- Opowiadanie: Outta Sewer - Korzenie

Korzenie

Szybki szorciak, bo czas goni, do deadline’u już blisko, a ja obiecałem sobie, że przełamię marazm i spróbuję coś napisać, zamiast tylko czytać i komentować.

 

Opowiadanie uczestniczy w konkursie „Tu był las” projektu Zapomniane Sny: https://www.zapomnianesny.pl

Jeśli podoba Ci się ta inicjatywa, rozważ darowiznę na stowarzyszenie Pracownia na rzecz Wszystkich Istot: https://pracownia.org.pl

Dyżurni:

regulatorzy, homar, syf.

Oceny

Korzenie

Pamiętam tamten smutek, pierwszy prawdziwy, dojrzały w swojej powadze, a jednocześnie dziecięco szczery. Stałam cała spięta, czekając na tatę, wuja i kuzynów, mających lada moment wyjść z pnia naszego domu, wyłonić się spomiędzy zasłaniających wejście girland bluszczu, na ramionach niosąc proste nosze, ze spoczywającą na nich babcią.

Dla dziecka pierwsza strata kogoś, kto tworzy jego nieskomplikowany świat jest czymś nowym. Czymś czego jeszcze nie rozumie, z czym musi się oswoić, pewnego rodzaju kamieniem milowym rozwoju emocjonalnego.

Czekałam, a jednocześnie miałam nadzieję, że to wszystko jest tylko snem, dziecinnym koszmarem, po którym nastanie dzień i letnimi promieniami, przebijającymi się przez listowie za oknem, przegoni złe wizje.

Jednak gdy wyszli, nic się nie zmieniło. Dla mnie, dziecka, to nadal się nie działo, było gdzieś z boku, poza mną i moim ówczesnym pojmowaniem. A oni, z uśmiechami na twarzach – grymasami, których nie rozumiałam – zanieśli babcię do altany-dziadka, pewnie dźwigając swoje brzemię wśród rozstępującego się z szacunkiem tłumu równie uśmiechniętych żałobników.

Tam Arboreus odprawił krótką ceremonię pogrzebową, po której nastąpiły przemowy członków rodziny.

Pamiętam słowa kuzyna ojca, wuja Arthura, mieszkającego na obrzeżach naszego treepolis – w posiadłości złożonej z kilkudziesięciu baobabów i sekwoi, wyrosłej z rodziny znakomitych naukowców, prekursorów przemian jakich doznał nasz świat na długo przed moim narodzeniem. Wuj mówił o korzeniach, do których wróciliśmy, które zapuszczamy, i którymi ostatecznie sami się staniemy, w wiecznym cyklu życia, wzrastania i śmierci. Tego też wówczas nie rozumiałam.

Po ostatniej z przemów Arboreus wydobył spod fałd okrywającej go jesiennej szaty rytualny nóż i wbił go w brzuch zmarłej. Wykonał proste, podłużne cięcie, po czym włożył w trzewia babci nasiono. Altana-dziadek zakwitł wtedy setkami białych kwiatów, żegnając, a jednocześnie witając, po czternastu latach rozłąki, ukochaną żonę.

Babcię przeniesiono w pobliże miejsca, w którym matka natura obdarowała nasze domostwo tryskającym spod ziemi źródłem, zaledwie kilkanaście kroków od altany. Pochowano ją płytko, tuż pod powierzchnią, by mogła powrócić w formie, w jakiej chciała być nadal częścią rodziny.

To było dziesięć lat temu.

Kiedy w upalne dni siadam nad strumykiem i zanurzam w nim stopy, ciesząc się chłodnymi pieszczotami wody, babcia chroni mnie przed słońcem. Patrzę wtedy na nią – na wyrosłe w kształt szerokiego zadaszenia żywe drzewo, i czuję radość. Jej korzenie, w ciemności pod moimi stopami, splątały się z korzeniami altany-dziadka. A ich korzenie wiją się w szorstkich uściskach korzeni naszego domu, oraz wszystkich pozostałych, pochowanych wokół przodków.

Kiedyś podobno było tutaj miasto, pełne ludzi, stali, betonu, smogu, pyłu, zgiełku i pośpiechu, brudu oraz śmieci. Dawno temu.

Teraz jest las. Pełen ludzi i dusz zaklętych w drzewach.

Odejdę stąd niebawem do innego treepolis. Aby tam zdobywać wiedzę, studiować, poznawać, kochać, zachwycać się i marzyć, jednak wiem, że ostatecznie powrócę. To korzenie mnie tutaj trzymają, choć jeszcze nie fizycznie – jak mówił wuj Arthur w swojej mowie – bo do korzeni wróciliśmy. Na powrót nauczyliśmy się, co jest naprawdę ważne.

Kiedyś podobno było tutaj miasto, pełne ludzi.

I jest nadal, ale teraz sami ludzie są także miastem.

Koniec

Komentarze

Piękna wizja. Podobała mi się ceremonia (jak już rozumiałam o co chodzi, bo miałam małe przycięcie;) Miasto – las na prawdę Ci się udało.

Jak dla mnie trochę nadużywasz ozdobników, co utrudnia percepcję.

 

I mam trochę czepiactw technicznych:

 

Stałam cała spięta, czekając na tatę, wuja i kuzynów, mających lada moment wyjść z pnia naszego domu, wyłonić się spomiędzy zasłaniających wejście girland bluszczu, na ramionach niosąc proste nosze, ze spoczywającą na nich babcią.

 

 

Jak dla mnie za dużo czasów w jednym zdaniu. Na ramionach niosących powinno być.

 

A oni, z uśmiechami na twarzach – grymasami, których nie rozumiałam – zanieśli babcię do altany-dziadka, pewnie niosąc swoje brzemię wśród rozstępującego się z szacunkiem tłumu równie uśmiechniętych żałobników.

Nad uśmiechami bym się zastanowiła, bo cały czas się szczerzą, a to nie wnosi nic do opowiadania.

Ładne, sama myślałam o tym, żeby wykorzystać ten rodzaj pochówku w opku. I w sumie dobrze, że tego nie zrobiłam, bo Twój tekst jest naprawdę świetny. Króciutki, a jednak zawarłeś w nim cały nowy świat. Mam nadzieję, że się ziści :)

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Posadzić sobie Babcię;)

Ładne. Makabryczne, ale równocz3śnie pocieszające.

Ładna scenka, bardzo przyjemnie napisana, chociaż nie zawiera właściwie niczego poza wizją i koncepcją treepolis. Fabuły nie ma, bohaterów właściwie też nie. Jest za to powiew optymizmu i pewnej nadziei, że gatunek ludzki czeka może jednak coś więcej niż tylko piekło z betonu i stali.

Interesujący pomysł i wykonanie. Powodzenia. yes

To był niezwykle przyjemny tekst. Bardzo sprawnie napisany i z ciepłym przekazem, śmierć potraktowałeś trochę po afrykańsku (w kulturze afrykańskiej śmierć jest po prostu kolejnym rozdziałem; tak przynajmniej czytałem). Szkoda tylko, że to utopia niemająca szans na powstanie… ale zakładam, że to było pośrednio twoim celem; wzbudzenie jakiejś dyskusji, czy to w ogóle jest możliwe.

Bardzo mnie cieszy, że postawiłeś na narrację w 1OS, i jej retoryczne ambicje; to mój ulubiony styl prowadzenia tekstu. Pozwala zawsze na powiedzenie znacznie, znacznie więcej.

Pomimo niewielkiej ilości znaków, dowiozłeś temat do końca, co też tym bardziej mi imponuje. 

Tyle, pozdrawiam i życzę powodzonka w konkursie :)

 

 

Zawsze coś da się poprawić

Hej, hej

Bardzo ładne. Króciutko, bez akcji, a jednak czyta się tak dobrze, że nie mogłem się oderwać. Pełen nadziei tekst ukryty za dość makabrycznym pomysłem. Właściwie to świat, w którym wielu chciałoby żyć.

Klikam, oczywiście.

Nie mogę się zdecydować, czy to ładne i sentymentalne czy potwornie makabryczne. Ten rodzaj niezdecydowania jest czymś świeżym w portalowych tekstach. Obrazki bez fabuły rzadko przypadają mi do gustu, ale temu zdecydowanie się udało. Zgrabne światotwórstwo. :D

Zostaw ten żyrandol.

Cześć, Outta!

 

Na początku nieco się zwiesiłem i zastanawiałem jakim stworzeniem jest narrator. Rozważałem wiewiórkę :P potem ogarnąłem :)

Wizja jest wysoce, bezczelnie wręcz, optymistyczna – ludzie, którzy znów wiedzą, co jest naprawdę ważne. No i uwiecznienie poprzez zasadzenie – powrót do korzeni też nabrał nowego znaczenia :)

Ładne to, podobało mi się :) Dołożę jednego z dwóch brakujących Kliczków:

 

Pozdrawiam, polecam, powodzenia w krokusie!

Nie zabijamy piesków w opowiadaniach. Nigdy.

Ładny pomysł. Najbardziej podoba mi się ostatnie zdanie, może się tego domyślasz. ;-)

Warsztatowo sporo objaśniasz,  a za mało inwencji pozostawiasz czytelnikowi.

 

Drobiazgi:

Warsztatowo: piszesz w pierwszej osobie, więc początkowe przypominanie czytelnikowi, że mamy do czynienia z dzieckiem wydaje mi się niepotrzebne.

,na ramionach niosąc proste nosze, ze spoczywającą na nich babcią.

Odpuściłabym ostatni przecinek. ;-)

 

Skarżypytuję za pomysł.

 

Fot. i cytat A. Wajrak. Żubr i jego potomstwo.

"Podchodzisz do drzewa, które ma 400 lat, i myślisz sobie: ten dąb rósł tutaj, kiedy nie było dolara, dżinsów, samochodów, nikt nie śnił o ropie naftowej. Świat zupełnie inaczej wyglądał. A on tu jest i będzie jeszcze przez kolejnych 200 lat "

 

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Ładne opowiadanie. Takie sielankowe, mimo śmierci babci.

Trochę skojarzyło mi się z dalszą częścią sagi o Enderze Carda.

Ciekawa koncepcja na powrót do natury.

Babska logika rządzi!

Cześć!

 

Dziękuję Wam wszystkim za wizytę pod tym szortem, podzielenie się wrażeniami i kliki :)

 

@Ambush

Jak dla mnie trochę nadużywasz ozdobników, co utrudnia percepcję.

Czasem sobie pozwolę, i to akurat ten przypadek ;)

 

Na ramionach niosących powinno być.

Nope :)

 

@Irka

Ładne, sama myślałam o tym, żeby wykorzystać ten rodzaj pochówku w opku.

 

Koncepcja wyszła od czegoś, co nazywa się poktree, a potem dodałem nieco fantastyki i wyszło coś takiego :)

 

@Kulosław

 

z ciepłym przekazem, śmierć potraktowałeś trochę po afrykańsku

Akurat Afryki nie miałem w głowie pisząc, ale terasz chyba sobie doczytam nieco na ten temat :)

 

@Verus

 

czy to ładne i sentymentalne czy potwornie makabryczne.

Nie myślałem, że to makabryczne, raczej, że pocieszające :)

 

@Krokus

 

Wizja jest wysoce, bezczelnie wręcz, optymistyczna – ludzie, którzy znów wiedzą, co jest naprawdę ważne. No i uwiecznienie poprzez zasadzenie – powrót do korzeni też nabrał nowego znaczenia :)

Podoba mi się określnie “bezczelnie optymistyczna”, bo tak właśnie ją sam widzę. I o te dodatkowe znaczenia mi też chodziło, więc fajnie, że wyszło i to widać.

 

Pozdrawiam, polecam, powodzenia w krokusie!

A to powodzenie w krokusie nieco zastanawiające ;)

 

@Asylum

 

Najbardziej podoba mi się ostatnie zdanie, może się tego domyślasz. ;-)

Mnie też najbardziej się podoba ;)

 

Warsztatowo sporo objaśniasz,  a za mało inwencji pozostawiasz czytelnikowi.

Hmm, może masz rację, ale w tak krótkim tekście, który jest wspomnieniem jakiejś osoby tej inwencji i tak wiele nie dałoby rady zostawić.

 

@Finkla

 

Trochę skojarzyło mi się z dalszą częścią sagi o Enderze Carda.

Niestety nie czytałem i trudno mi się odnieść. Może w tym coś jednak być. Wczoraj pierwszy raz widziałem film “Jumper” i nie potrafiłem uwierzyć, że mnóstwo motywów z niego pokrywa się z napisanym w zeszłym roku opowiadaniem “abrakadabra”. Często wymyślamy chyba pewne koncepcje, które nam wydają się świeże, albo nigdy nie wykorzystane, a potem boom! jednak jest już coś podobnego, o czym nie miało się pojęcia :)

 

Pozdrawiam serdecznie

Q

 

Known some call is air am

Nie chcę za bardzo wchodzić w szczegóły, żeby nie spoilować, ale podobieństwo do rasy Prosiaczków/Penquinos jest. Kto czytał, ten zrozumie, o co mi chodzi.

Babska logika rządzi!

podobieństwo do rasy Prosiaczków/Penquinos jest.

Doczytałem i rzeczywiście jest coś na rzeczy :) Ale czytałem tylko “Grę Endera”, więc tutaj inspiracji nie było :)

Known some call is air am

Nie twierdzę, że była, bo podobieństwa są wszędzie. Zwłaszcza ci znani autorzy kradną pomysły młodym zdolnym i publikują całe lata przed narodzinami młodych. ;-)

A po zakończeniu gry Ender żyje dalej, tylko już nie na Ziemi.

Babska logika rządzi!

Z jakiegoś powodu swoje tour de las rozpoczynam od Twojego opowiadania – i od razu mogę powiedzieć, że to dobry początek.

Dodanie odrobiny magii (bo nauki chyba nie, chociaż kto wie…) do praktykowanych już dziś pochówków, w których prochy zmarłego zamieniane są w sadzonkę wybranego gatunku drzewa. Cmentarze-lasy to dla mnie piękna, taka spokojna koncepcja, przynajmniej dopóki ktoś nie postanowi wykorzystać takich drzew jako surowca. “Komoda po babci” może nabrać zupełnie nowego znaczenia :D

Ale wracając do opowiadania – plastycznie odmalowałeś rytuał pogrzebowy, który dla mnie nie był w ogóle makabryczny. Wręcz odwrotnie, taka wizja wydaje mi się bardzo łagodzić poczucie straty i żałobę, bo przecież dziadkowie ciągle są, może nieco inni, ale wciąż odczuwający i wyrażający miłość na swój sposób. Ciekawi mnie, czy takie drzewa są zdolne do rozmnażania? Genealogia zrobiłaby się w przyszłości nieco pokręcona xD

Czytało się dobrze, chociaż raczej bez zachwytów nad warstwą językową – ale spodobały mi się zdania o babci chroniącej przed słońcem oraz to ostatnie. Myślę, że szort zostanie mi w pamięci właśnie dzięki wizji, która co prawda nie była dla mnie nowa, ale za to bliska, a Ty pokazałeś ją w sposób, który jakoś tak mnie rozpuchacił w środku, uśmiechnął i ogrzał. Fabuły tutaj nie ma, ale taką wybrałeś formę, wiem dobrze, że szort ma swoje prawa. Zostałam tylko z poczuciem niedosytu, wywołanym zwłaszcza przez to ostatnie zdanie, które wyszło już poza ten pogrzebowy rytuał – jak wygląda ten nowy, drzewny świat? Chciałabym wiedzieć o nim więcej.

No bardzo mi się podobało Twoje opowiadanie. Chyba najbardziej z tych, które miałem dotąd przyjemność czytać w ramach konkursu. Jest smutno, nostalgicznie, nieco sentymentalnie. Tak, jak lubię :) Niczego bym nie dodał, niczego bym nie odjął. Nie razi nawet narracja pierwszoosobowa. 

Gdybym mógł klikać, klikałbym. A że nie mogę, pozostaje mi dać szóstkę :)

"- Zniszczyliśmy coś swoją obecnością - powiedział Bernard - być może czyiś świat." V. Woolf

Dzień doberek wujaszku Outta! :D 

Ładną ceremonię nam tu urządziłeś.

Bardzo krótko, zwięźle, a las zarysowany całkiem solidnie. Pojawia się on nawet w samym nazewnictwie jak treepolis. 

Teraz jest las. Pełen ludzi i dusz zaklętych w drzewach.

→ Odwrócenie pewnych norm konkursowych zawsze na propsie. 

 

Krótki tekst, to było krótko, ale na koniec dodam, że powiązanie korzeni – jako drzew, z korzeniami – tymi genealogicznymi, wyszło bardzo dobrze. 

No nic, nie ukrywam, że w taką moją nutę klimatyczną uderzyłeś.

Pozdro! 

Do góry głowa, co by się nie działo, wiedz, że każdą walkę możesz wygrać tu przez K.O - Chada

Siema!

 

@Nir

 

“Komoda po babci” może nabrać zupełnie nowego znaczenia :D

Good one :)

 

taka wizja wydaje mi się bardzo łagodzić poczucie straty i żałobę, bo przecież dziadkowie ciągle są, może nieco inni, ale wciąż odczuwający i wyrażający miłość na swój sposób.

Otóż to! Pocieszające, bo fizycznie w jakiejś formie nadal będą z nami :) I nie myślałem na rozmnażaniem, więc interpretacja może być dowolna.

 

jak wygląda ten nowy, drzewny świat? Chciałabym wiedzieć o nim więcej.

Wygląda pięknie :) Niestety nie jestem w stanie przesłać Ci wizualizacji, które podsuwała mi wyobraźnia, ale uwierz, że pięknie ;) A serio to jest coś na tyle pociągającego w tym świecie, że może kiedyś go rozwinę.

 

@fmsduval

 

Jest smutno, nostalgicznie, nieco sentymentalnie. Tak, jak lubię :)

Też tak czasami lubię :)

 

@ND

 

Yo, ojcze NearDeath!

Jak tam dziecię? Nawija już, albo przynajmniej beatboxuje? ;)

Pojawia się on nawet w samym nazewnictwie jak treepolis. 

Najdłużej myślałem nad nazwami miast tego świata, bo treepolis mi za bardzo na Trypolis brzmiało, ale, że niczego lepszego nie wydumałem, zostało to :)

 

Odwrócenie pewnych norm konkursowych zawsze na propsie. 

Wilk pisał, że interpretacja dowolna, ale nie nazbyt luźna. A moja jest splątana z tematem jak korzenie altany-dziadka i zadaszenia-babci ;) Tyle, że odwrócona.

 

No nic, nie ukrywam, że w taką moją nutę klimatyczną uderzyłeś.

Cieszę się. Zawsze staram się nadać tekstom jakiegoś drugiego znaczenia, ukryć coś, albo wpleść w główny koncept, czasem wychodzi, czasem nie, ale tym razem chyba wyszło :)

 

Dziękuję Wam bardzo za miłe słowa i pozostawienie po sobie śladu.

Pozdrawiam serdecznie :)

Q

 

 

 

Known some call is air am

Wilk pisał, że interpretacja dowolna, ale nie nazbyt luźna. A moja jest splątana z tematem jak korzenie altany-dziadka i zadaszenia-babci ;) Tyle, że odwrócona.

→ No… i o to mi chodziło! Pomysłowo. 

 

Yo, ojcze NearDeath!

Jak tam dziecię? Nawija już, albo przynajmniej beatboxuje? ;)

→ Powiedziałbym, że póki co jest to mix nawijania z połączeniem beatboxowania, chociaż z naciskiem na to drugie :D Ale no ambitnie, bo nikt jej podkładu robić nie musi! Bywa, że lubi jeszcze poćwiczyć nocami w mieszkalnym studiu.

#offtop

Btw, muzyka ma swoje plusy (wiadomo, jakaś grzeczniejsza), jeśli jeszcze jakiś ładny teledysk w tle leci. Wtedy następuje enigmatyczny stan hipnozy i zajada wszystko co podasz. “Leci samolocik” jest przereklamowany – to zawsze kończy się katastrofą. Tak więc na trudniejsze posiłki trzeba mieć swoje sposoby :D 

Pozdro Wujaszku Outta i dla Twojej rodzinki, a nam pozostaje tylko trzymać kciuki i życzyć powodzenia w konkursidle. 

Yo, yo! 

 

Do góry głowa, co by się nie działo, wiedz, że każdą walkę możesz wygrać tu przez K.O - Chada

Pięknie opisałeś doświadczenie dziewczynki sprzed dziesięciu lat, doświadczenie, które wiele dla nie znaczy, ciągle tkwi w pamięci i będzie rzutować na całe jej życie. :)

 

kosz­ma­rem, po któ­rym na­sta­nie dzień, który let­ni­mi pro­mie­nia­mi… → Nie brzmi to najlepiej.

Proponuję: …kosz­ma­rem, po któ­rym na­sta­nie dzień i let­ni­mi pro­mie­nia­mi

 

za­nie­śli bab­cię do al­ta­ny-dziad­ka, pew­nie nio­sąc swoje brze­mię… → Jak wyżej.

Proponuję: …za­nie­śli bab­cię do al­ta­ny-dziad­ka, pew­nie dźwigając swoje brze­mię

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Hej :)

 

@ND

Bywa, że lubi jeszcze poćwiczyć nocami w mieszkalnym studiu.

Hehe :) Tak a propos, to z trzysta metrów ode mnie Rahim postawił hawirę, dziwna bryła jak cholera, podejrzewam, że ma tam w środku jakieś mini studio. A że też ma niemowlaka, bo go spotkałem kilka razy z żoną i dzieckiem w wózku na spacerze, to tam dopiero musi się dziać :D

 

“Leci samolocik” jest przereklamowany – to zawsze kończy się katastrofą.

Yep. Mnie żona zabroniła robić “leci samolocik”, kiedy Julian był mały, bo w mojej wersji leciał tupolewik ;)

 

@Reg

 

Pięknie dziękuję za miłe słowa :) Cieszę się, że Ci się spodobało. Babolki już poprawione, według Twoich sugestii.

 

Pozdrawiam serdecznie

Q

Known some call is air am

Bardzo proszę, Outto, i niezmiernie mi miło, że mogłam się przydać. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Krótka opowiastka, zielona utopia, która jest w zasadzie opisem świata, ceremonii pogrzebowej plus kilku zdań komentarza na temat ścieżki, którą podążyła ludzkość i bohaterka.

Dodam jeszcze, że to bardzo pozytywna wizja (w przeciwieństwie do pewnie 95% tekstów konkursowych). Nie wiem, czy po drodze do świata opisanego w tej historii wydarzył się jakiś kataklizm na skalę globalną, depopulacja, emigracja części ludności w kosmos, czy coś jeszcze, ale bardzo optymistycznie zakładasz, że ludzkość oprzytomnieje w jakieś odległej przyszłości, zwróci się do korzeni i będzie żyła w pięknej harmonii i symbiozie z naturą. A przeludnienie, degradacja środowiska, gospodarka rabunkowa, państwa i ich konflikty, religie i ich konflikty – wszystko to odejdzie w niepamięć jak za machnięciem czarodziejskiej różdżki.

Tacy ponurzy pesymiści jak ja, zaraz się zastanawiają, co to za tęczowa sielanka i czy tam w podziemiach nie czają się jacyś Morlokowie ;).

Chociaż i ten ludzki kompost ;) jakoś mi się tak ponuro z "Wodnym światem" skojarzył.

Ale wracając do szorta. Jest on na pewno na wskroś przepełnione fantastyką – daleka przyszłość, inne społeczeństwo i świat ze swoimi nowymi obrządkami, filozofią życia itp. Można więc w kilku tysiącach znaków zawrzeć fantastyczną opowieść, można pozwolić czytelnikowi zawiesić niewiarę i pozostawić pole dla wyobraźni, żeby sobie dopowiedział resztę tej wizji.

I niby wszystko jakieś takie znajome i już gdzieś było, ale w zasadzie nie trzeba tutaj niczego dodawać, wszystkie klocki pasują do światotwórstwa i przesłania. Zbędna jest tutaj rozbudowana fabuła, zwroty akcji, głębia psychologiczna bohaterów i (nawet) dialogi – opowiadasz nam prostą i zamkniętą historię, scenkę z przyszłości, konkretny i pełny obrazek świata. Jak na szort wystarczy w zupełności.

Pewnie takie piękne wizje pojawiają się w literaturze, może komuś się trochę kojarzą np. z odległą przyszłością z „Atlasu chmur” Mitchella, z Cardem (jak Finkli), czy nawet optymistycznym Sniegowem („Dalekie szlaki”) lub Aldissem („Cieplarnia”, chociaż tam akurat mamy świat po katastrofie) albo zdarzają wśród wizjonerów ekologicznego new age, idei Gai itp. 

Ładnie jest to napisane, trochę poetycko, niespiesznie, dosyć bogato w warstwie językowej, zawiera jakieś przemyślenia i dekadę z życia bohaterki zawartą w kilku zdaniach.

Miła lektura.

[…]na ramionach niosąc proste nosze, ze spoczywającą na nich babcią.

– hmm, ja tutaj widzę wciąż jeszcze żyjącą babcię (niosą wszak babcię nie ciało babci, chociaż wiem, że to tylko ujęcie tego widoku z perspektywy młodej narratorki), więc potem jak oni jej tną brzuch „na żywca” (wiem, wiem, że nie na żywca), trochę mi ta sielskość siada podświadomie…

Czekałam, a jednocześnie miałam nadzieję, że to wszystko jest tylko snem, dziecinnym koszmarem, po którym nastanie dzień, który letnimi promieniami, przebijającymi się przez listowie za oknem, przegoni złe wizje.

– tutaj mnie Reg uprzedziła z tym „którym, który".

 

Jej korzenie, w ciemności pod moimi stopami, splątały się z korzeniami altany-dziadka. A ich korzenie wiją się w szorstkich uściskach korzeni naszego domu, oraz wszystkich pozostałych, pochowanych wokół przodków.

– ale tutaj tych korzeni trochę za dużo. Jakieś pędy bym wcisnął czy coś podobnego.

 

Kiedyś podobno było tutaj miasto, pełne ludzi, stali, betonu, smogu, pyłu, zgiełku i pośpiechu, brudu oraz śmieci. Dawno temu.

Teraz jest las. Pełen ludzi i dusz zaklętych w drzewach.

Odejdę stąd niebawem do innego treepolis. Aby tam zdobywać wiedzę, studiować, poznawać, kochać, zachwycać się i marzyć, jednak wiem, że ostatecznie powrócę. To korzenie mnie tutaj trzymają, choć jeszcze nie fizycznie – jak mówił wuj Arthur w swojej mowie – bo do korzeni wróciliśmy. Na powrót nauczyliśmy się, co jest naprawdę ważne.

Kiedyś podobno było tutaj miasto, pełne ludzi.

I jest nadal, ale teraz sami ludzie są także miastem.

– ja bym te ostatnie dwa zdania wywalił. Powtórzenie jest pewnie celowe, ale trochę walisz łopatologicznie, a przy tym kładziesz jakby nacisk na miasto, a nie na konkursowy las. No i czy drzewa wyrosłe na nawozie ludzkim można nazwać miastem z ludzi? No niby można, ale…

Arboreus – a to mi się kojarzy jednoznacznie z innym tekstem konkursowym ;)

Po przeczytaniu spalić monitor.

Cześć Outta Sewer !!!

 

Zabawne bo mogę ci napisać coś co mi dużo osób tu pisało; pierwsze to, że bardzo dobry pomysł a drugie, że w krótkim tekście zawarłeś wiele treści. :)))

 

Pozdrawiam Serdecznie!!!

Jestem niepełnosprawny...

Boże jak ta moja wypowiedź dziwnie zabrzmiała :(((( Nie chciałem tak :(((((((((((

Jestem niepełnosprawny...

Yo!

 

Ostatnio jakoś łatwiej mi komentować i prowdzić dyskusje pod cudzymi tekstami niż pod swoimi. Nie wiem czemu :/

 

@mr.maras

bardzo optymistycznie zakładasz, że ludzkość oprzytomnieje w jakieś odległej przyszłości, zwróci się do korzeni i będzie żyła w pięknej harmonii i symbiozie z naturą. A przeludnienie, degradacja środowiska, gospodarka rabunkowa, państwa i ich konflikty, religie i ich konflikty – wszystko to odejdzie w niepamięć jak za machnięciem czarodziejskiej różdżki.

Toż to utopia jak w ryj strzelił i po prawdzie nawet nie zastanawiałem się, co musiałoby się zdarzyć, żeby taki scenariusz zaistniał. Załóżmy, że to jakaś alternatywna Ziemia, gdzie nie ma tego całego syfu, który mamy tutaj ;) A Morloki pod światem? Czemu by nie, skoro opisane istoty zachowują się jak Eloje, to może tam coś się pod powierzchnią czai. Albo w głębinach oceanów, albo na księżycu, czy gdziekolwiek indziej.

 

Chociaż i ten ludzki kompost ;) jakoś mi się tak ponuro z "Wodnym światem" skojarzył.

 

Ludzki kompost w “waterworld” był z ciał martwych ludzi, żywych nie wrzucano (oprócz mutaka Costnera, bo to mutak był ;)) i nie uważam, żeby to była ponura wizja.

 

Pewnie takie piękne wizje pojawiają się w literaturze, może komuś się trochę kojarzą np. z odległą przyszłością z „Atlasu chmur” Mitchella, z Cardem (jak Finkli), czy nawet optymistycznym Sniegowem („Dalekie szlaki”) lub Aldissem („Cieplarnia”, chociaż tam akurat mamy świat po katastrofie) albo zdarzają wśród wizjonerów ekologicznego new age, idei Gai

Akurat ani “Cieplarni”, ani “Atlasu chmur” nie miałem na myśli. W sumie chyba najbliżej temu do fantastyki z elfami żyjącymi w zgodzie z naturą. Pomysł przyszedł po przeczytaniu kilku artykułów na temat poktree i zapoznaniu się z historią treeshapingu, potem dodałem motyw wyrastania z ciała konstrukcji (jak w “Katedrze” Bagińskiego) i połączyłem całość spoiwem religii.

 

ale tutaj tych korzeni trochę za dużo. Jakieś pędy bym wcisnął czy coś podobnego.

Zdaję sobie z tego sprawę i myślałem nad tym, jednak pędy to co innego a synonimu do korzeni nie znalazłem. Dlatego celowo zostawiłem jak jest.

 

No i czy drzewa wyrosłe na nawozie ludzkim można nazwać miastem z ludzi? No niby można, ale…

To dlatego, że wcześniej piszę o duszach zaklętych w drzewach, więc religijnie to się klei :)

 

Arboreus – a to mi się kojarzy jednoznacznie z innym tekstem konkursowym ;)

Ładne słowo :) Potrzebowałem określenia kogoś, kapłana konkretnie, którego tytuł będzie się kojarzył z drzewem, a Arboreus ładnie brzmi i wiem, że u Ciebie też to mamy. Swoją drogą, byłem ciekaw czy wpadniesz i zauważysz. No i wpadłeś, przez co i ja wpadłem ;)

 

@Dawid

 

Przecież nieczego złego nie napisałeś, więc nie wiem o co kaman. Ale nawet gdybyś napisał, to spoko luz, ja nie z tych co strzelają fochy.

 

Dziękuję Wam obu za wizytę i podzielenie się uwagami i wrażeniami :)

Pozdrawiam serdecznie

Q

Known some call is air am

Cześć!

 

Początek nieco melancholijny (co intryguje w tak krótkiej formie), ale szybko robi się nastrojowo i niemal mistycznie. Bardzo ciepła i pełna nadziei opowieść o przemijaniu i spojrzeniu na “rzeczy ostateczne”. Fantastyczny świat, przypominający nieco odwrócenie tego za oknem, w którym istoty żyją tymi samymi nadziejami i pragnieniami. Zastanawia mnie jedynie ten nacisk na korzenie, czyżby zawoalowany manifest w sprawie przywiązania do ziemi? ;-)

Napisane bardzo dobrze, bez zgrzytów, krótko, nastrojowo i na temat. Udana krótka forma.

 

Pozdrawiam i Powodzenia w konkursie!

„Poszukiwanie prawdy, która, choćby najgorsza, mogłaby tłumaczyć jakiś sens czy choćby konsekwencję w tym, czego jesteśmy świadkami wokół siebie, przynosi jedyną możliwą odpowiedź: że samo poszukiwanie jest, lub może stać się, ową prawdą.” J.Kaczmarski

Fajne :)

Przynoszę radość :)

Yo!

 

@krar

Dzięki za dobre słowo. Co do korzeni, to pełnią one trzy role: korzenie metaforyczne jako więzi łączące nas z rodziną i domem; korzenie fizyczne, łączące dom z drzewami wyrosłymi ze zmarłych, co ma podkreślić i udosłownić pierwszą rolę; korzenie jako powrót do natury, do świata z którym powinniśmy żyć w harmonii.

 

@Anet – Fajnie, że fajne ;)

 

Pozdrawiam serdecznie

Q

Known some call is air am

Ładne :) Bardzo przypominające jeden z komiksów z antologii „Ostatnie Drzewo” (motyw drzew rosnących na zmarłych), choć na swój sposób inne. Podoba mi się odwrócenie ról i to szybkie, proste, krótkie stworzenie „widokówki” z innego świata – bo przecież nie zawsze trzeba układać całą historię, by przesłać zdjęcie jakiegoś miejsca i czasu.

Musze jednak zapytać: czy tekst był inspirowany komiksem? Jak wspomniałem, jest to rozwiązane inaczej, ale ta informacja jest istotna z innych wzgledów.

 

 

Dzięki,, wilku, za miłe słowa. A o wspomnianym przez Ciebie komiksie nawet nie słyszałem.

Known some call is air am

Jeszcze moge Ci wyjaśnić, skąd się wziął pomysł: najpierw na tapetę wziąłem motyw pooktre, zacząłem czytać o modyfikacjach drzew, o ilości ligniny w tkance drzew, o manipulacjach genetycznych, bo pojawił się w głowie obraz jak z motywów związanych z elfami w kilku światach fantasy, gdzie natura jest nie zastępowana technologią, ale przeplatana z nią, lub też technologia bazuje na magicznych modyfikacjach drzew. Wyszło mi jednak, że w zgodzie z aktualną widzą, żeby tu esefowić, nie da rady napisać tego szorta, bo brak mi wiedzy i nawet ekstrapolowanie pewnych trendów, które moglyby doprowadzić do powstania różnych drzewnych struktur, nie wyjdzie dostatecznie wiarygodnie. Wrzuciłem więc w to odrobinę magii, takiego mistycyzmu bazującego na druidyzmie, gdzie struktury rosną tak, jak to zostało ustalone, ponieważ rośliny zyskują pewną świadomość dzięki temu, że wyrastają ze zmarłych, którzy są częścią tego świata i chcieli (oraz nadal chcą) żyć w zgodzie z naturą, która stała się religią (bliską i użytkową).

 

Pozdrawiam serdecznie

Q

Known some call is air am

 

Tekst wygrywa przede wszystkim pomysłem – bo sama historia jest bardzo prosta, służy w zasadzie zarysowaniu świata przedstawionego. Dobrym zabiegiem było przedstawienie jednego konkretnego wycinka tego świata i ukazanie go przez pryzmat rodzinnych relacji – jest emocjonalny punkt zaczepienia dla czytelnika, a worldbuilding nie przytłacza skomplikowaniem. Zwraca też uwagę, że Twoja wizja jest zaskakująco optymistyczna, niemal utopijna, co jednak zdarza się o wiele rzadziej niż opcja odwrotna. Optymistyczny nastrój ciekawie kontrastuje z wyborem tematu – w końcu mowa o zwyczajach pogrzebowych, o śmierci, a mimo to tekst nastraja bardzo pozytywnie. I przy okazji skłania do myślenia, jak inaczej – lepiej – mógłby kiedyś wyglądać świat.

Cześć, black_cape :)

 

Masz rację co do tego, że historia jest pretekstem do zarysowania lepszego świata. Obrządki pogrzebowe i motyw śmierci raczej nie nastrajają optymistycznie, jednak chciałem napisać coś, co będzie właśnie utopijnie optymistyczne – tak optymistyczne, że nawet motyw śmierci napawać będzie jakąś nadzieją i radością. To się rzadko zdarza, jednak jest możliwe – niech za przykład służy rewelacyjna animacja “Coco”, mój numer jeden jeśli chodzi o kreskówki. Cieszę się, że siadło Tobie, jak i pozostałym jurorom, choć nieco zaniepokoiłem się wilkowym komentarzem, w którym porównał tę wizję do komiksu, którego nie czytałem, a w którym podobno jest zbliżony motyw.

 

Pozdrawiam serdecznie :)

Q

 

PS. Pisałem wcześniej, że bezpośrednią inspiracją wizji było poktree, czyli treeshaping, co jest prawdą, a jednym z dowodów, o którym wcześniej zapomniałem wspomnieć, jest pojawiające się w tekście imię wuja bhaterki, Arthura. Chodzi konkretnie o niejakiego Arthura Wiechulę.

Known some call is air am

Nowa Fantastyka