- Opowiadanie: rest00 - Zanim czas przestanie istnieć

Zanim czas przestanie istnieć

Dyżurni:

ocha, bohdan, domek

Oceny

Zanim czas przestanie istnieć

 

Słońce grzało niemiłosiernie. Miał nadzieję na jakiś deszcz a najlepiej burzę. Posiedzi tu jeszcze dobrych kilka dni. Wyjrzał przez okno. Na ulicy pusto. Wszyscy pouciekali przed upałem. To go akurat dziwiło. Podobno ci co tutaj mieszkali lubią upały. A może nie? Nieważne. Najgorsze teraz było to, że musi wyjść na tę przeklętą ulicę i przejść jakiś kilometr zanim dotrze do celu. Cholera. Już nienawidził tego miejsca.

Usłyszał pukanie.

– Czego?

– Tu pokojówka. Przyniosłam świeżą, zimną wodę. Dyrekcja dba o naszych klientów.

"Taaa jasne". Otworzył drzwi i przeszedł obok zdziwionej pokojówki.

Wyszedł na skwar. Sprawdził czas. Zbliżało się południe. Jak na razie nie zauważył niczego podejrzanego. Po 15 minutach doszedł do dużego czarnego budynku. Nie do końca wiedział z czego jest. Jakby z jakiegoś szklistego kamienia, w którym widział swoje odbicie. Otarł pot z czoła i spojrzał na zegarek. Miał jeszcze minutę. „Całą minutę na tym pieprzonym słońcu! Następnym razem na pewno się na to nie zgodzę." Zaraz się otworzą drzwi, sprawdzi to co ma sprawdzić i wraca do hotelu. Resztę dni spędzi na nic nie robieniu. Może coś poczyta. Albo obejrzy coś starego. Przecież od razu widać, że wszystko jest w porządku.

Po minucie nic się nie stało. "Co jest? Gdzie te drzwi?". Obszedł front budynku dokładnie mu się przyglądając. Nic. Żadnego śladu. "Może się pojawią pod wpływem dotyku?" – pomyślał i zaczął macać budynek. Po chwili usiadł na chodniku zrezygnowany. "Kurwa jednak coś jest nie tak. Mieli rację". Nie wiadomo skąd podjechała do niego riksza. Sama.

– Dyrekcja dba o naszych klientów. Zaprasza na poczęstunek – powiedziała.

– Won! – odpowiedział.

Riksza posłusznie odjechała.

Wstał, otrzepał spodnie i ruszył w kierunku plaży. Może tam coś znajdzie. Przecież ktoś w tym upale powinien się opalać. Miał przynajmniej taką nadzieję.

Po chwili przyglądał się pustej plaży. Podszedł do wody. Prawie nie było fal. Wszedł w butach i spodniach, do kolan. Nic. Zwykła woda. Posmakował. A jednak. Była słodka. A nie powinna.

– Podobno od morskiej wody można oszaleć.

Odwrócił się i spojrzał w oczy kowboja na czarnym koniu.

– Eeee – odpowiedział.

Kowboj wypluł tytoń, poklepał konia i odjechał.

„Taa, jednak ostro się tu coś pieprzy. A może mi już całkiem odjebało od tego upału?”

Usłyszał głośne pukanie. Spojrzał w stronę drzwi. Na okno. Na siebie. Leżał cały przepocony na łóżku hotelowym. "O kurwa".

– Tu pokojówka. Przyniosłam zimną i świeżą wodę. Durekcja dba o naszych klientów.

– Wejść.

Pokojówka weszła i postawiła szklany dzban na stoliku.

– Powiedziałaś durekcja? – zapytał.

– Nie, powiedziałam dyrekcja. Musiał się pan przesłyszeć. Nasza durekcja jest bardzo dumna z tego hotelu.

– Aha.

– Źle się panu spało? Obsługa słyszała jakieś krzyki w nocy. Nie żeby ktoś się skarżył ale jednak…

– Sam już nie wiem czy dobrze spałem. Gorąco.

Wstał z łóżka. Był nagi.

– Och – powiedziała pokojówka i wyszła.

Poszedł pod prysznic. Wziął zimny i się trochę zdziwił, że woda była naprawdę lodowata. Tutaj, w taki upał? To chyba niezły wyczyn. Ubrał się i wyszedł na ulicę. Po 15 minutach był znowu przy czarnym budynku. Zegarek. Minuta. Tym razem pojawiły się drzwi. Tylko, że trochę takie małe, do pasa. Dziecko przez nie przejdzie. On jak się postara może się przeciśnie. Otworzył kopniakiem i jakoś się przecisnął. Ciemno. Wyciągnął swoją latarkę, z której był tak dumny i ją włączył. Nie działa. "No żesz" – pomyślał. Poświecił sobie zapalniczką przy okazji się trochę parząc i sprawdził baterie. Były włożone odwrotnie. Dziwne. Włożył je dobrą stroną i zapalił. Latarka oświetlała całkiem dużą przestrzeń, poszukał jednak włącznika światła. Pstryk. Zrobiło się jasno. Jedna lampa w korytarzu obok migała i sypała iskrami. Tam właśnie poszedł. Otworzył drzwi na końcu korytarza i przystanął przy progu.

– Jest tam kto? – zapytał.

– Jest. – usłyszał.

Poczekał chwilę i nic. "No dobra wchodzę" – pomyślał.

– No dobra wchodź – usłyszał w odpowiedzi. No to wszedł. Jakiś mały chłopak bawił się na podłodze resorakami. I chyba żołnierzykami.

– Cześć, czytasz w myślach? – zapytał chłopaka.

– Rodzice nie pozwalają mi rozmawiać z obcymi.

– Tak naprawdę to nie jestem obcy. Rodzice powiedziałeś? A gdzie są? Zawołasz ich?

Chłopak w odpowiedzi przejechał czerwonym porsche plastikowego medyka.

Na razie zostawił go w spokoju. Podszedł do biurka, usiadł i włączył leżącego na nim laptopa. Wpisał login, hasło i nic się nie stało. Prawie. Chłopak wstał i rzucił w niego sztyletem trafiając prosto w lewe oko.

 

Otworzył oczy i spojrzał na lampę lewitującą pod sufitem. Obok na podłodze leżał jego skafander. Ktoś już go rozebrał. Był nagi i nie był sam w pokoju.

– Opowiadaj zanim pójdziesz pod prysznic! – powiedziała kobieta obok.

– Udało się? – spytał mężczyzna obok kobiety.

Przyglądali mu się z wyczekiwaniem.

– Skafander wysiadł. Ledwo go ściągnęliśmy zanim cię oparzył. Jak tak dalej pójdzie stracimy wszystkie które mamy. – powiedziała trzecia osoba taka jakaś bezpłciowa i chyba sztuczna.

– Cholera mamy problem i to duży – w końcu odpowiedział. – Jakiś dzieciak rzucił w moje oko sztyletem jak się logowałem.

Wstał i ruszył pod prysznic.

– Czekaj, co powiedziałeś? Dzieciak? W centrali?

– Taa, no przecież mówię – zamknął za sobą drzwi do łazienki.

– Hmmm – zauważył ten bezpłciowy.

– Cholera, mógłbyś się tu sam pofatygować a nie przysyłać to sztuczne gówno, wiesz jak tego nie lubię – odpowiedziała kobieta.

– Hmmmmm – odpowiedział jej sztuczny.

Wyszedł z łazienki już ubrany i usiadł przy stole.

– Dzieciak powiedział, że rodzice zakazali mu rozmawiać z obcymi.

– Coo? Jak to? Ma rodziców. Skąd? Może się podzielił? – powiedział mężczyzna.

Z sykiem otworzyły się automatyczne drzwi. Zgasło światło w pomieszczeniu i usłyszeli muzykę. Bolero Ravela.

– Dobrze, że przynajmniej nie to nowoczesne coś tylko klasyk – powiedział sztuczny i podszedł do konsoli przy drzwiach – Zaraz to naprawię i odetnę nas chociaż na chwilę.

Po chwili drzwi się zamknęły, muzyka przycichła ale nie całkiem i zapaliła się lampa.

– Ile mamy czasu do… końca? – spytała kobieta.

– Myślę, że jakieś kilka tygodni – odpowiedział sztuczny – Mówię wam to przez ten sygnał.

– Olać sygnał, musimy tam wrócić i wszystko naprawić. Znaczy ty musisz tam wrócić. Teraz.

Wszyscy spojrzeli na niego. Cóż nie miał chyba wyjścia.

– No dobra no to wchodzę. Wygląda na to, że nawet sobie nie pojem. Ile jeszcze mamy skafandrów?

– Czekaj… Trzy – sprawdził sztuczny.

– Ech no to ładnie. Trzy skafandry, trzy życia.

 

Stał na asfaltowej drodze. I marzł. Kurwa jak było zimno. Ruszył. Po obu stronach był las. Ciemny las. Nie lubił ciemnego lasu w środku dnia. Zaczął padać deszcz. "No nie, teraz?" pomyślał. Sprawdził plecak. Pusty. Trudno jakoś wytrzyma. Usłyszał trzask. Przyspieszył. Trzask również. Spojrzał w stronę skąd dochodził dźwięk i zobaczył jak dzieciak klęka i celuje w niego z jakiejś dziwnej zabawkowej i kolorowej broni. Chyba na wodę. Usłyszał huk i jego głowa eksplodowała. Jednak nie na wodę.

 

Otworzył oczy.

– Dwa życia. Chłopak wylazł z centrali i biega z dziwaczną bronią. Nie na wodę – powiedział.

– Uuuu – to ten sztuczny.

– Ubieraj następny i właź z powrotem. – to kobieta.

„Ciekawe dlaczego nie wysyła tego obok niej.”

– Dlaczego nie wyślesz tego obok ciebie? – spytał.

– A niby jak? Musiałabym się scalić, a jak to zrobię kiedy tu nic już prawie nie działa? Poza tym wiesz… lubię uprawiać seks z samą sobą, czy może samym sobą? – objęli się z błyskiem w oczach.

No tak, maszyna do podziału świadomości nie działa. Ech. A chciał ją sprawdzić. Coraz mniej rzeczy tu działa. Muszą się pospieszyć.

– Dobra ale teraz biorę jakiś porządny sprzęt ze sobą.

– Bierz co chcesz ale wiesz przecież, że to jego domena – powiedział sztuczny.

– Zobaczymy, zobaczymy.

 

Ciemno. Cicho. Włączył noktowizor. Nic. Nie działa. Włączył swoją latarkę. Ciemno. "Hmmm"– pomyślał. Wyciągnął karabin i nacisnął spust. Też nic. "I tyle ze sprzętu". Nie sprawdzał nawet reszty. "I jeszcze ta cisza". Czekaj, jakiś dźwięk. Jakby wołanie. Starał się iść w stronę dźwięku ale jak tak całkiem nic nie widział to ciężko mu się szło. Po jakichś 15 minutach potknął się i przewracając uderzył mocno głową chyba w chodnik.

– Osz ty … – powiedział ledwo.

– Spokojnie nie podnoś się, w ogóle się nie ruszaj i nic nie rób. Może cię nie zauważy. Udawaj trupa, tak, tak będzie dobrze – usłyszał.

"Ok" pomyślał i nic nie robił chociaż czoło bolało jak cholera. Chyba je rozciął.

– Wytrzymaj jeszcze chwilę… jeszcze troszkę, podejdę tylko do ciebie tak od tyłu i…

"O kurwa, coś się święci niedobrego". I wtedy kiedy już chciał się odwrócić do tego dziwnego gościa oślepiła go jasność. I to jak cholera. Po chwili zorientował się, że już wcale nie leży tam gdzie leżał tylko siedzi na drewnianym i bardzo niewygodnym krześle. Drewno? Jakaś mega staroć. W końcu doszło do niego, że jest związany. Oczy już się przyzwyczaiły do światła i spojrzał na faceta w starym kapeluszu takim jakie to widział w tych, jak im tam… filmach. Gość miał znoszony stary płaszcz i palił papierosa. Tak, dokładnie tak, palił tytoń w formie papierosa.

– I jak ci się podobam? – spytał facet.

– Rozwiąż mnie.

– Nie mogę. Ty jesteś ten zły, a ja jestem ten dobry, w dodatku detektyw. I mamy małe przesłuchanie. Przyznaj się!

– Eeeee do czego?

– Sam dobrze wiesz do czego. Przejrzałem cię! Masz jedną jedyną szansę zanim cię przymkną. Dogadałem się z nimi, przyznasz się to dostaniesz mniejszy wymiar kary. Więc?

– Wal się – odpowiedział. Następnie wyrecytował długie hasło administratora. Zajęło mu to trochę. Detektyw zamarł. Nawet dym z papierosa zastygł w powietrzu.

– Rozwiąż mnie i przeprowadź diagnozę.

Detektyw wstał i spełnił pierwsze żądanie a na drugie odpowiedział jedynie:

– Eeeee.

– Numer?

– Aaaaa.

No dobra. W takim razie przechodzimy do ręcznego sprawdzania. Wstał i nagle drzwi z boku wyleciały z hukiem uderzając w detektywa. Pojawił się chłopak ze swoim kolorowym karabinkiem. Bum.

 

– Ech już prawie go miałem.

– Prawie nic nam nie daje. Musisz się postarać. Bardziej. Zostało nam 30 minut.

– Jak to? Przecież miało być kilka tygodni.

– Drobna pomyłka w obliczeniach – przyznał się sztuczny.

– Aha.

 

Hotel. Znowu. Tym razem w beznadziejnym stanie. Porozbijane okno. Meble, łóżko, stolik wszystko połamane. I brak jednej ściany.

– Wody? Zimnogorącej? Durekacja dba o klientów? Naszych? Waszych? Nie, a może tak? – pokojówka stała w drzwiach.

– Przesuń się wychodzę – ruszył w jej kierunku.

– Ale dyrekuacja nie pozwala – stała nadal.

– Żadna dyrekuacja tylko durekcja! Ech tfu kurwa jaka durekcja. Przesuwaj się!

– Wody?

– No dobra skoro tak – podszedł i przesunął ją siłą. Raczej tylko chciał. Ani drgnęła.

– Wody?

– Zamknij się – sprawdził czy da radę wyjść przez resztkę okna. Nic z tego. 20 piętro.

– Wody?

– Przecież nawet nie masz dzbanka! Nie mam czasu! Rusz dupę!

– Zimnogorąca dobra woda. Prosto z oceanu! Podarunek od dyrekutora.

– Czekaj, co? Ech no dobra dawaj tę wodę – odparł zrezygnowany.

– Proszę za mną. Dyreaukcyja oczekuje pana.

Pokojówka ruszyła w głąb korytarza. Ruszył za nią trochę zdziwiony. Po chwili zjechali windą do samych trzewi tego wspaniałego hotelu. Poziom -23. "Od kiedy tu jest tyle poziomów?" Weszli do pokoju pełnego dymu papierosowego. Zakrztusił się i zakaszlał głośno.

– Drinka? – zapytał detektyw.

– Nie ma czasu na te pierdoły – odpowiedział i zaczął recytować hasło.

– Czekaj! Ten gówniarz założył mi blokadę! Jak je skończysz nic ze mnie nie wyciągniesz!

Przestał recytować.

– Muszę wyrecytować hasło, jesteś jakimś pieprzonym detektywem!

– Wiem, wiem. Mam nadzieję, że coś na to poradzisz. Przyznaj się!

– Znowu?

– Przepraszam, czasem nad tym nie panuję nawet tutaj. To przez ten sygnał z Ganimedesa. Jak się zbliżyliśmy zaatakował moje systemy.

– A jednak!Wiedziałem!. Mówiłem, żeby się nie zbliżać się do tego czegoś, ale nie, przecież to był sygnał SOS więc musimy pomóc. Cholera.

– Tak naprawdę to była mina informacyjna. Dziwne, że chińczykom udało się ją wysłać aż tutaj.

– W takim razie to dzieciak przejął systemy nawigacyjne i skierował nas w najbliższą czarną dziurę.

– Na to wygląda. W dodatku biega i rozpieprza wszystko, nie panuję nad nim. Cholerny mały wirus. Nie mogę go nigdzie zlokalizować. Ile mamy czasu do horyzontu zdarzeń?

– Teraz? pewnie jakieś kilka minut.

– O kurwa. Musicie ręcznie odpalić kapsuły! Przecież tam są miliony uśpionych ludzi! Ech czekaj, gdybyście mieli nad tym kontrolę to już byście to zrobili.

– Dokładnie. Na początku myśleliśmy, że mamy jeszcze dobrych kilka tygodni. Jednak nie. Drobna pomyłka w obliczeniach. Wygląda na to, że ci w kapsułach naprawdę zapadną w wieczny sen. Cała pozostała przy życiu ludzkość.

– Wiesz jak na to spojrzeć z odpowiedniej strony to tak naprawdę nigdy nie wpadniemy do czarnej dziury więc zawsze będziemy mieć jakąś szansę na pomoc.

-Ta, jasne Einsteinie. Zapomniałeś, że Ziemia przestała istnieć?

Milczeli przez chwilę.

– Zapalisz?

– A daj spróbuję.

Detektyw podał paczkę, wstał i podszedł do barku.

– Whiskey?

– A żebyś wiedział. Włącz też jakąś muzykę i napijmy się zanim czas przestanie istnieć.

 

Koniec

Koniec

Komentarze

Cześć rest00 !!!

 

Czytało się dobrze ale przyznam się, że nie zajarzyłem do końca o co chodzi. Przez to trudno mi zostawić jakiś wartościowy komentarz. Nie jeden pisarz w taki sposób pisze więc się nie przejmuj. Dajmy na to Lem. Ciekaw jestem jak inni skomentują twój tekst.

 

Pozdrawiam!!!

 

PS.

życzę powodzenia w dalszym pisaniu :)

Jestem niepełnosprawny...

Cześć,

Dzięki wielkie za pierwszy komentarz:) Dla początkującego zawsze ważny;)

 

pzdr.

– Tu pokojówka. Przyniosłam świeżą, zimną wodę. Dyrekcja dba o naszych klientów.

Brzmi to trochę sztucznie, ale powraca później. Jeśli taki efekt chciałeś osiągnąć, to wszystko okej – zwracam tylko uwagę.

 

Po 15 minutach doszedł do dużego czarnego budynku. Nie do końca wiedział z czego jest.

 

Te dwa zdania wskazują jakby podmiot idący nie wiedział, z czego jest. Rozumiem, że chodzi o budynek, ale napisanie tego w ten sposób może być mylące.

 

Wziął zimny i się trochę zdziwił, że woda była naprawdę lodowata.

 

Może: “[…]że woda była aż tak lodowata.?” Biorąc zimny prysznic spodziewamy się chłodu, więc naprawdę lodowata woda brzmi nieco dziwnie – przynajmniej dla mnie.

 

– Jest. – Usłyszał.

 

Z wielkiej litery. Pierwsze słowo nie odnosi się do czynności mówienia. Na dole wklejam link do poradnika traktującego o zapisywaniu dialogów, bo później z tym też było parę usterek.

 

– Cholera mamy problem i to duży – W końcu odpowiedział.

 

Wielka litera

 

– Taa, no przecież mówię – Zamknął za sobą drzwi do łazienki.

 

j.w.

 

– Hmmm – zauważył ten bezpłciowy.

 

“Hmmm”, to raczej mało treściwe spostrzeżenie. ;) Może po prostu “mruknął” zamiast “zauważył”?

 

– Cholera, mógłbyś się tu sam pofatygować, a nie przysyłać to sztuczne gówno, wiesz jak tego nie lubię – odpowiedziała kobieta.

– Hmmmmm – odpowiedział jej sztuczny.

 

Przecinek przed “a”. W dodatku powtórzenie, plus jak we wcześniejszym przypadku: “hmm…” trudno uznać za jakiś rodzaj odpowiedzi.

 

– Dobrze, że przynajmniej nie to nowoczesne coś, tylko klasyk – powiedział sztuczny i podszedł do konsoli przy drzwiach. – Zaraz to naprawię i odetnę nas chociaż na chwilę.

Przed tylko powinien chyba być przecinek. I kropka po narracji. 

 

Kurwa, jak było zimno. […] Po obu stronach był las.

Chyba powinien być przecinek po kurtyzanie. Plus powtórzenie. 

 

Trudno, jakoś wytrzyma.

Przecinek po trudno. 

 

Przyspieszył. Trzask również.

Jak trzask może przyspieszać? 

 

– Dwa życia. Chłopak wylazł z centrali i biega z dziwaczną bronią. Nie na wodę – powiedział.

– Uuuu – to ten sztuczny.

– Ubieraj następny i właź z powrotem. – to kobieta.

Dwa ostatnie fragmenty, gdzie przechodzisz w narrację, moim zdaniem do poprawienia. Czytelnik domyśla się o co chodzi, ale osobiście przez chwilę nie wiedziałem o co chodzi. 

 

Po jakichś 15 minutach potknął się i przewracając uderzył mocno głową, chyba w chodnik.

Przecinek.

 

– A jednak!Wiedziałem!.

Coś tu się podziało ze znakami interpunkcyjnymi ;)

 

To z rzeczy, które mi się rzuciły w oczy. Ktoś bardziej kompetentny może jeszcze coś podpowie. :) Co do samej fabuły: Pomysł wydaje mi się ciekawy, ale z początku kompletnie nie wiedziałem o co tutaj może chodzić. Szczerze mówiąc po pierwszym przeczytaniu wciąż do końca nie wiem. Myślę, że opowiadanie mogłoby wiele zyskać, gdybyś na początku, po pierwszym wyjściu bohatera z tego… no właśnie, czego? Czy to jakiś rodzaj gry, immersywnego systemu opeutaj niedopowiedzeń, przez co, w moim odczuciu, tekst traci. Jeśli dobrze rozumiem, to szerszy kontekst jest taki, że Ziemia została zniszczona w wyniku jakiejś wojny, ale gnający w kosmos ludzie, nie zaprzestali się wybijać. W każdym razie chętnie dowiedziałbym się nieco więcej na temat tego, co się tutaj dzieje. ;)

 

https://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/2112 ← Obiecany link do poradnika.

 

Łączę pozdrowienia

Crucis

 

 

 

Siemanko,

 

Przez długi czas nie wiedziałem właściwie o czym to jest, myślałem że to jakaś twoja interpretacja Westworld, ale końcówką uratowałeś temat. W skrócie: w tekście są błędy (wszelkiej maści) i sam pomysł na narrację wydaje się stworzony pod 1OS, styl 3OS nieco odbierał mi przyjemność z czytania. Ale sam pomysł dobry, choć naczekałem się na wyjaśnienie do ostatniej sekundy.

 

Jedno pytanie na koniec: jak wirus dostał się do systemu? 

Tyle z mojej strony i pozdrawiam!

Zawsze coś da się poprawić

Początek zaintrygował, ale im bardziej zagłębiałam się w tekst, tym bardziej czułam się zdezorientowana, a skończywszy, nie mogę powiedzieć, że wiem, o czym jest to opowiadanie.

Lektury nie ułatwiało wykonanie, pozostawiające, delikatnie mówiąc, bardzo wiele do życzenia – przeszkadzały błędy i usterki, nie zawsze poprawnie zapisane dialogi i myśli, źle zapisane liczebniki, że o zlekceważonej interpunkcji nie wspomnę.

Mam nadzieję, że Twoje przyszłe opowiadania będą bardziej zrozumiałe i zdecydowanie lepiej napisane.

 

Po 15 mi­nu­tach do­szedł… → Po piętnastu mi­nu­tach do­szedł…

Liczebniki zapisujemy słownie.

 

Na­stęp­nym razem na pewno się na to nie zgo­dzę." → Na­stęp­nym razem na pewno się na to nie zgo­dzę”.

Kropkę stawiamy po zamknięciu cudzysłowu. Ten błąd pojawia się kilkakrotnie.

 

"Co jest? Gdzie te drzwi?". → Zbędna kropka – tu zdanie kończy pytajnik.

 

Po 15 mi­nu­tach był znowu… → Po piętnastu mi­nu­tach był znowu

 

"No żesz" – po­my­ślał. → "No żeż" – po­my­ślał.

 

– Jest. – usły­szał. → – Jest. – Usły­szał.

Tu znajdziesz wskazówki, jak zapisywać dialogi.

 

i usły­sze­li mu­zy­kę. Bo­le­ro Ra­ve­la. → …i usły­sze­li mu­zy­kę. „Bo­le­ro” Ra­ve­la. Lub: …i usły­sze­li mu­zy­kę. Bo­le­ro Ra­ve­la.

Przytaczane tytuły ujmujemy w cudzysłów lub piszemy je kursywą.

 

Po obu stro­nach był las. Ciem­ny las. Nie lubił ciem­ne­go lasu w środ­ku dnia. → Czy to celowe powtórzenia?

 

"No nie, teraz?" po­my­ślał. → "No nie, teraz?" po­my­ślał.

Tu znajdziesz wskazówki, jak zapisywać myśli bohaterów.

 

Ubie­raj na­stęp­ny i właź z po­wro­tem.to ko­bie­ta. → W co miał ubrać następny kombinezon???

Kombinezonu, tak jak żadnego stroju, nie ubiera się. Można go włożyć, przywdziać, ubrać się weń, ale nie można go ubrać!

Winno być:Wkładaj na­stęp­ny i właź z po­wro­tem – powiedziała ko­bie­ta.

 

„Cie­ka­we dla­cze­go nie wy­sy­ła tego obok niej.” → „Cie­ka­we, dla­cze­go nie wy­sy­ła tego obok niej”.

 

"Hmmm"– po­my­ślał. → Brak spacji przed półpauzą.

 

to cięż­ko mu się szło. → …to źle mu się szło. Lub: …to szedł z trudem.

 

Po ja­kichś 15 mi­nu­tach→ Po ja­kichś piętnastu mi­nu­tach

 

Osz ty … – po­wie­dział ledwo. → – Oż ty… – po­wie­dział ledwo.

 

Zo­sta­ło nam 30 minut. → Zo­sta­ło nam trzydzieści minut.

 

Nic z tego. 20 pię­tro. → Nic z tego. Dwudzieste pię­tro.

 

Po­ziom -23. → Po­ziom minus dwadzieścia trzy.

 

– A jed­nak!Wie­dzia­łem!. → Brak spacji po pierwszym wykrzykniku. Zbędna kropka po drugim wykrzykniku. Po wykrzykniku nie stawia się kropki.

Winno być: – A jed­nak! Wie­dzia­łem!

 

Dziw­ne, że chiń­czy­kom udało się… → Dziw­ne, że Chiń­czy­kom udało się

 

-Ta, jasne Ein­ste­inie. → Brak spacji po dywizie, zamiast którego powinna być półpauza.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Cześć!

 

Kiepskie wykonanie utrudnia skupienie się na treści. Powtórzenia, gubione podmioty i inne różnego rodzaju błędy mogą zostać wyeliminowane poprzez: czytanie na głos, betowanie, redakcję tekstu, który odleży tydzień lub najlepiej dwa. Język opowieści też jest bardzo prosty, co czasami jest dobre, ale nie w tym przypadku.

Treść jest z początku intrygująca. Jest pewien haczyk, ale niestety wydaje mi się, że za dużo pozostało w głowie Autora.

 

Pozdrawiam!

"Kozy mają mnie w nosie, a psy na ogonie." T. Rałowski

Dzięki wielkie za komentarze! Na pewno się przydadzą.

 

Sam pomysł był taki, że Ziemia została zniszczona całkowicie, uciekł jeden statek z zahibernowanymi ludźmi. Statek ten zostaje zaatakowany przez ostatnią chińską minę przez co obcy wirus przejmuję nad nim kontrolę.

Sztuczna inteligencja, która kontrolowała statek to właśnie ten “detektyw”, który istnieje w swoim wirtualnym świecie i jedyną drogą komunikacji z nim jest wejście do jego świata.

 

pzdr.

 

Rest00, dziękuję za wyjaśnienia. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Jednak nie wiedziałem o co chodzi…

Zawsze coś da się poprawić

Nowa Fantastyka