 

Dziękuję, Ninedin! Prawdę mówiąc, jakoś tak tu na forum wyszło. Kiedyś sporo pisałem na wesoło, teraz piszę na smutno. Za to “przygodowo” idzie mi słabo, nie umiem :)

OS – masz rację! Psy są super i zmieniają wszystko. Tylko trochę krótko żyją :/

ANDO – Materialne ciało nie zostanie wyłączone i nie rozpłynie się w powietrzu, dopóki autor nie napisze tekstu, który będzie nieco absurdalny :) 

Nie betuję tekstów ze względu na brak czasu.

 

Stwierdził, że właśnie szedł do Waldemara, bo potrzebował od niego np. szklanki cukru (chociaż to już by zahaczało o political fiction xD)?

Natomiast przychodzi mi do głowy jeden, bardzo prosty, sposób na to, by nie odwiedzili cię ludzie z BLNN – wystarczy kupić sobie psa

Old Guard, Outta Sewer – genialne :-) 

 

Jak oglądałam “Szwedzką teorię miłości” to mnie uderzył przedstawiony tam motyw umierania w samotności. Rozluźnione lub zerwane więzi sprawiają, że dopiero po jakimś czasie sąsiedzi zgłaszają, że coś jest nie tak. Dobrze, że ratują nas psy i koty (choć szkoda, że czasem to one zostają same).

Co do tekstu: też bardzo doceniam ostatnie zdanie. Podoba mi się też budzący nieprzyjemne uczucie klimat, że to nie ten “niepotrzebny” decyduje. I brutalne umieszczenie ludzi w grafiku służb oczyszczania miasta. To wszystko sprawia, że jest dużo pola do refleksji. Podoba mi się też prostota tego tekstu, bo nic nie przysłania przekazu. 

eM

Podobało mi się. Podejmujesz się ważnego tematu, ale w sposób, który jest przystępny i satysfakcjonujący. Przyjemny szorcik, jakkolwiek to brzmi. :)

Najlepsze opowiadanie, jakie do tej pory czytałem na tym portalu!

Czyta się dobrze i temat wydaje mi się poważny.

 

Ciekawe czy tak rzeczywiście jest:

Niech pan weźmie pod uwagę, że nasze biuro naprawdę nigdy się nie myli.

 

Gratuluję i biegnę wystąpić o klik!

Pokój – szczęśliwość; ale bojowanie Byt nasz podniebny

Cześć, silver!

 

To się nazywa dobrze skondensowany tekst! Przecież to jest tak śmiesznie krótkie, a zarazem takie treściwe. Jako pisarska “gaduła”, która szortów pisać nie lubi i niespecjalnie umie, tym bardziej podziwiam.

Sama treść jest mocna, a ostatnie zdanie pięknie wieńczy całość. Tekst kojarzy mi się z nawracającą jak bumerang debatą odn. słuszności (etycznej, prawnej, społecznej) eutanazji oraz przykładami z zachodu, gdzie legalność skracania życia bywała narzędziem wykorzystywanym przez najbliższą rodzinę do pozbycia się zawadzającego seniora – w głowie świta mi case chyba z Holandii albo Danii, nie jestem pewien. Jako że tę tematykę “lubię”, to tym bardziej spodobał mi się Twój szort.

Zupełnie na marginesie zauważę, że mimochodem (a może specjalnie?) wyszedł Ci swoisty rewers “Eleosa” Outty :)

Do biblio nie zgłaszam, bo – zdaje się – uzbierałeś komplet.

 

Pozdrawiam,

fmsduval

 

 

"- Zniszczyliśmy coś swoją obecnością - powiedział Bernard - być może czyiś świat." V. Woolf

Bardzo fajny pomysł. I mocny komentarz socjologiczny. Cholernie mocny.

A sposób “na pieska” genialny. ;-)

Babska logika rządzi!

emlisien – Wielkie dzięki! Prostota, bo i tekst krótki oraz niezbyt wymyślny :)

Corrinn – Dziękuję i cieszę się.

Radek – rumienie się, ale napewno nie :) Chyba, że to najlepsze opowiadanie jakie czytałeś do tej pory dzisiaj :D Poza tym – głęboko wierzę, że najlepsze opowiadanie na tym portalu jeszcze nie zostało napisane. Mimo tak fenomenalnych tekstów, jakie tu się pojawiały, nawet tych zdobywających głośne nagrody. Może jestem naiwny, ale wierzę, że portal ma przyszłość. Tak czy owak – dziękuję za klika :D

fmsduval – E, szorty łatwo pisać. Właśnie gorzej długie teksty, bo musisz utrzymać ciekawość czytelnika. Co do skojarzeń z tekstem Outty – bardzo to miłe, ale widzę podobną analogię jak między rumem i rumakiem ;D OS odwalił tam kawał dobrej roboty. Chociaż – gdybym podobnie jak Outta doczekał się komentarza Osvalda, to by było coś XD Niestety ten pan nie nobilituje swoją obecnością takich karzełków jak ja :/

Finkla – Podziękował :) Pieski lubimy pasjami! XD

Nie betuję tekstów ze względu na brak czasu.

E, szorty łatwo pisać.

Mam zupełnie na odwrót. Pomysły nigdy nie chcą zmieścić się w ramach szorta :)

 

Co do skojarzeń z tekstem Outty – bardzo to miłe, ale widzę podobną analogię jak między rumem i rumakiem ;D

Skojarzenie było na płaszczyźnie tematycznej, nie warsztatowej, jakościowej czy dotyczącej natłoku pracy nad waszymi tekstami. Nie było to też skojarzenie ścisłe – stąd użycie określenia “swoisty rewers”. Co do komentarza Sam-Wiesz-Kogo – nigdy nie wiadomo, kiedy Cię taki zaszczyt spotka :P Może chociaż jakieś skromne dwie gwiazdeczki dostaniesz, jak ja ;)

"- Zniszczyliśmy coś swoją obecnością - powiedział Bernard - być może czyiś świat." V. Woolf

Hej silver_advent!

 

Fajny tekst z pomysłem! Ostatnie zdanie ładnie domyka całość i dodatkowo uzasadnia dlaczego bohatera tak bardzo oburzyła utylizacja sąsiada.

Podobał mi się komentarz ninedine – w momencie, kiedy bohater opowiadania zainteresował się losem sąsiada utylizacja powinna być przerwana. Jest jeszcze drugi argument – kto wie, czy ten pan jutro, za tydzień, nie spotka kogoś, komu stanie się potrzebny?

Tym niemniej tekst zwraca uwagę na ważny temat.

Sympatyczne :)

Przynoszę radość :)

@silver:

Chyba, że to najlepsze opowiadanie jakie czytałeś do tej pory dzisiaj :D

A nie, bo w ogóle. Może pechowo nie trafiłem na najlepsze, ale do tej pory to jest właśnie najlepsze tzn. temat+pomysł+wykonanie.

Pokój – szczęśliwość; ale bojowanie Byt nasz podniebny

Zmroziło mnie. Tag “absurd” nie przygotował mnie na coś tak przejmująco smutnego.

Wielkie brawa za zawarcie tak silnego przekazu i ładunku emocjonalnego w tak krótkim tekście.

 

Gdybym miała się czepiać: panowie z B.L.N.N. na mnie też sprawili wrażenie przesadnie elokwentnych.

Bardzo dobry szort, ale jakże przygnębiający.

 

Szast, prast i po pro­ble­mie. –> Szast-prast i po pro­ble­mie.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Ponury szort z przesłaniem, choć ostatnie zdanie z "nagle" raczej postrzegam jako odświeżenie bardzo ważnej potrzeby człowieka – bycia dla kogoś kimś ważnym i potrzebnym.

Ta scena jest genialna!

Żałuję, że to nie fragment wiekszego opowiadania, ale wtedy mogłaby nie wybrzmieć tak dobrze. Zawsze trudniej się ocenia, kiedy nie ma sie do czego przyczepić i to jest własnie taki przypadek. W kilku zdaniach zbudowałeś groteskowy, makabryczny świat – a w dodatku ukryłeś między wierszami pewną prawdę o ludziach.

Oszczędny styl robi tylko temu szorciakowi na dobre. Ten kontrast między wypowiedziami śmieciarza a głównego bohatera jest w pełni wystarczający.

Jeśli pozwolimy na łamanie zasad w wyjątkowych sytuacjach, stworzą wyjątkowe sytuacje, aby łamać zasady.

Cześć, Silver!

No, powiało grozą. Trochę mi się skojarzyło z pomarańczowymi kombinezonami z “Różańca” R. Kosika, choć tam akurat usuwali za robienie złych rzeczy.

Tekst raczej nie zmieni mojego podejścia do telefonów z pracy, ale myślę, że warto się nad nim zastanowić w kwestii osób nie tylko starszych, ale często zwyczajnie samotnych.

Pomysł absurdalny, ale skłaniający właśnie do takich przemyśleń – udany szorciak!

 

Pozdrówka!

Nie zabijamy piesków w opowiadaniach. Nigdy.

Ahoj!

Okrutny pomysł z tą wariacją śmieciarzy, jednakże potwornie trafny i w zasadzie w kilku słowach kreśli ważny, społeczny komentarz.

Znalazło się też miejsce na nutkę grozy, gdy śmieciarz zaczyna interesować się głównym bohaterem. Znów: jest to ledwie zarysowane, choć napięcie skacze przy tym zauważalnie.

Ostatnie zdanie stanowi bardzo dobre podsumowanie.

Przeczytałem może nie do herbatki, ale jednym tchem. Dobra robota.

fmsduval – powiem Ci, że tak naprawdę też potrafię się rozgadać w opku. Może wkrótce coś opublikuję dłuższego, ale mam BARDZO mieszane uczucia. Bo poziom abstrakcji i absurdu w tej nowo pisanej historyjce przekracza wszelkie możliwe rejestry. To coś pisze się samo, ale fabuła przypomina wizję paranoika po zażyciu LSD… Może być, nooo, mało bibliotecznie, że tak powiem…

kronos.maximus – Dzięki!

Anet – to fajnie ;D

Radek – Nie no, teraz to jestem w poważnym szoku! Pierwsza nominacja do pierza na portalu :D Meksykańska fiesta po mojej stronie monitora :)))

mindenamifaj – bardzo dziękuję :) Co do elokwencji, powtórzę obronę, że to jednak przynajmniej szczebelek wyżej niż zwykli śmieciarze. Może coś w rodzaju służb porządkowych w jakiejś totalitarnej antybajce? W kombinezonach, ale bardziej specjaliści niż zwykli "fizyczni". 

Reg – dzięki. Faktycznie, wesoło to tu nie jest :( Błąd poprawiam i dziękuję za wskazanie :)

Sagitt – Miło mi, że tak dobrze oceniasz narratora :) Autor nie jest wobec niego tak optymistycznie nastawiony, ale to czytelnik czyta i ma własne interpretacje

Geki – No i co ja mam powiedzieć. Mega dzięki, ale jak to mówił stary Kiemlicz w "Potopie": Niegooodniśmy, niegoooodni… XD 

Krokus – Akurat "Różańca" nie czytałem, ale widać pewne pomysły są na tyle nośne, że potrafią sobie wpadać ot tak, do wielu głów, w wielu okolicznościach.Zdecydowanie popieram telefony: do samotnych, starych, wykluczonych, inwalidów itd. Dzięki!

EDIT:

No, no. Panie JasnaStrono, witam w moich skromnych progach. Twoje zdanie cenię bardzo wysoko, tym bardziej mile łechce taka opinia. Bardzo, bardzo dziękuję!

Nie betuję tekstów ze względu na brak czasu.

Może wkrótce coś opublikuję dłuższego, ale mam BARDZO mieszane uczucia. Bo poziom abstrakcji i absurdu w tej nowo pisanej historyjce przekracza wszelkie możliwe rejestry. To coś pisze się samo, ale fabuła przypomina wizję paranoika po zażyciu LSD… Może być, nooo, mało bibliotecznie, że tak powiem…

Dawej to!

Jeśli pozwolimy na łamanie zasad w wyjątkowych sytuacjach, stworzą wyjątkowe sytuacje, aby łamać zasady.

No, i to jest dobra długość, dopasowana do fabuły!

Humor fajny, trochę Williamem Tennem idzie – i jest to dobre porównanie :)

 

Wyrazista pojedyncza scena, dobrze napisana, z zakończeniem w punkt. Trafna obserwacja, zapadającą w pamięć. Mamy realia, bohatera i rodzaj zderzenia z ponurą rzeczywistością. Socjologiczny sf odnoszący się do wszechobecnych lęków, a właściwie uzasadnionych obaw i strachów.

Czy warto byłby ten szort przeciągnąć? Moim zdaniem długość w tym momencie jest idealnie dopasowana do treści.

Podobało misię! :-)

 

pzd

a

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Dzień doberek, Silver. Wiele już zostało powiedziane, więc będzie krótko, iż z fona. I tym razem jestem zgodny z większością komentarzy. Przekaz jest dosadny, smutny i prawdziwy. Nie jest to coś bardzo oryginalnego, bo brak pamięci o ludziach w podeszłym wieku to powszechne zjawisko często występujące czy to w książkach czy filmach, no i oczywiście w samym życiu. Jednak to mi akurat nie przeszkadza, bo takie teksty jak Twój mają trafne przesłanie. Tak, po samym wyjaśnieniu skrótu już wiadomo co się święci. Porównanie tego auta do śmieciarki jest dość mocne, co w tym przypadku pasuje do sceny. Końcówka – na plus.

Komentarz powstanie na bieżąco, jak zawsze. ;)

 

Przed budynkiem stał wóz, przypominający śmieciarkę

 

Czy przecinek nie jest zbędny? Oddziela tak sztucznie to zdanie, a brak tam czasownika. Ale zawsze lepiej zapytać specjalistów. 

 

Początek dość zwyczajny, wzmianka o Ludziach Niepotrzebnych przypomniała mi o pewnym artykule dotyczącym starszych ludzi, którzy umierają w domach i leżą tam tygodniami, bo nikt ich nie odwiedza, nikt nie wie, że zmarli… Przykra rzeczywistość.

 

Wracając do opowiadania, mój mózg pracuje, zaczynam się zastanawiać, o co może chodzić tym podejrzanym typom pakującym zmarłego do wozu. 

 

Zaraz, nie, nie zmarłego… sztywnego. Na to nie wpadłam. Dobrze przemyślane, większość czytelników zobaczy trupa i zaskoczy ich dalszy przebieg. Mnie zaskoczył. Zabieranie i zabijanie w innym miejscu plus ta cała otoczka robienia wszystkiego „zgodnie z prawem” skojarzyła mi się z „Rokiem 1984”. 

 

I wiesz co? Czuję się oszukana. Tak, oszukana, bo napisałeś „Absurdalna historyjka, w sam raz do herbatki”, więc jako że na herbatkę to czasu nie miałam z racji godziny, a pić zimnej nie lubię, chciałam rozpocząć chwilę wolnego od czegoś lekkiego, co mi herbatkę zastąpi. A to wcale nie historyjka do herbatki, tylko bardziej do herbatki z prądem. I to takiej, po której zostaje gorycz, nawet jak posłodzimy. Tyle że ja nie słodzę. Podoba mi się Twój short, podoba mi się wydźwięk ostatnich linijek, ostatnie zdanie zapada w pamięć. Nie, to za mało – ono wali po głowie pałką lepiej niż specjalne służby z B. L. N. N., bo że to biuro, to przecież nie uwierzę. Jakoś muszą człowieka uczynić sztywnym, a nie każdy otworzy drzwi i wpuści, nie każdy też podda się bez walki. 

 

Pozdrawiam, 

Ananke

 

Dobre, bardzo dobre.

Całkiem zacny szort, skłaniający do refleksji. Rozbudowałabym go minimalnie, żeby pozbyć się pewnej skrótowości, dodać nastroju, ale w obecnej formie też się całkiem broni. Technicznie bez szaleństwa, ale okej.

Przyznam, że liczyłam na inne rozwinięcie fabuły, bardziej “obyczajowe”, w którym bohater chce udowodnić BLNN, że sąsiad jednak dla niego coś liczył i robi się taki antyutopijno-kafkowski klimat. Chętnie bym taką wersję przeczytała, Twoja jest bardziej groteskowo-absurdalna.

http://altronapoleone.home.blog

Przeczytałem, zwabiony nominacją.

Nie jestem zadowolony.

 

Ten króciak zaczyna się i rozwija po kafkowsku, sytuacją niby absurdalną, a jednak wiarygodną w swoim urzędowym uporze. Zawiera też gorzki element satyry na to, jak oddalamy się od siebie. Zdycha jednak w finałowych zdaniach na brak podsumowania, utrzymanego w w tym samym duchu, dostarczając wyłącznie krótką sugestię o samotności protagonisty. Nie ma napięcia, budowania rosnącej obawy, więc końcowa wolta jest dla mnie absolutnie letnia i "nie siada".

Inną alternatywą byłoby dostarczenie finałowego panczlajnu w estetyce absurdalnej sytuacji.

 

Czyli: zaczyna się dobrze, kończy– nijako, ale ze względu na formę i brak przygotowania kulminacji w końcówce, niekoniecznie samą treść.

To nie jest zły tekst! Jest skondensowany, zamknięty w jednej scenie opowiadającej jednakże pewną historię, czytelny przekaz – zdecydowanie dałbym Biblioklika, gdyby jeszcze była taka możliwość. 

 

Dzięki za lekturę!

"Świryb" (Bailout) | "Fisholof." (Cień Burzy) | "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Wilku-zimowy, też tak uważam. Może odrobinę powinienem zaakcentować w końcówce parę spraw, ale nie tyle przedłużyć, co uwypuklić.

Asylum, bardzo dziękuję za opinię :) fajnie, że się podobało!

Near-Death – jasne, tak miało być – na smutno i dosadnie. Bałem się czy aby nie tandetnie, ale widać, że raczej przeważają pozytywy.

Ananke – dziękuję za wizytę :) "Służby" to idealne określenie, właśnie to chciałem osiągnąć. 

Michale Pe – a, dziękuję! :)

Drakaino, co do kwestii technicznych, to obecnie staram się pisać w miarę możliwości czysto i przejrzyście. To taki etap, jak ćwiczenie gam na fortepianie. Na szaleństwa może kiedyś przyjdzie pora, obecnie chyba zaplątałbym się we własne szarawary, a wywrotka wyglądałaby co najmniej komicznie ;D Co do zmiany fabuły – to byłoby miłe dla czytelnika, ale tym razem chciałem pokazać te rzeczy w nas, które nie są zbyt piękne i niekoniecznie ładnie pachną. 

Psychofiszu – Nie jestem pewny czy Twój brak zadowolenia wynika z tego, że liczyłeś na coś więcej (ze względu na nominację), tymczasem dostałeś tekst może i biblioteczny, który "nie jest zły", ale szału nie robi? Jeśli tak, to wiedz, że sam jestem bardzo zaskoczony tą nominacją i chociaż to oczywiście miłe, sądzę, że w komentarzach piórkowych zostanę solidnie rozwalcowany, a wynik głosowania jest raczej oczywisty (na NIE) ;) Co do ostatniego zdania – obawiam się, że moje założenia były nieco bardziej rozbudowane :) Chciałem pokazać człowieka, który z początku staje w obronie sąsiada, jednak gdy widzi, że dzieje się coś groźnego, a on sam wędruje pod lupę – podkula przysłowiowy ogon i zaczyna się zastanawiać, czy aby sam nie może się z rozpędu dostać pod systemowy walec. 

To cecha, którą bardzo często widzę we wszelkich "miejskich" sporach. Jak to mówią "everybody's gangsta", dopóki nie zacznie się robić gorąco. Wtedy tłum obrońców rzednie. 

Ponieważ ta kwestia przewija się tu i ówdzie w opiniach, myślę, że mogłem dodać zdanie czy dwa rozjaśniające temat. Jakiś krótki monolog wewnętrzny, coś takiego. Jako autor jestem wyłącznie winny wszelkich niejasności, które przeżywa czytelnik. Nie mam nic na swoją obronę (bo ciupagę mi zabrali do depozytu ;) – ewidentnie troszkę za dużo zostało w mojej głowie.

Nie betuję tekstów ze względu na brak czasu.

jednak gdy widzi, że dzieje się coś groźnego, a on sam wędruje pod lupę – podkula przysłowiowy ogon i zaczyna się zastanawiać, czy aby sam nie może się z rozpędu dostać pod systemowy walec. 

Tak, ten zamiar był bardzo czytelny.

Po prostu rozegrałeś to jednym zdaniem, nie czułem narastającej obawy, która mi się nieodparcie kojarzy z takimi sytuacjami.

Zastrzeżenie mam do formy jego podania, nie do treści. Po prostu nie ma tego ‘O niech to kuj…’ moment.

Nie wiem czy sprawę rozwiązałby monolog, czy stopniowy foreshadowing (cofa się o krok, waha się przed następnym pytaniem, ściera pot z czoła, bo nagle zrobiło mu się bardzo gorąco) – musiałbyś popróbować, co Ci tu zadziała. Wiem tylko, że teraz balonik w finale robi “PFRRyryryryry…” a nie głośne “BAM!”.

"Świryb" (Bailout) | "Fisholof." (Cień Burzy) | "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Okej! Dzięki za podpowiedź. Wydaje mi się, że coś podobnego ma miejsce również w moim poprzednim tekście, więc wygląda na to, że muszę trochę przegrzebać sieć / youtube pod tym kątem. Tak czy owak – dzięki za feedback, doceniam :)

Nie betuję tekstów ze względu na brak czasu.

Hm. Szorcik robi wrażenie w obecnej formie i uważam, że rozwadnianie finału wg pomysłów Psychofisha cudów by tu nie wprowadziło. Jestem zdania, że lepiej krótko, a celnie. :>

Moim zdaniem to opowiadanie jest całkowite i domknięte. Założenie, że biuro jest omylne i można z nim negocjować, coś udowodnić byłoby znacznym osłabieniem pomysłu.

Zresztą narrator to wie:

I nagle zapragnąłem być komuś bardzo, ale to bardzo potrzebny.

Każdy pomysł da się rozwinąć i poprawić, ale poco?

Pokój – szczęśliwość; ale bojowanie Byt nasz podniebny

Wracam z kolejnym komentarzem, zapowiedzianym w wątku o piórkach. Zacznę od tego, że doceniam pomysł i sposób budowania tej scenki. 

Sam motyw pozbywania się starych i chorych ludzi nie jest nowy, pojawia się często w literaturze. Przestawiłeś go w ciekawy sposób, łącząc z obawami bohatera. 

Jednak otrzymujemy pojedynczą scenkę, jedną sytuację. Bohater ani fabuła siła rzeczy nie mogły zostać rozbudowane w takiej krótkiej formie. Widzę tu też pewne uproszczenie, bo to “pozbywanie się” może wynikać z niemożności zapewnienia specjalistycznej opieki w domu z różnych powodów. 

Sam motyw pozbywania się starych i chorych ludzi nie jest nowy

Tak, ale to jest pozbywanie się ludzi nikomu niepotrzebnych, jedynie na przykładzie człowieka starego, choć niekoniecznie chorego. Jak dla mnie to jest clou pomysłu.

Pokój – szczęśliwość; ale bojowanie Byt nasz podniebny

Cześć, silver, to ja, twój lożanin z TWA! ;D

Najpierw zacytuję swój komentarz, by w dalszej części uzasadnić swój głos:

Ta scena jest genialna!

Żałuję, że to nie fragment wiekszego opowiadania, ale wtedy mogłaby nie wybrzmieć tak dobrze. Zawsze trudniej się ocenia, kiedy nie ma sie do czego przyczepić i to jest własnie taki przypadek. W kilku zdaniach zbudowałeś groteskowy, makabryczny świat – a w dodatku ukryłeś między wierszami pewną prawdę o ludziach.

Oszczędny styl robi tylko temu szorciakowi na dobre. Ten kontrast między wypowiedziami śmieciarza a głównego bohatera jest w pełni wystarczający.

Jak pisałem, stworzona przez ciebie scena jest świetna. Niemniej jednak jest to nadal jedna scena, wycinek, inspirująca migawka z wykreowanego przez ciebie świata, iskierka pomysłu, która może być – ale wcale nie musi – zalążkiem naprawdę dobrego tekstu.

Niemniej jednak wydaje mi się – i zaznaczam, jest to tylko i wyłącznie moja opinia – że, aby ten tekst dostał piórko, powinieneś nam pokazać więcej ze świata i wydarzeń, które tu zarysowałeś. Oczywiście, scena jest przepiękna i dopracowana w szczegółach, zwieńczona dobrą puentą… jednak ile takich scen przewija się przez opowiadania, które ostatecznie piórek nie otrzymują lub nie są nawet do nich nominowane?

Doprawdy, poszedłeś tutaj drogą, która niewielu chodzi: to jest przedstawiłeś nam swój pomysł w skondensowanej formie, w dodatku tak dobrze zrealizowanej, że od razu w umyśle czytelnika buduje się wyobrażenie o tym, jaki potencjał kryje się w tej scenie i tej historii, a przy tym udaje si się nas oczarować słowem na tyle, byśmy nie spostrzegli, że to wyobrażenie jest tylko w naszych głowach. Czapki z głów, bo chyba właśnie to szort ma na celu.

Jednakże jak dobry by ten szort nie był, nie jest dane nam przekonać się, na ile dobrym tekstem by było to opowiadanie, gdybyś ten wskazany ogrom możliwości i znaczeń przelał w słowa. Tak więc złożyłeś nam obietnicę i rozumiem, że wielu będzie nią samą usatysfakcjonowanych z samego tego faktu, ja jednak domagać się będę jej spełnienia w dłuższej formie.

Tymczasem będę na NIE.

Jeśli pozwolimy na łamanie zasad w wyjątkowych sytuacjach, stworzą wyjątkowe sytuacje, aby łamać zasady.

Ciekawy pomysł, ale trochę uwierało mnie wykonanie.

Jak już ktoś wcześniej wspomniał, dialog nieco sztywny. Trudno uwierzyć, że o tego typu instytucji ktoś nie słyszał, a jeszcze trudniej – że zajęci było nie było ludzie będą wchodzić w dyskusję z losowym obywatelem.

Sam problem, który poruszasz jest za to ważny, nie bardzo ograny i wart poruszania. Po lekturze pozostaję jednak z niedosytem. Bo choć temat ważny, to mam wrażenie, że nie mówisz tu o nim nic, co sprawiłoby, że spojrzałbym na niego z nowej perspektywy, czy choćby głębiej się nad nim zastanowił – jedyne wnioski, jakie mogę tu wyciągnąć, to fakt, że istnieją ludzie społecznie wykluczeni i że to źle. I choć to bez wątpienia ważny przekaz, to nie nazwałbym go odkrywczym. Jedno, co zaintrygowało mnie w tekście, to kryteria “zbędności”, czego precyzyjniej nie omawiasz.

Nie znaczy to oczywiście, że to zły szort. Czytało mi się go świetnie, tematyka społeczna ograna sprawnie, dawka absurdu odpowiednio dobrana, finał może nie zaskakujący, ale ładnie zagrany pod względem emocjonalnym.

 

Podsumowując – poprawne, ładnie napisane, ale pozostałem z niedosytem.

 

i uważam, że rozwadnianie finału wg pomysłów Psychofisha cudów by tu nie wprowadziło.

Chyba Ty rozwadniasz, cukier wodą, a potem sprzedajesz jako cudowny lek ;-)

 

Absolutnie nie jestem zwolennikiem rozwadniania, a raczej przemyślenia formy podania finału. None dobrze to podsumował: niedosyt.

"Świryb" (Bailout) | "Fisholof." (Cień Burzy) | "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

ANDO – cześć i dziękuję za wizytę. Tak, to pojedyncza scena, którą zaprojektowałem pod konkretny przekaz. Nie było moim zamiarem rozbudowywanie tekstu, poza tym wydaje mi się, że takie teksty "z morałem" fajniej wybrzmiewają w krótszych formach. Przy nadmiernym fabularyzowaniu bardzo łatwo o to, by zabił je dydaktyzm. A ja nie chciałem nikogo pouczać, co najwyżej przypomnieć problem, o którym czasem się zapomina.

Geki – jasna sprawa. Dla mnie sam fakt nominacji tego shorta do pierza jest wielką radością, i myślę, że tyle na razie wystarczy. To wcale nie taka częsta sytuacja, że short zostaje nominowany, więc jest mi bardzo miło. Z drugiej strony – chyba muszę zacząć uważać, co wrzucam na forum ;) Ten tekst powstał na zasadzie czysto rozrywkowej. Nie był wynikiem długiego i mozolnego kombinowania, raczej takim "jest pomysł, to lecimy, wariaty"… Możliwe, że przez to jest słabszy, niż mógłby być, ale z drugiej strony… Nie wiem. Czasem spontaniczna pisanina jest świeższa i niewymuszona. Tak czy owak – decyzję w pełni rozumiem, a komentarz i komplementy skrupulatnie zapisuję w dzienniczku TWA ;D

None – hmm… Dziękuję za Twoje uwagi – upewniają mnie, że muszę bardzo mocno przemyśleć charakter tekstów, które tu umieszczam. Jeśli chodzi o niedoróbki techniczne, to oczywiście zgadzam się i biorę winę na siebie (komiczne, na kogóż by innego, przecież to ja napisałem ten tekst :D)

Psychofishu – zdaje się, że z wody i cukru rzeczywiście można wyczarować rozmaite cudowne lekarstwa ;D

Nie betuję tekstów ze względu na brak czasu.

Ta scena jest genialna!

(…)

Tymczasem będę na NIE.

;D

 

Silver, jeden powie, że ma niedosyt, a drugi powie, że ma syt. Proszę dalej robić swoje, bo jeśli tak wygląda spontaniczne pisanko, to co się będzie działo w wypieszczonym opowiadaniu!

MrB, idealne podsumowanie. ;D

Jeśli pozwolimy na łamanie zasad w wyjątkowych sytuacjach, stworzą wyjątkowe sytuacje, aby łamać zasady.

Przy nadmiernym fabularyzowaniu bardzo łatwo o to, by zabił je dydaktyzm. A ja nie chciałem nikogo pouczać, co najwyżej przypomnieć problem, o którym czasem się zapomina.

Krasicki moralizował w krótkich bajkach. Myślę, że pouczanie nie ma nic wspólnego z długością tekstu, wszystko zależy od sposobu przedstawienia danej historii. 

Czytałem dzisiaj w autobusie. Każdy czasem czuje się bezużyteczny, no chyba, że ma ego tak wielkie, że nie zmieściłoby się w “śmieciarce do biura”.

Faktyczna bezużyteczność, to brak ludzi których obchodzimy. Czytając trochę miałem dejavu, może dlatego, że idea z początku jest dość interesującą fantazją i pewnie zdarza się ludziom coś takiego pomyśleć (przynajmniej mi, znam też inne warianty). Oto siedzę i mnie utylizują. Po co ja? Tutaj do tekstu pasuje znany utwór Beatlesów (ulepszony teledysk mógłby powstać, z uwzględnieniem śmieciary).

 

Moc tekstu trudno mi ocenić (nie są to dla mnie nowe przemyślenia), choć końcówka mnie lekko ruszyła i można tutaj ponownie spędzić godziny nad rozważaniami różnych opcji.

 

Jeśli chodzi o dialogi, nie są najgorsze, ale mają pewną cechę, która w podobnych dziwnych dyskusjach literackich się powtarza. Odnoszę wrażenie, że bohater gada sam ze sobą, a rozdział na bohaterów jest pozorny. Wydaje mi się, że wynika to z dystansu do sytuacji, którą objawiają dwie strony, jakby wspólnie coś wypaliły, wypiły i zjadły. Takiej jedności trudno szukać nawet u biesiadników w jednym pokoju i stąd wrażenie pozornego dialogu. Czy to źle? To zależy. Możliwe, że bardziej wyważony dialog na różnych poziomach emocjonalnych, z ostrożniejszym zrównywaniem się tych emocji, byłby ciekawszy.

 

Przyjemnie mi się czytało, bo lubię pisanie w tę stronę, ale to, że dialogi są robione na jednym tchu osoby czuć :). Może by pomogło małe tik tak (a nie tak tak).

 

 

Dziękuję za Twoje uwagi – upewniają mnie, że muszę bardzo mocno przemyśleć charakter tekstów, które tu umieszczam.

Nie no, nie po to komentuję, żebyś sobie jakąś autocenzurę zakładał. Choć chciałbym mieć nadzieję, że mój komentarz będzie ci pomocny, to absolutnie nie w takim sensie. Dawaj, co masz, najwyżej będę marudził – inni doceniają, więc co się przejmujesz jednym zgredem. ;)

Hej, Silverze

Dobry pomysł i dobra scena zwracająca uwagę na ważny problem społeczny.

Powtórzę się za innymi z zarzutem dość nieprawdopodobnego dialogu i logiki świata – wywożenie niepotrzebnych ludzi musiałoby być albo doskonale znane społeczeństwu, więc każdy miałby chociaż psa, lub też nieznane a wtedy bohater dzwoniłby po policję.

Mimo to czytało się całkiem nieźle, ale nie ruszyło mnie na tyle, bym dał TAKa. Może następnym razem :)

Pozdrawiam

Powtórzę się za innymi z zarzutem dość nieprawdopodobnego dialogu i logiki świata – wywożenie niepotrzebnych ludzi musiałoby być albo doskonale znane społeczeństwu, więc każdy miałby chociaż psa, lub też nieznane a wtedy bohater dzwoniłby po policję.

Panowie, albo zapominacie, co oznacza absurd, albo dawno nie czytaliście “Procesu” Kafki. :P

Jeśli pozwolimy na łamanie zasad w wyjątkowych sytuacjach, stworzą wyjątkowe sytuacje, aby łamać zasady.

Nie chodzi o absurd, a o logikę wewnątrz świata, która dla mnie nawet uwzględniając absurd, powinna być w jakimś stopniu zachowana, inaczej możemy absurdem wytłumaczyć wszystko.

I nie, dialog nie wpłynął na mój głos na Nie ;)

Panie Jasnostronny – całkiem możliwe, że nijak, bo jak się człowiek spina, to wychodzi jedno wielkie… wiadomo co. Ale jak nie sprawdzimy, to nie będziemy wiedzieć.

ANDO – mam nadzieję, że się nie pogniewasz, ale przestałem rozumieć, w którą stronę zmierza nasza wymiana uwag. Może to pogoda, albo zmęczenie. Wybacz. (⌣́_⌣̀)

Vacterze – bardzo celne uwagi! Czas na pewno by pomógł, jak to z czasem bywa. Zastanawiałbym się, redukował, poprawiał, aż w końcu, w pewien piękny, majowy poranek, obok śmieciarki, do której właśnie pakowano figurę starca, przemknęłaby smukła amazonka, dosiadając wspaniałej kasztanki.

I tak, wiem, wiem! “piękny” to nie jest właściwe słowo! :)

None – nie uważam, żebyś był zgredem, którego można ignorować! W dodatku nie jesteś jeden. I tak, Twoja opinia była pomocna.

Zanaisie – dziękuję za szczerą opinię! Jak już wspomniałem, nominacja jest dla mnie wystarczającą gratyfikacją, której się prawdę mówiąc w ogóle nie spodziewałem. 

Natomiast co do logiki w tekście, albo w utworze w ogóle, pozwolę sobie być odmiennego zdania. Według mnie jest cała rozpiętość skali, pomiędzy tekstem, gdzie logika rzeczywistości jest zachowana w pełni (rzetelne biografie, książki historyczne), przechodząc w teksty o malejącej wiarygodności logiki przedstawionego świata (kolejno: powieści obyczajowe, kryminały, sensacja, hybrydy rozmaitych gatunków, a dopiero potem klasyczna fantastyka, na końcu część utworów typowo artystycznych: realizmy magiczne, surrealizmy, lub ludowych, np. bajki itd). Jedną z moich ulubionych książek dzieciństwa był zbiór węgierskich bajek pt. “Koń Siedmionogi”. Swoją drogą polecam, oczywiście nie jest to lektura dla osoby dorosłej, ale z czystej ciekawości warto rzucić okiem. Historie te wyróżniał właśnie niesamowity poziom abstrakcji przedstawionego świata. Tak, że czasem aż ciężko było to zwizualizować ;)

Niemniej – w pełni rozumiem to, że dany czytelnik preferuje sytuacje klarowne i sprawiające pozory realizmu. Ludzie powinni znać prawa, które panują w ich państwie, szczególnie że konsekwencje ich nieprzestrzegania są drakońskie.

Ale… zasadniczo powinni również chodzić w normalny sposób, bo ergonomia i logika chodu podpowiada, że Ministerstwo Głupich Kroków jest bytem mocno niezasadnym. 

Podobnie – normalny człowiek zazwyczaj nie dałby się nabrać, że papuga pochodząca z Norwegii… Ej, w przecież w Norwegii nie ma papug! I jaskółki nie przenoszą kokosów. 

No ludzie, a tak lubiłem ten LCMP…. :(

XD

A tak serio:

Rozumiem was. Myślimy w inny sposób. Nie bardzo wiem co z tym zrobić, bo jak próbuję tworzyć logiczne i spójne światy, to wychodzi mi coś, co kiedyś Outta bardzo trafnie określił mianem rzeczy, która niby jest poprawna, ale bardzo sztuczna i wtórna. I ja się z nim zgadzam, bo to jest coś, czego kompletnie nie czuję. To jakby krowie wyłożyć, jak ma zatańczyć balet. Nawet jak zrozumie i się nauczy, to widowisko będzie co najwyżej średniej klasy ;D

Szczerze mówiąc, mnie takie pisanie “spójnych, fikcyjnych rzeczywistości” nawet niespecjalnie bawi. A wymyślanie tego jest umysłową udręką. Nie wiem więc, czemu miałbym się tym katować, skoro przyjemności brak, a gratyfikacja też raczej żadna… 

Więc… nie wiem, serio.

Nie betuję tekstów ze względu na brak czasu.

Silverze, bardzo lubię Ministerstwo Głupich Kroków, choć w literaturze absurd średnio trawię; problem jest zapewne z indywidualnym odbiorem. Natomiast, jak zaznaczyłem, dialog nie wpłynął za bardzo na moją ocenę. To bardzo dobry szort, ale szort musi się bardzo postarać, aby zasłużyć na mojego Taka ze względu na to, że po prostu wolę konwencjonalne opowiadania. Podobnie nie wyobrażam sobie dać Taka dla jakiegoś drabble ;)

Moim zdaniem logika w ramach świata przedstawionego tu w ogóle nie została naruszona. Siłą tego opowiadania jest to, że pojawia się instytucja, o której bohater nigdy nie słyszał. Bardzo podoba sytuacja była z “Procesie” Kafki, podobnie absurdalna, a wszystkie perypetie bohatera wręcz jakby ze snu.

Jasne, pisze to z perspektywy autora, w którego jednym z opowiadań facet wiózł gwiazdę na pace dostawczaka, jednak dla mnie zbytnie trzymanie się realizmu jest błędem podczas lektury tego typu tekstów. To przy nich po prostu nie zadziała. Tu się trzeba postawić właśnie w tej inności sytuacji – i oczywiście, w dłuższej formie byłoby może nawet mile widziane, by wyjaśnić tę kwestię zaskoczenia bohatera, jak to zrobił Dick w “Płyńcie łzy moje, rzekł policjant”… tyle, że tam wyjaśnienie było równie absurdalne co sama fabuła.

Dla mnie to jest punkt wyjścia wręcz doskonały. Bohater budzi się i widzi jakiś element rzeczywistości, którego wcześniej nie dostrzegał, a który – jak próbuje go ktoś przekonać – zawsze był obecny. I co ma ten bohater zrobić? Negować go i dochodzić skąd się wziął? Czy sie dostosować i ewentualnie uciec? Bo zasady, chocby nie wiem jak absurdalne, w końcu go obowiązują. ;)

Jeśli pozwolimy na łamanie zasad w wyjątkowych sytuacjach, stworzą wyjątkowe sytuacje, aby łamać zasady.

Zanasie, chciałbym żeby było jasne – Twoja decyzja co do "piórka" jest dla mnie całkowicie oczywista i nie ma tu o czym dyskutować :)

Nie betuję tekstów ze względu na brak czasu.

Geki, ten tekst można według mnie skondensować w drabble i wciąż zachować sens. Od szorta oczekuję czegoś więcej niż pomysł, który jest oczywiście bardzo dobry. Jeśli absurdalna scena przyćmiewa swoją kwintesencją moje pytania na temat świata “obok”, to świetnie. Tutaj tego nie doświadczyłem, dlatego podkreślając jakość szorta, nie mogę dać TAKa i tak samo nie mogę zwrócić uwagi autorowi na własne odczucia. Może tylko ja tak mam – ok, ale uczciwość wymaga, abym bez owijania w bawełnę powiedział, co mi nie zagrało. Nawet jeśli to wydaje się pozostałym bez sensu.

Nie czuj się przyparty do muru, sam dałem nie. :P

Chciałem tylko podyskutować o absurdzie jako takim.

 

P.S. Silver, rób drabbla!

Jeśli pozwolimy na łamanie zasad w wyjątkowych sytuacjach, stworzą wyjątkowe sytuacje, aby łamać zasady.

P.S. Silver, rób drabbla!

Ciężka sprawa, ale przyrzeźbiłem do droubble cool:

 

Idąc do pracy zauważyłem coś dziwnego.

Dwóch robotników wnosiło do wozu figurę starca.

Podszedłem bliżej. To, co wziąłem za rzeźbę, okazało się prawdziwym człowiekiem, tyle że zesztywniałym.

Zrobiło mi się zimno.

Rzut oka na twarz rzekomej “figury” uświadomił mi, że to lokator z pierwszego piętra. Widywałem go czasem, gdy robił zakupy w sklepie. 

– Przepraszam, jesteście z pogotowia? Stało się coś złego?

Wąsaty robotnik wytarł ręce w kombinezon i odpowiedział:

– Ino zabieramy tego typa, my z B.L.N.N. 

– Nie znam tego skrótu – rozłożyłem ręce.

– Biuro Ludzi Nikomu Niepotrzebnych. Mielimy być dziś rano, popatrz se pan na rozpiskę wywozu śmieci.

– Ten staruszek nie jest żadnym śmieciem!

– Wyluzuj, wszystko na legalu, nie był już nikomu potrzebny, to zabieramy go do biura.

– To znaczy, że ten człowiek żyje?

– No jasne. Na razie.

– Jak to, “na razie”?!! 

– No wiesz, w biurze to go pewnie zutylizują…

– To okropne!

– Takie życie, ziomek. Ale luz, rodzinka odziedziczy mieszkanko i wszystko będzie gites. 

– Tak nie można…

– Co nie można? Mówię, że na legalu. A ty, co tak węszysz, cwaniaczku?

– Ja? Yyy…

– No, a kto?… Nazwisko!

– Przepraszam, ale spóźnię się na autobus!

Ruszyłem przed siebie, byle dalej, byle w stronę przystanku.

I nagle zapragnąłem być komuś bardzo, ale to bardzo potrzebny.

 

Statystyka tekstu: znaki 1305, litery 993, sylaby 368, słowa 200, zdania 41

Nie betuję tekstów ze względu na brak czasu.

Pokusiłem się o małą wizualizację korzystając z popularnej stronki:

Hej silverze!

 

Fajne. Bardzo podoba mi się pomysł, choć mnie przeraża. Szkoda tylko, że nie rozwinąłeś go w coś dłuższego. Trochę uwierała mnie tak dosłowna fabuła, pomysł wyłożony ręcz wprost. Całość trochę brzmi jak ogromny infodump. Jeden gościu pyta, drugi mu objaśnia. A pomysł jest naprawdę tak dobry, że gdyby go trochę rozwinąć… możliwości jest pełno, można stworzyć historię pracownika B.L.N.N, można opowiedzieć o kimś, kto się im wyrwał i usilnie próbuje być potrzebny, a to tylko kilka pomysłów na szybko. Więc szkoda, w tej formie, niestety, nie podeszło mi tak, jakby mogło.

Oczywiście, droubbla też można zrobić ;P

Nie wiem, czy to piórkowe opowiadanie, choć cieszy mnie nominacja. Jestem zwolenniczką piórkowania szortów ;P Podoba mi się tez problem, który poruszyłeś. Mało kto o nim mówi, ale przecież ile jest takich zapomnianych ludzi?

 

Dziękuję za lekturę!

 

Silver, dobre droubble, ale widzę potencjał na przycięcie o jakieś 300 znaków. :P

Jeśli pozwolimy na łamanie zasad w wyjątkowych sytuacjach, stworzą wyjątkowe sytuacje, aby łamać zasady.

Gruszel, dzięki za odwiedziny i opinię. Ja osobiście nie czułem potencjału na dłużej, co nie znaczy, że go nie ma. Ogólnie to logika świata się sypie, więc imho każde rozwijanie byłoby przeciąganiem i tak już napiętej struny… Geki, co do cięcia, to ostatnio widzę tu potencjał na przycięcie tego shorta o jakieś 3,4k znaków… ;)

Nie betuję tekstów ze względu na brak czasu.

Silver, a co to za marazm się w tobie odbija?

Ewentualnie: a co to za maras się tobie odbija? 

Jeśli pozwolimy na łamanie zasad w wyjątkowych sytuacjach, stworzą wyjątkowe sytuacje, aby łamać zasady.

Ech, takie króciaki mają z założenia trudniej. W dłuższym tekście pewne rzeczy się zgubią, autor ma czas przekonać czytelnika, żeby zapomniał, o tym, co mu się ewentualnie nie spodobało. W trzech i pół tysiącu znaków każda niezgrabność natychmiast rzuca się w oczy.

Normalnie pewnie bym napisała, że mi się podobało, smutne to było, poruszające. Klikłabym i pobiegła dalej. Ale przy piórkowej nominacji pomarudzę.

Zacznijmy od środka, czyli od dialogu. Nie uważam, że brzmi sztucznie. Jednak jest w nim pewien formalizm, który, IMO, wskazuje, że bohater jest starszym człowiekiem. Miałam wrażenie, że obaj panowie różnią się nie tyle wiekiem, co stanem zdrowia. I to jest ok. Tylko że masz narrację pierwszoosobową i zaraz na początku używasz słowa starzec, mówiąc o zabieranym przez biuro mężczyźnie. No, nie wiem, czy jeden staruszek powie o drugim starzec. A na końcu bohater gna przed siebie wściekłym pędem. I nie potrafię sobie wyobrazić staruszka, który zasuwa jak gazela. To kim w końcu jest bohater?

Wbrew pozorom to nie jest czep dla czepa, bo IMO wiek bohatera nieco definiuje samo pojęcie niepotrzebności. Goście z biura mówią ogólnikami, wspominają o rodzinie, która nie odwiedza ich klienta. Czyli niepotrzebny oznacza samotny. Ale co z samotnymi, którzy mają pracę, są przydatni? Jeśli bohater sam jest starszym panem, jego lęk będzie zrozumiały, bo jest prawdopodobnie w podobnej sytuacji. Ale już taki pięćdziesięciolatek, który potrafi jeszcze gnać wściekłym pędem, a na dodatek ma pracę, czyli jest przynajmniej przydatny, nie powinien się martwić.

Z innych rzeczy: Kto wystawił Waldemara? Skoro usługi biura są podawane pomiędzy gabarytami a komunalnymi, to kto za to zapłacił? Za wywóz śmieci trzeba przecież zapłacić. Wygląda na to, że nie rodzina, tak przynajmniej formułują informację ludzie z biura. A więc nie dość, że nie zapłacili, to jeszcze załapią się na mieszkanko? Zrozumiałabym, gdyby mieszkanko przypadło miastu, ale tak…

I jeszcze jedno, a gdyby dwaj niepotrzebni starsi panowie stali się potrzebni sobie nawzajem? Wiem, już o to pytała OldGuard, ale ja tak szerzej. Chodzi mi o to, że bohater w ogóle o tym nie pomyślał. Masz tu gdzieś w tle leciuteńko zarysowany dodatkowy problem – taka zgoda na samotność. I trochę żałuję, że go ociupinkę nie podciągłeś.

Podobało mi się, biblioteka jak najbardziej zasłużona, ale na Piórko trochę za mało.

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Pomysł ciekawy, szkoda, że temu absurdowi taki blisko do rzeczywistości – nie, że takie służby funkcjonują, tylko że niektórzy naprawdę kończą jako ludzie niepotrzebni. Czasem zapewne z własnej winy – ale na pewno nie zawsze.

 

Jedna uwaga:

Rodzina pana Waldemara o nim zapomniała, praktycznie już go nie odwiedzają.

To praktycznie psuje całe zdanie – a właściwie sens całego opowiadania. Albo zapomnieli, albo nie – a skoro zapomnieli, to NIE odwiedzają, a nie “praktycznie nie odwiedzają”. IMO.

 

Pozdrawiam ^^

She was with me. She did all those things and so many more, things I would never tell anyone, and she never even loved me. Now that’s love.

Silver, a co to za marazm się w tobie odbija?

Ewentualnie: a co to za maras się tobie odbija? 

 

Geki, zrozumiałem jaki błąd popełniałem do tej pory w shortach i opowiadaniach pisanych na forum. Myślę, że ten tekst jest przełomowy, znalazłem dzięki niemu klucz do tego, by być w pełni zrozumianym.

 

Irko, bardzo dziękuję za Twój wpis. Nie wiem czy jest sens szczegółowo się odnosić do jego poszczególnych elementów, bo w zasadzie zgadzam się z każdym słowem Twojej wypowiedzi. 

Uznanie shorta bibliotecznym, biorąc pod uwagę jego mankamenty, jest dla mnie sympatyczną gratyfikacją, a dodatkowo biorąc pod uwagę nominacje do piórka, które dostałem, tym bardziej mi miło. Zdecydowanie wystarczy, że jest jak jest, nie oczekuję niczego ponadto.

 

DHBW – dzięki za odwiedziny i masz 100% racji, zaraz wywalam “praktycznie”.

Nie betuję tekstów ze względu na brak czasu.

Pomysł niezły i wykonanie przyzwoite, jednak w szorcie tej objętości wszystko powinno ładnie zagrać, a ja mam problem z bohaterem i puentą.

Problem z bohaterem tyczy się głównie jego wieku. Czytając miałam przed oczami raczej młodszego mężczyznę (mówi o sąsiedzie per ‘starzec’, ‘starszy pan’) i zgrzytnęło mi, że sytuację z utylizacją tego ‘starszego pana’ odniósł do siebie.

W kwestii puenty – choć ostatnie zdanie pięknie brzmi, to bycie komuś potrzebnym po to, żeby samemu nie zostać zutylizowanym, trochę mi nie gra. Z treści szorta wynika, że pan Waldemar był poszkodowanym przez rodzinę, która liczyła tylko na spadek, natomiast nie interesowała się starszym, pewnie potrzebującym pomocy (podpierał się laseczką) panem; ale ten brak zainteresowania nijak nie był jego winą, no i kiedyś potrzebny rodzinie najwyraźniej był. Więc znalezienie kogoś potrzebnego tu i teraz, niczego nie gwarantuje ;)

Jak dla mnie, szort dobry, na pewno biblioteczny, skłaniający do zastanowienia się, ale do piórka trochę brakuje.

Jak dla mnie, szort dobry, na pewno biblioteczny, skłaniający do zastanowienia się, ale do piórka trochę brakuje.

 

Dziękuję, Bellatrix. Chyba nawet nie trochę, to bardzo uprzejme stwierdzenie :)

Szczerze mówiąc, to nie wiem jak, ale ten pomysł od pewnego czasu zaczął sobie rosnąć w mojej wyobraźni i już spokojnie bym z tego nieduże opko zrobił… Ale nie wiem czy to pod wpływem waszym komentarzy, czy bez tego też by się tak stało… Trochę jestem zły, że zmarnowałem, ale co zrobić :)

Może to nie jest dobry pomysł tak się spieszyć. Chyba zrobię sobie “do szuflady” taką kolekcję shortów po 2-3k znaków z jakąś znaczącą scenką i może zacznie “kiełkować” na przyszłość… 

Nie betuję tekstów ze względu na brak czasu.

Zawsze możesz zostawić sobie świat, w którym działa takie biuro, i stworzyć do niego fabułę inną niż wynoszenie starego sąsiada. Bo pomysł ciekawy, na pewno wpływa na różne rzeczy w społeczeństwie. Kto zgłasza ludzi do biura? Musi być pełnoletni, trzeźwy, jakieś inne warunki? Jak wygląda rozmowa rekrutacyjna pracowników? Czy notariusz pyta, kto zgłosił spadkodawcę? Mnóstwo ścieżek zostało Ci do zbadania.

Babska logika rządzi!

Nowa Fantastyka