- Opowiadanie: Irka_Luz - Klęska Warusa

Klęska Warusa

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Oceny

Klęska Warusa

Publiusz Kwinktyliusz Warus był człowiekiem cywilizowanym. Uwielbiał uczty, leniwe rozmowy w termach, dreszcz podniecenia, który odczuwał, gdy zasiadał w ławach Circus Maximus i oglądał wyścigi, i piękno, otaczające go na każdym kroku w Rzymie. No, prawie każdym. Siłą rzeczy nienawidził Germanii, w której się znalazł. Nienawidził wiecznie wilgotnych i zimnych lasów spowitych mgłą i pozbawionych porządnych dróg. Przerażały go; nieokiełznane, nieprzyjazne, pełne krwiożerczych duchów, wysysających z ludzi życiową siłę.

Gardził plemionami, które tu żyły. Dzikusy, śmierdzący barbarzyńcy z ich piwskiem i podłym jedzeniem. Nawet na znaczne łupy nie można było tu liczyć. Próbował, bogowie świadkami, że próbował pokazać im siłę rzymskiego ładu i porządku. Objeżdżał tę nienawistną krainę, rozstrzygał spory, pokazując, jak działa prawo. A te dzikusy wciąż się buntowały. Poczują więc rzymską pięść, jak proponował Arminiusz, tę lekcję zapamiętają na pewno.

Spojrzał na siedzącego obok młodzieńca.

– Dobrze – rzekł. – Tak zrobimy.

Książę Cherusków uśmiechnął się szeroko. Nie zdążył odpowiedzieć, gdyż odchyliły się poły i do namiotu wpadł Segestes, nobil z tego samego plemienia.

– Panie! – zawołał. – Arminiusz pragnie cię zdradzić.

Warus omal nie zakrztusił się winem. Przez chwilę wodził spojrzeniem od jednego mężczyzny do drugiego, aż w końcu wybuchnął śmiechem. Nie mieściło mu się w głowie, że ten na wskroś zromanizowany młodzieniec może przedłożyć dzikość Germanii nad cywilizację Rzymu. Nie był jednak głupcem; gdy pozbył się Segestusa, zażądał wyjaśnień. Wysłuchał Arminiusza, a potem pokiwał głową.

– Uważaj, synu, przez kobiety upadały imperia i kariery – ostrzegł.

 

Legiony, miast wrócić do Moguntiacum, jak pierwotnie planowano, ruszyły na północ, skrótem wskazanym przez Arminiusza. Sam książę ruszył po posiłki.

Warus z dumą patrzył na mijające go centurie, wreszcie pogalopował, by zająć swoje miejsce w szyku. Nie miał wątpliwości, że zwycięży. Mina mu zrzedła kilka godzin później, gdy weszli w las, a ze zbierających się nad nimi ciemnych chmur lunął deszcz. Niewielkie, niewidzialne grupki Germanów nękały ich przez cały czas. Wyszli w końcu na otwartą przestrzeń przetrzebieni, przemoknięci i zmęczeni.

Arminiusz nie dotarł, mało tego, część jego ludzi odeszła. Warus nie dopuszczał do siebie myśli o zdradzie księcia.

– Mówili, że Arminiusz wpadł w zasadzkę i prawdopodobnie nie żyje – tłumaczył podczas narady.

Następnego dnia było jeszcze gorzej. Noc spędzona w marszowym obozie nie przyniosła wytchnienia. Ludzie byli zmęczeni i wychłodzeni. A na wąskim trakcie, znów wiodącym przez las, nie zdołali utrzymać szyku. Żołnierze ślizgali się w błocie, obciągnięte skórą tarcze nasiąkły wodą i ciążyły im w rękach, gdy zasłaniali się przed gradem ołowianych kulek, wystrzeliwanych z germańskich proc. Słyszeli krzyki towarzyszy, którzy mieli ich ochraniać z góry, a znikali niczym duchy.

Wreszcie nastąpił główny atak. Ze zboczy okalających parów, którym maszerowały legiony, runęły setki barbarzyńców. I zaczęła się rzeź.

– Panie, to Arminiusz!

Warus spojrzał we wskazanym kierunku. Książę Cherusków stał wyprostowany na zboczu, na ramiona miał narzucony czerwony rzymski płaszcz, najwyraźniej chciał być rozpoznany. Do namiestnika dopiero teraz dotarła prawda, którą jego dowódcy pojęli już dawno, i pociemniało mu w oczach.

– Przeklęty zdradziecki pies! – krzyknął zrozpaczony.

Niespełna dobę później Warus patrzył, jak pada chorąży, trzymający orła osiemnastego legionu. Pojął, że bitwa jest przegrana. Pozostało mu tylko jedno. Uklęknął i przyłożył miecz do brzucha…

– Bądź przeklęty Arminiuszu, ty i twój lud! Bądź przeklęta puszczo zdradziecka, przyjdzie czas, gdy cywilizacja dotrze i tu, a wtedy znikniesz! – krzyknął i wcisnął ostrze głęboko w trzewia.

– Głupiś, przeklinasz naturę, której jesteś częścią. Wy, ludzie, nie znaczycie więcej niż drzewa i mrówki, szczury i karaluchy.

Umierający mężczyzna podniósł głowę. Przed nim stała naga kobieta, nie młódka, dojrzała, ale wciąż ponętna. Zastanawiał się, która bogini do niego przemawia.

– Żadna. Jestem starsza niż twoi bogowie, starsza niż puszcza. Byłam tu, gdy te ziemie porastał step, i gdy skuwał je lód, gdy stąpały po nim stworzenia większe, niż potrafisz sobie wyobrazić. A nawet wtedy, gdy w tym miejscu był ocean.

W głowie Warusa pojawiały się obrazy tego, o czym opowiadała. Szarpnął się, uciekając przed wizjami, przekraczającymi zdolność jego pojmowania.

– Kłamiesz – sapnął, ale kobieta nie zwracała uwagi na jego słowa.

– I będę tutaj, gdy przeminie twoje imperium i te, które przyjdą po nim. Będę, gdy skończy się czas ludzi. Będę, dopóki Słońce nie połknie planety. Bo ja jestem Ziemią! A ty, Warusie, też będziesz na to patrzył. Nie pozwolę odejść twojej duszy!

Oczy namiestnika zmatowiały, płuca przestały pompować powietrze, a serce krew. Jako duch mógł zobaczyć to, co było niedostępne oczom żyjącego człowieka: Ciało oddalającej się kobiety było miliardami atomów, które wcześniej przybrały zrozumiały dla niego kształt, a teraz rozsypywały się w luźną chmurę.

 

Dwa tysiące lat później

Znów stała w tym miejscu. Las skurczył się jeszcze bardziej, ale powietrze było nieco lepsze niż dwieście lat temu. Patrzyła na ludzi grzebiących w ziemi, pędzelkami odsłaniających kawałki metalu. Słuchała ich radosnych okrzyków, przyglądała się triumfalnym minom.

Była tu wciąż, gdy przyjechały ciężarówki załadowane młodymi drzewkami, a ludzie zabrali się do ich sadzenia. Najpierw jednak postawili ogromny baner z napisem: Trzysta dębów dla Arminiusza. Zaśmiała się i popatrzyła na niego. Dusza Warusa, niema i bezradna, mogła tylko spoglądać błagalnie.

Kobieta odeszła, nie uwalniając go, bo Ziemia nie przebacza nigdy.

Koniec

Komentarze

Witaj, Irko! Pozwól, że się troszkę poznęcam nad Twoim tekstem ;) "Próbował, bogowie świadkami, że próbował POKAZAĆ im siłę RZYSKIEGO ładu i porządku. Objeżdżał tę nienawistną krainę, rozstrzygał spory, POKAZUJĄC, jak działa prawo." – literowka. I powtórzenie. "Poczują więc rzymską pięść, jak proponował ARMINUSZ, tę lekcję zapamiętają na pewno." – znów literówka. "Arminiusz PRAGNIE cię zdradzić." – to "pragnienie" mi tu średnio leży, bardziej pasowałby np. "zamiar". "Legiony(+,) miast wrócić do Moguntiacum…" – ogólnie nie zwracałam uwagi na przecinki, ale tutaj przez moment się zatrzymałam i zastanawiałam, czym są "legiony miast" ;) "Niewielkie, NIEWIDZIALNE grupki Germanów nękały ich przez cały czas." – rzeczywiście były "niewidzialne", czy może bardziej "niewidoczne"? ;) "Przeklęty zdradziecki pies! – krzyknął Z ROZPACZONY." – tu też coś nie wyszło. "Byłam tu, gdy te ziemie porastał step, i gdy skuwał je lód, gdy stąpały po nim STWORZENIE większe, niż potrafisz sobie wyobrazić." – znów literówka. "Odeszła, NIE UWALNIAJĄC GO, bo Ziemia nie przebacza nigdy." – ładne zakończenie, ale zaznaczony fragment to taki trochę infodump ;) Sugerowałabym rozważenie czegoś subtelniejszego, jak np. "odwróciła się i odeszła, bo…", moim zdaniem wyszłoby zgrabniej. Oczywiście to tylko moja opinia ;) Ogólnie przyjemne opowiadanie, temat może nie szczególnie oryginalny, za to fajnie zmodyfikowany w kierunku fantasy :) No i to zakończenie, jak już wspomniałam, bardzo mi się podoba. A pomijając literówki, czytało się bardzo dobrze. Pozdrawiam!

Spodziewaj się niespodziewanego

Hej, NaNo, fajnie, że się poznęcałaś, bo przynajmniej literówki poznikały :)

Cieszę się, że podobało Ci się zakończenie. Na razie zostawię, jak jest i zobaczymy…

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

No klęska w pełny tego słowa znaczeniu. Nie teraz, nie dla potomnych, ale aż po kres czasu… Ech, mocne. Opowiadanie bardzo mi się podobało, choć nieco zabrakło mi motywacji Arminiusza, może jego związku z boginią. 

Z czepiactw, to zdaniu poniżej widzę nielogiczność. niepotrzebny jest ten Rzym, bo właśnie w Rzymie było pięknie i cywilizowanie, a brzydko i dziko nie w Rzymie.

 

Uwielbiał uczty, leniwe rozmowy w termach, dreszcz podniecenia, który odczuwał, zasiadając w ławach Koloseum i piękno, otaczające go na każdym kroku w Rzymie.

Hej, Ambush, witaj. Cieszę się, że się spodobało :) Motywacja Arminiusza, według historyków chłop był zwyczajnie patriotą ;) Związków z boginią nie miał, bo ona starsza także od jego bóstw. Wkurzyła się po prostu, kiedy Warus przeklął Bogu ducha winien las :)

Na zdanie patrzę i patrzę, ale nielogiczności nie widzę, ale zmęczona już dziś jestem, więc może dlatego :)

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Kurczę, zawzięta małpa z tej Matki Ziemi, lepiej jej nie denerwować, bo skutki mogą być opłakane :P Aczkolwiek las nie był niczemu winny, tylko zdrajca Arminiusz.

Irko, mam wrażenie, że zakończenie jest zbyt pospieszne i za bardzo podane na tacy. Może gdybyś poprowadziła rozmowę Ziemi z umierającym namiestnikiem tak, aby tożsamość tej pierwszej pozostała tylko w domyśle, niedopowiedziana, tekst by na tym zyskał? Piszę o tym, bo czuję lekki niedosyt. 

Piszesz oczywiście o bitwie w Lesie Teutoborskim, feralnej i pamiętnej katastrofie i chociaż szczegółów historycznych nie ma dużo (nie pozwalała na nie zapewne długość tekstu), to odbyłaś odpowiedni research i (chyba) się wszystko zgadza :P Dodam jeszcze, że lubię takie starożytnicze tematy i zachęciło mnie to do odwiedzenia opka. 

 

– Uważaj, synu, przez kobiety upadały imperia i kariery – ostrzegł.

Tak się tylko zastanawiam, czy słowo “kariera” nie jest zbyt współczesne, by móc zastosować je w tej sytuacji? 

Pozdrówka. 

Witaj, Amonie, fajnie Cię widzieć i pod moim opkiem, i generalnie na portalu :)

 

Irko, mam wrażenie, że zakończenie jest zbyt pospieszne i za bardzo podane na tacy.

Wiele słów do wykorzystania mi już nie zostało, więc się trochę streściłam. Może za bardzo.

 

Aczkolwiek las nie był niczemu winny, tylko zdrajca Arminiusz.

Tak, ale Warus przeklął także las.

 

to odbyłaś odpowiedni research i (chyba) się wszystko zgadza :P

Mam nadzieję ;) Aczkolwiek tak naprawdę to nie do końca wiadomo, jak to przebiegało. Czytałam kilka opisów i wszystkie się od siebie różniły. Nie ma nawet zgody co do tego, czy bitwa trwała dwa czy trzy dni.

 

Tak się tylko zastanawiam, czy słowo “kariera” nie jest zbyt współczesne

Pomyślę.

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Słowo “kariera” uznałabym za pasujące, łacina ma termin “cursus honorum”, który oznacza “osiąganie po kolei urzędów i pięcie się w górę administracyjnej drabiny”, jak to nie definiuje kariery, to ja nie wiem, co.

Czepialstwo level klasyk: Warus nie mógł zasiadać w Koloseum, otwarto je 60+ lat po jego śmierci XD. A prastara Matka-Ziemia (Tellus) jest jak najbardziej czczoną przez Rzymian boginią :)

 

Ja tu jeszcze wrócę z sensowniejszym komentarzem.

Cześć, Ninedin, liczyłam, że Warus Cię przyciągnie ;)

Czepialstwo level klasyk: Warus nie mógł zasiadać w Koloseum, otwarto je 60+ lat po jego śmierci XD

I, cholera, widzisz, wiedziałam, że znajdziesz się coś, o czym nie pomyślałam, żeby sprawdzić ;) Masz może jakiś pomysł, jak to zmienić?

 

A prastara Matka-Ziemia (Tellus) jest jak najbardziej czczoną przez Rzymian boginią :)

U mnie to raczej jest Ziemia jako taka, nie bogini, ale uosobienie planety.

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Całość ciekawa.

Na początku po fragmencie:

Publiusz Kwinktyliusz Warus był człowiekiem cywilizowanym. Uwielbiał uczty, leniwe rozmowy w termach, dreszcz podniecenia, który odczuwał, zasiadając w ławach Koloseum i piękno, otaczające go na każdym kroku w Rzymie. No, prawie każdym.

miś chętnie widziałby nowy akapit albo łopatologicznie napisane, gdzie Warus się znajdował aktualnie.

Witaj, Koalo, fajnie, że ciekawie :)

łopatologicznie napisane, gdzie Warus się znajdował aktualnie.

Miś mówi i miś ma :)

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Gdzie mógł zasiadać Warus? A na przykład w Circus Maximus i oglądać wyścigi :)

Dziękuję :) Tak to jest, jak się pisze, o czymś na czym się nie zna. Człowiek sprawdza drobiazgowo, a potem i tak wpada na oczywistościach ;)

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Irko, miś docenia, że uwzględniłaś sugestię zwykłego misia. :)

Chodzi mi o to, że piękno otacza go w Rzymie w każdym miejscu. Bo to co wymieniłaś jako prawie wszystko, już Rzymem nie jest. To barbarium, brzydkie i prymitywne;)

Cześć, Irko!

 

Nie znałem tej historii, zatem tutaj duży plus za wrzucenie mnie w wydarzenia historyczne. Aż mi żal, że to tylko szort, bo prosi się o pełnokrwistą historię bitwy i zdrady. Tutaj dostaliśmy w sumie zarys jak na lekcji historii.

– Bądź przeklęty Arminiuszu, ty i twój lud! Bądź przeklęta puszczo zdradziecka, przyjdzie czas, gdy cywilizacja dotrze i tu, a wtedy znikniesz!

W kontekście tej historii, bardzo wymowne i wytykające naszą zdolność to zwalania winy na wszystko dookoła. Aż żal, że mój sześciolatek nie zrozumiałby tego tekstu…

Tysiąc lat później

Nie powinny być “dwa tysiące lat później”?

Kurczę, jest to fajne, brzmi jak trzeba, ale mam niedosyt przestrzeni w tym tekście. To minus taki średni, więc przy plusach wymięka :)

Także,

Pozdrawiam, polecam i powodzenia w krokusie!

Nie zabijamy piesków w opowiadaniach. Nigdy.

Dopiero co jechałam (jak wiesz smiley) przez Las Teutoburski i to we mgle…

 

Sympatyczna miniaturka, choć część pierwsza to w dużej mierze streszczenie historii (jednakowoż, sądząc po komentarzach, potrzebne), a druga – twiścik.

 

No i oczywiście “Warusie, oddaj moje legiony!” i skojarzenie z ulubionym serialem z dzieciństwa, jednym z winnych mojej fascynacji starożytnością:

https://www.youtube.com/watch?v=f-ohKuKy4_s

 

Napisane ładnie, ale w paru miejscach się potknęłam, w tym w jednym poważniej, na samym końcu:

 

Książę Cherusków uśmiechnął się szeroko. Nie zdążył odpowiedzieć, gdyż odchyliły się klapy i do namiotu wpadł Segestes, nobil z plemienia Cherusków.

 

Nie był jednak głupcem, gdy pozbył się Segestusa, zażądał wyjaśnień. Wysłuchał Arminiusza, a potem pokiwał głową.

Tu po “głupcem” lepszy byłby średnik.

 

na ramionach miał narzucony czerwony rzymski płaszcz,

Mam wrażenie, że albo “na ramiona miał narzucony płaszcz”, albo “na ramionach miał płaszcz”.

 

Była tu wciąż, gdy przyjechały ciężarówki załadowane młodymi drzewkami, a ludzie zabrali się do ich sadzenia. Najpierw jednak postawili ogromny baner z napisem: Trzysta dębów dla Arminiusza. Zaśmiała się i popatrzyła na niego. Dusza Warusa, niema i bezradna, mogła tylko spoglądać błagalnie. Odeszła, nie uwalniając go, bo Ziemia nie przebacza nigdy.

A tu bardzo wyraźnie poplątały się podmioty, bo wychodzi na to, że odeszła dusza Warusa ;) Ziemia to łacińska Tellus, skądinąd prastara bogini podobnie jak Gaja, więc zawsze można użyć tego imienia.

http://altronapoleone.home.blog

Cześć, Irko!

 

Klimatyczny szorcik :) Akurat jestem w trakcie lektury “Pax Romana”, więc idealnie wpasowałaś mi się tym opowiadaniem w gusta.

Mam parę zastrzeżeń co do poniższych zdań:

Uwielbiał uczty, leniwe rozmowy w termach, dreszcz podniecenia, który odczuwał, gdy zasiadał w ławach Circus Maximum i oglądał wyścigi, i piękno, otaczające go na każdym kroku w Rzymie.

Z powodzeniem mogłabyś wyciąć “który odczuwał” – byłoby krócej, płynniej, a treść ta sama. Z kolei po wyścigach dałbym kropkę, a następne zdanie zaczął od “No i piękno, otaczające go na każdym kroku”. Wydaje mi się, że zyskałabyś tym na przestrzeni.

 

Książę Cherusków uśmiechnął się szeroko. Nie zdążył odpowiedzieć, gdyż odchyliły się klapy i do namiotu wpadł Segestes, nobil z plemienia Cherusków.

Tu mi się nie spodobała ta multiplikacja “Cherusków”. Za drugim razem mógłby być np. “nobil i krajan księcia/Arminiusza”. 

 

Wydaje mi się, że tekst ma nieco zachwiane proporcje. Wstęp jest trochę za długi (choć robi klimat!), rozmowa z Arminiuszem za krótka i trochę ginie, mimo że przecież dość istotna, sama potyczka jest objętościowo w sam raz, wizja z panią Ziemią też w porządku, a zakończenie znów trochę przykrótkie i pospieszne. Podejrzewam, że pierwotnie chciałaś napisać więcej i barwniej, tylko limit nie pozwolił, jak to często przy szortach bywa :P

Tak czy owak, tekst jak najbardziej na plus. Starożytnych Rzymian nigdy dość :)

 

 

"- Zniszczyliśmy coś swoją obecnością - powiedział Bernard - być może czyiś świat." V. Woolf

Btw teraz dopiero, czytając następny komentarz, zauważyłam: Circus Maximus, nie Maximum

http://altronapoleone.home.blog

Koalo,

miś docenia, że uwzględniłaś sugestię zwykłego misia. :)

Skoro miś ma rację :)

 

Ambush,

Bo to co wymieniłaś jako prawie wszystko, już Rzymem nie jest.

Nie, tu raczej chodzi o to, że nie wszystko w Rzymie było piękne. Biedniejsze dzielnice bynajmniej nie były ;)

 

Hej, Krokusie

Aż mi żal, że to tylko szort, bo prosi się o pełnokrwistą historię bitwy i zdrady. Tutaj dostaliśmy w sumie zarys jak na lekcji historii.

W tysiącu znaków? Nawet przy ścieżce B by się nie dało ;)

 

W kontekście tej historii, bardzo wymowne i wytykające naszą zdolność to zwalania winy na wszystko dookoła.

No, szczególnie jeśli chodzi o kogoś, kto talentów nie ma, a w przypadku Warusa wojak był z nieggo marny ;)

 

Nie powinny być “dwa tysiące lat później”?

No, matko i córko, toż przytomna i nawet trzeźwa byłam, jak to pisałam! To opko chyba pobiło rekord baboli ;)

 

Kurczę, jest to fajne, brzmi jak trzeba, ale mam niedosyt przestrzeni w tym tekście.

Obawiam się, że nie Ty jeden, ale jak się podobało, to jest dobrze :)

 

Drakaino, miło Cię widzieć :)

Dopiero co jechałam (jak wiesz smiley) przez Las Teutoburski i to we mgle…

A nocowałaś jakąś godzinkę od muzeum Warusa :)

 

Sympatyczna miniaturka, choć część pierwsza to w dużej mierze streszczenie historii (jednakowoż, sądząc po komentarzach, potrzebne), a druga – twiścik.

I to zdrowe streszczenie. W Niemczech Arminiusz i sama bitwa są znane, dokumenty i filny w telewizorni pojawiają się często, ale nie byłam pewna, jak w Polsce.

 

Ziemia to łacińska Tellus, skądinąd prastara bogini podobnie jak Gaja, więc zawsze można użyć tego imienia.

Ona mu wcześniej mówi, że nie jest żadną z jeego bogiń. Nie widziałam jej jako Gai, bo ona jest odbiciem wierzeń i wiedzy współczesnych. Natomiast moja Ziemia pokazuje Warusowi to, co się naprawdę działo z naszą planetą i co się jeszcze zdarzy (w sensie końca). Wrzuciłam to zdanie w nowy akapit, dorzuciłam kobietę na początku i mamm nadzieję, że wystarczy.

 

Btw teraz dopiero, czytając następny komentarz, zauważyłam: Circus Maximus, nie Maximum

Ech, mogę tylko jeszcze raz zapewnić, że naprawdę byłam trzeźwa jak to pisałam i poprawiałam.

 

Hej, fmsduval

Klimatyczny szorcik :) Akurat jestem w trakcie lektury “Pax Romana”, więc idealnie wpasowałaś mi się tym opowiadaniem w gusta.

O, to się cieszę. Jak człowiek akurat w czymś siedzi, to nawet klimacik mocniej poczuje :)

 

Wydaje mi się, że tekst ma nieco zachwiane proporcje.

Przy króciakach to zawsze problem. No, i jeszcze trzeba się wstrzelić w limit. Początek był mi potrzebny, żeby pokazać niechęć Warusa do miejsca, w którym się znalazł, to tłumaczy późniejsze przekleństwo. Końcówka może faktycznie trochę przykrótka, ale właściwie jest wszystko, co chciałam powiedzieć.

Cherusków spacyfikowałam, nad Twoimi propozycjami do początku jeszcze pomyślę :)

 

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Hej, hej

Jakiś czas temu oglądałem serial “Barbarzyńcy”, którego fabuła była dokładnie taka, jak w tym szorcie (do spotkania z widmem Ziemii).

Mnie tam kompozycja pasowała, bo wstęp historyczny powinien być dla niezorientowanego czytelnika. Owszem, końcówka nieco szybka, ale nie wiem, czego właściwie tam brakuje. Może niczego? Przyszedłem już po poprawkach, więc nic mi się w oczy nie rzuciło ;)

Końcówka dobra, choć okrutna.

Klik, klik

Hej, Zanaisie, fajnie, że wpadłeś :)

Jakiś czas temu oglądałem serial “Barbarzyńcy”, którego fabuła była dokładnie taka, jak w tym szorcie

Barbarzyńców nie oglądałam, w ogóle omijam seriale, ale wybierałam co bardziej znane i typowe zdarzenia.

 

Cieszę się, że całość gra. To kurczę, niestety przy króciakach tak bywa, że się czuje niedosyt i stąd pewnie te wpisy.

 

Końcówka dobra, choć okrutna.

No, wiem, przywaliłam mu więcej niż ustawa przewiduje, ale Bogu ducha winny las przeklinać to też nie tego ;) Ale poważnie, sam pomysł na uosobienie Ziemi wziął się z komentarza Chrościska pod jakimś opkiem, on tam pisał, że Ziemia sobie poradzi, nie takie rzeczy przeżyła, gorzej z ludźmi :)

Dzięki za kliczka :)

 

 

I w ogóle dziękuję wszystkim klikającym, bo jakoś dopiero teraz zauważyłam, że opko ma kliczki i tu, i w wątku bibliotecznym. A już powoli zaczynałam wpadać w czarną rozpacz ;)

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Ja nie twierdzę, że inspirowałaś się serialem, tylko zdziwiłem się widząc ten motyw w konkursie o Lesie ;)

Końcówka okrutna, ale “realistyczna”, bo nie widzę powodu, dlaczego Ziemia miałaby litować się nad ludźmi.

A już powoli zaczynałam wpadać w czarną rozpacz ;)

A gdzie wiara we własną twórczość? ;)

Ja nie twierdzę, że inspirowałaś się serialem, tylko zdziwiłem się widząc ten motyw w konkursie o Lesie ;)

O, i o to mi chodziło, nieoczywiste połączenie :)

 

Końcówka okrutna, ale “realistyczna”, bo nie widzę powodu, dlaczego Ziemia miałaby litować się nad ludźmi.

No, nie ma zbyt wielu powodów ;)

 

A gdzie wiara we własną twórczość? ;)

Hmm, gdzieś się zapodziała ;)

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Fajny, konkretny szort. Dobrze, że dałaś na początku kilka słów kontekstu, końcówka szybka. Może i nie za szybka, tylko nie wiem, skąd się tam wzięła dusza Warusa, czy to znaczy, że ona tam była/tkwiła?

 

Skarżypytuję i klikam.

 

Powodzenia w konkursie! 

 

Fot. A. Wajrak. Odchodzący wilk w kręgu światła.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Irko Luz, co do klęski to Warusa to z tego co pamiętam to Rzymianie wracali z Germanii wcale nie tak z pustymi rękami, ale łupami na wozach. Te wozy sprawiły, że posypał mu się w lesie szyk, bo rzymscy legioniści woleli stracić życie niż łupy. Niemniej opowiadanie całkiem fajne. Aczkolwiek Matka Ziemia powinna być bardziej wyluzowana w końcu czym jesteśmy wobec niej? No i trochę ni rozumiem, czemu tak przeczołgała Warusa, przecież kto jak kto Warus jako rzymski urzędnik składał jej ofiary. Ogólnie Rzymianie czcili mnóstwo bogów i bardzo pilnowali się by żadnego nie pominąć. Z drugiej strony kobiety…jak ja ich nie rozumiem.

 

 

 

Opowiadanie mi się podobało. Jest rzeczywiście starożytne w treści. Mam zarzut fabularny do:

Nie był jednak głupcem; gdy pozbył się Segestusa, zażądał wyjaśnień. Wysłuchał Arminiusza, a potem pokiwał głową.

Warus w tym momencie przekazał Arminiuszowi komunikat: “nie ufam ci, musisz się lepiej pilnować”. Wódz, a za takiego należałoby uznać Warusa, raczej uściskałby Arminiusza, zapewnił o najgłębszym zaufaniu i potem zweryfikował czy nie powinien uzupełnić zespołu donosicieli, którzy pilnują donosicieli, pilnujących barbarzyńskich sojuszników.

Nie ma “fantasy”, więc nie napiszę, że brakuje mi jakiegoś niehistorycznego, a zarazem malowniczego atrybutu, np. hełmu ze skrzydełkami czy coś:

 

Pokój – szczęśliwość; ale bojowanie Byt nasz podniebny

Nie znałam tego wydarzenia historycznego, więc sporo mnie ominęło.

Niby nie powinno się przeklinać niewinnego lasu, ale skoro dawał schronienie wrogom, to już nie taki niewinny…

I śmieszne, i straszne jest przekonanie imperialistów, że pod ich butem to dzikusom/sąsiadom będzie o wiele lepiej niż w samodzielnie rządzonym państwie.

Babska logika rządzi!

Hej, Asylum, dzięki za kliczka :)

tylko nie wiem, skąd się tam wzięła dusza Warusa, czy to znaczy, że ona tam była/tkwiła?

Ziemia mu powiedziała, że nie pozwoli odejść jego duszy i sobie poszła. Czyli dusza Warusa została tam, gdzie zginął.

 

Wilki piękne :)

 

Witaj, MPJ :)

Te wozy sprawiły, że posypał mu się w lesie szyk, bo rzymscy legioniści woleli stracić życie niż łupy.

Wozy owszem były, ale tabór zwykły. Skąd łupy, jak Warus żadnej wojny nie prowadził? Ale specem nie jestem.

 

No i trochę ni rozumiem, czemu tak przeczołgała Warusa, przecież kto jak kto Warus jako rzymski urzędnik składał jej ofiary.

Składał ofiary Tellus, ale u mnie to nie bogini, tylko uosobienie Ziemi. Boginie są takie, jakimi stworzą je ludzie i żadna grecka bogini nie mówiłaby o zlodowaceniu, czy przesuwaniu się kontynentów, bo takiej wiedzy Rzymianie nie mieli.

A wkurzyła się, bo przeklął las, naturę, której był częścią.

 

Cześć, Radku, cieszę się, że opko się spodobało.

Wódz, a za takiego należałoby uznać Warusa, raczej

Tia, tylko z tego, co czytałam o Warusie, wódz był z niego, jak z koziej dupy trąbka :) On faktycznie nie uwierzył doniesieniom na temat Warusa i dlatego wpakował się w takie szambo. I faktycznie był uprzedzany. Może gdyby nie konflikt Arminiusza i Segestusa byłoby inaczej, ale skończyło się, jak się skończyło.

 

Cześć, Finklo :)

Nie znałam tego wydarzenia historycznego, więc sporo mnie ominęło.

Zwycięstwo Arminiusza to dla Niemców powód dumy, więc siło rzeczy tutaj to wydarzenie dość znane ;)

I śmieszne, i straszne jest przekonanie imperialistów, że pod ich butem to dzikusom/sąsiadom będzie o wiele lepiej niż w samodzielnie rządzonym państwie.

A jeszcze śmieszniejsze i straszniejsze jest to, że po dwóch tysiącach lat to, co napisałaś jest wciąż aktualne.

 

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Hej Irka

Dziękuję za opko.

Bardzo fajny pomysł, wplecenie zdarzeń historycznych zręczne i naturalne. Fabuła spójna, czyta się dobrze i bez zatrzymania. Jedynie zabrakło mi trochę symetrii, jeśli już nie dociążenia wątku konkursowego. Dużo historii a mało degradacji lasu (lub szerzej: środowiska). Bluźnierstwo napiętnowane co prawda, ale las nie został wycięty w przysłowiowy pień. Absolutnie nie narzekam, podoba się i to bardzo, to jurorzy ocenią czy nie za daleko od jabłoni.

 

Malutkie rzeczy tylko (przy żadnej się nie upieram, bo prawie wszystkie dyskusyjne):

 

od­chy­li­ły się klapyja znam „poły” jako „drzwi” do namiotu, ale może to regionalna sprawa.

 

– Panie! – za­wo­łał. – Ar­mi­niusz pra­gnie cię zdra­dzić. – tu można bez kropeczki po zawołał.

 

do­tar­ła praw­da, którą jego do­wód­cy po­ję­li już dawno – nie jestem pewien czy można pojąć (zrozumieć) prawdę, czy raczej ją poznać.

 

gdy te zie­mie po­ra­stał step, i gdy sku­wał je lód – tu można bez przecinka.

 

A ty, Wa­ru­sie, też bę­dziesz na to pa­trzył – Rozumiem, że Ziemia i Warus będą na to patrzeć, ale z tekstu to nie wynika, więc mi zazgrzytało.

 

płuca prze­sta­ły pom­po­wać po­wie­trze, a serce krew – nie jestem też pewien czy płuca pompują powietrze, jeżeli tak, to zabrakło myślnika przed krew.

 

Jako duch mógł zo­ba­czyć to, co było nie­do­stęp­ne oczom ży­ją­ce­go czło­wie­ka – tu mi troszkę nie pasuje ten żyjący człowiek, może „oczom śmiertelnych (ew. żywych)”?

 

Las skur­czył się jesz­cze bar­dziej – tu nie znalazłem informacji, że już kurczył się wcześniej.

 

Trzy­sta dębów dla Ar­mi­niu­sza. Za­śmia­ła się i po­pa­trzy­ła na niego. – tu brzmi tak, jakby popatrzyła na Arminiusza, a popatrzyła na Warusa.

 

Chyba tyle.

 

Dziękuję raz jeszcze i trzymam kciuki.

 

Pozdrawiam

Al 

Hej, Al, cieszę się, że pomysł się spodobał. Co do warunków konkursowych: a niech się Wilk martwi ;) Zakres interpretacji dał na tyle szeroki, że chyba się mieszczę :)

 

ja znam „poły” jako „drzwi” do namiotu, ale może to regionalna sprawa.

Hmm, poczekam na Reg :)

 

– Panie! – zawołał. – Arminiusz pragnie cię zdradzić. – tu można bez kropeczki po zawołał.

Nie, bo tam jest jeszcze wykrzyknik.

 

Las skurczył się jeszcze bardziej – tu nie znalazłem informacji, że już kurczył się wcześniej.

A tu stawiam na wiedzę czytelnika, bo lasy w Europie od dziewiątego wieku skurczyły się znacznie ;)

 

Reszcie uwag jeszcze się przyjrzę :)

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

– Panie! – zawołał. – Arminiusz pragnie cię zdradzić. – tu można bez kropeczki po zawołał.

Nie, bo tam jest jeszcze wykrzyknik.

Ja bym powiedział, że kropka musi być nie dlatego, że jest wykrzyknik, tylko ponieważ po zawołał jest kolejne zdanie. Ale ja się mogę mylić…

No, właśnie o to chodzi. Wykrzyknik kończy jedno zdanie, więc to, co gada później jest następnym. Myślę, że Alowi chodziło o to, że to jest jedno wykrzyczane zdanie, ale wtedy nie byłoby wykrzyknika po panie ;)

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Heja

 

Dokładnie tak to odczytałem, jako jedno wykrzyczane zdanie, tak szybkie, że jakoś przeleciałem nad tym wykrzyknikiem :) (znaczy że “wciągło” :) ) Nie wyobrażałem sobie, że krzyknął “Panie!” a reszty juz nie wykrzyczal.

 

Jeżeli tak, to chyba Zawołał..

 

Ja bym osobiście nie zatrzymywał niczym i dobiegł do wykrzyknika na końcu zdania… i tam upadł.

:) 

 

Trzymajcie się

Al

 

 

 

Jeżeli tak, to chyba Zawołał..

Też nie, bo zawołał jest czasownikiem gębowym ;)

 

Nie wyobrażałem sobie, że krzyknął “Panie!” a reszty juz nie wykrzyczal.

Przytkało go ze zgrozy ;)

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Heja Jasne! :) No to chyba najlepiej jest, jak jest :) A jak przytkało, to co innego. :) Trzymaj się, Al

Spodobało mi się miejsce akcji. Zarazem też na dzień dobry obraziłem się na długość tekstu, bo poczytałbym w tych klimatach coś dłuższego (gdybym szczęśliwie upolował na to czas :P).

Ciekawy pomysł na powiązanie tego akurat miejsca akcji z tematem konkursu (ja bym na takie połączenie nie wpadł). Jest w tym kawałeczek historii, widać też, że budujesz tekst pod wymowne zakończenie z określonym i zapewne w jakiś sposób refleksyjnym przekazem (miałem takie poczucie niemal od początku lektury, że właśnie to pewnie będzie “planowo” mocny punkt tekstu – i był).

Jasne, szort nie zapadnie mi w pamięć na długo, ale jako tekst, który miał przyjemnie zapełnić wyrwane kilka chwil wolnego sprawdził się wcale, wcale nieźle. :)

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant; Nieoficjalny członek stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków

Siemka, za dzieciaka uwielbiałem wszystko co związane ze starożytnością. Ten małolat wciąż gdzieś tam jest, więc widząc twoje opowiadanie skakał z radości.

Ktoś już chyba o tym pisał, ale powtórzę: ładnie wpleciony wątek Matki Ziemi w tło historyczne, jak widać lepiej jej nie drażnić ;p całość czytało się całkiem przyjemnie, dodałaś sporo detali dodających historii autentyczności i życia (”Żołnierze ślizgali się w błocie, obciągnięte skórą tarcze nasiąkły wodą i ciążyły im w rękach,” – dobre, zapadło mi to w pamięć). Stylistycznie też bardzo ładnie.

Tyle ode mnie i pozdrawiam :)

Zawsze coś da się poprawić

Yo!

 

Sprawnie napisane, to na pewno. Podoba mi się ta zajadłość Matki Ziemi, która nie pozwala odejść Warusowi, tylko każe mu trwać w tym miejscu – ciekawe, czy przewidziała, że pewnego dnia Warus będzie mógł bezradnie gapić się na ten baner i na sadzenie drzew dla Arminiusza, przez którego poniósł śmierć. Swoją drogą zawsze mnie zastanawiały te wszystkie zdrady, intrygi i reszta podchodów – mnie by się nie chciało, serio, nie wiem jak ktoś mógł/może to lubić. No i dziwna ta naiwność Warusa, który, pomimo ostrzeżeń olewa ewentualną zdradę Arminiusza – ja się nie znam na historii, więc nie wiem, czy to oparte o jakieś faktyczne wydarzeniai czy rzeczywiście tak skończył Warus. Czytało się dobrze, końcówka może nie zachwyciła, ale na pewno usatysfakcjonowała. Kliknąłbym, ale już nie trzeba :)

 

Pozdrawiam serdecznie

Q

Known some call is air am

Hej, CMie, fajnie Cię tu widzieć :)

 

Spodobało mi się miejsce akcji. Zarazem też na dzień dobry obraziłem się na długość tekstu, bo poczytałbym w tych klimatach coś dłuższego

Oj, na coś dłuższego chyba bym się nie zdecydowała, bo to właściwie nie moja działka :)

 

Ciekawy pomysł na powiązanie tego akurat miejsca akcji z tematem konkursu (ja bym na takie połączenie nie wpadł).

A to było pierwsze, co mi do głowy wpadło. Może dlatego, że ta historia w Niemczech popularna ;)

 

Jest w tym kawałeczek historii, widać też, że budujesz tekst pod wymowne zakończenie z określonym i zapewne w jakiś sposób refleksyjnym przekazem (miałem takie poczucie niemal od początku lektury, że właśnie to pewnie będzie “planowo” mocny punkt tekstu – i był).

Dziękuję :)

 

Witaj, Kulosławie, fajnie, że udało mi się tym opkiem zbudzić w Tobie tamtego dzieciaka :)

 

Ktoś już chyba o tym pisał, ale powtórzę: ładnie wpleciony wątek Matki Ziemi w tło historyczne, jak widać lepiej jej nie drażnić ;p

Zdecydowanie lepiej, ale niestety ciągle to robimy.

 

dodałaś sporo detali dodających historii autentyczności i życia

Dzięki :)

 

Hej, Outta

Sprawnie napisane, to na pewno.

Dzięki :)

 

ciekawe, czy przewidziała, że pewnego dnia Warus będzie mógł bezradnie gapić się na ten baner i na sadzenie drzew dla Arminiusza

A to już tylko ona wie ;)

 

Swoją drogą zawsze mnie zastanawiały te wszystkie zdrady, intrygi i reszta podchodów – mnie by się nie chciało

A wiesz, że mnie też by się nie chciało.

 

ja się nie znam na historii, więc nie wiem, czy to oparte o jakieś faktyczne wydarzeniai czy rzeczywiście tak skończył Warus.

Historia jak najbardziej prawdziwa. Warus faktycznie tak skończył, choć co detali (np. ile dokładnie trwała bitwa) historycy nie są zgodni. W sumie nic dziwnego, bo wyrżnęli tam trzy legiony, mało kto przyżył, a i niewielu zdołało powrócić do Rzymu. Prawdziwa jest też decyzja lokalnych władz o posadzeniu trzystu dębów, natomiast przyznaję, że baner to już mój twórczy wkład ;)

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Historia jak najbardziej prawdziwa. Warus faktycznie tak skończył, choć co detali (np. ile dokładnie trwała bitwa) historycy nie są zgodni. W sumie nic dziwnego, bo wyrżnęli tam trzy legiony, mało kto przyżył, a i niewielu zdołało powrócić do Rzymu. Prawdziwa jest też decyzja lokalnych władz o posadzeniu trzystu dębów, natomiast przyznaję, że baner to już mój twórczy wkład ;)

Dzięki za wyjaśnienia. W sumie mogłem wyguglać, ale bywam leniwy ;)

Known some call is air am

W sumie mogłem wyguglać, ale bywam leniwy ;)

Ja też :)

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Cześć, Irko :) Dorzucę swoje trzy grosze z perspektywy czytelnika nieznającego historycznych podstaw, na których zbudowałaś tekst. 

W pierwszym akapicie się pogubiłam – niby były tylko 3 postaci, ale musiałam przeczytać dwa razy, żeby to sobie ułożyć. Gdybym wiedziała, kto był księciem Cherusków, byłoby pewnie łatwiej :D

Słyszeli krzyki towarzyszy, którzy mieli ich ochraniać z góry, a znikali niczym duchy.

Wreszcie nastąpił główny atak. Ze zboczy okalających parów, którym maszerowały legiony, runęły setki barbarzyńców.

Tutaj mówiąc “z góry” masz na myśli te zbocza, o których wspominasz później?

 

Drugim zgrzytem było użycie słowa “atom” – nawet z następującym od razu dopiskiem, że bohater pojmuje ich naturę – chyba lepiej by mi brzmiało, gdybyś zamiast nazwy użyła tylko opisu, czym są, a domysł, że chodzi o atomy, zostawiła czytelnikowi. Ale doczytałam też potem, że koncepcja atomów, choć bez empirycznego potwierdzenia, była już rozważana w starożytności, może była znana Warusowi, więc się nie czepiam :D

Akurat czytałam niedawno też o różnicy między słowami TellusTerra, więc przy okazji poznałam stosowną do sytuacji boginię, o której wspominano już wyżej w komentarzach :) Użycie jej w tekście mogłoby być dodatkowym smaczkiem, zwłaszcza gdyby Ziema sprowadziła Warusa na (nomen omen) ziemię mówiąc, że Tellus to tylko imię, a ona jest czymś znacznie, znacznie potężniejszym nawet niż koncept boginii dla Rzymian; pokazałaby tym dobitniej, jak licha jest zmienna ludzka kultura wobec niezmiennej natury. Ale znów – takie to moje rozważania.

Generalnie po Ziemi, w kształcie, w jakim ją przedstawiłaś, spodziewałam się raczej bardziej stoickiego charakteru. Bo cóż tak naprawdę obchodzą ją przekleństwa jednego człowieka, gdy cykle życia całych cywilizacji to dla niej zaledwie tyknięcie wskazówki na tarczy zegarka? Z drugiej strony – może jej się nudzi, kto wie. Wciąż, nieco dziwi mnie jej zajadłość. 

Podobał mi się końcowy twist – przecież wszyscy wiedzą, że imperium to podbija z troski o ciemne ludy, a tu barbarzyńcy tacy podstępni i niewdzięczni, las nieprzychylny i po tysiącach lat jeszcze będą wypominać porażkę! Ciekawe, czy Warusa naszła jakaś refleksja w tym temacie.

Generalnie lektura była przyjemna, ostatnio trochę siedzę w rzymskich klimatach, więc trafiłaś w dobry czas tym szortem :) ale nie jest to coś, co zostanie z czytelnikiem na dłużej. No, może poza tym, że zaraz zanurzę się w prawdziwą historię bitwy, którą opisałaś.

Edit, bo jeszcze jedna myśl mi umknęła:

Językowo i stylistycznie bez zarzutów, chociaż i bez zachwytów – ale podobała mi się wypowiedź Ziemi o przeszłych epokach. 

Witaj, Nir :)

W pierwszym akapicie się pogubiłam – niby były tylko 3 postaci, ale musiałam przeczytać dwa razy, żeby to sobie ułożyć. Gdybym wiedziała, kto był księciem Cherusków, byłoby pewnie łatwiej :D

Fakt, psiakostka, to jest trochę tak, że jak wiesz, to nie myślisz, że inni mogą nie wiedzieć :)

 

Drugim zgrzytem było użycie słowa “atom”

Koncepcja znana już starożytnym Grekom, mógł nie jarzyć, o co dokładnie chodzi, ale nazwa pewnie mu się obiła o uszy :)

 

zwłaszcza gdyby Ziema sprowadziła Warusa na (nomen omen) ziemię mówiąc, że Tellus to tylko imię, a ona jest czymś znacznie, znacznie potężniejszym nawet niż koncept boginii dla Rzymian

Całkiem dobry pomysł, którego nie wprowadzę, żeby mnie jurki nie zdyskwalifikowały ;)

 

Generalnie po Ziemi, w kształcie, w jakim ją przedstawiłaś, spodziewałam się raczej bardziej stoickiego charakteru.

Może Warus po prostu miał pecha :)

 

Generalnie lektura była przyjemna, ostatnio trochę siedzę w rzymskich klimatach, więc trafiłaś w dobry czas tym szortem :)

A to się cieszę :)

 

No, może poza tym, że zaraz zanurzę się w prawdziwą historię bitwy, którą opisałaś.

A co konkretnie czytasz?

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Może Warus po prostu miał pecha :)

No tak, kto powiedział, że żyjąc miliardy lat nie można mieć gorszego dnia :D 

A co konkretnie czytasz?

Na początek choćby i wikipedię, cóż się w tym lesie Teutoburskim wydarzyło, kim byli Cheruskowie itp., itd. Chyba, że masz jakieś źródło, które mogłabyś polecić? 

A, rozumiem, myślałam, że masz jakąś książkę, do której opko Cię zachęciło :)

Na Imperium Romanum jest parę fajnych artykułów o głównych bohaterach. Tu też jest opis bitwy.

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Dziękuję – za źródła i za opowiadanie napisane w sposób, który zachęca do dalszych eksploracji tematu.

Co do książek, to oby mnie żadne opko do żadnych nowych tytułów nie zachęcało, za duży już mój stos wstydu, tzn książek kupionych, a nieprzeczytanych :x

W tak krótkim tekście dużo miejsca poświęciłaś streszczeniu znanej mniej lub bardziej historii, a bardzo mało temu najciekawszemu – dlaczego w sumie Ziemia tak się wkurzyła na tego biednego głupka, Warusa? Jakby chociaż konkretnie palił lasy albo, nie wiem, zatruwał środowisko, a on tylko pomylił sojuszników… Wredna baba z niej. ;) Dobra, przeklął puszczę w chwili rozpaczy… no ale są gorsze przewinienia. Chyba. :) 

Tak czy inaczej, niestety mnie nie porwało opowiadanie. Doklejone zakończenie nie wydało mi się konieczne, lepiej byłoby rozwinąć główną część. Więcej mięsa!

 Bądź przeklęta [+,] puszczo zdradziecka, przyjdzie czas, gdy cywilizacja dotrze i tu, a wtedy znikniesz!

Wołacz wydzielamy przecinkami z obu stron.

Witaj, kavko :)

 

Jakby chociaż konkretnie palił lasy albo, nie wiem, zatruwał środowisko

A wiesz, ile oni drewna na te swoje obozy zużywali? Dobra, żartuję. Obawiam się, że historię ciut streścić musiałam, bo nie wszyscy znają. Czemu się akurat na Warusa uwzięła? A skąd wiemy, że tylko na niego? Poza tym, on przeklinając las, przeklął naturę jako taką, a że sam jest jej częścią, co mu Ziemia wytknęła, nijako przeklął siebie. Selber schuld jak mawiają Niemcy ;)

 

Tak czy inaczej, niestety mnie nie porwało opowiadanie.

Bywa, może następnym razem :)

 

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

To szort i zrozumiałe, że nie mogłaś się rozpisać o szczegółach zajść w Lesie Teutoburskim, ale z zadowoleniem stwierdzam, że klęskę Warusa, choć krótko, opisałaś całkiem zajmująco. :)

 

od­chy­li­ły się klapy i do na­mio­tu wpadł Se­ge­stes… → …od­chy­li­ły się poły i do na­mio­tu wpadł Se­ge­stes

 

pę­dzel­ka­mi od­kry­wa­ją­cach ka­wał­ki me­ta­lu. → Literówka.

Czy pędzelkami się odkrywa, czy raczej omiata?

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Witaj, Reg, cieszę się, że tym razem trafiłam w Twoje gusta :)

Babolki oczywiście poprawiłam. Co do pędzelków, ostatnio oglądałam dokument o pracy archeologów i patrzyłam, jak gość pędzlem dosłownie odkrywa jakiś antyczny przedmiot. Małe to było, więc chyba się bali użyć czegoś konkretniejszego.

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Irko, nigdy nie używałam pędzelka w celach archeologicznych, ale zdawało mi się, że aby oczyścić znaleziony przedmiot antyczny należy delikatnie omieść go pędzelkiem z zanieczyszczeń, a wtedy odkryje się jego uroda. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Kiedy już masz go wyciągnięty z ziemi to tak, omiatasz po prostu z resztek. To na co patrzyłam to było raczej odkopywanie przy pomocy pędzla. I nie mam pojęcia, jak to bardziej elegancko opisać ;)

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Irko, przy pomocy myślenia głową doszłam do wniosku, że może dobre będzie takie zdanie: …pędzelkami odsłaniających kawałki metalu.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

O, i to jest dobry pomysl ;) Poprawie, jak tylko wlacze kompa :)

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

;D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Cześć Irka_Luz !!!!

 

Dobry tekst. Wciągający, dobrze się czytało. Nie odczuwałem nudy czytając. I podziwiam wiedzę, która była potrzebna do tego tekstu.

 

Pozdrawiam!!!

Jestem niepełnosprawny...

Dziękuję, dawidiqu :)

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Cześć!

 

Dobrze napisany tekst historyczny z intrygą w tle. Trochę szkoda mi tego Warusa, bo pokazałaś go w całkiem sympatyczny sposób, aż chce się z nim piwo wypić. W trakcie lektury liczyłem, że może poszłaś w jakąś historię alternatywną, bo byłby twist, a tak wszystko skończyło się tak, jak się skończyło, parów, pogoda i germanie zrobili swoje. No może poza dalszymi losami bohatera, bo nie wiemy, czy nadal tam stoi chłopina.

 

Pozdrawiam i Powodzenia w konkursie!

 

„Poszukiwanie prawdy, która, choćby najgorsza, mogłaby tłumaczyć jakiś sens czy choćby konsekwencję w tym, czego jesteśmy świadkami wokół siebie, przynosi jedyną możliwą odpowiedź: że samo poszukiwanie jest, lub może stać się, ową prawdą.” J.Kaczmarski

 

Witaj, krarze, dzięki za wizytę :)

Trochę szkoda mi tego Warusa, bo pokazałaś go w całkiem sympatyczny sposób

Hmm, nie wiem, czy facet był taki sympatyczny ;)

 

No może poza dalszymi losami bohatera, bo nie wiemy, czy nadal tam stoi chłopina.

Stoi, stoi :)

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Podobało mi się :)

Przynoszę radość :)

Cieszę się :)

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Hm, prosta historia, ale i mająca spory potencjał, gdyby nadać jej trochę bardziej batalistycznej formy. Wtedy mogłaby wciągnąć naprawdę mocno, podobnie zresztą gdyby trochę dopisać wrażenia uwięzienia duchowi dowódcy legionów. Za to ostatnie zdanie bardzo mocno dźwięczy w tym tekście i sporo robi dla ogólnego wrażenia.

 

Natomiast zastanawia mnie, dlaczego akurat jednej osobie Ziemia miałaby nie wybaczać, a innym, równie lub bardziej winnym, puścić wszystko płazem… Choć w sumie nigdzie nie zostało powiedziane, ze wokół nie ma i innych duchów, niewidzących siebie nawzajem…

 

"Ze zboczy okalających parów, którym maszerowały legiony, runęły setki barbarzyńców"

– zbiegali do walki po błocie? Kto biegał rekreacyjnie w górach, wie, że to nawet w butach sportowych jest dość specyficzne.

 

Hm, prosta historia, ale i mająca spory potencjał, gdyby nadać jej trochę bardziej batalistycznej formy.

W batalistykę to ja tak średnio. Specjalnie czytać nie lubię, to i pisanie marnie wychodzi :)

 

Za to ostatnie zdanie bardzo mocno dźwięczy w tym tekście i sporo robi dla ogólnego wrażenia.

Dziękuję :)

 

Natomiast zastanawia mnie, dlaczego akurat jednej osobie Ziemia miałaby nie wybaczać, a innym, równie lub bardziej winnym, puścić wszystko płazem… Choć w sumie nigdzie nie zostało powiedziane, ze wokół nie ma i innych duchów, niewidzących siebie nawzajem…

On przeklął puszczę, naturę, której jest częścią i to pewnie przeważyło. Poza tym… Faktycznie nie wiemy, czy jest sam.

 

– zbiegali do walki po błocie? Kto biegał rekreacyjnie w górach, wie, że to nawet w butach sportowych jest dość specyficzne.

A tu historycy są dość zgodni. To znaczy na pewno lało i prawie na pewno Rzymianie byli w parowie, czyli niżej. Ty biegasz rekreacyjnie, a dla nich była to codzienność. Znali las lepiej niż ktokolwiek dzisiaj.

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

 

Świetnie napisane, przede wszystkim na uwagę zasługuje bardzo solidne zarysowanie realiów, dostajemy dużo konkretów i szczegółów; narracja jest dobrze wyważona, dynamiczna, nie odczuwa się dłużyzn, choć z drugiej strony limit narzucił pewną skrótowość. Element fantastyczny, jak to u Ciebie, nienachalnie wpleciony w całość historii – tutaj też dobrze wpasowuje się na zasadzie kontrastu (natura–cywilizacja) i oczywiście odgrywa swoją rolę, karząc hybris Warusa.

Główna część opowiadania przypadła mi jednak do gustu znacznie bardziej niż epilog – zawarte w nim przesłanie zostało podane dość bezpośrednio, przez co, mam wrażenie, w klasyczny dramatyzm wkradł się pewien dydaktyzm. Rozumiem zamysł (Ziemia zapowiada, co wydarzy się w przyszłości, więc wydaje się właściwym również to ukazać), ale dla mnie było to takie niepotrzebne dopowiedzenie. IMO można by uzyskać mocniejszy efekt, gdyby zakończyć tekst trzy zdania wcześniej (czyli na Arminiuszu).

I też mnie zastanawia, czy (a jeśli tak, to dlaczego) kara dosięgła tylko Warusa, zważywszy że Ziemia przez tyle czasu poznała więcej obliczy ludzkiej destrukcyjności – nie tylko przed opisywanymi wydarzeniami, ale i po, tj. między główną częścią a epilogiem, kiedy zaczęły się rozwijać coraz bardziej inwazyjne dla środowiska technologie.

Hej, black_cape, miło Cię widzieć :) Przyznam, że z niecierpliwością wypatrywałam Twojego komentarza :) I cieszę się, że spodobała Ci się maja interpretacja tematu konkursowego.

Fakt, limit był zabójczy i musiałam się mocno pilnować, choć z drugiej strony Starożytny Rzym nie jest tym kawałkiem historii, na którym dobrze się znam, więc może i lepiej, że nie mogłam za bardzo popłynąć. Jeśli chodzi o epilog, to on jest w gruncie rzeczy oparty na faktach, to znaczy faktycznie po odkryciu miejsca bitwy, lokalne władze postanowiły posadzić tam dęby ku czci Arminiusza i nie mogłam się oprzeć, by tej historii nie wykorzystać ;) Choć może ostatnie zdanie jest już mocno dydaktyczne.

Czemu akurat Warus? Nie jestem specjalistką od starożytności, ale wydaje mi się, że to właśnie Rzymianie pierwsi tak mocno nie liczyli się ze środowiskiem. Cezar na przykład ogołocił z drzew całą okolicę (kilkanaście hektarów co najmniej), przygotowując się do oblężenia Alezji. Ale akurat Cezar zginął w sposób trudny do wykorzystania w konkursie. Natomiast Warusa, poza jego głupotą, faktycznie pokonała puszcza i pogoda, więc pasował ;) A przy tym nie twierdzę, że Warus był jedyny, którego Ziemia tak potraktowała ;)

No, i Rzymianie uważali się za ludzi cywilizowanych. Spójrz na tytuł i pierwsze zdanie opka, tam w gruncie rzeczy kryje się przesłanie ;)

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Słusznie, można przyjąć, że był to pierwszy, ale nie jedyny taki przypadek. Zresztą to krótka forma, więc nie ma potrzeby uwzględniać więcej, można też co nieco pozostawić w domyśle.

Co do ostatniego zdania, to już raczej w kategorii luźnych uwag (z tego, co widzę, Wilk ma z kolei odwrotne odczucia :P). Ostatecznie chyba po prostu zależy, jaki efekt wolisz uzyskać, czy ma być bardziej bezpośredni wydźwięk, czy tylko pewna sugestia.

Ostatecznie chyba po prostu zależy, jaki efekt wolisz uzyskać, czy ma być bardziej bezpośredni wydźwięk, czy tylko pewna sugestia.

Ech, tego to ja sama czasem nie wiem ;)

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Nowa Fantastyka