- Opowiadanie: emlisien - Sława wymaga poświęceń

Sława wymaga poświęceń

30. Angelika to młoda kobieta, a jak na nią spojrzysz, dostrzeżesz uśmiechniętą, atrakcyjną istotkę. Natomiast jeśli wyłączysz jej popularnego wśród społeczności Instagrama i zajrzysz do jej domu, ujrzysz kobietę, która z racji życiowego upadku, przelewa na papier wszystkie żale do pamiętnika. Jeśli zapytasz Angelikę, czego najbardziej boi się w życiu, zapewne odpowie, że tego, aby pamiętnik nie trafił w niepowołane ręce... Jakiekolwiek ręce.

 

Kronos! Greasy! Dziękuję Wam za wsparcie w dokonywaniu trudnych wyborów w labiryncie, którym okazało się dla mnie to wyzwanie :-) 

Dyżurni:

regulatorzy, adamkb, homar, vyzart

Oceny

Sława wymaga poświęceń

Przelewam się przez krawędź wanny i uderzam o zimną podłogę, lądując w kałuży wody. Wymiotuję i krztuszę się jednocześnie, walcząc z trawiącym płuca ogniem. Słyszę czyjś spazmatyczny szloch i wycie. Dopiero po dłuższej chwili dociera do mnie, że to ja sama płaczę…

 

MISS ANGEL

*

 

– Popatrz na mnie! – Alex uśmiecha się, spoglądając znad aparatu. 

Odnajduję jego orzechowe oczy i robię się bardziej uwodzicielska. Naprawdę wie jak sprawić, żeby ludzie poczuli się swobodnie przed obiektywem. Od świtu włóczymy się po Warszawie, z wielką torbą fotograficzną, lampą błyskową i blendą oraz plecakiem, do którego wrzuciłam mnóstwo sukienek. Ludzie patrzą na nas jak na osobliwe zjawisko, za sprawą szczegółu, obok którego nie da się przejść obojętnie – białych skrzydeł z gęsich piór. 

Stworzyłam je w ramach pracy zaliczeniowej na ASP, do instalacji artystycznej IKAR i naprawdę byłam zadowolona z tego, jak wyszły. Pomysł nie został doceniony, dzieląc los właściwie wszystkiego, czym do tej pory próbowałam zachwycić ludzi. To Alex uświadomił mi, że zbyt wiele oczekuję. Próbuję tworzyć ambitne rzeczy, a takich w dobie szybkiego żarcia, łatwego seksu i innych natychmiastowych gratyfikacji, nikt nie potrzebuje. Wciąż jednak mam nadzieję, że ktoś doceni to, co mam światu do zaoferowania.

– Super! – Uśmiecha się szerzej, spoglądając na wyświetlacz aparatu.

Wykorzystuję moment, gdy nie patrzy i wspinam się na barierkę mostu, próbując złapać równowagę. 

– Ange! Co ty wyprawiasz?!

– Rób fotkę! Szybko! – ponaglam go. 

Chyboczę się i staram patrzeć do przodu, a nie na kotłującą się, mętną rzekę wiele metrów niżej. Serce gwałtownie przyspiesza, gdy łagodny podmuch wiatru zmusza mnie do przybrania pozy tancerki z “Dzielnego ołowianego żołnierzyka”. Czuję, że Alex się waha, lecz tylko przez chwilę. Lubię go za to. Słyszę serię zdjęć i kątem oka dostrzegam, że spieszy się, by uchwycić tę scenę z różnych kątów. 

– Dawaj tutaj! – krzyczy, padając na ziemię i celując we mnie aparatem. 

Skaczę i to zdjęcie okazuje się najlepszym z całego dnia. Właśnie ono ląduje na Instagramie jako pierwsze.

– Jesteś popieprzona, wiesz? – kwituje mój kompan, gdy siedzimy już w metrze. 

– Sława wymaga poświęceń – uśmiecham się. 

Ludzie udają, że się na nas nie gapią, ale doskonale wyczuwam ich ukradkowe spojrzenia. Są sycące niczym naleśniki z białym serem i masłem orzechowym. Tego właśnie mi potrzeba.

 

*

13 kwietnia 2021

 

Pierwszy raz jest najtrudniejszy, ale jakoś przecież trzeba zdobyć doświadczenie. Najgorzej, że nie mogę nikogo zapytać, jak to jest. A przecież wszystko trzeba dobrze zaplanować, uwzględnić każdą drobną rzecz, która może pójść nie tak. Tego nie da się nauczyć z książek… Spędziłam sporo czasu na przeglądaniu atlasu anatomii i myślę, że jestem gotowa. Mimo niepewności i lęku, bo przecież mogę zostać oszukana albo wykorzystana… 

 

*

18 kwietnia 2021

 

Znalazłam typa. Wydaje się idealny, a przynajmniej dobry na początek. Nawet nie wrzucił na Tindera swojego zdjęcia. Widać, że bardzo zależy mu na dyskrecji. Pewnie skacze na boki jak pchła z ADHD. Dla mnie to lepiej, bo nie przyjdzie mu do głowy zadawanie pytań. Boję się tylko, że będzie wielki i silny. No ale zawsze mogę przecież zrezygnować… Umówiłam się z nim jutro wieczorem na mieście. Przejdziemy się nad Wisłę. Spodziewam się, że łęgi na prawym brzegu będą dobrym miejscem na pierwszy raz.

 

*

Od huku krwi w uszach ledwo słyszę, co dzieje się naokoło. Rozglądam się nerwowo i próbuję skoncentrować. Normalni ludzie trzymają się lewego brzegu rzeki, rozświetlonego, pełnego życia i wrzawy. Tu przychodzą tylko żule i ci, którzy mają coś do ukrycia. Idę wąską ścieżką w kierunku wody i czuję jak drżą mi kolana. Usiłuję zebrać myśli, ale te biegają w popłochu, niczym szczury po tonącym okręcie. 

O facecie idącym za mną nie wiem praktycznie nic. Wygląda na silnego i to napawa mnie przerażeniem. Wyczuwam jego kroki, jakby docierały nie poprzez uszy, lecz drgania rozchodzące się po ziemi. Jest tuż za mną. Nie odwracam się, nie chcę, żeby dostrzegł mój strach. Muszę się opanować.

Skupiam się na szeleście drzew i zapachu zaschniętego mułu. Zaczynam rejestrować dźwięki dobiegające z oddali: niosący się nad wodą stukot pociągu, zgrzyt hamującego tramwaju na moście Gdańskim, szum samochodów na Wisłostradzie. Byłoby łatwiej, gdyby nie szczękanie zębów, którego nie potrafię powstrzymać. 

Zatrzymuję się tuż nad brzegiem rzeki, ale jeszcze pod osłoną drzew. Od wody, po której tańczą rozedrgane światła lewobrzeżnej Warszawy, bije chłód. Gość jest tak blisko, że słyszę jego oddech. Ciepła dłoń oplata się wokół mojego nadgarstka, dając mi odczuć drzemiącą w niej siłę. Nasze oczy spotykają się i widzę, jak bardzo jest podniecony. Przyciska mnie do drzewa, a jego ręka zamyka się wokół mojej szyi. Trzęsę się, a jemu bardzo się to podoba. 

Tak, ten będzie doskonały. 

 

LUCAS

*

 

6 kwietnia 2021

 

Ludzie są beznadziejni. Jeszcze nie udało mi się zbudować sensownej społeczności, a już mam pieprzoną hejterkę. Gdyby chociaż miała odwagę występować pod swoim nazwiskiem! Mam ochotę napisać jej paskudne rzeczy, ale wiem, że to tylko pożywka dla takich piranii. Nie powinnam wchodzić z nią w dyskusję.

 

*

6 kwietnia

 

00:00 Lucas DeVille:

Nie byłaś dziś zbyt miła dla Silence87, Miss Angel. 

00:00 Miss Angel:

Nie widzę powodu by być “zbyt” miłą dla hejterów. Zatrudniła Cię w charakterze adwokata?

00:01 Lucas DeVille:

Już rozumiem, dlaczego nie idzie Ci gromadzenie społeczności. :-)

00:02:

Widziałem rzeczy, które tworzysz. Są naprawdę dobre, ale jakość rzadko wystarcza. Wiem ile włożyłaś w nie trudu. I jakie to frustrujące.

00:03 Miss Angel:

Nie wydaje mi się, żebyś wiedział.

00:03 Lucas DeVille:

Wiem wiele rzeczy, Ange. Na przykład to, że masz na sobie różowy stanik.

00:03 Miss Angel:

Dzwonię na policję.

00:03 Lucas DeVille:

Nie ma potrzeby. :-) Nie jestem żadnym zboczeńcem. Zresztą, zasłoniłaś okno.

00:05 Miss Angel:

To skąd wiesz?

00:05 Lucas DeVille:

Możesz nazwać mnie kimś w rodzaju… swojego Anioła Stróża.

00:06 Miss Angel:

I nagle się odzywasz, tak? Wcześniej nie przyszło Ci to do głowy, byłeś zarobiony?

00:06 Lucas DeVille:

Interweniuję, gdy ludzie są już naprawdę sfrustrowani i zmęczeni staraniami. Dobrze sobie radzisz. Ale chyba oczekiwałaś czegoś więcej, co?

00:07:

Mogę Ci pomóc.

00:08 Miss Angel:

Niby jak?

00:08 Lucas DeVille:

Są sposoby. Dla odważnych i zdeterminowanych…

00:09 Miss Angel:

I Ty chcesz mi wyjawić jakie… W zamian za co? Liczysz na to, że jestem tak naiwna, by pójść z Tobą do łóżka, czy że wyłudzisz ode mnie kasę?

00:09 Lucas DeVille:

Ha ha. Jesteś czarująca, Angeliko.

00:11 Miss Angel:

Co jeszcze o mnie wiesz?

00:12 Lucas DeVille:

Że utopiłaś kota, jak byłaś mała. 

00:15:

Zaskoczyłem Cię… Nigdy się nikomu nie przyznałaś, co?

00:15 Miss Angel:

Kim jesteś?

00:15 Lucas DeVille:

Wzbudziłem wreszcie Twoją ciekawość? :-) 

00:15:

Już Ci powiedziałem.

00:16 Miss Angel:

Bullshit.

00:17 Lucas DeVille:

W porządku. Rozumiem, że mnie nie potrzebujesz. Słodkich snów, Miss Angel!

00:17 Miss Angel:

Czekaj.

00:17 Lucas DeVille:

Czekam.

00:17 Miss Angel:

Chcesz mi coś zaproponować, tak?

00:18 Lucas DeVille:

Być może.

00:18 Miss Angel:

Co takiego?

00:19 Lucas DeVille:

Jak wiele jesteś w stanie poświęcić, by potrząsnąć światem, mroczna duszyczko?

00:20 Miss Angel:

Dużo.

00:20:

Nie jestem “mroczną duszyczką”. Kota utopiłam przez przypadek.

00:21 Lucas DeVille:

Dużo to za mało. 

00:22:

Spodobało Ci się to. Z tym kotem.

00:23 Miss Angel:

Możesz mówić wprost?

00:25 Lucas DeVille:

Dam Ci małą próbkę tego, na co mnie stać. Jak Ci się spodoba, opowiem Ci w szczegółach… 

 

*

7 kwietnia 2021

 

Sześćset sześćdziesiąt sześć obserwujących profil… za głupią mysz. Wciąż nie mogę uwierzyć. Skąd wiedział o kocie? To było tak dawno, choć pamiętam to ze szczegółami. Babcia lubiła tego futrzaka, ale to właściwie jej wina. To ona topiła małe koty w szambie. Widziałam to i chyba byłam na nią zła. Ten nie był mały. Podrapał mnie i miałam satysfakcję z patrzenia, jak tonie w gównie. Nikomu o tym nie mówiłam. Nigdy.

 

*

19 kwietnia 2021

 

Intrygujące, jak wiele filmów można znaleźć na YT o tym, jak stłuc butelkę, żeby służyła jako broń. Mówią, że lepiej użyć tej od szampana, bo ma długie i mocne krawędzie. Trenowałam i jestem zadowolona z efektów. Czego to młoda kobieta może się nauczyć od praskich zbirów… “Improwizowana broń biała, łatwo dostępna i nie można jej zakazać”. Jestem gotowa na wieczór.

 

*

Ścieżka tonie w ciemnościach i ledwie radzę sobie z jej odnajdywaniem. Do moich uszu docierają z drugiego brzegu odległe śmiechy i wrzaski ludzi. Przez część roku łęgi po tej stronie Wisły giną pod wodą, która przynosi tu różne śmieci, wystające teraz miejscami spod mułu. Drzewa zdają się sięgać w moją stronę czarnymi gałęziami, jakby chciały wskazać mnie palcem i krzyczeć: “Wiedźma! Morderczyni!”

Potykam się i upadam, raniąc się boleśnie w kolano i obcierając dłoń. Szczypie paskudnie, więc idę jeszcze wolniej, cały czas nasłuchując. Włączenie latarki nie wchodzi w grę. Ktoś mógłby mnie zobaczyć. 

Ciało w końcu wypłynie. Nabrzmiałe, wzdęte od procesów gnilnych. Białe i pozbawione paznokci. Z raną od stłuczonej butelki, którą nazywają tulipanem.

Nie wyszło mi tak dobrze, jak chciałam. Zjadły mnie nerwy. Ale i tak go zaskoczyłam. Myślał, że stłukłam tę butelkę przez przypadek, bo jestem wstawiona. Cięłam mocno, choć niewprawnie. Musiałam poprawić kilka razy i paskudnie się wybrudziłam. Mam nadzieję, że nie dostanę od tej wody jakiegoś syfa. Typ był straszliwie ciężki, ale na takiej adrenalinie zepchnęłabym do Wisły nawet konia.

Idąc przez smolistą ciemność staram się uspokoić, choć marnie mi idzie. Trzęsę się i chce mi się rzygać. Bałam się, że stchórzę. Teraz drżę o to, że ktoś coś zauważy, gdy będę jechać metrem. Że nie umyłam się dokładnie, że znajdą przy mnie zakrwawione szmaty. Tylko po co niby mieliby mnie przeszukiwać? Drobną, uroczą istotkę, która wraca trochę zbyt późno do domu? 

Dopiero na stacji metra odważam się sięgnąć po telefon i wejść na Instagram. Moje serce zaczyna szamotać się w piersi, jak uwięziona w dłoniach mysz. To działa. Naprawdę. Tysiąc nowych polubień! W ciągu jednej nocy! Z trudem opanowuję się, by się nie roześmiać, a moja dusza śpiewa. 

Wchodzę na Tindera i jeszcze zanim przyjeżdża metro, mam już upatrzonego kolejnego typa. Ten jest lepszy. Drobniejszy. Z nim powinno być łatwiej.

 

*

20 kwietnia

 

04:00 Lucas DeVille:

Witaj, Upadły Aniele.

04:00:

Jestem pod wrażeniem.

04:02 Miss Angel:

A gdyby to on zarżnął mnie? 

04:02 Lucas DeVille:

No risk, no fun. :-)

04:04 Miss Angel:

Rozumiem, że Ty dobrze się bawiłeś. 

04:04 Lucas DeVille:

O tak. 

04:05 Miss Angel:

Skoro moja dusza jest potępiona, to czy nie powinnam dostać jakichś super mocy? 

04:05 Lucas DeVille:

Znacznie bardziej ekscytuje mnie, gdy musisz sobie poradzić zwyczajnymi, ludzkimi siłami. Poza tym, tego nie było w umowie!

04:07 Miss Angel:

Umowie? Nic nie podpisywałam.

04:07 Lucas DeVille:

Chcesz najpierw zapoznać się z polityką prywatności i regulaminem? W dzisiejszych czasach wystarczą postanowienia z treści korespondencji! Cyrografy i babranie się we krwi to przeżytek.

04:08 Miss Angel:

Cała nasza korespondencja zniknęła.

04:08 Lucas DeVille:

Jestem dyskretny. Poza tym co – zgłosiłabyś mnie na policję? :-)

04:10:

Radzisz sobie znakomicie, pani. Jesteś odważna i pomysłowa. No i zabrałaś się do roboty znacznie szybciej niż inni.

04:10 Miss Angel:

Inni?

04:11 Lucas DeVille:

Och, wybacz, jeśli to sprawiło, że przestałaś się czuć wyjątkowa. Ale myślisz, że dlaczego ludzie lajkują jak popieprzeni tak wiele totalnie głupich profili?

04:13 Lucas DeVille:

Cóż, owocnych żniw, Miss Angel. Jesteś wyjątkowa ;-)

04:13 Miss Angel:

Zaczekaj!

04:13:

Jak Cię znajdę, gdy będę Cię potrzebować? 

04:14 Lucas DeVille:

Ja znajdę Ciebie. Mrocznych snów!

 

*

5 maja 2021

 

Oglądałam dziś film o drzewołazach, uroczych żabkach nie większych od paznokcia, a tak toksycznych, że można z ich pomocą pozbyć się dwudziestu ludzi albo dziesięciu tysięcy myszy. Indianie zatruwają ich wydzieliną strzałki do polowań i obrony. Używają też kurary, która poraża przewodnictwo nerwowe, powodując natychmiastowe wiotczenie mięśni. Gdybym miała coś takiego! Albo coś o podobnym działaniu… To byłaby czysta robota. Może powinnam dodawać do szampana jakiś środek na uspokojenie?

 

*

12 czerwca 2021

 

Rosnąca społeczność oznacza więcej gnojków i suk. Choć sama już nie wiem, czy ludzie naprawdę tacy są, czy to też sprawka Lucasa. Sądziłam, że są po prostu głupi. Lajkują bezdennie kretyńskie teksty w stylu: “Mądrość jest naszą jedyną siłą, która może się równać tylko z miłością” albo inne rzygi. Pożerają banały, które nie mają żadnej wartości artystycznej, tak samo jak pasą się frytkami z maka i niby-fit kanapkami na sztucznym chlebie. Chcą łatwych rzeczy, byle dużo i szybko. Bez wysiłku. Kochają durne cipy, wrzucające foty swoich gęb, piszące o tym, co żarły dziś na śniadanie i pytające: “A ty? Owsiankę z czym lubisz najbardziej?”. Teraz nie wiem już co myśleć. Może hejterzy też mają zapewnić mu rozrywkę?

 

*

16 sierpnia 2021

 

Co za gnojek! Za ostatniego typa, który walczył wyjątkowo zaciekle i przy którym naprawdę najadłam się strachu, dostałam tylko pieprzoną setkę followersów! Co za kpina. Czytasz to, dupku? Dobrze się bawisz?

 

*

17 sierpnia

 

00:00 Lucas DeVille:

Witaj, Potępiona Duszyczko! Twój pamiętniczek aż huczy od gromów na mnie. Pomyślałaś co by było, gdyby wpadł w niepowołane ręce?

00:00 Miss Angel:

Wiesz ile mnie kosztowało zarżnięcie tego typa? Bawisz się ze mną, diabelski skurwysynu!

00:01 Lucas DeVille:

Ha ha ha! Od początku, moja słodka. A Ty zgodziłaś się na tę zabawę. Technicznie rzecz biorąc, bardziej pasowałoby chyba “czarcisynu”. 

00:01 Miss Angel:

Dlaczego tylko sto?!

00:02 Lucas DeVille:

Wszystko tak działa na tym zakichanym świecie, czyż nie?

00:03 Miss Angel:

Uzależniłeś mnie, a teraz chcesz, żebym płaciła więcej. 

00:03 Lucas DeVille:

Albo lepszą walutą ;-)

00:03 Miss Angel:

Co to znaczy?

00:04 Lucas DeVille:

Jestem gotów dać Ci dwa tysiące za młodzieńca, który robi Ci fotki i grzeje Twoje łóżeczko :-)

00:04 Miss Angel:

Za Alexa?! Popieprzyło Cię?

00:05 Lucas DeVille:

Może nawet byłbym gotów dać za niego… pięć tysięcy.

00:05 Miss Angel:

On nie jest “na sprzedaż”.

00:07 Lucas DeVille:

Wszystko jest na sprzedaż, kochanie. Pomyśl o tym. Pa!

00:07 Miss Angel:

Czekaj!

00:07:

Lucas?

00:07:

Odezwij się do mnie, kurwa!

 

ALEX

*

 

Rzeźby wychodzące z morza przy stoczni gdańskiej są upiorne nawet za dnia, ale teraz, w miękkim świetle nadciągającego wieczoru, silnie kojarzą mi się ze scenami z Terminatora. Wyglądają, jakby rozpoczynały inwazję na miasto. Ich przejmujące, wybrakowane ciała zbudowane z rdzewiejących kawałków złomu, sprężyn, wiatraków, lamp i innych fragmentów maszyn, sprawiają wrażenie, jakby zaraz miały się poruszyć. 

– Niezły mrok, co? – zagaduje Alex, gdy przyglądam się uważnie jednej z nich.

– Są piękne – odpowiadam wyrwana z zamyślenia. 

– Czułem, że spodobają ci się bardziej niż gdańska starówka i molo w Sopocie – śmieje się. 

– Znasz mnie chyba lepiej niż ja sama.

– Mam wrażenie, że nie da się ciebie poznać, Ange. 

– Co masz na myśli?

– Gdybym znał cię z Instagrama, nigdy bym nie pomyślał, że jesteś taka skryta. A ostatnio nawet bardziej.

Uśmiecham się z zakłopotaniem. 

– Trudno mi się odnaleźć w tej nowej sytuacji… Im więcej ludzi, tym więcej oczekiwań.

– Jesteś pewna, że to twoja bajka?

– Potrzebuję, żeby ludzie patrzyli na to, co tworzę. Jakby to nie istniało, dopóki ktoś nie zobaczy… Nie wiem czemu tak jest. Tyle, że dzisiaj, żeby ktoś w ogóle zainteresował się tym, co masz do powiedzenia czy pokazania, musisz mieć społeczność. Dziesiątki tysięcy followersów otwierają każde drzwi. Możesz wydawać książki, nawet jeśli nie potrafisz pisać, ani nie masz niczego wyjątkowego do przekazania. Możesz wystawiać totalne bohomazy, a ludzie i tak przyjdą popatrzeć. 

– Myślisz, że gość, który stworzył te rzeźby ma swoją społeczność na Instagramie?

– Tego gościa nikt nie zna, poza garstką ludzi. Finalnie nie liczy się to jakiej jakości rzeczy tworzysz, tylko kto cię zna… Na kogo miałeś szczęście trafić. I wiele innych spraw, które nie mają nic wspólnego z wartością prac. To strasznie frustrujące… – milknę zaskoczona tym, w jaki sposób na mnie patrzy. – Co?

– Zastanawiałem się, dlaczego potrzebujesz aż tylu zwróconych na siebie oczu.

 

*

Wynajęliśmy maleńkie mieszkanie w jednej z gdańskich kamienic. Leżę i patrzę w sufit, wsłuchując się w miarowy oddech Alexa. Nie pamiętam kiedy ostatnio czułam się tak dobrze i bezpiecznie. Właściwie – nie mogę pamiętać nic takiego, bo nigdy się tak nie czułam. 

Bywałam z facetami, ale z Alexem jest inaczej. Może przez to, że jest zaangażowany w budowanie mojej tożsamości, pozwoliłam mu podejść bliżej? Stał się moim partnerem i choć mówi, że nie rozumie po co mi ten podziw, mam poczucie, że na swój sposób jemu także jest to bliskie.

Jest w tym ze mną od początku. Gdy moja instalacja artystyczna została brutalnie skrytykowana, zniszczyłam ją, a skrzydła zaniosłam na śmietnik. Uznałam, że jeśli zabiorę je do domu, wciąż będą mi przypominały o wszystkich porażkach i każdym odrzuceniu. Stałam i patrzyłam na ich biel, wśród syfu – smutną alegorię mojego życia. Zrobiłam zdjęcie i wrzuciłam na Instagram z filtrem Perpetua, który dodał scenie dramatyzmu. Chciałam coś napisać, ale… Odwróciłam się i odeszłam.

Alex napisał do mnie godzinę później. 

“Hej, Angel! Może miałabyś chęć polatać na tych skrzydłach po mieście? Przyszedł mi do głowy pomysł na fajną sesję. Daj znać”

W przeciwieństwie do mnie, miał już na koncie parę sukcesów. Jego fotografie doczekały się wystaw nie tylko w offowych knajpach, lecz także w Pałacu Kultury i Nauki. Robił fotoreportaże z wydarzeń na ASP i poznaliśmy się na jednym z nich. Zaskoczył mnie tym, że się odezwał. Nie kumplowaliśmy się. Właściwie z nikim się bliżej nie znałam. Wszystkie relacje, które stworzyłam, były powierzchowne. 

Zanim zdążyłam mu odpisać, że się spóźnił, bo już pozbyłam się skrzydeł, dodał:

“Wziąłem je. Są zbyt ładne, żeby lądować na śmietniku. Co powiesz na sobotę?”.

Wprawił mnie w całkowite osłupienie. 

Nazwał mnie Miss Angel, właśnie podczas tamtej pierwszej sesji. I to jego zdjęcia przyniosły mi zainteresowanie. Gdy ludzie zaczęli lajkować profil, miałam poczucie, że wreszcie znalazłam coś przełomowego. W ciągu roku udało mi się uzbierać dwutysięczną publiczność. Na tyle dużą, żeby mieć nadzieję i ciągnąć to, mimo rozczarowań i wielu wrednych komentarzy. Na tyle małą, żeby wciąż się frustrować. 

Lucas pojawił się w moim życiu w chwili, gdy wydawało się, że nic już nie ma sensu. Wcześniej tego samego dnia wykupiłam leki, które przepisał mi psychiatra i zamierzałam wziąć całe opakowanie na raz. Ciekawe, czy wiedział…

 

*

10 sierpnia 2021

 

Pieprzony Demon Stróż! Tak duża społeczność powinna rosnąć już sama. Dlaczego robi to tak powoli?! Czuję, jakby wszystkie komórki mojego ciała wysychały. Gdzie jesteś, draniu, gdy Cię potrzebuję? 

 

*

Pukanie do drzwi zaskakuje mnie wczesnym rankiem. Nie zdążyłam nawet wypić kawy. Wiem, że to Alex. Zawsze puka w ten sam sposób. Otwieram i widzę, że ledwo powstrzymuje uśmiech i bardzo chce mi coś powiedzieć. Ponaglam go spojrzeniem, więc wyciąga zza pleców magazyn Wysokie Obcasy Extra i macha mi nim przed oczami. Zalewa mnie fala gorąca. Próbuję wyrwać mu z ręki gazetę, ale droczy się ze mną i znowu ją chowa. Zniecierpliwiona zapraszam go do środka. Dopiero, gdy proponuję kawę, uśmiecha się i zaczyna czytać na głos:

– Ma nie więcej niż metr sześćdziesiąt w kapeluszu, anielską buzię i intrygujące oliwkowe oczy. W świat Instagrama wdarła się przebojem i szybko zaskarbiła sobie miłość polskiego Internetu. Kim jest Miss Angel, jaka jest, gdy wylogowuje się z sieci, czego się boi i czego pragnie najbardziej? – Szczerzy się do mnie. – Spodoba ci się to. 

Słucham w milczeniu, chłonąc ten moment każdą częścią ciała i wszystkimi zakamarkami duszy. Zawsze pragnęłam, żeby napisali o mnie w Wysokich Obcasach i wciąż słyszałam, że musiałabym być co najmniej chorą na raka transseksualistką, żeby to się wydarzyło. Cóż. Okazało się, że można się tam dostać inną drogą. Kuchnię wypełnia aromat kawy, za oknem słychać krzyki rozbawionych dzieciaków i dźwięki przejeżdżającego tramwaju. Zapamiętam tę chwilę na zawsze. 

– Mam dla ciebie jeszcze jedną dobrą wiadomość. – Alex uśmiecha się z triumfem, gdy wreszcie zwracam na niego uwagę. – Ale powiem ci, jak skończymy.

Pieprzymy się jak nigdy wcześniej. Jestem strasznie nakręcona. 

Ostatnio doświadczyłam ogromu frustracji. Po dobrej passie przyszła bolesna stagnacja i niemoc. Z typami szło mi coraz lepiej, ale dostawałam za nich mniej. Poczułam się jak narkomanka, która potrzebuje coraz większych dawek i już nawet nie, żeby być na haju, ale żeby było normalnie. Dziś jednak przyszedł moment spełnienia. Jeden z tych, kiedy otwiera się szampana. 

Byłam podekscytowana, gdy zaproponowano mi wywiad. Sama rozmowa nie przyniosła mi tego, o czym marzyłam, wyobrażając ją sobie, bo z powodu pandemii gadałyśmy z redaktorką tylko przez telefon. Ale teraz, gdy zobaczyłam artykuł w druku… A to dopiero początek!

Leżymy zdyszani, podrapani i spoceni. Straciłam rachubę, jak w ogóle znaleźliśmy się w łóżku. Zaczęliśmy przecież na stole w kuchni. Alex patrzy na mnie i wygląda na bardzo zadowolonego z siebie. 

– IFF wystawi nasze zdjęcia w plenerze. Potwierdzili też Łazienki Królewskie – mówi z nieukrywaną radością, a ja czuję się jakbym trafiła na kminek w słodkiej bułce z kruszonką. Alex widzi to natychmiast. Jest znakomitym obserwatorem. – Co?

– To twój wielki sukces – zauważam.

– Nasz.

Uśmiecham się niepewnie w odpowiedzi. 

– To moje zdjęcia, ale ludzie chcą je oglądać, bo ty na nich jesteś. Pewnie chcieliby na nie patrzeć, nawet gdybyś zrobiła je sama, komórką.

– Głupi – śmieję się. – Jesteś znakomitym fotografem. Cieszę się, że mnie wtedy zagadnąłeś. Byłam w rozsypce. – Poważnieję.

– Wygląda na to, że wszystko wskoczyło na dobre tory. Jesteś usatysfakcjonowana?

– Trochę… – uśmiecham się, a on kręci głową. 

– Najwięcej przyjemności ma się z jedzenia małą łyżeczką, Miss Angel… – Przysuwa nos do mojego policzka i czuję jego oddech na skórze. 

“Małą łyżeczką…”, myślę. “Gdybyś widział jak jem ciasto, zrobiłoby ci się słabo”. 

 

*

20 września 2021

 

Lucas! Odezwij się, do cholery! Pięć tysięcy to za mało. Chcę dwudziestu. W ratach, żeby ludzie nie pomyśleli, że kupuję lajki. Nie zostawiaj mnie teraz!

 

*

Mam wrażenie, że szampan smakuje goryczą i upewniam się, czy nie pomyliłam kieliszków. Jestem przewrażliwiona i bardzo przejęta. Zaczęliśmy pić jeszcze na wernisażu w Łazienkach i obydwoje jesteśmy wstawieni. Na trzeźwo z pewnością nie byłabym w stanie tego zrobić. Boję się, że Alex wyczuje, że coś jest nie tak, choć spędziłam sporo czasu na dopracowywaniu proporcji. 

Woda w wannie zrobiła się chłodna, ale to nie z tego powodu drżę. Alex to dostrzega, mimo że jest już mocno oszołomiony szampanem i tabletkami. 

– Cały dzień byłaś spięta, Ange. – Głaszcze moją twarz. – Co cię martwi?

– Nie wiem, może masz rację, że to nie do końca moja bajka. Nie czuję się dobrze wśród ludzi. Chyba… w ogóle ich nie lubię.

– Za to oni lubią ciebie – uśmiecha się. 

– Nie, nie lubią. 

– W ciągu pół roku zgromadziłaś grubo ponad dwadzieścia tysięcy osób, które czekają na twoje zdjęcia i na to, co im powiesz! – śmieje się z niedowierzaniem. – Angel, oni cię kochają. 

– Jestem dla nich jak chipsy. Konsumują mnie z nudów. Gdybym zniknęła z ich życia, nawet by tego nie zauważyli.

– Każdy zauważa brak chipsów w życiu – śmieje się.

 Widzę jak jego powieki stają się coraz cięższe i że trudno mu utrzymać skupienie, choć nadal bardzo się stara.

– Wiesz co jest najgorsze? Nie potrafię przestać. Zaprzedałam duszę diabłu. – Uśmiecham się cierpko.

Alex patrzy na mnie tak, jakby wejrzał prosto w moją duszę. Przysuwa się, by mnie pocałować i czuję na sobie wilgoć jego ust.

– Nie tylko ty, kochanie – szepcze i uśmiecha się tak, że czas na chwilę się zatrzymuje. Dopiero po chwili, gdy zaczyna do mnie docierać sens jego słów, zalewa mnie fala zimna. W głowie mi huczy, a serce próbuje wyrwać się z piersi. Wszystkie te reakcje wydają się boleśnie spóźnione. Mam wrażenie, że nim jakikolwiek impuls dotrze do mięśni, miną całe lata, a nie mam nawet sekundy.

Naraz zdaję sobie sprawę, że gorzki smak w ustach musi być czymś więcej, niż tylko moim przewrażliwieniem. Alex też musiał dodać coś do mojego kieliszka.

Widzę, że z ekscytacją przygląda się panice wymalowanej na mojej twarzy. Myśli, które przypominają teraz rzekę smoły, wciąż nie mogą ogarnąć tego, co się dzieje. Alex?! Dlaczego? Jak?! Przecież jest miłym, troskliwym facetem! Był ze mną od samego początku! Od początku… 

– Co ci za mnie obiecał? – pytam zrozpaczona, ledwie mogąc wydobyć głos, który brzmi tak, jakby moje usta wypełniała wata.

– Więcej niż sam zdołałbym osiągnąć… Nawet z kimś tak wyjątkowym u boku.

Rzeczywistość zaczyna mi się rozjeżdżać. Twarz Alexa rozmywa się, a moje ciało nie chce reagować na rozkazy głowy. Czuję się jakbym była więźniem, zamkniętym w płonącym domu. Najmniejszy ruch trwa całą wieczność, a Alex jest teraz zdecydowanie bardziej trzeźwy, niż ledwie chwilę temu. Ogarnia mnie rozpacz. Nie mam z nim szans. Dłoń oparta na krawędzi wanny jest teraz niczym ramię jednej z tych nieudolnych maszyn do wyławiania zabawek, które zawsze wypuszczają łup, pozostawiając człowieka z poczuciem bezsilnej złości. 

– Wybacz, Angel. Ale przecież wiesz jak to jest, gdy bardzo pragnie się być kimś wielkim. Kto rozumie to lepiej, niż ty…

Moja bezwładna dłoń sama chwyta kieliszek. Umysł wciąż nie nadąża. Dźwięk tłuczonego szkła również słyszę z opóźnieniem. Dopiero po chwili dociera do mnie, że czerwień, która zalewa mi oczy, jest krwią Alexa z rozprutej tętnicy szyjnej. Nic innego, w co mogłabym trafić, nie krwawiłoby tak straszliwie. Nie mam pojęcia jak to zrobiłam w takim stanie.

Zaledwie okamgnienie później jestem już pod wodą. Nie zdążyłam nabrać powietrza. Ręce panicznie szukają czegoś, czego mogłabym się chwycić, ale odnajdują tylko śliskie ciało Alexa. Duszę się i myśli biegają teraz jak spłoszone i bardzo pijane myszy. Zderzają się ze sobą i walczą o przetrwanie. Czy zdąży mnie utopić zanim się wykrwawi? Czy to, co wypiłam, było trucizną? 

Do nosa i ust wdziera mi się ogromny haust wody. W głowie wybrzmiewa tykanie zegara, jak odliczanie do wybuchu bomby. Ta wypełniona paniką chwila zdaje się trwać w nieskończoność. I naraz uścisk dłoni Alexa słabnie. Rozpaczliwym ostatkiem sił chwytam się krawędzi wanny i wynurzam, wciągając łapczywie powietrze. Nieporadnie przelewam się przez krawędź wanny i uderzam o zimną podłogę, lądując w kałuży wody. Wymiotuję i krztuszę się jednocześnie, walcząc z trawiącym płuca ogniem. Słyszę czyjś spazmatyczny szloch i wycie. Powoli dociera do mnie, że to ja sama płaczę. I że krwawię. Dostrzegam jeszcze, jak Alex ostatkiem sił próbuje nieporadnie tamować wypływającą z jego szyi krew. Jest upiornie blady i patrzy na mnie jak obłąkany. Czarne plamy przed oczami są ostatnim, co pamiętam. 

 

*

Obudziłam się z nieznośnym bólem głowy, zakrwawiona i straszliwie zziębnięta. Ciało Alexa tkwiło nieruchome w wannie pełnej posoki. Zadzwoniłam na policję.

Jedna z funkcjonariuszek siedziała przy mnie przez cały ten czas, gdy reszta badała mieszkanie. Na przemian wybuchałam płaczem i kołysałam się w milczeniu, patrząc w jeden punkt. Zadawali mi mnóstwo pytań, ale w odpowiedzi na większość kręciłam tylko głową, nadal nie rozumiejąc, co się stało.

Niewiele pamiętam z tego, co było potem. Trafiłam do szpitala na obserwację i wypuścili mnie dopiero po kilku dniach. Zaliczyłam całą serię przesłuchań, dostałam zakaz opuszczania kraju i obowiązek meldowania się. Wyznaczyli mi też spotkania z psychologiem. Nie jestem pewna czy bardziej dlatego, że chcą mnie oskarżyć, czy spodziewają się, że mogłabym sobie zrobić krzywdę. 

Sprawa bardzo szybko zyskała rozgłos, jakiego nie wyśniłabym w najbardziej odważnych snach. Co chwilę odbieram telefony i wiadomości od żądnych sensacji dziennikarzy. Również Instagram urywa się od prywatnych wiadomości, a pod ostatnim zdjęciem jest już cztery tysiące komentarzy.

Alex miał rację. Zdjęcie komórką wystarczy. Moja zapłakana twarz, wtulona w białe pióra, mówi o przerażeniu i bólu. Napisałam co przeżyłam i że nie wiem, czy kiedykolwiek się po tym pozbieram.

Nigdy wcześniej nie dostałam tylu ciepłych słów i takiego ogromu zainteresowania. Ludzie oszaleli na punkcie tej historii. Ktoś napisał, że powinni o tym nakręcić film. 

Moja dusza chłonie to wszystko, jak pustynia, która od całych dziesięcioleci nie doznała deszczu, a teraz zasysa go łapczywie, by choć na chwilę zakwitnąć i wypełnić się mnogością barw i zapachów. To piękne uczucie. Najpiękniejsze.

Alex sprawił mi cudowny prezent na pożegnanie.

To nie­zwy­kłe, co może przynieść życie, gdy czło­wiek do­się­gnie wresz­cie dna.

 

Koniec

Komentarze

Zainteresowało mnie na początku, a później tylko stopniowo wciągało coraz głębiej. Nie wiem, czy są błędy, bo zaciekawiona fabułą przestałam zwracać uwagę. Temat na czasie, ale z klasycznym kuszeniem. Wiele opisów trafiło do mnie i mojej wyobraźni bez najkrótszego zastanowienia. Podobało mi się!

Hej, Zanadro!

 

Wielkie dzięki za odwiedziny i tak pozytywny komentarz! Bardzo się cieszę, że klimat tego opowiadania do Ciebie trafił. I to do tego stopnia, że błędy przestały się liczyć :-) Twój komentarz jest dla mnie jak truskawki ze śmietanką :-) 

 

Dzięki! 

eM

– Super – uśmiecha się szerzej, spoglądając na wyświetlacz aparatu.

– Super! – Uśmiecha się szerzej, spoglądając na wyświetlacz aparatu.

bo uśmiechanie się nie wymaga wydawania odgłosów ;)

 

– Rób fotkę! Szybko! – Ponaglam go.

A tu dla odmiany dałabym ponaglam z małej, bo oznacza odgłos paszczowy ;)

 

Podobało mi się. Fajnie połączyłaś narrację z pamiętnikiem i wpisami internetowymi. Wciągnęło mnie. Przy pierwszym zabójstwie trochę mnie zatrzymała, bo przez moment myślałam, że ona zdjęcia opublikowała, dopiero po chwili zajarzyłam, że to jest jedynie zapłata za lajki.

Końcówką mnie zaskoczyłaś, dobrze, że nie tylko Angelika dała się skusić.

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Irko!

 

Piękne dzięki, że mimo takiego urodzaju tekstów poświęciłaś czas na przeczytanie mojego :-)

Za pomoc w interpretacji zapisów dialogów, czynnościach gębowych i niegębowych – jestem Ci wielce wdzięczna, bo niektóre kwestie wciąż są dla mnie zagadką, jak widać. 

Cieszę się, że opowiadanie Ci się spodobało i że udało mi się Ciebie zaskoczyć. No i dzięki za klika!

 

Pozdrowienia,

eM

Życiowe, paradoksalnie. Nie mój klimat, jeśli chodzi o horror, ale czytałem z przyjemnością. Napisane bardzo dobrze, pomysł na czat z diabłem i duszę sprzedaną za followersów też niezły. (Hm… ciekawe, ile gwiazdek z Insta tak zrobiło…)

Jakbym chciał się do czegoś przyczepić, to chyba punktu kulminacyjnego, kiedy trucizna zaczyna działać dokładnie w tym momencie, w którym dowiadujemy się, że została użyta.

Zgłaszam do Biblioteki. 

,,Moim zdaniem, to nie ma tak, że dobrze albo że niedobrze. Gdybym miał powiedzieć, co cenię w życiu najbardziej..."

Kobieta, która dla sławy wchodzi w konszachty z diabłem i zabija… Bohaterka godna potępienia, ale jakoś budzi sympatię. Hmm… ciekawe jak ona to robi? wink

Dobrze napisane i z pomysłem, kompozycyjnie też w porządku. Podczas bety trochę rozkminialiśmy z GreasySmoothem ten tekst, łącznie z alternatywnymi zakończeniami. Ostateczna wersja jest moim zdaniem najlepsza. Zgłaszam do biblioteki.

robię się bardziej uwodzicielska

Pokaż mi to, nie opisuj.

Próbuję tworzyć ambitne rzeczy, a takich w dobie szybkiego żarcia, łatwego seksu i innych natychmiastowych gratyfikacji, nikt nie potrzebuje.

W dobie cosplayów skrzydła nie wydają mi się zbytnio ambitne.

Dla mnie to lepiej, bo nie będzie zadawał pytań. Boję się tylko, że będzie wielki i silny

Łatwe do uniknięcia powtórzenie.

 

Jesteś pewna, że te pięć tysięcy lajków czy liczba obserwujących, to są jakieś wielkie cyfry? Wydają się dość małe, ale przyznam, że od Instagrama itp. trzymam się z daleka.

 

Ok, do opowiadania. Podobało mi się. Ładnie wprowadzasz w realia, nie pędzisz z akcją. Problem żadnych sławy ludzi jest hmm, dość powszechny i rozrasta się coraz bardziej. Widziałem jakiś czas temu film z takim samym motywem sławy za zaprzedanie duszy diabłu, ale nie mogę sobie przypomnieć tytułu…

Tempo odpowiednie w odpowiednich miejscach. Ani razu nie czułem się znużony, mimo że nie dzieje się aż tak wiele. Przez tekst się płynie spokojnie.

Dobry twist an koniec, zaskoczyłaś mnie, choć dajesz sporo foreshadowingu wcześniej.

Całość wiarygodna, może nieco prócz scen morderstw. Zabicie kogoś tulipanem nie jest takie proste. To tylko ostre szkło, a Ty wkładasz je w dłoń zdesperowanej, ale przerażonej małej kobiety, naprzeciw stawiając wielkiego faceta. Zaskoczenie robi swoje, ale wciąż… Tak sam z zabiciem Aleksa rozbitym kieliszkiem przez otumanioną nagą bohaterkę. Tu też bym trochę pokręcił nosem.

To jednak detale i cóż, łut szczęścia może się zdarzyć każdemu.

Bardzo przyjemne opowiadanie, zdecydowanie klikalne.

Pozdrawiam

SNDWLKR!

 

Dziękuję Ci bardzo za miłe słowa i uwagę a propos punktu kulminacyjnego. Jest bardzo słuszna. Cieszę się, że pomysł i wykonanie przypadły Ci do gustu. To opowiadanie było dla mnie eksperymentem i sama nie oceniam go szczególnie dobrze :-) Tym bardziej miło mi czytać taką pozytywną ocenę. Dzięki!

 

Kronos.maximus!

 

Ostateczna wersja nie jest z pewnością tak smutna, jak przedostateczna :-) Jeszcze raz wielkie dzięki za pomoc na wyboistej drodze do finału, ogrom czasu, jaki mi poświęciłeś i cierpliwość w czytaniu wszystkich wersji, które nie ujrzały światła dziennego.

 

Zanais!

 

Bardzo mi miło, że trafiłeś do mojego twórczego zakątka forum :-) 

 

Jesteś pewna, że te pięć tysięcy lajków czy liczba obserwujących, to są jakieś wielkie cyfry? Wydają się dość małe, ale przyznam, że od Instagrama itp. trzymam się z daleka.

To mało, dla kogoś, kto widzi liczby bardzo popularnych profili, dużo dla kogoś, kto wie co nieco o tym, jak to wygląda od zaplecza :-) Ale ta oferta rzeczywiście ma budzić oburzenie Angeliki i robi to. 

 

Pokaż mi to, nie opisuj.

Biorę sobie tę uwagę do serca. 

 

W dobie cosplayów skrzydła nie wydają mi się zbytnio ambitne.

Skrzydła są częścią instalacji, która miała być ambitna i nie została doceniona. Finalnie – jako coś zupełnie nieambitnego stają się elementem, na którym Miss Angel buduje popularność. W moim zamyśle – tak właśnie miało być. Próbowała czegoś ambitnego – ludzie to odrzucali, dała im coś prościutkiego – łyknęli, choć o sławę musiała zawalczyć w bardziej brutalny sposób. Nie twierdzę, że to udany zabieg, skoro nie mówi sam za siebie. Ale tak to próbowałam zrobić :-)

Spodziewałam się komentarza dotyczącego możliwości zabicia kogoś tulipanem, czy w ogóle – zabijania mężczyzn przez drobną kobietę. I w pełni się zgadzam, że to naciągane. Podobnie z wciągnięciem do rzeki bezwładnego ciała. Mogłaby ich truć, ale to już byłoby inne opowiadanie. Mam świadomość, że to “hollywoodzka” zagrywka z naginaniem rzeczywistości, co ma po prostu prowadzić do niezbyt możliwych, za to bardziej efektownych rozwiązań. Stwierdzam, że skoro Danny może spalić i rozwalić całą Królewską Przystań, żeby było ładnie, to może i mnie znacznie drobniejsze nagięcie ujdzie na sucho :-P Choć generalnie – wolę, gdy jest zachowana wiarygodność. 

Tym bardziej cieszę się, że Ci się spodobało i że oceniasz to opowiadanie tak pozytywnie. To dla mnie duży komplement. Dzięki!

 

Pozdrowienia,

eM

 

Chcę więcej. Niedawno pisałam, że tekst powinien uwodzić czytelnika, Twoje opowiadanie mogłoby służyć jako przykład. 

Opowieść toczy się lekko, zarzucasz na odbiorcę haczyki podtrzymujące zainteresowanie. (Bardzo udana scena na moście). Otrzymujemy coś więcej niż prostą historyjkę o kuszeniu, bo serwujesz nam całą otoczkę współczesnego świata, razem z tinderowymi brudami i kłopotami z utrzymywaniem relacji. 

Podobała mi się bohaterka, bardzo ludzka, niejednoznaczna, trudna w ocenie. Dodatkowe plusy za: wiarygodną stylizację języka Ange, za krytyczne spojrzenie na zjawisko przyklaskiwaczy oraz eksperymentowanie z formą.

Kulminacyjna scena całkowicie mnie zaskoczyła, ostatecznie wszystko się spięło w całość. Podobał mi się zwłaszcza motyw skrzydeł i zdanie Aleksa ze zdjęciem z telefonu. 

Jeśli miałabym się czegoś czepiać – młoda dziewczyna nie zabiłaby rosłego faceta. Musiałaby go najpierw czymś odurzyć. Może jakiś zastrzyk lub tabletka? Albo mogła wcześniej coś ćwiczyć, to by jej pomogło również przy scenie w wannie. Natomiast samo miejsce zbrodni na lewym brzegu Wisły zostało wybrane bardzo dobrze.

Oczywiście zgłaszam opowiadanie do wątku bibliotecznego.

ANDO!

 

Jaki ładny komplement z tym uwodzeniem czytelnika, dziękuję! Umiejętnie nazwałaś to, co się udało i pokazałaś mi klarowniej co sprawia, że to opowiadanie jest pozytywnie odbierane. Wydawało mi się z początku za proste, za mało intrygujące, co daje mi teraz poczuć, że może jednak zwykle przekombinowuję :-) Dzięki za komentarz. Jest dla mnie bardzo cenny i inspirujący do przemyśleń.

 

Pozdrowienia,

eM

Emlisien!

 

Dobre. Bardzo dobre nawet. Widząc Twój postęp od opowiadania

na Baźnie aż do teraz muszę przyznać, że jestem pod wrażeniem. Nieźle poprowadzona historia,  klimat budowany stopniowo, umiejętnie. Lucyfer Devil, sprytne. ;)

 

No, podobało mi się!

Powodzenia i pozdrawiam ^^

Quidquid Latine dictum sit, altum videtur.

Och, Barbarzyńco!

 

Jaki komplement! Dziękuję :-)

Jaki ładny komplement z tym uwodzeniem czytelnika, dziękuję!

To nie komplement, to prawda.

 

Wydawało mi się z początku za proste, za mało intrygujące, co daje mi teraz poczuć, że może jednak zwykle przekombinowuję.

IMO, skomplikowane wystarczająco, z zaskakującym twistem. Dla mnie ważne było tło, cała otoczka Tindera i pokazanie współczesnego świata, sposobu osiągania rozgłosu. Ładnie przedstawiłaś trudności młodych w budowaniu relacji. I ten dziki brzeg Wisły, faktycznie, tam można zrobić praktycznie wszystko i nikt się nie zorientuje, zwłaszcza nocą.

"Ani połowy spośród was nie znam nawet do połowy tak dobrze, jak bym pragnął; a mniej niż połowę z was lubię o połowę mniej, niż zasługujecie".

Podobało się: Uwspółcześnienie starych i znanych słabości człowieczych, tak w formie, jak w treści. 

Nie podobało się: Czasem kostium współczesności i social mediów zdawał się trochę ciasny.

 

Gratuluję i pozdrawiam!

Sympatyczne :)

Przynoszę radość :)

Dobra budowa opowiadania, plus za zamknięcie klamrowe i nieoczekiwany zwrot akcji. Według mnie jednak zbyt ‘współczesne’, zbyt ‘prawdziwe’, aby to opowiadanie mogło przerażać.

Według mnie jednak zbyt ‘współczesne’, zbyt ‘prawdziwe’, aby to opowiadanie mogło przerażać.

Najbardziej przerażające jest to, co może dotyczyć czytelnika. Współczesność i prawdziwość są w tym przypadku atutami. 

Czeźć. Długie i szczegółowe hasło, zobaczmy, co wyszło.

 

Co widzę od początku, to mocno pomieszana chronologia. Trzeba się nieźle wczytać, żeby się połapać…

 

Tulipan to interesujący wybór broni… no dobra, doświadczeniu w zarzynaniu ludzi nie mam, ale wyobrażam sobie, że wyszczerbioną butelką od szampana chyba dość trudno zabić? Szczególnie silnego, napakowanego adrenaliną faceta. Czy Angelika naprawdę nabrała jakichś supermocy?

 

Dopiero po chwili, gdy zaczyna do mnie docierać sens jego słów, zalewa mnie fala zimna.

Świetny plot twist. Duży plus.

 

Ostatnie zdania też mocne.

 

To strasznie ciekawe opowiadanie. Często bywa tak, że opowiadanie zaczyna się interesująco, ale stopniowo się rozjeżdża i zakończenie wychodzi słabe, oderwane, niesatysfakcjonujące. Tutaj jest odwrotnie. Początek jest chaotyczny i jakiś taki… niezachęcający. Ale stopniowo opowiadanie się rozkręca, a finał ma naprawdę zajebisty. Bohaterka jest naprawdę prawdopodobna psychologicznie i mimo że zaprzedała duszę diabłu, coś każe czytelnikowi trzymać jej stronę…

 

Ogólnie, podobało mi się. Pozdróweczka!

Precz z sygnaturkami.

Olgierd Glista,

 

dzięki za odwiedziny i komentarz. Ciekawam co masz na myśli, mówiąc: "czasem kostium współczesności i social mediów zdawał się trochę ciasny". 

 

Anet,

 

dziękuję :-)

 

AmyBlack,

 

widzę, że ANDO napisała to, co mogłabym odpowiedzieć, choć pewnie nie stricte o moim opowiadaniu, bo nie uważam go za przerażające. Raczej za pobudzające do refleksji i zaskakujące, co czytam w komentarzach. Dzięki za odwiedziny i miłe słowa!

 

ANDO,

 

dziękuję :-)

 

Niebieski_kosmito!

 

Cieszę się, że mimo początkowego poczucia chaosu dotarłeś do końca. I że masz o nim tak dobre zdanie! :-) 

 

Często bywa tak, że opowiadanie zaczyna się interesująco, ale stopniowo się rozjeżdża i zakończenie wychodzi słabe, oderwane, niesatysfakcjonujące. Tutaj jest odwrotnie.

To spory komplement. Wiem, o czym mówisz z tym rozczarowaniem po dobrym początku. Napisałam ostatnio dwa opowiadania, które leżą w szufladzie i mają właśnie ten problem. Jeszcze nie mam pomysłu jak z tego wybrnąć. Tutaj się udało i Twój komentarz jest dla mnie pod tym względem bardzo cenny. 

Co do tulipana – prawda. Czytałam, że właśnie butelka od szampana jest najbardziej pod tym względem groźna, ale to i tak raczej fantasy ;-) Gdybym dała jej do ręki bardzo ostry nóż, byłoby zresztą podobnie. Morderczynie najczęściej posługiwały się w historii alkaloidami roślinnymi, truciznami. Ale zależało mi na czymś bardziej kontaktowym. Zrobiłam sugestię łączenia tych metod i w scenie w wannie ten motyw się pojawia. Choć i Angelika jest wtedy odurzona.

Sporo tu nieścisłości, na które przymknęłam oko. Cieszę się, że czytelnicy też to robią ;-)

 

Pozdrowienia!

eM

 Cześć!

 

Opowiadanie wciąga od pierwszych zdań. Scena na moście jest niesamowicie obrazowa dobrze pokazuje charakter bohaterki. Motyw zapłaty za sukces jest popularny, ale bardzo ciekawie go pokazałaś. Wypowiedzi demona mają bardzo konkretny i spójny styl, czuć w tym ironię, obojętność i pewne rozbawienie. Naprawdę udało Ci się wykreować postać jedynie poprzez jej wypowiedzi. Fragmenty pamiętnika fajnie się tu wpasowały i dobrze podkreślały żal i może nawet obsesję bohaterki.

Niezbyt wiarygodnie wypadła sam sposób zapłaty. Fakt, że bohaterka z łatwością morduje kolejnych mężczyzn i udaje jej się ukryć ciała jest naciągany. Można by tu się też doszukiwać działania siły nadprzyrodzonej.

Zakończenie wyszło bardzo dobrze, przyznam się, że ta nagła zamiana ról mnie zaskoczyła. Bardzo udane opowiadanie i świetnie napisane.

"Ani połowy spośród was nie znam nawet do połowy tak dobrze, jak bym pragnął; a mniej niż połowę z was lubię o połowę mniej, niż zasługujecie".

Alicello

 

Nadal zbieram szczękę z podłogi po wiadomości o zwycięstwie mojego tekstu w konkursie :-) Bardzo Wam dziękuję za ogromne wyróżnienie, zwłaszcza wśród tylu znakomitych opowiadań. 

Cieszę się, że wyszczególniłaś i bardzo zrozumiale opisałaś udane elementy, bo dla mnie to cenna wskazówka na przyszłość. Co do rzeczy mniej udanych i naciąganych – myślę, że rzeczywiście można było tu pograć trochę motywem mocy nadprzyrodzonych – jak w Panu Twardowskim, choć znacznie subtelniej. 

Dziękuję Ci za komplementy, docenienie i nominację!

eM

 

 

W końcu dotarłem.

Normalnie bym nie czytał, bo historia w tematyce, która niekoniecznie mnie interesuję, choć uważam, że znajdzie wielu zwolenników. 

Przeczytałem i BUM!

Pierwsze zdanie i ciarki.

Scena z pierwszym razem i BUM! Pełne zaskoczenie. Wszystko płynnie i lekko napisane.

Do tego fajnie wykonane dialogi na czacie i sceny przeplatane wpisami z pamiętnika. 

Wszystko to razem, moim zdaniem, inteligentnie spięte historią z dreszczykiem.

Kupuję i zajrzę po więcej.

 

Oo! Nie wiedziałam, że to twój wygrał. Gratulacje i tym bardziej wrócę.

Opowiadanie czyta się świetnie. Bardzo podobała mi się kompozycja i połączenie narracji – z każdym przeczytanym zdaniem fabuła wciągała coraz bardziej.

Tego co wyszło z Alexa w ogóle się nie spodziewałem.

Fajny motyw rozmów z Lucas DeVille. Uważam, że rozmowy z kusicielem są mocną stroną opowiadania.

 

Jeszcze raz gratuluję pierwszego miejsca !

 

Wieczny!

 

Zaczynam czytać Twój komentarz i BUM :-) Rumieńcem pokrywa się me lico. Cieszę się, że trafiłeś i że opowiadanie zrobiło na Tobie wrażenie. Dzięki za wszystkie miłe słowa!

 

Joker!

 

Pięknie dziękuję :-) Cieszę się, że Alex Cię zaskoczył i miło mi, że doceniłeś rozmowy z Lucasem. Jeszcze raz piona!

Bardzo chciałam skomentować wszystkie teksty wcieleniowe przed ogłoszeniem wyników (żeby nie było, że staję w kontrze do opinii jurorów), ale życie nie pozwoliło. Przeczytałam już sporo dni temu, po pierwszej użytkowniczej nominacji, nie miałam jednak czasu na napisanie komentarza.

 

Niestety nie podzielam zachwytów jurorki. Tekst jest poprawny, ale jak dla mnie nic ponadto. Może za dużo razy takie scenariusze widziałam, bo tak naprawdę zarówno obyczajowa “Niemoralna propozycja” jak i bardziej fantastyczne pakty z diabłem, których imię legion, są oparte na tym schemacie. Schemacie pytania z jednej strony o to, czy dla każdego jest coś, za co jest w stanie zapłacić dowolną cenę, a z drugiej – czy każdego da się przekupić. Z kolei to, że oboje bohaterowie na siebie polują, jak się okazuje, to “Mr. and Mrs. Smith” chociażby. Skądinąd zasady konkursu nie bardzo na to pozwalały, a i limit był dość mały na rozwinięcie skrzydeł, ale ciekawiej by było poznawać tę historię z obu stron i powoli poprzez porównanie tego, co dzieje się u obojga bohaterów odkrywać intrygę. Oczywiście to dużo trudniejsze do napisania, żeby za szybko nie zespojlować.

Problem zaś w tym, że w odpowiedzi na wspomniane wyżej pytania nie porwałaś mnie fabułą. Jest ona bardzo jednotorowa i łatwo zgadnąć, do czego prowadzi. Jak dla mnie za szybko wprowadziłaś oczywistą – przez nazwisko – postać demona, co zabiło napięcie. Gdyby bohaterka dopiero na końcu się zorientowała, z czym/kim ma do czynienia, jej decyzja byłaby dramatyczniejsza. Plus strasznie łatwo oboje zgodzili się na poświęcenie teoretycznie kochanej, ważnej dla siebie osoby za internetową sławę. Nie kupuję tego od strony psychologicznej, zwłaszcza w tak krótkim tekście, bo w rozbudowanej powieści może by się to dało napisać. Postacie są w związku z tym przerysowane, a jednocześnie płaskie, nastawione wyłącznie na istnienie w mediach, na instagramowy sukces, a nie piszesz ich jako patologicznych, co uzasadniałoby decyzje. To, że oboje decydują się zabić partnera w zamian za lajki, wyszło komiksowo i nieprzekonująco. Znów: wydaje m się, że ciekawiej i dramatyczniej by było, gdyby któreś z nich jednak usiłowało się z tej sytuacji wyplątać, choćby i beznadziejnie w ostatniej chwili.

Komiksowy, zbyt uproszczony jest też wątek zabijanych facetów – przecież w mieście, w którym żyją bohaterowie, powinna być psychoza “wampirzycy” zabijającej mężczyzn. Oczywiście, nie chodzi o to, żebyś z tego robiła osobny duży wątek, ale trochę trudno uwierzyć, że tyle morderstw powiązanych z portalami randkowymi przechodzi bez echa. Plus że bohaterka nie ma z tym żadnego problemu, nawet na samym początku, przyjmuje zlecenie jako coś oczywistego, nie ma moralnego rozkminu.

Nie bardzo też zrozumiałam, jakie zdjęcia robią jej tę sławę – jakoś związane ze zbrodniami czy po prostu zwyczajne?

Kolejna sprawa – dla mnie to opowiadanie nie jest horrorem ani grozą, ale raczej thrillerem obyczajowym z elementem nadprzyrodzonym. Choć na dobrą sprawę Lucas mógłby być po prostu cwaniakiem, który udaje demona i namawia ludzi do zbrodni, a kiedy ich dokonają, po prostu kupuje im odpowiednią liczbę lajków, bo przecież to da się zrobić.

Skądinąd gdyby było tu więcej konwencji horroru, to uwagi dotyczące realiów można by pominąć, bo horror nie musi być całkowicie logiczny, zwłaszcza horror psychologiczny. Niemniej tu jest zbyt dużo “obyczajówki” na to, żeby dało się przymknąć oko na fabularne nielogiczności.

Strach bohaterki raczej opisujesz niż pokazujesz, co nie sprzyja immersji w zagrożenie, narracja jest spokojna nawet w dramatycznych momentach, brakło mi tu np. jakiejś obsesyjności. Stylistycznie też poprawnie, bez fajerwerków i większych wpadek. 

 

Zdecydowanie najbardziej podobała mi się pierwsza scena, zapowiadała ona bardzo dużo, dobry jest też pomysł z klamrą, ale cała reszta niestety rozczarowuje po tym mocnym wejściu w pierwszym krótkim rozdzialiku.

 

Czytałam na komórce, więc łapanki nie robiłam, choć trochę babolków było. Teraz rzuciło mi się w oczy:

 

Ciało Alexa tkwiło nieruchome w wannie pełnej posoki.

Posoką nazywamy zasadniczo krew zwierzęcą, nie ludzką, to nie są po prostu synonimy. Trudno też tkwić w płynie.

http://altronapoleone.home.blog

To było dobre, o rany. :)

Zaskoczyłaś mnie tym tekstem, na swój sposób, ale jednak… 

Właściwie nie spodziewałem się czegoś takiego tutaj, ludzie jakby przywykli do tematyki. Takie czasy.

Nie trzeba zawierać paktów, skoro dusze same pukają do wrót otchłani.

Pozornie to opowiadanie jest dość proste, ale z tego tasowania talii zgranych kart udało Ci się ułożyć całkiem zgrabny pasjans. 

Najbardziej zdumiewa mnie… hmmm… prawdziwość tego tekstu. Oczywiście nie w sensie dosłownym, ale na poziomie zależności psychologiczno-metafizycznych, że się tak wyrażę.

Sława rzeczywiście wymaga poświęceń, a sukces potrafi zaboleć bardziej niż porażka. A im dalej w las, tym więcej drzew, tym trudniej się uwolnić. 

Gdyby tylko ci, którzy zazdroszczą, wiedzieli czego… ;)

Żeby nie było, że tylko słodzę – mogłaś być nieco bardziej subtelna w tym obrazie. 

Ale cóż – duch czasów.

Nieważne, i tak dam nominację do piórka. A co… ;)

Nie betuję tekstów ze względu na brak czasu.

Silver!

 

Bardzo mnie cieszy Twoja reakcja! Taki komentarz jest jak drożdżówka z dużą ilością kruszonki :-) Ciekawa jestem rozwinięcia tej uwagi o subtelności. Co było dla Ciebie zbyt “grubo ciosane”? Fajnie, że zdołałam Cię zaskoczyć. W ogóle bardzo mnie raduje tak pozytywny odbiór tego tekstu, wobec którego sama miałam wiele zastrzeżeń. A jak czytam: “To było dobre, o rany. :)” to czuję wielką satysfakcję.

Dziękuję za miłe słowa i nominację <3

 

Drakaino!

 

Ujęłaś w słowa niektóre moje zastrzeżenia co do tego tekstu i przyjmuję, że nie podzielasz zachwytu obydwojga jurorów i kilku innych osób, które przeczytały “Sławę” i zostawiły pozytywny komentarz. Dziękuję, że napisałaś, co Ci w tym opowiadaniu nie gra.

Postać diabła miała być oczywista, kto inny mógłby zawrzeć z Ange taki pakt? Kto miałby taką moc?

Wiele rzeczy, o których wspominasz jest kwestią gustu, czy też osobistego odbioru (co uświadomiły mi komentarze). Tematyka jest specyficzna i była dla mnie czymś nowym.

Z początku oceniałam swój tekst słabiej, niż po przeczytaniu, jak został odebrany. To zaskakujące i bardzo przyjemne uczucie.

Dzięki, że zajrzałaś i się wypowiedziałaś.

Pozdrowienia!

eM

Pomysł nie został doceniony, dzieląc los właściwie wszystkiego, czym do tej pory próbowałam zachwycić ludzi.

Nooo…. :<

 

Chyboczę się i staram patrzeć do przodu, a nie na kotłującą się, mętną rzekę wiele metrów niżej

Gdzie ta Wisła w Warszawie się tak kotłuje?

 

Są sycące niczym naleśniki z białym serem i masłem orzechowym.

 

Przejdziemy się nad Wisłę. Spodziewam się, że łęgi na prawym brzegu będą dobrym miejscem na pierwszy raz.

Praga, znaczy się? :P

 

O typie

Bardzo kolokwialnie, ale przede wszystkim to charakterystyczne określenie, a chwile wcześniej już się pojawiło.

 

lecz drgania, rozchodzące się po ziemi.

Niepotrzebny przecinek.

 

6 kwietnia 2021

Zaburzona chronologia. Lubię.

 

o czym marzyłam wyobrażając ją sobie

Brakuje przecinka.

 

Moją głowę wypełnia tykanie zegara, jak odliczanie do wybuchu bomby. Ta wypełniona paniką chwila zdaje się trwać w nieskończoność.

Powtórzenie.

 

wynurzam wciągając łapczywie powietrze

Brak przecinka.

 

, co się stało.

Niewiele pamiętam z tego, co działo się potem.

Powtórzenie. Do tego bardzo podobne sformułowania.

 

20 września 2021

Lucas! Odezwij się, do cholery! Pięć tysięcy to za mało. Chcę dwudziestu. W ratach, żeby ludzie nie pomyśleli, że kupuję lajki. Nie zostawiaj mnie teraz!

Czy ta wiadomość nie jest chronologicznie ostatnią sceną. Jeśli tak, to super. :)

 

 

Opowiadanie jest przede wszystkim bardzo sprawnie napisane. Podoba mi się styl, prosty, ale klarowny; konsekwentnie trzymasz rytm, co pozwala płynąć od zdania do zdania – i to w sumie dobrze, choć czasem złamanie tego rytmu tez dobrze robi, kiedy chcemy coś udramatycznić. Tekst jest na tyle dobrze napisany – nawet, jeżeli czasem ciut zbyt wiele opisujesz,a ciut mało pokazujesz – że z samego tego faktu, lektura była bardzo przyjemna.

O ile drogi, którą tekst się potoczy, można było się łatwo domyślić (a szkoda), o tyle przez chwilkę myślałem, że Aleks jest jednak przedstawicielem tej “dobrej” strony – choćby dlatego, że wydobył dziewczynę z dołka i przyniósł jej skrzydła. Tak się zafiksowałem na tej myśli, że jego złolstwo, które rozważałem gdzieś na początku przy wspominaniu sukcesów, mnie zaskoczyło.

Bardzo podobały mi się przemyślenia dotyczące tworzenia, zdobywania publiczności itp. To trafia do każdego autora. :)

Opowiadanie prezentuje naprawdę solidny poziom i w sumie – gdyby nie konieczność oddania piórkowego głosu – na tym by zakończył się mój komentarz, ale fakt głosowania wymaga ode mnie, by tę krytykę i analizę poszerzyć.

I tutaj niestety muszę przyznać, że podałaś nam – tak, naprawdę bardzo dobrze – prostą i ograną już melodię. Właściwie od początku wiadomo, jak ta historia się potoczy, to jest znane są warianty i można tylko zastanawiać się, czy będziemy obserwować motyw z morałem (sprzedanie duszy złe i w końcu dostajesz nauczkę) czy też bez niego, czyli bardziej cyniczny. Wszystkie elementy wskakują jeden po drugim z tego typu historii, jakbyśmy patrzyli na pewnego gotowca, którego możemy przekleić do jakiegokolwiek serialu o zjawiskach paranormalnych i byłby z tego odcinek do obejrzenia. Jeden z wielu.

Żałuję, że nie wniosłaś tutaj więcej swojego wkładu, mimo tak pięknego wykorzystania warszawskich scenerii. A tak, historia idzie jak po sznurku, nawet nie za bardzo jest jej dane się zasupłać, a zakończenie – zdrada Aleksa – rekompensuje to tylko częściowo.

Ale i taka historia byłaby dobrą podstawą i zdała egzamin bez udziwnień, gdybyś uwiarygodniła, albo po prostu rozbudowała, warstwę psychologiczną. Niestety, nie dane jest nam przyjrzeć się moralnym rozterkom bohaterki, nie ścigają jej żadne demony (w sensie metaforycznym), nie rozważa zakończenia współpracy z Diabłem (po prostu nie podoba jej się wybór kolejnego celu), zabija mężczyzn – już od pierwszej swojej ofiary – bez mrugnięcia okiem z wprawą kompletnego socjopaty. Nawet więcej! Bo i ci odkrywają w sobie mordercze skłonności najczęściej przypadkiem i jest to dla nich moment prawdziwej traumy. Wiem, mamy tu na obronę scenę z kotem, ale od patrzenia, jak kocur tonie w szambie, do rozpruwania tętnic większym i silniejszym od siebie mężczyznom jest daleka droga.

To był dobry materiał na wniknięcie w psychikę zabójcy. Na pokazanie, co mu się roi w głowie. Na przedstawienie, jak zaczynając od małych rzeczy, kończy na czynach najokropniejszych. Niestety, to w tym tekście się nie zadziało.

Do tego zabójstwa idą bohaterce bardzo gładko. W zasadzie nie obserwujemy jej zmagań – tu żałuję najbardziej, że nie dane było nam zobaczyć, jak robi to po raz pierwszy; wspominasz tylko, że była dość nieporadna i to aż prosi o pokazanie tego w scenie – a i seria zabójstw (a zabija ona sporo i często) nie ma żadnych fabularnych konsekwencji. Wiem, że działanie warszawskiej policji może pozostawiać sporo do życzenia, jednak nie aż tak wiele. ;)

Tymczasem bohaterka wydaje się posiadać w ręku wszystkie karty – aż do momentu zakończenia, kiedy w sumie i tak postanowiła zabić Aleksa – i nawet mała komplikacja w postaci jego morderczego planu nie krzyżuje jej szyków. Trafia go jednym uderzeniem mimo stanu odurzenia. I tu zacząłem się zastanawiać, czy nawet stłuczonym kieliszkiem jest tak łatwo dokonać uszkodzenia tętnicy? Nie potrzeba do tego pewnej siły? Nie wiem, nie próbowałem.

Zakończenie to też był dobry moment do refleksji, czyli tego morału, jaki zwykle występuje w historiach spod znaku “sprzedałem dusze diabłu”. Ten nie następuje i z jednej strony dobrze wpisuje się to w nową tendencję, by historie kończyć inaczej niż kiedyś, zadawać kłam dawnym prawdom itp. jednak nie dostajemy nic w zamian. Dziewczyna zabiła, dostaje lajki, jest wkurzona, ze za Aleksa dostała tak mało (jeśli dobrze odczytuję chronologię) ale właściwie od pierwszego zabójstwa nic się w niej nie zmienia. Ba! Zdawać by się mogło, że żywiła do Aleksa szczególne uczucia, a nawet go nie opłakuje. Przez myśl jej nie przechodzi, by poświęcić sekundkę na wyobrażenie sobie, jakby np. mogło wyglądać ich wspólne życie, gdyby odrzucili diabelski układ.

Przez to – mimo dobrej realizacji znanego motywu – historia wydaje mi się potraktowana bardzo powierzchownie. Mamy zabójstwa, tak; mamy twist na koniec, tak; mamy pewien wątek obyczajowy, tak (grozy nie mamy, co mi osobiście w niczym nie przeszkadzało), ale nie wniknęliśmy w tę historię i to, co w niej drzemie, nie zostało wydobyte. A przynajmniej takie są moje odczucia.

W głosowaniu będę więc na NIE, mimo, że opowiadanie mi się podobało. To po prostu ciut za mało na piórko i w sumie przy takich tekstach żałuję, że nie można ich jakoś dodatkowo wyróżnić z biblioteki, do której od lat wpada wszystko, co jest jako tako napisane.

Jeśli pozwolimy na łamanie zasad w wyjątkowych sytuacjach, stworzą wyjątkowe sytuacje, aby łamać zasady.

Postać diabła miała być oczywista, kto inny mógłby zawrzeć z Ange taki pakt? Kto miałby taką moc?

Jeśli założyłaś, że to diabeł, to tak, tylko diabeł mógł zawrzeć pakt. Niemniej czy to oznacza, że zaraz na początku czytelnik musi to wiedzieć? Czy on musi się nazywać tak, żeby to było oczywiste? Jak Cruella De Vil?

Natomiast przyznam, że dla mnie kuszące by było w tym kontekście pogranie w to, czy to jednak nie psychopata podszywający się pod diabła, pozostawienie czytelnika z niepewnością co do “statusu ontologicznego” kusiciela. W świecie internetów i tak dalej, w świecie tego, że cyberprzestępcy coraz sprawniej podszywają się pod innych (akurat przed chwilą francuski znajomy, u którego jestem, pokazał mi idealny fake maila od urzędu podatkowego, wysłany w tym samym dniu, w którym urząd naprawdę rozsyłał maile do obywateli) pytanie o to, kim jest diabeł albo kto jest diabłem, można ubrać w bardziej nieprzewidywalne dla czytelnika kostiumy, skoro już poszłaś w klimaty bardzo współczesne. Tego między innymi zabrakło mi w Twoim tekście, który wydał mi się bardzo sztampowy w rozegraniu tego konkretnego wątku.

http://altronapoleone.home.blog

Geki!

 

Gdzie ta Wisła w Warszawie się tak kotłuje?

A gdzie jest Ola? :-)

 

Praga, znaczy się? :P

A gdzieżby indziej ;-)

 

Dzięki za konkrety i dużo pozytywnych słów na temat płynności, stylu i rytmu. Bardzo mnie to cieszy. 

 

czasem ciut zbyt wiele opisujesz,a ciut mało pokazujesz

Wcześniej zwrócił mi na to uwagę Zanais, z tym, że nie do końca wiem, w jaki sposób. To znaczy – jeśli możesz mi podrzucić konkretny przykład “pokazywania”, na który mogłabym zerknąć, żeby zrozumieć co miałabym zrobić, jak to osiągnąć – będę Ci bardzo wdzięczna. Rozumiem to tak, że czytelnik ma okazję to odczuć, zamiast czytać o tym wprost. Ale namacalny przykład bardzo by mi pomógł. Chętnie się tego nauczę :-)

 

O ile drogi, którą tekst się potoczy, można było się łatwo domyślić (a szkoda)

W przypadku dwóch nieopublikowanych tekstów, które ostatnimi czasy napisałam, usłyszałam, że za dużo ukrywam i czytelnik musi się zbyt wiele domyślać i że to ryzykowne, dlatego tu zdecydowałam się zagrać bardzo wprost, ukrywając mimo wszystko co nieco o Alexie. 

 

To trafia do każdego autora. :)

:-)

 

W głosowaniu będę więc na NIE, mimo, że opowiadanie mi się podobało. To po prostu ciut za mało na piórko i w sumie przy takich tekstach żałuję, że nie można ich jakoś dodatkowo wyróżnić z biblioteki, do której od lat wpada wszystko, co jest jako tako napisane.

 

No smutno mi czytać te słowa. To coś takiego jak: “Jesteś przystojny, piekielnie inteligentny i uwielbiam Twoje żarty, ale… zostańmy przyjaciółmi” ;-) Choć póki co – i tak moja nominacja została cofnięta. Ale miło mi, że gdyby istniało jakieś wyróżnienie pośrednie, mogłabym na nie według Ciebie liczyć :-)

 

Jeszcze raz dziękuję za komentarz, materiał do przemyśleń i komplementy na temat tekstu!

eM

 

 

Cóż, Emilisien, przykro mi to mówić, ale do mnie opowiadanie nie trafiło, a jego lektura mocno mnie znużyła. Pewnie dlatego, że zupełnie nie interesuje mnie ten cały Instagram, nie pojmuję czemu służą lajki i dlaczego są takie istotne dla bohaterki, nie umiałam się wczuć w jej poczynania i nie potrafiłam wykrzesać w sobie zainteresowania dla opisanych wydarzeń.

Niezależnie od moich odczuć, gratuluję Ci wygranej w konkursie. :)

 

Idę wąską ścież­ką w kie­run­ku wody… → Zbędne dopowiedzenie – ścieżka jest wąska z definicji.

 

Idąc przez smo­li­stą ciem­ność sta­ram się uspo­ko­ić, choć mar­nie mi idzie. → Nie brzmi to najlepiej.

 

Gdzie je­steś, dra­niu, gdy Cię po­trze­bu­ję? Gdzie je­steś, dra­niu, gdy cię po­trze­bu­ję?

 

Pró­bu­ję wy­rwać mu z ręki ga­ze­tę… → Wysokie Obcasy Extra nie są gazetą.

 

Stra­ci­łam ra­chu­bę, jak w ogóle zna­leź­li­śmy się w łóżku. → Czy tu aby nie miało być: Stra­ci­łam świadomość, jak w ogóle zna­leź­li­śmy się w łóżku.

 

pod ostat­nim zdję­ciem jest już czte­ry ty­sią­ce ko­men­ta­rzy. → …pod ostat­nim zdję­ciem już czte­ry ty­sią­ce ko­men­ta­rzy.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Cześć,

 

tym razem muszę zgodzić się z drakainą i reg. Po lekturze tekstu, mimo szczerych chęci, nie jestem w stanie udzielić mu zbyt wielu pochwał, może poza przyzwoitą warstwą techniczną.

Na płaszczyźnie fabularnej mamy, w mojej ocenie, do czynienia z bardzo prostą, schematyczną historią opartą o wyeksploatowany wątek zaprzedania duszy diabłu, przy czym brak temu wątkowi subtelności, którą można by zatrzeć wtórność. Pozostałem raczej z refleksją, że nie dałaś mi tym tekstem poznać swojej autorskiej tożsamości, że bazowałaś na w pewnym sensie bezpiecznych, znanych już sobie i czytelnikom rozwiązaniach, bez nadmiernego udziału własnej kreatywności, której eksponowanie – jak wiadomo – niesie z sobą pewne ryzyko.

O niskiej wiarygodności przedstawionych zdarzeń poprzednicy wypowiedzieli się już aż nadto, więc na tej płaszczyźnie oszczędzę sobie i Tobie ględzenia.

Same motywacje bohaterki wydały mi się niezbyt przekonujące, choćby na poziomie “gołych” liczb oferowanych przez Diabła. Co to jest 1000 followersów? 5000? Zabić za coś takiego wydaje się co najmniej ekonomicznie nieopłacalnym przedsięwzięciem, abstrahując od kwestii emocjonalnych, które też – znów w mojej ocenie – potraktowane zostały tutaj po macoszemu. Całość wyszła raczej karykaturalnie i, jak tu ujęła drakaina, “komiksowo”.

Tematyka, jak i będące jej implikacją przesłanie nie oferują niczego nowego, czego bym już nie wiedział, nie mamy tu do czynienia ze świeżym spojrzeniem na problem pędu za popularnością czy nieposkromioną ambicją. Znów – brak tu czegoś oryginalnego.

Być może na lekki plus wypada twiścik z Alexem, chociaż nie jest to też jakieś niesamowicie przebojowe rozwiązanie.

Mimo powyższego, chciałbym serdecznie pogratulować Ci wygranej w konkursie. Mimo mojej negatywnej oceny “Sławy…”, będę Cię miał na oku i na pewno jeszcze do Ciebie zawitam :)

 

Z pozdrowieniami,

fmsduval

 

 

"- Zniszczyliśmy coś swoją obecnością - powiedział Bernard - być może czyiś świat." V. Woolf

Całość wyszła raczej karykaturalnie i, jak tu ujęła drakaina, “komiksowo”.

Stanę tutaj w obronie tekstu, jako miłośnik komiksów i zapytam wprost: co w tym złego? :P

 

Wcześniej zwrócił mi na to uwagę Zanais, z tym, że nie do końca wiem, w jaki sposób. To znaczy – jeśli możesz mi podrzucić konkretny przykład “pokazywania”, na który mogłabym zerknąć, żeby zrozumieć co miałabym zrobić, jak to osiągnąć – będę Ci bardzo wdzięczna. Rozumiem to tak, że czytelnik ma okazję to odczuć, zamiast czytać o tym wprost. Ale namacalny przykład bardzo by mi pomógł. Chętnie się tego nauczę :-)

Ja się nadaje do marudzenia, ale nie do uczenia (:P) ale spróbuję.

Wybiorę jakis przykład z tekstu i to przedstawię. Nie gwarantuje, czy to będzie przykład najlepszy, ale mam nadzieję, że uda mi się przekazać to, co chcę.

 

Nie wyszło mi tak dobrze, jak chciałam. Zjadły mnie nerwy. Ale i tak go zaskoczyłam. Myślał, że stłukłam tę butelkę przez przypadek, bo jestem wstawiona. Cięłam mocno, choć niewprawnie.

 

To jest taki fragment, który aż się prosi rozbudować w scenę (chyba o tym wspominałem).

 

Nie wyszło mi tak dobrze, jak chciałam. Kiedy stłukłam butelkę, chyba myślał, że to przez przypadek, bo jestem wstawiona. Serce podchodziło mi do gardła, nogi były cięższe z każdym krokiem, a ja próbowałam powstrzymać drżenie rąk, wpatrując się w to miejsce na jego szyi. Śmiał się. Nic nie podejrzewał.

 

Nie chcę insynuować, że ta wersja jest lepsza, bo nie poświęciłem na nią czasu. Chodzi o ogólną tendencję, by w istotnych elementach tekstu unikać pisania np. “czułam obezwładniający strach” – a pokazanie czytelnikowi tego strachu poprzez zachowanie bohatera.

I to też nie jest jakaś zasada, bo czasem takie skrótowe podejście może pasować lepiej bo np. dynamika sceny tego wymaga. W pisaniu w ogóle nie ma sztywnych zasad, a przynajmniej ja takich nie znam.

 

W przypadku dwóch nieopublikowanych tekstów, które ostatnimi czasy napisałam, usłyszałam, że za dużo ukrywam i czytelnik musi się zbyt wiele domyślać i że to ryzykowne, dlatego tu zdecydowałam się zagrać bardzo wprost, ukrywając mimo wszystko co nieco o Alexie. 

Są dwie szkoły. Ja z tych, co tez lubią ukrywać. Do tego cenię wieloznaczne zakończenia, przez co w ogóle czasem zbieram cięgi. xD

Jeśli pozwolimy na łamanie zasad w wyjątkowych sytuacjach, stworzą wyjątkowe sytuacje, aby łamać zasady.

Stanę tutaj w obronie tekstu, jako miłośnik komiksów i zapytam wprost: co w tym złego? :P

Piszesz do drugiego miłośnika, mister Geki :) Jednak co wolno w komiksie, to niekoniecznie pasuje do tekstu tego typu. Zwłaszcza że nie mamy tutaj świadomej zabawy konwencją (przynajmniej ja tego nie dostrzegłem), a raczej uchybienia w konstrukcji bohaterki i uzasadnieniu jej zachowań. Toteż owa “komiksowość”, rozumiana pejoratywnie, nie odnosi się do komiksu jako takiego, a do opowiadania, które komiksem nie jest i – w mojej ocenie – autorka nie miała zamiaru naśladowania tej formy przekazu.

"- Zniszczyliśmy coś swoją obecnością - powiedział Bernard - być może czyiś świat." V. Woolf

Napiszę od razu, jeszcze nie to opowiadanie, więc będzie – Nie. :-(

 

Na największym poziomie ogólności powiedziałabym treść wabi, lecz realizacja nie dotrzymuje  jej kroku. W normalnym, pozaportalowym życiu po przeczytaniu dwóch pierwszych stron zakończyłabym czytanie, ewentualnie skanując resztę. Spróbuję, na tyle na ile potrafię, wyjaśnić – dlaczego.

 

Temat/problem, o którym opowiadasz porusza, jest ważny i ciekawy. Przyciąga również: emocjonalność tekstu, zróżnicowanie źródeł informacji (wypowiedzi z komunikatora, pamiętnik czy osobisty notes, pierwszoosobowa narracja) i metafory (niektóre są ładne, w punkt, choć zdarzają się też przefajnowane).

Kłopot dla mnie polega na tym, że nie budujesz napięcia, lub – raczej – próbujesz zbudować horror bez klimatu, dawkowania napięcia w poszczególnych scenach i/lub sytuacji wewnętrznej bohaterki, jej motywacji, popędów. Zamiast tego żonglujesz szokującymi zdarzeniami (opis zachowań Angel przerywany brzmiącymi podobnie myślami) i niedopowiedzeniem (podobny zabiegiem wykorzystalaś przy tekście na Ceres).

 

Najpierw klimat. Poszczególne klocki i założenia są ok, tylko nie odnajduję wizualizacji w tekście. Czego szukam? Powolnego wikłania się nieświadomej bohaterki w lepką pajęczą sieć Lukasa. Narastania ciemności i kolejnych kroków. 

Sytuacja wyjściowa jest dobra: silnie zdeterminowana bohaterka walczy o popularność w sieci, o uznanie siebie i sztuki, którą tworzy, doświadcza spektakularnej porażki i nagle – mały kamyczek – odzywa się Alex (sesja zdjęciowa). Przypina sobie symboliczne skrzydła, piękny motyw powielający się  na kilku poziomach (te konkretne zrobione przez nią i wyrzucone na śmietnik; wzbicie się w powietrze – lot, most; pierwszy sukces w sieci; wreszcie metafora całości – czerń i biel, nie chcę spojlerować). Ona chce więcej, zaczyna się historia… i od tego momentu stopniowo zaczynasz mnie – tracić, gubić. 

Bo co czytam dalej: pisaną w pierwszej osobie zdystansowaną relację w czasie teraźniejszym: o biegu, przewróceniu, przerażeniu jakby dotyczyło to kogoś innego. Podobnie zresztą dzieje się w innych fragmentach (nazwę je narracyjnymi w odróżnieniu od tych z komunikatorów). Brakuje w nich bohaterki, choć przecież w jej głowie, odczuciach siedzimy, brakuje postępującej grozy, matni. Budujesz emocjonalność tekstu na zdarzeniach, działaniu, bez opisów, bez zmiany w psychice bohaterki – zauważ, że pod koniec tekstu wcale nie rozumiemy jej lepiej niż na początku tekstu.

 

Niedomówienia wiążą się – dla mnie - samą kompozycją tekstu oraz ukryciem paktu z Lukasem. To kluczowa informacja i w zasadzie ona generuje najważniejszy dylemat w opowiadaniu, które pokazuje mini studium upadku. Poważnie zastanawiłabym się nad inną kolejnością przedstawianych „klocków” zdarzeń. Fabuła nie musi iść linearnie, wręcz lubię kiedy tak się nie dzieje, lecz muszę otrzymać coś w zamian, np. wiedzieć, o co toczy się gra bądź dostać cokolwiek, czego mogę się uchwycić. W historii, którą opowiadasz mam ambitną dziewczynę, trochę szaloną artystkę, potem pamiętnik (późniejsze w czasie kartki z kalendarza) i scenę w lesie i dopiero potem retrospekcję, czyli – napiszę bardzo, bardzo dużym skrótem: dobro (dziewczyna, której zaczynam się przyglądać, może lubić, trudna i jednocześnie cierpi, coś ją trapi i czegoś bardzo chce) –> niezrozumiała, zła –> pogłębienie niejasności i zła. Czyli zanim nawiązałam więź z bohaterką (piszę o sobie, a nie ogólnie), staję w obliczu już przemienionej dziewczyny, dopiero potem mamy wyjaśnienie i ostatnią próbę.

Dla mnie taki zabieg nie jest rodzajem niedopowiedzenia, czy pozostawieniem otwartego zakończenia, ponieważ:

a/ nie mam pojęcia o sile pożądania bohaterki, muszę przyjąć ten fakt za pewnik, gdyż stara się o lajki; 

b/ nie wiem w imię czego robi to, co robi i czemu coraz głębiej wchodzi w alians z Lukasem (co więcej, nie mam wiedzy na temat tego, czy zaakceptowała i właściwie co), znaczy stara się o lajki i wracamy do a/

c/ stawiasz ją przed ostateczną próbą, której nie rozumiem, bo nie znam jej związku z Alexem (wyjaśniasz rzecz dopiero w tym momencie, więc ponownie zaskakujesz, nie dając mi czasu na narastanie niepokoju o nią i cała resztę.

d/ zakończenie odbieram jak gołębia wylatującego z kapelusza magika, gdyż muszę znowu uwierzyć Ci na słowo, że coś zrozumiała, lub że np. relacja z Aleksem była ważna. 

 

Jeszcze jedną kwestią jest sam język. Zwróć uwagę na używanie słówek: „to”, „się”, „ten, taki, już”, nadmiar zaimków i czasownika „być” w różnych odmianach. O ile w wypowiedziach (korespondencja, osobisty notatnik) one nie przeszkadzają, wręcz mogą podkreślać stan ducha, część emploi bohaterki, gdy przechodzimy do fragmentów narracyjnych mogą zatrzymywać.

 

Kilka wypisanych drobiazgów (nie wszystkie):

,Przelewam się przez krawędź wanny i uderzam o zimną podłogę, lądując w kałuży wody. Wymiotuję i krztuszę się jednocześnie, walcząc z trawiącym płuca ogniem. Słyszę czyjś spazmatyczny szloch i wycie. Dopiero po dłuższej chwili dociera do mnie, że to ja sama płaczę…

Lekko dopracowałabym początek.

wspinam się na barierkę mostu, próbując złapać równowagę. 

Podmieniłabym „barierkę”, ponieważ na poręcz nie dałaby rady, za mała średnica.

Chyboczę się i staram patrzeć do przodu, a nie na kotłującą się, mętną rzekę wiele metrów niżej.

Niemożliwe; może lepsze byłoby „balansuję” lub inaczej.

Serce gwałtownie przyspiesza, gdy łagodny podmuch wiatru zmusza mnie do przybrania pozy tancerki z “Dzielnego ołowianego żołnierzyka”.

Niemożliwe, wiesz jaka to pozycja?

ale te biegają w popłochu, niczym szczury po tonącym okręcie.

Szczury uciekają z tonącego okrętu, mogą biegać po pokładzie, wychodzić spod pokładu, z wszystkich ładowni bądź inaczej.

Potykam się i upadam, raniąc się boleśnie w kolano i obcierając dłoń

Pokombinowałabym z „się” w tym przypadku.

Nie pamiętam(+,) kiedy ostatnio czułam

Widzę(+,) jak jego powieki stają się coraz cięższe i 

Wiesz(+,) co jest najgorsze

Nie mam pojęcia(+,) jak to zrobiłam w takim stanie.

Czy zdąży mnie utopić(+,) zanim się wykrwawi

Napisałam(+,) co przeżyłam

Trochę tych przecinków do wstawienia we fragmentach narracyjnych jeszcze pozostało, wypisałam nie wszystkie. Innych fragmentów się nie czepiam. 

 

Podsumowując: pomysł ciekawy, części składowe też; popracowałabym nad językiem, słowami, zastanowiłabym się nad kolejnością ujawniania zdarzeń i spróbowała powalczyć o to, aby sam tekst wywoływał odczucia, uczucia czytelnika przez obrazy, a nie relacja o emocjonalnej bohaterce.

 

pzd

a

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Cześć!

 

Nie lubię grozy (i zwykle jej nie czytam), ale opowiadanie podobało mi się. Niby klasyczna historia z diabłem, który kusi, niby dosyć szybko dowiadujemy się, dokąd to zmierza, ale nowy setting i roszczeniowość bohaterki sprawiają, że ciekawość rośnie.

Bohaterowie i ich przemiany to imho jeden z kluczowych elementów, na który położyłaś nacisk. Początkowa beztroska i cukierkowość szybko znikają, kiedy Angelika łapie haczyk (który w sumie złapała już wcześniej). Zaczyna się upadek, który niby sięga coraz dalej, ale jak się nad nim zastanowić, to zgrzyta. Zastanawiam się, co “diabeł” chce osiągnąć, zwodząc bohaterkę? Dlaczego każe jej akurat zabijać? W pierwszej chwili wzbudza to emocje, ale w drugiej – bazując na wizji chrześcijańskiej (do której nawiązujesz, więc myślę, że o to chodzi) – nie spina się logicznie, choć pasuje do przyjętej konwencji.

Bardzo podobało mi się natomiast zakończenie, w którym okazuje się, że oboje bohaterów podąża tą samą ścieżką oraz epilog, w którym bohaterka zyskuje dodatkowo, kiedy robi sobie zdjęcia komórką, a ludzi interesuje nie jej sztuka, tylko jej historia i powody, dla których płacze. To wybrzmiewa i skłania do refleksji. To zdecydowanie wyszło.

 

Z rzeczy, które jakoś się rzuciły:

Chyboczę się i staram patrzeć do przodu, a nie na kotłującą się, mętną rzekę wiele metrów niżej.

W 2021 zbyt dużo wody w Wiśle nie było (chyba).

Tu przychodzą tylko żule i ci, którzy mają coś do ukrycia.

Strasznie demonizujesz prawobrzeżną Warszawę ;-) W tych krzakach za dnia ludzie robią grille i przychodzą tam z dziećmi, a wieczorami młodzież imprezuje (chyba, że coś się od pandemii zmieniło). Jak zajdzie słońce bywało tam tłoczno ;-)

 

Pozdrawiam i gratuluję zwycięstwa w konkursie!

„Poszukiwanie prawdy, która, choćby najgorsza, mogłaby tłumaczyć jakiś sens czy choćby konsekwencję w tym, czego jesteśmy świadkami wokół siebie, przynosi jedyną możliwą odpowiedź: że samo poszukiwanie jest, lub może stać się, ową prawdą.” J.Kaczmarski

Cześć, Krar85!

 

Skoro nie lubisz grozy i zwykle jej nie czytasz – tym bardziej miło mi, że przeczytałeś moje opowiadanie i że Ci się spodobało! 

 

(…) epilog, w którym bohaterka zyskuje dodatkowo, kiedy robi sobie zdjęcia komórką, a ludzi interesuje nie jej sztuka, tylko jej historia i powody, dla których płacze. To wybrzmiewa i skłania do refleksji. To zdecydowanie wyszło.

Fajnie, że zwróciłeś na to uwagę, bo można tę historię potraktować powierzchownie, a można też zajrzeć trochę głębiej.

 

Zastanawiam się, co “diabeł” chce osiągnąć, zwodząc bohaterkę?

W moim zamyśle pojawia się zarówno prosty motyw zaprzedania duszy diabłu, jak i rozrywki, jakiej dostarcza mu frustrowanie osób, które decydują się na zawarcie paktu. Zabijanie jest jednak najtrudniejsze moralnie, wymaga największego poświęcenia, upodlenia. Osoba, która wejdzie na taką ścieżkę, zwłaszcza z wydawałoby się – błahego powodu – będzie musiała szukać uzasadnień (zredukować sobie dysonans poznawczy), np. umniejszając swoje ofiary, myśląc o nich źle, etc. 

 

Strasznie demonizujesz prawobrzeżną Warszawę ;-) W tych krzakach za dnia ludzie robią grille i przychodzą tam z dziećmi, a wieczorami młodzież imprezuje (chyba, że coś się od pandemii zmieniło). Jak zajdzie słońce bywało tam tłoczno ;-)

Ha ha! Wybacz. To prawda, że łęgi i plaże prawobrzeżnej Warszawy zaczynały tętnić życiem jeszcze w czasie, gdy opuszczałam to miasto :-) Pamiętam jak powstała tam ścieżka biegowa. Tak myślałam, że znajdzie się ktoś, kto mi to wypomni ;-) Zabawne, że bliższe mojej pamięci są jednak czasy, gdy strach było się tam zapuszczać. 

A co do kotłowania się wody. Być może mamy inne wyobrażenie, rzeczywiście. Nie miałam na myśli kotłowania się jak na kataraktach, ale wiry powstające przy mostach. Choć kiedyś, gdy płynąc kajakiem powiedziałam: “Kurka, ale tu wiry…”, usłyszałam w odpowiedzi: “No, naszej koteczki bym tu na pływanie nie wypuścił” :-)

Dziękuję Ci za komentarz, gwiazdkę i podbicie nominacji. Bardzo mi miło!

 

Reg, Asylum – dzięki za komentarze.

 

Fms!

 

No zaskoczyłeś mnie tym brakiem kreatywności i wtórnością. Wiem, że wykorzystywanie znanych motywów wymaga ujęcia ich w nowy sposób i – w moim odczuciu – udało mi się to :-) Opowiedzenie o tym w kontekście Instagrama, który sam w sobie może być postrzegany jako kusiciel, wpływający destrukcyjnie na ludzkie życie, a także ujęcie współczesnych problemów społecznych – według mnie –zdają egzamin. To nie jest prosta historyjka o kuszeniu i komentarze wielu osób pokazują mi, że dało się to zauważyć i wyczuć. 

A co do "gołych liczb", oj fms! Ta uwaga nader wyraźnie pokazuje mi, że albo nigdy nie próbowałeś zbudować społeczności, albo jesteś kimś, kto miał genialny i bardzo prosty pomysł, który ludzie kochają tak, jak Ch*jową Panią Domu :-) A jeśli nie jest dla Ciebie wiarygodne, że ludzie są w stanie posunąć się do podłych rzeczy, goniąc za podziwem, pieniędzmi czy władzą – cóż, ja też wolałabym, żeby świat tak wyglądał. 

Nie mam nic przeciwko komiksowości i przeginaniu, bo gdy wybiera się temat "dziewczyna zawiera pakt z diabłem w zamian za followersów na Instagramie", ta historia po prostu nie może być całkiem poważna i trzymająca się kupy. Ja jednak lubię przegięte motywy. Wiele filmów i opowieści się na nich opiera i gdyby nie pewne niemożliwe założenia, nie byłoby w ogóle historii do opowiadania.

Ale – przyjmuję Twój odbiór i że do Ciebie to nie trafiło. Dzięki za podzielenie się opinią!

 

Geki!

 

Nie wyszło mi tak dobrze, jak chciałam. Kiedy stłukłam butelkę, chyba myślał, że to przez przypadek, bo jestem wstawiona. Serce podchodziło mi do gardła, nogi były cięższe z każdym krokiem, a ja próbowałam powstrzymać drżenie rąk, wpatrując się w to miejsce na jego szyi. Śmiał się. Nic nie podejrzewał.

Na bazie tego, wyciągam wniosek, że “pokazanie”, o którym mówisz, byłoby nie stwierdzeniem autorki “byłam zdenerwowana”, tylko przedstawienie reakcji jej ciała, tak? Reakcje + zachowania, dobrze rozumiem? Dziękuję za wyjaśnienie! Zdecydowanie łatwiej marudzić niż uczyć ;-) Ale szczerze – zupełnie inaczej przyjmuje się czyjeś marudzenie, gdy czuje się, że “marudzący” potrafi wyjaśnić/zaprezentować o co mu chodzi, a jeszcze lepiej, jak potrafi zaświecić przykładem :-) Sporo tym zyskujesz!

 

Stanę tutaj w obronie tekstu, jako miłośnik komiksów i zapytam wprost: co w tym złego? :P

He he, a tym jeszcze więcej <3

 

Pozdrowienia! 

eM

No i tak, stało się, wracam z urlopu do pracy i mogę robić to na co wcześniej nie miałem czasu. Pewnie to nie wypada bo w końcu to number one, ale jakoś nie mogłem wygodnie się usadowić. Może dlatego, że nigdy nie podchodziła mi narracja w czasie teraźniejszym. Może dlatego, że te tindery i inne falouersy mnie nie interesują. Złapałem się też, że skakałem po datach, a koniec końców nie poczułem żeby byle one ważne. /// Wiem jednak czuję, że to dobre opowiadanie i potrafię postawić się w osobie czytelnika, któremu opowiadanie się podoba. Pozdrawiam, co złego to nie ja i jeszcze raz gratulację:)

Na bazie tego, wyciągam wniosek, że “pokazanie”, o którym mówisz, byłoby nie stwierdzeniem autorki “byłam zdenerwowana”, tylko przedstawienie reakcji jej ciała, tak? Reakcje + zachowania, dobrze rozumiem? Dziękuję za wyjaśnienie! Zdecydowanie łatwiej marudzić niż uczyć ;-) Ale szczerze – zupełnie inaczej przyjmuje się czyjeś marudzenie, gdy czuje się, że “marudzący” potrafi wyjaśnić/zaprezentować o co mu chodzi, a jeszcze lepiej, jak potrafi zaświecić przykładem :-) Sporo tym zyskujesz!

Tak, dokładnie o to chodziło, a to z tego faktu, że jako czytelnik, kiedy przeczytasz “była zdenerwowana” no to ok, była i co? – ale jako pokażesz to zdenerwowanie, to jest szansa, że autor sobie to wyobrazi. I jest to bliższe temu, jak postrzegamy emocje innych, bo przecież nikt nie przychodzi do nas i nie mówi “jestem zdenerwowany” tylko widzimy jego zachowanie i je interpretujemy.

 

 

Jeśli pozwolimy na łamanie zasad w wyjątkowych sytuacjach, stworzą wyjątkowe sytuacje, aby łamać zasady.

Dzień doberek, złota medalistko!

No, wzięłaś sobie opis nad którym najdłużej myślałem, o czym świadczy jego długość ;) Bardzo cieszy, że motyw Instagrama nie potraktowałaś tylko do scenki, że bohaterka raz się na nim zalogowała, a portal społecznościowy grał tu niemałą rolę. Na plus! 

To co zaskoczyło to relacja bohaterki ze swoim przyjacielem, szczerze mówiąc nie spodziewałem się, że będą polować na siebie wzajemnie. Scena w wannie bardzo thrillerowa. Ogólnie to opowiadanie ma taką thrillerową formę, jednak sprawnie połączony z motywem horroru – wiadomo, dziennik, pewny cyrograf i żądna rozgłosu i poklasku bohaterka. 

Co do wiarygodności historii – w czasach internetu, gdzie ludzie potrafią sprzedać się za parę złotych kompletnie nie zdziwiłoby mnie to, gdyby z takim motywem fantastycznym wpleść historię w dzisiejsze czasy. Zapewne sporo ludzi by się skusiło ;) Skoro jest Dark Web/ Deep Web – gdzie działo się sporo strasznych rzeczy, tutaj kompletnie mnie to więc nie dziwi. 

Końcówka jest rewelacyjna. Takie odwrócenie roli, gdyż nasza bohaterka stała się “ofiarą”, dzięki czemu zyskała światowy rozgłos i to w dość inny, niż początkowo zamierzała sposób. 

Alex miał rację. Zdjęcie komórką wystarczy. Moja zapłakana twarz, wtulona w białe pióra, mówi o przerażeniu i bólu.

→ A no właśnie świetne odwrócenie ;)

 

No nic, nam to opowiadanie strasznie się podobało, więc z mojej strony bez narzekania tym razem! 

Wielkie dzięki za udział w konkursie! Sława wymagała poświęceń.

Zgadzam się z ND. Przeczytałam to opowiadanie jeszcze przed wygraną i od razu mnie kupiło. Przede wszystkim, całość opowieści dzieje się w scenach. Autorka uniknęła mało eleganckiego, bezpośredniego zwrotu do czytelnika. Historia rozgrywa się na naszych oczach. Fabuła jest rozbudowana, twist zaskakujący, a po przeczytaniu całości początek opowiadania nabiera nowego znaczenia.

Kolejna zaleta to postać bohaterki: złożona, wielowymiarowa, łamiąca schematy.

Wartość dodana: sporo psychologii współczesnego człowieka z wielkiego miasta, pokazanej bardzo przystępnie, bo wbudowanej w opowieść. 

Odnośnie szczegółów: woda przy mostach kotłuje się w taki sposób jak napisała autorka. A praski brzeg Wisły nocą faktycznie wygląda jak dzikie miejsce. W Parku Praskim, niewiele dalej, ostatnio znaleziono zamordowaną kobietę, więc bezpiecznie raczej nie jest.

Same motywacje bohaterki wydały mi się niezbyt przekonujące, choćby na poziomie “gołych” liczb oferowanych przez Diabła. Co to jest 1000 followersów? 5000? Zabić za coś takiego wydaje się co najmniej ekonomicznie nieopłacalnym przedsięwzięciem, abstrahując od kwestii emocjonalnych, które też – znów w mojej ocenie – potraktowane zostały tutaj po macoszemu. Całość wyszła raczej karykaturalnie i, jak tu ujęła drakaina, “komiksowo”.

Nie zgadzam się. Ostatnio było głośno w mediach, co zrobiono 14-letniej dziewczynie za zepsucie e-papierosa. Rzeczywistość w tym opowiadaniu jest dosyć brutalna, ale do bólu prawdziwa. 

Umawianie się na seks przez Tindera z nieznajomą osobą czy zabicie za lajki to faktycznie powinien być komiks, ale niestety to współczesna rzeczywistość. Rozpad więzi społecznych, brak umiejętności budowania związków, skupianie się na sobie, to wszystko w tym opowiadaniu zostało pokazane w scenach, w sposób zajmujący, bez dłużyzn. Emocjonalność i moralność bohaterki wypadła spójnie na tle tego tła. 

Motyw kusiciela nie jest nowy, ale podobny zarzut można umieścić pod każdym opowiadaniem. Wszystko już było, ktoś o tym napisał. Obawiam się, że akurat ten motyw nigdy nie był nowy, bo pojawił się już w Biblii…

Ciekawa jestem rozwinięcia tej uwagi o subtelności. Co było dla Ciebie zbyt “grubo ciosane”?

 

Zauważ, że przy tego typu fabule trudno uniknąć skojarzeń z Goethem i Bułhakowem. Obaj byli mistrzami słowa, to jaśniejące gwiazdy literackiego firmamentu wszech czasów. Byłoby rzeczą wprost niebywałą, gdyby tekst amatora, umieszczony na portalu internetowym, wytrzymał to porównanie. 

Tak jednak nie jest. Mimo mojej niewątpliwej sympatii do powyższego opowiadania – nie wytrzymuje. 

To nie znaczy, że nie potrafię go docenić ;) 

Twoje opowiadanie jest jak “Miś”. Oto “Faust” młodzieży zapatrzonej w smartfony, to “Mistrz i Małgorzata” czasów pośpiesznej konsumpcji, lajków i subików. I my tym Misiofaustem udowadniamy jacy jesteśmy dziś: obraz choć może nieco żałosny, to wciąż na swój sposób karykaturalnie wiarygodny. Na tyle, żeby dać piórko, suba i łapkę w górę ;D

 

Nie betuję tekstów ze względu na brak czasu.

Vrchamps

Bardzo się cieszę, że wpadłeś i przeczytałeś, mimo braku zainteresowania tematem. Daty są pamiętnikowe (konwencja) i mają pomóc tam, gdzie robi się trochę zamieszania z chronologią. Choć nie robiłam tu tego dużo. Przesunięcia są subtelne. 

Dzięki za komentarz! :-)

 

Geki!

 

Słuchałam sobie ostatnio w samochodzie Pidżamy porno – „Balu u Senatora” i pomyślałam, że to znakomity obraz Twojej lekcji :-) 

 

„Na sali od nas jest tu trzech – Łysy, ja i Anka

Mamy ukrytą dobrze broń

Mamy zaciśnięte gardła

 

My nie mówimy nic…”

:-)

 

Chyba gdy próbuję pokazywać, nadużywam odwoływania się do doznań bohatera, a dobrze przedstawić to gestami i zachowaniami. Choć i tak doszłam do wniosku, że moi bohaterowie zbyt często unoszą brew :-D

 

Near-Death

Jeszcze raz bardzo dziękuję Ci za docenienie „Sławy” i ogrom miłych słów pod jej adresem. Fajnie, że poruszyłeś w tym kontekście temat dark webu. Na tej bazie mogłoby powstać sporo thrillerów. 

Wielkie dzięki za znakomity konkurs. Sama z siebie nie porwałabym się na takie współczesne tematy i choć wybrałam postać, to wiele razy miałam chęć rzucić to w cholerę :-D Ale skoro się podjęłam – nie chciałam się łatwo poddać. Zmobilizowaliście mnie z Ali do wyjścia poza schemat :-)

 

ANDO

 

Jej! Bardzo mi miło, że stanęłaś w „obronie” mojego tekstu. Widzimy te rzeczy bardzo podobnie. Nawet nie wiem, co miałabym dodać. Cieszę się, że ujęłaś to wszystko w słowa, lepiej niż sama bym to napisała. Bronienie swoich idei samemu jest trudne, bo zawsze można autorowi napisać – No, fajnie, że tak to postrzegasz, ale z tekstu to nie wynika. A jak ktoś inny widzi te rzeczy i potrafi o nich opowiedzieć, to dla autora prawdziwy skarb!

 

Silver!

 

Rozbroiłeś mnie „Misiofaustem” :-D

 

Dzięki! 

eM

Hej emilsien!

 

Hmm… podczas czytania miałam rollercoaster uczuć xD Początek mi się podobał i zaciekawił, potem, jakoś w środku było nieco gorzej, bo weszło zbyt wiele scen których nie potrafiłam ze sobą powiązać. Kiedy jednak to mi się udało, znów było dobrze ;P

Końcówka mnie zaskoczyła, nie spodziewałam się że Alex też podpisał pakt. Mam tylko kilka uwag:

Czy Angel koniecznie musiała zabijać mężczyzn poznanych na Tinderze? Bo jeśli nie, to raczej słaby wybór celu. Jak bym wybrała jakichś meneli których nikt szukać nie będzie, najlepiej podpitych, to łatwiej pokonać. Albo kobiety, bo słabsze xD Albo dzieci, raz trzasnąć i po sprawie. Wybacz, zagalopowałam się xD

Kolejne pytanie też dotyczy zabójstw. W sumie, Angel stała się seryjną morderczynią. Nikt nie szukał zabójcy? Rozumiem, chowała ciała, ale zgłoszenia o zaginięciu raczej były? Nikt sprawy nie powiązał, przecież pisała z nimi na Tinderze.

I ostatnie, co średnio mi podeszło to to zabójstwo Alexa. Zbyt łatwo, nawet jeśli była specem od tulipanów xD

Jeśli chodzi o styl to było dobrze, potknęłam się może raz, a i to na chwilę. Czytało się płynnie, nie mam uwag ;P

Co mi się podobało, to temat pragnienia popularności, przy zdawaniu sobie sprawy, jak płytkie to jest i jak bardzo ci followersi mają ją gdzieś tak naprawdę. Dobre porównanie do czipsów, dodam tylko, że jeśli zniknie jednak marka, zastąpi je inna. Wic insta modelki to też, tak jakby, produkty ;P Bardzo lubię teksty, które otwierają pole to przemyśleń, które poza dobrą fabułą niosą ze sobą jakąś myśl, może nawet zmieniają nieznacznie światopogląd. 

Całość uważam za udaną, nie wiem, czy piórkową, szczęściem nie mnie decydować, ale na pewno nie żałuję, że przeczytałam i bawiłam się dobrze. Pomysł też ciekawy, aż szkoda, że nie rozwinęłaś bardziej tematu pożądania sławy (choć i tak było go bardzo wiele). Fajnie byłoby mocniej pokazać to wahanie przy morderstwie Alexa. Trochę za wiele, jak dla mnie, pozostało “poza kadrem”, choć wszystko było jasne i łatwo się było domyślić. Ja po prostu wolałabym czuć tę potrzebę sławy walczącą z sympatią do Alexa.

Dziękuję za lekturę!

Motyw kuszenia jest bardzo stary, ale dodanie do niego Instagrama i dublet dodały świeżości tematowi.

Bohaterka to niezła sucz – w przeciwieństwie do wielu przedpiśców nie kibicowałam jej. Nie rozumiem, jak można zabić dla takiej pierdoły jak lajki czy followersi.

Poruszasz więc interesujący problem społeczny; przestawienie współczesnego życia na jakieś zwyrodniałe tory z chorym systemem wartości.

Końcówka bardzo ciekawa. Już przy dziwnym smaku szampana można zgadywać, co się dzieje, ale nie udało mi się przewidzieć wszystkiego. Po chwili namysłu dochodzę do wniosku, że Lucas coś pokpił sprawę, bo podwójne polowanie pozwala bohaterce uniknąć kary na ziemi. Gdyby zabiła partnera bez samoobrony, to już by się nie wywinęła policji – podobno na ogół partnerka seksualna jest pierwszą podejrzaną. Gliny znalazłyby jej pamiętniczek, może ślady tej trucizny, którą oszałamiała ofiary… Poszłaby siedzieć, a w ciupie nie miałaby internetu ani dostępu do Insta. Diabeł ułatwił więc dziewczynie życie, a to jakby nie w jego stylu.

Czytało się przyjemnie.

Jestem na TAK, czyli.

Babska logika rządzi!

Cześć, Gruszel!

 

Cieszę się, że moje opowiadanie dostarczyło Ci emocji :-) 

 

Czy Angel koniecznie musiała zabijać mężczyzn poznanych na Tinderze?

To nie było założeniem konkursowym, ale bardzo mi pasowało do tego tematu. Dzięki temu można było wnieść również aspekt “szybkiej miłości”, łatwego seksu i poruszyć kilka spraw, związanych z Tinderem. Wydało mi się, że to bardziej sexy niż mordowanie pijaczków, choć oczywiście przyniosło konsekwencje :-) 

Co do wątku seryjnej morderczyni – z perspektywy widzę, że można było to gdzieś ująć. Napisać choć wzmiankę o tym, że w telewizji czy gazecie było coś o odnalezionych ciałach i jak Miss Angel na to reaguje. Na pewno dodałoby to kolorytu. 

Dziękuję Ci za miłe słowa, pytania i sugestie. Cieszę się, że dobrze się bawiłaś i czytało Ci się płynnie. 

 

Finklo!

 

Twój komentarz sprawił mi dużą radość. Masz rację z tym diabłem (diablą naturą), choć z drugiej strony – chyba sprawiło mu niezły ubaw nasłanie tej dwójki na siebie. A uzależniona od jego “wsparcia” Miss Angel i tak ma przerąbane. Grzecznie uziemiona przestaje być ciekawym obiektem do zabaw – przynajmniej dopóki mu się nie znudzi… Może sposób, w jaki poradziła sobie w “samoobronie” zwróci uwagę policji na podobieństwo z trupami, które wypluwa Wisła? Tu już zostawiam otwarte drzwi do domysłów :-) 

Bardzo się cieszę, że mogę liczyć chociaż na jednego TAKa od loży! :-) Dziękuję!

To nie było założeniem konkursowym, ale bardzo mi pasowało do tego tematu. Dzięki temu można było wnieść również aspekt “szybkiej miłości”, łatwego seksu i poruszyć kilka spraw, związanych z Tinderem. Wydało mi się, że to bardziej sexy niż mordowanie pijaczków, choć oczywiście przyniosło konsekwencje :-) 

Rozumiem sens takiej zagrywki, bo mordowanie meneli faktycznie zabiłoby klimat. Chodzi bardziej o uzasadnienie fabularne, bo nikt nigdy nie powiedział Angel, że ma zabijać mężczyzn, więc wybór wydaje mi się dziwny. Są łatwiejsze ofiary, po co sobie życie utrudniać?

 

 

Hej, już pisałam, że mi się podobało i nadal mi się podoba. Co mi się podobało już wiesz, teraz przybyłam jeszcze piórkowo pomarudzić ;)

To jest bardzo fajne opko. Choć nie ma mnie na żadnych instagramach, twitterach, facebookach i co tam jeszcze istnieje, nigdy niczego nie podlajkowałam, to jednak dostrzegam problem, o którym piszesz i myślę, że więcej takich tekstów powinno powstać. Biblioteka jak najbardziej zasłużona, ale do Piórka, IMO, trochę brakuje.

Przeszkadza mi przede wszystkim łatwość, z jaką wszystko się rozgrywa. Łatwość, z jaką dziewczyna morduje. Zrobienie tulipana może łatwo zakończyć się poharataną ręką, a jej udaje się za pierwszym razem. Bez problemu radzi sobie z zabijaniem facetów, z natury rzeczy silniejszych od niej. Wygląda, jakby nie toczyło się żadne śledztwo, nikt nie depcze jej po piętach, a uważna za bardzo nie była.

Łatwość, z jaką godzi się na propozycję. Zabicie człowieka to chyba największe tabu, a jej to praktycznie nie rusza. Pojawia się kot, pozbawiony przez nią życia w dzieciństwie, ale to IMO nie tłumaczy łatwości, z jaką przychodzi jej zbrodnia. A tylko zwraca niepotrzebnie uwagę czytelnika, który ma wrażenie (no, przynajmniej ja miałam), że to mocno naciągana próba wyjaśnienia zachowania bohaterki.

Myślę, że ci po prostu odrobiny znaków zabrakło do porządnego rozpisania postaci, rozbudowania jej reakcji, całej otoczki morderstw.

Będę na NIE, ale brakowało naprawdę niewiele.

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Interesujące opowiadanie.

Zakotwiczenie historii o social media czyni ją bardzo współczesną. Fiksacja na punkcie polubień została oddana bardzo porządnie – i choć przeglądając komentarze zauważyłem, że niektórym nie mieści się to w głowie, to miejmy na uwadze, że tacy ludzie istnieją. Czy bez mrugnięcia okiem zabiliby za kilka tysięcy lajków? To już kwestia dyskusyjna, a raczej – kwestia ceny (liczby lajków).

Akcja płynie całkiem wartko i dobrze mi się to czytało. Kulminacja wypadła wyraziście, nie spodziewałem się, że fotograf-cinnamon roll okaże się tak bezduszny. Lub raczej tak zepsuty jak Angel. Wydawał się ostoją normalności i przyzwoitości w świecie, w którym dziewczyna zaczęła się zatracać.

Z minusów na pewno wątek paktu z diabłem, który jest mocno wyeksploatowany i trudno tu o jakąkolwiek świeżość. Sam diabeł dość topornie zostaje przedstawiony w nazwisku. Dalej, Angel morduje ofiary ku uciesze diabła, ale czy robi to też z jego pomocą? Te jej morderstwa wyglądają na grubymi nićmi szyte, podobnie zresztą jak finałowa samoobrona. Chociaż może to też ingerencja diabła, a ostateczna sława Angel to jakiś niedopowiedziany wyraz jego tryumfu, który ma miejsce już poza tekstem?

Czytało mi się przyjemnie, choć prócz mocno współczesnej scenografii nie znalazłem tutaj nic innowacyjnego.

Hej

Krótko z komentarzem piórkowym.

Chwaliłem opowiadanie, nazywając je zdecydowanie bibliotecznym i nadal tak uważam, ale na piórko tu trochę za mało.

O realizmie ataków nie będę wspominał, bo już wystarczająco się naczytałaś na ten temat.

Główny problem, jakkolwiek to zabrzmi dziwnie – trzymasz solidny poziom, ale nigdzie nie idziesz wyżej, nie ma tego “wow” w którymś miejscu, aby mnie kusiło do głosowania za piórkiem.

Pozdrawiam

Nowa Fantastyka