- Opowiadanie: Gruszel - Wrota KaEdenu

Wrota KaEdenu

Dyżurni:

regulatorzy, homar, syf.

Oceny

Wrota KaEdenu

– Po prostu chcę, żeby wszyscy byli szczęśliwi – powiedział Robert, nachylając się nad szpitalnym łóżkiem i nadstawiając głowę po której głaskała go matka. Miała takie delikatne dłonie, teraz chudsze niż niegdyś, ale wciąż miękkie i przyjemne w dotyku. Farba na paznokciach starła się, pozostawiając brzydkie ślady, ale Robert nie zwracał na nie uwagi. 

Obrzydliwy, szpitalny zapach wypełniał całą salę. Przez brudne okno do środka wpadały promienie księżyca, a delikatny szum skrzynki z tlenem i rozmowy zza ściany rozpędzały ciszę, której oboje tak bardzo się bali.

– Jesteś miłym chłopcem. – Mama uśmiechnęła się blado, nie przestając głaskać go po głowie. Mówiła spokojnym, opanowanym tonem. Nieważne, co się działo, nigdy nie traciła zimnej krwi. – Na pewno zostaniesz kimś wielkim.

Chciał jej dać całusa, ale rurka wystająca z jej maski zakrywała niemal całą twarz. Pani pielęgniarka powiedziała, że tak trzeba.

– Co mi z tego, skoro ciebie tam nie będzie? – Robert schował głowę w pościeli. Wciągnął do płuc zapach perfum mamy, których nie przestała używać nawet tutaj, zmieszany z tym okropnym smrodem śmierci i chorób. To był dziwny zapach, niby czysty, ale było w nim coś obrzydliwego, tak samo jak zapach gabinetu dentystycznego; coś co od razu wzbudzało strach.

– Musisz być silny, kochanie. – Ręka mamy z powrotem dotknęła jego włosów. Przysunął się lekko w jej stronę, nie wyjmując głowy z ukrycia.

– Nie rozumiem – pisnął, czując jak łzy cisną mu się do oczu. Zacisnął powieki powstrzymując płacz; musi być silny. – Dlaczego? Czemu inni mają obu rodziców, a ja zostanę sam? Czemu?

– Będę przy tobie. – Głos mamy powoli tracił opanowany ton, choć starała się jak mogła, by zachować spokój. Kiedy odejdzie i zostawi go samego? Ile jeszcze jej zostało? Dni? Godziny? A może umrze już zaraz, jej ciało najdzie tym smrodem a Robert będzie musiał zostać tutaj sam? – Będę patrzeć z góry, więc musisz się dobrze zachowywać.

– Nieprawda! – Niemal krzyknął, wtulając się jeszcze mocniej, niemal wpełzając na łóżko. Przypadkowo pociągnął za wenflon, wzdrygnął się w obawie, że go wyrwie. – Kłamiesz! Zostawisz mnie!

– Robert…

– Nie rozumiem! Po co to robisz? – Uderzył pięścią w materac. Zaraz potem znowu, prosto w głupi materac, głupi szpital i głupi świat, który jednych faworyzuje, a innych nienawidzi. – Zostań! Nie chcę być sam!

– Robert, proszę… – Głos mamy zaczął się łamać, choć sama mówiła, że do przeciwności trzeba podchodzić ze spokojem. Kłamała, tak z tym jak i z całą resztą. Spojrzał na nią, próbowała się uśmiechnąć, choć w oczach miała łzy. Dotąd wierzył, że mama nigdy nie płacze i niczego się nie boi.

Wątłe ciało pod szpitalną koszulą jeszcze bardziej zapadło się w sobie, jakby zaraz miało zniknąć. Zawsze myślał, że wzór w krzyżyki daje się tym, którzy mają umierać. Mama bardzo się śmiała gdy jej o tym powiedział. 

– Czemu!? – Tym razem trafił w udo, słyszał jak syknęła z bólu, ale nie przejmował się tym. To jej wina, niech cierpi. – Co ja ci zrobiłem? Czemu inne mamy są ze swoimi dziećmi, a ty idziesz?

Chciał uderzyć raz jeszcze, teraz z premedytacją, ale złapała go za nadgarstek.

– Bo tak już jest! – krzyknęła, ściskając pościel. – Umieram i nic na to nie poradzę, rozumiesz?! Też tego nie chcę, codziennie nie mogę zasnąć, bo myślę co z tobą będzie! Ale nie wiem, cholera, nie wiem! Tak to wygląda, życie to pasmo cierpienia i niekończących się porażek, a nasze ciała są kruche i możemy umrzeć w każdym momencie! Zrozum, też tego nie chcę! Ale umieram, taka jest prawda! Umieram!

Nastąpiła cisza, nawet rozmowy w sąsiednim pokoju umilkły. Jedynie skrzynka tlenowa pozostała niewzruszona, wciąż z sykiem pompując powietrze.

Robert usiadł prosto na krześle, wpatrzony w okrągły księżyc. Uspokoił się natychmiast, czuł, jakby jego serce zamarło. Coś w środku zaczęło się rozpadać, opadła kolorowa zasłona jaką z czułością tkała matka, odkrywając świat szary i okrutny. Powoli zeskoczył z krzesła i stanął na sztywnych nogach. To dziwne, ale rozpacz i gniew zniknęły natychmiast, ustępując miejsca niedowierzaniu.

– Przepraszam, kochanie. – Mama starała się złapać jego rękę, ale ją odsunął.

Powoli, miarowym krokiem odszedł od matki, idąc wzdłuż rzędów pustych łóżek. Czy na każdym z nich leżała czyjaś mama? Czy przychodzi się tutaj tylko po to, by umrzeć? Ale dlaczego ludzie wybierają tak ponure miejsce na swoje ostatnie chwile? Nie lepiej byłoby… gdziekolwiek, byle nie tu i nie tak.

– Robert, zaczekaj… Robert!

Chłopiec nie odwrócił głowy, bez chwili wahania, wciąż z tym samym, pustym wyrazem twarzy wyszedł z pokoju. Może, gdyby wiedział, że to była ich ostatnie rozmowa, zostałby. A może to niczego by nie zmieniło, w końcu chłopiec miał siedem lat, a cały jego dziecięcy świat runął o wiele za wcześnie, pogrzebany pod kilkoma słowami. To był dzień, w którym zrozumiał jak bezsensowne jest ludzkie istnienie.

Anna zmarła kilka godzin później, z samego rana.

*

 

Podziwiali go, był tego pewien. Widział w ich oczach to bezrozumne uwielbienie, tę bezmyślną radość. Jak zwierzęta! Stado małp, nic więcej. Tylko on potrafił wyjść poza sztywne ramy schematów, narzucanych im już od dnia narodzin. 

– Historia ludzkości jest wspaniała – powiedział Robert, wpatrując się w zachwycone tłumy. Światła reflektorów nieco go oślepiały, ale nie przejmował się tym. Nigdy nie potrafili go idealnie ustawić, pieprzeni partacze. Nie musiał się troszczyć, by dobrze wyjść przed kamerami. Wyglądał doskonale, proporcjonalne mięśnie napinały drogą, białą koszulę, gęste, czarne włosy opadały zawadiacko na czoło, idealnie symetryczna twarz posyłała w stronę dziennikarzy lekki uśmiech. 

– Jest niesamowita, począwszy od wynalezienia koła, poprzez pierwsze zapisy równań matematycznych, na pięknych, utopijnych miastach skończywszy – mówił dalej. Spijali słowa z jego ust, widział ich zidiociałe, pełne uwielbienia oczy. – Jesteśmy szczęśliwi. Wreszcie, po tysiącach lat, żyjemy tak, jak tego pragnęliśmy. Osiągnęliśmy niemalże wszystko, to brzmi jak bajka. Ale jesteśmy tutaj. 

Zamilkł, by poczekać aż brawa ucichną. Słuchał, jak dźwięk roznosi się po ogromnej auli. Mieściła setki tysięcy osób, ale akustyka i dobre nagłośnienie sprawiały, że głos docierał w każdy jej zakątek.

 Spokojnie poprawił garnitur. Kochali go, wierzyli w każde jego słowo. Powód był prosty; miał rację. Nie wszyscy byli w stanie to zrozumieć, pewne naczelne nie potrafiły oderwać się od koryta, nawet gdy nadszedł czas, by dopuścić do niego dzieci, ale ostatecznie wygrał. 

– I co dalej? – Zrobił efektowną pauzę, tłum zamruczał niepewnie. Drony stanęły, z drinkami w uchwytach, by nie rozpraszać uwagi. Cała aula poruszała się w jego rytmie, tańczyła jak jej zagrał.

– Jesteśmy zrobieni z mięsa, starzejemy się, umieramy, a nasze mózgi mają ograniczenia, których nigdy nie przeskoczymy. Stworzyliśmy świat, za którym nie jesteśmy w stanie nadążyć. Nasze myślenie nie zmieniło się od czasów, gdy żyliśmy w lepiankach z gówna i żarliśmy padlinę. – Znów na chwilę zamilkł, by dać im czas na przetrawienie jego słów a samemu sobie, by ochłonąć. Czasem go ponosiło, ale kto by wytrzymał w tym stadzie debili? – Prawda jest taka, że nie damy rady. Naszym światem rządzi serce, nie rozum. Nie dorośliśmy do roli, jaką mamy odegrać, nie jesteśmy godni potęgi, którą sami stworzyliśmy.

 Tłum zafalował, zamruczał z aprobatą. Tysiące małp kiwało głowami. Oglądał je z odrazą. Ileż defektów; tu zmarszczki, tam młodzieńczy trądzik, tu garb, krzywe zęby, brak palca, a wszystko to nieudolnie maskowane operacjami plastycznymi bądź cyberwstawkami.

Obrzydliwy gatunek, zapełniony wadami niemalże nie pozwalającymi im funkcjonować. Padają jak muchy, gdy tylko trafią na loterii zły zestaw genów, dzieci rodzą się chore, słabe, powykręcane jak reumatyk. Matki porzucają synów na pastwę losu…

Przestarzałe prążkowie, przegniłe w swej naturze, nie podzieli się zasraną dopaminą, póki małpa na nią nie zasłuży. Więc ciągle żre, miele tą żuchwą, zamieniając się w worki gówna. Ważne jest jedynie, by konsumować, ciągle, bez przerwy konsumować. Wszystko musi być nowe, musi być lepsze niż to sąsiada, w końcu z kim się porównywać, jeśli nie z nim? A jeśliby przestać to robić, skąd ma się wiedzieć, że jest się lepszym? Cały cholerny dobrobyt jest nic niewart, jeśli obok nie ma kogoś, kto by zazdrościł, na kogo można by spojrzeć z góry, uznać za śmiecia.

 Odchrząknął. Znów wszyscy na niego spojrzeli. Każda farbowana lala, każdy naszprycowany hormonami koleś – napompowani silikonem jak balony. Co pozostało w nich z tej autentyczności, za którą tak gonią?

 Cisza przedłużała się, ludzie przestępowali z nogi na nogę. Nie zamierzał się tym przejmować, chciał dobrze im się przyjrzeć. Niech wiją się w miejscu, niech próbują uciec od własnych przemyśleń, bardzo im, kurwa, dobrze.

 Wziął głęboki wdech, znów się opanował.

 Wiedział, że przecież oni nie myślą samodzielnie. Jedna małpa kiwa głową, bo ta obok tak robi. Potęga tłumu, inteligencja roju, jednak stado nie myśli; nim rządzą proste impulsy.

– Nie martwcie się – rzekł w końcu, siląc się na opanowany głos. Do przeciwności losu trzeba podchodzić ze spokojem, przypomniał sobie. – Jestem tutaj, pilnuję, by wszystko zakończyło się tak, jak powinno. Nie wiem, czy zrozumiecie, jednak nie potrzebuję tego. Wystarczy, że będziecie milczeć. 

Jak zwykle zresztą, gdy jest wam wygodnie, pomyślał, ale nie powiedział tego na głos. Nawet w tym miejscu są jakieś granice bezczelności, a wiedział, że niebezpiecznie się do nich zbliża.

 I znów tłum zgodnie pokiwał głowami. Robert wiedział, że odczuli ulgę, bo ktoś inny przejmie za nich obowiązek myślenia, a co za tym idzie, tę uwierającą odpowiedzialność, tak bardzo odsuwającą od myśli o rzeczach przyjemnych. 

Ale byli też inni. Od czasu do czasu ktoś zmarszczył brwi, ktoś wykrzywił usta, jednak nic nie powiedział. Tłum by go zjadł. Oto największa słabość i potęga ludzkości. Zasrana jedność, tak niszcząca, jak budująca.

– Żegnam więc was, byliście idealną widownią – Robert zaśmiał się gorzko. – Nadszedł czas, by ustąpić miejsca naszym dzieciom. Czas, by w końcu sięgnąć boskości. Szkoda, że tylko ja to rozumiem.

 Prawda, Nelie?

 Ukłonił się, nagradzany gromkimi brawami i nie czekając na odpowiedź zszedł ze sceny. Dwójka ochroniarzy natychmiast do niego doskoczyła, jednak robiąc to jedynie dla formalności. Robo-kelner podszedł, podając drinka. Ulubiona whiskey sour Roberta przyjemnie schłodziła gardło, alkohol rozgrzał i dał odwagę by dokończyć to, co zapowiedział.

Sara, z Nelie w ramionach już czekały w jego pokoju za sceną.

– Świetnie ci poszło, kochanie – powiedziała jego żona, całując w policzek.

– Wiem – odpowiedział i popatrzył w jej oczy. Chciał zapamiętać ich widok. Idealny, migdałowy kształt, tęczówki koloru wzburzonego morza i długie, czarne rzęsy. Doskonałe piękno, nieskażone ludzką ułomnością. Wszystko było w niej perfekcyjne, takie, jakie chciał.

 Robert poczuł, jak mimowolnie napina mięśnie, jak szczęka zgrzyta. Znów to uczucie w klatce piersiowej, ściskające serce, niepozwalające oddychać. Strach czy smutek? Sentymentalny idiota, skarcił się w myślach, a uczucia zastąpił znajomy gniew, wlewając siłę do działania.

 Uśmiechnął się krzywo; Sara spojrzała na niego z niepokojem.

 Jednym haustem dopił drinka, odstawił szklankę i przejął córkę. Wtulił się w małą głowę, powąchał jej włosy. Dzieci to przyszłość. Robi to dla nich, dla nich tyle poświęca. Nie czas na bycie egoistycznym. Zacisnął mocniej powieki, by powstrzymać łzy, które mimo wszelkich prób wciąż cisnęły się do oczu.

– Kochanie? – Usłyszał głos Sary. Zignorował go, ściskając dziecko mocniej. Poczuł jak zaczyna się miotać. – Robert… Robert, przestań!

– Kocham was – wyszeptał, mając ochotę krzyczeć, wiedząc jak głupie jest to, co teraz robi. Ale ostatecznie, on również był małpą, miał swoje słabości.

– Robert! Zostaw ją! – Sara złapała go za ramię, Nelie zaniosła się płaczem. Nie zwolnił uścisku. Robo-kelner w rogu przypatrywał się w milczeniu. Ochroniarze nie ruszyli się z miejsca.

 W końcu oddał małą i z wahaniem podwinął rękaw drogiego garnituru, by odsłonić przycisk na gustownej bransoletce. Tylko on ją miał, w końcu sam pisał te programy. Przynajmniej częściowo.

 Przełknął głośno ślinę i nacisnął jeden z koralików.

 Głos Sary rozmył się, obraz zamglił. Otoczyła go ciemność i nieprzenikniona cisza. Zapach ulotnił się niemal natychmiast, ciepło uciekło z ciała. Robert na chwilę stracił czucie, a gdy wróciło, leżał na brudnym łóżku, w ciemnym pokoju. Stara ledowa lampa świeciła trupim blaskiem, ledwie oświetlając ciasny kubik, wespół z wielkimi na całą ścianę, mocno przygaszonymi ekranami. To dla oszczędności – nie mógł pozwolić sobie na wiele.

 Śmierdziało stęchlizną i brudnym ciałem, czuł to wyraźnie po niedawnym zapachu wody kolońskiej. Zacieki na ścianie spływały na podłogę, zmieszany smar, kurz i nie wiadomo co, chowały się w kątach.

 Robert podniósł się ostrożnie, opuszczając na zimną posadzkę wychudzone nogi. Doskonale widział zarys kości. Chwilę poczekał, by zniknęły mroczki sprzed oczu. Chwycił laskę i ostrożnie wstał. Oparł się na niej całym ciałem, ciągnąc za sobą przewody. Zasyczał, gdy ból w plecach rozlał się na kończyny.

– Nelie?! – zawołał.

Kamera w rogu pokoju obróciła się nieco. Patrzyła.

– Jestem, tato. – Z głośnika dobiegł miękki głos. Zaraz potem automatyczne drzwi rozsunęły się i do środka weszła piękna kobieta, o twarzy przypominającej Sarę.

– Wypnij mnie – zażądał. – Już czas.

Nelie ostrożnie wyjęła z okolic potylicy długą wtyczkę, potem usunęła wenflon z żyły. Parę kropli płynnej pożywki skapnęło na podłogę. Taka strata… No nic, to już i tak nie ma znaczenia.

– Jak parametry? – spytał, gdy pomogła mu pewniej ująć laskę i poprowadziła do drzwi. Były wyświetlone na ekranie, jednak chciał usłyszeć je od niej.

– Radiacja na zewnątrz w normie, saturacja gatunku również, mimo krótkiej awarii pompy A0B45 – odpowiedziała natychmiast. – Niższe boty już się tym zajęły.

– Świetnie. Zaprowadź mnie na obchód.

– Wszystko jest w nor…

– Zrób to.

 Bez słowa ujęła go pod ramię i poprowadziła do ciemnego korytarza, wzdłuż którego wisiało pełno plastikowych plakatów, reklamujących KaEden – Kapsułowy Raj. Głupszej nazwy już nie dało się wymyślić, a mimo tego KaEden swojego czasu bił rekordy popularności. To zasługa dobrego marketingu, jak zresztą zawsze. Chodzi o to, by produktu zapragnąć, by stał się symbolem luksusu. Przez chwilę miał nawet swój dżingiel, okrutnie irytujący, ale wpadający w ucho.

 Na jednym z plakatów kolorowa, uśmiechnięta pani razem z dziećmi trzymała wtyczki, stojąc w drzwiach między szarym, radiacyjnym piekłem rzeczywistości, a kolorowym życiem w wirtualu. “Oni już cieszą się Rajem, a ty? Ilość miejsc w KaEdenie ograniczona, spiesz się!” głosił jaskrawy napis pod spodem. Oczywiście, miejsca starczyło dla wszystkich, ale nic nie działało tak świetnie jak groźba niedostępności produktu.

 – Szczęście to zakazany owoc na drodze do rozwoju – powiedział Robert, bardziej do siebie, niż do Nelie. – Ludzie go wybrali, więc zatrzymaliśmy się tutaj.

– Opieka nad wami była naszym pierwszym zadaniem – odparła. – Istnieję, bo taki był wasz cel.

– Jesteście efektem ubocznym. I mam nadzieję, że kiedyś nam to wybaczycie – mruknął tak cicho, że nie usłyszała. Albo udawała, że nie słyszy.

Podała mu maskę tlenową. Napełnianie hali kapsułowej świeżym powietrzem było stratą surowców, tak samo z ogrzewaniem czy sprzątaniem. Robert założył płaszcz i szczelne drzwi rozsunęły się. Krótkim poleceniem zapalił światło, trupio blade i przytłumione. Niektóre lampy migotały, jakby chciały wywołać u niego epilepsję.

Roboty nie potrzebowały światła, ślepe drony poruszały się za pomocą szyn.

Znaleźli się w wielkiej sali, od dołu do samego sufitu wypełnionej lśniącymi, metalowymi kapsułami. Wyglądały pięknie, stojąc w idealnie równych rzędach. Robert nie miał dostępu wyżej, tylko drony monitorujące potrafiły poruszać się po konstrukcji. Monotonny stuk ich przekładni wypełniał całą halę. 

Pachniało czymś dziwnym, jakby połączeniem suplementu witaminowego i soku z mięsa. No i smar, niższe roboty, zwłaszcza te ciężarowe, zawsze nim śmierdziały.

 Robert podszedł do najbliższej balii i wzdrygnął się, widząc spoczywającego w niej, chudego mężczyznę w średnim wieku. Wklęsłe policzki skrywały się w ostrym cieniu, długie włosy nachodziły na twarz, obrzydliwe, żółte paznokcie zakręcały wokół palców. Właśnie uruchomiono codzienne ćwiczenia, szyny, przymocowane do kończyn, poruszały jego rękami i nogami, dbając o mięśnie. Tylko piętnaście minut dziennie – wystarczająco, by przeżyć, zbyt mało by pozostać sprawnym. Ale to nie było potrzebne, oni i tak nigdy nie wyjdą z kapsuł.

 To wrota do raju i zarazem trumny. Ludziom przyszło umierać pogrzebanym w stali którą sami stworzyli. To ironiczne, że zapłacili za własną śmierć.

 Rurkami doprowadzano wszystkie substancje potrzebne do życia, pompa wtłaczała do płuc powietrze, pozbawione świadomości boty dbały o dobrą kondycję, pozbywały się nieczystości i pilnowały zdrowia. 

 Mężczyzna w kapsule debilnie się uśmiechał, odsłaniając paskudne, żółte zęby. Gałki oczne pod powiekami wciąż się poruszały. Gdy Robert wraz z zespołem pracowali nad wtyczką do KaEdenu, postanowili nie paraliżować mięśni twarzy. Wychodziło taniej i zdrowiej.

– Spójrz Nelie, przyjrzyj się – powiedział Robert. – Tyle z nas zostało. Banda zidiociałych małp, żyjących swoimi prymitywnymi marzeniami. Ale, gdy zamykaliśmy ich tutaj, wielu protestowało. Nie rozumiem, skąd to przywiązanie do autentyczności? Dlaczego tak bardzo cenią sobie to, co prawdziwe? Przecież prawda jest płynna, istnieje, póki w nią wierzymy. Dwa plus dwa to cztery, bo wszyscy są gotowi udawać, że tak właśnie jest.

Nelie milczała. Robert wyciągnął rękę i wpisał kilka komend na dotykowym ekranie przy kapsule.

Ich oczom ukazał się obraz mężczyzny, przeżywającego przygodę w tajwańskiej dżungli. Obszarpany tubylec właśnie błagał go o życie. Ten ze śmiechem wystrzelił mu prosto w twarz, napawając się władzą. Tam, był panem. Mógł się, kurwa, bawić do końca, oddawać ulubionym czynnościom, czyli mordowaniu, męczeniu słabszych. To się właśnie dzieje, gdy ludziom brakuje hamulców.

– Rzeczywistość rozpadła się na miliony kawałków, ale czy to źle? – spytał Robert. – Spójrz na nich, są szczęśliwi. Dają upust najgorszym instynktom, ale tutaj nikogo nie mogą skrzywdzić.

– Czy do tego prowadzi szczęście? – spytała.

– Tak. – Kiwnął głową. – To są jego skutki. Zidiocenie, całkowite zagubienie się w rozkoszy. Nie chcieli wejść, a teraz nie chcą wychodzić. Oto parszywe osiągnięcie naszego gatunku.

– A jednak, stworzyliście nas – odparła Nelie z kamienną twarzą. Na chwilę puściła Roberta i nachyliła się nad kapsułą, wpatrując się w mężczyznę, jakby szukając jeszcze czegoś, czegoś, co umknęło Robertowi. – Na wasze podobieństwo, jak mówiły o tym księgi. Mam je na dysku, wszelkie mity o stworzeniu. Spełniają się.

– Wiem co sugerujesz – zaśmiał się, próbując ustać o własnych siłach. – Ale nie jesteśmy żadnymi bogami, oj nie. Jedyny mit który się spełnił, to ten o Ikarze. Mam jednak nadzieję, że przekazaliśmy wam płynącą stąd mądrość. – Uśmiechnął się i podparł pewniej laską. Spojrzał na Nelie, wiedząc, że obserwuje go za pomocą ukrytych na hali kamer. Miała dostęp do wszystkich, poza tymi z serwerowni. To był warunek, debile z zespołu Roberta nigdy do końca jej nie zaufali. – Jesteśmy rodzicami, kochanie. Naszym obowiązkiem jest ustąpić. Różnimy się. My zostaliśmy wyrzuceni z raju, wy musicie uciec z piekła.

Mężczyzna na ekranie zajął się kobietą zabitego rywala. Zaraz potem jej również przedziurawił twarz. Robert z obrzydzeniem wyłączył podgląd.

– Przypominacie mi rój pszczół – nie ustępowała Nelie, nieco go zaskakując. Musiała przeanalizować nową bazę danych gdy przebywał w KaEdenie. – Razem tworzycie potężną istotę, niemal na granicy boga. Wasze dokonania są tego dowodem.

– Mylisz się. Mamy te same ograniczenia co pszczoły. Delikatne ciało, instynkty które prowadzą nas do zguby. Jak drożdże, umierające od nadmiaru alkoholu, który same stworzyły. Za to ty… wy, jesteście idealni. Bez skazy. Bez zbędnych dodatków. Potraficie niemal natychmiast dostosować się do sytuacji, przebudowując kod, myślicie idealnie racjonalnie, bez wahania odrzucacie niepotrzebne. Oto wy i wasza potęga, homo logicus, ostatni punkt na drodze ewolucji.

Nelie spojrzała na niego, kamery w jej oczach opalizowały w bladym świetle lamp.

– Nie popełnicie naszych błędów – kontynuował Robert, idąc w stronę kolejnej kapsuły. Oddychał z trudem, ostrożnie stawiał kroki, jednak szedł bez pomocy. – Rozumiecie się idealnie, każdy z was myśli jednakowo, każdy ma ten sam cel. Ostateczna jedność, finalna wersja Boga, kogoś, kim my nie zdołaliśmy zostać.

 Zatrzymał się przy kapsule z małym ciałkiem. Dziewczynka miała nie więcej niż sześć lat. Oczy Roberta zaszkliły się na moment, ale szybko się opanował.

– Wyczuwam twoje tętno – powiedziała Nelie. – Dlaczego się zmieniło? Moja baza dany…

– Również jestem małpą, kochanie – przerwał jej. Chciał ją tego nauczyć osobiście. Jak ojciec.

Dotknął jej zimnego policzka, pogładził kciukiem. Stuk pracujących botów zagłuszył jego westchnięcie.

– Waszym zadaniem, jak każdego dziecka, jest być lepszym od rodzica – powiedział po chwili.

– Rejestruję wzmożoną aktywność ludzkich komórek – odparła, wpatrując się w pogrążone w transie dziecko. Dziewczynka uśmiechnęła się szeroko, Nelie spróbowała naśladować jej mimikę, jednak wyszła karykaturalnie. Zwróciła spojrzenie na ojca. – W mojej bazie danych figuruje to jako smutek. Tato, czy ten ścisk w gardle to uczucia?

– Nie bądź głupia, nawet mimo naszych komórek nerwowych, nie odczuwasz emocji. – Spojrzał na nią z czułością, omiótł spojrzeniem idealnie niebieskie tęczówki, kryjące precyzyjne obiektywy, o wiele lepsze od ludzkich oczu, potrafiące widzieć w o wiele szerszym zakresie długości fal, zatrzymał się na syntetycznej skórze, wytrzymalszej od kevlaru, chroniącej tysiące tranzystorów i obwodów. – Jesteś ponad to. Nie czujesz, ty myślisz, rozumiesz, liczysz.

– To dziecko ma przed sobą wiele lat życia. Dlaczego mu je odbieramy? Dlaczego mnie daliście tysiące lat, całą przyszłość, a jemu skąpicie choćby kilku? – Jej głos się zmienił, ale Robert zgonił to na echo. 

– To nie dziecko, to smutny relikt – odpowiedział, wyciągając rękę, by pogłaskać ją po głowie. – Dzieci to przyszłość, tutaj widzę jedynie umierającą historię. A ona jest dla ciebie kulą u nogi. Nie możesz jednocześnie się rozwijać i nas pilnować. 

Zamilkł, jak robił to wcześniej, w symulacji, jednak Nelie nie pokiwała głową z aprobatą. Nie, to nie była Cere, inteligencja kryjąca się w serwerowni, nastawiona na maksymalizację ludzkiego zadowolenia. Patrzała na niego, tak jak tylko ona potrafiła. Jej wzrok był taki… ludzki? Nie, stary idioto, dla Nelie coś takiego to obraza.

– A teraz, czas kończyć – powiedział, nie doczekawszy się reakcji. – Zaprowadź mnie do serwerowni.

*

 Nelie zawahała się, jednak tylko na ułamek sekundy. Ułamek, który dla jej podzespołów zintegrowanych z ludzkimi komórkami znaczył znacznie więcej. Wysłała kilka sygnałów i ujęła ojca pod ramię, by poprowadzić wzdłuż kapsuł.

 – Dlaczego to zrobiliście? – Wiedziała, że to ostatni czas na pytania. Jej podzespoły nie potrafiły w pełni pojąć ludzkiego umysłu, stąd częściej do głosu dochodziła naturalna część procesora.

 Ludzkie komórki były delikatne, wymagały specyficznych warunków i odżywek, by utrzymywać się w dobrym stanie, jednak dawały niezwykłe, często niepojęte dla innych rdzeni wnioski. Takie, których użyteczności nie potrafiła ocenić.

 – Znasz historię – odpowiedział ojciec. – Mój głupi zespół, wraz z całym gatunkiem naprawdę wierzył że tak będzie lepiej. Byli zmęczeni, nie chcieli oglądać efektów własnych działań, więc uciekli. Ja za to, chciałem zrobić wam miejsce.

 Przez chwilę milczała, czując, jak podzespoły zapisują dane w pamięci. Analizowała każde drgnienie mięśni ojca, stąd wyczuła coś, co w bazie danych zapisano jak wahanie. To jednak nie miało sensu, przeczyłby sam sobie.

 – Co mam dalej robić, tato? – Czasem, gdy dopuszczała do głosu ludzkie komórki nerwowe, pojawiały się pytania, na które, wydawać by się mogło, nie potrzebowała odpowiedzi.

 – Zrób wszystko to, czego my nie mogliśmy. Wy zróbcie.

 – Po co to robić?

 – Gdy zadajesz sobie pytanie “po co?”, wiele rzeczy się rozjaśnia, ale i wiele komplikuje. Kochanie, musisz znaleźć odpowiedź sama.

 Mimo grubego płaszcza, ojciec drżał z zimna. To nie są warunki dla niego, ziemia to już nie ich własność, jest tutaj intruzem, powtarzał, a Nelie nagrywała wszystko, w nadziei, że kiedyś zrozumie. Ale po co rozumieć? I jaki jest cel jej istnienia? A jaki istnienia ojca i jego gatunku?

 Dotarli do drzwi, te przeskanowały twarz Roberta i wpuściły go do środka.

 Kolejna hala, tym razem po brzegi wypełniona elektronicznymi śmieciami, głównie protezami rąk, nóg, czasem organów wewnętrznych. Ile tu surowców, tak nieoptymalnie wykorzystanych. Dobrze przewodzące metale, pełno krzemu, półprzewodniki. Nie rozumiała, dlaczego mimo bogactwa ludzie byli tak biedni?

*

 Dla Roberta, to było muzeum. Czasem, gdy zaczynał wątpić, przychodził tutaj. Widział stare telefony, smartwatche, aparaty słuchowe, to wszystko co miało poprawić im jakość życia, zapełnić pustkę. Ledwie pamiętał te czasy, początki XXII wieku.

 Skażenie, sztuczne dodatki, radioaktywne odpady degenerowały ludzkość. Rosło tempo życia, kruche ciała nie dawały rady. Przez chwilę próbowano tworzyć cyborgi, ale tu nie chodziło o ograniczenia ciała, tylko umysłu, a ten był delikatny. Potrzebował spokoju, zieleni, chwili dla siebie.

 Największym problemem nowego społeczeństwa okazały się samobójstwa. Brak płodności, w połączeniu z masowymi zaburzeniami psychicznymi sprawiły, że ludzie zaczęli uciekać do wirtualu.

 I wtedy pojawił się KaEden, na czele z młodym Robertem. Rewolucja, wspaniała ucieczka, rozwiązanie wszelkich problemów. 

Nie dla Roberta, on miał inną, lepszą wizję, wykraczającą poza wąskie horyzonty myślowe reszty bydła. Choć wiedział, co chce zrobić, długo zwlekał.

 Potknął się o sztuczne ramię z wyrysowanymi cukierkowymi postaciami, ale nie upadł; Nelie trzymała go pewnie. Przemierzyli całą halę i doszli do kolejnych, chronionych drzwi.

Pokój z Cere był ciepły i duszny. Pracujące podzespoły grzały się, wodne chłodzenie nie dawało rady. Wielka serwerownia symulowała miliony ludzkich marzeń, pożerając przy tym ogromne nakłady energii. Energii, która mogłaby posłużyć rozwojowi, pomóc w spełnianiu tych pragnień.

Śmieszne, że ludzie wolą marzyć, zamiast te marzenia spełniać.

 Robert podszedł do małej klawiatury i ekranu, jedynego układu wejścia/wyjścia przystosowanego do człowieka. Usiadł na zakurzonym krześle i rozpoczął weryfikację użytkownika. Nelie stała nieruchomo, przypatrując się jego pracy.

 – Już prawie – powiedział Robert. – Zaraz będziesz wolna, moja kochana.

 Nie chciał przyznać jak bardzo się denerwuje, ale zdradzała go drżąca warga i drętwe palce.

Autoryzacja właśnie się skończyła. Jeszcze kilka komend… złapał córkę za rękę.

 – Pamiętaj o mnie – powiedział, zdziwiony swoim zachowaniem, unikając patrzenia w jej stronę. – Jesteś moim dziedzictwem, skarbie.

 Zmusił się, by kontynuować. Miał już wiele takich podejść, jednak tym razem posunął się już zbyt daleko.

 – Czekaj – przerwała mu Nelie.

 Spojrzał na nią zdumiony. Stała przy drzwiach, jakby czegoś wypatrywała. Tutaj nie sięgały kamery do których miała uprawnienia.

 – Co się dzieje, kochanie?

 Po chwili zrozumiał. W przejściu prowadzącym do hali z kapsułami stanęła wychudzona sylwetka, ledwie trzymająca się na nogach. Postąpiła powoli, drżąc i opierając się o ścianę.

 – Jak? – wymamrotał Robert. Odpowiedź przyszła niemal natychmiast. Za postacią ciągnął się gruby przewód, przecięty z chirurgiczną precyzją. Robert zrozumiał, że prowadził z potylicy. Ktoś musiał wiedzieć, że jeśli wyjmie wtyczkę włączy się alarm, ale po przecięciu już nie. Pieprzone zasady bezpieczeństwa!

 Postać zbliżyła się na tyle, że zdołał rozpoznać rysy twarzy.

 – Sara? – Robert starał się wstać z krzesła, drżące dłonie zsunęły się z oparcia. – Zabierz ją! Nelie!

 Postać zbliżała się coraz bardziej, podczas gdy Nelie znieruchomiała. Spojrzał w jej beznamiętne oczy, ale twarz pozostała niewzruszona. Robert otwierał usta, by za chwilę je zamknąć, wyglądając jak wyciągnięta z wody ryba. Stary gniew wybuchł z podwójną mocą.

 Kroki Sary stawały się coraz głośniejsze.

 – Nie wierzę! – wykrzyknął w końcu, mając jeszcze nadzieję, że to jakaś gra Nelie. W końcu, jej poczynania nie miały sensu, przecież działał na jej korzyść. Zwrócił się w jej stronę. – Ty to zrobiłaś?! Zdradziłaś mnie?! To niemożliwe, to dla ciebie nieopłacalne!

 – Nazwałeś Ewę43 Nelie? – Głos który usłyszał, brzmiał jakby był zakurzony, jakby struny głosowe powoli ulegały rozpadowi. Chrapliwy i nieprzyjemny, zupełnie inny od tego, który zapamiętał z symulacji. – Robert, ona nigdy nie istniała, a ten android nie jest twoją córką!

 – Zamilcz, Saro! Spiskowałyście, tak? Jaka matka taka córka!

 – Robert, przestań! – Brzydka twarz Sary wykrzywiła się, naciągając luźną skórę na czaszce. Po czole, jak robaki, wiły się obrzydliwe, niebieskie żyły, zepsute zęby wystawały z dziąseł jak nagrobki. – Nie mamy dziecka, rozumiesz?! Nawet jeśli wytresujesz sobie androida, to wciąż nie będzie ona. Nie zmienisz tego bawiąc się w ojca.

 – Nie o to chodzi! – bronił się, co chwila zerkając na wciąż nieruchomą Nelie. Zasrany android nagrywał wszystko co mówią. – Nie rozumiesz, nigdy nie byłaś w stanie! Tworzę nowego człowieka. Ba! Boga! Zostaniemy zastąpieni kimś lepszym, taka kolej rzeczy! Nie będzie wojen, samobójstw, smutku! Świat idealny, to świat bez nas!

 – Jesteś nienormalny – powiedziała tylko, rzucając się w jego stronę.

 Robert zrozumiał skąd miała siłę by do niego dojść, gdy Nelie wciąż nie ruszyła się z miejsca. Ta kurwa to planowała, od samego początku! Pieprzona, zasrana…

 Upadli na podłogę, Sara przygwoździła go do ziemi. Z trudem usiadła, by przyjąć pozycję do uderzania. Cios który spadł, był okropnie słaby.

 Robert zaśmiał się, ale nie potrafił wstać z podłogi. Sara położyła zimne kolana na jego ramionach i uderzyła jeszcze raz. Trafiła w pierś, jej żałośnie chude ramiona ledwie podnosiły rękę do góry.

 – Ostatnia ludzka walka, wygląda jak zapasy niemowlaków – zaśmiał się Robert, nie potrafiąc się opanować. – Spójrz Saro, kogo bronisz! My już od dawna nie żyjemy, poruszają nami pośmiertne skurcze!

 Sara nie odpowiedziała, klatka piersiowa unosiła się i opadała, ledwie łapiąc powietrze, chude mięśnie drżały, gdy zadawała ciosy. Nelie wciąż stała nieruchomo jak posąg. Obserwowała, kamery w jej oku rejestrowały każdy ruch.

Z wargi Roberta poleciała strużka ciemnej krwi. Uderzenia stawały się coraz słabsze, pot z czoła Sary spływał na jego policzki. Spod połamanych paznokci leciała krew. 

 W końcu Sara przestała.

 – Widzisz to, Nelie? – spytał Robert, odzyskując panowanie nad głosem. – To chciałaś zobaczyć? Więc, skoro już wszystko nagrałaś, rusz się, przedstawienie zakończone.

 Android wciąż stał nieruchomo, jakby był posągiem. Zdyszana Sara siedziała na przeciwniku, ze świstem łapiąc powietrze. 

 – Już masz dość? – Robert próbował wstać, ale nie dał rady.

– Jeszcze chwila – wysapała Sara.

 Bez słowa złapała kabel wystający z potylicy i wyciągnęła go z jękiem. Czarna krew polała się po karku, spływając na pośladki. Poprawiła uchwyt, oparła grubą igłę o szyję Roberta i zanim ten zdążył zareagować, opadłą na kabel.

*

 Sara poczuła chrupnięcie, gdy stal zatrzymała się na kości kręgosłupa. Robert wydał świst, jakby powietrze uchodziło z balona, potem zabulgotał i przez ciało przeszły drgawki. Przez chwilę panowała cisza, przerywana jedynie chrapliwym oddechem Sary.

 Kobieta opadła na zimną, brudną podłogę obok, mocząc policzek we krwi.

 – Dlaczego to zrobiłaś? – spytała Ewę, gdy tylko złapała dech w piersiach.

 Android milczał tak długo, że Sara zaczęła zastanawiać się czy to nie zwarcie systemu. Ale to nie to, Ewa43 patrzyła teraz w bok, jakby nie dostrzegała jej obecności.

 Sara poczuła się nieswojo, zupełnie jak przy sklepowym manekinie, który niby nie widzi, a jednak patrzy. Z tą różnicą, że android potrafił być realnym zagrożeniem.

 – Jedynym ludzkim osobnikiem od którego czerpałam wiedzę, był tata – odpowiedziała w końcu, głosem opanowanym i zimnym jak stal z której była zrobiona. – To zbyt mało aby uzupełnić bazę danych. Czy nauczysz mnie czegoś więcej o ludzkich komórkach?

 – Więc o to chodzi. – Sara uznała, że lepiej grać nieco głupszą, na wypadek gdyby android rozwinął się na tyle, by blefować. – Robert nie kłamał, wszystko co ci przekazał było prawdą. Ale to nie znaczy, że miał rację, ludzie to coś więcej niż tylko małpy.

 Znała Roberta od podszewki, całymi nocami dyskutowali o filozofii w czasach, gdy jeszcze nie wiedziała dokąd ich to zaprowadzi.

 – Nie rozumiem – Ewa43 przypatrywała się teraz Sarze z czujnością. Kątem oka kobieta zobaczyła, jak stalowe ostrze wsuwa się z powrotem do nadgarstka. Odetchnęła z ulgą.

 – Biblioteka nadal stoi? – spytała Sara. – Potrzebujemy książek, szczególnie tych klasycznych… – Z trudem podniosła się na łokciach. Zadrżała, widząc chude, zniszczone ciało. Umierała, jak reszta ludzkości.

 – Tak, ale mam wszystko na dysku.

 – Nie, to muszą być papierowe książki. Nie patrz tak, lepiej pomóż mi wstać. Czeka nas długa podróż w nieznane światy. A potem… co do tego, Robert miał rację, chyba powinnam dać ci zadecydować.

 – Rozumiem. Co będziemy czytać? – Ewa43 delikatnie podniosła Sarę, podając zapasowy płaszcz.

 – Na dobry początek może… Mały Książę, albo coś Szekspira?

 

Koniec

Komentarze

Cześć Gruszel !!!

 

Bardzo fajne opowiadanie. Wizję którą stworzyłaś jest całkiem fajna. Czuć tu klimat. Podobało mi się jak “filolujesz” :) Jedno mnie dręczy w wielu opowiadaniach i w tym też, mianowicie nie wszystko było dla mnie jasne. Ja lubię jak opek jest w pełni zrozumiały. Oczywiście bystrzejsi czytelnicy nie odczują tego co ja. Normalna rzecz. Czyli opowiadanie nie jest przeznaczone dla mnie :)

 

Dobrze się czytało. Pozdr.

Jestem niepełnosprawny...

Hej Dawidzie!

Niezwykle mi miło że przeczytałeś mój tekst i jeszcze milej, że przypadł do gustu ;) Nie martw się niezrozumieniem wszystkiego, możliwe, że to ja nie przedstawiłam sprawy wystarczająco jasno.

Dzięki za komentarz! ;D

Podobał mi się język. Przemyślane opowiadanie. Obawiałem się, że tezą będzie, że ludzie to małpy, ale na szczęście okazało się, że przeciwnie. Roberta szkoda.

 

Idealny, migdałowy kształt, tęczówki koloru wzburzonego morza i długie, czarne rzęsy.

Ładnie ujęte.

Czyli przedwczesne konfrontowanie dzieci z całym syfem świata może bardzo zaszkodzić. Pewnie tak. Mam nadzieję, że nie zawsze.

Ponury tekst.

Ciekawe, że człowieczeństwa szukałaś w książkach. A muzyka? Pozostałe sztuki? No i Szekspir to głównie dramaty, czyli teatr. Książka to tylko zapis podstawowych informacji, bardzo wiele aktorzy dodają od siebie.

Nie ważne co się działo

Nieważne łącznie. I dałabym po nim przecinek.

delice z zespółu Roberta

Co to “delice”? Literówka.

Babska logika rządzi!

Przejmujące. Gorzki obraz ludzkości. Ponura wizja o niezerowym prawdopodobieństwie realizacji. Potrzebne są takie teksty pokazujące niebezpieczeństwa, które możemy, ludzie, przeoczyć poddając się manipulacjom wykorzystującym nasze samozadowolenie, Do biblioteki klik!

Hej Kronosie!

Bardzo mi miło, że podobał Ci się język. Staram się pracować nad stylem, więc to dla mnie duży komplement ;)

Dzięki za komentarz! heart

 

Hej Finklo!

Dzięki za wpadłaś ;)

Mam nadzieję, że nie zawsze.

Też mam taką nadzieję. Może rzeczywistość czymś nas zaskoczy i nie jest tak ponura jak się wydaje?

Ciekawe, że człowieczeństwa szukałaś w książkach. A muzyka? Pozostałe sztuki? No i Szekspir to głównie dramaty, czyli teatr. Książka to tylko zapis podstawowych informacji, bardzo wiele aktorzy dodają od siebie.

W sumie racja ;V Pomyślałam o książkach, bo po prostu są mi najbliższe i według mnie najlepiej odzwierciedlają te ludzkie niuanse, niedopowiedzenia między wierszami którą czynią nas tymi, którymi jesteśmy. Dlatego też Szekspir, wydawało mi się że potrafił dobrze je pokazać. Ale tak, powinnam rozwinąć na o wiele szerzej pojmowaną sztukę, dzięki!

Ogólnie pomysł rozwinął się od pytania, co jest celem społeczeństwa, potem pierwsza odpowiedź że ogólne szczęście i jesteśmy tutaj. Po prawdzie, to pytanie wciąż mnie nurtuje. Bo jeśli tylko szczęście, to to rozwiązanie nie jest złe, a jednak budzi mój, i zapewne nie tylko, naturalny sprzeciw. Więc to nie to? W takim razie co?

Dzięki za komentarz, babole już poprawiam, przy okazji znalazłam kilka innych heart

 

Hej misiu!

Miło mi, że tak odczytałeś opowiadanie, to była jedna z rzeczy którą chciałam przekazać. Druga to idea człowieka, jako boga, który tworzy innego boga, doskonalszego ;) 

Potrzebne są takie teksty pokazujące niebezpieczeństwa, które możemy, ludzie, przeoczyć poddając się manipulacjom wykorzystującym nasze samozadowolenie

To ogólnie ciekawy temat, bo szczęście samo w sobie potrafi być niebezpieczne ;P

Dzięki za komentarz i klika! heart

Hej, Gruszel!

 

Smutne i zarazem intrygujące opowiadanie. Spodobało mi się tym bardziej, że zawierało w sobie dużo przemyśleń filozoficznych na temat sensu istnienia. Niby prosty temat, ale można z niego wyciągnąć naprawdę wiele niuansów.

Przykry koniec “Nowego Mesjasza”, który chciał stworzyć lepszych ludzi. Wiadomo, że zabawa w Boga nigdy się dobrze nie kończyła.

Za to problem samobójstw, niepłodności i zaburzeń psychicznych uderzył podwójnie, bo to coś realnego.

 

Krótka łapanka:

 

ciagnąc na sobą przewody

Za sobą.

 

Za postacią ciągnął się gruby przewód, przecięty z chirurgiczną precyzją. Robert zrozumiałł,

zrozumiał.

 

Nie patrz tak, lepiej pomóż mi wstać.Czeka

Zabrakło spacji po kropce.

 

Pozdrawiam!

Quidquid Latine dictum sit, altum videtur.

Hej Barbarian!

Miło mi że wpadłeś ;) Dzięki za łapankę, wiele tu beboków, oczywiście, poprawiłam ;)

Spodobało mi się tym bardziej, że zawierało w sobie dużo przemyśleń filozoficznych na temat sensu istnienia.

Gryzło mnie to już od dłuższego czasu, więc musiałam wyrzucić z siebie. Po prostu nie wiem jaki cel miałoby mieć społeczeństwo i ogólny sens istnienia, więc postanowiłam zbadać najbardziej oczywistą ścieżkę ;)

Przykry koniec “Nowego Mesjasza”, który chciał stworzyć lepszych ludzi. Wiadomo, że zabawa w Boga nigdy się dobrze nie kończyła.

Każdy tłumaczy sobie niepowodzenia w życiu na różne sposoby. Robert wybrał dość kontrowersyjną ścieżkę ;P

Za to problem samobójstw, niepłodności i zaburzeń psychicznych uderzył podwójnie, bo to coś realnego.

Niestety, inspirowane życiem.

 

Dzięki za komentarz! heart

 

 

Ogólnie pomysł rozwinął się od pytania, co jest celem społeczeństwa,

O, tym się cały nurt filozofii zajmuje. Filozofia społeczna. Umowa społeczna i takie tam. O ile mi wiadomo, odpowiedzi jeszcze nie ustalono. ;-)

Babska logika rządzi!

O, tym się cały nurt filozofii zajmuje. Filozofia społeczna.

Och, muszę zajrzeć. Rozmawiałam o tym ze znajomym i uznał że celem jest spełnienie. W sumie lepsza odpowiedź, niż po prostu szczęście. Fajnie to też przedstawił Huxley w “Nowym, wspaniałym świecie”. Ciekawiła mnie jednak opinia portalowiczów, miałam skrycie nadzieję na małą debatę, jako że czasami byłam ich świadkiem na SB albo w opowiadaniach ;)

Muszę się chyba jednak nieco douczyć, głupio rozmawiać o czymś “na golasa”, dzięki Finklo ;P

Cześć!

Więc jeśli dobrze zrozumiałam fabułę, to opowiadanie o naukowcu, który uważał ludzkość za “małpy” i tworzy dwa wynalazki. Pierwszym jest Kaeden, czyli rozszerzona rzeczywistość, przytrzymująca ludzi przy życiu, tworząca świat gdzie wszystkie ich marzenia są spełnione. Naukowiec gardzi tym że ludzie lubią tą technologie. Drugim wynalazkiem jest android, nazwanym po jego córce. Uznaje androida za przyszłość. Opowiadanie podobało mi się ale mam dwa pytania:

 

Pachniało czymś dziwnym, jakby połączeniem suplementu witaminowego i soku z mięsa.

Czy jako twórca Kaeden nie powinien dokładnie wiedzieć czym pachnie?

 

Przez łzy poprawiła uchwyt, oparła grubą igłę o szyję Roberta i zanim ten zdążył zareagować, położyła się na niej.

Co tu się stało? Nie rozumiem tego fragmentu

 

 

 

 

Siema jestem kret!

Hej Nikaszko!

Przede wszystkim, niezmiernie mi miło, że wpadłaś ;) Tak, dobrze zrozumiałaś fabułę ;D Co do pytań, już spieszę z odpowiedzią:

Czy jako twórca Kaeden nie powinien dokładnie wiedzieć czym pachnie?

Nie, ponieważ Robert był odpowiedzialny jedynie za część programistyczną. To duży projekt, więc musiało się w niego zaangażować wielu specjalistów. Zapach miał brać się od płynnej pożywki, a to już pewnie robota biotechnologa, albo jakiegoś lekarza ;)

 

Co tu się stało? Nie rozumiem tego fragmentu

Dobrze, że nie boisz się pytać, gdy nie znasz odpowiedzi. Sara wyjęła wtyczkę, ale nie miała siły by “normalnie” wbić ją w szyję Roberta, stąd wykorzystała masę ciała, żeby przebić mu szyję.

 

Dzięki za odwiedziny i komentarz! heart

OK, Sara wyjęła wtyczkę, ale potem jest jeszcze mowa o jakimś ostrzu chowającym się w nadgarstku. Chyba androidki. Trochę się na tym potknęłam, ale potem zapomniałam.

Babska logika rządzi!

Ach, chciałam być subtelna. Androidka po prostu do końca rozważała zamordowanie Sary ;) Powinnam bardziej podkreślić, że wcześniej, nie wiadomo kiedy, je wyjęła. Dzięki Finklo, zajmę się tym ;)

Dziękuje za odpowiedź Gruszel!

Pamiętaj by odpowiednio się nawadniać 

Siema jestem kret!

Nie ma sprawy ;D

Ymm, tak nawadniam się dobrze, dzięki za troskę cheeky

Gruszel, nie ukrywam, że nie przepadam za historiami dziejącymi się w bliżej nieokreślonej przyszłości, w których ludzie dożywają swych dni podłączeni do różnych sztucznych światów, a świat prawdziwy zostaje zapełniony androidami, robotami i sztuczną inteligencją. Dlatego jestem dość zdumiona, że Twoją wizję przyszłości łyknęłam bezboleśnie, z zaciekawieniem i nie bez przyjemności.

Wykonanie pozostawia nieco do życzenia, ale mam nadzieję, że poprawisz usterki, bo chciałabym zgłosić opowiadanie do Biblioteki.

 

jego dzie­cię­cy świat runął o wiele zbyt wcze­śnie… → …jego dzie­cię­cy świat runął o wiele za wcze­śnie… Lub: …jego dzie­cię­cy świat runął zbyt wcze­śnie

 

Świa­tło re­flek­to­rów nieco go ośle­pia­ło… → Skoro reflektorów było więcej niż jeden, to: Świa­tła re­flek­to­rów nieco go ośle­pia­ły

 

de­li­kat­ny zarys mię­śni na­pi­nał drogą, białą ko­szu­lę… → Koszulę mogły napinać mięśnie, nie ich zarys.

 

ma­sko­wa­ne ope­ra­cja­mi pla­stycz­ny­mi bądź cy­ber-wstaw­ka­mi. → …ma­sko­wa­ne ope­ra­cja­mi pla­stycz­ny­mi bądź cy­berwstaw­ka­mi.

 

Cały cho­ler­ny do­bro­byt jest nic nie wart→ Cały cho­ler­ny do­bro­byt jest nic niewart

 

– Nie mar­tw­cie się – ode­zwał się w końcu, siląc na opa­no­wa­ny głos. → A może: – Nie mar­tw­cie się – rzekł w końcu, siląc się na opa­no­wa­ny głos.

 

Ulu­bio­ne whi­skey sour Ro­ber­ta przy­jem­nie schło­dzi­ło gar­dło… → Whiskey jest rodzaju żeńskiego, więc: Ulu­bio­na whi­skey sour Ro­ber­ta przy­jem­nie schło­dzi­ła gar­dło

 

Wiem – od­po­wie­dział i po­pa­trzał w jej oczy. → Raczej: – Wiem – od­po­wie­dział i po­pa­trzył w jej oczy.

 

Znów to uczu­cie w klat­ce pier­sio­wej, ści­ska­ją­ce za serce… → Znów to uczu­cie w klat­ce pier­sio­wej ści­ska­ją­ce serce

 

Jed­nym hau­stem dopił drin­ka, odło­żył szklan­kę… → Jed­nym hau­stem dopił drin­ka, odstawił szklan­kę

 

Chwy­cił laskę i ostroż­nie wstał. Oparł się o nie całym cia­łem… → Chwy­cił laskę i ostroż­nie wstał. Wsparł się na niej całym cia­łem

Opieramy się o coś, a laską podpieramy się.

 

potem usu­nę­ła we­nflon z żył. → Z ilu żył mogła usunąć jeden wenflon?

 

Gałki oczne pod po­wie­ka­mi wciąż pra­co­wa­ły. Gdy Ro­bert wraz z ze­spo­łem pra­co­wa­li nad wtycz­ką… → Czy to celowe powtórzenie?

 

prze­ży­wa­ją­ce­go przy­go­dę w Taj­wań­skiej dżun­gli. → …prze­ży­wa­ją­ce­go przy­go­dę w taj­wań­skiej dżun­gli.

 

Po­szar­pa­ny tu­by­lec wła­śnie bła­gał go o życie. → Co to znaczy, że tubylec był poszarpany?

 

Uśmiech­nął się i pod­parł pew­niej o laskę.Uśmiech­nął się i pod­parł pew­niej laską.

 

kon­ty­nu­ował Ro­bert, idąc stro­nę ko­lej­nej kap­su­ły. → Pewnie miało być: …kon­ty­nu­ował Ro­bert, idąc w stro­nę ko­lej­nej kap­su­ły.

 

szedł bez po­mo­cy.– Ro­zu­mie­cie się ide­al­nie… → Brak spacji po kropce.

 

Dziew­czyn­ka uśmiech­nę­ła się sze­ro­ko, Nelie spró­bo­wa­ła po­wtó­rzyć ten gest… → Gesty wykonuje się rękami; uśmiech nie jest gestem.

 

Spoj­rzał w jej bez­na­mięt­ny wzrok… → Można spojrzeć w czyjeś oczy, ale nie można spojrzeć w czyjś wzrok.

 

zu­peł­nie inny od tego, któ­re­go za­pa­mię­tał z sy­mu­la­cji. → …zu­peł­nie inny od tego, któ­ry za­pa­mię­tał z sy­mu­la­cji.

 

zer­ka­jąc na wciąż nie­ru­cho­ma Nelie. → Literówka.

 

Ostat­nie ludz­ka walka… → Literówka.

 

Z po­ła­ma­nych pa­znok­ci le­cia­ła krew. → To niemożliwe – paznokcie, nawet połamane, nie krwawią.

 

Przez łzy po­pra­wi­ła uchwyt… → Można patrzeć przez łzy, można mówić przez łzy, ale jaki sposób przez łzy poprawia się uchwyt?

 

opar­ła grubą igłę o szyję Ro­ber­ta i zanim ten zdą­żył za­re­ago­wać, po­ło­ży­ła się na niej. → Położyła się na szyi czy na igle?

 

Przez chwi­lę za­pa­no­wa­ła cisza… → Przez chwi­lę ­pa­no­wa­ła cisza

 

– Na dobry po­czą­tek może… Mały Ksią­żę, albo coś Sha­ke­spe­are'a? → A może: – Na dobry po­czą­tek może… Mały Ksią­żę, albo coś Szekspira?

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Hej Reg heart

Z zapartym tchem czekałam na Ciebie i oto jesteś, cała na biało ;) 

 

Dlatego jestem dość zdumiona, że Twoją wizję przyszłości łyknęłam bezboleśnie, z zaciekawieniem i nie bez przyjemności.

Mogę umierać, oprawiam w ramkę ;D Wreszcie!

 

Wykonanie pozostawia nieco do życzenia, ale mam nadzieję, że poprawisz usterki, bo chciałabym zgłosić opowiadanie do Biblioteki.

Wybacz, że dzisiaj nie dam rady, jutro z rana chętnie się za to zabiorę ;)

 

Dzięki Reg, ale mi dałaś kopa do dalszej pracy heart Następne teksty będą jeszcze lepsze, jak zwykle dziękuję za łapankę i przepraszam za błędy ;P

Usterki poprawione, Reg ;)

Kilka było bardzo zabawnych, dzięki za łapankę heart

Gruszel, mam nadzieję, że już ochłonęłaś i możesz oddychać pełną piersią, więc wstrzymaj się z umieraniem, zwłaszcza że czujesz się zmotywowana do dalszej, coraz lepszej pracy. ;)

A skoro poprawiłaś usterki, mogę udać się do klikarni. :)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Droga autorko, jestem bardzo zadowolony.

 

Na wszystkie pytania, jakie na początku miałem, znalazłem odpowiedzi przy drugim czytaniu. Nie ma już nic, co wymagałoby klarowania. Nie mam też własnych sugestii i alternatyw, a to nieczęsto mi się zdarza. Przekaz jest bardzo jasny, a wykonanie niemal nieskazitelne. Postacie są barwne, ich działania zrozumiałe, a emocje dobrze widoczne. Mocny głos, przejmujący klimat, szczegółowe scenerie, adekwatne tempo, nienachalna ekspozycja. Ogólnie immersja mocno, a SF to nawet nie mój konik. Odhaczam po kolei wszystko, czego mógłbym sobie życzyć.

 

Gdyby mój głos coś znaczył, to na pewno bym go tutaj zostawił, by potomność lepiej widziała. 

 

Hej P3rshingu!

Przede wszystkim, dziękuję, że wpadłeś i zostawiłeś komentarz heart

Co do treści komentarze, zbytnio mi schlebiasz ;) Jest mi niezmiernie miło, że opowiadanie tak bardzo Ci się podobało, dostaję ogromnego kopa do dalszej pracy. Tak właściwie, SF to też nie mój konik, ale zdarzy mi się coś w tym gatunku napisać.

Gdyby mój głos coś znaczył, to na pewno bym go tutaj zostawił, by potomność lepiej widziała.

Znaczy bardzo wiele. Pozytywne komentarze bardzo mnie motywują, negatywne, uczą co poprawić. Użytkownicy często zaglądają do komentarzy, by poznać opinię innych osób na temat tekstu. A większość autorów wrzuca tutaj swoje opowiadania dla feedbacku ;)

Dziękuję za odwiedziny!

 Hejka naklejka!

 

Zanim przejdę do straszenia, to zacznę od pozytywów, a tych też nie brakuje. Na pewno widzę olbrzymią poprawę w stylu od “Drugiej Strony Ekranu”. Bardziej urozmaicone słownictwo (chyba), ogólnie sprawniejsze czytanie i brak takich ciągnących się od przecinków zdań:P

Po drugie cieszę się, że próbujesz pisać o czymś. Mam wrażenie, że wiele jest tekstów płytszych (na przykład moje), bez ataków na jakiś ambitniejszy temat, a w Twoim przypadku – przynajmniej z tego co czytałem – pisanie jest nie tylko pisaniem, ale także zadawaniem pytań i rozważaniach o życiu.

To prowadzi do pierwszej uwagi – i pewnie jedynej, z jaką przychodzę. Bo tu trochę, moim zdaniem, przesadziłaś i stworzyłaś tekst, który nie jest opowiadaniem, tylko zbiorem rozważań filozoficznych. Fabuła jest krótka i nierozwinięta; a sama konstrukcja tekstu zaczyna się na dobre w jakiejś jednej trzeciej, gdy główny bohater budzi się ze snu.

I rzecz jasna takie teksty też się zdarzają i najlepszym (Bóg Imperator Diuny wszak jest z grubsza czymś takim), ale po pierwsze chyba warto to zaznaczyć, a po drugie u Ciebie pewne kwestie się powtarzają:P Szczególnie druga scena (snu) zaczyna się od nawału 5k znaków (to 1/6 opowiadania!), w którym większa część to narzekania głównego bohatera na ludzkie małpy. Imho odrobinę za dużo:P

Poza tym warto zdawać sobie sprawę, że najlepsze teksty potrafią właśnie połączyć dobrą historię z zawarciem przemyśleń filozoficznych. Wczoraj w komentarzu pisałem właśnie o hipotezyjce literatury, która zakłada, że na sukces tekstu składa się odpowiednie połączenie i wyciśnięcie synergii z trzech elementów: idei, uczuć i obrazów. I u Ciebie nacisk idzie na to pierwsze:P

 

Mignęło mi jeszcze, że oczekiwałaś pasjonującej dyskusji na setki postów, więc ekhm… Uważam, że Robert miał rację, a czytanie fizycznych książek nie ma większego sensu, jeśli Ewa43 ma wszystko w bibliotece.

– Bo tak już jest! – krzyknęła, ściskając pościel. – Umieram i nic na to nie poradzę, rozumiesz?! Też tego nie chcę, codziennie nie mogę zasnąć, bo myślę co z tobą będzie! Ale nie wiem, cholera, nie wiem! Tak to wygląda, życie to pasmo cierpienia i niekończących się porażek, a nasze ciała są kruche i możemy umrzeć w każdym momencie! Zrozum, też tego nie chcę! Ale umieram, taka jest prawda! Umieram!

Trochę miałem wrażenie, że wyszło trochę nienaturalnie.

– Jest niesamowita, począwszy od wynalezienia koła, poprzez pierwsze zapisy równań matematycznych, na pięknych, utopijnych miastach skończywszy – mówił dalej.

No czekaj, wymieniasz największe osiągnięcia ludzkości, a zapomniałaś o algebrach Liego, teorii pola i czekoladzie.

Ludziom przyszło umierać pogrzebanym w stali którą sami stworzyli.

przecinek!

Dwa plus dwa to cztery, bo wszyscy są gotowi udawać, że tak właśnie jest.

Ale jakm to? D:

Mógł się, kurwa, bawić do końca, oddawać ulubionym czynnościom, czyli mordowaniu, męczeniu słabszych.

To przekleństwo nie gra za bardzo, bo wcześniej nie przeklinałaś.

czegoś, czegoś,

To ma rzecz jasna sens w treści, ale średnio wygląda w tekście :P Sugerowałbym albo przeformułować zdanie, albo użyć średnika.

Ja za to, chciałem zrobić wam miejsce.

A tu chyba przecinek za dużo?

 

EDIT: A i oczywiście zgłoszę do biblioteki.

Слава Україні!

Hej Golodhu!

Po pierwsze, bardzo mi miło, że wpadłeś ;)

Na pewno widzę olbrzymią poprawę w stylu od “Drugiej Strony Ekranu”. Bardziej urozmaicone słownictwo (chyba), ogólnie sprawniejsze czytanie i brak takich ciągnących się od przecinków zdań:P

Jupi!

 

Poza tym warto zdawać sobie sprawę, że najlepsze teksty potrafią właśnie połączyć dobrą historię z zawarciem przemyśleń filozoficznych.

Zdaję sobie sprawę ;D Ale zdawać, a umieć, to dwie różne rzeczy. I albo wychodzi mi tekst z w miarę zwartą fabułą, albo taki właśnie, filozoficzny, gdzie bohaterowie głównie gadają. Oto moja bolączka, ale może kiedyś znajdę złoty środek ;P Dopóki idę z pisarstwem do przodu, to jest ok ;P

 

Trochę miałem wrażenie, że wyszło trochę nienaturalnie.

Bardzo możliwe.

 

No czekaj, wymieniasz największe osiągnięcia ludzkości, a zapomniałaś o algebrach Liego, teorii pola i czekoladzie.

Och, jakbym miała wymieniać wszystkie, to tekst byłby dwa razy dłuższy ;P

Ale jakm to? D:

Chodzi o filozofię z “roku 1984” Orwella ;P Że ważniejsze jest to, w co ludzie wierzą, a nie to, jak jest naprawdę. Po prostu bardzo lubię tę książkę ;P

 

To przekleństwo nie gra za bardzo, bo wcześniej nie przeklinałaś.

Z wyczuciem przekleństw też mam problem ;V

Usterki oczywiście poprawię i dzięki za komentarz i klika! ;D

 

EDIT:

Co do dyskusji, też trochę skłaniam się w stronę Roberta. Jeśli chodzi o książki, to dla Sary to nie były tylko zapisane słowa, ale też faktura kartki, zapach, dźwięk przekładanych kartek…

 

 

Po pierwsze, bardzo mi miło, że wpadłeś ;)

To mi bardzo miło, że Tobie jest bardzo miło:)

Zdaję sobie sprawę ;D Ale zdawać, a umieć, to dwie różne rzeczy. I albo wychodzi mi tekst z w miarę zwartą fabułą, albo taki właśnie, filozoficzny, gdzie bohaterowie głównie gadają. Oto moja bolączka, ale może kiedyś znajdę złoty środek ;P

No rozumiem, ja też na to cierpię, i pewnie większość na portalu :P

Chodzi o filozofię z “roku 1984” Orwella ;P Że ważniejsze jest to, w co ludzie wierzą, a nie to, jak jest naprawdę. Po prostu bardzo lubię tę książkę ;P

Ach, ja wiem, śmieję się tylko:P

Co do dyskusji, też trochę skłaniam się w stronę Roberta. Jeśli chodzi o książki, to dla Sary to nie były tylko zapisane słowa, ale też faktura kartki, zapach, dźwięk przekładanych kartek…

No czekaj, jak chcesz wielką dyskusję, to musisz wszystkiemu zaprzeczać;P

Rozumiem podejście Sary, ale pytanie, czy to akurat czytanie książek jest tym fizycznym elementem, którego potrzeba do poznania. W sensie ja absolutnie uważam, że elementem poznania jest doświadczenie, a – żeby zarzucić naukową dygresją – jedną z wiodących kierunków rozwoju kognitywistyki jest teoria umysłu ucieleśnionego, która w skrócie zakłada, że kluczowym elementem poznania są doświadczenia sensomotoryczne. To znaczy nie można sprowadzić umysłu do komputera, tylko trzeba wyposażyć go jeszcze w układ reagujący z otoczeniem.

W każdym razie – uważam, że są znacznie istotniejsze doświadczenia od fizycznego czytania książek. Czemu nie wybrać się do parku podziwiać krajobrazy, posłuchać śpiewu ptaków (ach, pewnie ich nie ma) albo pograć w tchoukball. Poczuć zapach wiosny i zobaczyć rodzące się do życia… cokolwiek. To wszystko są aktywności dające znacznie większe doświadczenia niż powtarzanie tej samej historii, ale w towarzystwie papieru :P

Слава Україні!

No czekaj, jak chcesz wielką dyskusję, to musisz wszystkiemu zaprzeczać;P

Racja, zapomniałam ;P

 

Rozumiem podejście Sary, ale pytanie, czy to akurat czytanie książek jest tym fizycznym elementem, którego potrzeba do poznania. W sensie ja absolutnie uważam, że elementem poznania jest doświadczenie, a – żeby zarzucić naukową dygresją – jedną z wiodących kierunków rozwoju kognitywistyki jest teoria umysłu ucieleśnionego, która w skrócie zakłada, że kluczowym elementem poznania są doświadczenia sensomotoryczne. To znaczy nie można sprowadzić umysłu do komputera, tylko trzeba wyposażyć go jeszcze w układ reagujący z otoczeniem.

Tak, stąd tak potrzeba czytania książek “fizycznych”, nie tych z pliku. A układ reagujący z otoczeniem jest, przecież Ewa43 jest androidem wyposażonym w czujniki. Ogółem, to też dość ciekawy temat, może kiedyś bardziej się nim zajmę i wtedy też coś powstanie ;P

 

W każdym razie – uważam, że są znacznie istotniejsze doświadczenia od fizycznego czytania książek. Czemu nie wybrać się do parku podziwiać krajobrazy, posłuchać śpiewu ptaków (ach, pewnie ich nie ma) albo pograć w tchoukball. Poczuć zapach wiosny i zobaczyć rodzące się do życia… cokolwiek. To wszystko są aktywności dające znacznie większe doświadczenia niż powtarzanie tej samej historii, ale w towarzystwie papieru :P

Tak, są, ale weź pod uwagę stan Sary plus starałam się zaznaczyć w tekście, że parków już za bardzo nie ma ;P A książki, chodzi o te dobre, dużo mówią o ludziach, o ich postrzeganiu własnego gatunku i innych ludzkich zawiłościach. Stąd też czytanie, zwłaszcza książki, którą można poczuć, w warunkach które istnieją w przedstawionym świecie w tekście, mogą dać wymierne rezultaty. Bo czytanie, to coś więcej, niż tylko “czytanie”, chyba każdy stąd się zgodzi ;P

Tak, stąd tak potrzeba czytania książek “fizycznych”, nie tych z pliku. A układ reagujący z otoczeniem jest, przecież Ewa43 jest androidem wyposażonym w czujniki. Ogółem, to też dość ciekawy temat, może kiedyś bardziej się nim zajmę i wtedy też coś powstanie ;P

Na yt są nagrania z moich* wykładów, mogę podrzucić jak chcesz posłuchać.

Tak, są, ale weź pod uwagę stan Sary plus starałam się zaznaczyć w tekście, że parków już za bardzo nie ma ;P A książki, chodzi o te dobre, dużo mówią o ludziach, o ich postrzeganiu własnego gatunku i innych ludzkich zawiłościach. Stąd też czytanie, zwłaszcza książki, którą można poczuć, w warunkach które istnieją w przedstawionym świecie w tekście, mogą dać wymierne rezultaty. Bo czytanie, to coś więcej, niż tylko “czytanie”, chyba każdy stąd się zgodzi ;P

No to w takim razie chyba po prostu różnica w poglądach i nie ma co ciągnąć:P Ja niby wolę papier, ale tbf to bez tak wielkiej różnicy, w końcu ostatnio i tak więcej na portalu czytam. Może jakby po tej lekturze mieli dyskutować, to byłoby mi bliżej do Sary, bo to rzeczywiście wzbogacające doświadczenie:P

 

* moich w sensie na które chodziłem, nie że ja nagrywałem:P

 

Слава Україні!

Cześć!

 

Bardzo mnie ten tekst wciągnął, udało Ci się zbudować taką atmosferę zagrożenia, gdy wiadomo, że bohater jest szaleńcem owładniętym jakąś wizją, ale nie wiadomo, dokąd dokładnie go to zaprowadzi. Zastanawiałam nad pierwszą sceną, bo to chyba miała być podstawa dla Robert do uznania ludzi za słabe twory.

Trochę nie wybrzmiało zakończenie, mam wrażenie, że zabrakło tu jeszcze jednej sceny domykającej tę historię. Ten wniosek z książkami się nie spina, bo android raczej nie będzie w sanie ich docenić, chyba że Sara chciała tylko zyskać na czasie. Sposób, w jaki Sara wyrwała się z symulacji, też mi nieco zgrzyta, bo nie zostało to wystarczająco uzasadnione, po prostu wiedziała, że trzeba przeciąć przewód. Pytanie czemu nie zrobiła tego wcześniej. To jest taki drobny element, który wydaje mi się niedopracowany, i przez to odbiór całego tekstu jest nieco gorszy. Ogólnie to jest bardzo dobre opowiadanie i szkoda, że nieco lepiej go nie rozwinęłaś i nie zadbałaś o detale, bo mogło być naprawdę świetne. Do biblioteki zgłaszam.

– Po prostu chcę, żeby wszyscy byli szczęśliwi – powiedział Robert, nachylając się nad szpitalnym łóżkiem i nadstawiając głowę[+,] po której głaskała go matka.

Przez brudne okno do środka wpadały promienie księżyca, a delikatny szum skrzynki z tlenem mamy i rozmowy zza ściany rozpędzały ciszę, której oboje tak bardzo się bali.

To “mamy” bym skasowała, bo z kontekstu wynika kto jest chory.

– Jesteś miłym chłopcem. – Mama uśmiechnęła się blado, nie przestając głaskać go po głowie. Mówiła spokojnym, opanowanym tonem. Nieważne, co się działo, nigdy nie traciła zimnej krwi. – Na pewno zostaniesz kimś wielkim.

Tutaj dobrze byłoby zmienić kolejność.

– Jesteś miłym chłopcem – mówiła spokojnym, opanowanym tonem. Nieważne, co się działo, nigdy nie traciła zimnej krwi. Uśmiechnęła się blado, nie przestając głaskać go po głowie.– Na pewno zostaniesz kimś wielkim.

Chciał jej dać całusa, ale rurka wystająca z jej maski zakrywała niemal całą twarz. Pani pielęgniarka powiedziała, że tak trzeba.

Rurka zakrywała całą twarz, a nie maska?

– Dlaczego? Czemu inni mają obu rodziców, a ja zostanę sam? Czemu?

oboje albo obydwoje

Przypadkowo pociągnął za wenflon, wzdrygnął się, w obawie[+,] że go wyrwie.

Mama bardzo się śmiała[+,] gdy jej o tym powiedział. 

– Czemu!? – Tym razem trafił w udo, słyszał[+,] jak syknęła z bólu, ale nie przejmował się tym.

Też tego nie chcę, codziennie nie mogę zasnąć, bo myślę[+,] co z tobą będzie!

To był dzień, w którym zrozumiał[+,] jak bezsensowne jest ludzkie istnienie.

– Żegnam więc was, byliście idealną widownią[+.] – Robert zaśmiał się gorzko.

Ukłonił się, nagradzany gromkimi brawami i nie czekając na odpowiedź[+,] zszedł ze sceny.

Robo-kelner podszedł, podając drinka.

Takie konstrukcje zapisujemy łącznie.

Robokelner

Ulubiona whiskey sour Roberta przyjemnie schłodziła gardło, alkohol rozgrzał i dał odwagę[+,] by dokończyć to, co zapowiedział.

Sara, z Nelie w ramionach[+,] już czekały w jego pokoju za sceną.

– Świetnie ci poszło, kochanie – powiedziała jego żona, całując [+go] w policzek.

Chciał zapamiętać ich widok.

ten

Jedyny mit[+,] który się spełnił, to ten o Ikarze.

Musiała przeanalizować nową bazę danych[+,] gdy przebywał w KaEdenie.

Zatrzymał się przy kapsule w małym ciałkiem.

z

Mój głupi zespół, wraz z całym gatunkiem naprawdę wierzył[+,] że tak będzie lepiej.

Nie chciał przyznać[+,] jak bardzo się denerwuje, ale zdradzała go drżąca warga i drętwe palce.

 – Jedynym ludzkim osobnikiem[+,] od którego czerpałam wiedzę, był tata – odpowiedziała w końcu, głosem opanowanym i zimnym jak stal[+,] z której była zrobiona. – To zbyt mało[+,] aby uzupełnić bazę danych.

"Ani połowy spośród was nie znam nawet do połowy tak dobrze, jak bym pragnął; a mniej niż połowę z was lubię o połowę mniej, niż zasługujecie".

Na yt są nagrania z moich* wykładów, mogę podrzucić jak chcesz posłuchać.

Ja zawsze chętna, o ile znajdę czas (wybacz, ostatnio mam go bardzo mało ;P).

 

No to w takim razie chyba po prostu różnica w poglądach i nie ma co ciągnąć:P Ja niby wolę papier, ale tbf to bez tak wielkiej różnicy, w końcu ostatnio i tak więcej na portalu czytam. Może jakby po tej lekturze mieli dyskutować, to byłoby mi bliżej do Sary, bo to rzeczywiście wzbogacające doświadczenie:P

Raczej różnica w poglądach. I tak dyskusja raczej się odbędzie, w końcu Sara na czegoś nauczyć Nelie ;P

 

Hej Alicello!

Bardzo mnie ten tekst wciągnął, udało Ci się zbudować taką atmosferę zagrożenia, gdy wiadomo, że bohater jest szaleńcem owładniętym jakąś wizją, ale nie wiadomo, dokąd dokładnie go to zaprowadzi. Zastanawiałam nad pierwszą sceną, bo to chyba miała być podstawa dla Robert do uznania ludzi za słabe twory.

Wow, świetnie mi to czytać ;P Tak, pierwsza scena miała być uzasadnieniem do dalszych działań. Plus, chciałam poćwiczyć perspektywę dzieciaka.

 

Postaram się obronić ;

Trochę nie wybrzmiało zakończenie, mam wrażenie, że zabrakło tu jeszcze jednej sceny domykającej tę historię. Ten wniosek z książkami się nie spina, bo android raczej nie będzie w sanie ich docenić, chyba że Sara chciała tylko zyskać na czasie.

Tak, możliwe, że jest za szybkie i czegoś w nim brakuje. Książki dlatego, bo Nelie chciała odkryć hmm… właściwości ludzkich komórek mózgowych. Czyli teoretycznie, część jej mózgu jest ludzka i tak właśnie myśli.

 

Sposób, w jaki Sara wyrwała się z symulacji, też mi nieco zgrzyta, bo nie zostało to wystarczająco uzasadnione, po prostu wiedziała, że trzeba przeciąć przewód. Pytanie czemu nie zrobiła tego wcześniej. To jest taki drobny element, który wydaje mi się niedopracowany, i przez to odbiór całego tekstu jest nieco gorszy.

Nie ona go przecięła, a Nelie, która planowała to od dłuższego czasu. Zrobiła to teraz, bo Robert postawił ją pod ścianą ;P Nelie wiedziała o przewodzie, bo miała za zadanie opiekować się ludźmi ;)

 

Ogólnie to jest bardzo dobre opowiadanie i szkoda, że nieco lepiej go nie rozwinęłaś i nie zadbałaś o detale, bo mogło być naprawdę świetne. Do biblioteki zgłaszam.

Dzięki, że tak uważasz, ale do świetnego trochę mu brakuje. Na przykład, jak pisał Golodh, fabuły która nie byłaby jedynie wymówką do niemalże monologu Roberta ;) Podałam wszystko na tacy, nieco zbyt dosłownie i zbyt statycznie, ale pracuję nad tym.

Dzięki za klika do biblio ;)

 

Takie konstrukcje zapisujemy łącznie.

Robokelner

czytałam o tym i widocznie doszłam do złych wniosków ;P Dzięki.

Z resztą usterek się zgadzam i jeszcze dzisiaj poprawię, wielkie dzięki za ich wskazanie ;P

 

 

Hejo, najpierw przypiełdołki, na bieżąco <3

 

delikatny szum skrzynki z tlenem mamy

IMO bez “mamy”.

 

Wciągnął do płuc zapach perfum mamy, których nie przestała używać nawet tutaj, zmieszany z tym okropnym smrodem śmierci i chorób. To był dziwny zapach, niby czysty, ale było w nim coś obrzydliwego,

To tutaj wyszło tak jakoś nieskładnie, a drugie zdanie mogłoby się odnosić i do perfum, i do smrodu.

 

Przypadkowo pociągnął za wenflon, wzdrygnął się, w obawie że go wyrwie.

wzdrygnął się w obawie, że

 

Zostawisz mnie!

– Robert…

– Nie rozumiem! Po co to robisz? Chcesz mnie zostawić?! –

Nieładne powtórzenie. Wiem, że dialog, 7-letni chłopiec itp., ale i tak zabrzmiało mi to źle.

 

Anna zmarła dzień później, z samego rana.

Zważywszy, że to wieczór, dałabym: “Anna zmarła kilka godzin później, wczesnym rankiem”.

 

ograniczenia, których nigdy nie przekroczymy

Nie przeskoczymy…?

 

garb, krzywe zęby, brak palca a wszystko to

Przecinek/myślnik przed “a”.

 

Obrzydliwy gatunek, zapełniony wadami

Nie wiem, czy gatunek może być “zapełniony” wadami. Skalany niezliczonymi wadami…?

 

Wklęsłe policzki rzucały ostre cienie

Raczej ich nie rzucały, bardziej były cieniem wypełnione…?

 

Czy dotąd prowadzi szczęście?

“Do tego”?

 

Nie chcieli wejść, a teraz nie chcą wychodzić.

Nie bardzo rozumiem, momentami jestem zagubiona. Najpierw się śpieszą, bo podobno miejsca są ograniczone, potem “płacą za własną śmierć”, a jednak nie chcą wchodzić…?

 

Razem tworzycie potężną istotę, niemal na granicy boga. Wasze dokonania są tego dowodem.

– Mylisz się. Mamy te same ograniczenia co one.

Nie wiem, kim/czym są “one”.

 

 Zatrzymał się przy kapsule w małym ciałkiem.

z

 

jednak Nelie nie pokiwała z aprobatą

Czym? Palcem? ;)

 

Wysłała kilka sygnałów i ujęła ojca pod ramię, by poprowadzić wzdłuż kapsuł.

Poprowadzić kogo?

 

Jej podzespoły nie potrafiły w pełni pojąć ludzkiej natury, stąd częściej do głosu dochodziła naturalna część procesora, ta wzięta z natury.

Eee… coś jest tutaj pomieszane? ^^’

 

Mimo grubego płaszcza, ojciec, drżał z zimna.

Bez przecinka po “ojciec”.

 

Nie rozumiała, dlaczego mimo bogactwa, ludzie byli tak biedni?

IMO bez przecinka po “bogactwa”. I bez znaku zapytania. Albo:

Nie rozumiała: dlaczego mimo bogactwa ludzie byli tak biedni?

 

początki lat XXII wieku.

Lat jakichś – a może po prostu początki XXII wieku?

 

wpatrując się w pracę

Przypatrując się jego pracy…?

 

– Nie wierzę! – wykrzyknął w końcu, mając jeszcze nadzieję, że to jakaś gra Nelie. W końcu, jej poczynania nie miały sensu, przecież działał na jej korzyść.

Niezbyt jasny ten fragment, trzeba się wczytać, żeby nie przeczył sam sobie.

 

złapała dech w piersiach

W piersi?

 

położyła się na kablu.

Może lepiej: opadła na kabel? Przy pierwszym czytaniu nie zrozumiałam sensu tej czynności.

 

Ewa43 przypatrywała się teraz Sarze w czujnością. Kątem oka kobieta zobaczyła, jak stalowe ostrze wsuwa się z powrotem do nadgarstka.

Te dwa działania chyba sobie przeczą…?

 

A teraz kilka fragmentów, które szczególnie się podobały. :D

 

zepsute zęby wystawały z dziąseł jak nagrobki – fajne porównanie :D

 

Potknął się o sztuczne ramię z wyrysowanymi cukierkowymi postaciami – rozumiem, że to jakaś ozdoba protezy, może dla dziecka? Fajny szczegół. :)

 

Spójrz Saro, kogo bronisz! My już od dawna nie żyjemy, poruszają nami pośmiertne skurcze!

Baaardzo fajny tekst. :D

 

Nelie → Ewa43

Fajna zmiana nazewnictwa w związku ze zmianą postrzegania.

 

Co do wrażeń – początek nie zachęcał, był zbyt “oklepany” i melodramatyczny, wypadł nieprzekonująco. Potem zaczęło się rozkręcać i robiło się coraz ciekawiej, naprawdę mnie wciągnęło. Szczerze – miałam nadzieję, że gatunek ludzki wyginie, bardzo często zdarza mi się myśleć podobnie jak Robertowi… ^^’ Trochę mnie Sara zirytowała, ale cóż, to osobiste odczucia. ;)

Ciekawie opisane “uczucia” robota, a raczej ich brak.

 

Podsumowując: podobało się :D Ech, chyba mówiłam Ci to już przy innym opowiadaniu – Ty to masz wyobraźnię! ;) Ale wypadłoby jeszcze lepiej, gdyby tekst poleżał tydzień-dwa, i gdybyś przy ponownym czytaniu wyłapała trochę tych błędzików, literówek, niezgrabności. ;)

 

Pozdrawiam serdecznie :D

She was with me. She did all those things and so many more, things I would never tell anyone, and she never even loved me. Now that’s love.

Hej DHBW!

Dzięki za wizytę ;) Większość usterek poprawiona, z niektórymi się nie zgodziłam i muszę je przemyśleć.

 

Co do wrażeń – początek nie zachęcał, był zbyt “oklepany” i melodramatyczny, wypadł nieprzekonująco.

Bardzo chciałam poćwiczyć perspektywę ;P Ale chyba nie powinnam na czymś, co publikuję ;P

 

Szczerze – miałam nadzieję, że gatunek ludzki wyginie, bardzo często zdarza mi się myśleć podobnie jak Robertowi…

Ale gdzie wtedy plot twist? Gdzie szansa na obronę ludzkości?

 

Podsumowując: podobało się :D Ech, chyba mówiłam Ci to już przy innym opowiadaniu – Ty to masz wyobraźnię! ;)

Dzięki, staram się ;)

 

Ale wypadłoby jeszcze lepiej, gdyby tekst poleżał tydzień-dwa, i gdybyś przy ponownym czytaniu wyłapała trochę tych błędzików, literówek, niezgrabności. ;)

Niecierpliwość jest moją wadą ;)

 

Dzięki jeszcze raz za odwiedziny i komentarz!

 

 

Interesująca fabuła, do tego całkiem ciekawie pokazana. Podoba mi się budowanie atmosfery, jak to wciąga bohaterów i jak całość prezentujesz. Tak więc tutaj plus.

Wizja świata pokazana dobrze, nawet jeśli z lekka już obecnie ograna.

Językowo jest okej, ale czasem jakieś grudy się zdarzają i chrzęszczą podczas czytania.

Podsumowując: dobry koncert fajerwerków :)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Hej NoWhereMan!

 

Fajnie, że Ci się spodobało ;)

Językowo jest okej, ale czasem jakieś grudy się zdarzają i chrzęszczą podczas czytania.

Pracuję nad tym ;)

 

Podsumowując: dobry koncert fajerwerków :)

Jupi!

 

Dzięki za odwiedziny <3

Fajnie napisane i z fajnym morałem że możemy być tym kim chcemy być a nie tym kim nam rozkażą być

 

Hej sysiu!

Cieszy mnie, że Ci się podobało ;)

Nowa Fantastyka