- Opowiadanie: Bravincjusz - HARRY POTER I TYLNA KOMNATA SEKRETÓW RONA WESLEY'A. (+18+)

HARRY POTER I TYLNA KOMNATA SEKRETÓW RONA WESLEY'A. (+18+)

Dyżurni:

regulatorzy, homar, syf.

Oceny

HARRY POTER I TYLNA KOMNATA SEKRETÓW RONA WESLEY'A. (+18+)

– Harry, wejdź w mą tylną komnatę, Harry – powiedział Ron.

Harry intrygująco wybałuszał naprężone gałki oczne w kierunku otworu dziurki od klucza. W środku swojej głowy posiadał myśli, wyobrażające sobie mierzenie do rdzawej czeluści jego twardą, nabrzmiałą od dużej magii różdżką… Nagle zawahał się nieoczekiwanie.

– Moja różdżka nie zmieści się, Ron – powiedział Harry.

Harry był smutny, ale był też dumny, co chytrze zataił przed przyjacielem, bo cechował się skromnością w tym momencie.

– Użyj zaklęcia, Harry – powiedział Ron.

Harry opuścił w dół swoje rzęsy, które pociągnęły za sobą powieki, i styknęły je z dolnymi rzęsami i dolnymi powiekami, wytwarzając w ten sposób mruganie. Przypomniał sobie, że zna gusła, co uspokoiło jego nadszargane nerwy. Złożył wargi w kształt przypominający kilka sylab zaklęcia otwierającego Alohomora, żeby wypowiedzieć go duszkiem… Ale znienacka się nagle zawahał.

– Ron, ja chyba nie mogę – powiedział Harry.

– Wejdź w nią, w mą tylną komnatę, Harry. Jest w niej sekret, który chcę byś go wiedział – powiedział Ron.

– Nie chcę odbierać ci sekretów, Ron. Ty jesteś za ubogi, a ja jestem twoją przeciwnością – powiedział Harry.

Harry znów wyczuł w swoim środku dumę, którą przebiegle schował. Twarz Rona pozginała się niczym biała kartka papieru kredowego A4 o wysokiej gramaturze, formując emocję oburzenia. Ron nie lubiał, kiedy Harry atakował go faktem, który często okazywał się prawdą.

– Ty mi go nie przywłaszczysz sobie, Harry, tylko przyjmiesz moje podzielenie się, Harry – powiedział Ron.

Harry nadal nie przezwyciężył zawahania się, bo więziła go moralna wątpliwość. Oczami przypuścił żurawia w nabrzmiałą, pokrytą pulsującymi żyłami różdżkę Rona, wykłutą z wierzbowego drewna po tym jak jego wcześniejsza różdżka uległa skrzywieniu i nie tryskała już tak chętnie zdrową magią z końcówki. Harry ze smutkiem stwierdził, że jego różdżka jest mniejsza od różdżki Rona.

– Zrób to – powiedział Ron.

Harry spuścił smutne oczy na podłogę.

– Ok – powiedział Harry.

– xD – powiedziała Hermiona.

W tej samej chwili Harry i Ron odwrócili się i nagle ujrzeli stojącą z nimi od początku Hermionę. Poraziła ich dwóch jej nagość, skryta pod grubymi szatami, a ich umysły na moment złączyły się w całość za sprawą złączającej je przyjaźni. Harry pożądał siostry Rona i to pożądanie wygrało z pożądaniem odczutym do Hermiony. Natomiast Ron pożądał swojej siostry trochę mniej niż Harry i u niego pożądanie odczute do Hermiony wygrało.

– Hermiono – powiedział Ron.

– Ron? – powiedziała Hermiona.

– Chcę cię dosiąść, Hermiono – powiedział Ron.

Na bladych policzkach Hermiony zaczęła burzliwie manifestować barwa. Czyn Rona zawstydził ją, które to uczucie pragnęła skryć swoimi dużymi dłoniami. Harry wykorzystał sytuację, by delikatnie otaksować zwinnymi oczami jej różdżkę. Z nowym smutkiem zobaczył, że była grubsza i dłuższa od jego różdżki, a na dodatek była cała prosta, pomimo bycia wytopioną z winogronoroślowego patyka. Smutek i szok przysporzyły go o chwilowe zamarcie.

Hermiona prawie postanowiła rozebrać szatę, lecz jak grom z jasnego nieba twarz Rona zmutowała w twarz Harrego. I było ich dwóch Harrych. Podniecenie Hermiony z nieznajomego jej powodu urosło, choć nie był już przed nią Ron, a był Harry, a obok stał też Harry.

– Harry, ty nie jesteś Ronem, tylko Harrym, Harry – powiedział Harry.

– Tak, Harry – powiedział Harry.

Twarz Harrego była pokryta niedowierzaniem. Harry za to przyglądał się mu z triumfalną obojętnością. A Hermioną trzęsła dzika żądza.

– Harry wypił sok z wielosokowego eliksiru, Harry! – powiedziała Hermiona.

I Hermiona miała rację, gdyż Harry wypił sok z wielosokowego eliksiru, by skonfrontować się z Harrym i go przechytrzyć.

– Wydało się, Harry – powiedział Harry. – Ja jestem Harry, a ty Harry nie jesteś.

– Skąd wiesz, Harry? – powiedział Harry.

Harry zawahał się gwałtownie. Bo rzeczywiście nie wiedział, skąd to wiedział, ale wyczuwał większą niż pięćdziesiąt procent pewność, że jest sobą, a nie nim. Poszukując podparcia psychicznego przestawił kierunek patrzenia oczów w Hermionę, ale kształt jej twarzy dał mu do zrozumienia, że nikogo nie ma w domu.

Postanowił zaryzykantować. Skierował różdżkę w Harrego zamiast w siebie, a jego język wygiął się w zaklęcie demaskujące Aparecium. Prawie je opowiedział, lecz nagle twarz tamtego Harrego zmutowała w twarz Rona. I Harry był już Ronem. Nie byli już Harrym i Ronem, tylko Ronem i Harrym.

– A więc to byłeś ty, Ron. Wypiłeś sok z wielosokowego eliksiru, żeby być mną – powiedział Harry.

– Tak, Harry. Wypiłem sok z wielosokowego eliksiru, żeby być tobą. Przez cały czas nim byłem – powiedział Ron.

Ron zdecydowanie zabrał Harremu swoją różdżkę i wcisnął mu między palce jego własną. Harry posmutniał. Lubił trzymać różdżkę Rona.

Szybkie ruchy ciała Hermiony ustały i minęły zwierzęce żądze, napędzające instynkt. Jej większy od przeciętnego mózg wydalił na światło dzienne wątpliwość, że smak Rona nie jest smacznym smakiem. Apetyt na Harrego zjawił się zupełnie z nagła. Postanowiła zawędrować do pustelni w Zakazanym Lesie i uknuć plan podboju Harry’ego z użyciem centaura i Hagrida.

Gdy Harry i Ron oglądali sobie siebie nawzajem w niezręcznym, pełnym pustej ciszy momencie, Hermiona niezauważalnie prześlizgnęła się między nimi i podbiegła do wieszaka, nie uczyniając głośnego hałasu swoimi ubłoconymi gumiakami, i wyszarpała pelerynę niewidkę. 

Ukazał się skryty pod nią On. Jej żądzę powróciły i omal znów nie zatraciła się w ekstrastazie, widząc podnieconym okiem na profesora Snape’a. Stał on i patrzał, a ona stękała mentalnie. I to było to dobre stękanie, wypełnione przyjemną pasją. Opanowała się ze średnio-łatwym trudem i zarzuciła na garba pelerynę niewidkę. Zastroboskopowany Snape patrzył jak Hermiona wybiegła niepostrzeżenie, bo była niewidzialna.

Zaskrzypiało złowieszczo, gdy Snape przekręcił głowę do pozycji umożliwiającej patrzenie w chłopców.

– Harry Potter – powiedział Snape.

Twarz Harrego i twarz Rona została zamrożona zdradzieckim szokiem. Szokiem większym niż szok, kiedy odkryli, że byli sobą nawzajem. Ale Ron posiadał sekreta na czarną godzinę, umieszczonego głęboko w swoim zanadrzu. Postanowił go mentalnie wyjąć i słownie użyć, by ratować siebie i przyjaciela. Tym przyjacielem okazał się później Harry.

Ron wysunął stopę w bucie, a Snape wygiął łuk brwiowy. Kształtowała się konfrontacja.

– Ronald Weasley – powiedział Snape.

– Jesteś księciem półkrwi, proszę panie profesorze! – powiedział Ron.

Profesor Snape wysechł i upadł. W tym opartym na zasadach logiki kwantowym świecie zerojedynkowości, pełnym magii i czarodziejów, Snape był anomalią. Miał tylko pół krwi i niskie ciśnienie, a mimo to żył. A nie mógł. I Ron to naprawił. Bo zdradził jego sekret.

Harry wytrzeszczał jednym okiem na Rona, a drugim na leżącego na niebieskich kafelkach profesora. Jego umysł nie chciał mu powiedzieć, co się dzieje, lecz głos serca zachęcał do czynności. Podbiegł nogami do umierającego Snape’a i zahamował w porę, by nie upaść na niego i by ich usta się nie styknęły. Przyłożył swoją różdżkę obok jego różdżki. Jej małość w porównaniu z konarem Snape’a nałożyła na Harrego spazm i kolejny poziom smutności.

– Co ty tam robisz, Harry? – powiedział Ron.

– Nic, Ron – powiedział Harry.

Harry zlizał ze swojego policzka smakowitą łzę, ale nie potrafił zdjąć z twarzy smutnego wyrazu twarzy. Nie chciał, żeby Ron zobaczył na nim słabość, bo wtedy poczułby się dobrze, a Harry nie lubił, kiedy Ron czuł się dobrze. Na szczęście był chytruskiem i ukradkiem poczarował sobie zaklęciem drętwoty w fasadę głowy, po czym, jak gdyby nigdy nic, pogalopował z powrotem do Rona.

Ron wydłużył szyję i dyskretnie przylepił wybałuszony wzrok do Harrego. Poczuł respekt, gdy ujrzał że Harry tak dzielnie zniósł morderstwo profesora, ale poczuł też zawodzenie i przerzut sumienia, bo sam trochę przestraszył się swojej własnej odwagi.

Mokra ślina skapywała z cylindrycznego otworu gębowego Harrego niczym z dachu. Nie mógł mówić, bo jego zęby, język i pusta przestrzeń między nimi nie były w stanie się poruszać. Zmusił się, by doczekać, aż skutki zaklęcia osłabią same siebie z upławem czasu.

Ron zapraszająco gładził się po otworze dziurki na klucza, by zachęcić Harrego do działania. Ale Harry czuł się trochę niekomfortowo, bo truchło Snape’a niemal dojrzało i właśnie zaczynało emisję swojego aromatu.

Nagle minęły dwie godziny i Harry nauczył się mówić i ruszać językiem tak dobrze, jakby robił to całe życie. Przystawił ołówkowatą różdżkę do rdzawych krawędzi ziejącego czeluścią otworu i zaczął wymawiać sylaby zaklęcia tak długo, aż złączyły się w słowo. I wtedy z jego różdżki zaczęła leniwie sączyć się magia. Ów smutny widok doprowadził Harrego do chwilowej depresji klinicznej.

Ron jęknął, gdy jego tylna komnata została brutalnie otwarta niczym oścież. Ale wyczytał też w swojej reakcji niezapisaną sielskość, gdy Harry poskąpił kroku naprzód i stanął niczym wyprostowany na baczność słup przed gładką w środku i marszczącą się na bokach powierzchnią dużego zwierciadła.

– Co to, Ron? – powiedział Harry.

– Lustro, Harry – powiedział Ron.

– Widzę, Ron – powiedział Harry.

– Dobrze, Harry – powiedział Ron.

– To wszystko, Ron? – powiedział Harry.

– Nie, Harry – powiedział Ron.

Usta Harrego przybrały postać odwróconego do góry nogami banana, a na jego zmęczonych i pomarszczonych gałkach ocznych pojawiły się wykwity irytacji. Ron trzepał rzęsami, wykonując szybkie mrugania. Zrozumiał spłodzony przez siebie błąd, który polegał na tym, że nie opowiedział Harremu o kontekście.

– Harry, musimy znaleźć wszystkie chytrze ukryte przez hrabiego Voldemorta horkruksy, które są puzzlami kawałków jego duszy i musimy je wszystkie znaleźć i zniszczyć, żeby popełnić na nim zbrodnię morderstwa i to przed tobą to jest jeden z nich, Harry – powiedział Ron.

Harry gniewnie wybałuszył w Rona długie oczy, bo nie mógł uwierzyć, że on myśli, że Harry nie wie, co to są horkruksy. Dla dobra swojej przyjaźni postanowił nie rozgrzebywać tej potwarzy. Przełożył myśli na lustro i za pomocą niezwykle umięśnionej prawej ręki podniósł z podłogi kamienia i zaplanował rozbicie nim zwierciadła, lecz Ron heroicznie go powstrzymał, wypowiadając z ust dźwięk.

– Nie lustro, Harry – powiedział Ron.

– Odbicie, Harry – powiedział dodając Ron.

– Ależ Ron! To ja jestem na odbiciu! – powiedział Harry.

Harry odczuł przestrach i niedowierzanie, a Ron postanowił wykorzystać swą łabędzią szyję w celu wyrażenia pokiwania głową i satysfakcji. Harry spocił się na zimno, bo chyba zrozumiał subtelną żaluzję. 

– Ależ Ron! Ja widzę na odbiciu też ciebie, bo stoisz obok na lewo mnie, i w oddali widzę kawałek nogi Snape’a!!! – powiedział Harry.

Kieliszek wina wypadł z ramion Rona i rozbił się z głośnym stukotem. Czerwień rozgałęziła się w pokrytej kafelkami posadzce niczym guma. Ron nigdy w swoim ubogim życiu nie pomyślałby wyobraźnią, że sam jest horkruksem, podobnie jak kawałek nogi Snape’a. Sekret zamknięty w tylnej komnacie Rona okazał się sekretem nawet dla samego Rona.

– Jestem… horkruksem – powiedział Ron.

Przestrach Harrego emanował tak mocno, że zaraził Rona i kawałek nogi Snape’a.

– Harry, jesteśmy horkruksami. Co my zrobimy, Harry? – powiedział Ron.

Harry nie wiedział.

– Nie wiem, Ron – powiedział Harry.

Nagle rozległ się niepokojący dźwięk grzmocącej się za oknem błyskawicy. Jędrne czarne chmury zwisały z nieba nad Hogwartem.

 

C.D.N.

Koniec

Komentarze

xD (powiedziałem ja, a nie Hermiona)

Tekst marnuje się na portalu, nie myślałeś wysłać go do wydawnictwa?

Ja bym wysłał do Warner Bros od razu, ponoć JK Rowling im ostatnio nie pasuje, może szukają nowego twórcy filmów o HP?

Podobają mi się Twoje zwroty akcji xD

Co tu się stało. XD Czekam na ciąg dalszy.

Bóg. 

Zawsze coś da się poprawić

Ależ mi, Bravincjuszu, sprawiłeś radość sobotnią, że nie musiałam Ci łapać byków za rogi, bo ich nie było do tego stopnia, że żadnego nie zauważyłam i mogłam się zanurzyć w lekturze, doznając z niej rozkoszy. ;D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Cóż za wchłaniająca fabuła i pełne jakości wymioty akcji! Byłam pewna podziwu dla Harego, że zszedł tak daleko za pomocą swojej minimalistycznej różdżki. A kiedy wyszedło na jawę, że Snap jest księciem z połową krwi, zaniepowiedziałam z wrażenia! Chrumkałam ze śmiechów przy jego kawałku nogi i szybkich poruszaniach ciała Hermiony.

Nie wiedziałem, że również Ron i kawałek nogi Snape’a jest krokusem. Podczas czytania tego tekstu oczami po cichu wielokrotnie moją reakcją było wybuchnięcie śmiechem, co już ciche nie było, bo było głośne. Nawet żona, którą poślubiłem, się mnie pytała “co ty tam robisz”, a ja odpowiadałem, bo musiałem odpowiedzieć, bo żonie trzeba odpowiadać, “czytam”, a tak naprawdę wtedy się śmiałem.

Nie zabijamy piesków w opowiadaniach. Nigdy.

 Harry intrygująco wybałuszał naprężone gałki oczne

Dużo tego wybałuszania było, więc w mojej głowie oczy mieli jak w anime :D 

Uśmiałam się :D

Magiczna historia dla osób w każdym wieku. Szkoda, że Hagrid nie pojawił się w tej scenie, na pewno wiele by wniósł. Za to plus za nogę Snape’a.

 

 

P.S.

Gdzie jest nowa edycja tego słynnego konkursu na G, gdy jest potrzebna?

Jako pastisz grafomańskich erotyków bardzo udany tekst, choć mam nieco poczucie przesytu. Niektóre sformułowania sprawiły, że złamałem się w pół ze śmiechu :)

Mnie urzekło zakończenie:

Nagle rozległ się niepokojący dźwięk grzmocącej się za oknem błyskawicy. Jędrne czarne chmury zwisały z nieba nad Hogwartem.

Weź to pokaż językiem filmu!

Pokój – szczęśliwość; ale bojowanie Byt nasz podniebny

Cześć :]

 

Stał on i patrzał, a ona stękała mentalnie.

Leżę i gniję XD. Lepsze niż Pisiąt groszy Greja!

 

Czekam z niecierpliwością na ciąg dalszy.

 

pozdro

M.

kalumnieikomunaly.blogspot.com/

A to ci historia! Godna zakazanej części Hogwarckiej biblioteki, penetrowanej jęczącymi i stęczącymi, bosymi stopami Harrego i Rona, ukrytymi nad niewidzialną peleryną, którą zobaczył kiedyś Harry, pocąc się w szkolnej saunie na widok ubranego jeno we własne futro Hagrida! Kontent żem jej jest tak szczególnie, bo wziąwszy pod uwagę, że to tylna komnata sekretów Rona była, to musiało się tam gdzieś pałętać również brązowe piórko. Żyjąc w przekonaniu, że w trakcie forsownej penetracji komnaty przez pojedynczą grupę przyjaciół, owo piórko wypaść musiało, tak teraz mniemam, że znajdzie się ono ponownie we właściwym miejscu, to jest tam, skąd przybyło. 

I potwierdzić muszę każde słowo wypowiedziane w tej historii, albowiem i ja tam byłem, miód i wino piłem, a na końcu kolorowego pawia puściłem… 

W sensie: ptaka takiego…

Ja nie wiem o czym Wy myślicie, ludzie wzięlibyście się do jakiejś pożytecznej roboty, a nie po komentarzach ludziom czytać! Apage, Satanas!

Cudowne, moment z którym Hermiona powiedziała “xD” kupił mnie zupełnie. Wiec chciałabym poczynić żaluzję, że fajne, a nawet bardzo fajne. Dziękuwa.

Harry był smutny, ale był też dumny, co chytrze zataił przed przyjacielem

Harry wypił sok z wielosokowego eliksiru, by skonfrontować się z Harrym i go przechytrzyć

 

Onże to! Onże z przepowiedni wielkiego wieszcza:

“Dziecku w kolebce kto łeb urwał chytrze, ten młody zdusi centaury”!!

Mordercze. Bitwa pożądań! (co to było za napięcie – które wygra, które wygra…). Wszystkie postaci bardzo przebiegłe, ale zwłaszcza Harry.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Rozbawiłało mnie to jakże arcydzielne arcydzieło, albowiem było niezwykle zabawne. xD heart

Opowiadanie nie jogurt. (CM)

Dobre XD

dosis facit venenum

Porządna grafomania. Do połowy fajnie się czytało, mimo że nie znam zbytnio Pottera, potem zaczęło trochę nudzić, poza nawiązaniem do wiekopomnego dialogu. Solidne, ale trochę zabrakło fajerwerków :P

"Nie wiem skąd tak wielu psychologów wie, co należy, a czego nie należy robić. Takie zalecenia wynikają z konkretnych systemów wartości, nie z wiedzy. Nauka nie udziela odpowiedzi na pytania, co należy, a czego nie należy robić" - dr Tomasz Witkowski

Ja miałem jak Bail, od połowy już nie bawiło, tylko czekałem kiedy będzie koniec. Grafomańsko jednak jest, i to bardzo :) 

Known some call is air am

Cześć!

 

Zacna grafomania, chociaż konstrukcja jak i humor bardzo mocno przypominają Twój wcześniejszy tekst (TEN). Nie znam dobrze świata HP, ale kilka razy się uśmiałem. Niemniej, jak na taki twór jest to dosyć długie i w końcówce byłem już lekko zmęczony.

Niewykluczone, że przeczytam kontynuację, ale dopiero za jakiś czas.

 

Pozdrawiam!

"Nie, żebym nie chciał! Wręcz zazdroszczę Tym, co potrafią ujść zatraty I łączą swe talenty owcze W stada wzajemnej aprobaty." J.Kaczmarski

Powiem Ci, że zepsułeś mi Harrego, jak kapitan Ryba “Orła cień”.

Już nie będę wstanie przeczytać ani jednego tomu. ;)

 

 

O jeżu, dzieło sztuki. :D Nie wiem, jak Ty to robisz.

 

Poszukując podparcia psychicznego przestawił kierunek patrzenia oczów w Hermionę, ale kształt jej twarzy dał mu do zrozumienia, że nikogo nie ma w domu.

Nikogo nie ma w domu. <3

Zostaw ten żyrandol.

Umarłam. Nie sądziłam, że po tylu latach jesteś w stanie stworzyć coś takiego. ;D

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

No. Widzę sowimi gałkami ocznymi, że dalej kontynuujesz pisanie fanfucków. Które są lepsze od orgii na łów, gdyż albo wiem bohaterowie robią że czy na, które od dawna mieli ochotę ale pierwszy aktor się wstydził. Dobrze że Ty jesteś z nami i taki bezwstydny.

Babska logika rządzi!

:D

Przynoszę radość :)

Nowa Fantastyka