- Opowiadanie: dawidiq150 - Anomalia w jeziorze

Anomalia w jeziorze

Długo pracowałem i jestem ciekawy jak wyszło. Proszę czytajcie i zostawiajcie komentarz :)))

Dyżurni:

Finkla, joseheim, beryl

Oceny

Anomalia w jeziorze

Parking przy basenie, który wyłonił się zza zakrętu był całkiem pusty. Marek siedzący za kółkiem czerwonego Fiata Brava i jego żona Krystyna zajmującą miejsce obok zrozumieli, że dzisiaj mają pecha.

– Przeczytajcie co pisze na tablicy. – Marek zwrócił się do trójki dzieci, które siedziały z tyłu. – Dlaczego jest zamknięte?

– Ja zobaczę – krzyknęła najstarsza Małgosia, następnie wyskoczyła z auta i pobiegła w stronę bramy. Gdy po chwili wróciła oznajmiła:

– Jest w likwidacji!

– I co teraz? – Krystyna spytała męża.

– Wiem, że niedaleko jest jezioro, pojedźmy tam, może znajdziemy jakieś kąpielisko.

– Dobrze – zgodziła się, a Marek zawrócił samochód i z powrotem pomknęli tą samą drogą, którą tu przybyli.

Jechali przez piętnaście minut, aż ujrzeli na poboczu drogi samochody, a także ludzi w mniejszych i większych grupkach, podążających jak się domyślali w stronę jeziora.

Po chwili dojechali do placu, na którym stała już maksymalna ilość aut. Musieli zawrócić i poszukać miejsca gdzie indziej.

Gdy zaparkowali bezpiecznie samochód obok rzędu innych, zabrali ręczniki, koce i prowiant razem z termosem pełnym herbaty, następnie udali się tam, gdzie szli napotkani ludzie. Po chwili dotarli do celu. Chętnych do kąpieli było tu bardzo wielu. Miejsce jednak było niezagospodarowane, można powiedzieć „na dziko”. Żadnych sklepów, ubikacji, nikt nie pobierał opłat, nie było ratownika. Wyglądało to zagadkowo.

Marek i Krystyna wraz z dziećmi rozłożyli się w pobliżu innego podobnego do nich młodego małżeństwa posiadającego dwójkę kilkuletnich chłopców.

Gdy Katarzyna, Mirek i Małgosia zaczęli się rozbierać, przygotowując do wejścia do wody, Krystyna zagadnęła do kobiety.

– Dzień dobry! Jesteśmy na wakacjach, trafiliśmy tu przez przypadek. Czy może pani powiedzieć nam coś o tym miejscu? Dziwne, że jest tu tyle ludzi, a obszar nie jest zagospodarowany.

Ta uśmiechnęła się przyjaźnie i odparła:

– Jezioro nie było popularne, aż do momentu kiedy, woda zrobiła się bardzo ciepła. Takie tłumy przychodzą tu zaledwie od dwóch tygodni.

 

&&&

 

Pokąpali się i kilka godzin później, wracając do swojego hotelowego apartamentu Krystyna powiedziała niby mimochodem, lecz naprawdę nie dawało jej to spokoju:

– Jak to możliwe, że woda tak mocno się ogrzała? To wydaje się dziwne. Po urlopie muszę to zbadać.

Krystyna była naukowcem. Miała olbrzymią biologiczno-chemiczną wiedzę i niezwykle bystry umysł. W kolejne trzy dni, do końca wakacyjnego pobytu codziennie przyjeżdżali, by zażywać kąpieli w ciepłym jeziorze, a ona przy pomocy termometru dokonała pomiarów temperatury wody.

 

&&&

 

Pięć dni później.

 

– Miałam rację – powiedziała Krystyna do męża od razu po powrocie z pracy – woda w tamtym jeziorze nie mogła w naturalny sposób tak bardzo się ogrzać. Dokonałam szczegółowych obliczeń. Trzeba zbadać co wywołało ocieplenie.

– A czego się spodziewasz? – spytał zaciekawiony Marek.

– Właśnie chodzi o to, że nie mam pojęcia, dlatego tak mnie to interesuje. Wyjeżdżam po jutrze.

 

&&&

 

Krystyna zabrała ze sobą czterech znajomych z instytutu, w którym razem pracowali. Wszyscy wcześniej zapoznali się z jej obliczeniami. Temperatura wody przekraczała o dwanaście stopni najwyższą możliwą do osiągnięcia w takich warunkach pogodowych jakie zaistniały. Byli co do tego zgodni.

Podróż przebiegła bezproblemowo i przybyli na miejsce. Teren przy jeziorze był jak poprzednio pełny amatorów kąpieli. Każdy naukowiec pobrał własną próbkę wody, następnie udali się do wynajętego mieszkania, w którym rozłożyli sprzęt i rozpoczęli badania.

 

&&&

 

Dokładna analiza próbek potrwała około godziny. Okazało się, że woda z jeziora nie zawiera żadnych związków, których występowanie wyjaśniłoby tajemnicę.

– Musimy rozwiązać tą zagadkę – powiedziała badaczka uparcie – trzeba będzie zanurkować, tam musi coś być.

Z piątki naukowców jedynie Radek był doświadczonym nurkiem, właśnie dlatego Krystyna zabrała go ze sobą. Po zjedzeniu obiadu w pobliskiej restauracji, wsiedli do samochodu i ponownie pojechali nad jezioro.

Udali się w miejsce, oddalone od zaludnionego kąpieliska. Niezwłocznie Radek zaczął się przygotowywać do swojego zadania.

Chwilę później, z płetwami na stopach, i niewielką butlą z tlenem umocowaną na plecach, a także maską, do której przymocowana była kamera, wszedł do wody.

Czynność okazała się jednak nieco kłopotliwa, normalnie nurek korzysta z łodzi i od razu jest w głębokiej wodzie. Minęło więc kilka minut zanim Radek zanurzył się i zniknął pod wodną powierzchnią.

 

&&&

 

Po pół godzinie naukowcy ujrzeli wynurzającego się z jeziora kolegę. Gdy tylko stanął na lądzie i zdjął sprzęt do nurkowania zaczęli domagać się relacji.

– Spokojnie zaraz wam wszystko opowiem. Na dnie jeziora rzeczywiście jest coś niezwykłego.

Wsiedli do samochodu i ruszyli z powrotem do wynajętego mieszkania a Radek zaczął mówić:

– Na dnie, kawałek od brzegu, rozrosły się jakieś dziwne białe rośliny. Całość z daleka przypomina jakby rafę koralową z tym, że o jednolitej barwie. Potem zobaczyłem ławicę jakichś różnokolorowych żyjątek, które po zbliżeniu się do nich rozproszyły się… nie to złe słowo, one po prostu zniknęły. Gdy podpłynąłem bliżej do kolonii białych roślin, odczułem, że woda jest tu znacznie cieplejsza.

Pomyślałem, że rosną tam dwa gatunki. Jedne kształtem przypominały wielkie tulipany, reszta miała płatki i czerwone wnętrze jak u stokrotek. Gdy się im przyglądałem, nagle jeden z tysięcy tych dziwnych okazów otworzył się i wydostały się z niego te same kolorowe żyjątka, które spotkałem chwilę wcześniej. Te nie zniknęły, jedynie rozproszyły się, by ponownie złączyć się ze sobą parę metrów dalej. Podpłynąłem bliżej, i w końcu dotknąłem jednego z kwiatów. Był tak gorący, że odruchowo cofnąłem dłoń. Bardzo to wszystko dziwne. Co zrobimy dalej? Chyba trzeba zacząć oficjalne badania.

I po obejrzeniu filmu, który nagrał Radek, wszyscy zdecydowali, że należy opowiedzieć o odkryciu dyrektorowi ich instytutu.

 

&&&

 

Tydzień później w jeziorze zakazano kąpieli. Na miejsce zjechała się grupa wykwalifikowanych naukowców. Wypłynięto pontonem na środek zbiornika i pięciu płetwonurków wskoczyło do wody.

Posiadali kamery na bieżąco przekazujące obraz i radio, dzięki któremu mogli rozmawiać, z tymi którzy nadzorowali ekspedycję będąc na lądzie.

Każdy z nurków miał nieco inne zadanie. Dwudziestosześcioletni Krystian wysłany został, by zdobyć próbkę dziwnej, białej rośliny, która wyglądała jak koralowiec. Kilku z przybyłych biologów sądziło, że to jest po prostu inna odmiana rafy. Jednak te sugestie nie były niczym poparte, pomijając podobieństwo w wyglądzie.

Po zanurkowaniu, przez chwilę zbliżał się do dziwnej rośliny, która porastała dno. Był podekscytowany i cieszył się, że wybrano go do tej roboty, pierwszy raz pracował przy tak ciekawym projekcie. Zresztą jak inni, gdyż spotkanie nowych gatunków fauny, bądź flory nie zdarzało się często, przynajmniej nie na tym kontynencie.

Dłońmi, na których miał chroniące przed oparzeniem rękawiczki chwycił biały kwiat i go oderwał. Nie musiał użyć do tego wielkiej siły. Było to jak wyrwanie chwastu. W falującej białej ścianie znajdowała się teraz luka, w której widać było srebrzystą powierzchnię. Natomiast kwiat u dołu posiadał malutkie czarne korzonki.

Każdy z nurków zaobserwował pewną rzecz i opisał później w taki sam sposób. Co jakiś czas, białe kwiaty otwierały się, pokazując czerwone wnętrze i wydalały z siebie coś, co musiało być nasionami. Te dziwne kolorowe drobinki jednak czasami znikały a czasami rozpraszały się by połączyć kawałek dalej w coś na kształt ławicy.

 

&&&

 

Wszyscy pracowali cały dzień, a wieczorem odbyła się konferencja, na której podsumowano zdobytą wiedzę.

Każdy płetwonurek opowiedział co odkrył. Ustalono kilka niepodważalnych faktów. W jeziorze znajduje się dużych rozmiarów głaz obrośnięty przez nieznany gatunek rośliny, głaz ten nie wiadomo jak głęboko sięga w głąb dna jeziora. Za podniesienie temperatury wody odpowiada niezwykła roślina, która właśnie teraz przekwita rozsiewając zarodniki.

 

&&&

 

Następnego dnia rano zaplanowano odkruszenie srebrzystej skały w celu zbadania jej. Płetwonurkowie wzięli się więc za oczyszczanie kawałka powierzchni głazu z roślinności. Natrafili jednak na regularne wyżłobienie. Było to bardzo ciekawe odkrycie, ale przekonano się o tym dopiero chwilę później. Wyżłobienie miało trzy centymetry szerokości i było idealnie równe. Nurkowie zaczęli wyrywać białe rośliny, tak by zobaczyć dokąd ciągnie się prosta linia. A linia w pewnym momencie załamała się pod kątem dziewięćdziesięciu stopni.

Nurkowie przez radio dostali nakaz, by oczyścić jak największą powierzchnię z białych kwiatów. Ci zaczęli to robić i już po kwadransie odkryto dość duży obszar. Okazało się, że wyżłobienie ciągnie się do wewnątrz mulistego dna, lecz w miejscu, gdzie stykało się z nim można było zauważyć dziwny żółty osad. Z tego miejsca sączyła się jakaś ciemna substancja, która jednak mieszała się z wodą i traciła swoja barwę kilka centymetrów dalej.

 

&&&

 

– To wydaje się niemożliwe, a jednak dowody są niepodważalne. Do diabła, na dnie tego jeziora spoczywa wrak UFO. – powiedział Jacek Klak główny przewodniczący ekipy badawczej do zgromadzonych na konferencji.

Ta wiadomość rozniosła się z szybkością błyskawicy po okolicach, a następnego dnia wiedział to już cały świat.

Trwały dyskusje jak najlepiej zabrać się do badań, do których wszyscy się palili. Wygrał pomysł wypompowania wody z jeziora. Niezwłocznie zaczęto więc przywozić ciężarówkami pompy a że od razu znalazło się wielu sponsorów, chcących dołożyć do badań swoją cegiełkę i przyspieszyć je, codziennie przywożono nowe pompy. Po czterech dniach pracowało ich już ponad trzy tysiące i widać było efekt. Jedna trzecia wody została wyciągnięta i czarnymi gumowymi rurami przetransportowana do rowów melioracyjnych a także po prostu rozsączona po pobliskich gruntach.

Następnego dnia poziom jeziora opadł na tyle, że domniemane UFO zaczęło się wyłaniać. Niewielka jeszcze, srebrna powierzchnia odbijała ranne promienie słońca.

W oddalonym o sześćdziesiąt siedem kilometrów Krakowie przygotowywano miejsce i formowano zespół ludzi, którzy mieli pracować nad wrakiem UFO i ewentualnie nad tym co może znajdować się w środku. Wśród tych naukowców byli nie tylko Polacy, co prawda decyzja należała do tego, kto znalazł statek, ale na świecie żyło masę wybitnych ludzi z kwalifikacjami dużo wyższymi, niż ci co byli pod ręką.

Po całkowitym osuszeniu jeziora potrudzono się by wydobyć z mułu cały wrak. Teraz widoczny był w pełni. Zanim zabrano się za otwarcie statku, oczyszczono go z obrastającej rośliny i piasku a także dokonano pomiarów.

Był długi na czterdzieści metrów, Składał się z czterech segmentów. Przypominał pociąg z trzema wagonami różniącymi się od siebie wielkością i kształtem. Pierwszy wyglądał na kadłub, następna część była największa; dwanaście metrów długości, siedem szerokości i pięć wysokości. W trzecim segmencie po bokach, znajdowały się dysze – kwadratowe rury, w liczbie trzech po obu stronach. Ostatnia część była tą, gdzie zauważono wyciek czarnej substancji. Jak się potem okazało służyła za zbiornik paliwa.

 

&&&

 

Nie było powodów by dalej przeciągać to, na co czekali wszyscy, czyli otwarcie wraku i zajrzenie do środka. W całym statku obcych, znajdowały się jedynie jedne drzwi., umiejscowione po lewej stronie w drugim, największym segmencie. Nie było stu procent pewności, że właśnie to są, drzwi ale wszystko na to wskazywało. Wypukłej powierzchni otoczonej wyraźnym wyżłobieniem o kształcie prostokąta o wymiarach dwa metry i sześćdziesiąt trzy centymetry wysokości i metr pięćdziesiąt trzy szerokości nie dało się nie zauważyć. Okazało się jednak, że nie łatwo jest je otworzyć. Do akcji wkroczyli spawacze próbujący laserami naciąć powierzchnię by następnie podważyć klapę. Okazało się to bardzo trudne i pracochłonne. Dzień chylił się ku końcowi i trzeba było robotę odłożyć do rana.

Rano z werwą kontynuowano pracę. W pewnym momencie jeden z robotników przerwał i krzyknął do towarzyszy:

– Chyba udało mi się przebić do wnętrza. – odłożył swój laser i przybliżył twarz do miejsca, które ciął. Jego twarz wykrzywił grymas. – Strasznie śmierdzi – powiedział.

– Nie wąchaj, to może być trujące – strwożył się jego kolega.

Jednak już chwilę później naukowcy określili, że ta mieszanina gazów jest nie szkodliwa dla ludzi. Znający się na rzeczy od razu wiedzieli, że taki zapach wydają rozkładające się zwłoki, czy to ludzi, czy zwierząt.

Teraz wycinanie otworu, przez który można by się dostać do środka, szło już dużo łatwiej. Spawacze wiedzieli jak grubą warstwę muszą przeciąć.

Po czterech godzinach wszyscy zgromadzili się wokół drzwi, które można było podważyć od dołu i wejść do środka. Rzucono nawet losy kto wejdzie pierwszy. Padło na trzydziestosiedmioletniego biologa Wiesława, kolejni byli John młody inżynier z USA, który miał zaledwie dwadzieścia sześć lat i Magda, pięćdziesięcioczteroletnia botanik.

Przy pomocy stalowej liny, której jeden koniec przyspawano do wyciętego kawałka drzwi a drugi przymocowano do ciężarówki odgięto metal i wejście do środka stało otworem.

Nieprzyjemny zapach rozniósł się wokoło tak, że poczuli go stojący najbliżej symetrycznej dziury o kształcie prostokąta.

Wyposażeni w kamery i latarki przypięte do pasa trzej śmiałkowie weszli do środka i zaczęli lustrować otoczenie.

 

&&&

 

Ściany pomieszczenia, były białej lekko szklistej barwy. Na szarym suficie znajdowały się wypukłe okręgi o średnicy na oko czterdziestu centymetrów. Z pewnością służyły za lampy. Podłoga była pokryta czarną wykładziną.

Na środku dużego pokoju znajdował się średniej wielkości stół, o jednej solidnej nodze. Wysoki na około metr. Obok znajdował się fotel obity czarnym lśniącym materiałem. W lewym rogu naprzeciwko wejścia do pomieszczenia ujrzeli łóżko. Biała pościel była w nieładzie.

Z łóżkiem stykała się wysoka na prawie dwa i pół metra i szeroka na cztery szafa. Wiesław niezwykle podekscytowany podszedł do niej i chwyciwszy za uchwyt pociągnął. Okazało się jednak, że drzwiczki były rozsuwane a nie otwierane. Pociągnął więc w prawo i szafa stanęła otworem.

W środku jak się domyślił po wyglądzie, znajdowały się hermetycznie zapakowane racje żywieniowe, które już za chwilę miały trafić do rąk czekających na zewnątrz podnieconych naukowców. Były posegregowane na półkach. Z czternastu półek jak policzył Wiesław dwie i pół były opróżnione.

Stały tu też inne meble, które tylko czekały by odkryć ich zawartość.

Tak jak podejrzewano statek składał się z czterech pomieszczeń. Badacze mogli to potwierdzić już chwilę po wejściu do środka. Na lewo piętnaście metrów od wejścia znajdowało się przejście do pierwszego segmentu.

Jako, że Wiesław wygrał losowanie towarzysze puścili go pierwszego. Nieprzyjemny zapach, który wszyscy trzej odczuwali miał źródło właśnie tam.

 

&&&

 

Po przekroczeniu progu Wiesław ujrzał w sumie w większości to czego się tu spodziewał. Jednak mimo to ciarki przeszły mu po plecach. Niewątpliwie była to kabina dowodzenia. Znajdowała się tu wielka konsola z dziesiątkami różnokolorowych przycisków oznaczonych jakimiś symbolami. Oprócz nich były tu setki diod i nieco większych lampek. Wyżej nad konsolą wisiały przymocowane wielkie czarne ekrany, teraz wyłączone.

Jednak tym co najbardziej go poruszyło i wywołało niemały szok był martwy obcy, leżący na podłodze przed pulpitem. Obok stał fotel z którego musiał spaść.

Gdyby nie jasnozielona skóra, można by pomyśleć, że to człowiek, był bowiem człekokształtny. Nie miał ubrania. Twarz miał zwróconą do podłogi, widać było muskularne pośladki i wyćwiczone plecy, cała sylwetka wyglądała atletycznie. Nim dłużej się przyglądał tym więcej zauważał różnic między owym osobnikiem a człowiekiem. Jego uszy były kilkakrotnie większe niż u ludzi. Ciało, co zauważył dopiero po zbliżeniu się, porastały włosy takiego samego koloru jak skóra, tworząc jakby literę „T”. Ręce miał w takiej pozycji jakby opadając z fotela już nie żył.

Oczywiście do głowy Wiesława zawitały myśli „jak umarł?”, „dlaczego umarł?”. Już po chwili miał swoje hipotezy obok bowiem leżała otwarta skrzynka, a w niej jakieś pudełeczka, słoiczki, małe narzędzia i inne przedmioty. Na górze znajdowało się rozdarte podłużne opakowanie o długości kilkunastu centymetrów. Moment później dostrzegł strzykawkę wbitą w lewą rękę.

– Popełnił samobójstwo – powiedział na głos do siebie.

Gdy wzięto się za przeniesienie ciała pozaziemskiej istoty do laboratorium okazało się jest on „workiem” pełnym robali. Oczywiście były to nieznane gatunki z czego niezwykle radowali się biolodzy.

 

&&&

 

Rozpoczęły się badania na ogromną skalę, w których wziął udział cały świat.

 

&&&

 

Minęło trzydzieści siedem dni.

 

Zygmunt wraz ze swoją żoną Marysią i dwojgiem nastoletnich dzieciaków Anetą i Kacprem oglądali wieczorem w telewizji bijący rekordy popularności, specjalny program, poświęcony obcemu statkowi kosmicznemu i temu co w nim znaleziono. Trwał on godzinę i nadawano go rano, w południe i wieczorem.

Ich dom znajdował się dwanaście kilometrów od jeziora, w którym rozbił się (bądź wylądował) obiekt należący do obcej cywilizacji. Zanim zabroniono kąpieli, przyjeżdżali tam codziennie. Dzieci uwielbiały pluskać się w bardzo ciepłej wodzie.

Wybiła dwudziesta pierwsza.

– Czas iść spać – powiedziała Marysia do Anety i Kacpra, gdy byli już umyci i ubrani w pidżamy.

Dzieci poszły do swoich pokoi, oddzielonych od siebie dorobioną gipsową ścianą. Wcześniej znajdowało się tu jedno pomieszczenie.

Przed wejściem do łóżka Aneta poskarżyła się:

– Mamo boli mnie trochę głowa i jest mi gorąco.

Marysia dotknęła jej czoła i gdy odczuła, że jest zbyt ciepłe powiedziała:

– Faktycznie chyba masz gorączkę. Zaraz przyniosę termometr.

Po chwili okazało się dziewczynka ma trzydzieści siedem przecinek dwa stopnia.

– To nic wielkiego, dam ci Apap noc, szybciej uśniesz i rano będziesz czuła się lepiej, a jeśli nie to zamiast do szkoły pójdziemy do lekarza.

Około wpół do jedenastej, Zygmunt i Marysia również położyli się do łóżka. Po kilku minutach oboje już głośno chrapali.

Nagle coś obudziło Marysię. Otworzyła oczy i ujrzała swoją córeczkę, która lekko potrząsała jej ramię. Z korytarza do sypialni dostawało się trochę światła tak, że widziała tylko jej sylwetkę.

– Mamo tak bardzo źle się czuję – powiedziała dziewczynka bardzo zmienionym głosem.

– Co ci jest dziecko? – zafrasowała się matka i sięgnęła do włącznika lampy nocnej.

Światło zalało pokój i teraz Aneta była dobrze widoczna. To jak wyglądała przestraszyło i zszokowało Marysię. Na twarzy jej dziecka znajdowało się kilka wielkich jasnych bulw nieco mniejszych niż kule do bilarda. Wszystkie podobnej wielkości. Skóra tak się rozciągła, że widać było na nich cienkie żyłki. Jedna bulwa była w oczodole a właściwie w jego połowie. Pozostałość gałki ocznej była przekrwiona i z pewnością na to oko Aneta nie mogła już widzieć.

– Boże drogi! – wrzasnęła Marysia i poderwała się z łóżka. Przyglądnęła się chwilę córce i w szaleńczym tempie obudziła Zygmunta. Trzy minuty później po sprawdzeniu czy z Kacprem jest wszystko w porządku, jechali w stronę szpitala niemal dwukrotnie przekraczając dozwoloną prędkość.

– Co się do cholery dzieje? – krzyknął Zygmunt, gdyż nie tylko im się spieszyło. Minęły ich trzy karetki na sygnale jadące w przeciwną stronę.

Dojeżdżając do celu zrozumieli, że nie tylko ich dotknęło to niezwykłe nieszczęście. Na sporym parkingu przed budynkiem szpitala, nie było ani jednego miejsca, gdzie można by zaparkować.

Stanęli więc na poboczu nie przejmując się czy jest tu zakaz postoju. Aneta płakała ciągle powtarzając:

– Mamo, tak bardzo mnie boli, czy ja umrę?

– Nie umrzesz kochanie – z czułością odpowiadała matka, choć wcale nie była tego pewna.

Wysiedli z samochodu i Zygmunt wziął Anetę na ręce, następnie pobiegli w stronę wejścia do szpitala. Gdy chwilę potem byli już w środku Aneta przestała mówić a jej ciało zwiotczało. Umarła. Gule, które pokrywały całe jej ciało, zaczęły pękać i na zewnątrz wydostawały się miliony malutkich zarodników.

Tak rozpoczęła się epidemia, niewątpliwie związana z UFO, które znaleziono w jeziorze.

 

&&&

 

Nieznana choroba błyskawicznie się rozprzestrzeniała, gdyż zarażali się nią i umierali nie tylko ludzie, ale wszystkie ssaki. Zarodniki w każdą stronę rozwiewał wiatr. Jednak prędko zauważono, że podatne na ten nieznany pasożyt czy wirus, bo nikt tak naprawdę nie wiedział co to jest, były jedynie dziewczynki w wieku do dwunastu lat.

Krąg śmierci powiększał się z zawrotną prędkością i nikt nie mógł temu zaradzić.

Odkryto też coś, co przeraziło wszystkich jeszcze bardziej. Zarodniki z łatwością przenoszone były również przez deszcz. Jeden naukowiec po ośmiu dniach zrobił symulację komputerową rozprzestrzeniania się choroby. Po kolejnym tygodniu epidemia miała objąć całą Polskę i część wszystkich sąsiadujących krajów.

Ci co mogli, zaczęli masowo opuszczać zagrożone tereny, wyjeżdżając na inne kontynenty.

Mimo wielkich wysiłków przez półtora miesiąca nikt nie wymyślił antidotum. Śmierć dosięgła już setek tysięcy. W męczarniach umierały dzieci od niemowlęcia do dwunastego roku życia jednak wyłącznie płci żeńskiej.

I wtedy pewnego dnia zauważono coś co mogło dobrze wróżyć. Było to jednak bardzo dziwne. Epidemia jakby ominęła dużą część Austrii, nikt tam nie zachorował. Następnie rozprzestrzeniała się dalej na Włochy, Słowenię, Chorwację i Węgry.

Odporni momentalnie trafili do placówek naukowych, gdzie mieli zostać gruntownie przebadani. Jednocześnie ktoś skojarzył fakt, że w Austriackim mieście Wells w szesnastym wieku jak opisywały stare dokumenty, „z gwiazd” przybyli „bogowie”. Oczywiście były to legendy, w które aż do tej pory nikt nie wierzył. W dokumentach pisało, że zgwałcili oni mieszkające w mieście kobiety, które potem wydały na świat skrzyżowane potomstwo. Następnie odlecieli by już nigdy nie powrócić.

Dzieci odporne na dziesiątkującą ludzkość epidemię posiadały w organizmie przeciwciała, które okazały się lekarstwem.

Zaczęto jego produkcję na ogromną skalę. Trzeba było bowiem podać je milionom ludzi.

 

&&&

 

Następne miesiące badań, przyniosły odpowiedzi na inne pytania, które wielu sobie zadawało. Statek obcych znaleziony w jeziorze musiał znajdować się tam na tyle długo, że z jego uszkodzonego baku, który skorodował, zaczęło wyciekać bioniczne paliwo. Statek obrósł dziwną rośliną. Ta dojrzewając w niespotykany na Ziemi sposób ogrzała wodę i zaraziła ludzi, którzy niczego złego się nie spodziewając zażywali wakacyjnych kąpieli.

 

&&&

 

W ludzi wstąpiła nadzieja, że uda się zbudować statek kosmiczny korzystając z techniki obcych, który pozwoli na podbój kosmosu.

 

Koniec

Komentarze

Hej, melduję się pod tą zaskakującą historią. W życiu nie spodziewałam się, że anomalia w jeziorze pójdzie w takim kierunku ;) Niestety, zabrakło mi w Twojej historii bardziej konkretnych postaci – najpierw pojawia się rodzina z naukowcem na czele, potem nurkowie, a na końcu kolejna rodzinka. Przez to ciężko wczuć się w sytuację bohaterów i całość jest bardziej opisem niż opowieścią. To jednak subiektywna opinia, najwyraźniej tak właśnie miało być ;)) Sam zamysł interesujący i oryginalny, a opisy wystarczająco obrazowe. 

Znalazłam też pogubione przecinki i drobne babole, które pozwoliłam sobie wypisać. 

– Przeczytajcie(+,) co pisze na tablicy.

Gdy po chwili wróciła(+,) oznajmiła:

Jechali przez piętnaście minut, aż ujrzeli na poboczu drogi samochody, a także ludzi w mniejszych i większych grupkach, podążających(+,) jak się domyślali(+,) w stronę jeziora.

z kolei przecinek po “grupkach” bym usunęła

Pokąpali się i kilka godzin później, wracając do swojego hotelowego apartamentu(+,) Krystyna powiedziała niby mimochodem, lecz naprawdę nie dawało jej to spokoju:

Trzeba zbadać(+,) co wywołało ocieplenie.

Udali się w miejsce, oddalone od zaludnionego kąpieliska.

przecinek wydaje się zbędny

Minęło więc kilka minut(+,) zanim Radek zanurzył się i zniknął pod wodną powierzchnią.

Gdy tylko stanął na lądzie i zdjął sprzęt do nurkowania(+,) zaczęli domagać się relacji.

– Spokojnie(+,) zaraz wam wszystko opowiem.

Wsiedli do samochodu i ruszyli z powrotem do wynajętego mieszkania(+,) a Radek zaczął mówić:

nie(+,) to złe słowo, one po prostu zniknęły.

Posiadali kamery na bieżąco przekazujące obraz i radio, dzięki któremu mogli rozmawiać, z tymi którzy nadzorowali ekspedycję będąc na lądzie.

To “dzięki któremu” i “którzy” nieco się gryzie – może “dzięki któremu mogli rozmawiać z ludźmi nadzorującymi ekspedycję”? Ale to tylko sugestia ;)

Zresztą jak inni, gdyż spotkanie nowych gatunków fauny, bądź flory nie zdarzało się często, przynajmniej nie na tym kontynencie.

bez przecinka przed “bądź”

Każdy płetwonurek opowiedział(+,) co odkrył.

Za podniesienie temperatury wody odpowiada niezwykła roślina, która właśnie teraz przekwita(+,) rozsiewając zarodniki.

Nurkowie zaczęli wyrywać białe rośliny, tak by zobaczyć(+,) dokąd ciągnie się prosta linia.

Okazało się, że wyżłobienie ciągnie się do wewnątrz mulistego dna, lecz w miejscu, gdzie stykało się z nim można było zauważyć dziwny żółty osad. Z tego miejsca sączyła się jakaś ciemna substancja, która jednak mieszała się z wodą i traciła swoja barwę kilka centymetrów dalej.

– To wydaje się niemożliwe, a jednak dowody są niepodważalne. Do diabła, na dnie tego jeziora spoczywa wrak UFO(-.) – powiedział Jacek Klak(+,) główny przewodniczący ekipy badawczej do zgromadzonych na konferencji.

Trwały dyskusje(+,) jak najlepiej zabrać się do badań, do których wszyscy się palili.

W oddalonym o sześćdziesiąt siedem kilometrów Krakowie przygotowywano miejsce i formowano zespół ludzi, którzy mieli pracować nad wrakiem UFO i ewentualnie nad tym(+,) co może znajdować się w środku.

“co mogło” zdaje się lepiej pasować do przeszłego czasu w opowiadaniu

Wśród tych naukowców byli nie tylko Polacy, co prawda decyzja należała do tego, kto znalazł statek, ale na świecie żyło masę wybitnych ludzi z kwalifikacjami dużo wyższymi, niż ci co byli pod ręką.

trochę niezręcznie brzmi to zdanie – może wygodniej byłoby je rozbić? 

Był długi na czterdzieści metrów,

tu chyba miała być kropka ;)

Jak się potem okazało(+,) służyła za zbiornik paliwa.

W całym statku obcych, znajdowały się jedynie jedne drzwi(-.), umiejscowione po lewej stronie w drugim, największym segmencie. Nie było stu procent pewności, że właśnie to są, drzwi ale wszystko na to wskazywało.

a przecinek w drugim zdaniu zamiast za “drzwi” wskoczył przed nie ;)

– Chyba udało mi się przebić do wnętrza. – oOdłożył swój laser i przybliżył twarz do miejsca, które ciął.

Spawacze wiedzieli(+,) jak grubą warstwę muszą przeciąć.

kolejni byli John(+,) młody inżynier z USA,

Przy pomocy stalowej liny, której jeden koniec przyspawano do wyciętego kawałka drzwi(+,) a drugi przymocowano do ciężarówki(+,) odgięto metal i wejście do środka stało otworem.

Stały tu też inne meble, które tylko czekały(+,)by odkryć ich zawartość.

Tak jak podejrzewano statek(+,) składał się z czterech pomieszczeń.

Nieprzyjemny zapach, który wszyscy trzej odczuwali(+,) miał źródło właśnie tam.

Po przekroczeniu progu Wiesław ujrzał w sumie w większości to(+,) czego się tu spodziewał.

Jednak tym(+,) co najbardziej go poruszyło i wywołało niemały szok(+,) był martwy obcy, leżący na podłodze przed pulpitem. Obok stał fotel(+,) z którego musiał spaść.

NiIm dłużej się przyglądał(+,) tym więcej zauważał różnic między owym osobnikiem a człowiekiem.

Ręce miał w takiej pozycji(+,) jakby opadając z fotela(+,) już nie żył.

Gdy wzięto się za przeniesienie ciała pozaziemskiej istoty do laboratorium(+,) okazało się(+, że) jest on „workiem” pełnym robali. Oczywiście były to nieznane gatunki(+,) z czego niezwykle radowali się biolodzy.

– Mamo(+,) boli mnie trochę głowa i jest mi gorąco.

Marysia dotknęła jej czoła i gdy odczuła, że jest zbyt ciepłe(+,) powiedziała:

– Mamo(+,) tak bardzo źle się czuję – powiedziała dziewczynka bardzo zmienionym głosem.

Dojeżdżając do celu(+,) zrozumieli, że nie tylko ich dotknęło to niezwykłe nieszczęście. Na sporym parkingu przed budynkiem szpitala(-,) nie było ani jednego miejsca, gdzie można by zaparkować.

Stanęli więc na poboczu(+,) nie przejmując się(+,) czy jest tu zakaz postoju. Aneta(+,) ciągle powtarzając:

Gdy chwilę potem byli już w środku(+,) Aneta przestała mówić(+,) a jej ciało zwiotczało.

W dokumentach pisało, że zgwałcili oni mieszkające w mieście kobiety, które potem wydały na świat skrzyżowane potomstwo.

“pisano” bądź “było napisane”

Następnie odlecieli(+,) by już nigdy nie powrócić.

Następne miesiące badań(-,) przyniosły odpowiedzi na inne pytania, które wielu sobie zadawało.

W ludzi wstąpiła nadzieja, że uda się zbudować statek kosmiczny(+,) korzystając z techniki obcych, który pozwoli na podbój kosmosu.

Pozdrawiam! ;))

Hej ocmel ! :)))

 

Masz rację z tymi bohaterami. Ja skupiłem się głównie na tym by nie było dziur logicznych i by opowiadanie nie było przewidywalne.

Aż nie mogę uwierzyć, że tyle przecinków brakuje. :(

 

PS.

W sumie to myślałem pisząc, że tak może być. Myślałem, że opowiadanie może składać się z epizodycznych postaci a fabuła idzie dalej. No trudno. Ale uważam to jest ciekawy temat. Warto o tym podyskutować. Spróbuje wrzucić problem na shoutboxa.

 

Dziękuję i pozdrawiam. :)))

 

Jestem niepełnosprawny...

Hej, hej,

 

mi brak wyraźnych bohaterów jakoś nie przeszkadzał. Historia fajna, tylko nieco urwana, dobrze byłoby ją jakoś domknąć, zostawiłeś dość otwarte zakończenie związane z lotami w kosmos, wolałbym, żeby historia była bardziej “skończona”.

Być może dodanie bohaterów, którzy przewijaliby się przez historię pozwoliłoby ją opowiedzieć od początku do końca – np. rodzina, pływa w jeziorze, odkrywa wrak statku obcych, córeczka się zaraża i ginie, rodzice (są naukowcami) pod wpływem śmierci córki poświęcają swoje życie, żeby znaleźć lek i w końcu im się to udaje.

 

Pozdrawiam!

Che mi sento di morir

– Przeczytajcie co pisze na tablicy. – Marek zwrócił się do trójki dzieci, które siedziały z tyłu. – Dlaczego jest zamknięte?

Co jest napisane :)

 

– Ja zobaczę – krzyknęła najstarsza Małgosia,

Czyli w samochodzie jest więcej Małgorzat, skoro krzyknęła najstarsza z nich? :) Daj przecinek przed Małgosia i problem zniknie.

Wiem, że niedaleko jest jezioro, pojedźmy tam, może znajdziemy jakieś kąpielisko.

– Dobrze – zgodziła się, a Marek zawrócił samochód i z powrotem pomknęli tą samą drogą, którą tu przybyli.

Usunąłbym przekreślone, bo to nienaturalnie brzmi. Pogrubione masz powtarzanie informacji. Żeby tego uniknąć, usunąłbym to, które jest też podkreślone.

Marek i Krystyna wraz z dziećmi rozłożyli się w pobliżu innego(+,) podobnego do nich(+,) młodego małżeństwa(+,) posiadającego dwójkę kilkuletnich chłopców.

Gdy Katarzyna, Mirek i Małgosia zaczęli się rozbierać, przygotowując do wejścia do wody, Krystyna zagadnęła do kobiety.

Przecinki, Dawidzie, mnóstwo ich brakuje. Zamiast “do kobiety” napisz po prostu “kobietę”.

 

Masz potem sporo niezgrabności, co jest dziwne. Twój ostatni tekst, który przeczytałem, był napisany o wiele lepiej. Za dużo tego, żeby pokazywac i łapać, więc dalej będę tylko czytał i odniose sie do fabuły :)

 

Czynność okazała się jednak nieco kłopotliwa, normalnie nurek korzysta z łodzi i od razu jest w głębokiej wodzie. Minęło więc kilka minut zanim Radek zanurzył się i zniknął pod wodną powierzchnią.

Masz w tekście takie miejsca, jak to powyżej. Zupełnie niepotrzebne, że tak powiem, bo pasuje, lanie wody. Czy to ma znaczenie dla fabuły? Że nurkowanie od brzegu jest kłopotliwe, bo normalnie skacze się z łodzi na głębszą wodę? Jeśli tak, to pardon, ale jeśli nie – a otym zaraz sie przekonam – to takie informacje jak w zacytowanym fragmencie są całkowicie zbędne.

 

No dobra. To nie wygląda jak opowiadanie, ale bardziej jak relacja z podziałem na różne osoby, biorące udział w badaniach, a potem w jakiś sposób związane z fabułą. Nie jest to nudne, ale nie wciąga. Sam pomysł na statek i wyciekające z niego paliwo, które zmienia ludzi, mocno przypomina mi motyw z tą czarną substancją z filmu “Prometheus”. Oprócz tego, że całość napisana jest dośc niechlujnie i odstaje stylem od ostatniego, czytanego przeze mnie, opowiadania, to bazujesz na ogranych motywach, które jakoś tam ze sobą sklejasz. Mój największy zarzut dotyczy wybiórczości infekcji – to, że tylko kobiety, to OK, ale dlaczego do dwunastego roku życia? I skąd w ogóle ten caly motyw z szesnastowiecznymi kosmicznymi gwałcicielami? Bo, nawet jeśli przeszedłbym nad tym do porządku, cała Austria wolna jest od zarazy? Ile kosmici zgwałcili tych kobiet, że austriackie społeczeństwo posiadało przeciwciała? Nie klei mi się to. No i końcówka, której nie ma. Jest tylko notka o tym, że zażegnano niebezpieczeństwo, a potem ludzie zaczęli zyć nadzieją, że uda im się skonstruować statek, który wyniesie ludzkość do gwiazd.

Niestety, nie przypadło mi do gustu to opowiadanie, Dawidzie. Może następnym razem :)

 

Pozdrawiam serdecznie

Q

 

Known some call is air am

Basement Key dziękuję i pozdrawiam! Przyznaję się, że nie miałem pomysłu na zakończenie :)

 

Outta Sewer faktycznie następne opowiadanie muszę inaczej skonstruować. Pomysł na opowiadanie był banalny. Chciałem mieć na swoim koncie fajne opowiadanie o UFO :) Nie za bardzo wyszło ale mam satysfakcję, że potrafię napisać na taki “klasyczny” temat. Tak jak King napisał “Miasteczko Salem” :)

 

Potłuczona ręka trochę przeszkadzała. Może następnym razem się bardziej UDA :)))

 

Pozdrawiam.

 

 

Jestem niepełnosprawny...

Zgadzam się z dawidiq150 dla mnie to też bardziej relacja czy sprawozdanie niż opowiadanie. 

homar no trudno, będę musiał na to uważać bo już wcześniej mi to zarzucano. Chciałem, żeby regulatorzy się spodobało dlatego bardziej zwróciłem uwagę na to żeby w miarę było wszystko logiczne :)

 

Dziękuję za przeczytanie i komentarz!!!

Pozdro.

 

Fajne to pisanie, bardzo lubię to robić, mam już kolejny uważam fajny pomysł i postaram się bardziej, mam nowe wskazówki :) Wielkie dzięki dla ludzi którzy założyli ten portal i wszystkim userom!!!

Jestem niepełnosprawny...

Hej,

Bardzo ciekawe opowiadanie. Oczywiście, zgadzam się z poprzednikami.

Trochę brakowało mi na początku przecinków – miałem wrażenie, że im dalej, tym było ich więcej.

 

znajdowały się jedynie jedne drzwi., – kropka i przecinek

 

– Spokojnie zaraz wam wszystko opowiem. Na dnie jeziora rzeczywiście jest coś niezwykłego.

Wsiedli do samochodu i ruszyli z powrotem do wynajętego mieszkania a Radek zaczął mówić:

– Na dnie, kawałek od brzegu… (potem tłumaczy)

Dla mnie to było niezrozumiałe. Znalazł coś niezwykłego, ale pojechali do mieszkania, żeby mógł cokolwiek powiedzieć. Chyba już w samochodzie zasypaliby go pytaniami?

 

Pokąpali się i kilka godzin później, wracając do swojego hotelowego apartamentu Krystyna powiedziała niby mimochodem, lecz naprawdę nie dawało jej to spokoju:

– Jak to możliwe, że woda tak mocno się ogrzała? To wydaje się dziwne. Po urlopie muszę to zbadać.

Krystyna była naukowcem. Miała olbrzymią biologiczno-chemiczną wiedzę i niezwykle bystry umysł

Przy takiej olbrzymiej wiedzy, myślałem że nie pozwoli dzieciom kąpać się w tym jeziorze.

 

Spodziewałem się, że choroba ma coś więcej do czynienia z samobójstwem kosmity, który nie chciał podzielić losu dziewczynek.

 

Bardzo fajnie się czytało. Byłem zaciekawiony. Lubię takie UFO-historie :)

Pozdrawiam!

Ramshiri dziękuję!!!

 

Bardzo dziękuję :) Miło miło mi, że tak oceniasz mój tekst.

 

Jestem niepełnosprawny...

Jak zwykle, Dawidzie, podziwiam Twoją wyobraźnię, ale tym razem, niestety, nie mogę powiedzieć, że spodobał mi się historia, którą opisałeś.

Przede wszystkim nie kupuję pomysłu, że woda w pewnym jeziorze nagle stała się niespotykanie ciepła i przez dwa tygodnie nikt się tym osobliwym zjawiskiem nie zainteresował, aż pojawiła się Krystyna.

Obawiam się, że nad opisane jezioro nie zjechałby się, jak piszesz, cały świat, a raczej grupa ściśle wybranych specjalistów najwyższej klasy. I nie zachowywaliby się jak paczka nastolatków, którzy podczas wakacyjnej wycieczki natknęli się na bardzo stary bunkier, postanowili dostać się do środka i spenetrować go, co skończyło się na doprowadzeniu do wybuchu znalezionych tam pocisków i pewnie śmierci ciekawskich.

Jestem przekonana, że gdyby doszło do próby wejścia do pojazdu kosmitów, pierwsi nie byliby przypadkowo wylosowani ludzie z ekipy, a doświadczeni naukowcy. Mam też pewność, że nie weszliby tam, nie przywdziawszy wcześniej stosownych kombinezonów ochronnych, wyposażonych w aparaty do oddychania, a znaleziony trup nie byłby tak beztrosko wyniesiony na zewnątrz, bo najpierw zostałby odpowiednio zabezpieczony i dopiero wtedy odtransportowany do właściwej jednostki naukowo-badawczej.

Wplecenie do opowieści szesnastowiecznego przekazu, jakoby pewien region Austrii nawiedzili kosmici-gwałciciele, co po kilku wiekach zaowocowało możliwością opracowania szczepionki, także do mnie nie przemawia.

 

Marek sie­dzą­cy za kół­kiem czer­wo­ne­go Fiata Brava→ Marek sie­dzą­cy za kół­kiem czer­wo­ne­go fiata brava

Nazwy pojazdów piszemy małymi literami. http://www.rjp.pan.pl/index.php?view=article&id=745

 

– Prze­czy­taj­cie co pisze na ta­bli­cy. → – Prze­czy­taj­cie, co jest napisane na ta­bli­cy. Lub: Przeczytajcie, co tam jest napisane?

 

Kry­sty­na za­gad­nę­ła do ko­bie­ty. → Kry­sty­na za­gad­nę­ła kobietę.

 

póź­niej, wra­ca­jąc do swo­je­go ho­te­lo­we­go apar­ta­men­tu… → Zbędny zaimek – chyba nie wracaliby do cudzego apartamentu.

 

Wy­jeż­dżam po ju­trze.Wy­jeż­dżam poju­trze.

 

Teren przy je­zio­rze był jak po­przed­nio pełny ama­to­rów ką­pie­li. → Teren przy je­zio­rze, tak jak poprzednio, był pełen ama­to­rów ką­pie­li.

 

Na miej­sce zje­cha­ła się grupa→ Na miej­sce przyjechała grupa

 

nie wia­do­mo jak głę­bo­ko sięga w głąb dna je­zio­ra. → Nie brzmi to najlepiej.

Dno jeziora może być położone głęboko, ale chyba nie ma czegoś takiego, jak głębia dna jeziora.

 

Płe­two­nur­ko­wie wzię­li się więc za oczysz­cza­nie… → Płe­two­nur­ko­wie zabrali się więc do oczyszczenia

 

i tra­ci­ła swoja barwę… → Literówka.

 

Jedna trze­cia wody zo­sta­ła wy­cią­gnię­ta i czar­ny­mi gu­mo­wy­mi ru­ra­mi prze­trans­por­to­wa­na do rowów me­lio­ra­cyj­nych a także po pro­stu roz­są­czo­na po po­bli­skich grun­tach. → Nie bardzo umiem sobie wyobrazić wypompowanie wody z jeziora i rozlanie jej na okoliczne grunty.

 

 Zanim za­bra­no się za otwar­cie stat­ku→ Zanim za­bra­no się do otwarcia stat­ku

 

znaj­do­wa­ły się je­dy­nie jedne drzwi., umiej­sco­wio­ne… → Zbędna kropka przed przecinkiem.

 

że nie łatwo jest je otwo­rzyć. → …że niełatwo je otwo­rzyć.

 

Dzień chy­lił się ku koń­co­wi i trze­ba było ro­bo­tę odło­żyć do rana. → Trochę dziwne, że nie zorganizowano sztucznego oświetlenia, aby badacze nie musieli przerywać prac po zmroku.

 

– Chyba udało mi się prze­bić do wnę­trza. – odło­żył swój laser… → – Chyba udało mi się prze­bić do wnę­trza. – Odło­żył laser

Dawidzie, przypomnij sobie wiadomości o zapisywaniu dialogów.

 

przy­bli­żył twarz do miej­sca, które ciął. Jego twarz wy­krzy­wił… → Powtórzenie. Zbędny zaimek.

Proponuję: …przy­bli­żył twarz do miej­sca, które ciął i skrzywił się

 

mie­sza­ni­na gazów jest nie szko­dli­wa dla ludzi. → …mie­sza­ni­na gazów jest nieszko­dli­wa dla ludzi.

 

Wy­po­sa­że­ni w ka­me­ry i la­tar­ki przy­pię­te do pasa trzej śmiał­ko­wie we­szli do środ­ka i za­czę­li lu­stro­wać oto­cze­nie. → Ci śmiałkowie to dwóch mężczyzn i kobieta, więc: Troje śmiałków wyposażonych w ka­me­ry i la­tar­ki przy­pię­te do pasa, weszło do środ­ka i zaczęło lu­stro­wać oto­cze­nie.

 

więk­szo­ści to czego się tu spo­dzie­wał. Jed­nak mimo to ciar­ki prze­szły mu po ple­cach. Nie­wąt­pli­wie była to ka­bi­na do­wo­dze­nia. Znaj­do­wa­ła się tu wiel­ka kon­so­la z dzie­siąt­ka­mi róż­no­ko­lo­ro­wych przy­ci­sków ozna­czo­nych ja­ki­miś sym­bo­la­mi. Oprócz nich były tu setki… → Powtórzenia.

 

Nim dłu­żej się przy­glą­dał tym wię­cej→ Im dłu­żej się przy­glą­dał, tym wię­cej

 

Gdy wzię­to się za prze­nie­sie­nie ciała→ Gdy zabrano się do przenoszenia ciała

 

Po chwi­li oka­za­ło się dziew­czyn­ka… → Po chwi­li oka­za­ło się, że dziew­czyn­ka

 

– To nic wiel­kie­go, dam ci Apap noc→ – To nic wiel­kie­go, dam ci apap noc

Nazwy leków piszemy małą literą.

 

że po­dat­ne na ten nie­zna­ny pa­so­żyt czy wirus… → …że po­dat­ne na tego nie­zna­nego pa­so­żyta czy wirusa

 

W do­ku­men­tach pi­sa­ło→ W do­ku­men­tach było napisane

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

regulatorzy niezwykle cieszy mnie, że znowu jesteś i zostawiasz komentarz. Zapoznałem się z poprawkami i będę starał się bardziej uważać, dużo czytam więc może mój warsztat w końcu się poprawi :)

 

Tak się zastanawiam, bo wydaje mi się (i to jest bardzo dobre), że jesteś osobą szczerą i jeśli szczerze mi piszesz o moich błędach to może i prawdą jest, że mam wyobraźnię. A to mnie niezwykle cieszy. Mogę bowiem istnieć dla mniej wymagających czytelników :)))

 

Pozdrawiam!!!

 

PS.

Może następnym razem bardziej mi się uda :-)

Jestem niepełnosprawny...

Dawidzie, zapewniam Cię, że nie mam zwyczaju niczego owijać w bawełnę i jeśli piszę, że podziwiam Twoją wyobraźnię, to tak jest. Jeśli to jest szczerość, to tak, jestem szczera. :)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Nowa Fantastyka