- Opowiadanie: Ramshiri - Świadomy koszmar

Świadomy koszmar

Jeżeli Twoje życie to szambo - spróbuj świadomego śnienia...

Bohater ma dosyć ciągłego znęcania w szkole i nadopiekuńczej matki. Coraz głębiej wchodzi w temat świadomych snów, przynajmniej tam jest ‘kimś’. Aby sobie pomóc, dodatkowo miesza kilka różnych substancji leczniczych, pozyskanych od szkolnego dilera zwanego Doktorem.

Granica między snem a jawą zaciera się coraz bardziej.

 

 

Jestem ciekaw Waszych opinii :) Dołączam też okładkę.

 

Dziękuję EloMortadelo za betowanie :)

Dyżurni:

Finkla, joseheim, beryl

Biblioteka:

Użytkownicy IV

Oceny

Świadomy koszmar

 

Hordy nieprzyjaciół nadciągały z każdej strony. Niezliczone ilości trollów, orków i gigantów, którym towarzyszyło tuzin smoków. Kolejne trupy padały na ziemię.

Jack wiedział, że nie będzie łatwo. Machnął kataną, ścinając przy okazji trzy głowy. Już obrał kolejnego giganta za cel, gdy nagle ktoś mu przeszkodził.

– Dobry panie! – Ujrzał przerażonego Dariusa. – Może powinniśmy wycofać wojska? Mają przewagę liczebną!

– Zejdź mi z drogi, śmierdzący tchórzu! – warknął, odpychając małego człowieczka. – Zero z ciebie pożytku. Trzeba było zostać w domu i tam płakać w poduszkę.

Pobliscy żołnierze zarechotali, wytykając palcami tchórzliwego Dariusa. Jack natomiast rzucił się na kolejnego giganta, torując sobie tym samym drogę do zgładzenia pierwszego dziś smoka.

– Jacusiu, wstawaj! Pora do szkoły. – Kobiecy głos wyrwał go z pola bitwy. Świat zaczął wirować, aż rozmył się zupełnie.

 

– Mamo, ale ja nie chcę iść do szkoły – zaprotestował nastolatek, otwierając oczy. Wściekł się, że matka obudziła go akurat w momencie, gdy miał zabić smoka. Znów był w swojej nudnej, szarej rzeczywistości, w sypialni z niebieskimi ścianami w paskudne wzorki.

– Ubieraj się. Jeżeli za dwadzieścia minut nie zobaczę cię w samochodzie, to będziesz musiał iść pieszo.

Ta perspektywa była dla Jacka na tyle nieatrakcyjna, że zwlókł się z łóżka.

W dwadzieścia minut rzeczywiście udało mu się wyrobić. Wsiadł do auta i chwilę później zielony prius sunął już po asfalcie. Z przodu, na fotelu pasażera, siedziała matka Jacka. Kierował Tomek, jej nowy chłopak. Może i nastolatek powinien cieszyć się ze szczęścia matki, ale w sumie to wszystko było mu obojętne, nawet życie.

– Pamiętaj, Jacusiu, obiady na trzy najbliższe dni masz w lodówce. – Obróciła się na siedzeniu. – Reszta jest w zamrażarce. Dodatkowo zostawiłam trochę pieniędzy tam, gdzie się umówiliśmy, w razie gdybyś zgłodniał, synku i chciał coś zamówić.

Racja, Tomek zabierał matkę na tygodniowe wakacje w tropiki. Ich związek był na tyle świeży, że matka, zdecydowała się na zostawienie dwunastolatka samego, co oczywiście mu nie przeszkadzało. Pusty dom otwierał nowe możliwości – więcej niezdrowej żywności oraz spania. Może nawet urwanie się z kilku wyjątkowo nudnych lekcji.

– Poradzisz sobie? Zostawiłam też telefon do pani Nowakowej. – Każdy nastolatek twierdził, że jego rodzice są nadopiekuńczy. Jacek uważał jednak, że gdyby rodzice mogli dostawać medale w tej dziedzinie, to jego matka zdobyłaby bezkonkurencyjne złoto. – W razie czego pani Nowakowa pomoże ci wyjąć kurczaczka z lodówki i rozmrozić albo…

– Mamo, przestań – jęknął nastolatek. – Mam już prawie dwanaście lat. Dam radę.

– Oczywiście, Jacusiu – odpowiedziała matka ze słodyczą w głosie. – Ale w razie czego numer zostawiłam ci na lodówce. Przypięłam go pod magnesem z twojej pierwszej komunii.

Jacek skłamał, że umówił się ze znajomym pod sklepem. Dzięki temu jego rówieśnicy nie mieli dodatkowego powodu, aby się z niego nabijać – matka uściskała go i ucałowała w bezpiecznej odległości od szkoły. Tomek na szczęście tylko uścisnął mu dłoń.

– Trzymaj się.

I tak właśnie Jacek stał się panem własnego domu. Na jego twarzy pojawił się uśmiech. Cieszył się tak bardzo, jak wtedy, gdy po raz pierwszy udało mu się osiągnąć świadomy sen.

Tak, to dopiero było dla chłopca wydarzenie. Pierwszy świadomy sen doświadczył w momencie, gdy nie miał jeszcze pojęcia o istnieniu czegoś takiego. Wiedział natomiast, że chce go powtarzać – najlepiej każdej nocy. To zupełnie inne doznanie. Sen, w którym kontrolował swoje ciało, mógł latać, teleportować się, walczyć jak równy z równym ze smokami.

W Internecie znalazł dużo materiałów na ten temat. Zaczął wykonywać podstawowe ćwiczenia, które miały pomóc mu osiągnąć zamierzony efekt. Na przykład spoglądał co jakiś czas na swoje ręce, liczył palce i zastanawiał się, czy śni. Brzmiało głupio, jednak zmuszało umysł do ciągłego zadawania sobie pytania: czy ja śnię? Robił tak w celu stworzenia nawyku, który zostanie automatycznie odtworzony również wtedy, gdy spał. Takie pytanie zadane podczas snu miało obudzić jego świadomość i wywołać świadomy sen, w którym on był panem i władcą.

W teorii wszystko się zgadzało. Jacek przez długi czas powtarzał ćwiczenie. Próbował również tego z monetą i zegarkiem. Efekty były jednak marne. Czasem nastawiał budzik na środek nocy, wyłączał go i wracał do snu – ta technika była najbardziej pomocna, mimo to niewystarczająca.

Dziennie pamiętał dwa do trzech snów. Świadomość udawało mu się włączyć ledwo raz na tydzień, co mocno go zniechęcało.

Jako nastolatek żyjący w tak szybko rozwijającym się technologicznie świecie był przyzwyczajony do rozwiązań niewymagających ani trochę zaangażowania. Dlatego po jakimś czasie zaczął szukać czegoś prostego i szybkiego. Internet również w tym przypadku okazał się niezwykle pomocny.

 

Jacek zatrzymał się jak wryty. Był już bardzo blisko szkoły i zobaczył z daleka Dariusa – tego samego, którego nazwał tchórzem w swoim ostatnim śnie. Aż uśmiechnął się na tę myśl.

Darius chodził z nim do tej samej klasy od zerówki. Wielka masa i brak zahamowań. Szybko utwierdził się w przekonaniu, że może dokuczać słabszym. Głównym celem zbuntowanego nastolatka stał się Jacek. Wyszydzanie, opluwanie czy nawet bicie było na porządku dziennym.

Chłopak nieraz wyobrażał sobie, co by zrobił swojemu oprawcy, gdyby tylko miał nieco więcej siły. Właściwie to świadome sny stały się ostatnio odzwierciedleniem tych pomysłów.

Darius? Kto normalny daje takie imię swojemu dziecku? Pewnie jego rodzice są tak samo szurnięci – pomyślał Jacek.

 

***

 

Po pięciu lekcjach chłopak był wreszcie wolny. Zamiast jednak pędzić do domu, poszedł na tyły szkoły. Musiał się z kimś spotkać, zanim wróci.

– Siema – przywitał go wesoło Doktor, następnie rozejrzał się ostrożnie dookoła. – A jak mączka? Emejzing, prawda?

– Dwa świadome sny jednego dnia. Co najmniej jeden dziennie od półtora tygodnia – pochwalił się Jacek.

Doktor miał tak naprawdę na imię Piotrek i do zostania lekarzem było mu daleko. O trzy lata starszemu chłopakowi zdarzało się kiblować. Przy okazji sprzedawał wszelkiego rodzaju zakazane substancje każdemu, kto o nie prosił. Kiedy mówił, zaciągał po angielsku, ale tylko dla szpanu.

– Mówiłem, że galantamina pomoże. U starego w szpitalu podają to dziadkom z alzheimerem i leczą jakieś dziwne choroby. Jakbyś mnie zapytał o opinię, to uważam to za zwykłe marnotrawstwo dobrego stuffu, no cóż. – Splunął na ziemię. – Mam nadzieję, że nie mieszałeś tego z niczym?

– Nie, no co ty? – skłamał Jacek. Ostatnio nie mógł zasnąć, dlatego do proszku czy raczej „mączki” jak to nazywał Doktor, dodawał również leki nasenne nowego partnera swojej matki. Czasem brał też coś na odstresowanie. – Masz dla mnie więcej?

– Pewnie. To powinno starczyć ci na kilka dejsów. – Włożył mu w kieszeń mały pakunek. – Jedna dawka gratis. Za to, że nie jesteś zwykłym ćpunem, a koneserem. Mączka słabo schodzi, mimo że zwiększa funkcje poznawcze, poprawia pamięć oraz procesy odtwarzania zapamiętywanych informacji. – Doktor zauważył, że chłopak zrobił wielkie oczy, dlatego uśmiechnął się szczerze i wyjaśnił: – Tak jest na etykiecie. Chodzi o to, że wkuwasz mniej, a oceny dostajesz lepsze. Łin, łin!

Jacek skinął głową i zapłacił za towar. Piotrek dyskretnie sprawdził banknot, a potem uśmiechnął się zadowolony:

– Dobrze robi się z tobą interesy.

 

***

 

Weekend nie zaczął się dla Jacka przyjemnie. Miał wyjątkowo dziwny sen, w którym przemierzał ciemne korytarze katakumb. Kroczył po komnatach pełnych ludzkich szczątków oraz czaszek piętrzących się aż po samo sklepienie. Usłyszał przeraźliwy płacz. Zaraz potem rozległ się wrzask zrozpaczonej kobiety.

Obudził się zlany potem.

Jego ciało pozostało jednak niezdolne do jakiegokolwiek ruchu, sparaliżowane. Przerażony nastolatek przeżywał prawdziwe katusze. Minęło kilka sekund, które wydawały się wiecznością – w końcu udało mu się odzyskać kontrolę nad ciałem. Ten moment, był dla niego tak koszmarnym doświadczeniem, że mimo godziny trzeciej nad ranem postanowił wstać i usiąść przed komputerem.

Paraliż senny nigdy wcześniej mu się nie przytrafił. Słyszał jednak, że przy LD i OBE, czyli świadomym śnie i próbie wyjścia ze swojego ciała, takie przerażające momenty mogą się zdarzać.

Dlatego czym prędzej wpisał „paraliż senny” w przeglądarce i zaczął czytać artykuł za artykułem. Już po kilku chwilach dowiedział się wszystkiego, co musiał wiedzieć.

Nie było to częste zjawisko. Wyglądało na to, że jego ciało nie zdążyło się wybudzić, a umysł już zdążył odzyskać przytomność. Zdarza się to również osobom, które nie praktykują świadomego snu. Generalnie jest to nieprzyjemne uczucie, ale niegroźne. Ta informacja trochę go uspokoiła. Jedyne co było dla niego niepokojące, to fakt, że podczas takiego stanu dużo ludzi ma również halucynacje.

– Jeszcze tylko tego by brakowało – odetchnął ciężko Jacek.

Zszedł do kuchni i napił się wody. Gdy już się uspokoił, wrócił do łóżka.

 

Zaraz po zaśnięciu Jacka nawiedził dokładnie ten sam sen. Znów poruszał się po katakumbach, znów słyszał płacz kobiety. Tym razem koszmar był jeszcze gorszy.

Obudził się sparaliżowany. Leżał przerażony na łóżku, na zewnątrz wciąż panowała ciemność. Sekundy dłużyły się niemiłosiernie. Usłyszał kroki. Dostrzegł jakąś ciemną, długowłosą postać w kącie pokoju.

– Jacusiu, wróć, proszę, do mnie! – szlochała kobieta. Sekundę później postać pochylała się tuż nad nim. Widział tylko jej ciemną sylwetkę wyjętą niczym z filmów grozy. Czuł, dotyk włosów na swojej twarzy. Serce waliło mu jak oszalałe.

W jednym momencie wszystko zniknęło, a w pokoju zrobiło się jasno. Była ósma trzydzieści. Wciąż roztrzęsiony wybiegł na zewnątrz. Czuł wielką potrzebę ujrzenia słońca na własne oczy. Chciał też zobaczyć jakąkolwiek żywą duszę, nawet jeżeli miałby to być Marciniak, sąsiad, który zawsze budził go rano głośną kosiarką.

 

***

 

 

Cały dzień spędził na mieście. Chodził tak długo, aż rozbolały go nogi, następnie usiadł na ławce w parku i odpoczywał. Po jakimś czasie powtórzył obie czynności. Słońce okazało się najlepszym lekarstwem.

Nie chciał wracać do domu, gdzie łóżko wydawało się tak kuszące. Obawiał się kolejnego paraliżu. Siedzenie w parku na ławce trochę go odprężyło. Wstał, gdyż stwierdził, że nadeszła pora na kolejny obchód.

W pewnym momencie, na ulicy rozległ się płacz kobiety łudząco podobny do tego ze snu. Jacek obejrzał się wokoło, lecz nikogo nie zobaczył. Krzyk się nie powtórzył. Czuł jednak, że coś jest nie tak. Miał wrażenie, że ktoś go obserwuje.

Całą drogę do domu oglądał się za siebie i obserwował każdego przechodnia. Czuł się osaczony. Może po prostu wariuję? – pomyślał.

Gdy tylko dotarł do domu, szybko zamknął za sobą drzwi na wszystkie zamki. Zastanawiał się, czy to co widział i słyszał, tylko mu się mu się wydawało czy może śnił? Zrobił kilka testów rzeczywistości. Zaczął od liczenia palców u dłoni. Na koniec sięgnął po pierwszą lepszą książkę kucharską matki i zaczął wertować. Jeżeli był w stanie czytać, a litery mu się nie rozmywały, to nie mógł śnić.

Doszedł do wniosku, że pewnie jakaś kobieta po prostu płakała na przystanku autobusowym – może chłopak ją rzucił albo cokolwiek? – racjonalizował Jacek.

Siedział tak w kuchni, z nosem w książce kucharskiej, kiedy nagle coś sobie przypomniał. Na lodówce wisiała mała karteczka z numerem telefonu i podpisem „Pani Nowakowa”. Nadopiekuńcza matka zostawiła mu numer telefonu do sąsiadki, gdyby miał jakieś problemy z obiadem.

Natychmiast podszedł do lodówki i zaczął wybierać numer telefonu.

Przepraszamy, nie ma takiego numeru – Spróbował jeszcze raz. – Przepraszamy, nie ma takiego numeru.

Wściekły na matkę za to, że źle zapisała numer, pobiegł na górę. W szafce nocnej, w szufladzie znalazł zawiniątko od Doktora. Wahał się tylko przez moment.

– Nigdy więcej tego świństwa – powiedział, po czym spuścił cały zapas proszku w toalecie.

 

***

 

Jacek siedział na lekcji matematyki, kiedy rozległ się dźwięk niczym grzmot. Tablica zniknęła razem z zadaniem wyznaczenia długości najdłuższego boku trójkąta prostokątnego. Wszystko to przesłonięte zostało przez gigantyczny wir, który wciągnął uczniów do środka.

– Pomocy! – rozległy się krzyki.

Jacek otworzył powoli oczy. Krajobraz zupełnie się zmienił, nastała noc a krople deszczu bębniły o dachy pobliskich domków. Znaleźli się w średniowiecznej wiosce, otoczonej wysoką palisadą.

Rozejrzał się dookoła. Jego koledzy z klasy leżeli jeszcze na ziemi zaskoczeni i przerażeni. Większość z nich nawet nie myślała o tym, aby wstać. Wtedy właśnie Jacek odzyskał świadomość – to był sen. Wyjątkowo ponury i realistyczny. Uśmiechnął się, ale pamiętał o tym, aby nie dać się ponieść emocjom. To mogło sprawić, że się wybudzi.

– Pomocy! – Jakiś mężczyzna ukląkł przed nim i zaczął błagać. – Nasza wioska jest w niebezpieczeństwie. Mag był na skraju wyczerpania, dlatego wezwał was z innego świata.

Mag widocznie już im nie pomoże – stwierdził Jack, spoglądając na ciało leżące nieopodal. – Nie dał rady pokonać orków, ale ściągnął tuzin uczniów z innego świata przez magiczny portal.

Przestał zastanawiać się nad logiką snu i wziął się do działania. Zaczął wypytywać chłopa o sytuację, w jakiej się znaleźli.

– Mag nie żyje… nie potrafimy walczyć. Są tu kobiety i dzieci. – Brama zadygotała od uderzenia. – Orki próbują się przedostać! Proszę panie, zlituj się!

 – Nie lękaj się, zaraz to załatwię. Pokonywałem już smoki. Orki nie są mi straszne.

– Jacek, przestań się wygłupiać! – Do rozmowy włączył się Darius, widać było, że jest cały rozdygotany. Nie wiadomo, czy jego spodnie były mokre od deszczu czy po prostu do nich narobił. – Ja chcę do domu! – zaszlochał głośno.

– Odejdź tchórzu. – Odepchnięty Darius padł na ziemię, twarzą w błoto.

Wróg coraz mocniej uderzał w bramę. Poszczególne belki zostały już wyłamane. Wejście orków było już kwestią kilku chwil. Chłopak był jednak gotowy. Zbroja płytowa, która w magiczny sposób zmaterializowała się przed nim, pasowała idealnie. Miecz i tarcza były dla niego zadziwiająco lekkie.

– Jak cię zwą o panie?

– Jestem Jack.

– Od teraz będziemy cię nazywać Jack Pogromca Potworów. Bohater z innego wymiaru. Wszyscy w krainie dowiedzą się o twoim męstwie.

– Dziękuję. Cieszę się, że mogę wam pomóc. Nie ubiegajmy jednak faktów, rozprawmy się najpierw z orkami. – Wskazał bramę, która co chwilę otrzymywała kolejne uderzenia. – Otwórzcie wrota. Te stworzenia należy witać dekapitacją.

– Chyba, gówniarzu, nie wiesz, co to znaczy.

– Kto to powiedział? – Jack obrócił się szybko i spojrzał po zebranych. Wszyscy rozłożyli ręce. Wyglądali na równie zaskoczonych, co on. Czy ktoś go obraził w jego własnym śnie? A może się tylko przesłyszał?

Przerażony chłop wykonał posłusznie polecenie. Zdjął rygle i odbiegł tak daleko, jak tylko mógł. W kilka sekund przez bramę wtoczyły się co najmniej cztery tuziny nieprzyjaciół. Jack krzyknął groźnie i ruszył im naprzeciw.

Była to doprawdy epicka bitwa. Chłopak samotnie powalił już około połowę armii, przedzierał się między wrogami, zadając śmiertelne ciosy. Przebijał ich plugawe serca oraz ścinał głowy. Bawił się przy tym lepiej niż w kinie.

Co jakiś czas spoglądał w bok, na kolegów i koleżanki z klasy. Widział w ich oczach podziw. To z kolei motywowało go do ścinania kolejnych głów.

W pewnym momencie jego ostrze natrafiło na opór. Odwrócił wzrok od swoich znajomych i znów skupił się na walce. Przed nim stał ork o ponad pół metra wyższy od innych. Wypalone runy na jego twarzy stanowiły jasny znak, że Jack miał do czynienia z wodzem.

Dla bohatera nie było jednak stwora, który mógłby mu zagrozić. Krótka wymiana ciosów skończyła się dla wodza śmiertelnie. Pozostałe kreatury zatrzymały się nagle, tak jakby nie widziały sensu dalszej walki. Jack wyciągnął ostrze z przebitej piersi przeciwnika i odwrócił się do swoich znajomych. Podniósł zakrwawiony miecz jako znak triumfu. Wszyscy bili mu brawa lub patrzyli z podziwem, nawet Darius.

Po chwili jednak zapanowała cisza. Szum deszczu jakby ucichł. Wszyscy po kolei zaczęli wyciągać ręce i wskazywać w jego stronę, nie tylko koledzy, ale również miejscowi chłopi. Jackowi chwilę zajęło, aby zorientować się, że pokazują oni coś, co znajduje się za nim. Obrócił się szybko i zobaczył zaskakującą rzecz. W jego głowie pojawiła się myśl: Nie tak to sobie zaplanowałem. Jak to jest możliwe?

Wódz, którego zabił kilka chwil temu, podnosił się właśnie z ziemi, jak gdyby nigdy nic.

– Widzę, że trudno cię zabić. – Chłopak odzyskał zimną krew. – Trudno, będę musiał obciąć ci ten szkaradny łeb.

– Chciałbym zobaczyć, jak próbujesz. – Wódź wyglądał na rozbawionego.

Jack zawahał się tylko przez sekundę. Żaden ork do tej pory się nie odzywał. Nigdy nie dawał prawa głosu takim stworzeniom. Nie zmieniało to jednak faktu, że trzeba było go zabić.

Odrzucił tarczę w bok i mocno natarł na przeciwnika. Chciał go przeciąć wpół, tak jak robił z setką innych stworzeń podczas starć takich jak to. To co się wydarzyło, było dla niego jednak niepojęte.

Przeciwnik złapał ostrze miecza gołą ręką. Nie wyglądało, jakby sprawiło mu to jakikolwiek problem. Jacka sparaliżował strach.

Stwór złapał go za ramię i przyciągnął do siebie. Chłopak mógłby przysiąc, że czuje ból oraz śmierdzący oddech przeciwnika.

– Nie kozacz – powiedział cicho, lecz dobitnie ork. – Nie jesteś u siebie.

 

Jacek obudził się z krzykiem. Serce waliło mu jak oszalałe, a po karku spływał pot. Co tak właściwie się stało? Czemu stracił kontrolę nad snem?

Najwyraźniej proszek od Doktora nie przestał jeszcze działać. Chłopak od razu wziął telefon i wybrał numer do dilera.

– Wiesz, który jest ałer?! – zapytał zdenerwowany głos w słuchawce. – Dlaczego mnie budzisz?

Zegarek pokazywał dziewiątą trzydzieści.

– Potrzebuję czegoś, co zablokuje działanie mączki – powiedział zrozpaczony. – Już nie chcę mieć świadomych snów, nie chcę żadnych snów!

Przez kilka chwil w słuchawce panowała zupełna cisza.

– Mieszałeś?

– Tak, dodałem jakieś leki ułatwiające zasypianie – przyznał chłopak. – Proszę, pomóż mi?

Mitting za pół godziny na tyłach dwójki. Nara. – Diler rozłączył się, nie czekając na odpowiedź.

 

***

 

Na spotkanie z dilerem, Jacek zaopatrzył się w butelkę z wodą i wszystkie oszczędności, które miał. Musiał poczekać parę minut zanim pojawił się znajomy.

– Mam dla ciebie benzo… coś tam. Nie pamiętam nazwy. Bierze się to razem z tym. – Do małej pigułki na ręku, diler dołożył drugą, większą. – Są to leki związane z padaczką i depresją. Blokują sny oraz pomagają przy wybudzeniu, dlatego jeżeli miewasz paraliże, to też powinny ustąpić.

Jacek wyciągnął rękę po leki, tamten jednak cofnął dłoń.

 – Sto pięćdziesiąt.

– Ile?! – Jacek nie mógł w to uwierzyć. – Dlaczego tak drogo?

– Wyglądasz jak szit, jesteś w potrzebie. Zgadnij, kto jeszcze ma potrzeby – uśmiechnął się chłopak.

Całe szczęście Jacek miał przygotowane nawet więcej. Odliczył dyskretnie kwotę, następnie podał tamtemu. W zamian otrzymał dwie dawki – na teraz, i na wieczór. Tak na wszelki wypadek.

Butelka poszła w ruch, Jacek popił leki dużą ilością wody, po czym odetchnął z ulgą.

– Powiesz, co się stało? – Diler spoglądał na niego z zaciekawieniem. Chłopak nie chciał mu nic mówić z racji tego, że czuł się oszukany. Ale miał też ogromną chęć, aby się wygadać. Może Doktor wiedział coś na ten temat i mógłby mu posłużyć radą. – No weź. Biznes is biznes. No hard feelings itepe?

Jacek opowiedział całą swoją historię, od pierwszego paraliżu po ostatni sen z orkiem. Nie ominął również szlochu kobiety, który słyszał ostatnio na ulicy oraz uczucia, że był obserwowany.

– Nie robiłeś sobie ostatnio żadnych tatuaży? – zapytał dociekliwie diler.

– Nie, dlaczego pytasz?

– Gdzie dokładnie złapał cię ten monster?

– O tutaj – zaprezentował Jacek i w tym momencie znów ogarnęło go przerażenie. Nie zauważył tego wcześniej. Przebierał się w pośpiechu. Spod krótkiego rękawa koszulki wystawał kawałek sińca. – Pewnie uderzyłem się gdzieś.

Podwinął rękaw.

 – O święty Walenty! – Diler zrobił wielkie oczy.

Na jego ramieniu, dokładnie w miejscu gdzie złapał go ork, widniał duży fioletowy ślad po dłoni ze szponami. Jacek dotknął delikatnie sińca. Zabolało.

– Musiałem się gdzieś uderzyć. Pewnie miotałem się w nocy, jak miałem koszmar? – Chłopak miał nadzieję usłyszeć jakieś potwierdzenie swoich domysłów od Doktora.

– Tak, to na pewno to – powiedział nieprzekonany. – Muszę się zbierać. Mam mało tajma. Lecę!

Osłupiały i przerażony Jacek został sam.

 

***

 

Jacek znów postanowił zrobić długi spacer. Miał nadzieję, że dzięki temu jego organizm jeszcze szybciej wyrzuci z siebie wszystkie toksyny. Dopiero po dwóch godzinach pozwolił sobie na krótki odpoczynek na ławce w parku.

Obserwował innych ludzi, patrzył, jak śpieszą się z tylko im wiadomych powodów. Przy­glą­dał się twa­rzom i ubio­ro­m, pró­bo­wał roz­gryźć kim są, dokąd zmie­rza­ją. Przez chwilę zapomniał nawet o swoim problemie.

Przez ulicę przechodził szczupły mężczyzna z aktówką w ręku. Bankier? Urzędnik? Na pewno nie nauczyciel. Zbyt dobrze ubrany – stwierdził wesoło. Miał na sobie dopasowany garnitur i zegarek na nadgarstku, który wyglądał na drogi.

Mężczyzna zorientował się, że chłopak go obserwuje. Spojrzał na Jacka i przez ułamek sekundy jego twarz zupełnie się zmieniła. Skóra była blada jak ściana, oczy czarne, a z ust wyłoniły się długie zębiska.

Chłopak nie wiedział, czy to kolejna halucynacja. Prędko odkręcił butelkę z wodą i wziął ostatnią dawkę leku blokującego sny.

Mężczyzna nie poświęcił mu dłuższej uwagi, poszedł dalej, najwyraźniej śpiesząc się na jakieś spotkanie. Jacek odetchnął z ulgą. Najwyraźniej wszystko to mu się tylko wydawało. Przez to co się ostatnio z nim działo, był przewrażliwiony. Przestał obserwować ludzi, uznał, że wcale mu to nie pomaga. Wstał z ławki i już chciał kontynuować spacer, gdy zorientował się, że teraz to inni zaczęli obserwować jego.

Przez ulicę przechodziła młoda para trzymająca się za ręce. Oboje patrzyli z zainteresowaniem w jego stronę. Ich twarze zmieniły się tak jak twarz mężczyzny, którego wcześniej widział. Mroczne, wykrzywione w grymasie martwe spojrzenie. Potem przez ulicę prze­cho­dzi­ła star­sza pani, jej twarz mi­go­ta­ła – co chwi­lę wi­dział na­prze­mien­nie po­two­ra lub za­tro­ska­ną kobietą. Tak samo było z dziec­kiem ja­dą­cym na ro­we­rze i jego matką oraz star­szym panem na ławce, a nawet z maluchem w wózku. Gdzie­kol­wiek Jacek się spojrzał, wi­dział po­two­ry.

Przestraszony zaczął uciekać. Szukał miejsca, gdzie nie będzie nikogo, lecz wkrótce migać zaczęły również samochody, rowery, budynki, a nawet niebo. Chłopak oglądał z przerażeniem wizję zupełnie innego świata. Opuszczonego przez ludzi. Wraki samochodów na ulicy. Budynki, które wyglądały na opustoszałe lub zbombardowane dziesiątki lat temu. Resztki cywilizacji ludzkiej nadgryzione zębem czasu.

Najstraszniejsze były jednak potwory kroczące pokracznie po ziemi oraz ryk dzikich monstrów latających nad zniszczonym miastem.

Jeden z nich zaczął sunąć w jego stronę.

– To tylko sen – powtarzał sobie Jacek. Wyciągnął klucze od domu i zaczął ciąć nimi nadgarstek, mając nadzieję, że ból wybudzi go z tego dziwnego stanu. – To tylko sen!

Potwór znalazł się tuż przy sparaliżowanym ze strachu chłopcu. Delikatnie złapał go za koszulkę i przyciągnął ku sobie. Jego twarz była kamiennoszara. Mimo że bardzo tego nie chciał, mógł z bliska przyjrzeć się długim, ostrym jak brzytwa zębom i czarnym oczom wyjętym niczym z horroru.

– Co tu robisz, mały człowieku? – zapytał potwór. Jego głos przypominał przeciągnięcie ostrego przedmiotu po szkle. – Jakim cudem się wybudziłeś?

– G… gdzie…? – Nie mógł wykrztusić z siebie nawet słowa.

– Wracaj na swoje miejsce, mały człowieku. – Wbił ostre szpony w przedramię chłopaka. – Zaśnij.

Cały świat zawirował. Jacek upadł ciężko na ziemię. Stracił przytomność.

 

***

 

Płacz kobiety.

– Wróć do mnie, Jacusiu! – szlochała.

Jacek nie wiedział, gdzie jest, ani co się dzieje dookoła. Znów śnił? Znów będzie w katakumbach?

Kolejny raz usłyszał płacz kobiety.

Głos wydał mu się dziwnie znajomy, dlatego uchylił lekko powieki. Zobaczył pochyloną nad sobą kobietę. Tym razem nie widział tylko zarysu czy ciemnej sylwetki. Wszystko skąpane było w świetle. Chwilę trwało, nim odzyskał ostrość widzenia.

– Mamo? – wyszeptał zaskoczony.

Na twarzy matki pojawił się uśmiech. Odwróciła się w bok i krzyknęła:

– Wybudził się! – Następnie przytuliła go mocno. – Tak się martwiłam. Tak się martwiłam! Dlaczego?!

Jacek nie zrozumiał tego pytania. Nie wiedział, gdzie jest, ani jak tu się znalazł. Jego umysł był ciągle otępiały i niezdolny do złożenia wszystkiego w całość.

– Dlaczego brałeś jakieś zakazane leki? – zapytała, wciąż szlochając. – Skąd je w ogóle wziąłeś?

Jacek wreszcie zrozumiał. Był w szpitalu. Spał od dłuższego czasu. Pewnie ze względu na ten syf, który wziął od Doktora. Czyli wszystko to było tylko snem? Poczuł ogromną ulgę.

– Jak długo… m-mnie nie było? – wydukał.

Matka wyglądała przez chwilę, jakby zastanawiała się, co ma odpowiedzieć.

– Prawie trzy tygodnie – przemówiła wreszcie. – Byłeś w śpiączce. Lekarze nie wiedzieli, co się stało. Toksykologia pokazała, że wziąłeś kilka substancji, których nikt o zdrowych zmysłach by ze sobą nie zmieszał.

Jacek nie miał czasu, aby przetrawić to, co powiedziała do niego matka. Do pokoju wszedł lekarz.

– Jak się czujemy? – zapytał, patrząc w jakieś dokumenty. – Mieliśmy szczęście prawda?

– Chyba tak. – Jacek uspokoił się trochę. Cieszył się, że wreszcie obok niego znalazł się prawdziwy doktor, a wszystko to co przeżył w ostatnich dniach, było tylko złym snem.

Mimo że spał przez ostatnie parę tygodni, czuł się straszliwie zmęczony. Bał się jednak znów zasnąć. Nawet nie wiedział, w którym momencie odpłynął.

 

Przez kolejne kilka godzin spał. Żadne sny nie wróciły. Po przebudzeniu cały czas leżał na łóżku szpitalnym, matka czuwała obok. Znów poczuł wielką ulgę.

Zwlókł się z łóżka. Początkowo przeciwna temu matka pomogła mu stanąć na nogi. Zrobił kilka kroków. Czuł się, jakby musiał uczyć się chodzić na nowo.

– A co to? – zapytała zaskoczona matka, łapiąc go za rękę. – Brałeś w żyłę?

– Nie! – odpowiedział sfrustrowany nastolatek. Nigdy nie robił sobie zastrzyków, ani nie brał ciężkich narkotyków.

Spojrzał na przedramię. Cały ten koszmar wrócił do niego ze zdwojoną siłą. Podwinął szybko rękaw piżamy. Miejsce gdzie złapał go ork, wciąż wyglądało nieciekawie, a niżej widniało sześć nakłuć, po jednym na każdy szpon potwora, który powiedział do niego coś niepokojącego. Jacek próbował sobie przypomnieć, co to było:

– Zaśnij – szepnął przerażony nastolatek. Spojrzał na swoją rękę jeszcze raz. Wszystko wyglądało, jakby goiło się już od jakiegoś czasu. Gdy się przyjrzał, zobaczył również miejsce, gdzie naciął skórę kluczem, kiedy chciał za wszelką cenę wybudzić się ze snu. Małe, podłużne rany były już zasklepione. Zostały tylko szramy. – Nie, nie nie! To niemożliwe!

Jacek podbiegł do łóżka innego pacjenta i zabrał nóż leżący przy jego talerzu. Zaczął ciąć sobie żyły. Natychmiast podbiegła do niego matka, próbując go zatrzymać.

– Pomocy! – krzyczała.

– Nie! To jest sen! Wszyscy śpimy! – Przerażony chłopak próbował wyrwać się z jej obcięć.

W ciągu kilku chwil do pokoju wbiegły pielęgniarki i przycisnęły go do podłogi. Ktoś zrobił mu zastrzyk. Nastolatek ciągle krzyczał:

– Nie! Wszyscy śpimy!

Krzyki stawały się coraz słabsze i słabsze. Zastrzyk zaczął działać. Pokój szpitalny zawirował i wszystko zrobiło się czarne.

 

Koniec

Komentarze

 Ramshiri, czy to jest zamknięte opowiadanie, czy tylko fragment Twojej powieści?

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

regulatorzy – zamknięte opowiadanie. Przy dodawaniu źle mi się kliknęło, ale teraz powinno być okej?

OK, dziękuję.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Cześć Ramshiri !!!

 

Wspaniała historia! Wciągnęła mnie do reszty. Do tego temat jest mi bliski.

 

Serdecznie pozdrawiam!

Jestem niepełnosprawny...

Witaj.

Bardzo realistycznie opisujesz wydarzenia, jakie zaszły w życiu młodego chłopca, goniącego za marzeniami, mającego rozbitą rodzinę, do tego szukającego wrażeń w środkach odurzających.

Opowieść zaciekawia, mnie dodatkowo wciągnęła sprawa snów bohatera, bo jestem wielką fanką ich opisów i konsekwencji. 

W sumie historia jest mocno przytłaczająca. Żal Jacka, żal mamy, żal jego młodego życia i nadwątlonej psychiki. 

 

Oczywiście nazwa, nadana przez wieśniaka, nasuwa tytuł opowieści filmowej o pogromcy olbrzymów, który nosił to samo imię. ;)

 

Z technicznych:

Dość często w zdaniach pojawia się “to”, nawet raz za razem, tu przykłady:

Wiedział natomiast to, że chce to powtarzać – i to każdej nocy.

Jacek przez długi czas robił to ćwiczenie, jak i również to z monetą i zegarkiem.

 

Sprawy stylistyczne:

będziesz musiał iść na pieszo.

Usiadł na tył auta

Przechodził przez kolejne komnaty pełne ludzkich szczątek

wypalane znaki na jego twarzy były jasnym znakiem, że Jack miał do czynienia z wodzem.

 

 

Część zdań nie ma kropek na końcu lub brakuje im przecinków. 

 

Czasem brak wyrazu:

Na koniec sięgnął jakąkolwiek książkę

 

Literówki, jak np.:

, takie przerażające momenty mogę się zdarzać.

 

Pozdrawiam. :)

 

Pecunia non olet

Dziękuję dawidiq150 :) Ogólnie, jestem bardzo zainteresowany tematem LD. Mnie również przydarzył się świadomy sen, w momencie, gdy jeszcze nie wiedziałem co to jest – tak samo jak Jackowi :)

 

Dziękuję bruce :) Za przeczytanie i łapankę. Już poprawiłem. Będę jeszcze zerkał na tekst i próbował poprawić pewne rzeczy. Muszę ograniczyć używanie “to”. Przy szukaniu powtórzeń zupełnie tego nie zauważyłem. Nad przecinkami jeszcze pracuję :)

Oczywiście nazwa, nadana przez wieśniaka, nasuwa tytuł opowieści filmowej o pogromcy olbrzymów, który nosił to samo imię. ;)

Dobrze wyłapałaś :) “Jack the Giant Slayer”

 

Dziękuję za przeczytanie. Cieszę się, że Wam się podobało. Pozdrawiam serdecznie :)

To ja dziękuję, tekst naprawdę ma wielki potencjał, a usterki językowe zdarzają się przecież wszystkim. :)

 

Powodzenia, pozdrawiam serdecznie. :)

Pecunia non olet

Machnął swoją kataną, ścinając przy okazji trzy głowy – zbędne, nie tylko w tym miejscu (zadaj sobie pytanie – czy mógł machnąć cudzą kataną? – jeśli odpowiedź brzmi “nie”, to swoja jest do wyrzucenia; i tak samo w każdym innym przypadku czegoś swojego)

 

Już obrał kolejnego giganta za swój cel

 

– Dobry panie! – Uujrzał przerażonego Dariusa.

 

Może powinniśmy wycofać swoje wojska?

 

Zejdź mi z drogi(+,) śmierdzący tchórzu! – warknął(+,) odpychając małego człowieczka – interpunkcja leży i kwiczy. W wielu miejscach brakuje przecinków, w wielu są tam, gdzie ich być inie powinno. To tu, to tylko przykład.

 

chwilę później zielony Prius sunął już po asfalcie – prius małą literą 

 

w razie czego gdybyś zgłodniał synku i chciał coś zamówić – zbędne 

 

Pierwszy świadomy sen miał w momencie, gdy nie miał pojęcia jeszcze o istnieniu czegoś takiego. – szyk: jeszcze pojęcia

 

zadawania sobie pytań: „czy ja śnię?” – pytania (l. pojedyncza)

 

Kroczył po komnatach pełnych ludzkich szczątek – szczątków 

 

Tym razem koszmar był jeszcze gorszy. – nie widzę tego koszmaru, a na słowo nie wierzę

 

słońce wyszło dawno temu. Wciąż roztrzęsiony wybiegł na zewnątrz. Czuł wielką potrzebę ujrzenia słońca na własne oczy. – powtórzenie 

 

zawsze budził go rano swoją głośną kosiarką

 

Tablica zniknęła zupełnie – a może coś zniknąć nie zupełnie?

 

Nie wiadomo czy jego spodnie były mokre od deszczu, czy po prostu do nich narobił. – biorąc pod uwagę, gdzie i jak moczą się spodnie na deszczu i po narobieniu w nie, to raczej trudno jest to pomylić.

 

Poszczególne belki zostały już wyłamane. Ich wejście było już kwestią kilku chwil. – widzisz już co jest źle? W razie wątpliwości: zgodne z tym zapisem wejście belek było kwestią kilu chwil

 

Dla bohatera, nie było jednak kreatury, która mogłaby mu zagrozić. Krótka wymiana ciosów skończyła się dla wodza śmiertelnie. Pozostałe kreatury zatrzymały się nagle, tak jakby nie widziały sensu dalszej walki. – powtórzenia

 

Nie tak to sobie zaplanowałem, Jak to jest możliwe? – kropka zamiast przecinka

 

w tym momencie znów ogarnęło go przerażenie – jak wcześniej. Ja tam nie widzę nic strasznego i nie widzę przerażenia dzieciaka – nie wierzę na słowo

 

Przyglądał się twarzom i ubiorowi, próbował rozgryźć kim są i gdzie zmierzają – raz: przyglądał się wielu ludziom (twarze – liczba mnoga) i tylko jednemu ubiorowi?; dwa: dokąd 

 

przechodziła starsza pani, jej twarz migotała – co chwilę widział naprzemiennie potwora, lub starszą zatroskaną panią. Tak samo było z dzieckiem jadącym na rowerze i jego matką, oraz starszym panem na ławce,

 

Znów płacz kobiety.. – o jedną kropkę za dużo albo za mało – nie wiem, jaka była intencja 

 

 

Przyciągnął mnie tytuł (nick zobowiązuje ;)). Wybrałeś sobie niezbyt łatwy temat i gatunek. I o ile z pierwszym poradziłeś sobie moim zdaniem jako tako, to z drugim jest kiepsko. Ja tu horroru nie widzę. Ani nawet grozy. Nie ma tu napięcia, nic nie przeraża, brakuje temu opowiadaniu klimatu. To jest jednak kwestia raczej techniczna/warsztatowa, do wyćwiczenia.

Wracając do pomysłu. Tu jest lepiej. Nie jakoś rewolucyjnie, ale przyzwoicie. W realia wnikać nie będę (reaserch Jacka), bo nigdy się tym nie interesowałam i nie szukałam żadnych informacji. Wystarczy, że wiem, że raz częściej, raz rzadziej, ale miewam takie sny. 

Za to przyczepiłabym się do Jacusia, jego wieku, mamy i jej nadopiekuńczości. Ten element opowiadania jest dla mnie zupełnie niewiarygodny. Nie wierzę, że jakakolwiek naprawdę nadopiekuńcza matka (znam kilka) zostawiłaby jedenastolatka samego w domu na tydzień, beztrosko wybywając z partnerem na urlop.

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Dziękuję, śniąca! Nick zobowiązuje :)

Poprawiłem już chyba wszystko, co mi wypunktowałaś. Cały czas pracuję nad przecinkologią…

 

Ja tu horroru nie widzę. Ani nawet grozy.

 

Miałem duży problem z określeniem gatunku. Jak doczyta się do końca, to jest wrażenie, że można byłoby dać “science-fiction”. Bardziej określiłbym to jako “paranormal”. Nie chciałem wybrać “inne” bo to nie mówi nic.

Mimo wszystko, chciałem żeby to opowiadanie było trochę “z dreszczykiem” i niepokojące. Tu mi widocznie nie wyszło. Muszę wrzucić horror na warsztat :)

 

Jeżeli chodzi o LD, to chciałem zawrzeć prawdziwe techniki wywoływania. Plus ewentualne konsekwencje (paraliż senny).

 

Za to przyczepiłabym się do Jacusia, jego wieku, mamy i jej nadopiekuńczości…

 

Tak, masz absolutną rację.

Nie pomyślałem o tym.

 

Powiedz mi jak to zrozumiałaś: czy w momencie, gdy matka go opuściła, on już spał?

Dziękuję serdecznie za komentarz i przeczytanie. Wyciągam wnioski i działam dalej :)

 

Miałem duży problem z określeniem gatunku.

Też to znam :) Ale w przypadku tego opowiadania horror byłby bardzo dobry, tylko musiałby być bardziej pokazany, żeby czytelnik czuł ciary na plecach. Ja nie podpowiem, jak to zrobić, bo sama straszyć nie umiem ;) Jest to jednak do wyćwiczenia. 

 

Przez chwilę się zastanawiałam, w którym momencie zaczął się sen, ale się szybko poddałam. Czasem tak mam, że jak za bardzo się nad czymś zastanawiam, to tym bardziej się gubię. A tu zatarłeś granicę między snem i jawą tak bardzo, że o zgubienie nie było trudno. A tu dodatkowo utrudnieniem były dla mnie usterki, o które się potykałam i na bieżąco listowałam w komentarzu. Gdybym jednak miała na Twoje pytanie odpowiedzieć bez zastanowienia, jak to czuję, to powiedziałabym, że nie. Aczkolwiek wołanie/krzyk kobiety w katakumbach od razu skojarzyły mi się z matką, to nie powiązałabym tego z początkiem snu. 

 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Dziękuję. To mi pokazuje, że nawaliłem trochę bardziej niż sądziłem.

Trochę zamysł się zmienił w trakcie. Sporo musiałem tekstu wywalić, zamienić innym. Mam wrażenie, że pewnych drobnych rzeczy, nie udało mi się do końca przekazać.

Ogólnie, ta ‘straszna’ kobieta, miała być takim głosem, który kieruje go do szpitala i tej rzeczywistości.

 

Dzięki serdecznie.

Wiem, że sporo rzeczy jest tu do poprawienia. Gdybyś miała wskazać jedną, nad którą mam intensywnie pracować bez wytchnienia. To jak uważasz: poprawa/nauczenie się czego, dałoby mi najwięcej, przy pracy nad przyszłym tekstem? Osobiście, wydaje mi się, że przecinki. Nie jestem jednak obiektywny :)

  1. Interpunkcja.
  2. Pokaż, nie powiedz – dwa przykłady masz w moim pierwszym komentarzu. Nie pisz “czuł przerażenie”, tylko pokaż, co się dzieje, jaka jest reakcja (np. nieświadoma na poziomie organizmu), napisz coś, co wywoła niepokój u czytelnika. Zobrazuj.

     

    To oczywiście moje sugestie, zwłaszcza punkt drugi. Ja lubię czytać dla emocji. Inni mogą cenić wyżej inne walory i cechy, więc też mogą mieć inne rady.

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Serdeczne dzięki, śniąca :)

Szczególnie w tej historii, ten drugi punkt mógł być ważny.

 

Już działam i pracuję nad tym.

Pozdrawiam.

Hmm…

To tak, trochę mi to się kojarzyło jak połączenie jakiegoś z opowiadań Dicka ze Sposobem na Alcybiadesa :D

Imho śniąca dobrze Ci radzi. Sam temat świadomego snu, który uzupełniłeś o sporą ilość technikaliów* (nomen omen z tego co kojarzę to prawdziwych :P) jest całkiem nieźle przepracowana. Jeśli chodzi o sam pomysł opowiadania to imho dobrze go uzupełnia i motyw mieszania snu z jawą, mimo że mocno przepracowany w kulturze, dostaje tu nowego aspektu/wymiaru.

Konstrukcyjnie też chyba nie jest źle zaplanowane. Zaczynasz od sielanki i coraz bardziej budujesz napięcie (ze złudnymi chwilami wytchnienia).

I z drugiej strony faktycznie brakuje klimatu. Sam pewnie wybitnym horrorystą nie jestem, ale gdybym miał coś doradzić… Chyba poleciłbym czasem zatrzymać trochę tekst. Często z nim pędziłeś i nawet nie dawałeś szansy wczuć się w to, co się dzieje. Opis snu katakumb to ledwie dwa-trzy zdania, a tam było, jak rozumiem, miejsce żeby przerazić czytelnika. Rzucić więcej detali, które – być może – mógłbyś potem ukradkiem wrzucać w późniejszych fragmentach tekstu i po cichu niepokoić.

Zastanowiłbym się też np. nad ich przeniesieniem do średniowiecza. W zasadzie zaczynasz scenę od opisu wiru, który ich wciąga. Może próba opisu lekcji, nudnego siedzenia w ławce, i NAGŁE wyrwanie czytelnika z niego dałoby zamierzony efekt? Czasem nawet jedno zdanie potrafi zbudować klimat, tylko trzeba je odpowiednio obudować :P

Sama końcówka nie jest pod tym względem chyba źle rozegrana, choć też mam wrażenie, że mogłoby być trochę lepiej :P

I tu można wrócić do rady numer 2 od śniącej. O ile samo “czuł przerażenie” imho nie jest z założenia czymś złym (raczej dobrze jest znaleźć równowagę; jeśli często pokazujesz, to i tak rzucone zdanie może mieć swoje miejsce), ale jeśli chodzi o rozwój fabuły, to tu faktycznie powinieneś więcej pokazywać. Bo o ile reakcja organizmu zamiast “czuł przerażenie” nie jest tym, co faktycznie buduje tą fasadę tekstu (prędzej upiększa język), to “straszny sen z katakumbami” albo “najstraszniejsze były potwory kroczące po ziemi…” są już znacznie mniej przekonujące niż pełen opis tychże.

 

 

*kwestia do rozważenia, czy wszystkie były potrzebne. Liczenie palców całkiem fajne, trochę podbudowało klimat, ale miałeś tego całkiem sporo i czasem potrafiło wybić z rytmu (albo potrafiłoby przy lepiej zbudowanym klimacie, tu jeszcze nie było tak źle). Ale ponoć to kwestia indywidualnego stylu

Golodh :) Cieszę się, że zajrzałeś.

Na początku, dziękuję za wspomnienie o tym, co w tekście Ci się podobało :)

Imho śniąca dobrze Ci radzi. Sam temat świadomego snu, który uzupełniłeś o sporą ilość technikaliów* (nomen omen z tego co kojarzę to prawdziwych :P)

Zgadza się, prawdziwych.

*Nie myślałem, że jest tego aż tak dużo (za dużo).

 

Często z nim pędziłeś i nawet nie dawałeś szansy wczuć się w to, co się dzieje.

 

W zasadzie zaczynasz scenę od opisu wiru, który ich wciąga. Może próba opisu lekcji, nudnego siedzenia w ławce, i NAGŁE wyrwanie czytelnika…

 

Trochę ciąłem z tekstu, bo wydawało mi się że wszytko się wlecze. Sny z katakumb akurat dlatego uciąłem. Dobra myśl z tą lekcją, dzięki :)

 

albo “najstraszniejsze były potwory kroczące po ziemi…” są już znacznie mniej przekonujące niż pełen opis tychże.

Zanim śniąca wspomniała o tym problemie, nawet nie zdawałem sobie z niego sprawy :) Im więcej komentarzy, tym większy dystans mam do tego tekstu. Łatwiej mi podejść do niego na chłodno.

 

Dziękuję za tą analizę. Za wszystkie plusy, a jeszcze bardziej za wytknięcie minusów. Głowa w dół i piszę dalej :)

Historia nie jest szczególnie wciągająca, ale jak na początek to nie jest źle. Śniaca wytknęła Ci już trochu rzeczy i dobrze radzi, żebyś nad pewnymi rzeczami popracował. Wiele zdań jest koślawych, przez co opowieść nie płynie, tylko toczy się po dziurawej, wiejskiej drodze, gubiąc śrubki w postaci przecinków, albo wyjąc na wysokich obrotach, kiedy dociskasz sprzęgło, ale nie zmieniasz biegu. Jest za szybko momentami, a kiedy indziej lejesz wodę, rozwadniając treść.

Co do samej fabuły, to nie jestem zbyt wielkim fanem opowiadań, w których motywem przewodnim jest sen, ale jeszcze większy problem mam z dziecięcymi bohaterami – i nie dlatego, że nie lubię dzieci, ale dlatego że dorośli rzadko potrafią oddać zachowania i psychikę dziecka w sposób, który by mi nie zgrzytał. Patrzenie na świat oczami dziecka jest trudne, cięzko nie przeholować w którąś stronę – albo zbyt infantylnie się robi, albo zbyt poważnie jak na założony wiek. Sam jestem ojcem dwunastolatka i jakoś nie pasują mi te relacje Jacusia z Doktorem, w ogóle sam motyw dilera to raczej temat na szkołę średnią a nie podstawówkę. Zakończenie rozwiązujesz w oklepany, ale działający na czytelnika sposób – sen to, czy jeszcze nie sen, albo już nie sen, albo może jeszcze coś innego, głębszego, jak paranoja, choroba psychiczna czy coś w ten deseń. Polecę Ci opowiadanie Gekikary, za które dostał pierwsze piórko na portalu – “Wszystkie teraźniejszości Bena Memmortigona”. Przeczytaj je, a zobaczysz jak mozna namieszać, jednocześnie intrygując i skłaniając do szukania interpretacji, ale bez narzucania jej odgórnie przez autora. Masz sporo pracy przed sobą, ale jakąś bazę juz masz, więc nie zniechęcaj się, tylko pisz :)

Poniżej podrzucam kilka usterek, które szczególnie rzuciły mi się w oczy.

 

Pierwszy świadomy sen miał w momencie, gdy nie miał jeszcze pojęcia o istnieniu czegoś takiego.

Powtórzenie, poza tym “w momencie” źle tutaj brzmi, bo sen to nie moment.

 

Obudził się zlany potem i otworzył oczy.

Otwieranie oczu to chyba dość naturalny odruch przy budzeniu sie, po co więc o tym wspominać. To jest własnie to rozwadnianie treści.

 

Słońce okazało się najlepszym lekarstwem, na to co przytrafiło mu się ostatniej nocy.

Takie dookreslanie tego, co czytelnik sam juz wie, nie jest dobre.

 

Gdy tylko dotarł do domu, szybko zamknął za sobą drzwi na wszystkie zamki. Zastanawiał się, czy to wszystko mu się wydawało.

Znów powtórzenie.

 

Jacek siedział na lekcji matematyki, wtem rozległ się dźwięk, niczym grzmot.

To zdanie jest wyjątkowo koślawe. IMHO do przeróbki.

 

Wszystko to, przesłonięte zostało przez gigantyczny wir, który wciągnął wszystkich uczniów do środka.

Znów powtórzenie.

 

Znaleźli się w małej, średniowiecznej wiosce, którą otaczała wysoka, drewniana zagroda z pali.

Mozna prościej: palisada.

 

 

Poszczególne belki zostały już wyłamane. Wejście orków było już kwestią kilku chwil. Chłopak był już jednak gotowy.

Już dość tego jużenia ;)

 

– Jak długo… m-mnie nie było? – wydukał.

Matka wyglądała przez chwilę, jakby zastanawiała się co ma odpowiedzieć.

– Prawie trzy tygodnie – przemówiła wreszcie. – Byłeś w śpiączce. Lekarze nie wiedzieli co się stało. Toksykologia pokazała, że wziąłeś kilka substancji, których nikt o zdrowych zmysłach by ze sobą nie zmieszał.

Jacek nie miał czasu, aby przetrawić to, co powiedziała do niego matka. Do pokoju wszedł lekarz.

– Jak się czujemy? – zapytał patrząc w jakieś dokumenty. – Mieliśmy szczęście prawda?

– Chyba tak. – Jacek uspokoił się trochę. Cieszył się, że wreszcie obok niego znalazł się prawdziwy doktor, a wszystko to co przeżył w ostatnich dniach, było tylko złym snem.

Strasznie nienaturlna reakcja matki na wybudzenie się syna. Z lekarzem nie lepiej, w końcu pacjent po przedawkowaniu mu się wybudził po trzech tygodniach, a on przychodzi i zagaja jak do kogoś, komu na rękę upadło coś cięzkiego, ale skończyło się tylko na sińcu.

 

Za to przyczepiłabym się do Jacusia, jego wieku, mamy i jej nadopiekuńczości. Ten element opowiadania jest dla mnie zupełnie niewiarygodny. Nie wierzę, że jakakolwiek naprawdę nadopiekuńcza matka (znam kilka) zostawiłaby jedenastolatka samego w domu na tydzień, beztrosko wybywając z partnerem na urlop.

Yep. Śniąca ma rację, to jest cholernie mało prawdopodobne.

 

Pisz dalej, będzie lepiej :) Wiem co mówię.

 

Pozdrawiam serdecznie

Q

Known some call is air am

Dzięki, Outta Sewer :)

Oj, te przecinki. Działam, działam, nadrabiam zaległości z podstawówki powoli. Nie zniechęcam się absolutnie. Już mam kolejny tekst. Pomyślałem, że spróbuję napisać szort. Tym razem już z przecinkologią poprawniejszą.

 

Dobrze przeanalizowałeś tekst. Teraz ja muszę zrobić to samo. Być może, rzeczywiście diler bardziej pasuje do szkoły średniej niż podstawówki.

Przecinków się uczę. Mam nadzieję, że fabularnie będzie coraz lepiej, tylko dlatego, że wciąż mam zamiar pisać… i pisać :)

 

Otwieranie oczu to chyba dość naturalny odruch przy budzeniu sie, po co więc o tym wspominać.

To jest własnie to rozwadnianie treści.

Dzięki za przykład, na początku nie wiedziałem o co chodzi.

 

Strasznie nienaturlna reakcja matki na wybudzenie się syna. Z lekarzem nie lepiej, w końcu pacjent po przedawkowaniu mu się wybudził po trzech tygodniach, a on przychodzi i zagaja jak do kogoś, komu na rękę upadło coś cięzkiego, ale skończyło się tylko na sińcu.

 

Może powinienem podkreślić postać lekarza i bardziej zarysować go na osobę, która ma wszystko w nosie.

Zobaczę ten rekomendowany przez Ciebie, piórkowy tekst.

 

P.S. Za parę dni, wrzucę zaktualizowaną wersję tekstu. Dużo ‘baboli’ będzie poprawionych.

Dzięki za analizę i łapankę. Pomaga mi to bardzo.

Pozdrawiam.

Niezamaco :) Kolejny tekst wrzuć na betę i poproś kogoś o przetrzepanie, zobaczysz, że rzetelny betujacy wyłapie mnóstwo rzeczy, na które czytelnik nie ma czasu lub ochoty. I jeszcze jedno – ta okładka jest niezła, ale bardzo przypomina mi plakat pierwszego filmu "human centipede", a ten źle mi się kojarzy :D

Known some call is air am

Dzięki, kolejny tekst czeka właśnie na poprawę, ale zewnętrzną. Kolejne teksty będą już lecieć na beta. Wróciłem po długim czasie na portal, nie pamiętam żeby betowanie było wtedy dostępne – a może po prostu o tym zapomniałem :)

 

I jeszcze jedno – ta okładka jest niezła, ale bardzo przypomina mi plakat pierwszego filmu "human centipede", a ten źle mi się kojarzy :D

Dzięki :) Rzeczywiście “human centipede” ma identyczny pomysł.

Cześć!

 

Pomysł na opowiadanie jest całkiem niezły. Spodziewałam się jakiejś zbieraniny sennych wizji, ale na szczęście jest tu coś więcej. Zakończenie fajnie domknęło całość. Postać Doktora skonstruowałeś bardzo sprawnie, jest wkurzający i charakterystyczny. Dobrze też zarysowałeś początek i relacje rodzinne. Miejscami można by trochę uszczuplić opisy.

Niestety technicznie nie jest dobrze. Zdarza Ci się zapisywać narrację dialogową, która nie dotyczy postaci wypowiadającej się, co jest mylące.

Łapanki nie robiłam, bo za dużo by tego było, ale:

Tablica zniknęła, razem z zadaniem wyznaczenia długości najdłuższego boku trójkąta prostopadłego.

Chyba o trójkąt prostokątny Ci chodziło.

„Nic wędruje wszędzie, zawsze wyprzedzając coś, a w wielkim obłoku nieświadomości pragnie stać się czymś". T. Pratchett

Cześć, Alicella.

Dziękuję za komentarz. Tak – z tym trójkątem ewidentnie coś jest nie tak, ale wpadka :)

 

Dziękuję za wspomnienie o tym co Ci się podobało i było dobrze. Z Doktora rzeczywiście jestem zadowolony.

Technicznie: już mam przecinkologię prawie ogarniętą i jakieś mniejsze błędy. Do końca tygodnia, wrzucę poprawioną wersję :)

 

Zdarza Ci się zapisywać narrację dialogową, która nie dotyczy postaci wypowiadającej się, co jest mylące.

W to muszę jeszcze zerknąć. Wiem o czym mówisz, muszę to poprawić :)

Dziękuję :)

Tak się składa, że nigdy nie potrafiłam wykrzesać w sobie zainteresowania dla cudzych snów. Gdy ktoś próbował podzielić się ze mną rewelacjami, śnionymi ostatniej nocy, starałam się odwieść go od tego zamiaru, ale nie zawsze się udawało i wtedy cierpiałam. Słuchanie/ czytanie o cudzych snach jest dla mnie równie zajmujące, jak oglądanie filmu z czyjegoś wesela czy innej rodzinnej uroczystości. Własne sny lubię, ale nie dzielę się nimi z nikim. Są moje.

Dlatego Twoje opowiadanie nie zrobiło na mnie szczególnego wrażenia, by nie powiedzieć, że znużyło. Dodam jeszcze, że sprowadzenie fantastyki do wydarzeń przeżywanych w snach i pod wpływem zażycia substancji narkotycznych, całkowicie odziera opowiadanie z rzeczonej fantastyki. Podzielam też zdanie wcześniej komentujących – niespełna dwunastoletni bohater i jego mama, niestety, nie przydali tej historii wiarygodności.

Wykonanie pozostawia sporo do życzenia, ale mam nadzieję, że lektura kolejnego opowiadania okaże się bardziej satysfakcjonująca. :)

 

za­czę­li wy­ty­kać pal­ca­mi tchórz­li­we­go Da­riu­sa. → Albo: …za­czę­li wy­ty­kać pal­ca­mi tchórz­li­we­go Da­riu­sa. Albo: …za­czę­li wy­ty­kać pal­ca­mi „tchórz­li­we­go Da­riu­sa”.

Można wyróżnić cytat lub inny fragment tekstu, używając kursywy albo cudzysłowu, ale nie stosujemy ich jednocześnie.

 

Z przo­du na sie­dze­niu pa­sa­że­ra, sie­dzia­ła matka Jacka. → Nie brzmi to najlepiej.

Proponuję: Z przo­du, na fotelu pa­sa­że­ra, sie­dzia­ła matka Jacka.

 

miało to stwo­rzyć nawyk, który zo­sta­nie au­to­ma­tycz­nie od­two­rzo­ny, rów­nież wtedy gdy spał. Takie py­ta­nie, za­da­ne pod­czas snu, miało obu­dzić jego świa­do­mość i wy­wo­łać świa­do­my sen… → Nie brzmi to najlepiej.

 

za­da­wa­nia sobie py­ta­nia: czy ja śnię?” → Albo kursywa, albo cudzysłów.

 

Chło­pak nie raz wy­obra­żał sobie→ Chło­pak nieraz wy­obra­żał sobie

 

do zo­sta­nia le­ka­rzem było mu da­le­ko. Był chło­pa­kiem… → Nie brzmi to najlepiej.

 

Sta­nął na nogi, gdyż stwier­dził… → Zbędne dopowiedzenie – czy istniała możliwość, aby stanął inaczej, nie na nogi?

Proponuję: Wstał, gdyż stwier­dził

 

Może po pro­stu wa­riu­ję? – po­my­ślał. → Pierwsza litera też powinna być napisana kursywą.

 

za­mknął za sobą drzwi na wszyst­kie zamki. Za­sta­na­wiał się, czy to wszyst­ko mu się wy­da­wa­ło. → Powtórzenie.

 

Za­czął od li­cze­nia pal­ców u swo­ich dłoni. → Czy zaimek jest tu konieczny – czy liczyłby palce cudzej dłoni?

 

sięgnął po ja­ką­kol­wiek książ­kę ku­char­ską matki i za­czął czy­tać. Je­że­li był w sta­nie czy­tać książ­kę, a li­te­ry… → Powtórzenia.

Proponuję: …sięgnął po pierwszą lepszą książ­kę ku­char­ską matki i otworzył. Je­że­li był w sta­nie czy­tać, a li­te­ry

 

Prze­pra­sza­my, nie ma ta­kie­go nu­me­ru” – Spró­bo­wał jesz­cze raz. – „Prze­pra­sza­my, nie ma ta­kie­go nu­me­ru”. → Albo kursywa, albo cudzysłów. Brak kropki po pierwszym zdaniu.

 

małej śre­dnio­wiecz­nej wio­sce, którą ota­cza­ła wy­so­ka, drew­nia­na za­gro­da z pali. → Dwie paczki masła maślanego – wioska jest mała z definicji, a pale nie mogły być inne, jak tylko drewniane. Ponadto słowo zagroda zostało użyte niezgodnie ze swoim znaczeniem.

Proponuję: …w śre­dnio­wiecz­nej wio­sce, otoczonej wysoką palisadą/ wysokim częstokołem.

 

Mag wi­docz­nie już im nie po­mo­że – stwier­dził Jack, spo­glą­da­jąc na ciało le­żą­ce parę me­trów dalej. – Nie dał rady po­ko­nać orków, ale ścią­gnął tuzin uczniów z in­ne­go świa­ta przez ma­gicz­ny por­tal. → Druga półpauza jest zbędna. Tu znajdziesz wskazówki, jak zapisywać myśli bohaterów.

Skoro rzecz dzieje się w średniowiecznej wiosce, nie używałabym metrów.

Proponuję: Mag wi­docz­nie już im nie po­mo­że – stwier­dził Jack, spo­glą­da­jąc na ciało le­żą­ce nieopodal. Nie dał rady po­ko­nać orków, ale ścią­gnął tuzin uczniów z in­ne­go świa­ta przez ma­gicz­ny por­tal.

 

Brama wej­ścio­wa za­dy­go­ta­ła od ude­rze­nia. → Zbędne dopowiedzenie. No, chyba że była tam również druga brama – wyjściowa.

 

 A może mu się to tylko prze­sły­sza­ło?A może się tylko prze­sły­sza­ł?

 

nawet Da­rius.

Po chwi­li jed­nak za­pa­no­wa­ła cisza. Nawet szum… → Powtórzenie.

 

Nie tak to sobie za­pla­no­wa­łem. Jak to jest moż­li­we? → Albo kursywa, albo cudzysłów.

 

– Widzę, że cięż­ko cię zabić. → – Widzę, że trudno cię zabić.

 

Chciał go prze­ciąć w pół→ Chciał go prze­ciąć wpół

 

Spod jego ko­szul­ki na krót­ki rękaw… → Spod krótkiego rękawa koszulki… Lub: Spod rękawa T-shirta

 

śpie­szą się z tylko im wia­do­mych po­wo­dów. → Dwa grzybki w barszczyku.

Wystarczy: …śpie­szą się z tylko im wia­do­mych po­wo­dów.

 

Ban­kier? Urzęd­nik? Na pewno nie na­uczy­ciel. Zbyt do­brze ubra­ny” → Albo kursywa, albo cudzysłów. Brak kropki po ostatnim zdaniu.

 

Miał na sobie do­pa­so­wa­ny gar­ni­tur i drogi ze­ga­rek na nad­garst­ku. → Czy można dostrzec zegarek na nadgarstku mężczyzny ubranego w marynarkę i jeszcze stwierdzić, że jest to drogi czasomierz?

 

Męż­czy­zna zo­rien­to­wał się, że chło­pak go ob­ser­wu­je. Spoj­rzał na niego i przez uła­mek se­kun­dy, jego twarz zu­peł­nie się zmie­ni­ła. Skóra zro­bi­ła się blada jak ścia­na, oczy czar­ne, a z ust wy­ło­ni­ły się dłu­gie zę­bi­ska. → Nadmiar zaimków. Siękoza.

 

Wstał z ławki i już chciał ru­szyć w dal­szy spa­cer… → Raczej: Wstał z ławki i już chciał kontynuować spa­cer

 

Gdzie­kol­wiek Jacek się nie obej­rzał, wi­dział po­two­ry.Gdzie­kol­wiek Jacek nie spojrzał, wi­dział po­two­ry.

 

Wy­cią­gnął klu­cze od domu i za­czął ciąć nimi swój nad­gar­stek… → Zbędny zaimek.

 

Wbił swoje ostre szpo­ny w przed­ra­mię chło­pa­ka. → Zbędny zaimek.

 

Zo­ba­czył po­chy­lo­ną nad nim ko­bie­tę. → Zo­ba­czył po­chy­lo­ną nad sobą ko­bie­tę.

 

Chwi­lę za­ję­ło mu, aby od­zy­skać ostrość wi­dze­nia. → Chwi­lę trwało, nim odzyskał ostrość wi­dze­nia.

 

Pod­wi­nął szyb­ko rękaw ko­szu­li. → Chłopak jest w szpitalu, czy tu aby nie miało być: Pod­wi­nął szyb­ko rękaw piżamy.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Hej, regulatorzy.

Początek Twojej wypowiedzi, świadczy o tym, że ten tekst jest zupełnie nie dla Ciebie. Okej – rozumiem, szanuję. Ja lubię takie klimaty, na pewno tekstów związanych w jakiś sposób ze snem, będzie z mojej strony więcej.

 

Podzielam też zdanie wcześniej komentujących – niespełna dwunastoletni bohater i jego mama, niestety, nie przydali tej historii wiarygodności.

Przyjmuję. Dzięki :)

Dodam jeszcze, że sprowadzenie fantastyki do wydarzeń przeżywanych w snach i pod wpływem zażycia substancji narkotycznych, całkowicie odziera opowiadanie z rzeczonej fantastyki.

 

Tutaj chodziło o coś więcej. Zakładam jednak, że tekst był dla Ciebie zbyt nużący, aby się w niego wgłębiać, albo nie udało mi się przekazać tego, co chciałem przekazać.

 

Dzięki za łapankę. Będzie poprawiane.

Pozdrawiam

Tak, Ramshiri, masz rację – to opowiadanie zupełnie nie dla mnie. Ale cóż, zaczęłam czytać i wyłapywać usterki to i dotrwałam do końca, choć, jak sam zauważyłeś, chyba nie zgłębiłam tematu należycie.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Tym bardziej dziękuję. Temat był dla Ciebie mało interesujący, ale dotrwałaś do końca z łapanką :)

Taka byłam dzielna! ;D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Hej, hej,

 

fajne to :) Podoba mi się. Płynnie piszesz, ciekawie, nie widzę jakichś rażących błędów, czegoś co mnie by odrzucało. Ta wymienność światów całkiem fajnie zagrała, przechodzenie jednego świata w drugi zgrabnie to opisałeś.

 

Pole do marudzenia jest jednocześnie ogromne.

Przede wszystkim sam temat nie grzeszy oryginalnością, od “Rycerza Klielichów” Piekary, poprzez Matrix, film “Złote dziecko”, “Incepcję”. Jest tego sporo, a Twoja realizacja nie jest jakaś najlepsza, no sorry ;)

Druga sprawa, masz nieźle opisany główny wątek, ale gubisz gdzieś poboczne. Nowy partner matki biorący środki nasenne, to potencjał na stworzenie pierwszoprzędnego konfliktu z bohaterem, podobnie nadopiekuńcza matka, na koledze brutalu skończywszy. Rozprawiasz się z każdym z nich jednym zdaniem, a mógłbyś wokół tego zbudować bardzo fajne tło dla tych orków, olbrzymów i innych fantastycznych realiów.

 

No i mała pierdółka:

Jack zwrócił się do biednych chłopów: – Dajcie mi zbroję i miecz.

A jak biedne chłopiny oręż przyszykowały, skąd miały? Może też rumaka bojowego, co orków we wstrętne pyski kąsa mieli?

 

Pozdrawiam i życzę powodzenia!

Che mi sento di morir

BasementKey.

Dziękuję za komentarz, za wszystkie pozytywy i za wytknięcie problemów.

Obawiałem się, że lecąc z pobocznymi wątkami, wszystko urośnie mi dwukrotnie i zanudzi czytelnika.

A jak biedne chłopiny oręż przyszykowały, skąd miały? Może też rumaka bojowego, co orków we wstrętne pyski kąsa mieli?

Tutaj, moim założeniem było, że sen nie jest logiczny. Może powinienem iść raczej w kierunku tego, że zbroja sama się na nim pojawiła, albo błyszczała w oddali czekając na bohatera. :)

 

Dziękuję i pozdrawiam :)

Dziękuję serdecznie za wszystkie łapanki i komentarze.

Wrzuciłem dużą aktualizację. Sporo błędów zostało poprawionych.

 

Pozdrawiam :)

Ho! Ho! Horror, więc jestem, dzień doberek. 

 

Ta perspektywa była dla Jacka na tyle nieatrakcyjna, że zwlókł się powoli z łóżka i posłusznie zaczął szykować.

-> Tylko co szykować? – zaczął się szykować.

→ Już wiadomo, że się zwlókł, raczej więc nie szybko.

 

ale w sumie to wszystko było mu obojętne. Nawet życie było mu obojętne.

→ Niezbyt to brzmi. A zresztą skoro wszystko było mu obojętne, to wszystko, w tym życie ;p

 

 

Reszta jest w zamrażarce. Dodatkowo zostawiłam trochę pieniędzy tam, gdzie się umówiliśmy,

→ Matka niezłym szyfrem nawija. Naturalnie powiedziałaby konktetnie gdzie, więc na tym etapie śmiem podejrzewać, że jej facet to mały złodziejaszek. 

 

Ich związek był na tyle świeży, że matka, zdecydowała się na zostawienie dwunastolatka samego, co oczywiście mu nie przeszkadzało. Pusty dom otwierał nowe możliwości. To oznaczało dla nastolatka więcej niezdrowej żywności oraz spania.

→ Hmmm, wiem że czasami zamienniki trudno wynaleźć, aby się nie powtarzały, ale tu niezbyt to wygląda. Jeszcze ten nastolatek, jakoś jakoś, ale dwunastolatek wtrącony po kilkukrotnym powtórzeniu “nastolatek”? 

 

– Mamo, przestań – jęknął nastolatek. – Mam już prawie dwanaście lat. Dam radę.

→ No właśnie tu pokazujesz to okej – w dialogu, w rozmowie, więc to wcześniejsze bym wywalił, bo sztywno nieco. 

 

– Oczywiście, Jacusiu – odpowiedziała matka ze słodyczą w głosie. – Ale w razie czego numer zostawiłam ci na lodówce.

 

→ Wiedziałem! Jej partner to złodziejaszek. Numer nagle na lodówce, a pieniądze tam gdzie się umawialiśmy xD 

 

Wujek Google również w tym przypadku okazał się niezwykle pomocny.

To określenie bym wyrzucił jak najprędzej. Psuje atmosferę czegoś, co ma być horrorem. 

 

Jacek zatrzymał się jak wryty. Był już bardzo blisko szkoły i zobaczył z daleka Dariusa – tego samego, którego nazwał tchórzem w swoim ostatnim śnie. Aż uśmiechnął się na tę myśl.

Darius to dzieciak, który od zerówki chodził z nim do tej samej klasy.

→ Często nadużywasz który. Druga sprawa – główny bohater to po prostu Jacek, a ten Darius. Nie pasuje mi jakoś. Najpierw myślałem, że literówka i miało być Dariusz. EDIT: Okej, czytałem dalej rozumiem, że rodzice mieli niezły kaprys z tym imieniem. Soł weird, jakby powiedział doktorek.

 

 

– Wiesz, który jest ałer?! – zapytał zdenerwowany głos w słuchawce. – Dlaczego mnie budzisz?

→ Ah ta angielszczyzna Doktorka. Pewnie powiedziałby która.

 

 

Na jego ramieniu, dokładnie w miejscu gdzie złapał go ork, widniał duży fioletowy ślad po dłoni ze szponami. Jacek dotknął delikatnie sińca. Zabolało.

Musiałem się gdzieś uderzyć.

 

→ Ten optymizm Jacka mnie powalił :D 

 

No to tak – plusy i minusy będę wymieniał naprzemiennie. 

Przede wszystkim zacznę od tematyki – jest ciekawa. Świadome sny itd. Ciekaw byłem w jakiej formie przedstawisz coś, co jest dobrym pomysłem na horror. Tak więc za sam pomysł plus. 

Minus – groza. Jest jej mało. Brakuje mi jakiejś zapadającej w pamięć niepokojącej sceny. Co prawda są potworki, ale sam fakt ich występowania zbytnio nie broni czegoś co ma być horrorem. Tak więc jako opowieść grozy już od samej narracji, która nie stara się być jakoś creepy, gatunku tego nie doświadczyłem. To nie oznacza, że to opowiadanie nie może być czymś innym, dramatem itd, czymkolwiek innym. Jednak widząc tag Horror, musiałem się odnieść. Zwłaszcza postać dillera/doktorka psuje jakikolwiek nastrój tego gatunku i jego luzackie odzywki. 

Plus – historia mimo wszystko interesująca. W sensie czytałem za jednym podejściem, ciekawy jak to się wszystko potoczy. 

Postaci – pół na pół. Z jednej strony nie rażą, a z drugiej strony mało o nich wiemy. Nadopiekuńczą matkę jakoś opisałeś, ale jego partnera to ani słowa chyba. Oprócz tego, że musi być złodziejaszkiem to ja nic o nim nie wiem ;p Rozumiem więc, że był neutralny/nijaki. Ale dla historii równie dobrze mogłoby go nie być i tyle by to zmieniło, co nic. 

Sny – cholera, czemu te orki i smoki – liczyłem na coś mroczniejszego, chociaż wiem, że to dwunastolatek, ale tak to hmmm… Ja w wieku 12 lat pewnie bym chciał usnąć i przeżyć coś ciekawszego ;p Ale okej, mógł lubić fantasy i nic mi do tego. 

Mały plusik – fajne jest to, że nazywa się Jacek, a we śnie jest Jackiem. Drobna rzecz, ale nieco pokazuje nam bohatera i to że nie chce być tym kim jest – więc plus. 

Styl – bywa różnie. Raz jest to napisane lepiej, raz gorzej, zależy od sceny. Jednak nie napotkałem się na takie błędy, które by mi psuły piątkowe czytanko. 

Plus – okładka, jest okej.

Podsumowując – jak dla mnie historia, która prosi się o rozbudowanie. Bardziej dramat niż horror i motyw dzieciaka uciekającego w sny, aby być tam kimś innym niż jest. Niby mamy tu podbudowę, że matka się nim nie interesuje zbytnio (niby jest nadopiekuńcza, ale chyba tylko w kwestii pełnego brzucha syna). Mamy dzieciaka, który jest gnębiony w szkole – okej, ma to podbudowę pod ucieczkę w sny, więc na plus.

Na pewno nie straciłem czasu na tym tekście, choć nieco pomarudziłem. U góry zapodałem kilka rzeczy, które mi nie pasowały. Tak więc ogólnie – pomysł niezły, bo temat opowiadania ciekawy, z powyższymi, małymi ALE ;)

 

 

Do góry głowa, co by się nie działo, wiedz, że każdą walkę możesz wygrać tu przez K.O - Chada

Dzień doberek, NearDeath :)

Odnosząc się do łapanki, zrobiłem już poprawki, przynajmniej większość. Części, nie zrobiłem. Już mówię o co chodzi:

 

Reszta jest w zamrażarce. Dodatkowo zostawiłam trochę pieniędzy tam, gdzie się umówiliśmy,

→ Matka niezłym szyfrem nawija. Naturalnie powiedziałaby konktetnie gdzie, więc na tym etapie śmiem podejrzewać, że jej facet to mały złodziejaszek. 

Tu bym jednak nic nie zmieniał. Są ludzie, którzy nie powiedzą na głos nic co dotyczy pieniędzy, jeżeli nie są w domu. Dla mnie to naturalne, żeby powiedzieć “tam gdzie zawsze”, albo “tam gdzie się umawialiśmy”. Jestem dziwny? ;P (jak potwierdzisz, to pewnie zmienię :))

 

Wujek Google również w tym przypadku okazał się niezwykle pomocny.

To określenie bym wyrzucił jak najprędzej. Psuje atmosferę czegoś, co ma być horrorem. 

Chodzi o cały zwrot “wujek google” a nie samo “google”? Wyrzuciłem wujek, choć mógłbym równie dobrze zmienić w całym tekście na “wyszukał”, “przeglądarka” itp. Bo google, występuje w kilku miejscach.

 

EDIT: Okej, czytałem dalej rozumiem, że rodzice mieli niezły kaprys z tym imieniem. Soł weird, jakby powiedział doktorek.

Tak, jakby dali mu “Brajanek” to byłoby bardziej na czasie… soł weird :)

 

– Wiesz, który jest ałer?! – zapytał zdenerwowany głos w słuchawce. – Dlaczego mnie budzisz?

→ Ah ta angielszczyzna Doktorka. Pewnie powiedziałby która.

Tu zostawiłem jak było. Po prostu miałem znajomego, który tak mówił.

 

 

O plusach i minusach:

 

Minus – groza. Jest jej mało. Brakuje mi jakiejś zapadającej w pamięć niepokojącej sceny. […] Tak więc jako opowieść grozy już od samej narracji, która nie stara się być jakoś creepy, gatunku tego nie doświadczyłem. To nie oznacza, że to opowiadanie nie może być czymś innym, dramatem itd, czymkolwiek innym.

Przyjmuję i przyznaję rację.

 

Plus – historia mimo wszystko interesująca. W sensie czytałem za jednym podejściem, ciekawy jak to się wszystko potoczy. 

 

To cieszy mnie najbardziej :)

 

Sny – cholera, czemu te orki i smoki…

Zgadza się, dwunastolatek. Myślę, że w temacie tego, że był poniżany przez kolegę z klasy, to najlogiczniejszym rozwiązaniem było dla mnie to, że chciałby poniżyć tego drugiego. Plus pokazać się przed całą klasą “patrzcie, nie jestem przegrywem!” Jako dwunastolatek, który praktykował LD, mogę powiedzieć, że latanie było jednym z ciekawszych przeżyć. Niestety nie pasowało mi to do historii, którą chciałem opowiedzieć.

 

Mały plusik – fajne jest to, że nazywa się Jacek, a we śnie jest Jackiem. Drobna rzecz, ale nieco pokazuje nam bohatera i to że nie chce być tym kim jest – więc plus. 

 

Mega dziękuję. Miałem nadzieję, że ktoś to zauważy :)

 

Podsumowując

Serdecznie dziękuję :) Bardzo pozytywnie odbieram Twój komentarz. Mam jeszcze sporo do nauczenia.

 

Jednak widząc tag Horror, musiałem się odnieść.

Mam już mocny horror w planach. Też w tematyce snu. W takim razie, na pewno jeszcze nasze drogi się skrzyżują :)

 

Pozdrawiam :)

Chodzi o cały zwrot “wujek google” a nie samo “google”?

→ Tak jest. To tak nie pasuje, że aż boli

 

Tu bym jednak nic nie zmieniał. Są ludzie, którzy nie powiedzą na głos nic co dotyczy pieniędzy, jeżeli nie są w domu. Dla mnie to naturalne, żeby powiedzieć “tam gdzie zawsze”, albo “tam gdzie się umawialiśmy”. Jestem dziwny? ;P (jak potwierdzisz, to pewnie zmienię :))

→ Tylko zaznaczę, że to czy autor coś zmieni, to tylko i wyłącznie jego sprawa i nic mi do tego. Wszelkie uwagi, of course subiektywne ;) 

Co do kasy – jeny, jakie tabu nawet na fakt, że nie są w taksówce, a w swoim aucie ;p Ale dobra, to są takie już pierdółki. 

 

Jestem dziwny? ;P (jak potwierdzisz, to pewnie zmienię :))

→ Aj dont noł, maj frend. 

 

Bardzo pozytywnie odbieram Twój komentarz.

→ Taki właśnie jest. To znaczy zrzędzę i marudzę, bo trzeba mieć jakieś hobby. 

 

Mam już mocny horror w planach. Też w tematyce snu. W takim razie, na pewno jeszcze nasze drogi się skrzyżują :)

→ W takim razie – skrzyżują się ;) 

 

Poza tym – polecam do biblioteki, bo mimo wszystko, mimo wad – odbiór i ciekawość podczas czytania przeważyły. 

 

 

 

Do góry głowa, co by się nie działo, wiedz, że każdą walkę możesz wygrać tu przez K.O - Chada

→ Tak jest. To tak nie pasuje, że aż boli

Okej, w takim razie już działam nad tym googlem :)

Edit: poprawione

 

→ Tylko zaznaczę, że to czy autor coś zmieni, to tylko i wyłącznie jego sprawa i nic mi do tego. Wszelkie uwagi, of course subiektywne ;) 

Co do kasy – jeny, jakie tabu nawet na fakt, że nie są w taksówce, a w swoim aucie ;p Ale dobra, to są takie już pierdółki. 

Dzięki, zostanę przy swoim w takim razie. To jest usprawiedliwione tym bardziej, jeżeli miejsce, gdzie zostawia się gotówkę jest zawsze to samo. Nie jest to bezpieczniejsze, ale ludzie tak robią :) Chrzanić logikę.

 

→ Aj dont noł, maj frend. 

Dzięki za potwierdzenie :p

→ Taki właśnie jest. To znaczy zrzędzę i marudzę, bo trzeba mieć jakieś hobby. 

Ciekawe hobby :) No, ale jeżeli tak lubisz, to no problemo.

 

→ W takim razie – skrzyżują się ;) 

;)

 

Poza tym – polecam do biblioteki, bo mimo wszystko, mimo wad – odbiór i ciekawość podczas czytania przeważyły. 

Serdecznie dziękuję!!! Miło mi bardzo :)

 

 

 

 

Hmmm. Nie przemówiło do mnie. Chyba przede wszystkim z powodu bohaterów – nie cierpię głupich postaci w literaturze. Czytanie o nich bardzo mnie męczy (“nie podchodź do byka od przodu, do konia od tyłu, a do idioty z żadnej strony”). A tutaj dwunastolatek ćpa i sam nie wie co, a mamusia dostała takiego małpiego rozumu, że zostawiła gówniarza samego. Do tego z telefonem do znajomej zamiast ściągnąć kogoś z rodziny, przyjaciółkę, kogokolwiek. No i sama powinna dzwonić kilka razy dziennie.

Mnie też się wydaje, że 12 lat to za mało na kontakty z dilerem. Jeszcze za wcześnie na nastoletni bunt i szukanie własnych rozwiązań, jeszcze za mało kasy, żeby sobie pozwolić na takie zabawy, jeszcze za ścisła kontrola dorosłych…

Walki z orkami wydawały mi się strasznie infantylne – sam pokonuje pół armii, taktyka otwarcia bramy jest idiotyczna… Ja wiem, że to sen i nie musi być logiczny, ale widać, że bohater to jeszcze dzieciak i Harry’ego Pottera mu czytać, a nie łykać prochy.

Tematyka bardzo ciekawa – świadome śnienie to coś oryginalnego w literaturze.

Technicznie – nie jest źle.

Opowiadanie ma swoje zalety, a że mi nie przypasowało, to już niczyja wina.

Edytka: I jeszcze podejrzanie szybko znalazł dużo informacji o paraliżu sennym. Przypuszczam, że gdybym sama próbowała coś wyguglać, to najpierw bym napotkała reklamy, potem znalazła jakieś podstawy na Wikipedii, a dopiero potem dogrzebała się do ciekawych artykułów (o ile w ogóle są dostępne). I to niekoniecznie po polsku. Tu Jacuś sobie poradził nadspodziewanie dobrze i dojrzale.

Babska logika rządzi!

Nowa Fantastyka