- Opowiadanie: Corrinn - Kradzież lambogini

Kradzież lambogini

Dyżurni:

ocha, bohdan, domek

Oceny

Kradzież lambogini

Ta historia jest długa jak nos Żyda w sierpniowy poranek. Dlatego nie opowiem jej więcej niż trzeba, ale tylko trochę.

Zaczęło się to w posoczystą, burczliwą noc, kiedy Stefan wyszedł przed dom wprowadzić lambogini do garażu, bo mu się przypomniało, że zapomniał o swoim autku, ale samochoda nie było ani w garażu, ani naokoło niego. Dlatego pomyślał oczami, że mu się przywidziało. Ale mu się nie przywidziało (to zniknięcie), bo jak mrugnął, to lambogini nie było nadal w pobliżu.

– Ja pier…wiosnkuję – zaklął kwieciście aż mu para poszła uszami.

– Gdzie moje autko? – dodał.

– I dlaczego nie ma go tutaj? – dodał po raz drugi.

Następnie pomyślał dłonią, czy by nie wziąć do niej telefonu i nie zadzwonić na policję, ale przypomniało mu się, że pędzi bimber w garażu i mu się odpomyślał ten pomysł.

Zasmucony poszedł spać, i spał do rana, gdy obudził go budzik zwiastujący poranek i ból głowy.

Stefan wstał, umył szlafrok, założył zęby i z roztargnieniem zastanowił się, jaki dziś dzień.

– Sobota – powiedział patrząc na zegarek.

Przypomniał sobie, że mu się przydarzyła kradzież samochodu i przestraszył się przez chwilę, że go zamkną do więzienia, ale potem odetchnął z ulgą, bo mu się przypomniało, że to jego okradli.

Muszę obmyślić plan, aby odzyskać swoje lambogini, pomyślał portfelem, który go w tym momencie zabolał.

Zatem ubrał dżinsowe spodnie i kurtkę, po czym w dresach i bluzie wyszedł na spacer zwiadowczy do spożywczaka.

W sklepie przywitała go miła 100letnia ekspedientka.

– Nietrzeźwym alkoholu nie sprzedajemy – rzuciła z przyzwyczajenia baba zaladowa.

– Czy nie widziała pani mojego samochodu? – zapytał Stefan, który miał ochotę na alkohol, ale nie miał humoru, by go wypić, ani pieniędzy, by go kupić.

– Mówiłam że nietrzeźwym nie sprzedaję – powtórzyła niewiasta żabkowa, opierając się o ladę zalotnie łokciami.

– Był duży, miał cztery koła i bagażnik – Stefan starał opisać się swój wóz szczegółowo, niestety nie pamiętał szczegółów, niby imienia kochanki po upojnej nocy.

Kobieta Dzierżąca Klucz Do Piwnicy Pełnej Taniego Wina nie odpowiedziała, tylko popukała się w czoło i w końcu odpowiedziała:

– Nie sprzedaję alkoholu nietrzeźwym.

– Myślę, że mogło być w baku jeszcze z litr paliwa. Z pewnością nie uciekł daleko, a na Orlenie pracuje mój kolega, który by poznał, że mój samochód tam stoi i błyszczy.

– Alkoholu nierzeźwym nie sprzedaję – upierał się przy swoim Przygłuchy Anioł Uciśnionych Kacem.

– No nie ważne – rzekł zrezygnowany Stefan i wyszedł drzwiami wychodzącymi na zewnątrz.

Następnie przeszedł się chodnikiem, uważając, aby pominąć wszystkie dziury, ale żadne urwane koło nie wskazywało na bliskie położenie lambogini.

– Samochodziku, gdzie jesteś, hop hop…! – zaczął wołać z dna rozpaczy niby z dna pustej butelki. Ale tylko psy szczekały i zagłuszały jego głos swoim.

Nagle w krzakach coś się poruszyło i nie był to gracz battle royale.

Stefan spojrzał w kierunku ruchu i jego oczom ukazał się ktoś w czarnym przebraniu, z rajtuzami naciągniętymi na twarz i z żółtym workiem na plecach. Stefan nigdy nie widział tak ubranego człowieka, więc zdziwił się brwiami, ale ów ludź nakazał mu milczenie.

– Cześć, jestem gremlinem skarbnikiem i wiem, co się stało z twoim samochodem.

– Gdzie? – zapytał Stefan, ale gremlin skarbnik nakazał mu być cicho.

– Chodź za mną, to długa historia, i są tam smoki i romans, i krew i zdrada i szalik w kratkę.

– Powaga?

– Nie no, z krwią to żartowałem. Opowiem ci, jak dotrzemy na miejsce.

 

 

Na miejscu gremlin skarbnik opowiedział Stefanowi porywającą historię, w której było wiele smoków, romansów, zdrad i szalików w różne wzory. Nie ma czasu jednak tego opisywać, więc narrator pominie to, co ciekawe, i wróci do naszej opowieści.

– Tak więc twoje lambogini jest całe i zdrowe i przesyła pozdrowienia i całusy od nowego właściciela.

– Cieszę się, że nic mu nie jest.

– No, fajnie, nie?

– Fajnie…

– No, ale pora na mnie – dodał gremlin skarbnik, zarzucił na plecy żółty worek i rozszedł się w oddali.

Stefan mądrzejszy o jedną bajkę więcej i uboższy o zegarek i portfel z uśmiechem wrócił do domu.

– Cieszę się, że nic mu nie jest – pocieszył się własnymi słowami.

 

 

Niedziela powitała go dźwięczeniem dzwonów i dzwonieniem telefonu.

– Przyjdź dzisiaj pod klasztor na Ascetów 14, mamy dla ciebie przesłanie nie do odrzucenia.

Głos ze słuchawki smartfona zamilkł, po czym odszedł.

Stefan nie wiedział kto dzwonił, ale pomyślał pierwszy raz w tej opowieści mózgiem i zrozumiał, że może mieć to związek partnerski z jego samochodem. Dlatego udał się na Ascetów 14, a tam czekał na niego zakonnik w czarnym habicie.

– Witaj, przybyszu z kapitalistycznego świata – pozdrowił go słowami zakonnik.

Stefan nie wiedział, co zrobić w takiej sytuacji, chciał się lekko pokłonić, ale mu się pomyliły kierunki i wywinął orła.

– Zapewne chcesz wiedzieć, co stało się z twoim samochodem, prawda? – głos zakonnika był jak cymbał brzmiący.

– Tak! – krzyknął Stefan, podnosząc się do góry na równe nogi, co było trudne, bo miał dosyć krzywe nogi i w dodatku różnej długości od trzymania stopy na pedale hamulca w niewłaściwej pozycji.

– Zatem podążaj za mną.

Stefan wyruszył za zakonnikiem wzdłuż murów klasztoru. Wkrótce mury się skończyły, a oni szli dalej i szli by tak pewnie dalej kilka dni, gdyby nie to, że zakonnik się zatrzymał po piętnastu minutach.

– To tutaj – rzekł głosem donośnym jak trąby jerychońskie.

Stefan zobaczył wtedy swoje lambogini.

Było w dobrym stanie. W zasadzie w lepszym, niż wówczas, gdy zaparkował je przed garażem u siebie na podwórku. Miało pewne ślady osrania przez gołębie, ale gdyby dobrze poskrobać, to pod spodem był nowy lakier.

– Dlaczego to zrobiliście? Dlaczego odnowiliście mój samochód? Dlaczego nie mogliście to zrobić bez okradania mnie?

– Dobrze, już dobrze – powiedział zakonnik. – Wszystko ci opowiem. Jak na spowiedzi. Ale obiecaj, że nikomu nie powiesz, dlaczego to zrobiliśmy.

– Obiecuję!

Stefan dotrzymał danej obietnicy.

Koniec

Komentarze

Co za fascynująca historia poszukiwania zaginionego lamboginiego! Najbardziej podobało mi się, jak Stefan myślał. Dobrze że dotrzymał danej obietnicy, nawet jeśli czytelnik nie poznał jej zawartości. Postać ekspedientki zachwyca silną wolą. Gremlin skarbnik zachwyca ogólnie. Dodałeś do Grafomanii nowy gatunek – urban triller. 

Cześć, Cominn! 

Hehehhehe……….. Najważniejsze że się znalazło bo ja nie chciałbym żeby mi ukradli lamboginiii……….. Hhehehehee za to chciałbym mieć……….. Hehehehheheh szkoda że mnich nie był dziewczyną co by z nią się zakochał…………… Świetnie……. Ja też jestem pisażem…………. Hehehehheheh w ogóle to zagadki były super………. Całe szczęście że odgadł ze to chodzi o jego lamboginiii……… Super piszesz…….. Hehehehheheh pozdro 600

Nie zabijamy piesków w opowiadaniach. Nigdy.

Fajkowe :) (nie na lic. Anet)

Oja! Zniknięcie lam bogini to poważna sprawa. Całe szczę cie, że Stefan odnalazł zgubę. I ze skarbek przekazał pozdrów jenia, żeby nie tęsknił. Trochę skoda, że nie popuścił farby boby m chętnie poznała reszkę historii.

Babska logika rządzi!

A mi się podobał cymbał brzmiący, trąby jerychońskie i zaskakująca końcówka, w której zakonnik wszystko wyjaśnia i Stefan dotrzymuje obietnicy. Poczułem się usatysfakcjonowany, jakbym odkrył znaczenie liczby czterdzieści i cztery.

Nie spodziewałem się, że ktoś przeczyta tak grafomański tekst. Dziękuję wszystkim za wizytę :)

Fascynująca historia trochę jak z kopciuszka, gdzie lamborgini gubi się i odnajduje. Strasznie żałuję Stefan dotrzymał tajemnicy jak na spowiedzi.

– Sobota – powiedział patrząc na zegarek.

xD

 

 

Przypomniał sobie, że mu się przydarzyła kradzież samochodu i przestraszył się przez chwilę, że go zamkną do więzienia, ale potem odetchnął z ulgą, bo mu się przypomniało, że to jego okradli.

</3

 

baba zaladowa

Litości! xD

 

Cześć, jestem gremlinem skarbnikiem i wiem, co się stało z twoim samochodem.

– Gdzie? – zapytał Stefan

<3

 

narrator pominie to, co ciekawe, i wróci do naszej opowieści

<3 :D

 

chciał się lekko pokłonić, ale mu się pomyliły kierunki i wywinął orła

Boziu, skąd Ty bierzesz te pomysły? xDDD

 

Ale obiecaj, że nikomu nie powiesz, dlaczego to zrobiliśmy.

– Obiecuję!

Stefan dotrzymał danej obietnicy.

No nie!!! A tak liczyłam na rozwiązanie tej zagadki :( :(

 

Ogromny zawód na koniec, poza tym bardzo grafomańsko. :3

She was with me. She did all those things and so many more, things I would never tell anyone, and she never even loved me. Now that’s love.

Ech, co tu dużo mówić – roztoczyłeś przed widzem-czytelnikiem wielki dramat przeżyć Stefana i z trudem do niego docierającą jasną świadomość o niewiadomych losach autka jego. Z niejakim zadowoleniem zauważam, że choć Stefan spotkał na swej wyboistej w przygody drodze obfite grono osób mogących łatwo przewrócić mu w głowie, to się nie poddał ich machinacjom i dzielnie, nie licząc się z trudami, zobaczył swoje lambogini a nawet dotrzymał słowa, co jest chyba jego nieobliczalną i niepoliczalną zaletą.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Rany, ale z tego Stefana słoik, jakbym miała lombogini i mi go ukradli, tobym spać nie mogła, a on tak sobie zasnął. I jeszcze sie ucieszył, że autko ma się dobrze i wcale nie przeklinał, że ma się dobrze gdzie indziej. I pewnie dlatego mu go potem spowrotem dali i jeszcze z nowym lakierem. Pewnie mi by nie dali, bo ja bym przeklinała. Bardzo mi się podobało Twoje opko, bo można się z niego nauczyć, że dobrze być słoikiem.

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Dziękuję za komentarze, a także uwagi, wnioski i porady. :)

Przejąłem się losem Stefana, szkoda lambogini.

Nowa Fantastyka