- Opowiadanie: Nikaszko - Szósta ja

Szósta ja

Cześć! Moje pierwsze opowiadanie wrzucone na tą stronę. Będę wdzięczna za słowa krytyki. Mam nadzieję, że spodoba komuś :D

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Oceny

Szósta ja

α

 

Pisałam sprawdzian. Bicie serca głucho rozbrzmiewało w moich uszach. Wszystkie pytania szły mi słabo, jednak piąte było nie do zrobienia. Większość ludzi, musiałby przejść do następnego polecenia. Lepiej ominąć jedno zadanie, niż dostać jedynkę bez możliwości poprawy za ściąganie. Ja jednak miałam cztery osoby, które mogłam poprosić o pomoc.

– Ej… zna któraś z was odpowiedź? – spytałam  osobowości w mojej głowie. Żadnej w pobliżu, poza strażniczką, która zawsze czuwa.

– Cóż to jest? – odezwała się Ding, która zwykle włącza się w chwili zagrożenia.

– Fizyka.

– Och, Melanio… nie mam pojęcia… aczkolwiek Klara powinna to wiedzieć.

– Okej, dam jej kontrolę.

 

***

 

Zostałam wepchnięta do środka umysłu. Lubiłam to dziwne, lekko przyjemne uczucie. Nie dało się opisać tego słowami. Saqpa mówiła że tak działa każde psioniczne doznanie. Patrzyłam w jeden punkt i nagle przenosiłam się do wnętrza własnej głowy.

 Fascynowało mnie to, czy gdyby Saqpa nie należała do psioników, a raczej do władców umysłu, nadal mogłabym tak dosłownie wchodzić. Znajdowałam się w komnacie, przy wrotach umysłu.  Była  wielkim pokojem, przypominającym raczej marmurową poczekalnie. Szmaragdowy dywan leżał na podłodze, ściany pokrywały srebrne zdobienia. W rzeczywistości byłabym pod wrażeniem takiej architektury. Z jednej strony znajdowało się przejście do reszty krainy wewnątrz mojej głowy, po drugiej ogromne drzwi, które po otwarciu doprowadziłyby z powrotem mnie do rzeczywistości. Lubiłam to miejsce nazywać Nekrocity. Nieco przypominało dzielnicę z postkomunistycznymi blokami, gdzie mieszkały wszystkie z moich pięciu ja.

 Usiadłam pod drzewem wiśni i wyobraziłam sobie, że w mojej kieszeni pojawia się śmietankowy lód. Udało mi się go zmaterializować i wyjąć. Podobne chwile, były zaletą tego wszystkiego.

 Właściwie nie wiedziałam, od czego się zaczęło. Stało mi się coś, gdy byłam bardzo mała, jednak wszystkie wspomnienia przechowuje Saqpa, moja druga osobowość.

– Hello! – Usłyszałam piskliwy głos Rachel, mojej najnowszej osobowości. – Co tu robisz?

– Cześć. – Po traumie z podstawówki, wykształciłam Cool nastolatkę rodem z amerykańskich filmów. Wysoka, seksowna, ubrana w modne ciuchy blondynka. Potrafiła zaimponować każdemu i świetnie mówiła po angielsku. Jednak ucieka na imprezy, pije i ćpa, już osiem razy byłam przez nią na komisariacie, a dwa razy w szpitalu.

– Nie powinnaś być teraz w swojej school?

– Klara pisze za mnie sprawdzian… 

– Och! By the way, można się po niej spodziewać czegokolwiek innego? Taka nudziara like ona, co pojawia się tylko, gdy someone mówi ci coś, czego nie chcesz słyszeć, czy gdy trzeba robić działania, jest chyba najgorszą osobowością. Don’t tell me not.

– Czy ja wiem… – odparłam. Ona przynajmniej robiła coś pożytecznego, dla nas wszystkich.

– Dobra… dzisiaj you are boring too. Żegnaj! – odparła i odeszła.

 

***

 

Wyszłam z umysłu po lekcjach, gdy wracałam do domu. U progu jak zwykle zaraz po wejściu zamknęłam się w moim pokoju, unikając słuchania kolejnej kłótni moich rodziców. Krzyczeli na siebie tak okropnie głośno. Nawet zasłanianie uszu poduszką nie dało mi ciszy. Relacja moich rodziców nie przetrwa, jednak, zamiast znaleźć rozwiązania, brnęli coraz głębiej w konflikt. Nienawidziłam ciągłych krzyków. Wybiegłam z domu. Szłam przed siebie bez celu, ocierając łzy z policzków. Buty zapadały się w śniegu, a końcówki palców bolały… Usiadłam na ławce pod nagimi gałęziami klonu. Mroźny wiatr, drapał policzki… Trawę pokrywał chrupki mech, wolałam już uczyć się w parku. Z niezadowoleniem spojrzałam w szare niebo, zapowiadało się na deszcz. Chciałabym być tak spokojna, jak kaczki śpiące na tafli zamrożonego jeziora… Czytałam książkę, jednak zawiał wiatr, zwiewając w dal mój szalik, odsłaniając choker. To zdecydowanie znak, że lepiej już wrócić do domu. Gdy tylko wstałam, przywitał mnie oddalony widok, który zawsze wywoływał uśmiech. Maciek opierał się o mur, po drugiej stronie parku. Serce zabiło szybciej i na mojej twarzy pojawił się rumieniec. Chciałam zbliżyć się i zacząć rozmowę. Podeszła do niego dziewczyna w okularach i pocałowała go w policzek. Łudziłam się, że to kuzynka, dopóki nie złapała ręki Maćka i tuląc się, odeszli. Musiałam trzymać się pobliskiego drzewka, by nie upaść na ziemię. Zgłupiałam, myśląc że ktoś by mnie pokochał. Jak miałoby wyglądać budowanie relacji, z kimś, kto co chwila jest inną osobą? Pewnie uważał mnie za głośną, agresywną mistrzynię oszukiwania na sprawdzianach. Jego dziewczyna, zdecydowanie należała do tych cichych. Zaczęłam płakać, gdy odpłynęłam w głąb umysłu.

 

***

 

Ponownie znalazłam się na korytarzu, który tym razem przypominał klinikę lekarską, drzwi do rzeczywistości wyglądały typowo szpitalnie. Klara rzuciła się na mnie z przytulasem. Przez bystre spojrzenie, gruby sweter, niedomyte kasztanowe włosy kojarzyła się ze stereotypową bibliotekarką. Jedyne co odbiegało od stereotypu to brak okularów.  Zadała mi jakieś pytanie w języku migowym.

– Nie rozumiem – odpowiedziałam. Po jej spojrzeniu poznałam, że powinnam spytać jeszcze raz, bo nie czytała z ruchu warg. – Nie rozumiem migowego.

– Ach… – widocznie się zamyśliła – Ci chesz zotać na dłużej?

– Eh? – zdziwiłam się.

– Cierpiś… 

Chciałam uciec, jednak wizja zamknięcia się we własnym umyśle była dziwna. Co gdyby nie udało się wyjść i spędziłabym tam resztę życia? Przynajmniej nie musiałabym patrzeć na Maćka z inną dziewczyną i słuchać kłótni rodziców. Mogłabym prowadzić szczęśliwe życie. Właściwie to… kto w tamtej chwili kontrolował moje ciało? Ding? Jeśli tak to… czy właśnie biła Maćka?

– O czym rozmawiacie? – zagadnęła Saqpa. Jej niemalże czarna skóra kontrastowała z maseczką ciasno opinającą usta, dredy opadały na zieloną szatę. Klara zaczęła tłumaczyć jej w migowym. – Och… rozumiem. Właściwie to jeśli potrzebujesz, nie powinno być kłopotu, żebyś została dłużej. Niezależnie od tego, ile czasu tu spędzisz, drzwi nigdy się nie zamkną.

– Naprawdę?

– Możesz być tu tak długo, jak potrzebujesz. Jednak jest jeden haczyk. Twój umysł nie rozumie czasu, przez co możesz być tu przez dwa lata, a w rzeczywistości miną dwa dni lub odwrotnie.

– Rozumiem…

– Więc jak? – Spytała.

Zaczęłam szybko się zastanawiać.

– Zostanę tu… na dzień. Potrzebuję krótkiej przerwy od rzeczywistości.

– Rozumiem – powiedziała Saqpa i odeszła. Klara spojrzała na mnie, jakby chciała spytać się, czy już może iść.

– Tak – odparłam, a ona odeszła.

 

***

 

Ponownie usiadłam pod drzewem wiśni. Lubiłam je, zwłaszcza że mogłam kazać mu, zupełnie bez powodu, mieć zamiast normalnych liści, serduszka. Posiadanie własnego świata, istniejącego tylko we głowie, było równocześnie dziwne, co ciekawe. Kto normalny może dotknąć nieistniejącego liścia? Kto normalny teoretycznie może spędzić całe życie, zamykając się w sobie. Kto normalny posiadł rzeczywistość, którą mógł kontrolować bez prawie żadnego ograniczenia? Położyłam się na nieistniejącej trawie i spojrzałam w nieistniejące niebo. Zobaczyłam czarne włosy, otaczające białą twarz i przypominające razem ciastko oreo.

– Witajże niewiasto! – Krzyknęła Ding. – Skopałam rzyć niewiernego dziada tego!

– Dziękuje? – Uniosłam się i spojrzałam na dziewczynę. Z jednej strony była moją dziecięcą wizją chińskiej wojowniczki, przez co nosiła czerwony cheongsam w wersji mini, który w żaden sposób nie nadawał się do walki. Z drugiej używała prawdziwego miecza jian* i potrafiła walczyć, choć nigdy nikt jej tego nie uczył. 

Ding zaczęła rozciągać się kilka metrów ode mnie. Przejechałam dłonią po trawie pokrywał ją szron. 

– Ding… skąd tu wziął się szron? – Rozejrzałam się.

Zdałam sobie sprawę, że wokół mnie rozpływa się ciemna mgła. 

– Nie mam pojęcia niewiasto…

Chociaż w tym świecie nie było temperatury, ciepło i zimno nie istniało. Czułam chłodny powiew na mojej skórze. Gdy nagle zdałam sobie sprawę, że pojawił się tu ktoś, kogo nigdy wcześniej tu nie było. Stała przed nami monochromatyczna kobieta. Patrzyła na nas, białymi źrenicami na czarnych białkach. Chociaż jej skóra wyglądała jakby zmarła, ruszała się. Na jej szyi widniała blizna, przypominająca bruzdę wisielczą. 

– K-kim jesteś? – spytałam. Nie sądziłam, że mój niecodzienny umysł, mógł jeszcze mnie zadziwić.

– Ciekawi cię me imię? – Każde jej słowo wypełniało mnie dreszczami. – Rozumiem… rozumiem… – zaśmiała się. – Me imię to Egonovi. – Dotknęła ręką swojej piersi, z której zaczęła wypływać czarna ciecz. Wylewała się powoli na jej wypłowiały, marynarski mundurek.

– Cóż robisz tu kobieto!? – krzyknęła Ding.

– Jako twór mrocznego boga, do życia potrzebuję cierpienia i dziwów. Zapach złamanego serca i ten błogi ból… stworzony z życia kilku osób w jednym ciele… jak mogłabym to opuścić? – Zaśmiała się.

Wtedy zza jej pleców wyskoczyła Ding, ruszyła na nią z mieczem. Egonovi teleportując się, uniknęła ataku. Ding zamachnęła się ponownie, jednak ostrze przeorało ziemię. Monochromatyczna machnęła ręką, a wojowniczka poleciała na zmrożoną trawę. Ding ponownie zaatakowała jianem, Ego znowu uniknęła.

– Nędzna udawana formo życia… – Odstąpiła kilka kroków i rozpłynęła się w powietrzu. Pozostało po niej tylko blade uczucie, mówiące jasno że teraz to ona kontrolowała moje ciało. 

– Ding! – krzyknęłam i podbiegłam do niej – Żyjesz?! – Nie odezwała się. W oczach zebrały się łzy. Była jedną z moich pierwszych jaźni.

– Nigdy od ciebie nie odejdę – odparła po chwili i usiadła. – Umrzemy wszystkie razem, gdy kostucha postanowi odebrać twe ciało.

– Ding… – Przytuliłam ją.

– No bez siary. – Usłyszałam głos Rachel. – Did you stworzyłaś nową jaźń? Po jakiego dicka?

– Ja… n-nie… – zabełkotałam.

– What’s wrong with you!? – Przerwała mi.

– Daj jej mówić – powiedziała Klara.

– To nie jest jaźń – stwierdziła Saqpa, wychodząc z cienia. 

– The fuck is this then?!

– Przybysz spoza tego umysłu – odparła mistyczka.

– Lecz umysł niewiasty tej zamknięty jest! – Rzekła Ding.

– Nie dla takich jak Egonovi… – odparła Saqpa. – Jednak to nie czas na smutki… Obgadać co robimy. Patrząc na obecność nas wszystkich tutaj, mamy pewność, że przybyszka kontroluje nasze ciało… Rachel. Sterowałaś nim jako ostatnia. Gdzie jesteśmy?

– Jak to gdzie? W klubie! 

– Rozumiem… – Ciemnoskóra dotknęła swoje maseczki i zaczęła coś do siebie mamrotać. – Mogę przypuszczać, że Egonovi nie zajmuje się w nim tańcem… Czyli. – Klasnęła. – Sprawa jest następująca! Zostałyśmy opętane przez demona, używającego nas jako przystawki do głównego dania i jako bazy wypadowej.

– Co możemy zrobić? – spytałam przerażona.

– Są dwa możliwe rozwiązania. Trudno powiedzieć, które zadziała – powiedziała zmartwiona. – Jedną opcją jest wypędzenie demona. Jednak to trudne zadanie, bo ktoś będzie musiał go trzymać i ktoś sterować ciałem. Poza tym Melania będzie musiała trzymać strery. Najpewniej będzie to bolesne dla wszystkich.

– Jaka jest druga opcja? – zapytała Klara.

– Z tego co rozumiem, może opętać jedną osobę. Co znaczy, tyle że najpewniej jest to Melania. Jako, że zabicie opętanego wypędza z niego złe moce. Zabicie jej jaźni, wyczyściłoby cały umysł – odparła. – Jednak to tylko wersja w ostateczności. Ewentualnie możemy pogodzić się z Egonovi i udawać, że jej nie ma. Jednak to najgorsze rozwiązanie. Tacy jak ona są nie tylko szkodliwi, ale i niebezpieczni. Wiadomo, że część nas nie ma całkowicie pozytywnego wpływu, jednak żadna nigdy by nie zabiła, nie doprowadziła do śmierci czy dla czystej przyjemności stworzyła ogrom cierpienia. W dodatku z pewnością prędzej czy później postanowi zabić nas wszystkie.

– Czyli albo wypędzenie jej, albo z-zabicie mnie? – spytałam. Pierś zrobiła się ciężka. Świetnie, zostałam opętana i możliwe że umrę.

– Ok! So! – odezwała się Rachel – jaki mamy plan?

– Żeby wypędzić coś, musi być w środku umysłu, jeśli chcę zabić jaźń, musi ona kontrolować ciało. Jako że na pewno nie dam rady zabić przybyszki, musimy wrzucić Egonovi do środka. A jeśli będę musiała zabić Melanie, ta będzie musiała kontrolować ciało… – Saqpa spojrzała się na wszystkie porozumiewawczo, ale na mnie dłużej. Rozumiałam, co chciała mi przekazać. Zabije mnie gdy wejdę do umysłu, a przybysz nie zostanie wypędzony. Jednocześnie to do mnie należała decyzja czy zgodzę się być ofiarą.

– Cili – powiedziała Klara – ktuś by musiał się poświęcić?

– Poświęcić to zbyt mocne słowo – odparła czarnoskóra. – Ktoś musi wrzucić Egonovi do środka… raczej łatwe to nie będzie. 

– Zaprawdę pełne trudów czeka nas wyzwanie – oznajmiła Ding.

Ruszyliśmy do korytarza pod drzwiami rzeczywistości. Jedyną zmianą było to, że teraz szpital był opuszczony, cuchnący alkoholem i zaschniętą krwią. Próba usunięcia smrodu nie udała się. Umysł nie należał do mnie. Drzwi do niego, tym razem pokryte krwią, były zamknięte łańcuchem – Tak jak myślałam – powiedziała Saqpa i przyjrzała się metalowi, trzymającemu drzwi – Potrafi je zamknąć…

– Szo robimy? – spytała Klara, zaplatając ręce na piersi.

– Liczymy, że wyjdzie, spróbujemy ją przywołać lub… – Zamilkła i odsunęła głowę tak, utrudniając Klarze czytanie z ruchu warg. – Spróbować wejść. Jednak istnieje ogromna szansa, że się nie uda i ta jaźń zginie.

Zapadła cisza. Klara zaczęła iść w stronę drzwi. Krzyknęłam żeby się zatrzymała, zapominając że nie może mnie usłyszeć. Ding próbowała złapać jej dłoń. Jednak Klara szła, prawie nie zważając do nas. Ignorowanie ludzi było główną umiejętnością Klary. Przeszła przez drzwi, a łańcuchy okrywające je się namnożyły. Słyszałam krzyki, to chyba były najwyraźniej powiedziane przez nią do tamtej pory wyrazy. Do tamtej pory nie zdawałam sobie sprawy, jak silna była Klara. Z jednej strony była zwykłą osobowością, istniejącą po to by dzieciaki z podstawówki nie mogły mnie dręczyć, z drugiej skupiała się tylko moim szczęściu i nie wpływa toksycznie na innych. Ryzykowała tak wiele, by zwiększyć szanse na to, że nie umrę. Nie wiedziałam, jak można dobrze nazwać uczucie, które do niej miałam. Mrugnęłam gdy zdałam sobie sprawę z tego, że Klara przestała krzyczeć i nastała głucha cisza. Z lękiem uniosłam wzrok, modląc się w duszy o to, żeby krzyki nie były jej śmiercią. Serce biło jak młot. Strach skroplił się na moich oczach, gdy drzwi wypluły nieruchomą sylwetkę. Starłam łzy i zobaczyłam wyrzuconą Egonovi. Nadeszła pora na egzorcyzmy. Ding przygniotła swoją formą Ego i przyłożyła miecz do jej krtani. Próbowała ją przebić, ale gdy ostrze stykało się ze skórą, drżało jakby chciało odskoczyć. Krzywiła się z bólu. Saqpa machnęła dłońmi i wokół niej zebrała się psioniczna poświata.

– Ja niczyja telepatka, Saqpa Bak wypędzam cię, demonie Egonovi z ciała Melani Kolich – przekierowałam wiązkę mocy na Ego, Ding odskoczyła tuż przed uderzeniem. Moja forma dwoma liniami cienkiego dymu, połączyła się z Ego i Saqpą. Stworzyłyśmy trójkąt o ścianach z mocy.

– Czy ty tak serio? – spytała poczwórnym głosem Ego.

– Jesteś pasożytem – odparła Saqpa, uśmiechając się przez maskę.

Egonovi przybliżyła się do czarnoskórej i zebrała w dłoniach szarą, pulsującą na fioletowo energię. Cisnęła nią, jednak telepatka bez problemu odepchnęła atak.

– Dziękuje… jeden błąd i przerwanie połączenia naszych jaźni cię zabije – powiedziała Egonovi trzema głosami – cieszę się, że tak ułatwiasz! – zakończyła czterema. 

Doznałam paraliżu. Nie spotkałam niczego bardziej przerażającego, niż Egonovi. Jej monochromatyczność, głos i jednoczesna prawdziwość i surrealność. Drżałam ze strachu. Wtedy rozległ się najbardziej przerażający krzyk, jaki słyszałam do tej pory. Telepatka przegrała. Jej forma leżała, odepchnięta przez przybyszkę.

– Och… – Egonovi dotknęła swojej twarzy – rozumiem. Przerwałaś połączenie, by uratować swoje nędzne ja, gdy tylko poczułaś, że tracisz dominację… cóż… – Z jej dłoni wysunęło się czarne ostrze.

To już nie był wybór, ryzykować innymi oraz szansą na stracenie innych jaźni. To był wybór pozwolić zginąć mojej telepatce. Ego przybliżyła ostrze do Saqpy. Nic co żyje, nie chce umrzeć. To była moja najgłupsza decyzja, przecząca ludzkiej naturze.

– Ego Srego! – wydarłam się i zaczęłam biec w stronę drzwi do rzeczywistości. Biegłam, żeby umrzeć. Żeby uratować więcej ludzi, uratować Saqpe. Moje marzenie o zostaniu farmaceutką nigdy się nie spełni, nigdy nie zobaczę rodziny, klasy i Maćka. Moje ja miało zniknąć, po to, by wejść na wyższy poziom istnienia, aby połączyć się z jednym z Pięciu Bogów. Moje ciało miało zostać oddane reszcie jaźni.

 Wbiegłam w drzwi i weszłam do rzeczywistości po raz ostatni. Po raz pierwszy musiałam walczyć o wyjście na powierzchnię. Klara nie chciała pozwolić mi wejść. Nasze niezmaterializowane jaźnie się szarpały. Ostatecznie zdominowałam i przejęłam kontrolę nad ciałem. Byłam w ciemnym zaułku w dzielnicy z klubami. Moje ciało mrowiło i nie chciało utrzymać równowagi. Opierając się o cuchnący śmietnik, brałam swoje ostatnie wdechy. Liczyłam, że moja umrę w lepszym miejscu, ale przynajmniej umieram tylko ja. Moje ciało pozostanie żywe. Nie miałam pojęcia jak reszta je wykorzysta. Nie mogłam złożyć prośby, nie było na to czasu. Musiałam liczyć, że domyślą się, czego chcę. Chciałam by kontynuowały to, co nie było mi dane. Chciałam by, chociaż moje ciało, połowa mnie, spełniła marzenia. Położyłam się na ziemi. Wzięłam ostatni oddech i na zawsze opuściłam moją powłokę, by wejść na wyższy poziom istnienia. 

 

 

Przypisy:

Cheongsam – Tradycyjny strój chiński podkreślający sylwetkę. Cechuje go charakterystyczna stójka pod szyją. Stereotypowy chiński strój kobiecy, chociaż występuje jako męski.

Miecz Jian – Chiński rodzaj miecza, używanego w kungfu. Ważą od 700 do 900 gramów i współcześnie mają 70 cm. Zwykle jest bardzo cienki, przez co wydaje charakterystyczne głuche odgłosy podczas walki. Miecz był rzadko używany do cięć, głównie do pchnięć, nigdy do bloków.

 

Koniec

Komentarze

Cześć, Nikaszko!

 

Ooookey, pomysł jest, imo ciekawy. Do tego wprowadzasz kolejne jaźnie-bohaterki całkiem zgrabnie – w miarę ogarnąłem kim są, do tego każda jest wyraźnie inna od pozostałych.

W samej fabule pod koniec już się zamieszałem – co kto musi zrobić i dlaczego robi – zaczęły się obszerne wyjaśnienia (choć były infodumpem, to dla mnie w pełni akceptowalnym) i nie ogarnąłem, bo…

…i tu dochodzimy do rzeczy najważniejszej: wykonanie techniczne. Bardzo utrudnia czytanie i cały wysiłek idzie na rozszyfrowanie sensu zdań. Nie robiłem łapanki, bo do jutra bym nie zrobił, a i tak sporo by pewnie umknęło.

Rzucę kilkoma przykładami:

Przecinki w losowych miejscach

Lepiej ominąć jedno zadanie(+,) niż dostać jedynkę bez możliwości poprawy(-,) za ściąganie.

W tym może Ci pomóc jakiś internetowy checker – nie wychwyci wszystkiego, ale zgrubsza ogarnie sprawę. Ja często używam tego.

 

Dziwne, podwójne kropki ze spacją, albo dwie kropki zamiast wielokropka (wielokropek to zawsze trzy kropki):

Szmaragdowy dywan leżał na ziemi, ściany pokrywały srebrne zdobienia. .

jak kaczki śpiące na tafli zamrożonego jeziora..

Byłozy:

Chociaż w tym świecie nie było temperatury, ciepło i zimno nie istniało. Jednak czułam chłodny powiew na mojej skórze. Gdy nagle zdałam sobie sprawę, że pojawił się tu ktoś, kogo nigdy wcześniej tu nie było. Stała przed nami monochromatyczna kobieta. Patrzyła się na nas, białymi źrenicami na czarnych białkach. Jej skóra i wargi były jak u trupa, chociaż ruszała się. Na jej szyi była blizna, przypominająca bruzdę wisielczą. 

Siękozy:

Próba usunięcia smrodu się nie udała się. Umysł nie należał do mnie. Drzwi do umysłu, tym razem pokryte krwią, były zamknięte łańcuchem – Tak jak myślałam – powiedziała Saqpa i przyjrzała się łańcuchowi. – Potrafi się zamknąć…

Te pierwsze dwa “się” w sumie są błędem, pewnie coś tam poprawiałaś i zapomniałaś wyrzucić jedno.

 

Do tego źle odmienione słowa, sporo literówek.

Zapis dialogów też lepiej byłoby poprawić. Może Ci pomóc poradnik z fantazmatów.

 

Ogólnie rzecz ujmująć: sporo pracy przed Tobą :) Ale o to chodzi w pisaniu, zatem nie ma się czego bać :) Fajnie, że wrzuciłaś niezbyt długi tekst, bo gdyby był dłuższy, to pewnie nawet nie podjąłbym próby przeczytania. Jak dobrze pójdzie, to jeszcze ktoś przyjdzie i Ci błędy wytknie – wtedy tylko się cieszyć, bo będziesz wiedzieć, co poprawiać.

No właśnie – poprawiać. Nie bój się wziąć tekst na warsztat jeszcze raz i poprawiać na bieżąco – do góry jest przycisk “Edytuj” i możesz wprowadzać zmiany w tekście – to mile widziane na portalu (chyba jeszcze nie wrzuciłem tekstu, którego by nie poprawiał).

Odniosłem wrażenie, że tekst został napisany i od razu wrzucony. Zaleca się odłożyć tekst do leżakowania, a następnie poddanie go autoredakcji i autokorekcie.

Natomiast co do Twej obeności na portalu: gratuluję debiutu i witaj w gronie portalowiczów :) Jeśli masz jakieś wątpliwości co do mojego komentarz, czegoś nie zrozumiałaś – pytaj. Po to tu jesteśmy – żeby sobie pomagać. Warto też zaglądać do tekstów innych i zostawić trochę merytorycznych komentarzy – i Ty się czegoś nauczysz, i inni autorzy również.

 

A jeśliby Cię to zainteresowało, to wrzucam garść linków do poczytania:

Poradnik łowców komentarzy autorstwa Finkli, czyli co robić, by być komentowanym i przez to zbierać duży większy “feedback”: http://www.fantastyka.pl/publicystyka/pokaz/66842676 

Poradnik Issandera, jak dostać się do Biblioteki ;)

https://www.fantastyka.pl/publicystyka/pokaz/66842782 

Opis funkcjonowania portalu i tutejszych obyczajów autorstwa Drakainy:

https://www.fantastyka.pl/publicystyka/pokaz/66842842 

 

Pozdrawiam i życzę powodzenia w dalszej pracy twórczej!

Nie zabijamy piesków w opowiadaniach. Nigdy.

Krokus,

Bardzo, bardzo dziękuje za komentarz! Zwłaszcza za przydatne linki.

 

W tym może Ci pomóc jakiś internetowy checker – nie wychwyci wszystkiego, ale zgrubsza ogarnie sprawę. Ja często używam tego.

Dziękuje za polecenie! Aktualnie używałam głównie tego LanguageTool – Korektor stylistyczny i gramatyczny

 

Dziwne, podwójne kropki ze spacją, albo dwie kropki zamiast wielokropka (wielokropek to zawsze trzy kropki):

Jestem kretem i nie zauważyłam że pisałam tylko dwie kropki. Dziękuje za zwrócenie na to uwagi. Będę obserwować wielokropki.

 

Byłozy:

Chociaż w tym świecie nie było temperatury, ciepło i zimno nie istniało. Jednak czułam chłodny powiew na mojej skórze. Gdy nagle zdałam sobie sprawę, że pojawił się tu ktoś, kogo nigdy wcześniej tu nie było. Stała przed nami monochromatyczna kobieta. Patrzyła się na nas, białymi źrenicami na czarnych białkach. Jej skóra i wargi były jak u trupa, chociaż ruszała się. Na jej szyi była blizna, przypominająca bruzdę wisielczą. 

Siękozy:

Próba usunięcia smrodu się nie udała się. Umysł nie należał do mnie. Drzwi do umysłu, tym razem pokryte krwią, były zamknięte łańcuchem – Tak jak myślałam – powiedziała Saqpa i przyjrzała się łańcuchowi. – Potrafi się zamknąć…

Te pierwsze dwa “się” w sumie są błędem, pewnie coś tam poprawiałaś i zapomniałaś wyrzucić jedno.

Kurła! Nie wyleczyłam całej siękozy i bylozy

 

Ogólnie rzecz ujmująć: sporo pracy przed Tobą :) Ale o to chodzi w pisaniu, zatem nie ma się czego bać :) Fajnie, że wrzuciłaś niezbyt długi tekst, bo gdyby był dłuższy, to pewnie nawet nie podjąłbym próby przeczytania. Jak dobrze pójdzie, to jeszcze ktoś przyjdzie i Ci błędy wytknie – wtedy tylko się cieszyć, bo będziesz wiedzieć, co poprawiać.

Wiem. Po to weszłam na tę stronę. Jeśli chodzi o długość tekstu, to ogólnie preferuję krótkie.

 

 

Natomiast co do Twej obeności na portalu: gratuluję debiutu i witaj w gronie portalowiczów :) Jeśli masz jakieś wątpliwości co do mojego komentarz, czegoś nie zrozumiałaś – pytaj. Po to tu jesteśmy – żeby sobie pomagać. Warto też zaglądać do tekstów innych i zostawić trochę merytorycznych komentarzy – i Ty się czegoś nauczysz, i inni autorzy również.

Dziękuje :D! 

A jeśliby Cię to zainteresowało, to wrzucam garść linków do poczytania:

Poradnik łowców komentarzy autorstwa Finkli, czyli co robić, by być komentowanym i przez to zbierać duży większy “feedback”: http://www.fantastyka.pl/publicystyka/pokaz/66842676 

Poradnik Issandera, jak dostać się do Biblioteki ;)

https://www.fantastyka.pl/publicystyka/pokaz/66842782 

Opis funkcjonowania portalu i tutejszych obyczajów autorstwa Drakainy:

https://www.fantastyka.pl/publicystyka/pokaz/66842842 

Dziękuje za linki!

 

 

Pozdrawiam i życzę powodzenia w dalszej pracy twórczej!

 

Nawzajem!

 

Ego sum molem

Bardzo ciekawy pomysł na bohaterkę, która ma kilka osobowości. W zasadzie cały świat przedstawiony tego tekstu to umysł jednej osoby i to w nim rozgrywa się też większość akcji, więc na pewno nie było to łatwe do napisania, a jednak udało się to zrobić tak, że świat zainteresował, a fabuła wciągnęła. Mimo że podobała mi się historia z wypędzaniem demona, to widzę tu potencjał na coś więcej – ta wieloosobowościowa bohaterka stwarza pole do wymyślenia całej masy zdarzeń i trochę szkoda, że tak skończyła. 

Pod względem konstrukcji tekst jest napisany prawidłowo, najpierw dajesz wprowadzenie, przedstawiasz krótko, ale treściwie dość skomplikowane realia świata przedstawionego i wszystkie bohaterki, dzięki czemu nie gubiłam się w tym, a potem płynnie przechodzisz do akcji, po której następuje wymowne i mocne zakończenie. Jedyne, do czego mogę się przyczepić, to tutaj bym nieco rozpisała akcję i zakończenie, bo są trochę zbyt skompresowane – dałabym np. więcej uczuć i rozterek bohaterki oraz rozbudowała trochę opisów. 

Natomiast pod względem technicznym tekst wymaga niestety dużo poprawek. Praktycznie w większości zdań są jakieś potknięcia czy literówki. Na literówki polecam czytanie tekstu po kilka razy przed publikacją, a wyeliminowanie innych błędów to tylko kwestia wprawy i doszlifowania warsztatu – więc polecam szlifować, bo umiesz tworzyć ciekawe historie, widać to po tym tekście. Poniżej wypisałam przykłady potknięć. Pojawiły się też drobne niespójności, jak np. zbyt nagłe pojawianie się niektórych bohaterek, co też niżej wskazałam. 

Większość pytań szła mi słabo, jednak piąte było nie do zrobienia. Większość ludzi, musiałby przejść do następnego zadania. Lepiej ominąć jedno zadanie niż dostać jedynkę bez możliwości poprawy, za ściąganie.

Powtórzenie, może: Inni ludzie musieliby przejść do następnego zadania. Lepiej ominąć jedno, niż dostać jedynkę(…). I przed niż przecinek.

Większość ludzi, musiałby przejść do następnego zadania. 

Literówka i bez przecinka, nie rozdzielamy podmiotu z orzeczeniem. 

poza strażniczką która zawsze czuwa. 

Przecinek przed która. 

– Och Melanio… 

Przed bezpośrednim zwrotem do kogoś dajemy przecinek. 

Ok, dam jej kontrolę. 

“Dopuszczalne są cztery warianty: O.K. lub OK, również oryginalne okay lub spolszczone okej.” https://www.ekorekta24.pl/ok-ok-okej-okay-a-moze-okey-ktora-pisownia-jest-poprawna/ 

nagle przenosiłam się w wewnątrz własnej głowy. 

Hmm, chyba we wnętrze własnej głowy? 

czy gdyby Saqpa, nie należała do psioników

Bez przecinka. 

Nawet zasłanianie uszu poduszką, nie dało mi ciszy. 

Też bez przecinka (podmiot “zasłanianie”, orzeczenie “nie dało”). 

Z niezadowoleniem spojrzałam się w szare niebo 

– Więc jak? – Zaczęłam szybko się zastanawiać. 

Didaskalia dialogowe są tutaj mylące, bo odnoszą się chyba do rozmówczyni, a brzmią tak, jakby się odnosiły do głównej bohaterki. 

powiedziała Saqpa i odeszła. Klara spojrzała się jakby chciała spytać się, czy już może iść. 

Za dużo “się” w jednym zdaniu, spojrzeć i spytać nie wymaga dodawania “się”. 

Jej skóra i wargi były jak u trupa, chociaż ruszała się. Na jej szyi była blizna, przypominająca bruzdę wisielczą. 

Byłoza, można dać np. widniała blizna, no i przed imiesłowem -ąca nie powinno być przecinka.

Ding zamachnęła się ponownie, jednak ostrze przeorało ziemię. Monochromatyczna machnęła ręką, a wojowniczka poleciała na ziemię

Może: poleciała na trawę? 

– To nie jest jaźń – stwierdziła Saqpa. 

Przydałoby się wcześniej wspomnieć, że też tam przybyła. 

Patrząc na obecność nas wszystkich tutaj, mamy pewność, że przybyszka kontroluje nasze ciało… 

A Klara? 

– Jaka jest druga opcja? – zapytała Klara. 

A, czyli jednak tam była. Ale tu również przydałoby się jakoś wskazać jej przyjście wcześniej w narracji. 

Umysł nie należał do mnie. Drzwi do umysłu, tym razem pokryte krwią, były zamknięte łańcuchem – Tak jak myślałam – powiedziała Saqpa i przyjrzała się łańcuchowi

Tu wystarczą zaimki, by uniknąć powtórzeń. 

Zgadzam się z Krokusem i Sonatą, że miałaś niezły pomysł na opisany świat, wiec nie będę powtarzać tego, co już napisali, ale pozwolę sobie wyrazić wielki żal, że bardzo złe wykonanie odebrało mi wszelką satysfakcję z lektury.

Mam nadzieję, że Twoje przyszłe opowiadanie będą równie zajmujące i zdecydowanie lepiej napisane.

 

do na­stęp­ne­go za­da­nia. Le­piej omi­nąć jedno za­da­nie… → Czy to celowe powtórzenie?

 

Ja jed­nak mia­łam czwór­kę osób, które mo­głam po­pro­sić o pomoc. → To były cztery dziewczyny/ kobiety, więc: Ja jed­nak mia­łam cztery osoby, które mo­głam po­pro­sić o pomoc.

 

nagle prze­no­si­łam się w we­wnątrz wła­snej głowy. → …nagle prze­no­si­łam się do wnętrza wła­snej głowy.

 

Znaj­do­wa­łam się w kom­na­cie, w bę­dą­cej czymś co można… → Dwa grzybki w barszczyku.

 

Była  wiel­kim po­ko­jem, przy­po­mi­na­ją­ca ra­czej mar­mu­ro­wą po­cze­kal­nie. → Ppiszesz o pokoju, a ten jest rodzaju męskiego, więc: Była  wiel­kim po­ko­jem, przy­po­mi­na­ją­cym ra­czej mar­mu­ro­wą po­cze­kal­nię.

 

Szma­rag­do­wy dywan leżał na ziemi→ Szma­rag­do­wy dywan leżał na podłodze

 

ścia­ny po­kry­wa­ły srebr­ne zdo­bie­nia. . → Czemu służy druga kropka?

 

na­sto­lat­kę rodem z Ame­ry­kań­skich fil­mów. → …na­sto­lat­kę rodem z ame­ry­kań­skich fil­mów.

 

Krzy­cze­li na sie­bie tak okrop­nie gło­sno. → Literówka.

 

Wy­bie­głam z domu. szłam przed sie­bie bez celu, ocie­ra­jąc po­licz­ki z łez. → Wy­bie­głam z domu. Szłam przed sie­bie bez celu, ocie­ra­jąc łzy z po­licz­ków.

Postawiwszy kropkę, kolejne zdanie rozpoczynamy wielką literą.

 

jak kacz­ki śpią­ce na tafli za­mro­żo­ne­go je­zio­ra.. → Jeśli zdanie miała kończyć kropka, jest o jedną kropkę za dużo, a jeśli wielokropek, brakuje jednej kropki.

 

jed­nak za­wiał wiatr, zwie­wa­jąc w dal mój sza­lik, od­sła­nia­jąc mój cho­ker. → Powtórzenie. Czy oba zaimki są konieczne?

 

wy­wo­ły­wał uśmiech na mojej twa­rzy. Ma­ciek opie­rał się o mur, po dru­giej stro­nie parku. Serce za­bi­ło szyb­ciej i na mojej twa­rzy… → Jak wyżej.

 

Po­de­szła do niego dziew­czy­na w oku­la­rach i po­ca­ło­wa­ła go w po­li­czek. Łu­dzi­łam się, że to ku­zyn­ka, do­pó­ki nie zła­pa­ła go za rękę i za­czę­li razem iść, przy­ci­ska­jąc do sie­bie swoje ra­mio­na. → Zaimkoza.

 

Zgłu­pia­łam , my­śląc, że ktoś by mnie po­ko­chał. → Zbędna spacja przed pierwszym przecinkiem; drugi przecinek zbędny.

 

Za­czę­łam pła­kać, gdy od­pły­nę­łam w głąb swo­je­go umy­słu. → Zbędny zaimek – czy dopływałaby w głąb cudzego umysłu?

 

zna­la­złam się na ko­ry­ta­rzu, który tym razem przy­po­mi­nał śro­dek szpi­ta­la… → Co to jest i jak wygląda środek szpitala?

 

Gdyby nie brak oku­la­rów, ko­ja­rzy­ła się ze ste­reo­ty­po­wą bi­blio­te­kar­ką. → A jak wygląda stereotypowa bibliotekarka?

 

– Nie ro­zu­miem – od­po­wie­dzia­łam. Po jej spoj­rze­niu po­zna­łam, że po­win­nam spy­tać się jesz­cze raz, bo nie czy­ta­ła ruchu warg – Nie ro­zu­miem mi­go­we­go. → Zbędny zaimek. Brak kropki po didaskaliach. Winno być:

– Nie ro­zu­miem – od­po­wie­dzia­łam. Po jej spoj­rze­niu po­zna­łam, że po­win­nam spy­tać jesz­cze raz, bo nie czy­ta­ła z ruchu warg. – Nie ro­zu­miem mi­go­we­go.

Tu znajdziesz wskazówki, jak zapisywać dialogi.

 

– Eh? – Zdzi­wi­łam się.– Eh? – zdzi­wi­łam się.

 

Bez wzglę­du ile czasu nie wyj­dziesz, drzwi nigdy się nie za­mkną. → A może: Niezależnie od tego, ile czasu tu spędzisz, drzwi nigdy się nie za­mkną.

 

Klara spoj­rza­ła się jakby chcia­ła spy­tać się, czy już może iść.Klara spoj­rza­ła, jakby chcia­ła spy­tać czy już może iść.

 

Po­now­nie usia­dłam pod drze­wem wiśni. Lu­bi­łam to drze­wo… → Czy to celowe powtórzenie?

 

Po­sia­da­nie wła­sne­go świa­ta, ist­nie­ją­ce­go tylko we wła­snej gło­wie… → Czy oba zaimki są konieczne?

 

– Wi­taj­że nie­wia­sto! – Krzyk­nę­ła Ding. → – Wi­taj­że nie­wia­sto! – krzyk­nę­ła Ding.

 

no­si­ła mini wer­sję czer­wo­ne­go che­ong­sa­mu, co w żaden spo­sób nie nada­wa­ło się do walki.… → Czy wersja była mini, czy mini był che­ong­sam?

Proponuję: …nosiła czerwony che­ong­sam w wersji mini, który w żaden spo­sób nie nada­wa­ł się do walki.

 

– Ding… skąd tu wziął się ten szron? → – Ding… skąd tu wziął się szron?

 

Jed­nak czu­łam chłod­ny po­wiew na mojej skó­rze. → Zbędny zaimek.

 

Pa­trzy­ła się na nas… → Pa­trzy­ła na nas

 

Za­mach zła­ma­ne­go serca, po­łą­czo­ne­go z życia kilku osób w jed­nym ciele… → Co to znaczy?

 

ru­szy­ła na nią ze swoim mie­czem. → Zbędny zaimek.

 

Ego­no­vi te­le­por­tu­jąc unik­nę­ła ata­kuj. → Co teleportowała Ego­no­vi? Literówka.

 

Ding po­now­nie za­ata­ko­wa­ła jia­nem, Ego po­now­nie unik­nę­ła. → Powtórzenie.

 

– Nędz­na uda­wa­na formo życia… – od­stą­pi­ła kilka kro­ków… → – Nędz­na, uda­wa­na formo życia… – Od­stą­pi­ła kilka kro­ków

 

W moich oczach ze­bra­ły się łzy. Była jedną z moich pierw­szych jaźni. → Czy oba zaimki są konieczne?

 

Cięż­ko po­wie­dzieć, które za­dzia­ła→ Trudno po­wie­dzieć, które za­dzia­ła

 

po­wie­dzia­ła zmar­twio­na. – jedną opcją jest wy­pę­dze­nie de­mo­na. → …po­wie­dzia­ła zmar­twio­na. – Jedną opcją jest wy­pę­dze­nie de­mo­na.

 

Bę­dzie to jed­nak trud­ne, bo ktoś bę­dzie mu­siał go trzy­mać i ktoś ste­ro­wać cia­łem. Poza tym Me­la­nia bę­dzie mu­sia­ła być w środ­ku umy­słu. Naj­pew­niej bę­dzie to… → Ostry przypadek będozy.

 

Za­bi­cie jej jaźni, wy­czy­ści­ło by cały umysł… → Za­bi­cie jej jaźni, wy­czy­ści­łoby cały umysł

 

nie do­pro­wa­dzi­ła do śmier­ci czy dla czy­stej przy­jem­no­ści do­pro­wa­dzi­ła do ogro­mu… → Powtórzenie.

 

Saqpa spoj­rza­ła się na wszyst­kich po­ro­zu­mie­waw­czo… → Tam były same dziewczyny/ kobiety, więc: Saqpa spoj­rza­ła na wszyst­kie po­ro­zu­mie­waw­czo

 

do mnie na­le­ża­ła de­cy­zja czy dam sie­bie jako ofia­rę. → A może: …do mnie na­le­ża­ła de­cy­zja, czy zgodzę się być ofiarą.

 

ktuś by mu­siał się po­świę­cić? → …ktoś by mu­siał się po­świę­cić?

 

Próba usu­nię­cia smro­du się nie udała się. → Dwa grzybki w barszczyku.

 

Igno­ro­wa­nie ludzi było głów­ną umie­jęt­no­ścią. → Czyją umiejętnością?

 

Zdar­łam łzy i zo­ba­czy­łam wy­rzu­co­ną Ego­no­vi. → Star­łam łzy i zo­ba­czy­łam wy­rzu­co­ną Ego­no­vi.

 

Prze­szedł mnie pa­ra­liż. → Można doznać paraliżu, ale czy paraliż może kogoś przejść?

 

Jej mo­no­chro­ma­tycz­ność, jej głos i jej jed­no­cze­sna… → Czy wszystkie zaimki są konieczne?

 

Ego przy­bli­ży­ła ostrze do Saqpy, . → Czemu służą przecinek i spacja przed kropką?

 

– Ego Srego! – Wy­dar­łam się i za­czę­łam biec→ – Ego srego! wy­dar­łam się i za­czę­łam biec

 

Żeby ura­to­wać wię­cej ludzi, ura­to­wać Saqpe.. → Ni to kropka, ni wielokropek…

 

Li­czy­łam, że moja umrę w cie­kaw­szym miej­scu… → Nie bardzo rozumiem.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Sonata dziękuje za komentarz!

 

Powtórzenie, może: 

Serio jestem kretem, że nie zauważyłam powtórzenia już na starcie…

 

 

– Więc jak? – Zaczęłam szybko się zastanawiać. 

Didaskalia dialogowe są tutaj mylące, bo odnoszą się chyba do rozmówczyni, a brzmią tak, jakby się odnosiły do głównej bohaterki. 

Dobra teraz to widzę… 

Dziękuje za znalezienie tylu błędów!

Ego sum molem

Bardzo ciekawe opowiadanie, jeśli faktycznie masz siedemnaście lat to nawet świetne. 

Wydaje mi się nieco za długie. To znaczy o ile na początku zmiany osobowości bawiły mnie, przerażały i fascynowały i trochę się znudziłam, ale końcówka mocna.

WIdocznie błędy już poprawione, bo czytało mi się dobrze.

Ambush

Dziękuje za komentarz

Ego sum molem

Dziękuje za krytykę regulatorzy!

 

 

Mam nadzieję, że Twoje przyszłe opowiadanie będą równie zajmujące i zdecydowanie lepiej napisane.

Obiecuje! Będą! 

 

Ja jednak miałam czwórkę osób, które mogłam poprosić o pomoc. → To były cztery dziewczyny/ kobiety, więc: Ja jednak miałam cztery osoby, które mogłam poprosić o pomoc.

Och… teraz to widzę

 

…ściany pokrywały srebrne zdobienia. . → Czemu służy druga kropka?

Chyba po wywaleniu jakiegoś zdania nie wywaliłam jego kropki :((((

 

 

Wybiegłam z domu. szłam przed siebie bez celu, ocierając policzki z łez. → Wybiegłam z domu. Szłam przed siebie bez celu, ocierając łzy z policzków.

Teraz widzę, że to zdanie brzmi jak rzeczywistość alternatywna

 

Gdyby nie brak okularów, kojarzyła się ze stereotypową bibliotekarką. → A jak wygląda stereotypowa bibliotekarka?

Dziewczyna w grubym swetrze i gigantycznych okularach.

 

Jednak czułam chłodny powiew na mojej skórze. → Zbędny zaimek.

“Jednak” to szybko uzależniający narkotyk…

 

Zamach złamanego serca, połączonego z życia kilku osób w jednym ciele… → Co to znaczy?

Duck… Miało być “zapach”

 

 

…ktuś by musiał się poświęcić? → …ktoś by musiał się poświęcić?

Tutaj błąd celowy. Klara ma problemy z dykcją. 

 

Zdarłam łzy

Do idealnego zwalenia brakuje “n” zamiast “m”

 

Naprawdę gorąco dziękuje za znalezienie tylu błędów! Pozdrawiam!

 

 

Ego sum molem

Bardzo proszę, Nikaszko. Ogromnie się cieszę, że uznałaś uwagi za przydatne. Dziękuję też za wyjaśnienia. ;)

 

Pozwolę sobie zasugerować, abyś w przyszłości, nim opublikujesz tekst, odłożyła go na jakieś dwa, trzy tygodnie. Potem przeczytaj uważnie. Będziesz zdumiona, jak wiele usterek dostrzeżesz, pewnie wyłapiesz literówki, powtórzenia, nadmiar zaimków, może zauważysz niezgrabnie skonstruowane zdania, czy luki logiczne. Tę operację można powtórzyć. Wiem, że nie zawsze jest to możliwe, bo czasem termin nagli i zwyczajnie nie ma czasu na dłuższe leżakowania opowiadania, ale warto sprawdzić tę metodę.

Dobrym sposobem jest też poproszenie kogoś z bliskich/ przyjaciół/ znajomych aby przeczytali Twoje dzieło. Nawet jeśli nie powiedzą szczerze, co myślą o nim – niestety, z obawy aby nie urazić piszącego, bliscy mają ogromne opory przed wypowiedzeniem szczerej opinii – to jest nadzieja, że znajdą jakieś błędy i usterki, które pomogą wygładzić tekst.

W niektórych przypadkach, szczególnie gdy nagli termin, niezłym sposobem jest zmiana czcionki. Patrzysz wtedy na tekst jakby był napisany przez kogoś innego, a wtedy różne niedoskonałości same pchają się przed oczy.

Niestety, są też sprawy, których trzeba się zwyczajnie nauczyć i zapamiętać, np.: prawidłowy zapis dialogów i myśli, czy opanowanie zasad poprawnej interpunkcji.

No i jeszcze, wielce chwalona przez użytkowników – betalista. Poniższy link pozwoli Ci zorientować się, w czym rzecz: http://www.fantastyka.pl/loza/17.

A ponieważ jesteś nową użytkowniczką, byłoby dobrze, abyś przeczytała Portal dla żółtodziobów.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

regulatorzy

Cóż… akurat napisałam to kilka miesięcy temu i dałam pewnej dwójce do przeczytania… I powiem tak: Trik ze zmianą fonta brzmi genialnie!

Zajrzę do tych linków. Dziękuje

Ego sum molem

…napisałam to kilka miesięcy temu i dałam pewnej dwójce do przeczytania…

Ech, Nikaszko, mogę się tylko domyślać, iż rzeczona dwójka przeczytała opowiadanie niezbyt uważnie, skoro zostało w nim tak wiele usterek. Tym usilniej namawiam Cię do skorzystania z bety. 

Życzę powodzenie w dalszej pracy twórczej. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Ech, Nikaszko, mogę się tylko domyślać, iż rzeczona dwójka przeczytała opowiadanie niezbyt uważnie, skoro zostało w nim tak wiele usterek.

Jedna osoba z rzeczonej dwójki czytała uważnie, ale autorka jeszcze nie nauczyła się cierpliwości do poprawiania :P

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

MaSkrolu, w takim razie mogę tylko życzyć Autorce, aby posiadła cnotę cierpliwość, tudzież chęć do poprawiania usterek i ustawicznego szlifowania umiejętności. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Radzi sobie coraz lepiej :)

Ale korzystanie z bety to zawsze dobra rada :D

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

Beta czyta, beta radzi i do piórka doprowadzi… ;D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Praktycznie wszystko tu zostało powiedziane, ale chciałbym dorzucić trzy grosze.

Nie wiem, które to już twoje opowiadanie, tak ogólnie, ale uwierz, że z każdym następnym jest coraz lepiej, a dodatkowo tutaj przez samo czytanie dobrych rad Fantastycznych ludzi możesz się dużo nauczyć.

Wieczny

Wiem! Dziękuje :D

Ego sum molem

Hej,

 

fajna historia, najbardziej motyw opętania przypadł mi do gustu.

 

Jak dla mnie przydałoby się więcej informacji o działaniu tego wewnętrznego świata. Wg mnie mogłabyś również budować ciekawe konflikty na granicy świata umysłu oraz świata realnego, tego mi trochę zabrakło, uważam że jest to niewykorzystany potencjał tej historii. Bo historia skupia się na świecie wewnętrznym, być może za bardzo.

 

Kilka czepianek jeszcze:

 

Gdy tylko wstałam, zobaczyłam w oddali widok, który zawsze wywoływał uśmiech.

Zobaczyłam widok ;)

 

Zdałam sobie sprawę, że wokół mnie rozpływa ciemna mgła. 

 

Pozdrawiam!

Che mi sento di morir

BasementKey

Dziękuje za komentarz i znalezienie błędów. Lecę je poprawić.

Również pozdrawiam

Ego sum molem

Fajny pomysł na pokazanie wielu stron wewnętrznego „ja”. Było co prawda kilka momentów w których miałem drobne zawieszenie, bo nie wiedziałem, w którym kierunku historia się potoczy, ale całość ostatecznie wypadła dobrze. Podobało mi się przechodzenie pomiędzy światem wewnętrznym, a zewnętrznym.

Co tu dużo mówić, powodzenia w dalszym pisaniu, bo może Cię zaprowadzić w naprawdę ciekawym kierunku. ;)

Sagitt

Dziękuje za komentarz. Mogę spytać o momenty w których się zwiesiłeś? 

Ego sum molem

Nowa Fantastyka