- Opowiadanie: Near-Death - Chłopiec z czerwonym latawcem

Chłopiec z czerwonym latawcem

Dzień doberek :) 

Wstawiam tekst z początków swoich prób w pisaniu, stąd darzę go niemałym sentymentem. Klimat Wcieleniowy, iż narracja i horror idą ze sobą w parze. 

Tekst niebetowany to bez podziękowań :P Chociaż w sumie Reg kiedyś dała mi kilka wskazówek, które nawet nie wiem czy uwzględniłem w tej formie, ale chyba tak. 

Dziękuję również Julii i Marcinowi, którzy pięknie przeczytali to opko na YouTubie, wcielając się w role. 

https://www.youtube.com/watch?v=pACY_x7LjoE&t=1s

Byłbym wdzięczny za rzucenie okiem i jeśli ktoś kiedyś czytał – odświeżeniem. Ale na portalu pojawiło się tyle nowych osób od tamtego czasu, że chyba warto spróbować :) 

Dyżurni:

Finkla, joseheim, beryl

Oceny

Chłopiec z czerwonym latawcem

Podążałam wąską alejką, mijając rzędy krwistoczerwonych kwiatów, które wyglądem przypominały przerośnięte róże. Oglądając się za siebie, dostrzegłam mały, żółty domek o ciemnobrązowym daszku. Mimo że wyglądał jak z bajki, nie czułam się w nim szczęśliwa. Mój dom był jedynym budynkiem na tym wyludnionym terenie, nie licząc starej stodoły ulokowanej na samym środku złocistego pola.

Nie potrafiłam odpowiedzieć sobie na pytanie, dlaczego znalazłam się w tym miejscu. Czułam się, jakbym od kilku wieków z nikim nie rozmawiała. Nie wiedziałam, czym jest rodzina, przyjaciele czy dobra zabawa, i mimo swej ponadprzeciętnej urody nigdy nie miałam kogoś, kto byłby dla mnie bliski. Rozmyślałam, dlaczego wiodę tak samotne życie. Wygląd był największym moim atutem. Chyba nie istnieje ktoś taki, kto nie zakochałby się w moich zgrabnych nogach, długich złocistych włosach czy w dużych lśniących niebieskich oczach. A jednak byłam sama… w tym okropnym miejscu. Tak mi się przynajmniej wydawało.

Po chwili dostrzegłam trójkątny obiekt unoszący się wysoko nad ziemią.

To latawiec…

Nie myliłam się. Rozejrzałam się dookoła, a po kilku sekundach dostrzegłam biegnącego po złocistym polu chłopca z ręką wyciągniętą ku pomarańczowemu niebu. Wyglądał na najszczęśliwszego chłopca na ziemi. Przystanęłam na moment i przyglądałam się temu małemu człowiekowi.

‒ Wyżej! No dalej, biedronko! ‒ krzyczał.

Chłopiec początkowo mnie nie zauważył, lecz kiedy to się stało, zatrzymał się gwałtownie. Patrzył na mnie, stojąc cały czas w miejscu. Poczułam się niezręcznie, więc odwróciłam się do niego plecami z zamiarem kontynuowania swojego bezcelowego spaceru.

‒ Dzień dobry! ‒ zawołał.

Odwróciłam się w jego stronę. Biegł bardzo szybko, jakby obawiał się, że nagle zniknę mu z pola widzenia. Zawiał silny wiatr, a mały, zdyszany chłopiec w szerokiej czerwonej bluzie znalazł się przede mną.

‒ Dzień dobry… ‒ zakaszlał, po czym oparł się rękoma o nogi.

‒ No hej…

‒ Przepraszam, że… przepraszam, że przeszkadzam, ale…

‒ Złap najpierw oddech. ‒ Zaśmiałam się mimowolnie.

Po kilku sekundach chłopiec o krótkich blond włosach wyprostował się i powiedział:

‒ Chciałem się tylko pani zapytać, czy… nie widziała pani takiego białego kotka? Uciekł z domu… dzisiaj rano i nie mogę go znaleźć. Rodzice niedługo wrócą z pracy, a jak się dowiedzą, to…

‒ Bardzo mi przykro, ale… ‒ przerwałam mu, rozglądając się dookoła siebie ‒ żadnego kota tu nie widziałam…

‒ Cholerka… on zawsze ucieka, kierując się w te strony ‒ odrzekł cienkim głosem.

‒ Daleko stąd mieszkasz? ‒ zapytałam, ponieważ widziałam chłopca po raz pierwszy w życiu.

‒ Nie tak daleko. ‒ Chłopiec odwrócił się ode mnie i wskazał palcem zielony las znajdujący się w pobliżu. ‒ Za tymi drzewami.

Zdziwiłam się, że ktokolwiek mógł tu jeszcze mieszkać.

‒ Boję się, że już go nie znajdę.

‒ Koty zawsze wracają, nie martw się ‒ starałam się go pocieszyć, choć nie miałam pojęcia o zwierzętach.

‒ Nie Niak-Niuk…

‒ Kto? ‒ Parsknęłam śmiechem.

‒ No mój kot. Raz, jak uciekł, to było go trzeba gonić. Mówię pani… jest bardzo szybki.

Spotkany chłopiec, o niezwykle drobnej budowie ciała, zapytał mnie, czy nie pomogłabym mu w poszukiwaniach jego jedynego zwierzęcia… Niak–Niuka. Zgodziłam się, lecz nie z powodu zaginięcia kota. Zrobiłam to raczej z czystej ciekawości, mając nadzieję, że zobaczę, jak mieszkają moi jedyni sąsiedzi w tym odludnym miejscu. Uważałam, że dobrze by było, gdybym ich poznała. Wyruszyliśmy więc na poszukiwania.

Oskar ‒ bo tak miał na imię chłopiec, który szedł ze mną przez las, trzymając pod pachą czerwony latawiec w czarne kropki ‒ okazał się bardzo rozmownym towarzyszem. Powiedział mi, że ma jedenaście lat, a jedynym jego prawdziwym przyjacielem jest Niak-Niuk. Zrobiło mi się go żal, więc postanowiłam odnaleźć zaginionego kota za wszelką cenę. Niestety było to trudniejsze, niż myślałam. Po dwudziestominutowych poszukiwaniach zaczął padać deszcz, a gdy okazało się, że znajdujemy się już bardzo blisko miejsca, w którym mieszka nowo poznany chłopiec, zaproponował mi, abym przeczekała tę nagłą ulewę w jego domu. Nie miałam innego wyjścia.

‒ Biedny Niak-Niuk… leje jak z cebra… cały zmoknie ‒ mówił, przygotowując mi gorącą herbatę.

Ja natomiast czekałam w salonie, którego wystrój był bardzo surowy i gdzie panował nienaganny porządek. Przyglądałam się białym ścianom, starym meblom czy skórzanej, jasnobrązowej sofie umieszczonej naprzeciw telewizora. Wydawało mi się, jakbym kiedyś już tu była.

‒ Jest i herbatka ‒ powiedział swoim słabym głosikiem Oskar, trzymając w drobnych rączkach śnieżnobiałą filiżankę.

‒ Dziękuję. ‒ Uśmiechnęłam się, zasiadając do prostokątnego, drewnianego stołu. ‒ Rodzice nie będą źli, że dziewczyny sobie sprowadzasz?

Oskar zaśmiał się, ostrożnie stawiając na stół filiżankę.

‒ Myślę, że nie będą mieli nic przeciwko ‒ odpowiedział, odchodząc od stołu.

Nastała niezręczna cisza. Poczułam się zakłopotana, kiedy ten przesympatyczny, lecz dość nietypowy chłopiec stanął na środku pokoju i zaczął mi się uważnie przyglądać. Zerkałam na niego co chwilę, a on wciąż nie spuszczał ze mnie swego przenikliwego wzroku. Kiedy nasze spojrzenia się spotykały, Oskar szeroko się uśmiechał.

‒ Nie napijesz się ze mną? ‒ zapytałam, przeczesując długie, wilgotne włosy.

‒ Może później ‒ odrzekł, nie przestając się uśmiechać. ‒ Zaraz wracam… ‒ Oskar opuścił pomieszczenie, lecz nawet gdy przechodził przez drzwi, nie spuszczał mnie z oka.

Westchnęłam i położyłam dłonie na gorącej filiżance. Chwilę później dostrzegłam stojące na regale czarno-białe zdjęcie oprawione w ciemnobrązową ramkę. Wstałam od stołu, by przyjrzeć mu się bliżej. Fotografia przedstawiała młodego mężczyznę w czarnym garniturze i jasnowłosą kobietę stojącą tuż przy nim. Odwróciłam się w stronę drzwi i aż podskoczyłam, gdy ujrzałam w ich progu drobną postać w białej masce zakrywającą całą twarz.

‒ Jeny! Przestraszyłeś mnie na śmierć… ‒ westchnęłam, przyglądając się Oskarowi w okrągłej masce z jedynie dwoma otworami na oczy.

Chłopiec zachichotał, a następnie wyjął coś z kieszeni bluzy.

‒ Zagra ze mną pani? ‒ spytał, podchodząc do stołu.

‒ Jak zdejmiesz z twarzy to coś… ‒ Popatrzyłam w okno, niestety… wciąż lało.

‒ Dobrze. ‒ Oskar zdjął posłusznie maskę wyglądającą jak kartka papieru z dwoma dużymi dziurami.

Kiedy zasiedliśmy przy stole, chłopiec wyjaśnił mi zasady gry, które okazały mi się znajome.

‒ Jest szesnaście kart, a pani ma za zadanie odkrywać je po kolei, odnajdując pary. Odkrywa pani dwie karty i jeśli się okaże, że odnalazła pani identyczne obrazy, próbuje pani raz jeszcze. Proste, co? No, ale jeśli się pani nie uda… przychodzi moja kolej… rozumie pani? ‒ Oskar uśmiechnął się szeroko, ukazując przy tym białe, lecz krzywe uzębienie.

Chociaż nigdy nie grałam w tę banalną grę, doznałam wrażenia, jakbym robiła to już setki razy.

‒ Ja zaczynam! ‒ krzyknął, zacierając swoje małe dłonie.

Kiedy udało mu się odkryć pierwszą parę, zaklaskał, mówiąc:

‒ Udało mi się za pierwszym razem… nieźle.

Obraz pierwszej pary kart ukazywał czerwony latawiec w czarne kropki, unoszący się na wietrze.

‒ Mam kolejny ruch. ‒ zachichotał, stukając o stół poobgryzanymi paznokciami,

Kolejna próba zakończyła się niepowodzeniem. Na jednej karcie ujrzałam żółty domek, do złudzenia przypominający ten, w którym mieszkam, a na drugiej rozbitą białą filiżankę. Zerknęłam na porcelanowe naczynie znajdujące się tuż koło mojej dłoni.

‒ Teraz moja kolej? ‒ zapytałam niepewnie.

‒ Tak ‒ odpowiedział, kiwając twierdząco głową, lecz kiedy położyłam dłoń na losowo wybranej karcie, Oskar odwrócił ją za mnie. ‒ To trzeba szybko… nie można się zastanawiać. ‒ Chłopiec zachichotał, a następnie sięgnął po kolejną kartę.

Zobaczyłam obrazy dwóch czarnych urn stojących na drewnianym segmencie.

‒ Teraz mój ruch. ‒ Zaklaskał.

Trafił po raz kolejny. Podniósł triumfalnie dwie karty odwrócone obrazem w moją stronę. Widziałam na nich płaczącego chłopca w jakimś ciemnym pomieszczeniu przypominającym piwnicę.

‒ Ten chłopiec jest trochę jak ja, bo… nie ma żadnych przyjaciół, znaczy… teraz już mam, prawda? ‒ Roześmiał się, po czym odłożył dwie identyczne karty na bok. ‒ Myślę, że pani też potrzebuje przyjaciół… już moja w tym głowa…

Uśmiechnęłam się nerwowo, a następnie spojrzałam w stronę okna.

‒ Pada deszcz ‒ wypowiedział te słowa śpiewnym tonem. ‒ Pij herbatkę, jest naprawdę dobra.

‒ Bardzo ci dziękuję, ale jeszcze nie chce mi się pić.

Z twarzy Oskara raptownie znikł uśmiech. Wpatrywał się we mnie, jakbym zrobiła mu coś złego. Po chwili jednak parsknął śmiechem i uderzył dłońmi o stół, przez co wylało się trochę gorącej herbaty z porcelanowej filiżanki.

‒ Ale jestem głupi! Jak tu pić herbatkę, kiedy nie ma się herbatniczków! ‒ Oskar wstał błyskawicznie z krzesła i wybiegł z pokoju, nim zdążyłam cokolwiek powiedzieć. ‒ Herbatniczki są pyszne! ‒ zawołał z pomieszczenia obok.

Poczułam się bardzo dziwnie. Coś było nie tak. Nie wiedząc czemu, zamierzałam odsłonić pozostałe karty, kiedy Oskar przebywał w kuchni. Niestety nie udało mi się tego zrobić. Chłopiec wrócił bardzo szybko.

‒ O! Pan Niak-Niuk! ‒ krzyknął radośnie z kuchni, kiedy położyłam dłoń na karcie.

W tym właśnie momencie do salonu wszedł Oskar. Gwałtownie cofnęłam rękę, przez co o mało nie zbiłam filiżanki. Chłopiec trzymał w dłoniach biały talerzyk, na którym znajdowały się prostokątne herbatniki. Położył go na stole, po czym zaczął odwracać wszystkie pozostałe karty.

‒ Znalazł się? ‒ zapytałam, obserwując, jak ożywiony chłopiec śmieje się, odwracając na drugą stronę kolejno trafione pary kart.

Nie uzyskałam odpowiedzi, więc zapytałam raz jeszcze.

‒ Kot się znalazł? ‒ Położyłam dłoń na białej filiżance, chcąc napić się gorącej herbaty.

‒ No… dziwne, że sam wrócił.

Oskar wyjął z kieszeni czerwonej bluzy małą śnieżnobiałą maskotkę ‒ kotka z dużymi zielonymi oczami.

‒ Pan Niak-Niuk. ‒ Zachichotał, kładąc zabawkę obok porcelanowej filiżanki. ‒ Może zje razem z nami.

Podczas gdy przypatrywałam się zabawce chłopca, biała filiżanka wyślizgnęła się z mojej dłoni. Rozległ się głośny trzask tłuczonej porcelany.

‒ Aj, aj! Nie martw się, każdemu to się zdarza. ‒ Oskar wybiegł z salonu, a ja w tym czasie przyglądałam się kartom leżącym na stole.

To, co na nich ujrzałam, sprawiło, że postanowiłam opuścić ten dom. Na jednej karcie zobaczyłam małego chłopca stojącego nad lśniącym ciałem urodziwej kobiety, na kolejnej czerwony latawiec unoszący się na czarnym jak smoła niebie, a na ostatniej jakąś dziwną postać bez głowy leżącą pod łóżkiem w pokoju dziecięcym.

Gdy chłopiec wrócił, trzymał w rękach szmatę do wycierania podłogi. Ja za to wstałam od stołu, mówiąc:

‒ Przepraszam cię bardzo, ale przypomniałam sobie, że muszę… wrócić do domu.

‒ Ale pada deszcz…

‒ Nie szkodzi… naprawdę to bardzo ważne. ‒ Postąpiłam kilka kroków w stronę drzwi. ‒ Dokończymy zabawę innym razem.

‒ Każdy tak mówi… ‒ westchnął.

Weszłam do kuchni, przez którą musiałam przejść, aby znaleźć się na korytarzu, a później… opuścić ten dom i nie wracać do niego już nigdy więcej. Gdy stąpałam po błyszczących się wręcz podłogowych kafelkach, moją uwagę przykuł biały drewniany segment, na którym leżały dwie czarne kamienne urny. Zatrzymałam się przy nim.

‒ Nie zjadła pani herbatniczka.

Aż się wzdrygnęłam, kiedy ujrzałam przed sobą uśmiechniętego Oskara trzymającego w dłoniach biały talerzyk pełen herbatników, na których leżała pluszowa maskotka.

‒ Pan Niak-Niuk bardzo lubi herbatniki… jest moim jedynym przyjacielem.

‒ Przyjdę tu niedługo, lecz teraz…

‒ Wiem, że tu przyjdziesz. ‒ Pokiwał twierdząco głową. ‒ Masz śliczne złociste włosy… Są tak nienaturalnie piękne, że wydają się wręcz nieprawdziwe.

‒ Muszę już iść… ‒ Wyszłam z kuchni i w tym samym momencie usłyszałam odgłos rozbijającego się szkła.

‒ Dlaczego mi to robicie? Dlaczego nie potraficie się normalnie ze mną bawić? ‒ chłopiec pytał, szlochając.

Zaczęłam bać się tego niewinnie wyglądającego chłopca. Po krótkiej chwili opuściłam dom Oskara, a wtedy… odetchnęłam z ulgą.

‒ Pada deszcz! ‒ zawołał.

Odwróciłam się w stronę domu i ujrzałam płaczącego chłopca, który trzymał w rączce kotka-zabawkę.

‒ Nie chcę być samotny! Proszę, nie zostawiaj mnie samego!

Deszcz był na tyle intensywny, że po chwili byłam już cała mokra.

‒ Dlaczego nie może być normalnie!? ‒ wrzasnął. ‒ Dlaczego za każdym razem jest tak samo!?

Niebo nie było już pomarańczowe jak wcześniej. Zaczęło się ściemniać. Nie zważając na prośby Oskara, odwróciłam się do niego plecami i zostawiłam go samego. Biegnąc ziemistą ścieżką przez las, słyszałam krzyk i płacz połączony z obłąkańczym śmiechem, mimo że… znajdowałam się już bardzo daleko od domu chłopca.

Gdy wróciłam do mojego domku, na dworze było już zupełnie ciemno. Położyłam się do łóżka, choć nie mogłam zmrużyć oka. Wiedziałam, że już nigdy nie będę w stanie tego zrobić. Nagle ktoś zapukał do drzwi. Strach sparaliżował mnie do tego stopnia, że nie mogłam nic zrobić. Wiedziałam, kto stoi za tymi drzwiami, lecz najgorsze w tym wszystkim było to, że choćbym chciała, to nie miałam dokąd uciec. Nie licząc Oskara, byłam tu zupełnie sama i nawet nie wiem, jak znalazłam się w tym okropnym miejscu. Podbiegłam do okna, a to, co za nim ujrzałam, sprawiło, że miałam ochotę płakać, ale… nie mogłam, bo przecież… nigdy nie potrafiłam płakać. Czarne niebo przecięła błyskawica, ukazując mi widok czerwonego latawca unoszącego się na porywistym wietrze…

 

 

***

 

 

Gdy weszłam do starego domu, gdzie panował nienaganny porządek, poczułam jakbym kiedyś już w nim była. Przesympatyczny chłopiec o imieniu Oskar, którego poznałam podczas wieczornego spaceru, zaprowadził mnie do swojego pokoju, po czym pobiegł do kuchni, aby przyszykować mi coś do picia. Podeszłam do dużego lustra zawieszonego na ścianie i zaczęłam się w nim przyglądać, bo przecież to uwielbiałam. Przeczesałam dłonią długie czarne włosy, żeby wyglądały idealnie, a następnie rozejrzałam się po pokoju tego uroczego chłopca. Na jego perfekcyjnie zaścielonym łóżku leżał czerwony latawiec w czarne kropki. Zaśmiałam się na jego widok, tak jak śmiał się Oskar, puszczając go na wietrze jeszcze chwilę temu.

‒ Chcesz zobaczyć moją armię? ‒ zapytał chłopiec, wchodząc do pokoju.

‒ Oczywiście ‒ odpowiedziałam natychmiast, siadając na podłodze.

Oskar postawił porcelanową filiżankę na podłodze, tuż obok moich wyprostowanych i niezwykle zgrabnych nóg, a następnie zerwał się w stronę ogromnej brązowej szafy znajdującej się naprzeciw mnie. Chłopiec wyjął z kieszeni kluczyk i włożył go do zamka. Przekręcił nim dwukrotnie, mówiąc:

‒ Tak długo na to czekałem.

Po krótkiej chwili Oskar otworzył szafę, z której wysypały się niezliczone ilości małych laleczek w czerwonych bluzach.

‒ Jeny! ‒ krzyknęłam, nie mogąc uwierzyć własnym oczom. ‒ Skąd ich tu tyle!?

‒ Sam je zrobiłem! ‒ Chłopiec przykucnął nad stosem plastikowych laleczek.

‒ Czy chłopcy bawią się lalkami? ‒ zapytałam rozbawiona, wyciągając rękę w stronę białej filiżanki.

Właśnie w tym momencie dostrzegłam stertę porozrzucanych pod łóżkiem lalek. Były nieco większe, posiadały inne kształty, lecz najbardziej zadziwiającą rzeczą było to, że… nie miały głów.

‒ Czasami tak ‒ odrzekł Oskar po chwili namysłu. ‒ Niekiedy nie chcą być twoimi przyjaciółmi.

Odwróciłam wzrok w stronę walających się po podłodze figurek przypominających chłopca, który przed chwilą przyprowadził mnie w to miejsce. Przyglądałam im się uważnie. Figurki zamiast małych wymalowanych oczek miały dwie duże dziury.

‒ Nigdy nie udawało mi się znaleźć kogoś takiego jak ja… nawet moja armia nie chciała się ze mną bawić, choć tak bardzo ją o to prosiłem. Nigdy nie będę miał kogoś, kto byłby takim małym, dobrym chłopcem, jakim ja jestem. W końcu to zrozumiałem… zrozumiałem, że nie mogę być swoim najlepszym przyjacielem… tak ‒ westchnął ‒ na przyjaźń trzeba sobie zapracować, a ja pracuję nad nią każdego dnia… chyba w końcu mi się to udało. ‒ Oskar uśmiechnął się do mnie, a później podszedł do okna, pod którym leżał żółty domek z brązowym daszkiem.

Nie wiedząc dlaczego, zrobiło mi się żal tego chudziutkiego chłopca w szerokiej bluzie. Podeszłam do niego, nie odrywając wzroku od kwadratowego domku. Dzięki sporemu otworowi w brązowym daszku ujrzałam tam niewielką plastikową lalkę leżącą na starannie zaścielonym łóżku, która podobnie jak inne zabawki chłopca znajdujące się pod łóżkiem… nie miała głowy. Rozejrzałam się raz jeszcze po pokoju Oskara i na jednym z kilku drewnianych regałów spostrzegłam rzędy równo poukładanych małych główek z długimi włosami. Podeszłam bliżej, gdyż najbardziej zaintrygowała mnie główka o pięknych dużych niebieskich oczach i długich złocistych włosach.

‒ Masz śliczne czarne włosy… są tak nienaturalnie piękne, że wydają się wręcz nieprawdziwe ‒ powiedział cichym głosem.

Nie odpowiedziałam, bo byłam pochłonięta przyglądaniem się rzędom zabawkowych główek o przeróżnych barwach prześlicznie wyglądających fryzur, lecz… żadna z nich nie miała włosów w czarnym kolorze.

‒ Mógłbym dziś wrócić z tobą? ‒ zadał to pytanie po krótkiej chwili, kiedy już siedział na łóżku ze spuszczoną głową. ‒ Nie chcę być sam…

‒ Co na to twoi rodzice?

‒ Muszę ci coś pokazać, ale obiecaj mi, że kiedy to zrobię, nadal będę mógł się z tobą bawić i wrócić z tobą do domu…

Pokiwałam twierdząco głową.

‒ Podejdź… ‒ Oskar wstał z łóżka i wyciągnął w moją stronę rękę.

Podeszłam do tego uroczego chłopca stojącego naprzeciw dużego prostokątnego lustra zawieszonego na ścianie.

‒ Popatrz… ‒ Chłopiec chwycił mnie za rękę. ‒ Popatrz, jaka jesteś śliczna. ‒ Oskar puścił moją rękę, po czym podbiegł w stronę drewnianego biurka.

Ja natomiast cały czas przyglądałam się swojej błyszczącej twarzy, zgrabnym nogom i długim czarnym włosom. Oskar wrócił do mnie i ponownie chwycił mnie za rękę. W swojej drobnej dłoni trzymał lalkę, ubraną w ciemne dżinsy i czarną bluzeczkę na ramiączkach.

‒ Zobacz jaka jesteś śliczna. ‒ Chłopiec próbował dać mi tę lalkę, lecz nie mogłam jej chwycić, gdyż moje palce były ze sobą złączone tak jak u małej laleczki o długich, czarnych włosach, która upadała na podłogę za każdym razem, kiedy wręczał mi ją Oskar.

 

Koniec

Komentarze

Cześć!

W sumie lubię Twoje opowiadania, bo zawsze mają taki specyficzny klimat, taki… Niepokojący. Nie inaczej jest tym razem. Opowieść jest mroczna i wciągająca, trudno oderwać się od czytania. Myślałem, że zakończenie będzie bardziej szokujące, ale nie mogę powiedzieć, że było złe. Na pewno pasowało do tego dziwnego klimatu, który otaczał całą opowieść. 

No nic, bardzo mi się podobało! W zasadzie żałuje, że tak szybko czas zleciał mi przy czytaniu, bo aż by się chciało, żeby opowieść trwała dłużej laugh.

Pozdrawiam serdecznie!

…Reg kiedyś dała mi kilka wskazówek, które nawet nie wiem czy uwzględniłem w tej formie, ale chyba tak. 

No to przypominam, N-D, że złożyłeś deklarację o oporawieniu usterek: “re­gu­la­to­rzy – opo­wia­da­nie już po­pra­wi­łem! Bar­dzo dzię­ku­ję za wy­szcze­gól­nie­nie błę­dów, któ­rych po­sta­ram się już nie po­peł­niać :)”

 

N-D, czy mogłabym dodać komentarz, który zamieściłam po pierwszej lekturze Chłopca z czerwonym latawcem?

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Hej Near-Death !!!!

 

Ja już czytałem ten tekst, ale uświadomiłem to sobie dopiero w czasie czytania. Nie wiem czy pozmieniałeś go trochę? Jeśli nie to myślę, że nienajlepszy pomysł wrzucać ponownie to samo opowiadanie. Lepiej coś nowego napisać. Bo ja np. nie mogę się wypowiedzieć obiektywnie bo już to czytałem. :)

 

Ale nie jest to zakazane :) Powodzenia pozdr. :)))

Jestem niepełnosprawny...

dovio

Bardzo mi to miło to słyszeć, a raczej czytać :D Wielkie dzięki za odwiedziny i komentarz! Na klimacie staram się koncentrować! 

Reg

Aż się łezka zakręciła! No… publikując starałem się sięgnąć do pamięci czy wszystko jest tak, jak mistrzyni Yoda powiedziała :) Oczywiście, że tak! 

Dawid

Piszę różne rzeczy, jednak… Chciałem, aby to opko było zemną na dobre i na złe, na moim profilu ;)

N-D, niech wspomnienia wycisną Ci jeszcze kilka łezek. Oto komentarz z listopada 2019 roku. Pominęłam zdanie o wykonaniu, a ponieważ wtedy odwiedziłam klikarnię, robię to i tym razem. ;)

„Tak po praw­dzie, to nie bar­dzo wiem, co dzie­je się w opo­wia­da­niu. Mam wra­że­nie, że na­kła­da­ją się tu różne świa­ty – ten wy­glą­da­ją­cy jak praw­dzi­wy i drugi, lal­ko­wo-za­baw­ko­wy. Jed­no­cze­śnie nie mam żad­nej pew­no­ści, że co­kol­wiek jest tu praw­dzi­we… I choć sens tej hi­sto­rii gdzieś mi umyka, to jakoś się tym nie przej­mu­ję, bo głów­ną rolę w opo­wia­da­niu gra kli­mat, nie­sa­mo­wi­ty na­strój to­wa­rzy­szą­cy ko­lej­nym wy­da­rze­niom. Mrocz­ny, wcią­ga­ją­cy jak bagno i wy­wo­łu­ją­cy dresz­cze nie­po­ko­ju.

Ne­ar­De­ath, na­pi­sa­łeś nie­zły hor­ror”.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Reg, skąd Ty miałaś ten komentarz to ja nie wiem, bo tutaj portalowo chyba znikają po jakimś czasie, nie mówiąc już o roku 2019. 

Bardzo Ci dziękuję, zwłaszcza, że komentarz w ogólnym odbiorze jest pozytywny :) I tak, trochę mnie wzruszyłaś! Ale wiadomo “trochę”, bo kowbojowi nie wypada się przyznać, że bardzo, tym bardziej Vaderowi. 

Pozostaje mi podziękować za nauki, dzięki którym coś stąd wyniosłem :) 

EDIT: I ZA KLICZKA!

N-D, mam w swoim archiwum przeróżne notatki. Niektóre, jak się okazuje, mogą się przydać. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

No i jak? Nikt już tu nie przyjdzie? Smutny. 

A przecież można lać nawet bez rękawic. 

Eeee, było już.

Babska logika rządzi!

Ej, no. 

Wysiliła się. Nawet bez klika, jak to tak, Finklusiu drogi? 

Nie ma klików dla odgrzewanych kotletów. Może już raz kiedyś kliknęłam, musi wystarczyć.

Babska logika rządzi!

Kiedyś klinknęłaś, ale zmieniłaś się. Nawet bez słowa… Ale serce boli. To mój ważny tekst, ale jesteś, Finklusiu. 

Smutek tylko pozostaje. 

Near-Death, rozumiem, że to dla Ciebie ważny tekst. Ale dla mnie to jeden z tysięcy przeczytanych na portalu. Wolę przeczytać coś nowego niż wałkować starocie. I nie lubię, kiedy ktoś wstawia stary tekst jeszcze raz. Piszesz w przedmowie, że pojawiło się wielu nowych użytkowników. Prawda, ale to nie o mnie mowa. ;-)

Babska logika rządzi!

Prawda, nic na siłę, wredoto. 

Btw, chciałem tylko by to opko było na moim profilu, coś w tym złego? Raczej nie. Więc z łaski swojej proszę nie nazywać tego starociami, czy odgrzewanymi kotletami. To mój początek z pisaniem, dlatego wstawiam. Ale dzięki za przychylność, z pewnością się odwdzięczę ;) 

EDIT: Skoro już tak gnębisz wszystko co napiszę, uprzedzam, że następne teksty będą w tym samym stylu ;). Jeśli masz pisać za każdym razem pod moimi tekstami to śmiało, wyżyj się. Droga wolna. Ale to już się robi nudne. 

Prosiłem tylko o starych o odświeżenie tekstu, młodych o odczytanie. Ale dostaję komentarz, że coś wałkuje, dziekuje więc, wypowiedzialas sie wiedząc o czym uprzedziłem i za to BARDZO dziekuje. :)

Near, nie eskalujmy tej wymiany słów. Ja osobiście nie lubię, jak ktoś wstawia tekst po raz drugi. Irytuje mnie to. Ale ani razu nie zasugerowałam, że powinieneś go usunąć czy coś. Chcesz go mieć w swoim profilu – OK, Twoja sprawa. Ja go nie chcę drugi raz czytać – moja sprawa. Nasze zachcianki nie wykluczają się wzajemnie, więc nie ma o co walczyć.

Daj coś nowego, to przeczytam. Jeśli mi się spodoba, to kliknę. Zgoda?

Babska logika rządzi!

Zgoda. Niedługo będzie nawet okazja w pojedynku! :D

Heeeej,

 

klimat masz naprawdę bardzo horrorowy, jest tutaj taki niepokój i napięcie, mimo, że niby nic strasznego się nie dzieje. Podobało mi się, kliczka dałem.

IMHO, troszkę do dopracowania początek, bo nie wiadomo do końca w jaki świat się wkracza – ja przynajmniej miałem takie wrażenie. Być może przydałoby się lepiej rozdzielić świat rzeczywisty od “wyobrażonego”, “zabawkowego”.

 

Co do dyskusji wyżej, to nie wydaje mi się, żeby Finkla była wredna w swoim komentarzu, chyba się nieco zagalopowałeś :(

 

Pozdrawiam!

 

Che mi sento di morir

Hej, Base. Dzięki. No, mam tendencję do zagolopowania, więc jeśli Finklo czujesz się urażona, po prostu przepraszam serio. Base, ale kliczka to ja żadnego nie widzę ^^

Spoko, wyjdę z tego. ;-)

Babska logika rządzi!

Super! Nie chciałem być chamski, a wyszło jak zawsze. Moje humorki i horrorki postaram się bardziej ujarzmić :) Czasami jest trudno, zwlaszcza jak czynniki zewnętrze, prywatne wpływają. Teraz już wplyna tylko na papier! Jeszcze raz, wielkie dziękuję Wam za wizytę! :)

Base, ale kliczka to ja żadnego nie widzę ^^

Faktycznie, teraz powinno być już ;)

Che mi sento di morir

Fenks Base i słusznie zwróciłeś uwagę na pewne rzeczy. Pozdrawiam, Rapowy ziomku, joł ;)

Bardzo dobrze mi się czytało to opowiadanie, podobało mi się, że nie jest to tekst, który epatuje grozą, jest niepokojący, ale nie w taki agresywny sposób, zamiast tego pozwala wkraść się strachowi powoli.

Trochę irytowały mnie tylko te wstawki narratorki w stylu: “Poczułam się bardzo dziwnie”. Mam wrażenie, że te jasne określenia jej emocji nie były wcale potrzebne i z łatwością domyśliłbym się, co czuje bohaterka.

https://fantastycznyblog.wordpress.com/

Dzień doberek, Simeone :) Bardzo mi miło, że uznałeś opowiadanie za ciekawe. Staram się zawsze, aby główne skrzypce grały "małe rzeczy" w temacie niepokoju, niż flaki i litry krwi wylewane na lewo i prawo. Co do tych wstawek przyznam rację. To gdzieś tam z rozmachu :) Dziękuję Ci bardzo. Z pewnością spotkamy się też u Ciebie!

Hej,

 

tekst przesłuchałam, bo mam fazę na audiobooki, ciekawy klimat, bardzo dobrze się słuchało, a horror pierwsza klasa. Dla mnie super :)

 

tyle jeśli chodzi o tekst, bo jeśli chodzi o komentarze – które czytam zawsze po przeczytaniu opowiadania – to te mi się już mniej spodobały ^^ stare dzieje, bo sprzed 2 tygodni i w zasadzie nic mi do tego, ale takie odpowiedzi, jak niektóre wyżej, rzutują na odbiór autora. To tak na marginesie. I faktycznie, różne demony lepiej wypuszczać na papier niż straszyć nimi innych :)

 

Pozdrawiam

OG

No, dzień doberek, OldGuard :) 

Cieszy mnie, że przesłuchałaś i tym bardziej pozytywna opinia, wielkie dzięki! 

tyle jeśli chodzi o tekst, bo jeśli chodzi o komentarze

→ Wiem, ale już więcej biczować się nie będę, przyznałem się do błędu. Każdy po prostu ma swoje granice, jeśli przesadzisz, stać mnie na przeprosiny i to zrobiłem. Zresztą, nie chciałem rozgrzebywać tego tematu, ale to już drugi komentarz, który się do tego odnosi, więc tylko wyjaśnię. Każdy ma swoje granice i jeśli za każdym razem dostajesz od tego samego użytkownika uszczypliwy (nieodnoszący się do tekstu) komentarz to za pierwszym razem machniesz ręką, ale za trzecim bywa inaczej. Tak było i przed banem i teraz. Ale no, nie lubi mnie ;)

Stąd akurat do Finkli w taki sposób się odniosłem – okej, w nieodpowiedni, ale tylko tłumaczę swoje stanowisko. Miałem różne opowiadania i zawsze tak samo – stąd właśnie taka reakcja. 

Ale tak jak mówisz – lepiej na papier te demonki i horrorki. 

Serio, dziękuję za wizytę, OldGuard.

Jasne, rozumiem, nie wnikam, bo nie wnikałam też za co był Twój ban – grunt że wróciłeś ;). W każdym razie życzę jak najmniej uszczypliwych komentarzy od kogokolwiek :)

grunt że wróciłeś ;)

→ Złego diabli nie biorą :p 

 

Dziękuję za życzenia. Tobie życzę tego samego i jeszcze raz dzięki za wjazd – taki, hmmm, bez uprzedzeń ;) 

 

Hej, Near-Death :)

Super opowiadanie. To nie pierwsze z takim klimatem (czytałem jeszcze kauczuk). Na pewno będę śledził kolejne Twoje teksty.

Złego słowa o opowiadaniu nie powiem. Błędów nie widziałem. Czytało się świetnie.

Pozdrawiam

 

EDIT: Dodam coś więcej, bo planuję klik. Podobają mi się zawsze Twoje dialogi, z każdym zdaniem mam niedosyt i chciałbym więcej. Czasem zastanawiam się “o czym on tak naprawdę mówi?” Ta tajemniczość, ciągnięta do samego końca, kojarzy mi się z niektórymi opowiadaniami Kinga.

Dodanie do tego klimatu bajkowego wyszło ciekawie :)

Hejo, Ramshiri :) Dziękuję bardzo za wizytę i cieszy, że pamiętasz Kolekcje kauczuków. No, o błędy starałem się zadbać czy to sam czy z poprawką Reg. Bardzo cieszy ile gwiazdek dałeś tekstowi. I tak, kolejne będą w podobnym klimacie. Fajnie, że zostaniesz, do Ciebie też zapewne będę zachodził :) Pozdro!

A jednak byłam sama… w tym okropnym miejscu. Tak mi się przynajmniej wydawało.

Po co te trzykropki? W tekście jest ich wiele i w większości są zupełnie niepotrzebne.

Wygląd był największym moim atutem. Chyba nie istnieje ktoś taki, kto nie zakochałby się w moich zgrabnych nogach, długich złocistych włosach czy w dużych lśniących niebieskich oczach.

Czyli na początku masz dziewczynę, która sama siebie uważa za cud świata. Skąd wie, że ktoś by ją pokochał, skoro nigdy nikogo nie spotkała? Piękno jest wynikiem porównywania do aktualnych standardów. W świecie, gdzie ideałem są krótkie nogi, czarne włosy i małe brązowe oczka, wygląd dziewczyny by odstręczał.

Nie myliłam się. Rozejrzałam się dookoła, a po kilku sekundach dostrzegłam biegnącego po złocistym polu chłopca z ręką wyciągniętą ku pomarańczowemu niebu.

Kolory, kolory, kolory. Nadużywasz. Złociste pole pojawiło się już wcześniej.

Wyglądał na najszczęśliwszego chłopca na ziemi.

Pokaż mi to.

Przystanęłam na moment i przyglądałam się temu małemu człowiekowi.

Brzydkie.

‒ Dzień dobry… ‒ zakaszlał, po czym oparł się rękoma o nogi.

‒ No hej…

Po co trzykropki? 

Po kilku sekundach chłopiec o krótkich blond włosach wyprostował się i powiedział:

Znów brzydko. Rozumiem, że zaimki to zło, ale bez przesady. Wyrażenie “po kilku sekundach” było nieco wcześniej.

‒ Koty zawsze wracają, nie martw się ‒ starałam się go pocieszyć, choć nie miałam pojęcia o zwierzętach.

To skąd wie, co to kot? Skąd wie cokolwiek? 

Spotkany chłopiec, o niezwykle drobnej budowie ciała, zapytał mnie, czy nie pomogłabym mu w poszukiwaniach jego jedynego zwierzęcia… Niak–Niuka.

Dlaczego nagle urywasz dialog, aby kontynuować go w takiej formie? Napisz:

– Pomoże mi pani go poszukać? Proszę.

Oskar ‒ bo tak miał na imię chłopiec, który szedł ze mną przez las, trzymając pod pachą czerwony latawiec w czarne kropki ‒ okazał się bardzo rozmownym towarzyszem. Powiedział mi, że ma jedenaście lat, a jedynym jego prawdziwym przyjacielem jest Niak-Niuk. Zrobiło mi się go żal, więc postanowiłam odnaleźć zaginionego kota za wszelką cenę. Niestety było to trudniejsze, niż myślałam. Po dwudziestominutowych poszukiwaniach zaczął padać deszcz, a gdy okazało się, że znajdujemy się już bardzo blisko miejsca, w którym mieszka nowo poznany chłopiec, zaproponował mi, abym przeczekała tę nagłą ulewę w jego domu. Nie miałam innego wyjścia.

Tak samo. To powinien być dialog, a nie relacja. Relacja ma swoje powody i zastosowania, ale nie w takim przypadku. Skąd dziewczyna wie, że minęło dwadzieścia minut (pomijając, że skąd wie, co to minuty). Chłopcujesz na potęgę.

Biedny Niak-Niuk… leje jak z cebra… cały zmoknie ‒ mówił, przygotowując mi gorącą herbatę.

Trzykropkujesz na potęgę.

Poczułam się zakłopotana, kiedy ten przesympatyczny, lecz dość nietypowy chłopiec stanął na środku pokoju i zaczął mi się uważnie przyglądać.

Dlaczego uważa chłopca za nietypowego, skoro nie znała żadnego “typowego” chłopca?

‒ O! Pan Niak-Niuk! ‒ krzyknął radośnie z kuchni, kiedy położyłam dłoń na karcie.

W tym właśnie momencie do salonu wszedł Oskar.

Nieczytelne. Krzyczy z kuchni, a potem zaczynasz od nowej linijki mówić, jakby ktoś inny wszedł do salonu.

Chłopiec trzymał w dłoniach biały talerzyk, na którym znajdowały się prostokątne herbatniki.

Po co ten biały, po co prostokątny. Wiemy, jak wyglądają herbatniki. Nie masz tu stylu odpowiedniego dla dużej ilości przymiotników, więc je zostaw w spokoju, jeśli nie są niezbędne.

‒ Znalazł się? ‒ zapytałam, obserwując, jak ożywiony chłopiec śmieje się, odwracając na drugą stronę kolejno trafione pary kart.

‒ Kot się znalazł? ‒ Położyłam dłoń na białej filiżance, chcąc napić się gorącej herbaty.

Wiemy już, że filiżanka jest biała, wiemy, że jest tam herbata i że jest gorąca.

 

Dalej już nie wypisywałem, bo chyba rozumiesz, o co mi chodzi. Bywają celowe powtórzenia, potęgujące jakiś efekt, ale tutaj głównie brakowało ci synonimów albo niepotrzebnie dublowałeś informację.

Klimat jest fajny, psychodeliczny i zakręcony, choć od razu wiadomo, co się wydarzy. Spotkanie małego chłopca (dziwnego), nie może skończyć się dobrze dla bohaterki, więc zaskoczenia nie ma.

Nie bardzo rozumiem zachowanie Oskara. Chciał przyjaciela – w porządku, ale w takim razie, po co taka gra, gdzie karty tylko straszą lalkę? Przecież, gdyby grali w normalne memory, zyskałby przyjaciółkę, tak jak chciał. Jeśli chciał ją po prostu zabić, to nie byłby taki wściekły i nie narzekałby, że zawsze tak się dzieje. Tak więc zachowanie antagonisty dla mnie nie bardzo logiczne.

Bohaterka ma problem – nic o niej nie wiemy, bo ona sama o sobie nic nie wie. Rozumiem, że taki był zamysł, bo w końcu to lalka, ale w wyniku tego nie czuję żadnej troski o bohaterkę, nie przejmuje się jej losem. Jest z góry skazana na śmierć.

Opowiadanie do technicznej przeróbki i najlepiej do rozbudowy bohaterki. No i sprawa z logiką chłopca. Pomysł masz, klimat masz.

 

Dzień doberek, Zan ;) 

Co do trzykropków, fakt dość ich nawaliłem. 

Czyli na początku masz dziewczynę, która sama siebie uważa za cud świata. Skąd wie, że ktoś by ją pokochał, skoro nigdy nikogo nie spotkała?

→ Zapewne miała lustereczko ;)

 

Kolory, kolory, kolory. Nadużywasz. Złociste pole pojawiło się już wcześniej.

→ Chciałem zadbać o taki bajkowo-horrorowy klimat. Stąd kolory, zdrobnienia, gdyż mowa jest o lalce.

 

Przystanęłam na moment i przyglądałam się temu małemu człowiekowi.

Brzydkie.

→ Widzisz, skoro niżej padł zarzut chłopcowania, to było trzeba jakoś ten synonim odnaleźć. 

 

Tak samo. To powinien być dialog, a nie relacja. Relacja ma swoje powody i zastosowania, ale nie w takim przypadku. Skąd dziewczyna wie, że minęło dwadzieścia minut?

→ Widzisz, nie chciałem, aby opowiadanie trwało zbyt długo, w tym momencie chciałem po prostu – pójść do domu. Aby zachować formę creepypasty. 

 

Po co ten biały, po co prostokątny. Wiemy, jak wyglądają herbatniki. Nie masz tu stylu odpowiedniego dla dużej ilości przymiotników, więc je zostaw w spokoju, jeśli nie są niezbędne.

→ Kształty/kolory – tak jak wyżej wspominałem, taką formą chciałem nadać takiego – kolorowego, kształtnego klimatu. Ale wiesz, Zan, że istnieją herbatniki okrągłe XD? 

 

Klimat jest fajny, psychodeliczny i zakręcony, choć od razu wiadomo, co się wydarzy. Spotkanie małego chłopca (dziwnego), nie może skończyć się dobrze dla bohaterki, więc zaskoczenia nie ma.

→ Koniec końców skończyło się happy endem. Chłopiec eksperymentując na swoich laleczkach, prawdopodobnie odnalazł swój “lepszy model”, który się go nie boi. Więc czy ja wiem, że nie skończyło się dobrze? 

 

Nie bardzo rozumiem zachowanie Oskara. Chciał przyjaciela – w porządku, ale w takim razie, po co taka gra, gdzie karty tylko straszą lalkę? Przecież, gdyby grali w normalne memory, zyskałby przyjaciółkę, tak jak chciał.

→ Oskar mimo wszystko to dziecko. Nie zdaje sobie sprawy do końca z tego co go bawi. Postępuje inaczej na przykładzie kolejnej bohaterki i w jego zachowaniu widać różnicę po doświadczeniach. 

 

Bohaterka ma problem – nic o niej nie wiemy, bo ona sama o sobie nic nie wie. Rozumiem, że taki był zamysł, bo w końcu to lalka, ale w wyniku tego nie czuję żadnej troski o bohaterkę, nie przejmuje się jej losem. Jest z góry skazana na śmierć.

→ Dokładnie, stąd było to akurat nieuniknione. Ale jak mówiłem, co do tej śmierci – to opowiadanie można interpretować na swój sposób, ale w zamyśle bohaterka jest tą samą osobą, z utratą świadomości, ciała – to nie do końca śmierć, a pewna – reinkarnacja. 

 

Opowiadanie do technicznej przeróbki i najlepiej do rozbudowy bohaterki. No i sprawa z logiką chłopca. Pomysł masz, klimat masz.

→ Dzięki, Zan, sam się prosiłem Ciebie o krytyczność, gdyż chodzi o pisanie książki w tym klimacie z Oskarem. Z pewnymi rzeczami się zgadzam, tylko no nie odnosiłem się do wszystkiego, a tam gdzie się odnosiłem, tłumaczyłem swoje stanowisko, zamysł. Te techniczne kwestie – przyjrzę się im na weekend mimo wszystko. Fajnie było poznać inny punkt widzenia, dzięki bardzo! Pewne wskazówki zapamiętam, ale logikę chłopca to akurat muszę bronić – nieświadomy z racji wieku, ekscentryczny, samotny malec – być może grą “memory”, jak sama nazwa wskazuje, testował lalę w kwestii pamięci ;) Tak więc ten – krytyka na klatę poszła, super że się rozpisałeś. 

 

 

Czyli na początku masz dziewczynę, która sama siebie uważa za cud świata. Skąd wie, że ktoś by ją pokochał, skoro nigdy nikogo nie spotkała?

→ Zapewne miała lustereczko ;)

Nie o to chodzi. Widzisz, uczłowieczając lalkę, robisz sobie trochę pod górkę. Zdaje sobie sprawę, że ona wie, jak wygląda, ale skąd wie, że ktoś by ją pokochał, skoro nikogo nie spotkała? Nie zna kanonów piękna, nie wie, czy tego szuka facet/babka (bo nie wiemy nic o jej orientacji).

 

Tak jeszcze jedna myśl mnie naszła – czy nasza bohaterka nie ma przypadkiem złączonych palców? Skoro też jest lalką jak ten polepszony model na końcu?

Kolory, kolory, kolory. Nadużywasz. Złociste pole pojawiło się już wcześniej.

→ Chciałem zadbać o taki bajkowo-horrorowy klimat. Stąd kolory, zdrobnienia, gdyż mowa jest o lalce.

Bajkowy klimat twórz za pomocą porównań i przymiotników, zgoda, ale nie z jednej grupy. A horrorowy klimat twórz, wprowadzając do bajkowego coś nietypowego. Na creepypastach się nie znam. Opowiadanie to opowiadanie, nie ma co skracać na siłę. Horror z reguły polega na przełamaniu normalności, ale tę normalność musisz jeszcze mieć czas pokazać. O ile silniej wybrzmiałby opis cukierkowatego idealnego i samotnego życia takiej niby-Barbie, świat bez koloru czerwonego – różowy, błękitny, biały i pomarańczowy, po czym nagłe wtrącenie chłopca z czerwonym latawcem. Wtedy powstaje rysa na krysztale i wiadomo, że coś jest, kurna, nie tak ;)

Przystanęłam na moment i przyglądałam się temu małemu człowiekowi.

Brzydkie.

→ Widzisz, skoro niżej padł zarzut chłopcowania, to było trzeba jakoś ten synonim odnaleźć. 

Nie o to chodzi. Patrzyłam na NIEGO, przyglądałam się MU, obserwowałam GO.

Ale wiesz, Zan, że istnieją herbatniki okrągłe XD? 

Dobrze, ale które pierwsze przychodzą ci do głowy, jak ktoś powie herbatnik? Mnie te same. Daj czytelnikowi uzupełnić sobie obraz w wyobraźni. Co za różnica czy będą takie, owakie czy z dziurką w środku?

Klimat jest fajny, psychodeliczny i zakręcony, choć od razu wiadomo, co się wydarzy. Spotkanie małego chłopca (dziwnego), nie może skończyć się dobrze dla bohaterki, więc zaskoczenia nie ma.

→ Koniec końców skończyło się happy endem. Chłopiec eksperymentując na swoich laleczkach, prawdopodobnie odnalazł swój “lepszy model”, który się go nie boi. Więc czy ja wiem, że nie skończyło się dobrze? 

A happy end dla bohaterki? Ostatnio jak sprawdzałem, utrata głowy nie była na liście szczęśliwych zakończeń ;) (chyba że piszemy o hydrze, hydra sobie poradzi)

Oskar mimo wszystko to dziecko. Nie zdaje sobie sprawy do końca z tego co go bawi. Postępuje inaczej na przykładzie kolejnej bohaterki i w jego zachowaniu widać różnicę po doświadczeniach. 

To dziecko ma około 6-7 lat? Ma stos lalek pozbawionych głów. Gwarantuję, że dziecko w tym wieku zrozumiałoby przyczynę-skutek po kilku próbach i zauważyło zależność między dziwną grą, a zachowaniem lalek.

Ale jak mówiłem, co do tej śmierci – to opowiadanie można interpretować na swój sposób, ale w zamyśle bohaterka jest tą samą osobą, z utratą świadomości, ciała – to nie do końca śmierć, a pewna – reinkarnacja. 

Można tak zinterpretować, choć trochę mało tu wskazówek. No i te palce, na które nie zwraca uwagi bohaterka. Jeśli ta je ma, to czy miała je poprzednia? Jeśli miała, to jak trzymała filiżankę i inne rzeczy? 

 

 

Ten pomysł z tym, że bohaterka na początku mówi o sobie, że jest przepiękna i idealna – i jest idealna, bo jest lalką, czego się dowiadujemy dość późno – uzasadnia, jak dla mnie, to niekoniecznie tłumaczące się w logice samej narracji stwierdzenie (ona się nie ma z kim porównać). Innymi słowy, literacki efekt jest tu na tyle fajny, że jak dla mnie wygrywa z logiką narracji.

Ten tekst pewnie by stylistycznie warto było wygładzić (gdzie , to już Zanais wymienił w detalach), ale wrażenie zostawia dobre: ma klimat na pograniczu bajki i horroru, skutecznie ogrywa i chwilami odwraca horrorowe stereotypy (upiorne dziecko, niebezpieczeństwo grożące pięknej kobiecie), i przede wszystkim – jest IMHO na tyle dobrze fabularnie skonstruowany, że wciąga i dobrze się go czyta. Nie czytałam go wcześniej, a jest naprawdę udany.

Ten pomysł z tym, że bohaterka na początku mówi o sobie, że jest przepiękna i idealna – i jest idealna, bo jest lalką, czego się dowiadujemy dość późno – uzasadnia, jak dla mnie, to niekoniecznie tłumaczące się w logice samej narracji stwierdzenie (ona się nie ma z kim porównać). Innymi słowy, literacki efekt jest tu na tyle fajny, że jak dla mnie wygrywa z logiką narracji.

Nie mówię nie, ale mam uraz, bo naczytałem się takich opowiadań, gdzie bohaterki naprawdę tak mówiły o sobie. To nie były dobre opowiadania ;) Dlatego, o ile lalka rzeczywiście może tak powiedzieć, to jednak jako czytelnik miałem mocne zdziwienie.

Tak, i IMHO to właśnie dlatego działa: spodziewasz się, że to słaby wtręt rodem z niedobrego fanficzka, a okazuje się, że gra w całości tekstu i jest efektownym foreshadowingiem.

Anegdota: wybaczcie spojler do filmu z roku 1999. Otóż daaaaawno, daaawno temu oglądałam z siostrą, pierwszy raz, “Zieloną milę”. W połowie powiedziałam do sister: “Ktoś tu czegoś grubo nie dopilnował i nie policzył, z moich rachunków wynika, że bohater Hanksa ma pod setkę, a nie wygląda i nie działa jak taki starzec, ale wtopa”. Finałowe rozwiązanie wbiło mnie w fotel także dlatego, że w swojej pysze myślałam, że złapałam autorów, a to oni złapali mnie…

Ten tekst o piękności to nie jest ta sama skala, ale podobne nieco zjawisko, i ja mam do niego dużą słabość, może stąd taka ocena :)

Tak, i IMHO to właśnie dlatego działa: spodziewasz się, że to słaby wtręt rodem z niedobrego fanficzka, a okazuje się, że gra w całości tekstu i jest efektownym foreshadowingiem.

Chyba że ktoś wtedy rzuci opowiadanie w cholerę ;)

A, takie ryzyko zawsze jest XD

Near-Death!

 

Stworzyłeś w tym tekście piękny, bardzo obrazowy klimat. Jak dla mnie – opisy są malowane farbami :-) Mocno trafiły do mnie karty do gry, nawiązujące do rzeczywistych zdarzeń i elementów, obecnych w opowiadaniu. Fajny motyw. Opowieść bardzo mnie wciągnęła, mimo że pogubiłam się w pewnym momencie i nie pasowała mi nagła zmiana bohaterki. Odczułam ją jako skok do głowy innej osoby, a przy pierwszoosobowej narracji, to dezorientujące. Poczułam się jak w świecie Lyncha :-)

Chyba czegoś nie załapałam, ale mimo to wiele scen zostało mi w pamięci. 

Pozdrowienia,

eM

 

Uf, to po kolei. 

 

Tak jeszcze jedna myśl mnie naszła – czy nasza bohaterka nie ma przypadkiem złączonych palców? Skoro też jest lalką jak ten polepszony model na końcu?

→ No jasne, że ma, chyba na końcu o tym pisałem :P 

 

Horror z reguły polega na przełamaniu normalności, ale tę normalność musisz jeszcze mieć czas pokazać. 

-> Horror polega na poczuciu niepokoju, nie na przełamywaniu “normalności”. Chociaż wiadomo, każdy ma swoją interpretację gatunku. Toż to nie bizzaro ;) 

A happy end dla bohaterki? Ostatnio jak sprawdzałem, utrata głowy nie była na liście szczęśliwych zakończeń ;) (chyba że piszemy o hydrze, hydra sobie poradzi)

→ Hehe. No hydra tak. Odczytuję w swoim opowiadaniu happy end, dlatego, że “laleczka” przestała bać się Oskara i nawet – jest sugestia, że wróci z nim do domu :) 

 

To dziecko ma około 6-7 lat? Ma stos lalek pozbawionych głów. Gwarantuję, że dziecko w tym wieku zrozumiałoby przyczynę-skutek po kilku próbach i zauważyło zależność między dziwną grą, a zachowaniem lalek.

→ Tu też sporna kwestia. Oskar ma więcej lat, choć jest dzieciakiem. To jest bardzo zależne od osobowości. Nie każdy by zrozumiał, bo dzieciak dzieciakowi nie równy. Oskar jest na swój sposób “psychopatyczny”, ale też osamotniony, zdziczały. 

 

Ninedin

 

Hej :) 

 

Ten tekst pewnie by stylistycznie warto było wygładzić (gdzie , to już Zanais wymienił w detalach), ale wrażenie zostawia dobre: ma klimat na pograniczu bajki i horroru, skutecznie ogrywa i chwilami odwraca horrorowe stereotypy (upiorne dziecko, niebezpieczeństwo grożące pięknej kobiecie), i przede wszystkim – jest IMHO na tyle dobrze fabularnie skonstruowany, że wciąga i dobrze się go czyta.

→ Jasne, Zan tu mi zapodał pewne wskazówki, bo sam go o to prosiłem. Cieszy, że klimat grozy z bajkowością zadziałał. I tym bardziej, że wciąga :) A spojler wybaczam, bo już przeczytałem co naskrobałaś :D 

 

emilisien

No hej, hej Pani Wcieleniowa ;) Cieszy od złotej medalistki taki komentarz. Jak Ci pisałem, zmiana bohaterki była konieczna, aby pokazać, że Oskar właśnie stworzył swój idealny model, po nieudanych próbach. Wielkie dzięki za komentarz, zwłaszcza pozytywny :) 

Pozdrooo

Czołem,

 

dyżurny melduje się.

 

Po lekturze (pierwszej – wcześniej nie czytałem tego tekstu) moje odczucia są nieco sprzeczne.

Na plus zdecydowanie klimat, gra kolorami, niepokojący setting jak z “Noddy’ego w krainie zabawek”. Dobrze pracujesz na emocjach czytelnika, cały czas byłem skupiony i ciekawy finału, mimo jego pewnej przewidywalności na poziomie tego, że Oskar nam główną bohaterkę ubije.

Na minus enigmatyczność tekstu. W finale nie dostałem tylu wyjaśnień, ile trzeba dla właściwego odczytania historii. Jasne, nie musisz mnie prowadzić za rączkę – sam jako autor unikam tego jak ognia. Ale jednak albo zbyt pogmatwałeś, albo za mało wyjaśniłeś, przez co finał nie wybrzmiewa z taką mocą, z jaką zapewne byś chciał. O tym rozpisywał się też Zan, więc ja pozwolę się podpiąć i podpisać. Chodzi mi głównie o motywy chłopca.

Zgodzę się też z BK, że warto byłoby dopracować początek. To zresztą też wpisuje się w ową “enigmatyczność”. Finalnie bardzo mało wiemy o bardzo wielu rzeczach. Nie zawsze to wada, ale tu akurat – oczywiście jak na mój gust – jest to element negatywny.

Mały techniczny minus to “wielokropkoza”. Drażniła mnie, boś tego nawkładał wszędzie tyle, że mi bokiem wyszło :D Do tego zwracam Ci też uwagę na pewien określony sposób przemycania informacji o aparycji, tutaj akurat Oskara, przykładowo: “o niezwykle drobnej budowie ciała”. Powtarzasz tę konstrukcję z “o” chyba ze 3 razy, jeśli nie więcej. Na pewno umiesz to zrobić inaczej, a można odnieść wrażenie, że tylko tak potrafisz wpleść informacje o wyglądzie bohatera. Uważaj na to, bo tekst na tym traci, a po co?

Finalnie, mimo powyższego ględzenia, jestem jednak zadowolony z lektury. Chyba głównie przez klimat właśnie, który – nie ukrywam – jest moim czułym punktem :)

I to właśnie za niego dostaniesz ode mnie klikacza.

 

Z pozdrowieniami,

fmsduval

"- Zniszczyliśmy coś swoją obecnością - powiedział Bernard - być może czyiś świat." V. Woolf

Dzień doberek, fmsduval, witam dyżurnego! 

Dzięki za kliku-klik. 

Na plus zdecydowanie klimat, gra kolorami, niepokojący setting jak z “Noddy’ego w krainie zabawek”. Dobrze pracujesz na emocjach czytelnika, cały czas byłem skupiony i ciekawy finału, mimo jego pewnej przewidywalności na poziomie tego, że Oskar nam główną bohaterkę ubije.

→ Fajnie, że gra kolorami tutaj została doceniona! Cieszy. 

 

Na minus enigmatyczność tekstu. W finale nie dostałem tylu wyjaśnień, ile trzeba dla właściwego odczytania historii. Jasne, nie musisz mnie prowadzić za rączkę – sam jako autor unikam tego jak ognia. Ale jednak albo zbyt pogmatwałeś, albo za mało wyjaśniłeś, przez co finał nie wybrzmiewa z taką mocą, z jaką zapewne byś chciał.

→ No to już jak ze wszystkim – subiektywne, ale rozumiem że tak to odebrałeś. Lubię pozostawiać niedopowiedzenia, jakąś tajemnicę. Kiedyś dostałem pod tym tekstem taki fajny komentarz, którego już niestety nie mam, że plusem tego tekstu jest wszelaka interpretacja. Ktoś nawet odczytywał w tym tekście jakiś aspekt seksualny. Co nie do końca było moim zamiarem, ale podobało mi się to, że każdy snuł swoją teorię. Dla Ciebie może trochę niejasności pozostało – i spoko, każdy ma prawo do opinii i nie podważam. Tłumaczę swoje stanowisko. 

 

Mały techniczny minus to “wielokropkoza”.

→ Chyba w poprzednim stanie świadomości, gdy pisałem ten tekst uznałem, że to takie creepy będzie. Wiem, przegiąłem z tym pałę :P 

 

Finalnie, mimo powyższego ględzenia, jestem jednak zadowolony z lektury. Chyba głównie przez klimat właśnie, który – nie ukrywam – jest moim czułym punktem :)

→ To mam tak samo, jak Tyyy… ;) 

Również doceniam klimat i fajnie, że się sprawdził. 

Co do reszty uwag, pokornie się nad tym zastanowię i też te niektóre wskazówki Zana, również niebawem wprowadzę w krwioobieg. Tylko jak znajdę chwilę. 

Wielkie dzięki za wizytę, Panie dyżurny! 

 

NearDeath!

 

Obiecałem, więc jestem.

Niezła psychodela, umiesz stworzyć klimat odosobnienia, który czytelnikowi wkrada się do ducha i napełnia niepewnością i lękiem. I dobrze, takie mają być horrory, a pisane straszydło jest znacznie większym wyzwaniem, niż film czy gra.

Fajne uzasadnienie lalkowatości bohaterek/bohaterki (?) i tego, że chłopak jest jedynie dzieckiem i nie do końca rozumie zasady rządzące jego światem.

Jeśli miałem jakiekolwiek wątpliwości fabularne, to poruszyli je moi przedmówcy!

Satysfakcjonująca lektura. ^^

Quidquid Latine dictum sit, altum videtur.

Dzień doberek, Barber! 

 

Niezła psychodela, umiesz stworzyć klimat odosobnienia, który czytelnikowi wkrada się do ducha i napełnia niepewnością i lękiem. I dobrze, takie mają być horrory, a pisane straszydło jest znacznie większym wyzwaniem, niż film czy gra.

→ Na tym mi właśnie zależało, więc cieszy, że doceniasz. Tak, filmy i gry mają więcej środków do straszenia od muzyki po jump scary etc. :) 

 

Fajne uzasadnienie lalkowatości bohaterek/bohaterki (?) i tego, że chłopak jest jedynie dzieckiem i nie do końca rozumie zasady rządzące jego światem.

→ Dokładnie. To świat Oskara, który jest “Bogiem” tych laleczek, jednak nie do końca pojmuje ich naturę, tego co stworzył. Laleczka jest poniekąd tym samym istnieniem, z zanikami pamięci przy kolejnych Wcieleniach ;) Jej kolejne losy to pewna – reinkarnacja. 

 

Dzięki za miłą wizytę! 

Pooozdro! 

 

Hmm… Opowiadanie zostało napisane sprawnie, chociaż nieco się ciągnie. Przydałyby się skróty. Ale… Ale, według mnie, problem tego tekstu polega na tym, że autor pootwierał wiele wątków, nawet ciekawych, jednakże żadnego z nich nie zamknął. W sumie wyszło takie pisanie dla pisania.

Szkoda, mogło być znacznie lepiej.

Pozdrówka.

Dzień doberek, Roger. Dzięki za opinię. Pisanie dla pisania, się nie zgodzę. Otóż niedopowiedzenia zostały wprowadzane celowo. Ale no rozumiem, że oczekiwałeś trochę czegoś innego. Lubię w tekście możliwość interpretacji i tajemnicę, zwlaszcza w horrorach. Ale no, nie mam problemu z innym zdaniem i punktem widzenia. Również wielkie pozdro!

To prawda, że jest tu więcej pootwieranych wątków niż policjantów przed domem Kaczyńskiego, ale tekst nadal pozostawia bardzo dobre wrażenia. W pewnym momencie nawet zacząłem czuć niepokój, bo w końcu dzieci są straszne, a ty wykreowałeś ten strach bardzo sprawnie. Klimat tekstu to jego największa zaleta. Mnie za to drażniły te opisy w narracji, zwłaszcza typu "byłam dziewczyną ponadprzeciętnej urody" – jakoś mi się takie stwierdzenia nie kleją z pierwszoosobowym narratorem, ale to może tylko moje subiektywne odczucia. 

Jeśli pozwolimy na łamanie zasad w wyjątkowych sytuacjach, stworzą wyjątkowe sytuacje, aby łamać zasady.

Hej Near-Death!

 

tuż obok moich wyprostowanych i niezwykle zgrabnych nóg

Dziewczyny sprawiają wrażanie zakochanych w sobie. ;)

 

Bohater szuka przyjaciela, a jednocześnie skutecznie odstrasza, co trochę zgrzyta. Z drugiej strony, chłopiec wyraźnie był “inny”, a więc nie musiał podlegać “prawdopodobieństwu psychologicznemu”. Będąc postacią rodem z horrorów, na wpół fantastyczną, z rysem psychopatycznym, mógł podlegać innej logice i w takim kontekście mogę przystać na to, że targały nim sprzeczne motywacje.

 

Tekst z dobrze budowanym klimatem. Oprócz początku, przez który nieco się prześlizgiwałem wzrokiem, opowiadanie wciągnęło mnie. Podobały mi się obrazy/ rekwizyty, którymi budowałeś nastój grozy: gra w karty, kot maskotka, czerwony latawiec, lalki itd. Te elementy nieźle zagrały i osteteczny efekt zrobił na mnie wrażenie!

Dotarłam tu wreszcie i osłuchałam też opko na YT…

Brakowało mi wcześniej informacji, że złotowłosa, np. nie pije herbaty, bo nie może podnieść filiżanki, bo ma za małe ucho lub tam coś innego… To byłoby odniesienie do późniejszych sklejonych palców.

Nie ujął mnie fragment “ale jestem piękna”, ale to już było powiedziane.

Brakowało mi informacji, że chłopiec zaprosił drugą kobietę do siebie, niby wszystko wiadomo, a jednak, jakoś zabrakło mi tego jednego “spotkałam go podczas spaceru i poprosił mnie o odprowadzenie do domu, czy coś tam…” Umotywowanie tego, po co ona do niego poszła, moim zdaniem, pokazałoby mocniej jego upiorność i kobiecą naiwność? – chęć pomocy małemu dziecku. To bardziej wzbudziło by sympatię do kobiet i podkreśliłoby złowrogość chłopca.

Można byłoby też, zamiast “nikt nie chce się ze mną bawić” użyć “poprzednia dziewczynka też nie chciała się ze mną bawić” – to zapętliłoby akcję.

Dlaczego w domu jest taki porządek i po co jest to podkreślane? Nie wyłapałam.

Byłam pewna, że ciała pod łóżkiem to rodzice chłopca… Myślałam też, że może żyją i wejdą do pokoju Oskara i nie powiedzą ani słowa o siedzącej obok kobiecie. Co byłoby dziwne i zastanawiające. Później okazałoby się właśnie, że to lalka…

Opowiadanie bardzo mi się podobało. Klimat zbudowany jest w punkt – nie za dużo i nie za mało. Chłopca się bałam. W mojej głowie przypominał tego z filmu “Omen”. Podzieliłam się z tobą moimi przemyśleniami, nie po to, żeby powiedzieć, że było coś źle albo, że zrobiłabym to lepiej, tylko żeby pokazać, że mnie tekst zastanowił, a to chyba dobre? Mam taką nadzieję ;)

 

PS: Co do osłuchu… Oskar w wieku 6? lat już jest po mutacji… To trochę raziło, ale klimat super ;)

 

Czytałam to pierwszy raz i rozumiem twoją dumę z tego tekstu. Dobrze jest mieć coś, z czego jest się dumnym. Teraz tylko podnosić sobie poprzeczkę :D

Dorwałem się wreszcie do laptopa, stąd wszystkim – dzień doberek! Och, długi komentarz będzie, ale mam do tego tendencję. Gdy pisałem maturę z polaka, bałem się, że mi miejsca na arkuszu nie starczy :P 

 

Gekikara

To prawda, że jest tu więcej pootwieranych wątków niż policjantów przed domem Kaczyńskiego, ale tekst nadal pozostawia bardzo dobre wrażenia.

→ Pierwsza część zdania bawi, druga cieszy :D 

Może coś w tym jest.

 

Mnie za to drażniły te opisy w narracji, zwłaszcza typu "byłam dziewczyną ponadprzeciętnej urody" – jakoś mi się takie stwierdzenia nie kleją z pierwszoosobowym narratorem, ale to może tylko moje subiektywne odczucia. 

→ Rozumiem. Kierowałem się takim “narcyzmem”, ze względu, że to bohaterka jest lalką. Taką Barbie, stąd jej urodę chciałem podkręcać ;) Przyjmuje uwagę. 

 

Wielkie dzięki za fajny odbiór i zwrócenie na to co przeszkadzało. 

Pozdro! 

 

Kronosie

 

Dziewczyny sprawiają wrażanie zakochanych w sobie. ;)

→ Mhm, tak jak Gekiemu odpisałem wyżej. Z racji, że bohaterka jest lalką… laleczka Barbie zapewne by też na siebie tak patrzyła :p 

 

Bohater szuka przyjaciela, a jednocześnie skutecznie odstrasza, co trochę zgrzyta.

→ Rozumiem, ale zwróć uwagę, że Oskar jest dzieckiem. On nie rozumie do końca tego co tworzy i w jaki sposób się zachowywać. Zauważ, że przy drugiej bohaterce, Oskar zachowuje się nieco inaczej. Uczy się na błędach. To ekscentryczny i osamotniony chłopiec, który nie pojmuje natury tego jak ma przyciągnąć do siebie swoje laleczki. Jak Barbarian przytoczył: 

Fajne uzasadnienie lalkowatości bohaterek/bohaterki (?) i tego, że chłopak jest jedynie dzieckiem i nie do końca rozumie zasady rządzące jego światem.

→ O to mi właśnie chodziło :)

 

Tekst z dobrze budowanym klimatem. Oprócz początku, przez który nieco się prześlizgiwałem wzrokiem, opowiadanie wciągnęło mnie. Podobały mi się obrazy/ rekwizyty, którymi budowałeś nastój grozy: gra w karty, kot maskotka, czerwony latawiec, lalki itd. Te elementy nieźle zagrały i osteteczny efekt zrobił na mnie wrażenie!

→ To bardzo cieszy, że wciągnęło. Właśnie takimi rekwizytami dziecięcymi chciałem stworzyć horror, w którym nie poleje się ani kropelka krwi. 

Bardzo dziękuję za wizytę i pozdrawiam! 

 

M.G Zanadra 

Parę rzeczy więcej wymieniłaś, stąd komentarz do Ciebie będzie dłuższy: 

Brakowało mi wcześniej informacji, że złotowłosa, np. nie pije herbaty, bo nie może podnieść filiżanki, bo ma za małe ucho lub tam coś innego… To byłoby odniesienie do późniejszych sklejonych palców.

→ Rozbita filiżanka właśnie miała odniesienie do tych palców. Wcześniej miałem scenę, którą wyciąłem zdając sobie sprawę o tych palcach, że przygląda się ona w podręcznym lustereczku idąc sobie na początku tą alejką. 

 

Nie ujął mnie fragment “ale jestem piękna”, ale to już było powiedziane.

→ Zaznaczałem tym lalkowatość bohaterki – jak wyżej wspomniałem, Barbie zapewne też by o sobie tak mówiła. W końcu w lalce co jest najważniejsze? Wygląd. 

 

Brakowało mi informacji, że chłopiec zaprosił drugą kobietę do siebie, niby wszystko wiadomo, a jednak, jakoś zabrakło mi tego jednego “spotkałam go podczas spaceru i poprosił mnie o odprowadzenie do domu, czy coś tam…”

→ Dalszej części nie kopiuję, aby za dużo miejsca nie zabierać, ale rozumiem tę uwagę. 

 

Dlaczego w domu jest taki porządek i po co jest to podkreślane? Nie wyłapałam.

→ O! To taka mała rzecz, ale dla mnie podkreślająca Oskara. Otóż chłopiec jest małym perfekcjonistą, co łączy się do perfekcyjnie wyglądających laleczek. Starannie zaścielone łóżko, nienaganny porządek, czyste kafelki w kuchni – Oskar dąży do perfekcji w każdym calu. Chciałem też wyróżnić się tym, że w horrorze nie musi to być zabita dechami chata z pajęczynami i samymi pająkami. Jest czyściutko! 

 

Byłam pewna, że ciała pod łóżkiem to rodzice chłopca… Myślałam też, że może żyją i wejdą do pokoju Oskara i nie powiedzą ani słowa o siedzącej obok kobiecie. Co byłoby dziwne i zastanawiające. Później okazałoby się właśnie, że to lalka…

→ Rodzice Oskara są w kuchni na półce :) Urny. Stąd najpierw zapodałem informację o zdjęciu na półce, a później urny na regale. W końcowej scenie Oskar odpowiada na pytanie bohaterki “Co na to Twoi rodzice?”, chłopiec mówi, że musi jej coś pokazać. Takie nawiązanie. 

 

Podzieliłam się z tobą moimi przemyśleniami, nie po to, żeby powiedzieć, że było coś źle albo, że zrobiłabym to lepiej, tylko żeby pokazać, że mnie tekst zastanowił, a to chyba dobre? Mam taką nadzieję ;)

→ Bardzo dobrze, że się dzielisz. Każdy ma swój punkt widzenia i cieszy mnie to, tym bardziej, że się podobało i nawet przesłuchałaś. Wielkie dziękuję, to dla mnie ważne, jak dla każdego autora.

 

Co do skojarzeń z Omenem – Mhm, jednak Oskar czasami tam trochę weselszy był :P 

PS: Co do osłuchu… Oskar w wieku 6? lat już jest po mutacji… To trochę raziło, ale klimat super ;)

→ Oskar ma 11 lat, ale fakt na mutację nieco za wcześnie, hehe. Marcin robił co mógł, swojego basu nie sposób zmniejszyć. Ale i tak sobie chłop poradził! 

 

Do wszystkich: 

Cieszy każda uwaga i każdemu dziękuję. Częstą uwagą były jakieś niedopowiedzenia w kwestii wątków. Pod pewnymi względami mogę się zgodzić i też nie, bo to już kwestia odbioru. Jednak wstawiłem to opowiadanie, aby też otrzymać jakieś wskazówki, bo Oskar jest bohaterem książki (wspominałem na SB, ale i wspomnę tutaj), którą piszę – może coś wyjdzie, może nie – czas pokaże, więc na luzie ją piszę bez ogromnych nadziei, bo nie mam jeszcze 1/3 nawet. Więc… nie zawiodłem się na Was! 

 

 

 

Aaa…Te urny… Tak, później stało się to jasne, a zapomniałam dodać, że 11 lat i mieszka sam? Dziecko można zostawić samo w domu w wieku 12? – chyba. A tu nie dość, że rodzice nie żyją (co mogłoby zostać niezauważone), ale są w urnach, więc ktoś ich spalił, a dziecko zostawił samopas. Chyba, że mały ich spalił? Tu też miałam zagwostkę… 

A co do lalkowosci, to można też użyć cech charakterystycznych dla Barbie. Może mówić, że ma długie nogi (co w tekście jest), nienaturalnie wąską talię, nie może przestać się uśmiechać, budzi się w pełnym makijażu, przy bardzo małej masie ciała ma wyraźnie zaznaczony biust – zamiast "jestem piękna".

Nie zrozumiałam jeszcze tego:

W końcowej scenie Oskar odpowiada na pytanie bohaterki “Co na to Twoi rodzice?”, chłopiec mówi, że musi jej coś pokazać. Takie nawiązanie. 

Nawiązanie do czego? Bo z tekstu nie wynika, że w urnach są rodzice. Jak Oskar idzie jej coś pokazać, to stają przy lustrze i ona się przegląda, a on pokazuje jej lalkę. Gdzie urny w tym? Nie rozumiem blush

M.G Zanadra 

 

Aaa…Te urny… Tak, później stało się to jasne, a zapomniałam dodać, że 11 lat i mieszka sam? Dziecko można zostawić samo w domu w wieku 12? – chyba. A tu nie dość, że rodzice nie żyją (co mogłoby zostać niezauważone), ale są w urnach, więc ktoś ich spalił, a dziecko zostawił samopas. Chyba, że mały ich spalił? Tu też miałam zagwostkę… 

→ 11 czy 12, co za różnica? Nie wiadomo czy akcja dzieje się w Polsce czy na kompletnie innej nieodkrytej planecie. Tutaj mamy do czynienia z pewnym oniryzmem, sennym koszmarem. Przy takim założeniu prędzej dziwiłbym się temu, dlaczego lalki potrafią chodzić, niż tym dlaczego zostawiono (?) chłopca w domu w wieku 11 lat. 

 

Nawiązanie do czego? Bo z tekstu nie wynika, że w urnach są rodzice. Jak Oskar idzie jej coś pokazać, to stają przy lustrze i ona się przegląda, a on pokazuje jej lalkę. Gdzie urny w tym? Nie rozumiem

→ Nawiązanie do rodziców, dwóch urn. Oskar o tym wspomina, ale nie musi to nadejść natychmiast, że mówi o tym i od razu mają biec do kuchni, bo są w jego pokoju. Tutaj zostawiłem otwarte zakończenie, aby nie do końca było jasne, jak zareaguje model brunetki. Wcześniej był odnośnik do zdjęcia, później do dwóch urn. I właśnie o to mi chodziło, aby tego do końca nie wyjaśniać. Bo być może w urnach są dziadkowie, a być może rodzice? Być może są w pracy, a być może na półce ;) Stąd nie nadawałem Oskarowi nadmiernej demoniczności. W sumie? Czy okazał się zły? Tylko się bawił, a rodziców zostawię na książkę :P 

Taki był zamiar, stąd zarzuty co do niedomkniętych wątków doskonale rozumiem i mogę się z tym poniekąd zgodzić. W tej jednak konwencji mi to pasowało, aby pozostawić czytelnika w niepewności. 

 

A co do lalkowosci, to można też użyć cech charakterystycznych dla Barbie. Może mówić, że ma długie nogi (co w tekście jest), nienaturalnie wąską talię, nie może przestać się uśmiechać, budzi się w pełnym makijażu, przy bardzo małej masie ciała ma wyraźnie zaznaczony biust – zamiast "jestem piękna".

→ Akurat “jestem piękna” nie padło w tekście z jej ust, prędzej z Oskara, tak wiem o co chodzi, ale musiałem skoro cytujesz :P 

Użyłem cech charakterystycznych – do nóg mi przyznałaś rację, jednak z początku mówi:

Chyba nie istnieje ktoś taki, kto nie zakochałby się w moich zgrabnych nogach, długich złocistych włosach czy w dużych lśniących niebieskich oczach.

→ Jednak nie mówi tylko, że jest hot sweet, hot sweet girl. Są jakieś konkrety. Później w scenie przy lustrze mówi o lśniącej twarzy. 

EDIT: I że nie może płakać i nigdy nie potrafiła!

 

Przy takim założeniu prędzej dziwiłbym się temu, dlaczego lalki potrafią chodzić, niż tym dlaczego zostawiono (?) chłopca w domu w wieku 11 lat. 

Nawet nie o to mi chodziło, że jest sam w domu teraz, a że w ogóle żyje sam…

Nie dziwi mnie, że lalki chodzą, bo o tym jest opko ;)

 

Rozumiem. Czyli resztę zostawiasz świadomie jako niedopowiedzenia. Też fajnie. Lubię niedopowiedzenia.

Co do niedopowiedzeń – tak lubię i jak wspomniałem celowo je wprowadzałem. Ale po namyśle muszę Ci rację przyznać co do tematu urn. Że mówi o nich, mamy scenę z lustrem. Słabiej wybrzmiewa więc ta kwestia urn. Okej, tutaj zgoda. Oczywiście nie musieli odrazu lecieć do kuchni, ale scena sugeruje coś w temacie lustra. Przemyślałem i to akurat trafna uwaga.

Hej, komentarz powstanie na bieżąco. ;)

 

Podążałam wąską alejką, mijając rzędy krwistoczerwonych kwiatów, które wyglądem przypominały przerośnięte róże.

Hm, skoro kwiaty przypominają przerośnięte róże, to czy nie przejrzyściej i z korzyścią dla tekstu byłoby napisać „mijając rzędy krwistoczerwonych, przerośniętych róż”? Fakt, że nie są to stricte róże, chyba nie ma szczególnego znaczenia.

 

Oglądając się za siebie, dostrzegłam mały, żółty domek o ciemnobrązowym daszku. Mimo że wyglądał jak z bajki, nie czułam się w nim szczęśliwa.

Tu znowu mam problem z opisem. Pierwsze zdanie sugeruje, że bohaterka dostrzegła jakiś żółty domek. A dalej już, że to był jej domek. Mamy narrację pierwszoosobową, chyba patrząc na swój dom, nie myślisz na zasadzie: „o, z tyłu za mną jest niebieski blok czteropiętrowy. To mój dom, nie jestem tu szczęśliwy”. Wiem, że chcesz mieć ciastko i zjeść ciastko, ale nie zawsze się da. Wrzucając opis z punktu widzenia bohaterki, musimy od razu wiedzieć, że to jej dom, bo ona przecież to wie. Polecam zmienić całe zdanie. Zwykłe: „Oglądając się za siebie, zobaczyłam mój mały domek…” zrobi robotę. I mam na myśli tylko narrację. Bo ogólnie całe te dwa zdania mi kuleją. Po pierwsze, po co dodawać „za siebie”? Jak się odwracamy… to chyba nie za kogoś innego. Chyba że uznasz, że to stylizacja błędu w narracji bohaterki, która tak sobie myśli, to kłócić się nie zamierzam.

 

Dalej, fabularnie. Zobacz: bohaterka sobie idzie, mija kwiaty, okej. A czemu się odwraca? Jaki ma to sens? Ja tu czuję imperatyw. Odwraca się, żeby autor mógł opisać, że z tyłu był dom i nie czuła się tam szczęśliwa. Ale dobra, lećmy dalej: opisujesz mały, żółty domek o ciemnobrązowym daszku. Czy ten opis kojarzy Ci się z czymś bajkowym? Czy zwykły, żółty domek z brązowym dachem, to bajkowe miejsce? No nie. Okej, możesz stwierdzić, że to dom z prostych bajek, kreskówek, gdzie domki wyglądają zwyczajnie i nadal będą domkami z bajek. Ale to będzie naciągane.

 

Dobra, czytam dalej, bo z krótkiego akapitu zrobiłam elaborat dłuższy niż niejeden short.

 

i mimo swej ponadprzeciętnej urody

Czy to coś wnosi do opowiadania? No i czym jest ponadprzeciętna uroda? Dla każdego to coś innego, dlatego warto nie pisać ogólników.

 

Wygląd był największym moim atutem.

moim największym atutem

 

Przy okazji, to znowu powtórzenie tego, co mamy kilka linijek wcześniej. Trochę mam wrażenie takiego lania wody.

 

Chyba nie istnieje ktoś taki, kto nie zakochałby się w moich zgrabnych nogach, długich złocistych włosach czy w dużych lśniących niebieskich oczach.

Brak przecinków przy wymianie przymiotników. Poza tym… serio? Zgrabna blondynka o niebieskich oczach, złotych włosach to ponadprzeciętna uroda? No i lśniące oczy?

 

A jednak byłam sama… w tym okropnym miejscu.

Czemu bohaterka stwierdza, że miejsce jest okropne, skoro nie mamy na to żadnych dowodów? To znowu puste słowa.

 

Rozejrzałam się dookoła, a po kilku sekundach dostrzegłam biegnącego po złocistym

Fakt, że minęło kilka sekund nie różni się niczym od tego, że mija chwila. Polecam „chwilę”, bo nadaje dynamiki.

 

się wysoko nad ziemią.

To latawiec…

Nie myliłam się. Rozejrzałam się dookoła,

 

Powtórzenia „się” gryzą w oczy. Dalej jest bardzo dużo tych „się”, polecam betomat albo ręczne wyłapywanie, nie wiem, w którym teamie jesteś. Na pewno dzięki usunięciu wielu nieszczęsnych „się” tekst byłby bardziej przejrzysty i lepszy do czytania.

 

Dialog mnie specjalnie nie porwał, choć wypowiedzi chłopca były napisane lekko, dobrze. Skoro zaczną szukać kota, to może wprowadzi to dynamikę do opowiadania, które na razie niczym się nie wyróżnia. Szkoda, że dalej znowu stosujesz streszczenie, nic by się nie stało, gdyby chłopiec zapytał o te poszukiwania. Jest topornie, brakuje klimatu, bohaterka nie porywa, świat miałki. Jedyną rzeczą, która mi się spodobała, była rozmowa z chłopcem, bo taki z niego gaduła sympatyczny.

 

Okeeej… Od momentu zrobienia herbatki, nastrój robi się tak creepy, że zaczynam czuć niepokój… Uśmiechy Oskara i jego ciągłe patrzenie na bohaterkę…

 

regale czarno-białe zdjęcie oprawione w ciemnobrązową ramkę

O, właśnie, miałam na to zwrócić uwagę. Naprawdę nie trzeba podawać kolorów wszystkich rzeczy, które opisujesz. To zaburza czytanie. Pomyśl, czy fakt, że ramka miała odcień ciemnego brązu, ma znaczenie dla fabuły? Już i tak dostajemy informację o czarno-białym zdjęciu, więc kolor ramki można spokojnie sobie darować. Tak jak wiele innych kolorów nie mających sensu dla scen. Oczywiście, kolory są ważne i warto je stosować, ale z umiarem i sensem.

 

Fotografia intryguje, jasne włosy kobiety, pokrewieństwo? Czy ona sama? Kim jest Oskar? Synem? Demonem? I co to za maska? Czytam dalej, jestem ciekawa, więc wciągnąłeś mnie do tego świata.

 

‒ Mam kolejny ruch. ‒ zachichotał, stukając o stół poobgryzanymi paznokciami,

Brak dużej litery po kropce. Ale wkleiłam też dlatego, że podoba mi się ten fragment, oddaje dziwną, trochę szaloną naturę Oskara i plus za obgryzione paznokcie jako realistyczny element. Tak mógłbyś pisać całość.

 

Sama gra w odkrywanie kart też ma w sobie niepokojący klimat, nakłanianie do picia herbaty, to zachowanie Oskara jest naprawdę straszne. Udało Ci się realistycznie oddać jego dziwne szaleństwo… albo nie wiem co…

 

Nie wiedząc czemu, zamierzałam odsłonić pozostałe karty, kiedy Oskar przebywał w kuchni. Niestety nie udało mi się tego zrobić. Chłopiec wrócił bardzo szybko.

‒ O! Pan Niak-Niuk! ‒ krzyknął radośnie z kuchni, kiedy położyłam dłoń na karcie.

W tym właśnie momencie do salonu wszedł Oskar.

Tutaj jest spore zamieszanie w chronologii. I trochę dynamika przez to siada. Bohaterka myśli, że odsłoni pozostałe karty, jak chłopiec jest w kuchni, mamy dopisek, że jej się nie udało, bo „chłopiec wrócił bardzo szybko”, a następnie chłopiec krzyczy coś z kuchni, a ona dopiero kładzie dłoń na karcie.

Pomijając tę drobnostkę, atmosfera jest ciężka i gęsta. Fakt, że kot okazał się maskotką z bluzy chłopca… Dobre. Wręcz świetne. Zaskoczyło i dodało dodatkowej nutki szaleństwa.

 

Podoba mi się, że bohaterka wychodzi z domu Oskara. No tak, w końcu nie wypiła herbaty ani nie zjadła herbatników. Wiesz, to taka świeżość, bo zazwyczaj w tego typu sytuacjach bohater zjada coś/wypija i usypia/zostaje otruty, a następnie od razu budzi się w następnej scenie i zaczyna się dla niego prawdziwy horror. Tutaj bohaterka wychodzi z domu, wraca do siebie, a mimo tego wciąż dręczy ją strach, za oknem jest latawiec widziany na kartach.

 

Końcówkę przeczytałam już na jednym wdechu (no, prawie, he he), bo byłam bardzo ciekawa, o co chodzi, jak to się skończy i powiem Ci, że tak nietypowo. I to nietypowo na plus. ;) Bo myślałam, że standardowo dasz jakiś opis umierania, a tu jednak nie. Oskar bawi się z ożywioną lalką.

 

Ogólne wrażenie: początek siermiężny, prawie nic mi się nie podobało, od połowy naprawdę dobrze się czytało, historia wciągnęła. Poprawiłabym sporo na Twoim miejscu albo napisała ten początek jeszcze raz. ;) Bo klimat stworzyłeś rewelacyjny, Oskar potrafi przerazić, bohaterki okazujące się lalkami też dobrze wypadają w swoich scenach.

 

Pozdrawiam,

Ananke

 

Dzień doberek, Ananke. 

W takim razie mój komentarz też będzie pisany na bieżąco ;) 

Btw, to chyba najdłuższy komentarz jaki w życiu dostałem czy to na tym koncie czy na poprzednim.

 

Hm, skoro kwiaty przypominają przerośnięte róże, to czy nie przejrzyściej i z korzyścią dla tekstu byłoby napisać „mijając rzędy krwistoczerwonych, przerośniętych róż”? Fakt, że nie są to stricte róże, chyba nie ma szczególnego znaczenia.

→ Co? Pierwsze zdanie i już lanie? xD

Z góry chciałem nadać opowiadaniu “bajkowego” klimatu. Tego już nie zmienię, to zdanie pojawia się w opowiadaniu nawiązującym do tego. Jakoś mi wciąż pasuje do takiej formy.

 

. Po pierwsze, po co dodawać „za siebie”? Jak się odwracamy… to chyba nie za kogoś innego.

→ A no racja. Ogólnie zgadzam się z tą długą uwagą, w której występuje to zdanie, ale nie kopiuję wszystkiego, by mniej scrollować :) 

 

Dalej, fabularnie. Zobacz: bohaterka sobie idzie, mija kwiaty, okej. A czemu się odwraca? Jaki ma to sens? Ja tu czuję imperatyw. Odwraca się, żeby autor mógł opisać, że z tyłu był dom i nie czuła się tam szczęśliwa.

→ A być może po to, aby zobaczyć czy nie zostawiła uchylonych drzwi :P Odwróciła się to się odwróciła, co ja poradzę, tak chciała! 

 

Ale dobra, lećmy dalej: opisujesz mały, żółty domek o ciemnobrązowym daszku. Czy ten opis kojarzy Ci się z czymś bajkowym? Czy zwykły, żółty domek z brązowym dachem, to bajkowe miejsce? No nie. Okej, możesz stwierdzić, że to dom z prostych bajek, kreskówek, gdzie domki wyglądają zwyczajnie i nadal będą domkami z bajek. Ale to będzie naciągane.

→ Opisuję domek i charakterystyczne elementy, by później do tego nawiązać w pokoju Oskara. Nie chciałem też pójść w skrajność, że bohaterka mieszka w różowym domku, bądź zamku – bo to by nieco zdradziło o co tu chodzi. 

 

Dobra, czytam dalej, bo z krótkiego akapitu zrobiłam elaborat dłuższy niż niejeden short.

→ :D 

 

Czy to coś wnosi do opowiadania? No i czym jest ponadprzeciętna uroda? Dla każdego to coś innego, dlatego warto nie pisać ogólników.

→ Jak dla mnie wnosi. To, że ma dość wysokie mniemanie co do swej urody. Delikatnie narcystyczne, jak taka Barbie ;) 

 

Zgrabna blondynka o niebieskich oczach, złotych włosach to ponadprzeciętna uroda? No i lśniące oczy?

→ O gustach się nie dyskutuje! 

 

Fakt, że minęło kilka sekund nie różni się niczym od tego, że mija chwila. Polecam „chwilę”, bo nadaje dynamiki.

-> Zapewne chodziło o to, że ta “chwila” jest gdzieś w pobliżu linijek. Też wolę to określenie, ale daję sobie rękę uciąć, że dlatego tak to napisałem. A potem napiszesz “chwila” i będzie – oho! Powtórzenie! Ach, zawsze wiatr w oczy. 

 

Powtórzenia „się” gryzą w oczy. Dalej jest bardzo dużo tych „się”, polecam betomat albo ręczne wyłapywanie, nie wiem, w którym teamie jesteś.

→ A żadnych betomatów. Ja tam tradycjonalista. Na maszynie do pisania, a później na NF. 

No siękoza to dosć powszechna przypadłość pisarzy zawodowych czy amatorów hobbystów. Kajam się. 

 

Dialog mnie specjalnie nie porwał, choć wypowiedzi chłopca były napisane lekko, dobrze. Skoro zaczną szukać kota, to może wprowadzi to dynamikę do opowiadania, które na razie niczym się nie wyróżnia. Szkoda, że dalej znowu stosujesz streszczenie, nic by się nie stało, gdyby chłopiec zapytał o te poszukiwania. Jest topornie, brakuje klimatu, bohaterka nie porywa, świat miałki.

→ Ostre chili w tej opinii :P Widzisz, co do streszczenia – nie chciałem rozwlekać opowiadania, które miało mieć trochę creepypastową formę i przejść do domu. Zresztą, gdy okazuje się kim jest Niak Niuk, tym bardziej sobie to podarowałem, bo brakowałoby mi elementów grozy w tych poszukiwaniach. A z racji spokojnego początku, chciałem powoli budować napięcie/klimat. 

 

O, właśnie, miałam na to zwrócić uwagę. Naprawdę nie trzeba podawać kolorów wszystkich rzeczy, które opisujesz.

→ Zgoda, czasami z tym przesadzałem. Np z ramką, gdzie później jest opis znów w palecie kolorów zdjęcia. Kolory są ważne (zresztą też tak twierdzisz) i wciąż podtrzymuję to, ale no okej, czasami przegiąłem pałę. 

 

 Fotografia intryguje, jasne włosy kobiety, pokrewieństwo? Czy ona sama? Kim jest Oskar? Synem? Demonem? I co to za maska? Czytam dalej, jestem ciekawa, więc wciągnąłeś mnie do tego świata.

Sama gra w odkrywanie kart też ma w sobie niepokojący klimat, nakłanianie do picia herbaty, to zachowanie Oskara jest naprawdę straszne. Udało Ci się realistycznie oddać jego dziwne szaleństwo… albo nie wiem co…

→ Fotografia łączy się z urnami w kuchni :) Co do maski – to element symboliczny, wedle interpretacji. Ja myślałem o ludzkich “maskach”, “sztuczności” co do swoich tworów, czytaj laleczek. 

 

Ogólne wrażenie: początek siermiężny, prawie nic mi się nie podobało, od połowy naprawdę dobrze się czytało, historia wciągnęła. Poprawiłabym sporo na Twoim miejscu albo napisała ten początek jeszcze raz. ;) Bo klimat stworzyłeś rewelacyjny, Oskar potrafi przerazić, bohaterki okazujące się lalkami też dobrze wypadają w swoich scenach.

→ Dzięki wielkie Ananke za opinię i poświęcony czas. Początku przepisywać nie będę, ale jeszcze sobie przeczytam i pomyślę co tu zrobić, bo miałem też uwagi kilka komentarzy wyżej, ale to trochę wymaga czasu, wiec uwzględnię razem z powyższym. Znacznie trudniej się betuje siebie niż kogoś! 

No, nie ważne jak zaczynasz, ważne jak kończysz, więc cieszy, że koniec końców się spodobało :P 

Pozdro!

 

 

Btw, to chyba najdłuższy komentarz jaki w życiu dostałem czy to na tym koncie czy na poprzednim.

 

Near-Death, serio? :D W sumie nie jest aż tak długi jak na moje możliwości, ale to dlatego, że czytam dość krótkie opowiadania… W sumie nie wiem, ile znaków miałby komentarz, gdybym przeczytała faktycznie długi tekst. 

 

Co? Pierwsze zdanie i już lanie? xD

No tak w życiu bywa, ale wiesz, pierwsze wrażenie może być mylące, także nie przejmuj się :) [mówi ta, co dalej też krytykowała…]

 

Z góry chciałem nadać opowiadaniu “bajkowego” klimatu. Tego już nie zmienię, to zdanie pojawia się w opowiadaniu nawiązującym do tego. Jakoś mi wciąż pasuje do takiej formy.

 

Spoko, ja nie namawiam do zmiany, ale warto pomyśleć, czy to tworzy bajkowy klimat, czy tylko sztucznie zapycha tekst, wprowadzając niepotrzebne zamieszanie. ;) Widzisz, mamy do czynienia z lalką w domku dla lalek, a skoro ona tam mieszka i wie, czym są róże, to zna je ze swojej rzeczywistości w domku… No bo jak inaczej?

 

Chodzi mi o to, że Ty, widząc auta przed domem, ale większe niż zawsze, pomyślisz: „Kurde, ale wielkie auta”, przy narracji pierwszoosobowej: ”Wyszedłem z domu i zobaczyłem gigantyczne auta.”

Dziwnie brzmiałoby: „Zobaczyłem urządzenia, które przypominały przerośnięte auta.”

Tylko o to mi chodzi, o niepotrzebne udziwnianie. :) Ale to Twoje opowiadanie i oczywiście zostaw tak, jak uważasz. :)

 

Przy okazj, fakt, że coś istnieje gdzieś indziej, nie ma znaczenia. Zawsze możesz zmienić też tam. Nie chodzi mi o to, że masz zmieniać, ale taki argument jest nietrafiony, bo tekst funkcjonuje jako osobna całość. ;) 

 

A, jeszcze ten bajkowy klimat… [Zabij mnie, znowu odpowiadam potokiem słów na Twoje trzy zdania xd]

 

Dobra, co do klimatu bajki, to czemu uważasz, że lalka = bajkowy klimat? Ja tam nie widzę potrzeby kurczowego trzymania się tego, zwłaszcza że tekst nie jest stworzony na podobieństwo bajki. No i to horror. :D Te róże są fajne, wprowadzają w klimat, ale może warto zobaczyć jakieś domki dla lalek, jak wyglądają i się zainspirować? Często w takich domkach te róże są przerośnięte, fakt, ale też jest ich mało, ze dwie czy trzy. 

 

A być może po to, aby zobaczyć czy nie zostawiła uchylonych drzwi :P Odwróciła się to się odwróciła, co ja poradzę, tak chciała! 

No i to imperatyw narracyjny, co ja poradzę. :D 

 

 Opisuję domek i charakterystyczne elementy, by później do tego nawiązać w pokoju Oskara.

Ja to wszystko wiem, ale fakt, że domek był żółty plus informacja w trakcie gry, że zobaczyła żółty domek wyglądający tak samo, jak jej, też by wystarczyło. Może inaczej: opisanie domku to dobry pomysł, ale nie samymi kolorami. :)

 

Wiesz co jest charakterystyczne w wielu domkach dla lalek, jeśli nie w większości? Powiem Ci, że osobiście nie znam takiego, co nie jest otwarty. Jak są zamykane, to ścianami. 

 

Jak dla mnie wnosi. To, że ma dość wysokie mniemanie co do swej urody. Delikatnie narcystyczne, jak taka Barbie ;)

Okej, ale można to przedstawić nieco mniej nachalnie, w sensie sceną, w której bohaterka stoi przed lustrem (tak, są lusterka w domkach dla lalek), czesze włosy i zachwyca się swoją urodą. ;)

 

O gustach się nie dyskutuje! 

Jasne, przyznaję Ci całkowitą rację co do tego, że bohaterka mogłaby myśleć o sobie jak typowa Barbie.

Ale zawsze można podyskutować o sposobie przedstawienia czegoś, w sensie: same niebieskie oczy i złote włosy nie tworzą piękności, tak samo jak same zgrabne nogi. ;) 

 Bo Twoje wtrącenie było takie… nie wiem, oderwane i nachalne? Zabrakło kontekstu, czegoś więcej? Może takiego słodko-barbiowiego stylu? Na przykład w pełnoprawnej scenie, a nie w samym opiso-streszczeniu? Gdyby patrzyła w lustro i pomyślała: „Łał, jakie ja mam zgrabne nogi! I jaką talię! Chyba nie istnieje ktoś taki, kto by się w nich nie zakochał!” (ostatnie to parafraza Twojego zdania). 

 

Zapewne chodziło o to, że ta “chwila” jest gdzieś w pobliżu linijek. Też wolę to określenie, ale daję sobie rękę uciąć, że dlatego tak to napisałem. A potem napiszesz “chwila” i będzie – oho! Powtórzenie! Ach, zawsze wiatr w oczy. 

 Zawsze masz też moment :)

 

A żadnych betomatów. Ja tam tradycjonalista.

To wyszukuj tradycyjnie, wyszukuj. :D

 

 

Widzisz, co do streszczenia – nie chciałem rozwlekać opowiadania, które miało mieć trochę creepypastową formę i przejść do domu. 

Ale jak to się ma do streszczeń? Streszczenia zawsze można pominąć, dać dialog albo scenę, choćby krótką.

 

Zresztą, gdy okazuje się kim jest Niak Niuk, tym bardziej sobie to podarowałem, bo brakowałoby mi elementów grozy w tych poszukiwaniach. A z racji spokojnego początku, chciałem powoli budować napięcie/klimat. 

 

 Tylko że streszczenia nie budują klimatu. Nie mają takiej mocy. Niestety. :(

 

ale to trochę wymaga czasu, wiec uwzględnię razem z powyższym. Znacznie trudniej się betuje siebie niż kogoś! 

 

Jasne, nie jest łatwo poprawić opowiadanie na szybko. :) Dlatego życzę Ci powodzenia, bo klimat i pomysł ciekawy, więc warto byłoby spojrzeć na swój twór trochę innym okiem. Mi pomaga pisanie recenzji własnym tekstom. ;)

 

Pozdrawiam serdecznie!

… i upalnie…

 

P.S. Zazdroszczę figurki Vegety. Ja mam mnóstwo gadżetów, ale takiego nie. :)

 

Near-Death, serio? :D W sumie nie jest aż tak długi jak na moje możliwości

→ Hehe, no. Wierzę Ci na słowo!

 

Widzisz, mamy do czynienia z lalką w domku dla lalek, a skoro ona tam mieszka i wie, czym są róże, to zna je ze swojej rzeczywistości w domku… No bo jak inaczej?

→ Lalka w sumie ma problemy z pamięcią, co pokazuje jej przyszła reinkarnacja, ale rozumiem o co chodzi. 

 

Przy okazj, fakt, że coś istnieje gdzieś indziej, nie ma znaczenia. Zawsze możesz zmienić też tam. Nie chodzi mi o to, że masz zmieniać, ale taki argument jest nietrafiony, bo tekst funkcjonuje jako osobna całość. ;) 

 

A, jeszcze ten bajkowy klimat… [Zabij mnie, znowu odpowiadam potokiem słów na Twoje trzy zdania xd]

→ Nie, nie mogę. Uwierz, że to zdanie jest ważne i to śmiertelnie! Lektorzy na innych kanałach też to czytali w taki sposób i w innym opowiadaniu nawiązującym do tego – też. Zabili to by mnie oni, gdybym napisał w tej sprawie :D 

Co do zabijania jeszcze – oj tam, gość w dom, Cthulhu w dom! 

 

Wiesz co jest charakterystyczne w wielu domkach dla lalek, jeśli nie w większości? Powiem Ci, że osobiście nie znam takiego, co nie jest otwarty. Jak są zamykane, to ścianami. 

→ Oh, my. Ja trafiłem na jakiś inny, odwiedzając znacznie młodszego brata. Nie pytaj czemu miał domek dla lalek, bo to inspiracja do tego opowiadania :D 

 

Ale zawsze można podyskutować o sposobie przedstawienia czegoś, w sensie: same niebieskie oczy i złote włosy nie tworzą piękności, tak samo jak same zgrabne nogi. ;) 

→ Mogłem dodać więcej szczegółów, chyba ktoś o tym też wspominał. Były nogi, błyszcząca twarz, długie złociste włosy – no, już tak wszystkiego chyba nie miałem potrzeby opisywać, – tak spekuluję z perspektywy czasu, hmmm… 

 

 Zawsze masz też moment :)

→ Ach, głupi ja! 

 

Ale jak to się ma do streszczeń? Streszczenia zawsze można pominąć, dać dialog albo scenę, choćby krótką.

→ Chciałem podać istotne informacje o wieku chłopca na szybko, by przejść wreszcie do tej chaty. Poszukiwanie wydawały mi się zbędne, nudne – jak wspominałem. Nie widzę nic złego w lekkim przeskipowaniu sceny, jeśli nie jest to na potęgę :P 

 

Jasne, nie jest łatwo poprawić opowiadanie na szybko. :) Dlatego życzę Ci powodzenia, bo klimat i pomysł ciekawy, więc warto byłoby spojrzeć na swój twór trochę innym okiem. Mi pomaga pisanie recenzji własnym tekstom. ;)

→ A! I wzajemnie. Takie rozważania sporo pomagają i skłaniają do refleksji, stąd Twój sposób komentowania na bieżąco jest bardzo fajny. Jak coś napiszesz, to pamiętaj – reckę z tą zupą cebulową od drabbla Misia dostaniesz! 

 

P.S. Zazdroszczę figurki Vegety. Ja mam mnóstwo gadżetów, ale takiego nie. :)

→ Vegeta akurat stoi na półce i nie zgadniesz – ma wymienne główki, buahahaha! #Oskar. 

Jak byłem mały zamawiałem figurki DB ze Stanów, bo wtedy mniej ich było i szło to z miesiąc. Teraz łatwiej dostępne, polecam, polecam. #KuszenieNaPustyni. 

Pochwal się swoimi tekstami i gadżetami :P 

Lalka w sumie ma problemy z pamięcią, co pokazuje jej przyszła reinkarnacja, ale rozumiem o co chodzi.

He he, a tu już kombinujesz z tą pamięcią, żeby te „kwiaty przypominające przerośnięte róże” zostały tak czy siak. Spoko, mi to nie wadzi tak bardzo, to Twój tekst, zrobisz jak uważasz, skoro tak kurczowo się tego trzymasz. :D Logicznie po prostu mało ma to sensu xd.

 

Nie, nie mogę. Uwierz, że to zdanie jest ważne i to śmiertelnie!

Dobra, dla Ciebie ważne, okej, dla mnie wciąż rozwleka akcję i sprawia wrażenie nieumiejętnie poprowadzonego opisu. Zwłaszcza że to sam początek. Szczerze Ci powiem, że w drugiej części mniej jest tych kolorów i dzięki temu lepiej czuć klimat.

 

Oh, my. Ja trafiłem na jakiś inny, odwiedzając znacznie młodszego brata. Nie pytaj czemu miał domek dla lalek, bo to inspiracja do tego opowiadania :D

O, jestem ciekawa, co to za rodzaj domku dla lalek, chyba że niekoniecznie dla lalek, w sensie dodatek do zabaw.

A co podziału chłopiec – piłka, dziewczynka – lalka, to jestem daleka od tego, bo sama byłam dzieckiem bawiącym się piłkami, autami, mieczami, figurkami DB i ogólnie właziłam na wszystkie drzewa w okolicy. Mojej córce planujemy z mężem dać do zabawy żołnierzyki, jak podrośnie. :D

 

Mogłem dodać więcej szczegółów, chyba ktoś o tym też wspominał. Były nogi, błyszcząca twarz, długie złociste włosy – no, już tak wszystkiego chyba nie miałem potrzeby opisywać, – tak spekuluję z perspektywy czasu, hmmm…

Nie chodzi o więcej szczegółów, ale o sposób ich przedstawienia, tak jak pisałam: wystarczyłoby podać 1-2 szczegóły, ale w trochę innej formie. :)

 

Chciałem podać istotne informacje o wieku chłopca na szybko, by przejść wreszcie do tej chaty. Poszukiwanie wydawały mi się zbędne, nudne – jak wspominałem. Nie widzę nic złego w lekkim przeskipowaniu sceny, jeśli nie jest to na potęgę :P

Na szybko to można pisać na konkurs NF, bo goni czas. :D Jeśli uważasz, że coś jest nudne, to wywal w cholerę i zastąp czymś ciekawym, a nie dodawaj streszczenie, które jest jeszcze bardziej nudne. :) Przeskoczyć scenę można zgrabnie i ładnie, jak to zrobiłeś po scenie z latawcem, zostawiając niedopowiedzenie i wskakując do kolejnej narracji. ;) Pomyśl sobie teraz, że tam dalej następuje streszczenie tego, co się dzieje z lalką. Czy ma to sens? No nie. Więc ogólnie wiesz, o co z tym chodzi, ale… No właśnie. Spoko, rozumiem, że musisz się upierać. :D We dwoje się upieramy przy swoim i to nic złego, ważna jest kulturalna wymiana zdań. ;)

 

A! I wzajemnie. Takie rozważania sporo pomagają i skłaniają do refleksji, stąd Twój sposób komentowania na bieżąco jest bardzo fajny. Jak coś napiszesz, to pamiętaj – reckę z tą zupą cebulową od drabbla Misia dostaniesz!

Na razie jak piszę krótkie formy, to sama sobie je komentuję i to tak ostro, że po własnej recenzji już mi się nie podoba. :D A tak to piszę książkę, może kiedyś uda się skończyć. :) Wiem, że Ty też, więc trzymam kciuki. :)

 

Vegeta akurat stoi na półce i nie zgadniesz – ma wymienne główki, buahahaha! #Oskar.

No nieźle. :D Vegeta nie wie, co go czeka, jak wpadnie w łapy Oskara. :D

Przy okazji, mój Vegety nie ma nóg, bo córka oderwała… Ale ja nie mam takich fajnych figurek, tylko zabawkowe, nie wiem czy kojarzysz, jak w Polsce były sprzedawane takie tandetne zestawy, gdzie było pięciu wojowników plus stroje (plastikowe) i miecze, a kosztowało to 20 złotych. W dzieciństwie spełnione marzenie. :D Obecnie nie można chyba nazwać tego figurkami, bo to plastikowe postacie. XD

 

Jak byłem mały zamawiałem figurki DB ze Stanów, bo wtedy mniej ich było i szło to z miesiąc. Teraz łatwiej dostępne, polecam, polecam. #KuszenieNaPustyni.

Ja mam już tyle gadżetów, że chyba poczekam, aż córka podrośnie i będę jej kupować jako prezent. XD

 

Pochwal się swoimi tekstami i gadżetami :P

Swoje teksty jakoś bardzo mi się nie podobają, jestem wymagająca, a od siebie dwa razy bardziej. Trochę jak Oskar, wciąż szukam tego idealnego tworu. Ale na pewno kiedyś coś tu wrzucę, może jak uznam “dobra, lepiej nie będzie, pogódź się z tym”, a może jak nadejdzie okazja. ;)

 

Z gadżetów to mam takie plus jeszcze kilka innych. :D

 

 

Szczerze Ci powiem, że w drugiej części mniej jest tych kolorów i dzięki temu lepiej czuć klimat.

→ Mhm, rozumiemy!

 

A co podziału chłopiec – piłka, dziewczynka – lalka, to jestem daleka od tego, bo sama byłam dzieckiem bawiącym się piłkami, autami, mieczami, figurkami DB i ogólnie właziłam na wszystkie drzewa w okolicy. Mojej córce planujemy z mężem dać do zabawy żołnierzyki, jak podrośnie. :D

 

→ Hehe. No proszę, bywa różnie. Ja tam TeamPiłka! A co do żołnierzyków – bojowe wychowanie, najsik. Ja mojej też będę kupował pewne rzeczy z DB i wcale nie będzie to narzucaniem ojcowskich zainteresowań xD

 

Nie chodzi o więcej szczegółów, ale o sposób ich przedstawienia, tak jak pisałam: wystarczyłoby podać 1-2 szczegóły, ale w trochę innej formie. :)

→ Możliwe. Moja głowa podpowiadała mi taki sposób. 

 

Na razie jak piszę krótkie formy, to sama sobie je komentuję i to tak ostro, że po własnej recenzji już mi się nie podoba. :D A tak to piszę książkę, może kiedyś uda się skończyć. :) Wiem, że Ty też, więc trzymam kciuki. :)

→ Ooo, to i ja też trzymam, super sprawa! :) Uda są dwa, albo się uda, albo nie uda, jednak intuicja podpowiada, że to pierwsze. 

 

Swoje teksty jakoś bardzo mi się nie podobają, jestem wymagająca, a od siebie dwa razy bardziej. Trochę jak Oskar, wciąż szukam tego idealnego tworu.

→ Nigdy nikogo tak nie przeklinam w myślach, jak siebie, wiec rozumiem! 

 

Z gadżetów to mam takie plus jeszcze kilka innych. :D

→ Cthulhu Święty! Zagięłaś autora :D Niezła kolekcja gadżetów, kłaniam się nisko. 

Pamiętam te breloczki – tam były naklejki, prawda? Karty? Coś pamiętam przez mgłę, jak miałem całe szafki poobklejane. Tak się mieniły w dodatku – nie wiem czy akurat do tego to było, ale coś mi świta, bo takie breloki też się miało. 

 

 

 

Nowa Fantastyka