- Opowiadanie: ANDO - Fantastyczny dyżur

Fantastyczny dyżur

Opowieść z przymrużeniem oka o portalu, pisaniu i ciężkim losie dyżurnych.

 

Podziękowania za betowanie dla:

ALICELLI, BARBARIANCATAPHRACT, KOALA75.

Dyżurni:

Finkla, bohdan, adamkb

Oceny

Fantastyczny dyżur

 

Rozszarpać moją siostrę od razu, czy mordować powoli? – zastanawiałam się.

– Jaki sens ma to twoje pisanie? Albo te wycieczki do Fantazovii? – powtórzyła Magda, stawiając na stole własnoręcznie upieczoną szarlotkę.

Posłałam jej spojrzenie bazyliszka i milczałam. Jak wytłumaczyć tchnienie Weny czy opisać miejsce, gdzie ze słów powstają całe światy? Odpowiedź, którą po prostu się czuje, trudno zamknąć w kilku zdaniach.

Potrzebowałam pauzy, zanim zetrę wszystkie plomby od zgrzytania zębami ze złości. Wyszłam do przedpokoju, przekręciłam pierścień na palcu. Wracałam do magicznej krainy.

 

***

 

Ostępy Poczekalni przypominały afrykańską dżunglę. Wyobraźnia twórców wybujała niebotycznymi drzewami, porośniętymi przez egzotyczne kwiaty o intensywnych barwach i równie mocnym zapachu. Obok pyszniły się rozłożyste krzewy stylistyczne z liśćmi przypominającymi indiańskie pióropusze. Zwisające liany przypominały plątaninę zawikłanych wątków oraz losów postaci.

Wędrowałam od godziny, w gorącym klimacie  niebieski mundur dyżurnego zdawał się ciężką zbroją. Wielka siatka na kiju, zawadiacko zarzucona na plecy niczym miecz Wiedźmina, zaczynała ciążyć. Niestety, worek na trofea pozostawał pusty.

Już z daleka usłyszałam radosne kwiki. Przeszłam pod wielką palmą, ruszyłam w stronę jeziorka. Trafiłam w dziesiątkę, w wodzie chlapało się radośnie całe stadko dzieł, przypominających różnobarwne zwierzaki.

Teoretycznie, według poradnika Fantazovii, każde z nich powinno mieć przynajmniej: ryjek, czyli wstęp do opowieści, futrzaste ciało (rozwinięcie) i ogonek, czyli zakończenie. Do tego: kręgosłup (fabułę) oraz oczy (bohaterów).

Niestety, w stadku dostrzegłam dzieła bez ryjków, a nawet – co gorsza, bez korpusu. Widząc mnie, wszystkie podniosły nieopisany jazgot. Intuicyjnie czuły świeżą krew, czyli czytającego.

Które wybrać? Wszystkich nie dam rady poznać, nawet do Sylwestra.

Najlepiej użyć ściągi. Złapałam granatową istotę (cóż, nie miała futerka, ale postanowiłam dać jej szansę). Sprawdziłam metkę na grzbiecie – jakiś świeży autor.

Zdjęłam przyciemniane okulary i spojrzałam zwierzakowi w ślepia, przenosząc się do świata opowieści. Zaczęłam czytać, próbując ignorować szalejące przecinki oraz brak akapitów.

– Nie, jednak nie tym razem – mruknęłam, przerywając przed końcem historii.

Wybrałam szarego zwierzaka z inną metką. Także pudło. Kolejny, o barwie czekolady, nie miał ogonka, a jak wiadomo, ogonek to istotna część dzieła.

Dobra, ten może być. Znana metka, miłośnik Lema. Szkoda, że autor ostatnio rzadko tu zagląda… 

Przeczytałam, spodobało mi się, dzieło posiadało wszystkie standardowe części, nawet zakręcony ogonek z twistem. Pobrałam klika z delikwenta, wsadziłam do worka półprzezroczysty kształt.

Nic już nie wycisnę z tego stadka – pomyślałam, patrząc na futrzaste istoty, które, mimo wszystko, wydawały się piękne.

Ruszyłam szukać dalej. Po drodze minęłam dyżurnego z krokusem w butonierce.

– Hej, jak tam polowanie? – zapytał.

– Tylko szorciak, niecałe siedem kilo wagi. – Pokazałam swój worek. – A ty?

– Jeszcze nic, ale dopiero zaczynam – odparł.

– Lepiej nie zaglądaj do jamy przy wodospadzie, zagnieździł się tam wyjątkowo potworny fragment. – Pokazałam mu poszarpany rękaw od munduru.

– Dzięki, będę pamiętał – powiedział, po czym każde z nas poszło w swoją stronę.

Nie wyobrażałam sobie, bym pewnego dnia przestała odwiedzać Poczekalnię. Potrzebowałam tych polowań nawet bardziej niż dzieła potrzebowały mnie.

 

***

 

Wędrowałam piaszczystym traktem pomiędzy bujnymi łąkami Fantazovii. Pomysły na nowe opowiadania wychylały się z traw niczym pąki kwiatów.

Patrzyłam z dumą na kliki, kłębiące się w moim worku, wyglądały jak półprzezroczyste kalki oryginałów. Złapałam zaledwie trzy, ale i to dobre.

Otworzyłam okutą metalowymi sztabami bramę z napisem "Biblioteka". Wewnątrz to miejsce przypominało zadbany ogród, zachwycający harmonią barw oraz subtelnych woni. Czerwone i żółte owoce Weny rosły na drzewach niczym dojrzewające jabłka. Krzewy, obsypane tagami, okalały rabaty, wyglądające niczym żywe, barwne dywany z roślin.

Podobno każde dzieło marzyło, by tu się znaleźć. Wypuściłam kliki z worka, od razu pognały przez grządki tulipanów, zaczęły radośnie tarzać się na równo przystrzyżonej trawie.

Nagle jeden z przybyszów dostrzegł swoich czterech braci. Półprzezroczyste byty ruszyły naprzeciw sobie, jakby zamierzały zderzyć się w biegu. Jednak w ostatniej chwili wszystkie skoczyły w górę, scalając się w jedną istotę. Dzieło z pięcioma klikami, już w całości zatwierdzone do przebywania w Bibliotece, dumnie kroczyło żwirową ścieżką ku fontannie. Zanotowałam w pamięci tytuł i autora.

Minęłam Ducha Biblioteki, istotę nieco eteryczną, lecz niezwykle skuteczną w utrzymywaniu porządku wśród psocących dzieł.

Biblioteka nie miała tak wielu mieszkańców jak Poczekalnia, ale zaraz znalazło się dwóch futrzastych kandydatów do opowiedzenia swojej historii. Stanęły na ścieżce i przestępowały z łapy na łapę, patrząc na mnie wyczekująco.

– Wybaczcie, nie dzisiaj. Wrócę tu niedługo, obiecuję – powiedziałam.

Szybko opuściłam Bibliotekę, musiałam zrobić jeszcze jedną ważną rzecz.

Powędrowałam na rynek Fantazovii, gdzie na kamiennym placu, u stóp wodospadu Weny, stała wielka, korkowa tablica. Wyciągnęłam moją różdżkę w kształcie długopisu. Naskrobałam na kartce tytuł oraz autora dzieła z Biblioteki, po czym podpisałam i przytwierdziłam na tablicy piórkowej.

– O, ja też zgłosiłam to samo – powiedziała Smokini w niebieskim mundurze, która właśnie przypinała własną listę. – Piszesz teraz jakieś nowe opowiadanie?

– Planuję – odparłam. – Ostatnio mam mało czasu: dyżury, praca, projekty, ćwiczenia z dziełami na warsztatach betowania. Nie chcę z niczego rezygnować. W końcu nie chodzi o to, żeby tylko pisać. Trzeba dać coś z siebie innym, a przy okazji – samemu się rozwijać.

– Też tak sądzę – odparła, uśmiechając się. – Zasłużyłyśmy na duże cappuccino z podwójną pianką.

– Zdecydowanie – poparłam jej pomysł.

 

***

 

Poszłyśmy do karczmy zwanej Szał Pudłem, przypominającej wielki, kolorowy jarmark. Długie, dębowe stoły rozstawiono wprost na trawie, przed drewnianą chatką, gdzie prawdziwe skrzaty przygotowywały napoje wszelkiego rodzaju i drobne przekąski.

Na ławach Szał Pudła siedzieli mieszkańcy Fantazovii, trzymali w rękach kubki, dyskutując głośno oraz pogryzając słone paluszki. Właśnie trwała impreza na całego, bo do grona dyżurnych dołączył nowy śmiałek. Barbarzyńca dumnie opierał się o rydwan zaprzężony w dwie świnki morskie.

– Gratulacje! – zawołałam do niego.

Uśmiechnął się, pokazując kciuk w górę. Jego niebieski mundur lśnił.

Przypomniałam sobie własną rekrutację, chyba sto lat temu. Dziś ze starego składu zostało tylko kilka osób, większość stanowili nowi dyżurni. Zmieniały się Loże, przybywało opowiadań w Poczekalni, jedni mieszkańcy Fantazovii osiedlali się, inni – wyprowadzali. Gdzie bym dzisiaj była, gdyby dowódca oddziału, z karabinkiem typu Beryl na plecach, nie dał mi kiedyś plakietki? Dyżurowanie zmieniło mnie bardziej, niż mogłam się spodziewać.

– To siup, jednego z eukaliptusa! – zawołał Miś, stawiając na stole zieloną butelkę z eliksirem.

– A, czemu nie – odparłam.

Smokini też nadstawiła kubek. Słodki napitek z orientalną nutą smakował wybornie.

Przysiadła się Aneta.

– Fajna ta góra. – Pokazała palcem na Wzniesienie Piórkowe. – Myśleliście kiedyś, żeby się tam wspiąć?

Pokiwaliśmy wszyscy głowami. Wzgórze wydawało się zbyt odległe, żeby dostać się na szczyt pieszo, w ciągu jednego czy kilku dni. Prowadziła tam jedynie wąska, stroma ścieżka. Na dodatek, trzeba było zacząć przeprawę od sforsowania mostu, na którym stał krwiożerczy cyklop. Przepuszczał wyłącznie śmiałków trzymających w ręce bilet z napisem "nominacja".

– Już nie chcesz tam wejść? – zapytała mnie Smokini.

– Chwilowa przerwa. Kiedyś znów spróbuję – odparłam.

Popatrzyłam w stronę Piórkowego Wzniesienia. Tak, było piękne, zapewne każdy chciał się znaleźć na szczycie. Jednak mój wzrok od dawna przyciągała inna góra, która majaczyła na horyzoncie z drugiej strony Fantazovii. Wzniesienie o nazwie "Publikacja w wydawnictwie" dosłownie hipnotyzowało, gdy tylko na nie zerknęłam. Odurzało nieziemskim zapachem kwiatów porastających zbocza.

Podobno niektórzy tam dotarli… Wydawało się, że ta góra to niezwykłe, magiczne miejsce, za którym może istnieć tylko raj. Wiele razy próbowałam sforsować niemal gładkie ściany wzniesienia, boleśnie kalecząc dłonie i kolana od wspinaczki, kończącej się szybkim zjazdem w dół. Kiedyś zdobędę ten szczyt… W Fantazovii zbierałam coraz lepszy ekwipunek na wyprawę.

Nagle brama Biblioteki otworzyła się z hukiem, wypadła z niej uradowana Allicja. Przybiegła prosto do Szał Pudełka.

– Słuchajcie! Prawdziwa rewelacja! – zawołała. – Znalazłam perełkę, idealną na piórko! Tylko pojawił się mały problem, cudo waży całe czterdzieści koła, sama nie dam rady.

– No, to w drogę!

– Dawajcie tę kruszynkę!

– Kupą, mości panowie i panie! – Rozległy się okrzyki.

Wzniecając tuman kurzu pokłusowaliśmy solidarnie do Biblioteki.

 

***

 

Magiczny pierścień na palcu kusił. Kraina Fantazovii została daleko, siedziałam przed komputerem, usiłując poprawić błędy we własnym tekście, co było nadzwyczaj irytujące. Zwłaszcza że tkwiłam w dusznym pokoju, w bloku, a pogoda za oknem zachęcała do spaceru. Poza tym, jakim cudem nawciskałam tyle zaimków do jednego zdania?

– Wybierzemy się do parku? – zapytała Magda, wchodząc do pomieszczenia.

– Nie mogę, mam robotę – mruknęłam, klepiąc zawzięcie w klawiaturę komputera.

– Niby chcesz być pisarką od romansów, a tylko siedzisz w domu i piszesz – zaczęła zrzędzić.

– Zdaje się, że na tym to polega: trzeba coś napisać, żeby to wydać. Inaczej się nie da – odparłam, odrywając się od tropienia byczków, hasających radośnie po moim tekście.

– Oj, ja nie o tym! Skoro piszesz romanse, powinnaś sama je przeżywać. Wiesz, żeby mieć świeży materiał – odparła, sadowiąc się na wolnym fotelu.

– Czyli jak będę pisać kryminał, mam latać po ulicy z siekierą za ludźmi?

– Bosz… – syknęła, przewracając oczami.

– Magda, czy ty przypadkiem znowu…?

– Dobra, tak, umówiłam cię! Ale tym razem to naprawdę wyjątkowy facet, księgowy z mojej firmy. Spokojny, obowiązkowy, poukładany i samotny.

– Gratuluję, właśnie spotkałaś wymarzonego księcia z bajki – stwierdziłam, zamykając laptopa.

– Janka, przestań! Dobrze wiesz, że mam Krzyśka. Myślałam o tobie. Zobaczysz, ten księgowy jest bardzo fajny, pasujecie do siebie, serio. Tylko lepiej nie opowiadaj mu o Fantazovii. Ani o pisaniu romansów.

 

***

 

Zamiast polować na dzieła w Poczekalni albo tropić kandydatów do piórek w Bibliotece, siedziałam w moim mieszkaniu przy stole, obok księgowego, który przedstawił się jako Andrzej. Słuchałam jednym uchem jego opowieści o ważnych rozliczeniach, a myślami błądziłam po Fantazovii:

Nie zaglądałam jeszcze dzisiaj do Hyde Parku. Na Szał Pudełko wpadłam tylko przelotem, nie zostawiłam suchara dnia.

Andrzej zaczął kolejną opowieść, tym razem – o wakacyjnej wyprawie. Zamiast zachwycać się razem z nim hiszpańskimi plażami, planowałam nowy wątek w powieści:

Czołowy amant zaprasza bohaterkę na paintball i tam dowiaduje się, że ona absolutnie nie zamierza się wiązać. Wtedy postanawia pokrzyżować jej plany, co powoduje lawinę zaskakujących zdarzeń…

 

Przydałoby się zapisać pomysły, zanim uciekną – pomyślałam.

Na regale leżał zeszyt przeznaczony specjalnie do tego celu, ale nie wypadało tak po prostu, przy gościu, zacząć notować.

Może wyjdę do łazienki? Zyskałabym kilka minut na zapiski. Tylko jak wziąć zeszyt z pokoju bez prowokowania pytań? Na papierze toaletowym kiepsko się pisze, będzie się rwał…

– Janka? Halo, Janka!

Dotarło do mnie, że facet przestał opowiadać i czegoś chce.

– Wybacz, zamyśliłam się – odparłam, mając nadzieję, że mina typu "właśnie spadłam z księżyca i nie kontaktuję" wygląda romantycznie.

– Chyba coś pieczesz…? – zapytał niepewnie.

– Skąd wiesz? – zdziwiłam się, lecz kiedy odwróciłam głowę, wszystko stało się jasne. Od strony kuchni mieszkanie opanowywały kłęby czarnego dymu.

 

***

 

Fantazovia dopełnia zwykłe życie – pomyślałam, stojąc na padoku warsztatów betalisty. Wokół rozciągały się boiska oraz sale warsztatowe, gdzie odbywało się szlifowanie pisarskich diamentów: futrzaste istoty dostawały nowe ryjki, ładniejsze korpusy, grupowo doprawiano im brakujące ogonki, albo przeciwnie, uwalniano od nadmiarowych fragmentów. Mimo wczesnej pory prace trwały pełną parą.

Dzieło biegające na padoku, całkiem interesujące, ale wyjątkowo narowiste, miało nie tylko cztery nogi, lecz również dosyć twarde kopyta. Wierzgało niczym dziki, rasowy źrebak.

– Damy radę! – zawołała beta-testerka z Hiacyntą Bukiet w awatarze, po czym ruszyła do obłaskawiania istoty. Kiedy złapała ją na lasso, z grzywy posypały się nadmiarowe przecinki.

Chwyciłam delikwenta z drugiej strony. Gdy zobaczył, że z nami nie ma żartów, oddał dobrowolnie wszystkie literówki, pozwolił też uczesać skołtunioną sierść.

– No, stary, jest moc – mruknęłam, głaszcząc go po łbie. – Na bank czeka cię Biblioteka, a potem wieczna chwała i radość czytających.

Zarżał cicho w odpowiedzi.

Dyżurna z awatarem Hiacynty usiadła obok mnie, otarła pot z czoła.

– Słyszałaś o wyzwaniach?

Pokręciłam głową.

– Ekstremalne zadania, co tydzień. Ćwiczenia tylko dla twardzieli, ale jeśli przetrwasz, nikt ci nie podskoczy w pisaniu.

Popatrzyłam w stronę góry, majaczącej na horyzoncie Fantazovii. Dyżurowanie, betowanie, pisanie, wyzwania, dyskusje na forum. Czułam, że to wszystko łączy się, tworząc spójną całość. Co najmniej tak samo ważną, jak pieczenie ciasta czy odpoczynek na urlopie, a może nawet o wiele istotniejszą.

– To co? Wchodzisz do gry? – zapytała moja rozmówczyni.

– Jasne.

 

***

 

Siedziałam przed komputerem, pisząc opowieść na Grafomanię i rechocząc z własnej radosnej twórczości. Dawno się tak dobrze nie bawiłam.

Kocham ten konkurs za samą możliwość postawienia kropki po tytule – pomyślałam.

Magda weszła do pokoju, pokręciła głową. Nie pytałam o szczegóły, ale mogłabym się założyć, że księgowy dotąd leczy traumę po randce ze mną i czarnym dymem w roli głównej.

Nie przejmowałam się zupełnie. Wiedziałam, że jeśli będę potrzebowała wsparcia, znajdę go w Fantazovii.

– Myślałaś, żeby rzucić to pisanie i portal w diabły, zacząć normalne życie? – przynudzała znów Magda.

– To jest normalne życie – odparłam. – Moje. Własne. Wyjątkowe.

Coś, czego nie sposób opowiedzieć słowami, ale czuje się to wyraźnie, całą duszą: dyżury, Szał Pudełko, Biblioteka, znajomi z portalu, każda strona dzieł – dodałam w myślach.

Nie, nie będę unikać rzeczywistości. Pójdę na spacer, może nawet do sklepu, a potem założę Magdzie konto w Fantazovii, niech sama się przekona.

Koniec

Komentarze

Miś zna tekst z betowania. Właściwie nie miał tam pola do popisu. Powtórzy dodatnią opinię z przyjemnością. Jest to bardzo udane przedstawienie fascynacji ‘naszym’ portalem i byciem w nim aktywnym członkiem społeczności. Przeplatanie tego wstawkami z codziennego życia, jakże prawdziwymi, dodało tekstowi lekkości i wiarygodności. Miś chciałby, żeby ten tekst prędko wskoczył do Biblioteki, bo jego zdaniem zasługuje na to. Klik.

Żeby nie było słodko: – Czy wystarczy założyć komuś konta w Fantazovii? Trzeba go jeszcze przekonać, żeby z niego skorzystał. W ‘naszym’ portalu wystarczy, że człowiek parę razy zajrzy i rejestruje się sam.

Powtórzę opinię z bety ^^

 

Barbarzyńca dumnie opierał się o rydwan zaprzężony w dwie świnki morskie.

– Gratulacje! – zawołałam do niego.

Uśmiechnął się, pokazując kciuk w górę. Jego niebieski mundur lśnił.

<3

Przecudne odniesienie, bardzo miło mi się zrobiło. ^^

 

Super opowiadanie, co mam powiedzieć. :D

Tekst jest napisany schludnie, budowa świata i fabuły wciągają. Czytało się bardzo dobrze, a to właśnie o to w tym chodzi. Zwłaszcza, gdy opisujemy przygody Portalowiczów.

Moje opko głosiło o świeżynce, w Twoim przypadku mamy do czynienia już z większym wyjadaczem, co całkiem ładnie dopełnia oba te teksty. W każdym z nich można zobaczyć Fantazovię od trochę innej strony. :3

 

Fajnie połączyłaś wątki z prawdziwego życia z życiem portalowym, spodobało mi się. ^^

 

Idę zgłosić opko do Biblioteki!

Quidquid Latine dictum sit, altum videtur.

Cześć, ANDO!

 

Tekst o dyżurach wrzucony w dniu swojego własnego dyżuru (a siłą rzeczy również mojego) – choć konkursowe opka do grafiku nie wchodzą, to jednak nie mogłem się powstrzymać, by piątkowe teksty zacząć od tego :)

Zrobiłaś małą podróż po portalu, wyszło dość hmm… sentymentalnie (nie jestem pewien, czy to dobre słowo), ale raczej nie ckliwie. Ja też lubię portal jako społeczność, choć pokazałaś tutaj tą jaśniejszą stronę – rzekłbym, że to trochę taki benefis portalu.

Najbardziej przyczepiłbym się, że brak tu jakiejś wyraźniejszej fabuły.

Fajnie wyszło przeplatanie opowieści o Fantazovii wątkami z życia codziennego. Aż mnie korci, żeby zapytać, ile jest w tym autobiografii, ale możesz śmiało moją ciekawość zignorować :P

Skrycie liczyłem, że bohaterka spojrzy przez ramię księgowego na to, co facet tak przegląda na telefonie, a tam się jej pokaże ognisty smok na czarnym tle i Szał Pudło :P Magda miała by niezły wtf :P

Jeszcze tylko spytam – jak skrojone są mundury dyżurnych? ;)

 

Pozdrawiam,

Twój brat na piątkowym dyżurze,

Krokus :)

Nie zabijamy piesków w opowiadaniach. Nigdy.

Misiu, dziękuję za komentarz i klika. Masz rację, nie wystarczy założyć konta, to dopiero pierwszy krok.

 

Barbarzyńco, dzięki za klika. Zapamiętałam te świnki, bo kiedyś sama miałam małą hodowlę. 

W każdym z nich można zobaczyć Fantazovię od trochę innej strony. :3

Właśnie o to mi chodziło.

 

Krokusie, dziękuję za klika.

Ja też lubię portal jako społeczność, choć pokazałaś tutaj tą jaśniejszą stronę – rzekłbym, że to trochę taki benefis portalu.

Taki miałam zamiar.

Tekst o dyżurach wrzucony w dniu swojego własnego dyżuru (a siłą rzeczy również mojego).

Nie wytrzymałam do soboty. 

Najbardziej przyczepiłbym się, że brak tu jakiejś wyraźniejszej fabuły.

Myślałam nad tym, nie chciałam doklejać nic na siłę. Postawiłam na lekką przemianę bohaterki, która w początkowej scenie nie odpowiada nic na zarzuty, nawet sama lekko się zastanawia nad sensem słów Magdy. Po podróży przez Fantazovię autorka daje wyraźną odpowiedź siostrze.

Aż mnie korci, żeby zapytać, ile jest w tym autobiografii, ale możesz śmiało moją ciekawość zignorować :P

Niedawno na SB była rozmowa o gotowaniu, faktycznie, czarny dym się zdarzył, chociaż na takiej randce nie byłam.

Skrycie liczyłem, że bohaterka spojrzy przez ramię księgowego na to, co facet tak przegląda na telefonie, a tam się jej pokaże ognisty smok na czarnym tle i Szał Pudło :P

Oryginalne rozwiązanie wątku. 

Jeszcze tylko spytam – jak skrojone są mundury dyżurnych? ;)

Bluza i spodnie, prosty krój, wygodny przy łapaniu potworów.;)

 

 

Bardzo przyjemny tekst, taki z subtelnego rodzaju humorem, pomysłowymi porównaniami (poczekalniowe opowiadania jako świnki w błocku, cudne) i – czego się nie spodziewałem, bo to, bądź co bądź, konkurs raczej humorystyczny – niesamowicie celnymi spostrzeżeniami dotyczącymi tego, czym dla nas jest (może być) portal. Świetny był ten fragment o randce na której bohaterka myśli o Fantazovii i to o dopełnianiu rzeczywistości. 

Dobrze się czytało, nawiązania do użytkowników wychwycone. :) 

Jeśli pozwolimy na łamanie zasad w wyjątkowych sytuacjach, stworzą wyjątkowe sytuacje, aby łamać zasady.

Gekikaro, dziękuję za klika i komentarz. Cieszę się, że Ci się spodobało. Miał być tekst bez spięcia, z odrobiną humoru. Po Grafomanii nie sposób całkowicie zrezygnować z dowcipu.

 

Pomysł z dyżurnymi jest świetny i odmienny. Oni naprawdę odwalają sporo pracy. Część w Fantazovii wydawała mi się lepsza niż te prowadzone w realności, choć obie równolegle się w w niej toczą i do niej należą. Wrażenie być może brało się stąd, dwa wątki są pisane na podobnym diapazonie. Delikatnie opisywane i miękkie. Prosiłoby się o kontrast, silniejszy dylemat, jakąś iskrę pomiędzy nimi lub wewnątrz którejś z nich.

Na plus bieżący użyszkodnicy. Napisane porządnie i ciekawiło, co jeszcze wymyślisz. Połączylaś w tej historii coś, co lekko rozpoznaję jako Twoje – lubisz amulety i – dla mnie – tajemnicze fantasy. Historia jest skończona, główne obszary „pokryte”. A smoki są fajne, lecz za nie plusu nie było, bo sama chciałabym do nich przynależeć. xd

 

Skarżypytuję, znaczy klikam.

 

pzd srd

a

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Połączyłaś w tej historii coś, co lekko rozpoznaję jako Twoje – lubisz amulety i – dla mnie – tajemnicze fantasy.

Asylum, jak Ty mnie dobrze znasz…

A smoki są fajne, lecz za nie plusu nie było, bo sama chciałabym do nich przynależeć. xd

Zgadzam się.

Nad kontrastami pomyślę. Dzięki za klika i komentarz, masz u mnie duże cappuccino z podwójną pianką.xD

Ho, ho, ho, lubię towarzyskie cappuccino z pianką. ;-)

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Portal jak żywy! Sympatycznie się czytało. Trochę to wszystko słodziuchne, bez jakiegoś pazura, nawet w knajpie żadnej kłótni nie było, nie wspominając już o banie. Ale niech Ci będzie.

Krzewy, obsypane tagami, okalały rabaty,

Czyli co okalało, a co było okalane?

Babska logika rządzi!

Trochę to wszystko słodziuchne, bez jakiegoś pazura, nawet w knajpie żadnej kłótni nie było, nie wspominając już o banie.

Fragment mnie ugryzł w czasie dyżuru.;) Mogłabym napisać więcej, rozwinąć, może następnym razem.

Oj tam, oj tam. Fragmenty nie wchodzą do obowiązków.

A, zapomniałam wspomnieć, że podobała mi się wizja ogonków. I koniecznie zakręconych!

Babska logika rządzi!

Oj tam, oj tam. Fragmenty nie wchodzą do obowiązków.

Racja, zapomniałam.

W sumie zwykłe życie wypada u bohaterki gorzej niż portal. Fantazovia to taki trochę raj na odstresowanie. Uznajmy, że to był tekst “ku pokrzepieniu serc”.;)

Pomniki, monumenty, boginie, labirynty, czary, ślady historii… Dosyć tych wypraw dla grzecznych turystów. Czas na kolejną odsłonę przewodnika po Współczesnych Fantastach: 

Witamy w dżungli!!! 

Jak głosi stare fantastyczne porzekadło: Kto choć raz wlazł w buty dyżurnego, ten się ze świeżynkowych cegieł nie śmieje. “Fantastyczny dyżur” zabierze Was do najczarniejszych otchłani literackiej dżungli. Zmierz się ze swoimi lękami, sięgnij do granic cierpliwości i uczyń swego psychiatrę bogatym! Czy odważysz się ruszyć w głąb zaimkowych gąszczy, przedzierać się przez siękozowe chaszcze, ruszyć z maczetą na powtórzenia i zderzyć z akapitami specjalnej troski? “Fantastyczny dyżur” to nie zdjęcia z wycieczki po Fantastach ani zbieranie pamiątek z fantastycznych podróży. “Fantastyczny dyżur” to wyprawa dla prawdziwych twardzieli. Nie wiesz, co to strach? Sądzisz, że widziałeś już wszystko? Zapędź się do serca Fantazovii! Wleź w buciory dyżurnego i przekonaj się, czy i wtedy, przemierzając najmroczniejsze kąty Poczekalni, nie zaczniesz aby trząść portkami. 

Marzysz o własnej legendzie na miarę czwartkowych tratowań nosorożca? Zazdrościsz odwagi niezłomnej pani Żakiet? Znaczy Bukiet? Odwiedź “Fantastyczny dyżur” i przekonaj się, czy i Ciebie stać na zostanie kolejnym ignorantem i osłem, który “skupia się na jakichś technicznych bzdetach, zamiast zachwycać się wybitną treścią mojego wybitnego arcydzieła”. 

PS Nie myślałem, że pisanie lekkich tekstów tak dobrze Ci idzie. ;-) 

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant; Nieoficjalny członek stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków

Ładne opowiadanko wyszło, takie z jednej strony z przymrużeniem oka, a z drugiej bardzo pobudzające wyobraźnię. Odniesienia do różnych portalowych funkcji są wplecione w tekst nienachalnie i w oryginalny sposób. Barwne opisy bardzo tu pasują, a przedstawienie portalu jako magicznego świata z Poczekalnią jako dżunglą i Biblioteką jako zadbanym ogrodem jest trafnym pomysłem. Podobało mi się też przedstawienie opowiadań jako słodkich, futrzastych zwierzątek. Ogólnie udany tekst. 

CM, dziękuję za wnikliwy i zabawny komentarz. Próbowałam opisać te lepsze strony dyżurów, Ty dodałeś esencję. 

PS Nie myślałem, że pisanie lekkich tekstów tak dobrze Ci idzie. ;-) 

Efekt uboczny Grafomanii.

Myślałam, że nie uda mi się nic napisać na ten konkurs, zupełnie nie miałam pomysłu. Zainspirowało mnie opowiadanie Barbarzyńcy.

 

Sonato, cieszę się, że opowiadanie Ci się spodobało.

Podobało mi się też przedstawienie opowiadań jako słodkich, futrzastych zwierzątek.

Opisałam te spokojniejsze. Po Waszych komentarzach żałuję, że nie dodałam fragmentu z jakimś naprawdę wściekłym stworem.

Przyjemny tekst. Barwne opisy portalu, fajna metafora Biblioteki. Ale coś, co podobało mi się najbardziej, to to, że naprawdę czuć w kolejnych wersach Twoje myśli i emocje związane z tą krainą, jak ją postrzegasz i czym jest. Niezrozumienie ludzi względem zanurzania się w krainę to pewna kalka moich osobistych doświadczeń.

 

Generalnie klikałbym, gdybym miał co. ;)

Sagitt, fajnie, że Ci się podobało.

Niezrozumienie ludzi względem zanurzania się w krainę to pewna kalka moich osobistych doświadczeń.

Właśnie to chciałam pokazać, w odniesieniu do portalu i pisania.

 

Ładne :) Wreszcie coś z innej perspektywy, już nie dążenie do czegoś, a szara rzeczywistość :) Zgadzam się z Finklą, trochę pazura brakuje, jakiejś kłótni z nowym użytkownikiem, albo czegoś w tym guście. Ale portal fajnie pokazany. Taplające się w jeziorku zwierzaki mnie ujęły, gryzący fragment też. Mundurki dyżurnych mocno mi się spodobały. I fajnie, że pojawiły się odniesienia do realnego życia.

Fajny tekst :)

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Irko, cieszę się, że Ci się spodobało.

Wreszcie coś z innej perspektywy

Takie było założenie.

Pomyślę nad pazurem następnym razem. 

 

Nowa Fantastyka