- Opowiadanie: Osu - Kupiec

Kupiec

Dyżurni:

Finkla, joseheim, beryl

Oceny

Kupiec

Adam otworzył drzwi, wpuszczając do pokoju smugę światła. Rzucił papiery na biurko i z butelki ukrytej w szafce z aktami nalał tęgiego kielona.

Ze szklanką w ręku podszedł do okna, za którym niknęła kula słońca.

W środę wróci do firmy. Zobaczył, co chciał i przed południem sporządzi raport o dostawcy kobaltu. Od tej chwili już nie będzie potrzebny. Nic tu po nim. Zostałby dłużej, bo to jest miłe miasto, pozbawione obcych. Wolniej się w nim żyje, a to dla niego ważne. Egzystował tu spokojnie, nawet biorąc pod uwagę zadanie, które przyszło mu wykonać. Notabene, co to za zadanie? Dostrzec możliwości i pułapki potencjalnego dostawcy. Bułka z masłem.

Miał zresztą ułatwioną misję. Jego poprzednik odwalił większość pracy. Nie skończył, bo zniknął, coś się z nim stało, jakiś wypadek tutaj, na miejscu. Kto wie, czy nie w tym pokoju, zastanowił się nad tym chwilę. Odwrócił głowę i popatrzył na wszystkie sprzęty. Potem na sufit.

Chyba się nie powiesił? – pomyślał i naraz zmarszczył brwi. Powiesił się? Boże drogi, biorąc pod uwagę, że wiadomości o zniknięciu poprzedniego kupca były bardzo skąpe, to przypuszczenie stawało się całkiem prawdopodobne.

Spojrzał w okno. Nie było już słońca. Gdzieś w oddali na niebie jarzyła się samotna gwiazda. Jak świeczka na pustym cmentarzu, pomyślał. Skupił na niej wzrok. Punkt stawał się większy i większy. A więc to nie była gwiazda. Co zatem? Dron policyjny? Ale w takiej mieścinie? Przyszło mu coś do głowy, ale odrzucił tę myśl. Nie była rozsądna. Tymczasem kula się zbliżała. Już chyba wiedział, co dostrzega – obcego, który przedarł się przez atmosferę. Trafi w jego okno. To pewne jak amen w pacierzu. W głowie zaciążyła mu dręczącą myśl: jedenaście miesięcy niańczenia przygłupa. Niektórzy to nawet lubili. Ale nie on. Nie. On nie.

Zdążył się schylić, nim przeciągły świst i brzęk tłuczonego szkła wdarł się do środka. Coś przeleciało przez pokój i jakimś sposobem nie przebiło ściany. Kula była brudnoczerwona jak bulwa buraka wyjętego z ziemi. Upadła i otworzyła się. 

Adam wiedział, co zaraz nastąpi, słyszał o tym dziesiątki razy – faza identyfikacji otoczenia. Od tej chwili był skończony.

Ustawa z 2027 roku regulowała ten element kontaktu jednoznacznie. Od zaistnienia "Momentu" na Adamie ciążył obowiązek zajęcia się obcym.

Nie mógł się od tego wykpić. Za próbę uchylania się od "szlachetnej misji" groziła dotkliwa kara.

Miał godzinę na zgłoszenie faktu nawiedzin. Po jej upływie wkraczała agencja interplanetarna. A po kontakcie z nią nikomu jeszcze nie było do śmiechu.

Kiedy minął pierwszy szok i gorączka przerażenia, kupiec zaczął racjonalizować zdarzenie, dostrzegać pozytywne strony zaistniałej sytuacji. Co tracił? Swobodę – najważniejszą stronę swego życia. Co jeszcze? Brak więzów, obowiązków, tłumaczeń. A co miał w zamian? Mógł wystąpić o dopłatę adaptacyjną dla przybysza. To powinno pokryć koszty czasu i opieki konieczne do zajęcia się gościem. Co jeszcze? Mógł tu zostać, w tym mieście. Czyż tego nie pragnął? Jak widać, marzenia się spełniają. Czyżby wypowiedział życzenie w niestosownej chwili? Firma będzie musiała zaakceptować jego wybór. Będą zmuszeni dać mu jakieś zlecenie, nawet lipne, stworzą dla niego nową funkcję, powiedzmy monitoring współpracy z kopalnią. Brzmiało nieźle. Rozmarzył się, a tymczasem obcy pełzł w stronę światła jak ślimak bez skorupy. Przy siedmiusetlumenowej żarówce będzie czekał, by urosnąć. Potrwa to dobę, może dwie.

Przez ten czas nic się nie wydarzy, ale potem… Potem na Adama spadnie obowiązek karmienia przybysza. A także nauka poruszania się w ludzkim świecie. A to wszystko przez jedenaście miesięcy. Tragedia. Jak niektórzy mogli to lubić? Czyżby nie mówili prawdy?

Dobra, spanie miał z głowy, więc zrobił, co musiał. Zgłosił zdarzenie i czekał. Na co? Aż przyjdą i poklepią go po plecach. Pochwalą. A przy okazji wyjaśnią mu parę spraw.

Ale nic takiego się nie stało. Przez trzy godziny nikt się nie pojawił. Wyjąwszy szklarza, który uporał się z oknem w minutę.

– Przyszedł czas, by pomyśleć o tym, jak prowiantować przybysza – zdecydował kupiec. – Na teraz to mam wodę w kranie. I czipsy. Czy jedna paczka wystarczy? Może wędrowiec jest uczulony na skrobię?

Co jeszcze? Mam kompot i pół butelki wódki. Co wybrać? Czym go tutaj ugościć? Czy istnieje podręcznik o karmieniu obcych?

Na takie zmartwienia miał skuteczny środek, taką swoją receptę – alkohol, niezawodny i mocny, jak pręt w pułapce na szczury. Wlał go do szklanki, upił połowę i czekał na skutek.

Głowa zaczęła mu ciążyć. Zgasił światło. Wstał. Zapalił je znowu. Obcy musiał mieć dostęp do źródła fotonów. Inaczej mógł odwalić kitę. Wówczas kupiec miałby problem.

W łazience zmoczył głowę i z ręcznikiem na włosach wrócił do pokoju. Odpalił komputer i rozpoczął analizę dostawcy. Przy tej pracy pamiętał, żeby uważać, co przegląda. Każdy bit wędrował gdzieś w chmurę. Nikt tego nie sprawdzał, póki wszystko szło dobrze. Ale gdyby było inaczej… 

Od razu ustalił stan rzeczy – klient był tani. Tańszy od każdego innego, którego przyszło mu badać. Jego oferta była o osiem procent lepsza od kolejnej. I to pomimo faktu, że w portfelu oferent miał tylko jedną, średniej wielkości kopalnię. Towaru mu nie brakowało. I to właśnie było w tym wszystkim dziwne. Surowiec bez wskazania źródła pozyskania. Rzecz jasna legalnego źródła. 

Kupiec nie miał doświadczenia i był zielony w branży kopalin, ale nie był głupi. Wszystkie ważne dane prowadziły do wniosku, że firma żywi się na czarnym rynku. Najpewniej zasysa surowiec z którejś z półlegalnych kopalni w Kongo, spekulował. Żerują na niewolniczej pracy ludzi ryjących ziemię gołymi rękami. Ciekawe czy śmierć poprzedniego kupca miała z tym coś wspólnego? Czy jego szef jest w to zamieszany? Szlag by to trafił. Sięgnął po szklaneczkę i dopił to, co w niej zostało. Przyjemne ciepło rozlało się po układzie krwionośnym. Rozluźnił się. Zrobiło się miło. Zamknął oczy. Pomyślał: Czy to nie wszystko jedno jak dostawca zdobywa surowiec? Po co te wszystkie podejrzenia? 

Przez kwadrans wpatrywał się bezmyślnie w ścianę. Aż w końcu coś dostrzegł.

– Popadam w paranoję. – Zmierzwił dłonią włosy. – Gdyby było, jak myślę, urząd skarbowy już dawno dobrałby im się do tyłka. 

Wstał i podszedł do ściany. Wygładził ręką wybrzuszenie. Było twarde. Kawałek źle wyszlifowanego tynku, pomyślał. – Podrapał paznokciem tapetę. – Albo zdrewniałe pancerze pluskiew. 

Wyjął z kieszeni kartę kredytową i przedarł obicie. Ostrożnie podważył papier. W głębi coś zabłyszczało. Skuwka od długopisu. Ale po cholerę ktoś miałby pakować tam skuwkę od długopisu? Poruszył nią. Była przyklejona. Włożył głębiej kartę i skuwka ześlizgnęła się na parkiet. Podniósł ją. To nie skuwka. To pendrive, zdziwił się. 

Odwrócił wzrok i spojrzał na przybysza. Dostrzegł, że powiększył się o dobre ćwierć metra. Rósł w oczach. 

– Do rana przerośnie mnie o głowę, skonstatował kupiec. – Czy oprócz światła potrzebna mu jest woda? Czy trzeba będzie go podlewać? Może wsadzić go do spodka na kwiatki? 

 

Adam obrócił w palcach nośnik pamięci. 

– Zobaczymy co masz ciekawego w środku, kruszynko, pomyślał otwierając komputer. – Kto cię tam przykleił? I po co? Może trafię na zapis numerycznego konta w Zurychu? Kto wie, jacy cwaniacy tu przede mną mieszkali? Oby walutą były bitcoiny. 

Dostęp do pamięci flash nie wymagał hasła. Wyświetliły się dwa foldery. Jeden był pusty, drugi podpisany logo firmy, z którą kupiec prowadził rozmowy. 

Ten zawierał plik tekstowy. Zaczął czytać. Zaparło mu dech z wrażenia. 

W słupkach przedstawione zostały dane dotyczące procesu wyodrębniania się w organizmach obcych półmetalu. 

W wyniku adaptacji do ziemskiego środowiska, w ciele przybysza budował się nowy narząd złożony z kobaltu. Neutralizował wpływ atmosfery na cały organizm. Jego rozmiar i waga oscylowały wokół tysiąca pięciuset gramów.

Kupiec odchylił się na fotelu. Jeśli ktoś powiązał ze sobą dwa fakty, mianowicie wartość kobaltu z obecnością tego pierwiastka u obcych, musiał wyciągnąć oczywiste wnioski. 

Otóż, malejące złoża półmetalu można było w prosty i bezkosztowy niemal sposób uzupełnić. Adam zadał sobie zasadnicze pytanie: Kto i dla kogo sporządził ten raport? Kto o nim wiedział? Kopalnie, kupcy, producenci baterii elektrycznych? Duże i wszechpotężne korporacje?

– Do diaska, komputer wysyła dane – przeraził się Adam. – Po drugiej stronie ktoś odczytywał lub odczyta informacje. I dowie się, że ja wiem. Zamknął laptopa. 

Wyciągnął pendrive z gniazda. Ale było za późno. Mleko się rozlało. Co mógł zatem zrobić? Ukryć nośnik pamięci. Ale gdzie? Pod łóżkiem? Nie, pod tapetą. Tam, skąd go zabrał. 

Posłużył się gumą do żucia zamiast kleju. Tapeta się trzymała, ale kto mógł zapewnić jak długo? 

Oby pamięć trafiła do kogoś mądrzejszego ode mnie, pomyślał kupiec. Usłyszał walenie do drzwi. Spojrzał w stronę obcego i mrugnął okiem. 

Koniec

Komentarze

Jest tu jakiś pomysł, jest świat i jest pętla mająca znamiona oryginalności, ale wykonanie pozostawia trochę do życzenia.

Krótkie zdania, które zwykle dynamizują tekst, tutaj są zupełnie nieuzasadnione i powodują u mnie wrażenie “rwania” się sceny.

Jest też trochę niekonsekwencji; np. bohater zna szczegóły ustawy, a nie bardzo wie, jak zająć się obcym.

Plus kilka nieadekwatnych opisów:

krwistoczerwona jak bulwa buraka ??? 

Scharakteryzowana chwilę potem jako:

Okopcona niczym wyjęty z ogniska kartofel. ???

Mam wrażenie, że tekst napisany w jednym paroksyzmie natchnienia i natychmiast wrzucony na portal. A można było odczekać chwilę, przeczytać ponownie, zastanowić się nad konsekwencją i logiką zdarzeń. I na pewno byłoby lepiej.

Jeśli komuś się wydaje, że mnie tu nie ma, to spieszę powiadomić, że mu się wydaje.

Primo: zmień oznaczenie na “szort”. Na portalu teksty poniżej 10k znaków tak właśnie oznaczamy :)

 

Zobaczył, co chciał i z rana, przed południem sporządzi raport o dostawcy kobaltu.

No to z rana, czy przed południem? Wiem, co chciałes przekazać, jednak brzmi to dość osobliwie.

 

– Chyba się nie powiesił? – pomyślał i naraz zmarszczył brwi. – Powiesił się? Boże drogi, biorąc pod uwagę, że wiadomości o zniknięciu poprzedniego kupca były bardzo skąpe, to przypuszczenie stawało się całkiem prawdopodobne.

– Zobaczymy co masz ciekawego w środku, kruszynko, pomyślał otwierając komputer. – Kto cię tam przykleił? I po co? Może trafię na zapis numerycznego konta w Zurychu? Kto wie, jacy cwaniacy tu przede mną mieszkali? Oby walutą były bitcoiny. 

Nie wiem, co tutaj jest wypowiedzią, a co didaskaliami.

 

Widać tutaj pomysł. I to całkiem fajny pomysł, który można by rozwinąć w detektywistyczny thriller z wielkimi korporacjami w tle, okrasić go niedolą biednych obcych, przerabianych na baterie i wpleść sporo akcji. To jest całkiem niezłe, na etapie pomysłu, i chętnie przeczytałbym coś dłuższego w tym stylu.

 

Pozdrawiam serdecznie

Q

Known some call is air am

Fizyk111, Outta Sewer dziękuję Wam za kanstruktywne komentarze. Trochę brakło mi właśnie takiego krytycznego spojrzenia. Część rzeczy udało mi się poprawić. Z jedną, nie do końca mogę się zgodzić. Jeśli chodzi o znajomość ustawy. Akty prawne chyba nie regulują wszystkich szczegółów? Pozdrawiam serdecznie.

Cześć!

 

Niestety, ale nie zrozumiałem, o czym to do końca było. Z jednej strony jakieś śledztwo związane z „korponadużyciami”, a z drugiej wizyta obcego, którym trzeba się opiekować. Tu są pomysły, ale chyba trzeba je na spokojnie przemyśleć i rozwinąć.

Aha, co do znajomości ustawy, napiszę tylko, że do ustaw często tworzone są komentarze, a gdzie zaczyna się problem praktyczny, tam komentarz zazwyczaj już się zdążył skończyć. :P

Poniżej usterki, które wyłapałem.

Adam otworzył drzwi(+,) wpuszczając do pokoju smugę światła.

Rzucił papiery na biurko i z butelki ukrytej w szafce z aktami nalał tęgiego rozchodniaka.

Czy po wypiciu kielona bohater gdzieś się wybierał? ;-)

Zostałby dłużej, bo to jest miłe miasto, nieubogacone przez obcych.

Egzystował tu spokojniej, nawet biorąc pod uwagę zadanie, które przyszło mu wykonać.

Spokojniej niż gdzie?

 

– Chyba się nie powiesił? – pomyślał i naraz zmarszczył brwi.

Tu masz sposób zapisu myśli bohaterów. W kilku miejscach trzeba by to poprawić.

A więc (-,) to nie była gwiazda.

Już chyba wiedział(+,) co dostrzega – obcego, który przedarł się przez atmosferę.

To pewne(-,) jak amen w pacierzu.

Zdążył się schylić(+,) nim przeciągły świst i brzęk tłuczonego szkła wdarł się do środka.

Kula była brudnoczerwona jak bulwa buraka wyjętego z ziemi. Okopcona niczym wyciągnięty z ogniska kartofel. Upadła i otworzyła się jak skorupa dużego orzecha.

Taki opis nie działa na wyobraźnię, tylko wybija z rytmu. Za dużo określeń jak na jedną zabłąkaną kulę. ;-)

 

A co miał w zamian? _Mógł wystąpić o dopłatę adaptacyjną dla przybysza.

Nadmiarowa spacja.

 

Adam wiedział(+,) co zaraz nastąpi,

Rozmarzył się, a tymczasem obcy, jak ślimak bez skorupy pełzł w stronę światła.

Szyk bym zmienił. Propozycja: Rozmarzył się, a tymczasem obcy pełzł w stronę światła jak ślimak bez skorupy.

 

Przy siedmiusetlumenowej żarówce będzie czekał(+,) by urosnąć.

Dobra, spanie miał z głowy, więc zrobił(+,) co musiał.

Czyżby nie mówili prawdy? Kłamali?

Moim zdaniem wystarczy jedno z ww. ;-)

 

– Przyszedł czas, by pomyśleć o tym, jak prowiantować przybysza – pomyślał kupiec.

Sam widzisz. :P

 

Przy tej pracy pamiętał, żeby uważać(+,) co przegląda.

– Popadam w paranoję.Zmierzwił dłonią włosy. – Gdyby było(+,) jak myślę, urząd skarbowy już dawno dobrałby im się do tyłka. 

Tu o zapisie dialogów.

 

Jego rozmiar i waga oscylowały wokół 1500 gramów.

Liczebniki słownie.

 

Pozdrawiam!

"Kozy mają mnie w nosie, a psy na ogonie." T. Rałowski

FilipWij 

Dzięki za poświęcony czas i wskazanie błędów. Poprawki naniosłem. Przyjąłem też uwagi, co do niejasności tekstu. Pozdrawiam serdecznie.

A kto tych obcych wysyłał skoro przybywali niedojrzali?

Każdy sposób na pozyskanie cennych surowców jest dobry wink

Homar "A kto tych obcych wysyłał skoro przybywali niedojrzali?" I to jest bardzo dobre pytanie. Pod warunkiem, że rzeczywiście są niedojrzali. Bo jest taka możliwość, że się po prostu transformują ;)

Całkiem nastrojowe i całkiem dobry pomysł. Choć nie ukrywam, że wykonanie mogło być ciut lepsze. Chciałbym, żeby pachniało Philipem Dickiem :P Pozdrawiam

dosis facit venenum

Paracelsus Dzięki za komentarz. Opowiadania Dicka też lubię. Wyobraźnię to on miał kosmiczną :) Pozdrawiam.

Hej

 

Mi osobiście się podobało. Widzę że tekst jest po małych poprawkach ale to nic nie zmienia. Jedyne co mnie zdziwiło to to:

Każdy piksel wędrował gdzieś w chmurę. Nikt tego nie sprawdzał, póki wszystko szło dobrze. Ale gdyby było inaczej… 

Zastanawia mnie jak pixel może wędrować do chmury. Może chodziło ci o bit? Może to ja czegoś nie zrozumiałem.

 

Pomysł ciekawy ale żałuje że z pendrivem nie wcisną jakiejś kartki pokroju “uważaj”. Tak samo skoro wiedzieli o istnieniu nośnika czemu go nie szukali? Czemu nie prali tego kobaltu maskując go jakimiś tranzakcjami albo czymkolwiek innym?

Tak, tak wiem pan maruda.

Nie zmienia to faktu że bardzo chętnie poczytałbym dalsze losy tej historii.

 

Pozdrawiam

Pisz to co chciałbyś czytać, czytaj to o czym chcesz pisać

AKuba139 z tym pikselem to jest dobra uwaga. Dzięki. Poprawiam. Aby odpowiedzieć na Twoje pytania musiałbym napisać nowe opowiadanie ;) Pozdrawiam

Jak dla mnie Dick był bardzo specyficznym geniuszem :) Pozdrawiam i życzę jak najlepszego progresu w swoim rzemiośle!

dosis facit venenum

Paracelsus I wzajemnie kolego. Co do Dicka to wracam do niego od czasu do czasu. Miał odjechane pomysły, ocierał się też o paranoję, jak w wypadku donosów do FBI na Lema. Jego opowiadania i powieści są oryginalne, przełomowe, ale też krańcowo przygnębiające. Pozdrawiam serdecznie

Witaj.

Ciekawy, krótki, zwięzły, miejscami humorystyczny kryminał sf, trzymający w napięciu i odkrywający przed czytelnikiem sporo zagadek. Myślę, że można ten pomysł rozwinąć w całkiem niebanalne opowiadanie lub nawet powieść. :) Strach pomyśleć, co stało się z poprzednikiem bohatera. ;)

 

Pozdrawiam serdecznie. :)

Pecunia non olet

Brus, dziękuję za komentarz. Pozdrawiam :)

Nie bardzo wiem, o co tu chodzi, poza tym, że zdaje mi się, iż Adam odkrył przekręt i zorientował się, do czego tak naprawdę potrzebni są obcy.

Wykonanie pozostawia nieco do życzenia.

 

miłe mia­sto, wolne od ob­cych. Wol­niej się w nim żyje… → Nie brzmi to najlepiej.

 

A to wszyst­ko przez bite je­de­na­ście mie­się­cy. → Coś może trwać np. jedenaście bitych godzin, ale nie ma pojęcia bitych miesięcy.

Proponuję: A to wszyst­ko przez pełne je­de­na­ście mie­się­cy.

 

Może wę­dro­wiec jest uczu­lo­ny na skro­bie? → Literówka.

 

Zmo­rzył go sen. Zga­sił świa­tło. Wstał. Za­pa­lił je znowu. → Jeśli dobrze rozumiem, to bohater zasnął, albowiem zmorzył go sen – czy gasił światło, wstawał i zapalał światło podczas snu?

 

– Po­pa­dam w pa­ra­no­ję – Zmierz­wił dło­nią włosy. → Brak kropki po wypowiedzi. Tu znajdziesz wskazówki, jak zapisywać dialogi.

 

Spoj­rzał w stro­nę ob­ce­go i mru­gnął mu okiem. → Można mrugnąć do kogoś, nie można mrugnąć komuś.

Proponuję: Spoj­rzał w stro­nę ob­ce­go i mru­gnął do niego. Lub: Spoj­rzał w stro­nę ob­ce­go i puścił do niego oko.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Regulatorzy, dziękuję za wskazówki, są bardzo pouczające. Pozdrawiam serdecznie.

Bardzo proszę, Osu. Miło mi, że mogłam się przydać i że uznałeś uwagi za pouczające. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Regulatorzy, owszem, ponieważ Twoje wskazówki są trafne, proste i logiczne ;)

Dziękuję, Osu. :)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Jest zalążek pomysłu, teraz przydałoby się go dobrze przemyśleć.

Dlaczego w ogóle obowiązuje taka drakońska ustawa? A gdyby w pokoju znajdowało się tylko śpiące niemowlę, to co? Też ma obowiązek zgłosić przyjęcie obcego i się nim zaopiekować? A ciężko chora osoba?

Dlaczego bohater nie uciekł z pokoju, gdy tylko zorientował się, że obcy leci na niego? Poszedłby na parę drinków do hotelowego baru i spokój.

Dlaczego nie powiadomił swojej firmy o sytuacji? Jakiś telefon do szefa, mailik?

Dlaczego obcy pchają się do tego samego pokoju, w którym już co najmniej jeden zginął?

Monitorowanie akurat komputera znajdującego się w pomieszczeniu też trochę naciągane. Jeśli poprzednik o tym wszystkim wiedział, to dlaczego nie zostawił zwykłej kartki, nie zadzwonił do prasy? Pamięcią tylko wkopał następcę.

Gdybyś odpowiedział na większość z tych pytać, Twój świat nabrałby głębi, a moje zawieszenie niewiary by nie skrzypiało.

Technicznie całkiem przyzwoicie. Pomysł też obiecujący.

Babska logika rządzi!

Finkla, tyle wątpliwości. Gdybym próbował je wszystkie rozwiać musiałbym napisać nowelę ;) Dziękuję, że skomentowałaś. Pomysłów mam dużo, ale czasu mało. Pozdrawiam serdecznie. 

No to chociaż część, żeby sprawić wrażenie, że przemyślałeś pomysł i wiesz, jaki wpływ wywarł na świat.

A, to jak wszyscy…

Babska logika rządzi!

Finkla, ok. Większość, jeśli nie wszystkie odpowiedzi na Twoje pytania mieszczą się w treści opowiadania. No, przynajmniej nie są z nim sprzeczne. W moim mniemaniu ;) 

Pierwsze – drakońska ustawa. Dlaczego obowiązuje? 

Ha, komuś musi zależeć na ochronie obcych, ktoś ma tu swój interes. 

Dwa – Dlaczego bohater nie uciekł z pokoju, gdy tylko zorientował się, że obcy leci na niego?

Fascynacja zjawiskiem, to po pierwsze. Ciekawość. Następnie paraliż obaw. 

Dlaczego nie powiadomił swojej firmy o sytuacji? Jakiś telefon do szefa, mailik?

Powiadomić szefa o zdarzeniu, które przewiduje ustawa? Można, owszem. Tylko nie od razu, bo oprócz tego, że potwierdza się pośrednio obecność obcego, to konfrontuje się z sobą pracodawcę, a on pewnie nie będzie zadowolony jeśli będzie zmuszony bulić za okres adaptacji obcego. 

Dlaczego obcy pchają się do tego samego pokoju, w którym już co najmniej jeden zginął?

Ten co zginął niekoniecznie musiał mieć doczynienia z lustrzana sytuacją. Po prostu trafił (w swoim mniemaniu) na sytuację, z której nie znał lepszego wyjścia. 

Monitorowanie akurat komputera znajdującego się w pomieszczeniu też trochę naciągane. 

Dlaczego naciągane? Spójrz na Chiny. Jakie mają systemy kontroli społecznej obecnie, ten system punktów obywatelskich. Cóż stoi na przeszkodzie kontrolować każdy bait informacji? Technicznie nic. 

 

Jeśli poprzednik o tym wszystkim wiedział, to dlaczego nie zostawił zwykłej kartki, nie zadzwonił do prasy? Pamięcią tylko wkopał następcę.

Nie wiadomo jak to z nim było. To inna historia. Zostawił pendriv, tyle był w stanie zrobić. Ile zrobiłby przeciętny człowiek? Prasa? Jaka prasa? Chyba jesteś wychowana na dramacie z 1976 "wszyscy ludzie prezydenta"? Proszę Cię… 

 

Już prawie zapomniałem o tym opowiadaniu ;) Mam pomysł na drugie ;) Liczę, że skomentujesz. Pozdrawiam serdecznie. 

 

 

Ha, komuś musi zależeć na ochronie obcych, ktoś ma tu swój interes. 

No i tu jest potencjał na rozbudowanie świata. Dlaczego komuś na tym zależy? Dał się skorumpować? Czym u licha? Złapali jego córkę i szantażują? Nie lubi ludzi? Bez danych nie potrafię zrozumieć człowieka, który to prawo przeforsował. Dlaczego nikt go nie zmienił? W sensie, najpierw zastąpić człowieka innym, potem zmienić prawo krzywdzące Ziemian. A może to jakaś międzygalaktyczna Unia Europejska wymusza, ale Ziemianie też są traktowani jak święte krowy na innych planetach?

Wiesz, żadna z tych wersji nie jest sprzeczna z Twoim tekstem, ale i żadna nie jest zasygnalizowana…

konfrontuje się z sobą pracodawcę, a on pewnie nie będzie zadowolony jeśli będzie zmuszony bulić za okres adaptacji obcego. 

A czy pracodawca będzie mniej niezadowolony, jeśli permanentna nieobecność pracownika wyjdzie na jaw za dzień czy pięć? Ja dzwonię do swojej szefowej, kiedy jestem chora czy coś, niech ma kobita szansę pomyśleć, kogo wrobić w zastępstwo, jak rozłożyć siły…

Ten co zginął niekoniecznie musiał mieć doczynienia z lustrzana sytuacją. Po prostu trafił (w swoim mniemaniu) na sytuację, z której nie znał lepszego wyjścia. 

No, ale, jak rozumiem, w końcu zginął, żeby poprzednik bohatera mógł go ostrzec.

Spójrz na Chiny. Jakie mają systemy kontroli społecznej obecnie, ten system punktów obywatelskich. Cóż stoi na przeszkodzie kontrolować każdy bait informacji? Technicznie nic. 

Technicznie nic. Ale wiesz, nasz naród ma w sobie gen sprzeciwu, co objawia się między innymi talentem do konspiracji. Jeśli wiem, że komputery są monitorowane, nie robię na nich nic otwarcie zdrożnego (jakim cudem poprzednik spisał kontrabandę i skopiował na nośnik?). A wtedy już nie ma sensu monitorować kompa, lepiej śledzić mnie, kiedy nie mam o tym pojęcia.

Chyba jesteś wychowana na dramacie z 1976 "wszyscy ludzie prezydenta"? Proszę Cię… 

Chyba nie, bo nie wiem, co to jest. :-)

Babska logika rządzi!

Nowa Fantastyka