- Opowiadanie: Radek - Gwiazda Betlejemska jest podejrzana

Gwiazda Betlejemska jest podejrzana

Śnia­da­nie po Pa­ster­ce. Nawet wśród kró­lew­skich urzęd­ni­ków zda­rza­ją się tacy, któ­rzy ule­ga­ją daw­nym za­bo­bo­nom.

Rzecz się dzie­je po “Bajce nie dla dzie­ci” – nowy gu­ber­na­tor z ro­dzi­ną. Związ­ków fa­bu­lar­nych – kom­plet­nie brak.

 

Opo­wia­da­nie na­pi­sa­ne na kon­kurs w try­bie “czynu sta­cha­now­skie­go”. Po­wsta­ło na­tych­miast (mniej niż 12h) po ogło­sze­niu kon­kur­su, za­wie­ra wszyst­kie słowa (przy­naj­mniej w za­mie­rze­niu) i zo­sta­ło wrzu­co­ne pierw­sze­go moż­li­we­go dnia: 1 XII 2021. Jego ko­lej­ną za­le­tą jest dłu­gość – nie­wie­le wię­cej niż pół szor­ta, taka mi­nió­wa.

 

Wbrew pozorom, nawet w tak krótkiej formie betujący znaleźli straszne rzeczy. Dziękuję za pomoc!

Dyżurni:

ocha, bohdan, domek

Oceny

Gwiazda Betlejemska jest podejrzana

Ro­dzi­na gu­ber­na­to­ra Sand­ma­na sie­dzia­ła przy stole, przy świą­tecz­nym śnia­da­niu. Za­sło­ny były zasunięte. W rogu, tak żeby nie było jej widać z okna, stała cho­in­ka, ozdo­bio­na sztucz­nym śnie­giem, bomb­ka­mi, por­ce­la­no­wy­mi anio­ła­mi, szkla­ny­mi so­pla­mi i praw­dzi­wy­mi pier­ni­ka­mi.

Roz­le­gły się dzwon­ki do drzwi: jeden, drugi i trze­ci, na­tręt­nie. Lokaj przy­pro­wa­dził nie­za­po­wie­dzia­ne­go go­ścia.

– Panie gu­ber­na­to­rze – po­wie­dział nie­zna­jo­my, po­ka­zu­jąc od­zna­kę – przy­ła­pa­łem pana z ro­dzi­ną na upra­wia­niu nie­le­gal­ne­go kultu. Żan­dar­me­ria jego kró­lew­skiej mości…

– Każdy kult jest nie­le­gal­ny w Zjed­no­czo­nym Kró­le­stwie, tak samo jak każda wiara – po­pra­wił in­tru­za gu­ber­na­tor. – Jemy śnia­da­nie, może się pan przy­sią­dzie, panie żan­dar­m? Zo­sta­wi­li­śmy jedno miej­sce wolne.

– Ale…

Kolęd nie śpie­wa­my, jemy sobie.

Żan­darm po­pa­trzył na cho­in­kę, na ozdo­bę na czub­ku drzew­ka.

Gwiaz­da Be­tle­jem­ska jest po­dej­rza­na!

– To ko­me­ta – po­wie­dział naj­star­szy syn gu­ber­na­to­ra. – Dla­cze­go tak pan na­zy­wa tę ozdo­bę?

Żan­darm usiadł przy stole na wska­za­nym miej­scu. Nie od­po­wie­dział.

– My­śla­łem, że chrze­ści­ja­nie jedzą w wi­gi­lię i dzie­lą się opłat­kiem

– Za­zwy­czaj chrze­ści­ja­nie są ludź­mi, więc pew­nie sta­ra­ją się jeść co­dzien­nie. Poza tym się nie dzie­lą, ani nie pącz­ku­ją, ma pan luki z bio­lo­gii – znowu po­pra­wił go gu­ber­na­tor bez cie­nia uśmie­chu na twa­rzy. – Po­wi­nien pan le­piej roz­po­znać wroga, jeśli się tym pan zaj­mu­je po go­dzi­nach. Spra­wy kultu, mi­sty­cy­zmu i za­bo­bo­nów leżą w ge­stii taj­nej po­li­cji ksią­żę­cej, a nie żan­dar­me­rii kró­lew­skiej.

– Jest pan po­dej­rza­ny o to, że razem z ro­dzi­ną wy­pły­nął pan poza wody gra­nicz­ne, żeby w nocy uczest­ni­czyć w Pa­ster­ce za gra­ni­cą.

– Poza ju­rys­dyk­cją? – upew­nił się gu­ber­na­tor. – Moją ło­dzią?

Te py­ta­nia zbiły in­tru­za z tropu. Znowu nie od­po­wie­dział.

– Co to za ryba? Pań­stwo zło­wi­li?

– Nie, to karp – stwier­dzi­ła gu­ber­na­to­ro­wa. – Na wszel­ki wy­pa­dek spro­wa­dza­my tro­chę mro­żo­nych, eg­zo­tycz­nych ryb, je­śli­by nasze ło­wie­nie się nie udało. Z samej Re­pu­bli­ki, ze wschod­nich ru­bie­ży – po­chwa­li­ła się. – Po­le­cam moje pie­ro­gi, le­pi­łam z cór­ka­mi.

– A to co? – Wska­zał na ro­śli­nę za­wie­szo­ną pod su­fi­tem.

Je­mio­ła – wy­ja­śni­ła naj­star­sza córka gu­ber­na­to­ra. – Można się pod nią…

Za­mil­kła, skar­co­na spoj­rze­niem matki.

– Do­da­wa­li do mro­żo­ne­go kar­pia gra­tis – po­wie­dzia­ła gu­ber­na­to­ro­wa.

– Każdy, kto uważa, że jego bóg mógł przejść przez drogi rodne ko­bie­ty, jest sza­leń­cem. A świę­to­wa­nie bo­żych na­ro­dzin, że niby przy­szedł dobry pa­sterz, leżał w żło­bie i przy­niósł od­ku­pie­nie jest ob­ja­wem tego sza­leń­stwa.

– Tak twier­dził znany is­lam­ski fi­lo­zof… Jest pan mu­zuł­ma­ni­nem?

– Eli­mi­no­wa­nie sza­leń­ców z naj­wyż­szych urzę­dów kró­lew­skich jest na­szym za­da­niem, panie gu­ber­na­to­rze. – Żan­darm w cy­wi­lu zi­gno­ro­wał py­ta­nie i zwró­cił się do dzie­ci: – Wie­rzy­cie, że to Dzia­dek Mróz przy­no­si pre­zen­ty i lata sa­nia­mi, za­przę­żo­ny­mi w re­ni­fe­ry?

– Nie, to świę­ty Mi­ko­łaj – wy­rwał się jeden z synów gu­ber­na­to­ra.

– Nie­praw­da! – obu­rzy­ła się naj­młod­sza córka. – Elfy!

– Elfy? – zdzi­wił się żan­darm.

– Po­ka­żę! – Córka gu­ber­na­to­ra mach­nę­ła ręką.

W całym po­ko­ju za­wi­ro­wa­ły płat­ki śnie­gu i po­ja­wi­ły się w po­wie­trzu elfy ze skrzy­deł­ka­mi ważek. Dziew­czyn­ka za­czę­ła bie­gać i pod­ska­ki­wać, pró­bu­jąc je łapać. Star­szy od niej syn wyjął z kie­sze­ni za­baw­ko­wy pi­sto­le­cik i strze­lił. Po­cisk odbił się od płat­ka śnie­gu i tra­fił. Elf roz­padł się w po­wie­trzu na krwa­wą mia­zgę, która zmie­ni­ła się w złote mo­ne­ty. Ko­rzy­sta­jąc z za­mie­sza­nia, córka zła­pa­ła in­ne­go za nogę, rzu­ci­ła na pod­ło­gę i przy­gnio­tła ko­la­nem. Zła­pa­ny elf pisz­czał i się sza­mo­tał. Inne pró­bo­wa­ły się cho­wać po ką­tach, nie­któ­re za je­mio­łą. Wszedł wyjątkowo wysoki kra­sno­lud z wor­kiem na ple­cach i spre­zen­to­wał dziew­czyn­ce lasso. Wy­pusz­czo­ny elf po­kuś­ty­kał do drzwi, pró­bu­jąc sobie roz­pro­sto­wać skrzy­deł­ka. Za nim wyszedł z pokoju krasnolud.

– Sza­ron! – krzyk­nął zi­ry­to­wa­ny gu­ber­na­tor do córki. – Za­bro­ni­łem bawić się przy je­dze­niu. Wy­łącz to!

– Ale pan ofi­cer chciał zo­ba­czyć! – Mach­nę­ła ręką i wszyst­ko znik­nę­ło: elfy, mo­ne­ty, lasso i śnie­ży­ca. – Oj tato!

– Czyli wła­ści­wie to kra­sno­lud przy­no­si pre­zen­ty? – do­py­tał się żan­darm.

Nikt nie od­po­wie­dział.

– Czy jest jesz­cze jakaś spra­wa? – gu­ber­na­tor spy­tał tonem takim samym, jak mówił do córki. – Panie żan­dar­m?

– Dla­cze­go pan dzi­siaj wziął wolne? Jest dwudziesty piąty grud­nia, chrze­ści­jań­skie Boże Na­ro­dze­nie?

– Prze­cież pan wie! Mogę sobie wziąć wolne. Jakim był­bym urzęd­ni­kiem, gdyby się wszyst­ko wa­li­ło, jeśli tylko się nie po­ja­wię w biu­rze jeden dzień? W nocy wy­pły­nę­li­śmy z ro­dzi­ną na ryby…

– Nie mogę pana aresz­to­wać bez zgody króla, ale pań­ska ro­dzi­na…

Gu­ber­na­tor już nie chciał dalej słu­chać, nie chciał ni­cze­go wy­ja­śniać. Nie mógł ak­cep­to­wać gróźb. Ge­stem kazał mu prze­stać mówić.

– Straż! – Te­atral­ne we­zwa­nie pod­kre­śla­ło tylko na­ci­śnię­cie przy­ci­sku, ukry­te­go w kie­sze­ni spodni gu­ber­na­to­ra.

Wbie­gło dwóch uzbro­jo­nych i umun­du­ro­wa­nych dra­bów.

– Pan żan­darm w cy­wi­lu już wy­cho­dzi. Pro­szę nie zrzu­cać go tym razem ze scho­dów.

– Panie gu­ber­na­to­rze, ale on ma ju­rys­dyk­cję… – za­czął jeden.

– Dla­te­go po­wie­dzia­łem, żeby wy­pro­wa­dzić bar­dzo de­li­kat­nie.

– Tak jest!

Eᴘɪʟᴏɢ

– Ko­men­dant Głów­ny Żan­dar­me­rii do wa­szej kró­lew­skiej mości – za­anon­so­wał ka­mer­dy­ner, kła­nia­jąc się, jak zwy­kle.

Król sie­dział w ga­bi­ne­cie. Wsta­wa­ło słoń­ce. Spoj­rzał przez okno. Na ta­ra­sie rosły ko­lo­ro­we krze­wy i kwia­ty.

– Chodź­my na spa­cer, przej­dę się. – Pod­niósł się zza biur­ka.

– Tak jest, panie. – Sługa minął gwar­dzi­stę i otwo­rzył drzwi.

Cze­kał już żan­darm w ran­dze ge­ne­ral­skiej. Z tarasu widać było bu­dyn­ki mi­ni­sterstw w kształ­cie pi­ra­mid schod­ko­wych, dwie fosy: ze słoną i słodką wodą, rozdzielone parkiem centralnym i zwar­tą za­bu­do­wę cen­trum Sto­li­cy. Nad mia­stem uno­si­ły się la­ta­dła róż­nych typów i klas, całe roje, po ho­ry­zont.

– Panie ge­ne­ra­le – za­czął król, ge­stem po­zwa­la­jąc mu mówić.

– Gu­ber­na­tor Sand­man jest chrze­ści­ja­ni­nem. Mamy nie­zbi­te do­wo­dy…

– Nic nie macie! – Król się za­trzy­mał. – Do­sta­łem od niego ra­port z re­je­stra­cją wi­zyj­ną wi­zy­ty pań­skie­go, pożal się kró­lo­wo, ofi­ce­ra. Roz­ka­za­łem się od­cze­pić raz na za­wsze od mo­je­go gu­ber­na­to­ra, jego ro­dzi­ny i jego za­bo­bo­nów. Chyba że bę­dzie miał pan dowód zdra­dy stanu!

„Gdyby nie był chrze­ści­ja­ni­nem, dawno byłby hra­bią”, po­my­ślał król, wra­ca­jąc do ga­bi­ne­tu. „Ko­niec spa­ce­ru, do ro­bo­ty!”.

Koniec

Komentarze

Fajny szorcik. Postać gubernatora bardzo wyraźna i z charakterkiem. Nawet zgrabnie wyszło umieszczenie w tekście wszystkich słów, nie wygląda na robione na siłę. Niektóre zdania nie były perfekt, ale nie wpłynęło to na ogólny odbiór tekstu. 

Dziękuję, właśnie się bałem czy przy tak małym tekście nie będzie widać wrzucania słów na siłę. Zdania “nie perfekt” w narracji, czy w dialogach? Bo na przykład do “panie żandarm” (zamiast “panie żandarmie”) jestem przywiązany przez analogię do “panie kapral”.

Cieszę się, że się podobało!

Pokój – szczęśliwość; ale bojowanie Byt nasz podniebny

Miś przeczytał. Powodzenia w konkursie.

Cześć, Radku!

 

Jakkolwiek to zabrzmi, Twoja płodność mnie przeraża XP Tu przynajmniej szorcik, bo w kolejce mam jeszcze ponad 90k Twoich znaków…

Tekst całkiem przyjemny, biurokracja i uroki wyższych szczebli. Aż dziw bierze, że żandarm jeszcze nie wiedział, że grubych ryb się nie tyka ;)

A fakt, że nie czuć wymienionych słówek :)

 

Pozdrowienia, powodzenia!

Nie zabijamy piesków w opowiadaniach. Nigdy.

Twoja płodność mnie przeraża XP

Uroki kwarantanny, ale i tak się uśmiałem.

Aż dziw bierze, że żandarm jeszcze nie wiedział, że grubych ryb się nie tyka ;)

Pewnie młody i ambitny. Zawsze warto próbować ;-)

 

Dziękuję!

 

 

Pokój – szczęśliwość; ale bojowanie Byt nasz podniebny

Opowiadasz prawdę starą jak świat, ale wyszło fajnie, z humorem. Podobały mi się tłumaczenia gubernatora. Potknęłam się na scenia z elfami – rozumiem, że to były jakieś hologramy?

 

Rozległy się dzwonki do drzwi: jeden, drugi i trzeci, natrętnie. – te dzwonki wyszły dość niezręcznie, raczej się mówi dzwonek do drzwi bez względu na to, ile razy ktoś dzwoni.

 

Zasłony były zasłonięte – raczej zasunięte.

 

– Jest pan podejrzany, że razem z rodziną wypłynął pan poza wody graniczne, żeby w nocy uczestniczyć w Pasterce za granicą. – składnia zgrzyta; może: Jest pan podejrzany o to, że razem z rodziną… Albo: Jest pan podejrzany o wypłynięcie razem z rodziną poza…

 

Przeszkadzało mi wyboldowanie słów. To był wymóg konkursowy?

 

If you're going to try, go all the way.

Zdania “nie perfekt” w narracji, czy w dialogach?

Narracji, ale spokojnie, nie chodzi o jakieś rażące błędy :)

Przeszkadzało mi wyboldowanie słów. To był wymóg konkursowy?

Chyba nie, ale chciałem ułatwić jurorom liczenie. Po tym jak wygram (albo nie), to usunę.

Potknęłam się na scenia z elfami – rozumiem, że to były jakieś hologramy?

Na roboczo, w czasie pisania, zaprojektowałem (w głowie) implementację tego XR jako bezpośrednią projekcję na siatkówkę zgromadzonych tam ludzi. Miał być wyraźny element fantastyczny, to jest gra i to z prostym “świątecznym” scenariuszem.

Z racji stosowanej intersubiektywnej narracji nie mogłem napisać “zgromadzeni ujrzeli…”, ale “pojawiły się”, a dokładniej “zawirowały”.

 

Wskazane błędy poprawiłem, oprócz dzwonków. Bardzo dziękuję za przeczytanie i dobre słowa.

Pokój – szczęśliwość; ale bojowanie Byt nasz podniebny

Przyjemne. Podobnie jak dogs, mnie również podobały się odpowiedzi gubernatora i również zawiesiłem się na fragmencie z elfami, ale ogólnie to szort, jako całość, zdecydowanie na plus. 

Known some call is air am

Dziękuję za komentarz i dobre słowo.

Elfy: Pokonkursowo dopiszę nad jemiołą projektor XR (laserowy), ale teraz mi nie wypada. Nie po stachanowsku ;-)

Pokój – szczęśliwość; ale bojowanie Byt nasz podniebny

Przeczytałam.

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Zabawne i przerażające, ale czemu krzywdzili Elfy?!

To opowiadanie jest albo za długie, albo za krótkie. Myślę, że obyłoby się bez epilogu. Mimo wszystko nie twierdzę, że teraz jest źle, bo to całkiem fajny szorcik.

Opowiadanie nie jogurt. (CM)

@Ambush

Pewnie ksenofobia połączona z gatunkizmem, ale krzywdzili sztuczne elfy. W dodatku w celu uzyskanie bezpośredniej korzyści materialnej (złote monety i prezenty od krasnoluda).

Nieco bardziej serio – chciałem wymyślić scenariusz naprawdę brutalnej gry dla dzieci ze świąteczną i cukierkową grafiką.

Dziękuję!

@SaraWinter

Dla mnie bez epilogu byłoby nie skończone. Nie chciałem dawać czytelnikowi złudzenia, że gubernator sobie może być chrześcijaninem tak po prostu, bo jest cwany. Mam słabość do epilogów, które zmieniają, albo i wywracają wydźwięk całej historii.

Dziękuję za przeczytanie, opinię i miłą ocenę.

Pokój – szczęśliwość; ale bojowanie Byt nasz podniebny

Hej, hej

Znów napisane w Twoim charakterystycznym stylu, który lubię, więc i tu czytało mi się dobrze. Sama fabuła dość szczątkowa i zgodzę się, że słowa konkursowe wplecione ładnie, to mam wrażenie, że podyktowały przebieg akcji. Co nie zmienia faktu, że to przyjemny szort ze światem, który może i jest rozbudowany, ale ta budowa spada na barki czytelnika :)

Budowanie uzasadnienia dlaczego religia jest zabroniona w Zjednoczonym Królestwie wydała mi się (w tym miejscu) niepotrzebna czytelnikowi. Podobnie – struktura policji/administracji. Chciałem pokazać intruza w święta, który wprawdzie niewiele może, ale psuje i zabawić czytelnika zwinnością argumentacji gubernatora. Nie mogłem się powstrzymać, żeby w jakiś sposób nie zrównać Mikołaja z przerośniętym krasnoludem.

Jakbym się nie uparł (czyn stachanowski ;-) ) pewnie nie byłoby ani Wigilii, ani opłatka, ani karpia, bo to bardzo Polskie zwyczaje. Trochę nie pasują do dekoracji “gdzieś na Atlantyku”.

Dziękuję za komentarz!

Pokój – szczęśliwość; ale bojowanie Byt nasz podniebny

Zabawna scenka. Trudno nie trzymać kciuków za wywrotowców, którzy ścierają się z aparatem opresyjnej władzy. I to starcie śledziłem z satysfakcją – zamiast strachu, niewymuszony luz i kpiny pod adresem ,,rozgrzanego” funkcjonariusza. 

Też odniosłem wrażenie, że kluczowe słowa wplotłeś w tekst niby mimochodem, dobrze Ci to wyszło.

Przyjemnie się czytało. Zgłaszam do biblioteki, pozdrawiam! 

Bardzo dziękuję adamie_c4!

Pokój – szczęśliwość; ale bojowanie Byt nasz podniebny

Dobrze mi się czytało i konkursowe słowa faktycznie nie gryzły. Ubawiłam się i aż mi się żal zrobiło żandarma-służbisty. Nawet nie wiedział, jak bardzo nie ma szans – intelektualnie i politycznie.

Po konkursie pewnie warto rozwinąć te elfy, bo dołączam do grona osób, które w pierwszej chwili się zagubiły.

Językowo zgrzytnęło mi tylko

fosę ze słodką i zwartą zabudowę miasta.

Mój mózg uparł się czytać to jako “fosę ze słodką i zwartą zabudową”. Rozumiem, że nie chciałeś powtarzać “wody”, ale to może lepiej “dwie fosy, ze słoną i słodką wodą, rozdzielone parkiem centralnym”, czy jakoś tak.

„Jak mogła się zamknąć z tym draństwem, a teraz nie chce się otworzyć?! Kto to w ogóle kupił?! Czy ktoś tego używa?!”

Dziękuję za przeczytanie i dobre słowo. Cieszę się, że się podobało.

Poprawiłem fosę, to chyba już trzeci raz, ale rzeczywiście tak jest najzgrabniej.

 

W opowiadaniu nie ma tekstu “jemioła wisiała pod żyrandolem, w którym sprytnie zamaskowano projektor laserowy XR, do rozszerzonej rzeczywistości”. Ani: “żandarm zauważył…”.

Trochę mi zależało, żeby to było tak samo obyczajowe jak: “wróciłem zmordowany po pracy, włączyłem film na Netflixie i wieczór spędziłem z Sherlockiem Holmesem”.

Oczywiście nie jestem z tych “upartych” autorów, co nie słuchają jak im się mówi. W zamyśle elfy i śnieżyca miały zaskoczyć żandarma (efekt, opisany magicznym trójliterowym skróem WTF) i czytelnik miał odczuć to samo.

Jeszcze raz dziękuję :-)

Pokój – szczęśliwość; ale bojowanie Byt nasz podniebny

Fajnie się czytało:). Zabawne i pomysłowe zwłaszcza w momentach, kiedy tłumaczyli, że to co robią, to nie to co robią :). W sumie dobry pomysł, żeby czytelnik też był zaskoczony (ja byłam) i w sumie później już się domyśliłam, że to gra. Coś mi tam zgrzytnęło, ale czytałam w nocy i już nie pamiętam co. Idę kliknąć :).

Dziękuję, ale jakbyś sobie przypomniała, co zgrzytnęło…

Jeśli tylko elfy, to nacinam kolejny karb na generatorze XR. Muszę go postawić w pełnym świetle.

Pokój – szczęśliwość; ale bojowanie Byt nasz podniebny

To w wolnej chwili przeczytam jeszcze raz i Ci napiszę.

Fajne operowanie słowem i absurdem. Historia jakby nie patrzeć nie ma większego sensu i raczej można czerpać z niej przyjemność samego czytania niż przeczytania. Epilog moim zdaniem zbędny, ale to już tylko moja opinia. Trochę szkoda biednych elfów przynoszących prezenty.

Niemniej ciekawa praca konkursowa. :D

Dziękuję za opinię. W założeniu miała być to radość dla czytającego i pewnego rodzaju maksymalizm formy (jak w przedmowie).

A czy widać (z Twojego punktu widzenia), że elfy są częścią gry, powiedzmy “komputerowej”?

Epilogi są moim nałogiem, ale jeszcze z nim nie walczę.

 

Pokój – szczęśliwość; ale bojowanie Byt nasz podniebny

Cześć Radek !!!

 

Na pewno ktoś zrobił już łapankę. Dużo wyrazów jest pogrubionych. Przez co trochę źle się czytało. Trudny tekst jak to śpiewa Avril Lavigne “complicated” :)

 

Pozdrawiam! I powodzenia w konkursie.

Jestem niepełnosprawny...

Dziękuję za życzenia. Pogrubione słowa są te “konkursowe” właśnie. Miałem ambicję użyć wszystkich.

 

A w jakim sensie trudny? Nie chciałem, żeby źle się czytało :-(

Pokój – szczęśliwość; ale bojowanie Byt nasz podniebny

A nie wiem, jakoś te pogrubione konkursowe wyrazy sprawiły, że nie potrafiłem się skupić :))))))))))))))))))))))))))))))))

Jestem niepełnosprawny...

Przeczytane.

Darku, pokazałeś dość szczególne święta, ale też opisane czasy nie należą do zwyczajnych. Rozmowa domowników z żandarmem nader zacna.

Czy wyboldowane słowo Epilog też było na liście Morgiany?

Opowiadaniu brakuje jednego klika, więc udaję się do klikarni. ;)

 

– Dla­cze­go pan dzi­siaj wziął wolne? Jest 25 grud­nia… → – Dla­cze­go pan dzi­siaj wziął wolne? Jest dwudziesty piaty grud­nia…

Liczebniki zapisujemy słownie, zwłaszcza w dialogach.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Czy wyboldowane słowo Epilog też było na liście Morgiany?

Nie, ale chciałem zrobić ponad 100% założonej normy. Nawet nie 110%, a i tak się wydało ;-(

(poprawiłem się po demaskacji)

Opowiadaniu brakuje jednego klika, więc udaję się do klikarni. ;)

Dziękuję!

Liczebnik poprawiony, nie wiem jak to się znowu stało.

 

Pokój – szczęśliwość; ale bojowanie Byt nasz podniebny

…chciałem zrobić ponad 100% założonej normy.

Postawa godna pochwały i premii. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Sympatyczne :)

Przynoszę radość :)

Dziękuję!

Pokój – szczęśliwość; ale bojowanie Byt nasz podniebny

Przeczytane, bardzo przyjemne. Powodzenia w konkursie:)

Dziękuję :-)

Pokój – szczęśliwość; ale bojowanie Byt nasz podniebny

Hej, 

 

nie znam wymogów konkursu, bo zaczęłam się udzielać na forum już po jego ogłoszeniu, a nawet zamknięciu, ale samo opowiadanie czytało się dobrze. Podpisuję się pod wcześniejszymi wypowiedziami: zachowanie gubernatora bardzo na plus, ale zawiesiłam się chwilę przy scenie z elfami i musiałam przeczytać 2x, żeby zrozumieć.

 

Mimo wszystko przyjemna lektura :)

Sympatyczny tekścik. To zawsze miłe, kiedy ludzie robią w konia tępego żandarma. Jakoś mi się pomyślało o ZSRR – zakaz wierzenia. Gubernator i żandarm to wprawdzie inny okres, ale przynajmniej region się zgadza.

Babska logika rządzi!

@Finkla:

Cieszę się, że się podobało. Naprawdę! To nie taka formułka grzecznościowa.

Pewną inspiracją dla tytułu, była radziecka krasnoarmiejska czerwona gwiazda z ogonem, przeznaczona na czubek choinki. Zawsze jak na nią patrzyłem, zastanawiałem się czy projektantowi kojarzyła się z Gwiazdą Betlejemską, czy tak mu nieświadomie wyszło.

@OldGuard:

Obiecuję dopisek o XR (extended reality projector) po ogłoszeniu wyników konkursu (pinky swear). Chyba wolno wcześniej, ale jakoś czuję, że nie wypada.

Mimo wszystko przyjemna lektura :)

:-D

Pokój – szczęśliwość; ale bojowanie Byt nasz podniebny

Nowa Fantastyka