- Opowiadanie: Caern - Inni ludzie

Inni ludzie

Dyżurni:

Finkla, joseheim, beryl

Biblioteka:

Użytkownicy IV, Użytkownicy, Outta Sewer, ninedin

Oceny

Inni ludzie

1.

Czy będziemy mogli na bieżąco śledzić postępy misji?

Niestety nie. Dlatego zaczynam prywatnego vloga, żeby udokumentować misję Orange z własnej perspektywy. Nie będę mógł transmitować na żywo, ale postaram się na bieżąco nagrywać vlogi, które opublikuję po powrocie.

Nie mogę się doczekać pańskiej relacji. Proszę teraz powiedzieć, jaki jest plan misji?

Jutro opuszczę Księżyc i ruszę w podróż na stację przesiadkową Deep Space Observer. Stamtąd statkiem DS Daredevil polecę na Hike-1. Prześpię sobie czterysta dni, a potem wrócę do nagrywania.

Profesorze Hansen, czego pan oczekuje po misji na Hike-1?

Po pierwsze podwyżki. To w końcu nie będzie moja pierwsza misja na inną planetę.

A w sensie naukowym? Co już wiadomo o planecie?

Planeta przejściowa, czyli podkategoria planet swobodnych. W tym wypadku mamy do czynienia z planetą skalistą, która, mówiąc potocznie, przelatuje przez układ planetarny, nie poddając się grawitacyjnym wpływom lokalnej gwiazdy. Od razu muszę zwrócić uwagę na nieścisłość, z którą badacze nie mogą sobie poradzić, ponieważ prędkość planety jest zaskakująca mała. Znajduje się w heliosferze od około dziesięciu tysięcy lat i powoli przemieszcza się w kierunku heliopauzy. To o wiele za niska prędkość, aby pozostać poza wpływem Słońca. Dlaczego tak jest? Tego nie wiemy.

Czy to tajemnicza Planeta X?

Nie. To relatywnie nowe odkrycie, sprzed kilkunastu lat. Hike-1 można zaliczyć do obiektów pozaneptunowych, ale wyliczenia wskazują, że nie ma ona wpływu na orbitę Neptuna. Hike-1 jest dla naukowców wielkim zaskoczeniem i tajemnicą. Szczególnie ze względu na jej charakter. Jest to planeta skalista z własnym polem magnetycznym. Możliwa aktywność tektoniczna i nagromadzenie ciekłej wody. Grawitacja zero osiemdziesiąt, atmosfera azotowo-tlenowa, ciśnienie niewiele niższe niż ziemskie. Ale jakim cudem obiekt tak odległy od gwiazdy utrzymuje atmosferę i temperaturę sprzyjającą występowaniu ciekłej wody? Tego chcemy się dowiedzieć.

Dziękuję za poświęcenie czasu naszym widzom.

 

452.

Jesteśmy wreszcie na orbicie Hike-1. Zobaczcie, tak wygląda planeta z odległości około czterystu kilometrów od powierzchni. Z bliska nie jest aż tak pomarańczowa, jak się spodziewałem.

Widzę satelity, ale mało i żaden od prywatnych kontraktorów. Wszystko z agencji. Nie ma też stacji przesiadkowych, nie widzę wahadłowców, brak bieżącego ruchu wymiennego. Krótko mówiąc, trzymają wszystko w sekrecie. Pewnie znaleźli obcych. Wreszcie będzie kogo winić za światowy kryzys finansowy.

Bjørn, wiesz, że nie możesz tego opublikować?

Kochani, spójrzcie. Ta wysportowana pani to Amanda Foucalt. Dyrektorka misji i moja była żona. Ona ciągle ma złudzenia, że się potulnie podporządkuję.

Amanda, kochanie, a centrala nie miała nic przeciwko, że będziemy tu razem?

Miała, ale uznali, że w tym wypadku potrzebują najlepszych.

A będziemy mieli wspólną kajutę?

Nic się nie zmieniło. Wszystko dla ciebie to żart, co?

Tylko to, co ważne.

No, to uwierz mi, kochany, że na Hike-1 nie będzie ci do śmiechu.

 

453.

Jestem odrobinę zaniepokojony. Na stacji panuje gęsta atmosfera. Załoga zachowuje się, jakby trzymano ją w permanentnym stanie pogotowia. Nie w sensie bojowym, raczej nie spodziewamy się tu nagłej napaści cylonów. Przypomina mi to bardziej oddział intensywnej terapii.

Dzisiaj mimochodem byłem świadkiem dwóch awantur. Pierwsza to niegroźna sprzeczka przepracowanych naukowców. Druga miała związek z jakimiś obiektami na powierzchni planety. Nie znam szczegółów, Amanda trzyma mnie jeszcze od kluczem. Słyszałem tylko fragmenty wyrwane z kontekstu. Niepokojące było to, że dwie osoby groziły sobie użyciem fizycznej przemocy.

Cóż, po to mnie tu ściągnięto, żeby analizować astronautów i naukowców podczas długiego pobytu w kosmosie. Czuję, że będę miał tu mnóstwo roboty.

[pauza]

Po chwili namysłu stwierdzam, że w zasadzie nikt mi jeszcze nie powiedział, po co tu jestem. Ponieważ prócz astrobiologii, zajmuję się również astropsychologią, to sam założyłem cel mego pobytu, ale potwierdzenia tej tezy nie mam nawet w umowie. Jutro mam się wszystkiego dowiedzieć. Ech, Amanda, potrafisz budować napięcie.

 

454.

Monitory wreszcie się stabilizują. Poczekajcie, obrócę kamerę. Obraz już jest. Widzicie powierzchnię planety. Na pierwszym planie mamy ułożone kaskadowo tarasy. Naturalne, kamienne tarasy, rozległe na wieleset metrów. Wyglądają jak tureckie trawertyny w Pamukkale. To jest piękne. Takiej formacji osadowej nie widziałem na żadnej planecie. Każde kolejne piętro ma swój niepowtarzalny kształt. Tarasy są lekko wklęsłe, więc tworzą płytkie baseny. Mamy dynamiczne prądy powietrzne, ale atmosfera i tak jest tropikalna. Patrzcie, a tam jest wodospad, prawdziwy wodospad!

To nie koniec niesamowitości. Te fioletowe kłębowiska to pnącza. Ewidentnie formacje roślinne. Jakby tego było mało, na tafli wody dryfują wykwity glonów. Widzicie te niebieskie plamy?

Czujniki wskazują ruch.

Cześć, Lupin. Pomachaj do kamery. Oho, Lupin jest nie w sosie. Jak cała smętna załoga.

Obiekt V77 zbliża się do jaskini.

Obiekt? Zbliża się? W sensie, że jakieś zwierzę?

Idzie, skurwiel. Nie chcę na to patrzeć.

Co idzie? Kto idzie? Zima? Podwyżka?

Patrz, nie pajacuj.

Patrzę i co widzę? Co ja tu widzę? Chyba nic, na razie, przynajmniej…

O, ja pierdolę.

To obiekt V77. Zbliża się do wylotu jaskini.

To humanoid. Prawdziwy humanoid. Inny, trochę inny. Albo nie, bardzo inny. Nie wiem. 

Zamilkłeś?

Nie. Ale już wiem, dlatego utrzymujecie ich w sekrecie. Jest czarny!

To żarty nie na miejscu.

Jak ich nazywacie? Homo hikess?

Nie mamy nazwy systematycznej. Mówimy o nich różnie. Obcy, Łysi.

Czarnuchy. Czarni.

A jednak. Jesteśmy beznadziejni, mamy rasizm we krwi.

Skurwiele. Tak ja ich nazywam. Skurwiele.

Słyszę, że Irma jest uprzedzona do osób o odmiennym kolorze skóry.

Wal się.

Co on robi?

Zrywa grzybnię z wylotu jaskini. Tak się żywi. Zaraz wejdzie do jaskini.

Co ja tam słyszę? To dziecko płacze? Mówcie do mnie!

Przełączam na widok z kamer w jaskini.

W podczerwieni brak szczegółów, ale czy ja dobrze widzę? Czy to samica z dzieckiem? Co się dzieje?

Wyłącz kamerę. To nie będzie przyjemne.

 

455.

Jestem. Nie mogę się otrząsnąć z szoku. I nie tylko ze względu na postać, którą zobaczyłem. Faktycznie, obcy nie ma najprzyjemniejszej aparycji. Wygląda, jak szkielet człowieka, obciągnięty czarną skórą. Układ mięśni, ścięgien i kości do złudzenia przypomina ludzki. Pewnie nie widzieliście szczegółów, więc w przyszłości dołączę do vloga oryginalne nagrania z kamer.

Istota jest pozbawiona owłosienia i bardzo chuda, jakby wyjęta z filmów o nazistowskich obozach zagłady. Najmniej z człowieczą fizjologią zgadza się twarz, która przypomina czaszkę, taką wyciągniętą z grobu niedługo po śmierci. Oczodoły stwora są głębokie i otoczone fałdami cienkiej skóry. Spod powiek wyzierają białka przekrwionych oczu, co na tle czarnej skóry daje upiorny wygląd. Pożółkłych zębów nie osłaniają usta. Zamiast nich na wysokości dziąseł rysuje się ciąg wątłych mięśni, które osuwają się na zęby, aby zebrać z nich wilgoć.

Najbardziej jednak wstrząsające było zachowanie istoty. To, czego nie widzieliście, zgodnie z przewidywaniami Amandy nie było przyjemne. Samiec wszedł do jaskini. Zniknął z większości kamer, na szczęście wewnątrz pieczary uruchomił się podgląd w podczerwieni. Na brzegu podziemnego jeziora kucała druga istota, która okazała się samicą. Trzymała na rękach noworodka. Malec próbował ssać sutka, ale sprawiał matce ból, więc krzyczała głośno i biła noworodka po głowie. W tym czasie samiec nerwowo charczał, a gdy zobaczył samicę, oszalał z wściekłości. Wymachiwał rękami, zrywał grzyby i rzucał nimi. Ta się przestraszyła, więc uciekłą pod ścianę, upuszczając syna. Oboje ciągle łączyła pępowina, więc ciągnięte po ziemi dziecko głośno krzyczało. Tego samiec już nie zdzierżył. Wybuch agresji, jaki zaprezentował, skojarzył mi się z małpami naczelnymi, tylko że tu nie chodziło o przewodnictwo w stadzie, lecz o jakąś czystą, niczym niespowodowaną nienawiść.

Uff… nie wiem. To było dziwne zachowanie. Nienormalnie agresywne.

Obcy poderwał noworodka z ziemi. Kilkoma silnymi szarpnięciami wyrwał pępowinę, po czym rzucił krwawiącym dzieckiem za siebie, jak niepotrzebnym śmieciem. Malec wpadł do jeziora. Oczywiście szybko zniknął pod wodą. Wtedy od razu zrobiło się ciszej. Przerażona samica skuliła się pod ścianą i schowała twarz w dłoniach. Samiec podszedł do niej, a jego penis się naprężył. W tamtej chwili zrezygnowałem. Nie chciałem oglądać gwałtu.

Amanda miała rację. Odeszła mi ochota do żartów.

 

456.

Jeśli mam się zająć załogą, to powinienem odbyć pierwsze rozmowy. Jeszcze nie studium poszczególnych przypadków, a raczej badanie pilotażowe. Po pierwszych dniach pobytu i obserwacji mam już pewne wnioski, których nie mogę określić inaczej, niż alarmujące. Członkowie załogi są w stanie ciągłego napięcia. Występuje tu negatywna korelacja między częstotliwością kontaktów z dokumentacją, szczególnie filmową, a nastrojem zespołów naukowego i technicznego.

Oczywiście to nie jedyny czynnik. Długie przebywanie w warunkach zerowej grawitacji pozostawia ślad na każdym. Podejrzewam, że sytuacja polepszyłaby się, gdyby przenieść część misji na powierzchnię planety. Z drugiej strony bliskość obcych mogłaby zniwelować pozytywne efekty przebywania w oddziaływaniu grawitacyjnym. Do przemyślenia.

Oprócz czynników fizycznych, głównym determinantem zachowań depresyjnych jest codzienny kontakt z kulturą hominidów, o ile w ogóle możemy rozmawiać o kulturze. Jest to raczej zespół instynktownych zachowań. Ale… hm.

[pauza]

Nie mogę się skupić. Ciągle mam w głowie obrazy z wczoraj.

Nasz utytułowany astropsycholog doświadcza pełnej palety przyjemności, które oferuje planeta Hike-1.

Hej, Amanda. To mój videolog. Nie wtrącaj się.

Daj sobie czas. 

Na co? Nawet nie wiem na czym polega moje zadanie.

Będziesz dyrektorem naukowym misji. Masz największe doświadczenie w badaniu planet, spędziłeś najwięcej czasu na innych globach. I choć niezły z ciebie palant, to twoje prace są przełomowe. Oczekuję opracowania konkretnego planu eksploracji planety. Na razie tylko za pomocą urządzeń pomiarowych, bazując na stacji Orange-1.

Proszę, wreszcie jakiś konkret.

Twoim drugim zadaniem jest przeanalizowanie zachowań hominidów.

Czy to nie za dużo?

Po prostu skup się na pracy. Potraktuj całość zadaniowo.

Łatwo ci mówić, ale niech ci będzie. Co już wiemy?

Niewiele, dlatego tu jesteś.

Dlaczego w ogóle na tej planecie znajduje się życie? Skąd bierze się światło? Skąd atmosfera?

Zespoły astronomów pracują nad tym. Na razie podejrzewamy aktywność jądra planety, ale co ją napędza, tego nie wiemy.

Czy znamy tor ewolucyjny istot?

Nie i jak do tej pory nie zarejestrowaliśmy żadnych zwierząt poza obcymi.

Serio? A ślady kopalne?

Jeszcze nie zaczęliśmy szukać.

Może anoksja?

Jeśli kiedyś w historii Hike-1 zabrakło tlenu, to dlaczego tylko oni przeżyli?

Jakaś forma masowego wymierania? Naprawdę wielkiego wymierania, coś w rodzaju eventu P-Tr? Wtedy przetrwały dicynodony, a tutaj hominidy.

Na przełomie permu i triasu nie doszło do wyginięcia wszystkich form zwierzęcych z wyjątkiem tej jednej, jedynej.

Racja, ale mamy do czynienia z gatunkiem, który potencjalnie mógłby wykazać się inteligencją i znaleźć sposoby przetrwania.

Gdybyś taką hipotezę potwierdził, miałbyś w ręku upragnionego Nobla.

Przemawia za tym idealna dominacja zoocenologiczna. Współczynnik całkowicie nienaturalny dla znanych ekosystemów. W zasadzie sto procent, choć w przeliczeniu na biomasę to udział obcych będzie pewnie mniejszy, niż nawet samych grzybów. Wyobrażam sobie, że nastąpił jakiś kataklizm, o wiele poważniejszy niż ten ziemski. Kataklizm, który zmiótł z powierzchni planety niemal całe życie, aż do poziomu prostych plechowców. W tej sytuacji hominidzi dostosowali się do nowych warunków i część ich populacji przetrwała, lecz przez kolejne tysiąclecia gatunek zdegenerował do dzisiejszej postaci. Dewolucja.

Mówisz czy pytasz?

Głośno myślę. Ok, nie ma co gdybać, potrzeba nam badań.

O to właśnie chodziło. Opracuj harmonogram. Jak dla mnie możesz zacząć choćby i dzisiaj.

Dobrze. Jedno tylko wyjaśnijmy. Nie jestem tu dla nagrody. Nie jestem tu, żeby z tobą konkurować, ani cokolwiek udowadniać. Ale musisz pamiętać, że jestem również człowiekiem, a to, z czym mamy tu do czynienia, przekracza pojęcie nie tylko moje, ale nas wszystkich.

W każdej innej sytuacji powiedziałabym, że próbujesz znowu zaciągnąć mnie do łóżka.

A gdybym próbował, to co byś powiedziała?

Cieszę się, że humor ci wraca.

Wcale nie.

 

467.

log 1

Nie mogę powiedzieć, żeby humor mi się polepszył. Skupiłem się na pracy, owszem, ale to wymagało ciągłej obserwacji hominidów. No i zaczynam naprawdę rozumieć, dlaczego na stacji panuje taki nastrój i skąd się biorą te ciągłe kłótnie. To nie jest jakaś wiedza tajemna. U dzieci i młodzieży przebywanie w przemocowym środowisku zwiększa prawdopodobieństwo powtórzenia agresywnych wzorców zachowań. I wcale nie musi to być najbliższa rodzina. Wzorce agresywne można znaleźć w grupie rówieśniczej, środowiskowej lub hobbystycznej, a także, a może nawet przede wszystkim w sieci. Uczenie się przez obserwację. Mógłbym opowiadać o tym bez końca, ale, jak już wiem, to nie moje zadanie. Muszę się skupić na naszych nowych przyjaciołach.

Biosfera, w której żyją hominidzi jest zaskakująco podobna do ziemskiej. Dlaczego tak jest? Wiem, że na planecie pracuje sporo aparatury badawczej. Mają odbyć się odwierty, żeby pozyskać profile geologiczne, satelity mapują powierzchnię, komputery wyliczają modele atmosferyczne, a roboty zbierają próbki roślinności. Czekam na wyniki analizy flory bakteryjnej. Mam nadzieję, że wyjdzie z tego wszystkiego jakiś spójny obraz, bo jeśli mam być szczery, to nie wiem, jak ugryźć temat.

Agresywne zachowania przejawiają wszystkie osobniki męskie. Samce ze szczególnym okrucieństwem traktują dzieci, lecz sobie nawzajem też nie żałują. Nikt również nie ma pojęcia, jak długo obcy żyją, ponieważ nie zaobserwowano żadnego osobnika umierającego śmiercią naturalną.

Nie odnotowałem też, aby obcy tworzyli jakiekolwiek struktury społeczne, co mogłoby się wydawać naturalne wśród ssaków naczelnych. Nie zidentyfikowałem żadnych protoreligijnych obrządków, jak choćby najbardziej instynktownego wśród hominidów grzebania zmarłych. Nie dopatrzyłem się aktów kanibalizmu, bo obcy kompletnie tracą zainteresowanie osobnikiem, którego zabili. Zachowują się, jak zaprogramowani na obojętność, wymieszaną z napadami niekontrolowanej agresji.

Przydałoby się sekwencjonowanie genomu obcych. Nie wiem tylko, czy Amanda zgodzi się wreszcie wysłać ludzi na powierzchnię.

 

log 2

Ciągle martwię się o załogę. Ludzie nie mają czasu ani miejsca na jakąkolwiek rozrywkę, a właściwie na nic, co pozwoliłoby im rozładować napięcie. Obserwacja hominidów sprzyja kopiowaniu zachowań agresywnych, a dzieje się to tak nieświadomie, że mało kto w ogóle się nad tym zastanawia. Przeprowadziłem więc pewien eksperyment. No, może eksperyment to za dużo powiedziane. Była to bardziej obserwacja, nie poważna praca, ale pozwoliła potwierdzić moje przypuszczenia. 

Poprosiłem Amandę o przydzielenie mi asystenta, który zająłby się porządkowaniem dokumentacji. Dyrektorka przydzieliła mi Lupina Peyo, technika komunikacji. Dzięki przeniesieniu Lupin przez pięć dni nie miał w ogóle do czynienia z obcymi. Owszem, musiał o nich czytać, porządkując różnego rodzaju pliki na macierzy, lecz to nadal coś zupełnie innego niż ciągłe wpatrywanie się w monitory. Wcześniej poprosiłem pokładową lekarkę, Lorenę, aby przeprowadziła podstawowe badania asystenta. Proste rzeczy, takie jak ciśnienie, tętno, a także podstawowa morfologia. Nietrudno się domyślić, że po zakończeniu obserwacji, wyniki Lupina wyraźnie się poprawiły. Jego nastrój się polepszył, a nawet w końcu zjadł porządny obiad, a nie tylko dwie kanapki z niczym.

Po tym doświadczeniu jestem przekonany, że stan psychofizyczny załogi zagraża powodzeniu misji i powinniśmy natychmiast rozpocząć regularne sesje psychologiczne. Poruszyłem ten temat z Amandą, lecz ona ciągle jest sceptyczna. Niestety, muszę się przyznać, że rozmowa skończyła się kłótnią. Zupełnie niepotrzebną, bezcelową kłótnią, która nic nie dała, jedynie oddaliła w czasie podjęcie ważnych decyzji.

 

471.

log 1

Komputery wygenerowały przestrzenny model ciała hominida. Dane pochodzą z analizy nagrań, dlatego brakujące elementy algorytm uzupełnił na podstawie ludzkiej anatomii. Mam więc świadomość, że model może być błędny. 

Bjørn, chodź szybko!

 

log 2

W module maszynowym doszło do bójki. Pokłóciło się dwóch techników. Udało mi się ich rozdzielić i wyjaśnić sytuację. Poszło o nic nieznaczącą pierdołę, ale zagrały wielkie emocje. Nastąpiło wyładowanie nagromadzonego napięcia. Taka bójka mogłaby skończyć się poważnym urazem, albo nawet śmiercią. Pchnięcie kogoś na ścianę pełną instrumentów w warunkach zerowej grawitacji – aż strach pomyśleć. No, bo wiecie, siła równa się masa razy przyspieszenie.

Przyznam, że mnie też trochę nerwy poniosły i nawtykałem tym mechanikom od najgorszych. Cóż, ja też potrzebuję jakiegoś ujścia negatywnych emocji. Może powinniśmy na pokładzie urządzić walki bokserskie?

[pauza]

Pewnie bym się tak nie spieszył, żeby wam o tym opowiedzieć, gdyby nie fakt, że z bójki wyszło coś dobrego. Amanda dała wreszcie zielone światło na lądowanie na powierzchni i założenie stałej bazy. Nie jest to jedynie moja zasługa. Zespoły naukowe, szczególnie biologiczny i geologiczny, opowiedziały się zdecydowanie za. W ich mniemaniu pobyt na powierzchni Hike-1 przyspieszy badania. Trudno się nie zgodzić, szczególnie, że takie rozwiązanie jest spójne z moim punktem widzenia. Jestem przekonany, że pobyt na stałym lądzie wpłynie pozytywnie na nastroje. Już w tej chwili czuć na pokładzie stacji Orange-1 podniecenie w związku z rozwojem misji. Właśnie szykujemy się do pierwszego lądowania. 

Aha, jeszcze jedno. Zgadnijcie kogo Amanda wybrała jako osobę, która postawi pierwszy krok na Hike-1?

 

477.

Dwieście lat temu Neil Armstrong, robiąc pierwszy krok na powierzchni Księżyca, wygłosił wiekopomne słowa o małym kroku dla człowieka, a wielkim dla ludzkości. Sto lat później John Boone, lądując na Marsie powiedział “nareszcie tu jesteśmy”. Za każdym razem były to wydarzenia epickie i przełomowe. Dzisiaj, gdy takich pierwszych kroków mamy za sobą już kilkanaście, mogę co najwyżej powiedzieć…

Ładnie tu.

To najbardziej wiekopomna fraza, jaka przychodzi mi do głowy. Ale sami widzicie, że tu jest niesamowicie. Spójrzcie na ten wodospad. Albo tu, zbliżam kamerę na kałużę. Woda ewidentnie posiada mikroflorę, a skały są zasiedlone przez jakiś rodzaj glonów. Hike-1 to najbardziej podobna do Ziemi planeta, na jaką ludzie się natknęli.

Czy możemy już skończyć wiekopomne przemowy?

Oczywiście. Orange-1, zbliżam się do parku maszyn. Możecie wyłączyć ładowarki.

Zespół biol-chem, aktywujemy roboty. Obiekty V122 i V73 znajdują się kilometr na północ od was. Osobniki toczą walkę, włączam wam podgląd.

Widzę hominidów. Kristos, co ty na to?

Też to widzę. V73 góruje. Już przewrócił drugiego. A niech go, ma siłę w łapach.

Czy on go dusi?

Na to wygląda.

Kristos, już po wszystkim. V122 nie żyje. Autoryzuję przejęcie ciała.

Baza Orange-2, szykujcie lodówkę.

Orange-1, jaki jest stan V73?

Bioskanery pokazują stan ciężki. Złamania stopy i żeber, kości palców, a także jakiś krwotok wewnętrzny. Nie przeżyje do rana.

Doskonale. Ruszam za V73. Zlecam odłączenie dwóch jednostek autonomicznych. Dyrektor misji naukowej Bjørn Hansen, autoryzacja biometryczna.

Bjørn, co ty robisz? Po co ci roboty?

Jak długo oni żyją? Jak bardzo są odporni na warunki środowiskowe? Czy działają tylko instynktownie, czy w ogóle myślą? Nie wiemy. Nic nie wiemy.

Po to właśnie zabieramy ciało, żeby się tego dowiedzieć.

To za mało. Musimy wyizolować jednego i obserwować w środowisku kontrolowanym.

Czyś ty oszalał? Czy ty zdajesz sobie sprawę, ile kłopotów ściągasz nam na głowę? To sprzeczne z prawem kosmicznym. Sprzeczne z prawem pierwszego kontaktu.

To nie Star Trek, Amanda, nikt nie napisał Pierwotnej Dyrektywy.

Bjørn, wyłączę ci skafander!

Nie zrobisz tego. Rozpoczynamy przejęcie żywego osobnika. V73 jest osłabiony, niczego nie zauważy. Roboty potraktują go gazem, a potem przeniosą do rezerwatu w sąsiedztwie Orange-2. Mamy tam już komorę bioregeneracji, która powinna się uporać z jego obrażeniami na podstawie modelu ich fizjologii.

Bjørn, proszę cię, nie rób tego. Skonsultuję to z Ziemią, niech się chociaż centrala wypowie.

Nie, kochana. Będą deliberować bez końca, a taki eksperyment może przeciągnąć się na lata. Szkoda mi na nich czasu.

Czyli jednak chodzi o Nobla, pajacu.

 

480.

Jesteśmy już trzy dni na powierzchni. Wszystko idzie zgodnie z planem, choć Amanda piekli się strasznie w związku z wyizolowaniem osobnika. To temat na inne nagranie. Dziś chciałbym wam pokazać naszego bohatera. Oto on. V73.

Technicy nazwali go Sauron i mam wrażenie, że dobrze dobrali ksywkę.

Regeneracja zadziałała wystarczająco dobrze, choć złamania nie zrosły się idealnie. Prawdopodobnie ich kości zawierają mniej wapna, ale to jest jeszcze do potwierdzenia. Póki co popatrzcie sobie. Sauron kuca tam, pod skalnym nawisem. Wygrzebuje grzybnię spomiędzy kamieni. W tej chwili zachowuje się spokojnie, ale dziś rano nie było tak dobrze. Rano kamery zarejestrowały próbę wydostania się poza granice rezerwatu. Kiedy osobnik nie mógł wspiąć się na śliskie głazy, wściekł się nie na żarty. Złość obrócił przeciwko sobie i tłukł czołem w nieruchomą barierę skalną. Robił to tak długo, aż stracił przytomność.

Zastanawiam się, czy jego zachowanie przypomina skrajną formę depresji? A może to coś innego? Gdyby to był człowiek, zaklasyfikował bym go według ICD, jako osobowość dyssocjalną. Tak z grubsza mówiąc. Mogę jedynie powiedzieć, że Sauron nie chce rządzić światem. On chce wszystkich zabić.

[pauza]

Dotychczasowe obserwacje są niewystarczające. Trzymam się hipotezy o masowym wymieraniu. Jest kilka elementów, które by ją potwierdziły, ale nic decydującego. Traktuję więc tę koncepcję jako punkt wyjścia. Na szczęście założenia wstępne zawsze mogę zweryfikować.

 

481.

Kolejny dzień obserwacji. Sauron ciągle próbuje znaleźć wyjście. Przyznaję, że budowaliśmy rezerwat na szybko, więc powierzchnia tysiąca metrów kwadratowych może być niewystarczająca. Możemy…

Co za kretyn.

 Słucham?

On, Sauron. Jeszcze nie rozkminił, że nie ma stąd wyjścia. Półgłówek. Dziecko by się szybciej zorientowało.

Dziękuję ci, Kristos, za tak wnikliwą obserwację. Chciałbym zauważyć, że gdyby na miejscu Saurona znalazł się szympans, albo któryś z gatunków wymarłych homo, oglądalibyśmy taką samą dezorientację.

Tak ci się zdaje. Pérez mówił to samo.

Że co?

Że to kretyn.

Doktor Pérez, szef zespołu biologów powiedział tak o obiekcie badań?

Pogadaj z nim.

[pauza]

To była ciekawa reakcja. Arogancka, ale i ciekawa.

 

484.

Pewnie powinienem opowiedzieć o wynikach ostatnich badań, ale wpierw chciałbym wam coś pokazać. Spójrzcie tu. Za szybą spoczywa ciało V122. Te ramiona skanują obcego różnego rodzaju czynnikami, od fal radiowych, przez fale dźwiękowe, na generowaniu pola magnetycznego kończąc. Bądźcie spokojni. Koleżka prędko się nie rozpadnie. Tu widzicie precyzyjny miotacz promieniowania alfa, który jonizuje tkanki bakterii gnilnych, prowadząc do ich rozpadu.

Wszyscy wynocha, Hansen zostaje.

Oho, przyszły kłopoty.

Amanda, słuchaj…

I ty się dziwisz, że odeszłam? Myślałeś, że taka będzie ze mnie Mileva? Że się dziećmi zajmę, w kuchni zamknę, a ty sobie Nobla zdobędziesz, żebyś swobodnie po kosmosie zapierdalał?

A wracamy do tego tematu, bo?

Bo tyle lat minęło, a ty się nic nie zmieniłeś. Nic dla ciebie nie ma znaczenia, gnojku. Żadne prawo, żadne przepisy, a już na pewno nie jakaś tam rodzina i dzieci. O, nie. Liczy się tylko Bjørn Hansen, jego nieomylny umysł, jego wiekopomne badania i nagrody. Nic więcej.

Myślę, że przesadzasz. 

O, nie, nie przesadzam ani trochę. Ale tym razem, kochasiu, ja tu jestem szefem, ja tu decyduję. I nie mam ochoty, żeby ktokolwiek wprowadzał mi tu swoje porządki. Rozumiesz?

Oni mają depresję.

Kto ma depresję?

Obcy. Endogenną.

Wyjaśnij mi to.

Tu masz zdjęcia spektroskopowe. Czekam na odczyt genomu, ale wszystko wskazuje na to, że obcy cierpią na nadprodukcję norepinefryny i zarazem na niedobór dopaminy.

I wiesz to na podstawie badania jednego nieboszczyka?

Nie, mamy ich więcej. Od czasu pozyskania V122, znaleźliśmy jeszcze kilka innych ciał, w różnych stadiach rozkładu. Jednocześnie ciągle badamy i obserwujemy V73.

Tego, którego zamknąłeś w rezerwacie.

Wybacz mi, proszę. Nie zrobiłem tego na złość. Postanowiłem zrobić swoje i poczekać, aż zaakceptujesz ten stan rzeczy. Wiem, że bardziej cię interesują kwestie naukowe, niż analizowanie naszej wspólnej przeszłości.

Wydaje ci się, że wiesz.

A jednak trochę cię znam. 

Nie wymądrzaj się, tylko odpowiadaj o Czarnych.

V73 ma klasyczne objawy depresji. 

Biorąc pod uwagę warunki w jakich żyją i sposób, w jaki traktują się nawzajem, może to nie depresja, tylko PTSD?

Mylisz przyczynę ze skutkiem. Ich zachowania są wynikiem genetycznych determinantów.

Kiedy będziesz miał wyniki sekwencjonowania?

Myślę, że jutro rano.

Zostaję na powierzchni i nie chcę więcej żadnej niesubordynacji. Jeszcze jeden wyskok i wypierdolę cię z powrotem na Ziemię. Pa.

[pauza]

Nie mogę się zdecydować, czy ciągła obecność Amandy przeszkodzi mi w pracy, czy wręcz odwrotnie? Zauważyłem, że nastawienie mojej ex zmieniło się. Stała się opryskliwa i stanowcza. Nigdy wcześniej nie brakło jej asertywności, lecz teraz nosi na sobie najeżony kolcami pancerz, przed którym, muszę przyznać, czuję respekt.

[sygnał kontrolny]

Oho. Jest raport z nadzoru satelitarnego. Poprosiłem komputery, aby przeanalizowały trasy, którymi obcy wędrują. Przejrzę te wyniki i podzielę się z wami przemyśleniami.

 

485.

log 1

Nic nie rozumiem. Mimo początkowego entuzjazmu, większa część załogi stacji orbitalnej Orange-1 odmówiła przeniesienia się na Hike-1. Oprócz Amandy i mnie, w bazie Orange-2 zamieszkało dwanaście osób z personelu naukowego. Pozostali postanowili zostać na orbicie, tak jakby chcieli świadomie trwać w toksycznej atmosferze bazy kosmicznej. Musiały tu zafunkcjonować jakieś czynniki, o których nie mam pojęcia.

Bjørn, chciałeś pogadać?

Minju, dobrze, że jesteś. Pomachaj do kamery. Minju to szefowa zespołu geologów. To jej drużyna pożera najwięcej czasu pracy satelitów, żeby rysować kolorowe mapki.

Te nasze mapki są ważniejsze niż ci się zdaje.

Ale ja się absolutnie zgadzam. Dlatego chciałem pogadać.

Kochani, wyłączam się.

 

log 2

Mam bardzo ciekawe wnioski, płynące z dotychczasowych badań powierzchni planety. Naniosłem na najnowsze mapy trasy wędrówek hominidów. Konsultowałem wyniki z Minju, bo chciałem mieć pewność, zanim wyłożę wam swoje wnioski.

Chwila, coś się dzieje.

[sygnał alarmowy]

O, cholera. Sejsmografy zarejestrowały erupcję wulkaniczną. Wstrząsy są już wyczuwalne. Baza Orange-2 została…

[brak sygnału]

Jest źle. Jest bardzo źle. Wstrząsy okazały się poważne. Orange-2 straciła zasilanie. Niektóre moduły się zawaliły, generatory awaryjne zawiodły. Mamy ofiary śmiertelne. wymienniki powietrza nie działają, chodzę w skafandrze i nagrywam w podczerwieni. Próbuję zlokalizować pozostałych członków załogi.

[zakłócenia]

Zbliżam się do granicy rezerwatu. Śluza jest przerwana, a pokój kontrolny zniszczony. Tam obok leży dwóch techników. Sprawdzę, czy żyją, ale już stąd widzę, że temperatura ich ciał szybko spada.

Bjørn, czy to ty?

Tak, jestem! Kto tam?

To ja, Lupin. Gdzie jesteś?

Przy rezerwacie, w pokoju kontrolnym.

Idę do ciebie.

Z której strony? Czekaj, to ty?

[zakłócenia]

Aaa! To Sauron!

Gdzie?

Zbliża się do mnie!

Niemożliwe! Sauron nie wydostał się przez śluzę.

To on! Idzie prosto na mnie!

[zakłócenia]

Światło, co to za światło?

Wyłącz podczerwień. To ja, Lupin. Mam latarkę.

Lupin? Jak to?

Uspokój się. Nic ci nie grozi. Wstrząsy ustały. Sauron jest w zamknięciu.

Jak to możliwe? Jestem pewien, że go widziałem.

Patrzyłeś na mnie, opanuj się.

Wyglądasz, jak on. Twój skafander zakłóca obraz, ale gdyby nie to, założyłbym się, że to Sauron. Włącz podczerwień i spójrz w lustro, sam zobaczysz.

Cholera, rzeczywiście. Ty też wyglądasz jak Sauron.

Zajmiemy się tym później. Chodźmy poszukać Amandy.

Ha! A jednak cały czas o niej myślisz.

Uwierz mi, jest o czym myśleć.

 

488.

Chciałem tylko dać znać, że sytuacja jest opanowana. Udało się uruchomić generatory, ale straty są znaczne. W zasadzie wszyscy odnieśli rany, straciliśmy kilka robotów, są trzy ofiary śmiertelne. Ja sam jestem poobijany i mam wybity bark. Dziś czuję się już dobrze.

 

490.

Podczas erupcji Sauron odniósł lekkie obrażenia głowy. Wsadziliśmy go do komory regeneracyjnej i dzisiaj wrócił do zdrowia. W tej chwili znowu obchodzi teren, próbując znaleźć wyjście.

Muszę się przyznać, że miałem zbyt wysokie oczekiwania, co do naszego pupilka. Jego zdolność odbioru rzeczywistości okazała się o wiele mniejsza niż początkowo się spodziewałem. Brak instynktu społecznego idzie tu w parze z brakiem zdolności myślenia abstrakcyjnego. Zaczynam podejrzewać, że hikeńscy hominidzi są faktycznie pod wieloma względami gorsi od ludzi i mam tu na myśli nie tylko okrucieństwo, ale też ułomność genetyczną.

 

492.

Mam dobre i złe wieści.

Wyjaśniła się sprawa z odmową przeniesienia na bazę powierzchniową. Na Orange-1 doszło do buntu. Część załogi zaplanowała przejęcie kontroli nad stacją i ucieczkę na Ziemię statkiem Deep Space Daredevil. Amanda wróciła na Orange-1, żeby zapobiec eskalacji konfliktu. Mam nadzieję, że nie dojdzie do rozlewu krwi, ale aktualne doniesienia są bardzo alarmujące.

[pauza]

Zakiełkowała mi w głowie niepokojąca myśl. Być może byłem w stanie zapobiec tym konfliktom, gdybym wykazał się większą determinacją w pracy z załogą. Może gdybym wywarł większy nacisk na Amandę, to wyraziłaby zgodę na rozpoczęcie sesji? Czy takie obwinianie się ma jakikolwiek sens? Oczywiście, że nie, ale mimo całej wiedzy i doświadczenia w pracy z ludźmi, ja sam również jestem człowiekiem. I nic nie poradzę na to, że moim podstawowym oprogramowaniem są emocje i instynkty. Spróbuję o tym nie myśleć.

Dobra wiadomość jest taka, że pojawiła się szczegółowa analiza profili geologicznych. Wyniki potwierdzają moje domysły na temat aktualnego stanu hominidów. Opowiem wam o tym jutro, podczas zebrania z zespołem naukowym.

 

493.

Cieszę się, że zebraliśmy się tu wszyscy. Witamy też panią dyrektor misji, Amandę Foucalt. Mamy ją tu na ekranie. Amanda, jak sytuacja na Orange-1?

Przejdź do rzeczy.

Oczywiście. Na początku chciałbym zaznaczyć, że to, o czym wam opowiem to nie żadne twierdzenie a tylko hipoteza. Hipoteza powstała ze zgromadzenia wszystkich dotychczasowych faktów. Jej potwierdzenie będzie wymagało wielu badań. Swoje przemyślenia konsultowałem z naukowcami pozostałymi w bazie Orange-2, więc to nie tylko moje widzimisię.

Hipoteza dotyczy pochodzenia hominidów na planecie Hike-1 a także źródeł ich zachowań. Moim pierwotnym założeniem, a właściwie naszym, bo zgodzili się ze mną doktor Minju oraz doktor Pérez, był kataklizm na skalę globalną i masowe wymieranie. Pewne przesłanki potwierdzały te domysły, ale pojawiły się nowe fakty. Spójrzcie na ekran.

Wyniki badań profili geologicznych południowej półkuli pokazują, że mniej więcej przed siedmioma tysiącami lat na planecie doszło do wielkiej zmiany. Hike-1 liczy sobie około dwóch miliardów lat i przez ten czas posiadała śladową atmosferę, bogatą w związki siarki z domieszką dwutlenku węgla i gazów szlachetnych. Siedem tysięcy lat temu zaszła rewolucyjna zmiana. Można powiedzieć, że błyskawiczna, oczywiście w skali geologicznej. W ciągu kilkuset lat, maksymalnie tysiąca, planeta zupełnie się zmieniła. Ni stąd ni zowąd atmosfera wzbogaciła się o tlen i azot, gazy szlachetne zniknęły niemal całkowicie. Zwiększył się też udział CO2, co doprowadziło do przyspieszenia efektu cieplarnianego.

Co mogło być tego przyczyną?

Minju, co ty na to?

Przychodzi mi do głowy możliwość uwolnienia różnego rodzaju gazów w wyniku gwałtownej aktywności wulkanicznej. Taki efekt mogło wywołać sąsiedztwo gazowych olbrzymów Układu Słonecznego. Nagły wzrost temperatury mógł spowodować taką przemianę. Podobne rzeczy działy się na innych planetach, a nawet na Ziemi. Badałam historię Ganimedesa i widziałam zjawiska, których przyczyną było oddziaływanie Jowisza.

Taki rozwój wydarzeń mógłby mieć uzasadnienie, ale w żadnym z profili geologicznych nie znaleźliśmy śladów depozytów gazów, które znalazły się w atmosferze. Wrócimy jeszcze do tego. Na razie wystarczy powiedzieć, że hipoteza o masowym wymieraniu jest nieaktualna.

Kolejna sprawa. Hominidzi odkryli przed nami wiele ze swoich tajemnic. Doktorze Pérez, mógłbyś?

Oczywiście. Dokonaliśmy pełnego sekwencjonowania genomu obcych. Hominidzi są podobni do nas tylko w sensie wizualnym. Genetycznie są zupełnie odrębnym gatunkiem. Nie ma co kryć, że homo sapiens jest tworem o wiele doskonalszym.

Cóż, ciężko się nie zgodzić.

Panowie, więcej profesjonalizmu, proszę. Od kiedy to gatunki, podlegające obserwacji, podlegają też jakościowej ocenie?

Pani dyrektor, ocena nie dotyczy jakości, jedynie konstrukcji genetycznej.

Hansen, nie wierzę, że naprawdę to słyszę. Zawsze miałam cię raczej za mizantropa, a tu taka pochwała ludzkości?

Jestem daleki od pochwalania ludzkości. Porównuję tylko potencjał dwóch, podobnych do siebie gatunków. Pérez, kontynuuj.

Hominidzi posiadają siedemnaście par chromosomów, mają inną liczbę zasad oraz niższy procentowy udział telomerów. O wiele niższy i być może dlatego o wiele łatwiej podlegają mutacjom. Co ciekawe, DNA mitochondrialne każdego osobnika jest identyczne. Podkreślam znaczenie słowa “identyczne”. Nie występuje u nich heteroplazmia, u każdego badanego osobnika zidentyfikowaliśmy identyczne mtDNA. Identyczne do poziomu pojedynczej cząsteczki. Nie oznacza to, że są klonami. Ich jądrowe DNA różni się u poszczególnych osobników, lecz w sposób inny, niż ma to miejsce u ziemskich gatunków. U hominidów z Hike-1 nie występuje rekombinacja. Nie zidentyfikowaliśmy zmiennych cech przekazywanych z pokolenia na pokolenie. Wygląda to tak, jakby nie mieli rodziców, których geny mogliby dziedziczyć po połowie. Różnice wynoszą ledwie niecały procent u każdego z osobników i wyglądają, jak modyfikacje, wynikające z ingerencji wirusów.

Coś jak metoda CRISPR/Cas?

Można tak powiedzieć, ale pamiętajmy, że ta metoda nie wzięła się w inżynierii genetycznej znikąd. Podobnie działa nasz system immunologiczny.

Czyli różnicujące geny nie pochodzą z rekombinacji, ale z ingerencji wirusów, tak?

Nie jestem pewien. Nie udało nam się jeszcze wyizolować żadnego aktywnego wirusa, lokalnego dla Hike-1. Być może tutaj działają inaczej, bardziej agresywnie? To chyba trochę naciągane tłumaczenie, ale na razie innego nie widzę.

A ja owszem. Na podstawie zebranej do tej pory wiedzy stawiam hipotezę, że hominidzi na Hike-1 nie są lokalną formą życia. Uważam, że nasi inni ludzie zostali stworzeni przez obcą cywilizację techniczną. Przez prawdziwych kosmitów z probówkami. Ci sami kosmici wpierw, jakby to ująć, przechwycili planetę Hike-1, ustabilizowali jej tor przejścia przez Układ Słoneczny i stworzyli na niej warunki nadające się do życia.

To bardzo daleko idące wnioski.

Owszem, dlatego od samego początku mówię o hipotezie a nie twierdzeniu. Wszystko ostatecznie ułożyło mi się w głowie podczas ostatniego wybuchu wulkanu. Kiedy straciliśmy zasilanie, poruszałem się po bazie w skafandrze. Nie mając innego źródła światła, przełączyłem się na podczerwień. Spójrzcie, to nagranie z mojego kasku. Obraz ma zakłócenia, ponieważ skafander został uszkodzony i procesor niedokładnie przetwarzał podczerwień na obraz w spektrum widzialnym. Dlatego mamy takie kolorowe plamy. Patrzcie teraz.

Czy to Sauron?

Nie. To Lupin Peyo, nasz technik komunikacji.

Jak to?

Ano właśnie. Początkowo pomyślałem, że Sauron idzie odebrać mi pierścień. Albo mnie zamordować, cokolwiek. To było złudzenie. V73 leżał w tym czasie nieprzytomny w rezerwacie. To tylko Lupin wyglądał w podczerwieni jak Sauron.

A te zakłócenia?

To skafander i kask. Nie są to jednak skafandry kosmiczne, nie muszą chronić przed temperaturą i ciśnieniem. Działają bardziej, jak ubranie, więc przepuszczają całość promieniowania podczerwonego.

O co więc chodzi?

Sądzę, że przypadkiem odkryłem, dlaczego nasi hominidzi wyglądają tak a nie inaczej. Mój pomysł jest taki: istoty, które stworzyły Hikeńczyków, postrzegały świat w za pomocą zmysłu odbierającego promieniowanie elektromagnetyczne o długości fal do jednego milimetra. Obcy gdzieś, kiedyś, podczas swoich podróży natknęli się na ludzi. Śmiem twierdzić, że kosmici dysponowali technologią, pozwalającą diametralnie zmieniać oblicze ciał niebieskich, a nawet korygować ich trajektorie. Potrafili tworzyć istoty żywe od zera, niemal jak roboty. Dlatego my i tutejsi hominidzi wyglądamy identycznie w podczerwieni, ponieważ ich fizjologia odzwierciedla sposób, w jaki obcy nas widzieli. I ostatni, ale nie mniej ważny wniosek. Hominidzi na Hike-1 zachowują się tak, a nie inaczej, ponieważ ich twórcy poznali nas, ludzi, jako agresywne i autodestruktywne istoty. Obcy zaprogramowali hominidów, aby kopiowali zachowania, które zaobserwowali u ludzi, które zapamiętali, jako decydujące dla naszego gatunku.

[zakłócenia]

Spokojnie, bądźcie ciszej. Pozwólcie mi przedstawić resztę argumentów.

Może się to wydawać śmieszne, ale są jeszcze inne odkrycia, które mogą potwierdzić tezę profesora Hansena.

Minju, dziękuję za wsparcie. Pierwsza rzecz, która zwróciła naszą uwagę, to trasy przemieszczania się hominidów. Każdy osobnik po raz pierwszy został zarejestrowany w tej okolicy. Każdy. To jakieś czterysta kilometrów na południe od bazy Orange-2. Z tego miejsca wszyscy hominidzi rozpoczynają wędrówki w różnych kierunkach. Ciekawe, prawda? Już nie takie śmieszne? No, to mam dla was jeszcze taki obrazek. Spójrzcie.

Czy to jakiś błąd?

To zdjęcia satelitarne lokacji, z której hominidzi zaczynają wędrówkę. Sam kształt może nie przeważa definitywnie na korzyść mojej hipotezy. Takie regularne struktury zdarzają się w przyrodzie. Bardzo rzadko, ale jednak. Słupy bazaltowe w Porto Santo albo Grobla Olbrzymia w Antrim wyglądają podobnie z wysokości kilku kilometrów. Jednak to, co mamy tutaj, jest jeszcze bardziej regularne, na dodatek zbudowane z – uwaga – ksenonu i radonu z domieszką izotopów podobnych do oganesonu. Tak, moi mili, z gazów szlachetnych w postaci stałej. Analizy spektroskopowe nie pozostawiają cienia wątpliwości. Dodatkowo struktury emitują ciepło. Podejrzewamy, że jego źródłem jest system, który utrzymuje ten rodzaj materii w postaci geometrycznej struktury. Wykryliśmy tam źródło promieniowania, pochodzące prawdopodobnie z rozpadu uranu.

To niemożliwe.

A jednak. Macie tu pełną dokumentację.

Czyli sugerujesz, że te struktury, to pozostałość po cywilizacji, która stworzyła hominidów?

To pierwsze, co mi przyszło na myśl. Dodatkowo zespół astrofizyków odkrył ślady dynamicznych zmian polaryzacji pola magnetycznego planety. Zmienia się ono co dwieście lat. Nie mamy pojęcia, jakie siły i mechanizmy działają na stabilizację trajektorii przejścia Hike-1. Znaleźliśmy ślady regularnie występujących fal grawitacyjnych. Samo funkcjonowanie planety to dla nas nadal zagadka, ale te regularności pasują idealnie do mojej hipotezy.

A jeśli to hominidzi są budowniczymi, a te siedem tysięcy lat temu doprowadzili do katastrofy, która zmieniła oblicze ich planety? Może spowodowali krach własnej cywilizacji, a to, co dziś oglądamy, to jakaś ich skarlała wersja?

Rozważałem kiedyś opcję, że obecna postać hominidów, to wynik dewolucji. Jednak o takiej wersji wydarzeń, doktorze Pérez, nie pomyślałem.

Jak o wielu innych sprawach.

Czy ja się ciebie, Amanda, czepiam? Mówiłem przecież, że to luźna interpretacja faktów.

Spokojnie, nie musimy się denerwować.

Nie dowiemy się niczego, jeśli nie zobaczymy tego miejsca na własne oczy. Wnoszę do pani dyrektor Foucalt o zgodę na wysłanie misji badawczej w celu zbadania struktury.

Przykro mi, ale nie mogę na to wyrazić zgody. Nie w obecnej sytuacji.

Akurat uwierzę, że jest ci przykro.

 

494.

Biorąc pod uwagę odległość do celu oraz ukształtowanie geograficzne okolicy, podróż zajmie nam około dwóch do trzech dni. Powinno się udać. Ogniwa nuklearne roverów są na tyle wydajne, aby poruszać się ze stałą prędkością. Luki bagażowe mieszczą racje żywnościowe dla czterech osób na dwa tygodnie, a my pojedziemy w trójkę. Nie musimy zabierać zapasu tlenu, wystarczą przetworniki powietrza z atmosfery.

Oho, nadchodzi kazanie z Olimpu.

Bjørn, posłuchaj mnie.

Nie mam zamiaru. To, co znalazłem, jest ważniejsze od wszystkiego.

Nawet ode mnie?

A niby dlaczego, do cholery, miałabyś nagle być ważniejsza, co? Przez tyle lat chciałaś mnie trzymać pod kluczem, mimo iż od początku wiedziałaś z kim się wiążesz. Próbowałaś mnie złapać na dzieci i zamknąć w domu, ale się nie udało. Wiem, jak to brzmi, ale ja cię nigdy nie oszukiwałem, co jest dla mnie najważniejsze.

Bjørn, chodzi o załogę. Jest naprawdę źle. Potrzebuję cię bardziej niż mógłbyś sądzić. Sama sobie nie poradzę.

Trzeba mnie było wcześniej posłuchać. Był na to czas. Tyle razy ci powtarzałem, że trzeba zacząć sesje, ale ty miałaś inne priorytety.

Przyznaję się, zrobiłam źle. Czy ja nie mogę popełnić błędu?

Będziesz się tłumaczyć przed centralą.

Ty też. 

Zobaczymy, kto wyjdzie na tym gorzej. Ja, podążając za ścieżką naukową misji, czy ty, konsekwentnie lekceważąc zalecenia specjalisty.

Nic mnie nie obchodzi. Jutro masz być na Orange-1. To rozkaz! Jeśli się nie posłuchasz, zrobię ci wpis do akt i możesz zapomnieć o grantach do końca życia. Rozumiesz?

Drżę z przerażenia. Twoje faszystowskie metody jakoś nigdy na mnie nie działały. Żegnam.

 

495.

log 1

Patrzcie. Sauron siedzi i wpatruje się w swoje odbicie w wodzie. To chyba pierwszy raz, kiedy widzę jakiekolwiek zainteresowanie hikeńskiego hominida czymś więcej niż zabijaniem i gwałtem. Ciekawe, o czym on teraz myśli? Ale jestem przystojny, jakie mam zgrabne oczodoły.

A może w ogóle nie myśli? Może to tylko zespół reakcji odruchowych? Niektóre zwierzęta potrafią rozpoznać siebie w lustrzanym odbiciu. U człowiekowatych to norma.

Sądzę, że jednak Sauron rozpoznał siebie. Znając jego charakter, gdyby w tej wodzie zobaczył zagrożenie w postaci innego osobnika, to zaatakowałby kałużę. Wnoszę więc, że tutejsi hominidzi dysponują jakąś formą myślenia abstrakcyjnego, choć kompletnie z niego nie korzystają. Czy to pozostałość po dawnej formie ewolucyjnej, czy zaprogramowana obojętność na oczywiste bodźce? 

[pauza]

Obcy, którzy dali hominidom życie, musieli tak nas rozumieć. Widzieli w nas kretynów, którzy reagują agresywnie na każdą nowość. Byliśmy dla nich ignorantami, gatunkiem nie podejmującym próby zrozumienia czegoś. Gatunkiem bezrefleksyjnie poddającym się własnym emocjom. Tym samym odpowiedziałem sobie na pytania o charakter i psychologię istot obcych.

[pauza]

Czy ja też jestem takim ignorantem?

 

log 2

Przed państwem doktor Minju Kim i Lupin Peyo. Oto zespół, który dokona wiekopomnego odkrycia. Będą to pierwsi w historii ludzie, którzy odwiedzą konstrukcję zbudowaną przez obcą cywilizację.

Jak to? A ty?

Wracam na Orange-1. Pomogę zażegnać konflikt w załodze.

Rozumiem. To chyba dobra decyzja.

Tak, to zdecydowanie najlepsza decyzja, jaką podjąłem w życiu. Z pewnością ani przez chwilę nie będę jej żałował. Pałam entuzjazmem na myśl o rozmowie z wkurwionymi małpami naczelnymi, zamiast zająć się największym odkryciem w historii nauki.

Musisz ją nadal kochać, co?

Minju, nie przeciągaj struny. Skup się na zadaniu. Lupin poprowadzi rovera i zajmie się technikaliami, a ty masz się skupić na… hm… na czymkolwiek, co tam spotkacie.

Nawet nie wiemy, czego się spodziewać.

Dlatego musi tam się znaleźć przynajmniej jeden poważny naukowiec. Pérez zostaje w Orange-2, ktoś musi obserwować Saurona. Teraz zajmiemy się interfejsem mojego vloga. Daję wam login i macie nagrywać na bieżąco. Dobra nauka to obserwacja i dokumentacja.

[zakłócenia]

Bjørn, poczekaj.

Nie, panie Lupin. To sprawa równie ważna, jak system podtrzymania życia.

Posłuchaj mnie.

[brak sygnału]

Cholera jasna, co się tu dzieje? Dlaczego ten transfer tak skacze?

Bjørn, baza Orange-1 eksplodowała.

 

496.

Wczoraj… wczoraj…

[pauza]

Amanda nie żyje.

 

498.

Zbuntowana część załogi Orange-1 zaatakowała doki, gdzie cumował Deep Space Daredevil. Ze szczątków informacji wnioskujemy, że doszło do walk, w wyniku których nastąpiła awaria. Prawdopodobnie rozhermetyzowały się śluzy, co doprowadziło do zwarcia w instalacji. Uszkodzenia elektryki miały katastrofalne następstwa. W ciągu kilku minut doszło do serii eksplozji, które rozerwały Orange-1 na strzępy.

[pauza]

Na stacji przebywało sześćdziesiąt sześć osób. Nie zarejestrowaliśmy odpalenia ani jednej kapsuły ratunkowej, nikt nie nadał sygnały ratunkowego. Wszyscy zginęli, a w tym Amanda Foucalt.

[pauza]

Nie zdążyłem na czas.

 

499.

log 1

Mogłem temu zapobiec, mogłem jej posłuchać.

Nie, pewnie i tak było za późno. Ale może wcześniej, gdybym wywarł na Amandę większy nacisk, gdybyśmy wcześniej zaczęli sesje.

Jak mogłem być taki ślepy? Jak do tego doszło?

[zakłócenia]

Co się ze mną dzieje?

 

log 2

To przez niego. Przez niego i resztę tych skurwysynów.

 

500.

Spójrzcie. Siedzi tam, skurwiel. Obleśna karykatura człowieczeństwa. On i wszyscy jemu podobni. Co to za chory umysł stworzył takie stwory? Skurwiel!

[zakłócenia]

Bjørn, przestań. Stłuczesz szybę. Ściana rezerwatu jest osłabiona.

Zabiję go! To jego wina!

Hansen, opanuj się. Wiem, że jesteś w traumie po śmierci Amandy. Wszystkim nam jest ciężko.

Odwal się, Pérez.

[sygnał alarmowy]

Kolejna erupcja!

Załóżcie maski! Śluza straciła hermetyczność.

[brak sygnału]

Wstrząsy wtórne, wspornik pęka!

Sauron przeszedł śluzę!

Pérez, uważaj! To Sauron!

Zabierz go ode mnie!

[zakłócenia]

Lupin, wyciągnij Péreza!

Mam go. Jest nieprzytomny. Sauron wraca!

Ty skurwielu!

[zakłócenia]

 

501.

Dlaczego to zrobiłeś?

Będziesz nagrywał? Na moim vlogu?

Sam dałeś nam login. Powiedziałeś, żeby nagrywać na bieżąco.

Chciałem, żebyście zarejestrowali strukturę obcych a nie moje wyznania.

Dobra nauka to obserwacja i dokumentacja. Zabójstwo Saurona to jednak ważne wydarzenie w historii misji, nie sądzisz?

Taki z ciebie teraz naukowiec, Lupin?

Amanda miała rację, że straszny z ciebie palant.

Rozwiążcie mnie.

Nie ma mowy.

Rozwiążcie mnie, natychmiast!

Opanuj się. Ciągle masz krew na rękach.

Co z Pérezem?

Ma obrażenia głowy, ale najgorsze, że nawdychał się powietrza bez kasku. Badamy go na obecność patogenów.

Rozwiążcie mnie, proszę.

Nie ma mowy. Straciłeś panowanie nad sobą. Rozumiem konieczność ratowania członka załogi, ale wystarczyło Saurona oobezwładnić albo dać mu w ryj i wypchnąć z powrotem do rezerwatu. 

Chciałem mieć pewność, że więcej nam nie zagrozi.

Może i tak było, ale wyglądało to zupełnie inaczej. Zachowałeś się jak oni, jak hominidzi. Wpadłeś w szał i zmasakrowałeś Saurona, mimo iż sytuacja była opanowana.

Zgadza się. Dlatego cię nie rozwiążemy, ponieważ uznaliśmy, że stanowisz zagrożenie dla misji.

Ja? Ja stanowię zagrożenie? Dla kogo? Dla jakiej misji? Nie ma już stacji kosmicznej, nie ma szans na badania. Mogliśmy dokonać największego odkrycia w historii nauki, ale wy woleliście się wzajemnie mordować. Woleliście poddać się własnym słabościom i zniszczyć wszystko. Dokładnie tak, jak widzieli nas obcy. Wszystko się zgadza.

Widać, że nadal nie panujesz nad sobą. Jest to zrozumiałe zachowanie w świetle straty, jaką poniosłeś.

O czym ty mówisz?

Dyrektor misji Amanda Foucalt. Zginęła na pokładzie Orange-1, a ty obwiniasz się za jej śmierć.

Bzdura. Jedyne, czego mi żal, to że nie udało się odwiedzić struktury obcych.

Misja trwa, może jeszcze się udać.

Niby jak? Brakuje nam żywności, a generatory prądu są uszkodzone po ostatniej erupcji i w każdej chwili mogą znowu się wyłączyć. Lokalna biomasa nie nadaje się do spożycia, bo nie znamy tutejszych mikrobów, a urządzenia badawcze są uszkodzone. Zostało nam ze dwa, może trzy miesiące życia, a potem albo umrzemy z głodu, albo zabiją nas tutejsze patogeny. Najbliższa misja ratunkowa dotrze za półtora roku.

Niekoniecznie. Żywność można racjonować, urządzenia naprawić, a za sto siedemnaście dni na orbitę Hike-1 wejdzie chiński Yong-xi. Mamy szansę.

Jak to?

Amanda była bardziej zapobiegawcza niż sądziłeś. Wezwała pomoc zanim doszło do buntu. Odpowiedział najbliższy naszej lokalizacji statek. Myślę, że zabiorą cię na Ziemię, gdzie wytłumaczysz swoje postępowanie, a nam pozwolą kontynuować misję.

Nie, to niemożliwe. Nie mogą tego zrobić. To największe dzieło w historii nauki, muszę przy tym być!

Lupin, zauważyłeś, jak on konsekwentnie mówi o największym odkryciu w historii nauki a nie ludzkości?

Owszem, Minju, przyszło mi to na myśl. Ciekawe, dlaczego?

Jesteście śmiecie. Mściwe śmiecie.

Oho, mamy naszą odpowiedź.

Doktor Minju Kim, najwyższa stopniem oficer naukowa oraz pełniąca obowiązki dyrektor misji, odbieram profesorowi Bjørnowi Hansenowi uprawnienia i kieruję do rozpatrzenia jego działania pod jurysdykcję ONZ. Autoryzacja biometryczna. Świadek Lupin Peyo, personel techniczny.

Potwierdzam.

Koniec

Komentarze

Naprawdę ciekawe opowiadanie, niby długie ale nie nuży ani na chwilę. Aż się skrzy od dobrych pomysłów, od wędrującej planety przez potraktowanie poważnie, ze obca inteligentna forma życia nawet jeśli ma zmysły podobne do naszych, to nie takie same (wątek z podczerwienią), aż po dla mnie bardzo prawdopodobnie przedstawioną psychikę bohaterów. I te sarkastyczne wstawki z rozmów, mmmm.

Interesujący wątek z depresją u hominidów, nie wpadłabym na to, ale faktycznie zapomniałam że u facetów ("samców") to zazwyczaj trochę inaczej wygląda. Chociaż żeby przechodziła w aż tak karykaturalną złość? Aż się zastanawiam, czy może obcy nie użyli jako wzorca pacjentów ze szpitala dla weteranów. Tak, to by wiele tłumaczyło hah. Dobra, przepraszam, kiedyś juz pisałam ze mam głupie skojarzenia.

Z baboli to tylko na początku raz Hansen było zapisane z małej litery, poza tym widać że opko dopracowane pod każdym względem. Dzięki za lekturę i powodzenia!

Życie to bajka braci Grimm w oryginale.

Zacytuję narratora: Ładnie tu ;)

Na początku miałam wątpliwości co do sposobu narracji, ale naprawdę mnie wciągnęło, dobrze się czytało. Pomysłowe i dopracowane.

 

Tutaj czegoś nie rozumiem:

Wcześniej dominowała tu gęsta atmosfera, bogata w związki siarki, z domieszką dwutlenku węgla oraz gazów szlachetnych. Hike-1 liczy sobie około dwóch miliardów lat i przez ten czas posiadała śladową atmosferę, ale dopiero siedem tysięcy lat temu zaszła rewolucyjna zmiana.

Przeczytałam ten akapit kilka razy i nadal nie rozumiem, co się z tą atmosferą działo w jakiej kolejności.

 

Aktywność mogło aktywować

Powtórzenie.

 

Hej Caern

Jedyne co zauważyłem z łapanki to: “Aktywność mogło aktywować”, ale ktoś mnie uprzedził.

 

Oj! Wciągnęło mnie zupełnie! Sztos! Rzeczywiście długie, ale nie czuje się tego zupełnie. Relacje między załogą, docinki, żarty… wszystko pięknie się trzymało. Żartów mogłoby być jeszcze więcej, ale wiadomo: nie było im do śmiechu.

Dla mnie sposób narracji też budził wątpliwość. Niesłusznie jednak – Wszystko pięknie dopracowane.

Jedyny mankament: chciałbym czytać dalej! :)

 

Dla osób, które zjadą do sekcji komentarzy, żeby zobaczyć czy warto: WARTO!

 

Pozdrawiam i klikam

Jeremia

Nad koncepcją psychologii obcych spędziłem sporo czasu, trochę studiując literaturę na temat psychologii naczelnych, dlatego głupie skojarzenia wcale głupie nie są ;)

A po tej literówce nawet się zawstydziłem. Sam początek tekstu, nazwisko głównego bohatera. Jak zwykle zaskakuje mnie, jakie babole można czasem przepuścić.

mindenamifaj

Aktywującą aktywność z chęcią zlikwiduję, dzięki za czujność.

Co do tego akapitu, to gdy zwróciłaś na to uwagę, faktycznie zorientowałem się, że zrobiłem za duży skrót myślowy albo przekombinowałem. Dopracuję.

Ramshiri

Przyznam, że w jednej z pierwszych wersji tekstu żarcików było kilka sztuk więcej, ale z nich zrezygnowałem. Właśnie z powodu, o którym sam wspomniałeś. Pomyślałem, że w środowisku, w którym bohaterowie funkcjonują, nadmiar rozluźniaczy zepsułby klimat. I tak się zastanawiam, czy nie za dużo zostawiłem.

Dzięki wszystkim za komentarze i za pozytywne opinie. 

Jesteśmy wybrańcami. Sami się wybraliśmy!

Wciągające. Nie mogłem się oderwać. Fajne :) (na lic. Anet)

Czyta się jednym ciągiem, bardzo niepokojące, szczególnie, gdy naukowcy zbliżają się do hominidów.

 

Dużo ciekawych informacji, podanych bez zgrzytu w ramach tekstu.

 

Nie chciałbym badać tamtej planety…

 

Z marudzenia:

Wątek bycia ex pojawia się jak dla mnie nieco zbyt często

Ten wybuch stacji wskutek rebelii to dla mnie trochę za duże deus ex machina, to jednak są wszystko wykształceni i raczej doświadczeni zawodowcy

Teoria o pochodzeniu od obcych też jest trochę w trybie “drop the bomb”, chyba ciekawie by było wcześniej temat zamarkować

 

https://www.facebook.com/konserwatywnenarzekanie

Hipnotyzujące  cool, na razie nie jestem w stanie więcej napisać xd. Tekst mi się podobał, choć trochę nietypowy.

Master of masters : John Ronald Reuel Tolkien

Pierwsza uwaga: tekst się bardzo dobrze czyta, nawet nie zauważyłam, jaki jest długi, bo go połknęłam na raz – to jest na pewno wielka zaleta. Piszesz płynnie, narrację prowadzisz ciekawie. Pomysł na to, że mamy narratora mocno zaangażowanego w wydarzenia i – jak się okazuje w trakcie – mającego własne interesy (Nobel), uwikłanego w relacje z innymi (Amanda) i generalnie jakby – co też wychodzi w trakcie – niekoniecznie sympatycznego, jest bardzo dobry i podnosi literacką jakość tekstu. Czyta się to w tej postaci znacznie ciekawiej, niż gdyby trzecioosobowy narrator z dystansu opowiadał nam o przygodach postaci.

Są drobne niepewności nawet nie tyle językowe, co – bo ja wiem, jak to nazwać, logiczne? Na przykład te zdania:

Wyglądają jak tureckie trawertyny w Pamukkale. To jest piękne. Takiej formacji osadowej nie widziałem na żadnej planecie.

robią na mnie wrażenie wewnętrznie sprzecznych: albo wygląda to jak okolice Pamukkale, albo nigdy nic podobnego nie widział. Ale to są drobiazgi do skorygowania, może zresztą tutaj ten problem jest czymś subiektywnym i nikomu poza mną nie przeszkadza :)

Natomiast fabularnie mam z tym tekstem dwa koncepcyjne problemy, które mi przeszkadzają w uznaniu go za bardzo dobry.

Pierwszy (i mniejszy) to motywacja Obcych do stworzenia takiego eksperymentu. To nie jest tak, że zupełnie tego nie pokazujesz. W obecnej wersji tekstu wydaje mi się ona jednak nieco za słabo podkreślona i mało przez to wiarygodna, nawet jeśli mamy tylko hipotezy, jak to miało działać. ALE to akurat jest bardzo łatwe do poprawy, bo tu naprawdę wystarczy IMHO poszerzyć te części, gdzie twoje postacie o tym dyskutują, może pójść w ideę w pewnym sensie taką, jaka jest w “Pikniku na skraju drogi” – że nie wiemy, nie zrozumiemy, a to, że nam to się wydaje absurdalne, okrutne i dziwaczne, wynika z Obcości tych, którzy ten eksperyment przeprowadzili.

Drugi to wydarzenia w bazie i w ogóle wśród uczestników misji. Nie widzę psychologicznej szansy na to, żeby widok i zachowania istot trochę do człowieka podobnych (bo przecież podkreślasz różnice, to nie są kopie ludzi, to są szkielety obciągnięte czarną skórą) zrobiły aż tak gigantyczne wrażenie na zawodowcach, przygotowywanych do udziału w misji badawczej – zwłaszcza że przy całym okrucieństwie tego, co widzimy (morderstwo noworodka, gwałt, zapewne też kanibalizm) nie wykracza to poza rzeczy, które zdarzają się w ludzkich społecznościach niekoniecznie tylko w sytuacjach ekstremalnych. Było mi ciężko uwierzyć w coś podobnego w klasycznej już powieści Mary Dorii Russell “Wróbel” (tam dla Ziemian szokiem, który ich de facto zabił, było zjadanie dzieci jednego człekopodobnego gatunku przez inny, mający przy tym wysoko zaawansowaną cywilizację na progu eksploracji kosmosu) i ciężko mi uwierzyć w to tutaj. No chyba że twoi Czarni (to jest IMHO niespecjalnie dobra nazwa i chyba sam o tym wiesz, każąc narratorowi zwrócić uwagę, że brzmi rasistowsko) mają nieodkryte przez ludzi zdolności telepatyczne, promieniują swoją agresją, a Ziemianie to podchwytują i nieświadomie przejmują. To by było bardzo fajne i jeśli jest w tekście, a ja przegapiłam, to przepraszam – choć wtedy warto by się było zastanowić, czy nie podkreślić tego nieco mocniej.

Generalnie, tekst ma potencjał – klimatem przypomina chwilami klasyczną SF, taką spod znaku “Zabójcy z mroków” van Vogta – i po doszlifowaniu ma szansę IMHO być bardzo, bardzo dobry.

Czytało się całkiem dobrze, fajny pomysł z urozmaiceniem narracji przy pomocy vloga. Ale wrażenie po lekturze mam mieszane, bo mi się momentami zawieszenie niewiary zawieszało. Bo tak, masz planetę, która leci przez kosmos, ignorując grawitację. Z fizyki najlepszych not nie miałam, ale wydaje mi się to niemożliwe i chyba przeczy naszemu rozumieniu kosmosu i rządzących nim praw. A to oznacza, że wywołałaby nielichą sensację, której tu nie widać. Ok, później to tłumaczysz, nie jestem w stanie stwierdzić na ile to jest prawdopodobne, ale niech Ci będzie. Tylko to nadal nie tłumaczy, jakim cudem planeta nie jest zmarzniętą kupką lodu.

Nie rozumiem też motywacji obcych. Właściwie to przypomniało mi się opko Rybaka o grzebieniastych. Obca cywilizacja trochę nas podglądała i dostała takiego schiza, widząc, co wyprawiamy, że na odległej planecie stworzyła rekonstrukcje najgorszych ludzkich zachowań. Miało to na celu ostrzec resztę galaktyki przed ludzkością. Jednocześnie lokalizacja planety stanowiła granicę ekspansji dla ludzkości, kto się odważył ją przekroczyć źle kończył. I, co najważniejsze, statyści, biorący udział w owych rekonstrukcjach, byli pozbawieni świadomości, a ich mózg wystarczał do tego, żeby się poruszać. I na koniec wszystkich uśmiercono.

Jeśli dobrze pamiętam, trochę się wtedy czepiałam, że obcy niby tacy wstrząśnięci, ale im samym do humanitaryzmu daleko. A u Ciebie jest właściwie nawet gorzej, bo te Twoje istoty żyją, odczuwają ból, cierpią nie tylko fizycznie, ale i psychicznie. I cholera wie, po co. Gdyby się jeszcze okazała, że planeta jest na kursie kolizyjnym z Ziemią, i nie da się tego zmienić, miałoby to jeszcze sens. Obcy są wstrząśnięci naszym postępowaniem, więc chcą zniszczyć ludzkość, a jednocześnie dać jej jakąś szansę na poznanie przyczyn. Ale tego w opku nie ma.

Kolejna rzecz, której nie rozumiem, to zachowanie załogi. Owszem, przebywanie z osobą w depresji jest obciążające, ale raczej z uwagi na to, co mówi, niż na ogólne, obserwowane z daleka zachowanie. Samo patrzenie na przemoc aż takich skutków nie daje, inaczej wszyscy bylibyśmy stale w morderczym nastroju. A to na dodatek są zawodowcy, po szkoleniach, ludzie, którzy z niejednego pieca chleb jedli. I nawet to, co pisze ninedin, o telepatycznym przekazywaniu agresji, bo narrator jest psychologiem, i powinien sobie zdać sprawę z tego, że to, co się dzieje, a przynajmniej skala tego, co się dzieje z załogą jest anomalią. Tymczasem on tego nie widzi, przyjmuje to, jako coś w gruncie rzeczy naturalnego.

Właściwie to zgadzam się z ninedin, że historia ma potencjał, ale trzeba by nad nią jeszcze popracować.

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Hej Caern!

 

Wciągająca, nieźle napisana historia. Podobał mi się pomysł agresywnych i bezmyślnych obcych, którzy cierpieli na depresję. Wiem, że agresja to też jest symptom depresji, więc kupuję to. Dobrym pomysłem było też opisanie wyglądu obcych. Zrobiłeś to na tyle plastycznie, że ich obraz tkwił w mojej głowie przez całe opowiadanie. W pewien sposób nawet zrobiło mi się żal tych stworów, bo przecież ich egzystencja nie miała sensu.

Drugi plus opowiadania to pomysł na stopniowy wzrost zachowań agresywnych wśród załogi. Widziałem w komentarzach, że przedpiśców nie przekonało to, że samo patrzenie na agresję może ją wywoływać. Ale ja to zinterpretowałem trochę inaczej – założyłem, że w humaniodach było coś jeszcze, coś pozazmysłowego, i właśnie to wpływało negatywnie na umysły kosmonautów. Coś w rodzaju przekazu podprogowego. Ale to tylko moje dopowiedzenie, nie wiem czy to miałeś na myśli.

Dialogi między Amandą a Bjørnem całkiem udane. Nadały opowieści dodatkowego wymiaru. Na tyle, że przejąłem się śmiercią pani dyrektor projektu.

 

Polecam do biblioteki!

Dzięki wszystkim za poświęcenie czasu na przeczytanie opowiadania. Przyznam się Wam, że po dłuższym czasie pracy nad nim straciłem dystans i obawiałem się, że może być faktycznie za długie. Tym bardziej cieszy mnie pozytywny odbiór tekstu.

Chciałbym napisać, co spowodowało, że zdecydowałem się na takie rozwiązanie a nie inne. Dwie kwestie, na które najczęściej zwróciliście uwagę, to sprawa kondycji załogi bazy oraz motywacje obcej cywilizacji.

Tworząc koncepcję opowiadania, inspirowałem się wynikami kilku różnych badań. Przede wszystkim podpierałem się rosyjskim eksperymentem Mars500. Kilka międzynarodowych załóg naukowców i kosmonautów symulowało pobyt w zamkniętej bazie marsjańskiej. Wyniki tego eksperymentu były raczej pozytywne, ale okazało się, że stan psychiczny i fizyczny większości uczestników na koniec długiego pobytu w zamknięciu bardzo się pogorszył. Pojawiły się problemu ze snem i stany depresyjne, a wyniki badań fizycznych wykazały pogorszenie pracy serca, spowolnienie czasu reakcji itp. Te negatywne wyniki miały miejsce nawet pomimo tego, że uczestnicy mieli świadomość, że są nadal na Ziemi, mają wsparcie kontrolerów a w razie kryzysu eksperyment zostałby zatrzymany. Kolejną inspiracją były wyniki sławnego eksperymentu stanfordzkiego, ale też badania przeprowadzone w latach 80tych i 90tych na pracownikach służby więziennej w USA. Nie wnikając w szczegóły, dość powiedzieć, że nawet pracownicy biurowi, nie mający bezpośredniego kontaktu z więźniami, doświadczyli pogorszenia stanu psychicznego i zdrowotnego. Zachowanie załogi Orange-1 wynikało w moim założeniu nie tylko z obserwacji hominidów na Hike-1, ale ze złożenia wielu czynników, min. długiego zamknięcia w ciasnej przestrzeni, długiego pobytu w stanie nieważkości i w efekcie pogorszenia stanu psychofizycznego.

Wszystko to złożyło mi się właśnie w taki obraz misji Orange. Oczywiście pewne elementy przejaskrawiłem i wyolbrzymiłem, ale był to świadomy zabieg, mający na celu zarysowanie ciężkiego klimatu opowiadania. To samo dotyczy określenia “Czarni”. Miało to być nie tylko niepoprawne politycznie, ale przede wszystkim służyło za podkreślenie cech ludzi w celu zbudowania ich negatywnego obrazu.

W jednej z pierwszych wersji tekstu kombinowałem z dodatkowym, pozazmysłowym wpływem obcych na ludzi, który dodatkowo pogłębiałby stany depresyjne. W końcu jednak uznałem, że będzie to trochę naciągane. Funkcjonowanie kosmicznych promieni alienów wydały mi się zbyt dużym ułatwieniem. Wybrałem wersję, w której wpływ obcych na psychikę załogi jest wynikiem procesu psychologicznego. Po lekturze niektórych z komentarzy zastanowiłem się, czy może rzeczywiście nie byłoby lepiej, gdybym trochę ten proces rozciągnął w czasie, dodał więcej elementów i może nowe sceny? Nie jestem pewien. 

Co do motywacji obcych, to tutaj moim założeniem było postawienie tajemniczego czarnego, błyszczącego monolitu przed małpami i niech się zastanawiają ;) Owszem, miałem kilka pomysłów na wytłumaczenie tego eksperymentu (?). W końcu jednak postanowiłem nie iść w wyjaśnienie, a zostawić tylko pytania. Uznałem, że nie będę w stanie wiarygodnie opracować motywacji rasy, która nie tylko potrafi stworzyć istoty biologiczne od zera, ale nawet zmienić i kontrolować tor “lotu” planety. Czy to był eksperyment naukowy, czy park rozrywki, czy próba odtworzenia ewolucji ludzi z Ziemi? Wystarczyło mi podobieństwo do pracy naukowców ziemskich, którzy często badając jakieś zjawisko odtwarzają albo symulują środowisko, w którym zjawisko ma miejsce. A z punktu widzenia bohaterów szansą na uzyskanie odpowiedzi miało być dalsze badanie reliktów pozostawionych przez obcych. Tylko, że nie wziąłem pod uwagę jednej rzeczy. Bo faktycznie żaden z bohaterów nie zadał fundamentalnego pytania “po co?”. Po co kosmici – jeśli to faktycznie byli kosmici – zbudowali taki lunapark? Gdyby takie pytania padły, być może czytelnik zostałby lepiej naprowadzony na potencjalne rozwiązanie zagadki motywacji obcych? Teraz staje mi przed oczami kwestia techniczna – opublikowałem opowiadanie na konkurs w takiej właśnie formie. Czy tego typu ingerencja w tekst nie byłaby zbyt duża? Nie chciałbym pogwałcić zasad regulaminowych.

Tak czy siak – dzięki wszystkim za analizę tekstu. Daliście mi dużo do myślenia.

Jesteśmy wybrańcami. Sami się wybraliśmy!

Alien Explorations: Raised by wolves: The birthing helmet 

Bo tak, masz planetę, która leci przez kosmos, ignorując grawitację. Z fizyki najlepszych not nie miałam, ale wydaje mi się to niemożliwe i chyba przeczy naszemu rozumieniu kosmosu i rządzących nim praw. A to oznacza, że wywołałaby nielichą sensację, której tu nie widać. Ok, później to tłumaczysz, nie jestem w stanie stwierdzić na ile to jest prawdopodobne, ale niech Ci będzie. Tylko to nadal nie tłumaczy, jakim cudem planeta nie jest zmarzniętą kupką lodu.

No gdzie, przecież planety swobodne to już powszechna wiedza:P Przy czym nie chodzi o ignorowanie grawitacji, a nie bycie związanym z ciałem niebieskim. Klik.

W tekście, jak rozumiem, wysnuwają hipotezę, że taka planeta została w końcu wyłapana przez Słońce i okrąża je po niekołowej orbicie i potrafi zbliżyć się na wysokość Jowisza, ale większość czasu spędza poza Neptunem (naturalne, bo czym dalej od gwiazdy, tym wolniej leci). Ogółem: nic niepoprawnego, szczególnie przy ingerencji kosmitów.

 

Komentarz jurkowy – tradycyjnie – po wynikach.

Слава Україні!

Podobało mi się :)

Przynoszę radość :)

 

Known some call is air am

Caern – Go­ro­le ze So­snow­ca

 

 

Z pew­no­ścią jest to jeden z najdłuższych tekstów na­pi­sa­nych na ten kon­kurs. Te pra­wie 50k zna­ków po­tra­fi od­stra­szyć uzyt­kow­ni­ków od czy­ta­nia, więc fe­ed­back masz nie za duży (a przy­naj­mniej kiedy piszę tę opi­nię), a szko­da, bo to opo­wia­da­nie czyta się samo, nie czuje się tej dłu­go­ści, a forma logów na­praw­dę faj­nie się tutaj spraw­dza.

Kli­mat masz mo­men­ta­mi na­praw­dę mocno old­sku­lo­wy, co da się wy­czuć w for­mie, ale też w po­sta­ci pro­ta­go­ni­sty – Bjorn za­ry­so­wa­ny jest dość słabo, na­cisk po­ło­ży­łeś na jego ob­se­sję, zro­bi­łeś z niego pro­fe­sjo­na­li­stę, opę­ta­ne­go chę­cią od­kryć i chwa­ły, który dla dobra swo­jej “misji” nie zważa na in­nych, a jed­nak jest coś, na czym mu za­le­ży. Takie po­sta­cie ko­ja­rzą mi się z kla­sycz­nym SF. I na myśl w trak­cie lek­tu­ry przy­cho­dzi­ły mi różne ty­tu­ły, ja­kieś od­le­głe zaj­dlow­skie sko­ja­rze­nia, fla­shabc­ki ko­mik­sów Po­lcha z cyklu “Bitwa o pla­ne­tę”, prze­bły­ski z “Na­gich ludzi” Bu­ły­czo­wa, a nawet mia­łem pewne (osta­tecz­nie oka­za­ło się, że chyba nie­słusz­ne) po­dej­rze­nia zwią­za­ne z “Ka­me­le­onem” Ko­si­ka.

Po­mi­mo na­praw­dę do­bre­go kli­ma­tu i nie­złe­go pi­sa­nia, zo­sta­wiasz mnie z pew­ny­mi wąt­pli­wo­ścia­mi, zwią­za­ny­mi z za­sto­so­wa­ny­mi przez Cie­bie roz­wią­za­nia­mi fa­bu­lar­ny­mi. To, że to jest jakaś no­wo­od­kry­ta pla­ne­ta krą­żą­ca po od­le­głej or­bi­cie biorę bez py­ta­nia, ale już to, dla­cze­go tam są po­dob­ne do ziem­skich wa­run­ki, mnie nie prze­ko­nu­je – toć ta pla­ne­ta po­win­na być na tej or­bi­cie skost­nia­łą kulką, a nie miej­scem, w któ­rym może roz­wi­jać się życie. No dobra, byli jacyś obcy, któ­rzy z ja­kie­goś po­wo­du stwo­rzy­li rasę Sau­ro­na (mo­ty­wa­cji się nie cze­piam, bo może to był eks­pe­ry­ment – wspo­mi­na­łem o cyklu z Ais; może po pro­stu lu­bi­li bawić się w boga – Pro­me­te­usz i Alien:Co­ve­nant; a może po­trze­bo­wa­li so­jusz­ni­ków w przy­szło­ści i siali życie po pla­ne­tach – jak u Łu­kja­nien­ki na przy­kład), spoko, zmie­ni­li or­bi­tę pla­ne­ty i też spoko, ale jak za­pew­ni­li wa­run­ki na tej pla­ne­cie, skoro z racji samej od­le­gło­ści od Słoń­ca wa­run­ki tam po­win­ny być dia­me­tral­nie inne niż na Ziemi? Zo­sta­wiasz mnie bez od­po­wie­dzi na to py­ta­nie, nawet bez żad­nej su­ge­stii, a szko­da, bo to wy­glą­da na taki bubel, który jest, bo pa­su­je. Wąt­pli­wo­ści mam też co do samej hi­po­te­zy po­sta­wio­nej przez Bjor­na, ale to prze­cież tylko hi­po­te­za, więc nie musi się po­kry­wać z rze­czy­wi­sto­ścią, dla­te­go tutaj od­pusz­czam.

Wy­tknię­to ci też w ko­men­ta­rzach, że słabo jest z za­cho­wa­niem per­so­ne­lu sta­cji, że to mało praw­do­po­dob­ne, żeby spe­cja­li­ści szko­le­ni do ta­kich wła­śnie zadań nagle za­czę­li się za­cho­wy­wać bun­tow­ni­czo, bo na­oglą­da­li się prze­mo­cy w wy­da­niu ob­cych istot. No i też bym to mu­siał wy­tknąć, jed­nak brak za­de­kla­ro­wa­nia ta­kie­go stanu rze­czy po­zwa­la mi do­mnie­my­wać, że może sama pla­ne­ta, jej bli­skość, spra­wia, że nad czło­wie­kiem za­czy­na­ją brać górę pier­wot­ne in­stynk­ty. Bo czemu nie mia­ło­by tak być? W “Ka­me­le­onie” pla­ne­ta od­wzo­ro­wu­je czę­ścio­wo świat ludzi takim, jakim go znaj­du­je w umy­słach homo sa­piens, któ­rzy się na niej roz­bi­li, a gdy nad pla­ne­tę po kil­ku­dzie­się­ciu la­tach przy­by­wa misja ra­tun­ko­wa, to w wy­two­rzo­nej rze­czy­wi­sto­ści na­stę­pu­je nagły wzrost tech­no­lo­gicz­ny, bo pla­ne­ta czer­pie z no­wych przy­by­szów. Więc u Cie­bie pla­ne­ta mo­gła­by wy­wo­ły­wać ten efekt, a cze­pial­skich można ode­słać do Ko­si­ka, do Grzę­do­wi­cza (w Panu Lo­do­we­go Ogro­du pla­ne­ta po­wo­du­je psu­cie się wszel­kich tech­no­lo­gii) albo do ko­mik­su “Szczu­ry bla­sku”, w któ­rym obcy wy­miar two­rzy coraz to nowe formy życia, celem eli­mi­na­cji ziem­skich na­jeźdź­ców.

Bałem się na po­cząt­ku lek­tu­ry, że prze­ga­da­łeś to opo­wia­da­nie, po­trze­bu­jąc 50k zna­ków, a fi­nal­nie przy­zna­ję, że jesz­cze kilka ty­się­cy by mu nie za­szko­dzi­ło, a nawet po­mo­gło, po­zwa­la­jąc na roz­wi­nię­cie kilku na­praw­dę do­brych po­my­słów. Chciał­bym po­czy­tać czym są te struk­tu­ry, do któ­rych pró­bo­wa­li do­trzeć. Bar­dzo chciał­bym :)

Dobry tekst. Gra­tu­lu­ję :)

Known some call is air am

OFFTOP

 

@ o Grzędowicza (w Panu Lodowego Ogrodu planeta powoduje psucie się wszelkich technologii)

 

Skądinąd: jeśli nie znacie, zerknijcie, co planeta robi technologii w (o parę lat wcześniejszej) “Trylogii Zimnego Ognia” C. S. Friedman, tam jest dopiero jazda. Sorry za offtop, ale jestem trochę apostołką tej powieści i jak jest okazja polecić, to polecam :)

Brzmi ciekawie, ninedin :) Pewnie kiedyś się za to zabiorę, najprawdopodobniej na emeryturze, albo coś ;)

Known some call is air am

Nowa Fantastyka