- Opowiadanie: silver_advent - Chłopak z laboratorium

Chłopak z laboratorium

Czołem. Przedstawiam shorta, którego oczywistą zaletę stanowi dość nikczemna długość :) 

Tym razem nie jest na wesoło, mimo to mam nadzieję, że ktoś znajdzie w tym tekście coś dla siebie. 

Forma jest, przyznaję, eksperymentalna. Uznałem, że tak będzie wiarygodnie. 

Dyżurni:

Finkla, bohdan, adamkb

Oceny

Chłopak z laboratorium

Wczoraj przywieźli nowego zwierzaka. Pan Godson wyjął go z klatki, pokazał mi i powiedział, że to jest kruk. Bardzo ładny, tylko trochę przestraszony. Jeszcze się nie przyzwyczaił. My mamy tutaj dużo ptaków, ale głównie papugi. Oprócz tego żyją u nas inne zwierzęta, na przykład ośmiornice, małe świnki i szczury. W ogóle jest dużo klatek, są też takie pojemniki ze szkła i pan Godson mówi, że to są akwaria. Wewnątrz mieszkają nasze ośmiornice. Jakie one są śmieszne! Potrafią otworzyć słoik, jeśli w środku jest coś do jedzenia.

Kiedyś lubiłem im pukać w szybę, ale wtedy pani Ekans bardzo się denerwowała i potem wszyscy rozmawiali za taką dużą, przeźroczystą przegrodą. Pan Godson był cały czerwony i bardzo machał rękami. Przypatrywałem się, co to może znaczyć, ale nie poruszał nimi tak, jak mówi ze mną, tylko tak trochę bez sensu. Właściwie to nie powinienem tak myśleć, bo pan Godson jest bardzo mądry i jak coś robi, to na pewno musi mieć sens. Tylko że ja nie rozumiałem.

W sumie nic dziwnego. Ja jestem trochę niemądry. A właściwie to bardzo. I nie umiem normalnie mówić, taki się urodziłem. Używam języka migowego. Tak mi powiedział pan Godson. To jest bardzo ładna nazwa: język migowy. Zapamiętałem ją.

Po tym, jak pani Ekans się denerwowała, obiecałem nie pukać więcej w szyby. Ona i tak najbardziej lubi ośmiornice, ja zaś wolę szczury, a przecież one są w klatkach. Pan Godson mówi, żebym się nimi opiekował. To jest bardzo fajne! Z kuchni przywożą nam na takim metalowym stoliku z kółkami różne jedzenie. Ono jest dla szczurów. Ziarno, małe kawałki sera, miód, gotowane mięso. To jedzenie jest w nagrodę i bardzo dobrze smakuje. Wiem, bo kiedyś spróbowałem, ale pan Godson okrzyczał mnie rękami, że tak nie wolno. Wtedy też był czerwony na twarzy. Potem się uspokoił i wytłumaczył dlaczego. Do tego jedzenia może być dodany preparat. Tak powiedział. I potem szczur może zasnąć albo coś takiego. Żebym nie jadł tego nigdy więcej, bo może mi zaszkodzić. Mam tylko karmić, po tym, jak się zapali czerwona lampka. To nie jem, tylko robię co trzeba. Bo tak mi powiedział pan Godson, a ja go bardzo kocham.

W ogóle on jest dla mnie bardzo dobry. Moją mamę zabili bandyci. Tata nieznany. Straszna historia. Długo płakałem przez to. I pan Godson wziął mnie pod opiekę. Co ja bym bez niego zrobił?

Dla mnie w laboratorium pan Godson jest najważniejszy. Szczury też są fajne, ale jeszcze nie wspomniałem o Julii. Ona jest szympansem. To samica. Na początku nie bardzo rozumiałem, co znaczy to słowo. Zapytałem pana Godsona i on mi wytłumaczył. Wtedy spytałem go, czy pani Ekans to też samica. Odpowiedział, że w zasadzie tak, ale lepiej, żebym jej tego nie mówił, bo ona się o byle co złości. Potem bardzo się z tego śmiał. Nie wiedziałem dlaczego, ale też zacząłem, bo skoro on się śmiał, to na pewno było bardzo śmieszne! Tylko ja nie rozumiałem, bo jestem taki głupi i niemądry. Ależ było wesoło!

Jeśli chodzi o Julię, to bardzo ją lubię. Teraz jest jeszcze młoda i mam nadzieję, że jak będzie starsza, to nie stanie się taka jak pani Ekans! Nie wiem, czy wszystkie samice takie są, ale mam nadzieję, że nie. Nie chciałbym, żeby się o wszystko złościła. Przynajmniej nie będzie mówić z panem Godsonem za przeźroczystą przegrodą, bo ona nie umie mówić nic a nic. Ani normalnie, ani rękami. Myślę, że to trochę szkoda.

Za to Julia bardzo lubi się ze mną bawić. Pan Godson czasem robi zawody. Zakłada nam na głowę takie śmieszne rzeczy z kabelkami i każe układać różne klocki albo naciskać przyciski z kolorowymi światełkami. To jest bardzo fajne. Ja zawsze wygrywam.

Julia lubi też ze mną tańcować. Szczególnie wieczorem, jak wszyscy w laboratorium już skończą pracę, to czasem robią tak, że schodzą się do nas i jest wesoło. Wtedy zawsze zakładam taką skórzaną kurtkę z narysowanym zwierzęciem, które ma rogi na głowie. Pan Godson powiedział mi, że to jest logo. Zapytałem, czy tak się nazywa to zwierzę. On mi na to, że nie, a to zwierzę nazywa się byk. Powiedział, że to jest znak jego ulubionego klubu i dlatego mi kupił tę kurtkę. Nie bardzo to wszystko rozumiem, ale chyba to znaczy, że jestem w ulubionym klubie pana Godsona, a to jest bardzo dobrze. Jak mi ją dał pierwszy raz, to zapytałem go, czy to jest nagroda dla mnie. Powiedział rękami, że tak. Byłem bardzo szczęśliwy!

Z radości przytuliłem Julię i zaczęliśmy razem tańcować. Wszyscy bili brawo, krzyczeli. Ależ był ubaw! Pan Godson tak się śmiał, że aż się popłakał. Nie rozumiałem tego, bo na początku myślałem, że płacze, bo jest smutny, a ja zrobiłem coś nie tak. Jednak pan Godson powiedział mi, że wręcz przeciwnie i jest ze mnie dumny. Potem któryś z techników napisał coś na kartce i przykleił mi to na plecach. Zapytałem pana Godsona co to znaczy, bo ja się nie rozeznaję na tych znaczkach. To odpowiedział, że tam jest napisane "chłopak z laboratorium". I że on się z tym całkowicie zgadza. Jaki ja byłem dumny! Jestem chłopakiem z laboratorium! Dlatego teraz często tańcujemy z Julią i wszyscy są uśmiechnięci. Nawet pani Ekans.

A w ogóle, to Julia była ostatnio bardzo ważna. Często przychodzili do niej tacy ludzie, których wcześniej nie widziałem. Mieli białe fartuchy. Przynosili różne dziwne sprzęty i przykładali je do ciała Julii. Czasem wbijali jej igły i w małych przedmiotach z plastiku pojawiała się krew. Martwiło mnie to, ale pan Godson mówił wtedy rękami, że tak musi być. Głaskał mnie potem po głowie i nawet dał czekoladę na uspokojenie. Ależ ja lubię jeść czekoladę. Pan Godson jest super!

Dziś rano chyba coś się zmieniło, bo przestali wbijać igły, tylko rozstawili duże, błyszczące urządzenia z kolorowymi ekranami. Niedawno założyli Julii strój z kabelkami, taki, jaki mamy do zabaw, patrzyli na ekrany i długo ze sobą rozmawiali. Czasem robili się przy tym nerwowi, pukali palcem w wykresy, krzyczeli i bardzo machali rękami. Też nic z tego nie rozumiałem.

Pan Godson powiedział mi, że dzisiaj jest bardzo ważny dzień, bo zaczynają pierwszą sesję z Julią. Że dzisiaj mamy sobotę i to jest bardzo symboliczne. Nie rozumiałem co to wszystko znaczy, więc pan Godson uśmiechnął się i wytłumaczył, że chcą, żeby Julia była dużo mądrzejsza niż do tej pory. To ma być coś, co nazwał eksperymentem. Próbował potem tłumaczyć takimi trudnymi słowami, że się pogubiłem. W końcu westchnął i powiedział, że oni tak jakby jej włożą wiedzę do głowy i Julia będzie dużo wiedzieć i rozumieć. To go zapytałem, czy to tak, jak technicy wrzucają ziemię łopatą do dziury. Głośno się śmiał, ale stwierdził, że w pewnym sensie. I jeszcze dodał, że chcą, żeby po pierwszym dniu Julia już umiała mówić rękami. Byłem zachwycony! Mógłbym z nią w końcu porozmawiać, a ja lubię Julię. Powiedział też, że jeśli uda się z Julią, to będzie wielki dzień dla ludzkości. Nie wiem, co to znaczy, ale już nie pytałem. Na końcu powiedział, że ja też przez to będę w przyszłości mądrzejszy. To byłoby super, bo teraz jednak jestem trochę głupi.

Pani Ekans postanowiła nakarmić Julię przed tym wszystkim. Widziałem, jak zniknęła za drzwiami i przyniosła jej jabłko. Julia trochę ugryzła, ale zdaje się, że z nerwów nie była głodna, bo resztę podała mi. Ja bardzo lubię jabłka, więc zjadłem całe, a nawet trochę zakrztusiłem się ogryzkiem.

Widziałem, że pan Godson był bardzo zły na panią Ekans. Znowu głośno krzyczeli na siebie za przeźroczystą przegrodą. Kiedy wrócił, zapytałem go, dlaczego się rozzłościł. Powiedział mi, że pani Ekans lekceważy procedury, bo Julia miała nic nie jeść przed zabiegiem. To go pocieszyłem, że w sumie to ja zjadłem prawie całe to jabłko, a Julia tylko ugryzła. Spojrzał na mnie jakoś dziwnie. Długo patrzył i nie był zadowolony, a ja nie wiedziałem dlaczego. Potem już nic nie mówił, tylko poszedł sobie i trzasnął drzwiami.

W końcu ukłuli Julię igłą w ramię, położyli na łóżko i gdzieś wywieźli. Pani Ekans też wyszła. Zostałem sam ze szczurami, to się trochę z nimi pobawiłem, ale tak naprawdę nie umiałem przestać myśleć o Julii. Przez cały dzień było bardzo nudno, tylko jeden pan z laboratorium przyszedł nakarmić zwierzęta w klatkach.

Siedziałem długo i patrzyłem przez okno. Na dworze rosły różne drzewa, wiatr ruszał ich gałęziami, a w końcu zaczęło padać. Było mi smutno i martwiłem się, czy wszystko się uda. Próbowałem sobie tłumaczyć, że ktoś tak mądry jak pan Godson na pewno się nie pomyli i będzie dobrze.

Wieczorem przywieźli Julię. Na początku trochę spała, a potem się obudziła. Pan Godson był bardzo zmęczony, leżał na takim przenośnym łóżku z zamkniętymi oczami. Pani Ekans chyba musiała zejść na dół.

Patrzyłem na Julię. Była bardzo smutna. Po buzi płynęły jej łzy.

– Witaj, Julio – powiedziałem do niej rękami.

– Dzień dobry… – Jej palce poruszały się jeszcze nierówno i niewprawnie.

– Dlaczego płaczesz?

– Bo… zrozumiałam kim… C Z Y M jestem. – Ręce Juli drżały.

– To znaczy? – zdziwiłem się.

– Pojęłam, że jestem szympansem…

– Dlaczego cię to martwi, Julio? – zapytałem. – Przecież ja też jestem szympansem. Twoim chłopakiem z laboratorium. Pan Godson zrobi kiedyś tak, że oboje będziemy bardzo mądrzy. Zobacz, nauczył mnie mówić i trochę rozumieć to wszystko dookoła. I ciebie teraz też. Jeszcze będziemy bardzo szczęśliwi. Zobaczysz. Taki on już jest, ten nasz dobry pan.

– Kocham cię, Romeo.

– Ja też cię kocham, Julio.

Przytuliłem ją. Zeszła z łóżka i zaczęliśmy tańcować.

A za oknem laboratorium padał deszcz.

Koniec

Komentarze

Naprawdę udało Ci się mnie znów zaskoczyć :) Gdybym czytał uważniej, może połapałbym się wcześniej, tak sobie pomyślałem, więc przeczytałem raz jeszcze, szukając wskazówek co do tego, co na końcu staje się oczywiste – tak oczywiste, że zdziwiłęm się, że wcześniej tego nie dostrzegłem. Ale jednak nie, nie połapałbym się czytając uważniej. Więc to chyba zaleta tego tekstu, że uderza oczywistością, która dociera do mnie dopiero na końcu, a ponadto zmusza do ponownej lektury :)

No i ta narracja. Nie jestę ekpertę, ale według mnie jest bardzo naturalna, stylizowana na kogoś o mentalności posłusznego kilkulatka, udana i ona robi tutaj ogromną robotę.

Zastanawia mnie tylko ta scena z panią Ekans karmiącą Julię jabłkiem. Ekans = Snake, więc myślałem… O kurde, właśnie do mnie dotarło, że ona daje Julii owoc poznania, jak wąż w biblii. Godson, czyli bóg, nie jest z tego zadowolony. Ale czy jabłko zawierało jakąś substancję, skoro próbujemy dostosować biblię do laboratoryjnych realiów? Czy Romeo zyskał jakąś wiedzę, której wcześniej nie posiadałby? On nie wiedział wcześniej, że jest szympansem? Tego nie potrafię rozkminić.

Ale historia jet zacna. Klikam :)

 

Pozdrawiam serdecznie

Q

 

PS.

Julia trochę ugryzła, ale zdaje mi się, że nerwów nie była głodna, bo resztę podała mi.

Tutaj zjadło literkę “z”.

 

Przytuliłem ja. Zeszła z łóżka i zaczęliśmy tańcować.

A tutaj masz literówkę.

 

 

Known some call is air am

Czołem. Dzięki za wizytę, przeczytanie, poprawki i klika!

 

Zastanawia mnie tylko ta scena z panią Ekans karmiącą Julię jabłkiem. Ekans = Snake, więc myślałem… O kurde, właśnie do mnie dotarło, że ona daje Julii owoc poznania, jak wąż w biblii. Godson, czyli bóg, nie jest z tego zadowolony. Ale czy jabłko zawierało jakąś substancję, skoro próbujemy dostosować biblię do laboratoryjnych realiów? Czy Romeo zyskał jakąś wiedzę, której wcześniej nie posiadałby? On nie wiedział wcześniej, że jest szympansem? Tego nie potrafię rozkminić.

 

Myślę, że można by to pokazać bardziej szczegółowo, ale z bardzo dużym ryzykiem poświęcenia końcowego twista, a on był w tym tekście ważniejszy.

W takim razie spróbuję ogólnie. Napiszę jest jedną z interpretacji, jeśli ktoś ma ochotę widzieć sprawę odmiennie, to nie widzę problemu. Jak ktoś nie chce czytać interpretacji, to niech teraz przestanie:

 

Romeo był “pierwszym podejściem”. Oczywiście, zdawał sobie sprawę z tego, że jest szympansem, ale mu to nie przeszkadzało. W tym historia różni się od biblijnej. W Biblii Bóg nie chce, żeby człowiek był świadomy, a tutaj Godson próbuje przemycić szympansom wiedzę “wyidealizowaną”. 

Jednak jak wiadomo, wiedza jest mieczem obosiecznym. Można wiedzieć jak zbudować nóż i kroić nim chleb albo ciała swoich przeciwników. Można usidlić atom i zbudować elektrownie albo bombę.

Ekans jest zazdrosna o sukces z Romeo. Nienawidzi tworów Godsona. Dlatego usiłuje sabotować eksperyment, podając środek, który zmienia mechanikę “edukacji”. Julia wie, że jest szympansem, podobnie jak Romeo, ale przez Ekans, rozumie też z automatu, jakie są “ciemne strony” tego faktu. Symbolicznie poznaje mroczną stronę wiedzy. Poza tym, to eksperyment nr 2, więc generalnie ma większy potencjał intelektualny niż Romeo.

Godson skupiał się, żeby Romeo poznał “dobro”, a Ekans, żeby Julia poznała “zło”. Chociaż w biblijnej historii mówi się o drzewie poznania dobra i zła, jabłko symbolizuje poznanie przede wszystkim zło. Nie tylko zrozumiała prosty fakt, że jest “naga”, ale też co to dla niej znaczy.

https://pl.wiktionary.org/wiki/malum

Dlatego jej reakcja na trening była inna.

Czy Romeo coś zyskał? Jeśli podstęp Ekans się udał, a substancja utrzyma się w organizmie, jego kolejny etap edukacji może już działać w oparciu o taką samą mechanikę, jak u Julii… 

Nie wiem czy takie tłumaczenie ma sens :)

Witaj.

Mnie opowiadanie wydało się nadzwyczaj przykrym i smutnym. Skupiłam się na eksperymentach i wykorzystywaniu zwierząt. Na ich bezradności i konieczności podporządkowania się, uległości. Boli. crying

 

Pozdrawiam. 

Pecunia non olet

bruce, masz rację – zdecydowanie nie jest to wesoła historia.

Jasne, że ma sens, silverze. To jedna z opcji, którą brałem pod uwagę przy interpretacji :)

Known some call is air am

Miś też uważa, że wesołe to nie jest. Ale jest interesujące i zaskakujące. I dobrze się czyta.

Dziękuję Misiowi za odwiedziny i cieszy mnie, że dobrze się czytało.

Niestety jest we mnie sporo tej jesiennej strony, tego mrocznego rozpoetyzowania porannych mgieł i przenikliwych chłodów. Taka aura. Stalowe oceany chmur suną nad głowami w bezgłośnym brzęczeniu, a nocą – nie lepiej – atramentowy olbrzym spogląda obserwatorom w oczy uważniej i przenikliwiej niż zwykle. Dzwonki do drzwi pobrzękują dziwacznym nevermore, a w rozedrganiu telefonów komórkowych łatwo dosłyszeć jękliwy ni to terkot zaśpiewu lelków. Taka aura, taki czas ;D

Witaj!

 

Tekst moim zdaniem świetnie prowadzony. Oryginalny pomysł.

Czytałam jakby pamiętnik dzieciaka. Opowiadanie chwilami bardzo mnie wzruszało, a zakończenie jest naprawdę dobre.

 

Z pewnością będę czytała Twoje teksty.

 

pozdrawiam – Goch.

"bądź dobrej myśli, bo po co być złej" Lem

U mnie dzisiaj chłodno, jak ostatnio bywało zimą. Ale jest słońce i lepiej świat wygląda. Romeo i Julia cieszyliby się.

GOCHAW, bardzo dziękuję za opinię :) Cieszę się, że udało mi się Cię wzruszyć. 

Koala75, u mnie też jest chłodno, ale się ociepla. Słońce zachęca do popołudniowego wysunięcia nosa z betonowej jaskini. Nie wiadomo, kiedy znowu będzie tak wyglądać, może jeszcze zatęsknię. 

Dobra miniatura z udaną stylizacją. Przypomniały mi się “Kwiaty dla Algernona”, bo to co prawda tekst o czym innym, ale również tam świat momentami jest przedstawiony z perspektywy naiwnej postaci, która nie zdaje sobie do końca sprawy z tego co się wokół niej dzieje.

Faktycznie historia zdaje się dosyć smutna. Mimo że może nie dzieje się tam coś strasznie złego (wiadomo że są zamknięte w klatce i robią na nich jakieś eksperymenty), ale przynajmniej ich strasznie nie torturują i przynajmniej niektórzy są im życzliwi.

Czytało się płynnie i nie zauważyłem żadnych błędów.

Klikam więc.

Dzięki Edwardzie :) “Kwiaty…” zrobiły na mnie swego czasu piorunujące wrażenie, aczkolwiek nie miałbym tyle odwagi (ani tym bardziej umiejętności) co Keyes, by budować narrację na umyślnych błędach. Niemniej – jeśli lektura mojego skromnego szorcika sprawiła, że przypomniał Ci się ten wspaniały tekst (zdobywca nagrody Hugo), to wręcz rozpiera mnie twórcza duma :) To prawie, jakby pan Godson podarował mi kurtkę z podobizną byka ;) 

Cześć!

 

Zacny szorcik. Coś tak od połowy zastanawiałem się, kim jest narrator i końcówka uczciwie rozwiała wątpliwości. Bardzo dobrze wyszło pokazanie perspektywy bohatera. Radosnego, beztroskiego “chłopca z laboratorium”, kupuję to. Warsztatowo nic nie rzuciło mi się w oczy, ale czytałem dla przyjemności, a nie dla bety. Przyjemne, choć możliwość uczynienie “małpy” bardziej świadomą za życia wydaje się trochę naciągnięta (mózg jej raptem urósł, u dorosłego osobnika?).

 

2P dla Ciebie: Pozdrawiam i Polecam do biblioteki!

 

"Nie, żebym nie chciał! Wręcz zazdroszczę Tym, co potrafią ujść zatraty I łączą swe talenty owcze W stada wzajemnej aprobaty." J.Kaczmarski

Dzięki krar85

Masz absolutną rację, jest to naciągnięte bardzo mocno z naukowego punktu widzenia, stąd short nie znalazł się w kategorii SF, tylko inne, a samej procedury nie opisywałem. Za mało wiem o mózgu, żeby się wypowiadać w sposób arbitralny. Nie mam pojęcia, jak by to technicznie mogło wyglądać, ale nauka czasem nas zaskakuje. Może coś kiedyś wykombinują ;)

Za mało wiem o mózgu, żeby się wypowiadać w sposób arbitralny. Nie mam pojęcia, jak by to technicznie mogło wyglądać, ale nauka czasem nas zaskakuje. Może coś kiedyś wykombinują ;)

Nie tylko Ty, naukowcy też :) Aby coś wymyślili, muszą najpierw dojść do tego, skąd się bierze świadomość :)

No, zaskoczyłeś mnie. Cały czas myślałam, że to rzeczywiście upośledzony chłopiec. Zastanawiam się, co różni Romea i Julię, na końcu oboje są świadomi, ale to, kim jest boli tylko Julię. Może chłopiec faktycznie jest w jakiś sposób upośledzony, choć wypowiada się całkiem sensownie.

Czytało się dobrze, fajnie wplotłeś wątki biblijne. Mam wrażenie, że pani Ekans powinna poszukać nowej pracy, bo chyba nie bardzo lubi swoich podopiecznych. Czy to ona sprawiła, że Julia jest bardziej świadoma niż Romeo? Jest biblijnym wężem?

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Cześć, Silver!

 

Ciekawie wyszło, choć dość szybko domyśliłem się kim jest narrator. Dobrze jednak wyszła stylizacja narracyjna, to zresztą już Ci “wytknęli” inni. Może tylko tutaj przesadziłeś:

Siedziałem długo i patrzałem przez okno.

Ciekawe światło rzucił na tekst OS, mi osobiście to umknęło, może dlatego, że czytałem nieco w biegu, na komórce (a może dlatego, żem jest niekumaty XD). Takie szorty zresztą muszą stać symboliką, a nie samym twistem – wtedy potrafią na dłużej zadomowić się u czytelnika, także tutaj również plus.

Technicznie bardzo fajnie, co wiąże się w sumie z pierwszym wymienionym przeze mnie plusem.

Fantastyka jest tu dość ograniczona, ale jednak istotna.

Ostatecznie fajny szorciak, w sam raz na szybką lekturę, ale też kilka przemyśleń.

 

Pozdrawiam i lecę z “Chłopakiem…” do labora… yy… klikarni.

Nie zabijamy piesków w opowiadaniach. Nigdy.

Zastanawiam się, co różni Romea i Julię, na końcu oboje są świadomi, ale to, kim jest boli tylko Julię. Może chłopiec faktycznie jest w jakiś sposób upośledzony, choć wypowiada się całkiem sensownie.

 

Napisałem o tym szerzej w komentarzu do Outta. Dar poznania złego jest symbolicznie przedstawiony poprzez podania jabłka Julii. Poza tym możliwości intelektualne Romeo są rzeczywiście mniejsze. 

 

Czytało się dobrze, fajnie wplotłeś wątki biblijne. Mam wrażenie, że pani Ekans powinna poszukać nowej pracy, bo chyba nie bardzo lubi swoich podopiecznych. Czy to ona sprawiła, że Julia jest bardziej świadoma niż Romeo? Jest biblijnym wężem?

Na pewno go symbolizuje. Chciałem, żeby po pozostało wieloznacznie, ponieważ generuje wielopłaszczyznową interpretację. 

Pewnie sprawy mogą odbywać się na wielu poziomach, może być zarówno symbolicznie jak i dosłownie. Dosłownie jest naukowcem, symbolicznie – wężem.

 

Może tylko tutaj przesadziłeś:

Siedziałem długo i patrzałem przez okno.

Masz na myśli rymowanie się zwrotów, Krokusie?

 

Fantastyka jest tu dość ograniczona, ale jednak istotna.

Owszem, bez fajerwerków w tym względzie. Niemniej – wydaje mi się, że trudno byłoby ją tu usunąć brzytwą Lema? 

 

Irka_Luz, Krokus – Dzięki za wizytę i za kliki! Cieszę się, że nie zmarnowałem waszego czasu na lekturę :)

Patrzałem to wg. mnie dość niezręczna forma, w słowniku PWN opisywana jako przestarzała. Patrzyłem wyszło by zgrabniej. Może źle to ująłem, że przesadziłeś – po prostu to słowo mi trochę nie pasuje.

 

Owszem, bez fajerwerków w tym względzie. Niemniej – wydaje mi się, że trudno byłoby ją tu usunąć brzytwą Lema? 

Nawet nie chciałem tu nic ciachać, nie jestem żadnym brzytwo-nazi XD to było bardziej stwierdzenie, bo przez długą część tekstu zastanawiałem się, czy fantastyka w ogóle będzie. Fantastycznych fajerwerków być nie musi – ważne żeby tekst był dobry i zostawał w głowie, a Tobie się to udało.

Nie zabijamy piesków w opowiadaniach. Nigdy.

Przekonałeś. Autor może sobie używać przestarzałych zwrotów do woli, szympans z przyszłości – raczej nie :)

Cześć!

 

Ciekawy szort i bardzo pomysłowa narracja, taki galopujący ciąg myśli. Bohater nie rozumie otaczającego go świata, ale obserwacje, które przekazuje czytelnikowi dostarczają wszystkich informacji. Przyjemna lektura i nawet z drugim dnem. 

„Nic wędruje wszędzie, zawsze wyprzedzając coś, a w wielkim obłoku nieświadomości pragnie stać się czymś". T. Pratchett

Dzięki, Alicello. Ten sposób narracji wydaje się zaletą, ale to dlatego, że tekst jest bardzo krótki. Mam wrażenie graniczące z pewnością, że gdyby ten tekst miał być znacznie dłuższy, to znużyłby i zmęczył czytelnika swoją formą.

Ja podejrzliwa jestem i w zasadzie od początku podejrzewałam, że coś z chłopcem jest nie tak i że może wcale nie jest chłopcem ;) Snake też rzuciło mi się jakoś w oczy i jabłko… Ale ciekawa byłam, jak z tego wybrniesz i jakie zakończenie bohaterom zaserwujesz – imo, jest całkiem nieźle. Choć nie do końca rozumiem, czemu miało służyć nawiązanie do Szekspira, cały szort stoi nawiązaniami do Ks. Rodzaju, a dlaczego w tym jednym elemencie zmieniłeś książkę, to nie wiem. Eksperymenty na zwierzętach faktycznie smutne :(

Dzięki za odwiedziny, Bellatrix :)

No, to jest dobre pytanie, dlaczego rzadko spotyka się Adama i Ewę w imionach nadawanych małpom :) Szczerze mówiąc, to nie wiem czy ktokolwiek się odważył. Według mnie to by było mało wiarygodne.

Generalnie przekonanie o absolutnej odrębności człowieka od reszty przyrody jest bardzo mocno zakorzenione w mentalności ludzkiej. Przypuszczam, że za określenie kogoś mianem małpy wąskonosej, można by stanąć przed sądem za obrazę ;)

Sprawnie napisane.

Twist mnie nie zaskoczył, ale nie świadczy to źle o szorcie.

Narracja poprowadzona sprawnie, bohater wykreowany więcej niż dobrze. Symbolika może nieco zbyt naciągnięta, za mało klarowna na mój gust, ale i tak przeczytałem z satysfakcją.

None, dziękuję za wizytę i komentarz :) 

Miałeś świetny pomysł, Silverze, aby narratorem tej historii uczynić chłopca z laboratorium. Opowiedział o wszystkim tak przekonująco, że finał mnie zaskoczył. I szczerze wzruszył.

Bardzo, bardzo zacny szort. :)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dziękuję Reg! Przyznam, że ten pomysł rodził się stopniowo, właściwie to przez kilka lat. Ostatni szlif i wcielenie go w życie nastąpiło niedawno, ale sam pomysł ma “bardzo długą brodę”…

Cieszę się, że udało mi się Ciebie wzruszyć i zaskoczyć, bo wiem, że ze względu na Twój legendarny staż i doświadczenie nie jest to łatwa sztuka :) Od razu mam więcej sił na weekendowe pisanie :)

Silverze, szczerze podziwiam Twoją wytrwałość i samozaparcie. Nie każdy miałby cierpliwość kilka lat zajmować się pomysłem, ociosywać go, by na koniec zaprezentować tak udane dziełko. :)  

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Nowa Fantastyka