- Opowiadanie: BarbarianCataphract - Pradawny zwój, wihajster i betalista

Pradawny zwój, wihajster i betalista

Hej wszystkim! Postanowiłem dodać swoją cegiełkę do konkursu Fantastów.

 

Żartobliwe opowiadanie, z pewną dozą absurdu i miłości do Portalowiczów, oparte na moich autentycznych doświadczeniach. <3

Serdecznie dziękuję Sagittowi i GregMajowi za betę!

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Oceny

Pradawny zwój, wihajster i betalista

– Nie wejdziesz. – Przeszywający duszę na wylot głos rozległ się po całej komnacie.

– Że co? Że ja nie wejdę? – odpowiedziałem, czując budującą się we mnie determinację, która zbiegła się z postępującym pieczeniem pośladków. To już kolejny raz, kiedy odmówiono mi wstępu do Biblioteki.

– Nie wejdziesz. Twoje poświęcenie, co stwierdzam z ogromną przykrością, pozostawia wiele do życzenia. – Bogini stanęła przed ogromnymi wrotami z mosiądzu, skrywającymi cel podróży wielu narwańców. Narwańców takich, jak ja. – Ten zwój zawiera wiele błędów zarówno technicznych, jak i merytorycznych. Niestety.

Bóstwo miało na sobie biało-czarną szatę. Jedwabny strój od pasa w górę przedstawiał lecący klucz ptaków, a pod nimi – gigantyczną ławicę ryb. Symbole te sprawiały wrażenie, jak gdyby naprawdę się poruszały. W tych martwych naszywkach wyczuć się dało iskrę życia. Tak sobie pomyślałem, czy może energia życiowa dla tych wyszytych zwierząt nie pochodzi od nieudaczników mojego pokroju.

– Srele do sryczenia. – Tupnąłem nogą i podkuta podeszwa skórzanych butów zaklekotała o marmurową posadzkę. – Co mam zrobić, żebyś mnie przepuściła?

– Myślę, że ten wątek może ciebie zainteresować, Barbarzyńco – odpowiedziała bogini. Wzniosła dłonie przed siebie i zacisnęła w pięści. Po chwili w jej rękach zmaterializował się zwitek pergaminu, zwieńczony złotymi ozdobami. – Proszę.

Podeszła i wręczyła mi zwój. Zdziwiony podniosłem wzrok ku jej obliczu. Jasne, dawała przeróżne wskazówki, jak mogę poprawić wartość zwojów, ale nigdy nie dała mi czegoś w tym rodzaju. Czy wskazywała konkretne błędy? Owszem, jednak takie coś było dla mnie nowością. Ona za to uśmiechała się pogodnie i kiwnęła głową, namawiając mnie do rozwinięcia tajemniczego dokumentu.

Czyżby dała mi coś z Biblioteki? A może to część wiedzy z młodszej siostry tego przybytku, Poradnikalni? Obróciłem pergamin i zauważyłem napisane czerwonym tuszem słowa – ,,Betuj bliźniego jak siebie samego”. Rozłożyłem zwój na posadzce. Znaczną część artefaktu zajmowała mapa, prowadząca do miejsca, zwanego Betalistą.

– To taka karczma – zaczęła tłumaczyć bogini. – Gdzie znajdziesz wsparcie od tych, którzy mają większe doświadczenie w podbojach Krainy Portalu. To w tym miejscu przesiadują najlepsi z najlepszych, chcący pomagać takim, jak ty. 

Pod mapą znajdowało się kilka akapitów tekstu o tym, jak z pomocy Mistrzów korzystać, ale stwierdziłem, że zostawię to na później. Podziękowałem bardzo serdecznie Bogini Reg i skierowałem kroki ku wyjściu. Zostawiłem marmurową komnatę za sobą, ponownie czując znajomy ścisk w żołądku.

W Poczekalni, bo tak nazywało się pomieszczenie najbliżej wyjścia, siedziało kilku delikwentów, gotowych, bądź też niegotowych na spotkanie z Sędzią. Kiwnąłem im w geście przywitania, a na ich pytające spojrzenia odpowiedziałem jedynie:

– Dupa, znowu nie.

Kilku nieszczęśników jęknęło z przerażenia, obawiając się o własny los. Część z nich zapewne myślała, że w końcu mi się uda, ale wciąż najwidoczniej nie byłem gotowy. Tym samym zwątpili we własne umiejętności. Niektórych już tutaj widziałem, chociaż część twarzy była dla mnie zupełnie nowa.

Pokryte lapis lazuli ściany poczekalni odbijały tajemniczo światło podłogowych lamp. Dziwnie ciemne, a zarazem jasne pomieszczenie dawało poczucie bezpieczeństwa, ale w niektórych budziło grozę.

Jednak to i tak nic w porównaniu z karmazynowym marmurem Przedsionka, w którym czekała Ona.

Pchnąłem ciężkie, dębowe drzwi. Świeże powietrze wypełniło płuca i uczucie frustracji nieco zelżało. Przeciągnąłem się jak kot, wydając głośne stęknięcie, jak ojciec wychodzący z łóżka o szóstej rano w sobotę i poszedłem w kierunku stajni parkingowej.

Mój transport. Dwie bojowe świnki morskie, przypięte do jednego z tańszych, białych rydwanów. Węgielki – Atrament i Antracyt, spojrzały na mnie, przeżuwając w spokoju siano z paśnika. Gigantyczne kawie domowe, a raczej bojowe, obserwowały, jak się do nich zbliżam i w jaki sposób to robię. Skocznie? Melancholijnie? Próbowały wyczytać z twarzy i ruchów emocje, które mną kierowały, mając nadzieję na to, że może nareszcie udało mi się dotrzeć do celu odwiecznej podróży.

– Musimy próbować dalej, maluchy. 

Antracyt, mniejszy z dwójki, pisnął smutno. Obrócił głowę w moją stronę i polizał swoim śmiesznym jęzorem po twarzy. Obleciał całą łepetynę, układając mi przy okazji włosy.

– Dzięki, grubasku. – Pogłaskałem świniaka po szyi, po czym sprawdziłem jego uprząż. Upewniwszy się, że wszystko jest zapięte tak jak należy, wszedłem do rydwanu i rozłożyłem zwój, w którym zawarta była mapa Krainy. Zacząłem badać rycinę na nowo, tym razem dokładniej. Jeździłem palcem po pergaminie, znacząc drogę, którą musiałem przebyć.

– Mmm, tak, całkiem niedaleko stąd – mówiłem pod nosem. – Że też wcześniej tego nie zauważyłem! 

Przybyłem do tego kraju z państwa Wattpadu, a uwierzcie mi… tam się dzieją rzeczy niestworzone. Chciałem zostać poszukiwaczem przygód, więc obrałem tamtą krainę jako cel numero uno.

Absolutna anarchia. Jasne, niektórzy mogą nieźle wzbogacić się na takim bałaganie, ale dla mnie to było zbyt wiele. Postanowiłem wykorzystać oszczędności i wynająć prom, który zabrałby naszą trójkę kompanów na drugą stronę rzeki Fantastyki. 

Dobry, kurde, ruch z mojej strony. 

 

***

 

Łąki Krainy Portalu porastała szeroka gama kolorowej roślinności. Połacie potężnych krokusów pokrywały niezliczone hektary nizin Konkursowiczów. Rośliny te zostały zasiane na cześć jednego z bóstw Biblioteki. Powiadają, że urodził się zwykłym człowiekiem, ale uzyskał wstęp do panteonu dzięki swoim zasługom. Czy to prawda? Pojęcia nie mam. Wiem tyle, że w wolnym czasie jest ogrodnikiem. Poza pielęgnacją grządek z kwiatami hoduje także psy na swym polu.

Rozumiecie to? Psy, wyrastające z ziemi! Kto by pomyślał, że takie coś mogłoby mieć miejsce?

A jednak.

Przejeżdżałem także przez eukaliptusowy las, zarządzany przez niejakiego lemura. Chociaż nie, chyba jednak koalę. Taki to wszędobylski misiak, co skacze od drzewa do drzewa i ryje w korze, pisząc jakieś pierdółki, zwane także drabblami. Według legendy drabbli jest tyle, ile roślin w całej krainie i nie ma śmiertelnika, który by je wszystkie odnalazł.

Tak? Nie wiem, według mnie ta historyjka jest trochę na wyrost. Ale kto wie, ja jestem stosunkowo świeżym obywatelem tego kraju. Może kiedyś wezmę się za poszukiwania wytworów koalowego pazura… ale to później. Teraz mam ważniejsze sprawy na głowie, niż gonienie jakiegoś Misia.

I tak przed moimi oczami wyrosła Wioska Krzyczącego Pudła. Bywałem tu już kilka razy, ale nigdy nie natknąłem się na Betalistę. Musiałem przeoczyć ten przybytek, gdy ostatnim razem przybyłem do centrum komunikacji interpersonalnej całego Portalu. No proszę, ile ciekawych miejsc kryje Kraina!

Był weekend, więc ludność Wioski wyszła na rynek. Główny plac cichł jedynie w dni robocze, kiedy to mieszkańcy szli do pracy, bądź pisali nowości w swoich chatkach.

Podjechałem pod stajnię. Jej właściciel już przyzwyczaił się do widoku dwóch potężnych kawii bojowych, więc udało mu się znaleźć dla nas miejsce. Prychnął tylko niecierpliwie kilka razy, gdy dupcia Atramenta zawadziła o któryś z drewnianych filarów, podtrzymujących strop wielkiej szopy, ale ten na całe szczęście nie zwalił nam się na głowy.

Wyobraźcie sobie, że niektórzy potrafią przylecieć tutaj na smokach! Jest kilku poskramiaczy tych skrzydlatych gadów, z czego niektórzy mają jobla na punkcie… Francji.

Francji? Och, jest tyle ciekawszych państw, niż to, w którym jedzą żaby i ślimaki. A skoro o ślimakach mowa… to zaraz do tego przejdę.

Dlaczego… dlaczego, do cholery jasnej, Anglia przegrała wojnę stuletnią? Gdyby wygrali, to przynajmniej miałbym argument przeciwko Francuzom i mógłbym lansować się obraniem brytyjskiego stronnictwa. Tak to ja jestem po przegranej stronie, więc jedyne co mi pozostało to ronienie łez, bawiąc się figurkami celtyckich wojowników.

Miejsce słynnej poskramiaczki smoków było akurat puste, więc założyłem, że latała gdzieś w pobliżu i łowiła Piórka. Takie to życie tropiciela.

Zaparkowałem najpiękniejszy rydwan, nakarmiłem grubaski i skierowałem kroki ku rynkowi, pokrytym złotą kostką brukową. Gdy świeciło słońce, odbite promienie słoneczne potrafiły uderzyć w oczy z taką siłą, że można było na moment oślepnąć.

Spojrzałem pod nogi.

Śluz!

Czyżby Ślimak tu był? 

Z każdym kolejnym krokiem głosy na placu nabierały siły.

Jakieś zamieszanie.

– Seks! Kosmiczny seks! Juhuuu! – Ktoś wykrzykiwał te hasła, przykuwając uwagę co poniektórych przechodniów. Część z nich przysłuchiwała się słowom faceta z zainteresowaniem, inni z obrzydzeniem.

Ujrzałem gigantycznego ślimaka, pełznącego w kierunku nagabywacza.

,,Będzie ciekawie, he he”, pomyślałem, zbliżając się coraz bardziej do krzykacza.

– Witam ośliźle! – rzucił Ślimak do gościa od ,,kosmicznego seksu”. Jego głos brzmiał przyjemnie, przyjacielsko, chociaż wyczuć się w nim dało nutkę grozy. – A co tu się wyprawia?

– Seks kosmiczny, kosmiczny seks! – rzucał hasłami typek, wciąż utrzymując swój denerwujący ton. – Proszę, oto mój zwój kosmicznego seksu na Księżycu. Przeczytaj, Ślimaku. Tylko proszę bez konstruktywnej krytyki, bo się popłaczę.

Obserwowałem całe zajście z boku. Czułem w kościach, że to wszystko nie skończy się szczęśliwie. W głowie pojawiło mi się kilka możliwych scenariuszy i bynajmniej w żadnym z nich autor ,,kosmicznego seksu” nie był całowany i oklaskiwany.

Ominąłem tę szopkę, rozwinąłem mapę trzymaną w prawej dłoni i rozejrzałem się po okolicy, szukając ukrytego wejścia do karczmy. Wciąż nie mogłem się połapać w dziwnym opisie trasy, więc musiałem wyglądać co najmniej śmiesznie.

Mijali mnie przechodnie, niektórzy łypali spode łba, każąc mi zejść na bok.

– Łe Jezu, no! Drogi szukam!

Kręciłem się w kółko, nie mogąc znaleźć wejścia do Betalisty. Czułem zrezygnowanie wdzierające się do mojego złamanego przez boginię serca.

Usiadłem przed jednym z domów. Ceglane schody, rozgrzane od późnowiosennego słońca parzyły mi pośladki, ale nie miałem siły się ruszyć, więc najzwyczajniej w świecie smażyłem kotlety przed czyimiś drzwiami.

– A ty to kto? – Dotarł do mnie łagodny głos. Podniosłem wzrok i ujrzałem dwie kobiety. Na ich twarzach malowały się pogodne uśmiechy, co dodało mi nieco otuchy. – Bruce i Natalia, możemy ci jakoś pomóc?

– Betalisty szukam, ale nie mogę jej znaleźć. Znacie drogę? – odparłem, czując się trochę głupio.

– No, jasne! Jak pójdziesz przed siebie, do końca rynku, to skręć w prawo. Dojdziesz do Parku Hydowskiego, w którym musisz iść na zachód. Znajdziesz wielki, kamienny budynek. Nie wchodzisz na parter, ale bezpośrednio do piwnicy, a stamtąd już droga jest prosta.

Uniosłem brwi, pochyliłem głowę i złapałem się za twarz. No jasne, że to było takie proste!

Podziękowałem im wylewnie i pobiegłem wskazaną drogą. Wiatr szumiał w uszach, włosy latały w każdą stronę. Nowa siła, która zadziałała niczym motorek w nogach pozwoliła mi dostać się do Parku Hydowskiego w mgnieniu oka. Rozejrzałem się po otoczeniu, spojrzałem na słońce.

Zachód – o, tam.

Wszedłem do ciasnego przejścia, prowadzącego ku stromym kamiennym schodom. Wydawało mi się, jakby nie miały końca. Wiły się w dół, wbijając się w ciemną otchłań. Oplecione były wokół grubego, marmurowego filaru, niczym wąż wokół laski Asklepiosa.

Jaki chłód! Kamienne ściany wydawały się wiać zimnem w moją stronę, wywołując gęsią skórkę. Kręta ścieżka o mało co nie poluźniła moich zwieraczy, ale postanowiłem pokonać strach i dzielnie przeć naprzód.

Po drodze mijałem drzwi przeróżnej maści. Żelazne prostopadłościany, kraty więzienne, mahoniowe, zdobione wrota i inne, wymyślne przejścia. Co jakiś czas przystawałem przy którychś i nasłuchiwałem, czy w środku coś się dzieje.

No, działo się! Z niektórych tajemniczych pomieszczeń dochodziły kłótnie, z innych spokojne dyskusje, w części z nich nie działo się absolutne nic, a w jeszcze innych grupa ludzi (chyba ludzi) rzucała w siebie meblami. A przynajmniej tak to brzmiało. 

Ach, rodzinny klimacik.

Po przejściu kilkudziesięciu stopni zacząłem słyszeć głosy. Nie, nie mam na myśli własnej paranoi. Chodzi mi o odgłosy wrzącej życiem karczmy. Nareszcie! O mało nie zszedłem na zawał w tym straszliwym przejściu, więc myśl o ujrzeniu światła i piwa napełniła mnie nadzieją.

Wbiegłem do przybytku. Betalista tętniła życiem! Olbrzymia sala z barem pośrodku robiła wielkie wrażenie. Przy każdym stoliku siedziała grupa Portalowiczów, dyskutujących o swych podróżach i przygodach. Każdy był inny! Szeroka gama kolorów, ozdób, ubrań, kształtów i Cesarz Beryl wie czego jeszcze czyniła mieszkańców Krainy jednymi z najbardziej charakterystycznych istot we Wszechinternetuświecie.

Tam gdzieś szampan wylewał się, jeszcze gdzieś toast był wznoszony, tamten jakiś Portalowicz coś do mnie mówił, ale go nie słuchałem. Poszedłem w głąb hali i usiadłem przy barze.

– Co podać? – zagaiła kobieta w stroju gruszki. – Grzeje tam na zewnątrz, co nie?

– Ano – odpowiedziałem, zastanawiając się nad wyborem trunku. – Macie może piwątek?

– Jeden kufel piwątku! Się robi! – kobieta-gruszka zniknęła za ladą, a ja rozejrzałem się dokładniej po otoczeniu.

Faktycznie, dużo się tam działo.

Moją uwagę przyciągnął (chyba) mężczyzna, ubrany w strój… Arlekina? Tak mi się zdawało. Przeskakiwał od stolika do stolika, co jakiś czas przysiadając się na moment do zgromadzonych. Chwilę rozmawiał z jakąś grupą, wzniecił ożywioną dyskusję, i kontynuował skoczną podróż. Niektórzy próbowali go złapać i ściągnąć na ziemię, ale Arlekin był zawsze o krok przed resztą.

– Kiedyś go dorwę. – Nawet nie zauważyłem kiedy czarnowłosa Portalowiczka usiadła obok mnie.

– A po co? – zapytałem, szukając okazji do rozmowy.

– A tak sobie – odpowiedziała od niechcenia, po czym spojrzała mi w oczy, a na jej twarzy pojawił się ciepły uśmiech. – Tak poza tym to Alicja jestem. – Podała mi dłoń. – Nie widziałam cię nigdy wcześniej.

– Barbarzyńca, miło poznać. Nowy jestem. – Odwzajemniłem uśmiech. – Ależ tu gęsto, prawda?

– Prawda. Szukasz Bety?

– Bety? – Nigdy wcześniej nie słyszałem takiego określenia. – A co to za wihajster?

– O, wihajster? Czyli jesteś z otchłani Poznania, tak jak Arlekin? – Alicja zignorowała moje pytanie i odpowiedziała własnym.

– Tak.

– Współczuję.

Patrzyliśmy tak na siebie przez moment, nie wymawiając żadnego słowa. Wrzawa w tle rozwijała się w najlepsze.

Nagle coś łupnęło w blat i kilka kropli piwątku wylądowało na rękawie mojej baśniowcowej tuniki.

– Proszę, twój napój! Jedno Czytałem się należy. 

Odwróciłem wzrok od skaczącego wciąż Arlekina i spojrzałem na barmankę, która uśmiechała się radośnie. Posłałem ciche ,,dziękuję”, którego nikt nie miał prawa słyszeć, rzuciłem monetę i wróciłem do rozmowy z tajemniczą Alicją.

– No… to czym jest ta Beta?

– Betami są Portalowicze, chcący dobrowolnie szkolić żółtodziobów w kunszcie podróżowania i pisania zwojów, Barbarzyńco. Niech zgadnę… Bogini Reg cię tu przysłała?

– Może…

– Widać. Masz to wypisane na twarzy.

– Ale jak… co?

Alicja roześmiała się, pozostawiając mnie uczuciu wirującego umysłu. Przyglądałem się chichrającej Portalowiczce przez kilka sekund, aż się uspokoiła. Poklepała mnie po ramieniu, a ja wciąż wlepiałem w nią pełen zdziwienia wzrok.

– Żartuję! Nie przejmuj się. Czyli co, szukasz tej bety?

– Właściwie… to tak.

– No to trafiłeś idealnie, Barbarzyńco. Jestem wręcz uzależniona od betowania, więc chętnie ci pomogę. 

Gites, majonez, kurde balans. Hej, ktoś zainteresował się moją beznadziejną sytuacją! Może przyszłość nie była tak ciemna, jak ją sobie wyobrażałem.

– Musimy zebrać drużynę. – Alicja oderwała ode mnie wzrok i rozejrzała się po Betaliście. Wzniosła wymownie prawą rękę i zrobiła ruch, jakby zagarnęła dłonią całą populację Krainy. – Moglibyśmy spróbować tylko we dwójkę, ale lepiej, gdy jest nas więcej. Poszukajmy kogoś!

– Tylko kogo?

W tym samym momencie stało się coś, przez co o mało nie wyplułem własnego serca. Starsza kobieta zmaterializowała się przed nami; ubrana w różowy płaszcz pachniała kościołem i tanimi perfumami. Spojrzałem na Alicję, ona na mnie, po czym oboje wpatrzeliśmy się w tajemniczą przybyszkę.

– Pisarska Zasadzka, Różowa Pogromczyni Marzeń Dzieci… zwał, jak zwał! – Głos tajemniczej kobiety pasował prędzej do dwudziestoparolatki, aniżeli do królowej Elżbiety, rodem z AliExpress. – Słyszałam, że potrzebujecie Bety?

– Tak dokładniej to ja, ale tak – bąknąłem. Wypiłem łyk przepysznego piwątku i zwróciłem się do rozmówczyń. – No, to chyba mamy ekipę? Czy potrzebujemy kogoś jeszcze?

Tak. Postanowiliśmy przejść się między stolikami, szukając tych, którzy chcieliby mi pomóc w udobruchaniu Bogini Biblioteki. Trudny to fach, dlatego im nas więcej, tym lepiej, a w każdym razie tak to sobie wyobrażałem.

 

***

 

Minęło wiele miesięcy od poznania pierwszych Bet. Rekrutowałem ich, oni rekrutowali mnie, i razem staraliśmy się pisać najlepsze zwoje, jakie kiedykolwiek pojawiły się w Krainie. A nie było to łatwe, zważając na fakt, że Portal był zamieszkiwany przez wielu Łowców Piórek.

Ale o nich kiedy indziej.

Nasze przygody utrwalałem na pergaminie. Pióro stało się naturalnym przedłużeniem mojej prawej dłoni. Czułem, jak stawałem się jednością z moim narzędziem i orężem jednocześnie. Przechodziłem powoli przez wrota, dzielące świat pospolitych Portalowiczów od świata Stałych Bywalców, którzy cieszyli się szacunkiem wśród reszty.

Biblioteka. Wciąż o niej marzyłem. Moje umiejętności z każdym dniem wchodziły na coraz wyższe poziomy. Zostawiłem pióro żółtodzioba daleko w przeszłości – nastał czas odnowienia. Niczym feniks z popiołów miałem wrócić do Przedsionka i zadowolić boginię swoim zwojem. Czułem, że dzięki Betom uda mi się to osiągnąć.

Wpadłem do Poczekalni, zaciskając palce na pergaminowym zwoju. Trzymałem najnowsze dzieło. Dzieło, które wyszło spod mojego pióra po wylaniu wielu litrów krwi i potu podczas ćwiczeń z Betami. Wszystko podpowiadało mi, że nareszcie się uda!

Serce biło mi z prędkością biegnącego królika po kofeinie. Płytki oddech i blada cera zdradzały mój stan, ale postanowiłem, tak czy siak, zapukać do Przedsionka i przedstawić zwój Bogini Reg.

– Powracam! – krzyknąłem, stąpając głośno w kierunku potężnej sylwetki, stojącej przed mosiężnymi drzwiami.

– Przedstaw mi swój zwój, Barbarzyńco.

I tak zrobiłem. Pokornie pochyliłem głowę i podałem jej moje magnum opus. Gdy dzieło wylądowało w rękach bogini, cały świat jakby się zatrzymał. Trwaliśmy oboje w ciszy. Czekałem na werdykt.

– Widać poprawę, Barbarzyńco – zaczęła mówić. – Początek nieprzegadany, opisy bogate, obszerne, ale nie powodują, że chce mi się spać. Doprawdy przyjemna lektura!

Nie wierzyłem w to, co słyszę. Moje marzenia się ziściły! Wreszcie udostępniona mi zostanie Biblioteka, a zwój mojego autorstwa zagości wśród pergaminów największych autorów Portalu!

– Tak! Tak! Znaczy się, dziękuję bardzo serdecznie, o bogini najcudowniejsza! – Musiałem się powstrzymywać, by nie zacząć skakać. Całe ciało buzowało – wchodziłem na inny poziom istnienia, na wyższą platformę, gdzie problemy śmiertelników mnie już nie dotyczyły.

Bogini odeszła w bok i położyła dłoń na klamce. Nacisnęła ją i tym samym potężne drzwi z mosiądzu się rozchyliły.

Blask, wydobywający się z Biblioteki prawie mnie oślepił. W ekstazie zrobiłem kilka kroków naprzód i trafiłem do nowego pomieszczenia. Potrzebowałem chwili, żeby wzrok przyzwyczaił się do warunków, jakie tam panowały.

Różowy marmur. I to tyle. Znajdowałem się w zimnej komnacie, której daleko było do moich wyobrażeń Biblioteki. Na drugim końcu sali stał wielki kwiat, za którym znajdowała się następna para drzwi. Bóg Krokus? Co tu się wyprawia?

Odwróciłem się w kierunku Bogini Reg i spojrzałem na nią pytająco. Miałem pewne podejrzenia co do tej sytuacji i w głębi ducha modliłem się, żeby nie okazały się prawdą.

– Gdzie jest Biblioteka…?

– Barbarzyńco… – Bogini uśmiechnęła się pobłażliwie. – Przecież musisz jeszcze przejść weryfikację u czterech kolejnych bóstw, zanim zostaniesz wpuszczony do Biblioteki!

– JAK TO JESZCZE CZTERECH?

 

Koniec

Komentarze

Tekst lekki i przyjemny. Czytało się dobrze. Co do samej historii, to fabuła przypomina po trosze opka Krokusa i Realuca na fantastów ;-) Sami nowicjusze stojący przed królową w tym konkursie :P

It's ok not to.

Hej, pierogu!

 

Dziękuję za lekturę i miłe słowa. ^^

Co do samej historii, to fabuła przypomina po trosze opka Krokusa i Realuca na fantastów ;-)

Trochę tak wyszło, chociaż z ręką na sercu mówię, że zacząłem pisać tekst zanim zajrzałem do Krokusa. :P

Może to kwestia tego, że w moim przypadku reg była pierwszą użytkowniczką, z jaką miałem styczność. Potem zobaczyłem, że jest pod prawie każdym tekstem, więc narodziła się taka wizja. :3

 

Pozdrawiam!

Quidquid Latine dictum sit, altum videtur.

Dzień dobry, drogi Barbarzyńco!

Podoba mi się, jak zręcznie przedstawiłeś tutaj uczucia początkującego członka społeczności Portalu. Mamy tutaj pewną wspólnotę doświadczeń, ponieważ pierwszym użytkownikiem, na którego się natknąłem, była oczywiście Reg (pouczenie, że tekst jest szortem, a nie opowiadaniem). I z początku to pouczenie o charakterze administracyjnym mogło mnie usposobić nieco sceptycznie, ale gdy tylko wróciła z pełnokrwistym komentarzem, przekonałem się, jaka to wspaniała, pomocna osoba.

Owszem, zdarza mi się w związku z tym podejmować próby nawracania narwańców nieświadomych, iż właśnie spłynęła na nich łaska bogini Fantastyki. Nie jest to moja główna działalność portalowa, ale przypuszczam, że w takich przypadkach mogę się czasem wydać masywnym, majestatycznym Mięczakiem przez wielkie M. Chyba ująłeś ten wizerunek całkiem trafnie…

Odpełzam pozostawiając jednoznaczny ślad,

Ślimak Zagłady

Hej, Twardy Mięczaku!

 

Właśnie taki był mój plan. Żeby pokazać w luźniejszy sposób rozterki, z którymi spotykają się świeżynki xD

No i wiadomo – ref, która w moim przypadku „zbeształa” mnie za oznaczenie fragmentu jako opowiadanie. <3 Chociaż na podstawie komentarzy reg można zobaczyć, że od pierwszych tekstów poczyniłem bardzo duży postęp, co mnie cieszy. :3 

Sytuacja z księżycową balladą – niezastąpiona.

 

Pozdrawiam i dzięki za lekturę!

Quidquid Latine dictum sit, altum videtur.

Przeczytałam Twoje opowiadanie wczoraj wieczorem, dzisiaj wracam z komentarzem. 

Cóż, pewnie przyczyniłam się do wątku betalisty… 

Podobało mi się Twoje opowiadanie. W porównaniu z poprzednim, o emocjonaliście, ten tekst wydaje się dużo lżejszy, napisany z większą swobodą. Opowieść toczy się gładko przez kolejne lokalizacje portalu, a postacie zostały nakreślone barwnie i z nutą humoru. Szczególnie opis awatara Reg wypadł plastycznie. Wszystko opisane ładnym stylem, w którym czuć flow.

Zainspirowałeś mnie, zamierzam się włączyć do konkursu.

Miałeś ciekawy pomysł na stworzenie rydwanu ciągniętego przez świnki morskie. Bardzo interesujące zwierzęta, co mówię jako były hodowca.

Podobało mi się, że opisujesz zmagania z humorem, wiadomo, nie ma lekko, ale Twój bohater wygląda na zadowolonego i zmotywowanego. 

 

Hej, ANDO!

 

Nie wymieniam konkretnych Bet z nicków, ale wiedz, że każda beta przyczyniła się pozytywnie do powstania tego tekstu, za co jestem Wam wszystkim wdzięczny. <3 Postanowiłem napisać coś innego, taka odskocznia od smutków codziennego życia. Miało być coś lekkiego, zabawnego, do czego możemy się wszyscy po trochu odnieść i jak widzę – udało się. :D

Starałem się pisać tak, jak serce mi mówiło – dlatego też opisy lokacji są w pewnym sensie zobrazowaniem moich emocji, bezpośrednią kalką moich przeżyć.

Zainspirowałeś mnie, zamierzam się włączyć do konkursu.

Super! Bardzo chętnie przeczytam Twoje podejście. :D

Miałeś ciekawy pomysł na stworzenie rydwanu ciągniętego przez świnki morskie. Bardzo interesujące zwierzęta, co mówię jako były hodowca.

O, no proszę!

Jestem absolutnym wielbicielem tych zwierzaczków, więc wiedziałem, że muszę ich umieścić w opowiadaniu. :D

 

Podobało mi się, że opisujesz zmagania z humorem, wiadomo, nie ma lekko, ale Twój bohater wygląda na zadowolonego i zmotywowanego. 

I tak właśnie jest. Początki były może i trochę wyboiste, ale z tego wszystkiego wynikło naprawdę wiele dobrych rzeczy.

 

Dziękuję za lekturę, klika i pozdrawiam!

Quidquid Latine dictum sit, altum videtur.

Barbarzyńco. Bardzo miło się czytało. Miś jest zaskoczony, że znalazł się w opowiadaniu. Z drabblami nie aspiruje do Biblioteki, ale czasem do Poczekalni wepchnąć musi, bo inaczej się udusi. Za wspomnienie o nim rewanżuje się gwiazdkami.

Koalo!

 

Bardzo mi miło. ^^

Tyle razy trafiałem na misia w komentarzach albo swoich, albo czyichś, do tego często widywałem drabble w Poczekalni, więc poczułem, że muszę!

 

Z drabblami nie aspiruje do Biblioteki, ale czasem do Poczekalni wepchnąć musi, bo inaczej się udusi

Bardzo mi się podoba ten cytat. xD

 

Dziękuję za gwiazdki i pozdrawiam! :D

Quidquid Latine dictum sit, altum videtur.

Haha:) Udane opowiadanie. Bardzo inteligentnie poprowadzona przygoda. Bardzo prawdziwe jeśli chodzi o nas nowych. Jak moje opowiadanie " Do Miasta" weszło do biblioteki to nie mogłem zasnąć:)

Dziękuję, vrchampsie! :D

Marzenie Biblioteki chyba przewinęło się przez umysł każdego użytkownika. <3 

Quidquid Latine dictum sit, altum videtur.

Barbarzyńco, nieźle opisałeś doświadczenia nowicjusza, marzącego o umieszczeniu własnego dzieła w Bibliotece. Droga żółtodzioba okazała się trudna i wyboista, całkiem jak w życiu. Jednocześnie pokazałeś ile może zdziałać stawianie sobie wyzwań i uparte dążenie do celu.

Przy okazji przedstawiłeś grono użytkowników, z rozpoznaniem których nikt nie powinien mieć kłopotu. A ponieważ już na początku spotkałam jakże znajomą mi postać, muszę powiedzieć, że nad wyraz mi miło, że tak mnie widzisz. heart

Choć opowiadanie czytało się całkiem fajnie, nie mogę nie wspomnieć, że miejscami panoszy się zaimkoza, a niektóre zdania pozostawiają nieco do życzenia.

 

Tup­ną­łem nogą i pod­ku­tą po­de­szwa skó­rza­nych butów za­kle­ko­ta­ła o mar­mu­ro­wą po­sadz­kę. –> Czy to ostateczny kształt zdania?

 

Wznio­sła dło­nie przed sie­bie i za­ci­snę­ła w pięść. –> Dwie dłonie w jedną pięść?

 

Po­dzię­ko­wa­łem bar­dzo ser­decz­nie Bo­gi­ni Re­gu­la­to­rów… –> Po­dzię­ko­wa­łem bar­dzo ser­decz­nie Bo­gi­ni Re­gu­la­to­rzy/ Regulatorce/ Reg

Regulatorka nie jest boginią Regulatorów; jest boginią niektórych użytkowników. ;)

 

Po­kry­te la­pi­sem ścia­ny po­cze­kal­ni od­bi­ja­ły ta­jem­ni­czo świa­tło pod­ło­go­wych lamp. –> Czy tu aby nie miało być: Po­kry­te la­pi­s lazuli/ kamieniem ścia­ny po­cze­kal­ni od­bi­ja­ły ta­jem­ni­czo świa­tło pod­ło­go­wych lamp.

Za SJP PWN: lapis 1. «azotan srebra używany w lecznictwie do celów dezynfekcyjnych»

 

da­wa­ło po­czu­cie bez­pie­czeń­stwa, ale w nie­któ­rych bu­dzi­ło to uczu­cie grozy. –> Nie brzmi to najlepiej.

Proponuję: …da­wa­ło po­czu­cie bez­pie­czeń­stwa, ale w nie­któ­rych bu­dzi­ło grozę.

 

Prze­cią­gną­łem się jak kot, wy­da­jąc z sie­bie gło­śne stęk­nię­cie… –> Zbędny zaimek – czy mógł wydać stęknięcie z kogoś innego?

 

Pró­bo­wa­ły wy­czy­tać z mojej twa­rzy i ru­chów emo­cje, które mną kie­ro­wa­ły, mając na­dzie­ję na to, że może na­resz­cie udało mi się do­trzeć do celu mojej od­wiecz­nej po­dró­ży. –> Czy wszystkie zaimki są konieczne?

 

Ob­ró­cił głowę w moją stro­nę i po­li­zał mnie swoim śmiesz­nym ję­zo­rem po twa­rzy. Ob­le­ciał całą moją łe­pe­ty­nę, ukła­da­jąc mi przy oka­zji włosy. –> Jak wyżej.

 

dla mnie to było zbyt wiele. Po­sta­no­wi­łem wy­ko­rzy­stać moje oszczęd­no­ści i wy­na­jąć prom, który za­brał­by mniemoich kom­pa­nów na drugą stro­nę rzeki Fan­ta­sty­ki. Dobry, kurde, ruch z mojej stro­ny. –> Jak wyżej.

 

na­kar­mi­łem gru­ba­sków… –> …na­kar­mi­łem gru­ba­ski

 

Omi­ną­łem tę szop­kę, dzier­żąc mapę w pra­wej dłoni. Roz­wi­ną­łem ją i ro­zej­rza­łem się po oko­li­cy… –> Czy dobrze rozumiem, że rozwinął dłoń?

Proponuję: Omi­ną­łem tę szop­kę, rozwinąłem mapę trzymaną w pra­wej dłoni i ro­zej­rza­łem się po oko­li­cy

 

scho­dy, roz­grza­ne od późno wio­sen­ne­go słoń­ca… –> …scho­dy, roz­grza­ne od późnowio­sen­ne­go słoń­ca

 

Wsze­dłem do cia­sne­go przej­ścia, które prze­cho­dzi­ło w stro­me, ka­mien­ne scho­dy. –> Nie brzmi to najlepiej.

Proponuję: Wsze­dłem do cia­sne­go przej­ścia, prowadzącego ku stromym kamiennym schodom.

 

Co jakiś czas przy­sta­wa­łem przy jed­nych i na­słu­chi­wa­łem… –> Raczej: Co jakiś czas przy­sta­wa­łem przy którychś i na­słu­chi­wa­łem

 

Nie­mal­że nie­skoń­czo­na sala z barem po środ­ku ro­bi­ła nie­ma­łe wra­że­nie. –> Nie brzmi to najlepiej i jestem ciekawa co się stało ze środkiem, po którym stał bar? ;)

Proponuję: Olbrzymia sala z barem pośrod­ku ro­bi­ła wielkie wra­że­nie.

 

i kon­ty­nu­ował swoją skocz­ną po­dróż. –> Zbędny zaimek.

 

– A po co? – za­ga­iłem, szu­ka­jąc oka­zji do roz­mo­wy. –> – A po co? – zapytałem, szu­ka­jąc oka­zji do roz­mo­wy.

Rozmowę zagaiła już Portalowiczka.

 

Po­sła­łem jej ciche ,,dzię­ku­ję”, któ­re­go nikt nie miał prawa sły­szeć, rzu­ci­łem jej mo­ne­tę… –> Czy oba zaimki są konieczne?

 

Niech zgad­nę… Bo­gi­ni Re­gu­la­to­rów cię tu przy­sła­ła? –> Niech zgad­nę… Bo­gi­ni Re­gu­la­to­rzy/ Regulatorka/ Reg cię tu przy­sła­ła?

 

i przed­sta­wić zwój Bo­gi­ni Re­gu­la­to­rów. –> …i przed­sta­wić zwój Bo­gi­ni Re­gu­la­to­rzy/ Regulatorce/ Reg.

 

po­da­łem jej mój Ma­gnum Opus. –> …po­da­łem jej moje opus magnum.

 

W eks­ta­zie zro­bi­łem kilka kro­ków wprzód… –> W eks­ta­zie zro­bi­łem kilka kro­ków do przodu/ przed siebie/ w przód

Za SJP PWN: wprzód «najpierw, uprzednio»

 

Po­trze­bo­wa­łem chwi­li, żeby mój wzrok… –> Zbędny zaimek.

 

Od­wró­ci­łem się w kie­run­ku Bo­gi­ni Re­gu­la­to­rów… –> Od­wró­ci­łem się w kie­run­ku Bo­gi­ni Re­gu­la­to­rzy/ Regulatorki/ Reg

 

spoj­rza­łem na nią py­ta­ją­cym wzro­kiem. –> A może wystarczy: …i spoj­rza­łem na nią pytająco.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Hej, Reg! 

Bardzo się cieszę, że przeczytałaś opko. :D

W końcu to Ty okazałaś się pierwszym użytkownikiem, na którego się natknąłem, i jak się okazało – nie uciekłem po pogonieniu fragmentu science fiction. xD

Wręcz przeciwnie – zostałem i od tamtego momentu staram się pracować nad warsztatem i podejściem do pisarstwa. Zapuściłem korzenie w Portalu i nie zamierzam się… wykorzeniać. Poczułem się dobrze tutaj, mając miejsce do dzielenia się własną twórczością z Użytkownikami i osobami z zewnątrz oraz mając możliwość rozwijania siebie i pomocy innym.

 

Dziękuję za łapankę i miłe słowa. ^^

 

Oczywiście zaraz się zabieram za poprawki, więc lektura będzie jeszcze bardziej przyjemna!

Quidquid Latine dictum sit, altum videtur.

Żeby nie być gołosłownym – zaproponowane przez Ciebie poprawki umieściłem w tekście!

Quidquid Latine dictum sit, altum videtur.

Cóż mogę dodać, Barbarianie… Jest mi niezwykle miło, że mogłam się przydać i bardzo się cieszę, że masz o mnie tak dobre mniemanie. Dziękuję! ;D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Zastanawiałam się, czy jestem bohaterką tego przewspaniałego dzieła – i cóż, o ile mnie wzrok nie myli, zostałam upamiętniona jako właścicielka „pogodnego uśmiechu”. Zaszczyt! heart

Gratuluję Ci Biblioteki, która najwyraźniej otwiera przed Tobą swe bramy! Cieszę się, że mogłam choć trochę wesprzeć Twoją twórczość. Trzymam kciuki za kolejne sukcesy! ;)

„Bóg jest Panem aniołów i ludzi, i elfów” – J.R.R. Tolkien

Nati!

Nie mogłem przecież zapomnieć o Tobie w tym opowiadaniu! Cieszę się, że odczułaś zaszczyt. :D

 

Dziękuję i dziękuję. Dzięki Tobie i bruce te początki nie były aż tak wyboiste, jak mogłyby być. ;)

Quidquid Latine dictum sit, altum videtur.

To dla mnie największa nagroda heart

„Bóg jest Panem aniołów i ludzi, i elfów” – J.R.R. Tolkien

Cześć, Barb!

 

Wiem tyle, że w wolnym czasie jest ogrodnikiem. Poza pielęgnacją grządek z kwiatami hoduje także psy na swym polu.

laugh

No i

Różowy marmur.

Tylko prawdziwy mężczyzna nie boi się różu cool choć do miana bóstwa nie aspiruję, to czuję się zaszczycony, że mnie tu wplątałeś :)

 

Świeżynkowe przeżycia i emocje – do dziś pamiętam jak mi się udzielały ;)

Całkiem rozległy wachlarz użyszkodników, do tego jest kilka postaci, których nie uświadczysz w pozostałych opowiadaniach na Fantastów – za to duży plus.

W ogóle to całkiem przyjemnie napisane – miejsca wydają się znajome :P

 

Pozdrawiam!

 

I co ja mam z Panem zrobić, Panie kierowco?

Klik!

Nie zabijamy piesków w opowiadaniach. Nigdy.

Krokusie!

 

Cieszę się, że spodobało Ci się odniesienie do Twojej osoby, tak samo jak pole pełne psów. :D

Róż jest umacniający w męskości, to prawda.

 

To, że każdy z Was uznaje przeżycia bohatera za autentyczne i takie, do których można się odnieść jest naprawdę super zjawiskiem. ^^ O to mi właśnie chodziło.

I tak samo, jako świeżynka, chciałem umieścić trochę więcej niszowych użyszkodników. :D

 

Dziękuję za lekturę, komentarz i klika! <3

Pozdrawiam :3

Quidquid Latine dictum sit, altum videtur.

Zabawne opowiadanie o naszych portalowiczach i trudnej, niewdzięcznej oraz pełnej ciężkiej pracy drodze do sukcesu. Większość postaci rozpoznałam. Myślę, że to opko bardzo dobrze przybliża portalowe realia. Jest też wciągające, z zaciekawieniem czekałam, co powie bogini Reg. A sama końcówka fajna, taka ociekająca ironią :P No ale wiadomo, że droga do sukcesu nie może być za łatwa. Dobrze się czytało ten tekst, zatem poproszę jakieś Bóstwo o klika dla niego :) 

Hej, Sonato!

 

Dziękuję za komentarz i cieszę się bardzo, że Ci się podobało. :3

 

Jest też wciągające, z zaciekawieniem czekałam, co powie bogini Reg. A sama końcówka fajna, taka ociekająca ironią :P No ale wiadomo, że droga do sukcesu nie może być za łatwa.

Reg w każdym opowiadaniu przedstawiona jest w trochę inny sposób, co fajnie pokazuje szeroką gamę wyobrażeń tejże użytkowniczki. :D

 

Dziękuję za wstawiennictwo wśród bogów Biblioteki <3

 

Quidquid Latine dictum sit, altum videtur.

Kolejny etap podróży przez Fantastów i wizyta w nowoodkrytej Krainie Pradawnego Zwoju, znanej z masowej produkcji wihajstrów oraz Betalisty – tajemniczego labiryntu, który w zależności od nastrojów turystów bywa nazywany Drogą Tysiąca Korekt albo Siedliskiem Malkontentów. 

Kraina Pradawnego Zwoju, jak wiele fantastycznych ziem, objęta jest opieką legendarnej Bogini. Jej pomniki, w najróżniejszych odsłonach, można tu znaleźć niemal na każdym kroku, a liczba jej oblicz powinna zadowolić entuzjastów złożonych osobowościowo fantastycznych monumentów. 

Jako się rzekło, Kraina Pradawnego Zwoju, bardzo przyjazna zwłaszcza świeżynkowym turystom, przyciąga tajemnicą nieodgadnionej Betalisty. Nie ma chyba jednej osoby, która potrafiłaby zliczyć, ile razy poruszano już sakramentalną dla całej nf-owej społeczności kwestię: czym, do cholery, jest ta cała Betalista?! Kraina Pradawnego Zwoju, jak każdy turystyczny przybytek, dba o to, by wszyscy zgłębiający sekrety bety czuli się niemal jak poszukiwacze Świętego Graala. 

Betalista, o czym już było, stanowi jedno z największych i najbardziej wartościowych odkryć całego świata Fantastów, stąd pominięcie w fantastycznej podróży Krainy Pradawnego Zwoju jawi się jako grzech niemal tak ciężki, jak ubieranie ubrań*. 

*Przed zgłębianiem zagadnienia “ubierania ubrań” skonsultuj się z psychologiem lub ortopedą, gdyż wisi nad nim klątwa Bogini wiążąca się z klęczeniem na grochu. 

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant; Nieoficjalny członek stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków

Hi, hi, dobre. Szczególnie zakończenie, gdy bohater dowiaduje się, że to dopiero początek jego zmagań. Postacie rozpoznawałam, chyba wszystkie potrafię przyporządkować do portalowiczów i to jest mocny plus opka. Fajnie opisane przygody Barbarzyńcy. Podobał mi się środek transportu, którym się poruszał.

A co tam, masz zaliczoną piątą komnatę ;)

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

CMie!

 

Piękny opis uniwersum. Trafiłeś wszystkimi zdaniami w dziesiątkę!

Cieszy mnie bardzo, że w tak przyjemny sposób moje opowiadanie przyczyniło się do tego tworu. Każdy z Nas podróżuje wieloma krętymi ścieżkami w Krainie Pradawnego Zwoju, i każdy kolejny punkt kontrolny, jaki osiągamy jest prawdziwie ekscytujący. :D

Dziękuję za lekturę i klika. <3

 

Irko!

 

Bardzo się cieszę, że Ci się spodobało. :D

Zakończenie miało żartobliwie wskazać na słodko-kwaśne realia publikowania opowiadań przez świeżynki, kiedy to nie wiemy, co i jak, gdzie i po co. Cieszę się, że pozytywnie je odebrałaś. ^^

Na początku bałem się, czy może postaci nie będą zbyt łatwo rozpoznawalne, ale jak widać – ostatecznie udało mi się zbalansować tajemniczość z bezpośrednimi wskazówkami. Powóz Barbarzyńcy to nieodłączny jego atut. xD

 

Dziękuję za umożliwienie mi wejścia do biblioteki, o bogini *kłania się*. <3

Quidquid Latine dictum sit, altum videtur.

Nowa Fantastyka