- Opowiadanie: krar85 - I grali długo i szczęśliwie

I grali długo i szczęśliwie

O księżniczce i księciu, którzy grali długo i szczęśliwie. Tym razem dla odmiany tak trochę na lekko, ale też nie do końca. Tekst zawiera nieco „growego” słownictwa z początku wieku, oraz całkiem sporo wulgaryzmów, ale bez tego bohaterowie nie byliby zbyt autentyczni, więc zdecydowałem się pójść tą drogą. Zapraszam do czytania i konstruktywnej krytyki.

Dyżurni:

regulatorzy, adamkb, homar, vyzart

Oceny

I grali długo i szczęśliwie

– Kim on jest, matko Sheikh? – zapytała młodsza z sióstr.

Powietrze w ciasnej lepiance było gęste od dymu. Skryte wewnątrz kobiety kołysały się wśród ostrej woni tanich kadzideł.

– To ktoś odważny, widzę broń w ręku i błysk w oku. Walczy albo dowodzi – odparła zasuszona staruszka, siedząca na stercie poduszek. – To ktoś znaczący, może nawet jest księciem…

 

***

 

– Przybyliśmy oczyścić ten zamek. Strzeżcie się, sługi zła! – krzyknął Paladyn, wkraczając na dziedziniec.

Bystre oczy rycerza szybko dostrzegły skryte wśród krużganków potwory, które właśnie zaczęły wyć i zgrzytać pazurami, szykując się do walki.

– PrinzB, co ty odpierdalasz?! – rzucił idący krok za nim Barbarzyńca. – Po chuj mówisz do minionów?

Kilka pierwszych maszkar ruszyło, jak tylko śmiałkowie znaleźli się w zasięgu skryptu.

– Dla klimatu – dodał Paladyn, zastanawiając się, jaką taktykę wybrać. Najpierw dobył młota bojowego, potem rapiera, w końcu zdecydował się na miecz i tarczę. – Ja będę tankował i osłaniał nowego, a ty zapierdol ich Trąbą Powietrzną!

– Się wie! Dwa topory czy zweihander?

– Użyj miecza i mów po polsku, KillerZet.

– A co ja mam robić?

Obaj wojownicy odwrócili się, by spojrzeć na niskiego, brodatego Iluzjonistę w szpiczastej czapce.

– A ty patrz i się ucz, HaraPota – rzucił kpiąco Barbarzyńca. – I pilnuj naszej energii. A jak jeszcze wystarczy ci uwagi, to dobijaj z dystansu.

– Chuj ci w dupę, troglodyto! A ty pamiętaj, PrinzB: całe expo i przedmioty dla was, ale niebieski kamień jest mój! Mój!

Najszybszy z potworów zaczynał już Atak z wyskoku.

– Jeżeli wypadnie, kurduplu – odparł kpiąco Barbarzyńca.

– Zaczynaj, KillerZet, jedziesz ich! – wrzasnął rycerz, zasłaniając się tarczą.

Szykowała się niezła rąbanina, jeżeli wierzyć w opinię o tym DLC.

 

***

 

– Książę?! Będziesz księżniczką, Taiki! Założę się, że jest przystojny i bogaty – rzuciła podekscytowanym głosem starsza z sióstr.

– Bzdury! Nie wierzę wam! – oburzyła się młodsza.

– Moja sztuka samą prawdę ci powie, dziecko. – Stara kobieta poprawiła gruby szal, pod którym skrywała dłonie. – Czuję, że z początku wystąpią pewne trudności, ale kiedyś wreszcie będziesz z nim szczęśliwa.

 

***

 

– Bim-bom!

Pospiesznie zdjął kask, usłyszawszy dzwonek. Wyjście z wirtuala nie było przyjemnym uczuciem, ale czasem musiał jeść. Odetchnął głęboko kilka razy, zaparł się dłońmi o wysłużone poręcze i wstał. Jeszcze dwadzieścia kilogramów temu czynność ta nie sprawiała mu tylu trudności.

– Bim-bom, bim-bom! – grzmiał dzwonek.

– Cierpliwości – burknął, przeciskając się do drzwi. – Już idę. – Przed oczami majaczyły mu jeszcze demony, które kilka sekund temu cierpliwie zabijał ciosami Świętej tarczy.

Zachwiał się na zdrętwiałych nogach i szarpnął za klamkę. Drzwi otwarły się ze zgrzytem, a on powoli wyjrzał na zewnątrz. Na klatce schodowej stała dziewczyna o ciemnej karnacji, ubrana w strój kuriera rowerowego. Na jego widok cofnęła się delikatnie. A może to nie wygląd, ale zapach był tym, co odrzuciło dostarczycielkę? Kobieta szybko jednak przełamała się, uśmiechnęła i wręczyła mu pudełko.

– Dzień dobry! Porządny obiad to podstawa udanego dnia – wyrecytowała z wyraźnym akcentem. Jej szare oczy świdrowały go, powodując pewien dyskomfort, ale podejrzewał, że to kolejne wyuczone zachowanie.

– Wystarczy raz zadzwonić – odparł z wyrzutem, biorąc pudełko. – Tyle razy prosiłem. Pracuję i potrzebuję chwili, by otworzyć.

– Proszę. Smacznego. – Ukłoniła się i ruszyła na dół. Mokre ślady na schodach sugerowały, że pada.

Odprowadził ją wzrokiem, wspominając czasy, kiedy również potrafił biegać i wcisnął się z powrotem do środka. Był głodny, a dietetyczny obiad pachniał zachęcająco, ale najpierw opadł na fotel i gestem aktywował ekran, by zobaczyć, jak jego postać radzi sobie na autopilocie.

– Oho, dwadzieścia minut pracy i już prawie cały dziedziniec wyczyszczony – powiedział, a następnie sięgnął po pudełko. – Potem jeszcze piwnice, krypty i boss w jaskini.

Jadł pospiesznie i niechlujnie, co chwilę zerkając, czy KillerZet z HaraPotą robią wszystko jak należy. Barbarzyńca radził sobie doskonale, piętnaście lat doświadczenia nie poszło w las, natomiast Iluzjonista wyraźnie nie nadążał. Tu zmarnowane zaklęcie, tam pomylona mikstura. W walce był kulą u nogi, ale bez jego zaklęć maskujących nigdy nie dotarliby do zamku żywi.

– Nie można was na dwie minuty zostawić – westchnął, zakładając kask.

Nim wirtual pochłonął go na dobre, zdołał jeszcze niedbale odrzucić pudełko w kąt i wytrzeć ręce w koszulkę. Ułamek sekundy później był ponownie mężnym Paladynem. Blokował, zwodził i unikał, starając się skupić na sobie uwagę przeciwników, jak na tanka przystało. W końcu, po wielu trudach, pokonawszy niecne harpie oraz uporawszy się z natrętnymi zmartwychwstańcami, trzej śmiałkowie stanęli przed bramą do jaskiń.

– Ile ci mikstur zostało, KillerZet? – zapytał Paladyn.

– Trzynaście, trochę lipa.

– Chuj nie lipa, zabije nas – przerwał Iluzjonista. – Czytałem, że bez pięćdziesięciu nie podchodź, zjebaliście, wracamy.

– HaraPota nie pękaj, damy radę. – Paladyn schował oręż i zaczął skrolować ekwipunek. – Umówiliśmy się, że zdobędziemy dla ciebie ten kamień i zrobimy to, za to nam płacisz. Znam skrypty tego bossa i wiem, że ma pewien bug przy trzyosobowej drużynie.

 

***

 

– Jak go rozpoznam, matko Sheikh?

– Połączy was los – odparła po dłuższej przerwie starucha. – Jesteście sobie zapisani. Nie potrafię tego przekazać ludzkimi słowami. Wasze spotkanie jest nieuniknione. Będziesz wiedziała, że to on. Uratuje cię i wręczy kamień.

Starsza z sióstr z trudem stłumiła śmiech.

– Kamień? – zapytała z powątpiewaniem Taiki. Życie nauczyło ją już, że nie dostaje się nic za darmo.

– Przepiękny, błękitny kamień, dziecko. Nie daj się zwieść pozorom, po klejnocie go rozpoznasz. Kamień to moc, to przeznaczenie, do którego jesteś powołana. Wyrusz w drogę, dziś lub za rok, ale nie zwlekaj. Niebieski to kolor tajemnych mocy i niedostrzegalnych sił. On jest potężny i czeka na ciebie, ale nieroztropnie jest kazać przeznaczeniu czekać zbyt długo.

 

***

 

– Sześćset dołków, za jeden wjazd na DLC – rzuca KillerZet z aprobatą, odstawiając kufel.

Siedzimy w wirtualnej karczmie i pijemy cyfrowy trunek wśród sterowanych przez SI dziewcząt.

– Sześćset dołków na głowę i jeszcze ekspo, kolego – precyzuję. – Skoczyły mi też trzy poziomy epickie, a to normalnie zajmuje około tygodnia, jeżeli tłukę standardowe czternaście godzin. Jeszcze kilka takich akcji i mój Pal będzie gotowy.

– I kolejne kilkaset dołków ci wpadnie.

– Tym razem okrągły tysiak – uśmiecham się wymownie – mam już kupca. Brałem skille trochę z czapy, ale zgodnie z jego życzeniem, więc płaci ekstra kasę.

KillerZet zawsze robi postaci po swojemu i rzadko kiedy sprzedaje po więcej niż pięćset.

– Nowy też się spisał – zmienia temat, błądząc tęsknym wzrokiem po kuszącym otoczeniu.

– Nowy i bogaty – poprawiam. – Musi się jeszcze wiele nauczyć, ale zrobił swoje. Masz pomysł, po co mu te niebieskie kamienie? Przecież one nic nie dają, opis mówi, że to jakieś talizmany.

– Pewnie ma jakiś cynk, że z kolejnym patchem się to zmieni, albo blefuje i zamierza spekulować. Te kamienie stanowczo zbyt trudno zdobyć, aby były bezużyteczne.

 

***

 

– Widzisz coś? – pyta ktoś ze stojących na pokładzie.

– Nie! – odkrzykuję, dygocąc z zimna. – Żadnych świateł.

Zawsze dobrze chodziłam po drzewach i nie mam lęku wysokości, więc kapitan Saiful każe mi wspinać się na maszt, ilekroć mamy spotkanie po zmroku. Wypłynęliśmy dziesięć dni temu. Jest gorzej, niż mówiła Adiba: ciasnota, brud, przemoc i ciągłe nudności. Ale wytrzymam, muszę. Adiba wytrzymała i jest teraz kimś, ma narzeczonego i pracę w Europie, a do domu przylatuje legalnie, by dawać przykład innym dziewczynom.

– Może się rozmyślili – rzuca Abdullah, szwagier kapitana.

– Telefon też milczy. Poczekamy jeszcze godzinę – odpowiada Saiful. – Złaź mała, pójdziemy się ogrzać.

Za radą matki i starszej siostry już pierwszego wieczoru zaczęłam łasić się do przewoźnika. Podziałało. Szybko wziął mnie do łoża. Reszta uciekinierów patrzy na mnie z dezaprobatą, ale wolę być nałożnicą niż głodować. Zapewnia to też ochronę. Kuter Saifula jest w kiepskim stanie. Słyszałam, jak Abdullah mówił, że jeżeli cokolwiek zepsuje się po drodze, to stary będzie musiał sprzedać kilka młódek, by zapłacić za naprawy.

 

***

 

– Jakie plany na jutro?

– Tak jak dzisiaj – odpowiadam. – Rano spotykamy się na Targu Podróżników gotowi do drogi. Sprzedaj fanty i kup tyle mikstur, ile uniesiesz. HaraPota chce z nami zrobić kolejne niszowe DLC, tym razem to jakaś wioska pasterska ze smokiem.

– Dobra, to do jutra psie, spierdalam – rzuca i zaczyna rozpływać się w powietrzu.

– Co tak wcześnie?

– Chcę trochę pożyć w realu.

Też kiedyś chciałem. Jak byłem młody, myślałem wręcz o założeniu rodziny. Zacząłem nawet grać w The Sims, ale szybko zrozumiałem, że to nie dla mnie.

– Po co? Przecież tu jest przyjemniej – pytam, wskazując na chichoczące NPC wokół nas.

Przewraca oczami i wzdycha.

– Sam nie wiem – zaczyna, błądząc wzrokiem po kątach. Coś kręci. – Zacząłem częściej wychodzić z domu, tak jakoś. Nie wiedziałem, że Warszawa jest taka piękna, a zarazem tak pusta. Wszystko zarasta, rano słychać ptasie trele. Wiesz, że pod twoim blokiem widziałem stado dzików?

Z Barbarzyńcy w filozofa i estetę. Cały KillerZet.

– A czego się spodziewałeś? Od początku pandemii całe życie przeniosło się do sieci, w realu żyją tylko lamusy, które nie mają kasy na własny punkt dostępu.

– Nie tylko. Od czasu do czasu spotykam kogoś na dworze. I nie chodzi mi tu o służby czy kurierów. Wczoraj poznałem…

Nie wiem dlaczego, ale na słowo „kurier” natychmiast przypomniała mi się dziewczyna, która ostatnio przywiozła obiad. Była tak różna od tych wszystkich e-panienek, które widuję w wirtualu. Lekko zdyszana, z posklejanymi włosami, wypryskiem na policzku i krzywymi ustami nie prezentowała się dobrze, ale było w niej coś niesamowitego. Była człowiekiem, takim w starym stylu, bez cyfrowego retuszu. Miała pracę, marzenia, troski i emocje…

– Słuchasz ty mnie, Prinz? – podnosi głos, wyrywając mnie z zamyślenia.

– Tak.

– Więc od tej pory tam chodzę, można popatrzeć, napić się i wyluzować – dokańcza, uśmiechając się chytrze. Jego kontury stają się niewyraźne.

– Tylko nie przehulaj wszystkiego od razu! Cześć! – krzyczę, widząc, jak jego postać blednie coraz szybciej. Pewnie już zdjął kask.

Po chwili zostaję sam wśród NPCów. Serwer dba o graczy i prawie natychmiast jedna z dziewczyn przysiadła się do stolika. Wysoka, zgrabna, kuso ubrana. Niespiesznie zawija długie włosy wokół palca i oblizuje wargi, posyłając mi wymowne spojrzenie. Jest bardzo pociągająca i na swój sposób idealna, tak różna od dziewczyny z pudełkiem, ale…

– Opowiedz mi o swych podbojach, dzielny rycerzu… – zaczyna nieludzko dźwięcznym głosem.

– Sorry mała, muszę wynieść śmieci.

Kto, kurwa, pisze im te skrypty?! Wbrew temu co mówię, nigdy nie przekonałem się do e-seksu, wychodzę więc z wirtuala, nim zrobi się gorąco. Ostry zapach moczu sugeruje, że kolejny raz nie zorientowałem się w porę. Na szczęście wkład chłonny zrobił swoje, podłoga jest prawie sucha. Powoli podnoszę się z fotela, a następnie ściągam ciuchy i ładuję do niebieskiej torby. Do czarnej zbieram wszystkie śmieci – pudełka po żarciu, opakowania po batonach i pestki słonecznika.

Kurierka przyjeżdża punktualnie. To chyba ta sama dziewczyna, bo tym razem dzwoni tylko raz i czeka. Choć prognoza zapowiadała afrykańskie upały, to jej strój sugeruje, że jest chłodno, zdobią go też krople deszczu. Spogląda na mnie z nieco sztucznym uśmiechem, kiedy podaję jej torby. Zapewne się mną brzydzi. Ja bym się brzydził na jej miejscu.

– Śmieci do zmieszanych. Na kiedy będzie wyprane?

Spogląda na przypięty do przedramienia telefon, przegryzając lekko wargę. Jest tak cholernie zwyczajna i niedoskonała, ma czarne włosy, znamiona i delikatnie krzywy nos. Nie dorasta elfkom do pięt. Kropla wody kapie jej z nosa na ekran, uśmiecha się, delikatnie rozchylając wargi. Czemu to tyle trwa? Nowa, czy jak? Nie rozróżniam ich, wszystkie migrantki wydają mi się tak samo nijakie. A może jednak to jest za każdym razem ta sama dziewczyna?

– Ma pan pakiet złoty, pranie będzie u pana w ciągu szesnastu godzin. Czy życzy pan sobie coś jeszcze?

– Nie, posiłki o tej co zwykle – dukam, starając się nie nawiązywać rozmowy. – Do zobaczenia.

– Proszę. Do widzenia! – rzuca, ruszając już w dół.

Spoglądam, jak zbiega po schodach. Ma zadziwiająco zgrabne nogi, jak na prawdziwą kobietę.

 

***

 

– Co zrobisz na miejscu?

– Siostra załatwi mi pracę – odpowiadam.

Zaprzyjaźniłam się z dziewczyną, która wpadła w oko szwagrowi kapitana. Jest ode mnie o rok młodsza, ale ma łeb na karku. Szybko poszła w moje ślady i już nie głoduje.

– Legalną? – dopytuje.

– Nie wiem.

– Uważaj lepiej, bo skończysz w burdelu. Co robi ta twoja siostra?

– Pracuje w wirtualnym świecie i pomaga ludziom – odpowiadam, przypominając sobie troskliwe spojrzenie Adiby.

Wybucha śmiechem. Mężczyźni stojący na dziobie spoglądają na nas karcąco.

 

***

 

– Nie ma mowy! Nie da się zabić Nieumarłego Smoka trzyosobową drużyną.

– Ja nie będę walczył, PrinzB, nie mam do tego skilli. Musicie to zrobić we dwóch – mówi spokojnie HaraPota.

– Zapomnij.

Wzdycha.

– Trzy tysiące dołków za pokonanie bossa. Plus trzysta za każdy kamień, który dostanę. Bierzecie tę robotę czy nie?

– Czym są te kamienie?

– Pomidor.

Trzy tysiące za kilka godzin w niedokończonym DLC, to jakiś wariat. Rzadko wyciągam tyle w miesiąc, o czym on dobrze wie. O co tu biega?

– Będziemy musieli kupić tony mikstur i zwojów, oraz jakieś nielegalne przedmioty, za które można dostać bana, a i tak oceniam nasze szanse na niewielkie.

– Kupcie więc. Trzy dwieście, to moje ostatnie słowo.

– Trzy trzysta, a spróbujemy! – przerywam. – Połowa z góry, reszta po robocie.

– Deal, bywaj zatem!

 

***

 

– Nie wytrzymam już! Zatrzymajmy się! – rozpacza wychudzona dziewczynka, przyciskając do piersi brudnego pluszaka.

– Cicho tam! – odkrzykuje Abdullah, uderzając otwartą dłonią w szybę.

Rozklekotany dostawczak pnie się wąską drogą ku przełęczy.

– Jeszcze trochę, wytrzymasz. – Staram się ją pocieszyć. W grupie siła. – Najgorsze już za nami. Po drugiej stronie gór leży Turcja, brama do lepszego świata.

– Turcja? – pyta przez łzy.

– Tak – odpowiadam. – I już niebawem ją zobaczymy. Wszyscy razem. Siostra mówiła mi, że tam wreszcie życie nabiera kolorów.

 

***

 

– Ciekawa ta wioska – mówi z lekkim zażenowaniem KillerZet, mijając ruiny radioteleskopu. – Co za pojeb postanowił dodać elementy industrialne do pasterskiej osady z czasów wikingów?

Maszerujemy zniszczonym torowiskiem wśród pastwisk i zagajników, nad pobliskimi strzechami, do których zmierzamy, unosi się zielonkawy opar. Jeżeli wierzyć opisom, czekają tam na nas zombiaki, upiory i wskrzeszony smok. Poza radioteleskopem minęliśmy jeszcze wrak samolotu oraz wykolejony parowóz.

– Innowacyjna redukcja kosztów, bucu – odpowiada Iluzjonista z pogardą. – Ktoś kupił parę fanowskich dodatków z różnych platform i poskładał z nich ten scenariusz.

– A dlaczego jest tu tyle owiec? – pytam.

– Dla klimatu, podobno widok zwierząt wycisza i pozwala lepiej przygotować się do starcia.

– Ciekawe, ile doświadczenia dają te barany? – wtrąca Barbarzyńca, po czym rzuca w najbliższą owcę toporkiem.

Trafiony zwierzak beczy przeraźliwie, młóci w powietrzu przednimi nogami i znika. Żadnej krwi, choćby podstawowej fizyki trafienia, nic. Reszta owiec nie zwraca na to najmniejszej uwagi.

– Ale bieda, tylko dziesięć punktów i nawet skóry nie ma. Ej, kurwa, toporka też ani śladu! – stwierdza z oburzeniem KillerZet. – Gdzie ty nas zabrałeś, kurduplu?

– Kupisz sobie nowy toporek – wtrącam. Ostatnie, czego nam trzeba to chryja przed walką. – A zaczepki zachowaj dla wrogów, większe zombiaki powinny reagować.

– Nie tutaj – mówi HaraPota, przystając. – Przeciwnicy będą jak te owce, kierowani prostymi skryptami. Tyle że szybcy, wytrzymali i będzie ich dużo.

Czyli będzie długa, żmudna i monotonna walka, polegająca na naprzemiennym używaniu zaledwie kilku umiejętności. Żadnej wyszukanej taktyki, klasyczna ubojnia.

– Dziwne to wszystko: nieco awangardowy, ale nudny i wymagający scenariusz bez większej nagrody. Kto tu przyjdzie? – pytam.

Iluzjonista milczy, wpatrując się w pastwisko.

– Czym są te kamienie? – pytam, również spoglądając na owce.

Zwierzęta mają bardzo prosty modus operandi: chodzą trójkami. Pierwsza owieczka idzie powoli przez cały czas, druga porusza się nieco szybciej, ale co chwilę przystaje by pochylić głowę. Jagnię zazwyczaj stoi, ale gdy dorosłe osobniki oddalą się zbyt daleko, zaczyna przeraźliwie beczeć i biegnie w ich stronę.

– Aleś ty dociekliwy. – Iluzjonista przewraca oczami. – Dobra, powiem wam, ale dopiero po robocie.

Raczej weźmiesz kamień i znikniesz.

– Ok, nie musisz, to w sumie nie moja sprawa, ty płacisz, ale jestem zwyczajnie ciekaw…

– Panowie! – przerywa Barbarzyńca, dobywając miecza. – Może tak skończcie pierdolić, bo wełniaki chyba zamierzają pomścić tamtego!

No tak, to było do przewidzenia, owce zaczynają przeistaczać się potwory. Lśnij, Święta tarczo!

 

***

 

– Imię? – pyta tłumacz, siedzący obok urzędnika w mundurze.

– Taiki.

– Nazwisko?

Milczę. Nie jestem głupia. Jeżeli ustalą, skąd pochodzę, kolejni będą mieli trudniej.

– Dlaczego nielegalnie przekroczyłaś granicę Zjednoczonej Europy, Taiki?

Naprawdę nie wiesz? A po co sam ją przekroczyłeś kilka lat temu? Przez twarz przemyka mi grymas gniewu, ale nadal milczę.

– Nie pogarszaj swojej sytuacji… – zaczyna z udawaną troską w głosie.

– Bo chcę żyć tak jak ty! – przerywam. Tłumacz wycofuje się, pozostali dwaj mężczyźni odrywają wzrok od kartek.

Mężczyzna w mundurze kreci głową, ale ten w garniturze spogląda na mnie, uśmiechając się pobłażliwie. Zaczynają rozmawiać. Słabo znam angielski, wyłapuję tylko pojedyncze słowa: odesłać, przepisy, zdrowa, potrzebujemy.

 

***

 

Blok, Cios tarczą, Szybki blok, Unik, Gruchnięcie tarczą, kolejny Blok, Potężny atak, Szybki blok, Uderzenie tarczą… I tak bez końca. Wyrąbanie minionów zajmuje nam kilka długich godzin. Kiedy ostatni zombiak pada, ziemia drży i pojawia się smok.

– O kurwa, ale duży! – wrzeszczy Barbarzyńca, pospiesznie zmieniając ekwipunek.

Przełączam aurę z odpędzającej nieumarłych na taką, która poprawi nasze rzuty obronne. Iluzjonista kryje się pod płaszczem utkanym z wysokopoziomowej magii. Wielki jak blok potwór o nieco topornej aparycji wyciąga łeb, by mnie zaatakować, ale odskakuje, kiedy jego paszcza odbija się od lśniącej tarczy.

– Ale bieda! – krzyczy ze wzgardą KillerZet, kręcąc młynka.

– Oldschool! – odpowiadam.

Kiedy byłem dzieckiem, to wirtualne potwory właśnie tak pokracznie się zachowywały. Fizyka w grach była wtedy na żałośnie niskim poziomie. Teraz nie wygląda to przekonująco, ale przypomina szczenięce lata… Niespodziewanie uderza we mnie fala wibracji. Jednocześnie tekstury bestii stają się monochromatyczne.

– Co się dzieje?! – pytają zdezorientowani kamraci.

Zalewa mnie fala gorąca, bo czuję, że jestem źródłem tego zamieszania. Aktywuję skrypt autopilota i wychodzę z wirtuala.

– Obudźcie się! – słyszę z klatki schodowej wzmocniony elektronicznie głos. – Władza kłamie, świat należy do nas! Wylogujcie się, otwórzcie okna i wyjdźcie z domów! Nie ma żadnego wirusa…

Druciarze. Pierdoleni terroryści! Sądząc po odgłosach, dostali się na dach z megafonem i urządzeniem zakłócającym działanie internetu.

Zza ścian kawalerki raptem słychać rumor. Mieszkańcy, pozbawieni dostępu do życiodajnej sieci, wracają do reala. Ktoś otwiera drzwi i rusza po schodach na górę, klnąc soczyście. Ktoś inny uruchamia syrenę, na złość aktywistom. Ja, nauczony doświadczeniem, szybko wybieram numer alarmowy i wysyłam zgłoszenie. Patrol interwencyjny powinien tu być za cztery minuty.

– Co to za bajzel? – pyta KillerZet, fundując smokowi nawałnice cięć.

– Druciarze – odpowiadam, uderzając bronią o tarczę, by skupić na sobie uwagę potwora. Ostatnie, czego nam trzeba, to zdemaskowanie trzymającego się na dystans Iluzjonisty. Ma sporo niższy poziom i bestia zabije go przy pierwszej nadarzającej się okazji.

Konsekwentnie skracamy bossowi pasek wytrzymałości, kiedy po raz kolejny czuję wibrację. Ale tym razem jest ona delikatna i nie wpływa na środowisko. Pewnie kolejne żałosne wyczyny terrorystów, ale może to też być ochrona. W końcu to ja ich wezwałem.

– Zaraz wracam! – wrzeszczę, wybierając skrypt, kiedy smok niespodziewanie znika, a na jego miejsce pojawiają się dwa mniejsze gady, oraz kamień. Piękny, błękitny klejnot wielkości pięści. Z niezrozumiałych przyczyn ląduje kilka kroków ode mnie, a ja z równie niezrozumiałych przyczyn nie potrafię oderwać od niego oczu. Poprzednio, z daleka, wyglądał zwyczajnie, ale teraz…

– Jest mój! Odciągnijcie je, to go zabiorę! – woła HaraPota.

Dobrze, ale pozwól, że go najpierw obejrzę… Telekineza!

– Nie! – krzyczy tak głośno, że jego iluzja pryska.

Nie jest dobrze. Wibracje napływają ponownie, chcąc zwabić mnie do realnego świata, a ja wpatruje się jak głupi w bezwartościową błyskotkę.

– Pomóż mi, kurwo, bo go zabiją i kasa przepadnie! – woła Barbarzyńca.

Jak zawsze trzeźwa ocena sytuacji wyrywa mnie z odrętwienia.

– Zaraz, tylko spławię gliny.

Wychodzę z wirtuala i chcę zdjąć kask, ale wtedy uświadamiam sobie, że trzymam coś w ręce. Obiekt jest dziwnie twardy i ciepły. Skrzy się blado w wątłym świetle.

– O kurwa! – krzyczę, widząc klejnot w zaciśniętej dłoni. Jest dokładnie taki sam, jak w grze, tylko że to nie jest wirtual!

 

***

 

Mężczyźni… Prosi, by dzwonić raz, bo zajęty, więc dzwonię i czekam, choć nie jest to zgodne z procedurą, a ten nie otwiera. Powinnam dostarczać przesyłki w mniej niż trzydzieści sekund, o czym on dobrze wie, a czekam już prawie minutę.

Dzwonię więc drugi raz, a potem trzeci. W końcu drzwi otwierają się i uderza we mnie kwaśny odór, przywodząc na myśl jakieś odległe miejsce, które kiedyś mi się śniło.

– Dzień dobry! Twoje pranie jest gotowe! – deklamuję z uśmiechem, wręczając mu torbę.

– Dziękuję – odpowiada, ale jego twarz ma nieobecny wyraz.

Patrzy w moją stronę, ale nie na mnie. Mężczyźni…

– Do zobaczenia – rzucam jeszcze i już chcę odejść, ale wtedy moją uwagę przykuwa coś w jego dłoni. Jakiś błyszczący przedmiot, błękitny klejnot. Kamień! Zamieram raptem, bo coś mi to przypomina, jakąś sytuację, nadzieję… – Książę… – mówię, sama nie wiem dlaczego.

– O kurwa! – odpowiada, a jego twarz blednie. Ręce zaczynają mu drżeć, wbija we mnie spojrzenie nieobecnych przed chwilą oczu. – Ty wiesz… Jak! Co to jest? – pyta, wskazując na kamień.

Sama chciałbym wiedzieć. Przywołuje to jakieś wspomnienia, ale jakby zamglone. Coś, co chciałam zapomnieć, albo miałam zapomnieć? Trwamy tak przez chwilę, aż z groteskowej chwili wyrywa nas rumor na dole.

– Policja! Proszę pozostać w lokalach dla własnego bezpieczeństwa!

Niedobrze! Nie jestem u siebie, a oni wnikliwie sprawdzają dokumenty.

– To jest jakiś spisek, a ty bierzesz w tym udział – mówi drżącym głosem.

– Książę… – powtarzam po raz kolejny, spoglądając na niego.

Gdzieś z dołu słychać dźwięk zatrzaskiwanych drzwi i ciężkich butów, uderzających o schody. Ktoś się śmiej, ktoś bluźni, z góry słychać przerażone krzyki młodych ludzi.

 

***

 

Oszalałem albo świat oszalał. Nie da się przenieść przedmiotów z wirtuala do rzeczywistości. Jest to niemożliwe, niefizyczne… A jednak mam coś w dłoni, a ona coś o tym wie. Chciała uciekać, a ja szczerze chcę, aby uciekła, ale nie mogę na to pozwolić. Policja nie bierze jeńców, zwłaszcza patrole interwencyjne. Łapię ją za dłoń i wciągam do środka, jest niby zaskoczona, ale nie opiera się. Zatrzaskuję drzwi, kiedy mundurowi są raptem piętro niżej.

– Książę… – powtarza to słowo kilka razy, jednocześnie masując skronie.

– PrinzB – doprecyzowuję. – Skąd wiesz, jak się nazywam? – pytam, jednocześnie spoglądając na monitor.

Iluzjonista padł chwilę po tym, jak włączyłem autopilota. Widać kliknąłem zły skrypt. Od tego czasu HaraPota wciąż mnie wywołuje, bym wrócił i oddał mu kamień. Mówi, że wszystko mi wytłumaczy i zapłaci ekstra kasę.

– Nie wiem – odpowiada. Głos zaczyna jej się łamać, raptem chwyta moją dłoń. Czuję, że serce bije coraz szybciej. – Ale jesteś księciem. Ten kamień coś mi przypomina, kiedyś chyba mi się śnił, albo marzyłam o nim we śnie…

Z góry słychać odgłosy szamotaniny, a następnie wystrzały z broni powtarzalnej. Widać terroryści stawiają opór.

– Ale nie pamiętam, kiedy to było, chyba bardzo dawno – kończy.

– Nie należysz do spisku?

– Słucham?

Idioto! Pierwszy raz jesteś z prawdziwą kobietą tak blisko i wietrzysz spisek.

– Proszę. – Sam nie wiem czemu, po krótkiej chwili milczenia podaję jej klejnot. Tak jak w grze czułem nieodparte pragnienie, by wziąć kamień do ręki, tak teraz chcę się go jak najszybciej pozbyć. Niech się to skończy! – Weź go, może coś ci przypomni.

Waha się przez chwilę, a potem dotyka błyskotki.

 

***

 

Przypomniałam sobie! Pamiętam, po co tu przybyłam, a może to wszystko tylko szalony sen. Znalazłam go, a on uratował mnie. Matka Sheikh miała rację, to wymyka się ludzkiemu pojmowaniu. Poznałam go, jesteśmy razem i tylko to się teraz liczy. Książę nie jest przystojny czy przesadnie bogaty, ale daje radę, a teraz to ja wezmę się za niego. Ma za to w swojej małej twierdzy bramę do lepszego świata, który gorliwie poznaję. Przestałam jeździć na rowerze, ale coraz częściej chodzimy na spacery.

 

***

 

Beztrosko spoglądam w niebo. Mój świat runął, ale potem powstał na nowo, lepszy i bardziej kolorowy. Nie do końca wiem, kiedy oraz w zasadzie jak się to stało. Gramy i mieszkamy razem, jest pięknie. Idziemy, trzymając się za ręce. Kilka pierwszych spacerów było dla mnie mordęgą, ale jej uśmiech dał mi siłę i teraz codziennie, od nowa, poznaję okolicę. Warszawa faktycznie zmieniła się przez lata lockdownu, blokowiska powoli zarastają, wszędzie jest pełno zwierząt.

Zmiany klimatu również musiały zrobić swoje, bo pogoda oszalała. Przez cały czas świeci słońce, a na niebie zawsze widoczna jest tęcza, choć nigdy nie pada. Nie rozumiem dlaczego, ale po każdej wędrówce nasze ubrania skrzą się od kropel.

– Może jutro go spotkamy, to świetny gość – zapewniam. Taką przynajmniej mam nadzieję, nie widziałem KillerZet na żywo od ośmiu lat.

– Ale dziś nas wystawił i jeszcze ściemniał, że to nas nie ma – odpowiada, przewracając oczami.

Pewnie coś mu wypadło. Dziś są eventy na kilku serwerach, a może zwyczajnie jeszcze nie jest gotowy, by poznać nową osobę w realu, zwłaszcza dziewczynę. Izolacja zmienia ludzi…

– Dziki! – Taiki krzyczy i przystaje, wskazując stado kryjące się w zaroślach. – Zuchwałe są, kiedyś czmychały na widok ludzi, a teraz…

Jakie to ma znaczenie? Przyjaciele, kamień czy szalona pogoda, pierwszy raz w życiu jestem naprawdę szczęśliwy. Mam wrażenie, że możemy razem góry przenosić.

– A sio! – krzyczy, rzucając w stronę zwierząt patykiem. Jest taka odważna! – Już was tu nie ma!

Kij odbija się od gałęzi i znika w trawie. Dziki nawet tego nie zauważają, zajęte swoimi sprawami. Jest ich dziewięć, jakby trzy pary z jednym warchlakiem każda. Samiec powoli kroczy przed siebie, locha co chwilę przystaje, węsząc, a warchlak podbiega do nich, jeżeli tylko zbytnio się od niego oddalą.

Koniec

Komentarze

Cześć!

 

Początek dość hermetyczny. Nie jestem i nigdy nie byłem zapalonym graczem, więc tylko gdzieniegdzie wyłapałem (choć pewnie nie do końca należycie) nawiązania. Z drugiej strony i tak wywołałeś uśmiech, więc jest dobrze. Dla wtajemniczonych powinna to być zaś gratka.

Dalej było ciekawiej, gdy wydarzenia przeplatały się ze sobą. Nadal nie rozumiałem różnych elementów związanych z grami, lecz dałem się porwać historii. Opowieść zrobiła się wciągająca, choć oczywiście zmierzała we wiadomym od początku kierunku. Sceny księcia i księżniczki tasowałeś moim zdaniem bardzo umiejętnie. Podobało mi się również, że fragmenty z przeszłości Taiki zaprezentowałeś tak, że dawało to pole do popisu dla wyobraźni czytelnika.

Zakończenie niestety nie do końca mi podeszło. Wypadło niestety trochę sztampowo. Cudownie zdobyty kamień, po czym żyli długo i szczęśliwie, a bohater zrozumiał, że liczy się realny świat, a nie tylko granie w komputer. Z drugiej strony dziki zawsze na propsie (lubię, nie zaprzeczam). ;-)

Nadto nie wszystkie puzzle ułożyły mi się w spójną całość. W jaki sposób kamień dostał się do świata realnego? Co wiedział HaraPota? Czy policja przegoniła druciarzy (świetne określenie)? :P Być może te pytania powinny pozostać bez odpowiedzi, ale mogłem czegoś nie wyłapać. ;-)

Czytało się za to bardzo dobrze. Poniżej garść sugestii.

 

– Tylko nie przehulaj wszystkiego od razu! Cześć! – krzyczę, widząc(+,) jak jego postać blednie coraz szybciej.

Tyle(-,) że szybcy, wytrzymali i będzie ich dużo.

Tłumacz wycofuje się, pozostali dwaj mężczyźni odrywają wzrok od kartek.

Oszalałem(-,) albo świat oszalał.

Przestałam jeździć na rowerze, ale coraz częściej chodzimy czasem na spacery.

Taiki krzyczy i przystaje, wskazując mi stado kryjące się w zaroślach.

Jakie to ma znaczenie?

 

Pozdrawiam i życzę powodzenia w konkursie!

 

"Kozy mają mnie w nosie, a psy na ogonie." T. Rałowski

„Nic wędruje wszędzie, zawsze wyprzedzając coś, a w wielkim obłoku nieświadomości pragnie stać się czymś". T. Pratchett

Cześć!

 

Gekikara

 

Odpisuję z opóźnieniem, bo życie dopadło i wczoraj jedynie dokończyłem tekst. Wielkie dzięki za przeczytanie i zbetowanie kolejnego opka.

Od razu powiem, że ka z tych, którzy akceptują przekleństwa w aptecznych ilościach, kiedy wyraźnie służą oddaniu stanu emocjonalnego bohatera. Tu bluzgi w dialogach leją się strumieniami…

Już dodałem taga i informację w przedmowie. Uznałem, że bez tego postać będzie niezbyt autentyczna (a może zbytnio sugeruję się sąsiadem, który wieczorami gra w jakąś strzelaninę)

Incepcja? Są w wirtualu? Czy rzeczywistość jest wirtualem?

A to jest bardzo dobre pytanie ;-)

Przede wszystkim historia zdaje się nie być dokończona.

Tak, do tej pory zawsze rozwiązywałem wszystkie węzełki i tym razem postanowiłem spróbować czegoś nieco innego. W końcówce pojawia się wiele informacji sugerujących, że bohaterowie są w jakiejś innej rzeczywistości. W całym tekście jest kilka subtelnych wskazówek.

Podobnie został potraktowany przyjaciel Prinza – powinien pojawić się na koniec

Zdecydowanie tak, ma już swoje trzy min. w końcówce

Cała sprawa z emigracją, wszystkie te elementy podróży, wydają się trochę na doczepkę.

To miało z założenia współgrać z niemożnością bohaterki do przypomnienia sobie czegoś dłuższego z własnej przeszłości. Tam również jest kilka wskazówek odnośnie tego, co się tam stało.

Wątek wirtualnej Incepcji, czy też matrixa w matrixie – wiem, że tylko go zasugerowałeś, ale jest ciekawszy niż te okoloemigracyjne sprawy i szkoda, że nie poświęcasz mu znaków.

No tak się właśnie domyślam i pewnie kiedyś pojadę dalej tym pociągiem, ale póki co zostawię to w takiej formie. Pierwotnie, to miała być sporo dłuższa historia, ale zdecydowałem się skrócić ja do opowiadania na konkurs, zostawiając nieco otwarte i interpretowalne zakończenie.

 

 

 

FilipWij

 

Początek dość hermetyczny.

Oj tak, przypomniałem sobie czasy, kiedy sam w coś tam grałem i postanowiłem to w takim klimacie opisać.

Dla wtajemniczonych powinna to być zaś gratka.

Zobaczymy… Na to liczę i czekam ;-)

Podobało mi się również, że fragmenty z przeszłości Taiki zaprezentowałeś tak, że dawało to pole do popisu dla wyobraźni czytelnika.

Z jej historii poznajemy jedynie urywki, takie fragmenty wspomnień.

Zakończenie niestety nie do końca mi podeszło.

Odbioru zakończenia jestem bardzo ciekaw.

Cudownie zdobyty kamień, po czym żyli długo i szczęśliwie, a bohater zrozumiał, że liczy się realny świat, a nie tylko granie w komputer. Z drugiej strony dziki zawsze na propsie (lubię, nie zaprzeczam). ;-)

Czy oni faktycznie są w realnym świecie? (UWAGA SPOILER! scena z dzikami jest mocno nieprzypadkowa)

Nadto nie wszystkie puzzle ułożyły mi się w spójną całość.

Ok, rozumiem, bo opowiadanie jest nieco otwarte, ale… rzuć może jeszcze okiem na scenę z dzikami.

 

Sugestie uwzględniłem, błędy poprawiłem. Dzięki wielkie za przeczytanie.

 

 

 

Alicella

 

Ale szybka jesteś… Dzięki wielkie za zorganizowanie konkursu i lekturę. Z niecierpliwością czekam na wyniki i komentarz.

 

 

 

Pozdrawiam!

"Nie, żebym nie chciał! Wręcz zazdroszczę Tym, co potrafią ujść zatraty I łączą swe talenty owcze W stada wzajemnej aprobaty." J.Kaczmarski

Kojarzę, że tak jak dziki zachowywały się owce z gry. Czyli trafili jednak do świata wirtualnego? To byłoby ciekawe. ;-) Dzisiaj niestety jestem w przelocie, ale może jutro zajrzę po raz drugi. :-)

"Kozy mają mnie w nosie, a psy na ogonie." T. Rałowski

Hej, hej

Wszystkie odzywki, dylematy i problemy związane z grami rozpoznałem i potwierdzam – tak to wygląda :) Bluzgi, które tu dałeś są dość mocne (jeśli chodzi o ilość i rodzaj) jak na opowiadanie, ale słyszało się o wiele gorsze. Właściwie, nie bardzo jest się czym chwalić…

W każdym razie początek zapowiadał coś, bądźmy szczerzy, głupiego, ale szybko się rozkręciło i rozkręciło się ładnie. Jest i dramat uchodźców, płynących w poszukiwaniu lepszego życia, i tajemnica z niebieskim kamieniem (czemu bez wyjaśnienia?) i proroctwo od kogoś w rodzaju czarownicy.

Jakoś się to wszystko zamyka, choć koniec sugeruje kolejną rzeczywistość w grze, choć kto miałby ją robić już się nie dowiadujemy.

Jedziesz trochę stereotypami o graczu – obleśnym grubasie, który zmienia się pod wpływem dziewczyny. Miłość też wychodzi trochę landrynkowato, może dlatego, że tekst jest dość mroczny w wymowie – szczególnie wątek dziewczyn na statku.

Podobało mi się, że masz tu więcej niż widać na pierwszy rzut oka i część niedopowiedzeń na pewno podkreśla atmosferę tajemnicy.

Pozdrawiam z klikiem

Krarze, bardzo dobre i inspirujące opowiadanie. W młodości aż tyle nie grałem na kompie, za to wiele godzin spędziłem z przyjaciółmi przy “papierowych” rpg – D&D, Warhammer itp. Czytając I grali długo i szczęśliwie uśmiechnąłem się niejeden raz, przypominając sobie własne postacie (też byłem i paladynem i czarodziejem i barbarzyńcą). Zrobiłeś klimat swoim opowiadaniem, w dodatku czytało się lekko, przyjemnie, choć wydarzenia dziejące się w tle głównej historii wprowadzały lekki niepokój i skłaniały do namysłu. Wszystko zostało jednak wymieszane w odpowiednich proporcjach (no może poza wulgaryzmami ;)). 

Pozdrawiam!

Nie mam prawie żadnego doświadczenia z grami, ale udało mi się zbytnio nie pogubić. Jak dla mnie – trochę za wiele zostawiłeś niewyjaśnionych rzeczy. Niebieski kamień, HaraPota, kolejna warstwa gry… Gdzie jest prawdziwy real? W co się zamienią dziki?

Chwilę potrwało, zanim się zorientowałam, że historia dziewczyny to retrospekcje.

Babska logika rządzi!

Przyjemne i sprawne opowiadanie. Na początku gubiłem się trochę kiedy przeskakiwałeś z narracją ale potem się odnalazłem i było w porządku. Dialogi przez większość czasu były autentyczne. Fajnie wyszły ogólnie te przeskoki między scenami.

Wydaje mi się że opowiadanie jest przemyślane i dobrze rozpisane. Nie wiem czy jakoś szczególnie je planowałeś ale bardzo ładnie się domknęło na koniec i ta retrospekcja moim zdaniem bardzo fajnie wyszła. Motyw z pandemią na plus. Pytanie o co tak naprawdę chodziło z tym błękitnym klejnotem, ale możemy pozostawić to w sferze niedopowiedzeń :)

Klikam. 

 

Dwie uwagi do rozważenia:

 

Ktoś się śmiej,

Ktoś się śmieje,

 

a on uratował mnie

a on mnie uratował

Cześć!

 

Dla mnie ta końcówka jest nadal zbyt niejasna (chyba najbardziej przez kwestię dotyczącą teleportacji kamienia). Rozumiem korelację dziki-owce z wcześniejszego fragmentu, który ewidentnie dzieję się w świecie wirtualnym. Dostrzegam anomalie pogodowe. Mamy jednak takie zdania: „Kilka pierwszych spacerów było dla mnie mordęgą…”, „Taką przynajmniej mam nadzieję, nie widziałem KillerZet na żywo od ośmiu lat.” i „Dziś są eventy na kilku serwerach, a może zwyczajnie jeszcze nie jest gotowy, by poznać nową osobę w realu, zwłaszcza dziewczynę.”. Nawet jeżeli ostatnia scena odbywa się w grze, to chyba jednak bohater powrócił też na dobre do świata realnego (bo dlaczego spacery w grze miałyby stanowić dla niego mordęgę? Rozumiem, że pojawiła się dziewczyna, jednak w świecie wirtualnym PriznB byłby chyba o wiele bardziej pewny siebie ;-)).

A może brak doświadczenia z grami przesłania mi jakiś detal. ;-)

Tak czy inaczej jest to bardzo dobre opowiadanie.

"Kozy mają mnie w nosie, a psy na ogonie." T. Rałowski

Filipie, ja odniosłam wrażenie, że to kolejna warstwa gry, ale Prinz o tym nie wie. Jakby mu się śniło, że się obudził. Ale skąd zmęczenie, to już nie mam pojęcia. Może autosugestia?

Babska logika rządzi!

Czy zaawansowana rzeczywistość wirtualna nie może symulować zmęczenia? Skoro Prinz śmierdzi, czuje głód i tak dalej, to zmęczenie wpisuje się w ten schemat. Skomplikowany virtual, w którym możesz wejść w mniej skomplikowane virtuale.

Cześć!

 

Przepraszam, że dopiero teraz i kolektywnie (i na raty), ale życie dopadło.

 

Zanais

 

Wszystkie odzywki, dylematy i problemy związane z grami rozpoznałem i potwierdzam – tak to wygląda :)

Grało się kiedyś, powiadasz? Pisząc to opowiadanie, wspominałem dawne czasy chodzenia do kawiarenek internetowych. To były czasy… ;-)

 Bluzgi, które tu dałeś są dość mocne (jeśli chodzi o ilość i rodzaj) jak na opowiadanie, ale słyszało się o wiele gorsze. Właściwie, nie bardzo jest się czym chwalić…

Tak, ale zdecydowałem, że bez tego będzie bardzo sztucznie. Mieszkałem kiedyś w akademiku z chłopakiem, który dużo grał w Diablo 2 i jakieś późniejsze pochodne i pamiętam, że on przy tym bluzgał na potęgę, bo to budzi emocje, jak się w to wkręcisz.

W każdym razie początek zapowiadał coś, bądźmy szczerzy, głupiego

Miał wyjść humorystycznie i z dystansem… do przemyślenia.

Jakoś się to wszystko zamyka, choć koniec sugeruje kolejną rzeczywistość w grze, choć kto miałby ją robić już się nie dowiadujemy.

Tak, zakończenie jest mocno otwarte. Dałem kilka poszlak, ale czytając kolejne komentarze widzę, że są one zbyt subtelne. Do przemyślenia, następnym razem będę musiał to dopracować (i nie kończyć tekstu na ostatnią chwile, bo jakbym miał więcej czasu na becie, to dałby radę to nieco zoptymalizować)

Miłość też wychodzi trochę landrynkowato, może dlatego, że tekst jest dość mroczny w wymowie

Ale to nie jest miłość, to tylko niebieski kamień.

 

Dzięki wielkie za przeczytanie i za klika!

 

 

 

Lupus90Gno

 

Dzięki wielkie za wizytę

Czytając I grali długo i szczęśliwie uśmiechnąłem się niejeden raz, przypominając sobie własne postacie

Był to jeden z celów tego opowiadania, choć nie jest to jego sedno. Pisząc niejednokrotnie przypominałem sobie różne “growe” epizody.

choć wydarzenia dziejące się w tle głównej historii wprowadzały lekki niepokój i skłaniały do namysłu.

Hurra, udało się! To chyba mój pierwszy tekst z tak otwartym (niemal urwanym) zakończeniem.

 

 

 

Finkla

 

Jak dla mnie – trochę za wiele zostawiłeś niewyjaśnionych rzeczy.

Z każdym kolejnym przeczytanym komentarzem coraz bardziej się z Toba zgadzam w tej kwestii. Wychodzi na to, że zakończenie zamiast otwartego jest wręcz urwane. Nie mam do tego jeszcze wyczucia (albo właśnie go nabieram ;-) )

Gdzie jest prawdziwy real?

A czy real faktycznie istnieje?

W co się zamienią dziki?

W ogniste dziki chaosu. UWAGA SPOILER! Pierwotnie końcówka miał być dłuższa, dzik trafiony patykiem miał zniknąć, a pozostałe dziki miały zaatakować i albo zabić bohaterów (wersja 30k znaków), albo zostać zgładzone przez KillerZet pod postacią Barbarzyńcy (wersja z domknięciem wszystkich wątków, w 40k pewnie bym tego nie zmieścił, więc zrezygnowałem z tego).

Uznałem jednak, że mocno zmieni to odbiór tekstu, oraz jest to nieco zbyt absurdalne i poprzestałem na obserwacji zachowania dzików.

 

 

Tyle póki co, reszta za jakieś dwie godziny.

Pozdrawiam!

"Nie, żebym nie chciał! Wręcz zazdroszczę Tym, co potrafią ujść zatraty I łączą swe talenty owcze W stada wzajemnej aprobaty." J.Kaczmarski

Edward Pitowski

 

Przyjemne i sprawne opowiadanie.

Wielkie dzięki za lekturę.

Na początku gubiłem się trochę kiedy przeskakiwałeś z narracją ale potem się odnalazłem i było w porządku.

Trochę to pomieszane, ale cieszę się, że zrozumiałem. Zmiany w narracji nie są do końca przypadkowe, ale nie wykorzystałem tej karty do końca.

Nie wiem czy jakoś szczególnie je planowałeś ale bardzo ładnie się domknęło na koniec i ta retrospekcja moim zdaniem bardzo fajnie wyszła.

Planowałem w głowie, nie pisałem planu czy schematu blokowego. Z założenia miało się przeplatać: jego życie i urywki z jej “życia”, jednak bez ciągłości, tylko chronologicznie pokazane strzępki.

Motyw z pandemią na plus.

Lekki żarciki i skręt w stronę teorii spiskowych.

 

Dzięki wielkie za uwagę i za klika!

 

 

 

FilipWij (a także pozostali dociekliwi)

 

Nawet jeżeli ostatnia scena odbywa się w grze, to chyba jednak bohater powrócił też na dobre do świata realnego (bo dlaczego spacery w grze miałyby stanowić dla niego mordęgę? Rozumiem, że pojawiła się dziewczyna, jednak w świecie wirtualnym PriznB byłby chyba o wiele bardziej pewny siebie ;-)).

A to już jest kwestia postrzegania. Ta część opowiadania jest pokazana z perspektywy konkretnych osób. PrinzB zakłada, że wyszedł z wirtuala, ale nadal ma kamień w ręce, co trochę do reala nie pasuje. Z kolei dziewczyna jest bardzo “tu i teraz”, ma problem z przypomnieniem sobie tego, kim jest, albo kim była, a jednocześnie szybko “skraca dystans” do “Księcia”. Pokazałem to nieco zbyt skrótowo, ale postanowiłem postawić na taki subtelny przekaz (chyba zbyt subtelny, niestety; przy kolejnym tekście będę musiał to na becie przetestować).

 

Pozdrawiam!

"Nie, żebym nie chciał! Wręcz zazdroszczę Tym, co potrafią ujść zatraty I łączą swe talenty owcze W stada wzajemnej aprobaty." J.Kaczmarski

Pozwoliłem sobie dać ostatniego klika i dopiero teraz piszę komentarz, ale to dlatego, że opowiadanie podobało mi się już w trakcie bety. 

Tekst jest wciągający, zwłaszcza część o wirtualu, bo fragmenty z Taiki oceniam niżej. Świetny wybieg z kamieniem – nie spodziewałem się i zdebialem w tym momencie. Potem zacząłem kleić wszystko w całość, a końcówka już dała mi do zrozumienia, że mamy przed sobą swoistą incepcje. 

Myślę, że to jest najmocniejszy element tekstu i szkoda, że nie został bardziej wykorzystany. Marzy mi się, że napiszesz dalszy ciąg tego opowiadania. Może z perspektywy czarodzieja? Może będzie "w realu" szukał kamienia który bohater mu zabrał? Nie wiem. Ten tekst i ten świat ma potencjał. 

Chciałbym też napisać kilka słów o zakończeniu, bo jest genialną kropką nad i. Pięknie napisane i przemyślane, tak nienachalnie sugeruje coś, co wcześniej wplatasz w tekst, ale bez tej końcówki możnaby to przeoczyć. Serio, jedna z najlepszych klamr jakie tu widziałem. 

Mnie się obecna (subtelna) wersja podoba, chociaż nie odczytałem tego należycie. ;-)

Jest okazja by być dociekliwym i to duży plus. Przy pierwszym czytaniu dostrzegłem ten związek zachowania dzików, ale założyłem, że owce były po prostu zapowiedzią przyszłych losów bohatera (rodzina, powrót do realnego świata itd.). Tropy zatem zostawiłeś, tylko czytelnik poszedł inną ścieżka. ;-) 

"Kozy mają mnie w nosie, a psy na ogonie." T. Rałowski

Przeczytałem bez zgrzytów. Nie jestem i nie byłem fanem rąbanek i strzelanek, nie znam takich fanów wirtuala, ale pewnie są tacy . Interesujące opowiadanie, szkoda , że zakończenie poniżej poziomu całości.

Gekikara

 

Świetny wybieg z kamieniem – nie spodziewałem się i zdebialem w tym momencie.

Miło słyszeć, że dałem radę Cię zaskoczyć.

Myślę, że to jest najmocniejszy element tekstu i szkoda, że nie został bardziej wykorzystany. Marzy mi się, że napiszesz dalszy ciąg tego opowiadania.

Oj, kusisz… Im więcej o tym myślę, tym bardziej dociera do mnie, jak duży siedzi w tym potencjał. A pomysłów masa, tylko czasu brakuje, by wybrać najlepszy i zdziwić czytelników jeszcze nie raz. Chyba jednak zacznę w tym dalej grzebać.

Serio, jedna z najlepszych klamr jakie tu widziałem.

Wyszło, dobrze!

 

 

 

FilipWij

 

Tropy zatem zostawiłeś, tylko czytelnik poszedł inną ścieżka. ;-)

Czyli powinienem nieco więcej tych tropów zostawić jednak. Pisanie niełatwą sztuką jest…

 

 

 

Koala75

 

Dzięki wielkie za lekturę i komentarz.

Interesujące opowiadanie, szkoda , że zakończenie poniżej poziomu całości.

Czy mógłbyś nieco rozwinąć, bo jestem ciekaw co poszło z nim nie tak.

 

 

Pozdrawiam!

"Nie, żebym nie chciał! Wręcz zazdroszczę Tym, co potrafią ujść zatraty I łączą swe talenty owcze W stada wzajemnej aprobaty." J.Kaczmarski

Nie zabijamy piesków w opowiadaniach. Nigdy.

Pozdrawiam serdecznie kolejnego jurora!

"Nie, żebym nie chciał! Wręcz zazdroszczę Tym, co potrafią ujść zatraty I łączą swe talenty owcze W stada wzajemnej aprobaty." J.Kaczmarski

Niebieski kamień = blue pill z Matrixa?

Bardzo sympatyczne opko, chociaż kaskadowa rzeczywistość wirtualna nieco przeraża (nie da się już potem potwierdzić powrotu do rzeczywistości). Szczerze mówiąc – miałem nadzieję na podobne rozwiązanie w kolejnych częściach Matrix, ale panie Wachowskie się nie odważyły. Szkoda, ale jak widać papier (również ten elektroniczny) jest bezpieczniejszy, bo nie musi na siebie zarobić.

W sumie podpowiedź dostajemy od razu, klimatem rodem z Alladyna :)

Ogólnie – tym razem nie mam zastrzeżeń, pykło, przyjemna lektura i miłe opowiadanie. 

 

Cześć!

 

chociaż kaskadowa rzeczywistość wirtualna nieco przeraża (nie da się już potem potwierdzić powrotu do rzeczywistości).

A czemu przeraża, idzie w niej żyć ;-) A ostatnie dziki, które widziałem miały lepsze skrypty ;-)

Szczerze mówiąc – miałem nadzieję na podobne rozwiązanie w kolejnych częściach Matrix

Wirtualna rzeczywistość daje spore pole do popisu. Mam wrażenie, że nikt jeszcze go nie wykorzystał do końca, tak koncepcyjnie. A Matrix – tak, jak napisałeś – musi na siebie zarobić, więc może jedynie troszeczkę przesunąć granicę.

Ogólnie – tym razem nie mam zastrzeżeń, pykło, przyjemna lektura i miłe opowiadanie. 

Bardzo mnie to cieszy jestem wdzięczny za lekturę i komentarz.

 

Pozdrawiam!

"Nie, żebym nie chciał! Wręcz zazdroszczę Tym, co potrafią ujść zatraty I łączą swe talenty owcze W stada wzajemnej aprobaty." J.Kaczmarski

Krarze, nie mam żadnego pojęcia o grach, więc z lektury niewiele pojęłam. I to chyba wszystko, do czego mogę się przyznać.

 

Za­chwiał się na zdrę­twia­łych no­gach i szarp­nął za klam­kę.Za­chwiał się na zdrę­twia­łych no­gach i szarp­nął klam­kę.

 

Po chwi­li zo­sta­ję sam wśród NPCów. → Po chwi­li zo­sta­ję sam wśród NPC-ów.

 

de­li­kat­nie krzy­wy nos. Nie do­ra­sta elf­kom do pięt. Kro­pla wody kapie jej z nosa na ekran, uśmie­cha się, de­li­kat­nie… → Czy to celowe powtórzenie?

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Cześć Reg!

 

Wielkie dzięki za przeczytanie i wskazanie potknięć. Tematyka nieco hermetyczna, ale takie było zamierzenie. Pewnie niedługo to rozwinę i przy okazji postaram się uczynić całość bardziej uniwersalną.

 

Pozdrawiam!

"Nie, żebym nie chciał! Wręcz zazdroszczę Tym, co potrafią ujść zatraty I łączą swe talenty owcze W stada wzajemnej aprobaty." J.Kaczmarski

W takim razie, Krarze, pozostaję z nadzieją na bardziej czytelny dla mnie tekst.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Nie jestem graczem i przyznaję, że dopiero po lekturze komentarzy zorientowałam się, że oni są nadal w grze, tylko na jakimś innym poziomie. Wcześniej zastanawiałam się, jakim cudem on został z kamieniem w realu. Ale wtedy dziewczyna też jest w grze. I teraz pytanie, czy ona kiedykolwiek była rzeczywista, czy istniała w realnym świecie?

Nadal zostaje mi mnóstwo pytań, nieco innych niż przed lekturą komentarzy, ale wciąż mam wrażenie, że za dużo zostało w Twojej głowie ;)

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Cześć Irka!

 

Dzięki wielkie za lekturę i za komentarz. Ten tekst jest nieco hermetyczny i dlatego dla osób, które nie grały/grają albo nie spędzały/spędzają z graczami dużo czasu, będzie trudniejszy w odbiorze. Nie tłumaczę zaistniałych sytuacji ani wielu “pojęć”, których używam. Na coś takiego właśnie postawiłem i jestem niezmiernie ciekaw odbioru (przykładowo, gdybym chciał to rozwinąć, to czy i jak obniżyć próg?)

Wcześniej zastanawiałam się, jakim cudem on został z kamieniem w realu.

Tego nie wiem, to zwrot akcji ;-)

Ale wtedy dziewczyna też jest w grze.

Dziewczyna, albo projekcja dziewczyny. Tego nie wiemy ;-)

I teraz pytanie, czy ona kiedykolwiek była rzeczywista, czy istniała w realnym świecie?

Oraz dodatkowo: czy tam występuje gdziekolwiek jakiś realny świat? Wiem, duże to pole do domysłów, ale chciałem poeksperymentować z poziomem otwartości zakończenia.

 

Pozdrawiam!

"Nie, żebym nie chciał! Wręcz zazdroszczę Tym, co potrafią ujść zatraty I łączą swe talenty owcze W stada wzajemnej aprobaty." J.Kaczmarski

Pozdrawiam serdecznie kolejnego jurora!

"Nie, żebym nie chciał! Wręcz zazdroszczę Tym, co potrafią ujść zatraty I łączą swe talenty owcze W stada wzajemnej aprobaty." J.Kaczmarski

HaraPota – poplułam sobie monitor!

Świat graczy super i Simsy jako krok w stronę stabilizacji.

Bardzo mi się podoba.

Cześć Ambush!

 

Mam nadzieję, że monitor przeżył. Miło słyszeć, że rozbawiłem. Tekst maił być miejscami śmieszny ale nie tylko (powoli rozwijam go w coś dłuższego). Wielkie dzięki za lekturę!

 

Pozdrawiam!

"Nie, żebym nie chciał! Wręcz zazdroszczę Tym, co potrafią ujść zatraty I łączą swe talenty owcze W stada wzajemnej aprobaty." J.Kaczmarski

Cześć,

Komentarz ten został napisany jeszcze przed wstawieniem komentarza z jurorskim obrazkiem, zatem do tego momentu w tekście mogły zajść zmiany, których już nie śledziłem.

Piszesz w przedmowie, że to na lekko, ale lekkie to nie było. Jest w tym tekście sporo brudu i gorzkich scen. Lekkie były jedynie te chwile w wirtualu. Jak tak o tym pomyśleć – niezła metafora życia ;)

Bohaterowie są dobrze zarysowani. PrinzB jest trochę stereotypowy, ale ciekawie zagrałeś schematami. Taiki natomiast ma z kolei swoją trudną historię. O świecie dowiadujemy się niewiele, za to mamy ciekawie zarysowane środowisko, w którym porusza się główny bohater. Więcej tu wirtualu, w którym real jest tylko przeszkodą.

Co do fabuły, to czuję trochę niedosyt i do tego chyba nie wszystko zrozumiałem. Dziwna jest motywacja Taiki, by rzucić wszystko i wleźć w życie oblecha tylko dlatego, że ma niebieski kamień. Niby magia, przepowiednia, ale jednak to mi się trochę kłóci, ona łyka to zbyt lekko. HaraPota zbiera te kamienie, żeby później handlować tymi dziewczynami? Bo musi mieć z tego jakieś zyski. Zbyt dużo mam tu niedopowiedzeń, żeby stwierdzić, że wszystko ładnie się spina. Końcowe zdanie najpierw potraktowałem jako wskazówkę, że to jakaś incepcja i mamy kolejny wirtualny świat. Później stwierdziłem, że świat jest prawdziwy, ale chodzi o to, że bohater czuje się tak dobrze jak w wirtualu. A do tego, że zaraz wszystko się posypie i będzie wielka bitwa – witamy w stałych związkach, PrinzB!

Motyw księżniczkowy jest też dość zawiły. Główną księżniczkę upatruję w PrinzB, a Taiki ratowała się poniekąd sama, przed laty. Teraz zaciągnięcie jej do mieszkania to taki impulsowy ratunek, niebędący osią fabuły, a raczej wynikiem bieżących wydarzeń.

Mam mieszane uczucia co do wykonania technicznego, bo zdania są poskładane tak, że czyta się z przyjemnością, gdyby nie te przeskoki z trzeciej osoby na pierwszą, z czasu przeszłego na teraźniejszy, a potem jeszcze od bohatera do bohaterki. Myślę, że jesteś w stanie wszystkie je wybronić, mają swoje uzasadnienie, swoją rolę do odegrania, ale mnie to bardzo wybijało z rytmu.

Mimo narzekań tekst jest dobry, zagrałeś kilkoma już znanymi mi motywami, ale zmiksowałeś je tak na świeżo. Wyszło ciekawie.

Nie zabijamy piesków w opowiadaniach. Nigdy.

Cześć, Krar85! Bardzo Ci dziękuję za udział w konkursie.

 

Wykorzystanie motywu gry bardzo mi się podobało, ale zdecydowanie zniechęca ilość wulgaryzmów, które nie wydają się tu potrzebne aż w takim natężeniu. Kreację głównego bohatera zdecydowanie przejaskrawiłeś – gruby, zaniedbany gość, siedzi pośród sterty śmieci i się obżera – niezbyt to atrakcyjne dla czytelnika, taka kreacja po najmniejszej linii oporu. Połączyłeś w jednym opowiadaniu imigrantów, pandemię, teorie spiskowe i to się jak dla mnie nie klei, bo po tylko się prześlizgujesz po tematach.

Zakończenie trochę mnie nie przekonuje, chyba spodziewałam się większego znaczenia błękitnych kamieni. Jakoś to wszystko za łatwo poszło w końcówce, po prostu otworzył drzwi i dziewczyna zobaczyła kamień.

Technicznie jest sporo mankamentów. Początek opowiadania napisałeś w czasie przeszłym i narracji trzecioosobowej, a potem od sceny w karczmie narracja jest pierwszoosobowa i w czasie teraźniejszym, nie widzę w tym sensu.

 

Wyróżnienie Alicelli

Rewelacyjnie opisałeś wirtualną rozgrywkę i ten element opowiadania sprawił mi dużo frajdy.

„Nic wędruje wszędzie, zawsze wyprzedzając coś, a w wielkim obłoku nieświadomości pragnie stać się czymś". T. Pratchett

 Hejka, krar85 ;)

Tekst zalatuje trochę sztampą, kompletnie nie przypadł mi do gustu stereotyp tłuściocha siedzącego przed komputerem, żrącego co popadnie, którego los ulega zmianie pod wpływem dziewczyny.

Na szczęście w innych obszarach opowiadanie wypada znacznie lepiej. Całkiem ciekawie to wszystko wymyśliłeś, zwłaszcza w sferze fabularnej i jeśli chodzi o opis wirtualnej rozgrywki. Nie mam wcale poczucia, jakoby było zbyt hermetycznie, z grami nie miałem zbyt wiele do czynienia, a mimo to udało mi się wątku nie stracić. Są niedopowiedzenia, ale moim zdaniem w tym akurat przypadku działają raczej na korzyść opowiadania i podkręcają zainteresowanie, zamiast zostawiać czytelnika z bolesnym ukłuciem rozczarowania. Napisane solidnie, bo i warsztat masz solidny.

Troszkę blado wypada ten motyw księżniczki i nie do końca rozumiem, co dokładnie miałeś na myśli w tym względzie ;P

Pozdro, dzięki za wzięcie udziału w konkursie!

Cześć żyri!

 

Wielkie dzięki za organizację konkursu i przeczytanie. Szacun! W trakcie pisania tekstu nieco zmienił mi się pomysł (jak to zwykle ostatnio) i opowiadanie pozostało dosyć otwarte, a wiele wątków ledwie zarysowanych. Zgodnie z sugestiami i pytaniami czytelników wyciągnąłem wnioski i już tekst rozwijam, do końca listopada powinna się ukazać “extended version” (niestety, obawiam się, że mocno się to rozrośnie). Pojedziemy dalej tym pociągniem!

 

 

 

Krokus

Piszesz w przedmowie, że to na lekko, ale lekkie to nie było. Jest w tym tekście sporo brudu i gorzkich scen. Lekkie były jedynie te chwile w wirtualu.

Trochę goryczy wpadło, ale tylko trochę.

Motyw księżniczkowy jest też dość zawiły. Główną księżniczkę upatruję w PrinzB, a Taiki ratowała się poniekąd sama, przed laty. Teraz zaciągnięcie jej do mieszkania to taki impulsowy ratunek, niebędący osią fabuły, a raczej wynikiem bieżących wydarzeń.

Kurcze, czyli nie wybrzmiało. Do poprawy ;-)

Mam mieszane uczucia co do wykonania technicznego, bo zdania są poskładane tak, że czyta się z przyjemnością, gdyby nie te przeskoki z trzeciej osoby na pierwszą, z czasu przeszłego na teraźniejszy, a potem jeszcze od bohatera do bohaterki.

To miało z założenia czemuś służyć, ale zbyt subtelnie to zarysowałem. Do poprawy ;-)

 

 

 

Alicella

 

Wykorzystanie motywu gry bardzo mi się podobało, ale zdecydowanie zniechęca ilość wulgaryzmów, które nie wydają się tu potrzebne aż w takim natężeniu.

Stoję w rozkroku. Nie lubię wulgaryzmów, ale uznałem, że oddanie realiów tego wymaga. Nie mniej jednak, wielu osobom to przeszkadzało, więc już przepisuję wersję bez.

Połączyłeś w jednym opowiadaniu imigrantów, pandemię, teorie spiskowe i to się jak dla mnie nie klei, bo po tylko się prześlizgujesz po tematach.

Tak, zdecydowanie dużo tu wrzuciłem i zbyt szybko zakończyłem. Do poprawy ;-)

Rewelacyjnie opisałeś wirtualną rozgrywkę i ten element opowiadania sprawił mi dużo frajdy.

Dzięki!

 

 

 

AmonRa

 

Tekst zalatuje trochę sztampą, kompletnie nie przypadł mi do gustu stereotyp tłuściocha siedzącego przed komputerem, żrącego co popadnie, którego los ulega zmianie pod wpływem dziewczyny.

Kurcze, czyli nie wybrzmiało, bo to nie o tym miał być. Do poprawy ;-)

Nie mam wcale poczucia, jakoby było zbyt hermetycznie, z grami nie miałem zbyt wiele do czynienia

Ja kiedyś grałem, ale nie jakoś dużo. Dopiero w akademiku poznałem “nałogowców” i to w ich świecie postanowiłem osadzić moje opko.

Troszkę blado wypada ten motyw księżniczki i nie do końca rozumiem, co dokładnie miałeś na myśli w tym względzie ;P

Mam nadzieję, że w poprawionej wersji to nieco lepiej wybrzmi, choć tam będzie dużo mniej otwarte zakończenie (chyba, że się ponownie odmieni coś w głowie)

 

Pozdrawiam!

"Nie, żebym nie chciał! Wręcz zazdroszczę Tym, co potrafią ujść zatraty I łączą swe talenty owcze W stada wzajemnej aprobaty." J.Kaczmarski

Fajnie, że powstają takie teksty, powiedzmy, gamefiction (nie wiem, czy taka nazwa jest w użyciu). Podoba mi się ten nurt. Że są hermetyczne dla wielu czytelników? Trudno. Niektóre teksty hard SF są tak hard, że bez bardziej zaawansowanej wiedzy z nauk ścisłych też można się nieźle pogubić. 

Stereotyp gracza – tak jak nadwaga czy samotność dadzą się uzasadnić fabularnie, tak po co to niechlujstwo? Wycieranie rąk w koszulkę? Oddawanie moczu w spodnie? Brakuje tylko, żeby bohater jeszcze był agresywny w realnym świecie i krzywdzący stereotyp gracza mamy spełniony w stu procentach. Protestuję wobec takiego obrazu gracza, bo jak dobrze możemy dzisiaj zaobserwować, grają wszyscy, młodzi i starzy, otyli i wysportowani, samotni i z rodzinami, mężczyźni i kobiety. Ograniczenie bohaterów-graczy do samotnych, otyłych, wręcz obrzydliwych jeśli chodzi o higienę mężczyzn jest bardzo niefajne i, według mnie, słabe literacko. Niewiele pisałeś o innych postaciach z drużyny PrincaB, ale podejrzewam, że też wpisują się w ten stereotyp. Poczytałbym opko, w którym bohaterką-graczką jest zamężna kobieta z dziećmi, bogatym życie towarzyskim i dobrą pracą – takie osoby też grają w gry ;)

Wulgaryzmy – chyba okej, zupełnie bez nich chyba byłoby nieprawdziwie. Świat gier MMO znany jest z wulgaryzmów i obrażania matek. To tak jakby napisać opowiadanie o ludziach z półświatka i nie użyć ani jednej "kurwy". Nie wszystko musi być "family-friendly". Wulgaryzymy są częścią języka, czy to się komuś podoba czy nie. Jeśli jako autor czujesz, że wulgaryzmy są potrzebne, to ich używaj i nie ulegaj presji czytelników ;) Pamiętać tylko trzeba, że papier jest mniej chłonny na wulgaryzmy niż język mówiony, więc nie można z nimi przesadzić, bo się będzie po prostu źle czytać. Tutaj przesady nie czułem. Nie uważam więc, żebyś musiał się przekleństw całkowicie pozbywać w "extended version". Może nieco ograniczyć, zostawić je przynajmniej jednej z postaci?

Fabularnie było trochę niejasności, o których już pisali przedpiśccy. Czekam więc na rozszerzoną wersję opka, bo zakończenie mnie bardzo zaintrygowało.

Witam serdecznie kolejnego czytelnika!

 

Stereotyp gracza – tak jak nadwaga czy samotność dadzą się uzasadnić fabularnie, tak po co to niechlujstwo? Wycieranie rąk w koszulkę? Oddawanie moczu w spodnie?

To nie jest zwykły gracz, to jest człowiek, który ograniczył życie w realu do absolutnego minimum. To nałogowiec, celem tekstu nie jest stygmatyzacja graczy. Ale przemyślę to jeszcze, by nieco inaczej to pokazać, nieco inaczej rozłożyć nacisk.

Protestuję wobec takiego obrazu gracza, bo jak dobrze możemy dzisiaj zaobserwować, grają wszyscy, młodzi i starzy, otyli i wysportowani, samotni i z rodzinami, mężczyźni i kobiety.

Wiem. Sam też grałem i nic do grania nie mam (pod warunkiem, że ma się nad tym kontrolę). Mieszkałem kiedyś w akademiku z gościem, który tłukł w MMORPG 12 – 14 h/dobę. Nigdy nie widziałem, by się zlał, ale wycieranie gili i rąk po kebabie w ubranie do rzadkich nie należało.

Wulgaryzmy – chyba okej, zupełnie bez nich chyba byłoby nieprawdziwie. Świat gier MMO znany jest z wulgaryzmów i obrażania matek.

Oj tak, zwłaszcza jak biją ;-)

Nie uważam więc, żebyś musiał się przekleństw całkowicie pozbywać w "extended version". Może nieco ograniczyć, zostawić je przynajmniej jednej z postaci?

I znowu mam zagwoztkę… ;-)

Fabularnie było trochę niejasności, o których już pisali przedpiśccy. Czekam więc na rozszerzoną wersję opka, bo zakończenie mnie bardzo zaintrygowało.

Będzie, tylko, dajcie mi czasu. Tak dużo pomysłów, a life taki krótki.

 

Dzięki wielki za lekturę i komentarz.

 

Pozdrawiam!

"Nie, żebym nie chciał! Wręcz zazdroszczę Tym, co potrafią ujść zatraty I łączą swe talenty owcze W stada wzajemnej aprobaty." J.Kaczmarski

Nie uważam więc, żebyś musiał się przekleństw całkowicie pozbywać w "extended version". Może nieco ograniczyć, zostawić je przynajmniej jednej z postaci?

I znowu mam zagwoztkę… ;-)

To jest problem pozostania przy realizmie, a zmodyfikowania tekstu dla większej ilości czytelników ;)

Teamspeak/Discord podczas Pvp to prawdziwa kopalnia wulgaryzmów. Dla wielu może to być zbyt ciężkostrawne.

Nowa Fantastyka