- Opowiadanie: NaNa - Hafciarka

Hafciarka

Dyżurni:

Finkla, joseheim, beryl

Oceny

Hafciarka

Zapaliła ostatnią świecę i tęsknie spojrzała za okno. Tutaj dzień nie różnił się specjalnie od nocy – nawet jeśli jakieś wątłe promyki światła zdołały na moment przedrzeć się przez zwarte sklepienie koron, natychmiast były tłamszone.

Dawniej Las wyglądał zupełnie inaczej. Był żywy. Drzewa trwały w swojej leniwej bezczynności, wyciągając konary ku słońcu i z rzadka pozwalając zaplątać się w nie figlarnemu wietrzykowi, by stworzyć pozory chwilowego poruszenia. Było jasno, ciepło… I było bezpiecznie.

A potem stała się świadkiem katastrofy. Właściwie nie wiedziała, jakiej. Widziała tylko, jak Las obumarł – i zaczął żyć życiem, jakiego nie powinno być w żadnym lesie. Zniknęło całe światło. Zwierzęta odeszły – a te, które nie zdążyły uciec, zginęły. Zrobiło się zimno, strasznie… Przestało być bezpiecznie.

A ona? Była tu, odkąd sięgała pamięcią. Kiedy Las był jeszcze jej lasem, mogłaby odejść w każdej chwili, ale nie chciała. Dobrze jej było w tej spokojnej samotności. Tutaj nic nie przeszkadzało w pracy nad haftem, na którym ważyły się losy świata. Potem, gdy Las się zmienił, utknęła w nim na dobre. Nie chciał jej wypuścić, wszak to ona dawała mu energię potrzebną do przeżycia w tej dziwnej śmierci.

Próbowała uciec, lecz nie było to wcale takie proste. Wiedziała, że może zmieniać rzeczywistość, a nawet kreować zupełnie nową… Okazało się jednak, że Las potrafi wykorzystać najmniejszy nawet błąd, by ją zatrzymać. Tak więc od lat haftowała, pruła i wracała do początku, próbując znaleźć rozwiązanie, które pozwoli jej opuścić wreszcie to przeklęte miejsce. Zadanie nie należało do łatwych – dysponowała ograniczoną paletą barw, a nici rwały się i było ich za mało, by mogła całkowicie puścić wodze fantazji. Na dodatek delikatne płótno zaczynało się strzępić i musiała obchodzić się z nim niezwykle ostrożnie. Sama zresztą też coraz silniej odczuwała upływ czasu – palce niemal z dnia na dzień stawały się coraz mniej sprawne, oczy męczyły się coraz szybciej, coraz więcej czasu potrzebowała na odpoczynek… Starzała się. Zdała sobie sprawę, że jeśli teraz nie stworzy sobie wyjścia, wkrótce nie zdoła już tego zrobić.

Otrząsnęła się z ponurych rozmyślań i rozejrzała po izbie skąpanej w słabym, migotliwym blasku. Wnętrze, choć nieco mroczne, wciąż było ciepłe i przytulne. Od śmierci Lasu stanowiło jej ostatni bastion. Choć była do niego przywiązana i nie chciała odchodzić, wiedziała, że musi to zrobić, nim umrze razem z drzewami.

Westchnęła ciężko i przez drgający półmrok ruszyła ku maleńkiej wyspie światła. To tam rozstawiła najwięcej świec. Co prawda nie mogły one równać się ze słońcem, lecz zapewniały wystarczającą widoczność, by mogła pracować.

Rozsiadła się w ogromnym, wygodnym fotelu. Wyciągnęła nogi ku ogniowi buzującemu na kominku. Sięgnęła po płótno i ponownie ciężko westchnęła. Znów trzeba będzie zacząć od początku. Ostatnim razem w połowie pracy zabrakło zieleni. Musiała wszystko spruć i dziwna śmierć na powrót pochłonęła uzdrowione drzewa zaglądające z nadzieją w okna.

Nowy pomysł zaświtał jej w głowie. Uśmiechnęła się słabo i zaczęła szperać w koszyku z nićmi. Światło świec utrudniało rozpoznawanie kolorów, ale robiła, co mogła, by właściwie je dobrać. Wreszcie wybrała kilka motków, przyjrzała się im krytycznie, porównując ze sobą, i skinęła głową z pewnym zadowoleniem. To powinno wystarczyć.

Drżącymi dłońmi z trudem nawlokła igłę i wbiła ją w wysłużone płótno. Po raz kolejny z radością dostrzegła, że mimo bólu w stawach i sztywności palców ściegi wciąż są równe, a praca idzie dość sprawnie. Zmęczonym oczom szybko ukazał się zarys pierwszego drzewa, potem kolejnego… Tym razem były martwe, tak jak w rzeczywistości. Jedyną zmianą – na tyle nieskomplikowaną, że istniała szansa na powodzenie – miał być widniejący między nimi prześwit. Co prawda nie wiedziała, jak rozległy jest Las, ale wierzyła, że jeśli poprowadzi przez niego ścieżkę, na którą nie będzie miał wstępu, wreszcie zdoła się wydostać.

Choć powstający w jej rękach obrazek był mały, precyzyjnie oddawał najistotniejsze szczegóły. Czuła, jak ziemia ledwo zauważalnie drży, gdy drzewa na zewnątrz jedno po drugim zmieniały swoje miejsce. Choć bardziej żywotne niż za prawdziwego życia, nie miały dość sił, by walczyć z jej mocą sprawczą. Musiały się poddać.

Przestała zwracać uwagę na to, co działo się wokół. Była całkowicie pochłonięta pracą. Igła tańczyła po płótnie z zawrotną prędkością, a stara rzeczywistość ulegała przeistoczeniu w nową, lepszą.

Skończyła pracę nad Lasem. Teraz pozostało tylko rzucić na ścieżkę nieco prawdziwego, słonecznego światła… Z jej ust nie schodził uśmiech, gdy zmieniała nić o ponurym kolorze na jedną z najradośniejszych, jakie posiadała. Ten kolor był dobry – to był kolor wolności.

Tunel wśród drzew wyglądał prześlicznie. Choć był wąski i zewsząd otaczała go pulsująca martwota, dawał poczucie bezpieczeństwa. Stanowił pewną drogę wyjścia. Trzeba było ją jeszcze tylko trochę rozjaśnić…

Naraz usłyszała dobiegający z zewnątrz huk i trzaski. Przerażona, zerwała się i popędziła do okna. Jej nawykłe do półmroku oczy poraził blask tak jasny, że po policzkach spłynęły łzy. Z jej piersi dobyło się rozpaczliwe łkanie, gdy dostrzegła źródło owego światła – w stronę jej chatki sunęła ściana ognia. Martwe drzewa, niemające wszak wstępu na nową ścieżkę, zachowywały bezpieczny dystans od morderczego żywiołu. Ona sama była jednak w poważnym niebezpieczeństwie. Rzuciła się ku swojemu stanowisku pracy. Wciąż łkając, zaczęła błyskawicznie pruć to, co zdążyła już wyhaftować.

Gdy oderwała od płótna ostatnią z jasnych nici, przeraźliwy huk na zewnątrz ustał. Obejrzała się w stronę okna. Ogień zniknął, ale ścieżka między drzewami prowadziła donikąd. Zdusiła szloch i drżącymi palcami zaczęła przebierać w koszyku z nićmi. Żaden z kolorów, które w nim pozostały, nie pasował jednak do jej wizji. Teraz zaś nie mogła już niczego zmienić.

Westchnęła z rezygnacją i zaczęła pruć resztę obrazka. Czuła, jak drzewa na zewnątrz przesuwają się nieznacznie, wracając na swoje stare miejsca. Ścieżka powoli znikała, a wraz z nią nadzieja na rychłe opuszczenie tego więzienia. Znów będzie musiała zaczynać wszystko od początku…

Ale cóż. Może następnym razem się uda.

Koniec

Komentarze

Oryginalny pomysł, przyjemnie się czytało ;) powodzenia w konkursie!

Interesujący pomysł. Misiowi się podobało.

Dziękuję pięknie Kejt_Elizabet i Misiowi, cieszę się, że się podobało ^^

Nawiasem mówiąc, pomysł zrodził się dzięki hobby, które ostatnio wróciło u mnie do łask :) W porównaniu do opowiadania, może haftowanie w moim wykonaniu nie jest aż tak spektakularne, ale za to inspirujące jak widać :D

Spodziewaj się niespodziewanego

Dobrze, że Ona ma mocniejsze serce niż autor;) Hehe…

Pięknie bawisz się kolorami, a nawet malujesz/haftujesz obrazy.

Podoba mi się też i to, że mimo porażki bohaterki, zostawiasz nam nadzieję. 

Dzięki, Ambush :) Cóż, myślałam najpierw o nieszczęśliwym zakończeniu (to takie w moim stylu), na szczęście wybito mi je z głowy i chyba wyszło to na dobre.

Spodziewaj się niespodziewanego

Bety rules!;)

To zakończenie jest wyważone. Nie ma chamskiego happy endu, ale nie trzeba też pruć żył;)

Interesujący pomysł. Nigdy bym o czymś takim nie pomyślała, więc na plus.

A bohaterka szybka. Penelopa przy niej to straszna ślamazara.

Fajne, że las potrafi się tak skutecznie bronić.

A potem wydarzyła się katastrofa. Nie wiedziała, co się stało.

Katastrofa nie wiedziała? A powinna? ;-)

Babska logika rządzi!

Cóż, Ambush, to nawet nie była beta, bardziej taki zaufany dobry duszek :D

 

Uuu, słuszna uwaga, Finklo. Dzięki za wytknięcie tej świadomej katastrofy, pomyślę, jak to załatać :) No i za miłe słowa, i za kliczek :)

Spodziewaj się niespodziewanego

Z przyjemnością przeczytałam opisanie udręki hafciarki, tworzącej tak szczególne dzieło. Jestem pewna, że kiedyś wypełni płótno właściwymi nićmi. :)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Cieszę się, reg, dzięki, że wpadłaś :)

Spodziewaj się niespodziewanego

Słodkie opowiadanie i chyba o mojej cioci z Grudziądza, która pięknie haftuje:) pozdrawiam

Dzięki :D pozdrowienia, również dla Cioci :D

Spodziewaj się niespodziewanego

Przeczytałam i brzydko sobie poszłam nic nie mówiąc. Smaczne, majstersztyk:)

Let adrenaline bring you focus and blissful calmness

Jakbyś się nie przyznała, i tak nikt by nie wiedział :P Dziękuję, cieszę się :)

Spodziewaj się niespodziewanego

Bardzo ładna historia o lesie spokojnym i groźnym. 

Po przeczytaniu przypętały mi się myśli o Iliadzie i postrzeganiu bogów przez ludzi z antyku. Ta scena, gdy Hera odwodzi Zeusa od interwencji w obronie swojego ulubieńca, bo przecież Moiry wyplotły jego przyszłość. Zrezygnował, choć mógł zmienić los. U Ciebie jest inaczej, boga uosabia Las, lecz człowiek też w pułapce. Jak zareagowałby Zeus, gdyby chodziło o bezpieczeństwo jego i panteonu?

Cieszę się, że Las walczy o przestrzeń do życia, choć współczuję „prządce”. Naturalnie to dygresja, takie tam myśli mnie naszły.

 

Opowieść kobiety jest melodyjna. W kilku miejscach chyba przestawiłabym słowa, w kilku chyba wycięłabym „wciąż, też, coraz, jeszcze i podobne”, choć nie wszystkie, ale może być moją manierą.

 

Powodzenia w konkursie!

 

Skarżypytuję do biblio za opowieść. :-)

 

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Dziękuję, Asylum, fajnie, że opowieść pobudziła trochę wyobraźnię :) Co do przestawiania słów – cóż, taka moja maniera ;) A te "wciąże" itp. chyba akurat w tym tekście były potrzebne (przynajmniej w mojej głowie)… Co do "corazów", nawet wiem, w którym miejscu jest przesyt – ale nie mogłam poradzić sobie z uniknięciem powtórzenia, więc celowo wcisnęłam go ile wlezie xD Dzięki za komentarz i zgłoszenie, pozdrawiam!

Spodziewaj się niespodziewanego

Tak, Nano, mamy silne maniery i drogi na skróty. xd Ja z kolei łapię swoje leitmotivy w pisaniu, bo  -gruncie rzeczy ich nie cierpię, choć nie wiem, czy dobrze. mam i te, hołubione. Są związanez życiem fizycznym i „ogarnianiem” rzeczywistości, nadzwyczaj dobrze porządkują czas.

Wyobraźnię poruszyłaś, to prawda! :-) Ponoć Iliada była czymś więcej niż biblią w tym okresie, znano ją i się kierowano. Zupełnie inne koncepty bogów, realności, losu. Podziwiam ich, nie mieli takich wyrafinowanych narzędzi, potrafili patrzeć, obserwować i ich wyniki, wnioski zadziwają.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

W sumie to teraz Ty szturchnęłaś moją wyobraźnię, Asylum, dzięki xD Porozmyślam sobie o tych konceptach, obserwacjach i wnioskach :D

Spodziewaj się niespodziewanego

Cześć, NaNo!

 

Spokojne to, ale obrazowe, pomalowane (czy raczej wyhaftowane) słowami – ładne! Mógłbym ponarzekać na warstwę logiczną – co ona jadła, czy skoro nicie się rwały, to nie miała ich coraz mniej, tak, że coraz trudniej było jej ukończyć cokolwiek? Czy nie mogła po prostu odciąć fragmentu płótna i haftować na mniejszym?

Ale nie chcę marudzić, bo opowieść jest na swój sposób magiczna i to jest dla mnie wyjaśnieniem wszelkich wątpliwości. Do tego przecież nie chciałaś się tu bawić w dosłowności.

Także podoba mi się!

 

Pozdrawiam, polecam, powodzenia w konkursie :)

Nie zabijamy piesków w opowiadaniach. Nigdy.

Ładne, szkoda i umierającego lasu, i samej hafciarki. Czy las miał nadzieję, że hafciarka go uratuje i dlatego jej nie chciał wypuścić? Fajnie, że zostawiasz trochę miejsca na nadzieję, że wciąż jest szansa, żeby uratować i las, i człowieka. Podobało mi się :)

Klik :)

Szybko jej szła praca, mnie to zajmowało miesiące ;)

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Hej, Krokusie! No nici się rwały, dlatego ich brakowało do ukończenia czegokolwiek, rzeczywiście ;) Ale obrazek sam w sobie już był mały (co było wspomniane w tekście), zapewne przy jeszcze mniejszym formacie trudniej byłoby oddać szczegóły, co pewnie odbiłoby się niekorzystnie na rzeczywistości, rozumiesz… Co do jedzenia – nawet nie jestem pewna, czy hafciarka była istotą, która w ogóle potrzebuje pożywienia… Ale cieszę się, że się podobało i zniechęciło do marudzenia :) Dzięki za miłe słowa i za polecenie! Pozdrawiam!

Spodziewaj się niespodziewanego

Cóż, Irko, martwy-żywy las w jakiś sposób czerpał energię do "życia" z obecności hafciarki (jak i po co – nie wnikałam) – ale kto wie? Może nadzieja na uzdrowienie też była… Tak, jak już mówiłam, namówiono mnie do zakończenia opowieści w sposób dający miejsce na nadzieję i teraz widzę, że wyszło to na dobre :) A tak, rzeczywiście zasuwała nieźle z tym haftem (choć równie dobrze mogła tak się wciągnąć, że bez przerwy siedziała nad nim kilka dni i nocy, nie było to nigdzie ujęte, ale zdaje się, że czas tam płynął nieco inaczej), w sumie też nie pogardziłabym takim skillem xD Dzięki za komentarz i za klik, pozdrawiam!

Spodziewaj się niespodziewanego

Podoba mi się, jak z beztroskiego i pięknego klimatu żyjącego lasu przechodzisz w nicość. Czuć podniosłość, udrękę i postępującą starość hafciarki. 

Porozpalane świeczki, będące w sumie jedynym światłem w tekście, kojarzą mi się z nadzieją. Nikłą, ale jednak nadzieją.

Pozostają w sumie domysły, co by się stało, gdyby hafciarka miała do dyspozycji inne motki.

Cóż, gdyby miała więcej nici i lepsze światło, pewnie nie byłoby całej zabawy :) Dzięki za komentarz i miłe słowa, pozdrawiam!

Spodziewaj się niespodziewanego

Podobało mi się. Interesujący pomysł na kobietę, która potrafi wpływać na rzeczywistość w ten właśnie sposób. Ładnie wprowadziłaś świat przedstawiony i przedstawiłaś zadanie bohaterki w sposób zrozumiały, ale nienachalny. Zgrabnie opisana jedna z jej prób ucieczki, i to w taki sposób, że do samego końca nie wiadomo, jaki będzie finał. Podoba mi się, że jest otwarte zakończenie, choć mam wrażenie, że nie ma już dla bohaterki nadziei.

Pomysł ciekawy, zakończenie w porządku, ale nieco zmieniłbym niektóre zdania, żeby brzmiały bardziej melodyjnie, trochę lżej, żeby pozwoliły nieco bardziej wsiąknąć ;)

Nadzieja jest zawsze, do samego końca :) Sonata, mortecius, dzięki, że wpadliście i zostawiliscie komentarze, pozdrowienia dla Was!

Spodziewaj się niespodziewanego

Nowa Fantastyka