- Opowiadanie: Ramshiri - Bezbłędny rycerz

Bezbłędny rycerz

“To żyje!” – moje arcydzieło jest(em) skończone(y).

Historia epickiej miłości i walka nieśmiertelnych – na śmierć.

 

Mój pierwszy konkurs. Pierwszy taki, przy którym mój skill się przydaje.

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Oceny

Bezbłędny rycerz

Gotfryd z Bulionu stał na rozdrożu dróg, na twardej, kamiennej podłodze swojej celi, która była celą jego śmiertelnego wroga, który był nieśmiertelny. Zamknięty, bez możliwości zobaczenia promieni słonecznych, stał przy oknie i spoglądał na mknące po sklepieniu chmury. Nie wiedział jak się wydostać, dlatego postanowił wyjść na krótki spacer, żeby pomyśleć – bo spacer pomagał. Rozwiązanie pojawiło się natychmiast niczym bękart bez dłoni, wyciągający ręce po Judaszowe srebrniki.

Bezbłędny rycerz – bo tak go nazywali w Bulionie, wrócił szybko do celi, aby móc się z niej wydostać. Brzydził się sam sobą, popełniał czyn niebywały, nie do pomyślenia! Do tej pory bezbłędny rycerz, popełnił wreszcie byka – to z jego kości słoniowej, wystrugać miał klucz do celi. Gdy tylko sięgnął po pilnik, który trzymał pod poduszką swej pryczy, włochate stworzenie uciekło, niszcząc przy okazji kraty więzienia.

Rycerz zajął się łzami. Bo co innego miał do roboty?

– Cóż począć! Jakże ucieknę bez klucza?

Gdy on tak się zajmował łzami, do jego celi, biegnąc, wleciała księżniczka.

– Och! Gotfrydzie z Bulionu, jesteś słodki! – Uśmiechnęła się słodko, a widząc zamieszkanie na jego twarzy, wytłumaczyła: – Widziałam twojego byka.

– Niemożliwe! – krzyknął szeptem skonfiskowany rycerz.

– Jak to? Przecie pohasał na zewnątrz, niszcząc niezniszczalne kraty więzienia.

Rycerz w głowie dodał dwa do dwóch. Może skoro krat już nie było, to i klucz był zbędny? Jak postanowił, tak zrobił.

– Kocham cię! – powiedziała księżniczka, wyznając tym samym miłość do rycerza. – Kocham cię, od kiedy tylko cię zobaczyłam i się zakochałam.

– Ja ciebie też! – Rycerz nie chciał zostać dłużnikiem. – Cieszę się, że mamy szansę poznać się wreszcie.

– Nie czas na poznawanie! – żachnęła się, wygrzebując chustę z kieszeni i upuszczając ją teatralnie na ziemię. – Mój los marny. Twój nieśmiertelny, śmiertelny wróg, mag, chce także i mnie Gotfrydzie. Jeżeli go nie zabijesz, pojmie mnie za żonę, a przecież to o tobie marzę, odkąd się poznaliśmy. – Odchyliła do tyłu głowę i przyłożyła do niej wierzch swej dłoni. Kątem oka obserwowała bacznie mężczyznę i mrugała oczodołem zalotnie.

Gotfryd wypiął piersi i obrócił się na piętach.

– Uratuję cię, moja luba! – krzyczał już na schodach, lecz zaraz cofnął się do tyłu.

Gdy księżniczka podnosiła swą nieopatrznie upuszczoną chustę, on z uwielbieniem oglądał jeszcze jeden element, który był stałym elementem wystroju więzienia. Była to smukła i dobrze wypolerowana strzelba Czechowa. Przez chwilę, bohater zastanawiał się, czy to jakiś znak z niebios? Czy powinien ją zabrać na walkę? No i przede wszystkim, czemu ze wszystkich miejsc, Czechow zostawił ją akurat tu? Myślał nad tym długo, w końcu, niewiele myśląc, zdjął ją ze ściany i włożył do pochwy.

 

 

Niegdyś bezbłędny biegł na szczyt wieży maga. Tam znajdowały się jego podziemia. Miejscowi nazywali to miejsce “tajemnymi podziemiami przy starym bagnie za lasem”, ze względu na to, że nikt nie wiedział, gdzie one się znajdują. Bohater wiedział jednak dużo więcej, niż zwykły śmiertelnik, przyjmował nauki od mistrzów ingigilacji i introligacji.

Gotfryd pokonał w walce ostatnie schody i trafił do dużej, ciemnej komnaty. Jeden rzut kątem oka, wystarczył mu, aby namierzyć przeciwnika. Widział dokładnie jego rysy twarzy, szaleńczy uśmiech oraz oczy zasłonięte wąską opaską.

Tożsamość wielkiego nieśmiertelnego, była tak wielką tajemnicą jak wszystko, co go otaczało a otaczało go otoczenie w postaci ścian i mebli.

Rycerz, dla bezpieczeństwa, odkorkował butelkę i wypił eliksir tymczasowej nieśmiertelności, aby przez jakiś czas, mógł przodować w walce z nieśmiertelnym.

– Czekałem na ciebie, Gotfrydzie – powiedział spokojnie nieznajomy, klaskając dwukrotnie w dłoń.

Komnatę momentalnie rozświetliło tysiące świec.

Cóż to za magia? – pomyślał z zastanowieniem Gotfryd, lecz to, co pomyślał, zostawił dla siebie. Zapytał natomiast:

– Skąd wiesz, kim jestem?

– Ponieważ – wróg wstał powoli z tronu, który stał na podłodze obok ścian i zaczął rozplątywać wąską opaskę, opadła ona na ziemię, niczym nigdy niepodniesiona z podłogi chusta królewny, której imienia nie znał, ale kochał ją nad życie. Wróg dokończył wreszcie swoje zdanie: – ponieważ, ja również jestem z Bulionu.

Błyskawica przecięła ciemne, poranne niebo. Świece przygasły, jakby zabrakło im tchu w płucach.

Oczom rycerza ukazał się nie kto inny jak jego własny brat. Ten, którego zainteresowaniami była nieśmiertelność, szydełkowanie i dziewczyna Gotfryda, Barbara, zaginiona w niewyjaśnionych okolicznościach.

 – To ty Brutusie? – Rycerz aż cofnął się do tyłu.

– Tak, oto ja – odpowiedział jego nieśmiertelny brat, śmiertelny wróg, Brutus. – Księżniczka jest moja!

– Dlaczego?

– Bo tak chcę! – odpowiedział młodszy brat.

Trochę to miało dla rycerza sens, Brutus od zawsze kochał się w jego dziewczynach, a kiedyś wykąpał się w kociołku z miksturą tymczasowej nieśmiertelności, przez co stał się nieśmiertelny – kwestia nieśmiertelności wroga została rozwiązana.

To, co działo się potem, śmierdziało potem. Dwaj bracia walecznie walczyli o rękę księżniczki. Rycerz wiedział, że działanie eliksiru nieśmiertelności trwa równie krótko co miesiąc miodowy, dlatego musiał zabić swojego brata na śmierć – szybko.

Wymieniali się kolejnymi, śmiertelnymi ciosami. Gotfryd leżał, a stróżki krwi lały się z jego wszystkich otworów. Wtedy przypomniał sobie o strzelbie Czechowa. Niewiele myśląc, wyciągnął i przebił nią swego brata, który był nieśmiertelny.

Twarz brata była zamieszana, wyglądało na to, że broń spełniła swoje zadanie. Ciągle zamieszany wróg, wyciągnął strzelbę z brzucha i przebił nią rycerza. Krew popłynęła z nowego otworu.

– Naprawdę? Przecież wiesz, że jestem nieśmiertelny! – krzyknął przecież nieśmiertelny.

Rycerz poczuł, że jego rany przestały się goić, a eliksir przestał działać. Umierał, a myśl o księżniczce nie dawała mu spokoju. Pragnął poznać jej imię.

– Na imię Anna – powiedział jakby czytając mu w myślach brat, choć tak naprawdę nie umiał czytać. – O imię Barbary zapytałeś też, dopiero gdy zrobiłem dla niej miejsce w moim nocnym kredensie. Nie pozwolę ci umrzeć bracie. Wyleczę cię i sprawię, żebyś nigdy nie wyrządził krzywdy żadnej kobiecie.

Wtedy dopiero bezbłędny rycerz zorientował się, że w życiu popełnił więcej niż jeden błąd. Powinien utopić swojego nieśmiertelnego, śmiertelnego wroga, gdy ten był jeszcze berbeciem, wyskakującym ochoczo do cudzych kociołków.

Brutus zamienił swego brata w kurczaka. Łudził się, że może po paru latach jedzenia robaków, zmądrzeje i nabierze rycerskiej pokory.

 

 

Tego dnia świętowali całą dwójką. Bezbłędny rycerz zniknął, Brutus nie chciał zdradzić, co z nim zrobił, ani czy kiedykolwiek problem powróci. Anna nie dopytywała, cieszyła się, mając u boku Brutusa, który pochylił dla niej grzbieta po chustę. W ramach podziękowania przegotowała mu bulion. To był powód do ich pierwszej i ostatniej, narzeczeńskiej kłótni.

Nie chodziło o to, że przegotowała mu bulion, chodziło o sam bulion.

Brutus trzasnął drzwiami, a potem wyszedł. Anna została sama w ciemnej, rozświetlonej lampami chatce i szlochnęła do zupy. Niczym gorący ogień, rozgorzało uczucie do drugiego, martwego brata, który był bratem Brutusa – on lubił bulion.

Gotfryd poczuł tę miłość, czuł gorąco serca wybranki, której imię zdążył już zapomnieć. Ta sama miłość sprawiła, że przepełniony nią bohater, zaczął walczyć ze śmiercią. Udko do udka, pierś do piersi, rycerz powoli zmateriałował się przed Anną. Chwilę później, magiczne zaklęcie transmutacyjne pękło i znów stał się sobą. Gdy Gotfryd z Bulionu, wyłonił się z bulionu, Anna wiedziała, że jest to prawdziwa miłość, która przezwycięży prawdziwą śmierć. 

Gdzieś z oddali usłyszeli strzał ze strzelby, której wystrzał na końcu tej historii, był nie do przewidzenia – oto nieśmiertelny mag zabił się ze zgryzoty, bo myślał, że zabił swojego śmiertelnego wroga, brata.

Rycerz wybaczył księżniczce, że zrobiła z niego bulion. Wziął ją za żonę i przenieśli się do Bulionu, gdzie żyli długo i szczęśliwie, nie kłócili się jak normalne pary i spijali sobie z dzióbków.

Koniec

Komentarze

Tekst niczym opowiadanie o ,,młodej staruszce, siedzącej na miękkim kamieniu” XD

 

Rumcajsie, wzruszyło mnie twoje opko. Istnie zaiste opisy przeżyć, bohaterowie, z którymi można się identyfikować i których da się kochać. Cała intryga, związana z braćmi zaparła pierś w moich tchach, przez co prawie wziąłem i umarłem.

Piękne, Ramenie, piękne.

Quidquid Latine dictum sit, altum videtur.

Pięknie, chciałoby się rzec z odrazą! Opowiadanie cudownie absurdalne, co logiczne, ale też ciekawe, a przy tym nawet dość interesujące :-)

 

Gotfryd wypiął piersi i obrócił się na piętach.

 

Tu ciekawi mnie bardzo, czy “piersi” pojawiły się przypadkiem, zamiast “pierś”, czy też może Gotfryd przed wyjściem zdążył jeszcze wypiąć piersi księżniczce z biusthaltera? :-D

 

Brutus zamienił swego brata z kurczaka.

Podobna zagwozdka. Czy to literówka i miało być “w kurczaka”, czy też przemycona zostaje tu szokująca informacja, że Gotfryd nie był prawdziwym bratem Brutusa, a jedynie przyszywanym sierotą po jednym z niedzielnych obiadów?

Gotfryd z Bulionu stał na rozdrożu dróg, na twardej, kamiennej podłodze swojej celi, która była celą jego śmiertelnego wroga, który był nieśmiertelny

Lubił też jeździć samochodem na rowerze…

 

 

Dziękuję serdecznie wszystkim czytnikom, przyszedliście, przeczytaliście – w moich oczodołach jesteście zwycięzcami! Moimi bohateryma :)

 

BejberianKatrapt, dziękuję za miłe słowa, których nie zrozumiałem. I za te które zrozumiałem to też [dziękuję].

Miło mi, że przyrównałeś mnie do Ramenu, który jest tak naprawdę fensi nazwą na nasz szlachetny, rycerski rosół – tyle, że bez dodatków.

 

ksz-kot1988 Dziękuję za tak absurdalnie piękny komentarz, gdy go zobaczyłem to aż wypiąłem dumnie piersi.

Tak, Godek wypiął piersi. Chciałem dodać nutkę erotyzmu tej scenie i myślę, że wyszło mi to wybornie! Przecież jestem artystą co się natycha i pod wpływem tego natychania pisze.

 

Brutus zamienił swego brata z kurczaka.

Niestety tu widocznie przymnąłem oczodół na krótką minisekundę i klikłem źle. Aczkolwiek…

Podobna zagwozdka. Czy to literówka i miało być “w kurczaka”, czy też przemycona zostaje tu szokująca informacja, że Gotfryd nie był prawdziwym bratem Brutusa, a jedynie przyszywanym sierotą po jednym z niedzielnych obiadów?

Twoje wyjaśnienie tłist płotu samo mnie zaskoczyło i bardzo mnie ono się podoba. Mogłoby się okazać, że jest jego matką…

 

kronusie.maksimusie Cieszę się, że jesteś bo gdyby Cię nie było, to byłbyś nieobecny – a tu proszę!

Lubił też jeździć samochodem na rowerze…

Podoba mi się! Podnoża absurdu jeszcze nie wyczerpane, może użyłbym tego specjalnego pojazdu jako środek komunikacyjny dla przyszłego grafomańskiego kryminału, który piszę – tyle, że jeszcze nie zacząłem i nie wiem czy zacznę, ale mam zamiar skończyć.

 

Do zobaczenia za parę dni pod Waszymi arcydziełami.

Pozdrawiam i ciskam mocno ;)

Wzruszająca historia z happi endem. Wiedziałam, że bez strzelby Czechowa nie ma prawdziwej sztuki.

Podoba mi się! Podnoża absurdu jeszcze nie wyczerpane, może użyłbym tego specjalnego pojazdu jako środek komunikacyjny dla przyszłego grafomańskiego kryminału, który piszę – tyle, że jeszcze nie zacząłem i nie wiem czy zacznę, ale mam zamiar skończyć.

Pisz, pisz, to dobre ćwiczenie na wyobraźnię. :) A pod szyldem grafomanii można wydobyć z siebie pokłady kreatywności o których istnieniu nie mieliśmy pojęcia.

Hej ANDO :)

Wiedziałam, że bez strzelby Czechowa nie ma prawdziwej sztuki.

Właśnie z taką myślą, powiesiłem ją na ścianie celi opowiadania! – dziękuję, że ją dostrzegłaś i doceniłaś. Cieszę się niezmiennie, że ta historia, pięknej i prawdziwej miłości poruszyła Cię do głębin :)

 

kronusie.maksimusie

Dziękuję, dziękuję. Będę pisał i na pewno nie zamieszkam opublikować :)

No, dobrze że zachowałeś happy end. 

Uśmiechnęła się słodko, a widząc zamieszkanie na jego twarzy, wytłumaczyła: – Widziałam twojego byka.

→ oh, you touch my tra la la… 

 

Poza tym – o co Ci chodzi, Ramshiri? Myślisz, że zacwaniaczysz pisząc poprawnie dialogi i zrobisz mi konkurencję? 

To jest dobra opowieść, ale swoim stylem żeś przegiął pałę. 

Podsumowując więc wszystkie aspekty kwintesencji tematu, dochodzę do fundamentalnej konkluzji – dobre, ale musisz się jeszcze wiele nauczyć. 

Pozdrawiam. 

Michau. 

Do góry głowa, co by się nie działo, wiedz, że każdą walkę możesz wygrać tu przez K.O - Chada

No, dobrze że zachowałeś happy end. 

Uwaga, tajemnica: prawie go ubiłem, ale kurczaczki, upiekło mu się finalnie bo przecie prawdziwa miłość jest prawdziwa i wszystko zwycięży, nawet przegotowany rosół.

 

oh, you touch my tra la la…

IDont Get It Dont Understand GIF – IDontGetIt DontGetIt DontUnderstand – Discover & Share GIFs | Dont understand, Funny texts, Gif

 

 

Poza tym – o co Ci chodzi, Ramshiri? Myślisz, że zacwaniaczysz pisząc poprawnie dialogi i zrobisz mi konkurencję? 

O wielki NiruDetu, czuwający nad moją zgniłą duszą, przepraszam! Zhańbiłem się!

Na swoje usprawiedliwienie powiem: regulatorzy mający czuwanie nad tym łez padołem, kazali mi dialogi zawsze poprawiać – i to wszyscy regulatorzy. W krew jak coś się dostanie to wypłowić ciężko.

 

Podsumowując więc wszystkie aspekty kwintesencji tematu, dochodzę do fundamentalnej konkluzji – dobre, ale musisz się jeszcze wiele nauczyć. 

 

Podsumowując więc, dziękuję i poprawę obiecuję :)

Pozdrawiam i ciskam mocno. ← tu przemyciłem kropkę nienawiści na sam koniec końców :)

 

Prawdiwa miłosc zafsze zwycięrzy i doprowadzi do śmierci nieśmiertelnego. 

Cześ Rimsharing. Po opowiadaniu Gołota i BarbaraKatarakta myślał żem że nic najwspanialszgo sie nie zderzy w tym krokusie, a tu taka nie spod ścianka! Tu jes wszystko, magia, miłość, nie nawiść, zawiść, liść i kiść i dość zaskokowe dokończenie, taki płot cwist. Moje fiat Uno w tym krokusie odteras. Ta szcselba Czechowa mi sie zapodobała, bo skont ona tam sie wzięła, ta szczelba to ciekawskie jest. Może ten Czechów jom tam rozwiesił bo sie bał, bo szczelba podobnie szczela sama raz na ruski rok, a tamtego roka ona nie szczeliła jeszcze i się bał, że w koniu szczeli, ta szczelba. Sam miał żem szczeble, i też sie jej bałem, ale nie dlatego że nie szczeliła, bo niom szczelałem do jenotów, kiedy latały na ogród i zeżerały mi czereśnie, tylko dlatego że była hyba przeklenta, bo szczelała z takim chukiem dziwnym, takim nie pifpaf, albo bum, tylko jeb albo pierdut, a to som przekleństwa i stond się zorientalizowałem że jest przeklenta i oddałem jom na kiermarz do przeczkola. Ja bym nie ruszal jej ale ja nie jestem nie śmiertelny jak ten nieśmiertelny z filmu o nieśmiertelnym co do niego ten fredi mer kury śpiewał piosenke o nie śmiertelnym. Rsasumpcjonyzujonc, to jest en zachwycnienty bardzij nisz muj żółw nowom karuzelom co mu kupiłem we sklepie zoofilicznym Bierdonka. Szczere fiat Brava!

Known some call is air am

Ty się tam Reg słuchaj, to daleko na grafomani nie zajedziesz. Powiadiam Ci.

Do góry głowa, co by się nie działo, wiedz, że każdą walkę możesz wygrać tu przez K.O - Chada

Niesamowita historia. Piękna i bardzo wzruszająca i o miłości. Chociaż przyznam, że był taki moment, który mną wstrząsnął i zatrzymał mi krew w płucach. To moment, w którym zastanawiałam się, do jakiej pochwy bohater wsadził strzelbę Czechowa. Na szczęście wszystko dobrze się skończyło i żyli długo i szczęśliwie. Niech moc będzie z tobą. 

Tylu czytników! Łał, dziękuję, że tak rzucacie oczodołami na mój tekścik :)

 

Miś

Misiu, misiu, rybko Ty moja najjaśniejsza :o Otóż to! Dziękuję, miłość powoduje śmierć złych ludziów, dlatego musiało być szczęśliwice :)

 

O!TenServer

Rumienię się rumieńcami! Weź przestań! Albo nie… mów dalej :)

Gdy tylko potknąłem się o pomysł szczelby Czechowa, od razu wiedziałem, że ten tekst będzie misiem na miarę moich możliwości (bez obrazy rybko najjaśniejsza).

Zmiernie się cieszę, że ten mój zlepek słów i niepoprawnie postawionych przecinków Ci się podobuje.

że była hyba przeklenta, bo szczelała z takim chukiem dziwnym, takim nie pifpaf, albo bum, tylko jeb

Twoja historia o strzelbie co kochała również mi zmroziła tlen w płucach.

 

NirDet

Masz rację. Poczułem w tym zdaniu mądrość spływającą z Twojej potylicy. Rację rzeczesz. Rzyciowa porada.

 

Ośmiorniczka

Jak czytałem Twoją opinię to również mi tech się zatrzasnął w ciele. Uciekł z piskiem, dopiero jak doczytałem do finiszu. Tak, całe szczęście nasz rycerz był bezpochwowy, bo mogłoby być ogniowo.

Dziękuję serdecznie, że zaglądnęłaś i że ta poruszająca histeria miłości Ci się podobuje.

 

Pozdrawiam i ciskam jak zawsze :)

Niesamowita, zbijająca z pantałyku opowieść o namiętności, zdradzie, miłości, braciach, drobiu, strzelbie, księżniczce, samobójstwie, magii. Autorze, z doskonałych składników przygotowałeś bulion, który nie tylko zjadłem ze smakiem, ale i zapamiętam na długo, jako czytelniczy rarytas. Gratulacje.

Cześć, Ramciri! 

O, hehehe ale się przestraszyłem………… Myślałem że Godfryt zginął na dobre…….. Hehehe a tu zawrót akcji i jest!!! Wyskakuje jak opa żony!!!!…….. Hehehe……. Bardzo ciekawe to było…… Śmiertelni i nieśmiertelni razem obok siebie……… Hehehe He….. Wpadnij do mnie jak już coś napisze……. Hehehe heh…….. Też jestem pisażem…… 

Nie zabijamy piesków w opowiadaniach. Nigdy.

Świetne, absolutnie genialny popis. Najwspanialsze to postaci są, bo takie sprawnie skonstruowane i widać jakie głębokie dylematy mają. Historia niezwykle wciągająca i pełen sprzeczności. Doskonałe opisy otoczenia takie w sam raz, to mi się szczególnie podobało: Tożsamość wielkiego nieśmiertelnego, była tak wielką tajemnicą jak wszystko, co go otaczało a otaczało go otoczenie w postaci ścian i mebli.

Strzelba Czechowa wystrzeliła, a to najważniejsze. 

"Ani połowy spośród was nie znam nawet do połowy tak dobrze, jak bym pragnął; a mniej niż połowę z was lubię o połowę mniej, niż zasługujecie".

Hej, :o dziękuję za pozytywne komentarze pod moim arcydziełem :)

 

Łośośu

Nie było moim zamiarem zabijać Cię z pantałyku, ale skoro już tak leżysz, to cieszę się, że spróbowałeś bulionu.

Swoją drogą: czytałem już sporo tekstów, między innymi Twój… z komentarzem przylecę, marszem albo przyjadę samochodem na rowerze, gdy tylko gwiazdy drogę mi wskażo…

 

Klapkusie

Hehe… też przecie hapi end musi być. Bohater zawsze znajdzie w sobie siłę w ostatku sił, nie ma bata. Spioł mięśnie to i się zmateriałował :) Dziękuję serdecznie, cieszę się, że mój bezbłędny tekst do Ciebie trafił… taka jak i ja do Ciebie trafię jak coś wrzucisz ;)

 

A’Cellilio

Ja nie się popisuję! Ale to tylko 5 procent moich możliwości. Bo ja autor jestem, natychnienie przylezie i arcydzieło jedno za drugim powstaje… no może jednak trochę… zaraz! To znaczy, że popisuję! Dniami i nocami se pisuję :o

Dziękuję, właśnie chciałem, żeby postacie były tak głębokie jak pochwa Godfryda co w nią Czechowa wsadził. Doceniłaś również moje opisy i dziękuję Ci za to, co widzę, to i piszę, a patrzę dużo, a i otoczenie mnie otacza – tak ten majsztersztek powstał.

 

Chylę czoła przed czytnikami, i obiecuję zajrzeć do Waszych arcydzieł :)

No, a tu akcja wyrywało do przodu jak koń wyścigowy i była tak węzłowa, że normalnie trzeba było się okupić. Dobrze, że nie było dużo bohaterów, tylko dwa chłopy i dwie baby (jeśli dobrze policzyłam), bo kurczak się nie liczy i był tylko przejściowy. I w sumie dobrze, że wyszedł z rosołu, bo szkoda chłopa. No, fajne było.

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Hej Irka :)

Cieszę się, że rwący ocean fabuły porwał Cię niczym wicher konia kopyto. Chłopy i baby? Większa o mniejszość… tu kurczę bulion się liczy… i byk i Czechow :)

Cieszę się, że finisz fajny, bo jakby nie zachwycał, to musiałbym jednak tłumaczyć, że zachwyca i . <-kropka

 

Dziękuję :)

Ramo z Hiri, dość bardzo skomplikowane losy rycerza Gotfryda opisałeś, ale zrobiłeś to niezwykle umiejętnie, nie popuszczając ważnych elementów jego życiorysu i nie tając, że choć rycerz, to siedział we więzieniu. No cóż, tak się zdarza nawet najlepszym i żyjącym bezbłędowo; Gotfrydowi też, się okazuje.

Zaskoczonym nawrotem akcji było nagłe objawienie brata Brutusa i jego niecnych zamierzeń dotyczących przyszłości Gotfryda. I już mu się prawie udało, ale w samą porę wykorzystałeś strzelbę Czechowa i ona zrobiła to, co do niej należało.

I dobrze się stało, że kurczak Gotfryd wyszedł z bulionu, bo teraz będzie mógł stać się prawdziwym i dużym kurem, i może nawet porządzić w Bulionie z Anną będącą przy nim u boku.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Hej regulgilatorze :)

Dziękuję, że doceniłaś wszystkie elementy życiorysu Gotfryda, nawet niepisane.

Cieszę się, że nawroty akcji Ci się podobały, mam nadzieję, że nawrót brata Gotfryda, Brutusa również? Żaden nawrót nie mógł jednak uciszyć strzelby Czechowa ani przerwać prawdziwej miłości.

 

Jak to mówią u nas w Hiri: jak życie daje Ci Gotfryda, zrób z niego bulion.

Podpisano

~Ramo z Hiri

O nie! Najgorzej kiedy przeżywasz takie niebezpiecznie przygodowe przygody i cierpisz takie cierpienia, a na koniec doznajesz jeszcze nawrotu akcji :-(

Nie masz mi za co dziękować, Ramo z Hiri, bo przecież to wszystko Twoje rękodzieło, Ty je stworzyłeś i podałeś do publicznej wiadomości. A ja, no cóż, ja tylko przeczytałam i nie mogłam się nie zachwycić tak potoczyście napisaną opowieścią.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

krzkot1410 dzięki, masz rację – nawroty najgorsze! Co Ty robisz? Dlaczego nawracasz do mojego arcydziała! :o

 

regulgilatorze masz rację, sam to rękodziełałem. Nie będę już dziękował – dziękuję! ;)

 

Pozdrawiam i ciskam mocno :)

I ja Cię, Ramo z Hiri, otaczam serdecznością. :)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Powiem Ci, że stanęły mi przed oczami wszystkie bety, przy których myślałam, żeby usunąć konto i zanonimizować wizerunek;) Te wszystkie opadania w górę, które tu zawarłeś sprawiają, że czytelnik ani na moment się nie uspokaja. 

Hej Aimbush

Powiem Ci, że od Twojego komentarza to stanął mi dech w piersiach. Cieszę się, że nawet na moment się nie uspokoiłaś. Ja generalnie to nie lubię jak ktoś mi mówi: uspokój się!

 

Pozdrawiam ;)

Rozbawiło mnie. W wielu momentach. A już na tym fragmencie ryłam non-stop:

 

Niegdyś bezbłędny biegł na szczyt wieży maga. Tam znajdowały się jego podziemia. Miejscowi nazywali to miejsce “tajemnymi podziemiami przy starym bagnie za lasem”, ze względu na to, że nikt nie wiedział, gdzie one się znajdują. Bohater wiedział jednak dużo więcej, niż zwykły śmiertelnik, przyjmował nauki od mistrzów ingigilacji i introligacji.

Gotfryd pokonał w walce ostatnie schody

 

xDDD

 

Ale w przypadku tego opka również uważam, że jest trochę przesadzone. Za dużo szyderstwa, za mało prawdziwej, rzetelnej grafomanii. xD

 

Pozdrawiam ;)

 

She was with me. She did all those things and so many more, things I would never tell anyone, and she never even loved me. Now that’s love.

Gortfryd prawie jak zygfryd, dlatego mi się podobało, ale też bo są rycerze i magi i bulion i księżniczki, niczego nie brak w tym kociołku.

DHBW

Hej! Cieszę się, że udało mi się tym tekstem Ciebie rozbawić :)

 

Ale w przypadku tego opka również uważam, że jest trochę przesadzone. Za dużo szyderstwa, za mało prawdziwej, rzetelnej grafomanii. xD

To prawda. Taką miałem właśnie wizję grafomanii ;) Chciałem napisać coś mniej szyderczego, ale nie wyrobię się już :(

Wsiąknąłem w czytanie ostatnio, aż się pisać nie chce…

 

Gotfryd89, tffu, poprawka Zygfryd89*

Tak, ten bulion chciałem przygotować z bogactwa składników. Cieszę się, że to dostrzegłeś, i zasmakowałeś się w nim :)

 

Pozdrawiam :)

Przejąłem się losami Godfyza z Bulionu. Epicka historia.

Dziękuję CzarnyŚniegu

Cieszę się, że los Godfrizza nie był Ci obojętny. Twój komentarz o epickości tego dzieła, skłania mnie kontynuowania literackiej podróży. Tak wielu bohaterów, czeka wszakaże na opowiedzenie ich historii.

Pozdrawiam ;)

O ja! Ale extra histeria. Bardo fajnie, że wykorzystałeś strzelbę Cze chowa. Jeszcze nigdy nie widzi auam testu, w którym ona byłaby spożyta tak zgonie z definicją. Szacuken.

Przy gody Gotfrieda buły zajmujące. Czeszę się, że wszystko doprze się ukończyło. LAW FOREWER!

Babska logika rządzi!

Dziękuję Ci serdecznie! Cieszę się, że ten tekst Ci się podobował.

Słusznie, law zawsze zwycięży! Nawet jak przegra :)

Law zawsze wygrywa, szczególnie ten LAW.

Known some call is air am

Otóż to, Serwerze! LAW jest potężną bronią w walce ze złem. Przerabia ludzi na pomidorową rosół…

Nowa Fantastyka