- Opowiadanie: adam_c4 - Dla Elizy

Dla Elizy

11. Eliza jest na­uczy­ciel­ką ję­zy­ka pol­skie­go w li­ceum. Jed­nak jak ostat­nio za­uwa­ży­ła, ktoś na jej biur­ku po­zo­sta­wił za­adre­so­wa­ny do niej wiersz.

 

 

Przy­zna­ję, że hor­ro­ru tu nie­wie­le. Ba, we­dług nie­któ­rych de­fi­ni­cji nie ma go tu wcale.

Liczę na wy­ro­zu­mia­łość ju­ro­rów :)  

Dyżurni:

Finkla, bohdan, adamkb

Oceny

Dla Elizy

– Bez serca…

– Serc!

– …serc, bez ducha – to szkie… letów ludy! Mło­do­ści, dodaj mi skrzy­deł…!

– Skrzy­dła!

– …skrzy­dła! Nie­chaj nad ma…

– Stop. STOP!

Za­sła­niam oczy dło­nią, a klasa chi­cho­cze.

Tak na­praw­dę lu­dzie jed­no­czą się tylko w dwóch przy­pad­kach: kiedy trze­ba zwal­czyć śmier­tel­ne nie­bez­pie­czeń­stwo albo wy­szy­dzić kogoś, z kogo można szy­dzić bez­kar­nie.

W końcu spo­glą­dam na Woj­tu­sia. Śmie­chy milk­ną w se­kun­dzie.

Nie naj­pięk­niej­sza twarz pło­nie czer­wie­nią, usta cią­gle są otwar­te. Jakby Woj­tuś nie poj­mo­wał, że nie po­zwo­lę mu już wy­du­kać ani jed­ne­go słowa.

– Pała. No, sia­daj!

Chło­pak sto­su­je się do po­le­ce­nia, a ko­le­dzy i ko­le­żan­ki kwi­tu­ją to ko­lej­nym wy­bu­chem we­so­ło­ści.

– Mam na­dzie­ję, że resz­ta po­tra­fi wy­re­cy­to­wać pierw­szą stro­fę „Ody" – mówię.

Wiem, że nikt nie zro­bił­by tego do­brze, co naj­wy­żej do­sta­tecz­nie. Cóż po­cząć? Pra­cu­je się na takim ma­te­ria­le, jaki się ma.

Dyk­tu­ję treść za­da­nia do­mo­we­go. Kiedy roz­brzmie­wa dzwo­nek, milk­nę. Po ple­cach bie­gną mi dresz­cze i na krót­ką chwi­lę tracę od­dech, ale szyb­ko biorę się w garść. Dzie­cia­ki zgar­nia­ją książ­ki i ze­szy­ty do ple­ca­ków, wsta­ją z krze­seł i ru­sza­ją ku drzwiom.

Się­gam do to­reb­ki i wyj­mu­ję z niej zło­żo­ną na pół kart­kę. 

Dla Elizy

Na próż­no sta­ram się po­czuć woń ró­ża­nych per­fum. Li­te­ry są wy­raź­ne jak przed laty, pa­mię­tam kształt każ­dej z nich.

Czter­na­ście wer­sów dziw­ne­go wy­zna­nia otwie­ra wstęp go­dzien gim­na­zja­li­sty:

Je­steś pięk­na! Ja wiem o tym!

I dalej:

Po­zwól mi się uszczę­śli­wić!

Po­zwól mi roz­pa­lić ogień!

Dobry Boże, jak mo­głam…

– Puk, puk!

Do klasy wcho­dzi Ewa. Się­ga­ją­ce ra­mion włosy przy­wo­dzą na myśl sprę­ży­ny, które pod­ska­ku­ją i ko­ły­szą się w ryt­mie szyb­ko sta­wia­nych kro­ków.

– Co tam masz? – pyta, uśmie­cha­jąc się.

Od­kła­dam kart­kę na blat i spo­glą­dam w okno.

Ile to już lat…?

Od­rzu­cam precz me­lan­cho­lię. Ewa ni­cze­go nie za­uwa­ża. Oczy­wi­ście.

– Wiersz? Czy to wiersz? – do­py­tu­je.

Siada na brze­gu ławki, od­gar­nia włosy za ucho. Tak samo jak wtedy, dawno temu.

– Wiersz – po­twier­dzam. Wsta­ję zza biur­ka i zbli­żam się do niej. Wcią­gam po­wie­trze nosem. Nic. Po­win­na pach­nieć wa­ni­lią.

– No, bo wiesz – rzuca Ewa. – Przed­wczo­raj był prima apri­lis…

– Tak, tak! – Prze­ry­wam jej, waląc dło­nią w blat biur­ka. Od­rzu­cam głowę do tyłu i re­cho­czę. – TAK!

Ewa milk­nie, ale nie wy­glą­da na za­kło­po­ta­ną. Ta nie­na­tu­ral­na re­ak­cja mnie de­ner­wu­je.

– De­ner­wu­je mnie to – przy­zna­ję.

– Słu­cham? – pyta Ewa. Cią­gle się uśmie­cha, ale przy­naj­mniej widać już, że jest zmie­sza­na.

 – We­so­ły dzień – mówię, przy­su­wa­jąc bli­żej to­reb­kę. – Ten prima apri­lis. Można kogoś na­brać, wkrę­cić. Po­śmiać się.

– Ten wiersz to taki żart. No wiesz, żebyś…

– Żeby stara panna po­my­śla­ła, że ktoś po­świę­cił odro­bi­nę czasu na to, aby po­czu­ła się do­brze? Żeby mogła po­my­śleć, że…

Słowa wię­zną mi w gar­dle. Cho­le­ra, co się dzie­je?!

– Prima apri­lis! – krzy­czy Ewa, szcze­rząc zęby w uśmie­chu. – Na­bra­łaś się!

– Tak. Na­bra­łam się.

Znów te dresz­cze. Z tru­dem opa­no­wu­ję drże­nie rąk.

Zmy­lił mnie za­pach ró­ża­nych per­fum. I cha­rak­ter pisma. Tak de­li­kat­ny, tak miły dla oka.

Ża­ło­sne.

Co ty mia­łaś w gło­wie? Na co li­czy­łaś? Na kogo li­czy­łaś? Fru­strat­ka! Gruba idiot­ka, głu­pia idiot­ka, idiot­ka, idiot­ka!

Wrzesz­czę, roz­dzie­ra­jąc kart­kę na pół. To przy­no­si ulgę, wska­ku­ję na wła­ści­we tory.

Otwie­ram to­reb­kę, się­gam po no­życz­ki i biorę za­mach. Ostrze prze­ci­na skórę i ude­rza o kość żu­chwy. Drugą ręką łapię Ewę za włosy, za­ci­skam palce na nie­sfor­nych sprę­żyn­kach i wpycham stal coraz głę­biej. Ob­fi­ty stru­mień krwi za­le­wa mi palce, kiedy prze­ła­mu­ję opór tka­nek.

Ewa nie krzy­czy, nie pró­bu­je się wy­ry­wać.

– Świet­ny żart – szep­czę jej do ucha, a potem skła­dam po­ca­łu­nek na po­licz­ku. Sunę pal­cem po kształt­nych, po­cią­gnię­tych ró­żo­wą szmin­ką ustach.

Liczę se­kun­dy. Jest ich mało, tak mało.

Nie­na­wi­dzę mo­men­tu wyj­ścia.

Naj­pierw wszyst­ko ciem­nie­je, a po chwi­li ude­rza mnie blask, przed któ­rym nie chro­nią za­ci­śnię­te po­wie­ki. Żo­łą­dek staje do góry no­ga­mi i pcha się do gar­dła.

– Okrop­ne! – krzy­czę, rzu­ca­jąc się w fo­te­lu. Całe szczę­ście, że je­stem przy­pię­ta pa­sa­mi. – Zaraz się po­rzy­gam!

Paweł nie zwra­ca uwagi na moje skar­gi. Kiedy był tro­chę młod­szy i, jak sądzę, dużo bar­dziej nie­win­ny, pod­niósł raban, że ho ho. Chciał biec po le­ka­rza, z tru­dem go po­wstrzy­ma­łam.

Od­pi­nam pasy i wsta­ję z fo­te­la. Za­wsze ude­rza mnie to, jak szara, w od­róż­nie­niu od sy­mu­la­cji, jest rze­czy­wi­stość.

Sia­dam na­prze­ciw­ko Pawła. Nie pa­trząc na mnie, wy­peł­nia pro­to­kół; wy­pie­lę­gno­wa­na dłoń sunie nad pa­pie­rem.

– Ładne masz to pióro – za­cze­piam go. – Ja­kieś takie fal­licz­ne.

– Do­brze się ba­wi­łaś? – pyta, siląc się na obo­jęt­ność, choć do­brze widzę, że jest wzbu­rzo­ny.

Bied­ny Paweł.

– Jak zwy­kle.

– To był ostat­ni raz – rzuca tonem, który w jego wy­obra­że­niu ucho­dzi za ka­te­go­rycz­ny. – Daję ci ostat­nia szan­sę, ko­bie­to. Potem re­zy­gnu­ję.

– Na­zwa­łeś mnie ko­bie­tą? – pytam z uda­wa­nym obu­rze­niem. – To bar­dzo nie­pro­fe­sjo­nal­ne, panie me­ce­na­sie!

– Prze­stań! – Z trza­skiem od­kła­da pióro. – Czemu to sobie ro­bisz, Eliza?

– A czemu cię to ob­cho­dzi? – pry­cham w od­po­wie­dzi.

– Nie stać cię na lep­szą ri­po­stę?

– Pier­dol się.

– Sama się pier­dol.

Czuję, jak opada mi szczę­ka. Naj­moc­niej­sze słowo, jakie do­tych­czas wy­po­wie­dział przy mnie mój ad­wo­kat, to „cho­le­ra".

– Ile to już lat? – pyta re­to­rycz­nie, miaż­dżąc mnie spoj­rze­niem. – Są­dzisz, że to łatwe i przy­jem­ne? Pa­trzeć na to wszyst­ko? Nie, twój los nie spę­dza mi snu z po­wiek. Ale nie by­ło­by mnie tutaj, gdyby mi na tobie nie za­le­ża­ło.

Za­po­mi­nam ję­zy­ka w gębie. Po raz pierw­szy od bar­dzo dawna.

– Ta sy­mu­la­cja wy­glą­da­ła ina­czej.

Do­my­ślam się, co chce przez to po­wie­dzieć. Kręcę głową, nie mam ocho­ty tego słu­chać.

– Pa­mię­tasz pierw­szy raz? Praw­dzi­wa ma­ka­bra. Cze­ka­łaś na Ewę z no­życz­ka­mi w dłoni. Ale potem, z bie­giem lat, coś za­czę­ło się zmie­niać. Ty za­czę­łaś się zmie­niać.

– Ta, jasne.

Mój sprze­ciw brzmi ża­ło­śnie.

– Roz­ma­wiasz ze swoją ofia­rą. Je­steś bli­ska pła­czu…

– Gówno praw­da!

– … i cała drżysz, na­zy­wasz to, co spra­wi­ło ci wtedy ból. Co po­pchnę­ło cię do zbrod­ni. Eliza! Gdy­byś przed chwi­lą od­pu­ści­ła sobie numer z no­życz­ka­mi, to ko­mi­sja od zwol­nień po raz pierw­szy spoj­rza­ła­by na cie­bie ła­ska­wym okiem!

„Numer z no­życz­ka­mi". To spora de­gra­da­cja wzglę­dem „naj­bar­dziej od­ra­ża­ją­ce­go mor­der­stwa ostat­nich dzie­się­cio­le­ci", jak okre­ślił mój czyn pe­wien pi­smak.

Nie­ele­ganc­ko. Tak to w rze­czy­wi­sto­ści wy­glą­da­ło. Wy­bu­chła mię­dzy nami kłót­nia, pod­czas któ­rej obie się po­ry­cza­ły­śmy. Bo­la­ło mnie to, że Ewa zde­cy­do­wa­ła się na żart, ma­ją­cy mnie upo­ko­rzyć. Ona zaś ubo­le­wa­ła nad tym, że przez mój rze­ko­my brak po­czu­cia hu­mo­ru ma­te­riał na świet­ną aneg­do­tę, która la­ta­mi krą­ży­ła­by po po­ko­ju na­uczy­ciel­skim, po­szedł się czo­chrać.

– Ale nie po­wiesz ni­ko­mu, co? – za­py­ta­ła, ocie­ra­jąc nos chu­s­tecz­ką. – Bo jesz­cze ktoś po­my­śli sobie o mnie coś złego.

Ja­kieś dzie­sięć se­kund póź­niej do­tar­ło do mnie, że sie­dzę na niej okra­kiem i dźgam na oślep no­życz­ka­mi do pa­znok­ci. W szale na­de­rwa­łam sobie mię­sień w ra­mie­niu. 

Wal­czy­ła jak lwica, pró­bu­jąc mnie z sie­bie zrzu­cić. Nie­sku­tecz­nie.

Wiem, że nie je­stem pierw­szym wy­ko­le­jeń­cem, który re­gu­lar­nie po­wta­rza sy­mu­la­cję tylko po to, aby po­peł­niać tę samą zbrod­nię, za­miast do­wieść, że umiał­by po­stą­pić ina­czej.

– Eliza?

– Co?

– Dzia­ła­my?

– Co ta­kie­go?

– Mó­wi­łem, że mu­si­my dzia­łać. Szyb­ko i zde­cy­do­wa­nie.

– Nie… nie widzę sensu.

– Słu­chaj, zro­bi­my tak… – Nie­zmor­do­wa­ny Paweł na­chy­la się i za­cie­ra ręce. Zdą­ży­łam po­znać wszyst­kie jego gesty i tiki. Cóż za iro­nia losu, że kie­dyś przy­dzie­lo­no mi wła­śnie jego. Mło­kos, świe­żo po stu­diach, sta­wał na gło­wie, żeby pomóc. Facet z ga­tun­ku tych, któ­rzy an­ga­żu­ją się całym ser­cem. Nawet wtedy, kiedy obiekt za­an­ga­żo­wa­nia ma to w dupie. Za­wsze byłam cie­ka­wa, czy ma ro­dzi­nę. Dzie­ci.

– Eliza, słu­chasz mnie?

– Wy­bacz. Już się sku­piam. Mów.

– Jesz­cze dzi­siaj umó­wię cię z wię­zien­nym psy­cho­lo­giem. Nie martw się, nie­waż­ne jakie zro­bisz wra­że­nie, póki co liczą się chęci. Potem skła­dam po­da­nie do ko­mi­sji, w któ­rym opi­szę wszyst­ko, co dzi­siaj za­ob­ser­wo­wa­łem. Będę się upie­rał, że nie je­steś już, jak to się okre­śla, za­twar­dzia­ła. Wnio­sek, co oczy­wi­ste, od­rzu­cą, ale za rok, po na­stęp­nej sy­mu­la­cji, o ile bę­dziesz grzecz­na, coś może drgnąć. A może i tąp­nąć.

– Uch!

– Co?

– „Coś może drgnąć, a może i tąp­nąć". To nie brzmi do­brze. Z wielu po­wo­dów.

Paweł przy­glą­da mi się z uwagą.

– Wy­cho­dzi z cie­bie po­lo­nist­ka – kwi­tu­je, uśmie­cha­jąc się.

Zer­kam na moje po­marsz­czo­ne, po­kry­te pla­ma­mi dło­nie.

– Warto. – Paweł do­my­śla się, co krąży mi po gło­wie. – Choć­by na krót­ko.

– Może – przy­zna­ję.

Może.

Koniec

Komentarze

Hej Adam_c4!

 

Podobał mi się pomysł z symulacją VR wykorzystywaną do badania stopnia “resocjalizacji”. Druga fajna rzecz to stopniowe budowanie kontekstu – najpierw recytacja wiersza, potem scenka w klasie, następnie odkrycie wiersza przez nauczycielkę i Ewa, która robi jej prima aprilisowy żart. To już mogło wystarczyć na niezłego szorta. Ale kalejdoskop obraca się i wszystko widać znowu w innym świetle.

Nie jestem pewien kilku rzeczy. O co chodziło z tymi zapachami? Że nie da się ich symulować? Że liczyła na zapach Ewy? Czy była w niej zakochana, dlatego pozostała starą panną? Mogę całkiem błądzić.

Napisane oszczędnym językiem, sytuacje budowane głównie przez dialogi, tylko niezbędne opisy. W moim guście! Klikam.

Hej, kronosie.maximusie!

O co chodziło z tymi zapachami? Że nie da się ich symulować? 

Tak, wymyśliłem sobie, że symulacje są bezwonne. Między słowami można wyczytać, że Eliza nad tym ubolewa, sugeruje nawet, że zapach listu przyczynił się do tego, że dała się nabrać na marny żart.

Że liczyła na zapach Ewy? Czy była w niej zakochana, dlatego pozostała starą panną?

Przyznaję, że chciałem tutaj zasiać wątpliwości, nie wykładać wszystkiego wprost. Eliza, kiedy popełniła zbrodnię, była, jak sama siebie określa, starą panną. Pewnie wcale nie była taka stara, ale fakt, że nie miała nikogo, najwyraźniej jej uwierał. Jaki miała stosunek do Ewy? Myślę, że to nie było klasyczne zakochanie, a coś bardziej pogmatwanego. Ale ze sposobu, w jaki Eliza opisuje koleżankę, z tego, że pragnęła poczuć jej zapach i jej dotykać, wreszcie biorąc pod uwagę to, jak zareagowała w chwili, kiedy została przez nią wyszydzona – można przypuszczać, że coś było na rzeczy. Ale czym dokładnie było to ,,coś”?

Napisane oszczędnym językiem, sytuacje budowane głównie przez dialogi, tylko niezbędne opisy. W moim guście! Klikam.

Cieszę się :) Dzięki za lekturę i za klika!

Niecodzienne, znaczy nietypowe. Gorzkie w wymowie. Bohaterka budzi sympatię/współczucie. Okropny żart. Przypomina, że żart może nie być dla kogoś żartem, może sprawić ból/przykrość i wywołać nieoczekiwaną reakcję. Misia wciągnęło tak, że nie zauważył wcale, czy są jakieś miejsca do poprawy. Pomysł z symulacją, jako testem resocjalizacji, jest ciekawy i zapewnia element fantastyki w tekście. Klik

Ciekawy pomysł i nawet chyba dobrze zrobiłeś, nie rozciągając tego w dłuższą formę, choć równie dobrze czytałabym coś takiego jako powieść. Bo tu jest spory potencjał fabularny, niemniej jako szort też sprawdza się dobrze, bo zdołałeś nieźle wyważyć proporcje.

Tyle tylko, że jak dla mnie to nie jest horror, a konkurs jest horrorowy. To świetny materiał na kryminał z nutą fantastyki (takiej bardzo bliskiego zasięgu, bo to w zasadzie przeniesienie wizji lokalnej w VR), ewentualnie na thriller psychologiczny. Ponieważ konkurs jest horrorowy, to spodziewałam się, że ona jakoś rzuci się na adwokata czy coś w tym stylu, a w zasadzie to niemalże pogodne zakończenie, z de facto humorystycznym akcentem (z tą polonistką) jest totalnie niehorrorowe.

Aha, jeszcze taki fabularny babolek, tu akurat przydałoby się troszkę dopowiedzieć. Elizie ten primaaprilisowy list Ewy ewidentnie się z czymś kojarzy i dlatego budzi w niej nadzieje. Niby można się domyślić, że kiedyś w jej życiu ktoś był, coś było, ale brakuje choćby zarysowania tej sytuacji – do czego ona tęskni, co wspomina, czym jest obudzona nadzieja. Przez chwilę myślałam, że Ewa była jej dziewczyną ;)

Skądinąd Eliza w tej scenie z uczniem jest tak niewiarygodnie antypatyczna, że bardzo trudno jej w jakikolwiek sposób współczuć.

 

Pomniejszy fabularny babolek:

 

dźgam na oślep nożyczkami do paznokci

Hmm. Jak pokazuje np. słynna (i makabryczna) osiemnastowieczna sprawa Damiensa, nawet scyzoryk to za mało, żeby zabić, a nożyczki do paznokci są maleńkie i nieszczególnie ostre. Pewnie, jeśli się trafi w tętnicę szyjną, to i krótkie ostrze wystarczy, ale tu moje zawieszenie niewiary poszło się bujać, bo każesz jej uderzać w żuchwę, co nie ma szans zabić. W skroń, gdzie kość jest cienka, więc na upór nawet malutkie nożyczki mogłyby uszkodzić dostatecznie mózg, jeszcze bym łyknęła.

Na dodatek rzecz dzieje się w szkole, wśród mnóstwa ludzi, nawet jeśli w klasie chwilowo nikogo nie ma. Na to, żeby popełnić “najbardziej odrażające morderstwo ostatnich dziesięcioleci” (nawet jeśli pismak przesadził), Eliza musiałaby torturować Ewę przez kilka godzin, bo cios w tętnicę albo w skroń nie zasłużyłby na takie miano, na co nie ma w opisanej sytuacji warunków, bo poza wszystkim Ewa by krzyczała, a nawet jeśli nie, to ogromna szansa, że ktoś by zajrzał do klasy podczas przerwy, a nawet jeśli nie, to za parę minut zaczęłaby się nowa lekcja. Tu musiałaby być szybka akcja albo też Eliza dorwała Ewę np. w domu.

Ergo, tego elementu fabuły nie kupuję.

 

 

Wykonanie spoko, kilka drobiazgów:

to szkiel… etów

Ludzie zazwyczaj urywają na samogłosce, tu zresztą także podział sylab jest taki, że szkie-le-tów. Czyli dałabym “to szkiee… letów”

 

Tak naprawdę ludzie jednoczą się tylko w dwóch przypadkach: Kkiedy trzeba zwalczyć śmiertelne niebezpieczeństwo[-,] albo wyszydzić kogoś

 

[włosy] przywodzą na myśl sprężyny, które podskakują i kołyszą się // odgarnia włosy za ucho włosy

Nie bardzo wyobrażam sobie odgarnianie za ucho sztywnych jak sprężynki włosów ;) Ten pierwszy opis z podskakiwaniem itd. jak dla mnie zbyt szczegółowy, a mało przy tym plastyczny

 

Tak samo[-,] jak wtedy, dawno temu.

 

– Tak, tak! – pPrzerywam jej, waląc dłonią w blat biurka.

Tu jest taka szara strefa didaskaliowa, ale ze względu na obecność dopełnienia “jej” dałabym to konkretne didaskalium dużą literą, bo to się odnosi do czynności przerwania komuś, a nie paszczowego przerwania własnej wypowiedzi.

 

zaciskam palce na niesfornych sprężynkach, wpychając stal coraz głębiej

Znowu te sprężynki oraz niezbyt trafny imiesłów przysłókowy współczesny, lepiej: “i wpycham” albo “po czym wpycham”. Imiesłów lepiej by się tłumaczył w takiej np. konstrukcji: “Wpycham stał coraz głębiej, jednocześnie zaciskając palce…”

http://altronapoleone.home.blog

Witaj, koalo!

 

Misia wciągnęło tak, że nie zauważył wcale, czy są jakieś miejsca do poprawy.

Prawdziwy komplement :) Dziękuję za wizytę i za klika!

 

Witaj, drakaino!

Tyle tylko, że jak dla mnie to nie jest horror, a konkurs jest horrorowy. 

No fakt, mało tu horroru. Jeszcze to optymistyczne zakończenie. Tak wyszło :)

(…) Niby można się domyślić, że kiedyś w jej życiu ktoś był, coś było, ale brakuje choćby zarysowania tej sytuacji – do czego ona tęskni, co wspomina, czym jest obudzona nadzieja. 

Myślę, że sama Eliza nie wie, dlaczego żart Ewy tak bardzo ją poruszył. Ale… 

Przez chwilę myślałam, że Ewa była jej dziewczyną ;)

Chciałem pokazać, że między kobietami jest mocna chemia. Myślę, że gdyby nie ona, do zbrodni by nie doszło.

Może para-miłosne wierszydło było wyrazem frustracji Ewy? A Eliza zareagowała tak gwałtownie, bo miała – uświadomione lub nie – nadzieje w związku z tą relacją?

 

a nożyczki do paznokci są maleńkie i nieszczególnie ostre.

Uu, tu się zdecydowanie nie zgodzę. Sam mam takie nożyczki do paznokci, które są przerażająco wręcz ostre. Niby małe i niepozorne, a można się nimi dźgnąć jak nożem. Chyba w Rossmannie kupiłem.

bo każesz jej uderzać w żuchwę, co nie ma szans zabić.

Miałem na myśli miejsce między wcięciem żuchwy a uchem. Tam jest taka niewielka, wrażliwa przestrzeń. Myślę, że tymi rossmannowskimi nożyczkami można by tam zadać śmiertelną ranę.

 

Na dodatek rzecz dzieje się w szkole, wśród mnóstwa ludzi, nawet jeśli w klasie chwilowo nikogo nie ma.

(…) a nawet jeśli nie, to ogromna szansa, że ktoś by zajrzał do klasy podczas przerwy, a nawet jeśli nie, to za parę minut zaczęłaby się nowa lekcja.

Zastanawiałem się, czy to wiarygodne, aby nikt nie wchodził do klasy przez jakiś czas i doszedłem do wniosku, że tak – wystarczy, że do zbrodni doszło po ostatniej lekcji, kiedy szkoła pustoszeje. To mogły być też ostatnie, tamtego dnia, zajęcia w klasie polonistycznej. To zresztą miałoby sens – Ewa wiedziała, że Eliza już kończy i będzie mogła jej poświęcić odpowiednio dużo czasu.

Eliza musiałaby torturować Ewę przez kilka godzin

Ja widzę to tak, że po kilkunastu minutach zapasów Ewa osłabła na tyle, że odsłoniła się na cios we wspomniane przez mnie, wrażliwe miejsce.

 

Uwagom technicznym zaraz się przyjrzę.

 

Dziękuję za komentarz! Pozdrawiam!

Sam mam takie nożyczki do paznokci, które są przerażająco wręcz ostre.

No dobra, mogę uwierzyć, że są ostre, sama używam obcinarki, ale i tak imho nie do końca się to składa. Eliza jest polonistką, więc domyślnie nie wie, gdzie uderzać, żeby było skutecznie tak małą bronią. Jeśli nie jest zgłębiającą kryminalistyczną wiedzę maniaczką kryminałów (a to powinno w razie czego być zasugerowane w tekście), to ma szanse wiedzieć o tętnicy szyjnej i mniej więcej tyle.

Po prostu nie kupuję tego narzędzia mordu, “szczęścia” Elizy, że trafiła w mały zabójczy punkt, o którym nie wie, i opinii o wyjątkowym okrucieństwie, bo jeszcze ta sytuacja w szkole.

 

Miałem na myśli miejsce między wcięciem żuchwy a uchem.

Niemniej jeśli piszesz o żuchwie, to skojarzenie jest, no, z żuchwą? Czyli potocznie dolną szczęką? Okolica ucha, skroń – okej. Żuchwa – nie ;)

 

Ja widzę to tak, że po kilkunastu minutach zapasów Ewa osłabła na tyle, że odsłoniła się na cios we wspomniane przez mnie, wrażliwe miejsce.

Dla mnie jako czytelniczki, która miała na studiach antropologię fizyczną z anatomią to jest nie do kupienia. Miejsce “między wcięciem żuchwy a uchem” to nie jest coś, w co łatwo przypadkowo trafisz, a Ewa, sądząc z tekstu, wali dość na oślep.

 

wystarczy, że do zbrodni doszło po ostatniej lekcji, kiedy szkoła pustoszeje [itd]

To są takie drobiazgi, które trzeba zaznaczyć w tekście, żeby czytelnikowi niewiara nie spadała z kołka. To nie mogą być tylko założenia autora, bo czytelnik nie będzie rozkminiał, że może to było po ostatniej lekcji, a może w sali polonistycznej już nie miało być lekcji. Natomiast wystarczy takie coś zasugerować, żeby ten sam czytelnik poczuł się usatysfakcjonowany, że autor sobie szczegóły przemyślał. A i tak jeszcze pozostaje woźny i sprzątaczki ;)

Skądinąd sytuacja, w której Eliza traci panowanie nad sobą i zbrodnię odkrywa ktoś w środku dnia, a Ewy nie da się uratować, bo ta ją pocięła tak, że nie ma szans, byłaby bardzo dramatyczna i mogłaby się kwalifikować na szczególne okrucieństwo, bo wchodzi kwestia narażenia uczniów na makabrę.

http://altronapoleone.home.blog

Zaskakujące, acz zdecydowanie nie horrorowate.

 

Fabularnie jest nieźle. Mord w afekcie nożyczkami do paznokci mnie nie kupił (wrócę do tego), ale sam pomysł na ocenę resocjalizacji bardzo interesujący.

Mam za to trochę problem z kreacją bohaterki. Jasne, mogę uwierzyć, że ktoś w chwili frustracji daje się ponieść. Jednak fakt, że lata później nie czuje żalu i nie próbuje rozgrywać tej sceny inaczej wydaje mi się lekko podejrzany. Chyba, że to do głosu mają dochodzić wyrzuty sumienia, przez które ona podświadomie sabotuje swoje szanse na zwolnienie warunkowe. Tak czy inaczej, nie potrafię zrozumieć jej zachowania, co nieco pogarsza odbiór tekstu.

 

Wracając do tych nieszczęsnych nożyczek.

Miałem na myśli miejsce między wcięciem żuchwy a uchem. Tam jest taka niewielka, wrażliwa przestrzeń. Myślę, że tymi rossmannowskimi nożyczkami można by tam zadać śmiertelną ranę.

Anatomię miałem już dość dawno, ale w tym miejscu, o którym piszesz, jest zdaje się mięsień. Dźgnięcie tam na pewno by bolało i krwawiło, ale raczej nie byłoby śmiertelne. Tak krótkim ostrzem można by może przebić tętnicę skroniową lub szyjną (przy sporej dozie szczęścia lub umiejętności). Nie wiem, czy nie byłoby lepiej, gdyby ona zwyczajnie zatłukła koleżankę zszywaczem, wbrew pozorom jest to chyba łatwiejsze do wykonania.

Mój komentarz w zasadzie powinien powtórzyć to, co powiedzieli Drakaina i None. Widać u ciebie spore umiejętności panowania nad pisarską materią, bo tekst jest dobrze skonstruowany i napisany, widać bardzo fajne chwilami pomysły, jak tę kwestię z VR.

Nie przekonują mnie szczegóły – jak zabójstwo nożyczkami; plus, w obu szkołach, w których pracowałam, NIE BYŁO SZANS na to, żeby w sali po zakończeniu ostatniej lekcji było pusto: natychmiast wchodziły tam panie sprzątające bo im szybciej skończyły kolejne sale, tym szybciej kończyła im się praca. ALE, jako że to jest horror, i to raczej z tych krwawych, a nie realistyczny kryminał, takie niedociągnięcia uważam, w ramach konwencji, za wybaczalne.

drakaino, 

 

Niemniej jeśli piszesz o żuchwie, to skojarzenie jest, no, z żuchwą? Czyli potocznie dolną szczęką?

Miałem na myśli miejsce między wcięciem żuchwy a uchem :)

żuchwa budowa – Bing images

 

To są takie drobiazgi, które trzeba zaznaczyć w tekście, żeby czytelnikowi niewiara nie spadała z kołka.

Zgoda. Nie zaszkodziłoby wrzucone mimochodem zdanie o tym, że pewnie nie doszłoby do morderstwa, gdyby działo się to w ciągu dnia albo w sali, która nie jest położona na uboczu.

 

Cześć, None!

 

Jednak fakt, że lata później nie czuje żalu i nie próbuje rozgrywać tej sceny inaczej wydaje mi się lekko podejrzany. Chyba, że to do głosu mają dochodzić wyrzuty sumienia, przez które ona podświadomie sabotuje swoje szanse na zwolnienie warunkowe.

 

Tak, to, że podświadomie sabotuje samą siebie, też jest możliwe. Ta opcja nawet bardziej mnie przekonuje niż ewentualność, że Eliza przez te wszystkie lata nie potrafiła wybaczyć Ewie. Tak czy inaczej jej postawa zmieniała się, a symulacja, którą opisałem w opowiadaniu, jest przełomowa, co widzi zarówno Eliza (choć przyznaje to niechętnie) jak i jej adwokat. Wychodzi na to, że morderczyni dojrzała do tego, aby odpuścić i dać sobie szansę. 

 

Nie wiem, czy nie byłoby lepiej, gdyby ona zwyczajnie zatłukła koleżankę zszywaczem, wbrew pozorom jest to chyba łatwiejsze do wykonania.

Jakkolwiek ostatecznie wyobraziłem to sobie tak, że Eliza w feralnym dniu zadźgała koleżankę nożyczkami, tak przyznaję, że z początku widziałem to inaczej (i gdybym trzymał się tej wersji, może teraz nie musiałbym się przed Wami gęsto tłumaczyć :p).

Mianowicie: O ile w czasie symulacji Eliza z łatwością wbija nożyczki w szyję koleżanki, tak pisząc opowiadanie wyobrażałem to sobie tak, że w realu kobieta sięgnęła po nożyczki, może nawet zadała parę poważnych ran, ale zamordowała Ewę, dusząc ją.

W gruncie rzeczy w opowiadaniu nie wspominam dokładnie, jak doszło do morderstwa w świecie realnym, no ale też nie sugeruję, że śmiertelna rana nie została zadana w ten sam sposób, co podczas symulacji.

Gdyby to była kwestia życia i śmierci i musiałbym się bronić przed czytelniczymi zarzutami, to brnąłbym w to tłumaczenie, no ale przecież nie o to chodzi. Już moja w tym głowa, żeby stworzyć czytelnikowi komfortowe warunki do zawieszenia niewiary, a nie żeby zmuszać go do wyszukiwania w tekście argumentów świadczących o ,,niewinności” autora :)

Dziękuję za wizytę!

 

Witaj, ninedin!

w obu szkołach, w których pracowałam, NIE BYŁO SZANS na to, żeby w sali po zakończeniu ostatniej lekcji było pusto:

Jak teraz o tym myślę, to wydaje mi się, że sugerowałem się moim liceum. Co prawda wszystkie, powiedzmy, ważne klasy były skoncentrowane w głównej części budynku, ale już sala do PO była zlokalizowana hen, daleko, przy sali gimnastycznej, do której wiódł jeszcze dłuuugi korytarz.

Dzięki za opinię i za miłe słowa, krytykę nożyczkową przyjmuję :)

 

Pozdrawiam!

Ponieważ komentator, który miał na studiach znacznie więcej anatomii niż ja (ja miałam głównie szkielet, bo tkanki miękkie się średnio zachowują), podtrzymał moją opinię co do zabójstwa za pomocą nożyczek poprzez trafienie w dowolny kawałek żuchwy, pozostanę nieprzekonana. Są bardziej prawdopodobne miejsca przypadkowego śmiertelnego uderzenia oraz lepsze sposoby na skuteczne zatłuczenie koleżanki w sposób wyjątkowo okrutny.

 

sala do PO była zlokalizowana hen, daleko, przy sali gimnastycznej, do której wiódł jeszcze dłuuugi korytarz.

J.w. w kwestii pokazania czytelnikowi, że panujesz nad czasem i przestrzenią opka. Aczkolwiek należy z takimi rzeczami uważać, ponieważ umieszczenie sali, w której dokonuje się morderstwo, akurat jako tej jedynej na drugim końcu szkoły, to klasyczna narrative device i pójście na skróty. Ze sceny zabójstwa w szkole, de facto na oczach wszystkich, mogłeś mieć fajny dodatek do motywacji Elizy. Jeśliby doznała tam upokorzenia, to nawet jeśli już w chwili popełnienia zbrodni zdawała sobie sprawę, że postąpiła źle, resentyment mógł ją prowadzić do niechęci poprawy.

http://altronapoleone.home.blog

Faktycznie, w symulacji te nożyczki nie wadzą, o tyle, że to i tak rodzaj fantazji / rekonstrukcji wydarzeń; w realu może to uduszenie by było wiarygodniejsze.

Problemem jest też to, że być może coś przegapiłam, ale nie odniosłam wrażenia, żeby symulacja odbiegała zasadniczo od wizji lokalnej, poza tym, że jeśli osobnik zostanie zresocjalizowany, to po prostu do zbrodni nie dojdzie.

Może jednak trzeba było dopisać jeszcze kilkaset znaków i rozjaśnić pewne sprawy.

http://altronapoleone.home.blog

Interesująca metoda resocjalizacji. Ciekawe, na ile można oszukiwać, grać kogoś innego w takiej symulacji… Bo może się okazać, że całkiem łatwo przechytrzyć system.

A żart Ewy był słaby.

Babska logika rządzi!

Metoda sprawdzania postępów resocjalizacji mocno mi się z dystopią kojarzy, bo zimnokrwisty morderca bez problemu odegra pożądaną scenkę. Z kolei w wypadku zbrodni w afekcie, umieszczenie człowieka w tej samej sytuacji, może wywołać podobny efekt, jeśli to, co się zdarzyło, mocno go zraniło. Nawet jeśli żałuje, że zrobił to, co zrobił.

Czytało mi się dobrze, pomysł zaskoczył. Na problem nożyczek nie zwróciłam uwagi, przynajmniej dopóki nie przeleciałam komentarzy ;) Może wbij je w oko, a potem przyduś ;)

A żart Ewy nie tylko słaby, ale wręcz okrutny.

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Nie widziałam błędów. Wciągnęło mnie i cieszyłam się lekturą. Pomysł wydał mi się bardzo ciekawy, ale faktem jest, że chyba można by wyćwiczyć pożądaną reakcję dla szybszego zwolnienia. Może jakieś serum prawdy mogłoby rozwiązać te kwestie? – że tak napiszę “głośno myślę”.

PS: Liczyłam na wątek muzyczny, ale nie narzekam. Podobało mi się ;)

Faktycznie, w symulacji te nożyczki nie wadzą, o tyle, że to i tak rodzaj fantazji / rekonstrukcji wydarzeń; w realu może to uduszenie by było wiarygodniejsze.

Może jednak trzeba było dopisać jeszcze kilkaset znaków i rozjaśnić pewne sprawy.

Pewnie tak. Dzięki Wam za uwagi!

 

Witam nowe czytelniczki!

 

Finklo,

Ciekawe, na ile można oszukiwać, grać kogoś innego w takiej symulacji… Bo może się okazać, że całkiem łatwo przechytrzyć system.

Sam się nad tym zastanawiam. Pytanie, jaką wagę instytucje z bliżej nieokreślonej przyszłości przypisują symulacjom. Myślę, że nawet wzorowy przebieg w żadnym wypadku nie gwarantuje automatycznego złagodzenia wyroku. Ale może świadczyć o postępach w resocjalizacji.

Dzięki za wizytę i za klika!

 

Irko,

bo zimnokrwisty morderca bez problemu odegra pożądaną scenkę. Z kolei w wypadku zbrodni w afekcie, umieszczenie człowieka w tej samej sytuacji, może wywołać podobny efekt, jeśli to, co się zdarzyło, mocno go zraniło. Nawet jeśli żałuje, że zrobił to, co zrobił.

Tak, myślę, że system bierze w nawias psychopatów. I rzeczywiście – jeśli ktoś popełnił zbrodnię w afekcie i potem wraca do tej szczególnie bolesnej sytuacji, to jego zachowanie nie musi wcale świadczyć o ogólnym poziomie zdegenerowania. To z pewnością niedoskonałe narzędzie, w początkowej wersji tekstu Eliza mocno je wyszydzała.

Dzięki za wizytę i za klika!

 

M.G. Zanadra

 

Pomysł wydał mi się bardzo ciekawy, ale faktem jest, że chyba można by wyćwiczyć pożądaną reakcję dla szybszego zwolnienia.

Fakt – zdolności aktorskie pewnie niejednemu pozwoliły uzyskać szybsze zwolnienie.

PS: Liczyłam na wątek muzyczny, ale nie narzekam.

Tylko czekałem, aż ktoś zwróci na to uwagę :)

 

Cieszę się, że lektura wciągnęła. Dziękuję za wizytę!

 

Pozdrawiam!

Dobry tekst. Może nie jest to horror w klasycznym tego słowa znaczeniu, ale zdecydowanie wywołuje ciarki na skórze, tym jak Eliza nie chce się zmienić, pomimo płynących z tego korzyści. Morderstwo jest niespodziewane, chociaż w wypowiedziach nauczycielki czuć złość, to nic nie zwiastuje tak brutalnego zakończenia.

Pozdrawiam

https://fantastycznyblog.wordpress.com/

Najpierw pokazujesz szkołę z PRLu, później psychiatryk z przyszłości. Wcześniej padły głosy, że nie sposób zabić kogoś nożyczkami do paznokci, celując w żuchwę. Potwierdzam, nie da się. Zabrakło osadzenia tekstu w realiach. W szkole słychać charakterystyczny krzyk dzieciaków na przerwie a nauczyciele pełnią wtedy dyżury. Eliza nie miałaby kiedy i jak zabić.

Witajcie, SimeoneBlackSnow! Dziękuję Wam za lekturę i podzielenie się wrażeniami.

Pozdrawiam!

"Ani połowy spośród was nie znam nawet do połowy tak dobrze, jak bym pragnął; a mniej niż połowę z was lubię o połowę mniej, niż zasługujecie".

Bohaterka mogła udusić koleżankę, wyszłoby bardziej naturalnie. Pomysł z wirtualną resocjalizacją uważam za udany.

Ciekawy pomysł, do tego zaskoczyłeś mnie dwukrotnie, niemal raz za razem, bo nie spodziewałem się ani morderstwa, ani tego, że sytuacja nie dzieje się naprawdę. Dobra lektura, choć od połowy tekst strasznie zwalnia. Do końca za to utrzymało się gorzkie, przygnębiające uczucie. 

Cześć, adamie!

Szort sam w sobie podobał mi się raczej umiarkowanie, chociaż daję dużego plusa za konsekwentne i stopniowe odkrywanie kart oraz niedopowiedzenia w zakresie relacji głównej bohaterki z Elizą.

Co natomiast niewątpliwie przypadło mi do gustu, to koncepcja wykorzystania VR w ramach badania stopnia zresocjalizowania więźnia. Podkradać Ci jej nie wypada, więc rzucam sugestią – pomyśl o jakimś jej rozwinięciu. Uważam to za naprawdę dobry materiał na porządny, znacznie dłuższy tekst.

Z pozdrowieniami,

fmsduval

"- Zniszczyliśmy coś swoją obecnością - powiedział Bernard - być może czyiś świat." V. Woolf

Dżem dobry.

 

Odpinam pasy i wstaję z fotela. Zawsze uderza mnie to, jak szara, w odróżnieniu od symulacji, jest rzeczywistość.

Dosyć chore. Czyli… to dobrze.

 

Nie no, ale nie aż tak chore, żeby to było „najbardziej odrażające morderstwo ostatnich dziesięcioleci”. Gdyby pokroiła Ewę na plasterki, usmażyła i rozdawała dzieciom w przytułku tak przygotowane kotleciki, to byłoby już bliżej.

 

– „Coś może drgnąć, a może i tąpnąć". To nie brzmi dobrze. Z wielu powodów.

Paweł przygląda mi się z uwagą.

– Wychodzi z ciebie polonistka – kwituje, uśmiechając się.

XD ale za to masz plusik.

 

Nie było to: ani długie, ani straszne, ani jakieś nadzwyczaj ciekawe. Ot, morderstwo powtarzane w symulacji. Pomysł fajny, potencjał był, tylko jakby to trochę rozwinąć… Technicznie w porządku, ale raczej nie zapamiętam na długo.

Pozdróweczka.

 

Precz z sygnaturkami.

Witajcie, witajcie!

 

Alicello, dzięki za lekturę.

 

Tomie,

 

zgadzam się, mogłem podkreślić w tekście, że Ewa została uduszona. Ale cieszę się, że temat z resocjalizacją Cię przekonał.

Dziękuję za wizytę!

 

Reinee,

 

cieszę się, że zaskoczyłem Cię aż dwukrotnie, na to właśnie liczyłem :)

Dzięki za podzielenie się opinią i, jak przypuszczam, dobicie tekstu do biblioteki.

 

fmsduval,

 

pomyśl o jakimś jej rozwinięciu. Uważam to za naprawdę dobry materiał na porządny, znacznie dłuższy tekst.

Możliwe, że ten pomysł ma potencjał. Dzięki za podpowiedź.

Cieszę się, że mimo tego, że tekst podszedł Ci średnio, znalazłeś w nim parę pozytywów.

Dzięki za wizytę, pozdrawiam!

 

Niebieski_kosmito,

 

Nie no, ale nie aż tak chore, żeby to było „najbardziej odrażające morderstwo ostatnich dziesięcioleci”.

Pismak dał się ponieść :p

Pomysł fajny, potencjał był, tylko jakby to trochę rozwinąć…

Chyba tak zrobię.

 

Szkoda, że tekst średnio spasował, ale dziękuję Ci za opinię.

 

Pozdrawiam wszystkich!

Podobało się: Motyw przewodni, jak najbardziej trafiony.

Nie podobało się: W pewnej chwili myślałem że list jest pamiątką z przeszłości. W jakimś sensie był. 

 

Gratuluję i pozdrawiam!

Hej, Olgierdzie! Dzięki za wizytę!

Pozdrawiam!

Sympatyczne :)

Przynoszę radość :)

Ciekawy pomysł z symulacją zbrodni mającą na celu resocjalizację. Ładnie napisane, bardzo obrazowo. Podobało się :)

Życie mnie mnie, a Cię mnie?

adam_c4!

 

Mnie też się podobało, jak podszedłeś do tego tematu – niesztampowo, szukając jakiejś furtki na wyjście z oklepanych motywów, które się tu cisnęły. Ujęło mnie trochę odjechane połączenie klimatu pokoju nauczycielskiego w zestawieniu z resocjalizacyjną symulacją komputerową. Oldschool spotyka się z nowoczesnością :-) 

Ale najbardziej poruszyło mnie: “Zerkam na moje pomarszczone, pokryte plamami dłonie”. Jak dla mnie – zmieniło w tym opowiadaniu bardzo dużo. 

 

Pozdrowienia,

eM

 Cześć!

 

Na plus na pewno pomysł na resocjalizację poprzez wirtualne powtarzanie zabójstwa, zrobiło to na mnie wrażenie. Niestety cała reszta, czyli motywacja bohaterki, stereotypowość postaci nauczycielki i sama scena zabójstwa się nie bronią. Tak impulsywna reakcja Elizy nie znajduje w tekście uzasadnienia fabularnego, nie zostały zbudowane podstawy dla takiego wybuchu. Do tego gryzie się to z całą koncepcją tej resocjalizacji, jeśli zabójstwo było pod wpływem emocji, to resocjalizacja powinna pójść łatwo, a jeśli Eliza była tak naprawdę morderczą psychopatką, to nie jest uzasadnione to, że przejęła się listem.

Dźganie kogoś nożyczkami do paznokci to dość dziwaczny pomysł na zabójstwo. Eliza wyjmuje te nożyczki z torebki i bierze zamach, a jej koleżanka biernie się temu przygląda. Pierwszy cios zatrzymuje się na żuchwie, czyli nie jest śmiertelny. Do tego walczą dwie kobiety, więc siły są w pewnym sensie wyrównane. Walka nie poszłaby tak łatwo, na korytarzu są dzieci, wrzask wróciłby czyjąś uwagę. Niestety według mnie wyszło to niezbyt niewiarygodnie.

"Ani połowy spośród was nie znam nawet do połowy tak dobrze, jak bym pragnął; a mniej niż połowę z was lubię o połowę mniej, niż zasługujecie".

Witam wszystkich!

 

Anet, dzięki :)

 

HollyHell91, cieszę się, że lektura przypadła Ci do gustu! Dziękuję za wizytę.

 

emlisien, to miłe, że doceniłaś zderzenie dwóch nieprzystających do siebie światów, zależało mi na tym, aby było to widoczne. Podobnie zależało mi na tym, aby zdanie o pomarszczonych dłoniach mocno wybrzmiało :) Dzięki!

 

Alicello,

Tak impulsywna reakcja Elizy nie znajduje w tekście uzasadnienia fabularnego, nie zostały zbudowane podstawy dla takiego wybuchu.

Tak jakoś się uparłem, aby to opowiadanie było szortem, więc może niektóre rzeczy nie wybrzmiały wystarczająco mocno.

Chciałem zasugerować, że relacja między bohaterkami jest, powiedzmy, niestandardowa. Że Eliza może czuć do Ewy miętę. Swoim wrednym żartem Ewa dała Elizie do zrozumienia, że nie ma co liczyć na poważne listy miłosne. Jeśli przyjąć, że polonistka rzeczywiście była w jakiś sposób zafascynowana Ewą, to żart musiał mocno ją ugodzić. Podobnie jak reakcja Ewy, kiedy dochodzi do kłótni – jest do końca skupiona na sobie, nie chce, aby grono pedagogiczne dowiedziało się o nieudanym żarcie, bo mogłoby to postawić ją w złym świetle. Nie dba o uczucia Elizy, uważa, że kobieta zwyczajnie nie zna się na żartach.

Nie sądzę, aby Eliza była morderczą psychopatką, choć tamtą zbrodnię najpewniej popełniła w afekcie. Pytanie brzmi – dlaczego przez te wszystkie lata sabotowała szanse na wcześniejsze wyjście z więzienia? Może w taki sposób chciała ukarać się za zabicie kogoś, kogo skrycie, pewnie nieświadomie, kochała? 

Dźganie kogoś nożyczkami do paznokci to dość dziwaczny pomysł na zabójstwo. Eliza wyjmuje te nożyczki z torebki i bierze zamach, a jej koleżanka biernie się temu przygląda. Pierwszy cios zatrzymuje się na żuchwie, czyli nie jest śmiertelny.

W symulacji Ewa zostaje ugodzona nożyczkami w miejsce między uchem a żuchwą. Przyjmuję, że wbijając ostre narzędzie w to miejsce nie można zabić, choć początkowo tak to sobie wyobraziłem. Tak czy inaczej wydarzenia, które miały miejsce w czasie symulacji, nie odpowiadają 1:1 temu, co działo się naprawdę. W symulacji Eliza ma tak naprawdę do czynienia z rodzajem bota, który imituje ofiarę. Szkoda, że nie zdecydowałem się na podkreślenie tego, że w realu Ewa została przez Elizę ostatecznie uduszona. Chodziło mi to po głowie, ale ostatecznie zrezygnowałem.

Co do starcia obu kobiet – Eliza w pewnym momencie myśli o samej sobie jako o ,,grubej idiotce”, więc można zakładać, że miała nad Ewą fizyczną przewagę.

Dziękuję Ci za obszerny komentarz i za organizację inspirującego konkursu :)

 

Pozdrawiam Was!

Witamy w symulacji, ekhm, szorcie. Przyznaję, że Horroru tu co kot napłakał, ale no sceny z morderstwem możemy pod to podciągnąć na upartego ;) To co mi się spodobało to właśnie ten żart, i początkowa scena sugeruje, że tu jakieś romanse są na rzeczy, a tu taki przykry Prima Aprilisowy żart, hmmmm. Ciekawe zagranie, wyprowadzające ze schematycznej ścieżki. Stąd ta nieprzewidywalność wykonuje nam zadanie. Dodając jeszcze to, że później mamy do czynienia z symulacją. Technicznie uważam tekst za solidny :) Było krótko, więc również krótko. 

Bardzo Dziękuję za udział w konkursie! 

Cześć, Near-Death!

 

Horroru tu co kot napłakał, ale no sceny z morderstwem możemy pod to podciągnąć na upartego ;) 

Tym tropem szedłem :)

 

Cieszę się, że doceniłeś nieprzewidywalność. No i że uważasz tekst za solidnie napisany.

Wielkie dzięki za współorganizację konkursu!

Pozdrawiam!

Nowa Fantastyka