- Opowiadanie: Outta Sewer - Głowy, ręce, głosy (+18)

Głowy, ręce, głosy (+18)

27. Cyprian nigdy nie czuł się dobrze we własnej skórze. Od dzieciństwa fascynowały go kobiecie kolczyki, perfumy czy garderoba.

 

Interpretacja motywu konkursowego na tyle luźna, że tekst może się zsunąć z barków jurorów, oszczędzając im namyślunku co do oceny ;)

 

Dziękuję za betę panom: fmsduval oraz Golodh

Wiecie, że możecie liczyć na moją pomoc, jakby co :)

Dyżurni:

Finkla, bohdan, adamkb

Oceny

Głowy, ręce, głosy (+18)

Tańcowała igła z nitką, igła – pięknie, nitka – brzydko.

Na razie brzydko, potem będzie pięknie, kiedy wszystkie ślady łączeń znikną. Ostatni szew i voilà! – gotowe!

Brakuje jeszcze piersi, ust i dłoni. Szkoda, wielka szkoda, że przy tak pięknych ramionach, umięśnionych, a jednocześnie smukłych, słoneczko musiało mieć takie brzydkie grabie. Jak szpony harpii, ze wstrętnymi tipsami! Po prostu fuj! I jeszcze te widoczne pod skórą ścięgna i żyły, no ohydztwo! Nie było wyjścia, trzeba było dłonie odrąbać i wrzucić do worka z resztą odpadków.

No, ale jest się z czego cieszyć! Pięknie to wyszło, Franiu, mamy prawo być z siebie dumne. Teraz hop!, do lodóweczki i już weekend, kochana. Ciałko będzie bezpieczne, nic złego mu się nie stanie. Resztek w nocy pozbędzie się Cyprian.

Musimy z nim pogadać, żeby nam pomógł jutro w parku, kiedy nasza upatrzona kochanieńka, z usteczkami jak malowane, wieczorkiem będzie wracać do domu.

Co powinnyśmy założyć, Franiu? Czarna garsonka, jak panienka z korpo? A może legginsy do biegania, joggery, top, sportowy biustonosz? Tak, to odpowiedni outfit. Byle ładna pogoda była.

No, a teraz już zmykajmy, Cyprian zaraz przejmuje.

Naprawdę, Franiu? Martwisz się, co z Cypkiem – oscypkiem? Oh, ty głupiutka, serio musisz pytać? Nie będzie nam potrzebny, zostawimy go w tej ohydnej powłoce, niech się męczy. Jest zbyt gwałtowny, wiesz przecież. No, zobacz co zrobił z twarzą słoneczka, zanim interweniowałyśmy! Zgwałcił, pobił, zmasakrował. I gwałcił dalej, barbarzyńca! Gdyby nie my, połamałby te piękne ręce! Na szczęście udało się go powstrzymać, a łapki są bezpieczne, w chłodku.

No, Franiu, sio!, Cyprian musi zrobić kolację przed pracą. My też znikamy.

Pa! Buziaczki! Mua-mua!

 

***

 

Durne szmaty. Frania i to nie wiadomo co, każące mówić na siebie Cyfra.

Ile to już, kurwa, trwa? Za długo. Zdecydowanie za długo. Jutro będą miały usta, potem jeszcze dłonie, cycki i będę miał spokój, niech spierdalają.

Zostanę tylko ja. Chyba. Mamunia byłaby dumna, stara krowa.

Cyprianku, nie jesteś dziewczynką, dlaczego ubrałeś maminy biustonosz? Po co ci te klipsy w uszach? Jesteś dużym chłopczykiem, chodzisz już do szkoły, chcesz, żeby się z ciebie koledzy śmiali? Ple ple ple ple…

Na początku napominanie, ale potem zrobiło się ostrzej. Kłótnie z ojcem, który nie wytrzymał tego cyrku i odszedł. Nie dziwię mu się, sam też bym spierdolił, jednak wciąż mam o to żal. Gdyby został, może mamuni nie odjebałoby do końca, nie wiązałaby grzesznego Cyprianka, nie tłukła po głowie biblią, nie podtapiała w wannie z wodą poświęconą przez księdza proboszcza. Pieprzony klecha później rżnął ją pół nocy, a ja srałem pod siebie, zamknięty w łazience, przykuty do kaloryfera, zmaltretowany i półżywy, z jakimiś bazgrołami wymalowanymi na ciele krwią miesięczną… Ugh!

O cholera! Nadal mnie mdli, gdy o tym myślę…

Frania w tym czasie siedziała głęboko. Bo ona taka, kurwa, delikatna! Wyłaziła tylko wtedy, gdy nic jej nie groziło, zasrana księżniczka.

Ostatnia przecznica i fajrant. Robota śmieciarza nie jest taka zła, jak wszyscy myślą, a tym bardziej na nocnych zmianach: dobre zarobki, względny spokój i do tego możliwość pozbywania się resztek w spalarni. Odcięta głowa tamtej dziewczyny czeka w osobnym worku, w samochodzie na parkingu przed wysypiskiem. Reszta już poszła z dymem.

Jak ciało mamusi i klechy.

Uśmiech sam wypełza mi na usta, na wspomnienie rąk zaciskających się na szyi tej świętojebliwej dziwki. Oczy wychodzące z orbit, siniejące wargi, i to charczenie, jak melodia wolności: Chrrr, chrrr, chrrypchrrian!

Pamiętam zastygły wzrok księżula, leżącego obok łóżka, z nożem kuchennym wystającym z piersi i flaczejącym kutasem, smętnie zwisającym między nogami. Kap, kap, kap – krew z klatki piersiowej spływa po brzuchu, potem po fiucie i gęstniejącymi kroplami spada miarowo, zasilając coraz większą plamę na podłodze.

Poczułem się wtedy wolny! Niestety tylko na chwilę, bo zaraz pojawiła się Frania, której kazałem iść w cholerę. I poszła! Zepchnąłem ją tak głęboko jak nigdy wcześniej! Czułem się silny. Miałem nadzieję, że odzyskam siebie.

Chuj z tego wyszedł, bo tamtego dnia pierwszy raz odezwała się Cyfra. Albo odezwał się Cyfra? Odezwały się Cyfra? To homo niewiadomo od razu spiknęło się z Franką i zjednoczyło przeciw mnie. Suki!

Ostatnie dwa domy. Niedawno udało mi się tutaj rozjechać kota. Na miazgę. Liczę, że trafi się kolejny, ale to tylko moje chciejstwo. Kurwa! Jak nie sierściucha, to chociaż kundla chętnie rozsmarowałbym po asfalcie! Zadrzewiona okolica, ładnie jak z obrazka folderu reklamowego dewelopera. Ciekawe, czy są tutaj wiewiórki? Nigdy nie rozjebałem wiewiórki. Jak uda mi się kiedyś jakąś zobaczyć, to wjadę za tą małą, rudą kurwą, choćby i na drzewo. Marzenia, ehh…

Zbliża się trzecia trzydzieści, Cyfra i Frania głęboko śpią. Dwie ameby dają mi trochę siebie, na wyłączność, bo wiedzą, że mogę je zepchnąć głębiej. Wystarczy odrobina szczęścia.

No ja pierdolę! Naprawdę żadnego kundla w okolicy? Trochę radości na koniec pracy, tylko o to proszę. Nie, to nie!

Rano wylezie Franka. Będzie chlać to jebane latte macośtam, łazić po sklepach i ogólnie się opierdalać. Potem Cyfra zajmie się szukaniem właścicielek odpowiednio ładnych części, a w nocy znów moja kolej. Kurwa, jak w końcu będę miał siebie dla siebie, pierwsze co zrobię, to zabiję te idiotki! Zgwałcę i zabiję!

Albo na odwrót.

Na razie musimy się dzielić i dogadywać. Te dziwki też nie są bezbronne. Na samą myśl, że znów mogłaby któraś przyłożyć ostrze noża do naszego fiuta i zagrozić jego odcięciem, ciarki przebiegają mi po plecach.

Naprawdę, trójka to już tłok nie do zniesienia.

A pojawiłeś się jeszcze ty, Czwarty…

Szlag mnie o mało nie trafił kiedy przejąłeś kontrolę po raz pierwszy! Nie wiem gdzie siedzisz, chyba gdzieś głęboko, bo nie czuję twojej obecności, dopóki się nie odezwiesz. Może to i dobrze.

Słyszysz, Czwarty? Rzadko wyłazisz, ale jestem pewien, że nigdy nie śpisz, i wiesz oraz widzisz wszystko. Zaraz zjeżdżamy na bazę, wsiadamy do naszego auta, podjeżdżamy do magazynu i dorzucamy do kolekcji głowę dziewczyny. Rączek tym razem nie ma, ale przecież masz tego świadomość, nie?

Mógłbyś czasem się odezwać, wiesz? Mówię do ciebie! Czemu chcesz tylko głowy i ręce? Dlaczego ukrywamy to przed Franką i Cyfrą? Zostaniesz ze mną, kiedy one odejdą?

Dobra, milcz sobie jak chcesz. Nawet jeśli nie odjedziesz z tymi szmatami, to i tak będzie lepiej niż jest.

O! Jeżyk zapierdala przez jezdnię! Hura!

Wiedziałem, że zakończymy noc jakimś miłym akcentem.

 

***

Odpadam, Cyferko, kochanie.

Nie zostałam stworzona do biegania. A tym bardziej po zmroku. Mnie powinno się nosić na rękach, a nie ganiać po parkach!

Jasne, że narzekam! Bolą mnie stopy, ledwo łapię oddech, jestem głodna, jest mi zimno i chcę wracać do domu! Ile już czekamy? Czy ta panienka od usteczek nie powinna już skończyć pracy i wracać?

Dobra, przejdę się jeszcze raz do końca tej alejki, ale jeśli dziewczyna się nie pojawi, to wracam. I nie, nie próbuj mnie przekonywać! Postanowiłam!

Przynajmniej ładnie się ubrałyśmy. Nie mogę się doczekać, kiedy, zamiast zwiniętych skarpetek, będziemy mieć piersi, które swoim idealnym kształtem wypełnią biustonosz. Będziemy mogły nosić głębokie dekolty, push upy… Może zrobimy sobie kolczyk między cyckami?

Widzę, Cyferko, widzę… To ona, właśnie zbiega po schodkach, spieszy się. Biedactwo. Idę za nią.

Budź Cypka, przyda się nam teraz. Tylko niech nie próbuje tego numeru co ostatnio. Nie pozwolę, żeby włożył swojego brudnego fiuta w te piękne usteczka. Brzydziłabym się ich potem używać. Ale obiecajmy mu, że jak już weźmiemy co nasze, to może z resztą zrobić co chce.

Zorientowała się, że ktoś za nią idzie. Obraca się, ale nie przyspiesza. Pewnie facet by ją wystraszył, ale nie my, Cyferko. Nie w tych ciuszkach i przy świetle latarni. Za tamtym zakrętem, przy garażach, dogonię ją i zagadam.

Niech Cyprian się przygotuje.

 

***

 

No, Franiu, muszę ci przyznać, kochana, że to był strzał w dziesiątkę!

Najpierw wypatrzyłaś w kawiarni tę z zeszłego tygodnia, tę od usteczek, a teraz… No popatrz, popatrz! Piękne dłonie, naprawdę świetny pomysł z obserwacją klientek salonu pedicure, sama bym na to nie wpadła, a przecież to takie oczywiste, jak bumcykcyk!

No, ale czas się wziąć do pracy. Mam nadzieję, że Cyprian dobrze ją zakneblował, bo to taki niezgrabiasz jest, że szkoda, Franiu, gadać.

Dziś przyda się piła. I fartuszek! Oj tak, fartuszek. Jeszcze palnik, coby kikutki przypalić, żeby nie krwawiły po amputacji. W końcu obiecałyśmy Cypkowi, że będzie się mógł potem jeszcze zabawić.

No, głupiutka, zmykaj! Jesteś zbyt wrażliwa na takie widoki. Jeszcze będziesz śnić koszmary, a tego byśmy nie chciały, prawda? Potem, kiedy skończymy, przyjdziemy do ciebie, bo nie mamy dziś ochoty oglądać tego, co ten zwyrodnialec będzie z nią robił. Ty też nie, Franiu, wiesz przecież.

No, ale przynajmniej mamy pewność, że nie każe jej zrobić nam dobrze ręką, hihi!

Oj, daj spokój, Franiu! Trzeba mieć troszeczkę dystansu. No, pa! Słodkich snów, my mamy jeszcze do zrobienia jedną robótkę ręczną.

Łapiesz? Dobranoc, skarbeńku. Karaluszki pod poduszki!

 

***

 

Jebane pizdy.

Trzecia w nocy, został mi ostatni szlug, a ta suka nadal nie wyszła. Ileż można siedzieć w klubie? Ale dobra, będę cierpliwy. Już tylko cycki zostały, a ta podobno ma idealne, takie jakie chcą.

Jak się znów okaże, że wybrały laskę z silikonami, to się wkurwię. Ale były wtedy złe. To rozczarowanie, ten zawód, złość i drama w wykonaniu Franki, nie powiem, sprawiły mi niemałą satysfakcję. No i zostawiły mi dziewczynę praktycznie nienaruszoną, tylko jedną pierś miała odciętą, ale tak nie do końca, jeszcze się trzymała. Śmiesznie wyglądało, kiedy, pieprząc ją, wytrząsnąłem tę silikonową meduzę z szeroko otwartej rany.

Tamta była pięćdziesiąta. Mogła być ostatnia. A tak, z powodu cycków – dupa! Czy to nie jest paradoks? Nieważne. Ostatnia będzie pięćdziesiąta pierwsza. Wolę parzyste liczby.

Oho! Wychodzi!

No ja nie mogę! Biednemu to zawsze wiatr w oczy! Musiała sobie, szmata, przygruchać jakiegoś gacha? No i co teraz?

Kosa pod żebra kolesiowi, a jej strzał na ryj? Fajnie, Czwarty, że postanowiłeś się odezwać i udzielić mi tej światłej rady. Tak, to był sarkazm. Może przejmiesz pałeczkę i sam to załatwisz? Nie chcesz mi odbierać tej przyjemności? To morda w kubeł. Zaraz będziemy mieli ostatni element układanki i przyjdzie twoja kolej. Odprawisz te swoje czary mary, jak z tamtymi psami, kiedy pokazałeś nam, że transfer osobowości jest możliwy. Przeniesiesz Frankę i Cyfrę do ich wymarzonego ciała, a ja…

No właśnie, co ze mną? Z nami? Zostaniesz?

Wziąłeś sobie do serca, że masz się zamknąć, co? Dobra, ja mam robotę do zrobienia, potem pogadamy.

Są przy jego aucie. Patrzcie, kurwa, jaki szarmancki! Drzwi jej otworzył. Przyspieszamy kroku, przyspieszamy, zanim nie wsiądzie za kierownicę!

Przepraszam. – Idiota się odwraca. – Ma pan może ognia?

Pokazuję mu trzymanego w ręce papierosa, a on zaczyna oklepywać kieszenie, opuszcza głowę. Jeszcze jeden krok i trzymany w drugiej ręce nóż wchodzi gładko w brzuch gogusia. Frajer wciąga głośno powietrze, zgina się wpół, upuszcza kluczyki.

Wysuń, wsuń, wysuń, wsuń. I ostatni raz, ale wyżej, w serce. Nawet nie jęknął, pacan w rurkach i modnej kurteczce, z grzywką jak jakiś pierdolony Beckham albo inny Błaszczykowski.

Wsiadam za kierownicę, a dupeczka – swoją drogą nieźle urżnięta – nawet nie jest w stanie słowa wykrztusić. Tylko się na mnie gapi. Łapię ją za włosy, przyciągam i gaszę światło mocnym ciosem w skroń. Wychylam się z wozu i zgarniam kluczyki.

Fajnie! Mam od razu transport! Fury pozbędę się później, gdzieś za miastem.

Aha! Byłbym zapomniał! Zanim ruszymy powinienem sprawdzić, czy nie ma wpadki.

Wyglądają na prawdziwe… Ale wyglądać sobie mogą, wzrok oszukają.

Dotyku nie, hehe.

Jakiś miły akcent na koniec dobrze wykonanej pracy zawsze w cenie.

 

***

 

Dlaczego niby mam oddać prowadzenie?! Teraz jest moja kolej, Czwarty!

Ale co to za wymówki?! Ostatnim razem, kiedy przenosiliśmy umysł kundla do drugiego kundla, nie musiałeś prowadzić. Gadałeś Cypkowi co ma mówić, te twoje hokusypokusy, te inkantancje i wyszło… Weź mi nie przerywaj!

Co z tego, że zaraz będę miała własne ciało? To znaczy – będziemy miały. Z Cyferką. Nie odpuszczę, jest moja kolej! Tu chodzi o zasady!

To ja przygotowałam ciałko, namalowałam te kreski, jak mi kazałeś, te pentagramaty, zapaliłam świeczki, ładnie udekorowałam cały ten obskurny magazyn na zadupiu zadupia… Ja się naprawdę napracowałam!

A teraz ty mi nie pozwalasz… Foch?! Nawet się nie waż, Czwarty! Masz mnie – to znaczy nas – przenieść!

Słyszysz?!

Już dobrze, Cyferko, dobrze… Tym razem odpuszczę.

Ale tylko dlatego, że ty mnie prosisz, kochana. No i dlatego, że już zaraz nie będziemy się męczyć z Cypryskiem i Czwartym. Żebyś nie myślał, Czwarty, że wygrałeś! Zrozumiano?

 

***

Kurwa, Czwarty, co ty robisz?! Po to przywoziłem te głowy i ręce? Na jaki chuj to zszywasz w jedno?! Słyszysz?! Oddaj kontrolę, zasrańcu!

 

***

 

Woziłeś części dla Czwartego?! Ty gnoju! I nic nam, mnie i Cyferce, nie powiedziałeś?! Oddaj nam ciało! Cyprian, pomóż, jestem za słaba! Cyferko, ty też! Pomóż! Cyferko?!

 

***

Nie szarp się, kochanieńka. Ty również, Cyprianku. Teraz to już nie ma sensu, staliśmy się dla was zbyt silni.

Przestańcie. Nie ma żadnego Czwartego. Chociaż…

Może inaczej: nie ma żadnej Cyferki. Jest tylko wypadkowa waszych niedoskonałości.

Jeszcze momencik i każde z nas dostanie to, co chciało.

Swoją drogą, to zabawne, że partackie i nieudolne próby zapijaczonego księżula, próbującego wypędzić z chorego dzieciaka diabła, przyniosły zgoła odwrotny efekt. Ale same bełkotliwe inkantacje – bez ładu, składu i wiedzy wygłaszane nawet i przez papieża – nie przebiją bariery. Do tego potrzeba ofiary z krwi. Z życia.

Dziękujemy wam. Szczególnie Cyprianowi, choć raczej wdzięczni być powinniśmy czystemu przypadkowi.

Zaraz spełnią się wasze marzenia. Dostaniecie własne ciała, na wyłączność. Na niedługą chwilę, potrzebną abyście poczuli się wyjątkowo. Jak wolne jednostki, w pełni stanowiące o sobie i swoich poczynaniach. To nasz prezent i nasza łaska:

Piękna i próżna Frania, chcąca imponować mężczyznom swoim idealnym ciałem.

Silny i brutalny Cyprian, pragnący narzucać swoją wolę innym.

I my. Tacy, jakimi stąpaliśmy po tej ziemi przed wiekami. Sto rąk, by zadawać cierpienie, i pięćdziesiąt głów, by móc się nim napawać.

 

***

Wstaję z podłogi. Kilka metrów ode mnie podnosi się Franka.

Ma piękne ciało. Idealne. Nie widać tych paskudnych szwów, łączeń, wszystko się zasklepiło i wygładziło.

Zaciskam dłonie. Czuję, że moje ciało jest naprawdę moje, nikogo innego.

Odwracam wzrok i spoglądam w stronę bramy magazynu. Jebane monstrum odcina jedyną drogę ucieczki. Gapi się na mnie połową z pięćdziesięciu głów, zaś drugą połowę zwraca ku France.

To groteskowe kurewstwo zaraz nas zabije. Ale daje nam jeszcze chwilę, jak obiecało, żebyśmy…

Wzrokiem pożeram Franię. Czuję coraz większe podniecenie, taksując jej wspaniałe ciało. Wie, że jej pożądam, widzi to. Chcę ją, a ona nie chce, żebym chciał.

Ona już wie, że decyzja nie należy do niej.

Cześć, suko! Poznajesz mnie? – Zaczyna krzyczeć, gdy ruszam w jej kierunku. – To ja! Cyprian! Ty żałosna, wkurwiająca, zasrana damulko!

Zakończmy tę farsę jakimś miłym akcentem.

Koniec

Komentarze

Hej, Outta!

 

Na wstępie zaznaczę, że skojarzyło mi się z tym krótkim horrorem:

https://www.youtube.com/watch?v=3ywA0D57I8w

 

Polecam! Trwa 14 minut, a jest przyjemny. No i ma podobny motyw. :3

 

Aha, no i film Split, to też.

 

Jak zwykle – dostarczyłeś dużo krwi, obrzydzenia i nekrofilii.

W kontekście horroru gromadzi się to w jedną, dobrą całość. Momentami aż musiałem się poprawić w fotelu, bo czułem dyskomfort. Ale to chyba dobrze, o to chodzi w pisanym horrorze.

Cyprian ostatecznie postanowił wykorzystać swój psychopatyczny potencjał i zemścić się na France, która męczyła go w jego własnej głowie. Zdążył już odebrać zapłatę od matki i księdza, więc pozostały inne luźne końce, których trzeba było się pozbyć.

Ten sturęki potwór to został przywołany tym rytuałem? Przyszedł sobie z piekła? Czy chodzi o to, że Cyprian jednocześnie szył i Franię, i to drugie, groteskowe ciało?

 

No, git!

Powodzenia w konkursie i pozdrawiam. :3

Quidquid Latine dictum sit, altum videtur.

Opowiadanie skojarzyło mi się z “Milczeniem Owiec”. Z pewnością to jest horror, w dodatku klasyczny dreszczowiec ze sporą ilością krwi i wnętrzności. Bohater ma tak pokręconą psychikę, że można mu przypisać co najmniej kilka zaburzeń. 

Nie mogę powiedzieć, że opowiadanie mi się podobało, za dużo w nim okrucieństwa i flaków. Chyba nie mieszczę się w targecie. Jednak całość jest napisana dobrym stylem, zajmująco, mimo monologu wewnętrznego w większej części tekstu. Utrzymujesz uwagę czytelnika praktycznie nie stosując dialogów, co wydaje się rzeczą dość trudną. W ciekawy sposób prowadzisz narrację pierwszoosobową. 

Motywacja bohatera jest prawdopodobna, chociaż przedstawiona w mało finezyjny sposób. Jednak pasuje do całości. 

Czytając tekst zastanawiałam się, jaki twist można zastosować, gdy bohater ma tak wyraziste cechy i oczekiwania. Wybrnąłeś z tego sprawnie, spodziewałam się innego zakończenia. Jeśli miałabym się do czegoś przyczepić, fantastyka pojawia się praktycznie tylko w końcówce.

 

Edit.

Zgłosiłam do biblioteki głównie za warsztat i zalety techniczne tekstu, szczególnie pomysłowy sposób prowadzenia narracji pierwszoosobowej.

Outta, jesteś jednym z bardzo niewielu autorów, którym wychodzi wulgarne pisanie. Czyta się to niezwykle dobrze w twoim wykonaniu. Do tego cenię i jestem pełen uznania przeskoków, jakie zaserwowałeś w narracji – w pełni wykorzystałeś potencjał narracji pierwszoosobowej, by pokazać jak różnie prowadzili opowieść twoi bohaterowie.

Pomysł osobowości mnogiej taki a’la Split, ale nieźle to powiązałeś z demonami i księdzem. Może trochę było dla mnie tego mało, wolałbym więcej wskazówek, poszlak, ale i tak wyszło składnie.

Fabuła, choć makabryczna, wciągnęła mnie bez reszty. I te detale w stylu przejeżdżanych zwierząt.

Kawał świetnej roboty!

Jeśli pozwolimy na łamanie zasad w wyjątkowych sytuacjach, stworzą wyjątkowe sytuacje, aby łamać zasady.

Schizofrenia utrwalona i rozwinięta po takim dzieciństwie? Makabra, ale przedstawiona świetnie. 

Doceniam koncepcję i wykonanie, tu nie ma się do czego czepiać. Tworzenie ciał z części odcinanych innym ludziom, które to ciała są ożywiane magiczną inkantacją, a to wszystko żeby poumieszczać w tak stworzonych ciałach poszczególne osobowości schizofrenika, jakkolwiek odrażające, jest spójne logicznie. Na koniec ujawnienie się demona, który to wszystko “koordynuje”, jest pomysłowe i sensownie zamyka całość.

Trochę brakuje mi kontrapunktu. Nie musi to być od razu archanioł Gabriel w złotej zbroi, ale jakaś jaśniejsza iskra, chociażby przebłysk nadziei gdzieś, w którymś miejscu życia tego nieszczęśnika… Bo wymowa tekstu jest nieubłaganie deterministyczna. Z drugiej strony rozumiem, że konwencja horroru ma swoje prawa.

Nie mogę się doczekać nocy, kiedy wszyscy zasną i zostanę sam:) wtedy przeczytam:)

Nie wytrzymałem i przeczytałem. Takie sobie opowiadanie, nie no, tak naprawdę to porwało mnie jak wezbrana rzeka. Dobra żart przeczytam wieczorem. – Sam widzisz, że się wczułem w bohatera:) Świetne opowiadanko!!! Powodzenia:)

Fajne, fajne. Spodobało mi się połączenie osobowości mnogiej z opętaniem. Ładnie to pokazujesz w końcówce.

Ciekawie zagrałeś z wymogiem narracji pierwszoosobowej. Chapeau bas.

Trzymało… jeśli nie w napięciu, to w ciekawości, co będzie dalej, o co chodzi z tym czy tamtym motywem.

Babska logika rządzi!

Niezłe, Q! :-) Osobowość wieloraka, zaburzenie dysocjacyjne. Fajnie poprowadziłeś i „się wczułeś”. xd Podobało misie.

Jedyne, co można byłoby silniej dopracować rozróżnienie postaci (motyw skupiający, stopień rozbudowania, warunki dostępu do „ciała”, sposób „narracji” – komunikacji i zachowań) oraz zgodność czy „konfliktowość”. A może, nawet nie tyle dopracować, lecz zweryfikować. U Ciebie w zasadzie działają ręka w rękę różniąc się fetyszem, choć musiałabym sprawdzić, gdyż relację mamy z poziomu dominującego konstruktu organizującego osobowość.

Najbardziej znaną mi pozycją z tego obszaru jest książka „Człowiek o 24 twarzach”, Keyesa; choć osobiście bliższa mi jest ta, R.Oxnama „11x ja. Moje życie z osobowością mnogą”. ;-)

 

Skarżypytuję, znaczy klikam. :-)

 

pzd srd

a

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

"Ani połowy spośród was nie znam nawet do połowy tak dobrze, jak bym pragnął; a mniej niż połowę z was lubię o połowę mniej, niż zasługujecie".

Odrażające. Ale w dobrym sensie.

Żywię (może trochę niezdrowe) zainteresowanie wobec psychiki seryjnych morderców, a ten twój ma naprawdę ciekawą, niepokojącą motywację, wynikającą z nietypowego zaburzenia. (Przypomniał mi się taki film, tytułu niestety nie pamiętam, ale główną rolę grał chyba James McAvoy… Był właśnie facetem z rozszczepieniem osobowości.) W trakcie lektury ciekawość walczyła z obrzydzeniem, bo jednak nie przepadam za taką dosłowną brutalnością w literaturze, ale nie żałuję.

Trochę nie podoba mi się wprowadzenie demona jako zewnętrznej siły kierującej poczynaniami bohatera. Uważam, że historia miałaby mocniejszy wydźwięk, gdyby pozostał jednym z bytów w jego czaszce (a tekst dalej broniłby się jako fantastyka, według mnie przynajmniej).

,,Moim zdaniem, to nie ma tak, że dobrze albo że niedobrze. Gdybym miał powiedzieć, co cenię w życiu najbardziej..."

Outta, powtórzę na szybko swoją opinię z bety, żebym mógł zgłosić:

Wrażenia mam jak najbardziej pozytywne, czytało się płynnie i szybko, ale po końcówce pozostaje mi wrażenie, że coś nie gra. To znaczy jakby to zakończenie do tekstu nie pasowało, chociaż niby wcześniej wspomniane są i egzorcyzmy, i spodziewałem się “czegoś” na końcu – ale w końcu chyba czegoś innego (bardziej przewrotnego spełnienia ich życzenia? Przenoszenie osobowości do zszywanych ciał daje tu pole do kreatywności). Bo tak po prawdzie, to sturęki, pięćdziesięciogłowy demon nie jest wcale jakiś straszny (albo nie jest strasznie opisany), a – jak wspominałem – do historii też tak jakoś średni pasuje:P

A poza tym nie wiem co jeszcze mogę dodać:P Historia jest trochę prosta (to wręcz szort!), bardzo dobrze się czyta, więc jakoś za bardzo nie mam uwag.

Слава Україні!

Outta,

 

moje zdanie po betce już znasz, ale że nie znają go inni, to się powtórzę :)

Warsztatowo tekst mieści się w Twoich standardowych ramach, to znaczy czytało się płynnie, bez potknięć, lektura się nie dłużyła. Zmienność narracji jest odczuwalna, postacie zniuansowane na tyle, by połapać się, kto jest kim, z jednoczesnym ich podobieństwem na pewnym poziomie, co jest jak najbardziej zasadne. Mimo wszystko dobrze, że często używasz imion poszczególnych wersji Cypriana, bo dzięki temu ciężko się zgubić.

Fabularnie – jest wartka akcja, są szybkie przejścia między odstręczającymi “bohaterami”, dużo makabry, krwi i wszelakiego ohydztwa. Horror więc, według mojej definicji, tutaj bez wątpienia występuje. Uważam, że wiarygodnie oddałeś kolejne wcielenia Cypriana, chociaż najbardziej autentyczny wydaje mi się właśnie sam Cyprian.

Co do finalnego wątku demonicznego, to wciąż mam wrażenie, że jest nieco wciśnięty, że brak mu fundamentów wynikających z wcześniejszych partii tekstu. Natomiast nie niweczy to szeregu innych pozytywów, które Twoje opowiadanie niewątpliwie ma.

Tak więc lektura na pewno satysfakcjonująca, opowiadanie jest dobre, do biblioteki bym zgłosił, ale już Ci tego do szczęścia nie trzeba, zdaje się :)

 

Pozdrawiam,

fmsduval

"- Zniszczyliśmy coś swoją obecnością - powiedział Bernard - być może czyiś świat." V. Woolf

Hej!

Wreszcie dopadłem laptopa, bo cały dzień byłem na imprezie komunijnej córki znajomych, więc odpisuję.

 

@BC

 

Horrora zaraz zobaczę, Split jak najbardziej był inspiracją, ale również serial “Legion” od Marvela. I nie jest to serial superbohaterski, jak MCU, tylko pokręcona wizja. Sprawdź sobie jakieś fragmenty na youtube, na przykład walkę David versus Amal Faroukh. A potem, jeśli lubisz horrory, to sprawdź krótkometrażowy “AM1200” – najbardziej oddająca ducha Lovecrafta produkcja filmowa, bardzo niepokojąca.

Jak zwykle – dostarczyłeś dużo krwi, obrzydzenia i nekrofilii.

 Z tym mnie kojarzysz? Czuję się nieco zaniepokojony… Ale fakt, że kiedy piszę coś, co ma być obrzydliwe, to nie używam półśrodków ;)

 

Ten sturęki potwór to został przywołany tym rytuałem? Przyszedł sobie z piekła? Czy chodzi o to, że Cyprian jednocześnie szył i Franię, i to drugie, groteskowe ciało?

Hekatonheir został przywołany przez księdza, zalągł się w głowie Cypriana/Frani i zmanipulował ich, by – pod pretekstem dania ciała France – stworzyć sobie ciało dla siebie. Dał Frani ciało, Cyprianowi zostawił jego własne, a potem, przed rytuałem, zrobił to dla siebie z resztek po ofiarach.

 

@ANDO

 

Bohater ma tak pokręconą psychikę, że można mu przypisać co najmniej kilka zaburzeń. 

O to chodziło :)

 

Motywacja bohatera jest prawdopodobna, chociaż przedstawiona w mało finezyjny sposób. Jednak pasuje do całości. 

Którego bohatera? ;) Brutalni socjopaci, bo to Cyprian jest pierwotnym właścicielem ciała, raczej nie są finezyjni, co – mam nadzieję – widać w sposobie narracji, w tym jak on myśli, co go zajmuje.

 

Jeśli miałabym się do czegoś przyczepić, fantastyka pojawia się praktycznie tylko w końcówce.

Fantastyka jest przez cały czas, ale dopiero w końcówce okazuje się na jakim ona jest poziomie “fantastyczności”. Taki zabieg jak w “6 zmyśle” chciałem wrzucić, kiedy dopiero na końcu okazuje się, że Willis nie jest żywy :)

 

@Geki

 

w pełni wykorzystałeś potencjał narracji pierwszoosobowej, by pokazać jak różnie prowadzili opowieść twoi bohaterowie.

Cieszę się, że wulgaryzmy pasują do postaci, bardzo mi zależało na tym, żeby nie przesadzić, a jednocześnie uwiarygodnić postać Cypriana, brutalnego psychola, czerpiącego radość z zadawania bólu i robienia rzeczy złych i wykręconych. Narracja pierwotnie była zbliżona, bo uznałem, że w – nazwijmy to – postprodukcji dopiero zróżnicuję bohaterów, dodając wulgaryzmy do Cypriana, te wszystkie buziaczki i papatki do Cyfey i księzniczkowe fochy do Franki. Najpierw poszła więc historia, a potem jej językowe modelowanie pod kątem zróżnicowania postaci.

 

Może trochę było dla mnie tego mało, wolałbym więcej wskazówek, poszlak, ale i tak wyszło składnie.

Wiem, już mi duval i Golodh to wypomnieli, ale to miało być takie a’la szósty zmysł – dopiero na końcu odkrywamy karty ;)

 

I te detale w stylu przejeżdżanych zwierząt.

To też dostało swoje miejsce na przedostatnim etapie, kiedy “wcieliłem” się w brutalną postać, żeby w czasie rzeczywistym, podczas wcielania, dojść do tego, co może myśleć, jak myśleć, czym się podniecać, ktoś, kto lubi zadawać ból. Rozjeżdżanie zwierząt śmieciarką, w trakcie nudnej pracy, bardzo mi tutaj pasowało. Swoją rolę mógł też odegrać fakt, że kilka dni temu śmieciarka zahaczyła o słup z nazwą ulicy, który stoi przy moim domu :D

 

@Koala

 

Cieszę się, Misiu, że uznałeś tekst za dobrze napisany. Ja nadal czekam na Twój dłuższy debiut – jakby co, to możesz mnie na betę, postaram się pomóc w miarę moich mozliwości :)

 

@Kronos

 

Trochę brakuje mi kontrapunktu. Nie musi to być od razu archanioł Gabriel w złotej zbroi, ale jakaś jaśniejsza iskra, chociażby przebłysk nadziei gdzieś, w którymś miejscu życia tego nieszczęśnika… Bo wymowa tekstu jest nieubłaganie deterministyczna. Z drugiej strony rozumiem, że konwencja horroru ma swoje prawa.

Jak nie lubię determinizmu, to tutaj rzeczywiście jest. Kontrapunktu nie miało być, więc nie ma, bo to historia o tym, jak pokręcony umysł mozna pokręcić jeszcze bardziej, wrzucając w osobowość wielokrotną element zewnętrzny, który pogłębi problemy, jednocześnie dążąc do własnych celów. To jak w – już wspomnianym przeze mnie – serialu “Legion”, w którym David, człowiek o potężnych mocach i wielokrotnej osobowości, dostaje jeszcze jeden element, potężną istotę, psychicznego mutanta, który towarzyszy mu od dziecka. Polecam, bo to naprawdę warto obejrzeć.

 

@vrchamps

 

Aleś zrobił mindfuck, grubszy niż ten z opowiadania :D Cieszę się że siadło wszystkim Tobie ;)

 

@Finkla

 

Miód na moje serce, serca, ich serca, nasze, wszystkie, żadne, na uszy, głowy, ręce ;) Dziękuję za przemiły komentarz :)

 

@Asylum

 

A może, nawet nie tyle dopracować, lecz zweryfikować. U Ciebie w zasadzie działają ręka w rękę różniąc się fetyszem, choć musiałabym sprawdzić, gdyż relację mamy z poziomu dominującego konstruktu organizującego osobowość.

Ponieważ działają dla wspólnego dobra od kiedy dostali możliwość przeniesienia się do własnych ciał, nie ma głębszych konfliktów, które mogły występować wczesniej. Jest to wspomniane w tekście, nawet kilka razy – na przykład kiedy Cyprian przypomina sobie moment w którym Frania albo Cyfra zagroziły odcięciem przyrodzenia, jeśli Cyprian będzie fikał, nie współpracując, tylko próbując zdominować ciało. Książek na temat osobowości wielokrotnej nie czytałem żadnych – a przynajmniej żadnych, będących czymś w rodzaju opracowań na ten temat. Cieszę się, że się spodobało :)

 

@Alicella

 

Dzięki za wizytę.

 

@Sandwalker

 

W trakcie lektury ciekawość walczyła z obrzydzeniem, bo jednak nie przepadam za taką dosłowną brutalnością w literaturze, ale nie żałuję.

Ja też nie przepadam, ale tutaj ta dosłowność wydała mi się najwłaściwsza dla przedstawianej historii. Cyprian to brutal i socjopata, Frania to zakochana w sobie księżniczka, a Cyfra, well, Cyfra to demon – takie postacie raczej subtelnością nie grzeszą.

 

Trochę nie podoba mi się wprowadzenie demona jako zewnętrznej siły kierującej poczynaniami bohatera. Uważam, że historia miałaby mocniejszy wydźwięk, gdyby pozostał jednym z bytów w jego czaszce

Ale demon nie kieruje poczynaniami postaci. On dał tym postaciom jeden cel, oni się zgodzili na użycie środków dla tego celu, a reszta to ich własna inicjatywa. Demon nie każe być Cyprianowi tak brutalnym, nie każe gwałcić i torturować, nie każe ubierać się w damskie fatałaszki – on nie jest powodem ich zachowań, on dał im cel, który pozwala im je legitymizować, nie popycha ich do tego co robią, tylko manipuluje by osiągnąć swoje, a środki, którymi do tego dojdą są zależne od nich.

Cieszę się jednak, że opowiadanie siadło :)

 

@Golodh

 

Raz jeszcze dziękuję za betę. Jestem gotów się odwdzięczyć w każdej chwili podobną pomocą :)

 

@Wszyscy

 

Dziękuję za czas poświęcony na lekturę i podzielenie się wrażeniami, bo to jest zawsze najważniejsze dla autora. Dziękuję również za kliki i miłe słowa :)

 

Pozdrawiam serdecznie

Q

Known some call is air am

No, mamy tutaj bardzo soczysty kąsek. Jest pomysł, jest akcja i język żywy, dostosowany do poszczególnych osobowości bohatera. Wątek demoniczny może nie do końca umocowany w fabule, ale odbieram go na zasadzie weirdu, że może to prawdziwy demon, a może tylko ten głos w głowie. I właściwie jest to siłą tekstu, bo dzięki temu wychodzi ze schematu.

Łapanki nie robię, ale myślę, że gdyby poszczególne rozdziały zaczynać imieniem “bohatera”, który mówi byłoby nieco jaśniej. Nie, że tak jest niezrozumiale, ale ponieważ nad tym akurat czytelnik nie powinien się w ogóle zastanawiać, byłby to dobry zabieg. Kosmetyczny, ale przydatny.

Pozdrawiam

Najpierw poszła więc historia, a potem jej językowe modelowanie pod kątem zróżnicowania postaci.

To też dostało swoje miejsce na przedostatnim etapie, kiedy “wcieliłem” się w brutalną postać, żeby w czasie rzeczywistym, podczas wcielania, dojść do tego, co może myśleć, jak myśleć, czym się podniecać, ktoś, kto lubi zadawać ból

Bardzo pomysłowe. Sam zwykle piszę tekst od razu jak najbardziej zbliżony dp wyobrażenia wersji finalnej, ale ta metoda jest ciekawa, jeśli potrzeba rozróżnienia bohaterów. Może kiedyś wykorzystam. 

 

Wiem, już mi duval i Golodh to wypomnieli, ale to miało być takie a’la szósty zmysł – dopiero na końcu odkrywamy karty ;)

Na innej becie ci sami panowie wskazują mi, że zakończenie przewidywalne, bo tekst je wcześniej sugeruje, więc nie dogodzisz. :P

A serio to Golodh i Fmsduval mają wyczucie i wiedzą, co mówią. :) 

Jeśli pozwolimy na łamanie zasad w wyjątkowych sytuacjach, stworzą wyjątkowe sytuacje, aby łamać zasady.

Na innej becie ci sami panowie wskazują mi, że zakończenie przewidywalne, bo tekst je wcześniej sugeruje, więc nie dogodzisz. :P

Bo to wszystko, kurde, zależy od konkretnego przypadku. Tutaj do głosu dochodzi kwestia igrania z oczekiwaniami czytelnika albo inaczej – wyrwanie się spod konwencji. W opowiadaniu o seryjnym mordercy z osobowością mnogą nie oczekuje się nagle demona. Z jednej strony to rozwiązanie cechuje oryginalność, z drugiej ja mam osobiście problem z tą zmianą pewnej estetyki. Dlatego wolałbym, żeby nadprzyrodzone elementy szumiały chociaż w tle. Taki sam problem miałem z filmem Split. Dopóki rzecz dotyczyła typa z osobowością mnogą, było super. SPOILER ALERT – ale potem, jak te wszystkie osobowości skomasowały się w jednego nadczłowieka, to już się krzywiłem i miałem ochotę wyłączyć film.

 

 

"- Zniszczyliśmy coś swoją obecnością - powiedział Bernard - być może czyiś świat." V. Woolf

Którego bohatera? ;) Brutalni socjopaci, bo to Cyprian jest pierwotnym właścicielem ciała, raczej nie są finezyjni, co – mam nadzieję – widać w sposobie narracji, w tym jak on myśli, co go zajmuje.

Byłam pewna, że jest jeden bohater, reszta to zaburzenia, a dopiero w końcówce ciała stają się osobnymi bytami. Dobrze że opowiadanie pozostawia pole do własnej interpretacji.

Z tą finezją miałam na myśli, że nie zawsze maltretowanie w dzieciństwie prowadzi do takich problemów jak u Cypriana. Zgadzam się, postępowanie bohatera jest zgodne z jego psychiką. Psychopata, który nawet zwierzątkom nie przepuści.

Sprawdź sobie jakieś fragmenty na youtube, na przykład walkę David versus Amal Faroukh. A potem, jeśli lubisz horrory, to sprawdź krótkometrażowy “AM1200” – najbardziej oddająca ducha Lovecrafta produkcja filmowa, bardzo niepokojąca.

Dzięki za polecenie! Obczaję.

Quidquid Latine dictum sit, altum videtur.

Groteska na granicy pastiszu… Ale czytało się dobrze.

 

To ten typ horroru, który idzie w groteskę tak bardzo, że zaczyna to być komiczne. W którym wyraźnie widać, że to ketchup, nie krew, a czaszki są z gipsu. W którym ludzie są z puzzli, a demony przyzywa się przypadkiem. 

Kpiłbym z tego tekstu okrutnie, gdyby nie to, że jest zwyczajnie dobrze napisany. Tutaj ta kiczowatość, ta taniość zwyczajnie pasuje. Akcja idzie żwawo, postacie są dość wyraziste, by ich nie lubić, ale nie dość, by widzieć w nich ludzi, co zepsułoby efekt. Dialog-monolog poprowdzony bardzo sprawnie, humor, który tu i ówdzie błyska jest… Cóż, nie w moim guście, ale jest.

Wątek paranormalny faktycznie nie całkiem pasuje do reszty, ale w tej konwencji nie takie wolty fabularne by przeszły. 

Słowem, przeczytałem z zainteresowaniem i lekkim niesmakiem. Czyli zapewne jest tak, jak być miało.

Ponieważ działają dla wspólnego dobra od kiedy dostali możliwość przeniesienia się do własnych ciał, nie ma głębszych konfliktów, które mogły występować wczesniej.

Raczej by fikali, ale jak – byłoby na dłuższą rozkminę. Odzwierciedlenie mielibyśmy w reakcjach osobowości zajmującej i przerw. ;-)

To są książki, właściwie powieści, innych nie polecam; a Legion – naprawdę dobry! <3

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Okropne, ale w tym dobrym sensie. Zacząłeś mocno, niby po pierwszej scenie czytelnik wie o co chodzi i czego się spodziewać, a potem się okazuje, że może być o wiele gorzej (ale w tym dobrym sensie, oczywiście). Jest w tym opowiadaniu praktycznie wszystko, co dałoby się wrzucić w tego typu fabułę i z jednej strony podpisuję się pod komentarzem None, z drugiej, odbierając wszystko zupełnie poważnie, jest to absolutnie przerażające – spirala przemocy i obłędu, bez zbędnej elegancji i tajemniczości. Klik.

A tu też przecież zajrzałam parę dni temu. Co mi zostało w głowie po tym czasie? Dobrze napisane. Bardzo prosty, a jakże efektowny pomysł na wykorzystanie dysocjacyjnych zaburzeń osobowości, które pragną własnych ciał. No, nie znam się na horrorach, ale motyw solidny, że hoho. I przy okazji fajny pomysł na ogranie pierwszoosobowej narracji. Jak na tekst o takich rozmiarach dobrze, bo mocną kreską, zarysowałeś te postaci.

Co jeszcze pamiętam? Że były jakieś szataństwa i demonizmy, ale wydały mi się doklejone – no i przez te parę dni odkleiły się od reszty tekstu i gdzieś pofrunęły w niepamięć. 

Okropieństwa, wulgaryzmy, flaki i perwersje – dla mnie plus. Użyte z wyczuciem, to znaczy wyczułeś, że taki bohater może mieć w sobie niezmierzone, a jednocześnie absolutnie znormalizowane ich pokłady. Pasuje mi to, wierzę w takiego psychopatę. Dobry tekst.

Zaraz zerknę, czy tu jeszcze kliki potrzebne, i jak potrzebne, to zgłoszę do klikania.

Świetne. Wyszło mega naturalnie, przez co żadne przekleństwo ani obrzydlistwo nie wydało mi się przesadzone. Tekst stoi zarówno bardzo dobrym wykonaniem, jak i pomysłem. Walka osobowości, zszywanie ciał, motyw rodzinny, to wszystko obrzydliwie dobrze się że sobą łączy. Dla mnie to już chyba bardziej Bizarro niż horror, ale to z pewnością jazda bez trzymanki, jaką lubię. P.S. rozjechał Ci się trochę tekst, a dokładniej jest niewyjustowany (poza pierwszym fragmentem). Pozdrawiam!

Cześć Outta Sewer !!

 

Jakbym ja napisał taki tekst to moi rodzice byli by na mnie oburzeni (ja zawsze na początku czytam rodzicom) a przecież to się świetnie odbiera, świetnie czyta!!!

 

 

Czytałem chętnie i z przyjemnością. Ciekawa forma, nie spotkałem się jeszcze z taką. Oczywiście tekst jest tak napisany, że ja do końca nie wiem co się działo, przyznaję się do tego bez bicia. Pod koniec jakiś wątek jak z Frankensteina chyba był. Niech będzie jak chce mi się podobało.

Pozdrawiam!!!

Jestem niepełnosprawny...

Hej :)

 

@Fmsduval

 

chociaż najbardziej autentyczny wydaje mi się właśnie sam Cyprian.

Mnie też :) Jednak łatwiej mi postawić się w roli takiego psycha, niż w jakiejkolwiek roli kobiecej.

 

Co do finalnego wątku demonicznego, to wciąż mam wrażenie, że jest nieco wciśnięty, że brak mu fundamentów wynikających z wcześniejszych partii tekstu. Natomiast nie niweczy to szeregu innych pozytywów, które Twoje opowiadanie niewątpliwie ma.

No, miał być element fantastyczny, to jest ¯\_(ツ)_/¯

Myślę, że faktycznie ten element nieco szwankuje, bo można by ten tekst, po niewielkiej przeróbce na końcu, zmienić na coś bez fantastyki.

Raz jeszcze dzięki za betę. I sam jestem do usług :)

 

Aha

 

Taki sam problem miałem z filmem Split. Dopóki rzecz dotyczyła typa z osobowością mnogą, było super. SPOILER ALERT – ale potem, jak te wszystkie osobowości skomasowały się w jednego nadczłowieka, to już się krzywiłem i miałem ochotę wyłączyć film.

Pssst, psst, nie jesteś w tym sam :)

@oidrin

 

Hej, grl :) Dawno Cię nie widziałem, więc tym milej powitać u siebie :)

 

Łapanki nie robię, ale myślę, że gdyby poszczególne rozdziały zaczynać imieniem “bohatera”

Myślałem nad tym, ale postanowiłem, że nie zrobię tego, a zamiast wykreuję taki język postaci, żeby było od razu widać kto właśnie trzyma lejce. Cyprian – oprócz ostatniego akapitu – zaczyna inwektywą, jego język jest pełen przekleństw; Frania zaczyna każdy akapit pretensją, jest zmanierowa, niezbyt mądra, popełnia błędy (vide pentagramaty); Cyfra używa zdrobnień, zdania często są kończone wykrzyknikiem, jest entuzjastyczna, używa słówek w stylu sio, hop, voila, mua-mua. Uważam, że to wystarczy, ale mogę się mylić ;)

 

@Geki

 

Bardzo pomysłowe. Sam zwykle piszę tekst od razu jak najbardziej zbliżony dp wyobrażenia wersji finalnej, ale ta metoda jest ciekawa, jeśli potrzeba rozróżnienia bohaterów. Może kiedyś wykorzystam. 

To nie jest tak, że całość piszę niewystylizowaną, staram się to robić, ale w takich ostatnich szlifach kończących pierwszą wersję, dodaję jakieś manieryzmy, zmieniam ton wypowiedzi i tak dalej. Czasem tekst potrafi się przez to całkiem nieźle rozrosnąć.

 

A serio to Golodh i Fmsduval mają wyczucie i wiedzą, co mówią. :) 

Wiem, Geki, wiem :)

 

@ANDO

 

Byłam pewna, że jest jeden bohater, reszta to zaburzenia, a dopiero w końcówce ciała stają się osobnymi bytami.

Tak, jest jeden bohater, choć bohaterów jest wielu ;) Ciało to tylko naczynie dla umysłu – jedno ciał na jeden umysł/postać. Niektórzy mają pecha i zostają wtłoczeni w to naczynie z jakimś towarzystwem i pojawia się problem.

 

@None

 

To ten typ horroru, który idzie w groteskę tak bardzo, że zaczyna to być komiczne. W którym wyraźnie widać, że to ketchup, nie krew, a czaszki są z gipsu. W którym ludzie są z puzzli, a demony przyzywa się przypadkiem. 

Czyli powiadasz, że moge z tym iść do Tromy? :D:D

 

Wątek paranormalny faktycznie nie całkiem pasuje do reszty, ale w tej konwencji nie takie wolty fabularne by przeszły. 

Słowem, przeczytałem z zainteresowaniem i lekkim niesmakiem. Czyli zapewne jest tak, jak być miało.

Dzięki, None. Fajny ten Twój komentarz, taki, jakby to… cholera, to jest przykład idealnie politycznego komentarza :D Jest do kitu, ale chyba miało być do kitu, ale mi się podoba, więc jest spoko, choć do kitu ;) Oczywiście żartuję, ale naprawdę miałem problem co Ci odpowiedzieć, bo pole do interpretacji dałeś spore. Dziękuję serdecznie za opinię, którą odczytuję jako – na swój sposób – pochlebną :)

 

@Asylum

 

Raczej by fikali, ale jak – byłoby na dłuższą rozkminę.

Myślę, że dałbym rade to tak poprowadzić, żeby sobie nawzajem jeszcze przeszkadzali, pomimo współpracy :) Ale to wymagałoby większej ilości znaków, a to mogłoby się odbić na mojej psychice ;)

 

@Reinee

 

Zacząłeś mocno, niby po pierwszej scenie czytelnik wie o co chodzi i czego się spodziewać, a potem się okazuje, że może być o wiele gorzej (ale w tym dobrym sensie, oczywiście).

Cieszy mnie wielce taka opinia, bo właśnie zależało mi też nieco na pokazywaniu wstrętnych rzeczy tak, żeby się nie powtarzały i odrzucały okrucieństwem. Choć mam ustawione pewne granice, za które się nie posunę w pisaniu, a jedną z nich jest na przykład opisywanie krzywdy dzieci.

 

odbierając wszystko zupełnie poważnie, jest to absolutnie przerażające – spirala przemocy i obłędu, bez zbędnej elegancji i tajemniczości.

Zgadzam się w pełni – tutaj nie było miejsca na elegancję. Dziękuję bardo za klika :)

 

@Nir

 

Okropieństwa, wulgaryzmy, flaki i perwersje – dla mnie plus. Użyte z wyczuciem, to znaczy wyczułeś, że taki bohater może mieć w sobie niezmierzone, a jednocześnie absolutnie znormalizowane ich pokłady. Pasuje mi to, wierzę w takiego psychopatę. Dobry tekst.

Dzięki za zajrzenie po kilku dniach i podzielenie się komentarzem. Całkiem sporo tego Ci w głowie zostało, a ten motyw demoniczny odkleił się, bo był doklejony, ale chyba niezbyt mocno, bo to główny zarzut czytelników :) Cieszy mnie również, że uważasz psychopatę za wiarygodnego, to ogromny komplement dla mnie :)

 

@Realuc

 

Cześć, mate, fajnie że do nas wróciłeś :) Tym bardziej cieszę się z Twojej pochlebnej opinii.

 

Dla mnie to już chyba bardziej Bizarro niż horror, ale to z pewnością jazda bez trzymanki, jaką lubię.

Bizzarro, hmm? Może, myślę, że może dałoby to radę podciągnąć pod tę kategorię, a myślę, że po dodaniu kilku motywów i bez żadnych zmian w fabule, to podciągnięcie mogłoby być dość mocne.

 

@Dawid

 

Jakbym ja napisał taki tekst to moi rodzice byli by na mnie oburzeni (ja zawsze na początku czytam rodzicom) a przecież to się świetnie odbiera, świetnie czyta!

Super, że wpadłeś :) Myślę, że moi rodzice byliby zniesmaczeni, ale nie oburzeni, jednak i tak nie daję im moich tekstów do czytania ;) Cieszę się, że dobrze Ci się to czytało, ponieważ ciekaw byłem Twojej opinii, jako osoby wierzącej, bojąc się, że nieco przegiąłem. Jeśli jednak Ci to nie przeszkadza, to ja jestem kontent, bo to tylko fikcja, środek wyrazu, a nie coś, co ma obrazić kogokolwiek.

 

Dziękuję Wam wszystkim za odwiedziny i podzielenie się opinią :) A także za pochlebstwa werbalne, i te w postaci klików ;)

 

Pozdrawiam serdecznie

Q

 

Known some call is air am

Ja jestem co prawda nawiedzony i to naprawdę na maxa ale nie uprawiam jakby to nazwać “nawracania”. Miałem wydarzenia w życiu, które mnie doprowadziły to takiej a nie innej sytuacji. Przez to bardzo wierzę i tyle…

 

A ty naprawdę dobrze piszesz z tego co pamiętam wcześniejsze opowiadanie też mi się bardzo podobało.

 

Trzymaj się :)

Jestem niepełnosprawny...

Czyli powiadasz, że moge z tym iść do Tromy? :D:D

Niem am doświadczeń, nie wypowiem się. :P

Dzięki, None. Fajny ten Twój komentarz, taki, jakby to… cholera, to jest przykład idealnie politycznego komentarza :D Jest do kitu, ale chyba miało być do kitu, ale mi się podoba, więc jest spoko, choć do kitu ;) Oczywiście żartuję, ale naprawdę miałem problem co Ci odpowiedzieć, bo pole do interpretacji dałeś spore. Dziękuję serdecznie za opinię, którą odczytuję jako – na swój sposób – pochlebną :)

Tekst absolutnie nie jest do kitu. Domyślna interpretacja tego komentarza jest taka, że opko jest kiczowate – ale w sposób widoczny taki był zamysł, ten kicz miał tam być. Więc te dziwności, ta oczywista sztuczność nie przeszkadza. Słowem – to dobry tekst w obrębie tej konkretnej konwencji.

Przeczytałam, bo nie mogłam się oderwać, chociaż uczciwie wyznam, że chciałam. Zgadzam się z Nonem, to jest dla mnie na granicy pastiszu, takie bezwstydne celebrowanie tego, jak popkultura widzi socjopatów i osoby z dysocjacyjnym zaburzeniem osobowości. Tekst do ostatniej chwili nie podważa poczucia absolutnej przewagi Cypriana nad resztą populacji, która jest wobec niego zupełnie bezbronna; nie bawimy się w żadne subtelności psychologiczne: on jest potężnym potworem bez słabości, głosy w jego głowie to nie odszczepione części osobowości, tylko zupełnie osobne byty…

I wtedy chodzi demon, który mnie zaskoczył i spodobał mi się najbardziej. Jest oryginalny i rozbija to ekscytowanie się omnipotentnym, rozhamowanym samcem-potworem, jego też sprowadzając do roli ofiary. Może i nie pasuje do reszty tekstu, ale akurat dla mnie to dobrze.

Świetnie napisałeś ten okropny tekst, naprawdę :)

„Jak mogła się zamknąć z tym draństwem, a teraz nie chce się otworzyć?! Kto to w ogóle kupił?! Czy ktoś tego używa?!”

No, niezłe to było. Obrzydliwe, ale dobrze napisane, przemyślane i pewnie dlatego wciągnęło. Balansujesz na granicy dobrego smaku, ale jej imo nie przekraczasz. Trochę mnie końcówka rozczarowała z tym demonem z piekła rodem. Nawet nie dlatego, że się pojawił, bo w sumie obecność czwartego z jego deklarowanymi umiejętnościami coś tam zapowiadała, ale za tę jego przerysowaną demoniczność. Ale generalnie – fajne :)

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Nowa Fantastyka