- Opowiadanie: wilk-zimowy - Po ogniu ślad

Po ogniu ślad

Tekst pierwotnie ukazał się w antologii 24/02/2022, ponowna publikacja po zapytaniu organizatorów tej inicjatywy.

Całość „24/02/2022” można znaleźć tu: https://wydawnictwoix.pl/produkt/24-02-2022/

Warto sięgnąć po ebook, bo wpływy z pełnej wersji zbioru trafiają na cel charytatywny, a autorzy, którzy się tam przewijają, piszą bardzo sprawnie.

Dyżurni:

Finkla, joseheim, beryl

Oceny

Po ogniu ślad

Pędzisz pustymi drogami. Przesz do przodu, ile silnik daje.

Syrena wyje, a w głowie słyszysz huk bombardowania. I ponownie. I jeszcze raz.

Syrena wyje, a miasto poza tym pozostaje ciche. Dźwięki, które ciągle słyszysz, przebrzmiały kwadrans temu.

Przed twoimi oczami krążą blade świetliki. Nie zasłaniają drogi, ale znaczą, że jest źle. Że jedziesz za wolno. Bo każdy z nich to jedna śmierć – i wiesz to doskonale. Takie z ciebie medium. Taki twój dar i przekleństwo. Przez całe życie ktoś na górze szepcze ci o każdej porażce, nim ją zobaczysz na oczy. Na diabły z takim darem!

Ostry skręt, aż rzuca tobą w bok. Widok zza szyby wozu gwałtownie się zmienia, rwiesz do przodu, już blisko.

W głowie nadal odtwarzasz przeraźliwe dźwięki. Gdzieś pod powierzchnią czaszki powracają obraz po obrazie sceny z miejsc, w których interweniowałeś w ostatnich dniach. Samotna, starsza kobieta, która utknęła na piątym piętrze, gdy korytarz bloku legł w gruzach. Dzieci wyciągane z piwnic grożących zawaleniem bloków.

Życie, życie, śmierć, życie.

Pieprzony Asperger, pieprzone sensory overload, myślisz. Gdy życie toczy się normalnie, ciągłe przeładowanie bodźcami bywa katorgą. Gdy przeciążenie zmysłów zostało odcięte, nic już nie tłumi natrętnie powracających myśli, które dosłownie przygniatają.

Do wspomnień obrazów i dźwięków dołączają wonie.

Przez lata pracy w tym zawodzie przywykłeś i znieść możesz wiele. Możesz, musisz, tak już masz.

Nagłym szarpnięciem kierownicy wymijasz człowieka, który znalazł się na drodze. Może już wyszedł z piwnicy, martwiąc się o bliskich chroniących się gdzie indziej. A może wcale się nie chował, może już mu jedno.

Od potylicy uderza nowa, twarda myśl, dołączając do tych, które już niemal fizycznie tłuką się po twojej głowie. Czarnosmoliście zalewa cię kolejną falą emocji. Jak ten koszmar przeżywają niewidomi, jak musi powalać tych autystów, którzy mniej panują nad bodźcami? Ludzie na intensywnych terapiach, osoby tkwiące w depresji?

Otrząsasz się, odsuwasz empatię kawałek dalej w swej głowie. Wyobrażenie tego przytłoczenia przygniata część twojej świadomości, gdy gwałtownie hamujesz przed schroniskiem. W lusterku widzisz, że drugi wóz jest już za tobą.

Wyskakujecie z chłopakami z wozów, część rzuca się do sprzętu. Ty z Olegiem biegniecie w stronę budynków.

Świetlików jest więcej. Niedobrze. Krążą wokół twojej głowy, krążą wokół płomieni, chmara ich.

Zatrzymujecie się ledwie parę kroków dalej, ci od sprzętu też. Wiecie, że to nie ma sensu, płomienie są zbyt wielkie, by szybko je ugasić, nie uratujecie już zwierząt w środku. O ile jeszcze jakieś tam są. O ile…

I nagle słyszysz.

Nagle pieprzone sensory overload daje o sobie znać, brutalny zalew bodźców uderza znów. Wymieszany potok trzasków, skwierczeń, dymu i gorąca rozdziela się na dziesiątki pojedynczych sygnałów, równocześnie atakujących twe zmysły z tysiąca oddzielnych stron. Naraz, naraz, naraz. W dzieciństwie pewnie aż byś się skulił, ale już od wielu lat nad tym panujesz.

Panujesz na tyle dobrze, że słyszysz.

Ledwo słyszalny skowyt.

Opuszczasz maskę, głośno przy tym klnąc, i rzucasz się do przodu, zostawiając za sobą krzyczących coś członków drużyny.

Wpadasz przez płomienie, potrącasz coś ramieniem, przesuwasz coś ciężkiego, sam nawet nie rejestrujesz, co się dzieje. Byłeś tu kiedyś, jakaś część ciebie pamięta układ pomieszczeń, ale to nie świadomość kieruje krokami. Ogarnia cię jakiś amok, mkniesz przez kolejne pomieszczenia jak na automacie. Czas zwalnia, wszystkie bodźce przesuwają się w tło – nadal gdzieś tam są, nadal wiesz, że na ciebie działają. Kłują, szarpią, parzą, duszą, a jednak pozostają w oddzieleniu od ciebie. Są tylko faktem, pustą informacją.

Zahaczasz o coś, omal nie lądujesz orłem na podłodze. Cudem tylko łapiesz równowagę, by chwilę później ramieniem naprzeć na drzwi przed tobą. Puszczają za drugim razem, dalej, dalej, dalej.

W płucach dym, w płucach żar.

Docierasz do boksów ze zwierzętami. W jednym, jedynym, zdajesz się dostrzegać niewielkie drgnięcie.

Nie zastanawiasz się, szarpiesz raz, drugi. Potem czas zwalnia jeszcze mocniej, dłonie znajdują właściwy ruch, otwierasz boks – i dopiero szarpiesz ponownie. I wtedy wszystko gwałtownie przyśpiesza, a ty nadążasz już tylko za migawkami.

Krok do środka. Błysk.

Pewność, że to nie jego świetliki. Błysk.

Bieg korytarzem z psem pod strażacką kurtką. Błysk.

Ledwo łapany oddech. Błysk.

Coś rwącego w lewej ręce. Błysk.

Reszta drużyny przed wejściem. Błysk

Kundel na ziemi i ty klęczący przed nim. Błysk.

I nagle czas wraca do normy, twoje ciało eksploduje bólem, twoją percepcję atakuje świadomość poparzeń.

A ty to wszystko odsuwasz na bok, widząc pojawiającego się między zamkniętymi oczami kundla świetlika.

Ciemnieje ci przed oczami, a jednak zyskujesz płynność ruchu. Twoi koledzy wyrywają się ze stuporu, ale ty już zrzucasz hełm i rękawice. Zaczynasz coś, czego nauczył cię kiedyś znajomy weterynarz.

Zapasy z życiem, zapasy ze śmiercią.

Czujesz złość, czujesz determinację. Czujesz jedną myśl.

Gdy świat się wali, niech chociaż to jedno istnienie przetrwa.

A wszystko inne, każdy jeden zewnętrzny bodziec, poza tym, co teraz robisz, zostaje gwałtownie odcięty.

Kundelek nagle drga, świetlik nagle ucieka w głąb jego ciała.

Krzyk. Słyszysz krzyk. Twój własny.

Czujesz ręce na twoich ramionach. Ktoś do ciebie mówi, ktoś chce opatrzyć twoją rękę.

I jeszcze widzisz coś.

Widzisz blady płomyk, malutki punkcik. Rejestrujesz go, choć nie wzrokiem. Dostrzegasz go, choć nie powinieneś – bo wiesz, że właśnie wypływa spomiędzy twoich oczu.

Gaśniesz.

Gaśniesz.

Gaśniesz.

Nawet to ostatnie wrażenie dociera do ciebie wielokrotnie.

Aż ostatnie, co odbierasz, to dziesiątki świetlików, dziesiątki dusz zwierząt, które spłonęły żywcem, nim zdążyliście tu dotrzeć. Spływają do ciebie, wnikają do twego wnętrza, koją, łagodzą, usypiają.

Odchodzisz, lecz to nie koniec twej historii.

Gdy twoja drużyna zakończyła nieudane próby reanimacji ciebie i niosła skomlącego psa oraz twoje nieruchome ciało w stronę wozów, każdy jeden z jej członków czuł dezorientację. Wszyscy co do jednego przysiąc by mogli, że gdy tylko stali bokiem do miejsca, w którym zmarłeś, widzieli widmowe, skrzące się niebiesko drzewo, wokół którego krążył rój świetlików. Rzecz jasna, gdy obracali głowy, niczego takiego tam nie było – więc i żaden nie zdradził się z tym pozostałym, choć każdy widział, że wszyscy kręcą w osłupieniu głowami.

Następnego dnia część z osób chroniących się w okolicy przysięgało, że mimo mrozów widziało kwitnące na trawnikach żółte kwiaty. Część nawet twierdziła, że wyrastały też z wyrw w asfalcie. Rzepak, mówili. Jak nic rzepak. Nikt im nie wierzył i nikt później tego nie zaobserwował.

Nikt z nich nie wiedział, że dziesiątki obolałych dusz przepływając przez medium, obudzą stare duchy. Że wzbudzi to ich gniew.

Nikt nie skojarzył twojej i ich śmierci z tym, co nastąpiło potem.

Bo kto w tych czasach mówiłby o południcach, gdy operator dział artyleryjskich idąc za potrzebą, nagle dostaje udaru?

Kto pomyśli o zmorach i marach, gdy wartownicy oblegający miasto doznają duszności, a rano ktoś ich znajduje zamarzniętych?

I tylko niepokój najeźdźców budziły doniesienia o czarnej wołdze, jeżdżącej po okolicznych drogach. Nigdy nie zdołano jej ostrzelać. Ale zawsze, gdy ją zauważano, wkrótce znikali czołgiści.

Bo duch nigdy nie ginie. Duch walczy.

A kundelek?

Kundelek wykazał zaskakujące talenty. Został psem ratowniczym i ocalił wiele żyć.

 

Koniec

Komentarze

Cześć, Wilk Zimowy.

Czytało się przyjemnie, potrafisz stworzyć plastyczne opisy, proste w odbiorze. Dość szybko przyzwyczaiłem się do stylu, a dzięki temu lektura dała mi dużą przyjemność. 

Twój tekst zostawił we mnie nutkę tęsknoty, wiesz, o co chodzi? Mam nadzieję, że tak, bo ciężko to opisać. 

Fabuła całkiem niezła. Zakończenie też przyjemne, ale te ostatnie zdanie jakoś wybiło mnie z rytmu. Napisane innym stylem niż pozostałe? Co prawda to bardzo subiektywne odczucie.

Przesłanie także na plus, ukazuje tragizm wojny… Ukazuje to co obecnie dzieje się w Ukrainie. 

Podsumowując. Cieszę się, że przeczytałem ten tekst i z czystym sumieniem idę do klikarni.

Pozdrawiam! 

 

Oczywiście pamiętał o tym - o czym pamięta każdy rozsądny człowiek - że nie powinno się nigdy zatrzaskiwać za sobą drzwi, gdy się wchodzi do szafy.

Witaj, Młody Pisarzu, dzięki za komentarz!

Z końcówką, to historia jest taka, że w ogóle jest jakby nie w moim stylu stylu pisania w sensie tego, jak kończę różne opowiadania – i powstała taka tylko dlatego, że chciałem do tej opowieści wrzucić coś podbudowującego ze względu na jej kontekst (i w sumie w pewnym sensie i tak wpadło w moje pisanie, bo jak to znajoma podsumowała, wyszedł “dołujący optymizm”).

A z tą tęsknota… Nie wiem, czy myślimy o tym samym, ale pisząc i potem ponownie czytając ten tekst odczuwałem coś, co można określić jako jakąś nutę, punkt, który, hm, przemieszcza się ze smutkiem i nostalgią? Nie wiem, to trudne do nazwania, ale możliwe, ze myślimy o tym samym.

 

A z tą tęsknota… Nie wiem, czy myślimy o tym samym, ale pisząc i potem ponownie czytając ten tekst odczuwałem coś, co można określić jako jakąś nutę, punkt, który, hm, przemieszcza się ze smutkiem i nostalgią? Nie wiem, to trudne do nazwania, ale możliwe, ze myślimy o tym samym.

Tak, dokładnie o to mi chodzi. 

Oczywiście pamiętał o tym - o czym pamięta każdy rozsądny człowiek - że nie powinno się nigdy zatrzaskiwać za sobą drzwi, gdy się wchodzi do szafy.

Cześć Wilku,

 

to chyba pierwsze opowiadanie na tym portalu, które wzbudziło u mnie takie emocje. Oczywiście nie bez znaczenia pozostaje kontekst i boleśnie prawdziwe tło, ale przedstawiłeś to tak przekonująco, że trudno pozostać obojętnym.

 

Wszystko ze sobą współgra – język, długość, rytmika zdań. Ujmujące.

 

Jedyny zarzut – nie do Ciebie, a do świata – chciałoby się, żeby takie opowiadania pozostawały tylko fantastyką. 

 

Pozdrawiam 

Dzięki, OldGuard.

W sumie oddać przytłoczenie w taki sposób, aby nie zgubić dynamiki to dość mocne wyzwanie.

 

 

Swoją droga, gdybym miał określić, jaki tekst na portalu jest najbardziej poruszający, to Bemik swego czasu napisała historię kobiety bezdomnej, “Kobieta, której nie było”. Bardzo wstrząsające.

 

Dzięki, dodałam do kolejki. Przeczytam na dniach.

 

Wychodzi na to, że poruszające są teksty, które pod płaszczykiem fantastyki pokazują przykry, acz prawdziwy obraz świata. Co prawda, dwa teksty nie czynią jeszcze reguły, a to też moje subiektywne wrażenie, ale powtórzę raz jeszcze – Twój tekst jest przytłaczający właśnie przez to, że jest tak realny. Nie wiem, czy odebrałabym to podobnie, gdy tło było zupełnie inne, ale chyba o to chodziło w antologii.

 

 

Coś w tym jest. Tu w sumie próbowałem krzyżować różne problemy, bo obok wojny jest schronisko i jeszcze parę tematów. W tekście Bemik jest też kilka dodatkowych wątków oprócz bezdomności, o których nie napisze, żeby nie spoilerować. Ale na końcu wychodzi właśnie splot życiowych spraw…

Jasne, te wszystkie sploty są widoczne, bo przecież na wojnie cierpią nie tylko ludzie, a tekst – chociaż krótki – jest wielowymiarowy. Chapeau bas!

 

Hej,

 

zgrabna historia, dobrze ułożona technicznie, ze wstępem, rozwinięciem (akcją) i zakończeniem (epilogiem). Mamy tutaj zagadkę, mamy tajemnicę no i mamy emocje oraz poświęcenie, a wszystko w kontekście świata przedstawionego, który pewnie dla wielu z nas w realu byłby jeszcze do niedawna bliższy fantastyce :(

Zbudowałeś to wszystko posługując się niewielką ilością znaków, choć każdy z nich ma swoje miejsce i rolę. Dobra robota!

Kliczka dałem.

 

Pozdrawiam!

Che mi sento di morir

Czołem, BasementKey.

Dzięki za lekturę i klika!

Językowo i koncepcyjnie – bardzo dobre, ze świetnym rytmem; znakomicie oddajesz w prozie emocje – panikę, zagubienie, przytłoczenie i oszołomienie. Bardzo dobry tekst.

Lekko pojechałeś z tymi enterami na łatwiznę.

Pies cudny, jak to jest, że pies tak bardzo porusza: i ten z Azowstalu i ten, szukający min. Nie wiem. Silniej reaguje na zwierzęta niż ludzi. Bo ich więcej? Nikt ich nie broni, nie staje za nimi? Nie wiem.

Fajny tekst, skarżypytuję, znaczy klikam.

 

Ps. Najmocniejszym obrazem było dla mnie pole rzepaku i duchy!

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Skojarzyło mi się z pieskiem Patronem. Czyżby proroctwo? Fajnie, gdyby te duchy polujące na najeźdźców też się ziściły. A grabią sobie na każdym kroku. Taki reaktor w Czarnobylu musi mieć potężnego (i wkurzonego) Manitu…

Babska logika rządzi!

Hej, hej, Ninedin, Asylum i Finklo. Dzięki za komentarze!

 

Asylum – nie bardzo rozumiem tej łatwizny z enterami – wydaje mi się, że ich likwidacja znacząco zmniejszyłaby dynamikę, ale tez zmieniłaby sposób odbioru narracji. Jednak to sposób na “kierowanie oddechem” nie tylko bohatera opowieści, ale też czytelnika. Czy może chodziło o coś innego?

 

Ach, Finklo, przypomniała mi się jedna rzecz. Gdy napisałem “Dziesięć tysięcy pokoleń”, kilka tygodni później stało się Wu-Han. Więc może i upiory…

Hmmm. Nie żebym miała coś do Twojej twórczości, ale rozważałeś jej zaprzestanie? ;-)

Babska logika rządzi!

Hm, a może zamiast tego powinienem zacząć pisać w klimatach solarpunkowych?

O, pamiętam ten tekst.

Odświeżyłam sobie lekturę, myślę, że wrażenia podobne jak po pierwszym przeczytaniu. Podobało mi się, że zdecydowałeś się poruszyć temat od takiej często „niewidzialnej” strony (która zresztą nawet w zwykłych warunkach pozostaje niewidzialna, a co dopiero w tak ekstremalnych jak wojenne). Ładnie też wprowadziłeś element fantastyczny – i w odpowiedni sposób, i w odpowiednim momencie; jest integralną częścią świata przedstawionego. Narracja bardzo intensywna, dynamiczna, mocno trzyma uwagę czytelnika. Jak zwykle mam tylko mieszane uczucia co do narracji drugoosobowej – pod koniec znajduje uzasadnienie, ale przez większość fabuły trochę dystansuje od bohatera.

Nie wiem, czy już wspominałam, więc dodam jeszcze, że świetny tytuł.

Dzięki za komentarz, Black Cape.

Ten tytuł nomen omen tlił mi się w głowie w trakcie pisania.

A z narracją… Hm, nawet miała być pierwszoosobowa, ale potem końcówka byłaby problematyczna, mogłaby stać się bardziej oderwana nie tylko na ostatnim zdaniu. Zawsze jest coś kosztem czegoś, jeśli się wybiera między różnymi wariantami.

Przed chwilą skończyłem ponowne czytanie i nadal nie mogę się zdecydować, czy tekst jest bardzo dobry, czy nawet trochę lepszy. Nie, nie bawię się w paradoksy, nie pokpiwam. Mój kłopot polega na tym, że połączone zostały realizm z magią i dopiero ta druga w pełni wyjawia, o czym to opowiadanie… Mniejsza, że powstało “na fali”, jednocześnie bowiem stanowi przekaz uniwersalny, istotny i aktualny w każdej sytuacji tego rodzaju – a jest ich sporo i mają wspólny mianownik.

 

Cześć, AdamieKR, dzięki za komentarz!

Z tym realizmem to jakiś czas temu, jeszcze przed wrzuceniem tekstu na portal, znajoma stwierdziła, że przez większość tekstu zastanawiała się, czy te świetliki to część natręctw myślowych, czy duchy, więc zmieszanie planów chyba faktycznie wyszło mocne.

Witaj,

jestem nowa i dlatego na wstępie zaznacze, że mój sposób komentowania to pisanie na żywo tego, co przyjdzie mi na myśl o tekście. To mój pierwszy komentarz na forum (nie licząc powitania), dlatego zaznaczam, że kiedy tworzę komentarz, nie stosuję wszędzie „moim zdaniem”, „według mnie”, ALE wszystko, co napiszę, to oczywiście tylko i wyłącznie moje zdanie i moje luźne sugestie oparte na własnych doświadczeniach/przemyśleniach. Jeśli znajdzie się w komentarzu tekst typu „Słabe jest pisanie z innego punktu widzenia niż główny bohater”, to oczywiście nie jest prawdą ogólną (bo i faktycznie nie jest :)), ale swój punkt widzenia chcę pokazać i tylko o to chodzi. Dodatkowo jeszcze nie mam porównania co do innych tekstów i innych komentujących teksty, więc dlatego tak długie wytłumaczenie. Może za długie, ale chciałam, żeby była jasność.

 

Kończąc wstęp, zaczynamy. Narracja drugoosobowa jest ciekawym eksperymentem (napisałam kiedyś dłuższe opowiadanie w tym stylu i wiem, że czasami ciężko jest oddać odpowiednią dynamikę). Problemem tej narracji jest to, że zwracamy się do czytelnika, zakładając, że on to wszystko przeżywa.

 

Problem powstaje w momencie dość nietypowych sytuacji, które są dla czytającego kłócącymi się z jego poglądami/życiem. W narracji pierwszoosobowej czy trzecioosobowej tego problemu oczywiście nie ma. Tutaj jest.

 

Początek ciekawy, jesteśmy rzuceni w wir akcji, bez zbędnych ozdobników, wstępów na trzy akapity – jestem na tak. Ale jak bohater kieruje autem i jedzie, to nijak wczuć się nie mogę. Choć rozumiem eksperymentalną formę i ogólną potrzebę eksperymentu, opowiadanie pasowałoby mi bardziej w pierwszej osobie, bo z niego aż wylewają się emocje. I to emocje mężczyzny, który pędzi tym autem, mając gonitwę myśli.

 

Do wspomnień obrazów i dźwięków dołączają wonie.

 

Tutaj słowo „wonie” gryzie mi się z formą, która jest raczej luźna, więc zapachy byłyby bardziej na miejscu.

 

A może wcale się nie chował, może już mu jedno.

 

Chyba wszystko jedno? O ile to nie jest zabieg literacki, którego ja, mało doświadczona, nie rozumiem?

 

Od potylicy uderza nowa, twarda myśl, dołączając do tych, które już niemal fizycznie tłuką się po twojej głowie. Czarnosmoliście zalewa cię kolejną falą emocji.

 

Potylica brzmi jakoś dziwnie. Nie mówię, że błąd, ale gryzie się z tekstem. Dalej te myśli tłukące się po głowie niemal fizycznie – bardzo na plus porównanie, aż można to poczuć. Czarnosmoliście – trochę udziwnione i długie sformułowanie, zwłaszcza w dynamicznym tekście opóźnia tempo.

 

Tak przy okazji mamy coś takiego: nowa, twarda myśl zalewa czarnosmoliście falą emocji. I okej, w tekście jak się czyta całość brzmi to nieźle, ale rozbierając na czynniki pierwsze wypada to słabiej, bo skoro myśl jest twarda, to znaczy, że sprawia, że bohater czuje ostre, mocne emocje, a dalej mamy, że zalewa tego bohatera emocjami. I to jeszcze czarnosmoliście. Właściwie dalsze zdania o tym, jak przeżywają to niewidomi, w depresji czy autyści „robią robotę” i pozwalają nam się wczuć w te myśli bohatera, więc przesadne podkreślanie jest zbędne.

 

Wyobrażenie tego przytłoczenia przygniata część twojej świadomości

 

Znowu niepotrzebne nagromadzenie wyrazów: wyobrażenie przytłoczenia przygniata… Ten kawałek o empatii był niezły, dalej trochę poetyckie dopisywanie.

 

Świetlików jest więcej. Niedobrze. Krążą wokół twojej głowy, krążą wokół płomieni, chmara ich.

 

Ledwo 13 wyrazów, a już mamy dwa razy sygnały, że świetlików jest dużo. Ja bym stawiała na jeden opis, konkretny, bo zobacz: narrator mówi, że świetlików jest więcej, co odbieram jako, że więcej niż… wcześniej, czyli w sumie nie wiadomo ile, jakby przybyło ich tak z kilka, a tu nagle już ich chmara przy głowie. Pierwsze zdanie sugeruje, że po prostu jest ich trochę więcej, a w następnym już jest ich chmara. To jak w końcu?

 

Pomijając to, opowiadanie wciąga i to bardzo, bo: myślę

– co to za świat?

– gdzie gnali bohaterowie?

– co to za diabelskie świetliki?

– jakie zwierzęta chcą uratować?

 

Jak czytelnik zadaje pytania, to jest dobrze. Naprawdę.

 

To sensory overload z angielskiego jakoś mi zaburza tekst trochę, ale rozumiem, że to taka koncepcja powstała w wyniku myślenia w taki sposób głównego bohatera?

 

Opuszczasz maskę, głośno przy tym klnąc, i rzucasz się do przodu, zostawiając za sobą krzyczących coś członków drużyny.

 

Może się nie znam i zamysł był: ciąg wydarzeń od bohatera bez dialogów, ale w tym fragmencie aż się ciśnie na usta to przekleństwo, a dopiero później opuszczenie maski i rzucenie się do przodu. Dałoby to więcej emocji. Z drugiej strony, obecnie trochę taka cenzura panuje i z przekleństwami jest tak, że jedni używają nagminnie i bez sensu, a inni się ich boją.

 

Bohater rzuca się do przodu i akcja dalej pędzi, więc jest ciekawie i ja też ciekawa czytam dalej.

 

potrącasz coś ramieniem, przesuwasz coś ciężkiego

 

Wiem, że to miało pokazać, w jakim amoku jest bohater i że nie wie, co przesuwa, ale przez to czytelnikowi ciężko sobie scenę wyobrazić, skoro przesuwane jest „coś”, zwłaszcza że nie mamy narracji pierwszo– ani drugoosobowej, więc osoba opowiadająca powinna w teorii wiedzieć, na co wpadł bohater. Niech to będę krótkie, dynamiczne słowa.

 

Ogarnia cię jakiś amok, mkniesz

 

Nie jestem fanką słowa „jakiś” (też używam i też później je usuwam), potocznie – jak najbardziej, świetne słowo, ale w narracji już nie. Co znaczy „jakiś”? To słowo–nic, więc ja bym wywaliła i dała określenie, jaki amok go ogarnął, a że samo "ogarnia cię amok" brzmi pewnie ubogo, możesz zmienić zdanie na coś w stylu „Jesteś w amoku/Pędzisz jak w amoku”.

 

A, wcześniej mieliśmy „jakaś część ciebie”, to „jakaś” też brzmi tutaj jak słowo zapychacz, no bo „część ciebie” to trochę goła konstrukcja i często u autorów przybywa z pomocą nijakie słowo „jakiś” (u mnie też… walka z tym jest pracochłonna).

 

Lądujesz orłem na podłodze też mi nie leży, odstaje od reszty tekstu. Co do zaimków „ty” itd. to jak dla mnie małą literą, bo przecież to nie list, a rodzaj narracji. Chyba że się mylę, niech ktoś poprawi.

 

I jeszcze widzisz coś.

 

Forma dość toporna. Tutaj lepiej by brzmiało „I widzisz coś jeszcze". Za to emocje we fragmencie są bardzo dobre, świetliki świetnie przenoszą się na ludzi, zwierzęta, atakują i robią zamieszanie. Fajnie, że dałeś świetliki, bo kojarzą się z czymś miłym, a w tekście na początku nie wiadomo, o co chodzi, za to z podobieństw do innych utworów, skojarzyło mi się to opowiadanie z książką „Dopóki nie zgasną gwiazdy”. Tam też były tajemnicze świetliki.

 

Na plus to, że bohater zmarł, a historia toczy się dalej, fajnie, że nie jest standardowo umiera–koniec. Fakt, że zmarł trochę mało mnie obszedł, bo nie znałam bohatera za bardzo, no cóż, kwestia długości opowiadania. Wrócę teraz do narracji, bo faktycznie jej zastosowanie w tym tekście ma sens, skoro bohater na koniec umiera, a my musimy iść dalej. Ale mimo wszystko trzecioosobowa byłaby też dobrą opcją.

 

Co do tego drzewa i osłupienia bohaterów, to rozumiem, że może takie czasy, może tacy bohaterowie, ale i tak mi się to gryzie. Serio, nikt nie powiedziałby: „Widzicie to?” albo „Co to?”, cokolwiek. Fakt, że nie mówią, choć wiedzą, że reszta widzi te dziwy, można zgonić na świat, w którym widzenie odstępstw jest czymś złym, ale… Przecież to świat, w którym są nietypowe świetliki, więc chyba nie ma czegoś takiego jak zbyt dziwne rzeczy.

 

Druga opcja, jaka przychodzi mi do głowy – widzenie drzewa to zły omen, ale znowu: brak tego w tekście. Trzecia opcja – ludzie są niechętni do rozmów i do jakichkolwiek przekazów… No i znów – skoro każdy widział, że pozostali kręcą głowami, to znaczy, że patrzyli na siebie, jeden na drugiego, więc jakiś tam kontakt zawierali.

 

Końcówka jest naprawdę dobrze napisana, świetnie połączyłeś klimat wojny, fantasy, te całe świetliki jako duchy.

 

Nikt nie skojarzył twojej i ich śmierci z tym, co nastąpiło potem.

 

Potem jest tak bardzo potoczne i słowo „później” ładniej by się tutaj wpasowało.

 

Na pewno czytało się lekko, mimo kilku zgrzytów i dziwnych połączeń słów. Historia smutna i przyciągającą, wywołująca melancholijne przemyślenia.

 

Mam nadzieję, że nie wymądrzałam się za bardzo jak głupia, a jeśli tak to wybacz, taki mam niestety styl wypowiedzi.

 

Pozdrawiam,

Ananke

Domyślałam się, wilku, z jakiego powodu pojawiły się entery. ;-)

Wrażliwości mogą mieć różne zakresy i wymiary: kolory, dźwięki, zapachy i wiele innych. W moim przypadku strzałka potencjomentru szybko przekroczyła granicę czerwieni, potem połowę niebezpiecznego obszaru – na szczęście – tam wpadła w oscylację, więc doczytałam do końca.

Ostatnio coraz częściej ściszam dźwięki i obrazy, gdyż odnoszę wrażenie, że wszystko, wiele rzeczy z contentu staje się „huge”. Inaczej nie działa. Muszę tłumić, w przeciwnym razie, jeśli mam do czynienia z tekstem, ślizgam się po nim wzrokiem, bądź w ogóle odrzucam.

Moim zdaniem opowiadanie nie jest zbalansowane przy tej długości tekstu. Natomiast bardzo spodobał mi się narrator, który jest dziwny, nieznajomy, tajemniczy, i nie wiadomo o co mu chodzi, dlaczego właśnie on opowiada tę historię (przypomina mi udane eksperymenty pisarskie, narratora Tokarczuk) oraz – jak może podejrzewasz – ostatnie zdanie. Ponadto piszesz po swojemu, co dla mnie ma znaczenie. 

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Witaj, Ananke na forum – i dzięki za tak obszerny komentarz :)

Jeśli komuś chce się poświęcić czas, to dobrze :)

Ale i tak popolemizuję :)

 

Ale najpierw wspomnę o narracji drugoosobowej. Już parę razy korzystałem z tej formy i właściwie w moim przypadku wyszło to poza eksperyment, a stało się formą, z której lubię korzystać. Nie aż tak, jak z pisania pierwszoosobowego, ale jednak. Przy czym podchodzę do tego trochę narzędziowo – 1., 2. i 3. osoba mają różne możliwości, w różnych sytuacjach się sprawdzą i… mają różne ograniczenia. Tu mi 2. spasowała najbardziej do tego, co chciałem osiągnąć i z czego skorzystać.

No i odnośnie różnych form, choćby lądować/wywinąć orła – to już takie drobne wtrącenia dopasowane do języka “zwykłej postaci”, takie “zwyklizmy”, które narratorowi trzecioosobowemu by nie pasowały. Czasem regionalizmy, czasem neologizmy, takie słowa, które powstają w konkretnych środowiskach.

Swoją drogą wydaje mi się, ze w narracji trzedcioosobowej, mimo łatwiejszego jej prowadzenia, nie udałoby się tu osiągnąć nawet połowy emocji, które wyszły – a przynajmniej mi by się nie udało.

 

Słownictwo… Czy zapachy byłyby lepsze niż wonie… Myślę, że nie, choćby ze względu na to, że zapachy choć mogą być przyjemne lub nieprzyjemne, to jednak częściej oznaczają to pierwsze. Wonie to już bardziej słowo odnoszące się do "sygnału dla zmysłu powonienia". Z kolei jeśli chodzi o różne inne zwroty, czarnosmolistość, ciężkie zalewanie itp. Starałem się oddać połączenie sensory overload i synestezji. To dość trudne, bo jednak język mówiony nie jest dostosowany do opisywania niestandardowej percepcji. Właściwie spora część tego opisu to próba takiego uproszczonego opisu sposobu, w jaki przy takiej percepcji można postrzegać świat.

A skoro o tym mowa… "To sensory overload z angielskiego jakoś mi zaburza tekst trochę, ale rozumiem, że to taka koncepcja powstała w wyniku myślenia w taki sposób głównego bohatera?" – teoretycznie można użyć sformułowań typu “przeciążenie percepcji”, “nadwrażliwość percepcyjna”, ale jednak “sensory overload” w porównaniu z nimi trochę częściej jest w obiegu – nawet jeśli nadal rzadko. Również osoby z tą cechą coraz częściej używają właśnie tej nazwy, więc… dopasowałem do bohatera.

 

 

"w tym fragmencie aż się cisnie na usta to przekleństwo, a dopiero później opuszczenie maski i rzucenie się do przodu" – czas się liczył, bohater działał, więc zlało się jedno z drugim.

 

Zaimki osobowe dużą literą – jakiś przegapiłem? Bo ctrl+F znajduje "Ty" z dużej tylko w miejscu, w którym jest to początek zdania.

 

Książka „Dopóki nie zgasną gwiazdy” – nie znam, może kiedyś na nią trafię :)

 

"Serio, nikt nie powiedziałby: „Widzicie to?” albo „Co to?”" – zmęczeni ludzie z brakami w śnie, którzy po kilku dniach bombardowań widza coś na krawędzi pola widzenia, a gdy spojrzą wprost nie? Nawet w pełni wypoczęci uznaliby, żeby "coś się zdawało".

 

Raz jeszcze dzięki za tak obszerny i wnikliwy komentarz :)

 

Pozwolę sobie odpisać osobno do Asylum, bo jednak długi komentarz powyżej był… długi :)

Asylum – osobiście staram się stawiać na krótkie akapity, choć rzadko aż tak krótkie jak tu. Jednak w tym przypadku swoje znaczenie miało tempo akcji i chaos w głowie postaci. Siłą rzeczy – wpłynęło to na miejsca, gdzie wpadały entery :)

Wiem, wilku, czułam to: że entery miały grać rytmem, przyspieszać tempo, obrazować potrzebę, reakcję na zew. Wszystko działo się błyskawicznie. Niemniej, zamiast fabuły, opowieści o człowieku otrzymałam sztuczkę i niejako chciałam odmówić współpracy.

Te myśli należą do gatunku osobistych. Czego szukałam? Szczęśliwego zakończenia, chyba nie, raczej dalszego ciągu historii, zamknięcia jej na pewnym etapie. Niby to zrobiłeś – ostatnie zdanie, ale nie tak, jak w przypadku kotów, bo za bardzo intrygują te świetliki. Historia jest jakby niedopowiedziana. Może taką być.  Skończę na tym,  bo za bardzo odejdę od tematu. 

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Ależ Asylum, nawet gdy w trakcie lektury można się zastanawiać, czy świetliki nie są złudzeniami, to już z całej lektury ich natura wynika bardzo wprost :) No i koty miały zakończenie otwarte, tu masz zamknięte z epilogiem. A że jest epilog? Ano jak w życiu – życie toczy się dalej.

Jeśli komuś chce się poświęcić czas, to dobrze :)

 

Tak, gdyby mi się nie podobało, to nie pisałabym komentarza. :) Chociaż są wyjątki, bo jeśli coś mnie bardzo zbulwersuję, to też mogę napisać, jak mi się coś nie podoba, ale to akurat nie ten przypadek.

 

Ale i tak popolemizuję :)

 

To mnie zawsze cieszy. :)

 

Co do narracji drugoosobowej to rozumiem, że dla Ciebie jest to norma i coś takiego “Twojego” do czego jesteś przyzwyczajony i co lubisz. Uważam, że to fajne, kiedy ktoś ma swój styl pisania i często z niego korzysta. Ja akurat odniosłam się do tego konkretnego opowiadania, a właściwie początku, bo końcówka nieźle tłumaczy, czemu taka narracja, a nie inna, co nie zmienia faktu, że akurat ja wolę pierwszą lub trzecią osobę. Tak już mam. Przy okazji, pewnie zajrzę do innych Twoich opowiadań i zobaczę, jak tam używałeś tej formy. :)

 

 

No i odnośnie różnych form, choćby lądować/wywinąć orła – to już takie drobne wtrącenia dopasowane do języka “zwykłej postaci”, takie “zwyklizmy”, które narratorowi trzecioosobowemu by nie pasowały.

 

Jeśli stosowałbyś POV głównego bohatera, to “zwyklizmy” (swoją drogą, fajne słowo) nie byłyby czymś złym. Grunt to konsekwencja. A narrator drugoosobowy to przecież nie główny bohater (jak w pierwszoosobówce) tylko ktoś, to opowiada historię tak jakby patrząc na to zza głównego bohatera, a jednocześnie siedząc w jego skórze. I te zwykłe słowa przy nadmiarze dość poetyckich, trochę się gryzły. Ale jeśli to miała być taka koncepcja, to okej. Dla mnie gryząca się, ale to drobiazg.

 

 

Wonie to już bardziej słowo odnoszące się do "sygnału dla zmysłu powonienia".

 

Czy ja wiem? A na jakiej podstawie takie rozróżnienie?

 

 

Właściwie spora część tego opisu to próba takiego uproszczonego opisu sposobu, w jaki przy takiej percepcji można postrzegać świat.

 

Może przez te uproszczone i dość krótkie opisy, tego klimatu nie dało się odczuć w całości, jak pewnie było w Twoim zamiarze.

 

Również osoby z tą cechą coraz częściej używają właśnie tej nazwy, więc… dopasowałem do bohatera.

 

Okej, mogę uznać takie tłumaczenie, choć dla mnie nadal to dość obce słowo, przynajmniej na razie nie jest tak powszechne, ale jeśli dla bohatera jest, to mogłoby zostać, tylko że… No wiesz, czytelnik to nie bohater, nie wszystkiego się domyśli i może więcej będzie takich, co tego słowa nie znają i obcy zwrot nie zawsze przypasuje.

 

Co do zaimków, to ten fragment:

 

Nie zastanawiasz się, szarpiesz raz, drugi. Potem czas zwalnia jeszcze mocniej, dłonie znajdują właściwy ruch, otwierasz boks – i dopiero szarpiesz ponownie. I wtedy wszystko gwałtownie przyśpiesza, a Ty nadążasz już tylko za migawkami.

 

Ostatnia linijka we wklejonym przeze mnie tekście i mamy “Ty”.

 

widza coś na krawędzi pola widzenia, a gdy spojrzą wprost nie?

 

To tłumaczenie do mnie przemawia, ale z drugiej strony: to są różni ludzie, więc fajnie byłoby widzieć różne zachowania. ;)

 

Tak przy okazji, bo widziałam, że wyżej była dyskusja o zakończeniu, do mnie bardziej przemawia takie:

 

Bo duch nigdy nie ginie. Duch walczy.

 

I to by mnie usatysfakcjonowało bardziej niż wstawka z kundelkiem. Ale zakończenia to rzecz gustu, więc w sumie to nie ma aż takiego znaczenia.

 

O, faktycznie z tym zaimkiem, poprawione, dzięki!

Co do końcówki – owszem, mogłoby być bez tego. Ja w ogóle nie nawykłem do optymistycznych dodatków w zakończeniach, ale przy tym opowiadaniu jednak bardzo chciałem dodać choć ślad lepszego świata.

Odnośnie tych 2. osób – na portalu akurat z moich znajdziesz w 1. i 3., z druga wykorzystałem teksty gdzie indziej (no, był jeden tu, ale ten jeden skasowałem, bo także zostanie przeniesiony). Jak poszło w pierwszej… Możesz sprawdzić w “Dziesięć tysięcy pokoleń”, czyli we wspomnianych “kotach” :)

A tak jeszcze odnośnie sensory overload i synestezji… Sam takowe miewam i… To naprawdę jest nie do końca kompatybilne językowo z językiem “ogólnym” ;) 

No i słownictwa narratora drugoosobowego – nie jest bohaterem, ale nie jest też “wszechwiedzącym narratorem”. Może, nie musi, ale jednak może mieć słownictwo podobne do tego od bohatera. A może mieć w ogóle swoje własne. Albo być “wszechwiedzącym narratorem” jak trzecioosobowy, ale sięgać po słowa bliższe adresatowi swoich wypowiedzi, w tym przypadku prostego człowieka jadącego wozem strażackim :)

Swoją droga, jeszcze tak odnośnie niektórych form, słów konstrukcji – ja swoje pisanie wynoszę bardziej dziennikarstwa niż języka literackiego, więc też mam trochę inne podejście do sięgania po różne formy, więc mniej patrzę na ultrapoprawność. Tekstów idealnych nie ma, ale koniec końców chodzi o stworzenie jakiegoś wrażenia :)

 

Dobrze się czytało :)

Przynoszę radość :)

Trójsłowny komentarz od Anet! Na dzielni mi nie uwierzą! :) 

Wilk-zimowy, no widzisz, ja też nie nawykłam do optymistycznych zakończeń i happy end to nie moja bajka, ale oczywiście są opowiadania czy filmy, gdzie jednak mogę uznać to za plus. Tyle że to rzadkość.

 

Wspomniane „koty” przeczytam, bo styl pisania mi się podoba. ;)

 

Pewnie, drugoosobowy ma to do siebie, że może być różny, więc tu się nie czepiam, kwestia odbioru czytelnika, a to jest już indywidualna sprawa. ;)

 

Co do wynoszenia tekstów bardziej z dziennikarsta – były studia czy praca dziennikarza? :)

Żadne czepianie – wiadomo, ze wszyscy mamy swoje preferencje czytelnicze :)

Poza tym opinie czytelników warto znać – bez względu na to, czy się z nimi zgadza, czy nie. W końcu to są odbiorcami, nie szuflada ;-)

Co do dziennikarstwa – kiedyś pracowałem jako dziennikarz. W sumie zaczynałem jeszcze w liceum, studia w zupełnie inną stronę poszły :)

 

Cześć.

Jazda po zmysłach, tekst króki, ale dał mi w kość, bo gęsty. 

Wyszło jakieś takie zestawienie bezsilności z potencją, beznadziei i nadziei, rzeczywistości i odrealnienia, wszystko w jednym, na mnie wywarło duże wrażenie, bo jakoś blisko moim odczuciom związanym z całą tą wojną. 

 

Może już wyszedł z piwnicy, martwiąc się o bliskich chroniących się gdzie indziej. A może wcale się nie chował, może już mu [+wszystko?] jedno. 

 

 

Hej, Łosiocie.

Cieszę się, że ta mieszanka wyszła :)

 

Co do zacytowanego fragmentu – korekta w wersji z antologii tez mi na zwróciła uwagę, choć przyznam, że się przy tym fragmencie uparłem. Być może niesłusznie, niemniej zdanie to powstało jako naśladownictwo sposobu mówienia w stylu “mi tam jedno”. Być może jakiś regionalizm, ale czasem się z czymś takim spotykam. Faktem jest, że jeśli już druga osoba zwraca na to uwagę, to może za bardzo poszedłem w tę stronę (podobnie jak z “lądowaniem orłem”). Choć to zawsze dylemat, jak połączyć poetykę z takim zwykłym, prostym mówieniem.

 

 

wilku, a widzisz, inaczej zapatruję się na zakończenie kotów i w obecnym tekście. ;-) Tam była opowieść, tu – pojedyncza sytuacja. Jednak, powtórzę, moja recepcja. Formę lubię, lecz kocham opowieści. A świetliki, tak, wiadomo. :-)

 

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

A, no właśnie miałem wątpliwość, czy w ogóle na to [+wszystko?] zwracać uwagę, bo przecież tekst dopracowany i pewnie było gdzies z kimś dyskutowane. 

Ja się z takim “mi tam jedno” nie spotkałem, ale ja z Polski Północnej, z Ty z Południowej :)

 

Dobry tekst, wilku, serio, jakoś tak go trawię jeszcze i się do niego przekonuję. 

Asylum

 

inaczej zapatruję się na zakończenie kotów i w obecnym tekście. ;-) Tam była opowieść, tu – pojedyncza sytuacja

Ale właśnie to chciałem powiedzieć – to inne podejście do tekstu (łamane przez inne podejście do opowieści, żeby nie zgodzić się do końca XD) ;)

 

Łosiocie,

A, no właśnie miałem wątpliwość, czy w ogóle na to [+wszystko?] zwracać uwagę

Bo to tez jest tak, ze na portalu często patrzymy na teksty jak osoby, które tez piszą, a nie zawsze jak “po prostu czytając”. Pytanie, czy np. gdyby ktoś mówił, tez byś zwrócił na to uwagę :)

Ja się z takim “mi tam jedno” nie spotkałem

W sumie jest i taka możliwość, że skoro czasem, w niektórych grupach, pewne zwroty lub skróty powstają samorzutnie, to mogło się tak stać po prostu w moim otoczeniu.

 

Poruszające. Pięknie napisane. Nic dodać i nic ująć. Dobre takie zakończenie, nie zostawia w smucie.

Wilku-zimowy, co do dziennikarstwa to zależy wszystko od specyfikacji, u mnie akurat odwrotnie, były studia dziennikarskie, ale już zawodowo poszłam w innym kierunku. I racja, że w dziennikarstwie zazwyczaj ważne są inne aspekty, choć jak dla mnie to wszystko zależy od tego, co konkretnie piszemy. ;)

Cześć, Koalo, dzięki za lekturę i opinie :-)

 

Ananke, w sumie to w dziennikarstwie dużo tez zależy od tego, na jaką redakcję się trafi. A i sam zawód powoli jest wypierany przez “piszących na akord” :-( Kiedyś się tego trzymałem, obecnie już też zupełnie inny zawód – i tylko czasem nostalgia przychodzi, że to jedna z tych dziedzin, która została wyparta przez codzienność.

 

Inne podejście XD

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Ale jak to wilk mający inne ;podejścia, ale jak to Asylum mające inne podejścia XD

Zderzenie perspektyw odmiennych, równoległe wymiary uruchomione XD

 

Bardzo podobało mi się to, że sposób prowadzenia narracji, jest niejako sprzężony z rytmem akcji. Pokazuje to, że masz niezwykle sprawny warsztat. Naprawdę można poczuć się, jak podczas akcji ratunkowej. :) Przedmowę przeczytałem na koniec, dlatego dopiero po dłuższym fragmencie tekstu zrozumiałem w jakich realiach to się dzieje, za co dodatkowy plus za wzięcie udziału w antologii pisanej w słusznym celu. To świetny tekst.

Wilku, jakże wiele ważkich i szalenie poruszających treści zmieściłeś w tak niewielkim szorcie.

 

A może wcale się nie cho­wał, może już mu jedno. –> Co to znaczy?

Czy aby nie miało być: A może wcale się nie cho­wał, może już mu wszystko jedno.

 

do­nie­sie­nia o czar­nej Woł­dze, jeż­dżą­cej po oko­licz­nych dro­gach. –> …do­nie­sie­nia o czar­nej woł­dze, jeż­dżą­cej po oko­licz­nych dro­gach.

http://www.rjp.pan.pl/index.php?view=article&id=745

 

Zo­stał psem ra­tow­ni­czym i oca­lił wiele żyć. –> Rzeczownik życie nie ma liczby mnogiej.

https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/Zycie;20383.html

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Hej, Reg.

Przyznam, ze mam trochę zamieszanie w głowie z tymi trzema uwagami.

Tzn. pierwsza od strony językowej jest w pełni słuszna, ale i pominięcie słowa “wszystko” jest celowym nawiązaniem do mówionego, nie do końca poprawnego “mi tam jedno”.

Co do żyć to już mam inny problem. Z jednej strony to nawet nie brzmi zbyt dobrze, ale wstawienie w to miejsce “istnień” też nie do końca pasuje”, podobnie jak zmiana zdania na “niejedno życie” – też jakoś “nie dźwięczy”. Z drugiej… Niby formy mnogiej nie ma, zresztą profesor Kłosińska zdecydowanie jest autorytetem, a jednak w języku w pełni się zadomowiło, że “koty mają dziewięć żyć”. No i “żywot”, który jest tu synonimem, też ma liczbę mnoga… No mam mętlik :| 

No i Wołga. Wołgę zaraz poprawię, ale to tez jest zasada językowa, której kompletnie nie rozumiem. Bo z jednej strony mimo że nazwa własna, jest zasada małej litery (a nie mamy tu sytuacji takiej, jak z “butami adidasami”), z drugiej część językoznawców chce internetu z dużej litery.

Swoją drogą nawet się zastanawiam, czy bardziej zasadne nie byłoby użycie dwóch dużych liter – Czarna Wołga – skoro to konkretna “legenda”.

 

Hej, Corrinie.

Dzięki za komentarz. Dość długo krążyło mi pogłowie, żeby kiedyś, w którymś tekście, wprowadzić postać strażaka lub ratownika. Szkoda, ze akurat na taką okoliczność i scenerię to przypadło :(

 

Kiedy Wołga jest rzeką, to należy jej się duża litera. A gdy jest samochodem, to już nie. Co do legend, to sprawa jest IMO dyskusyjna. Ale jeśli mowa o legendzie, w której święty Jerzy zabija smoka, to pisałabym smoka małą. Co innego Smok Wawelski – to konkretna gadzina.

Jeśli Internet jest jeden, to dużą – jak Wszechświat. Ale jeżeli tracisz czas na łażenie po internetach, to małą. Polska języka bardzo trudna i składa się głównie z wyjątków…

Babska logika rządzi!

Kiedy Wołga jest rzeką, to należy jej się duża litera. A gdy jest samochodem, to już nie

No ale cały czas: z czego to wynika, skoro to nazwa marki? Nie ma tu sytuacji jak z nysami, gdzie słowo “nysa” czasami było używane tez do samochodów innej marki, ani jak z “butami adidasami”, gdzie słowo dotyczy rodzaju obuwia. Jest natomiast nazwa marki i… Jest zasada pisania tego małą. Nie dyskutuję w tej chwili z istnieniem zasady (w tekście zmodyfikowałem), tylko… po prostu jej nie rozumiem, bo jest jakby sprzeczna z bardziej ogólnymi zasadami językowymi, dotyczącymi nazw własnych.

Jeśli Internet jest jeden, to dużą

De facto nigdy nie był, z wyjątkiem zupełnie pierwszego uruchomienia. Bo potem istniały fidonety (internety działające gdy dane komputery były uruchomione), z czasem powstało dużo intranetów, a nawet jeśli obecnie przyjmiemy warunek skali, to część państw już od lat eksperymentuje z równoległymi infrastrukturami (Chiny, Rosja, Turcja). Na dobrą sprawę nawet nasze polskie PKP ma infrastrukturę, która może ku temu w razie czego posłużyć.

 

…po­mi­nię­cie słowa “wszyst­ko” jest ce­lo­wym na­wią­za­niem do mó­wio­ne­go, nie do końca po­praw­ne­go “mi tam jedno”.

Nie ukrywam, że z tym sformułowaniem zetknęłam się pierwszy raz i uważam, że brzmi koszmarnie.

 

Co do żyć to już mam inny pro­blem. Z jed­nej stro­ny to nawet nie brzmi zbyt do­brze, ale wsta­wie­nie w to miej­sce “ist­nień” też nie do końca pa­su­je”, po­dob­nie jak zmia­na zda­nia na “nie­jed­no życie” – też jakoś “nie dźwię­czy”.

Uważam, że niejedno życie brzmi całkiem w porządku.

 

…a jed­nak w ję­zy­ku w pełni się za­do­mo­wi­ło, że “koty mają dzie­więć żyć”.

Z tego co mi wiadomo, w różnych grach przyjęło się, że ich uczestnicy mają kilka „żyć” i korzystają z nich, dopóki im się zapas „żyć” nie wyczerpie. Pewnie tak mówi się także o kotach jako o istotach niewątpliwie fantastycznych.

Osobiście wolę mówić, że koty żyją dziewięć razy.

Rzeczownik życie ma wiele synonimów i chyba wszystkie mają liczbę mnogą, więc żywotżywoty nie są tu wyjątkiem. Wyjątkiem jest życie, które liczby mnogiej nie ma.

 

No i Wołga.

W tej sprawie już wypowiedziała się Finkla i chwała jej za to!

Sprawa była bardzo dobrze wyjaśniona na stronie Rady Języka Polskiego: http://www.rjp.pan.pl/index.php?view=article&id=745. Obawiam się jednak, że ta strona jest teraz niedostępna.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Hm, udało mi się otworzyć tekst z wskazanego linku i dalej mam mętlik, bo treść wyjaśnienia jest wewnętrznie sprzeczna. Najpierw mowa, ze mała litera odnosi się do nazw pospolitych (więc do “adidasów” czy “lotu boingiem” by się to zgadzało), ale już chwilę później padają przykłady nazw, które nie osiągają tego poziomu pospolitości, a jeszcze później pojawia się fragment “Zresztą możliwość zaznaczenia, że chodzi o markę wyrobu istnieje i – jak powszechnie wiadomo – odpowiednia reguła ortograficzna głosi, że właśnie nazwy firm i marek wyrobów przemysłowych (to one bowiem są znakami handlowymi prawnie chronionymi!) piszemy od dużej litery”.

No i było, nie było, idąc tym tropem, trzeba by mówić o systemie microsoft windows, a nie Microsoft Windows, skoro oba te słowa są bardzo spowszedniałe. Cóż, przyjmuję do wiadomości, jak wspomniałem – w Wołgę zmieniłem na wołgę, ale… nie zupełnie nie rozumiem wyjaśnienia :( Ale to może po prostu ja nie ogarniam, bo jednak RJP jest wystarczająco dobrym źródłem, by sprawę uznać za domkniętą.

 

Nazwa marki. Polszczyzna w tym przypadku domaga się rozróżniania między nazwą marki/modelu/zakładu a egzemplarzem produktu. Dyrektor Volvo, przejmujemy Skodę, za dwa lata będzie premiera Renaulta Jakiegoś Tam, ale wsiadasz do swojego forda, a potem wyprzedza Cię niebieska toyota.

Babska logika rządzi!

Wilku, podzieliłam się dostępną mi wiedzą i nie wiem, co jeszcze mogłabym zrobić, aby rzecz stała się jasniejsza. :(

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Reg, ja nie neguję tej wiedzy – i jestem za nią wdzięczny. Po prostu staram się zrozumieć, bo to zawsze lepsze, niż “zakodować”. Nie ogarniam, ale przyjmuję do wiadomości i… Staram się przeanalizować :)

 

Finklo, no ale jeśli przyjmiemy takie podejście, to “użytkownicy windowsa” (a są różne wersje), “zainstalowano linuksa” (a są różne dystrybucje) – a jednak poprawnie jest “użytkownicy Windowsa”, “zainstalowano Linuksa”.

 

 

Wilku, tu już zaczyna się szara strefa i dzielenie włosa na drobne części. Czy program jest jeden na wszystkich komputerach (pomijam wersje), czy też każdy ma własny? Nie znam się bardzo mocno, ale chyba kupujesz prawo do użytkowania jednego programu, a nie program na własność. Na własność masz komputer, jak będziesz miał taki kaprys, to możesz della albo maka rozbić na kawałki, ale wypuścić w świat wirusa, który będzie podgryzał Windowsa, Ci nie wolno.

Acz moja intuicja pisałaby o środowisku windowsa, bo jednak te Visty, 10 itd. mają jakieś cechy wspólne…

Babska logika rządzi!

Ale ja tu nie widzę “szarej strefy” i “dzielenia włosa” – to są przykłady dokładnie z tej samej kategorii. Nazwy własne przekładające się na potoczność – zasada jest jasna. Nazwy własne nieprzekładające się na potoczność – dlaczego czasem tak, czasem siak? Nie ma tu problemu tego typu, jak z nazwami geograficznymi (gdzie dochodzą różne czynniki historyczne). Zasada nie tłumaczy też, że “tak robimy dla marek samochodów” (wtedy by było jasne, ale tłumaczenie jest inne).

No, nie moja wina, ze oprócz przyjęcia zasady (co czynię), staram się zrozumieć ją :)

 

EDIT:

W każdym razie że nie rozumiem to jedno, ale w tekście jest już z małej :)

 

A ja szarą strefę widzę – czy człowiek używa programu wspólnego dla wszystkich (wtedy nazwa własna) czy własnego egzemplarza. A jeśli odetniesz kompa od internetu i wprowadzisz własne zmiany w kodzie? Ale ja ogólnie lubię dostrzegać spektrum, a niekoniecznie ostre podziały. Przy jakiej długości fali kończy się pomarańczowy, a zaczyna żółty? Cóż, to zależy od tła…

Babska logika rządzi!

Ale to mówisz o szerokim, szerokim spektrum, a tu mowa po prostu o dwóch zbiorach często używanych wyrazów, gdzie jednego zbioru zasada dotyczy, drugiego nie. Porównanie częstotliwości? Windows jest w prawie każdym domu, ale już nie każdy posiada dajmy na to citroena.

Ale kiedy weźmiesz wycinek spektrum, zaczniesz go badać, powiększysz, żeby zobaczyć szczegóły, to robi się szeroki. Cholerstwo działa jak fraktal.

No to czy w każdym domu jest ten sam Windows, czy każdy ma własny egzemplarz? Czy ustawienia to wystarczająca personalizacja, żeby odróżnić Twój model od tego u sąsiada? Bo każdy citroen ma unikatową rejestrację.

Babska logika rządzi!

Cześć, wilku!

 

Dyżurny melduje się.

 

Dobry tekst. Krótki, a treściwy. Duża kondensacja emocji, acz sprawnie ograna, bez przesadnej pompatyczności. Udało Ci się stworzyć interesującego bohatera, mając do tego bardzo mało przestrzeni. Podobały mi się świetliki-dusze, wyobraziłem sobie ich roje w miastach dotkniętych konfliktami zbrojnymi. Subtelny zabieg z rzepakiem i niebieskim drzewem. Obawiałem się czegoś pretensjonalnego, ale rozegrałeś to ze smakiem.

Kundelek wydał mi się nieco łzawym zabiegiem, ale pojmuję pierwotne przeznaczenie tekstu “ku pokrzepieniu serc”, więc taki motyw wydaje się całkiem na miejscu. Nie jest to też coś, co by mnie raziło w stopniu nie do zaakceptowania. Natomiast ostatnie zdanie tekstu, jak już Ci wskazywano, rzeczywiście jest nieco “od czapy” i na pewno nie mogę się nazwać jego gorącym orędownikiem.

Mała wątpliwość co do fragmentu:

 

omal nie lądujesz orłem na podłodze

 

Nie wiem, czy powinno się rozbijać wyrażenie “wywinąć orła” w powyższy sposób. Skojarzeniowo oczywiście nadal da się zrozumieć, co masz na myśli. Natomiast tekst nie straciłby, gdybyś wplótł w niego pełne sformułowanie (oczywiście jak zwykle – to rzecz gustu).

 

Z pozdrowieniami,

fmsduval

"- Zniszczyliśmy coś swoją obecnością - powiedział Bernard - być może czyiś świat." V. Woolf

Hej, Fmsduval.

Powiem Ci szczerze, że dwie ostatnie linijki w ogóle nie leżą literacko, ale właśnie ze względu na wstawienie “czegoś pozytywnego” dodałem, bardziej właśnie dla umieszczenia czegoś budującego na duchu w tym wszystkim. Core tekstu to tu jednak cała ta część z przytłoczeniem bodźców i w innych okolicznościach na tym by tekst pozostał.

Dzięki za komentarz!

A może wcale się nie chował, może już mu jedno.

wszystko jedno?

 

Opowiadanie ciekawe i podobało mi się, ale ten rodzaj narracji do mnie nie przemawia, a raczej nie tutaj. Coś we mnie kłóci się z tym, co mi wmawiasz – bo tak się czuję, czytając to opko.

Przesz do przodu, ile silnik daje.

Nie! Jestem nudnym kierowcą. Wiem, że to ekstremalna sytuacja, ale nie identyfikuję się z tym.

 

pieprzone sensory overload, myślisz.

Nie! Nie myślę tak!

 

Przez lata pracy w tym zawodzie przywykłeś i znieść możesz wiele. Możesz, musisz, tak już masz.

Nie przeżyłam tego, więc nie mam tak.

 

Cudem tylko łapiesz równowagę, by chwilę później ramieniem naprzeć na drzwi przed tobą.

Odbiłabym się od drzwi. Wiem to, więc uderzyłabym w nie czymś cięższym, nie sobą…

 

Historia jest super, ale mój charakter i sposób myślenia jest inny od opisanego. To sprawiało mi problem w odbiorze, bo coś krzyczało mi w głowie “nie! nie! i na bank nie!”. Jakby ktoś mi coś wmawiał “Kup to, zrób to, nie pożałujesz!”. Takie moje odczucia – do narracji, bo opko fajne.

Hej, M. G. Zanadro, dzięki za komentarz.

Problemy z odrzuceniem narracji drugoosobowej, a do pewnego stopnia też pierwszoosobowej właśnie ze względu na “wcielenie się” są niestety ryzykiem, które zawsze trzeba wkalkulować. Można oddać więcej, niż w trzeciej osobie, ale jednocześnie pojawiają się nowe problemy. W trzeciej jednak nie umiałbym przelać tylu emocji (co nie znaczy, ze się nie da – jedynie tyle, ze ja bym raczej nie potrafił), w pierwszej nie byłoby miejsca na tę część opowieści, która dotyczyła wydarzeń po śmierci głównej postaci.

Tak więc musiałem wybrać, czy bardziej zależy mi na “bezpiecznym” przekazaniu opowieści, czy na zawartych w niej odczuciach. No i spróbowałem wyważyć akurat w tę stronę…

 

Rozumiem i szanuję świadomy wybór, bo musiałeś liczyć się z takim problemem, ale dla zamierzonego efektu zaryzykowałeś. Super! Mnie to raziło, ale może też dlatego, że nieczęsto spotykam taką narrację i to kwestia przyzwyczajenia. Bądź co bądź często używa się tej formy w znienawidzonych reklamach, co zdecydowanie odrzuca. Mimo wszystko opowiadanie jest fajne, a doświadczenie ciekawe.

U, skojarzenie z reklamami faktycznie może być nienajlepsze. Tu jeszcze dochodzi dodatkowo bodźcowanie negatywne, które samo w sobie może blokować. Ale tez chcąc choć na ułamek sekundy wbić kogoś we wrażenia związane z przeciążeniem zmysłów, tez trzeba szukać nowych dróg. Co z kolei prowadzi do myśli, jak w takich rzeczach mogą się okazać w przyszłości pomocne technologie VR – ale to już poza tematami dostępnymi dla pisarzy :-)

Przyszedł mi do głowy prosty tekst na wielkość litery – trzeba się zastanowić, czy dałoby się zdanie przerobić tak, żeby analizowany rzeczownik znalazł się w liczbie mnogiej.

Babska logika rządzi!

“Różne wersje Windowsa” vs “różne wersje Windowsów” – czyli znów mamy inaczej, niż w przypadku “reguły samochodowej” :-(

 

Podobało się: Najbardziej zapadł mi w pamięć decydujący moment, gdy jedno ze świateł wróciło.

Nie podobało się: Motyw z tym co się stało dzięki medium nie wydaje mi się do końca potrzebny. Po prostu sądzę że dałoby się to pokazać w inny sposób.

 

Gratuluję i pozdrawiam!

Cześć, Wilku!

 

Nagle pieprzone sensory overload daje o sobie znać,

albo “pieprzony sensor”, albo “dają o sobie znać”

Wpadasz przez płomienie, potrącasz coś ramieniem,

zaczęło się rymować

 

Wiedziałem, Wilku, ja wiedziałem, że tak będzie. Dlatego zwlekałem z lekturą, bo kto by się pchał w ramiona przygnębienia? Zawarłeś tu sporo – od bezsensu wojny, przez poświęcenie zwykłych ludzi (choćby i na służbie), aż po promyk nadziei na koniec, a to przecież tylko trochę ponad 7k znaków.

Napisane świetnie, z plastycznymi obrazami, ale też dobrym operowaniem tempem, no dobry to jest tekst!

 

Pozdrawiam i nie polecam do biblio, bo nie mam już jak.

Nie zabijamy piesków w opowiadaniach. Nigdy.

Cześć, Olgerdzie.

Muszę przyznać rację, że gdyby całość zakończyła się na śmierci głównego bohatera, opowiadanie byłoby mocne. I takie zakończenie znacznie bardziej akcentowałoby odmienność percepcji osób nieneurotypowych. Pewnie gdyby opowiadanie nie było osadzone w scenerii wojennej, tak właśnie bym zakończył. Jednak ze względu na tą scenerię (opowiadanie powstało pod kątem konkretnej antologii) zdecydowałem się pociągnąć to trochę dalej, dokładając właśnie tło.

Dzięki za komentarz!

 

Cześć, Krokusie.

Dzięki za opinię i dobre słowa!

albo “pieprzony sensor”, albo “dają o sobie znać”

Sensory, nie sensors :) W sensie: przeładowanie zmysłów/sensoryki, nadwrażliwość percepcji.

Sensory overload to coś takiego: https://www.youtube.com/watch?v=K2P4Ed6G3gw (u różnych osób w spektrum w różnym nasileniu, choć poza spektrum też zdarzają się osoby, które czegoś takiego doświadczają).

 

“Różne wersje Windowsa” vs “różne wersje Windowsów” – czyli znów mamy inaczej, niż w przypadku “reguły samochodowej” :-(

A widzisz – mnie ta druga wersja zgrzyta. Lekko, bo samo “windows” to w angielskim liczba mnoga, więc można próbować przenieść tę mnogość do polskiego i wychodzą jakieś windowsy. Ale już “różne wersje Linuxów/Wordów” IMO brzmi i wygląda fatalnie.

Babska logika rządzi!

A może wcale się nie chował, może już mu jedno.

A nie powinno być “może już mu wszystko jedno”?

 

Krok do środka. Błysk.

Pewność, że to nie jego świetliki. Błysk.

Bieg korytarzem z psem pod strażacką kurtką. Błysk.

Ledwo łapany oddech. Błysk.

Coś rwącego w lewej ręce. Błysk.

Reszta drużyny przed wejściem. Błysk

Kundel na ziemi i ty klęczący przed nim. Błysk.

Fajnie jest to opisane :) Z łatwością mogłam to sobie wyobrazić.

 

Bardzo trafnie zostały opisane uczucia i myśli, bez problemu mogłam się wczuć w sytuację bohatera. Podobało mi się też zakończenie: bo mimo tego, że kończy się śmiercią głównego bohatera, epilog zostaje nieco złagodzony faktem, że piesek przeżył :) Przyjemnie się czytało i szybko, bez zbędnego rozwlekania, super!

 

 

Życie mnie mnie, a Cię mnie?

Cześć, HellyHell91, dzięki za komentarz.

Z tym brakującym wyrazem widzę, ze wiele osób na to zwraca uwagę, widać mocno zgrzyta. Zostawię jednak wersję niepoprawną, ale nawiązującą do takiego potocznego, używanego przez niektórych ludzi “mi tam jedno co się stanie”. Trudno, muszę się pogodzić z tym, że zamysł w tym zdaniu okazał się niestety nieczytelny :)

 

Finklo, hah, czyli znów subiektywnie. Choć brzmienie a poprawność też może być mylącą zależnością – jak dopełniacz liczby pojedynczej Terry, czy mnogiej od statuy ;-)

Jak coś, mnie się podoba samo “jedno”, nie musi być z “wszystko”, wiadomo, o co chodzi, ładnie brzmi i tak się mówi przecież.

Przynoszę radość :)

Wczoraj po raz pierwszy po długiej przerwie zawitałem na NF z tekstem, a dzisiaj odkryłem Twój i nie sposób nie dostrzec pewnych analogii pomiędzy tymi tekstami:

– Obaj postanowiliśmy podzielić się tekstami z antologii

– Oba teksty to szorty pisane w narracji drugoosobowej

– Oba teksty opowiadają o nieracjonalnych czynach, które mają swoje konsekwencje

– Oba kończą się śmiercią bohatera, ale… oni żyją dalej

Wydaje mi się, że obaj przeszliśmy podobne zmagania z tematem.

W Twoim tekście najbardziej uderzyło/ujęło mnie pochylenie się nad tym, jak mogą przeżywać wojnę ludzie, którzy postrzegają świat inaczej niż większość: główny bohater musi radzić sobie z Aspergerem i przeciążeniem sensorycznym, gdzieś po drodze pojawiają się ludzie niewidomi, autystyczni i w depresji.

No i chyba najważniejsze – bohater wraz z całą ekipą, jadą ratować schronisko dla zwierząt. Kto i po co do cholery ryzykuje życie na wojnie ratując zwierzęta?

Próba odpowiedzi na to pytanie jest próbą zrozumienia wojny i człowieka. A narracja drugoosobowa bardzo pomaga wciągnąć czytelnika w takie rozważania.

Świetny tekst.

Jeśli komuś się wydaje, że mnie tu nie ma, to spieszę powiadomić, że mu się wydaje.

Ej, bez spoilerów tekstów, których jeszcze nie czytałam, proszę!

Babska logika rządzi!

Jeśli komuś się wydaje, że mnie tu nie ma, to spieszę powiadomić, że mu się wydaje.

Jak coś, mnie się podoba samo “jedno”, nie musi być z “wszystko”, wiadomo, o co chodzi, ładnie brzmi i tak się mówi przecież.

Ja się z tym nie spotkałam. Może to zależy od regionu Polski, w jakim się mieszka.

Życie mnie mnie, a Cię mnie?

HollyHell91

 

Jesteś chyba piątą osobą, która zwraca na to uwagę. Już ktoś pisał, że jest z północy i o takim regionalizmie nie słyszał, ja jestem z południa i też ani razu… Ale może na mniejszym obszarze, gdzieś tak się mówi… Niecałe 30 km od mojej rodzinnej miejscowości, mówi się “bez” zamiast “przez”.

Boję się iść przez las.

Boję się iść bez las.

 

Taka ciekawostka. Sama odkryłam to dość późno jak na tak niewielką odległość.

Ach, czytam ten tekst drugi raz i tak samo chwyta mnie za serduszko z całym swoim chaosem, przeładowaniem, z całymi swoimi emocjami.

Mówiłam to już chyba, ale powtórzę: moim zdaniem bardzo dobrze pokazujesz ekstremalne przebodźcowanie oraz działanie pod wpływem adrenaliny – gwałtowne i czasami bez zastanowienia. Najbardziej urzeka mnie końcówka z południcami, czarną wołgą i psem ratowniczym. Tekst jest bardzo niejednoznaczny – nie nazwałabym go ani wesołym, ani smutnym – ale pozostawia po sobie kłucie.

Zostaw ten żyrandol.

Hej Wilku,

fajny tekst i, gdy mi go dałeś, jakoś zbyt pesymistycznie do niego podchodziłeś:P Szczególnie jak na warunki, w których antologia była tworzona.

Co do epilogu – na samej śmierci bohatera kończyć imho byłoby za wcześnie, ale klamra ze skrzącym drzewem i rzepakiem też byłaby ok:) To znaczy bez duchów. Ale tak też jest ok.

Слава Україні!

Hej wszystkim, uzbierało się kilka komentarzy :)

 

Anet,

dzięki za głos w tej sprawie – bo już się zastanawiałem, czy nie żyję w kompletnej bańce :D

 

HollyHell, M.G.Zanadro,

wychodzi na to, ze ten element rzuca się w oczy. Może regionalizm, ale w sumie jak pisze Anet, ona tez się z tym spotkała, z region zupełnie inny. Coraz bardziej zastanawiam się, czy to nie jest bardziej środowiskowe, jak myślę, kto ze znajomych tak czasem mówi, to być może nawet przekrojowo przez kilka środowisk. I gdybym miał strzelać, to całkiem możliwe, że to raczej skrócenie “mi to jedno”, niż “wszystko jedno”. Choć to już gdybanie.

Ale też przyznam, że osobiście do pisania i czytania mam takie podejście, że skoro przy czytaniu i codziennym funkcjonowaniu nie przeszkadza mi język potoczny, to nie unikam wprowadzania do tekstów takich zasłyszanych zwrotów, jeśli tylko pozostają zrozumiałe i nie przeszkadzałyby mi przy “zwykłym czytelnictwie”. Podobnie zresztą nie przejmuję się sporadycznymi przypadkowymi rymami (choć wiem, że korektorzy ich bardzo nie lubią), czy zdarzającymi się czasami powtórzeniami (jeśli nie jest ich zbyt wiele lub nie biją po oczach; wyjątek – w tym tekście trochę powtórzeń się znalazło, by odbić mechanizm natręctw myślowych, które są częste u osób w spektrum autyzmu).

 

BTW, M.G.Zanadro, “bez” jako “przez” to po prostu po śląsku :-)

 

Fizyku,

dzięki za odwiedziny i lekturę. Cieszę się, że się podobało, bo pamiętam, ze chyba z Tobą kiedyś rozmawiałem o narracji drugosobowej i chyba właśnie Ty wspomniałeś, że pierwszym skojarzeniem mogłaby być… instrukcja ;-)

 

Hej, Verus.

Dzięki za powrót do lektury :) Jeśli jest kłucie, to… znaczy działa tekst.

 

Hej, Golodhu.

Również dzięki za powrót do tekstu :) Chyba coś z tym pesymizmem jest na rzeczy, skoro największe emocje w tekście budzi brak słowa “wszystko” :)

Swoją droga ciekawe z tymi końcówkami – już padło kilka propozycji, gdzie to mogłoby się skończyć, gdzie nie. Z częścią się zgadzam w dużej mierze. Z kolei jak myślę o końcówce na etapie widmowego drzewa, to przychodzi mi do głowy, że może niekoniecznie w wersji czysto tekstowej, ale już w przypadku nośników częściowo lub całkowicie wizualnych (komiks, animacja) można by to ograć bez wybijania ze sposobu narracji.

 

 

 

BTW, M.G.Zanadro, “bez” jako “przez” to po prostu po śląsku :-)

A “znaszła” po śląsku to też znalazła?

Albo “bietka” to przyczepa?

 

Zaciekawiłeś mnie… Może jest tu jakiś wspólny mianownik, pomimo ponad 200 km odległości od siebie.

Tych słów nie znam, ale jak na szybko sprawdziłem, to “znaszła” przewija się w materiałach o Górnym Śląsku i Śląsku Cieszyńskim, więc coś jest na rzeczy. O “bietce” na nic nie trafiłem, więc tu trudno powiedzieć.

 

Jedno/za jedno/wszystko jedno – słyszałam wszystkie wersje ;)

Przynoszę radość :)

No cześć.

 

już zostawię to wszystko jedno, skoro wszyscy to wałkują…

 

słyszysz.

Ledwo słyszalny skowyt.

Nie bardzo rażące powtórzonko, ale mogło być lepiej. Może: „dociera do ciebie ledwo słyszalny skowyt”?

 

omal nie lądujesz orłem na podłodze.

Aż wyszukałem sobie frazę „lądujesz orłem” w googlu i wyskoczył 1 wynik: to opowiadanie. Dla bezokolicznika „lądować orłem” jest 0 wyników, więc zastanawiam się, skąd wytrzasnąłeś taki związek wyrazowy. Intuicyjnie wiem, o co chodzi, no ale… kto tak mówi? XD

 

Ciekawy szorcik. Ognisty, to chyba najlepsze określenie, jakie mi przychodzi do głowy. Jakie czasy, taka literatura…

 

Pozdróweczka.

Precz z sygnaturkami.

Część, Niebieski Kosmito, dzięki za komentarz!

 

Re: orły.

Czy jest to poprawne? Nie jest. Ale też nie boję się właśnie takich wtrąceń, które w języku mówionym są rzadkie, są specyficzne, ale są. Nie ma w internecie? Ha, swego czasu w komiksie Ghost Rider pojawiła się postać, która chętnie używała zwrotów typu “ja stąd zmywam” itp. Czy było to poprawne? Oczywiście, ze nie. Czy znajdzie się w internecie? Po wzięciu w cudzysłów dwa wystąpienia, z datami dużo późniejszymi niż komiks. Czy jest to czytelne i buduje specyfikę postaci? Owszem. Więc mi jako autorowi nie przeszkadza, pomimo tego, ze językowo to błąd i żadnej łapanki czy korekty nie ma prawa to przejść :)

Czyli: masz rację, że to błąd, ale i ja nie bez powodu wrzuciłem coś, co znam z języka mówionego :)

A kto tak mówi? Cóż, wśród znajomych słyszałem kiedyś nawet “orłem wyglebić” ;-) Choć może być i tak, ze kto nie pamięta zim pełnych śniegu, nie pokojarzy tego z “robieniem orła” na śniegu (przy czym robienie orła to raczej na plecach było).

Edit: Żeby nie było, podkreślę jeszcze raz: tak, zgadzam się, ze to językowo nie tego i tak, przyjmuję, ze dużo bardziej niszowe, niż sądziłem :) 

 

Chyba jeszcze nie czytałam tekstu w narracji drugiej osobowej, który wyszedłby tak zgrabnie. Początkowo zgrzytnął mi temat ratowania psa w ogarniętym wojną mieście. Strażak oddał życie za zwierzę, kiedy mógł pomóc ginącym ludziom. Po przeczytaniu całości myślę jednak, że był to dobry wybór. Gdybyś opisał na przykład płonący sierociniec, przekaz byłby zbyt ciężki i zupełnie nie współgrał z fantastycznym zakończeniem. Przejrzałam wcześniejsze komentarze i zgadzam się, że ostatnie zdanie wygląda, jakby było doklejone na siłę. Poza tym to bardzo dobry tekst.

Hej, Ośmiornico, dzięki za komentarz.

Poniekąd nawet rozważałem, czy nie wtrącić reminiscencje z dokładniejszym opisem wcześniejszych akcji ratunkowych, ale chyba właśnie tak jak napisałaś – byłoby “za bardzo”.

 

No, gładziudko wyszła ta narracja drugoosobowa, aż się zdziwiłem.

Bardzo dobrze napisany tekst. Pomysłowe było osadzić czytelnika nie w pozycji obserwatora bezpośredniego, tylko pośredniego i opisać mu każdą myśl dręczącą bohatera. Wyszło to bardzo zręcznie, to zorientowanie na odbierane wrażenia zmysłowe i bardzo dobrze pasuje do medium. Sposób opisania medium skojarzył mi się z pewnym opowiadaniem Edwarda Pitowskiego, gdzie bohater bodaj czytał w myślach, ale oczywiście na tym podobieństwa się kończą.

Wiesz, swoją drogą, gdzie bardzo często występuje narracja drugoosobowa? W internetowych pastach. Występuje w nich też ogromne tempo narracji. Dlatego też zakończenie opowiadania skojarzyło mi się z czymś takim, bo przyspieszasz tak z kopyta. Pojawiają się też nagle południce, północnice i nawet czarna Wołga, aż miałem wrażenie, że zbyt wiele grzybów zaczęło pływać w tym barszczu. Mocno to kontrastuje z bardzo wyważoną i przemyślaną wcześniejszą formą świata przedstawionego. 

Z punktu fabuły nie można wiele powiedzieć o tekście, właściwie z początku obserwujemy historię dość prost, a wszelkie jej zapętlenia następują dopiero w zakończeniu i w sumie są moim zdaniem trochę zbędne (wiem, znów piszę o tym samym). Ten tekst zresztą nie fabułą, ale właśnie narracja i zorientowaniem na wewnętrznym świecie przeżyć medium stoi. I tym się też broni. 

A i jeszcze? Czemu angielski termin zamiast przeciążenia zmysłowego? 

Jeśli pozwolimy na łamanie zasad w wyjątkowych sytuacjach, stworzą wyjątkowe sytuacje, aby łamać zasady.

Hej, Gekikaro, dzięki za komentarz.

Ciekawe to skojarzenie z pastami. U mnie ta kondensacja wynika z tego, czego uczono mnie na warsztatach dziennikarskich i w redakcjach, właściwie to wolniejsze fragmenty moich opowiadań (nie tego, tylko ogólnie) są narzutem “pisarskim”, niekoniecznie chcianym przeze mnie ;) Ale w sumie jak pomyślę o książkach typowo “książkowych”, to przykładowo z powieści Glena Cooka najbardziej zostały mi w głowie fragmenty, gdzie tempo skakało. Subiektywna sprawa, kogoś to wybije z rytmu, mnie zahaczyło się w głowie i chyba przez to też lubię u siebie czasem taki skok zrobić (pamiętam, ze w “Ktoś się budzi, ktoś zasypia” tez część osób narzekało na skok tempa w momencie zmiany perspektywy).

BTW, pamiętasz może opowiadanie Edwarda, o którym wspominasz? Chętnie rzucę okiem.

Czemu angielski termin zamiast przeciążenia zmysłowego? 

Bo w takiej najczęściej występuje w różnych opisach, także wśród “użytkowników” tej cechy. Gdy sięga się po polskie nazewnictwo, nawet nie ma póki co ujednolicenia (przeciążenie, przebodźcowanie itd.).

 

Kundelek nagle drga, świetlik nagle ucieka w głąb jego ciała.

Krótki tekścik, jednak bardzo dużo czasu poświęcasz na opisanie przebodźcowania. Już dawno szło załapać sens funkcjonowania z taką przypadłością, jednak przykłady mnożyły się i mnożyły – jeśli miało to zobrazować uciążliwość takiego stanu, to się udało, natomiast uważam, że na dynamikę tekstu wpłynęło tak sobie. Zamiast jednego wielkiego sensory overload można by poprzetykać te epizody czymś innym, bo finał sugeruje bardzo ciekawe rozwiązanie, które ostatecznie jest tylko wspomniane, muśnięte. Świetliki dość długo wyglądają w ogóle dość pretekstowo i gdy w końcu okazuje się, że mają konkretną, bardzo interesującą rolę, tekst kończy się.

Inna sprawa – wiem, sytuacja jest bezprecedensowa, bo trwa wojna, jednak dlaczego osoba z zespołem Aspergera, z nadwrażliwością na bodźce, pracuje jako strażak, mając bodźców tyle, że i dla osoby bez zaburzeń mogłoby to być zbyt wiele? Nie spotkałem się z mobilizacją w razie wojny do straży pożarnej, czyli typ musiał tam pracować także wcześniej. Jest to niuans, który siedział mi z tyłu głowy przez całą lekturę i w sumie po jej zakończeniu nadal nad tym myślę. Główny bohater ewidentnie cierpi, choć zaciska zęby i próbuje robić, co do niego należy i odniosłem wrażenie, że w pierwszej kolejności on cierpi z racji swoich dolegliwości, a nie dlatego, że trwa wojna.

Czyli: jest bardzo intensywnie, jest też punkt widzenia, który rzadko spotykam w literaturze, stąd uznaję go za cenny. Zakończenie w postaci trochę wymuszonego happy endu niezbyt mnie uwiodło. W sumie czy w ogóle można mówić o happy endzie, skoro główny bohater umarł? :P Czytadło zacne, choć na mój gust za dużo tutaj impresji.

Dzięki za lekturę, MrB.

Cóż, gdyby wyrzucić powtórzenia i bombardowanie, tekst mógłby zmieścić mnóstwo innych rzeczy, za to przestałby być impresją. Jak zwykle coś za coś – i osobiście bardzo zazdroszczę autorom, którzy potrafią umieścić wszystkie elementy na swoich miejscach, nie rezygnując z żadnego z nich :) 

Nie spotkałem się z mobilizacją w razie wojny do straży pożarnej, czyli typ musiał tam pracować także wcześniej

Dokładnie taki był zamysł.

 

Nie zasłaniają drogi, ale znaczą, że jest źle.

Znaczą zamieniłbym na oznaczają, bo znaczyć można teren, a oznaczać się z niczym nie pomyli. Tak myślę ;)

 

Ech, czytanie o spalonych zwierzętach nie jest czymś przyjemnym, ale trzeba pamiętać, że i one tam cierpią.

Narracja drugoosobowa to ciekawy zabieg, rzadko można przeczytać tekst w podobnym stylu. Wyszło bardzo dobrze. Mógłbym się przyczepić do stylu kilku zdań, ale skoro nikt inny tego nie zrobił, to znaczy, że coś z moim odbiorem ;) Jest nieco chaotycznie, ale to dobry chaos, pasujący do silnych emocji, do wojny i pospiesznej akcji ratunkowej.

Zakończenie świetne, końcówka, moim zdaniem, nie bardzo. O ile odniesienie do psa Patrona jednocześnie pasuje do tekstu, niesie nadzieję, której wcześniej brakuje i dobrze oddaje hasło, że nawet jedno uratowane życie potrafi zrobić różnicę, to wcześniejszy wysyp demonów zaskakuje i jednocześnie nie łączy się zbytnio z wcześniejszą porcją tekstu. Tworzy więcej pytań niż odpowiedzi i czy jest właściwie konieczne? Myślę, że tekst nie straciłby, gdybyś skupił się na człowieku z Darem i uratowaniu psa.

Bardzo dobry szorciak.

Hej, Zanaisie, dzięki za komentarz!

Są i zdania, gdzie wiele osób zwróciło uwagę, więc może być i tak, ze zgrzytów faktycznie jest więcej – chaos swoje wywołać musi ;-) Wiec warto je poznać – nawet jeśli się nie zgodzę, jeśli popolemizuję i zostawię, to warto wiedzieć, gdzie coś różnym osobom nie zagrało.

BTW, tekst powstał jeszcze przed sprawą Patrona.

 

Dla mnie miodzio:D

Dzięki za komentarz, Vrchampsie :)

 

Dlatego też zakończenie opowiadania skojarzyło mi się z czymś takim, bo przyspieszasz tak z kopyta. Pojawiają się też nagle południce, północnice i nawet czarna Wołga, aż miałem wrażenie, że zbyt wiele grzybów zaczęło pływać w tym barszczu. Mocno to kontrastuje z bardzo wyważoną i przemyślaną wcześniejszą formą świata przedstawionego.

Mogę się obiema rękami podpisać pod tym komentarzem. Nie przepadam za narracją drugoosobową i zgrzytała mi w momentach, gdzie ewidentnie zachowałbym się inaczej niż bohater, ale! Bardzo rzadko się z nią stykam a tutaj weszła nadspodziewanie gładko.

Świetnie oddałeś chaos, przebodźcowanie, momentami troszkę nie nadążałem jednak mi to nie przeszkadzało a wręcz pasowało. Motyw ogników jest fajny bo nie daje pewności, że świat ma elementy magiczne – może to tylko sposób przetwarzania i interpretacji informacji?

Może opowiadanie nie wprawiło mnie w smutek, ale na pewno zaintrygowało, na pewno czytało mi się je dobrze mimo, że zwykle wolę czytać teksty w zupełnie innych konwencjach. Bardzo dobra robota.

Cześć, Piotrze.

Kwestia finału jak widać wprowadziła niemało zamieszania, cóż poradzić.

Ale cieszę się, że jako całośc tekst miał coś czytelniczego do zaoferowania.

Dzięki za komentarz!

 

Nowa Fantastyka