- Opowiadanie: GreasySmooth - Jak dzielny rumak sir Symonda powalił smoka

Jak dzielny rumak sir Symonda powalił smoka

Dalsze przygody smoka Zygmunta:

Smoczy Plan

Pojedynek o smoka

Smok i owca

 

Disclaimer: Po­dej­rze­wam, że temat pa­ro­dii walki ry­ce­rza ze smo­kiem jest tak mocno wy­eks­plo­ato­wa­ny, że coś z tego opo­wia­da­nia może wy­glą­dać na pla­giat, ale we­dług mojej naj­lep­szej wie­dzy nie pla­gia­tu­ję. Czytałem pierwszy rozdział Delvlisha Zelazny’ego, w którym koń doradza i pomaga w walce, ale tam jest poważnie.

 

W kwe­stii imion po­mo­głem sobie www.fantasynamegenerators.com i https://amazinghorsefacts.com/medieval-horse-names/. Inspirowane przez Nice Job Breaking It, Hero z TV Tropes. Kiedyś wrzuciłem prototyp, bez gadającego konia, na prywatną grupę do nauki komiksu, gdzie widziało go 7 osób.

Dyżurni:

regulatorzy, homar, syf.

Oceny

Jak dzielny rumak sir Symonda powalił smoka

Traktem jechał rycerz ze spuszczoną głową. Jego ubranie było poszarpane i osmalone. Przyczepione gdzieniegdzie resztki zbroi skrzypiały i szurały. Z juków wystawał kikut kopii.

– Zu­peł­nie nie ro­zu­miem – zagaił jego wierzchowiec – dla­cze­go szar­żo­wa­łeś na smoka odziany w zbroję.

– Je­stem ry­ce­rzem. Jak mo­głem nie przywdziać zbroi? – od­po­wie­dział zdzi­wio­ny sir Sy­mond.

Po czym po­du­mał chwi­lę.

– Wy­tłu­ma­czę ci to pro­sto, wierny rumaku – dodał – celem życia ry­ce­rza jest bro­nić słab­szych. Zbro­ja – to naj­lep­szy ro­dzaj ochrony. Stąd wy­ni­ka niezawodnie, że zbro­ja jest ry­ce­rzo­wi zawsze nie­zbęd­na.

– Nie­zbyt to udany sy­lo­gizm, mości Sy­mon­dzie – od­parł dziel­ny rumak Fau­vel, w duchu nieco zażenowany.

– Być może na­le­ży go jesz­cze po­pra­wić – odparł zmieszany rycerz. – Przysypiałem zawsze na dialektyce…

– Roz­bierz­my to me­to­dycz­nie – po­wie­dział po chwi­li koń tonem ba­ka­ła­rza – idąc od dołu z kie­run­ku przed­nie­go, smok ma pa­zu­ry dolne, dalej ogon za­koń­czo­ny kol­ca­mi, wyżej pa­zu­ry górne, potem zęby, ogni­sty od­dech, wresz­cie kolce na gło­wie.

Sir Symond słuchał ze skupieniem.

– Do tego – ciągnął Fauvel – ca­łość po­tęż­ne­go ciel­ska smoka na­le­ży roz­pa­try­wać jako broń. Na każdą część tego ar­se­na­łu zbro­ja jest tak samo po­ży­tecz­na, jak szlaf­my­ca. A krę­pu­je ruchy. Do tego taka zbroja nie rośnie na drzewie.

– Może tak być – za­fra­so­wał się ry­cerz Sy­mond.

– W do­dat­ku ho­no­ro­wa szar­ża po ogło­sze­niu smo­ko­wi swo­je­go za­mia­ru to kon­cept strasz­nie nie­tra­fio­ny. Na­le­ża­ło be­stię za­ciu­kać, gdy spała na­je­dzo­na. Grom­kie chra­pa­nie zdra­dza, że smok śpi już bar­dzo mocno. Wtedy byle chło­pi­na po­do­ła gar­dło po­de­rżnąć, więc i ry­cerz sobie po­ra­dzi.

Co do za­sa­dy, dodał w my­ślach.

– Jest to możliwe – przy­znał po­nu­ro Sy­mond, po czym za­sta­no­wił się chwi­lę.

– Jed­nak wa­lecz­ny sir In­gran po­ko­nał smoka w otwar­tej walce – powiedział ry­cerz, za­do­wo­lo­ny, że zna­lazł ar­gu­ment na wywód wierz­chow­ca.

– Tak mówią kro­ni­ki.

– Nie wmó­wisz mi, Fau­ve­lu, że jego także ura­to­wał for­tel konia.

– Ależ było tak wła­śnie. Sir In­gran leżał w śmier­tel­nym uści­sku be­stii, gdy nieustraszony Cor­nu­et po­wa­lił chy­lą­cą się brzo­zę wprost na łeb smoka. Wro­dzo­na skrom­ność każ­de­go ry­cer­skie­go wierz­chow­ca ka­za­ła mu, jak i mnie, prze­mil­czeć wszyst­kie oka­zje, kiedy ra­to­wał swo­je­go pana z opre­sji, nie­rzad­ko wy­gry­wa­jąc walkę za niego.

– Czy sir In­gran wszyst­kie wy­gra­ne walki z po­tęż­ny­mi prze­ciw­ni­ka­mi za­wdzię­cza swo­je­mu ru­ma­ko­wi? – za­py­tał drwią­co Sy­mond.

– Zdaje się, że sir In­gran dwu­krot­nie trium­fo­wał w sprzecz­ce kar­czem­nej, gdzie jego koń nie miał wstę­pu. I trzy­krot­nie w ta­kich sa­mych oko­licz­no­ściach ule­gał.

Jechali dalej w ciszy, aż rycerz zauważył na drzewie rycinę z napisami. Podjechał do niej, by przeczytać obwieszczenie:

Dokarmianie smoka brukwią i chlebem surowo zakazane. Dieta smoka obejmuje wyłącznie gotowane jarzyny, kluski na gęsim tłuszczu, jagnięcinę, cielęcinę i gulasz bez pieprzu. Podpisano, księżna Amarysa”.

Rycerz wzdrygnął się.

– Widać smok trzyma krainę w straszliwym ucisku – powiedział zatroskany. – Skoro nawet księżna jest posłuszna jego woli.

Ściągnął wodze. Ruszyli w dalszą drogę.

– Nie mogę jed­nak zro­zu­mieć… – za­czął Sy­mond.

Nie dziwi mnie to wcale, po­my­ślał Fau­vel, nic jed­nak nie mó­wiąc.

– …jak to moż­li­we, że tak łatwo po­wa­li­łeś be­stię?

– Jak wiesz, ry­ce­rze strasz­nie upie­ra­ją się, by za smo­ka­mi bez prze­rwy ga­niać, choć­by żadnych szkód nie czyniły.

– Smok, co nikomu nie wadzi? Nie może to być.

– A jednak. Nie­któ­re smoki stają się nawet chlu­bą pro­win­cji, do któ­rej wtedy cią­gną wę­drow­cy. Cza­sem bywa tak, że gdy dumny ry­cerz od­je­dzie, to smoka opła­ku­ją i wy­pa­tru­ją no­we­go. Zda­rza się nawet, że smoki się roz­myśl­nie wabi.

Rycerz nieco się speszył.

– Smok, którego niemalże pokonaliśmy, był ze wszech miar groźny i plugawy – powiedział bez przekonania.

– Nie sposób powiedzieć tego na pewno. Dopóki nie zaszarżowałeś na niego, nie dawał oznak gniewu – stwierdził rumak.

– Kiedy szczerzył zęby… – mówił sir Symond. W jego głosie czuć było niepokój.

– Trudno powiedzieć, czy nie był to jakiś smoczy sposób na okazanie życzliwości, albo po prostu zwykły wyraz twarzy.

Sir Symond chrząknął niewyraźnie.

– Nasuwa się też pytanie – ciągnął wierzchowiec – czy nie lepiej było kogoś spytać, czy ze smokiem rzeczywiście należy się rozprawić.

Sir Symonda dociekliwość jego dzielnego rumaka zaczynała męczyć.

– Co za straszne czasy – jęknął rycerz – żeby trzeba było prosić o pozwolenie na walkę ze smokiem. 

Chwilę milczeli, jadąc dalej drogą.

– Wracając do sprawy wiedzy koni w materii smoków – cią­gnął dalej Fau­vel – to wiedz, że ana­to­mia smoka jest nam, wierz­chow­com świet­nie znana. Czasz­ka smoka, jak i ludz­ka, ma wiele czu­łych punk­tów. I tam, gdzie cios mie­cza albo kopii byle jak za­da­ny smoka ledwo dra­śnie, tam od­po­wied­nio wy­mie­rzo­ny cios ko­py­ta, gdy ry­cerz dawno leży po­wa­lo­ny i błaga o li­tość, prze­waż­nie wy­star­cza, by be­stię po­zba­wić czu­cia na krót­ką chwi­lę. Wtedy ry­cerz, wy­le­czo­ny z oma­mów o ho­no­ro­wej walce, wbija kord w gar­dło i prze­cho­dzi do kro­nik jako po­grom­ca be­stii.

Chyba, że akurat podkuli ogon i ucieknie, sir Symondzie, pomyślał koń. Nie chciał nawet myśleć o zanieczyszczonych pludrach rycerza, które zostawili gdzieś w przydrożnych krzakach.

Do­je­cha­li do karcz­my. Skrom­nie ubra­ny mężczyzna z wiel­kim wor­kiem na ple­cach zbie­rał się wła­śnie, by od­je­chać. Czuć było woń su­ro­we­go mięsa. Nieznajomy z wor­kiem po­zdro­wił uni­że­nie ry­ce­rza.

– Co tam wie­zie­cie? – spy­tał Sy­mond.

– Mięso z jatki, dla smoka. Sama księż­na wy­bie­ra­ła, smok to jej oczko w głowie. Musi dobrze zjeść, żeby miał siłę po­lo­wać na zło­czyń­ców.

Sy­mond za­czer­wie­nił się.

Weszli do karczmy. Doszedł ich fragment rozmowy:

“Jakieś opry­chy zasadziły się na Zygmunta, ale im dokopał tęgo!”.

 

 

 

 

Koniec

Komentarze

Przyjemnie się czytało :) 

Krótkie, w sam raz do podwieczorku. Właściwie, to szkoda, że krótkie, bo zazwyczaj lubię taki luźny, sympatyczny klimat. 

Smok pokazany dość niesztampowo, ale takie prawo humorystycznej opowiastki.

Zastanawiam się czy komizm określenia “ser” (w języku polskim) jest kopią z Martina, czy tutaj został świadomie wykorzystany, żeby było zabawniej.

Podobało mi się. Fajny szorcik.

 

Nie betuję tekstów ze względu na brak czasu.

Podzielam opinię  si­lver_ad­vent.

 

Czytałam z ciekawością, podziwiam warsztat.

 

 

Pozdrawiam – Goch.

"bądź dobrej myśli, bo po co być złej" Lem

Misiowi się podobało, ale Zygmunta mu szkoda. Miś lubi dobre smoki. :)

Krótkie, ale zabawne opowiadanie. Szkoda tylko, że tak nieprzyjemnie się skończyło dla Zygmunta. I podejrzewam, że rycerz i jego wierzchowiec też musieli opuścić karczmę w pośpiechu.

Koń ma dużą głowę, to musi być mądry. No ale śmierć Zygmunta to mnie przygnębiła…

Świeże;)

Dziękuję za pozytywny odzew! Nawet misia zadowoliłem :)

 

Zakończenie przerobione, faktycznie nie pasuje do tonu. Czy teraz jest lepiej?

 

Zastanawiam się czy komizm określenia “ser” (w języku polskim) jest kopią z Martina, czy tutaj został świadomie wykorzystany, żeby było zabawniej.

Kopia Martina bez większych przemyśleń, lepiej będzie “Sir”?

https://www.facebook.com/konserwatywnenarzekanie

Tak jest duużo lepiej (dla Zygmunta też). Miś zadowolony laugh

Tak jest duużo lepiej (dla Zygmunta też). Miś zadowolony 

Zadowolenie misia to duża sprawa.

 

Świeże;)

Jak Kool and the Gang :)

 

Krótkie, ale zabawne opowiadanie.

Cieszę się, cel osiągnięty :)

Czytałam z ciekawością, podziwiam warsztat.

Pięknie dziękuję! Nie myślałem, że przeczytam to w pierwszej dekadzie pisania opowiadań. Ogólnie najpierw piszę byle jak, potem poprawiam i przerabiam x razy.

 

Krótkie, w sam raz do podwieczorku. Właściwie, to szkoda, że krótkie, bo zazwyczaj lubię taki luźny, sympatyczny klimat. 

Dodałem kilka elementów, więc będzie trzeba wydłużyć podwieczorek. Jak mi coś nowego przyjdzie do głowy, to też dodam. Dzięki!

https://www.facebook.com/konserwatywnenarzekanie

Nie wiem, jak pierwotnie brzmiało zakończenie, ale domyślam się, że smok nie przeżył spotkania z ser Symondem i Fau­velem, więc jestem zadowolona, że przeczytałam tę historyjkę w wersji obecnej. ;)

 

– Je­stem ry­ce­rzem. Jak mo­głem nie przy­odziać zbroi? → Przyodziać znaczy tyle, co ubrać – w co rycerz chciał ubrać zbroję?

Powinno być: – Je­stem ry­ce­rzem. Jak mo­głem nie przy­odziać się w zbroję? Lub: – Je­stem ry­ce­rzem. Jak mo­głem nie przy­wdziać zbroi?

 

od­po­wie­dział zdzi­wio­ny Ser Sy­mond. → Dlaczego wielka litera?

 

ka­za­ła mu, jak i mi, prze­mil­czeć… → …ka­za­ła mu, jak i mnie, prze­mil­czeć

 

Ścią­gnął lejce. → Rycerz jedzie wierzchem, więc: Ścią­gnął wodze.

Lejce służą do kierowania koniem w zaprzęgu.

 

Chyba, że aku­rat pod­ku­li ogon i uciek­nie, Ser Sy­mon­dzie→ Dlaczego wielka litera?

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

regulatorzy – dzięki, poprawione!

https://www.facebook.com/konserwatywnenarzekanie

Bardzo proszę, GreasySmooth, miło mi, że mogłam się przydać. :)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Lekkie i zabawne, całkiem nieźle napisane. Podobał mi się Fauvel, bo rycerz jakiś nieogarnięty. Rozumiem, że wcześniej smok został pokonany, ale zmieniłeś za namową czytelników? Spoko, może byc i tak jak jest teraz, ale śmierć smoka i tak nie zmieniłaby mojego odbioru :)

 

Pozdrawiam serdecznie

Q

Known some call is air am

Witaj.

Bardzo lekko napisane, humor przedni, koń mógłby spokojnie wykładać w niejednej Akademii, bo ma łeb! :)

Dieta smoka dość apodyktycznie określona, nie każdy sprosta takim wymogom. :)

 

Pozdrawiam. :)

Pecunia non olet

Spoko, może byc i tak jak jest teraz, ale śmierć smoka i tak nie zmieniłaby mojego odbioru :)

Nie chciałem zawieść #TeamZygmunt.

 

Dieta smoka dość apodyktycznie określona, nie każdy sprosta takim wymogom. :)

Faktycznie, dodałem witaminy i węglowodany.

 

Cieszę się, że się podobało :)

https://www.facebook.com/konserwatywnenarzekanie

Fajny króciak :) Całkiem nieźle udało Ci się pokazać bohaterów, chyba bardziej polubiłam konia ;) I cieszę się, że smok jednak przeżył spotkanie. Do tego tekścik przyzwoicie napisany, więc nie rozumiem, czemu tam na górze takie pustki :)

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Dzięki!

więc nie rozumiem, czemu tam na górze takie pustki :)

Mili Państwo, proszę się w ogóle nie krępować!

https://www.facebook.com/konserwatywnenarzekanie

więc nie rozumiem, czemu tam na górze takie pustki :)

 

Chyba dlatego, że forum udziela kredytu zaufania dość ostrożnie. To raz.

Tekst zauważalnie zmienił się od momentu pojawienia się na forum – to dwa. ;)

Teraz to i ja dam polecajkę.

Nie betuję tekstów ze względu na brak czasu.

Bardzo mily tekst, ale jestem zawiedziony, że smok nie spożywa dziewic. Wegetarianin czy co?

Pokój – szczęśliwość; ale bojowanie Byt nasz podniebny

Bardzo mily tekst, ale jestem zawiedziony, że smok nie spożywa dziewic. Wegetarianin czy co?

Łykowate, ciężkostrawne, kości i chrząstki…

https://www.facebook.com/konserwatywnenarzekanie

O, bardzo miły tekst. Dobrze się czyta, tym bardziej, że jest taki krótki. A i uśmiechnęłam się kilka razy, gadające konie zawsze w cenie. Również kibicowałabym Zygmuntowi w tym starciu! :D Masz całkiem fajny warsztat, chętnie poczytam więcej.

Zostaw ten żyrandol.

O, bardzo miły tekst. Dobrze się czyta, tym bardziej, że jest taki krótki. A i uśmiechnęłam się kilka razy, gadające konie zawsze w cenie. Również kibicowałabym Zygmuntowi w tym starciu! :D Masz całkiem fajny warsztat, chętnie poczytam więcej.

Dzięki! Praktycznie wychowałem się na Ed the talking horse. Skromnie polecam cykl z pierdołowatym nekromantą:

 

Nekromanta bez grantu, Nekrowizytacja, Docent Uktuglan i jurny zombiak

 

 

https://www.facebook.com/konserwatywnenarzekanie

Oj. Pierdołowaty nekromanta brzmi zachęcająco, zapisuję. :D

Zostaw ten żyrandol.

Miś doszedł do wniosku, że może polecić to opowiadanie do biblioteki. Napisane jest tak, że czyta się lekko, bez zgrzytów. Genialny koń jest właściwie głównym bohaterem i budzi sympatię. Autor zachował w tym umiar. Humor nie jest nachalny. Poza tym duża część czytelników uznała, podobnie jak miś, że lepiej byłoby zmienić pierwotne zakończenie i autor się do tego zastosował. Zrobił to umiejętnie. Opowiadanie na tym nie straciło. Za samo to autorowi należy się laugh nagroda. Klik.

Oooo, dzięki!

 

Tak, jakoś tak wychodzi, że co napiszę, to zakończenie do zmiany. Leszek Miller nie miałby dla mnie miłych słów.

https://www.facebook.com/konserwatywnenarzekanie

Przeczytałem Smoczy Plan. Oczywistością było dla mnie zrobić krok w stronę tego tekstu.

Nie zawiodłem się :) Mam nadzieję, że do cyklu dołączy kolejny tekst.

 

Pozdrawiam

Nie zawiodłem się :) Mam nadzieję, że do cyklu dołączy kolejny tekst.

Na pewno Smok Zygmunt się jeszcze pojawi, ale chwilowo zmagam się z czymś nieco mniej jajcarskim. Zobaczymy, jak wyjdzie. Na razie nie wychodziło :)

https://www.facebook.com/konserwatywnenarzekanie

Sympatyczny szorcik. Od dawna podejrzewałam, że niejeden koń jest bardziej rozgarnięty od swojego rycerza, tylko na ogół tego nie mówią. Pewnie zakuty łeb i tak by nie zrozumiał…

Babska logika rządzi!

Sympatyczny szorcik.

Dziękuję!

 

Od dawna podejrzewałam, że niejeden koń jest bardziej rozgarnięty od swojego rycerza, tylko na ogół tego nie mówią.

Kto wie, czy gdyby rumak mógł operować mieczem, to by sobie nie poradził lepiej od swojego rycerza :)

 

Dodałem do przedmowy linki do kolejnych opowiadań, gdzie bohaterem jest smok.

 

 

https://www.facebook.com/konserwatywnenarzekanie

Nowa Fantastyka