- Opowiadanie: Asylum - Miłość wybiera tylko godnych

Miłość wybiera tylko godnych

Taka, przyszłość i nie przyszłość. Trochę chcę się wpisać w temat minionych opek: Chrościska i Tarniny przez casus, który nie jest najnowszy, lecz niewątpliwie klasyczny. Nie jestem z tego tekstu zadowolona, bo za szybko powstało i musiałam pójść na wiele kompromisów. Odpuszczałam je jeden po drugim, aby wstawić na czas. Założony dzień odstępu pomiędzy pisaniem i wstawieniem nie miał szans zaistnieć. 

Nic to, spróbuję się zmierzyć z ewentualnymi czytelnikami, choć będzie ogromnie trudno.

I teraz tak: są lekkie przekleństwa.

 

sanah – “Melodia”

 

18.10.2021

PS. Jest gorzej niż myślałam. Nie dość, że sporo błędów, które już widzę, to jeszcze fabuła skacze z gałęzi na gałąź. Jest niezrozumiała. Nie powinnam używać komputera do pisania. 

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Oceny

Miłość wybiera tylko godnych

Zbierało się na burzę. Kobieta siedząca na ławce z niepokojem popatrzyła na ciemniejące niebo, a potem wyostrzyła wzrok, zatrzymując go na głównym wejściu. X miał wykład, powinien wyjść przed piętnastoma minutami ziemskiego czasu, lecz starodawne drewniane drzwi prowadzące do Instytutu Nauk Stosowanych pozostawały zamknięte. Nagle klamka drgnęła i wysypała się wielobarwna, rozgadana grupa. Przystąpiła do szybkiej identyfikacji obiektu X i odetchnęła z ulgą, gdy odnalazła cel. 

"Ale co on robi, zatrzymał się i gada z tym drugim? Nie, już ruszył!"

Szybko wyjęła z plecaka książkę o kochankach, otworzyła na zaznaczonej stronie i pochyliła głowę nad tekstem. Poczuła pierwsze krople. Były ostrzegawcze, po czwartym pobycie czuła się już prawie mieszkanką. Trochę zazdrościła Ziemi tak dobrego panowania nad pogodą. Przejechał obok, usłyszała tylko świst.

"Cholera! Nie zatrzymał się! Nie, nie, wraca!".

– Cześć! Podwieźć cię gdzieś? Zmokniesz, dziewczyno?

– Lubię letni deszcz. – Wystawiła twarz ku coraz gęstszym kroplom.

– Papier też lubi?

Szybko zamknęła książkę i włożyła ją do plecaka.

– To niewiele pomoże – roześmiał się serdecznie. – Zaraz będzie oberwanie chmury, a ja jestem jedyną twoją nadzieją. Gdzie dostarczyć oba pakunki: ciebie i papier? 

– Nie-e-e wiem?

– Dobra, czyli do mojego baru, nie mamy czasu. No, nie stój jak kołek. Wskakuj! – Podjechał bliżej. – Zaraz rozpęta się armagedon.

Ariel stanęła na podeście hulajnogi, X otoczył ją ramionami i pomknęli w narastającej ulewie.

– Do cholery, rozluźnij się! – krzyknął, gdy przyspieszył, po czym dodał z rezygnacją – Poradzę sobie, ale choć trochę odpuść, do cholery.

– Nie-e-e potrafię.

Na kolejnym zakręcie na chwilę zmrużył oczy, aby lepiej poczuć balans. Odchylił się i zrównoważył. Jęknął. Ostatnia prosta, dodał gazu.

Przebijali się przez ścianę deszczu, aż wreszcie pojawił się bar. X zatrzymał się, zdjął przemoczoną wiatrówkę i rozpostarł ją nad głową dziewczyny. Pobiegli, by ukryć się pod wiatą.

– Ale pompa, co nie? – powiedział, strzepując wodę z kurtki. – Filip jestem, a ty?

– Ariel.

– Wejdź tam. – Wskazał drzwi. – Ja jeszcze wrócę po hulajnogę.

 

***

– Czy wszystko jasne?

– Cele są wstępnie namierzone, ale co jeśli się nie uda?

– Dopóty siedzicie na planecie, dopóki nie namierzycie. Porażki są wpisane w algorytm. Tobie akurat zawsze się udawało, Ariel, więc skąd ten pesymizm?

– Nie-e-e wiem.

– Dobrze. Ile z was ma wątpliwości, ręka w górę? Hmm, prawie połowa. W takim razie powtórzmy. Co jest naszym kompasem?

– Życie.

– Dobrze. Cele?

– Materiał genetyczny i technologia.

– Dobrze. Co ważniejsze?

– Życie.

– Kolejność?

– Zawsze życie.

– Dobrze. Powód?

– Dyktujemy warunki.

– Dobrze. Hasło?

– Wygrywamy.

– Zawsze?

– Tak!

– Dobrze. Czas sprowadzenia osobnika na Elis z macierzystej planety?

– Jeden do trzech okresów.

– Dobrze. Wsparcie Elis?

– Podawanie kolejnych targetów.

– Kryteria?

– Według podanych.

– Tak. Lećcie i zdobywajcie dla nas przewagę.

 

***

Ariel stała pod wiatą, tuż przed drzwiami baru. Obserwowała, jak Filip wstawia hulajnogę do kojca.

– Co tak stoisz? Aa, czekasz na mnie. Boisz się? – Szarpnął klamkę i wszedł. – Chodź.

Przytrzymał otwarte drzwi. Czekał? Czy na nią? Zawsze ją dziwiło, że chociaż mogli robić różne czynności wirtualnie, woleli używać siły mięśni. Weszła.

– Plecak wrzuć do nadmuchiwacza, szybciej przeschnie. To jakiś zabytek, ta książka? Trzeba ją potraktować specjalnie?

– Nie, zwykła, my czytamy.

– Tak, poznałem po długich włosach, żeś z najwcześniejszych ewakuacji. Spod jakiej gwiazdy? Proximy, Syriusza czy Cygni? Stawiałbym na tę ostatnią. Wycieczka czy studentka?

– Potencjalna studentka. 

– Czego? 

Przeglądała w dostępnych opcjach, choć znała je na pamięć.

– Nie bój się, powiedz.

Oni są niecierpliwi. Strzeliła:

– Literatura.

– Wiedziałem, ta książka! A o czym właściwie jest?

W tym był mocna i mogła rozwinąć.  Zwiększyła rumieniec na policzkach:

– Romantyczne, wiesz, takie brednie o miłości aż do śmierci. Lekkie sado-maso ze szczyptą czułości. Ludzie lubią się tak wiązać, przecież przemoc jest ich drugą naturą. – Zastygła, oczekując podpowiedzi, jak dalej poprowadzić tę rozmowę. Nie zawiodła się.

– A twoją naturą, waszą? – poprawił się.

Jest, zaskoczył, schemat działa! Ucieszyła się. Jak odpowiedzieć? Znowu błądziła wśród skryptów, lecz żaden nie pasował. Zirytowała się i wypaliła:

– Z Cygni, co tyle pytań! Prowadź, ja jestem tu obca!

– Dobrze, dobrze, nie dam ci zginąć. Chodź nieznajoma.

Myślała, że podejdą do baru, lecz skierował się do kilku złączonych stolików w prawym rogu. Siedziało przy nich wielu ludzi. Powitanie było głośne i hałaśliwe. Filip przedstawiał ją, jednocześnie opowiadając o spotkaniu w deszczu. Milczała. Trzymała uśmiech na twarzy. Na spotkania osobiste nie było recepty, więc próżno byłoby jej szukać w skryptach.

Niewygodna sytuacja. "Jeśli nie wiesz, skup się na celu", przypomniała sobie pierwsze przykazanie Elis. Celem było zakontraktowanie brakującego genotypu, cokolwiek to znaczyło. Czar, siła i moc.

Przyglądała się uważnie obecnym typom. Zdecydowanie w tym towarzystwie rządził Filip i wszyscy go lubili. Miał gen charyzmy tak bardzo pożądany na Elis. Zawahała się nad zmianą obiektu jedynie raz, przy Recku, przyjacielu Filipa.  Wydawał się jej równie popularny, lecz po krótkim namyśle odrzuciła go. Za dużo było w nim meksa, a to słabszy genotyp. Mieszał się, co prawda, od stuleci, lecz wciąż generował za dużo błędów podczas połączeń. Świeży i potencjalnie obiecujący, jednak nie zwycięzca, a jej zadaniem było co innego. 

Znaleźć klucz do serc i sumień.

 

***

Usiadłam przy Filipie. Ktoś się przesunął, inni przynieśli stołki. Próbowałam rozpracowywać więzi pomiędzy tymi ludźmi, co jawiło się sprawą beznadziejną. Czy za dużo ich było? Tak, tak, po trzykroć tak. Kłębiły się odczucia obecnych i zero bezpośrednich związków z profilami. Rejestrowałam przypadkowe wyładowania.

Na maleńką scenę nieopodal baru weszli grajkowie. Jeden zaczął zasuwać na fortepianie, drugi smęcił na skrzypcach, a trzeci zapraszał do udziału. Melodia była ok. Taka dla zaślubin, a o to przecież mi chodziło.

Reck mrugnął do Filipa i pobiegł na scenę. Coś ustalił z grajkami, po czym chwycił mikrofon. Zaczęła się balanga, skończyły dyskusje. Powietrze drgało. Wszyscy tłumnie ruszyli na parkiet, zostawiając swoje drinki. Filip ociągał się i spojrzał na mnie. Pomyślałam sobie wtedy, że trochę to żałosne i pioruńsko przewidywalne. 

Kurs taneczny zaliczyłam celująco, ale nie chciałam tego spieprzyć, bo wiele rzeczy na Ziemi potrafiło zaskakiwać. Oni są dziwni, nieprzewidywalni jak słowa tej romantycznej piosenki: "Dla ciebie byłam jedną z wielu pań, ja już ślub planowałam, znowu sama zostałam". Obrzydliwi. Jak to rozegrać? Na swoje rozterki znowu nie znalazłam przydatnych drogowskazów w sieci Elis. Nieprzydatny szmelc, doszłam do wniosku, wstając.

Filip podał mi dłoń:

– U siebie nie tańczycie?

– Nie tak jak wy. – Wzruszyłam ramionami, z ukosa popatrując na rozszalałą grupkę.

– E, tam, wygłupiają się, chodź. I tylko kołysz się, kołysz. Poprowadzę i chcę dziś tańczyć do rana. – Mrugnął porozumiewawczo.

Te ich cholerne kody, lecz nie powiedział nikt, że to będzie proste. Zacisnęłam zęby, może nie będzie tak źle i trzeba się odnaleźć. Ryba złapała haczyk, pozostaje ją tylko wyciągnąć ze stawu. Zresztą, co mi zostało prócz parcia dalej, zawsze do przodu. W końcu to był zwykły deal, robota jak robota. Taką miałam pracę. Pierwsze zlecenia są trudne, dziewczyny miały rację. Najważniejsze, aby obiekt dawał się polubić, powtarzały, ale uważaj, nie za bardzo, bo wtedy… pojawią się ból i łzy.

– Idziesz czy nie?! – Mina Filipa zwiastowała początek irytacji. Znałam ikony emoji. Nawet dość udanie obrazowały te ziemskie grymasy.

– Jasne, idę. Prowadź.

Wbiliśmy się w tłum. Trzęsłam się, naśladując ruchy pozostałych. Moje podrygiwanie było niedoskonałe, słabo skoordynowane, nie tak wystudiowane jak obecnych i chociaż puszczałam sobie obraz z back offu sieci Elis, ciągle się myliłam. Wsparcie nie pomagało, błąd gonił błąd. Chciało mi się ryczeć. Musiałam uciec stąd na jakiś czas. Wyłączyłam wizję i fonię oraz zwizualizowałam przyszły cel. Scenę na Elis tuż po misji.

 

– Zadanie wykonane, dziewczyny.

– Ku chwale ojczyzny. Ona jest jedna – odpowiedziały mu głosy bojowniczek.

– Jesteście wybrane i zawsze pamiętajcie o przeznaczeniu. Musimy dbać o naszych mieszkańców. To ojczyzna i przeznaczenie.

– Tak jest! – Ciągle nie mogłam uwierzyć, że znalazłam się wśród wybranych.

– Zdobywajcie dla nas światy i obiekty! Ich nam potrzeba. Na osobistą rozmowę proszę osoby z listy. Odbędzie się wręczanie medali, zdjęcia i porady. Ariel, tobie szczególnie dziękuję, bo pierwsza misja zawsze jest bardzo wymagająca, ale dałaś radę. Cewa, Mi, Wegana, Luna, Angelika, was rownież zapraszam. 

Tłum bojowniczek patrzy z zazdrością, gdy wymienione z imienia przeszły obok nich. 

 

Dobrze więc, została mi tylko melodia, zagłusza płacz, dusi w zarodku bezsilność, budzi słuszny gniew, więc mówię sobie: "Tańcz, tańcz, tańcz", ale nie wiem, jak to zrobić. Ojczyzna jest jedna, tylko jedna. Rozbawiona myślą o tak prostym rozwiązaniu, podeszłam do najbliższego stolika, aby wychylić shota i znieczulić się. Za mało, sięgnęłam jeszcze po dwa pozostałe przyniesione przez kelnera. Oburzone miny siedzących przy stoliku rozśmieszyły mnie.

– O, sorry. Wielkie sorry. On płaci, kochani. – Wskazałam Filipa i podeszłam do niego.

– Tylko tańczyć do rana, nie, dłużej, dziś, jutro, na zawsze? Czy chcesz?

Zdezorientowany skinął głową, że akceptuje rachunek i przyjął mnie. Pierwsze kroki do zwycięstwa. Wróciłam nie taka sama, lecz silniejsza, żebym nie czuła, gdy zaboli mnie. Trzeba zapisać łzy po stronie kosztów jak podatki, czyli na straty, a może na dywidendę z przyszłości.

Filip poczuł się wyraźnie pewniej, gdy zapłacił. Cóż, byłam marzeniem, wykwit przerasowienia, więc przestałam sobie zawracać głowę rozmową, zresztą wycie i hałas wywoływany przez Recka skutecznie to uniemożliwiał. Tańcz, tylko tańcz. Przykleiłam się do Filipa. Jego podatność jest moją szansą na lepszy byt. Nie mogę zawieść swoich.

Przyjemny jest ten taniec z Ziemianinem. Wczuwa się, chłonie, lecz, co go jara – nie wiem. Zawiesiłam się na wersach Recka: "Tańcz, tańcz, tańcz, może to coś da". Powtarzam je posłusznie: "Tańcz, tańcz, tańcz". Czuję, że Filip na jakimś poziomie komórkowym odpowiada. Modlę się, aby moja strategia się sprawdziła. 

Kątem oka zauważam dramę. Jakiś chłopak podniósł dziewczynę i wyślizgnęła mu się z rąk. Upadła na kamienną posadzkę. Leżała. On nad nią stał i winił za to. Nikt nie widzi powiększającej się kałuży krwi. Za co ją beszta, za krew czy upadek. Obserwuję. Pociesza mnie tylko melodia, tłumi mój żal. 

Przytulam się do Filipa. 

– Nie mieszajmy się, zaraz wezwą służby – szepce.

– I co będzie?

– Zajmą się. Nie ma obrazu, nie ma rzeczywistości, to jasne. Sama na to pozwoliła.

Wzdrygnęłam się, a obraz zyskał głębię. Ziemia jest niczyja, gotowa do absorpcji.

– Zobacz, Ariel, nowa piosenka, może spróbujesz. Reck chce ci oddać podium. 

– Ni-e-e. Dlaczego? Tak, ale tekst będzie?

– Przecież zawsze jest – zdziwił się. – Leć. Chyba, że nie chcesz. Przecież, nie musisz.

– O, z przyjemnością, Filipie, zrobię to dla ciebie.

Na scenę niosły mnie shoty i złość. Po drodze przybiłam piątkę Reckowi i wzięłam od niego mikrofon. Gdy pojawiły się pierwsze wersy, wiedziałam, że wpuścił mnie w maliny.  "Dla ciebie słowa nie znaczyły nic, a ja na serio je brałam".

Gramy na polu przeciwnika. Spojrzałam wyzywająco na Recka, po czym lekko obniżając głos, przeniosłam wzrok na Filipa.

 

***

– Filip, podrywała mnie, daj sobie spokój chłopie. Rok ci jeszcze pozostał. Oni są dziwakami. 

– Ty ze swoimi wolnościowymi poglądami, dobrze, że cenią tradycję. Wiesz z czym przyjechała? Z książką, a potrafi też gotować, o seksie nie wspomnę, nie to co nasze dziewczyny, które są takie same jak my. Nie dotknij, nie rusz. A jak się mną zachwyca? Uuu.

– Co z tobą! Jeśli zachwytu potrzebujesz, to ci od razu powiem, jesteś gieroj i porządny gość. Znasz się na automatach, na ziemi stoisz, a nagle ci odbiło i w gwiazdach szczęścia chcesz szukać.

– Głupiejesz, bo nie poleciała na ciebie, Reck?

– Czy musisz do cholery popełnić małżeństwo i emigrować? Jak ta Ariel tak dba o ciebie, czemu nie zostanie?

– Nic nie rozumiesz, ona nie może. Jest potrzebna u siebie. 

– A ty możesz rzucić wszystko w cholerę i zwiać do tego zapyziałego świata?

 

***

reck@com.z

Tu jest cudownie. Już na lotnisku zaliczyli mi ukończenie studiów i dostałem przydział do pracy. Naturalnie w stolicy, bo tam mieszka Ariel, ale i tak pojechałaby za mną na kraniec wszechświata. Ariel jest pielęgniarką, nie wiedziałem. Pewnie dlatego jest taka troskliwa. 

Z automatonów jestem guru, jednym z kilku na planecie. Projektuję linie żywności, łatwizna, sto lat za nami, albo i jeszcze więcej. Tylko trzeba obchodzić te ich prawa naturalne. Człowiek jest tutaj świętością, panem stworzenia, a nad nim tylko siła wyższa. On dyktuje prawa przyrodzie i jest cholernie cenny. To skomplikowane, nie wyjaśnię w kilku słowach.

 

filip@com.e

Chłopie, co to jest prawo naturalne i jaki z ciebie pan stworzenia. Prosty chłopak jesteś, dobry w swoje klocki i nic poza tym. Wracaj, póki czas, z tą swoją Ariel na Ziemię. Cofasz się.

 

reck@com.z

Przyjedź i sam zobacz. Zostaniesz. Ariel ma fajne koleżanki. <3

 

filip@com.e

Swat się znalazł. Przyjadę. Dawaj zaproszenie, bo Elis jest poza strefą.

 

reck@com.z

Poproszę Ariel, zaproszenia wysłać nie mogę, nie zostałem naturalizowany, ponoć czegoś jeszcze potrzeba. A z nowych wiadomości, będziemy mieli bebiko, a nawet dwa naraz, czyli bliźnięta. Trzeci tydzień. Pogratuluj, bo nie wiem, czy ty się dorobisz i zasadzisz drzewo.

 

filip@com.e

Drzewa sadzę i bez bebiko. Dawaj zaproszenie. Przyjadę. Pogratuluj, bo właśnie obroniłem dyplom u Sendo i dołączyłem do ekipy ruszenia Ziemi z posad w Kosmos. Tak, powędrujemy wraz z planetą, jak o tym marzyliśmy. Mega wyzwanie. Wszystko może pójść nie tak. Mamy namierzonych kilka nowych Słońc.

 

***

Filip rozkoszował się jazdą na desce do Fabryki Konserw. Z samego rana zawiadomili go, że coś tam się zacięło na piątej linii i cała partia rybików musiała pójść do kosza.  Pewnie już wystrzelono ją w kosmos. Co tam, u licha, mogło się stać? Z zamyślenia wyrwał go pisk hamulców.

Na pasach leżał mężczyzna, właśnie potrącony przez samochód. No tak, autonomiczny pojazd. Ci Elisjanie są beznadziejni, uruchamiają stare ziemskie skrypty, jakby pasów transmisyjnych nie dało rady wprowadzić na małym obszarze. Jego patent też czeka, kisi się od połowy roku w Biurze Weryfikacji Zgodności Wynalazków z Prawem Natury i trzeba poczekać. Ariel uspokaja, że procedura trwa zazwyczaj ponad rok.

– Cholera! – przeklął, widząc, że facet się nie rusza, a autonom jest pusty.

Zerwał się do biegu, aby pomóc, w końcu miał żonę, która pilnowała, aby odbywał raz na kwartał kurs pierwszej pomocy.

Mężczyzna leżał nieprzytomny, lecz nie miał śladów obrażeń. Czy oddycha? Wolno, ale tak. Wyglądał jakby był uśpiony. Filip czym prędzej wbił alarm dla służb ratowniczych i słysząc głos dyspozytora, potwierdził:

– Tak, zagrożenie życia. Oddycha samodzielnie.

Z tła dobiegł go niezrozumiały dialog.

– Zgodność dopuszczalna. Można dokonać połączenia. Powtarzam, obiekt zgodny, ingerencja dopuszczalna. Mamy zgodę Biura Zachowania Mieszkańców.

– Do wszystkich jednostek. Na skrzyżowaniu Radosnej z Wesołą jest obiekt i Mieszkaniec. Nerki. Konieczne połączenie. – Dyspozytor powtórzył wezwanie dwa razy, a widząc trzy zielone kropki zmierzające do celu, zakończył połączenie.

 

Patrol Refixu obezwładnił Filipa.

– Zajmijcie się nim, nie mną –  krzyczał do nich. – Co robicie?

– Po kolei. Po kolei. – Uspokajali go, podając znieczulenie.

Pomyślał: “Robią to na ulicy, przecież zarazki. Nie, ich tutaj nie ma, przecież nawet rybiki wywalają w kosmos. Sterylny świat”. Zanim stracił przytomność, dobiegł go jeszcze sygnał następnej karetki. Była czarna.

– Obiekt już odleciał. Pospieszcie się!

Z karetki wyskoczyła dwójka pielęgniarzy i kobieta w uniformach Biura Zachowania Mieszkańców Elis. Kobieta skierowała się od razu do pacjentów, a pielęgniarze czekali na opuszczenie podestu samochodu, aby móc wyciągnąć podwójne nosze.

Połączenie przebiegło sprawnie.

 

***

reck@com.z

Piszę ze szpitala, jestem podłączony do gościa, który miał wypadek. Życie jest na Elis najcenniejsze. Nie wiem, jak długo to potrwa, martwię się o linię produkcyjną z rybikami. Mam już tymczasowy status Mieszkańca, więc wysyłam ci zaproszenie. Chyba z tą naturą chodzi im o człowieka, ale nie każdego, nie obcego. Swoi są mile widziani. 

 

filip@com.e

Co się dzieje, pisz? Dlaczego jesteś w szpitalu? Byłeś zdrów jak ryba, to ja cierpiałem na alergie. Jak to podłączony?

 

reck@com.z

Podłączono mnie do faceta z wypadku, chyba na stałe. Życie ludzkie jest na Elis najwyższą wartością, chyba nie moje. Ariel powiada, że mam nie być egoistą, bo to hedonizm, a jemu trzeba powiedzieć nie. Sam już nie wiem, jestem skołowany od kroplówek i seksu z żoną. Czemu tak ryzykuje po porodzie? Dzieciaki widziałem. Parka. Chłopak dostał imię po tobie – Reck, a dziewczynkę nazwaliśmy Ariel.

 

filip@com.e

Mam już bilet, trzym się, wyciągnę cię z tego bagna. Projekt Ziemia idzie dobrze. Zatrudniłem sztab prawników, stać mnie teraz.

 

***

Po wylądowaniu na Elis, Reck udał się do szpitala, w którym miał przebywać Filip.

– Niestety, pacjent zmarł w trakcie transplantacji organów do Mieszkańca. Życie jest najważniejsze.

– Jak to zmarł? Pobraliście mu organy? Nerki, wątrobę, płuco, trzustkę i obie rogówki, wyssaliście szpik.

– Nie był jeszcze naszym obywatelem. Teraz stał się nim naprawdę.

– Na boga, on nie żyje!

– Będzie honorowym obywatelem. Przykro nam. Proszę nie wzywać Boga nadaremno, ponieważ w tym przypadku On nie ma tu nic do rzeczy. Pana kolega wstąpił w związek małżeński z obywatelką Ariel i tym samym poprosił o status Mieszkańca. Wyrzeczenia są konieczne, nie popieramy rozpusty królującej na Ziemi.

– On nie żyje. Zabiliście go!

– Nie, uratował innego Mieszkańca. Łączę się z pańskim bólem.

– Chuj.

– Używanie przekleństw na Elis wiąże się z wpłaceniem kary tysiąca jednostek na fundusz ratowania Mieszkańców. Nazywamy go potocznie "uspokajaniem sumienia". Pańskie jest chyba wrażliwe? Szkoda wyjeżdżać tuż po przylocie, może rozejrzałby się pan po Elis?

– Chuj.

– Widzę, że jest pan jednym z tych arogantów ze starego świata. Idzie nowe, ale poprzestańmy na tym stwierdzeniu, bo chyba pan go nie zrozumie. W każdym razie zapraszamy do zwiedzenia naszego świata.

Reck zgarnął ze stołu kapsułkę z prochami i wyszedł. Drogę do kosmoportu najchętniej przemierzałby z zamkniętymi powiekami, aby nie widzieć fiołkowych i zielonych oczu, które zaroiły się na ulicach. Powtarzał sobie, że to tylko nakładki. Przebijał się przez tłumy kobiet.

Czy wszystkie wyległy, aby stanąć na jego drodze?

 

***

Ariel zatrzymała się przed Centrum Regulacji Drogi Mlecznej. Przygładziła fałdy spódniczki od garsonki. Kolejne nowe zadanie, "Ku chwale ojczyzny, jedynej". Przelotnie wspomniała swoją pierwszą misję z Filipem. Od dawna taniec jej już nie przerażał. Kolejny bankiet i tyle. Ludzie są głupi. 

– O, dama z Cygni i to oficjalnie. Witamy serdecznie.

Zapraszał ją prawdziwy człowiek, zapewne wynajęty za grosze. Ci Ziemianie są opętani na punkcie kasy. Uśmiechnęła się grzecznie, aby nie zrobić mu przykrości i manka w banku. Na początek wybrała salę muzyczną, która jak orderowa wstążeczka nieodmiennie ją na Ziemi przyciągała. Podeszła do baru i zamówiła trzy shoty na pamiątkę. Gdy wychylała drugi kieliszek, rozległ się znajomy wrzask:  "Nie uprzedził nikt, że wyleję łzy". Sięgnęła po trzeciego shota i odwróciła się do tropiącego ją wroga. Cóż za godne podziwu przyjacielskie przywiązanie. Ludzka wytrwałość ciągle jeszcze stanowiła niezbadane spektrum. Wychyliła kieliszek do dna. Nie było w niej łez.

Spojrzenia Ariel i Recka się skrzyżowały. Trochę żałowała, że nie udało się pozyskać go dla Elis, chociaż może jeszcze nie wszystko stracone. Szkoda, że do tej pory się z nikim nie związał na Ziemi. Jego dzieci?  

Odpowiedziała mu jak zwykle:

– I mnie nie uprzedził nikt, że wyleję łzy podczas pierwszej misji, że one bolą, że pozostaną na zawsze. Zapomnij o tym wreszcie. Przecież pamiętamy go oboje.

Koniec

Komentarze

Witaj.

Przejmujące opowiadanie. Mocne w przekazie, wstrząsające jeśli chodzi o losy bohaterów, pełne emocji i dramatyzmu. Po takiej lekturze każdy dwa razy się zastanowi, zanim pospieszy z pomocą komuś, potrąconemu na pasach. :) Oczywiście żartuję. :) Pomagać trzeba zawsze, nawet ryzykując, jak to zrobił nieświadomy konsekwencji Filip. 

I te przemyślenia Ariel… 

Kapitalny pomysł, świetna historia!

Jestem pod niesamowitym wrażeniem! :)

 

Z technicznych dostrzegłam:

Nie, już ruszył!"

rozłożył na głową dziewczyny

Mina Filipa zwiastowała początek irytację. 

Ciebie/Ci – raz wielką, raz małą literą w dialogach

ajk o tym marzyliśmy.

Nie było we mnie mnie łez.

Na pewno nie, choć trochę szkoda że nie uda się go pozyskać dla nas i jego, wytrwałość jest niezbadanym spektrum. 

 

Pozdrawiam serdecznie, powodzenia. :)

Pecunia non olet

Cześć!

 

Generalnie mi się podobało, ale trzeba by trochę nad tym jeszcze popracować. Nie chodzi mi wyłącznie o usterki techniczne, ale również o fabułę, która momentami wydawała mi się nieco chaotyczna czy też zbyt skrótowa. Sama jednak piszesz, że tekst nie odleżał i to widać. ;-)

Pomysł natomiast fajny i bardzo mi przypadł do gustu wykreowany klimat oraz sposób rozwiązania akcji. Akurat wczoraj zacząłem czytać „Koniec człowieczeństwa” i dostrzegam pewne zbieżności (być może niezamierzone), np. „Tylko trzeba obchodzić te ich prawa naturalne. Człowiek jest tu świętością, panem stworzenia, a nad nim tylko siła wyższa. On dyktuje prawa przyrodzie i jest cholernie cenny.”. ;-) Wspomnianych w przedmowie opek nie znam i być może przez to pojawiło się u mnie inne nawiązanie. ;-)

„Rozmowa motywacyjna” na Elis też wypadła dobrze. Przekazanie treści poprzez wymianę maili również wyszło ok.

Wplatanie wersów z odzysku wyszło nieźle, tylko momentami zazgrzytało. ;-)

Aha, czy mieszanie narracji jest celowe?

Poniżej wyłapane usterki:

"Ale co on robi, zatrzymał się i gada z tym drugim? Nie, już ruszył!".

– Lubię letni deszcz. – Wystawiła twarz ku coraz gęstszym kroplom.

Zatrzymał się i zdjął wiatrówkę, rozłożył nad głową dziewczyny, gdy biegli, by ukryć się pod wiatą baru.

Obserwowała(+,) jak wstawia hulajnogę do kojca.

Zabrakło przecinka plus zaintrygował mnie ten kojec. ;-)

– Co tak stoisz?

Plus w powyższym fragmencie zabrakło entera po, jak mniemam, Boisz się? ;-) Plus trochę tam rymu. ;-)

 

W tym był mocna i mogła rozwinąć. Zwiększyła rumieniec na policzkach:

Prowadź(+,) ja jestem tu obca!

Myślała, że podejdą do baru, lecz podążył do kilku złączonych stolików w prawym rogu. Siedziało przy nim wiele ludzi.

Czy wiele osób siedziało przy prawym rogu? ;-) Może tak: Myślała, że podejdą do baru, lecz podążył do kilku złączonych stolików. Siedziało tam wiele ludzi.

Wahanie miała tylko w jednym przypadku – Recka, lecz miała za dużo z meksa, słabszy genotyp.

Jak rozumiem, fragment po lecz odnosi się do Recka.

 

Najważniejsze, aby obiekt dawał się polubić, powtarzały, ale uważaj, nie za bardzo, bo wtedy… pojawią się ból i łzy.

– Idziesz(-,) czy nie?!

– Ku chwale ojczyzny. Ona jest jedna – odpowiedziały mu głosy bojowniczek.

Czy słów poprzedzających nie wypowiada kobieta?

 

Trzeba zapisać to po stronie kosztów jak podatki – na straty, a trochę na dywidendę z przyszłości.

To bardzo fajne. :-)

 

Cóż, byłam marzeniem, wykwit przerasowienia, więc przestałam sobie zawracać głowę rozmową, zresztą wycie i hałas  _wywoływany przez Recka skutecznie to uniemożliwiał.

Nadmiarowa spacja.

 

Był zdezorientowany, lecz skinął głową, że akceptuje rachunek i przyjął mnie. Pierwsze kroki do zwycięstwa. Wróciłam nie taka sama, lecz mocniejsza, żebym nie czuła, gdy zaboli mnie. Trzeba zapisać to po stronie kosztów jak podatki – na straty, a trochę na dywidendę z przyszłości.

Flip poczuł się wyraźnie pewniej, gdy zapłacił. Cóż, byłam marzeniem, wykwit przerasowienia, więc przestałam sobie zawracać głowę rozmową, zresztą wycie i hałas  wywoływany przez Recka skutecznie to uniemożliwiał. Tańcz, tylko tańcz. Przykleiłam się do Filipa. Był podatny, jest moją szansą na lepszy byt. Nie mogę zawieść swoich.

Lekka byłoza.

 

Upadła na kamienną posadzkę.

Puszczałam ciągle obraz z back offu sieci Elis i ciągle się myliłam.

Scenę na Ellis.

– Ni-e– e. Dlaczego? Tak, ale tekst będzie? – Upewniła się.

Nadmiarowa spacja.

 

Chyba(-,) że nie chcesz.

Wiesz(+,) z czym przyjechała? Z książką. Potrafi też gotować, o seksie nie wspomnę, nie to co nasze dziewczyny, takie same jak my.

Co z tobą? Jak zachwytu potrzebujesz zachwytu(+,) to ci od razu powiem. Gieroj jesteś i porządny gość.

Poproszę(-,) Ariel, zaproszenia wysłać nie mogę, nie zostałem naturalizowany, ponoć czegoś jeszcze potrzeba.

Tak, powędrujemy wraz z planetą, jak o tym marzyliśmy.

Jego patent też czeka, kisił się od połowy roku w Biurze Weryfikacji Zgodności Wynalazków z Prawem Natury, ale trzeba poczekać. Ariel uspokajała, że procedura zazwyczaj trwa rok. 

Wbił alarm dla służb ratowniczych i słysząc głos dyspozytora, potwierdził, że zagrożenie życia.

– Po kolei.Uspokajali go i sprawnie podłączyli go, podając miejscowe znieczulenie miejscowe

Zanim zemdlał, pomyślał, że robią to na ulicy, zarazki, co jest

Trochę to niezgrabne.

Dlaczego jesteś w szpitalu? Byłeś zdrów jak ryba, to ja cierpiałem na alergie.

Zatrudniłem sztab prawników, stać mnie teraz.

Zapraszał ją prawdziwy człowiek, zapewne wynajęty.

Na pewno nie, choć trochę szkoda że nie uda się go pozyskać dla nas i jego (-,) wytrwałość jest niezbadanym spektrum. 

Nie do końca rozumiem finisz tego zdania, ale ten przecinek bym usunął. ;-)

 

Pozdrawiam i powodzenia w konkursie!

"Kozy mają mnie w nosie, a psy na ogonie." T. Rałowski

Cześć, Asylum!

Tekst ciekawy, problemowy, przyciąga uwagę. Zręcznie budujesz klimat, choć nie od razu jest jasne, o czym mowa. Wszystko zdaje się podszyte jakąś trudno uchwytną grozą, przez co łatwiej ślizgać się po zdaniach niż je rzeczywiście czytać. Konkluzja sprawiła mi jednak kłopot.

Otóż wspomniana groza dopełnia się w nieco dziwaczny sposób. Rozumiemy, że społeczeństwo na Elis jest tradycjonalistyczne, w przekroju wykazuje znaczną religijność zapewne połączoną z nacjonalizmem. Czy można na gruncie takich przekonań dojść do punktu, w którym zabija się na narządy osoby “mniej wartościowe”, przypuśćmy – przybyszy z zagranicy lub innowierców? Zapewne można, ale wówczas sekta taka jawi się groteskowo amoralną, nieporównywalną z większymi religiami, jakich obecnie doświadczamy, a więc – moim zdaniem – nie wyda się większości czytelników interesująca jako przykład etyczny. Nie wspominając już o tym, że uprowadzenie podstępem obywatela innego państwa z przeznaczeniem do rozbiórki na części byłoby prawie zawsze casus belli (o ile rzeczone państwo istnieje nie tylko teoretycznie), a już na pewno zatrzymałoby ruch graniczny i wymianę handlową. Niewyobrażalna jest sytuacja, w której agentki z Elis wciąż swobodnie poruszają się po Ziemi.

Jak to naprawić fabularnie? Wydaje mi się, że do pewnego momentu szłaś dobrym tropem, ale pod koniec go zgubiłaś. Leżał podłączony do ofiary wypadku, jego narządy pracowały za dwóch – nie wnikam w prawdopodobieństwo medyczne, jako sytuacja do rozważań etycznych się nada. A potem go ni stąd, ni zowąd rozparcelowują do transplantacji – czy nie lepiej byłoby, gdyby był tym jednym nieszczęśnikiem na trzystu (dobierz sobie zresztą adekwatną statystykę), którego organizm nie wytrzymał podwójnego obciążenia? Wtedy analogia, którą najprawdopodobniej starasz się zarysować, byłaby o wiele, wiele lepiej widoczna.

Kilka mocno przypadkowych uwag językowych z przeglądu tekstu (bardzo dużo dobrego zrobił już FilipWij):

Kurs taneczny zdałam na celująco

Celująco, ewentualnie na [stopień] celujący.

Zresztą, co zostało mi niż iść dalej, zawsze do przodu.

Zostało mi… innego? Poza? Oprócz?

Poproszę, Ariel, zaproszenia wysłać nie mogę

Pierwszy przecinek zdaje się zbędny, to nie wołacz: poproszę (kogo? co?) Ariel.

Wyrzeczenia są konieczne, nie popieramy rozpusty królującej na Ziemi.

Rozpusty polegającej na korzystaniu z własnych organów? Świadomie tworzysz dysonans moralny? Zwykła drwina? Element kreacji postaci? Lapsus językowy?

Jeszcze kwestia cudzysłowów: nie bardzo się udały w tym opowiadaniu.

 

Dziękuję za lekturę i pozdrawiam!

bruce, jesteś kochana. :-) Dziękuję za przeczytanie. Tekst jest bardzo słaby, przed chwilą go przeczytałam i poprawiłam kilka literówek, choć to za wiele mu nie pomoże. Musiałby odleżeć i zostać porządnie dopracowany.

Filipie, kurcze, bardzo dziękuję za przeczytanie i wypisanie błędów. :-) Wszystkie są w punkt! Cieszę się, że w ogóle dałeś radę coś z tego wyczytać. Mam spore wyrzuty sumienia, że zamieściłam tak niedopracowany tekst, bo konkurs Locomotywnika powinien mnie czegoś nauczyć, ale tego dostatecznie nie zrobił. Wyciąganie wniosków idzie mi średnio.

Ślimaku, co mam powiedzieć-napisać? Twój komentarz jest celny i wnikliwy! Masz rację.  Musiałabym jeszcze naprawdę sporo dopisać, aby tekst miał jakiś sens, lecz skończył mi się czas, w głowie szumiały rozmowy z krótkiego urlopu i kilka piosenek sanah, które poznałam, gdy podrzucano mnie na dworzec. Jednym słowem lipa i wielka pochopność. Teraz, gdy przeczytałam napisane opko, biję się z myślami, aby skatiować tekst, bo po co narażać ewentualnych czytelników na przebijanie się przez niego. Powstrzymuje mnie jedynie pogląd użyszkodników portalu, że tego nie powinno się robić z uwagi na szacunek dla komentarzy zamieszczonych pod tekstem, lecz sama już nie wiem, co silniej waży. Bardzo dziękuję za przeczytanie, rozkminienie opka i komentarz. :-)

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Trochę zazdrościła Ziemi tak dobrego panowania nad pogodą.

Hmmm, przeczytałam. Zatrzymałam się. Wyjrzałam za okno. Wspomniałam pogodę w ostatnim czasie. Jakim cudem Ariel doszła do takiego wniosku? 

Ale zdanie fajne ;) 

 

Filip rządził w tym towarzystwie, rozdawał władzę – ??? nie rozumiem

 

gdyż za dużo było w nim było – a w tym za dużo było ;) 

 

Jeden zaczął zasnuwać na fortepianie, – jakaś literówka?

 

Wzdrygnęłam się, a obraz się zyskał głębię. – chyba o się za dużo

 

na ziemi stoisz, a nagle Ci odbiło i w gwiazdach

Głupiejesz, bo nie poleciała na Ciebie, Reck?

A czemu wielka litera?

 

 

Cóż za przewrotny tytuł. Spodziewałam się na jego podstawie czegoś nieco innego i cały czas w trakcie lektury moje przewidywania podążały w zupełnie inną stronę niż ostatecznie się okazało. Tu punkt dla Ciebie za niespodziankę. 

Masz specyficzny styl pisania, który w moim przypadku wymaga większego skupienia (to nie zarzut – żeby nie było). I tym razem nie dało się przelecieć lekko, chociaż czytało mi się szybko.

Najbardziej chyba podoba mi się klimat opowieści i to, że wciąga ona i człowiek nie chce się oderwać od lektury, żeby poznać dalsze losy bohaterów. 

Wiesz co mi jeszcze podeszło? Chociaż w pierwszej chwili lekko przystopowało, ale później doszłam do wniosku, że do to ciekawy zabieg, który się sprawdził. Zmiana narracji. Pokazałaś Ariel na dwa sposoby – z zewnątrz (ok, z punktu narratora zewnętrznego) i od wewnątrz, gdzie można ją lepiej zobaczyć i poznać. 

 

Jak później pousuwasz usterki i wygładzisz, to masz ode mnie klik :)

 

 

biję się z myślami, aby skatiować tekst, bo po co narażać ewentualnych czytelników na przebijanie się przez niego

Ani się waż!!! Co nie pasuje, popraw później, a na razie przełknij tę pigułkę ;) 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

bruce, jesteś kochana. :-) Dziękuję za przeczytanie. Tekst jest bardzo słaby, przed chwilą go przeczytałam i poprawiłam kilka literówek, choć to za wiele mu nie pomoże. Musiałby odleżeć i zostać porządnie dopracowany.

Mnie się podoba. Pomysł z tym szukaniem nowych “zdobyczy” – bardzo dobry.

Pozdrawiam serdecznie. 

Pecunia non olet

Moim zdaniem tekst jest do rzeźbienia, a nie do burzenia. ;-) Pomysł i klimat są, więc trzyma się to na mocnej ramie. :-)

"Kozy mają mnie w nosie, a psy na ogonie." T. Rałowski

Szewc zabija szewca, bumtarara bumtarara!

 

 

(i żadnego katiowania mi tu!!!)

Częścią tolerancji jest uwolnienie się od kompulsywnej potrzeby słuszności - JeRzy

Jesteście bardzo mili. heart Chyba przełknę tę żabę, choć jej czy owoców morza, z wyłączeniem krewetek, nie lubię. ;-)

 

śniąca, piękne dzięki za komentarz, dobre słowo i pochylenie się nad opowiadaniem! :-)

Tu punkt dla Ciebie za niespodziankę.

Fajnie, że udało się sprawić niespodziankę. :-)

Masz specyficzny styl pisania, który w moim przypadku wymaga większego skupienia

Niestety, nie tylko Ty masz takie odczucia. To ważna dla mnie uwaga. 

klimat opowieści i to, że wciąga ona i człowiek nie chce się oderwać od lektury, żeby poznać dalsze losy bohaterów. 

Kiedy pojawią mi się w głowie postaci, sama chcę dowiedzieć się, jak by się zachowałyby w różnych sytuacjach. Intrygują mnie.

Zmiana narracji. Pokazałaś Ariel na dwa sposoby – z zewnątrz (ok, z punktu narratora zewnętrznego) i od wewnątrz, gdzie można ją lepiej zobaczyć i poznać. 

Tak, narracja jest dziwna i zmienia się na bardzo krótkich odcinkach. Próbuję się z nią uporać, ponieważ czasami przy jej pomocy – wydaje mi się – że łatwiej jest pokazać specyficznych bohaterów i oddać ich dylematy, poza tym nie lubię (z wyjątkami) pierwszoosobowej narracji, ponieważ bardzo ogranicza. Podobne zastrzeżenia mam do używania czasu teraźniejszego, też zawęża pole, choć w inny sposób.

Babole zostaną poprawione, rzecz oczywista. xd

 

bruce, i ja pozdrawiam serdecznie. :-) I jeszcze raz dzięki za pierwszy komentarz.

filipie, trochę ruinacji by się przydało plus dobudowanie ze dwóch do czterech pomieszczeń (na Ziemi i Elis), ale rzeźbienia koniecznie wymaga, masz rację. :-)

 

Staruchu, witam Jurorze. :-) Wdeptując w tekst, przybiłeś pieczątkę. ;-) Nie skatiuję, niech wisi. Let's dance, dobre. ;-) Ten Bowie to był gość, trzynaście instrumentów, teksty i osobowość sceniczna. Może pierwszy singiel:

Space Oddity

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

heartkiss

Pecunia non olet

No, niezłe sucze z tych bab. I mają mózgi wyprane do białości. Żeby tak ojca własnych dzieci… Modliszki jedne.

Ale też mam wrażenie, że inne planety powinny na to jakoś zareagować. Jeśli nie na szczeblu oficjalnym, to chociażby plotkami, że znajomy mojego przyjaciela kiedyś tam poleciał… Co by się u nas działo, gdyby tak na przykład biali mężczyźni nie wracali żywi z Tajlandii?

Zastanawiam się, czy nie ma tańszej metody pozyskiwania organów. W końcu dziewczynę długo trzeba było szkolić do misji.

Aha, mocno postawiłaś na dialogi. Mam wrażenie, że przydałaby się kapka opisów albo chociaż didaskalia.

Babska logika rządzi!

Cześć Asylum.

Taka mołofajna ta Elis, ale opowiadanie zacne. Stoi tym co u Ciebie najlepsze – wyobraźnią i językiem. Jeśli miałbym się czegoś czepiać, to trochę przeciągniętej sceny w barze, no i oczywiście kilku niezrozumiałych scen, których znaczenie pozostało w Twojej głowie:

– Tak, poznałem po długich włosach, żeś z najwcześniejszych ewakuacji. Spod jakiej gwiazdy? Proximy, Syriusza, czy Cygni?

Wprowadzasz tutaj jakąś historię świata, która zaciekawia, a która nie jest chyba potrzebna do zrozumienia fabuły. Moim zdaniem, powinnaś albo opowiedzieć coś więcej o ewakuacji, albo pominąć.

Kątem oka zauważam dramę. (…) Zajmą się. Nie ma obrazu, nie ma rzeczywistości, to jasne. Sama na to pozwoliła.

Zupełnie nie rozumiem, nie tylko tej sceny, ale również jej znaczenia dla tekstu.

Reck zgarnął ze stołu kapsułkę z prochami i wyszedł. Najchętniej szedłby z zamkniętymi powiekami, aby nie widzieć fiołkowych i zielonych oczu w drodze do kosmoportu. Powtarzał sobie, że to tylko nakładki. Przebijał się przez tłumy kobiet.

Choćbym nie wiem jak wiele razy to czytał… to nie rozumiem. Kolor oczu to nakładki? A jeśli tak, to co w tym dziwnego? No i faktycznie, po co one tam “wyległy”?

 

W sumie jednak, bardzo fantastyczne opowiadanie w każdym tego słowa znaczeniu.

Myślę, że wyległy po to, żeby spróbować upolować kolejnego faceta. A nuż się uda tanim kosztem…

Babska logika rządzi!

Dziękuję, Finklo, za przeczytanie i klika. :-)

„Opisy” i wyjaśnienia rzeczywiście obecne są w formie szczątkowej i przydałoby się ich więcej. Zdaje się, że jak by to powiedział Cm, skompresowałam po swojemu. Jeśli chodzi o zawartość, fabulę i akcję trochę rzeczy jest niedopowiedzianych. Ogólne niezadowolenie z liczby błędów w tekście sprawia, że trudno mi o nim rozprawiać.

Może odpowiem w sposób następujący – oś jest zamierzona, lecz przydałoby się trochę szczegółów, choć raczej nie kontekstu i zabiegów związanych z łagodzeniem, osłabianiem. 

Odnośnie kwestii, o których wspomniał Ślimak Zagłady oraz pytań postawionych przez Ciebie myślę sobie, że często mamy nazbyt dobre samopoczucie w odniesieniu do tego, jak jest i jak powinno być, nie zauważając oczywistego. Przeważająca większość mieszkańców naszej planety zaliczana jest do tzw. gorszych mieszkańców lub wręcz niezauważana i pomijana w rachubach, dzieje się tak od dawna, nawet w obrębie tzw. swoich wspólnot. Kiedyś Kisiel powiedział, czy napisał (przeklnę, bo on też wyraził się dosadnie, cytat może być niedokładny, gdyż piszę z pamięci): „To, że jesteśmy w dupie to jasne. Problem w tym, że się w niej urządzamy (powiedziałabym – urządziliśmy i w tym trwamy)”.

W tym kontekście zachowanie Elizjanki, Elizjanek motywowane jest podobnym rodzajem deklarowanych wartości, czyli może należeć do tej samej klasy zachowań. Elizjanka pozostawiła Filipa bez wyboru, ponieważ w takiej rzeczywistości została wychowana, innej nie znała. Czy w związku z tym jest z niej sucz? 

Może tak, nie wiem, lecz widzę/zauważam że stosunkowo łatwo przyjmować narzucony ogląd rzeczywistości i nie zwracać uwagi na ramy, w których przyszło nam żyć (vide obecny spór taty Maty z Zandbergiem). Niejako każdy ma rację i jej nie ma zarazem. Dziwne, lecz mam stosunkowo dużą tolerancję w umyśle na utrzymywanie rozbieżności. Jestem ich zwyczajnie ciekawa, dlaczego tak, a nie inaczej. Jeśli życie ma być święte, musi iść w parze z odpowiedzialnością, a nie jej zrzucaniem i torturami tych, którym nie pozostawia się wyboru: czy są to kobiety, susza, zalewanie jak w Dżakarcie, wojny, walka koncernów o ponoć niczyje zasoby. Wszystkie na pewnym poziomie zdają się sprawą podobną, możliwą tylko do uzgodnienia przez przyjęcie wielce niedoskonałych wspólnych zasad, acz nie przez ich arbitralne narzucenie i grabież. Boimy się, co jest bardzo ludzkie, wybierając to, co wydaje się korzystne dla naszej egzystencji (myślę o średniej, w tym też inspirowanej).

Naturalnie przy okazji tego tekstu rozwijałam, niejako na boku, osobną historię „sprzeciwu”, czego odpryskiem w tym opku była rezygnacja Reksa z „kariery” dla prześladowania Ariel oraz ona, wstępująca zawsze do baru z żywą muzyką, choć wiedziała, że on tam będzie i dojdzie do konfrontacji.

Czy Ziemia zrobiłaby „halo” z powodu jednego doktoranta, choćby nawet najbardziej obiecującego na konkretnym uniwersytecie? Tak, pojawiło się kilka artykułów, ale Ziemia i jej mieszkańcy mieli ważniejsze sprawy na głowie, czego zajawką miało być ruszenie planety w kosmos, ale żyli też swoim życiem – czy można nim nie żyć i jak wybierać to co istotne?

 

Ślimaku, odnośnie podłączenia i liczby trzystu – rozważałam taką opcję, lecz w gruncie rzeczy niewiele wnosiła prócz pokazania cierpienia związanego ze stałym podłączeniem, choć sprawa współpracy osób nierozdzielonych operacyjnie jest bardzo ciekawa, podobnie jak połączenie nieznajomych. Ostatnio przeczytałam jakieś doniesienie o dwóch nierozdzielności kobietach.

Zauważ, że kwestia dawcy organów pojawia się w oskarżającej wypowiedzi Reksa. Elizjanin tylko potwierdza, że Filip uzyskał status Mieszkańca. Za jakie zasługi i dlaczego – nie wiemy. Domysły Recka i wiem, wiem zzipowałam. ;-)

 

Fizyku, miło mi że zawitałeś i za klika dziękuję, naturalnie. :-)

opowiadanie zacne. Stoi tym co u Ciebie najlepsze – wyobraźnią i językiem. Jeśli miałbym się czegoś czepiać, to trochę przeciągniętej sceny w barze, no i oczywiście kilku niezrozumiałych scen, których znaczenie pozostało w Twojej głowie:

Dziękuję za miłe słowo i czepialstwo równocześnie. :-) Czepialstwo słuszne ze wszech miar. Z tymi scenami w głowie – ważna uwaga! Podrzuciłeś mi powód, który może stać za moim zipowaniem, kiedy ścigam się z czasem, a tekst nie odleży i nie ma oglądu drugiego oka. Bo to jest tak: coś tam widzę/pochłonie mnie pewien problem/zagadnienie i leży, dopóki nie pojawi się zarys bohaterów i zaczynam widzieć świat, w którym żyją i daje im życie. W pierwszych scenach ich poznaję, jestem ciekawa, kim są, skąd i dlaczego się tak zachowują, stąd są dłuższe, a potem już leci szybko, bo chcę się dowiedzieć, jak się to wszystko skończy. Ta moja niecierpliwość doprowadza do niedbałości w opisach. Oni działają i muszę za nimi nadążyć, a wszystko zdaje mi się jasne i nie chcę zawracać głowy czytelnikowi zbędnymi detalami, przyjmuję, że on też wie, a tak nie jest, bo nie siedzi w mojej wyobraźni i wymyślanym świecie.

nie jest chyba potrzebna do zrozumienia fabuły.

To bardzo skrótowe wskazówki: długie włosy – symbol idealnej dziewczyny, Cygni – przenosi rodzaj znaczenia, zapowiedź i ma podkreślać misję Ariel.

Zupełnie nie rozumiem, nie tylko tej sceny, ale również jej znaczenia dla tekstu.

Hmm, Filip, Ziemia i jej mieszkańcy nie są kryształowi. Scena właściwie miała potwierdzać w skrócie przekonania bohaterki. Taki dowód z własnych doświadczeń, jak przykładowo silne przekonanie, że potrafisz wyczuwać czyjś wzrok na swoich plecach i się odwracasz, tylko że pomijasz te przypadki, gdy nikt się nie wgapia, a skrzętnie ewidencjonujesz trafienia.

Kolor oczu to nakładki? A jeśli tak, to co w tym dziwnego? No i faktycznie, po co one tam “wyległy”?

Kolor oczu współcześnie łatwo zmienić, wystarczą odpowiednie szkła kontaktowe. A wyległy, jak powiada Finkla. :-) Chcieli go zatrzymać, zachęcić do zwiedzenia Elis, aby wyciszyć burzę przeżywanych przez niego emocji, aby nie narobił zbytniego rabanu na Ziemi, co się ostatecznie do końca nie udało, o czym świadczy oficjalna wizyta Ariel na Ziemi. Poza tym miał potencjał i mógł im się przydać, niekoniecznie jako dawca organów, czy obiekt do badania, lecz zwyczajnie był dobry w tym, co robił, a Elis miała za mało tzw. talentów technicznych.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Z powodu jednego Filipa nikt by dyplomatycznych dział nie wytaczał. Ale odniosłam wrażenie, że tych dziewczyn wysyłanych na misje było więcej.

Babska logika rządzi!

Było więcej, 100% racji, lecz nie była to inwazja Plutona w skali planety. xd Raczej “krecia robota” i uszczykiwanie, gdy można i dostępne, niemniej  jednak zbudowałam wrażenie armii, co stanowi błąd. 

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Hej!

Nie usuwaj! ;)

Dobra, to teraz szerzej.

Szczerze mówiąc o wiele bardziej lubię niedoskonałe opowiadania, które poruszyły we mnie jakieś struny albo wywołały uczucia (chyba, że to uczucie irytacji :P) niż wspaniałe technicznie teksty, które są jałowe i bez życia. Mam świadomość, że dla niektórych usterki techniczne to powód to bardziej lub mniej merytorycznych komentarzy, ale dopóki nie jestem jurorem w konkursie/nie jest naprawdę źle i nie przeszkadza mi to w czytaniu to wolę skupiać się na fabule i tym, jaka opowieść jest sama w sobie.

Jaki wstęp… przejdę w końcu do rzeczy xD

Bardzo mi się podoba Twój pomysł tutaj. Sposób przedstawienia głównej bohaterki – i tego, jak obco się czuje – zrobiłaś na tyle plastycznie, że czułem z nią sporą więź, nawet, jeśli niekoniecznie popierałem jej działania. Klimat również jest na tyle ciekawy, że chciało się więcej i dalej.

I teraz czas na mały zarzut ;x Wiem, że opowiadanie powstało na konkurs, ale przy fragmentach piosenki sanah czułem się nieco wyrwany, jak gdyby grały nieco fałszywie w tej opowieści. Być może to kwestia tego, że jakiś czas temu spisywałem ten utwór i musiałem go wielokrotnie przesłuchać, być może Twój zamysł był taki, żeby te frazy brzmiały obco, inaczej, nieco sztucznie w ustach bohaterki. To właściwie jedyna rzecz, która mi nieco przeszkadzała, ale zdaję sobie sprawę z tego, że problem może tkwić we mnie.

No, w każdym razie: czytało się miło, nie usuwaj!

Dzięki, morty za komentarz. :-) 

czułem z nią sporą więź, nawet, jeśli niekoniecznie popierałem jej działania. Klimat również jest na tyle ciekawy, że chciało się więcej i dalej.

To fajnie. <3 Ciągle eksperymentuję i szukam sposobu na wyrażenie i zapis tego, co chciałabym, aby było i w pierwszym feroworze wydaje mi się, że jest ok, a potem są już tylko schody w dół, znaczy, kiedy czytam całość, ciągle coś przestawiam, poprawiam, a po kilku dniach zapamiętale wyrzucam i dopisuję nowe. Jako-takie odniesienie tak jak do obcego tekstu, zaczynam mieć dopiero po około miesiącu, gdy historia zwietrzeje i ulotni się z głowy przygnieciona innymi doświadczeniami. ;-)

Wiem, że opowiadanie powstało na konkurs, ale przy fragmentach piosenki sanah czułem się nieco wyrwany, jak gdyby grały nieco fałszywie w tej opowieści.

Może tak być. Niektóre są lepiej, a inne gorzej wpasowane i haczą, trzeba byłoby się jeszcze się nad tym pochylić i dopracować okolice tych zdań, by brzmiały naturalniej, choć nie wiem czy by mi się to udało. Moim zamierzeniem nie były sztuczne frazy w ustach bohaterki, choć trochę może i tak, lecz dysonans miał budzić kontekst klimatu piosenki i opka, jeśli ktoś zna i słuchał, bo jeśli nie – bez znaczenia. I sanah ma zadziorne, fałszywe nuty, zresztą to właśnie one mi się spodobały, gdy w sytuacji wymuszonej słuchałam jej piosenek i to chyba prawda – teraz tak sądzę – że chciałam się letko wpisać w ten rodzaj niejednoznaczności, tzn. wprowadzać fałszujące, mylące akordy. Nie umiem tego, więc wiesz… ;-)

pzd srd i niech tekst szybko zniknie w czeluściach netu, jak musi na razie w nim siedzieć. Dzięki jeszcze raz za przeczytanie i koment.  :-)

a

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

wprowadzać fałszujące, mylące akordy

Właściwie to pewnie masz na myśli alterację – czyli albo się podwyższa/obniża któryś z dźwięków skali akordu, albo dodaje jakiś spoza (ale i tak na ten moment można znaleźć skalę do wszystkiego, zresztą jest w jazzie skala alterowana) :P

Tak. A teraz już nawet wiem, jak to się nazywa. :P

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Ciekawy pomysł. Intrygujące opowiadanie. Niepokojące. Fajne :) (na lic. Anet). Miś pozdrawia.

Cześć, Asylum!

 

Na dwie części rozbiję to co chcę napisać ;)

Po pierwsze to realia konkursu – przeczytałem tylko kilka tekstów “fantastyki z odzysku”, ale chwyciłem specyficzny klimat tych opek, tym bardziej jeśli zna się piosenką, pod które były pisane. “Melodii” się nasłuchałem w radiu aż zanadto :P więc siłą rzeczy jak wpadały wersy, to czytałem je śpiewając :D Nad tym jak zostały wkomponowane niech już się zastanawiają jurorzy :) mi się podobało :)

Po drugie sama treść – skłaniające do refleksji, aczkolwiek z naszego punktu widzenia Elis nie może się podobać – Filip został jednak potraktowany jako obywatel niższej kategorii. To raczej przywołuje na myśl opresyjne reżimy, aniżeli “świat bez skazy”. To nawet ciekawe ujęcie, bo częściej spotykałem się z ujęciem “logiczności aż do bólu”, czy “równości ponad wszystko”, pomijając aspekt człowieczeństwa. Tutaj nadrzędną wartością jest obywatel Elis. Nie odważę się szukać analogii do aktualnego, naszego świata, ale znalazłoby się ich kilka. A Ty opowiadasz, ale ocenę pozostawiasz nam – według mnie, tak to się powinno robić :)

Zatem:

Nie powinnam używać komputera do pisania. 

Skwituję to krótkim:

 

Pisz, pisz, a potem tańcz, tańcz, tańcz ;)

 

No i jeszcze to co złapałem:

Świeży i potencjalnie obiecujący, jednak nie zwycięzca, a jej zdaniem było co innego. 

Tu chyba “zadaniem”

 

Pozdrawiam i spadam: do spania i klikarni ;) (czy raczej w odwrotnej kolejności)

Nie zabijamy piesków w opowiadaniach. Nigdy.

I ja pozdrawiam misia, a za ciekawe i intrygujące, dziękuję. :-) 

Wczoraj byłam w prawdziwym kinie, inaczej się "Diuny" dobrze nie obejrzy, a rzadko ostatnimi czasy do niego chodziłam. Wycyrklować na czas komunikacją i piechotką się nie da, więc byłam dwadzieścia minut przed rozpoczęciem seansu, więc naturalnie kawa plus przeglądanie rozłożonych na stojaku kwartalników miejscowego artystycznego pisma "Bliza". 

Było kilka stosów z numerami z ostatnich lat. Sięgnęłam po pierwszy, drugi, potem popatrzyłam na daty wydania i wzięłam do poczytania przy kawie z ostatniego roku. Nazwiska redaktorów niewiele mi mówiły prócz Huellego. Tytuł numeru – "Nienasycenie". Zamierzałam go przejrzeć i odłożyć, bo po cóż mi on, ale ostatecznie wzięłam ze sobą. ;-)

Okazał się strasznie ciekawy. Eseje na kilka stron, nie przeładowane "kopiuj-wklej", lecz refleksjami i wyimkami ze zbiorczej wiedzy. Na przykład, kto by pomyślał, że w 1992 roku niejaka Rinaldi napisała w pierwszej netykiecie: "bycie podłączonym do sieci jest przywilejem, nie prawem, a konsekwencją użytkowników może być jej przepełnienie. Nakazuje także, aby usuwać z dysku niepotrzebne pliki w celu oszczędzania miejsca" (M. Wilkowski). Zalecanie umiaru. Potem już poszło i dzisiaj raczej opisujemy www w metaforach rozpasania i chaosu. 

Fajne były przekłady wierszy Baudelaire'a przez Liberę, Zero-waste odnoszący się do jakiejś książki i grupy Hołowni "Mniej", i Efekt Grety – wreszcie ktoś sensownie rozprawił się z hejtem na nią i przytoczył/opowiedział, jak rzeczywiście do tego doszło, lecz najciekawszy przeczytany esej był o stworze i ogonie. Metaforze kultury, w tym niezależnej i krnąbrnej – to ten ogon. 

Początkowo stwór był tłuściutki, ogon jędrny, długi i dobrze odżywiony. Z czasem ciało wychudło, a ogon stawał się coraz cieńszy i krótszy (A. Gulda, Coraz cieńszy długi ogon kultury). Facet ma rację, bo wybór mamy, niby coraz większy i dostęp, lecz wybieramy trzy seriale netflixa, a niezależne "sceny" mają wyłącznie grono najbliższych akolitów. W zasadzie się z tym zgadzam. Z konstatacją i powodami – reklama plus pozycjonowanie przez algorytmy też. Marketingowe koncepcje mi mówią: czego chcę/potrzebuję, stwarzają potrzeby? Kiedy mi nie potrzeba nowej pralki, kolekcji ubrań co miesiąc, nowego płynu do zmywania, telefonu, telewizora i innych rzeczy. Nawet net zużywa zasoby planety bez umiaru i ten hard, i soft, to był już kolejny esej. Wiesz, nie jestem za indywidualną odpowiedzialnością, bo bez sensu, choć i na to warto zwracać uwagę, lecz ona leży po stronie firm, państw, czyli wyższego szczebla organizacji jednostek. Więcej nie zdążyłam przeczytać, ale numer leży w domu do dokończenia. Fajni ludzie, tacy jak ja, bliscy.

 

Krokusie, witam kolejnego gościa pod swoim opkiem. :-) Twój komentarz jest dla mnie cholernie ciekawy, ponieważ piszesz o tym, co próbowałam zbalansować i jakoś uchwycić w treści opka. Na przykład lubię rewolucje, wywrotowe myślenie, refleksje idące w poprzek i te od czapy, lecz z drugiej strony, gdy widzę historyczne efekty "utrwalania się" idei, cementowania ich w pomnikach, rzeźbienia kolein jeszcze głębszych myślę sobie, droga jest naprawdę długa i wyboista. Na festiwalu NF duże na mnie wrażenie zrobił meksykański film podobny do “Parasite”, choć inny bo idzie krok dalej – “Nowy porządek”. Jeśli będziesz miał okazję i czas rekomenduję. Dzisiaj słuchałam rozmowy ze Smarzowskim o "Weselu", całe szczęście, że ma dystans do opinii recenzentów i tych z prawej, i lewej strony oraz super, że robi takie filmy jak Wołyń, czy właśnie ten.

Analogia do dzisiaj zdecydowanie jest, tak jak praźródłem przyprawy w Diunie jest ropa. 

“Melodii” się nasłuchałem w radiu aż zanadto :P więc siłą rzeczy jak wpadały wersy, to czytałem je śpiewając :D Nad tym jak zostały wkomponowane niech już się zastanawiają jurorzy :) mi się podobało :)

Popatrz, a ja jej nie słuchałam, nie słyszałam. Dopiero na krótkim wyjeździe mnie uświadomiono. Chyba trochę jestem niepodłączona, bo bardzo starannie odcięłam zwyczajne źródła. Jak Ci się podobało wpasowanie, to jestem zadowolona, a jurki niech się martwią i opiniują. ;-)

Tu chyba “zadaniem”

Naturalnie. :-) Poprawię.

 

Pies śliczny, kocham psy i chyba powoli – wydaje mi się – że będę miała warunki, abym mogła jakiegoś zaadoptować. Miałam kiedyś psa, zwał się Agis, żył szesnaście lat i naprawdę fajnie nam się żyło, choć trafiały się i niesnaski, różnice zdań. :-)

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Pomysł zacny, podoba mi się, ale opowiadanie jest skonstruowane w sposób, który nie ułatwia jego zrozumienia. Początkowo gubiłam się w nieco chaotycznie przedstawionych sytuacjach, potem jakoś poszło i doczytałam już bez kłopotów. Miałam uzasadnione podejrzenie, że Filip został zabrany na Elis w określonym celu, ale nie spodziewałam się takiego zakończenia.  

Asylum, dopracowanie tekstu sprawi, że Miłość wybiera tylko godnych stanie się bardzo porządnym opowiadaniem. ;)

 

Za­trzy­mał się, zdjął prze­mo­czo­ną wia­trów­kę i roz­po­starł ją nad głową dziew­czy­ny. → Jechali hulajnogą w ulewnym deszczu, więc pewnie byli zmoczeni do suchej nitki, dlatego zastanawiam się, w jakim celu i przed czym osłaniał głowę dziewczyny własną kurtką?

 

– Wejdź tam. – Wska­zał na drzwi.– Wejdź tam. – Wska­zał drzwi.

 

wo­le­li uży­wać na­giej siły mię­śni. → Na czym polega nagość siły mięśni?

 

Me­lo­dia była ok. Taka dla za­ślu­bin. → Co to znaczy, że melodia była dla zaślubin?

 

Kurs ta­necz­ny zda­łam ce­lu­ją­co… → W kursie można uczestniczyć, ale obawiam się, że kursu nie można zdać.

Proponuję: Kurs ta­necz­ny zaliczyłam ce­lu­ją­co

 

Wbi­li­śmy się tłum. → Chyba miało być: Wbi­li­śmy się w tłum.

 

bę­dzie­my mieli be­bi­ko, a nawet dwa na raz, czyli bliź­nię­ta. → …bę­dzie­my mieli be­bi­ko, a nawet dwa naraz, czyli bliź­nię­ta.

 

Po­wta­rzam, obiekt zgod­ny , in­ge­ren­cja do­pusz­czal­na. → Zbędna spacja przed drugim przecinkiem.

 

Ko­bie­ta skie­ro­wa­ła się od razy do pa­cjen­tów… → Literówka.

 

– Na boga, on nie żyje!– Na Boga, on nie żyje!

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Cześć!

 

Bardzo ciekawy pomysł. Opowiadanie mi się podobało, choć trochę mi tu zabrakło szerszej informacji o świecie. Pojawiają się bardzo interesujące wzmianki o przemieszczaniu Ziemi i przyjęciu innych ras. Z jednej strony jest zasugerowany bardzo wysoki poziom technologiczny, ale nie do końca wiadomo jaki dokładnie. Wspominasz, że Ziemianie mogą wszystko wykonywać wirtualnie, ale nie wiadomo co się kryje pod tym określeniem. Tekst sugeruje, że ludzkość jest potęgą, ale jednak inna rasa może tak po prostu zabijać ludzi bez żadnej konsekwencji, nie do końca są dla mnie jasne prawa rządzące światem przedstawionym.

W fabule są duże przeskoki, co pozostawia pewien niedosyt, ale nie utrudnia lektury na tyle, żeby nie było można się zorientować w rozwoju akcji. Emaile to bardzo fajny element, uwielbiam takie wstawki w fabule. Ogólnie opowiadanie ma bardzo ciekawą konstrukcję.

Zachowanie głównej bohaterki wydaje mi się trochę niespójne, momentami jest zbyt ludzka, zwłaszcza w tej części, gdzie przechodzisz na narrację pierwszoosobową.

Mam parę sugestii technicznych.

Nagle klamka drgnęła i wysypała się wielobarwna, rozgadana grupa. Przystąpiła do szybkiej identyfikacji obiektu X i odetchnęła z ulgą, gdy odnalazła cel. 

Tutaj się trochę podmiot zawieruszył. Może jednak dobrze byłoby wprowadzić imię bohaterki od razu.

– Lubię letni deszcz. – Wystawiła twarz ku coraz gęstszym kroplom.

Niezbyt dobre określenie.

Ariel stanęła na podeście hulajnogi, X otoczył ją ramionami i pomknęli w narastającej ulewie.

Tu miałam zgrzyt wyobraźni, bo wcześniej nie sugerujesz czytelnikowi na czym on jeździ, nie ma czego sobie wyobrazić, więc do głowy przychodzi najbardziej prawdopodobna opcja czyli samochód, a tu hulajnoga. 

– Do cholery, rozluźnij się! – krzyknął, gdy przyspieszył, po czym dodał z rezygnacją{+:] – Pporadzę sobie, ale choć trochę odpuść, do cholery.

Przebijali się przez ścianę deszczu, wreszcie pojawił się bar. Zatrzymał się, zdjął przemoczoną wiatrówkę i rozpostarł ją nad głową dziewczyny.

To też brzmi, jakby bar się zatrzymał.

Przeglądała w dostępnych opcjach, choć znała je na pamięć.

Przeglądała dostępne opcje

W tym był mocna i mogła rozwinąć. – Zwiększyła rumieniec na policzkach:

Tu się coś dziwnego stało z zapisem.

Zawahała się tylko raz czy nie zmienić obiektu, przy Recku, przyjacielu Filipa.

Ta konstrukcja trochę zgrzyta.

Świeży i potencjalnie obiecujący, jednak nie zwycięzca, a jej zdaniem było co innego. 

Chyba “zadaniem”.

"Tańcz, tańcz, tańcz", ale nie wiem[+,] jak to zrobić.

– Zgodność dopuszczalna. Można dokonać połączenia. Powtarzam, obiekt zgodny , ingerencja dopuszczalna.

Zbędna spacja.

 

Filip rozkoszował się jazdą na desce do Fabryki Konserw.

Nie wiem, czy taki miałaś cel, ale to zdanie mnie rozbawiło. Jest świetne :).

„Nic wędruje wszędzie, zawsze wyprzedzając coś, a w wielkim obłoku nieświadomości pragnie stać się czymś". T. Pratchett

Zaliczone wersy: 15

 

[01]Musiałam uciec stąd na jakiś czas

[02]Wróciłam nie taka sama

[03]Żebym nie czuła, gdy zaboli mnie

[04]Chcę dziś tańczyć do rana

[05]Tylko tańczyć do rana, nie

[06]Nie powiedział nikt, że to będzie proste

[07]Nie uprzedził nikt, że wyleję łzy

[08]Czy za dużo ich?

[09]Trochę to żałosne

[10]Co zostało mi?

[11]Została mi tylko melodia, zagłusza płacz

[12]Mówię sobie: "Tańcz, tańcz, tańcz", ale nie wiem jak

[13] Pociesza mnie tylko melodia, tłumi mój żal

[14]Mówię sobie: "Tańcz, tańcz, tańcz", może to coś da

[15]Dla ciebie słowa nie znaczyły nic

[16]A ja na serio je brałam

[17]Dla ciebie byłam jedną z wielu pań

[18]A ja już ślub planowałam

[19]Znowu sama zostałam

 [20]Kołysz, kołysz

 

Ciekawostka: trzeci tydzień ciąży oznacza okres do maksymalnie kilku dni po zapłodnieniu. Dużo na tym etapie może jeszcze pójść nie tak, wszak 15-20% ciąż ulega spontanicznemu poronieniu w pierwszych tygodniach po zapłodnieniu.

Piknie dziękuję za komentarze! :-)

Łobiecuję, że łodniosę się ło łoranku. 

 

Łano racyję masz niezaprzeczalną, Jurku Jasny. :-)

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Cześć, Asylum :-)

Wiem mniej więcej, co się wydarzyło, ale często podczas czytania miałam poczucie, że jednak mniej niż więcej. Nie przekonała mnie główna bohaterka. Nie rozumie ludzkich emocji, a jednak często sama je odczuwa – np. chce jej się płakać. Interakcje obu postaci sprawiały wrażenie nienaturalnych. Nie potrafiłam uchwycić, na czym właściwie polegały – jest podryw, jakiś flirt, w tle dwa osobne światy, nie wiem, dlaczego w ogóle ta interakcja miała miejsce (szczególnie, że została zainicjowana przez Filipa, a nie Ariel, która miała wykonać misję).

Narracyjnie – tu też się niestety gubiłam – szczególnie w części mejlowej.

Po przeczytaniu całości mam takie wrażenie, że z pomysłu na ciekawą historię wykroiłaś fragmenty, które podałaś czytelnikowi, a większa część historii została w Twojej głowie.

Warsztatowo tu i ówdzie są jakieś potknięcia, jak zasnuwanie na fortepianie ;-), ale czytało się dobrze :-)

If you're going to try, go all the way.

Dziękuję, reg, i ogromnie cieszę się z Twojej opinii. Błędy za chwilę poprawię, za ich wypisanie bardzo dziękuję. :-)

Chaos mógł wywoływać sposób prowadzenia narracji. Próbowałam zastosować podwójny manewr, ale nie jestem w nim wprawiona i ciągle próbuję. Miałam nadzieję, że po przebrnięciu około strony czytelnik przyzwyczai się. W Twoim przypadku chyba się udało. Dodatkowo pewnie sytuację utrudniły zmiany miejsca akcji (planety na planetę) na początku tekstu. 

 

Z kilkoma błędami – jak to zwykle ja – mam problem, bo niejako są przemyślane, lecz widzę, że słabo wypełniają swoją funkcję, więc… na razie jestem w nieparlamentarnym miejscu. ;-)

W różny sposób, niejako opłotkami, próbowałam przemycić informacje o różnicach pomiędzy światem Elis i starą Ziemią – czy ludzie się zmienili, czy nie, czym się kierują, biorąc za punkt odniesienia wiedzę czytelnika z dzisiaj. Dzisiaj jest stanem zerowym/wyjściowym. Widzimy trójkę ludzi plus tło z przeszłości (raczej dalszej). Wydawało mi się, że łatwo będzie ujrzeć skrajne, potencjalne ścieżki, w którą stronę poszło.  Nie chciałam dawać infodumpów, więc je przemycałam. 

 

Jechali hulajnogą w ulewnym deszczu, więc pewnie byli zmoczeni do suchej nitki, dlatego zastanawiam się, w jakim celu i przed czym osłaniał głowę dziewczyny własną kurtką?

Właśnie. Jesteś bezbłędna, o to mi chodziło! :-) Po co, gdy są przemoczeni, zdejmuje własną ociekającą wodą kurtkę, by osłonić dziewczynę. Przecież to nielogiczne i nieracjonalne zachowanie, prawda? Zwłaszcza w przypadku spotkania nieznajomej i jego – osoby technicznej – na którą, go kreuję. Wydawało mi się, że konkluzja będzie jasna – zadziwiająco szybko chłopak stracił głowę, bo dziewczyna mu się spodobała. Jednak tylko Ty to zauważyłaś, więc może za głęboko zakopałam i może trzeba pisać kawę na ławę w takich przypadkach, np. „Jechali w strugach deszczu. Dziewczyna kuliła się. Jej niepewność wydawała się Filipowi rozbrajająca itd." 

 

…woleli używać nagiej siły mięśni. → Na czym polega nagość siły mięśni? 

Przenośnia. Mamy dwa światy, będące w pewnym sensie swoim lustrzanym odbiciem w niektórych sprawach. Elis (planeta) zazdrościła Ziemi rozwoju nauki i techniki, u nich w zasadzie koncentrowano się i doskonalono wybrane aspekty związanych z człowiekiem, stąd konstatacja i rodzaj dezaprobaty w stwierdzeniu Ariel. Przepraszam, że piszę ogólnie, lecz nie chcę napisać wyjaśnienia dłuższego niż opowiadanie, co stało się niejako moim zwyczajem. Może pora się tego oduczyć? Nie wiem.

Co to znaczy, że melodia była dla zaślubin?

Tutaj, podobnie, jw., nie tylko kurs tańca zaliczyła celująco, lecz wiele innych kursów na Elis z historii, obyczajów, bieżących mód Ziemian – też.

Na Boga, on nie żyje!

Tu, boga napisałam małą literą, ponieważ mówi to Filip, a on (Ziemianie) nie wierzą w osobowego boga, jest dla nich jednym z wielu. Nie wiem, czy tak można.

 

 

Cześć, Allicelo, podziękowanie za przeczytanie i komentarz. :-)

Bardzo ciekawy pomysł. Opowiadanie mi się podobało, choć trochę mi tu zabrakło szerszej informacji o świecie.

Fajnie, że ciekawe. :-) Tak, w opiniach powtarza się brak wystarczającej ilości informacji. Te niezbędne próbowałam "zaszyć" w tekście w inny sposób, lecz jest nieczytelny, więc sama wiesz…

nie do końca są dla mnie jasne prawa rządzące światem przedstawionym.

Rozumiem. 

W fabule są duże przeskoki, co pozostawia pewien niedosyt, ale nie utrudnia lektury na tyle, żeby nie było można się zorientować w rozwoju akcji. Emaile to bardzo fajny element, uwielbiam takie wstawki w fabule.

Fajnie, że maile wyszły. :-)

 

Dziękuję za czas poświęcony na komentarz i wypisanie sugestii technicznych. Zawsze się przydają!

Odnośnie zawieruszania podmiotów sama zasada jest słuszna, choć dopuszczalne są od niej odstępstwa w sytuacjach, w których jeden z podmiotów jest wiodący, taki lejtmotiv, i nie gubimy czytelnika. Przyjrzę się wskazanym przez Ciebie przypadkom. ;-)

Wystawiła twarz ku coraz gęstszym kroplom.

Krople padają gęściej, mogą też być mniejsze lub większe, vide deszcz rzęsisty i kapuśniaczek.

Tu miałam zgrzyt wyobraźni, bo wcześniej nie sugerujesz czytelnikowi na czym on jeździ,

Lubię zaskoczenia, lecz niekiedy z nimi przesadzam. ;-)

Przeglądała w dostępnych opcjach, choć znała je na pamięć.

Przeglądała dostępne opcje

Miała katalog, wybierała właściwy i żaden jej nie pasował, tj. pozwalał na wyjście z sytuacji.

W tym był mocna i mogła rozwinąć. – Zwiększyła rumieniec na policzkach:

Tu się coś dziwnego stało z zapisem. 

Nie, dlaczego? Nie rozumiem, zawartość jest ok, lecz zapis – tak, jakaś lipa, zaraz sprawdzę. 

to zdanie mnie rozbawiło. Jest świetne :). 

Też je lubię, Allicelo, może z tego samego powodu co Ty. :-) Wpadało i wypadało z tekstu przy korygowaniu, ostatecznie zostało. Czy trzeba być zawsze "sierioznym" przy tym poziomie otaczających nas absurdów?

 

Witam, DD. :-)

Cieszę się, że zajrzałaś! :-) 

Wiem mniej więcej, co się wydarzyło, ale często podczas czytania miałam poczucie, że jednak mniej niż więcej. Nie przekonała mnie główna bohaterka. Nie rozumie ludzkich emocji, a jednak często sama je odczuwa – np. chce jej się płakać. Interakcje obu postaci sprawiały wrażenie nienaturalnych. Nie potrafiłam uchwycić, na czym właściwie polegały – jest podryw, jakiś flirt, w tle dwa osobne światy, nie wiem, dlaczego w ogóle ta interakcja miała miejsce (szczególnie, że została zainicjowana przez Filipa, a nie Ariel, która miała wykonać misję).

Bogu dzięki, za to "mniej więcej"! Może to dziwne, co powiem/napiszę – główna bohaterka chyba w moim zamyśle nie miała przekonywać. Nie-rozumienie i odczuwanie emocji przez bohaterkę oraz wrażenie nienaturalnych interakcji było konsekwencją elisjańskiego treningu (kształcenia), z drugiej była dalej człowiekiem (pewnych rzeczy łatwo przeskoczyć się nie da, zwłaszcza ewolucyjnych), z trzeciej tym, że postaci są naprawdę z innych planet (pewne rzeczy można pozorować, lecz niektóre trzymają się jak rzep psiego ogona). Więcej napisałam już reg, jeśli chcesz przeczytaj wyżej, co próbuję tam wyjaśnić.

Narracyjnie – tu też się niestety gubiłam – szczególnie w części mejlowej.

Ups, gubienie, niestety też się tego obawiałam, więc tym bardziej cieszę się, że przeczytałaś i dałaś "zwrotkę". 

wykroiłaś fragmenty, które podałaś czytelnikowi, a większa część historii została w Twojej głowie

Niestety, tak może być i chyba jest. Mam kłopot z "literackością", zaczynam wtedy walczyć z infodumpowością tekstu bądź z jego długością, czyli pokazywaniem przez sytuacje i zachowania, wszystko zaczyna się mnożyć jak muchy i końca tego nie widzę. Na razie nie znalazłam na to sposobu/rady. Powiadają, że mam wreszcie skończyć coś, tak napisać od a do z, więc stawiam kropki, ale chyba nie w tych miejscach, w których powinny być. Jak to zrobić, gdy wszystko płynie? W każdym razie jeszcze tego nie wiem. Czy się kiedyś dowiem? Who knows?

Warsztatowo tu i ówdzie są jakieś potknięcia, jak zasnuwanie na fortepianie ;-), ale czytało się dobrze :-)

Uff, dobrze, że dobrze się czytało, bo ostatnimi czasy stało się moim priorytetem, pomimo iż jawi się ja wiedza tajemna, zgoła magiczna. xd

Dlaczego można zasnuwać na pianinie, a nie na fortepianie? Wiesz, dla Ariel był to rodzaj zabiegów /przyzwyczajeń Ziemian, gdy siedzieli w barach/pubach, puszczania mgły do kotleta i rozmów, czyli tło, choć robili to żywi ludzie.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Bogu dzięki, za to "mniej więcej"! Może to dziwne, co powiem/napiszę – główna bohaterka chyba w moim zamyśle nie miała przekonywać. Nie-rozumienie i odczuwanie emocji przez bohaterkę oraz wrażenie nienaturalnych interakcji było konsekwencją elisjańskiego treningu (kształcenia), z drugiej była dalej człowiekiem (pewnych rzeczy łatwo przeskoczyć się nie da, zwłaszcza ewolucyjnych), z trzeciej tym, że postaci są naprawdę z innych planet (pewne rzeczy można pozorować, lecz niektóre trzymają się jak rzep psiego ogona).

Mnie chodziło bardziej o to, że sytuacja komunikacyjna była dla mnie niewystarczająco umotywowana i dlatego reakcje bohaterów sprawiały wrażenie występujących niejako w próżni. Zabrakło mi trochę więcej podbudowy dla tej relacji, kontekstu.Bo wzięłaś na warsztat dość typową sytuację – chłopak zagaduje dziewczynę, small talk, knajpa – ale całkowicie zmieniłaś zasady funkcjonowania interakcji. On wie, że ona nie jest człowiekiem, ona ma jąkąś misję do wypełnienia, w sumie to nie wiem, dlaczego on ją poderwał (?), czy ją poderwał. Znana sytuacja, zmienione zasady – tylko, że ja tych zasad nie znam i dlatego patrzę na to, co mi pokazujesz, ale doświadczam nawet nie dysonansu poznawczego, co właśnie dezorientacji. I zachowanie ze strony Filipa jest dla mnie takim trochę znakiem zapytania. Zachowanie Ariel nieco mniejszym, bo więcej o niej jest. Ale finalnie zostaję z dużą liczbą niewiadomych i elementami udającymi wiadome, a konkretnych wartości w tym równaniu brak. Ech, chyba nie potrafię dobrze wyjaśnić, o co mi chodzi :-(

 

Dlaczego można zasnuwać na pianinie, a nie na fortepianie?

A można? Pierwszy raz spotykam się z takim użyciem słowa zasnuwać. Nie chodziło przepadkiem o zasuwać?

 

If you're going to try, go all the way.

DD

Ale finalnie zostaję z dużą liczbą niewiadomych i elementami udającymi wiadome, a konkretnych wartości w tym równaniu brak. Ech, chyba nie potrafię dobrze wyjaśnić, o co mi chodzi :-(

Wyjaśniłaś dobrze,  ale nie potrafię tego przeskoczyć. ;-)

Nie chodziło przepadkiem o zasuwać?

Nie, nie, nie. xd  Musi być emocjonalne w kierunku nostalgicznym, takie zakrywające czapą półwidzialną rzeczywistość.

Pewnie masz rację, lecz staram się, na ile tylko mogę, pozostać sobą w pisaniu i nie jest ważne, na ile  konkretne słowo/zestawienie przenosi  znaczenie i stanowi błąd, bo nie było/jest używane. wiem – głupie, lecz myślę sobie tak: jeśli mam się dokładać, niechże ten głos będzie mój, pojedynczy, niby nic nie znaczący, ale ja wierzę (chyba to adekwatne słowo) we wspólne budowanie. 

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Co do zasnuwać – jeśli to określenie jest dla ciebie ważne, to ja bym np. pokombinowała dookoła niego, żeby dać czytelnikowi jakiś sygnał, że jest celowe (choć to raczej pomysł/sugestia do wykorzystania na przyszłość, niekonieczne w tym konkretnych tekście).

 

Z jednej strony uważam, że szukanie swojej pisarskiej drogi jest ogromną wartością, z drugiej staram się dzielić szczerym odbiorem tekstu, z trzeciej – co z tym odbiorem zrobisz, to już tylko Twój wybór :3

Więc, owocnych poszukiwań <3

If you're going to try, go all the way.

Z jednej strony uważam, że szukanie swojej pisarskiej drogi jest ogromną wartością, z drugiej staram się dzielić szczerym odbiorem tekstu, z trzeciej – co z tym odbiorem zrobisz, to już tylko Twój wybór :3

Więc, owocnych poszukiwań <3

Eh, nie wiem, czy będą owocne. <3 Raczej pewnie jałowe. Jestem cholernie krytyczna do swojego pisania, choć jak nawet widać, zamieszczam pospiesznie. Szybkość chyba jest wywołana czasem. Dzisiaj widziałam mem o króliku z Alicji, sprawdzał czas. Co z tego, że to wiem? Czemu publikuję, dalej nie wiem. Nie, wiem. Interesuje mnie reakcja, zdanie społeczności, bo po prostu Was lubię, w jednostkach i całej społeczności. :-)

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Po przedmowie spodziewałem się nie wiadomo czego, a tymczasem dostałem naprawdę bardzo przyjemne i, moim zdaniem, całkiem przystępne opowiadanie.

Podoba mi się snuta tutaj historia, podoba mi się wykorzystanie w języku bohaterów wyrażeń „slangowych” typu „sorry” lub „drama”, bo mam wrażenie, że dzięki temu wpasowanie wersów piosenki przebiegło o wiele przystępniej, niż mogłoby, gdyby pominąć ten element stylizacji.

Zwyczaje na innej planecie wyglądają może i okrutnie, ale przez to że są tak obce, są też bardzo ciekawe, dlatego też uważam ten element świata za bardzo udany.

Za dezorientujący odbieram z kolei przeskok z punktu widzenia Ariel na punkt widzenia Filipa. Nie znajduję uzasadnienia dla takiego zabiegu. Sądzę, że dużo ciekawsze byłoby pokazać rozterki Ariel wynikające z zaistniałej sytuacji, bo to w końcu ją miałem okazję poznawać przez w zasadzie pół tekstu. Trochę problematyczne byłoby wówczas wykorzystanie maili (nota bene bardzo fajne, odświeżające rozwiązanie), choć na pewno nie niewykonalne. Szkoda.

Technicznie, zwłaszcza pod koniec, jest tak sobie. Zachęcam do poprawiania baboli, żeby przyszli czytelnicy musieli potykać się jak najmniej. Dzięki za udział w konkursie!

Fantastyka bardzo bliskiego zasięgu? Ciekawe, choć pewnie ja nie byłbym w stanie wymyśleć takiej przyszłości. I wydaje mi się, że mimo przedstawienia cywilizacji Cygni jako zła wcielonego, strona ziemska nie jest prostym odbiciem, dobrem samym w sobie. Też ma sporo za uszami. To mi się bardzo spodobało.

Oraz ten dysonans znany wszystkim czekistom – uczucie, wewnętrzne przekonanie czy obowiązek? Podobno najtrudniej zabić pierwszego człowieka, kolejni przychodzą łatwiej (brrr, ale mnie wzięło na paskudne myśli).

Słowa piosenek widoczne, ale zgodnie z intencją autorki. Sprytny wybieg.

 

I obowiązkowe czepialstwo:

-„a jej zdaniem było co innego” – zadaniem;

– „zaczął zasnuwać na fortepianie” – zasnuwać czy zasuwać?;

– „Flip poczuł się” – literówka.

Częścią tolerancji jest uwolnienie się od kompulsywnej potrzeby słuszności - JeRzy

Dzięki, Jurkowie za komentarze i za błyskawiczne ich wstawienie. :-)

Są dla mnie ciekawe i sporo w nich racji. Dziękuję zarówno za plusy, jak i minusy. 

Błędy pewnie za chwilę znikną.

 

MrBrighside

Anowycięłam sceny końcowe, zostawiając tylko ostatnią, aby wrócić do narracji z pierwszej połowy. Nie godziłam się wewnętrznie na spłaszczenie, a nie potrafiłam znaleźć satysfakcjonującego mnie skrótu podczas tykającego zegara, czas poganiał. 

Z pisaniem trzeba pomyśleć, zostawić, chyba że jest błysk i krótki koncept, przy dłuższym zaczynają  się schody i wątpliwości, ale sam wiesz, jak jest. Jestem bardzo zadowolona, że przekaz odebrałeś jako jasny, gdyż walczę z nierozumieniem, ale szala może przechylić się wtedy w drugą stronę. Coś zyskujemy, coś tracimy.

 

Staruchu, konkursu muzy nie chciałam/mogłam odpuścić, tj. pomysł był MrBrighside  i wspaniale, że zgodziłeś się zostać Jurkiem. ;-) Cieszę się, że odbierasz jako niejednoznaczne, gdyż takim miało być, choć osobiście granicę nieprzekraczalną widzę ostro, jak zapewne się domyślasz.

O, czekista – kurcze, i z nim, i z koncepcją wyeksponowania wersów – w punkt. Nie miałam czasu, czy ja kiedyś go mam (?). Tak, niby posiadam swój czas, lecz "rozłazi się" na inne potrzebne rzeczy, więc konkursy wymuszają deadliny i bez nich byłoby chyba jeszcze gorzej, cieszę się z nich, bo dają pomyśleć i odskocznię. 

Jeszcze raz Wam dziękuję i pzd

a

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Solidne opowiadanie. Jasne, nie bez wad, ale bez wątpienia z całą garścią zalet.

Tekst wydał mi się całkiem przystępny. Jasne, mamy tempo, które momentami jest jednak zbyt szybkie (oczywiście rozumiem, że opowieść powinna cały czas “utrzymywać się w ruchu”, ale czasem trzeba ciut zwolnić, by czytelnik miał szansę lepiej wszystko zrozumieć). Jasne, momentami pojawia się trochę chaosu (wspomniane szybkie tempo, pewne skąpstwo narracyjne – chęć utrzymania wspomnianego tempa historii kosztem braku omówienia niektórych elementów i reguł). I jasne, momentami – zwłaszcza w pierwszych podrozdziałach – bazujesz jednak na pewnych niedopowiedzeniach, stąd wejście w tekst do najłatwiejszych nie należy.

Ważne jest jednak coś innego. Dalej piszesz po swojemu. Wciąż trzymasz ten swój charakterystyczny styl. A jednocześnie znajduję tu jednak taką przyjemną, jak na Twoje pisanie, przystępność. Jakby udało się w końcu znaleźć satysfakcjonujący kompromis między Twoim stylem, a potrzebami i oczekiwaniami czytelnika. Owszem, trzeba się trochę skupić, trochę podopowiadać. Tym nie mniej nie ma już tego problemu, co dawniej, gdzie (niczym z pojedynczych, porozrzucanych puzzli) trzeba było nieomal wyciągać dany koncept z Twojej głowy, bo tam – w wyniku dobrze Ci znanego “zzipowania” – spora jego część pozostawała.

Pisałem, że zachowujesz swój styl i widać to po konstrukcji. Uciekasz od schematów.

Widzimy to chociażby po sposobie prezentacji bohaterów, gdzie niejako “rzucasz światło” na różne postaci, odchodząc od tego najpowszechniejszego modelu skupienia całej historii wokół jednego bohatera i stosowania swego rodzaju gradacji postaci. Czy to udany zabieg? Trudno jednoznacznie ocenić. Z pewnością ma swoje plusy i minusy. Na plus bez wątpienia zapiszę to, że każdy bohater został dzięki temu zabiegowi w jakiś sposób wykreowany i przedstawiony. Każdy ma jakieś widoczne cechy, o każdym można coś powiedzieć. Każdy odgrywa jakąś rolę w opowiadaniu. Można też w ten sposób lepiej pokazać daną historię, jej tło oraz to, co próbujesz poprzez nią przemycić, bo dostajemy kilka perspektyw.

A drugiej strony, dość mocne wyeksponowanie Ariel (i to przez znaczną część opowiadania) sprawia, że te późniejsze przeskoki są nagłe. A przy tym nieoczekiwane i chyba nawet do pewnego stopnia czytelniczo niepożądane, bo wprowadzają lekki zamęt, jeśli chodzi o postrzeganie całej historii i “płynięcie” z biegiem zdarzeń.

Drugie odejście od schematu to “nagie” dialogi. Ja generalnie nawet lubię ten zabieg. On w określonych sytuacjach ma swój sens i swoje uzasadnienie. Tym nie mniej w tym drugim podrozdziale to już chyba poszło za daleko. Tam naprawdę przydałoby się wrzucić choć trochę didaskaliów, bo w pewnym momencie ma się już poczucie takiego “ostrzału” krótkimi hasłami dialogowymi, które bez krzty dopowiedzeń w postaci didaskaliów mogą momentami nie być do końca jasne.

Podsumowując.

Jak pisałem na początku, solidny tekst z paroma niedociągnięciami. Główną jego zaletą jest sam pomysł. Ty wiesz, co chcesz napisać, co chcesz przedstawić. Przemycasz konkretne obrazy, wizje. Prowokujesz do refleksji. Sięgasz po fantastykę, poprzez którą potrafisz pokazać nie tylko mniej lub bardziej możliwe “jutro”, ale (kiedy pokopiemy głębiej) także sporo ponurego, może ciut karykaturalnego (ale niestety tylko ciut) “dzisiaj”. A ponieważ, jak już wspomniałem, udało się przynajmniej w jakimś stopniu zawrzeć ów kompromis z czytelnikiem, to i więcej od razu udaje się temu czytelnikowi z takiego opowiadania wynieść.

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant; Nieoficjalny członek stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków

Podziękowania za przeczytanie i komentarz, CMie! :-)

Solidne opowiadanie. Jasne, nie bez wad, ale bez wątpienia z całą garścią zalet.

Dzięki, bo chciałam w nim choć trochę miarkować wady, o których piszecie, nie rezygnując jednak z myślenia po swojemu. <3

A jednocześnie znajduję tu jednak taką przyjemną, jak na Twoje pisanie, przystępność. Jakby udało się w końcu znaleźć satysfakcjonujący kompromis między Twoim stylem, a potrzebami i oczekiwaniami czytelnika. 

Tu, niestety, nie jestem pewna, a raczej skłaniam się ku myśli, że może oswoiliście się z moim sposobem pisania i takiej a nie innej obecności. Kiedy kogoś poznasz, zaczynasz lepiej go rozumieć, naturalnie, jeśli tego chcesz. Z pewnością trochę nauczyłam się "ogarniać" tekst, przynajmniej z grubsza , dla Was i nie wrzucać czegoś od czapy. To zrozumiałam, acz "literackość" moich tekstów mnie samą od nich odrzuca.

Iii, niezrozumiałe: chodziło mi o takie pisanie, które jest piękne, choćby nie było w nim akcji; jest estetyczne jak przy obrazie, muzyce, performansie, lecz nie jest puste. No i jeszcze zabawa (koncepcja recepcji sztuki przez Gadamera), rodzaj dialogu z odbiorcą. Kody, rozrywka, wspólne poważne działanie i zawsze nadzieja, choć realistyczna. Cholernie dużo mi brakuje umiejętności, wrażliwości do pracy nad tekstem. 

Widzimy to chociażby po sposobie prezentacji bohaterów, gdzie niejako “rzucasz światło” na różne postaci, odchodząc od tego najpowszechniejszego modelu skupienia całej historii wokół jednego bohatera i stosowania swego rodzaju gradacji postaci. Czy to udany zabieg? Trudno jednoznacznie ocenić. Z pewnością ma swoje plusy i minusy.

Widzę to podobnie do Ciebie. xd Gdy za rok przeczytam pewnie lepiej to zobaczę. Dla mnie opowieść spajać musi motyw, a nie bohater narzucający sceny. Bardzo dziwne jest dla mnie pisanie w pierwszej narracji, bo naprawdę musi być uzasadnione, wybrany dobry punkt widzenia i trzeba mieć warsztat taki "jak cię mogę", a ja niestety – niet. ;-)

“nagie” dialogi. Ja generalnie nawet lubię ten zabieg. On w określonych sytuacjach ma swój sens i swoje uzasadnienie. Tym nie mniej w tym drugim podrozdziale to już chyba poszło za daleko. Tam naprawdę przydałoby się wrzucić choć trochę didaskaliów, bo w pewnym momencie ma się już poczucie takiego “ostrzału” krótkimi hasłami dialogowymi, które bez krzty dopowiedzeń w postaci didaskaliów mogą momentami nie być do końca jasne.

Ja chyba niekoniecznie lubię taki zabieg, gdy sama czytam. Wydaje mi się obejściem, lecz musiałam/chciałam się przestawić, żeby jakkolwiek poczuć rozmowę na papierze. Kiedyś przeczytałam cholernie erotyczną scenę napisaną tylko przez "nagi dialog", zupełnie bez określeń seksualnych, po polsku i mnie poraził, co więcej przekonał, że rzecz jest możliwa – co można uczynić/wymyślić/przedstawić słowem. Wszystko i w dodatku pięknie.

Hmm, odebrałeś, jak chciałam, tam miał być ostrzał, acz – nie przepadasz za nim. Chyba, czytając sama siebie, również marudziłabym. xd

 

Dziękuję za wspaniały komentarz, CMie i równie mocno za te, które piszesz innym użyszkodnikom! Trzym się, pisz i komentuj (ostatnie to niewątpliwie osobiste życzenie)! :-)

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Przyjemne :)

Przynoszę radość :)

Dziękuję, Anet. :-) Przyjemne, że przyjemne. Radość przyszła. 

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Nowa Fantastyka