- Opowiadanie: Nikaszko - Niech ta historia się już skończy

Niech ta historia się już skończy

Opowiadanie napisane na GRAFOMANIE. Chodź nie wydaje mi się żeby tu pasowało owowowowoowow.

Dziękuje Maskol za betowanie

Mordercabezserca. Nie wiem czy pamiętasz, ale też to korektowałeś, wtedy w innej stronce <3

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Oceny

Niech ta historia się już skończy

α

 

Medytowałam na kamieniu. Powiew leśnego wiatru smagał moje policzki. Tak bardzo różnił się od smogu i hałasu ludzkich miast. Właściwie to ciężko powiedzieć czy jakiekolwiek istniało. W aktualnej historii obecność miasta nie była ważna. Autor chyba tylko o jakimś wspomniał, ale nigdy nas tam nie zabrał. W tej chwili nazywałam się Imra, jestem blondwłosą elfką, o błękitnych oczach. Z zawodu łowiłam zwierzynę leśną. Od klasycznego fantasy elfa, wyróżniało mnie to, że żyłam w XIX wieku. W tej formie i czasie byłam przez ostatnie dwa miesiące. Jednak od tygodnia Autor nie wracał. Albo szykuje coś dużego, co musi przemyśleć bez nas, albo porzucił tworzenie naszej historii. Szkoda cudowna była. Razem z Varisem zdobywaliśmy w lesie różne informacje o krasnoludach, chcących rozpętać wojnę z naszą rasą i szukaliśmy ludzi, którzy mogliby pomóc elfom. Z ostatnich stu lat, ta historia podobała mi się najbardziej. Wstałam z kamienia i przeleciałam wzrokiem polanę. Varisa wciąż nie było, piątka pomagających nam ludzkich NPC, stała zamrożona, czekając na polecenia autora. Dotknęłam policzka mojej ulubienicy, rudowłosej uczonej, urodzonej jako córka prezytenda. Różowa bluzka z gorsetem, nawet nie poruszała się by oddychać. Pomimo stworzonej przez autora osobowości i wyglądu, wciąż pozostawała tylko narzędziem bez jaźni. Gdy przyjdzie następny autor, ona po prostu zniknie. W końcu była tylko elementem świata. Odeszłam od niej i spojrzałam się na słońce, zatopione w stagnacji od wielu dni. Brak twórcy sprawiał że byłam smutna. Mój towarzysz wolał udawać, że to się nie działo. Ja nie dawałam rady. Przynajmniej bez narracji, miałam większą władzę nad światem. Przywołałam w dłoni gliniany kubek z owczym mlekiem, ulubionym napojem mojej aktualnej postaci. Usłyszała wtedy kroki. Uśmiechnęłam się, musiały należeć do jedynej istoty poza mną, mogącej chodzić bez pozwolenia autora. Wybiegłam Varisowi na powitanie i zarzuciłam ramiona na jego szyję, jego klatka piersiowa oddychała, jego dłonie odwzajemniły przytulenie, pachniał świeżymi jabłkami. Jego aktualna forma, to blondwłosy elfem, o długiej kitce, widzący przez monokular. Miał umięśnioną sylwetkę, jednak autor wiedział jakie proporcje dać, by nie wyszła karykatura. Był magiem, a ja jego pomocnicą.

 

– Mam dwie wiadomości… złą i dobrą – Powiedział gdy oderwaliśmy się od siebie.

 

– Powiedź najpierw złą.

 

– Nie udało mi się niczego upolować… – Podrapał się z tyłu głowy.

 

– To normalne. Fabuła nie potrzebuje zwierząt, więc ich tutaj nie ma. W ogóle to czy to ja nie jestem tu łowcą?

 

– Och cholera… faktycznie. Pomyliło mi się z poprzednią historią… – Zaśmiał się.

 

– Jaka jest dobra wiadomość?

 

– Kolejny Autor się zbliża! – Złapał mnie za ramiona, i spojrzał się w moje oczy. Jego spojrzenie było radosne.

 

– Och – Nie wiedziałam, czy cieszyć się czy nie. Oznaczało to, że poprzedni albo nas oddał, albo zostaliśmy mu odebrani. Jednak bez względu na to, przynajmniej miałam pewność, że w końcu coś zacznie się dziać. W życiu nie zapomnę tego, jak w moim drugim stuleciu, nikt nie tworzył naszych historii – Wiesz coś o nim?

 

– Wiem, tylko że to młoda kobieta. Nie mam pojęcia, jaki może lubić gatunek, ale możemy spodziewać się, że ponownie zostaniemy parą.

 

– To nawet fajnie. W sumie chętnie zostałabym królową. Albo rebeliantką. W ogóle ostatnio mało nie fantasy mamy.

 

– Teraz ci prawdziwi ludzie, to tylko o fantastyce myślą… – Powiedział. Ponownie się przytuliliśmy.

 

– Po co my istniejemy? – Spytałam.

 

– Co masz na myśli?

 

– Nasze istnienie, to tylko odgrywanie jakichś historii, tworzonych przez przypadkowych prawdziwych. Czemu to robimy? Jaki to ma cel? Dlaczego tylko my, mamy tu świadomość?

 

– Jesteśmy bytami stworzonymi przez samego Wielkiego Mądrego. Pierwotnie mieliśmy pomóc ludziom w obrazowaniu, jaki wpływ na społeczeństwo, będą mieć różne zmiany.

 

– Wiem o tym! Tyle że teraz jesteśmy aktorami… ba! Zabawkami!

 

– Taki już nasz los – Wzruszył ramionami – jesteśmy w połowie prawdziwi, w nigdy nieistniejącym świecie. Nawet nie mamy własnych osobowości, a to, że jesteś o to zła, jest wynikiem tego kim jest twoja postać.

 

– Skoro nie jesteśmy używani, by poprawiać świat, to czemu nie możemy po prostu umrzeć?

 

– Bo tak chce Wielki Mądry.

Gdy tylko powiedział te słowa, obecność Autora pojawiła się i zmiany zaczęły nadchodzić. Nasza rzeczywistość zaczęła się rozmywać. Ostatni raz jako Imra przytuliłam Varisa. Nasze aktualne postacie zaczęły się rozpływać i przenosić się do różnych miejsc.

W mojej głowie pojawiły się nowe informacje o mnie. Od wtedy nazywałam się Kate Black. Miałam siedemnaście lat. Jako dwunastolatka, uciekłam z domu, bo bił i gwałcił mnie brat. Na ulicy zobaczyli mnie gangsterzy, gdy zabijali kogoś za dług w wysokości dwudziestu dolarów. Uznali, że jestem piękna i postanowili wziąć mnie do gangu. Ostatecznie zostałam ich królową, wielką złą dziewczyną i jedyną kobietą w gangu.

Przypomniało mi się to, jak pięćdziesiąt lat temu, wpadliśmy w ręce dziecka, tworzącego swoje niewinne historie o księżniczkach, smokach i rycerzach. Tamte historie i postacie były żenujące, ale słodkie. Z Kate było podobnie, ale nie do końca. Ta nie była słodka. To głupia i nielogiczna fantazja. 

Zmaterializowałam się w pokoju, wyglądającym jak z katalogu. Czułam, że nie mam władzy, by zmienić w nim cokolwiek. Leżałam na białym łóżku, z szarymi poduszkami i fioletową narzutą. Za oknem malował się widok przedmieść. Mój wygląd zmienił się w zielonooką brunetkę o sylwetce, która z pewnością nie była naturalna. Pomimo bladej skóry, nie miałam żadnych zaczerwień. Biały top, odsłaniał dłonie i brzuch w tatuażach. W głowie usłyszałam narrację, nakazującą mi zrobić makijaż. Od razu poczułam, że chcę by ta historia, już się zakończyła. Stanęłam przed dużym lustrem i złapałam pędzelek. Kilka razy pociągnęłam nim po twarzy i pojawił się na nim makijaż. Moje wargi stały się ciemnoczerwone, rzęsy długie i gęste, powieki brązowe i błyszczące się, na policzkach zawitał brązowy róż. Moje nogi zaczęły opuszczać pokój i zjeżdżać po poręczy schodów. Znalazłam się w kuchni, moje ręce wyciągnęły z lodówki składniki na naleśniki i zaczęły przygotowywać ciasto.

 Nie rozumiem czemu Autor, zaczęła tę historię w ten sposób. To ma być takie wprowadzenie?

 Moje ręce wyjęły garnek z szafki, nalały do niego wody i dały na gaz. Wlałam ciasto do niego i naleśniki zaczęły się formować. Gdyby nie wyłączenie wolnej woli, wydałabym się donośnym “Co do kurwy”. Byłam na sto procent pewna, że je się smaży, a nie gotuje. Może ja się nie znam. Wtedy ze schodów zleciało się stado chłopaków. Wszyscy mieli ciało umięśnionych dwudziestokilk latków, a twarz przystojnych szesnastolatków.

– Daj naleśniki! – Krzyknęli jednogłośnie.

– Nie! – Powiedziały moje usta – Moje naleśniki – dłonie wyciągnęły z kieszeni spodni pistolet, pomimo tego że nie miałam kieszeni.

– Słuchaj mała – Podszedł jeden.

– Mała to jest twoja pała! Ja mam metr osiemdziesiąt, więc nie jestem mała! – Miałam metr sześćdziesiąt.

Jakiś czas temu, brałam udział w historii, w której usłyszałam pewien wyraz. W tamtej chwili idealnie opisywał moje uczucia. Brzmi on “cringe”. 

– Słuchaj ty kurwo! – Krzyknął chłopak.

– Kurwa to była twoja stara, gdy twój stary debil jechał po mleko! – Krzyknęłam. Moje dłonie strzeliły w jego nogę. Chłopak zwinął się z bólu. Palcami wyciągnął kulę i wrócił na górę.

– Prosić macie – powiedziały moje usta – kurwa – dodałam z własnej woli.

– Nie bij nas! Błagamy! – Krzyknęli. Poziom zażenowania się powiększał – Ok!

– Prosimy, daj naleśniki…

– Ok!

Wrzuciłam do garnka krem czekoladowy. Moi towarzysze zaczęli zbierać talerze i podchodzić z nimi do mnie. Naleśniki w garnku namnożyły się i pokryły słodkim kremem. Zaczęłam nakładać je na ich talerze. Usiedliśmy wszyscy przy stole i razem je jedliśmy.

Później pojawił się czarny ekran z napisem „sex”. Nie planowałam nawet analizować, co Autor chciała przekazać. 

Gdy „sexowy” ekran minął. Siedziałam na kanapie, moje ciało było zrelaksowane, ale moje myśli kręciły się wokół analizy tego, jak mało sensu ma moja egzystencja. Wtedy zszedł do nas Varis, a raczej jego aktualna wersja. Jego blondwłosy zabarwiły się na czarno. Mimika elfickiego maga, stała się mimiką szarmanckiego bad boya. Zielone oczy przeszły na błękit. Poczułam, że jego nowe ja, nazywa się Henry Stals.

– Hej mała! – Powiedziały jego usta.

– Mała to jest twoja pała! – Odparły moje. Miałam świadomość, że Autor powtarza tekst.

– Chcesz się przekonać? Tylta, Tylta.

– Twoja matka to gej – Krzyknęły moje usta, a ja sama ponownie wpadłam w zażenowanie.

– O żesz ty! A twój brat ssie lizaka.

– Kurwo ty! – Moje dłonie wyciągnęły kolejny pistolet, wciąż nie miałam kieszeni. – Zabije cię.

– Tylko spróbuj!

– Ok! – Mój palec spoczął na spuście. Ogarnęło mnie przerażenie. Czy miałam postrzelić Henrego? Nawet jeśli go to nie zabije, sprawi, że będzie uśpiony aż do następnej historii. Nawet jeśli sama wolałabym spędzić resztę tej bajki w nieświadomości, ból postrzelenia jest ogromny.

– Hola! Moment – Krzyknął głos trzydziestolatka z piętra – nie zabijać mi go! Wyścig będziecie mieć!

– Ok! – Krzyknęłam z Henrym w tym samym momencie.

– Chodźcie! – Powiedział.

– Ok.

Poszliśmy za nim. Każdy krok powoli pozwalał analizować mi sytuację. Trafiłam do historii bez sensu, odgrywam postać bez sensu i mam wątek bez sensu. Czuje, że w tym świecie ja i Henry, jesteśmy swoimi kochanko–wrogami. Weszliśmy do wielkiej hali. W jej środku było chyba trzydzieści samochodów i czterdzieści motorów. Wejściem do środka były wielkie drzwi garażowe.

– Dobra! – Krzyknął trzydziestolatek – więc bierzecie te motory i ruszacie. Stąd do banku. Macie go obrobić i wrócić z kasą. Jakieś pytania?

– Nie – odparłam z Henrym.

– To ruszajcie.

Henry posłał mi szybkie spojrzenie, jakby chciał się spytać, czy naprawdę musimy to robić. Wiedziałam, że to on patrzy na mnie, nie jego postać na moją postać. Jego dłoń przejechała po czerwonej masce jednego z samochodów. Doszliśmy do motorów. Usiadłam za czarnym, on za pokryty wzorami ognia. Gdy tylko na nich usiedliśmy, zaczęły jechać. Jedyne co mogliśmy, to zwiększać ich prędkość. Pomimo tego, że byliśmy na przedmieściach, wyjechaliśmy w środku miasta. Patrząc się po sobie, zwiększyliśmy prędkość. Nowa forma Henrego była smutna. Nie był kimś, kto miał coś wnieść. Był po prostu przystojnym bad boyem i kochankiem mojej postaci. Bez głębi czy charakteru. Nagle pojawiły się drogowe światła, pokazujące czerwony kolor. Mogłam tylko przyspieszać a nie hamować. Wiedziałam, że nie umrę, ale potrącenie to ogromny ból. Pędziliśmy 209 km/h. On nie miał kasku. Ja miałam kask. Przeskoczyłam na jego motor i mocno go przytuliłam, wiedziałam że hamulce nie zadziałają. Pocałowałam go i włożyłam mu kask na głowę. Poczułam ogromne uderzenie. Nie musiałam patrzeć, by zdać sobie sprawę, że coś we mnie wjechało. W tej samej sekundzie wypełnił mnie ogrom bólu i wyleciałam z motora. Moje ciało stało się jedną wielką raną. Pocieszała mnie myśl, że zemdleje i nie obudzę się, aż do końca tej durnej historii. 

 

Jednak wtedy zobaczyłam coś, co mnie zmroziło. Moje ciało zaczęło się rozpływać. To nigdy się nie działo. Gdy umierałam, piszczało mi w uszach, nastała ciemność i budziłam się w następnej historii. Nigdy nie znikałam. Miałam faktycznie umrzeć? Z jednej strony chciałam tego, z drugiej… Żaden żywy byt nie chce się zakończyć. To było niemożliwe… żebym umarła. Byłam duszą bez realnego ciała, śmierć była cechą fizyczną. Chyba że to Wielki Mądry, zdecydował inaczej.

 

Nastała ciemność. Moja świadomość utrzymała się przez następne dziesięć sekund. 

 

Obudziłam się. Leżałam na futonie, w tradycyjnym japońskim pokoju, ozdobionym różowymi przytulankami i plakatami. Podniosłam mój korpus. Na moje ramię opadł różowy kosmyk włosów. Wtedy dotarło do mnie, co się stało. Przeniosłam się do innej historii. Skupiłam się, by wyczuć nowe informacje o sobie. Nazywałam się Shi Warai. Miałam dwieście lat, ale fizycznie wyglądałam na szesnaście. Byłam w jednej czwartej aniołem, w połowie demonem, w jednej czwartej wampirem i jednej dwusetnej wróżką. Moje plecy porazstały anielskie skrzydła, głowę porastały rogi a w ustach widniały wampirze kły. Moją osobowością było yandere, w stosunku do czternastoletniej Kanari Yura.

 

Przejechałam dłonią po moich włosach, by upewnić się że posiadam wolną wolę. Wtedy do pokoju wbiegła Kanari. Poza klatką piersiową miała drobną budowę, a jej niebieskie włosy nienaturalnie falowały.

– Shi–chan! – Krzyknęła z przerażeniem – atakują nas?

 

– Kto nas atakuje…?! – Moje ciało wstało i przywołało katanę. Znowu ruszałam się wbrew swojej woli.

 

– Atakują nas!

 

– Kto – Spytałam. Miałam kontrolę tylko nad słowami.

 

– Atakują nas!

 

– Ale kto!?

 

– Wrogowie!

 

– Jacy wrogowie!?

 

– Wrodzy! 

 

Do pokoju weszło dziesięciu mężczyzn. Moje usta zaczęły krzyczeć i szarżować do nich. Biegałam w kółko po pokoju. Oni stali, a ja po prostu odcinałam ich głowy. Krew wylądowała tylko na moich policzkach, ignorując resztę ciała. Kanari przytuliła mnie.

 

– Kocham cię Shi…

 

– Ja Ciebie też… – moje usta pocałowały ją.

 

– Jest tu jeszcze jeden wróg! – złapała za moje ramiona i spojrzała mi się w oczy.

 

– Jaki? – Spytałam.

 

– Chodź za mną!

 

Zaczęłyśmy biec, trzymając swoje ręce. Wbiegłyśmy do pokoju, który wyglądał na typowy japoński salon. Czerwony księżyc wylewał zimne światło na cały pokój. Po jego środku stał ktoś, kogo najmniej się spodziewałam. Henry Stals. Jedyny kogo znałam.

 

– Musisz go zabić dla naszej miłości. – Oznajmiła Kanari.

 

Moje stopy zaczęły wbrew mnie iść w jego stronę, dłonie wyciągać katanę. Nie chciałam go skrzywdzić. Nawet jeśli nie mógł umrzeć, śmierć była okropna, a jeszcze okropniejsze było doprowadzenie do niej. Pomimo że nie byliśmy istotami biologicznymi, czuliśmy wszystko, jakbyśmy żyli. Każde nakłucie skóry, każdy czuły dotyk, każdy wiatr na policzku, każde uderzenie. Zaczęłam walczyć z rozkazami Autora. Nie miałam w planach do krzywdzić. Polecenia uderzyły we mnie mocniej. Skupiłam całą siłę woli, na wypuszczeniu katany. Najpierw opadł kciuk, potem palec serdeczny. Gdy nagle stało się to, na co tak długo czekałam.

 

Ta historia się skończyła.

 

Autorce odechciało się tworzyć, w dokładnie tym momencie.

Koniec

Komentarze

Autorko, balansujesz niebezpiecznie na granicy. Opowiadanie ma pozory grafomanii, ale jakby zeskrobać nalot klisz, błędów, niezgrabnych sformułowań i przejęzyczeń, to spod spodu błyska coś ładnego. 

Na koniec – trudno, musisz przełknąć tę gorzką pigułkę – przepraszam, ale naprawdę nieźle się czytało. 

Ło­siot 

JAG Ć ŚE NIE PODOPA TO ŃE CZYDAI!!!!!

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

A tak serio to dziękuje

Bycie kretem ssie

Nikaszko,

 

abstrahując od tematyki konkursu, to opowiadanie bardzo mi się podobało. Gdybyś zeskrobała to, o czym pisał Łosiot, powstałoby coś, co przeczytałabym z prawdziwą przyjemnością. 

 

Pozdrawiam

OG

OldGuard

Miło mi uwu

Również pozdrawiam

Bycie kretem ssie

Byłam w jednej czwartej aniołem, w połowie demonem, w jednej czwartej wampirem i jednej dwusetnej wróżką.

Niezwykle skomplikowana osobowość bohaterki.

Powtórzę za przedpiścami: ciekawe opowiadanie. Parodia nurtu YA plus przegląd perełek z wattpada. Czytnęłam z przyjemnością. Obrazowy wydał mi się zwłaszcza ten fragment:

Moje ręce wyjęły garnek z szafki, nalały do niego wody i dały na gaz. Wlałam ciasto do niego i naleśniki zaczęły się formować. Gdyby nie wyłączenie wolnej woli, wydałabym się donośnym “Co do kurwy”. Byłam na sto procent pewna, że je się smaży, a nie gotuje. Może ja się nie znam. Wtedy ze schodów zleciało się stado chłopaków. Wszyscy mieli ciało umięśnionych dwudziestokilk latków, a twarz przystojnych szesnastolatków.

Autor zaszalała.

ANDO

Dziękuje! Ale naleśniki się gotuje, a nie smaży! Na głębokiej wodzie się gotuje!

Bycie kretem ssie

Podobało mi się bardzo (mówię serio). Aż poczułem lekkie wyrzuty sumienia wobec tego, co czasami robię moim bohaterom… 

Fragment japoński najlepszy. ;)

,,Moim zdaniem, to nie ma tak, że dobrze albo że niedobrze. Gdybym miał powiedzieć, co cenię w życiu najbardziej..."

SNDWLKR

Rel. Chyba każdy kto w ogóle kiedykolwiek stworzył jakąkolwiek historie, świat, ockę czy chociaż sima, ma raz na jakiś czas takie wyrzuty sumienia

Bycie kretem ssie

Cześć, Nikoszko!

Chyba zrozumiałem…………….. hehehehehe………….. ale to trudne było…………… czyli ktoś pisał o nich książkę……….. biedaczki…………… o mnie może też ktoś kiedyś napisze……………….. bo jestem pisażem a o pisażach są różne książki i nawet filmy………………… heheheh………………. nie zrozumiałem czarnego sexu………….. sex to sex………….. kolor nie ma znaczenia……………… heheheheh ale tak to fajne fajne……………. mam nadzieję że też tak kiedyś napiszę jak już będę pisał……………….. hehehehe………….. pozdro600

Nie zabijamy piesków w opowiadaniach. Nigdy.

Krokus

hehehe! Trudniejsze niż szkoła bo szkoła jest głupia hehehehe najbardziej lubie kionszki o książkach hehehehe heheheh hehehehe kolor ma znaczenie hehehe czarny najlepszy hehe hehe bo czarny jest mroczny hehehehe hehe #śmierć hehehehe

pozdro 500

Bycie kretem ssie

Nikaszko bardzo ciekawy pomysł. Aż mnie ciarki przeszły, co by pomyślały moje postaci, gdyby były żywe.

ośmiornica

Nad tym lepiej nie myśleć

Bycie kretem ssie

No, znać tu talent niepośledni, bo opowieść została opowiedziana ze znawstwem rzeczy i tematu, a cała historia, chociaż daje pozór kilku historii, łączy się osobą bohaterki, przymierającej tylko różne imiona i partnerów, ale poza tym, to jest cały czas sobą, aż do zaskakującego końca, który tak po prawdzie nie powinien nikogo zaskoczyć, bo do autora albo autorki – tu do Ni kaszki – należy decyzja o finiszu. I mnie taki koniec napawa satysfakcjonująco.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

regulatorzy

Gdzie nie pójdę… widzę Twoją twarz

Bycie kretem ssie

Nikaszko, moge Ci tylko złożyć serdeczne wyrazy współczucia, albowiem doskonale zdaję sobie sprawę, iż widok mego lica do budujących nie należy.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

regulatorzy

Ale serio!? Jak Ty to robisz że w jakie opowiadanie nie wejdę, tam zawsze jest Twój komentarz?

Bycie kretem ssie

Tak szczerze mówiąc, to niewiele robię – ot, zostawiam komentarz pod opowiadaniem, które przeczytałam. ;D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Joł!

Zgodę sie z przed piścami – coś tu jest pod spodem tej histerii. Jak by 2 dno czy coś.

Interesujący pomyśl, aż skoda go na graf manię.

Nie maiłam wyrzut ów, ale ja na okół lubię sowich bohaterów i nie pokładam im świń. Jeż Eli nie musze.

Babska logika rządzi!

Finkla

Kocham ten komentarz

Bycie kretem ssie

Jak już napisałam gdzie indziej, to opowiadanie jest znacznie lepsze od tego napisanego na poważnie. Po pierwsze bierzesz całą historię w ironiczny nawias i wprowadzasz meta-postać Autorki. To usprawiedliwia, na poważnie usprawiedliwia, każdy zabieg, włącznie z urwaniem opowieści, bo ta opowieść nie jest po prostu o elfce, ale jest o niedojrzałej autorce, która pisze przed siebie, kończy jej się pomysł i przestaje. Zabawne, pomysłowe jest to, że postać przejmuje uwagi o Autorce. To opowiadanie jest świetną metaforą niezliczonych “fragmentów fantasy” pojawiających się na tym portalu – jeden fragment z szumną zapowiedzią, że to część większej całości, i koniec. Autorowi płci dowolnej skończyła się na tym fragmencie wena. I Ty to bardzo zabawnie tu pokazujesz. Oczywiście, takie zabiegi literackie już były, na bardziej lub mniej poważnie – jest np. taka sztuka teatralna “Sześć postaci w poszukiwaniu autora” Luigiego Pirandella. Jest to więc raczej opowiadanie o grafomanii niż grafomania jako taka, bo wspomniany ironiczny nawias ją likwiduje.

Czy świadomie tworzyłaś nieporadną treść tego, co pisze Autorka, nie wiem. Ale wyszło zabawnie. Gdyby tę postmodernistyczną gierkę publikować na poważnie, zapewne należałoby to i owo wyedytować, nawet przy założeniu, że Autorka jest grafomanką.

http://altronapoleone.home.blog

Fajkowe :) (na lic. Misia). Zabawkowe. Można by czytelnić dłużej. Szkoda, że Autorce odechciało się.

drakaina

Dziękuje. Praktycznie wszystkie elementy tutaj były nawiązaniem do czegoś co czytałam na dnie wattpada, głównie na “Bad sister” dowolnego autora “Bad sister” (Osobiście mam teorie, że wszystkie Bad Sister to dzieło wielkiego AI, który w ten sposób przejmuje władze nad trzynastolatkami).

 

Koala75

 nw ja tylko kopiuje z dziwnego zwoju :/

Bycie kretem ssie

Niestety nie mam pojęcia o Bad sister ;) Ale wyszło zabawnie, a o to chodzi.

http://altronapoleone.home.blog

Zakręcone jak słoik z twistem, zabawne, porywające. Czarny ekran heh.

BlackSnow

heheh czarny ekran hehehehe

Bycie kretem ssie

Nowa Fantastyka